Granica przyjaźni damsko-męskiej (MałaMi)  3/5 (5)

8 min. czytania

TOŚKA:

Padało. I dobrze. Roniąc krople deszczu niebo szlochało razem ze mną. Łączyło się w bólu rozgoryczenia i doznanego poniżenia. Siedząc na mokrej, bujanej huśtawce w ogrodzie mojego najlepszego przyjaciela, sącząc półsłodkie wino wprost z butelki, płakałam gorzkimi łzami porzucenia.

– Zostawił mnie. Rzucił jak pierwszą lepszą. Mnie… dziewczynę, która nosi pod sercem jego dziecko. Co ludzie powiedzą? – łkałam rozpaczliwie w ramionach Łukasza. Ten szeptał tylko:

– Nie płacz maleńka, szkoda łez… życie jest takie, jakie jest – i czule mnie obejmował.

Żadne słowa ani gesty nie przynosiły ukojenia. Nie pozwalały choć na chwilę przestać myśleć o największej porażce mojego osiemnastoletniego życia. Miłość życia okazała się egoistycznym dupkiem… szkoda tylko, że tak późno to do mnie dotarło…

Przez osiem cudownych, pełnych uniesień, niezapomnianych miesięcy zauroczenie unosiło mnie nad ziemią. Choć innych przytłaczała jesienna depresja, dla mnie wciąż trwała wiosna. A potem chwila nieuwagi… i skończyła się wiosna, zauroczenie szlak trafił, z łomotem spadłam na ziemię, niszcząc sobie przy tym życie… Podobno nie ja pierwsza i nie ostatnia! Dobrze, że przynajmniej mam się komu wypłakać. Na Łukaszu nigdy się nie zawiodłam. Co z tego, że jest druga nad ranem, co z tego, że pada – on siedzi tu ze mną i cierpliwie słucha, czule obejmuje i ociera łzy, moknie a mimo to głaszcze po plecach. Teraz też mi pomoże – zawsze mi pomagał…

Zaczęło świtać. Ulewny, ciepły, czerwcowy deszcz wciąż padał. Wypite wino przyniosło sztuczne uczucie ulgi. Co z tego, że nie powinnam pić? Leżąc głową na kolanach Łukasza spojrzałam mu w oczy. Wyczytałam w nich pożądanie. No tak… przemoczona bluzka ściśle przylegała do moich piersi. Poczułam się naga. Przemoczony materiał uwydatnił stojące sutki. Jeansy jeszcze ciaśniej niż zwykle obejmowały nogi, były niczym druga skóra. Na mokrych włosach poczułam prawą dłoń Łukasza. Ciepłe palce lewej dłoni pieściły przez koszulkę płaski jeszcze brzuch, delikatnie zataczając na nim kółka. Usta zaczęły się pochylać nad moimi. Owiały je ciepłym oddechem. Delikatnie niczym skrzydła motyla, płatki rozkwitającego kwiatu musnęły moje usta. Plan zaczynał działać. Misternie uknuta intryga przybierała wymiary realności.

Wargi odpowiedziały na czułą pieszczotę. Pogłębiłam pocałunek. Zdecydowanie wkroczyłam językiem do ust Łukasza, zaczynając namiętny i cudowny taniec – już wiedziałam, że mi się udało. Łukasz był mój. Piersi przylgnęły do jego torsu. A w umyśle toczyła się wojna… wojna uczuć. Rodzące się pożądanie walczyło z głosem rozsądku – w rezultacie spychając go w otchłań świadomości, odnosząc tym samym gorzki sukces… Ręce objęły szyję Łukasza. Palce wczepiły się w jego mokre włosy. Teraz moje usta z żarliwością godnego przeciwnika poczęły odpowiadać na naglącą pieszczotę jego warg. Język czule masował jego własny, dzieląc z nim posmak wypitego alkoholu. Usiadłam na kolanach Łukasza, udami obejmując jego biodra. Objął mnie ciepłymi ramionami. Palcami umiejętnie rozwiązywał tasiemki przemoczonej bluzki, zsuwając ją muskał moje nagie plecy. Ręce Łukasza znieruchomiały dopiero tuż pod piersiami. Ustami dotykał mi ucha. Jęknęłam cicho, uświadomiwszy sobie, że dotyka mojej piersi. Otoczył palcami krągłość w geście milczącego pożądania. Brodawka zniknęła w miękkim zagłębieniu wnętrza jego dłoni. Oddech parzył szyje. Palce zacisnęły się mocniej. Poczułam, jak sutek twardnieje pod tym uściskiem.

Następnie ręce spłynęły na moje uda. Lekko je przyszczypując, dawkowały obiecaną rozkosz. Wolniutko poczęły rozpinać guziki spodni. Po chwili przeniosły się na pośladki. Czule je obejmując, głaszcząc z uczuciem, wzmagały tym samym pożądanie. Nie tracąc czasu, pozbawiłam Łukasza koszulki. Wylądowała ona koło pustej butelki, u naszych stóp. Palcami przeczesałam gęstwinę ciemnych, kręconych włosów. Drugą dłonią muskałam jego sutki, delikatnie drapiąc je paznokciami.

Zsuwając się z kolan mojego kochanka ściągnęłam do końca własne spodnie, wraz z majtkami. On pozbył się swoich. Zobaczyłam stojącą męskość. Chciałam uklęknąć pomiędzy jego nogami, by móc złożyć na niej pocałunek, jednak Łukasz nie pozwolił mi na to. Posadził mnie z powrotem na swoich kolanach. Powoli unosiłam się i opadałam, góra, dół, góra, dół, za każdym razem czując go głębiej w sobie. Ciasno obejmowałam prężącą się męskość. Obejmował mnie ciasno i głęboko całował. Potem zszedł pieszczotami na szyję. Wciąż trzymając mocno Łukasz odchylił mnie w tył, by utorować swoim ustom drogę ku piersiom. Zwinny język muskał stojące sutki. Wargi wsysały je w swoje czeluści. A mi w oczach znowu stanęły. Na twarzy poczułam krople deszczu.

Łukasz ponownie ujął w dłonie moje biodra. Poruszałam się coraz szybciej, coraz mocniej wciągając go w siebie. Po chwili jego ciało przeszył dreszcz. Stężał na parę sekund, by potem się rozluźnić. Poczułam w sobie ciepło nasienia. Własny orgazm udałam. Nie było fajerwerków, nie było motyli w brzuchu. Została świadomość, że przespałam się z człowiekiem, który jest mi bliski jak brat…

Wyszeptałam wtedy:

– Łukasz, proszę, ożeń się ze mną. Wiesz, że jak ludzi się zorientują, że jestem w ciąży, będzie mnóstwo gadania. A tak…

Wypowiadając owe słowa miałam świadomość, że postawiłam go przed trudnym wyborem…. Sama też przed takowym stanęłam: albo dziecko będzie miało czułego, kochającego ojca, a ja męża, który bardziej jest mi raczej bratem niż kochankiem… albo zostanę matka samotnie wychowującą maleństwo, będące owocem największej miłości mojego życia. Z dwojga złego wolałam to pierwsze…

* * *

ŁUKASZ:

Tośka była moją najlepszą przyjaciółką. Poznaliśmy się jeszcze w przedszkolu. Podeszła wtedy do mnie i wyrywając mi garść włosów z głowy zmusiła, bym zwolnił huśtawkę. Wtedy płakałem ja. Dziś płacze ona. Siedzi w moim ogrodzie, na mokrej huśtawce i wylewała gorzkie łzy. Ten łajdak, z którym była od pewnego czasu, zrobił jej dziecko, a teraz bezczelnie roześmiał się w twarz i powiedział, że to już jej problem. Popijając półsłodkie wino wprost z butelki łkała: że porzucił ją jak pierwszą lepszą. Obejmując ją i głaszcząc po plecach cicho szeptałem słowa pocieszenia:

– Nie płacz maleńka, szkoda łez… życie jest takie, jakie jest!

Powoli wstawał świt. Deszcz wciąż padał. Wino już dawno się skończyło. A Tośka chyba zasnęła, leżąc głową na moich kolanach. Myśli nieustannie pędziły w mojej głowie. Z jednej strony miałem ochotę rozwalić skurwysynowi tę jego podobno przystojną twarz, z drugiej żal mi było Tośki. Długo myślałem, jak mam się w tej sytuacji zachować. Jestem tylko, albo też aż – jej przyjacielem… Kiedyś chciałem być kimś więcej. Ale to było tak dawno temu… Razem dorastaliśmy, na moich oczach z rozpieszczonego, okropnego dzieciaka, który wszędzie za mną łaził, Tosia wyrosła na śliczną, inteligentną dziewczynę. Czasem, leżąc samotnie w nocy zastanawiałem się, jak smakują jej usta, czy dziś się kochała? Czasem Tosia nieświadomie mnie podniecała. Kusząco zniżała głos i spoglądała mi w wargi. Dziś mimo wszystko wolałem być jej przyjacielem. Nie chciałem zmieniać niczego między nami…

Popatrzyłem na tego śpiącego anioła. Przemoczona bluzeczka kleiła się do ciała. Pod mokrym materiałem kusząco rysowały się ponętne piersi. Podnieciło mnie to. Znowu nie miała stanika, przemknęło mi przez głowę, gdy dostrzegłem stojące i odznaczające się pod przemoczoną tkaniną sutki. Tosia często nie nosiła stanika. Nie dlatego, że nie musiała. Ot po prostu, nie miała na to ochoty. Czasem odnosiłem wrażenie, że kusi tym facetów. Oczekuje ich reakcji – tego błysku pożądania w oczach, lubieżnego spojrzenia, oblizywania się ukradkiem. Śmiała się wtedy i „analizowała zachowanie samców” – jak lubiła to określać.

Tosieńka spojrzała na mnie tymi swoimi smutnymi, szarymi oczami. Niemal przyłapała mnie na tym, jak wpatruje się w jej biust. Już od pewnego czasu, zupełnie nieświadomie, gładziłem ją po włosach. Drugą dłonią zataczałem kręgi na jej brzuchu. Pochyliłem się nad leżącą Tosią i z czułością musnąłem jej wargi. Miał to być zwykły, przyjacielski pocałunek. Przecież już nie raz dawałem jej buziaka. Odpowiedziała na niego, wsuwając mi język głęboko w usta. Unosząc się nieco, przytuliła się całą sobą. Ręce zarzuciła mi na szyję. Palcami błądziła w moich włosach. Pod wpływem impulsu i nastroju tej żałosnej, a jednak podniecającej chwili, zaczęliśmy się namiętnie całować. Odpowiadała na to, co robiłem z niepohamowaną namiętnością. Jej ciepły język zapraszał mnie do tańca. Wargi syciły się wzajemną słodyczą ust.

Usiadła mi na kolanach, objęła udami. Wodziłem dłońmi po jej plecach, by w końcu, powoli, wziąć się za rozplątywanie tasiemek bluzki, a następnie zsunąć ją ze zgrabnych ramion mojej przyjaciółki. Z początku nieśmiało pieściłem kształtne piersi. Kładłem na nich całą dłoń, jakby chcąc zbadać, ile z tej cudownej krągłości zmieści mi się w ręku. Potem otaczałem stojący sutek złączonymi palcami. Usłyszałem cichy jęk Tosi. To stanowiło dla mnie zaproszenie do dalszych pieszczot.

Przeniosłem ręce na zgrabne uda. Po chwili pieszczot, powoli zacząłem rozpinać jej spodnie. Wsunąwszy dłoń pod ich materiał mogłem pieścić cudowną pupę. Już dawno miałem ochotę zbadać jej miękkość i sprężystość. Tak rozkosznie – choć zapewne nieświadomie kręciła nią przy każdym ruchu. Tośka tymczasem zmagała się z moja koszulą. Gdy już sobie z nią poradziła, palcami jęła muskać wrażliwe sutki. Szczypała je z wyczuciem.

Nagle zeszła z moich kolan, tylko po to, by do końca pozbyć się spodni. Skwapliwie uczyniłem to samo. Nie pozwoliłem, by masowała mnie ustami. Byłem za bardzo podniecony, by móc wytrzymać taką pieszczotę. Na powrót posadziłem ją sobie na kolanach i delikatnie wniknąłem w jej wnętrze. Tosieńka zaczęła się poruszać razem mną, pozwalając, bym wsuwał się coraz głębiej. Czułem jej ciepłe, aksamitne wnętrze zaciskające się na członku. Odchyliłem ją w tył, niemal kładąc ją sobie na  udach i kolanach. Na mokrej skórze odbijały się kuszące refleksy ogrodowego światła. Tworzyły tam ciekawe wzory. Językiem zacząłem muskać jej sutki. Pachniała tak podniecająco. Wanilią. Wchłonąłem ustami tyle jej aksamitnej piersi ile tylko zdołałem, pieszcząc językiem twardy sutek…

Byłem tak silnie podniecony, że nie mogłem zbytnio przedłużać owych pieszczot. Trzymając Tośkę za biodra wbijałem się w nią z coraz bardziej niepohamowaną siłą. Czułem zbliżające się spełnienie. W końcu wytrysnąłem, głęboko w jej wnętrzu.  Sekundę później swoją rozkosz przeżyła Tosia. Zgraliśmy się niemal doskonale.

Po chwili usłyszałem:

– Łukasz, proszę, ożeń się ze mną. Wiesz, że jak ludzi się zorientują, że jestem w ciąży to będzie mnóstwo gadania. A tak…

Zastygłem w bezruchu. Myśli zaczęły pędzić i zmieniać się, jak w kalejdoskopie. A więc to po był ten moment uniesienia? Jednym zdaniem Tośka zadała mi bolesną ranę. Zaoferowałem jej kiedyś swoją przyjaźń, poczucie bezpieczeństwa. A teraz miałbym jej dać jeszcze swój dom, nazwisko? Być ojcem jej dziecka, które spłodził ktoś zupełnie inny? Wspólne z nią przejść przez życie? Tylko po to mam się poświęcić, by ludzie nie gadali? Ona w ogóle przejmuje tym „co ludzie powiedzą?” Teraz już chyba trochę za późno na myślenie o tym. Mleko się rozlało . Zresztą, po co się przejmować ludźmi. Oni zawsze potrafią komuś przypiąć łatkę. Zwłaszcza jeśli się mieszka w tak małej miejscowości jak nasza. Zgoda, jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Moglibyśmy być zgodnym małżeństwem, dobrymi rodzicami? Ale gdzie w tym wszystkim miłość? Nie kocham jej, tak jak powinno kochać się kobietę swego życia. Tak, podnieca mnie, jest cholernie atrakcyjna… ale to zbyt mało, się ze sobą związać. Podniecenie z czasem minie. Uroda zblednie. I co wtedy? Będę się budził co rano i patrzył na kogoś, kogo nie darzę uczuciem? Na dziecko, z którego poczęciem nie miałem nic wspólnego? Którego rodzicem zwyczajnie być nie chcę?

Tosiu. Przepraszam. Przykro mi. Nie. Nie jestem aż tak szlachetny. Nie jestem gotów na takie poświęcenie! Nawet w imię naszej przyjaźni. Nawet dla ciebie…

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Zmysłowe i smutne, tak jak lubię w erotyce, która wyszła spod kobiecej ręki. Aż zdziwienie mnie bierze, że opowiadanie nie było jeszcze tutaj publikowane. Na pewno czytałem je jeszcze na DE i zrobiło na mnie wówczas spore wrażenie. Zresztą od pierwszej lektury byłem fanem MałejMi 🙂

Cześć Frodli!

Wygląda na to, że jeśli MałaMi nie wróci do pisania, to będzie ostatnie jej opowiadanie na NE. Zostały już do publikacji tylko nieliczne miniatury, wszystko inne pojawiło się już na naszych łamach.

Co do Ciebie również mam nadzieję, że niedługo uraczysz nas nowym opowiadaniem Twojego autorstwa – „Przekleństwo ekstazy” szczęśliwie zamknięte, po niemal dekadzie. Pora na nowe projekty 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Witam. Takie sytuacje jak przedstawiona w tym krótkim opowiadaniu, zdarzają się dość często. Jednak po przeczytaniu poczułem lekki niedosyt. Historia przedstawiona nieco zdawkowo. W istocie kryje się w niej nieco większy potencjał. Można by nieco rozwinąć dylemat Łukasza, czy może nawet go stworzyć. Przedstawić różne podejścia kształtujące decyzję. No ale to Twój utwór. Być może kiedyś jeszcze Napiszesz coś bardziej ambitnego, liczę na to bo Twoje opowiadania nie są ogólnie liche.

Lisie – zdecydowanie częściej musisz przypominać takie starsze teksty na grupie! 🙂
Samo opowiadanie jest natomiast, jak lata temu wspomnieli przedmówcy, bardzo życiowe. I tym bardziej doceniam, że w gruncie rzeczy smutna, pełna refleksji historia nie kończy się sztucznym happy endem.

Nasze przepastne zasoby można eksplorować również na własną rękę – zachęcam 🙂

Napisz komentarz