Consuetudo est altera natura. (B.S.) 4.53/5 (5)

Rozpinał w pośpiechu białą suknię, rozrywając materiał, który po chwili opadł na podłogę. Odkrył ściśnięte w koronkowym biustonoszu piersi i ukryte pod cienką bielizną łono oraz smukłe nogi. Powoli pozbyła się muszki i zajęła rozpinaniem koszuli.
– Szybciej, na litość boską. – Odepchnął drobne dłonie i szarpnął tkaninę, a po chwili kilka guzików poturlało się po podłodze. Perlisty śmiech rozniósł się po pomieszczeniu. Przyciągnął Monikę do siebie.

– Jesteś taka piękna – wyszeptał. Przesunął wilgotnymi wargami przez policzek aż do ucha. – Moja żono. – Muśnięcie małżowiny koniuszkiem języka przyprawiło ją
o dreszcze. Nigdy żadna kobieta nie podniecała go tak bardzo, jak Monika. Nie mógł nasycić się jej ciałem.

– Pozwól, że się tobą zajmę – wyszeptała. Oczy koloru burzowego nieba spoglądały na niego, kiedy rozpinała skórzany pasek. Oparł się wygodnie o parapet, obserwując poczynania Moniki. Opadła na kolana, wtulając twarz w jego krocze. Kształt członka rysował się pod ciasnym materiałem, tworząc wyraźne uwypuklenie. Zsunęła spodnie wraz z bielizną i przyssała się do wypełnionych nasieniem jąder. Po chwili z pasją oblizała czubek penisa, po czym wsunęła całego do ust. Zamknął oczy, rozkoszując się intensywnym doznaniem. Owinął długi kasztanowy warkocz panny młodej wokół nadgarstka, przytrzymując głowę. Z fascynacją obserwował pełne usta, w których na przemian pojawiała się i znikała twarda męskość. Kiedy poczuł, że jest blisko wysunął się i podniósł Monikę z kolan.

– Jak mam cię zerżnąć? – zapytał miękko, ocierając strużkę śliny, ściekającą kącikiem ust. Przesunął wzrok na jędrny biust. Od razu sięgnęła ręką zza plecy, a po chwili stanik wylądował u jego stóp. Musnął palcami sterczące sutki. W odpowiedzi uśmiechnęła się, zagryzając wargę. Mężczyzna rozejrzał się po przestronnym pokoju. Wszędzie paliły się świece, a podłoga obsypana była krwistoczerwonymi płatkami róż, które tworzyły ścieżkę do zaścielonego satynową pościelą łoża. Na okrągłym szklanym stoliku stał wazon wypełniony białymi tulipanami, a tuż obok chłodziło się słodkie czerwone wino.

– Oprzyj się – poprosił, zamieniając się z nią miejscami. Wyszedł z ubrań i przyjrzał się swojej żonie. Krągłe pośladki oddzielał od siebie jedynie pasek koronkowych stringów. Zdjął je i wymierzył kobiecie mocnego klapsa. Z fascynacją przyglądał się, jak blada skóra przybiera różowy odcień. Opadł na kolana i wtulił twarz w pupę. Zapach podnieconej kobiety wyostrzył zmysły. Wsunął kciuk w kobiecość, a ona poruszyła biodrami, nadziewając się najmocniej, jak mogła.

– Nareszcie jesteś moją żoną. – Uśmiechnął się pod nosem, masując łechtaczkę. Ucałował jeden z pośladków i stanął za kobietą.

– Proszę – kwiliła, opierając czoło o zimną szybę. Cofnął dłoń, nakierował członka pomiędzy wilgotne wargi i pchnął delikatnie. Jęknęła, dobijając od razu do jego bioder. Ukarał ją siarczystym klapsem i zaczął się poruszać. Przestrzeń wypełniły pojękiwania
i klaskanie poszukujących wspólnego rytmu ciał. Przyśpieszył, a smukłe dłonie oparły się o szklaną taflę. Jedną ręką chwycił pierś, zamykając sutek pomiędzy dwoma palcami. Druga na biodrze przytrzymywała w miejscu gubiącą rytm małżonkę. Nagle drobnym ciałem targnął spazm; jeden, a po chwili drugi. Mięśnie pochwy zacisnęły się wokół penisa, przynosząc i jemu spełnienie. Złapał w odbiciu jej zamglone spojrzenie. Złota obrączka mignęła, odbijając światło palących się świeczek.
– Kocham cię – wyszeptał żonie do ucha.

***

– Mam cię dość! – wykrzyczała, tłukąc w furii rodzinną porcelanę.

– Uspokój się, do cholery – prosił, próbując uspokoić szamoczącą się kobietę. Skakali sobie do gardeł od kilku miesięcy, nie mogąc znaleźć porozumienia. Wkurwiał ją, pieprzony pan i władca! Nie słuchał, nie rozumiał. Zamykał temat, nim zdążyła cokolwiek powiedzieć. Wiedziała, że popełniła błąd wychodząc za niego nim minęła pierwsza rocznica. Zdarzało się, że nie rozmawiali tydzień, by później wykrzyczeć sobie w twarz wszystko, czego nie potrafili omówić na spokojnie. Kłócili się zawzięcie przy byle okazji, zamieniając w pobojowisko całe mieszkanie. Właściwie, to tylko ona krzyczała. On miał w zwyczaju palić papierosa, patrząc tym swoim beznamiętnym wzrokiem. Doprowadzony do ostateczności zwykł mawiać: „Przestań w końcu pieprzyć” i wychodził, trzaskając drzwiami.

– Po co to zrobiłeś? Spieprzyłeś wszystko! – Spojrzała prosto w zimne oczy Rafała. Stał przed nią tak odległy, jak nigdy. Próbowała znaleźć w jego przystojnej twarzy to coś,
co sprawiło, że powiedziała: „Tak”, kiedy padł przed nią na kolana. Byli tacy młodzi.. Zielone oczy mierzyły ją czujnym, pozbawionym uczuć spojrzeniem.
– Jesteś zwykłą pizdą – wysyczała, ocierając ze złością zdradziecką łzę. Powietrze przeszył świst, a po chwili na jej policzek wypełzł rumieniec. Uniosła dłoń i dotknęła opuszkami palców piekącej skóry. Uderzył ją? Chwyciła leżący obok talerz i cisnęła nim z całej siły. W ostatniej chwili uchylił się przed nadlatującym elementem zastawy. Doskoczył do niej i dociskając do blatu, zamknął w żelaznym uścisku. Pochylił się, chwytając łapczywie powietrze.

– Nigdy więcej tego nie rób – wycharczał.

– Bo co? Znowu mnie uderzysz? – Kpina w jej głosie była aż nazbyt wyraźna. Zacisnął palce na smukłej szyi i wpił się drapieżnie w usta, zapierając dech w piersi. Zacisnęła wargi i szarpnęła się, kiedy poczuła na brzuchu twardego członka.

Przerwał pocałunek i przesunął wargami po policzku, zostawiając mokry ślad. Pochylił się, by złapać zębami miękką skórę szyi. Nim się zorientowała, strzępy koszulki opadły na podłogę, obnażając piersi. Brodawki stwardniały, dreszcz przeszedł przez całe ciało. Pchnął ją na blat i docisnął tułów do zimnego drewna. Ze złością pozbył się majtek, zagradzających dostęp do łona.

– Rafał – protestowała, próbując się odwrócić, ale był szybszy. Chwycił w garść spięte włosy i pociągnął, zmuszając ciało do wygięcia  w nienaturalny sposób.
– Nie chcę cię słyszeć. – Szorstki ton przeciął powietrze niczym nóż. Po chwili wtargnął w ciasne wnętrze. Zagryzła zęby, a w zaciśniętych na brzegach blatu dłoniach pobielały kłykcie. Rozum stawiał opór, lecz ciało poddawało się rosnącemu podnieceniu. Puścił warkocz i zacisnął palce na biodrach. Urywany oddech i dźwięk odbijających się ciał przerwał ciszę. Cieknąca po udach wilgoć drażniła łaknącą dotyku skórę.

Jednostajny rytm męczył spragnione ciało. Wiedział, że nie dojdzie w ten sposób.
– Na kolana! – Szarpnięta za ramię podniosła się nieznacznie, by po chwili opaść do jego stóp. Żylasty członek lśnił od wilgoci. Bezwiednie oblizała spierzchnięte wargi.
– Ssij – rozkazał, kładąc rękę na jej głowie. Objęła członek wargami i zaczęła ssać, drażniąc go językiem. Obserwowała, jak mężczyzna zamyka oczy i rozchyla usta. Nagły ruch bioder przycisnął jej głowę do szafki. Szybkie sztychy nie pozwalały zaczerpnąć zbyt wiele powietrza, a łzy paliły piekącą skórę. Doszedł w ciszy, zalewając gardło słonym nasieniem. Kropla spermy spłynęła po brodzie i zniknęła w zagłębieniu pomiędzy piersiami.

Siedziała w bezruchu, obserwując Rafała, który bez słowa odwrócił się i odszedł, by po chwili zniknąć za drzwiami sypialni. Wstała i założyła leżącą obok męską koszulkę.
W łazience spojrzała w lustro. Kobieta w odbiciu rzuciła żałosne spojrzenie spod długich rzęs. Oczy przekrwione od łez szczypały. Co się z nami stało? – zastanawiała się, wracając wspomnieniami do czasów, kiedy byli tak szczęśliwi. Gdzie popełnili błąd? Zamyślona przesuwała palcami po podrażnionej skórze, kiedy usłyszała trzask zamykanych drzwi.

***

Zauważyła go ostatniego dnia. Podniosła wzrok, czując na sobie palące spojrzenie. Niemożliwe. Siedział po przeciwnej stronie, starszy o dobrych kilka lat, z dłuższym, niż pamiętała, zarostem. Wpatrywał się w nią, jakby zamyślony, ale z jego twarzy nie dało się nic wyczytać.  Odwróciła głowę, skóra zaczęła ją świerzbić. Po wszystkim szybko opuściła salę, nie chcąc na niego wpaść. Ostatnie lata spędziła na zdobywaniu wiedzyi rozwijaniu swoich umiejętności lingwistycznych, co pozwoliło na chwilę uśmierzyć ból i skupić się na sprawach naprawdę ważnych. Była prawie gotowa, by wrócić do pisania doktoratu. Rozwód wzięli szybko – bez orzekania o winie i za obopólną zgodą, unikając wszelkich nieprzyjemności. Liczyła się z tym, że może na niego wpaść na którejś z konferencji, ale po którejś z kolei obawa zniknęła. Los bywa przewrotny.

Weszła pod zimny prysznic z nadzieją, że ukoi jej zszargane nerwy. Pukanie do drzwi na nowo wzbudziło niepokój. Opatuliła się ciaśniej szlafrokiem i otworzyła. Serce zamarło, kiedy spojrzała prosto w  zielone oczy. Język polski ma stanowczo zbyt mało przekleństw – pomyślała. Wszystkie te, które znała, nie były by teraz wystarczające, by opisać chaos w jej głowie. W panice cofnęła się, kiedy ruszył ku niej.
– Nic się nie zmieniłaś. – Zrobiła kolejnych kilka kroków w tył, kiedy wyciągnął w jej stronę rękę. Nie pozwoli mu, nie może. Zmrużył oczy, przechylając głowę. Dręczył ją
w snach, a teraz stał przed nią. Realny, jak ból, który wciąż się tlił. Ciało krzyczało, by jej dotknął, a jednak – gdy podszedł bliżej – zwyczajnie spanikowała i wpadła na stojący w kącie stolik. Zasłoniła oczy, jak zagubione dziecko, a gorzkie łzy spłynęły po policzkach. Zamknął ją w ramionach,  w milczeniu czekając, aż się uspokoi. Poczuła, że mur odgradzający ją od przeszłości, który budowała tak wiele lat, właśnie legł
w gruzach.

Wzięła głęboki oddech, ocierając pośpiesznie mokre policzki. Podniosła wzrok
i zatraciła się w zieleni. Uniosła brodę, rozchylając wargi. Nakrył jej usta swoimi, przywodząc wspomnienia ich pierwszych pocałunków. Smakował przeszłością. Przeszłością, którą żyła każdego dnia. Pozwoliła powiekom opaść, oddając się tej subtelnej pieszczocie. Czas się zatrzymał. Wsunęła palce w jego ciemne zmierzwione włosy. Przerwał pocałunek i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Droczył się z nią. Zsunęła palce na jego policzki. W skupieniu dotykała zarostu, wyobrażając sobie, jak łaskocze ją między udami.

– Nie. – Odsunęła się nagle, poprawiając poły puchatego materiału. Uniósł brew
i pokręcił  głową z niedowierzaniem.

– Nie mogłem uwierzyć, że to ty.. – zaczął, wsuwając ręce do kieszeni eleganckich spodni. –  Ale później, kiedy dokładniej ci się przyjrzałem, nie miałem już wątpliwości. – Czuła, jak trzęsą jej się nogi.

– Po co przyszedłeś? – Skrzyżowała ręce na piersi, siląc się na spokój.
– Sam nie wiem.. Może porozmawiać? – Podrapał się po brodzie i rozbroił ją jednym uśmiechem.
– Nie mam ochoty na żadne gierki. – Sugestywnie kiwnęła głową w kierunku drzwi. Wiedziała, że nie da rady mu się oprzeć, jeśli tu zostanie.

– A może masz ochotę przypomnieć sobie, jak było? – Zdjął marynarkę i rzucił ją na fotel, po czym zajął się spinkami do mankietów. Koszula łudząco przypominała tę, którą zdejmowała tej pamiętnej nocy. Te same czarne wykończenia i guziki.
– Będę krzyczeć – zagroziła, marszcząc brwi.

– Na to liczę. – Obnażył zęby. Nic się nie zmienił.

Powietrze w pokoju zgęstniało, a wspomnienia odbiły się echem nie tylko w jej głowie. Powoli rozwiązał szlafrok, odsłaniając nagie ciało. Niewielkie piersi nieco już opadły, lecz wciąż kusiły stwardniałymi brodawkami. Miała nadzieję, że tęsknił równie mocno. Zsunął z ramion miękką tkaninę i przesunął dłońmi po spragnionym ciele. Zapamiętale studiowała rysy męskiej twarzy, kiedy szorstkie opuszki drażniły wrażliwą skórę. Tak bardzo nie chciała już walczyć.

– Usiądź. – Bez słowa wykonała polecenie, czując młodzieńczą ekscytację. Dokładnie tak, jak dawniej.

Rozchylił jej nogi i ukląkł pomiędzy nimi. Rozpoczął wędrówkę od kolana i sunął ustami w górę, po wewnętrznej stronie ud. Poczuła znajomy dreszcz, kiedy nosem, niby przypadkowo, dotknął jej kobiecości. Powtórzył czynność z drugą nogą, lecz podróż zakończył u złączenia ud. Ucałował wzgórek i wniknął językiem pomiędzy wilgotne od soków wargi. Jęknęła, czując przyjemne ciepło, kumulujące się w dole brzucha. Wsunął w nią palce, bez problemu odnajdując czuły punkt. Odpłynęła, kiedy zaczął ssać nabrzmiałą łechtaczkę.

– Mam dość tej gry wstępnej, a ty? – zapytał, uśmiechając się szelmowsko.
Drań – pomyślała, odwzajemniając uśmiech. Nachyliła się, by rozpiąć koszulę. Nie przerwał, śledząc jej ruchy. Podniósł się, kiedy biały materiał wylądował na podłodze. Rozpięła skórzany pasek, a on pomógł jej pozbyć się reszty ubrania. Przesunęła wzrokiem po wyrzeźbionym ciele. Naprawdę niewiele się zmienił.

Chwycił ją na ręce i posadził na kolanach. Napęczniały penis drażnił mokrą kobiecość. Pochylił się i zamknął usta na stwardniałym sutku. Impuls podążył w dół, a ciepło rozlało się po podbrzuszu. Poruszyła biodrami, kiedy przesunął zębami wzdłuż żuchwy do ucha. Wykorzystując okazję, dotknęła spiętych ramion, by po chwili opuszkami połaskotać skórę szyi. Koniuszki palców zniknęły w gęstej brodzie. Uniósł nieznacznie jej ciało, a po chwili jednym płynnym ruchem wypełnił ciasne wnętrze.
– Och.. – jęknęła, dociskając jego twarz do piersi. Uniosła się i opadła, testując na nowo to doznanie. Chwycił jej biodra, obsypując drobnymi pocałunkami dekolt. Pchnęła kochanka na łóżko, a on objął ją mocniej i sam zaczął się poruszać. Penis niemal cały opuszczał wilgotne wnętrze i wracał z powrotem, potęgując doznania. Wtuliła twarz w szyję, zaciągając się męskim zapachem. Doszedł nagle, będąc głęboko w niej. Zastygli w bezruchu, uspokajając oddech. Tak właśnie chciała, by wyglądało ich życie. Wspólne życie. Pocałunki, pieszczoty, niegasnące pożądanie i zwykła bliskość, której tak bardzo jej brakowało.

– Myślisz, że moglibyśmy zacząć od nowa? – odważyła się zapytać, ukryta przed chłodną zielenią jego oczu.

***

Wyszedł nad ranem. Musiał wrócić do domu. Odtwarzał w pamięci obraz Moniki przez całą drogę. Zarumienione policzki, lśniące oczy, słodkie usta. Spokojna twarz, kiedy spała. Zaparkował samochód i podążył w kierunku domu. Przed drzwiami wyjął
z kieszonki obrączkę i wsunął na palec. Wszedł do środka.

– Tato, tato! – W jego stronę dreptał mały łobuz, wyciągając drobne rączki. Blond włoski opadały mu na czoło, zakrywając zielone oczy. Wziął chłopca na ręce i ruszył wgłąb domu. Smukła brunetka siedziała na kanapie, zaplatając warkocz. Odwróciła głowę, słysząc kroki.

– Nareszcie jesteś! Nie mogliśmy się doczekać. – Spięła gotowy splot gumką i zerwała się z kanapy, by przytulić mężczyznę. Spojrzała na niego szaroniebieskimi oczami,
w których zobaczył bezgraniczną miłość.

– Kocham cię – wyszeptał żonie do ucha.

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Czułem, że B.Sia tuli w zanadrzu swój tekst, który chce opublikować. Brawo ja. Witamy nowego Autora płci pięknej. Nie omieszkam skomentować po przeczytaniu debiutanckiego na NE opowiadania.
Uśmiechy,
Karel

Przeczucie Cię nie myliło, jak widać.
Dziękuję za ciepłe powitanie, Karelu.

Pozdrowienia,
B.S.

[Komentarz stracony w związku z awarią.]

Dzień dobry, Aniu.

Mam świadomość tego, że są gusta i guściki. Doskonale rozumiem, że moja opowieść do Ciebie nie przemawia. Przecież nie musi. 😉

Stoję twardo przy moim stanowisku, jeśli chodzi o te kropki. Mój cierpliwy korektor zdał sobie z tego sprawę.
Co do Twoich zarzutów.. Powiem Ci szczerze, że próbowałam obu wersji i w obu jest coś nie tak. Może zwyczajnie przestanę to robić. Niejednokrotnie spotykam się z sierotami na końcu w opowiadaniach i – jak mnie poinformowano – jest to zależne od pewnych rzeczy, które wpływają na wygląd tekstu na stronie. Sama nie wiem.

Dziękuję za komentarz,
B.S.

Tak, radzę odpuścić… na stronach internetowych przyjęło się nie zwracać na to uwagi 🙂

Witaj Aniu, te entery mnie też wkurzają, ale to się przestawia niezależnie ode mnie, już po zamieszczeniu tekstu na stronie 😉

“To skurwiel” – pomyślałam o nim skończywszy czytanie.
“Kobieto, opamiętaj się” – o niej. Z boku zawsze jednak łatwiej ferować wyroki. Kto wie jak sami byśmy się zachowali. Wychodzę z założenia, że “tyle wiemy o sobie, ile nasz sprawdzono”.

Przyzwyczajenie jest jednym z naszych największych wrogów. Przyzwyczajamy się do bólu, nieszczęścia, smutku, określonego traktowania, czy widoku bezgranicznej miłości w oczach kobiety.
Czynności i zachowania powtarzane codziennie z czasem tak się utrwalają, że staja naszym rytmem, czymś naturalnym. Ciężko je potem wyplenić i się ich oduczyć.
W tym opowiadaniu obie strony – bohaterowie opowiadania – padły ofiarą tej cyceronowej sentencji.

Płatki róż i satynowa pościel to – dla mnie – oklepany motyw. Osobiście nie cierpię. No, ale rozumiem, że to scena szczęścia: noc poślubna, blask świec odbijający się w obrączce, pożądanie, oczekiwanie i nastrój, który miał być wyjątkowy. A! i miłość. 🙂

Czytało się przyjemnie choć cały czas na coś czekałam i chyba tego nie otrzymałam. Niemniej gratuluję debiutu i zamiany komentatorskiego stołka na ten autorski.

Z pozdrowieniami
NoNickName

Dzień dobry!
Z uwagą przeczytałem komentarze poprzedników. Nie pozostaje mi nic innego, tylko zgodzić się z opinią NNN. Zamiana stołka komentatora, na stołek autora nie jest prosta. Powiedziałbym, że ten drugi jest zdecydowanie bardziej gorący i jakby mniej wygodny. Niżej podpisany sam się o tym kilka lat temu przekonał.

Ten tekst jest niezłym przetarciem. Teraz Autorka już wie, jak sprawy się mają, gdy jest się kreatorem, a nie odbiorcą tekstu. Zawsze powtarzam, że nikt się od razu Dostojewskim nie rodzi.
Mimo wszystko po lekturze, na moment się zadumałem. Historia nieskomplikowana i pewnie gro par po rozwodach mogłoby tylko podmienić imiona i już. A jednak… Jak wielką pomyłką czasem jest małżeństwo, jak dużą rolę odgrywają emocje, chęć podtrzymania własnych złudzeń.

Przy świadomości wszystkich mankamentów, miejsc, gdzie nic nie zastąpi pisarskiego doświadczenia, czytało mi się nieźle. Autorka musi ciężko pracować, zarówno w warstwie warsztatowej i fabularnej. To pewnik, mam jednak przeczucie, że ten trud się jednak opłaci.
Kłaniam się, zostawiając bez oceny.
Foxm

P.S Gratuluję debiutu. 🙂

Niezły debiut, ale dopiero po drugim czytaniu dostrzegłem, że zakończenie dotyczy powtórnego spotkania dawnych małżonków… Sama fabuła dość prosta, ale nie jest to zarzutem. Niestety, często młodzi patrzą na siebie przez przysłowiowe „różowe okulary” i podejmują nierzadko zbyt pochopne decyzje. Tu widać wyraźnie, że nie do końca pasowali do siebie charakterami, mimo wspaniałego seksu. Monika nie do końca „uwolniła się” od tej dla mnie chorej miłości. Powtórne spotkanie, po kilku latach dalej powoduje szybsze bicie serca, mimo twierdzenia, że już się oswoiła z rozwodem. Może patrzę na wszystko z innej perspektywy, bo sam żyję dość długo i widzę świat pewnie trochę inaczej. Jak słusznie zauważył Lupus, przemoc bywa ostatnio często obecna w mediach. Tylko, kto na tę przemoc pozwala? Niestety, najczęściej kobiety boją się, co powie otoczenie, wstydzą się, a panowie skrupulatnie to wykorzystują, czego całkiem nie pochwalam. Ciekawe, co jeszcze man pokażesz w następnych częściach… Mam nadzieję, że Monika nie będzie ciągnąć tego w nieskończoność.
Pozdrawiam 🙂

Witaj!

Mówimy o zakończeniu z małym chłopcem? Bohater wraca z delegacji do aktualnej żony, która – mam nadzieję, że zauważyłeś – przypomina w pewnym stopniu Monikę.
Ktoś mi doradził, żeby nie wymyślać za bardzo, jeśli chodzi o debiut i zaczynam trochę żałować. Myślę, że mogłam wyjść z czymś mocniejszym.

Nie planuję kontynuacji. W założeniu całość miała postawić znak zapytania nad losem bohaterów. Domyślam się, że bardziej Moniki, ponieważ jej były mąż ułożył sobie życie na nowo. 😉

Dziękuję za odzew i pozdrawiam ciepło,
B.S.

Dobry wieczór Micra21 😉 („mikrusie”)

Drugi raz coś tam piszesz o upływającym czasie :). Nie liczy się czas kiedy serca są gorące.
Obecnie laski biorą sobie młodszych facetów – Carpe diem
Erotyk i seks nie jest określony wiekom tylko uprzedzaniami 🙂
Zobacz jak się bawią Cienie

…/I pewnego dnia, kiedy lata upłyną
Najdroższa, młodzi będą uczyć się od nas.
Młodzi,
Najdroższa, to my jesteśmy młodzi.
Młodzi,
Najdroższa, to my jesteśmy młodzi…

https://www.youtube.com/watch?v=-Q5nBoKdAk0

pozdrawiam
lups

Lubię takie opowiadania, gdy nic nie jest proste, gdy coś się dzieje, gdy bohaterami targają emocje. Niby prosty tekst, a jednak tak wiele mówiący, dający do myślenia, bo historia Moniki pokazuje, jak zawiłe są ścieżki ludzkiej psychiki. Fajna ta wzmianka z warkoczem 😉 pierwsza miłość zawsze odciska piętno na całym życiu. Czegoś zabrakło, jakiegoś mocniejszego, wyraźniejszego akcentu w tym tekście, nie potrafię określić ale mam niedosyt.
Oceniłam już wcześniej na pięć gwiazdek.
Jako debiutantka gratuluję Ci debiutu i pozdrawiam cieplutko.

Cześć, Violet. 🙂

Dziękuję. Domyślam się, że zauważyłaś moją małą intrygę! Chciałam zamknąć całość w pewien sposób, ale nie nazbyt oczywisty. To świadczy o tym, że czytałaś z uwagą, co cieszy mnie jeszcze bardziej.

Mam nadzieję, że komuś uda się odgadnąć, czego brakuje, żebym mogła następnym razem zwrócić na to uwagę.

Pozdrawiam równie ciepło,
B.S.

Oj Aniu , Aniu !

Pozwól znów Ci trochę po marudzę 🙂
Zajmujesz taka postawę purystyczna – „strach się bać”. Widziałaś kiedyś rękopis Stefana Żeromskiego 🙂 . Już widzę ocenę powieści w Twoim wykonaniu. Współczesny edytor tekstu byłby załamany ilością błędów stylistycznych, fleksyjnych, interpunkcyjnych i ortograficznych. Rozumiem ,że czystość języka jest szacunkiem dla czytelnika. Jakoś nie zauważyłem tego braku szacunku autorów na NE dla czytelników :). Może dla tego ,że jestem techniczny ? Dla mnie liczy się fabuła i styl – lekkość pisania. Kiedy mnie fascynuje opowiadanie, cykl , opowieść to malutka „korekta” nie ma znaczenia. Mam się zastanawiając i analizować każdy znak przestankowy ? Na litość boska gdzieś by była radość z lektury. Tym razem nie zgodzę się z Tobą za „zjechanie” B.S może to kurtuazja bo jest kobietą ? Chyba raczej nie. Za temat odwagę debiutantce stawiam 5 gwiazdek. Trening czynni mistrza. Myślę ,ze następne opowiadanie przeczytam z wielką przyjemnością.
Co do gustów to rzecz względna i nie można mieć do Ciebie pretensji 🙂

pozdrawiam
lupus

Drogi Lupusie,

Może nie w imieniu wszystkich kobiet, ale muszę powiedzieć, że lubimy narzekać, marudzić i dużo rzeczy nam nie pasuje, bo chcemy, żeby było idealnie.

Wiem, ile pracy korektorskiej włożyłam w ten tekst, a ile – oprócz mojego wysiłku – zajął wkład korektora. Skomentowałam wiele tekstów i o wielu z nich nie powiedziałam złego słowa, ponieważ mam taką małą zasadę, którą się kieruję i z tej przyczyny nie pod każdym utworem można mnie znaleźć.

Mimo to, wcale nie uważam, że należy prawić tylko komplementy. 😉 Wbrew pozorom, lubię, jak mogę komuś zwrócić uwagę, więc przy nadarzającej się okazji to robię, ale tylko do pewnego stopnia.
Masz rację. Styl, treść – fabuła, emocje > stylistyka, błędy. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku. 😉 Prywatnie jestem daleka od zwracania uwagi na drobne potknięcia, jak literówki, źle postawione znaki interpunkcyjne, powtórzenia i resztę błędów. Już dawno zdałam sobie sprawę z tego, że pisanie wymaga tyle samo wysiłku, co sprawdzanie tego. Wybaczam i sobie, i innym, którzy czytając tekst po raz setny, przeoczyli jakiś mankament. Zgrzytam zębami, kiedy kupuję książkę i widzę w niej niedociągnięcia znacznie gorsze, niż te, na które pozwalamy sobie, jako autorzy NE.

Niemniej jednak, w kwestii posypanego tekstu, Ania miała rację. Nie zauważyłam tego wcześniej w edytorze już na stronie. Jako, że Roksanie również się to zdarza, wiem, że mojej dużej winy w tym nie ma. Świadomość sytuacji pozwala na szybką, mało inwazyjną korektę i problem znika.

Każda, byle konstruktywna, krytyka uczy.

Pozdrawiam ciepło,
B.S.

Autorko,
Zgodnie z obietnicą przeczytałem Twój debiut. Nie mam zastrzeżeń do stylu. Usterki nie rzucały się w oczy. Będą z Ciebie ludzie. Natomiast sam tekst jest szkicem zaledwie. Sceny, w pewien sposób symboliczne, powiązane w ciąg, który może być sekwencją wziętą z życia. Banalną. Żadnej wartości dodanej nie mogę się w opowiadaniu doszukać. Za jakiś czas, jeśli lubisz praktykować powroty i ciągłe doskonalenie, siądziesz być może do nadanie opowiadaniu bardziej dojrzałej postaci.

Można uznać, że jest się ponad standardy i zasady. Czemu nie? Ale za jakiś czas przyznasz, że dwukropkowanie jest przejawem buty i zakłóca czytelnikom lekturę. Albo się pisze dla czytelników albo nie. Oni wolą trzykropkowe wielokropki. Decyzja należy do Autora.
To oczywiście drobiazg, ale muszę go za innymi wytknąć.

Okres własnej buty, mam nadzieję, już przeżyłem. Czego i Tobie życzę.

Życzę dobrych pomysłów, świetnych, popularnych tekstów, frajdy z ich pisania, dyskutowania z czytelnikami i ciągłego wzrostu umiejętności.

Uśmiechy,
Karel

Karelu,
Czymże jest kilka sprzeciwów co do moich wielo(dwu)kropków? 😉 Na szczęście w tekście jest ich niewiele i w przyszłości nie planuję więcej. Jestem swoim własnym czytelnikiem i rzadko zostawiam coś, czego sama nie mogę przełknąć. To drobiazg, jak zauważyłeś.

Dziękuję za opinię, niezwykle celną zresztą.
B.S.

Droga B.S.,

gratuluję interesującego debiutu na łamach Najlepszej! Twoje opowiadanie, a raczej jego poszatkowana narracja przywiodła mi na myśl „5×2″ Francois Ozona. W nim również widzowie śledzili etapy rozwoju i rozpadu związku (choć tam akurat było to przedstawione od końca, a nie w kolejności chronologicznej). Dopiero ostatnia z Twoich scen nieco rozbija tę spójną kompozycję. Ale rozumiem, że chciałaś uczynić męskiego bohatera jeszcze bardziej odpychającym 😉

Opowiadanie dobrze napisane, z dbałością o szczegóły, które opowiadają tę historię. Czytałem z dużą przyjemnością!

Pozdrawiam
M.A.

Drogi Megasie,

Cieszę się, że mój debiut zrobił na Tobie dobre wrażenie. Nic nie cieszy bardziej, niż pozytywna opinia grona osób, w których gust udaje się trafić.

Dziękuję po stokroć,
B.S.

Wyjście ze strefy komfortu nie jest łatwe, ale życie jest suką i nie wynagradza nikogo tylko za to, że odważył się podjąć taką decyzję. Tak jest i w tym przypadku.
Słodzenia i pochwał za debiut było sporo, ale mentorski ton tych wypowiedzi tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że bardzo starano się wywarzyć wszelkie słowa które tu padły.
Teksty na najlepszej zwykli byli pisać autorzy którzy swoje doświadczenia zręcznie przelewali na papier, albo ich wyobraźnia i talent porywały nas i zanurzały umysły w stworzonym przez nich świecie.
B.S. – niestety nie zaliczasz się do żadnej z tych grup. Opowiadanie jest odartym z emocji sprawozdaniem z pieprzenia. Wybacz ale muszę to napisać – nudnym! Czułem się jak przy opisie sekcji zwłok sporządzonym przez przypadkowego obserwatora. Zapewne byś napisała ” Wyłożenie ciała na stół. Obmycie. Rozcięcie skalpelem klatki piersiowej.”
Podczas gdy sekcja to spektakl. Odarty z godności zmarły po jednej stronie. Świadkiem jego życia i śmierci jest już tylko jego ciało. Ale pierwszą rolę gra patolog. Wiedza, doświadczenie i zmysł obserwacji pozwalają dostrzec coś co umyka studentowi. To co będzie robił z ciałem jest w wielu religiach zakazane. Chcąc się dowiedzieć co było przyczyną śmierci zmarłego musi zbeszcześcić zwłoki. …
Wciągnęło mnie. Wybaczcie.

Wracając do Ciebie B.S. Niestety prawie zasnąłem. Twój tekst jest po prostu nudny.

Narev nieco brutalnie wyłożył o co chodzi, ale jak dla mnie trafnie.
B.S., zacznę od tego, że jak każdy autor powinnaś cierpliwie wysłuchać uwag czytelników, zastanowić się nad nimi, a później zrobić po swojemu.

Są różne nisze, różne style i różne historie do opowiedzenia. Język to tylko narzędzie, trzeba wykorzystywać go z rozmysłem.
Pytałaś co można by poprawić. Ja osobiście zachęcałabym Cię do tego, żebyś przed rozpoczęciem pisania kolejnej opowieści usiadła i zastanowiła się jaki efekt chcesz osiągnąć, co chcesz powiedzieć między wierszami. Kiedy już to zrobisz, kolejnym krokiem będzie wybranie sposobu narracji. Fakt, że mam słabość do pierwszoosobowej, ale ta historia naprawdę zyskałaby na poprowadzeniu jej z punktu widzenia bohatera/bohaterów. I nie mówię tu o pogłębionej analizie psychologicznej a o emocjach. Ona momentami powinna być gorąca – właśnie tego zabrakło, jest sterylna i zimna. Temperaturę oczywiście można podnieść również w narracji trzecioosobowej (choćby za pomocą zmiany tempa i słownictwa), ale potrzeba do tego trochę więcej wprawy…

Jeśli Karel ma rację z butą, tym gorzej. Pisanie wymaga cierpliwości i pokory. Zanim zacznie się łamać reguły, trzeba najpierw udowodnić, że się je zna… a doprowadzanie tekstu do ładu jest istną harówką, znacznie gorszą niż pisanie. To normalne, powinnaś się przyzwyczaić 🙂

Ja pierdziele !!!
Dawno nie czytałem tak motywującego tekstu dla debiutantki (a)
Drogi doktorze a może „zimny chirurgu”. Wyważanie słów w komentarzach jest równie ważne
jak styl treść i temat. Masz racje ,że w komentarzach wyważano słowa . Nikt z komentujących nie napisał ze było idealnie czy nawet dobrze. W opowiadaniu dla mnie temat był ważny jak i zarysowanie – naszkicowanie postaci ( może nie do końca ale pobudziły do refleksji). Potrafię być asertywny więc na pisze o dupę potrzaskać taki komentarz w którym wszystko jest złe. Od tematu po treść. Prawdopodobnie gdyby opowiadanie składało się tylko z kropki i przecinka. Napisałbyś – kropka nie wyraźna a przecinek krzywy. Drogi „doktorze” ponoć naczelna zasada „ jest nie szkodzić” tylko leczyć. Nie podałeś jakie lek należy podać i w którym momencie. Przystąpiłeś jak wieloletni praktyk w wiwisekcji na skazańcu. Mam podejrzenia ,że ten komentarz to vendetta kogoś nie z komfortu. Miał służyć jako omerta ? Może B.S otrzyma śnięta rybę? Jest takie powiedzenie co Cie nie zabije to Cie wzmocni. B.S jak wynika z komentarzy jest zadziorna i ma charakter – na pewno ją to wzmocni. Myślę ,ze doczekamy się na NE świetnego opowiadania albo cyklu w jej autorstwa
Wacając do Ciebie Twoj komentarz nic nie wniósł poza jak przypuszczam „satysfakcją ” dla Ciebie

Jak słyszę, awaria serwera wykasowala prawie całą dyskusję. To wpiszę się na nowy początek. Opowiadanie krótkie w formie ale zapada w pamięć. Sprawnie napisane, porusza prawdziwe, niestety, problemy. Nie potrafię, osobiście, pojąć zachowania bohaterki, ale wiem, że dokładnie takie się zdarzają. I przedstawiasz tę historię z autentyzmem. Pozdrawiam.
Nefer

Tak naprawdę, to zleciłam to Snowdenowi. 😀 Za dużo negatywnych komentarzy. 😉

Dziękuję, Nefer. Ludzkie zachowania i reakcje są wciąż pełne tajemnic.

Pozdrawiam ciepło,
B.S.

Cześć!

Ponieważ osławiona awaria serwera usunęła i mój komentarz, spróbuję go odtworzyć 🙂

Opowiadanie, jego szarpana struktura narracyjna, przywiodła mi na myśl film Francois Ozona “5×2”. Tam również obserwujemy etapy rozwoju i rozpadu związku – tyle, że w odwróconej wobec chronologii kolejności. Niektóre sceny nawet przypominają te, które opisałaś, np. spotkanie po latach i wynikły z tego, przygodny seks. Myślę, że jest to skojarzenie, które nie przynosi Twojej pracy wstydu.

To, co nieco rozbija strukturę narracji, prowadzonej raczej z perspektywy kobiety, to ostatnia scena, spotkanie mężczyzny z jego nową rodziną. Rozumiem, że trzeba było go jeszcze trochę zochydzić, bo jak sądzę, identyfikujesz się raczej z bohaterką, ale myślę, że można to było zrobić inaczej, np. kobieta zauważyłaby jego obrączkę schowaną w kieszeni marynarki i domyśliła się wszystkiego. To zapewniłoby konstrukcji opowiadania większą konsekwencję. Ale zmiana ta nie jest bynajmiej konieczna, by czerpać satysfakcję z lektury. A ta była – przynajmniej dla mnie – całkiem przyjemna.

Gratuluję udanego debiutu! Może nie doskonałego, ale perfekcji nie sposób osiągnąć za pierwszym razem!

Pozdrawiam
M.A.

Witaj, Megasie.

Pomyślałam, że znalezienie obrączki w marynarce jest zbyt oczywiste, a bohaterka nie powinna dostać tak od razu prawego sierpowego. Miejmy dla niej litość. 😀
Dziękuję drugi raz za opinię, nawet bardziej rozbudowaną, niż poprzednia. 😉 Porównanie bardzo ciekawe, chętnie przyjrzę się mu bliżej.

Pozdrawiam ciepło,
B.S.

Komentarze odtworzone, choć część została niestety pożarta przez potwora zwanego Awarią… 🙁

Zacznę od tego, że cierpliwie czytam uwagi czytelników i wysnuwam pewne wnioski. O ile dotyczą one (uwagi) stylistyki, ortografii i całej reszty błędów. Nadal jestem z mojego tekstu zadowolona, to nie jest wybitne dzieło ani arcykicz o szczęśliwej, ociekającej lukrem miłości. I uwaga, bo to, co teraz napiszę, może zmienić Wasze życie. 😉 Nie każdy tekst niesie za sobą głębokie przesłanie, przeogromną wartość i całą resztę rzeczy, o których wspominano. To nie jest na przykład fraszka “Na zdrowie”, jeden z Sonetów Krymskich, czy cokolwiek innego. To zwykły tekst, opowiadający zwykłą historię z większą dozą erotyki. Taki w założeniu miał właśnie być. Prosty, na przetarcie szlaków. Niektórym udało się znaleźć w nim jakąś wartość z czego bardzo się cieszę. Reszta to również kwestia gustu.

Nie zgadzam się także ze stwierdzeniem, że autorzy piszą dla czytelników. Moje wyjście z nory było uargumentowane chęcią pokazania mojego stylu, sposobu myślenia i spojrzenia na pewne rzeczy innym. Podziwiam wszystkich, którzy uderzają w klawiaturę z myślą, że robią to dla nas – czytelników i – już jako autor – współczuję wszystkim, z którymi teraz jadę na jednym wózku, a którzy czują presję ze strony oceniających, bo musi im się spodobać, a jak nie, to wyleją na głowę kubeł pomyj i nasikają na buty, a przy następnej okazji – jak im się przypadkiem spodoba – to poklepią po główce i rzucą od niechcenia kilkoma gwiazdkami więcej, niż ostatnim razem. I – broń Boże – nie piszę tutaj o moim debiutanckim tekście.

Aniu, proszę Cię. Czy my nadal mówimy o wielo(trzy)kropku? Mam wrażenie, że biegam z bronią po mieście i strzelam do ludzi bez powodu, a przecież – gdybym była w USA – mogę tylko do tych, którzy podepczą mój trawnik bez mojej zgody. Oczywiście dziękuję za rady. Cierpliwie się z nimi zapoznałam, jak sugerowałaś. 😉

A wracając do Ciebie, Narev – szczerze dziękuję za poświęcenie swojego cennego czasu na przeczytanie czegoś tak złego i jeszcze wyrażenia chęci podzielenia się z nami tak obrazową krytyką. Jestem zachwycona.

Dziękuję wszystkim, którzy dotarli do końca i zrozumieli to, co chciałam przekazać. Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna za każde dobre i złe słowo. Wasze rady, sugestie są zawsze cenną nauką.

Pozdrawiam ciepło,
B.S.

B.S., masz rację w dwóch ważnych kwestiach:
1. Nie każdy tekst musi być czymś więcej niż tylko opowiedzeniem prostej historyjki (powiem więcej: przerost ambicji często szkodzi).
2. Autor powinien pisać dla siebie, nie dla czytelnika, inaczej to nie ma większego sensu.

Mimo wszystko sądzę, że trzymanie się pewnych zasad (lub świadome łamanie ich, kiedy się je już dobrze zna) ma sens 🙂

Serdecznie pozdrawiam

Ania

B.S. dopiero dzisiaj czytałem Twoje opowiadanie i… przebrnąłem przez komentarze. 😉
Każdy z czytających może wytknąć błędy – wszelkiego typu – taki ich przywilej. ;-))
Z łatwością przychodzą komentującym sugestie, w jaki sposób powinno być napisane opowiadanie, żeby spełniało “ich” oczekiwania.
Twoją rolą jest podejść z rozwagą do wygłoszonych tu spostrzeżeń i uwag.
Nie traktuj wszystkich wypowiedzi, jak wyroczni.
Temat poruszony przez Ciebie jest prawdziwy do bólu, a że banalny?
To Twój indywidualny sposób jego przedstawienia i masz do tego pełne prawo.
Im więcej budzi kontrowersji tym bardziej powinnaś czuć się zadowolona.
Jeżeli miałbym podpisać się pod którymkolwiek komentarzem, to wybrałbym Karela.
Zawiera w sobie wszystko, co chciałbym powiedzieć.
Życzę powodzenia i nowych pomysłów. ;-))
Pozdrawiam.B.

Drogi B.,
Cieszę się, że zawitałeś! Dziękuję za komentarz. Bardzo zresztą trafny. Zrobię jak radzisz. 😉

Pozdrawiam ciepło,
B.S.

Uśmiałem się, przeglądając komentarze pod tekstem.
Zwłaszcza ubawiły mnie wypowiedzi Ani. Jak to ludziom się często zdarza, przeczy sama sobie.
Najpierw doradza autorce:
„Pytałaś co można by poprawić. Ja osobiście zachęcałabym Cię do tego, żebyś przed rozpoczęciem pisania kolejnej opowieści usiadła i zastanowiła się jaki efekt chcesz osiągnąć, co chcesz powiedzieć między wierszami.”
Potem w kolejnej wypowiedzi przyznaje jej rację:
„2. Autor powinien pisać dla siebie, nie dla czytelnika, inaczej to nie ma większego sensu.”
Czy nie zauważacie w tych komentarzach sprzeczności, którą ja widzę?
Moment, kiedy Autor przyznaje, że Czytelnik jest ważny (nie mylmy Czytelnika z wydawnictwem chcącym zrobić dobry interes, ani z populistycznymi sygnałami z rynku) a nawet ważniejszy, niż on sam, to ważna cezura w drodze do doskonałości.
Opinię: „piszę przede wszystkim dla siebie” może wygłosić ktoś, kto jest nieodległy od etapu pisania pamiętników. To pamiętniki są dziełem pisanym dla siebie. A uwierzcie mi, wielu którzy piszą pamiętniki, podświadomie lub świadomie pisze je w taki sposób, aby za bardzo nie wstydzić się, gdy ktoś do pamiętnika dotrze i przeczyta.

Uśmiechy dla Autorki, Ani i wszystkich Czytelników
Karel

Wszystko zależy od tego jak kto definiuje pisanie dla siebie 🙂

Bynajmniej nie chodziło mi o pisanie do szuflady i całkowite ignorowanie otaczającej nas rzeczywistości. Kiedy publikujesz zawsze znajdzie się ktoś, komu spodoba się twoje dzieło (nawet jeśli będzie szczytem grafomaństwa) i ktoś, komu się nie spodoba (nawet jeśli będzie genialne). Mało tego, malkontenci zawsze będą głośniejsi (na przykład ja :)). Szukając jedynie poklasku do niczego nie dojdziesz, prędzej się załamiesz lub znudzisz, ale kiedy pisanie sprawia ci przyjemność, służy za autoterapię, pozwala wyrazić, coś czego inaczej nie potrafiłbyś wyrazić albo jest formą samodoskonalenia się, czy cokolwiek innego jeszcze przychodzi autorom do głowy, ma swoją moc i sens nawet kiedy spotykamy się tylko i wyłącznie z krytyką… Właśnie dlatego nie widzę w moich twierdzeniach sprzeczności 🙂

Aniu,
Powiedzmy, że wybrnęłaś i wytłumaczyłaś.
Dla mnie słowa autora, że pisze dla siebie, są wyrazem niedojrzałości, niezależnie czy tworząc, uprawia autoterapię albo samodoskonalenie czy nie.
Ten, który powie, że idee i pomysły są takie, jakie sobie wymyśli, i wara postronnym od tego, ale gdy już te idee przelewa na papier, robi to dla czytelnika, aby najlepiej jak potrafi, przekazać mu, co wymyślił – ten jest dojrzały, moim zdaniem. Pisanie jest w gruncie rzeczy prawie taką samą sztuką komunikacji międzyludzkiej jak rozmowa (np. monolog). Można monologować dla siebie? Chyba tylko po to, aby przygotować się do wystąpienia.
Uśmiechy,
Karel

Powoli nadganiam zaległości czytelnicze…
Gratuluję debiutu na łamach NE! Chylę też czoła przed odwagą – niełatwo porzucić ciepełko wygodnej pozycji tego, który ocenia i marudzi, i przejść na drugą stronę barykady. 🙂

Jak przystało na Autorkę literatury erotycznej, B.S. na pewno nie rozczarowuje sprawnością pióra przy opisie zbliżeń, używając przy tym ładnego, kulturalnego języka, bez zbędnych zdrobnień czy grafomańskiej patetyczności. Cały tekst zresztą napisany jest lekko, choć brak mi w nim nieco treści i emocji. Sam zamysł konstrukcyjny – migawki punktów zwrotnych w dziejach związku Moniki i Rafała – jest stosunkowo trudny do wykonania tak, aby poruszyć. Zwłaszcza scena powtórnego zejścia się rozwiedzionych małżonków mogłaby zawierać więcej dramatyzmu, ale zakończenie wynagradza niedoskonałości.

Tylko NoNickName nawiązała w swoim komentarzu do tytułu – przyzwyczajeń, od których nie sposób się uwolnić. I Monika jemu ulega, reagując naturalną uległością na dotyk byłego męża, i on – na nową partnerkę wybierając sobie kobietę podobną do byłej żony. Jakby oboje na siebie skazani.
Smutne to opowiadanie i nie niosące nadziei, wręcz przeciwnie – zapowiedź bólu.

Droga Artimar,
Nie ukrywam, że czekałam na Twój komentarz. Dziękuję!

Może kiedyś wrócę do tekstu i zmienię go, by uzupełnić wszystkie braki. 😉 Cieszę się, że Twoje czujne oko dostrzegło pozytywne aspekty.

Pozdrawiam ciepło,
B.S.

Napisz komentarz

3 + 3 =