Mandarynki (Coyotman)  3.39/5 (22)

17 min. czytania
Marco Gomez, "Kiss", CC BY 2.0

Marco Gomez, „Kiss”, CC BY 2.0

Poniższe opowiadanie jest publikowane powtórnie w ramach cyklu Retrospektywy. Pierwszy raz pojawiło się na portalu Najlepsza Erotyka 22 września 2012 roku.

.

Rozległ się dzwonek do drzwi.

– Wreszcie! – Powiedziała Marita sama do siebie, idąc w stronę wejścia i poprawiając po drodze obrus na stole. Spodziewała się, że będzie wcześniej, niż się umówiły. Otworzyła drzwi.

W progu stała Karolina, przyjaciółka brata Marity, Darka. Byłą piękną dziewczyną o brązowych kręconych włosach i anielskiej twarzy. Niemal w ostatniej chwili postanowiła spędzić Sylwestra w towarzystwie Marity.

* * *

Stało się to dość przypadkowo i właściwie żadna z nich zupełnie nie planowała takiego spędzenia czasu w ten wyjątkowy dzień.

Karolina studiowała ekonomię z Darkiem, przyjechała tu z małej miejscowości, oddalonej o niespełna dwieście kilometrów. Na co dzień mieszkała w jednym z akademików przy kampusie. Brat Marity, świetny student i dusza człowiek, szybko pomógł nieco zagubionej dziewczynie odnaleźć się w dużo większym mieście. Przybywał na ratunek, gdy w grę wchodziły trudniejsze zagadnienia matematyczne, z którymi Karolina nie zawsze dobrze sobie radziła. Dziewczyna zaczęła więc być częstym gościem w ich domu.

Darek oczywiście miał też inne, nie całkiem krystalicznie czyste intencje. Jako, że dziewczyna zdecydowanie wyróżniała się wśród innych studentek, miał nadzieje, że ich koleżeństwo, a z czasem przyjaźń przerodzi się w coś więcej.

Marita czasami dotrzymywała im towarzystwa. Jako studentka ostatniego roku malarstwa na wydziale artystycznym miała teraz dość sporo czasu. Najtrudniejszy okres studiów był już za nią. To właśnie podczas takich spotkań zauważyła, że Karolina jest taka jak ona. Choć tamta chyba nie do końca była tego świadoma.

Marita była lesbijką. Choć sama nie lubiła tego określenia, nie lubiła być klasyfikowana. Wolała mówić o sobie, że jest wolną kobietą, która sama decyduje o tym, z kim i co chce robić. W tej chwili nie miała dziewczyny. Nie łatwo było znaleźć taką o odmiennej orientacji, która by ją zainteresowała. Zawsze uważała, że nic na siłę. Nie lubiła bylejakości w życiu, nie dziwiło więc, że nie dopuszczała tego także w związkach.

Zawsze wiedziała, że interesują ją dziewczyny, ale w środowisku, w którym żyła, w którym się wychowywała, homoseksualizm właściwie w ogóle nie wchodził w rachubę. No bo przecież jak to tak? Dziewczyna z dziewczyną? Zupełnie niedopuszczalne. Wiedzieli jedynie rodzice, brat i kilkoro przyjaciół. Decyzja o powiedzeniu najbliższym nie była łatwa, ale ciągłe pytania o chłopaków, których nigdy nie pokazywała, zmusiły ją do powiedzenia prawdy. Z początku szok… ale potem jakoś się z tym pogodzili. Przyjaciół, z którymi spędzała czas poza domem i uczelnią miała bardzo tolerancyjnych, więc nie trzeba było im czegokolwiek tłumaczyć. Należy jednak dodać, że była to dość niewielka grupka, otwarta na świat, która darzyła siebie wielkim zaufaniem, chodząca własnymi ścieżkami.

Marita nie lubiła studenckich imprez. Nie lubiła, gdy mężczyźni próbowali ją „wyrywać”, bezczelnie zagadując, czy nachalnie proponując drinki. Uważała większość takich zachowań za prostackie i nie mogła nadziwić się dziewczynom, które się na to łapały.

Mimo, że „od zawsze” czuła pociąg do tej samej płci, z początku nie umiała tego przyporządkować, odrzucała wszelkie bodźce, które do niej dochodziły. Próbowała nawet być z chłopakiem, ale już podczas pierwszego razu czuła, że coś było nie tak. Nie podobał się jej klimat, nie czuła podniecenia, o którym tak wszyscy mówią… o legendarnym orgazmie nawet nie wspominając. Ba! Przeszkadzał jej nawet zapach faceta, z którym to zrobiła. Mimo, że ten się tak starannie przygotował – był czysty, użył dobrej wody po goleniu. Było ok, ale to nie było to. Żałowała, że zrobiła to pod presją otoczenia. Jak to tak być dziewicą? W tym wieku? Wszystkie koleżanki z gimnazjum miały przecież TO już dawno za sobą.

Przełom nastąpił w wakacje, w czasach późnego liceum. Pojechała na obóz szkolny i tam pod namiotem stało się… Dziewczyna, którą tam spotkała, niemal od razu zauważyła, co dręczy Maritę. Po kilku dniach podchodów wtajemniczyła ją w tajniki kobiecego seksu. Od tamtego dnia nie miała już co do siebie żadnych wątpliwości. Na początku było jej trochę wstyd, ale z czasem poczuła dumę, że rozwikłała zagadkę swojej osobowości.

Pojawił się jednak problem. Trudno było znaleźć w jej otoczeniu dziewczynę takiej jak ona orientacji. Na początku coś takiego, jak słynny gej–radar był dla niej pojęciem zupełnie abstrakcyjnym. Było oczywiście kilka poalkoholowych przygód, ale wszystkie kończyły się tym, że druga dziewczyna wycofywała się następnego dnia. Po prostu robiły to z ciekawości, dla eksperymentu. Dwa poważniejsze związki, które przeżyła skończyły się dość kiepsko. W jednym przypadku dziewczyna po kilku miesiącach jednak postawiła na faceta. A w drugim po prostu wyszło niedopasowanie charakterów. Bywa.

Jak to się stało, że zainteresowała się Karoliną?

Nie było w tym nic niezwykłego. Karolina, jako dość częsty gość w ich domu chcąc nie chcąc zwróciła na siebie uwagę. Tak naprawdę naprowadził ją jednak jej brat, który nieco zrezygnowany kilkoma nieudanymi próbami przejścia na kolejny etap znajomości, w końcu poprosił siostrę o wybadanie sytuacji.

– Jak to? Mam sprawdzić czy ona jest lesbijką? – zapytała nieco oszołomiona Marita.

– No, tak – odpowiedział Darek, jakby to miało być dla niej zupełnie naturalną sprawą.

– Jak ty to sobie wyobrażasz?

– Na pewno macie jakieś tam swoje sposoby.

Dziś na wspomnienie tej rozmowy na ustach Marity pojawił się mimowolny uśmiech, ale wtedy do śmiechu jej nie było. Jak niby miała to zrobić?

Jej brat był jednak sprytniejszy niż sądziła. Kiedy przychodziła Karolina i zrobili już wszystkie zadania, po prostu na chwile (czasem dłuższe, czasem krótsze) zostawiał dziewczyny same.

Marita szybko dostrzegła w dziewczynie samą siebie sprzed kilku lat. Widziała jej spojrzenia, widziała jej zmianę zachowania, kiedy zostawały same. Po kilku spotkaniach w domu, a potem także po wspólnym wypadzie na miasto, właściwie zyskała pewność. Aby jednak postawić kropkę nad i musiała zrobić jeszcze jedno. Chciała tego, wiedziała, że jej przyjaciele, z którymi była wcześniej umówiona, zrozumieją.

Była gdzieś połowa grudnia, dziewczyny zostały same. Tym razem to Marita poprosiła brata, żeby wybył gdzieś pod jakimś pretekstem. Łatwo było się domyśleć, że Karolina się tym specjalnie nie zmartwiła.

– Jakie masz plany na Sylwestra? – zapytała w pewnym momencie Marita, zmieniając mniej istotny dla niej temat.

– Szczerze? Nie mam specjalnych planów. Pewnie gdzieś wyskoczę ze znajomymi, choć sama nie wiem. Jeszcze z nikim na ten temat nie rozmawiałam – odpowiedziała zapytana bez entuzjazmu.

– A co byś powiedziała na babski wieczór u mnie. Tylko ty i ja? Otworzymy winko, może włączymy jakiś film?

No i stało się. Może na początku Karolina była nieco zdziwiona, zwłaszcza, że trudno było jej zrozumieć, dlaczego Marita rezygnuje z wyjazdu z przyjaciółmi w góry. Jej zapewnienia, że po prostu nie miała na to ochoty, chyba nie do końca ją przekonały. Mimo to było widać, że z zadowoleniem przyjęła propozycję.

* * *

Postawiła reklamówkę na podłodze i przywitała się z gospodynią buziakiem w policzek.

– Wybacz, że cię nie posłuchałam, ale nie mogłam przyjść z pustymi rękami – powiedziała, wskazując na foliową torbę.

Marita zajrzała do środka. W torbie było wino i pudełeczko Rafaello.

– Widzę, że wiesz co lubię – stwierdziła z uśmiechem.

Pokój Marity był na tę okazję wyjątkowo przygotowany. Karolina zachwyciła się widokiem kilkudziesięciu zapalonych świeczek, porozstawianych w różnych miejscach. Na dywanie leżała kołdra przykryta miękkim dużym kocem, a przy łóżku kilka puchowych poduch do oparcia. Przygotowane oczywiście, aby sobie wygodnie siedzieć na podłodze. Być może było to dość śmiałe posunięcie ze strony Marity, ale nie miała zamiaru uwieść koleżanki. Chciała po prostu miło spędzić czas z osobą, którą bardzo polubiła. A jak to się potoczy, postawiała biegowi wydarzeń. Nic na siłę, powtarzała sobie w duchu.

– Mam nadzieje, że nie przeszkadza ci mała zmiana klimatu. Miałam ochotę na taki wieczór przy świecach.

– Nie, skądże. Wygląda pięknie.

Dziewczyny rozłożyły się wygodnie na kocu. Butelkę wina, kieliszki i miseczki z różnego rodzaju smakołykami, czekoladki, mandarynki i krakersy ustawiły obok siebie.

Na początku rozmawiały o świętach, które właśnie minęły. Obie lubiły ten okres. Miały wolne od zajęć i mogły spędzić go z najbliższymi. Choć zgodziły się, że to już nie te czasy, kiedy na wigilię czekało się już miesiąc przed świętami. Karolina zapytała o rodzinę Marity, dziwiło ją, że dziewczyna została sama. Okazało się, że Darek pojechał na dużą imprezę w jednym z akademików, a ich rodzice spędzali kilka dni w górach. Miały więc dom wyłącznie dla siebie. Spotkanie dziewczyn przebiegało spokojnie, tak jak sobie założyła Marita. Czyli bez żadnych nacisków z jej strony. Rozmawiały, popijając wino, przegryzając przygotowane łakocie. Obejrzały jedną z amerykańskich komedii romantycznych, które obie tak lubiły. Właściwie jedynym wydarzeniem wieczoru, o którym można było powiedzieć, że miało pewien podtekst erotyczny, była namowa Marity, aby Karolina spróbowała pysznych, soczystych mandarynek.

Marita wzięła jedną z nich, obrała i zjadła niespiesznie po kawałku.

– Może mandarynkę? – spytała.

Karolina tylko wzruszyła ramionami, prawie jakby nie usłyszała pytania, kontynuując podjęty temat. Marita oderwała kawałek owocu i podała jej do ust. Karolina zaskoczyła przyjaciółkę i kiedy ta tyko zbliżyła rękę dostatecznie blisko, chwyciła ustami soczysty fragment, w taki sposób, że oprócz mandarynki w ustach znalazły się też opuszki palców Marity. Owoc pod naciskiem warg Karoli puścił nieco soków, zostawiając ślad na palcach drugiej dziewczyny.

– O, wybacz – powiedziała, przeżuwając mandarynkę

– Nic się nie stało – odpowiedziała Marita, oblizując palce z soku.

Karolina nie mogła nie zwrócić uwagę na ten delikatny szczegół. Marita tak naprawdę dopiero po chwili zreflektowała się, co właściwie zrobiła. Niby nic wielkiego się nie stało, ale w tym momencie obie dziewczyny przekroczyły pewną granicę. Marita czuła, że przyjaciółka ufa jej coraz bardziej.

Zbliżała się północ. Pierwsza butelka wina poszła w zapomnienie, pojawiła się druga. Dziewczyny były coraz bardziej rozluźnione, śmiały się swobodniej, ich rozmowa stała się śmielsza. Marita jednak nie miała zamiaru wspominać o swojej seksualności, nie chciała w żaden sposób sprawić, by Karola poczuła się niekomfortowo. Nie przeszkadzało jej to jednak wybadać pewnych spraw. Po alkoholu rozmawia się przecież swobodniej.

– Mogę cię o coś zapytać?

– Ojej. Brzmi poważnie – odpowiedziała Karolina.

– A wiesz? Bo jestem ciekawa… Dlaczego nie zostałaś w domu, z przyjaciółmi, z bliskimi?

– A co, źle ci tu ze mną? – odpowiedziała nieco zaczepnie, jednak bez urazy.

– Chodzi mi o to… Czy nie masz tam kogoś, kto by cię zatrzymał na dłużej…

– Masz na myśli faceta?

– No, poniekąd…

– Ahhh – westchnęła. – Nie lubię tego tematu. Wiesz… jakiś czas temu był ktoś… ale nic z tego nie wyszło. Wszyscy mówili, że był idealny, koleżanki aż syczały z zazdrości, ale ja jakoś tego nie widziałam. To nie było to. Czasem sama nie wiem, czego chcę…

– Rozumiem – Marita była pewna, że mało kto mógł zrozumieć ją lepiej.

– A ty? – zapytała tym razem Karolina.

– Ja? Ja… szukam bratniej duszy.

– Chyba nie tak łatwo ją znaleźć, co?

– Niestety.

– Ale wiesz? Nie mówmy o facetach. Nie zasługują na taki zaszczyt.

Marita uśmiechnęła się tylko, przyznając jej racje.

Dziewczyny rozmawiały dalej, zajadając się słodkościami, od czasu do czasu popijając wino, które już powoli zaczynało szumieć im w głowach.

Północ była tuż, tuż. Jeszcze kilka chwil i obecny rok odejść miał do historii.

– To za co wypijemy na ten nowy rok? – spytała Karolina.

– Może za to, żebyśmy obie znalazły dla siebie bratnią duszę?

– Za to wypiję!

Dziewczyny wstały, czekając na odliczanie.

5,4,3,2,1….

– A więc abyśmy znalazły swoje bratnie duszyczki!

Objęły się, ciesząc się nowym rokiem oraz swoim towarzystwem. Marita czuła, że ich życzenie może spełnić się szybciej, niż jej przyjaciółka mogła sobie wyobrazić.

Nie sądziła jednak, że nadejdzie to tak szybko. Po złożeniu sobie kolejnych życzeń, już typowo noworocznych, zdarzyło się coś, czego obie się nie spodziewały Było kilka uścisków, pocałunek w jeden policzek, pocałunek w drugi… i stało się… Usta dziewczyn spotkały się. Być może przez pomyłkę, być może miał to być tylko cmok jak ten wcześniejszy w policzek. Ale taki nie był. To był dłuższy pocałunek, bardziej zmysłowy. Dziewczyny szybko zorientowały się, co robią i lekko zakłopotane, odsunęły od siebie. Marita usiłowała zbagatelizować sprawę, podejmując pierwszy lepszy temat, jaki przyszedł jej na myśl. Była na siebie zła, że pozwoliła sobie na ten przedwczesny ruch. Jej serce jednak waliło jak oszalałe i z trudem utrzymała równowagę.

Gdyby tylko wiedziała, jak czuła się Karolina, pewnie nie miałaby takich wyrzutów.

Minęła godzina. Żadna z nich nie wspomniała o niespodziewanym pocałunku.

Wino w końcu dało o sobie znać z większą mocą.

– Wiesz? Gorąco mi… W dodatku jestem nieco zmęczona – powiedziała w końcu Karola.

– Szczerze mówiąc, to ja też – przyznała Marita.

– To co, kładziemy się? Przygotuję twoje łóżko.

– Gdzie będę spała?

– Tutaj… Ta kanapa się rozkłada. Ale nie przejmuj się, jest bardzo wygodna. No chyba, że chcesz spać w innym pokoju.

– Nie. Kanapa jest w porządku – Karolina poszła do łazienki umyć się i przebrać. Marita w tym czasie pogasiła większość świeczek, zostawiając tylko cztery, żeby nie było całkiem ciemno oraz przygotowała oba łóżka.

Karolina wyszła po kilku minutach, ubrana w błękitny T–shirt i pomarańczowe spodenki. Marita nie mogła się napatrzeć, jak świetnie opinają jej jędrne pośladki. Była niesamowicie ciekawa jej uwolnionych od stanika piersi, które kołysały się przy każdym kroku. Marzyła o jeszcze jednym takim pocałunku jak ten tuż po północy.

Nie mogła się jednak tak otwarcie gapić. Była zadowolona z wieczoru, ale, mimo że potoczył się on zgodnie z jej oczekiwaniami, czuła pewną nutkę rozczarowania. Karciła się za brak odwagi, który nie pozwolił jej na decydujący krok. Wzięła szybki, otrzeźwiający prysznic, ubrała się w swoją jasnozieloną pidżamę i położyła się do swojego łóżka.

Było jej mięciutko i błogo.

– Mam nadzieje, że nie jesteś na mnie zła? – spytała nagle Karolina, wyrywając Maritę z zamyślenia.

– Zła? O co?

– No o to, że tak szybko zakończyłam wieczór. Pewnie chciałaś jeszcze posiedzieć.

– Nie. Nie mam ci niczego za złe. Sama poczułam zmęczenie. Mamy przecież jeszcze jutrzejszy dzień.

– Wiesz? – powiedziała Karolina ze śmiechem – pewnie mnie wyśmiejesz, ale teraz zupełnie odechciało mi się spać.

– Możemy porozmawiać jak chcesz, znając życie i tak bym szybko nie zasnęła.

– Trochę twarda ta kanapa – stwierdziła Karolina.

Marita nieco się zmieszała. Sama nigdy na niej nie spała. Wydawało się jej jednak, że mebel był wygodny. Być może jednak ktoś przyzwyczajony do miękkich łóżek, mógł czuć się niekomfortowo.

– Jak chcesz, możemy się zamienić.

– Nie no, przestań…

Postanowiła zaryzykować. Tym bardziej, że miała wrażenie, że kolejne zignorowanie sygnału będzie już znaczną przesadą.

– To może chodź do mnie? Mam tu sporo miejsca.

– Nie chcę się narzucać. Naprawdę.

– Daj spokój, spędziłaś tuż koło mnie cały wieczór. Leżenie w łóżku niczym się nie różni.

Karolina wstała, już bez wahania. Marita była nieco zaskoczona, ale równocześnie zadowolona, że sprawy przybrały taki obrót. Zaczęła się zastanawiać, kto tu tak naprawdę jest bardziej pewny swojej seksualności.

Karolina wsunęła się na łóżko, tuż obok niej.

– No, tu od razu lepiej.

Marita była zła na siebie, że straciła kontrolę nad sytuacją. Nie wiedziała, jak się zachować. Za bardzo jej zależało, żeby to teraz zaprzepaścić jakimś niepotrzebnym ruchem.

Dziewczyny leżały przodem do siebie. Spoglądały sobie w oczy.

– Powiedz coś – zagadała po chwili milczenia Karolina, jakby bojąc się, że jej sugestia zmiany łóżka była zbyt nachalna, zbyt oczywista, zbyt nieodpowiednia.

Marita przez chwilę milczała, nie przestając patrzeć na przyjaciółkę. W końcu jej wzrok mimowolnie przesunął się w dół, na usta dziewczyny. Potem znów spojrzała jej w oczy Nie mogła się opanować. Zapach Karoliny działał na nią jak najsilniejszy afrodyzjak, jak narkotyk, którego chciałoby się dostać jeszcze więcej, żeby poczuć błogie spełnienie.

Przysunęła ją do siebie delikatnym ruchem i pocałowała. Bała się, ale zrobiła to. Jej największe obawy były jednak bezpodstawne. Karolina nie przestraszyła się, nie cofnęła. Przyjęła ciepłe usta Marity z wielką przyjemnością. Już nie chciała ukrywać tego, że czekała na to prawie cały wieczór.

Dziewczyny przywarły do siebie, całymi ciałami, oplatając się wzajemnie także nogami. Całowały się bez opamiętania, zupełnie jakby jutro miał nastąpić koniec świata. Karolina wsunęła swoje udo między nogi Marity, dotykając jej łona przez jasnozielony materiał. Po chwili sama poczuła dotyk uda, na swoim wyjątkowym miejscu. W pokoju rozległy się odgłosy pocałunków, szelest pościeli oraz ciche skrzypienie sprężyn materaca.

W końcu jednak przestały na chwilę, przyglądając się sobie wzajemnie. Światło świec było coraz ciemniejsze, widocznie jedna z nich już się wypaliła. Widziały tylko kontury swoich twarzy. Ich oczy wydawały się zupełnie czarne, jakby całkowicie uleciał z nich wcześniejszy błękit. Obie szukały w swoich spojrzeniach przyzwolenia na dalszy rozwój sytuacji, może jakiegoś gestu, że to co się właśnie stało, nie było tylko impulsem, przypadkową iskrą.

Tym razem ruch zrobiła Karolina, zbliżyła wargi do ust Marity, chwyciła nimi dolną ich część. Przyssała się delikatnie do nich, po czym powoli musnęła pocałunkiem całe usta swojej partnerki. Po chwili przejechała językiem po jej zamkniętych wargach, zrobiła to subtelnie, delikatnie. Marita szalała z podniecenia. Przyjmowała jej pieszczoty z największą przyjemnością. Teraz ich pocałunki były delikatniejsze, dziewczyny smakowały wzajemnie swoje usta, ciesząc się ich miękkością i aromatem.

Ręka Marity tymczasem, rozpoczęła wędrówkę po ciele Karoli. Wsunęła ją pod materiał koszulki i zaczęła wodzić palcami po jej gładkiej skórze. Wybadała wcięcie w talii, przeciągnęła dłonią po brzuchu, w końcu chwyciła za pierś. Karolina miała świetne piersi, niemal idealnie pasowały do dłoni, nie były ani za duże, ani za małe. Były fantastyczne – sterczące i jędrne. I na pewno były jej czułym punktem, bo kiedy tylko Marita dotarła palcem do sutka, usłyszała pierwsze głębokie westchnienie.

Karolina nie chciała być gorsza, z tym że miała pewien problem. Piżama Marity była sztywna i krępowała ruchy ręki, którą próbowała znaleźć nieco miejsca pod spodem.

– Zdejmij ją – szepnęła Karola, przerywając pocałunek.

Marita szybko się pozbyła górnej części swojej piżamki, ujawniając swoje piersi. Były nieco mniejsze, z malutkimi sutkami, za to bardzo kształtne i okrągłe jak piłeczki.

Sama natychmiast chwyciła za dolną część koszulki Karoli. Ta nie protestowała i po chwili obie dziewczyny były już bez góry. Widziały jednak tylko zarysy swoich ciał. W pokoju paliła się już tylko jedna świeca.

Gospodyni natychmiast przywarła ustami do nagiego ciała swojego gościa całując jej piersi, ssąc jej sutki, oddając się zupełnie chwili. Karola była zachwycona pocałunkami. Dała się zupełnie ponieść szalejącym w niej hormonom. Pieszczoty stawały się coraz intensywniejsze, w ruch znowu poszły dłonie Marity. Dotyk i pocałunki wprawiły ciało Karoli w niemal euforyczny stan. Brakowało tylko jednego, aby mogła poczuć się spełniona. Marita jednak unikała zejścia niżej. Być może brakowało jej odwagi, a być może po prostu jeszcze tylko się wstrzymywała. Karola jednak już nie chciała dłużej czekać.

– Co powiesz na małą zabawę? – zapytała.

– Zabawę? A konkretnie? – odpowiedziała pytaniem, nie przerywając całowania jej ciała.

– Zobaczysz.

– No, dobrze.

– To poczekaj chwilkę.

Karolina wstała, podeszła do świeczki i zgasiła ją. Pokręciła się jeszcze kilka sekund po pokoju dezorientując nieco Maritę, która nie mogła niczego dostrzec w zupełnej ciemności, po czym położyła się z powrotem koło niej.

– Co teraz? – zapytała nieco zaskoczona.

– Poczekaj chwilkę. Nic nie rób.

Po chwili rozległ się charakterystyczny dźwięk, który znów nieco zaskoczył Maritę.

– Czy ty właśnie obierasz mandarynkę?

– Ciii.

Karola uciszyła ciekawską. Marita poczuła charakterystyczny cytrusowy aromat. Minęła chwila. Karolina wyszukała ręką twarzy Marity.

– Tylko bez używania rąk – ostrzegła. – Chodź tu.

Poprowadziła jej głowę do swoich ust. Marita chyba rozumiała, o co będzie chodzić w zabawie. Przylgnęła swoimi ustami do warg Karoli. Ta miała w nich kawałek mandarynki. Objęła go swoimi wargami, lekko przyduszając, uwalniając przy tym nieco lepkiego soku. Obie zaczęły się znów gwałtownie całować, delektując się jednocześnie pysznym lekko kwaskowym nektarem, który mieszał się w ich ustach. Karola jednak zaczęła zwalniać, sprawiać, że powracała narastająca zmysłowość. W końcu oderwała się od ust Marity.

– Teraz musisz znaleźć pozostałe kawałki – szepnęła – pamiętaj! Tylko bez rąk.

Marita uśmiechnęła się, przywarła ustami do ciała Karoliny. Zaczęła uważnie całować jej stopę, przesuwając się ku górze. Pierwszy kawałek znalazła na udzie kochanki. Zanim przeszła do drugiej nogi ucałowała jeszcze kolano. Następny kawałek mandarynki znajdowała się na drugiej nodze, nieco wyżej, prawie przy samych spodenkach. Kolejny odnalazła również bez trudu. Był na prawej piersi. Marita jednak nie chciała się spieszyć. Zjadła go, po czym zaczęła starannie wylizywać soki, które rozlały się wokół tego miejsca. A że dostało się praktycznie całej piersi, miała czym się delektować. Język i usta Marity wywiązywał się ze swojego zadania bardzo starannie, sprawiając obu wiele przyjemności. Po chwili zaczęła wodzić ustami w poszukiwaniu dalszych owoców, obdarowując ciało kochanki kolejnymi pocałunkami. Spodziewała się, że kolejny będzie na drugiej piersi, ale tę chciała sobie zostawić na później. Na następny kawałek natrafiła nieco pod piersią, mniej więcej w miejscu gdzie kończy się żebro, kolejny w okolicach pępka.

Tu zatrzymała się na nieco dłużej, chcąc dokładnie wylizać brzuch Karoli. Czuła, jak pod wpływem głębokiego oddechu, dość wyraźnie podnosił się i opadał, miała też wrażenie, że zaczyna lekko drżeć z podniecenia. Na brzuchu odnalazła jeszcze dwa kawałki. W końcu przyszła kolej na zajęcie się drugą piersią. Marita dobrze przewidziała, że znajdzie tam kolejny fragment słodkiej układanki. Zajęła się nią równie dokładnie jak poprzednią półkulą, choć może teraz dokładniej skupiając się na sterczącym sutku. Następny kawałek znajdował się między piersiami, na mostku. To było fajne, strategiczne miejsce. Całując go zahaczała o obie piersi, raz jedną, raz drugą. Jakby chciała porównać, która była bardziej słodka. Poczuła, że pierś, którą pieściła wcześniej, zdążyła już nieco przeschnąć i lepiła się od zaschniętego soku. Kolejny kawałek znajdował się w miejscu, gdzie mężczyźni mają słynne jabłko Adama. Nie przeszkadzało jej to jednak obdarować mokrymi pocałunkami całej szyi. W końcu ponownie przywarła do ust Karoli, jakby chciała się podzielić pysznościami, którymi przed chwilą miała okazję się delektować.

Ta jednak po przyjęciu kilku całusów z języczkiem odwróciła głowę.

– To jeszcze nie wszystkie. Został jeszcze jeden – powiedziała.

– Sprawdziłam dokładnie.

– To sprawdź jeszcze raz.

Marita, uśmiechając się, znów rozpoczęła taniec językiem po ciele Karoliny. Robiła to jeszcze dokładniej, tak żeby nie opuścić żadnego fragmentu. Sprawdziła jeszcze raz obie piersi, mostek, miejsca pod żebrami, oraz brzuszek. Kiedy była przy tym ostatnim zaczęła już podejrzewać, gdzie może być ostatni fragment. Nie zdążyła jednak sama zrobić żadnego ruchu, gdyż poczuła na głowie rękę Karoli, która dawała jej sygnał, że ma się kierować ku dołowi. Zaczęła się zbliżać do łona kochanki, dotknęła miękkiego materiału jej spodenek. Kiedy zeszła jeszcze niżej, poczuła pod nim niewielkie zgrubienie. Tam znajdował się ostatni kawałek.

Karolina uniosła lekko biodra ku górze. Marita trafnie odczytała ten znak i ściągnęła jej spodenki.

Kiedy spodenki były już poza pupą dziewczyny, ta uniosła wysoko nogi, ułatwiając kochance zadanie. Po chwili pomarańczowy fatałaszek leżał już gdzieś na środku pokoju. Marita miała teraz przed sobą zupełnie nagą Karolinę. Żałowała jedynie, że żadna świeczka nie dotrwała do tego momentu. Bez chwili namysłu przylgnęła do nagiej cipki, szybko odnajdując ostatni fragment owocu. Znów pod wpływem ucisku ust, uwolniła z niego trochę soków. Po czym zabrała się do pieszczot tego wyjątkowego, magicznego miejsca. Jej język rozpoczął jazdę na ostatni przystanek, na przystanek absolutnej rozkoszy. Karolina była już na krawędzi szalonego orgazmu, a kiedy tylko języczek Marity dotknął jej pulsującego z podniecenia guziczka, przeszedł ją gorący dreszcz, zapowiadający rychłe nadejście oczekiwanego. Przycisnęła jej głowę do swojego krocza jeszcze mocniej, chcąc spotęgować swoje doznania. Nie mogła już powstrzymać nieartykułowanych, coraz głośniejszych dźwięków ze swoich ust. Marita wywołała w jej gorącym wnętrzu istne tornado, nie omijając żadnego miejsca, zagłębiając raz za razem języczek w jej dziurce.

Kiedy Marita poczuła pierwsze skurcze na ciele Karoli, przyssała się do jej łechtaczki, kierując także swoje zwinne palce do szparki dziewczyny. Karoliną wstrząsnął nagle niesamowicie intensywny impuls, a właściwie seria impulsów. Słowa, które o tym czytała, opowieści, które słyszała, za nic w świecie nie mogły opisać tego, co czuła. Myśli uciekły z jej głowy, jakby na chwilę znalazła się poza swoim ciałem. Cudowne ciepło ogarnęło jej wnętrze. Zupełnie nie kontrolowała swoich ruchów, jakby ktoś przejął nad nią sterowanie. Poleciały jej łzy. Łzy szczęścia… mimowolnie. Nie mogła ich powstrzymać.

Po chwili dziewczyny znów leżały w swoich objęciach, obdarowując się pocałunkami. Ta noc była jeszcze długa i pełna wrażeń. Karolina przecież nie mogła zostawić swojej gospodyni bez należytego podziękowania. Zapaliły kilka świec, żeby tym razem nieco odmienić klimat i pozwolić cieszyć się swoim widokiem.

Ta noc była początkiem wielkiej miłości. Zaczęła się ona prawie jak każda, bo od przypadkowego poznania. I od soczystych mandarynek podlanych wybornym winem.

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Ta kategoria nie należy do moim ulubionych, ale pozostając pod wrażeniem „Onych” musiałem zajrzeć również tutaj. Koncepcja znacznie prostsza, ale z dużym wdziękiem opowiadasz tę, kobiecą w końcu historię. Z perspektywy Twoich starszych tekstów wyraźnie widać jak przydługa (moim zdaniem) seria o Robercie wepchnęła Cię w szufladkę z „pryszczatym” seksem nastolatków. Ze szkodą dla sprawy rzecz jasna.

Mniam… Pyszne te mandarynki 🙂
Pozdrawiam

Świetne.

Pamiętam to opowiadanie jeszcze z DE. Czy mógłby ktoś powiedzieć, co tam właściwie się stało? Będę b. wdzięczna.
Eli

Fajne ale to jednak męska perspektywa, kręci … nawet nie będę pisał jak silnego wzwodu doświadczyłem. W tekście jest fragment o tym że Marita żałowała że nie było wystarczająco dużo światła żeby się rozkoszować widokiem Karoliny. Jeśli się nie mylę to kobiecie by to chyba nie przeszkadzało ?

Wiesz, my też mamy oczy i potrafimy z nich korzystać ;p

Zaiste, Macie piękne oczy i Potraficie z nich korzystać. Chodziło mi raczej o to że tzw. wzrokowcami są głównie mężczyźni, ponoć.

Ponoć 😉
Poza tym nawet jeśli dominują u nas inne zmysły i tak możemy chcieć patrzeć…

a co z Robertem?

Hej.. Nie wiem czy czytasz komentarze ale mam pytanie dotyczące opowiadania Zabójczy układ. Gdzie mogę przeczytać kolejne części ? Powstały w ogóle? Proszę napisz, bo chyba ciekawość mnie spali i nie znoszę nie znać zakończeń, szczególnie tak dobrego opowiadania

Napisz komentarz