Przygody Roberta 2 cz. 6 (Coyotman) 5/5 (2)

PR182

Pavel Kiselev (Photoport), “Natali”, CC BY-NC-ND 3.0

Pisk hamującego pociągu wyrwał mnie ze snu. Ostatnią godzinkę podróży przeznaczyłem na drzemkę. Przez głowę przemknęło mi pytanie, co jest prawdą, a co wytworem mojego umysłu. Ta dziwna myśl na szczęście szybko znikła. Wystarczyło, że zauważyłem jasnoróżowe stringi leżące na jednym z foteli. Popatrzyłem na Agę, która, niewzruszona hałasem zatrzymującej się maszyny, spała sobie w najlepsze. Wyglądała tak spokojnie i niewinnie… Gdzie się podziała ta dzika kobieta, która niedawno wycisnęła ze mnie siódme poty i urozmaiciła mój słownik o kilka nowych sformułowań?

Było po dziewiętnastej. Przed sobą miałem więc jeszcze cały wieczór. Jeszcze kilka godzin wcześniej planowałem spędzić go z Agnieszką, jednak dobrodziejstwa techniki XXI wieku nieco pokrzyżowały nam plany.

Zanim wsiedliśmy do pociągu, Aga zdążyła przekazać jednej ze swoich przyjaciółek, że wraca wcześniej. Kobiety były ze sobą na tyle blisko, że znały większość swoich tajemnic. Lidka, bo tak miała na imię koleżanka Agi, wiedziała więc o problemach z Adamem i o wczorajszym wyskoku z brodatym góralem, no i, jak to prawdziwa przyjaciółka, postanowiła zmienić wszystkie swoje dzisiejsze plany i przybyć z pomocą. Niestety, była to osoba, która nie uznaje odmowy. Głęboko przekonana, że moja ciotka potrzebuje wsparcia i ramienia do wypłakania, nie chciała nawet słyszeć o tym, że wszystko jest w porządku. Jej wizyta była po prostu nieunikniona.

Również i ja zdążyłem przekazać swoim znajomym wiadomość o przyspieszonym powrocie i natychmiast otrzymałem kilka propozycji. Postanowiliśmy więc, że ten wieczór spędzimy osobno. Niestety, była to decyzja wymuszona okolicznościami.

Jak się okazuje, telefony komórkowe, jakkolwiek przydatne, czasem bywają przekleństwem.

Miałem ochotę obudzić Agę w jakiś niekonwencjonalny sposób, ale stwierdziłem, że nie będę świrował. Tylko bym się niepotrzebnie napalił, a tu jeszcze trzeba było z pociągu wysiąść i do domu wrócić.

Szturchaniec musiał wystarczyć. Ciotka niechętnie zaakceptowała konieczność powrotu do rzeczywistości, no ale nie było wyjścia. Chwyciłem nasze graty i wydostaliśmy się ze stalowego giganta.

Złapaliśmy taksówkę i migiem znaleźliśmy się w domu. Oczywiście, po opuszczeniu dworca musieliśmy zachowywać pozory. Nie mogliśmy pozwolić sobie na zbyt wiele poufałości. Kierowca taryfy widział więc, że siedzimy daleko od siebie, trzymając pomiędzy sobą część bagażu, a sąsiedzi byli świadkami, jak ciotka pogania mnie z tobołami, nie szczędząc przy tym lekkich uszczypliwości.

Kiedy tylko zamknęliśmy za sobą drzwi, wszystkie graty wylądowały na podłodze, a my przywarliśmy do siebie w gorącym pocałunku.

– To co? Szybki wspólny prysznic? – zapytała Aga, odrywając się ode mnie na chwilę.

Odpowiedź mogła być tylko jedna.

Obściskując się i zdejmując przy tym ciuchy, przemieszczaliśmy się nieporadnie w stronę łazienki. Do przybycia Lidki mieliśmy jakieś pół godziny, więc zostało nam wystarczająco dużo czasu, aby dokładnie się umyć.

Puściliśmy letnią wodę i z wielką przyjemnością weszliśmy pod orzeźwiający strumień.

Zaczęliśmy się bardzo dokładnie namydlać. Dopiero teraz mogłem poświęcić więcej uwagi piersiom cioteczki. Na początku było trochę śmiechu, kiedy wycisnąłem na nie odrobinę płynnego mydła, co zapewne obojgu przywiodło na myśl sprośne skojarzenia. Kiedy jednak zacząłem rozprowadzać śliski płyn, kobieta szybko odzyskała powagę i także zaczęła gładzić moje ciało.

Mimo, że mieliśmy za sobą pełną wrażeń podróż powrotną, to jednak nadal czułem pewien niewielki dyskomfort. Oto przede mną stała naga Agnieszka, ciotka, która jeszcze całkiem niedawno sprawdzała moje zadania domowe czy przychodziła na występy muzyczne. Kobieta, której jeszcze parę lat temu sięgałem nieco powyżej pasa, i której czasem siadałem na kolanach przy wspólnych rodzinnych kolacjach. Teraz to ona sięga mi w pobliże pasa, ale dłonią, a na kolanach siadała mi już w pociągu, ale okrakiem. Życie bywa przewrotne.

Wszystko to wydawało się trochę nierealne – staliśmy pod strumieniem wody i dotykaliśmy się wzajemnie. Ja lubieżnie masowałem piersi i bawiłem się sutkami, a ona, trzymając mojego wacka, pocierała swoją waginę, prześlizgiwała nim po szparce, to w górę, to w dół, obdarowując przyjemnością nas oboje.

Spojrzenie Agi było jednoznaczne. Chciała poczuć mnie w sobie, chciała jeszcze dodatkowo rozluźnić się przed rozmową z ciekawską przyjaciółką. Nie czekając na żaden sygnał, przejąłem inicjatywę i ustawiłem się za towarzyszką kąpieli. Lekko naparłem dłonią na jej plecy aby się pochyliła i wypięła pośladki, po czym niczym naukowiec w celach badawczych, wsunąłem swoją sondę do jej rozgrzanej jaskini.

Całe szczęście, że podłoże prysznica było antypoślizgowe, bo zaczęliśmy ostro. Aga ruchem bioder zainicjowała zdecydowane tempo. Opierając się szeroko rozłożonymi rękami o ścianki kabiny, żwawo kręciła pupą. Ja, trzymając za piersi, rytmicznie poruszałem biodrami i wchodziłem w nią, pokonując lekki opór. Ta pozycja narzucała nieco inny kąt natarcia, więc można powiedzieć, że eksplorowaliśmy niezbadane wcześniej terytoria.

Po chwili kobieta chwyciła mnie za dłonie i naprowadziła je na swoje biodra.

– Chwyć mnie i rżnij mocniej – wystękała.

Stanąłem w nieco bardziej pewnym rozkroku, ułożyłem dłonie na wysokości talii, aby zyskać pewny chwyt i nieco dołożyłem do pieca. Woda zaczęła chlupotać, a wnętrze kabiny wypełniły charakterystyczne dźwięki towarzyszące ostrej kopulacji. Jako, że Aga była raczej drobną kobietą, trudno było utrzymać równowagę, miotało nią nieco po kabinie i tylko moje dłonie chroniły ją przed spektakularnym wywinięciem orła.

Przede wszystkim jednak, w końcu mogła sobie pozwolić na niczym nieskrępowane okrzyki zadowolenia. Nie musiała już tłumić swoich emocji i głośno dawała wyraz odczuwanej przyjemności. O dziwo, na razie Aga była dość oszczędna, jeśli chodzi o przekleństwa. Musiałem zadowolić się paletą przeciągłych samogłosek, czasem jedynie przerywanych jakąś wystękaną „kurwą”.

Kiedy przyłożyłem dłoń do łona mojej, jakby nie było, opiekunki i zacząłem mieszać palcami przy łechtaczce, Aga jęknęła nieco głośniej. Powoli traciła nad sobą kontrolę. Widziałem, że dużo jej nie brakuje. To był czas na mały eksperyment.

– Jak tylko wrócę i zostaniemy sami, nie wypuszczę cię z łóżka przez całą noc – szeptałem jej do ucha – przerżnę cię we wszystkich możliwych konfiguracjach.

Agnieszka głośno jęknęła.

– Najpierw cię solidnie wyliżę, a twoja łechtaczka przeżyje tsunami, taka będziesz mokra.

Wyraźnie to na nią działało. Trudno jej było spokojnie utrzymać ręce.

– Później dam ci przez chwilę pobawić się moim kutasem. Co ty na to? Chcesz go później w buzi?

– Tak, chcę – jęknęła.

– Później rozłożysz szeroko nogi, a ja wejdę w ciebie oślinionym, sterczącym fiutem. Będziesz jęczeć z rozkoszy.

W tym momencie Agnieszka rozstawiła szerzej nogi, zapierając się o krawędzie kabiny. Przyjęła kilka moich ruchów i zaczęło nią lekko trząść.

Przeciągły jęk wypełnił łazienkę, po chwili zamieniając się w serię płytkich westchnięć. Pozwoliła jeszcze przez chwilę, abym wykonał kilka solidnych pchnięć po czym zsunęła się ze mnie, obróciła w moją stronę i, klękając, ustawiła się twarzą w „twarz” z moim mieczem.

– Pobawię się nim już teraz – powiedziała, chwytając go oburącz.

Zaczęła wykonywać ruchy podobne do wykręcania mokrej ścierki, choć oczywiście z odpowiednio mniejszym uciskiem. Dłonie obracały się w przeciwległe strony, jednocześnie wykonując delikatne ruchy góra – dół. Cała objętość mojego penisa była stymulowana przez drobne, ale niesamowicie zręczne ręce.

Wystrzeliłem może po kilkunastu takich ruchach prosto na twarz mojej towarzyszki kąpieli. Wciąż lecąca woda szybko jednak zmyła wszelkie oznaki mojego zadowolenia.

Ledwo zdążyliśmy wysuszyć się i ubrać, a rozległ się dzwonek do drzwi. Stwierdziłem, że wymknę się tyłem, gdyż nie miałem ochoty na konfrontację z Lidką. Ta kobieta mnie zwyczajnie irytowała. Zwykle, gdy przychodziła i witała się ze mną, chwytała mnie za policzek i lekko nim potrząsała. Nie było to bolesne, ale strasznie irytujące. Rozumiem, że byłem od niej ładnych parę lat młodszy, ale ile można znosić traktowanie mnie jak pięciolatka? Gdyby dziś mi tak zrobiła, chyba musiałbym ją trzasnąć kutasem po czole. Może wtedy zauważyłaby, że wyszedłem już z piaskownicy.

Kiedy zamykałem za sobą drzwi słyszałem tylko: „No, witam cię moja kochana…”

O mało nie przyprawiło mnie to o odruch wymiotny.

Wyruszyłem w kierunku domu Zuzy, tam mieliśmy poczekać na resztę ekipy i razem udać się na jakąś imprezę. Podszedłem do tego pomysłu bez specjalnego entuzjazmu, ale nie mogłem zaniedbywać mojej przyszywanej dziewczyny. Cóż by to była za mistyfikacja, gdybym puszczał ją w takie miejsca sam. Po kilku minutach spaceru znalazłem się na miejscu.

Nie zdążyłem jeszcze podejść do drzwi i dotknąć przycisku dzwonka. gdy Zuzanna wyskoczyła z domu i rzuciła mi się na szyję. Ależ ona była piękna.

– Czeeeść! Jak tam było w górach?

Zacząłem kłamać jak z nut. Złoty chłopak.

Nie mogłem przecież powiedzieć jej, że przespałem się z dwiema kobietami… i to nie raz.

Co prawda nasz związek był fałszywy i niby nie musiałem dotrzymywać wierności, ale mimo wszystko wolałem zataić moją nadaktywność.

Kiedy weszliśmy do środka, Zuza przedstawiła mi swoich rodziców, co było bardzo miłe, ale i przy okazji odrobinę niezręczne. Pan Andrzej i pani Elżbieta długo jednak nie cieszyli się naszą obecnością, gdyż ich córka szybko pociągnęła mnie do swego pokoju. Skończyło się więc na podstawowych uprzejmościach.

Pokój Zuzy na szczęście nie okazał się różowym pudełkiem na jeszcze bardziej różowe poduszki. Był podobny do mojego. Łóżko w centralnym miejscu, biurko i kilka szaf przy ścianie. Jasne i przestronne pomieszczenie bardzo mi się spodobało. W kącie stało kilka pluszaków i skórzany futerał, prawdopodobnie na saksofon, o którym wspominała.

Zuza pociągnęła mnie aż na swoje wyrko, wyraźnie dając do zrozumienia, żebym siadał. Oparliśmy się o ścianę, wyciągnęliśmy nogi i zaczęliśmy rozmawiać.

– Wiesz, co prawda nie było cię tylko niecałe dwa dni, ale stęskniłam się za tobą. Zastanawiałam się, co tam porabiasz.

Mówiąc to, dziewczyna przełożyła nogi nad moimi kolanami, przysunęła się bliżej i głową oparła się o moje ramię. Ależ ona pachniała…

– Ja za tobą też – odpowiedziałem, choć było to bardzo dalekie od prawdy.

Nie czułem się z tym kłamstewkiem dobrze, ale po prostu nie miałem czasu tęsknić. Dobry obyczaj zaś jest, że jeśli bliska osoba twierdzi, że tęskniła, to trzeba odpowiedzieć tym samym. No bo niby co miałbym odrzec? Zmienić temat?

Po mojej odpowiedzi wtuliła się we mnie jeszcze mocniej.

Kurde…

– A co tutaj się działo? – zapytałem, próbując nieco rozrzedzić atmosferę.

– Byliśmy z Asią, Magdą, Łukaszem i Marcinem na koncercie plenerowym. Nic jednak ciekawego nie grali. Później spotkaliśmy Wiktora, takiego blondaska, podobno powinieneś go kojarzyć. To syn naszego wojewody.

– Tak, wiem o kogo chodzi, choć nigdy nie miałem okazji porozmawiać z nim dłużej.

Wiktor Kłos, prawdziwa legenda wśród moich rówieśników. Dobrze się uczył, zwykle miał czołową średnią w danym roku w szkole. Dzięki bogatemu ojcu mógł sobie pozwolić na niemal wszystko i skwapliwie z tego korzystał. Był niezłym balangowiczem, choć osobiście nie miałem pojęcia, jak on to godził z nauką i innymi zajęciami. Często, a dokładniej wtedy, gdy ojciec wyjeżdżał w sprawach służbowych, organizował świetne imprezy dla pokaźnej grupy znajomych. Osobom z zewnątrz bardzo trudno było dostać się do tego kręgu. Trzeba było jakoś sobie na to zasłużyć, zdobyć jego szacunek lub być dobrym kumplem kogoś z jego najbliższego otoczenia.

– Zaprosił nas na swoją imprezę.

Albo wystarczy być nieziemsko pięknym i seksownym jak Zuza.

– Tak po prostu?

– Stałam z Aśką i Magdą w kolejce po jedzenie i akurat on był za nami. Od słowa do słowa zaprosił nas do siebie na dziś. Poza tym znał wcześniej Aśkę, bo bywała u niego ze swoim byłym chłopakiem.

– I nie będzie miał nic przeciwko, jeśli ja pojawię się z tobą?

– Pewnie, że nie. Sam powiedział, że jeśli chcemy, to mamy przyjść z parą.

– No, to nieźle. Szykuje się interesujący wieczór.

– Chłopaki mówili, że jego imprezy są czaderskie.

– Też tak słyszałem.

– Jaką przyjmujemy taktykę?

– Taktykę? Masz na myśli naszą maskaradę?

Potwierdziła.

– Hmm, nie wiem. Po prostu trzymajmy się razem i zachowujmy się jak para.

– Czyli tak? – zapytała, przechylając moją twarz do siebie. Spojrzała mi w oczy i po chwili przylgnęła do moich ust.

– Musimy ćwiczyć, żeby wypaść wiarygodnie – dodała, odrywając się ode mnie na chwilę.

Całowaliśmy się już w kinie i na domówce u gaduły Kamili przed moim wyjazdem w góry, ale teraz było jakoś inaczej.

Na początku delikatnie, jakby nieśmiało. Jednak z każdym ruchem jej warg pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Chwytała ustami moją dolną wargę i delikatnie ją ssała, lekko ciągnęła, by po chwili zakręcić językiem, zahaczając o moją górną wargę. Czasem na krótką chwilę odsuwała się od moich ust i uśmiechając się, stykała się ze mną czołem, by znów wrócić do pocałunku. Miałem wrażenie, że w tym krótkich pauzach szukała akceptacji na ciąg dalszy. Te jej krótkie, niemal niezauważalne uśmiechy początkowo nieśmiałe, z każdą następną pauzą przeobrażały się w coraz bardziej promienne. Dziewczyna stawała się pewniejsza siebie. Powietrze gęstniało od namiętności. Kiedy pocałunek zbliżał się do końca, nieco zwolniliśmy, prawie jakbyśmy się wzajemnie smakowali. Zakończyliśmy kilkoma cmokami, by w końcu odsunąć się od siebie.

– Wow… jesteś w tym naprawdę dobra – powiedziałem.

– Tobie też nieźle idzie.

Dziewczyna z uśmiechem znów oparła się o moje ramię.

Po chwili ciszę przerwał SMS od Marcina. Czas było się zbierać.

Jako, że Wiktor mieszkał kawałek za miastem i sama droga zajęłaby nam pieszo godzinę, Łukasz załatwił nam podwózkę. Jego brat był szczęśliwym posiadaczem dziewięcioosobowego busa. Kocham takie zbiegi okoliczności.

Po kilku minutach staliśmy już pod domem, a właściwie willą wojewody Kłosa.

Przywitała nas kamera, zamontowana przy bramie, na czubku wysokiego betonowego płotu, rozglądająca się swoim czułym okiem. Jeszcze nikt nie zdążył wcisnąć przycisku domofonu, a brama otworzyła się sama.

– Napisałam mu SMSa, że stoimy pod bramą – wyjaśniła Aśka. – Chodźcie za mną – dodała.

Przemierzymy kilkadziesiąt metrów brukowanej drogi i obeszliśmy dom. Impreza odbywała się na podwórzu i od razu wywarła na mnie niesamowite wrażenie.

Podwórze prędzej należało nazwać małym parkiem. Najpierw w oczy rzucał się dwudziestometrowy basen, w którym pluskało się kilka osób. Na brzegu, po prawej stronie ustawiono wygodne leżaki. Dopiero później dostrzegało się całą trawiastą przestrzeń wokół basenu. Między domem a zbiornikiem wodnym, znajdowała się reszta urządzeń związanych z dzisiejszym wieczorem. I tak, tuż przy domu stał sprzęt muzyczny z głośnikami mogącymi obsłużyć mały plenerowy koncert. Aż bałem się zapytać o ich moc. DJ podrygiwał przy konsolecie i puszczał muzykę klubową, do której bawiła się mniej więcej połowa zgromadzonych osób. Na szczęście muzyka nie była bardzo głośna, dzięki czemu można było rozmawiać bez potrzeby wydzierania się do siebie. Koło Dj’a, blisko wejścia do domu, znajdował się nawet wielki telewizor z podłączoną do niego PS4. Dwóch kolesi grało w najnowszą odsłonę NBA. Nieco dalej, na uboczu, stał stół zastawiony jedzeniem i piciem, osobno umieszczono barek z różnymi alkoholami. Dla każdego coś miłego.

Impreza Michała sprzed kilku dni jawiła się teraz jak przedszkolne jasełka przy broadwayowskiej premierze.

Kiedy się rozglądałem, podszedł do nas gospodarz.

– Witajcie w moich skromnych progach – przemówił.

Wiktor wyglądał tak, jakby przybył do nas z innej epoki. Miał półdługie blond włosy, . Zaczesywał je do tyłu, ale same rozchodziły mu się na boki, przez co czasem „przytrzymywał” je okularami przeciwsłonecznymi założonymi nad czołem. Miał ostre rysy twarzy i przenikliwe niebieskie oczy. Kiedy się uśmiechał, w policzkach tworzyły się charakterystyczne dołeczki.

Był nieco wyższy ode mnie, tak na oko metr osiemdziesiąt z kawałkiem.

Ubrany był w poprzecierane, ale dobrze dopasowane jeansy i białą podkoszulkę bez żadnych znaków. Przypominał mi trochę Kurta Cobaina z Nirvany ze swoich najlepszych czasów. Choć miał nieco łagodniejszą twarz, no i ciut krótsze włosy. Ogólnie sprawiał wrażenie porządnego, miłego, choć nieco tajemniczego gościa. Ani trochę się nie dziwiłem, że wzbudzał zainteresowanie u płci przeciwnej.

Kiedy powitalnym formalnościom stało się zadość, Wiktor zachęcił nas do zabawy i do korzystania z wszelkich atrakcji, po czym wrócił do swoich ziomków, którzy siedzieli w przydomowym boksie, przygotowanym specjalnie na tę okoliczność. Było tam rozstawionych kilka kanap, foteli, krzeseł przy suto zastawionych stołach. Można powiedzieć, że to taka loża vipowska, ale dostępna dla wszystkich.

Byłem trochę zaskoczony. Miałem wręcz pewność, że koleś z miejsca będzie przymilał się do dziewczyn, a zwłaszcza do Zuzy, że będzie próbował jakiegoś taniego bajeru, a tymczasem był bardzo spoko. Bez żadnych podtekstów zaprosił nas do zabawy.

Dziewczyny z miejsca ruszyły do stolika z napojami. Gorączka i brak klimatyzacji w samochodzie dały się nam we znaki.

Z chłopakami nie mogliśmy się napatrzeć na to miejsce. Łukasz wziął mnie na bok i co chwilę trącał łokciem, wskazując na różne rzeczy, a także na niektóre osoby, o których reputacji słyszał.

– Spójrz na przykład na nią – wskazał mi uroczą blondynkę, siedzącą na rozkładanym krześle przed domem. Czytała kolorowe czasopismo, zupełnie nie zwracając uwagi na zamieszanie wokół. – To Magda, siostra Wiktora. Niezła, co?

– Noo – zgodziłem się bez wahania, choć miałem świadomość, że sam przyszedłem z równie piękną dziewczyną.

Siostra Wiktora siedziała w krótkiej, czarnej kiecce, ciasno opinającej jej ponętne ciało. Miała proste blond włosy i łagodny wyraz twarzy. Oprócz tego, że była ładna, emanowała tajemniczą siłą, czymś, co automatycznie przyciągało wzrok. Magnetyzm.

– Podobno trudno dostać się do kręgu jej znajomych. Niektórzy mówią, że zadziera nosa, uważa się za lepszą. – mówił przyciszonym głosem. – Ale wiesz? Chętnie spróbowałbym przekonać ją, że ten jej zdaniem plebs, także ma swoje uroki. Jeśli wiesz, co mam na myśli… – domruczał.

– Tak, Łukasz, wiem, co ci chodzi po głowie. Coś ostatnio masz słabość do Magd – zauważyłem, przypominając mu o tym, że nie przyszedł tu sam.

– Przypadek – nie załapał.

– Mam na myśli to, że twoja dziewczyna stoi niedaleko i za chwilę przyczai cię, że gapisz się na inne.

– To nie jest moja dziewczyna. Bawimy się tylko.

– Ona też tak na to patrzy?

– Co masz na myśli?

– No, czy jesteś pewien, że ona też tak myśli? Bo osobiście mam wrażenie, ze panna się zaangażowała – wyjaśniłem.

– Niczego sobie nie obiecywaliśmy. Nie było żadnych deklaracji.

– Aha – odpowiedziałem z niedowierzaniem.

– Daj spokój – burknął. – Przecież tylko rzucam okiem. I tak nie zbliżę się do niej na metr. Nie chcę mieć do czynienia z Wiktorem. Koleś podobno potrafi się bić. Poza tym nie zamierzam załatwić sobie zakazu wstępu na te imprezy. Jesteśmy wśród elit, chłopie! Nie mogę tego spieprzyć. Te imprezy muszą wejść na stałe do mojego kalendarza.

– Tak czy siak. Nie daj ciała z twoją Magdą – odpowiedziałem. – Wybadaj sprawę. Jeśli okaże się, że się mylisz, to potem już tego nie odkręcisz. A takich cycków będziesz żałował.

– Dobrze, tato – skwitował.

Wmieszaliśmy się w tłum i zaczęliśmy poznawać się z ludźmi. Zuza po chwili porwała mnie na „parkiet” i zaczęliśmy się bawić do dźwięków muzyki. Za nami ruszyli także nasi towarzysze. Kiedy tak skakałem z podniesionymi rękami, a przed sobą miałem tłum osób robiących to samo, przypominały mi się sceny z filmu Project X o imprezie, która wymknęła się spod kontroli organizatorów.

DJ nakręcał imprezę, nawoływał do zaprzestania obijania się i dołączenia do reszty bawiących się.

Po pół godzinie takiej zabawy, z małymi przerwami na uzupełnienie płynów i ewentualnie przegryzienia czegoś, muzyka ucichła.

– Witajcie wszyscy! – przez mikrofon odezwał się Wiktor. – Chyba jest was dziś więcej niż zwykle. To znaczy, że będzie się dziś działo!

Tłum ludzi, od konsolety DJ’a aż po basen, zaczął wiwatować.

– Jeśli ktoś się spóźnił, niech żałuje. Bramy dziś nikomu już nie otwieramy! – dodał, na co tłum znów zareagował z entuzjazmem.

– Większość z was już u mnie była. Mam jednak kilku nowych gości. Chcecie ich poznać?

– TAAAAAAAK!

– No dobra. DJ, poproszę muzykę, tylko nie za głośno.

W tle zaczął lecieć motyw przewodni z Mission: Impossible. Oczami wyobraźni zobaczyłem zapalające się zapałki.

– Wiecie, jak to jest. Nie lubię za bardzo nowych ludzi. Nowi, znaczy nieprzewidywalni. Wolę sprawdzoną ekipę. Jednak ostatnio, będąc na koncercie w mieście, stoję sobie w kolejce po coś do picia i nagle, kiedy przychodzi do płacenia, orientuję się, że ktoś mi zakosił portfel. Co tylko potwierdziło moją niechęć do nieznajomych w moim otoczeniu. Na szczęście z pomocą przyszła mi pewna piękna pani, która stała z koleżankami tuż obok. Zuzanna, Asia, Magda, zapraszam do siebie. Weźcie swoich facetów.

Byłem trochę skonsternowany, ale dziewczyny dość gwałtownie pociągnęły nas za sobą i po chwili staliśmy przed wyjącym tłumem kilkudziesięciu osób. Przy wejściu do domu, opierając się plecami o futrynę drzwi, przyglądała nam się siostra gospodarza. Miałem wrażenie, że dosrzegła moje zażenowanie. Uśmiechnęła się pod nosem.

– Ta piękna istota – tu Wiktor zwrócił się w stronę Zuzy – zapłaciła za moje piwko, co uwierzcie mi, uratowało mi wtedy życie. A najlepsze, że nawet mnie nie znała. Myślałem, że tutaj wszyscy mnie znają – skwitował ze śmiechem. – Traktujcie ich zatem dobrze! Bawcie się! Zaczynamy na serio!

DJ zapuścił następna klubową nutę, tyle że tym razem dowalił do pieca. Tłum szalał.

Wszyscy, od konsolety DJ’a aż po basen zaczęli skakać jak opętani. Nikt nie siedział. Do zabawy przyłączył się także gospodarz, wokół którego natychmiast zebrała się grupka znajomych.

To było intensywne doświadczenie. Bas niemal rozsadzał mi klatkę piersiową, huczało mi w głowie, a ręce przy podskokach same kierowały się ku niebu. Zauważyłem, że cześć imprezowiczów wymienia się jakimiś pigułkami. Cokolwiek by to nie było, wiedziałem, że już wkrótce rozpęta się tu prawdziwe szaleństwo.

Facet za konsoletą sprawnie dyrygował tłumem. Puszczał dynamiczne kawałki, od czasu do czasu odzywał się, zachęcając ludzi do wzmożonego wysiłku. Zdarzyło się, że kogoś pozdrowił lub prosił o chóralne wykrzyczenie jakiejś frazy. Publika świetnie z nim współpracowała i robiła wszystko, o co prosił. Gdyby chciał, żeby ludzie się porozbierali, to pewnie część osób, a zwłaszcza tych po tabletce, zrzuciłoby ciuchy.

Nie był to mój ulubiony klimat, ale w miarę sprawnie się w to wszystko wpasowałem.

Musiałem jednak częściej odpoczywać niż inni. Niektórzy mieli niespotykaną ilość energii. Mogłem tylko się domyślać, czy był to efekt extasy, jakiegoś speeda czy amfy. Nie chciałem wnikać, a tym bardziej próbować. Trochę mnie korciło, ale stwierdziłem, że nie będzie to zbyt dobry pomysł. Na wszelki wypadek postanowiłem unikać otwartych napojów. Zuza na szczęście też nie była chętna na podkręcenie swoich możliwości psychofizycznych. I bez tego bawiliśmy się świetnie. Było iście wariacko. W pewnym momencie przestałem liczyć, ile pośladków dziewczyn się o mnie otarło. Wystarczyło, że Zuza na chwilę zeszła z parkietu lub po prostu gdzieś „odskakiwała”, pojawiała się jakaś panna, która testowała stan skupienia w moich spodniach. Ale to samo działo się w przypadku mojej fałszywej dziewczyny. Faceci, kiedy tylko mogli, ocierali się o nią. Oboje traktowaliśmy to z przymrużeniem oka. Takie praktyki stosowali tu prawie wszyscy. To się nazywa przetarcie znajomości. Ale jak się bawić, to się bawić. Poza tym takie ocieranie się o innych bywa całkiem fajne. Nie to, co w miejskich autobusach czy tramwajach.

Na „parkiecie” w miarę regularnie pojawialiśmy się gdzieś do dwudziestej trzeciej. Później, najzwyczajniej w świecie opadliśmy z sił. Poza tym atmosfera wśród pozostałych bawiących się stała się dość gorąca. DJ nieco zwolnił nutę, przez co zaczęły tworzyć się pary, lub nawet trójkąty. Widok całujących się dwóch dziewczyn i faceta i zwłaszcza dwóch facetów i dziewczyny na raz, pozostanie w mojej głowie jeszcze na długo. Niestety.

My z Zuzą i resztą ekipy zeszliśmy z parkietu. Mimo, że nie mieliśmy problemu z tym, żeby się poobściskiwać, to jednak jeśli całujesz się z dziewczyną i nagle widzisz, że ktoś dotyka jej tyłka, to zaczynasz tracić cierpliwość. Co innego tańce-ocierańce, a co innego bezwstydne łapanie za różne części ciała, lub w ekstremalnych przypadkach, próby dołączenia do nas osoby trzeciej. Ach, te narkotyki… A może to hormony? Lub jedno i drugie…

Na szczęście tych nachalnych nie było wielu, a ci, którzy przesadzali byli „prostowani” przez co trzeźwiejszych.

Dziewczyny zrobiły sobie kolorowe drinki i rozsiadły się na fotelach, Marcin i Łukasz wskoczyli do basenu, aby nieco chłonąć, a ja podszedłem do ogniska na uboczu. Oprócz mnie gapienie się w ogień wybrało jeszcze kilka osób. Nie rozmawialiśmy jednak o niczym szczególnym. Wymieniliśmy jedynie kilka pochlebnych uwag na temat imprezy. Ogień, jak zawsze, działał na mnie uspokajająco. Huczenie w głowie powoli przechodziło.

Po kilku minutach przysiadł się do mnie sam gospodarz imprezy. Nie jestem pewien, bo zapatrzony byłem w płomienie, ale wykonał chyba jakiś gest, bo krótko po tym wszyscy inni odeszli z kręgu.

– A więc to ty jesteś gościem, o którym ostatnio tyle się mówi – zaczął.

Skrzywiłem się i podrapałem po głowie, nie za bardzo wiedząc, co powiedzieć.

– A już myślałem, że ludzie powoli zapominają – wydusiłem z siebie po krótkiej pauzie.

– Zapomnij, że zapomną – uśmiechnął się gorzko. – Wzbudziłeś nie lada sensację. Z czasem nieco ten cały kurz opadnie, ale zawsze będziesz „tym gościem z obozu”. Coś o tym wiem.

– Jakaś rada?

– A co tu radzić? Myślisz, że jest jakiś sposób żeby ludzie przestali się interesować czyimiś sprawami? Mógłbyś się gdzieś zaszyć… ale co ci to da? Chcesz rady? Bądź sobą i nie oglądaj się za siebie. Strach przed osądem innych ludzi bardzo hamuje rozwój, nie pozwala rozwinąć skrzydeł, tłamsi to, co w tobie naprawdę siedzi.

Wiktor mówił niespiesznie, jakby ważył każde słowo. Emanował spokojem połaczonym z niewymuszonym luzem.

– W sumie, już się do tej sytuacji trochę przyzwyczaiłem. Staram się nie wychylać, żeby znaleźli sobie inny temat.

– Teraz o tobie mówią, bo wyrwałeś jedną z ładniejszych dziewczyn w mieście. Jeśli myślałeś, że to pomoże ci zamknąć plotkarskie usta, to wybrałeś najgorszą taktykę z możliwych.

– Ale przynajmniej odgrodzi mnie od tłumu napalonych lasek.

– Bądźmy poważni – zadrwił. – Teraz stałeś się jeszcze bardziej łakomym kąskiem. Owszem, te nieśmiałe będziesz miał z głowy, ale wszystkie odważniejsze i przede wszystkim te zdźirowate rzucą się na ciebie jak Hitler na Polskę. Dziś zaliczanie stało się dla niektórych dziewczyn sportem, a ty jesteś dla nich wysoką poprzeczką. Jesteś jak K2 zimą dla himalaisty. Stanowisz wyzwanie. Zdziwisz się, ile będzie chętnych, żeby je podjąć. Zresztą, spójrz – Ruchem głowy wskazał mi bawiących się gości – Twoja panna pije sobie spokojnie drinka, a kilka dziewczyn, które siedzą nieco dalej, wnikliwie się jej przygląda. Widzisz to?

– Widzę.

– One już teraz zastanawiają się, czy mogą być w czymś lepsze. Próbują ocenić swoje szanse.

– Już teraz widzę, że ich nie mają.

– Nie bądź taki pewny. Wygląd to nie jedyna broń kobiety. To cała gama różnych czynników, zestaw różnych niuansów. Ileż to miałeś przypadków w popkulturze, że piękna modelka została rzucona przez jakiegoś bogacza dla innej, na pierwszy rzut oka mniej atrakcyjnej kobiety.

– Może była nudna?

– Możliwe – Zaśmiał się. – Prawda jest taka, że ludzie po prostu z natury nie są monogamistami. Dziś to prawdziwa rzadkość być z jedną osobą na stałe. Dawniej, oprócz względów moralnych, powstrzymywały nas względy religijne i strach przed ciekawskimi. Dziś króluje hedonizm. Ludzie są ciekawi świata, łakną nowych wrażeń, stawiają sobie krótkoterminowe cele, pojęcie wstydu dla wielu stało się abstrakcją. Chcąc, nie chcąc, stajemy się częścią tego typu zachowań. Nigdy nie możesz mieć pewności, że nagle nie wpadnie ci w oko jakaś inna panna, która będzie pragnęła cię tak mocno, że nie bedziesz w stanie się oprzeć. Świat jest po prostu zwariowany.

– A ty? Odnajdujesz się w tym jakoś?

– Lubię o sobie myśleć, że jestem normalnym gościem, tyle że z nieco grubszym portfelem niż przeciętny człowiek. Czy jestem hedonistą? Wiesz, nie lubię stawiać sobie ograniczeń. Jeżeli mam na coś ochotę, robię to.

– Z jednej strony krążą o tobie niestworzone historie związane z tego typu imprezami, a z drugiej nieźle radzisz sobie w szkole i nauczyciele złego słowa na ciebie nie powiedzą. Jak to z tobą jest?

Wiktor uśmiechnął się pod nosem

– To w sumie dość proste. Trzeba po prostu znaleźć złoty środek. Lubię się bawić, a właściwie kocham to robić. To świetne uczucie, mieć wokół siebie grupę ludzi i imprezować z nimi do białego rana, ludzi, którzy skoczyliby za tobą w ogień. Jednak, jeśli całe życie poświęcasz tylko jednej sprawie, to umykają ci wszystkie inne. Jeśli poświęciłbym cały swój czas na balangowanie, to prędzej czy później pozostałoby mi tylko to, bo nic więcej nie umiałbym robić, a w najgorszym razie mógłbym nawet zostać z niczym. Mój ojciec nie będzie żył wiecznie, pieniądze nie spadną mi z nieba. Stwierdziłem więc, że nie mogę olać nauki. Muszę tak pokierować swoim życiem, aby mieć czas na różne rzeczy. Z drugiej strony nie można całej młodości przeznaczyć na siedzenie przy książkach, a później na pracę, bo to przegięcie w drugą stronę. Nie pracujemy po to, żeby pracować, prawda? Tylko po to, żeby żyć na wygodnym dla nas poziomie.

– Brzmi rozsądnie.

– No tak, ale ty chyba nie masz problemów, żeby godzić obowiązki i przyjemności? – uśmiechnął się, dając mi wyraźnie do zrozumienia, że chodzi mu o tę całą sytuację z dziewczynami.

– Taaaa. Czasem jednak to naprawdę męczy. W dodatku ten cały zakład? Słyszałeś?

– Pewnie, że tak. Ale nie martw się. To już nieaktualne.

– Słucham?

– Wiesz w ogóle, kto to wszystko ustawił?

– Nie.

– Moja siostra. To było na ostatniej mojej imprezie.

Zrobiłem głupią minę.

– Tyle się o tobie mówiło, dziewczyny przez pewien czas nie miały innego tematu. W dodatku ta tajemnicza otoczka… nie wychodziłeś z domu. Krążyły o tobie sprzeczne informacje. Moja siostra po prostu zrobiła się ciekawa, jaki ty naprawdę jesteś. To była taka prowokacja z jej strony. Nieoczekiwanie zakład po kilku dniach nabrał sporych rozmiarów.

– I co się stało, że nie jest już aktualny?

– Twoja dziewczyna poprosiła mnie o pomoc., Przekonałem siostrę, żeby odpuściła.

– Zuza?

– A masz inną dziewczynę? Tak, przyszła do mnie i zapytała, czy dałoby się coś z tym zrobić.

– I co na to twoja siora?

– Magda nie miała obiekcji. Od razu się zgodziła. Powiedziała, że i tak byś nie poszedł z żadną z tych lasek.

– Skąd ta pewność?

– Po pierwsze Zuza, po drugie, znała przebieg imprezy u tego palanta, u którego byliście kilka dni temu, no i w końcu, zobaczyła cię tutaj, widziała, jak się bawisz i jak się zachowujesz. Osiągnęła swój cel, wyrobiła sobie opinię.

– Widzę, że nie tylko ja nie pałam miłością do pana surfera.

– Daj spokój. Raz był u mnie na imprezie, strasznie się nawalił, narzygał mi do basenu, był nachalny w stosunku do dziewczyn. Ale mniejsza z nim. Nie warto o nim mówić.

– Taa, Więc zakład nieaktualny… – westchnąłem. – To dla mnie spora ulga.

– Podziękuj swojej dziewczynie. Masz prawdziwe szczęście, że tak o ciebie się stara. No, ale nie oznacza to, że nie znajdą się laski, które będą chciały przetestować twoją wierność. Myślę, że twoja niedostępność bardzo zaciekawiła też moją siostrę. Uważaj na nią – uśmiechnął się. – Jej nie łatwo odmówić.

– Myślisz? Ani razu nawet nie podeszła. Częściej była w domu niż na zewnątrz. Nie sądzę, żeby była mną zainteresowana.

– Spokojnie. Na razie cię obserwuje. Jeszcze nie wie, jak dobrze to rozegrać, jesteś twardym orzechem do zgryzienia.

– Dlaczego mi o tym mówisz?

– A dlaczego nie? Uwierz mi. Z mojej perspektywy będzie to szalenie ciekawe. Będę ci kibicował, bo patrzenie jak moja siostra nie dostaje tego, czego chce, to prawdziwa rzadkość – zamyślił się chwilę – właściwie to chyba taka sytuacja nigdy nie miała miejsca. Ona zawsze dopina swego. Zobacz, właśnie zmienia DJ’a. Teraz ona będzie puszczać muzykę.

Zrobiło się nagle cicho. Przekazywany mikrofon lekko zapiszczał.

– Większość z was już nie daje rady – odezwała się blondynka w małej czarnej. – Co powiecie na muzykę, przy której można zarówno potańczyć jak i swobodniej pogadać?

– Na pewno puści coś w funkowych klimatach – skomentował poczynania siostry, Wiktor. – Ostatnio strasznie się wkręciła w ten rodzaj muzyki. Nie wyobrażasz sobie jak często ostatnio słyszałem Jamiroquai.

Na parkiecie było już na tyle pusto, że mogliśmy dokładnie obserwować całą sytuację.

Z głośników wydobył się mocny kobiecy głos, zapewne należący do murzynki. Po chwili rozpoznałem, że to Jocelyn Brown. Kobieta wulkan, która największa popularnością cieszyła się w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Miała świetny soulowy głos, ale chętnie wykorzystywała go w innych gatunkach. W utworze, który leciał, a był to, Somebody Else’s Guy, przecudna stylistyka funkowa łączyła się z domieszką disco. W numerze tym, oprócz mocnego wokalu zwracała uwagę genialna linia gitary basowej. Dziewczyna, po puszczeniu tego kawałka, sugestywnie popatrzyła w moją stronę, po czym wzięła za rękę akurat wychodzącego z basenu Łukasza i zaczęła przed nim tańczyć. Facet ociekał jeszcze wodą, a ona ociekała seksapilem, ruszając się w sugestywnym tańcu, podczas którego często kierowała swój wzrok na mnie. Ruszała biodrami, przesuwając dłońmi po linii swojej talii, po piersiach. Jej pupcia ruszała się idealnie do rytmu, a dzięki krojowi sukienki całość nie pozostawiała wiele do wyobraźni. Lekko zarzucała włosami, teatralnie ukazując profil. Tańce w nocnym klubie z Dirty Dancing to przy tym amatorka.

– Teraz widzisz? – zagadnął mnie Wiktor. – Pewnie sama zmiana muzycznego klimatu cię podnieciła, a teraz jeszcze to.

Nie chciałem głośno wyrażać swojej opinii, ale nie powiem, zatańczyłbym.

Gdzieś w połowie piosenki Magda chwyciła ręcznik wiszący na jednym z oparć krzeseł i rzuciła go na głowę Łukasza, przysłaniając mu twarz. Kiedy się od niego odsunęła, niemal wszyscy mogli zobaczyć wyraźny wzwód u chłopaka. I osiągnęła to samym tańcem, nawet go nie dotykając. Towarzystwo niemal chóralnie ryknęło śmiechem, a słodka blondynka, zadowolona z siebie niczym femme fatale, krokiem top modelki weszła do mieszkania.

Jedynie towarzyszka podnieconego chłopaka zakryła dłonią twarz z zażenowania. Na myśl nasuwało mi się „A nie mówiłem?”. Łukasz spojrzał na nią, potem na mnie i chyba dopiero teraz tak naprawdę pojął, co chciałem mu wcześniej powiedzieć. Nie chciałbym być teraz w jego skórze.

Wielkim plusem tej sytuacji było to, że teraz leciała już o wiele bardziej zróżnicowana muzyka. Ile w końcu można słuchać w kółko „łup łup łup”?.

Impreza trwała dalej i ludzie bawili się równie dobrze. Przemieściliśmy się z gospodarzem imprezy na kanapy, aby coś przekąsić i napić się. Nowy znajomy był na tyle uprzejmy, że dla chętnych zaproponował nocleg. My z Zuzą zgodnie grzecznie podziękowaliśmy, ale jak się okazało, znalazło się kilkoro chętnych.

Kontynuowałem rozmowę z gospodarzem, choć przeszliśmy na dużo mniej osobiste tematy. Szybko dołaczyło do nas więcej osób. Jego ekipa była bardzo w porządku. Dogadywaliśmy się nieźle. Chłopaki, z którymi przyszedłem także dobrze wpasowali się w towarzystwo, choć raczej tylko jeden z nich będzie wspominał ten wieczór dobrze. Marcin cały czas trzymał się z Asią i gołym okiem było widać, że przypadli sobie do gustu. Wszystko wskazywało na to, że impreza u Michała nie była dla nich tylko jednorazową przygodą. Coś było na rzeczy i widać, że chłopak promienieje szczęściem. Para postanowiła nawet skorzystać z propozycji noclegu. Łukasz miał nieco gorzej. Jego towarzyszka była wyraźnie niezadowolona z reakcji chłopaka na taniec siostry Wiktora. Wyglądało na to, że gość niechcący zaprzepaścił swoje szanse u biuściastej koleżanki. Siedzieli w bezpiecznej odległości od siebie, a dziewczyna kompletnie nie zwracała uwagi na jego istnienie. Nazwałbym to fochem, ale tak naprawdę trudno było jej się dziwić.

Zuza okupowała moje kolana i żywo włączała się dyskusji. Strasznie się przy tym wierciła, co sprawiało, że krew w moich żyłach krążyła nieco szybciej. Jej zapach i dotyk działał w sposób, z jakiego nie byłem do końca dumny, zwłaszcza w świetle naszej umowy. Nawet jej z pozoru błahe gesty, takie jak położenie dłoni na mojej klatce piersiowej, gdy coś mówiła, sprawiały, że czułem się nieswojo. Gdyby teraz pocałowała mnie tak, jak przed imprezą, prawdopodobnie penis wyskoczyłby mi ze spodni niczym sprężyna ze starego tapczanu. Po głowie kłębiły mi się przez to pytania o jej intencje. Czy ona rzeczywiście tak świetnie gra swoją rolę, czy może dzieje się tu coś więcej? Ja sam nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć, byłem nieco skołowany. Z jednej strony podobało mi się to, co robiła, ale z drugiej nie chciałem wypaść ze swojej roli. Koledze łatwo doradzić, gorzej ocenić własną sytuację.

Powoli jednak nadchodził nasz czas. Byliśmy umówieni z bratem Łukasza chwilę po północy, a ten moment zbliżał się szybko. Powoli zaczęliśmy ogarniać swoje rzeczy i szykować do wyjścia. Jedynie Marcin ze swoją lubą postanowili zostać. Jego mama dość łatwo zgodziła się, aby nocował u znajomych. Z początku myślałem, że to reputacja pana Kłosa zrobiła swoje, ale kiedy dostałem sms’a od Hani o treści: „Wpadniesz? Marcin nocuje u kolegi” zrozumiałem, co tak na prawdę nią kierowało.

Wiadomość nie zaskoczyła mnie, bo wiedziałem, że spotkanie z Hanią jest tylko kwestią czasu. Mimo to, nie czułem się dobrze z myślą, że siedząc koło Zuzi, której intencje wciąż były dla mnie niejasne, rozważam spotkanie z niezaspokojoną mężatką. Gdzieś z tyłu głowy wciąż miałem też obraz czekającej w domu Agi. Co prawda nie napisała mi jeszcze, że koleżanka się zmyła, ale podejrzewałem, że było to kwestią czasu.

Podziękowaliśmy grzecznie Wiktorowi i przybiliśmy piątki z jego ziomkami. Magda, siostra Wiktora, stała w oddali i przyglądała się, jak się zbieramy. Jedynie uniosła dłoń w geście pożegnania. Kiedy tak na nią patrzyłem, przypomniałem sobie, o czym mówił jej brat. Dziewczyna na pewno była interesująca, podobał mi się jej styl, to, że była kimś w rodzaju autsajderki, osoby, która nie poddaje się owczemu pędowi. Jej tajemniczość także była pociągająca.

Kiedy już miałem odwrócić głowę i iść w kierunku bramy, puściła do mnie oko.

Mimowolnie, na ułamek sekundy uśmiechnąłem się, po czym lekko speszony odwróciłem się i ruszyliśmy do wyjścia. Bardzo się powstrzymywałem, żeby się nie obejrzeć.

Brat Łukasza przyjechał lekko spóźniony. Zajęliśmy z Zuzą miejsca tuż za kierowcą. Łukasz z cycatą Magdą usiedli osobno. Chłopak próbował jeszcze coś z tym zrobić, ale „siadaj sam” z ust dziewczyny było jednoznaczne. Miałem wrażenie, że prędko jej nie zobaczymy. O publicznym upokorzeniu trudno zapomnieć. Pytanie, czy dziewczyna należała do tych z gatunku pamiętliwych.

Na szczęście nie był to mój problem.

Miałem za to inny. Jak zachować się w stosunku do Zuzy? Pogadać z nią o tym, co się dzieje, upewnić się, że to, co robimy, to nadal tylko gra? W końcu największe nieporozumienia, kłótnie wynikają właśnie z powodu braku właściwej komunikacji.

Wysiedliśmy koło jej domu.

– Dzięki za fajny wieczór – odezwała się pierwsza.

– To ja dziękuję – odpowiedziałem – gdyby nie piwo dla Wiktora, to by nas tam nie było.

Uśmiechnęła się lekko speszona.

– Co o nim sądzisz?

– O Wiktorze?

– Tak

– Myślę, że to fajny gość. Nieco ekscentryczny, ale w sumie to raczej zaleta. Niezły też z niego filozof, ma ciekawe spojrzenie na życie.

– Tak. Też tak myślę. – Zrobiła krótka pauzę – Wiesz? Myślę, żeby się z nim umówić. Powiedziałbym mu o naszym układzie… Że tak naprawdę jestem wolna.

Poczułem lekkie ukłucie zazdrości.

Mówiła coś dalej, a ja jakby na chwilę gdzieś się oddaliłem, wszelkie dźwięki przestały do mnie docierać, zupełnie jakbym znalazł się w jakiejś studni. Myśli kłębiły mi się po głowie.

A więc wszystkie sygnały od Zuzy kompletnie źle zinterpretowałem. Okazało się, że dla niej nadal to była zabawa.

Słuchając jej i przytakując, starałem się zachowywać na luzie, tak naprawdę poczułem się jednak rozczarowany tym, że nasza maskarada ma potrwać tak krótko. Miałem cichą nadzieję, że chociaż poćwiczymy coś więcej niż pocałunki. Perspektywa zapoznania się bliżej z jej ciałem była bardzo kusząca. No i kurczę… to ogólnie fajna dziewczyna była.

Zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem to nie ja za bardzo zaangażowałem się w ten układ.

Jedyny plus był taki, że rozwiało to moje wątpliwości związane z Hanią. Moja męska duma została zraniona i miałem cholerną ochotę udowodnić samemu sobie, że mam coś kobietom do zaoferowania.

Kiedy tylko Zuza zamknęła za sobą drzwi, ruszyłem w kierunku domu Marcina. Powiadomiłem ją SMSem, że będę za kilkanaście minut.

Szedłem szybkim krokiem i starałem się poukładać sobie wszystko w głowie. Brutalna prawda była taka, że sam byłem w stosunku do Zuzy nie fair. Nie zasługiwałem na to, aby była dla mnie kimś więcej niż koleżanką. Już samo to, że na imprezie moje myśli w dużej mierze zajmowała siostra Wiktora dyskwalifikowało mnie jako wiarygodnego partnera.

Musiałem się z tym pogodzić.

Tylko skąd te czułe pocałunki? Dlaczego załatwiła anulowanie zakładu?

Ehhh, to wszystko zaczęło mnie przerastać.

W końcu stanąłem pod domem Hani. Wziąłem głęboki oddech i już miałem zapukać, kiedy drzwi się otworzyły. W progu stanęła pani domu we własnej osobie, w luźno zawiązanym, czerwonym, satynowym szlafroku, sięgającym do połowy ud.

Miała rozpuszczone włosy i lekki makijaż podkreślający oczy i usta. Czerwień jej warg była bardzo zachęcająca. Popatrzyła na mnie, zmierzyła wzrokiem z góry do dołu.

To się nazywa terapia. Kim właściwie była Zuza?

Teraz cała moja uwaga skupiała się na pięknej dojrzałej blondynce.

– W końcu jesteś, – odezwała się – wciągając mnie za koszulkę do środka.

W mieszkaniu panował półmrok. Gdzieś w narożniku holu paliła się jedynie mała lampka. Chwyciła mnie za guzik od spodni i zaczęła mnie ciągnąć w głąb domu. Kierowaliśmy się na górę do sypialni. Hania szła przede mną, kręcąc kusząco biodrami. Każdy jej ruch wyglądał prawie jak w zwolnionym tempie. Co prawda nie miałem wiele czasu, ale pośpiech z pewnością nie był teraz wskazany.

Kiedy drzwi do sypialni zamknęły się za nami, kobieta obróciła się w moją stronę. Powoli zaczęła zsuwać z siebie szlafrok, odsłaniając coraz to więcej ciała. Hania miała na sobie czarną koronkową bieliznę oraz przypięte na paskach ciemne pończochy. Śliski materiał powoli zsunął się na podłogę, dzięki czemu mogłem dokładnie przyjrzeć się temu cudowi natury.

Podszedłem dwa kroki bliżej i ułożyłem ręce na wysokości jej talii. Kobieta znów chwyciła guzik od mych dżinsów, ale tym razem odpięła go sprawnym ruchem. Rozsunęła mi rozporek, by resztę pozostawić grawitacji. Spodnie wylądowały przy kostkach. Szybko wykopałem spod siebie portki, pozbyłem się koszulki i bielizny, co zaowocowało uśmiechem ze strony mojej towarzyszki. Chyba nie spodziewała się, że zachowam tu anielską cierpliwość. O, nie… miałem ochotę jak najprędzej ściągnąć z niej to fikuśne koronkowe wdzianko. Miałem ochotę paść między jej uda i zrobić to, co do mnie należało.

– Widzę, że się niecierpliwisz… To dobrze – powiedziała, chwytając mnie za członka.

Kilka razy lekko nacisnęła, przesunęła dłonią w przód i w tył.

– Już nie mogłem się doczekać – odpowiedziałem.

– Nie wątpię. Chodź – pociągnęła mnie za sobą jeszcze kawałek i pchnęła na łóżko.

Materac lekko zaskrzypiał pod moim ciężarem. Kobieta weszła na czworakach na łóżko i, sugestywnie kręcąc biodrami, niczym dzika kotka zbliżała się do mojej twarzy. Po chwili obdarowała mnie soczystym pocałunkiem. Jej język zatańczył w moich ustach. Przeszedł mnie dreszczyk emocji.

Po chwili gorąca mamuśka zaczęła kierować się nieco niżej. Najpierw zatrzymała się przy moim torsie, zaczęła drażnić językiem moje sutki. Raz jeden, raz drugi. Jej włosy przy tym nieźle mnie łaskotały. Zwłaszcza na szyi, gdzie mam dość wrażliwe miejsce.

Hania tymczasem schodziła coraz niżej. Całowała mój brzuch, zakręciła kilka razy językiem w pępku, by po chwili znaleźć się tuż nad moim wyprężonym członkiem. Oplotła ustami żołądź i zaczęła delikatnie ssać. To było bardzo odprężające. Założyłem ręce nad głowę i z błogim spokojem przyglądałem się, jak głowa Hani porusza się miarowo w górę i w dół. Mój widok był dość ograniczony, gdyż większość zasłaniały mi włosy. To w końcu nie pornos, gdzie laska przytrzymuje sobie kitę, dla uzyskania lepszego widoku dla obserwatorów. Specjalnie mi to jednak nie przeszkadzało. Wyobraźnia robiła swoje, a odczucia, tak czy siak, były pierwszorzędne.

Zastanawiałem się nawet, jak ta kobieta radzi sobie w pracy ze swoim wyglądem. Zapewne wszyscy jej współpracownicy ślinią się, gdy tylko rzucą na nią okiem, a współpracownice z zazdrości zapewne jej nienawidzą. Jak ci faceci mogą się skupić na swojej robocie, kiedy mają tuż obok taką żyletę? Gdyby tylko wiedzieli, jakie ma dodatkowe umiejętności…

Kiedy Hania uznała efekt swoich oralnych umiejętności za zadowalający, wyprostowała się na chwilę, przysiadła na klęczkach i, wyprężając pierś do przodu, rozpięła stanik.

Jeszcze miseczki nie zdążyły opaść na łóżko, gdy dopadłem do gorącej mamuśki, sprowadzając ją znów do parteru. Byłem już strasznie nagrzany. Zatopiłem twarz w jej piersiach i napawałem się ich miękkością. Tego było mi trzeba po tej głośnej imprezie.

Hania jednak nie zamierzała pozwolić mi na zbyt długie zabawy jej bezcennymi skarbami. Na głowie poczułem dłonie, które zachęcały mnie do zejścia niżej. Najpierw sprawnym ruchem ściągnąłem z niej koronkową bieliznę, by zacząć pieścić waginę kochanki. Słyszałem ciche, przeciągłe jęknięcia i poczułem niecierpliwie wierzgające pode mną biodra. Kobieta nie potrzebowała wielu zabiegów, aby zwilgotnieć. Niczym świeżo naoliwiona maszyna była gotowa do przyjęcia mojego tłoka.

Usiadłem w rozkroku na ugiętych kolanach, podsunąłem Hanię do siebie tak, żeby jej biodra znalazły się możliwie blisko moich i zacząłem powoli zagłębiać się w jej ogrodzie rozkoszy. Wsuwałem się powoli, czując, jak mięśnie jej pochwy stopniowo popuszczają, dając mi więcej swobody. Kiedy natrafiałem na opór, wysuwałem się lekko i przeprowadzałem kolejny atak. Powoli dopasowywaliśmy się do siebie. Obserwowałem przy tym jej piersi, jak powoli falują przy każdym moim ruchu. Na razie lekko trzęsły się wprawiane w wibracje dzięki pracy moich bioder.

Poruszałem się w niej spokojnie i miarowo, zatapiając się coraz głębiej. Mogłem też ze spokojem stymulować łechtaczkę, co bardzo ułatwiała pozycja, jaką przyjęliśmy. Gdy tylko połączyłem ruchy bioder z ruchem dłoni, kobieta stała się nieco głośniejsza.

– O tak! – mówiła podniesionym głosem – nie przestawaj.

Nie zamierzałem. Kontynuowałem tę sypialnianą corridę i nadal nadziewałem moją zdobycz swoją zwinną szabelką. Choć w tym układzie to raczej ja byłem zdobyczą. Ale to nic. Dobrze czułem się w roli ofiary – bezbronnego nastolatka uwiedzionego przez dojrzałą kobietę.

Im więcej westchnień wydawała z siebie Hania, tym bardziej się nakręcałem. Mimowolnie przyspieszałem swoje ruchy. Nastąpiło tu coś w rodzaju sprzężenia zwrotnego. Czułem jak po policzkach spływają mi kropelki potu, byłem już nieźle zmęczony tym całym dniem, ale fala przyjemności, jaka rozlewała się po moim ciele nie pozwalała mi przestać. Czułem się, jakbym wpadł w jakiś trans, moje ruchy stały się automatyczne.

W pewnym momencie odsunąłem się od kochanki, chwyciłem ją w talii i obróciłem na brzuch. Hania chętnie współpracowała i podążała za moimi pomysłami. Chwyciłem ją za biodra, przyciągnąłem do siebie i rozpoczęliśmy zabawę w pieska. Wszedłem w nią już właściwie bez oporu i od razu narzuciłem żwawe tempo. Obserwowałem jej pupę, jak dynamicznie przybliża się i oddala od mojego podbrzusza.

Kobieta oparła się na łokciach i z lekko uniesioną głową przyjmowała kolejne ruchy.

– O tak, tak. Właśnie tak….

Uwielbiam słuchać kobiecych jęków podczas seksu. Chociaż do tego, co odwalają niektóre aktorki w pornolach brakowało kilkadziesiąt decybeli. Cóż. Prawda jest taka, że nie każda panna drze się, doznając przyjemności. Na szczęście Hania do milczących nie należała.

Czasem rzuciła jakimś świństewkiem, zachęcającym mnie do wzmożonego wysiłku, lub korygującym moje poczynania.

– Niżej, trochę niżej – instruowała – o, kurwa… Tak. Właśnie tak.

Kiedy tak patrzyłem na pośladki Hanii, strasznie korciło mnie, żeby ją klepnąć. Miałem na to ochotę, ale troszkę bałem się reakcji. Zapewne nie każda kobieta lubi ten sposób urozmaicenia igraszek. Stwierdziłem jednak, że mały klapsik nie zaszkodzi.

Klepnąłem lekko, niewiele mocniej niż w drugą rękę podczas bicia brawo po dobrym występie artysty. Hania obróciła głowę i uśmiechnęła się do mnie.

Po chwili nieoczekiwanie wysunęła się z naszej konfiguracji, obróciła się w moją stronę i pchnęła mnie, abym się położył.

– Myślisz, że ty tu rządzisz? – powiedziała, z uśmiechem siadając na mnie okrakiem.

– Yyyy – wymamrotałem zdumiony.

Kobieta weszła na mnie, ustawiła się nad sterczącym członkiem i po chwili, naprowadzając dłonią, umieściła go w swoim gorącym środku.

– Chciałbyś dawać mi klapsy? Tak bez pozwolenia? – powiedziała, chwytając mnie za podbródek. Poczułem się jak dziecko pouczane przez dorosłego, albo jak szczeniak w czasie tresury.

Zaczęła powoli ruszać biodrami.

– Co jeszcze chciałbyś mi zrobić? Może marzy ci się druga dziurka? – zrobiła krótką pauzę, przyglądając mi się – O tak… jak mnie brałeś od tyłu, zerkałam na ciebie i widziałam, jak jej się przypatrujesz. Ciekawi cię, jak to jest, prawda? A może chciałbyś między nie? – tu przyłożyła ręce do piersi i ścisnęła je ze sobą – Taaak, wiem że chciałbyś.

Kiedy zadawała mi te sprośne pytania, wciąż na mnie rytmicznie, choć raczej wolno, podskakiwała. Była przy tym seksowna jak diabli.

– Ustalmy coś – kontynuowała. – Ja tu jestem szefem. Jeśli wydaje ci się, że masz nad czymś kontrolę, to tylko dlatego, że ja ci na to pozwalam.

Kończąc zdanie zrobiła nagły ruch biodrami, przez co wszedłem aż po jaja.

– Zrobię wszystko – odpowiedziałem.

Tak jak chyba każdy na moim miejscu.

– Spokojnie, byczku. Na wszystko przyjdzie czas. Jak będziesz grzeczny, będziemy mieli sporo zabawy.

– Będę grzeczny, obiecuję.

Przyłożyłem dłonie do jej piersi i zacząłem masować. Hania uśmiechnęła się, nie oponując. Jestem pewien że ta krótka wymiana zdań też jej się podobała. Widziałem jak czerpała przyjemność z każdego wypowiadanego słowa. I jeszcze ten seksowny, zaniżony ton głosu.

Byłem już na maksa podniecony i czułem, że zbliża się plemnikowy Armageddon. To niesamowite, jak odrobina pikanterii potrafi wzmocnić doznania.

– Wytrzymaj jeszcze chwilę, a dostaniesz nagrodę.

Tak, zdecydowanie byłem szczeniakiem podczas tresury.

Kobieta przyspieszyła i wprowadziła w ruch swoje palce. Widziałem, jak jej ekstaza także zbliża się do punktu kulminacyjnego. Jęczała coraz głośniej, dając upust przeżywanym wrażeniom. Po chwili wygięła się w ekstazie rozkoszy. Złapała mnie z tyłu przy kolanach, odchyliła się nieco i wykonywała ostatnie, nieco chaotyczne ruchy.

Zrobiła kilka gwałtownych wdechów i wydechów, jęknęła przeciągle i po chwili opadła na plecy, wysuwając się ze mnie i kładąc się między moimi nogami.

– Na co czekasz? – ponagliła mnie, ściskając piersi.

Okrakiem podszedłem bliżej, zatrzymując się nad brzuchem i przystawiłem wacława do dwóch cudownych półkul. Kobieta trzymała piersi w dłoniach i zachęcającym spojrzeniem dała mi znak, że mam nie zwlekać.

Wsunąłem się między miękkie piłeczki i pozwoliłem, żeby siła tarcia zrobiła swoje. Byłem tak podniecony, że wystrzeliłem po jakiejś minucie. Przeszedł mnie dreszcz, w moim ciele nastąpiła nuklearna eksplozja, a fala ciepła rozlała się po moich wnętrznościach. Emocje w końcu znalazły swoje ujście i trysnęły na szyję, podbródek i lewy policzek mojej kochanki.

Zakończyłem głębokim westchnięciem i wycieńczony padłem na plecy, próbując unormować oddech.

Hania w tym czasie wstała i poszła do łazienki nieco się ogarnąć. Wróciła po krótkiej chwili i położyła się koło mnie. Popatrzyliśmy sobie w oczy.

– Jesteś przesłodki – rzekła.

Przybliżyłem się do niej i pocałowałem.

– A ty jesteś cudowna.

– Tak, wiem – odpowiedziała z udawaną arogancją – ale czasem możesz mi o tym przypominać.

– Te twoje teksty… strasznie mnie nakręciły – powiedziałem. – Nawet nie wiesz, jak bardzo.

– Oj wiem, uwierz mi. Jestem świadoma tego, co lubią faceci. Widziałam, jak się aż naprężyłeś, kiedy zaczęłam mówić – zachichotała.

– Tak dla jasności, nie myślałem o… – zawahałem się – drugiej dziurce. Ja po prostu podziwiałem. Uwielbiam na ciebie patrzeć. Rozkoszuję się twoim ciałem, tym jak reagujesz na to, co robimy.

– O, tak, nie szczędź komplementów. Tak dla jasności – wtrąciła, nieco przekomarzając się – Nie musisz obawiać się, że zrobię z ciebie niewolnika. Czasem lubię wrzucić trochę pikanterii do łóżka. Ale lubię też, kiedy jest spokojnie, powoli i romantycznie. Zależy od nastroju. Czasem lubię dominować, a czasem lubię kiedy robi to mężczyzna. Chciałam zobaczyć, jak zareagujesz.

– Mimo to, będę z uwagą słuchał twoich wskazówek.

– Słusznie. Mogę cię wiele nauczyć. Popracujemy na przykład nad grą wstępną, bo jesteś strasznie niecierpliwy. Pewne rzeczy robisz zbyt szybko. Czasem trzeba przeciągać niektóre czynności. Doprowadzasz wtedy partnerkę do wrzenia, sprawiasz, że niemal szaleje z pożądania. Wyczekujesz odpowiedni moment i dopiero wtedy przechodzisz do następnego etapu. Choć, nie zrozum mnie źle. Bardzo schlebia mi, że tak na ciebie działam.

– Mogę ci zadać niedyskretne pytanie?

– Wal.

– Co sądzisz o ostrym świntuszeniu podczas seksu? Ty także mówisz różne rzeczy, przeklinasz. Ale na filmie widziałem znacznie ostrzejszą wymianę zdań. Podoba ci się taka forma? – zapytałem mając w pamięci niektóre teksty Agi. Film wymyśliłem na poczekaniu.

Mistrz zwodzenia.

– Czy lubię? Lubię, ale z umiarem. Raczej nie chciałabym, żeby ktoś mnie poniżał, nazywał dziwką, kurwą, czy czymś w ten deseń. Zależy, co kto lubi.

– A chciałabyś, żeby facet… żebym ja mówił więcej takich rzeczy?

– Myślę, że nie powinieneś się do tego zmuszać. Hamować owszem, bo nie każda kobieta lubi takie odzywki. Natomiast, jeśli tego nie czujesz, jeśli w głębi duszy ci to nie pasuje, powinieneś odpuścić.

– Będę pamiętał.

– Eee… pamiętaj że każdy lubi co innego. Musisz być po prostu uważnym obserwatorem, być empatycznym.

– Teraz wyczuwam, że chcesz buziaczka.

Zbliżałem się powoli do jej ust, rozbawiona pani domu nie protestowała i chętnie oddała mi pocałunek.

Kiedy chwilę poleżeliśmy, czule się przy tym obściskując, weszliśmy jeszcze pod prysznic.

Nie chciałem przy ciotce pachnieć inną kobietą, no i przede wszystkim była to kolejna okazja na obcowanie z cudownym ciałem dojrzałej blondynki.

Wracałem dość szybkim krokiem, chcąc jak najszybciej znaleźć się w domu. Ulica była pusta, miasto wydawało się wymarłe niczym po apokalipsie zombie. Brakowało tylko zombie. Kilka świateł ulicznych z rzędu migało, każde z inną częstotliwością.

Byłem zmęczony. Najpierw pożerająca energię impreza, a później igraszki z Hanią. Poważnie wątpiłem, czy podołam jeszcze jednej rundzie z ciotką. Miałem nadzieję, że w razie czego będę leżał, a ona zrobi wszystko za mnie.

Nagle z oddali usłyszałem głupawe śmiechy. Naprzeciwko mnie szła kilkuosobowa grupka, najpewniej zdrowo podchmielona. Kiedy zbliżyli się do mnie na odległość kilkudziesięciu metrów poznałem, że jednym z chłopaków był Michał, gospodarz imprezy basenowej sprzed kilku dni. Szedł z trzema kumplami i żywo o czymś dyskutowali. Mało prawdopodobne, abym uniknął konwersacji. Szybko okazało się, że przeczucie mnie nie zawiodło.

– No popatrzcie, kogo my tu mamy. Cóż za zbieg okoliczności! Własnie niedawno o tobie mówilismy.

– Witam panowie – odpowiedziałem, kiedy zbliżyliśmy się na kilka metrów

– Słynny Robercik we własnej osobie.

– Co tam, Michał? – zagadnąłem – widzę, że wieczór udany.

– A udany, udany… Ale wiesz, byłby bardziej udany, gdyby była ze mną ta panienka.

– Jaka panienka? – udawałem głupa, choć dobrze wiedziałem do czego pije.

Że też ten facet nie rozumiał, że dał ciała po całości.

– Ta, do której miałeś nie uderzać.

Reszta bandy otoczyła mnie – wszyscy stali gdzieś ze trzy, cztery metry ode mnie. Poznałem dwóch z nich. Byli to kolesie, którzy mijali mnie i Zuzę, gdy szliśmy do kina.

Zrobiło się gorąco. Michał podszedł do mnie na wyciągnięcie ręki. Niestety chłopaki nie byli na tyle pijani, żebym zdołał im uciec.

– Słuchaj, ona słyszała, jak jej szukasz i mówisz, że chcesz ją przelecieć. Wystraszyłeś ją, stary. Sam jesteś sobie winien – odpowiedziałem, choć czułem, że niewiele wskóram.

– Może… – odpowiedział, przykładając mi palec do mostka – ale miałeś jej nie tykać. Umawialiśmy się. A czego się dowiaduję na drugi dzień? Szlajasz się z nią! Tak się nie postępuje z kumplami, koleś.

– Chłopie, ta dziewczyna to nie jest rzecz, którą możesz sobie zaklepać. W jakim świecie ty żyjesz? W piaskownicy?

To, że wcale nie uważam go za kumpla, pominąłem. Gotów był się jeszcze obrazić…

Niestety, i tak się wkurzył, bo po chwili jego pięść wystrzeliła w moim kierunku. Ledwo zdążyłem uchylić głowę. Jego kumple odebrali to jako sygnał i rzucili się w moją stronę.

Miło by było opowiedzieć wszystkim znajomym, że skopałem tyłki czterem frajerom, albo, że przynajmniej się przed nimi obroniłem i zdołałem zwiać. Niestety, pomimo wysportowanego ciała i przyzwoitej siły fizycznej, nie byłem biegły w walce wręcz. Najpierw poczułem uderzenie w okolicy żebra, potem w brzuch, a za chwilę w twarz. Zderzenie pięści z moją kością jarzmową było gorsze niż mogłem sobie wyobrazić. Zaświszczało mi w głowie, straciłem równowagę i wywróciłem się, nie wyprowadzając wcześniej żadnego sensownego ciosu. Cała moja aktywność ograniczyła się do desperackiej próby osłonięcia się przed kolejnymi ciosami.

Gdy leżałem w ruch poszły nogi moich nowych kolegów. Najpierw dostałem w plecy, później w żebra tuż nad brzuchem. Ostatnią rzecz jaką widziałem, to but zbliżający się do mojej głowy. Odpłynąłem.

Przejdź do kolejnej części – Przygody Roberta 2 cz. 7

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Najpierw błagają o kontynuację. Gdy ją napiszesz, nie ruszą nawet dupy by skomentować. Kojocie, Twoi czytelnicy są cholernymi leniami. Zadowalanie ich nie ma sensu. Daj sobie z nimi spokój. Wyjątkowi niewdzięcznicy.

A.S.F.

Twój wpis to LEKKIE nadużycie liczby mnogiej A.S.F. Na pewno nie wszyscy, jeśli już. Poza tym myślisz, że jak się zbiera opadłą z wrażenia szczękę z podłogi to łatwo napisać jakikolwiek sensowny komentarz (pomijam tu wykrzykniki w stylu: "o kur…! , o ja pier…!, ale zaje…!, itp., itd.)?

I bądź mądry, laiku i napisz do TAKIEGO dzieła komentarz. Jedyne co przychodzi mi na myśl, to sugestie w stylu: "mam nadzieję, że to zapierające dech w piersiach przeżycie związane z czytaniem takich wspaniałości szybko się nie skończy", albo " koniec końców Robert mógłby związać się na stałe ze swoją pierwszą (i chyba nadal jedyną?) prawdziwą miłością – Mają (taki happy end)", czy jakoś tak 🙂 Pozdrawiam – Noname.

Na kontynuacje czekamy…

Po przeczytaniu tej części byłem w wielkim szoku.
Mam nadzieje ze kolejna część będzie równie dobra jak wszystkie poprzednie 😉
Pozdrawiam i czekam na kontynuacje 😉

Chapeau bas!
No co innego można napisać w komentarzu do Twojego opowiadania?
Pozdrawiam i (nie)cierpliwie czekam na ciąg dalszy

Wygląda na to, że Robertowi zaczyna kończyć się szczęście…
A może ktoś bohatersko stanie w jego obronie?
Czekam na kontynuację, jak zawsze trzymasz poziom 😉

Świetne opowiadanie i czekam z niecierpliwością na kontynuację.Choć mam cichą nadzieję, iż związek Roberta z Zuzą okaże się czymś więcej niż tylko "udawaniem"

Jestem zachwycony tą częścią przygód Roberta , które przeczytałem z wypiekami na twarzy
i niecierpliwie czekam na kontynuację

Cześć wszystkim:)
Dzięki za miłe słowa. Cieszę się, że wam się spodobało:)

Kolejną część już zacząłem pisać. Myślę że pierwszy lub drugi tydzień maja będzie publikacja. Jak będę znał szczegóły to dam znać.

Pozdrawiam!

Po prostu genialne 🙂

Ciekawe co autor dalej wymyśli? Przez kogo będzie pocieszany Robert, przez Magdę, swoje dotychczasowe partnerki a może przez jakąś miłą, młodą (choć to w sumie niekonieczne) policjantkę? 😀

Pozdrowienia dla autora 🙂

Korci mnie żeby coś niecoś zdradzić… ale potrzymam was w niepewności 😀

W sumie wydaje mi się, że tym razem to Magda będzie pocieszycielką.. aczkolwiek tak szczerze bardziej interesuje mnie cała sytuacja z Zuzą. nie wiem czy potraktować jej zachowanie jako podpuszczanie Roberta tak by poczuł odrobinę zazdrości i zaczął o nią walczyć na powaznie, czy może naprawdę podoba jej się Wiktor.. Szczerze mówiąc nie podoba mi się to jak Robert zaczyna szaleć, robi się z tego jedna wielka seks impreza. Dobrze, że dałeś mu nauczkę chociażby w postaci bicia. Wszystko wydaje się wymykać spod kontroli, a Robert niczego się nie nauczył po obozie.. Mimo wszystko mam nadzieje, że koniec końców będzie z Zuzą. Ale po solidnej lekcji.

Bardzo lubię tę serię i ta część mnie nie rozczarowała. Świetnie jak zawsze!

Tylko taka mała prośba… Nie zapomnij o cioci Agnieszce. O ile incest jako taki mnie nie kręci to takie ciotki, kuzynki itp to co innego;)

Proszę się nie bać. Ciocia odegra jeszcze swoją rolę w tej historii. W głowie siedzi mi kilka pomysłów. Pewna kuzynka też się pojawi i trochę zamiesza:) A jest jeszcze przecież Hania.
Na razie jednak musicie dowiedzieć się co stało się z naszym bohaterem po bójce:)
Pisanie w toku:)

Kolejna świetna część, z niecierpliwością czekamy na kolejną. Czy mógłbyś nam zdradzić czy w kolejnych częściach będzie trójkącik? Mnie osobiście marzy się trójkąt z Agnieszką i z Hanią 🙂
Pozdrawiam.

Prędzej czy później jakiś trójkącik się pojawi. Nie chcę jednak zdradzać kto z kim:)

Kolejna świetna część, z niecierpliwością czekamy na kolejną. Czy mógłbyś nam zdradzić czy w kolejnych częściach będzie trójkącik? Mnie osobiście marzy się trójkąt z Agnieszką i z Hanią 🙂
Pozdrawiam.

Dzień dobry!
I takie części Roberta to ja lubię. Udało Ci się od biedy zachować balans między fabułą, a erotyką. Na moje prywatne uczucie seksu powinno być jeszcze odrobinę mniej.

Bardzo podoba mi się scena scena imprezy. Mam nadzieję, że rodzeństwo odegra jeszcze dużą rolę w tej historii. Może Robert w końcu zyska kogoś na kształt najlepszego kumpla.

Mam też pewne zastrzeżenia: "Wsuwałem się powoli, czując, jak mięśnie jej pochwy stopniowo popuszczają, " zazgrzytało i to mocno. Natychmiast skojarzyło mi się z puszczającymi zwieraczami, co zabiło większość erotycznego napięcia.

Któryś już raz używasz tłoka na określenie przyrodzenia. Mechaniczna stylistyka niespecjalnie do mnie przemawia.
O los głównego bohatera jestem spokojny. W końcu to Robert, nie? 🙂
Pozdrawiam,
Foxm

Hej Fox. Dzięki za wskazówki, bo tak je odbieram. Jeśli chodzi o porównania, to wychodzą spontanicznie, ale masz rację, będę musiał popracować nad różnorodnością. Sam jednak wiesz, że opisy erotyczne sprawiają szczególną trudność. Czasem ciężko o oryginalność.
Co do balansu między erotyką a fabułą, to teraz planuję nieco więcej tej drugiej. A Jak wyjdzie to przekonacie się wszyscy w połowie maja:)

Pozdrawiam

Powieść w odcinkach! Będę musiał nadrobić zaległości 😀 Nieźle napisane, tak na marginesie!

A ja przewrotnie powiem, iż Robert się doigrał…na co się już zbierało przy takiej ilości chłopaków/mężów, których dziewczyny/żony zaliczył. Co do fabuły podejrzewam, że Zuzia będzie się czuła winna tej sytuacji i "pocieszy" Roberta (Coyotman nie musisz tego potwierdzać, ani zaprzeczać, fajnie będzie się przekonać czytając następną część).
A na koniec powiem to od czego powinienem zacząć tj., iż była to świetna część, może nawet trochę lepsza niż zazwyczaj ( a zazwyczaj też trzyma wysoki poziom).
Dziękuje za Twoje dzieło i życzę weny przy pisaniu następnej części:)
LuckyLuc

Ps. Mam małą uwagę do tekstu Zuzi na powitanie "Wiesz, co prawda nie było cię tylko jeden dzień, ale stęskniłam się za tobą." Dokładnie nie liczyłem ale wyprawa w góry razem z podróżami koleją trwały chyba więcej niż jeden dzień?

Co do czasu w górach, to była jedna nocka, niecałe dwa dni. Masz rację. Zmienię to bo jest nieprecyzyjnie.

Dobry wieczór!
Po zaskakująco słabej V części znowu jest na zwyczajnym (tj. satysfakcjonującym) poziomie.
Jeśli chodzi o zastrzeżenia, to Wiktor w rozmowie z Robertem zbyt szybko przeszedł do meritum – naturalniej byłoby jednak z początku trochę pokrążyć, pogadać o niczym, a dopiero potem przejść do poważniejszych tematów.
Proponowałbym także zrezygnowanie z określenia "wagina". Jest ono, dla mnie przynajmniej, typowo medyczne i nie pasuje do opisywania scen erotycznych. Można je zastąpić np. przez "płeć", "kobiecość", "srom" czy "łono". Urozmaiciłoby to tekst, a także uzmysłowiło niektórym czytelnikom, że polski również posiada odpowiednie słownictwo.
Mam dziwne wrażenie, że z Roberta robi się trochę jakby pierdoła: z początku czuje, że Zuza jakby szczerze angażuje się w ich "zakład"; dowiaduje się, że to dzięki niej z "zakładu" zrezygnowano; a na koniec obraża się na nią za stwierdzenie, że chciałaby się umówić z Wiktorem. Może się mylę, ale wydaje mi się, że miało to wszystko służyć przetestowaniu Roberta przez Zuzę. Choć, rzecz jasna, Robert nie musi być takim paranoikiem, jak ja. 🙂
Pozdrawiam

Szerksznas

P. S. Co się stało z tradycyjnym komentarzem Megasa pod każdym nowym opowiadaniem?

Witam.

Z tymi określeniami to ciężko bywa. Tyle już tych scen napisałem, że trudno o kolejne określenia. Staram się urozmaicać nazewnictwo, ale zadanie to wyjątkowo niewdzięczne. Jedni nie lubią "cipek" a inni "wagin", a jeśli chodzi o mnie, to na pewno odpada słownictwo typowo wulgarne jak "pizda". "Łono" już u mnie bywało, ale "sromu" raczej nie przeczytasz. Jakoś tak mi nie pasuje. Kobiecość – hmm tego chyba jeszcze u mnie nie było. Gdzieś pewnie to przemycę:) Płeć? Nie do końca jasne – moja korektorka na pewno kazała by mi zmienić 😀

Co do rozmowy z WIktorem. Zdaje sobie sprawę, że szybko przeszli do meritum. Nie chciałem jednak przeciągać tej rozmowy. Poza tym Wiktor to osoba, która po prostu szybko przechodzi do rzeczy. Niedługo się o tym przekonacie.
Czy Robert to pierdoła. Były już takie zarzuty. Niestety nie każdy jest pewnym siebie, wszystko wiedzącym człowiekiem. Robert błądzi, zastanawia się, analizuje, co czyni go ludzkim.
Myślę, że nie chcielibyście aby był on typu macho, który zawsze wie co i jak zrobić. To tylko nastolatek – przypomnijcie sobie jakie wy mieliście wtedy rozterki:)

Pozdrawiam

Szerksznasie,

ostatnimi czasy życie pozasieciowe zajmuje mi tyle czasu, że po prostu nie nadążam z czytaniem nowości 🙂 Staram się nadrabiać – jestem właśnie przy najnowszym tekście Kenaarf, ale jeśli chodzi o "Przygody Roberta", to jestem trzy odcinki w tyle. Jak nadgonię, możesz być pewien, że skomentuję.

Pozdrawiam
M.A.

Kolejna świetna część!

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić: dirty talking w wykonaniu Roberta brzmi bardzo nienaturalnie (ale myślę, że można to wytłumaczyć brakiem doświadczenia Roberta w tej materii – taki był Twój zamysł? – zwłaszcza że dirty talking w wykonaniu Hani napisany jest już o wiele lepiej).

Nieustannie bawi mnie też zaskakująco duża wydolność organizmu Roberta (kilka orgazmów w trakcie jednego stosunku, seks kilka razy dziennie i zero oznak zmęczenia, nieustanna ochota na więcej), ale tak naprawdę za bardzo mi to nie przeszkadza, rozumiem, że ta seria (dobrze pamiętam, że ktoś nazwał ją "'Californication' dla nastolatków"?) rządzi się swoimi prawami. Inna sprawa, że gdyby Robertowi raz na jakiś czas brakowało siły, to byłoby to po prostu bardziej naturalne.

Co do końcówki – była może niezbyt przyjemna dla Roberta, ale dla mnie stanowiła miłe zaskoczenie. Aż trochę żałuję, że nie opisałeś bójki nieco bardziej obszernie, to zawsze coś innego niż setna scena seksu pod rząd. Robert najwyraźniej nie zna powiedzenia "co za dużo to niezdrowo" 😉

Pozdrawiam,
Flame

Witaj Flame
Dzięki za komentarz

Z tym Dirty Talking troszkę sobie eksperymentuję. Sam szukam złotego środka, odpowiedniego dawkowania i wyczucia. Ale masz rację, że chciałem aby Robert wyszedł na mniej doświadczonego w tej kwestii. Ogólnie jednak wiem, że mam tym temacie trochę do nadrobienia. Ten rodzaj ubarwiania opowiadań nie będzie jednak stosowany często. Będę od czasu do czasu do tego wracał, ale nie chce przesadzić.

Co do wydolności Roberta. Kiedy o tym napisałeś byłem akurat po seansie 3 odcinka, piątego sezonu Gry o Tron i był tam fragment gdzie młody król (zdaje się, że nawet młodszy od naszego bohatera) miał noc poślubną. Jego wybranką była nieco bardziej doświadczona kobieta. Nie muszę chyba mówić, że młodzieniec był niewyżyty i najchętniej nie wypuściłby świeżo poślubionej z łózka. To mi uświadomiło, że wcale aż tak nie przesadzam z moim bohaterem:D W końcu młody wiek ma swoje prawa, a też wiele zależy od libido (a to akurat Robert ma wyjątkowo duże, zresztą jego partnerki także).
Oczywiście nie oznacza to, że Robert wciąż będzie zaliczał kilka razy dziennie. Czuję się jednak nieco usprawiedliwiony przez G.R.R Martina:D

Jeśli chodzi o bójkę – nie chciałem za bardzo robić z Roberta, supermana. Mało kto miałby szanse z czterema osiłkami naraz
Chciałem żeby to wyszło w miarę naturalnie, więc niedoświadczony w bójkach Robert dostał dość szybko.
W przyszłości nie wykluczam jeszcze jakichś bójek, więc może wtedy uda się to opisać nieco inaczej, lepiej

Pozdrawiam

Jak postępy 😉

Napisałem gdzieś z 4-5 stron A4 na razie (mniemam, że to ok 1/3 całości). Po weekendzie siądę i dokończę. Plan jest taki żeby publikować 17 maja.

Witam.

Nie wyrobię się na dziś z kolejną częścią. Potrzebuję jeszcze kilku dni:)
Bądźcie cierpliwi. Jestem już blisko końca.

Wow. To się nazywa uderzenie wyprzedzające :D. Tak poważnie, to dzięki za info.

Czekamy Czekam 😉

No to czekamy 🙂

Dziś skończę. Potem jeszcze korekta no i publikacja. Być może uda się na piątek (taki plan), a jak nie uda się w piątek to na pewno będzie gotowe na poniedziałek.

Uda sie czy sie nie Uda ? 😀

Albo się udo, albo się nie udo 🙂

Dziś raczej nie udo…Cóż..Czekamy cierpliwie do Poniedziałku 🙂

Eh ale Poniedziałek jest tak daleko

Już jest poniedziałek… 😉

Wielka Premiera Koło Godziny 20 / 21 ? 🙂

Witajcie.
Tekst jest już po pierwszej korekcie i pójdzie jutro (wtorek):) Trwają ostatnie poprawki.
Wybaczcie za obsuwę, ale to wszystko w trosce abyście dostali możliwie jak najlepsze opowiadanie.
Pozdrawiam

Może uda się dziś:)

jedyne co mnie boli w tym wszystkim, to Twoje na wiatr rzucane terminy wychodzenia kolejnej części. nie bierz tego za atak, ale szczerze wolałbym wiedzieć, że wyjdzie za 2 tygodnie, aniżeli mieć informacje "wychodzi w następny piątek", a co do czego, powolutku, powolutku przesunięte jest na późniejszą datę

Czekamy 😛

Najnowszy odcinek Przygód Roberta ukaże się na naszym blogu jutro o godzinie 22. Ostatecznie i nieodwołalnie! 🙂

Jutro znaczy dziś 🙂
Czekamy z niecierpliwością!

Autor po raz kolejny rzuca słowa na wiatr, ja rozumiem że kosztuje go to dużo pracy i tak jak ktoś powyżej wolałbym termin 100% za 2 – 3 tygodnie niż jakiś tam termin którego nigdy się nie trzyma.

Nie wszystko zależy od autora:P korektor też czasem nie ma czasu. Może zbyt optymistycznie podchodzę do sytuacji, ale skoro pytacie kiedy kolejny tekst, to staram się was informować. Przykro mi, że nie zawsze zdążę.
A tekstu bez korekty nie oddam. Raz, że bardzo sobie cenię wskazówki, które otrzymuję, a dwa, że nie chcę oddać wam opowiadania z błędami, literówkami i niedoskonałą interpunkcją i stylem, które niestety się zdarzają.

Dziś już tekst będzie na 100%

Dlaczego część 7 zniknęła???

Napisz komentarz