Ciemna jest noc V (artimar)  3.67/5 (18)

31 min. czytania
Egon Schiele - Two friends

Egon Schiele – Two friends

Przeczytaj pierwszą część cyklu

Nad kubkiem świeżej herbaty kłębiła się para, malując ulotne wzory na ciemnobrązowej powierzchni naparu. Magda czekała przed telewizorem na przyjaciółkę, zatrzymaną dłużej w pracy. Tradycja piątkowych spotkań w pubie coraz częściej przegrywała w starciu z prozą życia. Ustaliły lata temu pod koniec ogólniaka, że choć raz w tygodniu będą miały dla siebie czas. Mały papierek lakmusowy – gdyby łamały ów obyczaj zbyt często, oznaczałoby to, że z ich relacją źle się dzieje.

Dziewczyna łowiła jednym uchem wiadomości. Spiker informował właśnie o niewyjaśnionym wybuchu w bazie islamistów na północy Iraku. Kilkunastu zabitych. Codzienna dawka przemocy, na którą zdążyła się uodpornić. Nawet nie patrzyła na ekran. Po prostu pragnęła słyszeć ludzki głos.

Wspomnienie minionego weekendu wciąż sprawiało prawie fizyczny ból. Nie chciała wracać do niedzieli, pełnej najczarniejszych domysłów, kiedy gorączkowo przeszukiwała serwisy internetowe z lokalnymi wiadomościami. Była pewna, że Drażana spotkało coś bardzo niedobrego i starała się znaleźć potwierdzenie swoich obaw. Bez rezultatu. Niewiedza doprowadzała ją niemal do obłędu. Strach i bezsilność nie pozwoliły zmrużyć oka dwie noce z rzędu. Potem ciało poddało się zmęczeniu. Następnego dnia zaczęła odzyskiwać kontrolę. Dziś potrafiła spokojniej analizować wydarzenia. Setki razy przebyła myślami tę samą drogę i na pewno zgłębi każdy jej zakręt czy wybój jeszcze po wielekroć.

Wierzyła, że Drażan chciał spędzić z nią ostatnią noc przed wyjazdem. Gdyby nie obiecał pożegnalnego spotkania, Magda umiałaby zrozumieć swoje położenie. Nieznajomy z pubu był przestępcą. Wiedziała, czym się zajmował. Znała jego imię, być może kraj pochodzenia. Nie wątpiła ani przez moment, że zdobył wszelkie dostępne informacje na jej temat, ale nigdy o nic nie pytał ani nie opowiadał o sobie. Jakby nie szukał kobiety, związku, a jedynie seksu. Skończył zlecenie i wyjechał, porzucając przygodną kochankę.

Tyle że Magda czuła, iż nie była mu obojętna. Właśnie emocje uniemożliwiały trzeźwą ocenę sytuacji. Potrafiła zdystansować się od niepowodzeń w pracy czy nieudanego związku z Markiem, ale wobec Drażana od samego początku nie zadziałała nawet zwykła ostrożność. Fascynacja tajemniczym mężczyzną i czysto fizyczna żądza ogłuszyły dziewczynę. Tani chwyt, który zapoczątkował znajomość, rozmowa przy stoliku, pierwsza noc, kolejne spotkania – pozostawiały ją drżącą z głodu o więcej. Miała wrażenie, że w oczach kochanka dostrzega podobne nienasycenie. Chciała lepiej poznać sprawcę swego opętania, ale instynktownie wyczuwała, że nie powinna wdzierać się do świata hakera bezpośrednimi pytaniami. Drażan miał dużo więcej do stracenia, wystarczyło spojrzeć na jego ciało. Musiał jej najpierw zaufać, czemu na pewno nie pomogłoby wścibskie indagowanie przez partnerkę.

Sądziła, że czas wyznań nadszedł w sobotni wieczór, ale Chorwat zniknął. Nie dopuszczała myśli, że mógłby okłamać ją z zimnym wyrachowaniem. Czy dopadła go przeszłość, czy wręcz przeciwnie – ostatnie zadanie okazało się zgubne? Pytania goniły domysły w skazanym z góry na klęskę poszukiwaniu odpowiedzi. Pozostawało czekać. Tylko jak długo? I na co?

Dzwonek domofonu oznajmił nadejście Agnieszki. Magda odetchnęła głęboko i zebrała się w sobie. Po chwili obie dziewczyny wyciągnęły się na łóżku z kieliszkami wina.

– Jestem wykończona. Piątkowe popołudnia to najgorsza pora tygodnia. Od trzeciej powinnam udawać, że jestem w kiblu, i nie odbierać telefonu – poskarżyła się blondynka. – Szefowi wydaje się, że poza biurem nikt z nas nie ma życia.

– Coś o tym wiem – burknęła Magda. – Dowiedziałam się dzisiaj, że w piątek za trzy tygodnie spędzam wieczór na jakimś bankiecie, współorganizowanym przez urząd.

– Zaraz, zaraz, czy to przypadkiem nie twoje urodziny?

– Przypadkiem tak.

– Cudownie… – mruknęła kwaśno blondynka. – Zapłacą ci za to przynajmniej?

– Skąd! Mogę sobie odebrać nadgodziny.

– Mi to chociaż płacą. Nie chcesz zmienić pracy?

– Zastanawiam się nad tym. Żeby to było takie proste… Przecież wisi nade mną kredyt.

– Wiem coś o tym… Ale chyba nie gryzie cię tylko jakaś głupia impreza. Źle wyglądasz. Wszystko w porządku? – Agnieszka popatrzyła z troską na przyjaciółkę.

– Nie sypiam ostatnio za dobrze.

– Co się dzieje, kocie?

Magda uciekła wzrokiem za okno. Dalsze utrzymywanie romansu w tajemnicy nie miało przecież sensu. Przygryzła wargę. I tak zwlekała zbyt długo.

– Poznałam faceta, który zrobił na mnie wielkie wrażenie, spotkaliśmy się kilka razy, a potem zapadł się pod ziemię – wyrzuciła z siebie wyznanie jednym tchem, nim się rozmyśli. Ulżyło jej. Od razu. Tak po prostu.

– Nic nie mówiłaś!

– Teraz i tak nie ma już chyba o czym.

– Nie zbędziesz mnie tak łatwo. Opowiadaj!

– Poznałam go wtedy w pubie, jak pilnowałaś bratanka. Skończyło się w łóżku…

– Słucham?! – Agnieszka uniosła brwi i otworzyła szeroko oczy w skrajnym zdumieniu. – Ty w łóżku z przypadkowym gościem z knajpy?! Nie wierzę! Przecież ty nigdy nie robiłaś takich rzeczy.

– Wiem. Ale stało się. W sobotę miał zostać u mnie na noc, bo w niedzielę wyjeżdżał, ale nie przyszedł. A teraz nie mam z nim żadnego kontaktu.

– Może coś mu wypadło i nie zdążył dać ci znać?

– Tego się obawiam, bo prowadził nie do końca legalne interesy – Magda westchnęła ciężko.

– Coraz lepiej. Masz jakieś zdjęcie?

W odpowiedzi Agnieszka napotkała zbolałe i pełne wyrzutu spojrzenie przyjaciółki.

– No co? Ciekawa jestem! Fascynujący, niebezpieczny… Musiał też być przystojny.

– Przecież masz swojego przystojniaka…

– Weź nic mi o nim nie mów. Umawiał się ze mną na miły wieczór w sobotę, a gdzieś koło jedenastej potraktował mnie smsem, że coś mu wyskoczyło. Od tamtej pory dostałam tylko jednego maila, że kolega mu się połamał na nartach i musi za niego jechać na drugi koniec Polski i nie będzie go przez miesiąc. Telefon oczywiście nie odpowiada. Pewnie mu odpiszę za jakiś czas, że może się więcej u mnie nie pokazywać.

– Żartujesz?

– Chyba obie nie jesteśmy w nastroju na żarty…

Milczały przez dłuższy czas, popijając wino. Agnieszka uzupełniła zawartość kieliszków.

– Wypijmy za tych drani, którzy prześpią się z nami, pozwolą nam się zakochać, a potem złamią nam serca – wzniosła toast.

– Nie powiedziałam, że się zakochałam – zaprotestowała Magda.

– A oglądałaś się dzisiaj w lustrze? – Blondynka popatrzyła na nią znacząco. – Wyglądasz jak zbity psiak na skraju załamania nerwowego. Te harpie z pracy nie wzięły cię jeszcze na spytki?

– Ferie zimowe. Pilnują w domu dzieciaków. Zresztą przesadzasz… – odparła bez przekonania gospodyni.

– Ile my się znamy, kocie? Jeszcze cię w takim stanie nie widziałam. I wiesz, że mam rację. A do tego nic mi przez cały czas nie powiedziałaś. Za dużo ci się działo w główce i nie tylko w główce, prawda?

– Nie wiem… Widzisz…

Magda zaczęła opowiadać. Z początku ważyła słowa, starała się zajmować pozycję obiektywnego sprawozdawcy, z czasem dała się ponieść wspomnieniom i wyzwolonym przez nie emocjom. Agnieszka słuchała, prawie nie przerywając komentarzami ani pytaniami. Pozwalała się przyjaciółce wygadać. W pewnym momencie rozebrała się ze służbowej spódniczki i bluzki, poprosiła o podkoszulkę na zmianę. Później pomogła posłać łóżko, w którym zagnieździła się wygodnie. Odstawiła wino, żeby alkohol nie zamroczył jej do reszty myśli. A Magda mówiła i mówiła, wylewając z siebie lęk i wątpliwości. Dochodziła jedenasta, gdy blondynka po dłuższym namyśle zabrała wreszcie głos.

– Jako najmłodsza z rodzeństwa, rozpieszczona egoistka, nie chcę, żeby ten twój Drażan kiedyś wrócił, bo boję się, że mi ciebie zabierze. Obawiam się też, że jeśli wróci, nigdy nie będziesz z nim szczęśliwa, bo że rzucisz mu się wtedy w ramiona, nie mam wątpliwości. Wolałabym, żebyś trafiła na zwykłego, fajnego chłopaka, może trochę mniej zajętego niż Artur, ale coś w tym rodzaju. Wiem jednak, że nie chcesz tego słyszeć.

– Nie chcę. Chcę, żebyś mnie pocieszyła i powiedziała, że wszystko będzie dobrze – zachrypiała Magda. Dwugodzinny monolog ją wyczerpał, ale i przyniósł pewne ukojenie.

Agnieszka przygarnęła udręczoną towarzyszkę i pogłaskała po włosach.

– Nie obiecuję, że wszystko będzie dobrze, ale jakoś się ułoży.

– Marne to pocieszenie – burknęła gospodyni.

– Nie wybrzydzaj. Chodźmy spać. W nocy wszystko wygląda gorzej, niż jest w rzeczywistości. Jutro wybierzemy się na zakupy i zaleczymy nasze smutki.

– Obyś miała rację…

– Ja zawsze…

– Tak, zawsze.

Magda szybko się przebrała. Przyjaciółki ułożyły się plecami do siebie, jak niegdyś w namiocie na obozach harcerskich. Przywołały kilka wspomnień z tamtych niewinnych czasów, aż myśli zmorzył sen.

* * *

Gorący prysznic działał cuda po długim tygodniu pracy, z której Agnieszce udało się wyrwać o mniej więcej normalnej porze. Odłożyła ręcznik. Nigdzie się już dzisiaj nie wybierała, więc wciągnęła na wciąż wilgotne ciało legginsy i lekką koszulkę, darując sobie bieliznę. Odświeżona i rozluźniona sięgnęła po telefon, aby spełnić miły obowiązek.

– Najlepsze życzenia na nowy rok życia! Spełnionych marzeń, cokolwiek ci tam chodzi po głowie, i czego tam tylko chcesz! – wyrecytowała, gdy tylko uzyskała połączenie.

– Cześć! Dzięki! Zapraszam jutro na dwuosobowe świętowanie – odparła pogodnie Magda.

– Cieszę się, że słyszę cię w niezłym nastroju, zważywszy na okoliczności.

– No tak. Zaraz wychodzę. Wdziałam mundurek i jestem zwarta i gotowa.

– Ty masz się dzisiaj zabawić, a nie występować w charakterze ponurej służbistki.

– Zabawić? Na oficjalnej imprezie w towarzystwie mojego uroczego szefa? – głos przyjaciółki ociekał sarkazmem.

– Nie będzie tak źle. – Nawet w uszach Agnieszki pocieszenie zabrzmiało nieszczerze. – A jak się wynudzisz, jutro to sobie odbijemy.

– Trzymam za słowo!

– Poczekaj, bo ktoś puka.

Blondynka uchyliła drzwi. Rozpoznała Artura od razu, mimo że przesłonił twarz bukietem czerwonych róż. Serce zabiło jej mocniej. Co z tego, że miesiąc temu była wściekła na kochanka i obiecywała sobie z nim zerwać przy pierwszej sposobności. Teraz cieszyła się głupio jak podlotek i miała ochotę rzucić się chłopakowi na szyję.

– Chyba muszę kończyć – wymruczała do telefonu. – Ktoś pomylił mieszkania i muszę się go pozbyć.

– Że co?

– Przypomnij sobie naszą ostatnią wspólną noc.

– Aaaa, zrozumiałam. Wielkie przeprosiny. – Agnieszka usłyszała jeszcze chichot, po czym Magda pożegnała się i rozłączyła.

– Czy to znaczy, że muszę zabić rywala, nim padnę ci do stóp, błagać o przebaczenie? – zaczął dramatycznie gość.

– Zaszło chyba nieporozumienie. Nie zamawiałam kwiatów – jasnowłosa odparła z wyniosłym chłodem. Czuła się całkiem dobrze w roli kapryśnej pani, decydującej o losie korzącego się przed nią nieszczęśnika. Może i pragnęła znaleźć się znowu w ramionach Artura, a potem pod nim…, nad nim…, ale przez chwilę jeszcze go podręczy.

– Zasłużyłem na karę i jestem gotów potulnie przyjąć każdy wyrok – kajał się chłopak.

– Nie mam pojęcia, o co panu chodzi. Proszę jeszcze raz sprawdzić adres.

– Wiem, że zachowałem się beznadziejnie, ale jestem tu i nie odejdę, póki mi nie wybaczysz.

Sponad bukietu, wciąż skrywającego większość twarzy, popatrzyły na Agnieszkę błagalnie migdałowe oczy, nie wiedzieć czemu kojarzące się dziewczynie z filmem animowanym. Postanowienie przetrzymania złoczyńcy w mękach niepewności rozpływało się jak kostka lodu na rozgrzanej patelni.

– Coś mi zaczyna świtać… – zawiesiła głos i otworzyła szerzej drzwi.

Gość natychmiast wykorzystał okazję i zbliżył się o krok.

– Jeśli chcesz, nawet klęknę.

– Rozważmy to…

Cofnęła się, pozwalając chłopakowi wejść do środka, co uczynił bez wahania. Stęskniła się za kochankiem, a przede wszystkim za jego czułym dotykiem. Stał na wyciągnięcie ręki i wiedziała, że już wkrótce ten dystans stopnieje do zera. Powinna jeszcze podroczyć się z niecnotą i w jakikolwiek sposób ukarać, ale nie potrafiła się dłużej opierać. Wzrok spoczął na ściskających wiązankę dłoniach, które dały jej tyle przyjemności. Poczuła miły niepokój w dole brzucha. Klękanie stwarzało pewne możliwości… Niech się dzieje…

– Właściwie dlaczego nie? – odpowiedziała na propozycję gościa.

Po chwili patrzyła już z góry w kochane oczy, które uśmiechały się do niej radośnie sponad bukietu.

– Czego jeszcze zażądasz?

– Powiedzmy, że właśnie stanąłeś na wysokości zadania – odparła sugestywnie.

Chłopak skierował wzrok na wprost i nieco w dół, czyli na łono blondynki. Agnieszka nie widziała całej twarzy, ale i ta część, która wystawała ponad róże, nabrała lubieżnego wyrazu. Dziewczyna sięgnęła po kwiaty i… mina jej zrzedła. Za wiązanką kryła się bujna rudawa broda. Wizja kłującego zarostu między udami w pierwszej chwili sprawiła, że blondynka odruchowo odsunęła się o krok. Artur wyszczerzył zęby.

– Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.

Wyciągnął ręce ku biodrom partnerki, ale ta zgrabnie wymknęła się próbie złowienia.

– Moment, chyba zmieniłam zdanie. – Spróbowała przyhamować karesy.

– Pierwsze słowo się liczy!

Artur ściągnął czapkę, kurtkę i podniósł z kolan, natychmiast atakując ofiarę. Zdążyła jeszcze dostrzec bardzo krótko ścięte włosy. Tyle zmian!

– Ale to nie będzie przyjemne! – pisnęła, uciekając do sypialni.

– Zaręczam, że będziesz zachwycona – zaprzeczył dziarsko.

Pognał za zbiegiem, pozbywając się naprędce butów. Agnieszka wpadła do pokoju. Nie miała gdzie się ukryć! Sekunda niezdecydowania wystarczyła, żeby chłopak w pełnym pędzie zgarnął kochankę w locie i grzmotnął razem z nią na łóżko. Szamotała się zawzięcie, gdy próbował ją pocałować. Upuszczony bukiet sturlał się z posłania na podłogę.

– Kłuje! – wrzasnęła, choć po prawdzie kontakt z zarostem nie wywoływał nieprzyjemnych doznań. Wręcz przeciwnie…

– Tylko troszkę – wysapał napastnik i opanował ostatecznie oba nadgarstki. Konsekwentnie nasuwał się na wierzgające ciało, które po dłuższej walce poskromił przeważającą masą.

– Nie tęskniłaś za mną ani odrobinę?

Podjął kolejną próbę pocałunku.

– Ani trochę!

Agnieszka uciekła głową w bok, przez co męskie usta trafiły na ucho i szyję. Zatrzymały się tam chwilę, po czym podążyły niżej i błądziły po odkrytym dekolcie, aż po obrąb koszulki. Broda łaskotała skórę. Zakończenia nerwowe wariowały i słały spinające mięśnie tułowia impulsy, które ostatecznie zbiegały się w podbrzuszu. Podniecenie rozlewało się po wnętrzu dziewczyny kaskadami dreszczy.

– Tych dwóch małych zdrajców twierdzi co innego – wymruczał Artur, unosząc twarz i spoglądając na sterczące sutki.

– Jako zdrajcom nie powinieneś im wierzyć… – wydyszała kłamczucha w walce o oddech pod ciężarem kochanka.

Blondynce nawet nie przemknęło przez myśl stawiać dalej opór, gdy chłopak uwolnił jeden nadgarstek. Głaskał przedramię i ramię, minął zagłębienie pachy i spłynął dłonią po żebrach w kierunku biodra. Jednocześnie całował znowu szyję. Oswobodził drugi nadgarstek i, wsparty na ręce, uniósł się powoli nad partnerką, uznając najwyraźniej, że ta nie podejmie dalszej walki. Wspiął się przez brodę do jej warg. Tym razem odwzajemniła pocałunek. Broda kłuła, ale tylko trochę. Agnieszka uwielbiała miękkie usta Artura. Przeczesała krótko przycięte włosy i przyciągnęła go bliżej. Czuła ciepłą rękę wnikającą pod koszulkę i wędrującą w górę. Mięśnie brzucha zacisnęły się nagłym skurczem. Kochanek dotarł do biustu.

– Bardzo mi ich brakowało – wyszeptał między pocałunkami.

Nakrył dłonią wierzch piersi i ścisnął lekko, potem nieco mocniej. Stwardniały sutek trafił między palce. Pod wpływem posuwistych ruchów brodawka napięła się niemal do bólu.

– Nie dość, skoro tak długo cię nie było – westchnęła z wyrzutem Agnieszka.

Pożądanie wzięło górę nad przekorą. Chwyciła materiał golfu na plecach chłopaka i pociągnęła do siebie. Artur usiadł okrakiem na jej biodrach i obnażył gładki tors. Co za widok! Zawsze miała słabość do wysportowanych ciał.

– Odliczałem każdą minutę do powrotu.

W rewanżu zadarł koszulkę i przywarł ustami do sutka, który na przemian ssał i szczypał delikatnie zębami. Dziewczyna nie potrafiła powstrzymać ekstatycznych pojękiwań. Podbrzusze zabiło pożądliwym tętnem.

– Marzyłam o tym – wymknęło się Agnieszce z kolejnym stęknięciem.

– Czy to znaczy, że mi wybaczyłaś?

– Jeszcze się namyślam…

Blondynka próbowała przywołać się do porządku i wrócić do roli okrutnej pani, ale szybko znów się zapomniała, gdy męskie wargi objęły drugą brodawkę. Lekkie ukąszenia napinały nerwy do skraju wytrzymałości. Pulsowanie ogarnęło prawie cały brzuch.

Pod dłońmi dziewczyny napięły się mięśnie pleców Artura, muskularne ciało zaczęło powoli przesuwać się w dół. Usta zstąpiły między piersi, a język począł kreślić wilgotny szlak ponad, wewnątrz, a wreszcie poniżej pępka. Gdziekolwiek zarost dotykał skóry, zdawał się sypać rozkoszne iskry.

Kochanek wycofał się aż poza łóżko. Ujął delikatnie brzegi legginsów w palce i niespiesznie pociągnął je ku sobie. Blondynka uniosła biodra.

– Czy gdy wykonam zadanie, zostanę ułaskawiony?

– To zależy, czy ci się powiedzie. Łatwo nie będzie – wymruczała Agnieszka.

– Kolejny zdrajca twierdzi co innego na ten temat.

Artur spojrzał triumfalnie na mokrą plamę w kroku rajtuzów, z których wyzwolił kochankę.

– Hmmm, nikomu w dzisiejszych czasach nie można ufać…

Łaskotanie zarostu na stopach spowodowało, że partnerka wyrwała nogi z rąk chłopaka. Nie poddał się i chwycił na powrót kostki, które rozsunął na tyle, aby zmieścić między nimi twarz. Oparł łydki na ramionach i podjął podróż do zbiegu ud. Ocierająca się o wewnętrzną stronę kończyn broda doprowadzała Agnieszkę do szału. Mięśnie drżały, szarpane skurczami drażnionych twardym włosem receptorów skóry. Pragnęła jednocześnie uciec i zatracić się w odczuciu. A im bliżej zbiegu ud zapuszczał się kochanek, tym intensywniejsze stawały się doznania.

Krzyknęła, kiedy wędrówka osiągnęła cel. Delikatne kłucie na wargach sromowych spięło plecy gwałtownym spazmem. Pragnąc więcej, rozsunęła nogi wbrew niemal równie silnej chęci zaciśnięcia ud. Wiedziała, że napęczniała żądzą kobiecość otworzyła się całkowicie przed chłopakiem. Gorący oddech owionął krocze, a chwilę później z zaciśniętego nagle gardła wyrwał się blondynce zduszony charkot, gdy język Artura pierwszy raz trącił łechtaczkę. Za każdym kolejnym dotknięciem przedłużał odrobinę pieszczotę, aż pozostał na dobre, tańcząc wokół kulistego źródła rozkoszy.

Do wysiłków języka dołączył wkrótce palec. Dziewczyna czuła, jak błąka się po pachwinie, muska drażniony zarostem srom, wsuwa między jego fałdy… Wniknął do przedsionka pochwy, by się zaraz cofnąć i wrócić, znowu cofnąć i wrócić, za każdym razem głębiej, w końcu aż po kostki dłoni, a potem coraz szybciej.

Siła doznań wprawiła Agnieszkę w niekontrolowane drżenie. Szum w skroniach narastał wraz ze zbliżającym się spełnieniem, a napięcie w podbrzuszu osiągało stan krytyczny. Stopniowo wypchnęła biodra, co kochanek słusznie odczytał jako wejście na ostatnią prostą i podwoił wysiłki. Skurcze orgazmu targnęły całym ciałem dziewczyny.

Ocknęła się z brodą Artura wspartą na wzgórku łonowym. Uśmiechał się z zadowoleniem.

– Chyba nawet polubię twój nowy wygląd – westchnęła.

– Więc mam jakieś szanse na amnestię?

– Twe winy zostają ci wybaczone – zadeklamowała podniosłym tonem.

– Dzięki ci, o pani!

– Ale żeby mi to było ostatni raz!

– O nie. Naprawdę tego nie powtórzymy? A tak dobrze smakujesz…

– Jesteś bezczelny – roześmiała się. – Wiesz, o co mi chodzi.

– Wiem – spoważniał. – Będę już grzeczny. Obiecuję.

– Chodź no tu do mnie. – Wyciągnęła ręce.

Chłopak posłusznie przesunął się między udami i położył na kochance.

– Uhm… Ciężki jesteś.

– Ale mi wygodnie.

– Coś mnie uwiera – zauważyła Agnieszka, filuternie mrugając oczami.

– Długie, grube i twarde?

– Twarde – zgodziła się.

– Tylko tyle? Myślałem, że lubisz mojego najlepszego przyjaciela.

– Poczuł się urażony?

– Trochę…

– Niech zgadnę – oczekuje zadośćuczynienia?

– I owszem. – Artur pokiwał dziarsko głową.

– Zacznijmy od wypuszczenia go na wolność – zaproponowała.

Zapuściła dłonie pod dżinsy i wbiła paznokcie w napięte pośladki. Kochanek przywarł ustami do warg partnerki. Zarost był wilgotny od śluzu, ale nie przeszkadzało jej to. Przeszła przez biodra na umięśnione podbrzusze. Chłopak uniósł się, aby dać jej dostęp do rozporka. Porozpinała guziki i chwyciła nabrzmiałą męskość przez materiał bokserek.

– A czy on stęsknił się za mną?

– Bardzo – zapewnił Artur gorąco.

Ściągnęła spodnie razem z bielizną, jak daleko zdołała. Artur nie próbował się ich pozbyć do końca.

– I jest bardzo niecierpliwy – dodał. – Nie chce dłużej czekać.

W odpowiedzi Agnieszka naprowadziła członek na wejście do pochwy, patrząc chłopakowi w przymknięte oczy. Torował sobie drogę powolnym ruchem. Tak dawno nie czuła go wewnątrz. Silikonowy substytut był jednak mniej niż kiepską namiastką żywego ciała.

– Dobrze mi – szepnęła.

– Nam też. – Artur uśmiechnął się szeroko.

Zakołysał się nad nią, stopniowo przyspieszając. Opadł niżej, aż klatka piersiowa zaczęła ocierać się o biust dziewczyny. Przyjemne mrowienie płynęło spomiędzy ud, wzdłuż kręgosłupa, po kark. Wrażenie rosło wraz z tempem posunięć partnera.

– O tak, nie przestawaj – stęknęła.

Uderzał teraz mocniej i głębiej. Powieki opadły, twarz przybrała wyraz pełnego wysiłku skupienia. Zadrgały mięśnie szczęki. Wiedziała już, że kochanek jest bliski orgazmu, co spotęgowało podniecenie dziewczyny. Wbiła paznokcie w plecy chłopaka i jęknęła przeciągle. Szczytowanie przyszło między pchnięciami, ale nie tak otumaniające, jak za pierwszym razem. Chwilę później Artur wypuścił gwałtownie powietrze i opadł na nią ciężko. Oddychał głośno przy uchu Agnieszki. Głaskała krótką szczecinę na głowie. Broda może zostać, ale włosy, za które tak lubiła go czasem szarpnąć, będę musiały odrosnąć.

Po kilku minutach kochanek przewędrował pocałunkami przez policzek do ust.

– Chcemy jeszcze – wymruczał.

– Ale najpierw muszę wstawić kwiaty do wazonu – odparła blondynka.

* * *

W powietrzu czuło się wiosnę. Śnieg i mróz odeszły w zapomnienie. Na niektórych krzakach zaczęły pojawiać się pierwsze jasnozielone pączki, ośmielone ciepłem słońca. Coraz dłuższe dni wprawiały Magdę w niezły nastrój. Lepiej sypiała, częściej się uśmiechała, nawet oddychało jej się lżej. Wciąż w ciemności nocy, gdy zaciera się granica między jawą a sennym majakiem, myślała o Drażanie, ale ból już nie obezwładniał. Tęskniła. Bardzo. Jednak życie toczyło się dalej, choć póki co nie chciała brać w jego pokrętnej grze czynnego udziału. Odrzuciła zaproszenie „na kawę” podpuszczonego przez koleżanki kadrowca. Pewnie zabraknie mu determinacji do podjęcia drugiej próby. Nie szukała mężczyzny. Nie rozglądała się za przystojnymi twarzami w autobusie czy na ulicy. Osiągnęła może niepewną, ale jednak równowagę.

Nie spodziewała się po dzisiejszym wieczorze niczego nadzwyczajnego. Po prostu obowiązek służbowy, który podkreśliła typowo urzędniczą, szarą garsonką. Przygotowany mini-referat zapychał oficjalną część spotkania. Miała nadzieję, że gdy wypełni misję zanudzania zgromadzonych gości, szef pozwoli podwładnej opuścić imprezę. Nie wspominała spaślakowi o urodzinach, przeczuwając jego zapał do wspólnego świętowania, czego zdecydowanie wolałaby uniknąć.

Przedstawienie rozpoczęło się z kilkunastominutowym opóźnieniem. Pierwszy głos zabrał dyrektor, który wygłosił kilka nic nieznaczących zdań, po czym zaprosił do wysłuchania sprawozdania ze współpracy prywatnego biznesu z władzami miasta. Magda podeszła do mikrofonu i zaprezentowała swój rzeczowy, ale suchy od liczb raport. Przemowy przedstawicieli gości puściła mimo uszu. Po wręczeniu kolorowych pamiątkowych dyplomów atmosfera rozluźniła się. Uczestnicy spotkania podążyli do sali bankietowej.

Próba czmychnięcia spełzła na niczym. Szef nie chciał się z Magdą rozstać. Ze starannie krytą uciechą obserwowała chwilę później atak na suto zastawione stoły. Prostackie scenki nie licowały z zasobnością portfeli niemal wszystkich obecnych. Dyrektor nie należał do wyjątków.

Dostrzegła Farisa nieco później. Stał w towarzystwie jasnowłosej piękności, z którą wyraźnie wymieniał złośliwe uwagi na temat co zabawniejszych zajść podczas poczęstunku. Magda wiedziała, że agent nieruchomości otrzymał zaproszenie i po cichu liczyła, że jeśli zostanie zmuszona do pozostania na imprezie, zajmująca rozmowa z Arabem osłodzi jej nieco wieczór. Teraz poczuła zawód. Właściwie dlaczego oczekiwała, że mężczyzna zjawi się sam?

Wkrótce towarzystwo podzieliło się na często zmieniające skład grupki. Twarz Magdy stała się maską życzliwego zainteresowania. Starała się śmiać w odpowiednich momentach, a do rozmowy włączała się sporadycznie, odpowiadając na pytania, z którymi nie radził sobie szef. Dyrektor za to powziął plan wypicia przynajmniej kieliszka wódki z każdym gościem.

Dziewczyna co jakiś czas zerkała ukradkiem w kierunku Araba, który wraz z olśniewającą kompanką migrował między gromadkami biznesmenów, zbierając informacje i dzieląc się zawodowymi uwagami. Jej grono do tej pory omijał. Musiała więc przetrwać dzielnie bankiet u boku coraz bardziej upojonego grubasa.

Spotkanie dobiegało powoli końca. Dostrzegła, jak Faris wyprowadził złotowłosą piękność. Pozostali goście także żegnali się i sukcesywnie opuszczali salę, nieraz zamroczeni alkoholem. Do tej grupy należał towarzysz Magdy. W pijackim rozochoceniu co i rusz starał się objąć podwładną, która nie bez trudu unikała nachalnych zalotów szefa ku uciesze pozostałych rozmówców. Co gorsza spaślak uroił sobie przedłużyć imprezę na mieście. Dziewczyna konsekwentnie odmawiała dołączenia do zabawy, czego nikt z obecnych nie chciał przyjąć do wiadomości.

Pośród niewybrednych żartów stopniowo tracących kontakt z rzeczywistością pijaków obmyślała plan ucieczki, gdy niespodziewanie usłyszała za plecami znajomy głos.

– Witam, panie dyrektorze! Z wielkim żalem stwierdzam, że nie mieliśmy dotąd okazji porozmawiać – zaczął Arab wylewnie.

– Pan Khadal! – wybełkotał grubas. – Mój przyjacielu! Jesteśmy, zdaje się, umówieni w przyszłym tygodniu.

– W rzeczy samej. Zechciałby mi pan może zdradzić powód zaproszenia, abym mógł się przygotować do spotkania.

– Och, nie zajmujmy się już dzisiaj interesami. Noc jeszcze młoda. Wybieramy się właśnie z panami i panią Magdą do miasta. Drogi przyjacielu, dołącz do nas!

– Chwileczkę, panie dyrektorze – wtrąciła dziewczyna, która właśnie dostrzegła swoją szansę. – Chętnie zostanę dłużej i opowiem panu Khadalowi, czego od niego oczekujemy.

– Będę wysoce zobowiązany – odparł Faris szybko, nim grubas zdążył zareagować. Magda z trudem opanowała uśmiech ulgi, cisnący się na usta. – Nie będę więc szanownych panów niepotrzebnie zatrzymywać.

Dyrektor patrzył tępo na Araba. Gdy pojął wreszcie znaczenie jego słów, machnął tylko ręką tak energicznie, że aż się zatoczył.

– Psujecie całą zabawę.

– Za pozwoleniem pana dyrektora pożegnamy się.

– A idźcie – odparł zrezygnowany grubas.

Faris ujął delikatnie Magdę pod rękę i odprowadził na bezpieczną odległość.

– Dziękuję, że zechciała pani poświęcić mi swój czas.

– To ja jestem wdzięczna, że wybawił mnie pan z krępującej sytuacji, choć oznacza to dla mnie dodatkową pracę w piątkowy wieczór.

– Szczerze mówiąc, domyślam się przyczyn zaproszenia. Opuszcza was jedna z unijnych instytucji i przenosi się do tego nowego biurowca, Tour de Verre, prawda? I zostawiają trzy puste kondygnacje biur?

– Prawdziwy profesjonalista. Nic się przed panem nie ukryje – pochwaliła z podziwem.

– Schlebia mi pani. Nie znam oczywiście wszystkich szczegółów zlecenia, które mi zaproponujecie. Ale możemy z tym poczekać do przyszłego tygodnia.

– Zatem ocalił mnie pan jak dobry Samarytanin – skwitowała z żartobliwą ironią w głosie.

– Nie, miałem w tym własny interes. Będziemy blisko współpracować przez pewien czas, więc chciałem dla odmiany zrobić dobre wrażenie.

Przyjrzała się uważniej rozmówcy. Trudno było wyczytać cokolwiek z ogorzałej twarzy. Do czego zmierzał?

– Gdzie zgubił pan swoją piękną towarzyszkę? – zapytała pozornie bez związku.

– To dziewczyna z agencji – odparł po prostu. W pierwszej chwili pomyślała, że się przesłyszała. – Zapłaciłem za wieczór, wieczór dobiegł końca. Transakcja została zrealizowana.

Business as usual – skomentowała nieco zniesmaczona.

– Trafiła pani w sedno. Proszę się nie oburzać. – Znakomicie odczytał cierpką uwagę. – Jestem zajętym człowiekiem i nie mam szczęścia zatrudniać u siebie odpowiednio… przygotowanego personelu, a nie wypada zjawiać się na tego rodzaju spotkaniu samotnie. Moja dzisiejsza towarzyszka natomiast oferuje swój czas do dyspozycji takich osób, jak ja. Popyt i podaż.

Rozłożył kolejno dłonie, jakby ważąc na każdej dwa ostatnie słowa. Magda nie chciała wdawać się w dyskusję na temat ekonomii i poniżającego – jej zdaniem – płeć piękną zajęcia. Za wyznaniem kryła się natomiast inna wiadomość – Faris Khadal był samotnym mężczyzną. Czy to chciał jej powiedzieć? Cieszyła się z niespodziewanej pomocy i miłej konwersacji, ale niewiele ponad to. Lepiej zachować dystans, zwłaszcza że wciąż miała w pamięci pierwszą wizytę w restauracji, która sugerowała, że agent nieruchomości przywykł do kobiet niestawiających większego oporu.

– Cóż, jestem w stanie zrozumieć pańskie racje – odparła ostrożnie. – Jeszcze raz dziękuję. Doceniam pański gest i ratunek z opresji. Mam nadzieję, że nie urażę pana, jeśli się teraz pożegnam. Mój szef zniknął z horyzontu…

– W żadnym razie. Robi się późno, a pani ma na pewno za sobą długi dzień.

Uśmiechnęła się z wdzięcznością.

– Czy będzie bardzo niestosowne, jeśli zaproponuję, aby zwracała się pani do mnie po imieniu? – kontynuował.

Czy właśnie nie postanowiła zachować dystansu?

– Nie wypada mi panu odmówić – odrzekła jednak ze znużeniem w głosie.

– Nie panu, tobie – poprawił ją łagodnie.

– Muszę się przyzwyczaić.

Wracała autobusem wypełnionym amatorami piątkowych imprez. Zmęczenie wzięło górę nad dobrym nastrojem. Stojącej obok parze zebrało się akurat na obściskiwanie. Zazdrościła im trochę. Na nią nikt nie czekał w domu. Odwróciła się od zakochanych i włączyła muzykę, aby nie słyszeć rozbawionych współpasażerów. Odliczała przystanki, studiując przesuwające się za szybą obrazy.

Puste mieszkanie powitało Magdę chłodem zakręconego kaloryfera. Rozebrała się, otworzyła wszystkie okna, aby wpuścić przed snem świeżego powietrza, i zagrzebała się w pościeli. Ciało z wdzięcznością przyjęło pozycję leżącą. Wpatrywała się w posrebrzone blaskiem księżyca pola. Wyobraźnia przywołała Drażana stojącego nago w drzwiach balkonowych tak dawno temu.

„Co się z tobą dzieje, kochany?” posłała bezgłośne pytanie w mrok nocy. Odpowiedź nie nadeszła, jak żadnego z poprzednich wieczorów.

* * *

Agnieszka opadła na parkową ławkę i popatrzyła w górę na Artura, powolnym ruchem języka wodząc po różowej gałce loda. Chłopak zastygł z wzrokiem wbitym w usta dziewczyny. O to chodziło!

– Uwielbiasz mnie prowokować, co?

– Zawsze. – Roześmiała się blondynka. – Miałeś świetny pomysł.

– Taka ładna pogoda. Pomyślałem, że będzie miło. Wreszcie trochę słońca!

– Kotku, jak ja się cieszę, że ciebie mam.

Lubiła takie niespodzianki. Gdy kochanek zawiózł ją do centrum, sądziła, że znowu idą do kina. Spacer sprawił jeszcze większą radość. Nie miała dzisiaj głowy do śledzenia fabuły kolejnej niszowej produkcji.

Artur dosiadł się i objął dziewczynę ramieniem.

– Jak się wczoraj z Magdą bawiłyście?

– Znakomicie. Wspominałyśmy nasze osiemnastki. Słuchałyśmy starych piosenek, potem szukałyśmy wykonawców w necie, żeby zobaczyć, jak teraz wyglądają.

– I co? Rozczarowująco?

Tuż przy nogach pary z łopotem skrzydeł wylądowała – jak się za chwilę okazało – gołębica, wkrótce dołączył do niej samczyk. Pierwszy ptak zerkał z nadzieją na ludzi, drugi obracał się z połyskującym fioletem wolem w tańcu godowym, gruchając przy tym głośno. Drażnił Agnieszkę, ale nie chciało jej się odpędzać latających stworzeń.

– Czasem tak. Na przykład dawne seksbomby teraz szersze niż wyższe albo po tylu operacjach plastycznych, że już ich nie można rozpoznać. Zdjęcia klasowe i z harcerstwa też miałam ze sobą.

– Rany, jak sobie przypomnę, jak wyglądałem w podstawówce, to aż mi zęby cierpną.

– Będziesz mi musiał kiedyś pokazać – zapaliła się dziewczyna.

– Nie ma mowy! Lepiej powiedz, co jeszcze robiłyście.

Gołąb próbował wskoczyć na grzbiet samiczki, która odleciała kawałek, ale za moment wróciła, wciąż łudząc się, że dostanie okruchy wafla.

– Jeszcze cię namówię na te zdjęcia – zagroziła blondynka. – A wczoraj? Hm… Chyba wszystko ci opowiedziałam. Wypiłyśmy trochę wina i bardzo późno poszłyśmy spać.

– To musisz być dzisiaj padnięta.

– Trochę jestem – przyznała z ociąganiem.

– Tak myślałem, dlatego zabrałem cię na lody.

Chłopak pocałował Agnieszkę w policzek.

– Jesteś cudowny, wiesz?

– Wiem!

Dziewczyna przywarła mocniej do umięśnionego ciała. Jak tu nie kochać Artura?

Samiec zmienił taktykę i zaczął z zapamiętaniem ścigać obiekt zalotów. Przestał za to gruchać, co ucieszyło blondynkę. Gołębica uciekała, ale bez przekonania. Odbiegła kilka metrów i pozwoliła się dopaść, przywierając brzuchem do asfaltu alejki. Zabiły skrzydła, opierzony ogon zadrgał gwałtownie i po kilku sekundach stworzenia rozeszły się w przeciwnych kierunkach.

– Widziałeś? – Agnieszka wskazała ptaki.

– Tak. Porno na żywo! – Chłopak wyszczerzył się radośnie.

– Tyle wysiłku dla tak krótkiego momentu przyjemności.

– Cieszę, że jestem człowiekiem.

* * *

­– Magda, teraz konkrety – zakomenderował Faris, gdy tylko pożegnali się z dyrektorem i wkroczyli do pokoju urzędniczki. Na szczęście było zbyt wcześnie na wspólnego drinka, o którym szef jednak nie omieszkał wspomnieć.

Arab dostrzegł Ankę, która wpatrywała się w przybysza z mieszaniną zaskoczenia i zachwytu.

– Przepraszam panią najmocniej. – Zmitygował się szybko i podszedł do kobiety z wyciągniętą dłonią. Przedstawił się i natychmiast stracił zainteresowanie nową znajomą.

– Notuj – rozkazał siadającej ciężko przy biurku współpracowniczce. – Potrzebuję planów budynku, wypisu z księgi wieczystej…

– Wolniej – poskarżyła się Magda, wyciągając z drukarki kartkę papieru.

– Data budowy?

– Nie wiem, jakieś lata pięćdziesiąte…

– Sprawdź, czy jest wpisany na listę zabytków. Pewnie nie, ale upewnij się. Masz? Dobrze. Ekspertyza techniczna o wytrzymałości konstrukcji. Jak mówiłem, na całość raczej nie znajdzie się chętny. Trzeba to będzie podzielić, więc w grę wchodzi budowanie dodatkowych ścian lub wyburzanie tych, które już stoją.

– Skąd ja wezmę eksperta technicznego? – jęknęła dziewczyna.

– Spokojnie, podeślę ci namiary na dobre biuro architektoniczne.

Faris dyktował dalej. Lista zdawała się nie mieć końca. Magda notowała z rosnącym zniechęceniem. Przecież to nie należało do jej obowiązków. Cieszyła się, że przynajmniej stoi obok niej ktoś, kto wie, co robi. Grzeczność odłożył na bok. W tej chwili był rzeczowy i wymagający. Nie miałaby nic przeciwko, gdyby człowiek pokroju Farisa został jej szefem zamiast odrażającego grubasa.

Mężczyzna zamilkł. Przebiegł wzrokiem zapiski.

– Strasznie bazgrzesz – podsumował, z trudem wymawiając skomplikowane słowo.

– I tak wygląda lepiej niż te wasze arabskie robaczki – odgryzła się.

Wyjął jej z ręki długopis i naskrobał kropki i kreski od prawej do lewej. Pod szlaczkiem pojawił się ciąg cyfr.

– To moja komórka. Daj mi swoją.

– Nie mam służbowej komórki.

– Ale jakąś masz? – Popatrzył wyczekująco na dziewczynę.

Wyciągnęła telefon. Wbiła numer Farisa i zadzwoniła.

– Masz – burknęła, gdy usłyszała dzwonek. – Ale tylko w nagłych wypadkach.

Spojrzenie mężczyzny zdało się mówić: „Za kogo ty mnie uważasz?” Arab postukał w wyświetlacz. Błysnęły białe zęby.

– Daj znać, jak się wyniosą. Przyjadę i zobaczę, co tu macie. – Odwrócił się w stronę koleżanki Magdy i skłonił głowę. – Pani Anno, bardzo miło mi było poznać.

W kierunku współpracowniczki rzucił już tylko „do zobaczenia” i wyszedł.

– Ale facet! – krzyknęła Anka, ledwie trzasnęły drzwi. – Nie dziwię się, że odprawiłaś z kwitkiem kadrowca, skoro tu się taka sztuka kręci.

– Przestań. Przecież on mógłby być moim ojcem.

– Przesadzasz. Nie ma obrączki, zauważyłaś? Zadbany, widać, że przy kasie. Zakręć się dobrze. Może to i Arab, ale taki już oswojony. Może nawet nie będziesz musiała przechodzić na islam.

– Jest maronitą – odparła Magda szybciej, niż pomyślała.

– Czym?

Wyjaśnienia i dalsza dyskusja przeciągnęły się aż do przerwy obiadowej.

* * *

Podczas piątkowego wieczornego wypadu do pubu Agnieszka zaprosiła przyjaciółkę na wspólne oglądanie filmu w sobotę. Podkreślała, że Artur specjalnie dopytywał, czy Magda będzie zainteresowana niemiecką produkcją na temat eksperymentu Zimbardo, cokolwiek miałoby to oznaczać.

Magda nie mogła przywyknąć do nowego wyglądu Artura. Zapewne nie rozpoznałaby go na ulicy, gdyby minęli się przypadkiem.

– Ale co, broda ci nie przeszkadza? – dopytywała.

– No trochę się musiałem przyzwyczaić, ale to też nie jest tak, że rośnie taka z dnia na dzień. Czego się nie spodziewałem, to że po prysznicu schnie mi dłużej niż włosy.

– Bo ty włosów prawie nie masz –­ Agnieszka skomentowała wyznanie z teatralną rozpaczą. – Broda jest ok. – Tu mrugnęła do przyjaciółki. – Ale włosów to ci nie podaruję. Musisz znowu zapuścić trochę dłuższe.

– Pani każe, sługa musi – westchnął chłopak.

Dopadł ustami szyi partnerki, która zaniosła się śmiechem tak, iż omal nie wylała zawartości szklanki, z której pociągała drinka. Przezornie odstawiła naczynie na stolik.

– To teraz zapytajmy Artura o zdanie w sprawie twojego nowego kolegi z pracy. – Spojrzała nagle na Magdę.

– Kadrowca?

– Wiesz, że nie o nim mówię! – zirytowała się na żarty blondynka i wtuliła głębiej w objęcia chłopaka. – Chodzi mi o tego agenta nieruchomości. Czas najwyższy, żebyś dała się komuś wreszcie złowić.

– Nie zaczynaj. Mało, że połowa urzędu kibicuje temu wyimaginowanemu związkowi, to jeszcze chcesz wciągnąć w to Artura. Zresztą nie ma o czym mówić. Facet jest ode mnie dwadzieścia kilka lat starszy!

Magda cieszyła się, że przyjaciółka przynajmniej nie wypaplała Arturowi historii Drażana, ale komentarze w sprawie Farisa, może i wypowiadane w dobrej wierze, drażniły ją.

– Ale podobno wygląda całkiem do rzeczy. A skoro nie ma żadnej kobiety na stałe, to ja bym się nie oglądała.

Artur obrócił nagle blondynkę na bok i wymierzył soczystego klapsa na pupę.

– Auuuu! A to za co?!

– Ja ci zaraz dam „nie oglądałabym się” – przedrzeźnił partnerkę.

– Ja tylko tak powiedziałam – obruszyła się rozżalona, rozcierając pośladek. – Ale podoba mi się, że jesteś o mnie, kotku, trochę zazdrosny – rozpogodziła się natychmiast.

– Bardzo! I będę zwalczał wszystkich rywali!

Chłopak przygarnął kochankę i wpił się w roześmiane usta. Magda skupiła się na drinku. Agnieszka i Artur rzeczywiście świetnie do siebie pasowali.

– Ale wracając do tematu – zdyszana nieco gospodyni nie odpuszczała. – Pomyślcie oboje. Zamożny i przystojny mężczyzna po pięćdziesiątce. Na pewno jest bardzo doświadczony, taki koneser kobiet. Wyobraźcie sobie tylko, jak by to z nim…

Artur znowu próbował skarcić partnerkę, która jednak wyszarpnęła się z uchwytu i z chichotem uciekła. Usiadła na drugim końcu sofy, odgradzając się od napastnika gościem.

– Ja sobie wyobrażam, że za mało się przykładam i ktoś będzie jutro przez calutki dzień oglądał tylko sufit, i nie będzie litości.

Groźba chłopaka wywołała wybuch radości.

– Obiecanki-cacanki – odpysknęła niepokorna uciekinierka.

Artur rozparł się wygodnie na kanapie, całym sobą wyrażając niezachwianą wiarę we własne słowa.

– Zastanów się może, dlaczego facet jest sam. Nie musi być koniecznie taki jurny, tylko mieć problemy ze sprzętem.

Magda już chciała zaprzeczyć, powołując się na zajście w restauracji, kiedy Faris wykazał się wielką pewnością siebie, ale ugryzła się w język. Tego chłopak nie musiał wiedzieć.

– No wiesz, z jakiegoś powodu Arabowie wymyślili haremy – drażniła kochanka gospodyni.

– Ale to jest przecież stary dziad. Seks z takim to jak nekrofilia.

– Aż tak stary to on nie jest – zaprotestował gość. – Ale Artur ma rację. Różnica wieku to przepaść.

– Oj tam. Widzę, kotku, że mnie nie wspierasz. A ja chcę tylko szczęścia przyjaciółki. Spróbuj, Magda. Nie musisz zaraz wychodzić za niego za mąż. Mam przeczucie, że będziesz zaskoczona, więc czekam z niecierpliwością na relację.

– Może zaczniemy oglądać film? – podsunął chłopak. – Ja tam wolę fakty od przeczuć.

* * *

Widywała Araba dwa-trzy razy w tygodniu. Po miesiącu udało im się zagospodarować jedną trzecią wolnej powierzchni. Współpraca przebiegała znakomicie. Agent uprzedzał zawsze o wizycie z potencjalnym najemcą, brał na siebie pełen ciężar rozmów i negocjacji. Przestudiował dostarczone przez Magdę materiały i bez trudu odpowiadał na wszystkie pytania klientów. Pewność siebie i umiejętność oczarowywania zainteresowanych niezmiennie robiły duże wrażenie na dziewczynie. Wciąż fascynowała ją też przemiana, jakiej ulegał mężczyzna, gdy zostawali sami. Znikał wtedy wylewny handlarz, a jego miejsce zajmował całkiem inny człowiek – szczery rozmówca i błyskotliwy erudyta.

Dziś spodziewała się Farisa około szesnastej. W drodze wyjątku zgodziła się zostać dłużej w pracy. Zdziwiła się, gdy na wyświetlaczu dzwoniącej komórki zobaczyła jego imię tuż przed umówioną porą. W krótkich słowach poinformował o spóźnieniu z powodu awarii samochodu.

Dwóch doradców podatkowych, którzy stawili się o czasie, wybrzydzało ponad miarę w każdym odwiedzonym pomieszczeniu. Magda starała się być uprzejma. Opisywała pokoje, podkreślała zalety lokalizacji i wskazywała możliwości adaptacji lokali. Była pewna, że używała tych samych sformułowań, którymi posługiwał się zazwyczaj Arab, a mimo to nie potrafiła obłaskawić żadnego z biegłych. Co robiła nie tak? Klienci postanowili ją ostatecznie dobić.

– Na pewno nie będziemy mogli wstawić kasy pancernej.

„Kasa pancerna, a więc duży ciężar”, myślała gorączkowo. Nie miała pojęcia, ile wytrzyma strop.

– Jaka waga? – padło od drzwi. – Przepraszam za spóźnienie. Problem z zawieszeniem w aucie.

Magda odetchnęła z ulgą. Faris natychmiast przejął kontrolę nad sytuacją. Po kwadransie doradcy jedli mu z ręki. Za kolejnych dziesięć minut pożegnali się, obiecując zadzwonić.

– Jak ty to robisz? – Dziewczyna pokręciła głową z niedowierzaniem.

– Nie przejmuj się. Dobrze ci szło. Trochę zdążyłem usłyszeć – agent nieruchomości pocieszył ją, okraszając słowa ciepłym uśmiechem. – To było tylko dwóch wrednych dupków. Jestem ci winien drinka za zastępstwo.

– Może nie dziś. Przykro mi z powodu samochodu.

Machnął tylko ręką.

– Na szczęście mam drugi. Rzadko nim jeżdżę. Przyda mu się trochę ruchu.

Magda zerknęła na ekran telefonu.

– Już prawie piąta, a chcę jeszcze odwiedzić ciotkę, która ostatnio źle się czuje, więc… Rozumiesz…

– Jasne. I tak dziękuję, że zgodziłaś się dłużej zostać. Niestety nie mogę cię nigdzie podrzucić.

– Dam sobie radę – odparła, starając się brzmieć przyjaźnie, i pognała w swoją stronę.

Siostra matki od lat chorowała na serce, więc Magda nie lekceważyła żadnego niepokojącego sygnału. W drodze zrobiła uzgodnione zakupy. Na miejscu przekonała się, że ciotka rzeczywiście nie przesadzała. Była blada i mówiła wyjątkowo cicho, skarżyła się na duszności, ale jak zwykle zakrzątnęła się w kuchni i przygotowała herbatę dla wychowanki. Spędziły razem miły wieczór, podczas którego ciotka wspominała stare dzieje i wielką miłość do chłopaka, który wyjechał na Zachód, a ona nie miała odwagi za nim podążyć, jak to razem planowali. Magda słyszała ckliwą historię po wielekroć. Zawsze na zakończenie musiała obiecać, że sama nigdy się w takiej sytuacji nie zawaha. W przeszłości deklaracja wywoływała wiele emocji, ale obecnie była już tylko odruchowo odprawianym rytuałem. Nie sądziła, aby los wystawił ją kiedyś na taką próbę. Zwłaszcza po zniknięciu Drażana.

Rozstała się z krewną po dziewiątej, prosząc jeszcze sąsiadki, co do jednej emerytki, o zaglądanie do ciotki, której przyrzekła zjawić się następnego dnia zaraz po pracy.

Zamierzała dotrzymać słowa. Skorzystała z nadpracowanej godziny i już o trzeciej pędziła przez Starówkę na przystanek autobusowy.

W pierwszej chwili nie skojarzyła tablicy rejestracyjnej. Minęła czarną limuzynę jakich wiele. Litery i cyfry przemówiły do niej dwa kroki dalej. Stanęła nagle i popatrzyła ponownie. Znała ten samochód! Serce zabiło jak młotem. Drażan… Imię tłukło się w głowie szaloną nadzieją. Czyżby wrócił?

Rozglądała się gorączkowo, wypatrując kierowcy. Wreszcie miała szansę czegokolwiek się dowiedzieć. Początkowy wybuch radości sparaliżowała natychmiast galopada myśli. Co, jeśli haker nie jest sam? A może to w ogóle nie on, a polski właściciel auta? Podejść? Czy raczej nie powinna dać się rozpoznać? Lepiej zostać czy się schować?

Przełamała niezdecydowanie i postanowiła usunąć się z pola widzenia. Roztrzęsiona wybrała na punkt obserwacyjny pobliski przystanek, gdzie mogła zniknąć pośród grupki pasażerów. Ktoś poprosił o pomoc w wyborze numeru autobusu. Odprawiła go krótkim: „Nie wiem.” Czekała. Cokolwiek miało przyjść.

Faris dostrzegł dziewczynę natychmiast. Nie spuszczał z niej oka, zbliżając się powoli do samochodu. Nie był już kompetentnym wspólnikiem w urzędowym projekcie czy fascynującym partnerem w długich dysputach. Opadły kolejne maski. Mroczne oblicze i oszczędność ruchów kojarzyły się raczej z weteranem oceniającym przeciwnika przed atakiem.

Faris… Magda przyglądała się mężczyźnie jak skamieniała, póki nie dotarł do limuzyny i nie zatrzymał się w wyczekującej pozie. Opuściła wówczas prowizoryczną kryjówkę. Barki przygniatał ciężar rozczarowania, ale właściwie nie czuła zaskoczenia. Zrozumiała, dlaczego Arab i Chorwat wydawali jej się chwilami mieć tyle wspólnego, choćby podobieństwo gestów, jakie rodzi się między często przebywającymi razem ludźmi. Także moment pierwszego spotkania z Farisem nabrał sensu – podczas drinka z dyrektorem urzędu po prostu sprawdzał nową znajomą przyjaciela. Na pewno świetnie się wtedy bawił. I wciąż było mu mało. Dalej prowadził swoją brudną gierkę, udając agenta nieruchomości.

Gdy dotarła do auta, wywołane zawiedzioną nadzieją przygnębienie przerodziło się w złość.

– Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć? – wybuchła. – Co z Drażanem?

– Nie wiem – odparł spokojnie. – Wpadł w kłopoty i musiał uciekać.

Magda zadrżała. Wrócił strach i ból, jakby cofnęła się w czasie do ostatniego weekendu stycznia. Faris musiał dostrzec burzę uczuć na jej twarzy, bo wyciągnął pocieszająco rękę, którą w rozjuszeniu odtrąciła.

– Jakie kłopoty? Kto go ściga?!

– Lepiej, żebyś nie wiedziała.

– Może pozwól mi ocenić, co chcę wiedzieć. Zresztą po co ja ciebie w ogóle o cokolwiek pytam? Czy ja kiedykolwiek usłyszałam od ciebie choć słowo prawdy?!

Czuła bolesny ucisk w gardle, spowodowany zarówno furią, jak i bezsilnością wobec odkrytej farsy. Jej obawy, że haker znalazł się w niebezpieczeństwie, nagle zostały potwierdzone.

– Nigdy cię nie okłamałem – odrzekł cicho mężczyzna z ledwie wyczuwalnym wyrzutem.

– Jak to nie?! – prawie wrzasnęła. – Kim ty w ogóle jesteś?!

Słysząc krzyk, kilku przypadkowych przechodniów obróciło w ich stronę głowy.

– Uspokój się – zimno wycedził Arab. – Nie urządzaj scen.

Pod lodowatym spojrzeniem straciła nagle rezon. Mimo to szykowała się już do riposty, kiedy zabrzmiało kliknięcie i limuzyna przebudziła się. Faris ścisnął dziewczynę za ramię, otworzył drzwi i pchnął na miejsce pasażera.

– Wsiadaj! – syknął.

Opierała się. Próbowała wyczytać cokolwiek z ogorzałej twarzy.

– Wsiadaj – powtórzył z naciskiem, ale łagodniej. – Porozmawiamy.

Cofnął rękę. Uległa. Zagłębiła się w nagrzane słońcem wnętrze samochodu.

– Co teraz? – mruknęła, gdy usiadł obok.

– Nic. Robimy swoje.

– Tak po prostu?

Zignorował zaczepkę.

– Posłuchaj… – zaczął, ale przeszkodził mu sygnał telefonu.

Dzwoniła sąsiadka ciotki. Dziewczyna poczuła ukłucie lęku.

Magduś, tu Krysia spod ósemki – usłyszała drżący głos znajomej staruszki.

– Dzień dobry, pani Krysiu. Co się dzieje? – Z trudem zdobyła się na spokój.

Magduś, twoja ciocia zasłabła. Zawołałam pogotowie. Zabierają ją właśnie do szpitala. Myślałam…

– Do którego szpitala? – wtrąciła niecierpliwie.

Pożegnała się szybko i rozłączyła, gdy tylko poznała nazwę lecznicy. Chciała wysiąść, ale Faris chwycił ją za rękę.

– Dokąd cię podrzucić? – spytał rzeczowo.

– Nie potrzebuję…

– Przestań – uciął. – Twoja ciotka?

– Tak. Wychowywała mnie po śmierci matki.

Pokiwał tylko głową, jakby doskonale wiedział, o kim mowa. Pewnie tak było. Nic już nie mogło zdziwić Magdy. Podała adres. Odjechali.

– Przepraszam za tę awanturę – odezwała się po dłuższej chwili.

Cisza jej ciążyła. Nie chciała też rozstać się z mężczyzną w niezgodzie. Zwłaszcza teraz, kiedy okazał się kimś więcej niż tylko współpracownikiem.

– Ja po prostu… Ciężko jest nic nie wiedzieć przez tyle czasu – zaczęła się bezładnie tłumaczyć.

– Martwię się o niego, tak jak i ty – w słowach kierowcy pobrzmiewała troska. – Do tej pory powinien się już odezwać.

– Czy on mógł… – głos jej się załamał. – Czy mógł zginąć?

Faris nie odpowiadał. Zatrzymali się na światłach. Dopiero teraz spojrzał na towarzyszkę.

– Tak.

Odwróciła wzrok. Miała wrażenie, że nagle zapadł mrok, choć miasto tonęło w złocistym blasku wiosennego słońca. Poczuła uścisk w piersi, oddychała ciężko. Twarz ściągnął smutek. Za dużo na nią spadło. Powinna się cieszyć, że znalazła sprzymierzeńca. Ale Faris potwierdził też najgorsze obawy dziewczyny. Znów pozostawało czekać. Ile tak można?

A teraz jeszcze ciocia… Była sporo starsza od nieżyjącej siostry, ale Magda nigdy nie określiłaby jej mianem babci. Raptem rok temu przeszła na emeryturę. Ze względu na chorobę nie odznaczała się ruchliwością, ale żywo interesowała się światem, odwiedzała muzea, dużo czytała, chętnie poznawała nowych ludzi. Zachowała wiele z niegdysiejszej filigranowej urody, dlatego nadal otaczali ją mężczyźni, z którymi jednak nigdy trwale się nie wiązała. Ktoś taki nie mógł odejść. To nie był jej czas.

Faris nie próbował wyrywać pasażerki z zamyślenia. Wydawał się całkowicie pochłonięty prowadzeniem samochodu. Tyle czasu trzymała go na dystans, unikała zbyt prywatnych tematów, odrzucała propozycje podwózki. Gdyby pozwoliła mu się zbliżyć, może wcześniej dowiedziałaby się o przyjaźni z Drażanem. Faris nie był odpychający jak znienawidzony szef. Przeciwnie – przebywanie w towarzystwie mężczyzny sprawiało jej przyjemność. Obawiała się jednak, że okazanie sympatii zostanie opacznie zrozumiane, szczególnie w kontekście biurowej atmosfery, której musiał być świadomy. Dzisiejsze odkrycie wiele zmieniło. Arab był przyjacielem hakera, więc powinna móc mu zaufać.

Gdy dotarli na miejsce, Magda zdążyła dojść do ładu z uczuciami i skoncentrować się na najpilniejszym problemie – stanie zdrowia ciotki. Podziękowała Farisowi, który zapewnił o gotowości do pomocy i zniknął.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Przejdź do kolejnej części Ciemna jest noc cz. VI

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Witam!
"Wiem, że nic nie wiem" – tak można by podsumować najnowszy odcinek Twojego świetnego cyklu. Umiejętnie ukryłaś przed widzami hakera. Myślę, że przysłowiowe okruszki są porozrzucane tylko my mamy jeszcze za małą wiedzę, by poskładać wszystko w całość. Tradycyjnie już zazdroszczę sposobu ujmowania świata, w krótkie zdania.

Ciekawie rozwinięty wątek arabski, piątka, chociaż po ostatniej kropce chciałbym wiedzieć zdecydowanie więcej. Moim zdaniem typowa część przejściowa, za wiele się nie wydarzyło, ale dla zawiązania dalszej akcji zaistnieć musiała. Ten odcinek na tle pozostałych jest najsłabszy. Przyzwyczaiłaś nas jednak do tego, że poniżej pewnego bardzo wysokiego pułapu schodzić nie zwykłaś, a ja rozpuszczony częściami poprzednimi szukam przysłowiowej dziury w całym.
Tak z ciekawości ile części planujesz? I czy po zakończeniu tej serii spróbujesz stworzyć opowiadanie w innej scenerii? Historia romansu Magdy bynajmniej mnie nie nudzi, ciekaw jestem po prostu Twoich twórczych zamiarów.
Pozdrawiam,
Foxm

Zgadzam się z Lisem, ta część ma wyraźnie przejściowy charakter. Ale jako taka jest konieczna dla zachowania kolei rzeczy.

Nie nudziłem się, co to to nie, ale jednak wątek Magdy i Drażana jest znacznie bardziej interesujący niż karesy (co za staroświeckie słowo, zgrzytało mi podczas lektury) Artura i Agnieszki.

Ale widzę że powoli opowieść wraca na właściwe tory. Już nie mogę się doczekać ciągu dalszego.

Mustafa

Karesy to bardzo ładne słowo. Nie ma zbyt wiele synonimów słowa pieszczota, więc każdy jest na wagę złota. Do poprawnej polszczyzny zostało nawet dokooptowane całkiem niedawno słowo petting, które mnie niesamowicie razi. Znacznie bardziej mnie mierzi, niż karesy głaszczą moją nostalgiczną skłonność do staroci. Nie takie zresztą te słowo archaiczne, jak się młodym czytelnikom zdaje.
Z dyskusji wynoszę nauczkę: prawie nigdy nie doradzaj nikomu podziału tekstu na odrębne publikacje. Niech decyduje instynkt autora. Proszę zauważyć ten niuans "prawie nigdy". Trzymam się zasady "never say never". Czy ktoś tu pamięta, kto głosił tę prostacką zasadę?

James Bond?

Nareszcie trochę humoru, którego łaknę w tych smutnych ostatnio czasach. Agnieszka i Artur dodają trochę światła dość mało optymistycznej w sumie historii.
Czy ten odcinek jest najsłabszy, jak twierdzi Foxm? To oczywiście rzecz do indywidualnej oceny. Ja może uchylę rąbka tajemnicy, że ten odcinek był oryginalnie straszliwie długi i wypełniony zróżnicowaną erotyką. Dyskutowaliśmy i autorka zgodziła się podzielić całość na dwie części. Tu nastąpił dalszy ciąg konstruktywnych sporów o to, jak dokonać podziału. Doszliśmy do zgody, co do miejsca, na którym powinna urwać się akcja. Potem nastąpiła niespodziewana zmiana planu i cięcie zostało wykonane gdzie indziej. Takie życie. Zapewniam Cię, Foxm, że Twoja ciekawość zostanie zaspokojona, ino trzeba okazać cierpliwość i poczekać na kolejne fragmenty.

Ukłony dla wszystkich,

Karel

Kochana Autorko, nawet nie wiesz jaką radość sprawiła mi kolejna cześć (chociaż drzę o Drażana).Od czerwca codziennie zagladalam w oczekiwaniu na kolejny odcinek 🙂 Mam nadzieje ze następna będzie szybko. Pozdrawiam
Martyna

Komentarze zawsze cieszą, także krytyczne 🙂
Wytyczyłam sobie osiem kamieni milowych, które przełożą się na 4-5 straszliwie – jak to ujął Karel – długich odcinków. Być może właściwszym rozwiązaniem z mojej strony byłoby prezentować je w całości, aby uniknąć wrażenia "odcinka przejściowego", jeśli oczywiście Redakcja zgodzi się na teksty powyżej 10k słów.
Co później? Krótsze teksty 🙂

Redakcjo!Zgódź się 😉 Na kiedy planujesz kolejną publikację (+/-) ?

No ale na co my się mamy zgadzać? 🙂

Mamy dolny limit słów w opowiadaniu (2 tys.) ale nie mamy i nigdy nie mieliśmy górnego. Powiem więcej: jeden z moich tekstów ma 13,4 tys. słów i jest opublikowany bez dzielenia na połówki. Najnowszy tekst Foxma ma 11 tys. słów, a druga część "Dantina" Sinful Pena prawie 12 tys.

Tak więc nie mamy problemów z długimi opowiadaniami. Czasem dzielimy na krótsze tylko dla wygody naszych Czytelników. Ale wybór ostatecznie należy zawsze do Autorki czy Autora.

Pozdrawiam
M.A.

Megasie uprzedziłeś mnie. Mój najnowszy tekst jest gigantycznych rozmiarów. U nas panuje pełna dowolność. Ja przeczytam wszystko, co jest oznaczone Twoim nickiem, nieważne ile ma stron. Trochę niepokoi mnie Twoja zapowiedź pisania jeszcze krótszych tekstów. Odcinki "Ciemna jest noc" są przecież stosunkowo krótkie, albeo tak szybko się czytają

Małe sprostowanie, mój komentarz nie jest krytyczny. Sygnalizuje tylko zdezorientowanie, mniej więcej jednak rozumiem powody, które Tobą kierowały. Podobnie jak inni czytelnicy niecierpliwie czekam na więcej.
Pozdrawiam,
Foxm

Zaczęło się leniwie i już się bałem że cały odcinek będzie się składał z "wypełniaczy" ale końcówka posuwa jednak akcję do przodu. Mam wielką nadzieję że na następną cześć będziemy czekać znacznie krócej, skoro już jest ponoć w dużej mierze napisana. Trzymam kciuki za Magdę i jej Chorwata. A nawet za Farisa, choć wciąż nie potrafię rozgryźć skurczybyka.

Lurker

Dobry wieczór!

Przede wszystkim – bardzo mnie cieszy, że po dość długiej przerwie cykl powraca na łamy Najlepszej Erotyki! Już zaczynałem się obawiać, czy aby na pewno zostanie podjęty. Na szczęście moje wątpliwości zostały bezlitośnie rozbite przez Artimar, która nie tylko dała nam obszerny odcinek, ale i skrywa w zanadrzu kolejny, a mówi o jeszcze 4-5 częściach! Ponieważ jak rzadko kto lubię rozbudowane historie (czy to kogoś w ogóle zaskakuje? 🙂 raduję się podwójnie.

W tym odcinku Autorka dokonuje poszerzenia pola narracyjnego. Historia, która dotąd skupiała się na Magdzie i Drażanie, obejmuje teraz (zapewne dlatego,że główni bohaterowie są rozdzieleni) Agnieszkę i Artura. To odświeżające urozmaicenie, bo choć lubiłem duet M&D to jednak trochę ich już znając, wiedziałem mniej więcej, czego się spodziewać. A&A wprowadzają nieco inny model związku i całkiem inną dynamikę łóżkowych igraszek. Bez wątpienia warto im się przyglądać, by zobaczyć, co z tego jeszcze wyniknie.

Opowiadanie rozwija się powoli i bez nagłych fabularnych skoków. Dopiero pod koniec następuje znaczący postęp w głównym wątku. Kadr znowu wypełnia Magda, na horyzoncie pojawia się cień ukochanego. Takie zakończenie sprawia, że ma się ochotę od razu zasiąść do ciągu dalszego. Licząc, że wkrótce się tu pojawi, gorąca zachęcam wszystkich naszych Czytelników do lektury powyższej części.

Pozdrawiam
M.A.

Cześć!
W końcu mogę się odezwać, bo doczekałam się kolejnej części. Jest bardzo dobra i już mi smutno, że teraz kolejne tygodnie oczekiwania na następną. =(

Pozdrawiam,
wierna fanka B.

Absolutnie uwielbiam to opowiadanie! Gratuluje talentu i dopytuje, kiedy możemy sie spodziewać kolejnej części?

Mam taki rytuał poranny: piję herbatę i sprawdzam czy jest już kontynuacja historii Magdy i Drażana .Jesli nie ma nowej części (a zwykle nie ma,bo sprawdzam codziennie ) to często czytam któraś z poprzednich części i nieodmiennie zastanawiam sie, jak jedno opowiadanie może tak zapaść w sercu, że trudno przestać o nim myślec i nawet jeśli myśli zaprzątają jakieś bieżące sprawy, to i tak wystarczy pozornie nie związana z tematem drobnostka i wszystko wraca.
Autorce życzę natchnienia i czasu na pisanie a sobie nowej części jak najszybciej 🙂

Mam to samo. Jest w tym opowiadaniu jakaś magiczna siła, która przyciąga do ponownej lektury. Duża przyjemnośc.
Masz Autorko niezwykły dar uwodzenia czytelników. B.sobie to cenimy i czekamy na dalsze odcinki.

Czy ta część jest nudna albo najsłabsza spośród wszystkich? Nie sądzę. Opis igraszek Agnieszki i Artuta tchnie niewymuszoną świeżością oraz swobodą, stanowi też coś w rodzaju kontrapunktu wobec dużo bardziej „gęstej” relacji Magdy i Drażana. Do tego trochę „obyczajówki biurowej” z uchwyconymi jak w migawce obrazami z życia rzekomych „wyższych sfer”, zabawnie, a zarazem beznadziejnie prostackimi. Na koniec pojawia się ślad, cień Drażana. Magda z pewnością teraz nie odpuści. Jak zawsze, piękny język.

Napisz komentarz