
Źródło: Pxhere
Partnerzy w interesach
Zapadający zmrok szarością otula miejski park, rozłożyste drzewa zamieniając w czarne cienie, a soczystą darń w szary dywan. Nie zapalono jeszcze nowoczesnych, ledowych latarni, choć jest ich więcej niż potężnych dębów i kasztanowców razem wziętych, rozbłysną dopiero po formalnym zachodzie słońca, bo programująca je osoba nie wzięła pod uwagę, iż ilość światła znacznie maleje już wcześniej. Prowadzeni przez psy ludzie snują się niczym zombie – ledwie paru, w lekkich, letnich ubraniach – ziemia nie wyschła jeszcze po ostatniej burzy, nie dają więc wciągać się na trawniki. Pozornie zderzają się przypadkowo, zgodnie z wolą zwierząt, mniej lub bardziej skorych do zabaw, ale zawsze do obwąchiwania. W chaosie tkwi jednak ład, ład codziennych rytuałów, przyjaźni i antypatii, również tych człowieczych.
Właściciel jasnoszarego haskiego z dwoma niebieskimi oczami, ubrany w oliwkowe sztruksy i kremową, lnianą koszulę, snując się po parku, ostrożnie wypatruje znajomego: wysokiego, łysiejącego mężczyzny z farbowanym na czarno konturowym zarostem, niezależnie od pogody noszącego nienaganne, ciemne garnitury. Aż dziw, że taki pedant przygarnął kundelka ze schroniska, małego, pokracznego mieszańca bez jednego ucha. Spytany wyjaśnił kiedyś, że to dobry pretekst, pozwala spotykać się z różnymi osobami bez wzbudzania podejrzeń. W końcu czteronożni pupile mogą ganiać za kim chcą, w głębokim poważaniu mając, kto stoi po drugiej stronie smyczy, nieograniczeni konwenansami są naprawdę wolni.
Pech chce, że owa futrzasta przybłęda przyczepiła się właśnie do dostojnej dalmatynki spacerującej ze zblazowaną nastolatką i najwyraźniej nie zamierza odpuścić, a już zbliża się biszkoptowy labrador niebezpiecznie się z nią kumplujący. Z westchnieniem frustracji wybiera dłuższą trasę, alejkę łagodnym łukiem okalającą park, rozwidlającą się jedynie blisko jego środka. Pies podąża za nim z typową dla siebie nonszalancją, sam też udaje brak zainteresowania otoczeniem, a w szczególności mężczyzną, z którym pilnie chciałby porozmawiać. Pozory są najważniejsze! Zbyt wiele mogą stracić…
Cierpliwość zostaje nagrodzona po ponad dwudziestu minutach. Nastolatka zapatrzona w wielki, świecący na niebiesko ekran komórki znika gdzieś w oddali, a smukła kobieta, w dziwacznie połyskujących szpilkach, postukuje obcasami coraz ciszej, kierując się w stronę wyjścia. Bruno – ten łysiejący pod krawatem – rusza naprzeciw, leniwym krokiem, niby od niechcenia, jakby naprawdę go nie zauważył.
– Słyszałeś? – pyta pierwszy, gdy kundel wyciąga się na trawie i radośnie zaczyna merdać ogonem na widok zbliżającego się czworonożnego kolegi. Zawsze skory do zabawy, mimo swoich sześciu lat na karku zachowuje się niczym szczeniak, radosny i pocieszny. Zaniepokojony ton właściciela kontrastuje z entuzjazmem pupila.
– Tak. – Zarówno husky, jak i jego pan, dobrze udają obojętność, zimni i niewzruszeni na zewnątrz, choć w środku szaleją emocje.
– Sądzisz, że to nam może raczej pomóc, czy zaszkodzić? – elegancik dopytuje pełnym przejęcia szeptem. Widać garnitur nie stanowi wystarczająco dobrej zbroi w podobnych walkach. Niedbałe sztruksy bywają lepsze. Wzrusza ramionami. Ostatecznie trudno powiedzieć, sytuacja nie jest prosta, a czcze gadanie nic nie wniesie. Przynaglony trwożliwym spojrzeniem odpowiada jednak.
– Ani jedno, ani drugie – zaczyna ostrożnie – niby trupy milczą – robi wymowną pauzę – ale on żywy akurat mógłby być bardziej pomocny, nikogo by nie wysypał – dodaje cicho, acz stanowczo.
– Jesteś pewien? – Rozmówca mimo wszystko nie daje w pełni wiary. Nieufna bestia…
– Tak – mówi po prostu, nie zamierza go przekonywać, nie widzi sensu.
– Pozostali też byli pewni?
Nad tym pytaniem zastanawia się przez chwilę, obracając głowę w stronę walczących na niby zwierząt.
– A skąd ja to do cholery mam wiedzieć?! – po chwili unosi nieco głos, choć wie, że nie powinni zwracać na siebie uwagi. Myśl, że ktoś mógłby zwątpić w Piotra, wydaje się irytująca. On miał najwięcej do stracenia i na wskroś pragmatyczny, dbał o ich interesy najlepiej, jak się dało. Bez niego będą słabsi. Dużo słabsi.
– Ale nie mamy z tym nic wspólnego? – Niepewny ton rozmówcy staje się wkurwiający. Nawet nie chce sobie wyobrażać, że tak!
– Nie! – Znów protestuje zbyt gwałtownie. – Nieee… – powtarza ostrożniej, nie może przecież ręczyć za pozostałych.
– Czyżby? – Bruno wydaje się kpić.
Wie coś? A może tylko z natury jest bardziej podejrzliwy? Mruży oczy i przygląda mu się uważniej. Te wybałuszone, kaprawe oczka! Farba maskująca siwiznę! Wąskie, blade usta z wiecznie nieokreślonym wyrazem! Jak można komuś takiemu zaufać?!?
– Za kogo ty mnie masz! – oburza się teatralnie, choć lekkie opóźnienie psuje efekt. Obaj zdają sobie sprawę, że to tylko gra. Pozory, wciąż pozory. Są jedynie wygrani i przegrani, nie ma przyjaciół czy wrogów, najwyżej sojusznicy.
– Po prostu pytam… – Elegancik rozkłada ręce w geście pojednania, ale teraz żaden z nich nie będzie już spokojny. Słowa raz wypowiedziane, zapadają w pamięć.
– Nawet gdybym chciał… – Z rezygnacją kręci głową – …nie znalazłbym nikogo, kto przyjąłby takie zlecenie. – Jasne postawienie sprawy wydaje mu się konieczne. Nie chciałby, żeby niedomówienie okazało się zabójcze. – Powszechnie wiadomo, że Piotr przebiłby każdą ofertę.
– Czyli to nie jest profesjonalna robota? – Wyjaśnienia chyba skutkują, bo Bruno nagle poważnieje, zdawało by się, że zakłopotany.
– Póki co wygląda na wypadek… – Zasięgnął informacji u znajomego policjanta. W całym zdarzeniu dopatrzył się jedynie dwóch niepokojących rzeczy. O tej najważniejszej jednak nie zamierza nikomu wspominać: o CBA. Póki co woli udawać, że sam wie niewiele, więc urywa w połowie zdania, chcąc nadać znaczenia tej mniej istotnej wieści.
– Ale? – Właściciel kundla załapuje, ewidentnie zaciekawiony.
– Ktoś wyczyścił monitoring – przyznaje zbolałym tonem, uwypuklającym udawane zatroskanie. Brak zapisu z kamer nikomu jeszcze nie zagraża i o niczym nie świadczy. Nieboszczyk mógł zresztą sam je wyłączyć, nigdy nic nie wiadomo.
– U la la – Rozmówca najwyraźniej ma inne zdanie. – Będą drążyć, aż nie znajdą kozła.
– Cholera z nimi! – reaguje niemal, jakby wdepnął w gówno. Swoją drogą „drążenie” może skończyć się kąpielą w szambie, śledztwami, kurwa, przesłuchaniami, może nawet wyrokami skazującymi. Ci najwyżej zapewne uratują skórę, ale ktoś będzie musiał odpowiedzieć.
Zdecydowanie szarpie smycz, a pies posłusznie reaguje, odrywając się od mniejszego kolegi z matową, skołtunioną sierścią. Obyło się bez przywitań, obejdzie się też bez pożegnań, szczególnie że ledowe latarnie rozbłysły już pełnym blaskiem. Nie ogląda się. Nawet drobny gest może wzbudzić podejrzenia.
Wolałby nigdy więcej nie spotkać elegancika. W żadnych okolicznościach, tym bardziej przykrych. Nie wierzy w jego lojalność, jako tako ufał jedynie Piotrowi i teraz ma poczucie, że został sam, otoczony stadem wilków. Czy okaże się słabszy od pozostałych? Raczej nie, szczególnie jeśli wykorzysta wszystkie otwierające się możliwości…
Notariusz
Mikołaj przeciąga się leniwie, po czym przytula do nagich pleców leżącej obok kobiety. Jedynej kobiety w jego życiu. Są ze sobą już niemal trzydzieści lat, a nigdy nie żałował, nie odczuwał też szczególnych pokus. Owszem, zdarzało mu się flirtować i, dla czysto estetycznej przyjemności, patrzeć na inne, ale ani razu nie zdradził. Nie wie, czy to kwestia silnej woli, genu monogamii, czy może raczej jej otwartości i temperamentu: nie szalenie ognistego, jednak zapewniającego regularne zaspokojenie nawet bez podchodów i zabiegania o specjalne względy.
Na początku ich związku, jak to każdy młody, niewyżyty prawiczek uzyskujący nagle nieskrępowany dostęp do tajnych skarbów płci przeciwnej, chciał więcej, zdecydowanie więcej, ale z czasem apetyt żony powoli rósł, a jego malał. Spotkały się gdzieś koło trzydziestki i już pozostały dość zbliżone, przygasając jedynie w trudnych momentach, które przecież spotykają każdego.
Pociera szorstkim, nieogolonym policzkiem o gładką skórę. Przyjemna w dotyku i pięknie pachnąca, kojącym połączeniem perfumowanego balsamu i rozgrzanego ciała, przez te lata straciła na jędrności, układając się teraz w zmarszczki oraz fałdki, ale przy tym stała bardziej miękka, niesłychanie delikatna, niczym lekko natłuszczony pergamin. Bliskość ukochanej zawsze wyzwala ogromne pokłady czułości, mimo że ma ją na co dzień przy sobie. Tulą się każdej nocy, całują każdego poranka i nigdy nie mają dosyć. Bez niej łóżko wydaje się puste i zimne, żadna pozycja nie jest wygodna, a sen nie przychodzi. Po prostu musi ją mieć, czuć w ramionach, wsłuchiwać się w miarowy oddech, czasem uroczo chrapliwy. Niczym grzyb i glon w poroście potrzebują siebie nawzajem, żeby istnieć. Symbioza idealna.
Kobieta mruczy zadowolona, powoli budząc się ze snu. Zaspana zawsze wydawała się Mikołajowi najpiękniejsza, jeszcze nie w pełni świadoma, z zaróżowionymi policzkami i szklistymi oczami, wyczulona na dotyk, bardzo podatna, nie reagująca jednak na słowa. Słodki kociak, spragniony pieszczot. Jego kociak. Muska wargami skórę na karku. Przyszczypuje, dając niegroźny pokaz dominacji, choć najchętniej schrupałby całą. Na raz! Ona się nie uchyla, wręcz przeciwnie, wtula mocniej, wyginając ciało w łuk i udostępniając szyję. Taką wrażliwą…
Szkoda, że muszą wstać, zjeść wspólne śniadanie i rozejść do swoich spraw, wracając do wspólnej przystani dopiero wieczorem. Najchętniej całe życie spędziłby w łóżku, nie na dzikim chędożeniu jak za młodu, ale na pieszczotach, pocałunkach i przytulaniu, z leniwym seksem wplecionym gdzieś pomiędzy, od czasu do czasu. Relacja i jej pielęgnowanie mają coraz większe znaczenie, wie już, że o związek trzeba dbać, a partnerce zapewniać poczucie bezpieczeństwa, starać się, by czuła, jak bardzo jest kochana i pożądana, akceptowana z każdym kilogramem ciała, z każdą zmarszczką i każdym siwym włosem – dorobili się ich przecież wspólnie, w zdrowiu i chorobie trwając przy sobie.
– Wolisz jajecznicę czy frankfurterki? – szepce pytanie wprost do drobnego uszka, wlewając w nie tyle troski, ile tylko możliwe. W końcu szczęście składa się z milionów przyjemnych drobiazgów.
– Mhm? – odmrukuje, najwyraźniej wciąż nieprzytomna.
– Dobra, zacznę od kawy. – Podnosi się z ciepłego posłania, przy okazji odkrywając na chwilę kusząco krągłe kształty żony. Istna Wenus! Naga, piękna i, przede wszystkim, na wyciągnięcie ręki. Jego. Ona jednak chwyta kołdrę i otula się szczelnie, nadal na wpół senna.
Schodzi na dół, do kuchni zalanej blaskiem porannego słońca. Odpala kosmiczny ekspres, raz na tydzień uzupełniany ziarnami kawy, maszyna bucha parą, a on zagląda do lodówki, zastanawiając się, czym uszczęśliwić swoją lubą. Chłodne powietrze owiewa nagą skórę. Półki uginają się pod resztkami posiłków zamawianych z dowozem, ale świeżych produktów jest niewiele, z warzyw jedynie ogórki szklarniowe i rzodkiew lodowa. Wzdycha. Tyle razy obiecywał sobie, że zadba o zdrowe żywienie – swoje i swojego Skarba. Zwykle kończyło się na kilku spontanicznych wypadach na lokalny ryneczek lub załadowaniu lodówki po brzegi różnymi rodzajami jogurtów do wypróbowania. W sprawach pozazawodowych zdecydowanie brakuje mu dyscypliny.
Świeżego pieczywa również nie mają. Zerka na wielki, ceramiczny zegar z wtopionymi żeliwnymi elementami mającymi imitować rozpadający się mechanizm, tak jakby czas rozsadzał sam siebie od środka. Nie zdąży podjechać do piekarni. Otwiera chlebak i już wie: zrobi grzanki z wczorajszych bułek maczanych w rozbełtanym jajku. Oboje lubią proste dania i nieskomplikowane smaki. Na deser obierze jabłka, jej ulubione golden delicjusze.
Mikołaj przygotowuje tacę i zastawę, chcąc lubej przynieść śniadanie do łóżka, ale ona staje w drzwiach, jeszcze zanim zaczyna smażyć.
– Ubrałbyś chociaż fartuch. – Kobieta wydaje się rozbawiona. – Bo jeszcze sobie ten busz wypalisz albo jajka za mocno przypieczesz.
– Aż tak się o mnie martwisz? – Mruży oczy, żeby przyjrzeć się jej uważniej. Owinięta w gruby, frotowy ręcznik, z uroczo rozczochranymi włosami również wygląda apetycznie. Odwraca jednak wzrok, żeby zająć się rozgrzaną patelnią. Olej pryska, zupełnie niegroźny, bo drobne kropelki stygną nim dosięgają ciała.
– Nie, wyłącznie o własną przyjemność – droczy się z nim. – Niedysponowany nie zadbasz o mnie odpowiednio. Zresztą wypalanie trawy jest nielegalne…
– Jak się rozniesie to przyniesie skutki fatalne –próbuje nieudolnie naśladować Żywiołaka, ale fałszuje, wchodząc w zbyt wysokie rejestry. Nie mąci mu to dobrego humoru ani nie przeszkadza w przewracaniu kromeczek.
– Bębenki mi popękają! – Żona stawia talerze na blacie i wygodnie rozsiada się przy stole zdecydowanie zbyt wielkim dla dwojga. Można powiedzieć, że skończyli jako zakładnicy dawnych marzeń: dużo sprzątania i dużo koszenia. Własny dom okazał się zmorą, na dłuższą metę, choć najpierw dał poczucie wolności i nieskrępowaną radość posiadania czegoś własnego, tylko dla siebie.
– Nie mam nic przeciwko – Mikołaj mówi radośnie, zrzucając z patelni grzanki. – Jak ogłuchniesz, przynajmniej przestaniesz narzekać na moje chrapanie!
– Wątpię, wyczuję wibracje!
Przekomarzają się jeszcze chwilę, z apetytem pałaszując ciepłe kromki – on popija je mlekiem, ona sokiem pomarańczowym – małżeńska sielanka nie może jednak trwać wiecznie, trzeba omówić interesy, wspólne plany, roszczenia krewnych i znajomych, a nawet zaniedbane obowiązki, wymienić kilka słów o pracy i zastanowić się jak zainwestować pieniądze.
Przekonali się już, że zakup mieszkań na wynajem jest co najmniej kłopotliwy, do tej pory wszyscy lokatorzy sprawiali problemy. Jedni nie płacili, inni robili demolkę lub wyprowadzali się znacznie przed terminem, dwóch studentów uprawiało nawet w szafach krzaczki konopi indyjskich, młoda fryzjerka sprzedała część mebli, robotnicy budowlani przyciągnęli natomiast karaluchy, resztki jedzenia wyrzucając za tapczany. Gdyby chcieć zachować wysoki standard, w zasadzie po każdym najemcy wypadałoby zrobić mniejszy lub większy remont. Pomijając koszty, traciło się czas, energię i nerwy. Mimo wszystko myśl o utrzymywaniu pustych mieszkań jako inwestycji, zawsze ich mierziła. Prawdziwe marnotrawstwo.
– Pamiętasz? Włodek wspominał kiedyś o gościu, który pośredniczy – przypomniała mu żona, zawsze lepiej kojarząca fakty. Tak, o tym będzie trzeba jeszcze porozmawiać, ale dopiero, gdy załatwi sprawę Traczewskich. Od trzech dni nie daje mu spokoju, szczególnie że nikt nie wie, gdzie podział się Szymon.
– Zadzwonię do niego… niedługo… – obiecuje roztargniony.
– Już to gdzieś słyszałam. – Żona uśmiecha się blado. – Sama to załatwię, ale pamiętaj, że będziesz mi coś dłużny.
– Coś konkretnego? – Ożywia się, bo zna jej sztuczki.
– Masaż! Całego ciała, z olejkiem.
– Ze szczęśliwym zakończeniem? – dopytuje z nadzieją.
– Oczywiście, przystojniaku.
Za figlarny błysk w oczach ukochanej mógłby zabić. Cała jest jednym, wielkim cudem, zawsze chętna do psot i z niezwykłą zręcznością przeskakująca z tematów tyle poważnych, co nużących na lekkie i ekscytujące. Rzeczywiście zaniedbał nieco ciało swojej bogini, w pełni należy jej się relaksujący masaż oraz wspólna kąpiel przy blasku świec.
– Brzmi cudownie! – Odchodząc od stołu, całuje ją w policzek.
– Ej! – woła za nim. – Nie sądzisz chyba, że tak łatwo się wykpisz!
Wraca, żeby ucałować lubą namiętnie w usta. Doskonale wie, że właśnie tego się dopominała, istna pieszczoszka. Gdyby nie proza codziennego życia, z przyjemnością zagłaskałby ją na śmierć, od samego rana ma jednak spotkania. I tak aż do osiemnastej… Ale nie może narzekać, przecież świadomie wybrał najnudniejszy zawód świata.
Przejdź do kolejnej części – Nigdy więcej! VII
Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.
Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.


Blog Comments
Emilia
2026-09-15 at 18:08
Czemu tak krótko? W tej części zebrane zostały tylko dwa rozdziały, w dodatku w skrajnie odmiennej tonacji – narada spiskowców w parku i czuły poranek notariusza i żony. Może trzeci rozdział nadałby temu klamrę, dał jakiś bardziej dobitny finał… bo na razie czuję się jakby kucharz zostawił mnie po samych przystawkach, choćby nawet smakowitych 🙂
Ania
2026-09-16 at 08:55
Niestety dzielenie dłuższego, istniejącego już tekstu, który nie był tworzony z myślą o publikacji w odcinkach wymaga podejmowania trudnych decyzji. Czasem po prostu brakuje dobrego miejsca do podziału 🫣
Bardzo przepraszam za te niedogodności i mam nadzieję, że nikogo nie zniechęcą do dalszego śledzenie opowieści. Ostatecznie ta sytuacja ma pewną zaletę: regularność publikacji nie jest zagrożona i na kolejne części nie będzie trzeba długo czekać 🙃
Uśmiechy
A.
Megas Alexandros
2026-09-16 at 10:22
Widzę, Aniu, że odeszłaś od tytułowania rozdziałów imionami bohaterów.
Z pierwszego dowiadujemy się, że choć Traczewski był najgrubszą rybą z stawie, to pływało w nim jeszcze trochę drapieżników. I to może być jakiś trop, choć na tym etapie jeszcze niezbyt wiele nam mówiący. Ciekaw jestem, jaką rolę odegra w opowieści notariusz, którego następnie poznaliśmy. Wydaje się sympatyczną postacią, domyślam się, że wprowadzenie go ma związek z testamentem denata.
Wiele się nie wyjaśniło, więc pozostaje czekać na kolejną część tej rozrastającej się, coraz bardziej wielowątkowej historii 🙂
Pozdrawiam
M.A.
Ania
2026-09-16 at 10:54
Wiem, że rzucam tylko drobne okruszki i trudno się nimi najeść, ale teraz już bohaterowie zaczynają się powoli powtarzać, więc najtrudniejsze za nami 😉
Uśmiechy
A.
Caraxes
2026-09-18 at 11:02
Zastanawiam się, czy ta historia nie traci dlatego, że ukazuje się w odcinkach. Czytając wszystkie rozdziały 'hurtem’ zauważam sporo detali, które pewnie by mi umknęły, gdybym poznawał je co parę tygodni.
No ale doczytałem do teraz i raczej nie powstrzymam się przed lekturą kolejnych części. Tak więc, chcąc nie chcąc, dołączam do pozostałych śledzących tę serię. Na dobre i na złe 🙂
Ania
2026-09-18 at 12:44
Niestety coś w tym może być, nie pisałam tej opowieści z myślą o publikacji w odcinkach… Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko czytelnicy odnajdą odrobinę przyjemności w jej śledzeniu 🙃
Uśmiechy
A.