
Ilustracja: StockCake
Poprawiła króciutką sukienkę, siedząc w pociągu. Była szansa, by dostać się na wymarzone studia. Wystarczyło troje z komisji. Załatwiony był już jeden. Uwierzyła w to.
Na następnym nocnym dyżurze poszła do pokoju Tadeusza. Nalegał, a ona nie mogła odmówić. Rozebrała się do naga w łazience. Masturbował się po raz kolejny w jej obecności. Nie chciała pozwolić, by ją dotykał, miało mu wystarczyć, że jest golusieńka.
Po raz kolejny przesunęła granicę. Dała się wymacać w okolicach piersi i pozwoliła, by delikatnie pogładził wargi sromowe, a potem zgodziła się, by masturbować go dłonią. Po tym, gdy spuścił się na jej nagie ciało, dostała czarne rajstopy i znaczną finansową zachętę.
Wszystkie pieniądze, które dostawała od Tadeusza, wydawała w wewnętrznym sklepiku. Przywoziła do domu pomarańcze, mandarynki i szynkę konserwową. Dla siebie zostawiała tylko rajstopy i słodycze. Doszła do wniosku, że jej też coś się od życia należy.
„Czy ja jestem kurwą?” – zastanowiła się.
Nie, nie myślała tak o sobie. Bardziej za żigolaka brała Damiana, a ten dał jej wreszcie spokój, gdyż jechały po nim wszystkie „piguły” na parterze.
+++++
Nadchodził kolejny nocny dyżur. Młoda pielęgniarka, z którą przyszło Anie pracować, marzyła, by odsapnąć. Dzieciak w domu nie spał i był namolny. Nie wiedziała, co jest tego przyczyną.
– Aniu, padam na ryj, ogarniesz wszystko?
Jakże ten anioł mógłby nie pomóc biednej kobiecie. Kazała jej udać się na spoczynek, a sama wzięła na barki skumulowane obowiązki dwóch osób.
Nagle na dyżurce rozległ się sygnał przywołania. Któryś z kuracjuszy wzywał personel do siebie. Spojrzała na wyświetlacz – To pan Roman. Szybciutko, jak tylko mogła, skierowała się w do jego pokoju. Bez pukania otwarła drzwi wejściowe. Starszy, najbardziej zadbany facet z całej czwórki, którego miała pod opieką, leżał na łóżku.
– O Boże, znów to samo – jęknął, tkwiąc na boku.
Zwijał się z bólu, a przynajmniej tak to wyglądało. Przestraszona Ania nie wiedziała, co począć.
– Oj, jak dobrze, że jesteś, nasmaruj mnie tą maścią – rzucił, widząc dziewczynę.
Dopytała się cierpiętnika, gdzie go boli, a ten wskazał plecy i okolice bioder. Dostrzegła na szafce rozgrzewająca maść. Pomogła Romanowi zdjąć szlafrok i przewrócić się na brzuch, tak, że pozostał w samych slipkach. Wycisnęła maść na dłonie i nanosiła ją na bolące miejsca. Kiedy go smarowała, poczuła jak prawa dłoń mężczyzny dotknęła jej nogi.
– Gdzieś jeszcze? – zapytała, kończąc nacieranie jego pleców.
– Nie, już dobrze mój aniele, przyjdź za godzinkę, jak będziesz miała wolne, bo mam dla ciebie ważną wiadomość – rzucił tajemniczo i uśmiechnął się do niej. Skinęła głową i opuściła pokój.
Siedząc na dyżurce, co chwila spoglądała na zegarek. Czas dłużył się niemiłosiernie. Wykonała wszystkie zaplanowane czynności, a przełożona spała w najlepsze. Było to dziewczynie na rękę. Po tym jak kuracjusze ułożyli się do snu zgasiła światło na korytarzu i nastała błoga cisza.
Słowa pana Romana nie dawały jej spokoju. W głębi duszy pragnęła, by była to informacja o studiach. Gdy minęła godzina, dała sobie jeszcze kwadrans zwłoki. Zajrzała do pokoju, gdzie odpoczywała pielęgniarka. Ta spała jak zabita.
Cichutko jak tylko mogła, ruszyła do pokoju emeryta. Delikatnie zapukała i usłyszawszy zaproszenie, weszła do środka. W pomieszczeniu panował półmrok, jedynie nocna lampka dawała delikatny strumień światła. Zobaczyła leżącego na plecach mężczyznę.
– Chodź tutaj i usiądź, proszę – szepnął, wskazując miejsce na tapczanie. Zamknęła za sobą drzwi i przysiadła na skraju łóżka, dostrzegła, że leżał w samych slipkach. – Mam dobrą informację – zaczął, a pomarszczona dłoń dotknęła jej kolana.
Nie zareagowała, czekała co powie dalej.
– Tak – szepnęła, patrząc mu prosto w oczy.
– Rozmawiałem ze swoim kolegą, który jest w komisji. Rzucił okiem na twoje wyniki… – kontynuował, a dłoń posuwała się coraz wyżej. – I mówi, że jest duża szansa – dodał, wsuwając prawicę pomiędzy uda dziewczyny.
– Panie Romanie… – powiedziała cicho, chwytając buszującą dłoń emeryta. Zauważyła pewne niezadowolenie w wyrazie jego twarzy. Był zaskoczony taką reakcją.
Potrzebowała konkretów, jeżeli miała pozwolić mu na więcej. „Duża szansa” – nie była zadowalającą informacją.
– A tak konkretnie, jakie duże te szanse? – zapytała ściszonym głosem.
– Bardzo duże, blisko stuprocentowe – usłyszała po chwili. – Przysięgam, słowo oficera.
Puściła dłoń, a ta wsunęła się pomiędzy jej zwarte uda. Kiedy je rozchyliła, palce Romana próbowały przez materiał spodni i fig wymacać wargi sromowe. Drugą dłoń skierował na piersi. Podniósł się nieco z tapczanu, a dziewczyna kątem oka zauważyła wybrzuszenie pod slipkami. Na razie obmacywał ją przez ubranie. Przymknęła oczy, mając nikłą nadzieję, że zakończy się tylko na tym.
– Weź go, proszę – usłyszała i owa nadzieja zgasła niczym zapałka na wietrze. Przestał gładzić pierś i ujął dziewczęcą drobną dłoń, kierując ją na swoje krocze.
– Chodźmy do łazienki, bo gdyby ktoś tu wszedł… – zaproponowała, obawiając się nakrycia przez innych pensjonariuszy lub starszą koleżankę.
Podniósł się szybko, co ją nieco zdziwiło, gdyż godzinę temu zwijał się z bólu. Gdy obydwoje znaleźli się w niewielkiej łazience, Anna przytomnie przekręciła klucz w zamku. Czuła się tutaj bardziej pewnie. Drzwi wejściowe do pokoi nie miały klucza. Było to podyktowane względami bezpieczeństwa.
Roman od razu przystąpił do śmielszych działań. Ściągnął z siebie slipki, eksponując w połowie wzwiedzionego członka. Ponownie chwycił jej dłoń i skierował na organ. Druga z rąk wsunęła się od spodu pod koszulkę dziewczyny, szybko przesuwając się w kierunku piersi.
– Zrób to, proszę – rzucił.
Ujęła niezbyt okazałego penisa, czując jak palce emeryta wsuwają się pod materiał biustonosza. Mocno obejmował piersi od spodu. Był łapczywy, jakby obawiał się, że dziewczę za chwilę mu ucieknie. Zaczęła wykonywać ruchy w górę i w dół.
– Jajeczka, weź jajeczka – poprosił.
Drugą dłonią objęła mosznę i jęła ją delikatnie gładzić. Wyczuwała jądra, delikatnie bawiła się nimi jak malutkimi piłeczkami. Poczuła, jak fallus nabiera objętości i staje się sztywniejszy. Romek wsunął drugą dłoń pod materiał koszulki i podciągnął ją ku górze razem ze stanikiem, odsłaniając górne partie ciała dziewczyny.
Pochylił głowę i oparł ją o klatkę piersiową nastolatki. Poczuła, jak językiem zaczyna stymulować brodawki.
– Oj nie, nie – szepnęła, choć otrzymywane bodźce były nad wyraz przyjemne.
Nie przestał, nadal liżąc piersi, czyniąc to łapczywie i z wielką wprawą. Dobrze wiedział, jakie rejony cycuszków są podatne na tego rodzaju pieszczoty. Dłonie mężczyzny zsunęły się w okolice jej bioder. Sprawnie palcami rozpinał guzik spodni, a w tym czasie druga z dłoni wnikała pod nie z tyłu, posuwając się w kierunku pośladków.
Nie wiedziała, dlaczego nie zaprotestowała, gdy rozpiął jej spodnie i wepchnął palce, zarówno z przodu jak i z tyłu, pod materiał majteczek. Czuła jak sterczą jej sutki, jak muskane ustami piersi stają się coraz bardziej podatne na tego rodzaju pieszczoty. Odczuwała coraz większą przyjemność.
– Panie Romku, nie… – wyrzuciła z siebie, czując, jak jego palce zmierzają w kierunku cipki.
Jęknęła cichutko, gdy środkowy palec Romana wsunął się do pochwy. Pozostałe starały się drażnić wargi sromowe. Czuła, że tam na dole jest wilgotna. Mimowolnie przyspieszała ruchy dłonią.
Przestał całować piersi i przesunął usta na jej policzki, by po chwili zacząć całować je łapczywie. Czuła szorstkie palce, drażniące cipkę. Nie zaprotestowała, gdy zsuwał spodnie z figami aż do kolan.
Żaden mężczyzna nie robił jej takiej palcówki. To było coś dziewiczego, coś, co przeżywała pierwszy raz. Palce emeryta sprawnie operowały we wnętrzu, stymulowały nabrzmiałą łechtaczkę, przesuwały się po wilgotnych wargach sromowych. Wydała z siebie jęk rozkoszy, a Roman swoimi wargami zamknął jej usta i wepchnął język do buzi. Czuła jego płytki oddech, dzierżyła w dłoni pulsującego kutasa, przeżywała przyjemność, jakiej jeszcze nigdy nie doznała. Zaczęła poruszać biodrami, sama nie wiedząc dlaczego. Chciała, by te palce nie przestawały, by nadal stymulowały ją jak teraz, a może nawet lepiej.
– Anusiiiiiu, oj – wydobył z siebie Roman, od pewnego czasu miarowo poruszając tyłkiem. Przyśpieszył, co było wiadomą oznaką nadchodzącego spełnienia. Penis wypluł z siebie niewielki ładunek ciepłego nasienia, który dziewczyna miała teraz w dłoniach.
Starszy pan nie przerywał stymulacji. Poczuła tę od dawna niepamiętaną przyjemność, a ciałem wstrząsnęła fala orgazmu. Dopiero wtedy zaprzestał pieszczot.
Stali, wzajemnie opierając się o siebie. Kto, kogo podtrzymywał, nie było wiadomym. Wycofał dłonie, chwytając Annę za barki. Oboje bez słów, tkwiąc w tej dziwnej pozycji, odpoczywali po jakże dziwacznym pettingu.
Uda Ani drżały, a ze swobodnie zwisającego penisa emeryta na terakotę łazienki kapały krople nasienia. Obydwoje mieli nogi jak z waty. Pierwsza do siebie doszła dziewczyna, podciągnęła spodnie wraz z figami, poprawiła biustonosz, szybko zapięła guziki koszulki.
– Dziękuję, poczekaj chwilę – poprosił.
Wyszli z łazienki. Podał małą karteczkę, na której było zapisane imię i nazwisko oraz numer telefonu. Obok dostrzegła niezrozumiały dla niej wyraz „Szop”.
– Tu masz namiary na członka komisji. Jak się zapyta, skąd to masz, to powiedz, że od „Szopa” – poinstruował.
Schowała kartonik do kieszeni spodni. Gdy już miała wychodzić, zbliżył się do niej i podał zrolowany banknot.
– Dla ciebie – szepnął.
Opuściła pokój i z mieszanymi uczuciami szła w kierunku dyżurki. Na ciele czuła ślinę i nasienie Romana, a dłoń była cała lepka. Pielęgniarka nadal spała w najlepsze. Zabrała z dyżurki duży, kąpielowy ręcznik. Stojąc pod prysznicem, zadała sobie po raz drugi pytanie:
„Czy ja jestem kurwą?”
Nie znalazła odpowiedzi. Nie znalazła, lub nie chciała jej znaleźć. Nie dopuściła do bezpośredniej penetracji. Nie, to dla niej wciąż nie była prostytucja.
Dzień później, pora śniadania, stołówka szpitalna.
Grupka emerytów z pierwszego piętra zasiadła jak zawsze przy swoich stolikach. Roman był jakby wniebowzięty, co przejawiało się rozradowanym licem. Nic nie wskazywało na to, że wczoraj zwijał się z bólu.
Pałaszowali przygotowaną jajecznicę i parówki. Typowe śniadanie w tamtych latach. Wokół drugiego stolika kręcił się Damian, nadskakując pani Małgorzacie, która siedziała razem z Włodkiem, a ten z pogardą patrzył na młodego człowieka.
Zdawał sobie sprawę, że nastolatek był konkurentem. Jakoś dziwnie od paru dni, nienasycona Gośka nie prosiła go o spotkania w wiadomym celu. Podejrzewał, że zbajerowała „młodego ogona”. Nie miał zamiaru dać za wygraną.
– A co ty Romeczku, dziś taki w skowronkach? – zapytała sędzina podpułkownika WP.
– Dobrze spałem – odparł krótko Roman.
– Z Anią? Bo słyszałam, jak jęczałeś wczoraj w kibelku – dowaliła oficerowi.
Pokój Romka graniczył z jej pokojem. Mężczyzna odłożył sztućce na talerz i stał się czerwony na twarzy. Miał zamiar odgryźć się tej chudej sądowej szczapie.
– I kto to mówi? Nasza poczciwa sędzina co lubi w kibelku być zaspokajana przez krótkodystansowych małolatów. – Nagle, z niespodziewaną odsieczą przybył Tadeusz.
Mało brakło, by sędzina i towarzyszący jej Włodek zadławili się na śmierć parówkami. Riposta pułkownika była celna i o mało co nie stała się zabójcza. Małgorzata wstała i pozostawiwszy niedokończone śniadanie wyszła z sali. Stanisław klepnął Tadeusza w plecy.
– Ale jej dojebałeś! – skwitował.
Najbardziej tęgi emeryt Włodek pozostał przy stoliku sam. Wiedział już na sto procent, że nie jest jedynym kochankiem Małgosi. Poczuł się cholernie głupio.
– Chłopaki… – zaczął.
Spojrzeli na niego wzrokiem godnym pożałowania, a on zdał sobie sprawę, że teraz nie jest dla nich równym partnerem. Może kiedyś, turnus temu, ale nie w tej chwili.
Gdy zakończyli posiłek wstali od stolika i udali się do ogrodu. Roman zrelacjonował im spotkanie z Anną, opowiadał wszystko ze szczegółami.
– Ty, poważnie wiła się i miała mokrą cipkę? – Tadeusz nie wierzył.
– Ale się podjarałem – stwierdził Stanisław.
– Stasiu, ty szukaj trzeciego z komisji. Odpal te wszystkie swoje stare kontakty. Co ja mam uczyć ojca, jak się dzieci robi? – Tadeusz sprowadził rozmarzonego emeryta na ziemię.
Stanisław postanowił działać natychmiast. Poprosił komendanta szpitala o pilny wyjazd w „ważnych sprawach osobistych”. Miał „punkt” zaczepienia na uczelni. Należało tylko ten „punkt” przymusić do odpowiedniego działania. Dobry, stary kolega Stasia, rozpracowywał kiedyś gejowskie środowisko Krakowa. Wydawało się emerytowi, że jedno z nazwisk komisji pasuje. Musiał to sprawdzić.
+++++
– Dupczyłaś się z tym małolatem? – rzucił bez ogródek Włodek.
Sędzina stała tyłem do niego. Była wściekła, że to wyszło na jaw. Skąd do jasnej cholery ten jebany ubek Tadeusz wiedział o miłosnych figlach z małolatem?
– Tak – odparła krótko.
Tkwili w jej pokoju. Włodek stał się czerwony ze złości. Poczuł się zdradzony, choć żadnej wierności sobie nie obiecywali.
– Polują na tę małą, tylko im w głowie jej wyruchanie – rozpoczęła, zdając sobie sprawę, że jest na straconej pozycji.
Rok temu było podobnie. Zbajerowali czterdziestoletnią salową. Najbardziej bolało, że nie zainteresowali się nią – spragnioną seksu emerytką.
Władek miał zamiar wyjść. Był skłonny pokajać się i wrócić do starej ferajny.
– Wiesz co… – rzucił tuż przy drzwiach wyjściowych.
– Zabawisz się z tą małą. Zapewnię ci to. Przysięgam! – rzuciła, nie chcąc tracić jednego z kochanków.
Ten Damian do niczego się nie nadawał. Niedojda, który spuścił się po paru ruchach. Ani oral, ani klasyk w jego wykonaniu nie równał się z tym, co prezentował sobą Władysław. Może i kutas Władzia nie był tak sztywny i sprężysty jak penis młodzika, ale tu nie liczyła się długość przyrodzenia, lecz jakość pierdolenia. W tej kwestii, Władek bił nastolatka na łeb.
Emeryt odwrócił się i spojrzał na nią. Zdał sobie sprawę, że sędzina nie kłamie.
– Na pewno? – zapytał, chcąc się upewnić.
– Tak, chodź tu do mnie – odparła, pozbywając się szlafroka.
Spostrzegła błysk w oku mężczyzny i oddała mu się cała. Uwielbiała, jak pieścił jej nogi. Potrafił, jak nikt inny całować je od stóp aż po krocze. Opadli na tapczan i zatopili się w seksualnym akcie.
+++++
– Ania, ty się zastanów, może warto tam popracować, młoda jesteś, na studia jeszcze czas – powiedziała mama, widząc, jak córka przywozi do domu wszelakie dobra, o których w tamtych latach zwykli śmiertelnicy mogli tylko pomarzyć. Rodzicielka nie zdawała sobie sprawy, jakim kosztem jej ukochane dziecko zdobywało te rarytasy.
Dziewczyna nie miała zamiaru spasować. Brakowało do kompletu jeszcze tylko jednego głosu, i była gotowa zrobić wszystko, by go zdobyć. Już tyle poświęciła, że posunięcie się o kolejny krok nie było wielkim problemem.
Wzięła należny urlop, niedługi, ale go potrzebowała. Po jego zakończeniu wyruszyła na kolejny nocny dyżur. Oparła głowę o szybę pociągu. Patrząc na przelatujące krajobrazy, zamyśliła się głęboko, analizując swoje wcześniejsze zachowanie. W końcu rozgrzeszyła się w myślach. Wysiadła z wagonu i pomaszerowała do szpitala.
– O, jest nasza Ania, już obawialiśmy się, że coś się stało – rzucił, ku jej zaskoczeniu, pan Staszek, zaś dziewczyna uśmiechnęła się do niego serdecznie.
Był najmniej przystojnym i urodziwym z całej czwórki starszych mężczyzn. Niewysoki, liczący niewiele ponad sto siedemdziesiąt centymetrów, wręcz odpychał swoją urodą potencjalne kandydatki.
Cała czwórka siedziała na świetlicy i grała w karty. Dostrzegła dziwne spojrzenia Tadeusza i Romana. Poczuła się głupio, starając się nie dać po sobie tego poznać. Wyszła ze świetlicy, niby nie chcąc przeszkadzać starszym panom, a po prawdzie to pod ich lubieżnym wzrokiem czuła się, jakby była naga.
Rzuciła się w wir pracy. Pomogła przełożonej w wykonaniu papierkowej roboty. Miała do tego dryg i lubiła tę robotę. Było to o wiele przyjemniejsze, niż czyszczenie toalet i sprzątanie korytarza. Miała dyżur z Agnieszką, którą najbardziej lubiła.
– Jak dzielimy nockę? – zapytała pielęgniarka.
– Może ja pierwsza – delikatnie zasugerowała starszej koleżance, a ta przystała na propozycję i widać było, że jest jej to na rękę.
Towarzystwo udało się do pokoi. Na korytarzu zapanowała cisza. Dziewczyna zgasiła światło i zapaliła lampkę stojącą na szerokim biurku. Z szuflady wyciągnęła książkę i zatopiła się w lekturze romansidła.
Czytanie przerwało jej szuranie kapci. Podniosła wzrok i dostrzegła, że do stolika zbliżał się pan Tadeusz.
– Mam super informację dla ciebie – rzucił zdawkowo i oparł się o biurko obiema dłońmi. Ciekawość ją zżerała. – Staszek się postarał i twoje sprawy idą w dobrym kierunku – kontynuował, a ona słuchała z zaciekawieniem – Wpadnij do niego przed północą, to sam ci powie, tylko przed północą, bo później to on idzie spać – zakończył.
Mogła podejrzewać, co to za informacja. Spojrzała na zegarek. Była 22:30. Czekało ją półtorej godziny niepewności.
– Dobrze, będę, będę na pewno – zapewniła Tadeusza, a ten uśmiechnął się, puścił do niej oko i wrócił do swojego pokoju.
Dziewczyna miała mętlik w głowie. Jeżeli ta wiadomość była tą, o której myślała, mogła spodziewać się jednego. Ostatni z dobrodziei poprosi o to samo, co tamci dwaj. Zdała sobie sprawę, że ci panowie to nie Święci Mikołaje. Dawali coś, oczekując czegoś w zamian. Z drugiej zaś strony, była nadzieja na to, że zyska przychylność trzech z czterech osób zasiadających w komisji. To dawało wielką szansę, by zacząć studia jeszcze w tym roku akademickim.
„A co mi tam, tyle już poświęciłam, to i teraz muszę to zrobić”.
Kwadrans przed północą wstała z fotela. Cichutko otworzyła drzwi do dyżurki i spojrzała na Agnieszkę, która tkwiła mocno w objęciach Morfeusza. Powoli ruszyła w kierunku pokoju pana Stanisława, który znajdował się za kwaterą tej cholernej zołzy. Zapukała cichutko i usłyszała kroki za drzwiami.
– Ciii, chodźmy do męskiej ubikacji, bo ta cholera zza ściany podsłuchuje – szepnął cichuteńko pan Staszek, gdy tylko uchylił delikatnie drzwi.
Zadbał o dyskrecję ich spotkania. Do męskiej ubikacji zgodnie z logiką mogli wejść tylko faceci, faceci, którzy w większości mieli z nią intymny kontakt. Nie wszyscy, gdyż pozostawał grubawy Włodek. Najciszej, jak tylko mogli, posuwali się w kierunku kibelka.
– Mam dobre wieści. Józef Bar, członek komisji egzaminacyjnej zapewnił mnie, że poprze twoją kandydaturę – od razu przeszedł do rzeczy. Nazwisko było jej znane, ten człowiek był już w komisji, gdy zdawała za pierwszym razem.
Patrzyła na niego, zdając sobie sprawę, że za chwilę obłapi ją i wyciągnie na wierzch fujarę. Nie liczyła, że będzie inaczej.
– Tu masz namiary na niego, tylko gęba kłódka, dobrze? – dodał, patrząc na nią lubieżnie.
Skinęła głową, stojąc biernie i czekając na jego ruch. Znajdowali się za załomem ściany, przy pisuarach. Z zewnątrz, światła lamp, delikatne oświetlały pomieszczenie.
Położył dłonie na piersiach i zaczął je delikatnie ugniatać przez materiał koszulki. Ania stała jak posąg, czując jak wsuwa łapska pod koszulkę, a potem pod biustonosz. Objął dłońmi cycuszki od spodu., a po chwili jego palce stymulowały brodawki. Poddawała się tym działaniom z pewnym obrzydzeniem, wszak był najmniej urodziwym z całej trójki dobroczyńców.
– Aniu, kochanie ty moje – szeptał, podszczypując sterczące brodawki, aż w końcu chwycił brzeg koszulki i uniósł ją do góry. – Ściągnij ją, chce je zobaczyć.
Podniosła dłonie, mając nikłą nadzieję, że tylko pomaca cycki i da sobie spokój. Na razie nie musiała zajmować się członkiem.
Koszulka wraz z biustonoszem opadła na terakotę, a głowa staruszka momentalnie pochyliła się ku piersiom i od razu szorstki język emeryta zaczął muskać brodawki. Dłonie mężczyzny zsunęły się w dół i objęły pośladki, które zaczęły być łapczywie obmacywane. Przyciągnął ją do siebie.
– Przestań, proszę – szepnęła, czując, że stymulacja sutków wzbudza w niej narastające podniecenie.
Wsunął palce pod bieliznę, dotykając nagiej pupy, a jeden z palców delikatnie zaczął wciskać się w odbyt.
– Nie, proszę, nie w pupę – zaprotestowała, nie życząc sobie takich pieszczot.
Zaprzestał. Wkrótce jego palec skierował się niżej i jął wnikać pomiędzy wilgotne wargi sromowe.
Musiała przyznać, że w porównaniu do dwóch poprzednich starszych panów, Stanisław miał własny scenariusz spotkania. Usta mężczyzny cały czas zajmowały się piersiami Anny, tak, że obie półkule były już całkowicie oślinione. Działał z taka wprawą, doświadczeniem i łapczywością, że młodzieńcy mogliby u niego brać lekcję. Nie było w tym żadnej brutalności, lizał, chwytał w usta brodawki i delikatnie dotykał zębami piersi dziewczyny, a ta czuła się coraz bardziej podniecona.
Wyciągnął obie ręce i momentalnie przesunął je na biodra kobiety. Sprawnie wziął się do rozpinania guzika i a następnie zaczął zsuwać ciasno przylegające do jej ciała spodnie. Gdy ściągnął je do kolan, prawa dłoń powędrowała pod figi, a lewa wróciła na pośladek.
Przyciągnął ją mocniej do siebie, a składane pocałunki przeniosły się z piersi na szyję Ani.
– Oj, ty śliczna moja.
Gdyby to był młody, jurny i przystojny chłopak to nastolatka oddałyby się mu cała. Po raz pierwszy spotkała się z sytuacją, gdy to ona była najważniejsza w pieszczotach, w grze wstępnej. Niestety, gdyby ktoś patrzył z boku – określiłby to jednoznacznie: piękna i wstręciuch.
Poczuła, jak palec zagłębia się w szparce. Była stymulowana z przodu i z tyłu, a emeryt pieścił ją niczym prawdziwy wirtuoz. Delikatnie stymulował łechtaczkę, z wyczuciem gmerał w waginie, a dłoń tkwiąca na pośladku też nie próżnowała, rozszerzając różowe płateczki cipki i lekko je drażniąc.
Nie wiedziała, kiedy sprawnym, szybkim ruchem ściągnął jej majteczki, gdyż z trudem tłumiła odgłosy rozkoszy. Nie chciała, by wiedział, jak wielką jej to sprawia przyjemność. Odczuwała z tego powodu dziwną wstydliwość. Zagryzała wargi i stojąc nieruchomo przed nim przymknęła oczy.
Przyśpieszył ruchy, a dłonie Stasia jak szalone stymulowały najważniejsze strefy erogenne nastolatki. Pocałował ją i poczuła silny zapach płynu do higieny jamy ustnej. Wsuwał język między jej wargi, a ona nie czując żadnego obrzydzenia, poddawała się temu. Silne bodźce, jakie otrzymywała, wyłączyły wszelakie hamulce moralne. Pragnęła więcej i więcej.
Jeżeli palcówka Tadeusza była bardzo dobra, to ta Stanisława zasługiwała na ocenę celującą. Czuła, że nadchodzi fala orgazmu, że zaczyna mimowolnie poruszać biodrami, jak jej wnętrze, ciepłe i wilgotne, prosi o coraz silniejsze bodźce. Jęczała z rozkoszy.
– O taaak, o taak – wyrzucała z siebie.
Uda drżały, wypinała się i wracała do poprzedniej pozycji. Oddech stawał się szybki i płytki. Wygięła się maksymalnie, jak tylko mogła, a wtedy ciało przeszył spazm orgazmu.
– Nie… już… dość… – jęczała, przestępując z nogi na nogę.
Konwulsje przyjemności przeszyły ciało. Rzucała biodrami w przód i w tył, pragnąc, by zakończył stymulację, a jednocześnie każdy dotyk wywoływał kolejną eksplozję przyjemności. Stanisław nie przestawał. Uczynił to dopiero, gdy nogi stały się jak z waty i opadła na kolana.
Nigdy nie przeżyła czegoś takiego. Żaden mężczyzna nie doprowadził jej do tak mocnego orgazmu. Nim zdołała dojść do siebie, klęcząc ujrzała penisa Stanisława.
Był we wzwodzie „emeryckim”. Nabrał kształtów, lecz jego pozycja była prostopadła do ciała właściciela. Krótki, grubawy z wyraźnymi żyłkami, widziała organ wyraźnie, miała go przecież na wysokości oczu.
– Weź go do buzi, proszę.
Nie miała doświadczenia w seksie oralnym. Nigdy nie brała do ust fallusa. Była skłonna zaspokoić Stasia dłonią, lecz on chciał inaczej. Delikatnie otarł się kutasem o policzek dziewczyny.
Szybko doszła do siebie. Chciała się podnieść, lecz Stanisław zatrzymał ją, kładąc ręce na dziewczęcych barkach.
– Nigdy tego nie robiłam – przyznała się.
– Poliż kutaska, tam na końcu i wsadź go sobie w usta, będę delikatny – cierpliwie instruował, co ma robić.
Na wpół rozebrana, klęcząc, ujęła sterczącego penisa dłonią. Napletek zakrywał żołądź. Wysuwając język, liznęła końcówkę fallusa.
– Zsuń mi skórkę – poprosił.
Zrobiła to, co kazał. Fajfus emeryta był wilgotny i napletek zszedł bez najmniejszego problemu. Liznęła po raz drugi i posmakowała męskiego preejakulatu.
Wcześniejsze podniecenie minęło, odchodząc gdzieś dalej. Zdawała sobie sprawę, jak daleko się posunęła i na co zgodziła, tak jej się przynajmniej wydawało.
– Aniu, zapłacę – jęknął Staszek.
Rozwarła wargi i trzymając penisa u podstawy, delikatnie wprowadziła go między nie. Wolała to, niż penetrację waginalną.
Uchwycił jej głowę od tyłu, przycisnął do krocza i głębiej wsunął fallusa. Uderzył nim o wewnętrzną stronę policzków, tak, że Anna zaczęła się dławić. Miała zamiar natychmiast wyciągnąć kutasa z ust, ale tego nie uczyniła.
– Uhm, uhm – dało się po chwili słyszeć.
Z trudem wciągała powietrze nosem. Po chwili wyciągnęła organ, łapczywie chwytając powietrze przez usta. Jęła ponownie lizać fallusa, od czasu do czasu muskając językiem odkrytą żołądź.
– O taak Aniu, o taaak – usłyszała.
Organ był ciepły i wilgotny, a Annie wydawało się, że zwiększyła się nieco jego długość i stał się bardziej sztywny.
– Może ręką – zaproponowała, patrząc na niego.
Skinął głową, a Ania szybko objęła dłonią kutasa i zaczęła wykonywać energiczne ruchy. Nauczona doświadczeniem robiła to szybko i zdecydowanie, przez co pan Stasio, zaczął sapać niczym parowóz, a po chwili ruszać biodrami. Czuła jak organ pulsuje coraz mocniej, zdawała sobie sprawę, że za chwilę nastąpi wytrysk.
– Ła aaa… Ooo – wyrzucił z siebie, a ciepłe nasienie strzeliło ze stojącego fiuta, wprost na twarzyczkę dziewczyny.
Odsunęła gwałtownie głowę i przestała go masturbować, lecz ku jej zdziwieniu, emeryt sam chwycił penisa i onanizował się nadal, a kolejne porcje spermy tryskały w jej kierunku, by zaraz wylądować na piersiach i brzuchu.
Zakończył po chwili, ledwo stojąc na nogach, a ona obtarła dłonią twarz i wstała z kolan. Chciał ją przytulić do siebie, lecz delikatnie go odepchnęła, nie mając już ochoty na żadne czułości. Jego dotyk tylko ją teraz drażnił.
– Nie, już dość – szepnęła, kierując się ku umywalce.
Zmyła z twarzy resztki ejakulatu i dokładnie wyszorowała dłonie. Ręcznikiem zmoczonym w wodzie pozbywała się nasienia z brzucha i z piersi. Czuła się w pewien sposób zbrukana. Żywiła tylko nadzieję, że to ostatnie poświęcenie. Miała trzech członków komisji za sobą, trzech z czterech zasiadających. Wystarczającą większość.
Podciągnęła majteczki i zapięła spodnie. Założyła biustonosz i koszulkę polo. Ogarnąwszy się, zamierzała wyjść z łazienki. Stanisław nadal stał, patrząc na nią, a wytrzepany penis zwisał swobodnie ku dołowi.
– Poczekaj, mam coś dla ciebie – rzucił cicho, wyprzedając w drzwiach dziewczynę.
Podążyła za nim. Grzebał w kieszeni. Wręczył Annie banknoty, sporą kwotę.
– Dla ciebie – rzucił i pocałował ją w policzek.
Podziękowała, chowając pieniądze do kieszeni spodni. Gorejąca, wyszła z męskiej toalety i udała się na dyżurkę. O określonej porze obudziła Agnieszkę.
– Ania. Coś ty taka czerwona? – zapytała pielęgniarka.
– Nic, gorąco jest, wiesz co, pójdę się wykąpać, bo całą się zapociłam – odparła, zbywając kobietę.
Długo zmywała z siebie wszelakie płyny ustrojowe, jakie pozostawił po sobie Stanisław. Odświeżona położyła się spać, cały czas jednak w głowie mając obrazy sprzed paru godzin. Pies trącał te obrazy, bo one nie nadawałyby się na żadną wystawę. Bodźce, jakie otrzymała i tę przemiłą rozkosz, pamiętała bardziej.
Nie mogła się powstrzymać. Leżąc na tapczanie, wsunęła palce do cipki. Zamknęła oczy, bezwstydnie się masturbując i drugą ręką zakrywając usta.
Spełniona po raz wtóry, zapadła w głęboki sen.
+++++
Praktyka powoli dobiegała końca. Pozostała jej jeszcze jedna dzienna zmiana i ostatnia nocna. Znów oparta o szybę kolejowego wagonu myślała o tym, czy dobrze postąpiła.
Zdecydowała się zadzwonić pod wskazane numery telefonów i podać w rozmowie telefonicznej hasło „Szop”. Chciała mieć stuprocentową pewność, że obietnice tych staruszków to nie tylko czcze gadki.
Mieli naprawdę wtyki. Grzecznie i stanowczo, obaj z rozmówców potwierdzili, że znana jest im sprawa i że może być spokojna.
„Czy ja jestem kurwą?” – po raz trzeci zadała sobie to pytanie.
Nie, nie myślała tak o sobie. Przecież nie przedstawiła cennika za swoje usługi. Wydawało jej się, że zawsze może powiedzieć nie, zaprotestować, wycofać się.
Wstawał piękny dzień. Osobowy skład powoli wtaczał się na dworzec. Wysiadła i ruszyła w stronę szpitala.
„Jeszcze dwa dyżury i koniec”.
Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.
Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.


Blog Comments
Emilia
2026-08-26 at 19:43
Zamieszczając komentarz pod pierwszymi Lubieżnikami jednak się myliłam. Muszę powiedzieć, że tej serii udało się wypracować swoją tożsamość, odmienną od Ratownika. Ania okazuje się bohaterką znacznie mniej idealistyczną (i wyidealizowaną) niż w poprzednich opowiadaniach Jammera. To postać z krwi i kości, która cały czas idzie na kompromisy z własnymi wartościami. Tacy bohaterowie są po prostu ciekawsi. Tak więc punkt dla autora za samorozwój!
jammer106
2026-08-26 at 21:44
Serdecznie dziękuję za komentarz.
Dziękuję za miłe słowa o zaskoczeniu i za punkt o samorozwoju.
Fabuła jednak jest już teraz tak ukierunkowana, że z pewnością się Emilio nie pomyślisz, co do finałowego końca w trzecim odcinku.
Pozdrawiam.
Lucas
2026-08-27 at 16:03
Podoba mi się stopniowe psucie Ani, zmienianie tej naiwnej dziewczyny, która nawet powstrzymywała się od masturbacji w zepsutą konformistkę używającą swoich wdzięków do zdobywania tego, co jej się należy. Oby tak dalej, Aniu! Nabyte doświadczenie przyda Ci się, gdy nadejdzie transformacja ustrojowa!