Nikola. Portret poszukiwaczki ognia (Absurdalna Namiętność)  3.92/5 (8)

15 min. czytania

Ilustracja: Absurdalna Namiętność

Tekst stanowi część cyklu „Gra pozorów” i przedstawia początki znajomości Nikoli i Awraha, głównych bohaterów „Gry pozorów II”.

Dla lepszego zrozumienia występującego w tekście slangu i terminów związanych z graffiti warto zajrzeć do słowniczka na końcu tekstu.

 

Między światłem a cieniem

Noc od początku jest ciężka, powietrze stoi, miasto nie śpi. Nikola idzie tą samą ulicą co zawsze, a nad nią ciągną się ciemne fasady bloków. Klatki pachną wilgocią i starym dymem, który trzyma się ścian jak nawyk.

Nie jest tylko dziewczyną z czwartego piętra – dzisiaj ma misję.

Na końcu ulicy powoli mija ją ciemny van. Asfalt kończy się żwirem, dalej tory i stara rampa.

Tam czekają: Tasior, Bums i Mały. Kaptury nisko, dłonie w kieszeniach, plecy oparte o mur.

– Jest Nika – mruczy Tasior. – Myślałem, że pękniesz.

– Ja? – prycha. – Weź się nie sklejaj.

Bums podaje jej puszkę. Metal jest zimny. Kula w środku grzechocze.

– Dziś gramy na wagonach – mówi Bums. – Skład stoi od wczoraj.

– Monitoring?

– Martwy sektor. Sprawdzony, ale patrol krąży. Działamy szybko i bez popisywania się.

Nikola kiwa głową. Serce bije szybciej, ale jeszcze równo. Palce zaciskają się na puszce, chłód wbija się w skórę.

Idą wzdłuż torów i przez kilka kroków nikt się nie odzywa.

W oddali szczeka pies, echo niesie się między murami.

– Nika, co dziś kładziesz?

– NIX. Krótko. Treściwie.

Uśmiecha się krzywo. To ostatnia chwila, żeby zawrócić. Nie robi tego.

Wagony stoją w ciemności jak ślepe zwierzęta.

Słyszy własny puls w uszach.

Nikola jeszcze chwilę trzyma puszkę. Palce pozostają nieruchomo.

Obok przejeżdża pociąg towarowy, a światło latarni przesuwa się po metalu.

Patrzy.

– Lecimy – rzuca Tasior.

Syk sprayu rozcina noc. Krótki. Ostry.

Nikola przykłada dyszę i naciska. Kolor wychodzi równym strumieniem. Linia, łuk, cięcie.

Ciało łapie rytm. Słyszy tylko szum farby i oddechy.

Serce przyspiesza. „Złapią nas, będzie przypał” – myśl pojawia się i gaśnie.

Farba jeszcze przez chwilę pachnie, zanim wiatr rozwiewa zapach. Nic się jeszcze nie dzieje.

– Dokręć cień! – syczy Bums.

– Widzę.

Ręce drżą lekko. Puszka zaczyna pryskać nierówno.

Gdzieś przejeżdża skład i pod stopami lekko trzęsie się ziemia.

– Szybciej. – Mały zerka na wiadukt.

Nikola kończy literę X – ostry kąt, podpis jak blizna.

Zauważa odbłysk na szynie.

I wtedy światło.

Najpierw odbłysk na torach, potem krótki sygnał.

– Kurwa, psy! – krzyczy Tasior. – Zwijamy się!

Ruszają biegiem.

Żwir strzela spod butów, kaptur spada jej z głowy.

Słyszy kroki i krzyk za plecami.

Skręt. Tasior pierwszy. Bums za nim.

Płot. Przeskok. Znikają za rampą.

Mały przy niej.

Nikola zahacza butem i traci równowagę.

Mały łapie ją za ramię.

– Dawaj!

Skręt między auta. Dopiero między nimi zwalniają.

Parking jest cichy. Bloki patrzą w dół. Okna są ciemne.

Nikola opiera plecy o zimną blachę vana. Oddech szarpie, pot spływa po kręgosłupie, ręce drżą. Kolana dalej pamiętają żwir.

Radiowóz przejeżdża wolno. Światło przesuwa się po maskach i gaśnie.

Cisza.

Śmieje się pierwsza, krótko.

– Ja pierdolę…

Serce wali.

Cień przesuwa się po ścianach budynków.

– Nika, wchodzisz w to na stałe? – pyta Mały.

– Wchodzę.

Parking przez moment wygląda jak każdy po północy. Nikola nadal stoi między samochodami. Wokół nic się nie rusza.

Drzwi vana otwierają się nagle. Metal zgrzyta. Słabe światło odsłania wnętrze.

– Może pomóc? Wsiadacie?

Głos spokojny, niski.

Zastygają.

Nikola zagląda pierwsza.

Starszy mężczyzna, ręka spokojnie oparta o kierownicę.

Radiowóz zawraca na końcu ulicy.

– Może to tajniak – syczy.

– Gdybym był, już leżelibyście na ziemi. Decyzja jest wasza.

Mały patrzy na Nikolę. Ona milczy.

– Dobra. Ale bez numerów.

– Jasne.

Wsiadają.

Zapach kawy. Na siedzeniu leżą książki. Bukowski. Freud.

Palce Nikoli przesuwają się po okładkach. Ślady farby zostają na papierze.

Silnik mruczy. Auto jedzie równo, bez przyspieszeń. Za szybą przesuwa się miasto.

– Dla adrenaliny warto? – pyta kierowca.

– Beton nie pyta o zgodę – Mały.

– Pytanie, czy zawsze zdążycie uciec.

Ona patrzy w szybę. W szybie widzi jego oczy odbite w lusterku.

Serce nie zwalnia.

Mały wysiada.

Trzask drzwi. W aucie robi się ciszej.

– Gdzie?

– Dwie ulice wcześniej. Nie znam cię.

– Rozsądnie.

Van jedzie wolno. Mijają pusty przystanek i kiosk z martwym neonem.

Nikola poprawia włosy. Język muska dolną wargę.

– Ciężkie – mówi, stukając w książki.

– Lubię wiedzieć, co ludzi pcha w ogień.

– I wiesz?

– Czasem.

– A mnie?

Patrzy na nią dłużej. Już nie przez lusterko.

– Lubisz moment tuż przed złapaniem.

Serce uderza mocniej. Raz. Drugi.

– Ryzyko to mój tlen.

– Tlen też można przedawkować.

Zatrzymuje się.

– Tu?

Nie wysiada. Dłoń na klamce.

– Dzięki za ride.

– To było pytanie – mówi spokojnie. – Chcę kiedyś usłyszeć odpowiedź.

Wyjmuje telefon. Podaje jej.

– Wpisz numer.

– Ty tak zawsze? Wchodzisz z buta?

– Jak wchodzę, wiem po co.

Cisza.

Odruchowo wygładza rękaw bluzy.

Dłoń wraca na klamkę. Zatrzymuje się. Nie wysiada.

– Skąd wiesz, że chcę tej gry?

– Bo dalej tu siedzisz.

Oddech przyspiesza.

Bierze telefon. Palce stykają się, wywołując krótki impuls. Wpisuje numer wolno. Czuje wzrok na dłoni. Na szyi.

Oddaje telefon.

– Bez dziwnych akcji.

– Nie robię dziwnych rzeczy.

– Jak masz na imię?

– Awrah.

– Nikola.

– Wiem.

– Zadzwonisz?

– Napiszę. Lubię, kiedy ktoś chwilę czeka.

Wysiada powoli. Drzwi zamykają się.

Van odjeżdża między blokami, a ona przez chwilę stoi.

Puls powoli opada. Ciepło zostaje w brzuchu.

Telefon ciężki w kieszeni.

 

Gra kolorów i decyzji

Nikola wychodzi z bloku. Hip-hop ze słuchawek nadaje rytm jej krokom. Długie włosy muskają ramiona i przylegają do pleców. Powietrze jest ciepłe, ciężkie od betonu.

Skrót przez garaże prowadzi ją między metalowymi drzwiami, gdzie rdza łapie krawędzie, a farba odłazi z części ścian. Na ścianach nakładają się na siebie graffiti – nowe linie, srebro, czerń, czerwone wypełnienia, wildstyle.

Dopiero potem zatrzymuje wzrok na jednym z podpisów. Rozpoznaje go od razu.

Tasior. Kręty, agresywny.

– O, złoto, dziewczyna jara się moim dziełem. – Tasior wyszczerza się, pokazując dłonią skrę.

– Jest moc – mruczy Nikola. – Ale jeszcze chcę to opanować.

Bums kiwa głową.

– Trójwymiar to twoja siła, Nika, serio. Balans. Cień. Głębia. Kto ogarnia, ten rządzi.

– Ha, uczę ją Wilda, a ty chwalisz 3D – prycha Tasior.

Mały stuka puszką o beton.

– Dziś akcja?

– Pewnie. Ale trzeba ogarnąć suicide spoty – rzuca Bums. – Początek września, szkoła. Komisariat zrobiony równa się legenda.

Nikola skrzywia się.

– Tam jest za hot. Nie wchodzę.

Krótki śmiech chłopaków. Tasior klepie ją w ramię.

– Spokojnie. Komisariat to bajer. Mam coś lepszego. Hard to reach. Ciągle tajemnica.

Poprawia pasek torby na ramieniu.

– Wbijam.

Bums odchrząkuje. Krok w tył.

– Dobra, freestyle dla dymiary.
Unosi puszkę jak mikrofon.

– Masz Beltona, mam Beltona – iskra między kolorami. Sztunia w dresie, całe osiedle gada nocami. Jak stoisz przy murze, to miasto oddycha nami.

Mały gwiżdże. Tasior klaszcze.

– Ooo, Bums wjechał romantyk – mówi Mały.

Nikola parska śmiechem.

– Słabe rymy, ale flow się zgadza.

– Chodzi po osiedlu fama, że chodzisz sama – dorzuca Mały. – Mam cię na oku, Nika.

– Zaklepiemy, żeby nikt nie podbił – dodaje Tasior.

Śmiech urywa się, kiedy ktoś z boku kopie pustą puszkę w stronę muru garaży. Odbija się od betonu i toczy dalej, aż zatrzymuje się przy krawężniku.

I wtedy telefon. Krótka wibracja.

– Ten nasz spot robimy dziś?

– Dziś piszemy. Tylko kto bierze który kolor?

Nikola wyjmuje go z kieszeni.

SMS: „Wiem, że udajesz spokój”.

Gdzieś obok rozlega się metaliczny stuk o drzwi garażu.

Uśmiecha się. Nie z zaskoczenia.

Kciuk wisi nad ekranem. Sekunda za długo.

„Może mi się nudzi”.
Wysyła od razu.

„Nudzisz się inaczej”.

Mruży oczy.

„Albo liczysz, że jak dziewczyna z bloków, to wszystko łyka” – pisze.

Cisza.

Wzrok nie schodzi z ekranu. Kciuk nie rusza się ani o milimetr.

„Znasz takich jak ja? Czy tylko ci się wydaje?”.

Jakieś auto przejeżdża między garażami i znika przy wjeździe. Głosy chłopaków mieszają się z odgłosem silnika. Nikola już ich nie słucha.

Pisze wolniej: „Już jednego takiego znałam”.

Krótka pauza.

„Nie każdy daje mi radę, wiesz?”

Ekran rozświetla się niemal natychmiast.

„To sprawdź, który z nas wytrzyma dłużej”.

– Nika? – Tasior trąca ją ramieniem. – Zacięłaś się?

– Spoko – ucina.

Kolejna wiadomość: „Widzimy się dziś. Możemy nawet zaraz”.

Nikola śmieje się cicho i rusza dalej przez osiedle. Idzie coraz szybciej.

SMS: „Lubię, kiedy sprawdzasz”.

Zatrzymuje się. Palce drżą lekko nad ekranem.

„Po treningu. Za dwie godziny. Wejście do parku”.

„Będę”.

Chwila ciszy.

„Przyjdziesz pewna?”

Unosi brew.

„A jeśli zmienię zdanie?” – pisze.

„Nie zmienisz”.

Ekran w dłoni ciąży. Nikola zwalnia.

Nikola chowa telefon do torby. Przez chwilę ekran jeszcze świeci. Potem gaśnie.

Widać już wejście do hali sportowej.

Wchodzi.

Bas odbija się od ścian. Klimatyzacja włącza się z opóźnieniem, a w powietrzu unosi się zapach rozgrzanego parkietu i potu po treningu. W lustrzanej ścianie migoczą odbicia świateł i sylwetek dziewczyn. Gdzieś obok ktoś głośno odlicza kolejne ósemki, ktoś inny poprawia włosy przed lustrem. Wszystko jest na swoim miejscu. Znane. Powtarzalne.

Szybko się przebiera – top, spodnie, włosy związane wysoko.

Wychodzi z szatni i wchodzi na salę.

Muzyka wchodzi w ciało od pierwszego uderzenia.

Krok. Slide. Obrót bioder.

Za mocno.

Stopy ślizgają się po parkiecie. Palce szukają równowagi.

Krok. Obrót. Uderzenie biodra.

Ruch jest czysty, ale coś zaczyna się rozjeżdżać.

W lustrze widzi siebie bardziej napiętą.

Ramiona pracują ostrzej niż zwykle. Bas wibruje nisko pod żebrami.

Seria obrotów. Zatrzymanie. Powrót w dół.

Oddech skrócony. Skóra rozgrzana.

Ruch zwykle porządkuje wszystko. Dzisiaj nie.

– Spokojnie, Nika – rzuca ktoś z boku.

Nie odpowiada.

Muzyka przyspiesza. Bas tnie powietrze.

Schodzi nisko. Wraca w górę.

Na moment hala wydaje się za mała.

Co kilka minut zerka na torbę.

Telefon milczy i właśnie to rozprasza ją bardziej niż muzyka.

Pot spływa po plecach. Top przykleja się do skóry.

Ruchy robią się dokładniejsze, ale mniej pewne.

To nie jest nocna akcja. Tamci zostali gdzieś pod blokami, pewnie nadal się śmieją. On nadal tam jest. Patrzy i czeka.

Ostatnia sekwencja zaczyna się wcześniej, niż oczekiwała.

Ciało wyprzedza muzykę. Zatrzymuje się dopiero, gdy brakuje powietrza.

Stoi chwilę bez ruchu.

Ktoś w szatni upuszcza klucze. Dźwięk długo niesie się po hali.

Serce bije mocno, równo.

I tylko niedosyt.

 

Zaproszenie do jej świata

Nikola przechodzi przez bramę parku i skręca w lewo, tam, gdzie alejka chowa się pod gęstymi koronami drzew. Im dalej idzie, tym bardziej uliczny szum cichnie za jej plecami, zagłuszony przez liście i szelest gałęzi. Zatrzymuje się przy jednym z drzew. Docierają tu już tylko drobne plamy światła. Wyjmuje telefon i sprawdza godzinę. 12:04. Chowa go do kieszeni.

Bransoletka obraca się na nadgarstku. Raz. Drugi.

– Lubię, kiedy ktoś chwilę czeka.

Za jej plecami rozlega się głos.

Odwraca się powoli.

– Cztery minuty to już „chwila”?

– Wystarczy.

Awrah podchodzi bliżej. Wyciąga rękę. Uścisk krótki. Stabilny. Nie puszcza od razu. W tym samym ruchu przyciąga ją do siebie. Jej ciało zatrzymuje się przy jego klatce piersiowej. Zapach jego koszuli. Bliskość.

– To, co właśnie przemknęło ci przez głowę… poczeka.

Awrah puszcza ją.

Bransoletka znów zaczyna się obracać.

– Jesteś zbyt pewny. Chodź.

Idą po żwirze równym krokiem. Na rozwidleniu skręcają w boczną ścieżkę i przez kilka chwil milczą. Ramiona prawie się stykają, ale żadne nie odsuwa się choćby o centymetr.

– Co robiłeś wtedy w nocy?

– Patrzyłem.

– Na co?

– Na ciebie.

Nikola nie odwraca wzroku.

– Kim jesteś?

– Wkrótce zacznę pracować z młodymi dziewczynami. Takimi jak ty.

Cisza.

– Widziałam Freuda w samochodzie.

– Kojarzysz go?

– Wszystko sprowadza do seksu.

– Do pragnienia.

– Ty też? – pyta, patrząc na niego.

Nikola zwalnia. Żwir przesuwa się pod butem. Dłoń zawisa przy biodrze i opada.

– Już próbujesz to sprawdzić – ripostuje Awrah.

Nikola uśmiecha się.

Idą dalej bardzo blisko. Ramiona ocierają się o siebie przy kolejnym kroku.

– Uprawiałaś seks?

– Tak.

– Dawno?

– Rok temu. Nad morzem. Policjant.

– Mundur?

Skinienie.

– Pewny siebie?

– Na początku.

– A potem?

– Zmiękł.

Chwila ciszy.

– Zniknął. Pisał. Dzwonił.

– I co?

– Bez napięcia.

– Ja nie znikam.

– W końcu ktoś, kto nie pęka – przyznaje Nikola. – Kończą się wakacje. Chcę czegoś innego niż zwykle.

Robi pół kroku bliżej i dodaje:

– Jak mam coś robić… to tak, żeby mnie to rozwaliło. Tuż przed tym, jak coś może się spierdolić.

Cisza.

– Masz, Nikola, długą przerwę.

– W praktyce. Wyobraźnia nie ma wolnego.

Po kilku minutach marszu alejka zwęża się wśród drzew. Między gałęziami pojawia się opuszczony budynek. Popękany beton, odchodząca płatami farba i ciemne otwory po oknach sprawiają, że wygląda, jakby od dawna nikt tu nie zaglądał. Nikola zatrzymuje na nim `wzrok, po czym rusza w stronę wejścia. Przy progu zwalnia. „Ktoś mógłby tu wejść i wszystko zobaczyć”. Przekracza go.

Awrah jeszcze stoi. Dopiero po chwili wchodzi za nią. W środku czuć wilgoć i spray, a echo ich kroków odbija się od ścian.

Idą dalej.

Nikola zatrzymuje się przy ścianie.

– Tu zaczynałam. Najpierw była ściana. Potem zaczęło się w głowie. I zostało.

Przed nimi dwa tagi. Ten sam napis. Inne pismo.

– Zrobione lewą ręką. Ćwiczę.

Przesuwa palcem po literach. Zatrzymuje dłoń.

– Może gorsza. Ale bardziej żywa.

– To dlatego wybrałaś to miejsce.

– Mhm.

Cień przesuwa się po jej twarzy. Patrzy na litery. Nie na niego.

– Wiesz, po co mnie tu przyprowadziłaś.

Nikola milczy. Przez chwilę słychać tylko ich oddechy.

– Tak – mówi w końcu.

Jego dłoń zatrzymuje się przy jej biodrze, ale jeszcze jej nie dotyka.

Nikola nie cofa się. Przeciwnie – robi pół kroku w jego stronę. Najpierw znika między nimi dystans. Potem przysuwa się do niego plecami. Pośladki ocierają się o jego krocze. Ubrania przesuwają się po sobie. Krótko. Prawie bezszelestnie. Dopiero wtedy wyczuwa jego twardniejące ciało.

Jej oddech zamiera.

Jego palce pewnie zaciskają się na jej biodrze. Czuje ten nacisk aż pod skórą. Przez ciało przechodzi nagła fala podniecenia. Wciąga powietrze szybciej niż przed chwilą. Wypuszcza je powoli. Przy kolejnym oddechu ramiona unoszą się nieco wyżej.

Nad nimi pęknięty sufit. Z betonu wystają pręty.

– Nadal? – Jego głos brzmi nisko.

Nikola nie odsuwa się.

Czuje, jak dłoń powoli zsuwa się z biodra. Nagle uświadamia sobie, jak blisko jest krawędź koszulki.

– Zdejmij.

Odwraca głowę. Nic nie mówi. Spogląda w bok, jakby potrzebowała sekundy, żeby zdecydować, czy wykonać jego polecenie.

Jeszcze przed chwilą to była tylko koszulka. Teraz czuje jej materiał na skórze jak cienką zasłonę. Za nią jest wszystko, czego przez długi czas nikomu nie pozwalała zobaczyć.

Spogląda na własne dłonie.

Wystarczy je unieść. Chwycić za krawędź. Taki prosty ruch. A jednak znaczy więcej niż wszystko, na co pozwoliła sobie między nimi do tej pory.

W końcu chwyta za brzeg koszulki, ale nie podciąga jej od razu.

Potem unosi ręce.

Materiał powoli przesuwa się po jej ramionach i zsuwa z ciała. Koszulka spada na beton.

Stoi z nagim biustem.

On robi krok w bok. Dopiero teraz Nikola widzi jego twarz. Jasne oczy pozostają spokojne. Zbyt pewne.

– Na kolana.

Nikola spuszcza wzrok.

Nagle czuje pod stopami beton: szorstki, pełen drobnych odprysków. Nie rusza się.

„Jeszcze mogę to zatrzymać”.

Nie robi tego.

Schodzi powoli. Ostre drobiny betonu uwierają w skórę kolan.

– Proszę.

On milczy.

Napięcie ściska ją coraz mocniej.

– Nie wszystko od razu.

Nie spuszcza z niej wzroku.

– Zwłaszcza to, co naprawdę cię psuje.

Słowa, które wcześniej wypowiadała tylko w myślach, teraz może powiedzieć na głos.

Uśmiech przemyka przez jej usta.

– Zerżnij mnie.

Awrah nachyla się nad nią.

– Albo nie wytrzymasz pierwszy.

Spokój znika z jego spojrzenia. Dłoń zaciska się nagle na jej szyi, a potem schodzi niżej. Czuje ciepło jego dłoni na biuście, a palce wykonują powolny, kolisty ruch. Nacisk narasta.

– Powtórz to.

Jego dłoń wraca na szyję i tym razem pozostaje tam dłużej.

– Zerżnij mnie jak zwykłą dziwkę!

Głos brzmi niżej, niż chciała.

– Chcę poczuć, że rucha mnie prawdziwy facet.

Druga dłoń chwyta ją za włosy. Nagłe szarpnięcie wyrywa z niej krótki syk. Głowa odchyla się, odsłaniając szyję. Chłód powietrza uderza w skórę.

– Wstań.

Wstaje od razu.

Prowadzi ją, wciąż trzymając dłoń we włosach. Nogi ma miękkie, ale mimo to idzie dalej. Pod stopami teren jest nierówny. Gruz osuwa się pod nimi. Chwieje się.

Ściana zatrzymuje ją. Ramiona uderzają o chłodny mur i wyrywa jej się cichy jęk. Dłoń schodzi z włosów na kark, a druga obejmuje jej plecy, przytrzymując ją przy ścianie.

Nikola jeszcze patrzy na niego. Potem przymyka oczy.

Dłonie przesuwają się niżej i zatrzymują na jej biodrach. Ciało reaguje pierwsze. Usta rozchylają się bezwiednie, a on napiera na nią całym sobą, mocniej dociskając ją do ściany.

– Tego chciałaś?

Jej palce przesuwają się po graffiti. Chropowata farba pod skórą.

– Mocniej.

Ruch staje się pewniejszy, mocniejszy.

– Jeszcze!

Awrah jednym szarpnięciem zsuwa jej spodnie, po czym odsuwa wilgotny materiał bielizny o kilka centymetrów. Wchodzi w nią powoli. Pierwszy dotyk przechodzi przez nią całą, wywołując falę drżenia. Nikola myśli już tylko o jednym:

„O Boże… to się naprawdę dzieje”.

Jeszcze jeden ruch. Głębiej. Za głęboko.

Oddech urywa się.

– O kurwa.

Biodra gwałtownie się cofają. Tylko tyle. Ostry skurcz przeszywa ją. Zaciska powieki, a ciało zastyga. Po chwili powoli się rozluźnia. Bierze głębszy wdech. Otwiera oczy i znów się do niego zbliża. Jest w niej.

Chłodne powietrze pustostanu miesza się z ciepłem ciał, a zapach wilgotnego betonu i starej farby przenika każdy oddech.

– Pieprz mnie.

Głos brzmi niżej. Cięższy.

Rytm znów przyspiesza.

Czuje go w sobie: równy, mocny, sięgający głęboko. Za bardzo.

Palce Nikoli zaciskają się na ścianie.

– Ale mnie rypiesz… – wydusza.

Jest blisko. To właśnie ten moment. Po to tu przyszła, żeby wreszcie przestać wszystko kontrolować i pierwszy raz poddać się mężczyźnie. Teraz on zdecyduje, kiedy będzie miała dość.

Wysoko nad nimi kropla wody spada na beton. Dźwięk odbija się od ścian i powoli cichnie.

– Nie przestawaj.

„Większy niż mój pierwszy kochanek”.

– Jesz… cze…

Głos łamie się.

Nie jak wtedy nad morzem. Tam potrafiła poddać się jego dotykowi, ale nie jemu. Awrah jest inny. Jemu ufa. Pali się.

Przez moment gubi rytm. On nie.

– Lubię, gdy taka jesteś.

Przez brzuch przechodzi drżenie. Za wcześnie.

Zaciska uda mocniej.

– Głośna jesteś.

– Boję się, że ktoś…

Oddech urywa zdanie. Po chwili kończy:

– usłyszy…

– To usłyszy, jak jęczysz w ruchaniu.

– Ooo, ja pierdolę…

Na moment wszystko traci ostrość. Ciało przejmuje kontrolę. Jej plecy wyginają się w łuk.

Głos podnosi się:

– Kur… waaa… tak…!

Jeszcze jedno pchnięcie.

Rytm urywa się nagle.

Jego ręce ją puszczają. Oboje opadają na beton. Leżą nieruchomo.

Ona patrzy na niego bez słowa, jakby chciała zapamiętać tę ciszę jak wszystko, co wydarzyło się przed chwilą. Oddech powoli się uspokaja, ale drżenie w mięśniach nie znika od razu.

– Mm… – mruczy krótko.

Ręka sunie po jego ramieniu. Zatrzymuje się. Jakby sprawdzała, czy to nadal tu jest. Albo czy on.

Patrzy na niego dłużej.

„Poszłam za daleko”.

I zaraz potem: „właśnie o to chodziło”.

Nie uśmiecha się. Nie musi. I właśnie to daje jej spokój.

– Te ostatnie dni wakacji… – mówi ciszej, jakby do siebie. – Chcę, żebyś przed szkołą jeszcze raz mnie dobrze wyjebał.

On kiwa głową.

Ona patrzy w sufit.

Linie pęknięć rozchodzą się nad nią.

– Wiem – odpowiada jej cicho.

Przez moment Nikola ma ochotę coś jeszcze powiedzieć. Cokolwiek. Zepsuć to. Albo sprawdzić, czy on się zatrzyma.

Nie robi tego.

Wszystko wraca do normy. Prawie.

Zamyka oczy, a w ciele dalej zostaje napięcie. To napięcie jest inne i nie do końca przyjemne, ale należy do niej.

 

 

Słowniczek slangu i terminów graffiti

tag – stylizowany podpis w graffiti, zazwyczaj pseudonim, ksywa lub inicjały albo nazwa ekipy.

wildstyle – złożony styl graffiti oparty na mocno splecionych i często trudnych do odczytania literach. Charakteryzuje się dużą ilością strzałek, ozdobników, łączeń oraz przecinających się linii, które tworzą skomplikowaną, dynamiczną kompozycję.

3D – technika nadawania literom efektu przestrzenności.

spot – miejsce, w którym wykonywane jest graffiti.

suicide spot – szczególnie ryzykowne miejsce do malowania, z wysokim prawdopodobieństwem bycia złapanym.

hard to reach – fizycznie trudno dostępne miejsce, np. dach, wiadukt, wysoka elewacja itd.

misja – zaplanowane wyjście w celu wykonania graffiti.

„gramy na wagonach” – malujemy wagony kolejowe.

pisać – robić swoje napisy (tagi).

Belton – marka/linia farb w sprayu związana z graffiti.

freestyle – improwizowane działanie lub tworzenie.

przypał – wpadka, kłopot, ryzyko przyłapania.

psy – policja.

wbijam – przychodzę, dołączam.

sklejać się – napinać się, przesadnie reagować.

jarać się – mocno się czymś ekscytować lub czymś zachwycać.

dymiara – dziewczyna przyciągająca uwagę.

sztunia – określenie atrakcyjnej fizycznie dziewczyny.

flow – charakterystyczny rytm i sposób wykonywania lub podawania czegoś, szczególnie w rapie.

złoto – określenie dziewczyny postrzeganej jako wartościowa i atrakcyjna fizycznie.

 

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tags:
Blog Comments
Odpowiedz

Absurdalna Namietnosc

Tekst jest opowiadaniem o charakterze erotyki psychologicznej, utrzymanym w sensorycznej, immersyjnej narracji. Styl nie jest klasycznie narracyjny – opiera się raczej na filmowych cięciach, krótkich frazach i dynamicznym przechodzeniu między obrazami.

O ile rozumiem przymiotnik „sensoryczny” i rzeczownik „immersja”, to nie rozumiem narracji „sensorycznej i immersyjnej”. Mógłbyś jakoś inaczej opisać, co miałeś na myśli?
Każda narracja ma oddziaływać na wyobraźnię, ale czy przez to jest „sensoryczna”?

Odpowiedz

Absurdalna Namietnosc

Witam.

Jak zauważyłeś, „narracja sensoryczna” jest terminem interpretacyjnym, a nie oczywistą cechą każdej narracji. Dlatego warto, żebym wyjaśnił, co konkretnie miałem na myśli.

Czy w moim tekście „sensoryczna” oznacza tylko „oddziałująca na wyobraźnię”? Nie. I tutaj warto rozdzielić dwie rzeczy.

1. Oddziaływanie na wyobraźnię

To bardzo szeroka właściwość literatury i, jak słusznie zauważyłeś, praktycznie każda narracja może oddziaływać na wyobraźnię. Nie to miałem więc na myśli.

2. Sensoryczność

Tutaj, Tompie, warto zwrócić uwagę na coś bardziej konkretnego: sposób przedstawiania doświadczenia poprzez zmysły i ciało. W moim tekście bohaterka nie tylko „widzi” świat. Narracja bardzo często pokazuje go poprzez to, co Nikola słyszy, czuje, wącha, dotyka oraz jak reaguje na bodźce fizyczne. Jest tego w tekście sporo. Co więcej, te doświadczenia są przedstawiane przede wszystkim poprzez obrazowanie, a nie przez bezpośrednie objaśnianie ich znaczenia.

Podkreślę jeszcze jedną rzecz. W moim tekście, jak pewnie dostrzegłeś, łączę percepcję zmysłową z psychologią – zresztą jest to cecha każdego z moich dotychczasowych tekstów. W efekcie czytelnik nie tylko może sobie wyobrazić, jak wygląda dane miejsce, ale poznaje sytuację poprzez fizyczne i zmysłowe doświadczenia bohaterki.

Widać to bardzo wyraźnie. Nie dostajemy po prostu informacji:

„Nikola jest zdenerwowana po ucieczce.”

Zamiast tego dostajemy fizyczny zapis jej stanu psychicznego:

– zimna blacha,
– oddech,
– pot,
– drżenie rąk,
– pamięć bólu żwiru.

Czytelnik rekonstruuje jej emocje poprzez ciało. To samo dzieje się później podczas tańca, a jeszcze wyraźniej w scenie spotkania w parku. Narracja konsekwentnie przesuwa uwagę z abstrakcyjnego opisu emocji na ich fizyczne i zmysłowe odczuwanie.

Przez „immersyjną” rozumiem natomiast bliskie prowadzenie narracji przy perspektywie i doświadczeniu bohaterki, mające ograniczyć dystans czytelnika wobec przedstawianych wydarzeń. W tym sensie oba określenia są ze sobą powiązane: sensoryczność jest jednym ze środków, za pomocą których próbuję osiągnąć efekt immersji.

Po Twoim wyjaśnieniu „immersyjność” i „sensoryczność” wydają się określeniami niepotrzebnymi. Każda DOBRZE PROWADZONA narracja angażuje czytelnika po stronie bohatera. Aktualnego, bo w kolejnym podrozdziale czytelnik może percepować inną postacią. Czytelnik widzi, słyszy i czuje zmysłami, filtruje doznania i otoczenie charakterem aktualnego bohatera. Tak powinno być i w dobrej beletrystyce zawsze tak jest. Bez dookreśleń.

Odpowiedz

Absurdalna Namietnosc

Zgadza się. To była interpretacyjna etykieta, która niekoniecznie daje odbiorcy dużo informacji.

Witaj Autorze!
Widzę ciągły postęp.
Mimo wciąż rwanej narracji jest w tym stacatto więcej sensu niż we wcześniejszych realizacjach. I czyta się lepiej.
Doceniam klimatyczne przenośnie (typu „powietrze ciężkie od betonu”).
Z drobnych błędów (za które odpowiada redaktor, właściwie za większość nawet korektor) to:
– braki kropek między wypowiedzią a komentarzem (gdy zasady wymagają);
– dwie następujące po sobie w różnych akapitach wypowiedzi tej samej osoby, a w efekcie zaburzenia w identyfikacji bohaterów dialogu (ta wada występuje u Ciebie nagminnie i koniecznie należy nad nią popracować);
– dezorientujący myślnik wewnątrz wypowiedzi: z tym trzeba być ostrożnym (podobnie jak z zaimkiem „się” na końcu zdania);
– pisownia wyrazów-kalek anglojęzycznych dużą literą (np. *Wild – nie jest to nazwa własna, podobnie jak nie są nimi retro czy vintage – czy *Hard to Reach);
– Zdarzają się wciąż nieuzasadnione podziały na dwa akapity czegoś, co logicznie stanowi jeden (jak ten zaczynający się od: „Puls powoli opada…”), który powinien się kończyć zdaniem przeniesionym do kolejnego akapitu (o telefonie). Przez to całe zestawienie porównawcze nie działa. Chyba że miało być „Telefon cięży w kieszeni”, co stworzyłoby analogię przenośną.
Autor nierzadko stosuje nieuzasadnioną konstrukcję zdań sprzeczną z akcentem logicznym i potoczną polszczyzną (np. „Dźwięk odbija się długo.”). Większość opisów przybiera właśnie taką postać z postpozycją okolicznika (kolejny to: „Miasto przesuwa się za szybą”), co jest nienaturalne, a przez powszechność – denerwujące.
Zdarzają się brzydkie powtórzenia (np. …z części ścian. Na ścianach…).
Ogólne wrażenie jest… frapujące. Piszesz o „filmowych cięciach”. Prawdopodobnie chodziło Ci o przebitki. Nie znam filmu składającego się z samych przebitek. Mimo że rozumiem ten literacki eksperyment, to dla mnie (o czym już pisałem) jest go „za dużo”. Jest jak obiad z samych przypraw.

Kolejny rozdział sagi o nauczycielu o lepkich rękach, których po prostu nie potrafi trzymać przy sobie.

Wciąż bawi jego pretensjonalne, zmyślone imię: Awrah. Czyżby Henryk albo Zbigniew były za mało immersyjne?

Pierwsza część o robieniu grafitti najlepsza. Dynamiczna akcja, poczucie zagrożenia. Fajnie się to czyta. Gdy pojawia się Awrah, zaczyna się lekka żenua: jego pozerski sposób mówienia, fakt, że robi z siebie nie wiadomo kogo, a jest nauczycielem bolcującym swoje uczennice. Kolesiem wyprawiającym się na łowy na najprostszą zwierzynę. Stojącym tylko rok, półtora roku od zarzutów z Kodeksu Karnego.

Finał najgorszy: prostackie „ruchanie” na betonie. Nawet wypowiedzi bohaterów staczają się do poziomu infantylnych wulgaryzmów.

Przyznam, że niezbyt odpowiada mi poetyka tego „filmu”.

Odpowiedz

Absurdalna Namietnosc

Witaj.

Niewątpliwie przy powierzchownym spojrzeniu na fabułę można zobaczyć w bohaterze mężczyznę, który chętnie korzysta z okazji do romansu i przygodnego seksu. Zasadnicze pytanie brzmi jednak: co nim kieruje? Co właściwie widzi w tych kobietach? Czy tylko ich urodę i potencjalną fizyczność relacji?

Cykl opowiadań sugeruje, że nie. Za jego zachowaniem stoi głębsza motywacja, ale tego wątku nie będę tutaj rozwijał. Wolę, żeby wynikał z tekstów.

Nie zgodziłbym się natomiast z określeniem bohatera jako „kolesia wyprawiającego się na łowy na najprostszą zwierzynę”. To bardzo mocno upraszcza zarówno jego postać, jak i relacje z bohaterkami. Zwróć uwagę, że Shantel i Nikola są inteligentne, świadome swojej atrakcyjności, własnego ciała i seksualności. Każda z nich ma też własny charakter, sposób komunikowania się i budowania relacji. To nie są bohaterki, które łatwo zdominować czy zmanipulować.

Szczególnie Nikola jest postacią bardzo sprawczą. Jest odważna, silnie kontrolująca, ma kontrowersyjne poglądy i nietypowe preferencje seksualne, a przede wszystkim dobrze wie, jaki typ mężczyzny na nią działa i z kim chce realizować swoje fantazje. Tekst wielokrotnie podkreśla jej decyzyjność, podmiotowość i wolność. Dlatego trudno uznać ją za „najprostszą zwierzynę”.

Spodobało mi się natomiast Twoje określenie finału jako „prostackiego ruchania na betonie” i zarzut, że wypowiedzi bohaterów „staczają się do poziomu infantylnych wulgaryzmów”. Nie dlatego, że się z nim zgadzam, ale dlatego, że dobrze pokazuje ono różnicę między indywidualnym odbiorem sceny a intencją autora.

Nikola nie jest przecież dziewczyną spotykającą się z miłymi i kulturalnymi kolegami w sterylnym, bezpiecznym świecie. To nastolatka z blokowiska, która nocami włóczy się z grupą znajomych, podejmuje działania niezgodne z prawem i szuka ryzyka oraz silnych emocji. Jest również świadoma własnej seksualności i konkretnego rodzaju doświadczeń, których chce. W finale świadomie idzie za tym impulsem.

Dlatego wulgarność języka nie jest w tej scenie przypadkowym dodatkiem ani próbą epatowania czytelnika. Ma być elementem charakterystyki bohaterki i sytuacji. Język, którym posługuje się Nikola, odpowiada jej emocjonalności, jej sposobowi komunikowania się oraz charakterowi samego doświadczenia. Czytelnik jest zresztą od początku stopniowo przygotowywany na możliwość takiego finału.

Szkoda tylko, że w tej scenie nie dostrzegłeś innych warstw: motywu kontroli i jej oddawania, napięcia między dominacją a wolnością, sprawczości Nikoli, a także spostrzegawczości Awraha i jego umiejętności odczytywania jej zachowania oraz emocjonalnego prowadzenia tej relacji.

Właśnie dlatego nie sprowadzałbym tej historii ani do „mężczyzny o lepkich rękach”, ani do samego seksu na betonie. To są elementy fabuły, ale nie wyczerpują jej sensu.

Jeśli znasz ambitny tekst erotyczny o romansie nauczyciela lub nauczycielki z uczniem albo uczennicą, w którym relacja jest pokazana przede wszystkim przez psychologię, władzę, kontrolę, emocje i wzajemne oddziaływanie bohaterów, a nie sprowadza się do pożądania i „burzy hormonów” albo wykorzystywania stosunku zależności, chętnie go przeczytam. Z tego, co sam obserwuję, w tego typu historiach chęć „zaliczenia” bardzo często staje się głównym, a czasem właściwie jedynym motorem relacji. Ja próbuję pójść w inną stronę.

Odnoszę się do tego fragmentu:

„Niewątpliwie przy powierzchownym spojrzeniu na fabułę można zobaczyć w bohaterze mężczyznę, który chętnie korzysta z okazji do romansu i przygodnego seksu. Zasadnicze pytanie brzmi jednak: co nim kieruje? Co właściwie widzi w tych kobietach? Czy tylko ich urodę i potencjalną fizyczność relacji?”

Żadne zasadnicze pytanie 🙂 o ludziach decydują przede wszystkim ich czyny, a nie co tam im się roi w głowach. Awrah lubi obracać naiwne dziewczątka, które dopiero co przekroczyły próg karalności, mało istotne jest, jakie usprawiedliwienie dla siebie znajduje. Jestem pewien, że Humbert Humbert znalazłby lepsze, bardziej elokwentne i intelektualnie satysfakcjonujące, a jednak większość czytelników Nabokowa uznaje go po prostu za przemądrzałego pdfa.

Chyba za bardzo polubiłeś swojego bohatera, by spojrzeć na niego z pewną dozą obiektywizmu.

Odpowiedz

Absurdalna Namietnosc

To zabawne, że sugerujesz mi emocjonalne przywiązanie do wykreowanej postaci, a tym samym brak obiektywizmu, w sytuacji, gdy podchodzę do analizy własnego tekstu metodologicznie i przedstawiam argumenty, które oponent może racjonalnie zweryfikować, podważyć lub zaakceptować.

Mam wrażenie, że mieszasz tutaj dwie różne rzeczy: ocenę postaci literackiej przez pryzmat własnych, prywatnych poglądów i wartości oraz próbę jej możliwie wszechstronnego zrozumienia. To pierwsze podejście jest niestety redukcjonistyczne, a właśnie redukcjonizm jest tutaj kluczowym problemem. Jeżeli podkreślasz, że oceniasz bohatera literackiego wyłącznie poprzez jego czyny, to wbrew temu, co twierdzisz, wcale nie poznajesz go w pełni.

Zwróć uwagę, że autor literacki ma jedną ogromną przewagę nad rzeczywistością: może pokazać nam rzeczy, do których w przypadku prawdziwego człowieka nigdy nie mielibyśmy dostępu. Podałeś przykład książki Nabokova. Zastanów się więc: gdyby jego bohaterowie rzeczywiście żyli i funkcjonowali w Twoim otoczeniu — na przykład w środowisku pracy czy wśród znajomych — to czy dzięki samym kontaktom z nimi byłbyś w stanie dowiedzieć się o nich tyle, ile możesz dowiedzieć się z książki? Zapewne w niewielkim stopniu albo wręcz wcale.

W prozie możemy wejść bohaterowi „do głowy”, poznać jego pragnienia, lęki, wspomnienia i motywacje, a czasem nawet myśli, których nigdy nie ujawni innym postaciom. Ty natomiast twierdzisz, że te informacje Cię nie interesują, ponieważ liczą się dla Ciebie przede wszystkim czyny. Okej — możesz oczywiście interpretować bohaterów w tak redukcjonistyczny sposób. Nie miej jednak później pretensji do innych ludzi, jeśli mają głębsze i szersze spojrzenie na daną postać niż Ty. I nie zarzucaj im wtedy braku obiektywizmu, ponieważ brak obiektywizmu może równie dobrze wynikać z podejścia, które sam reprezentujesz.

Kiedy czytam tekst literacki, zwracam uwagę na szereg powiązanych ze sobą elementów, które autor wykorzystuje, aby przekazać czytelnikowi coś o swoich postaciach.
Zadaję sobie między innymi następujące pytania:

Co bohater mówi? Na przykład o sobie, o innych ludziach i o tym, jak uzasadnia własne decyzje.

Co bohater myśli i czuje? Przy czym trzeba pamiętać, że nie każda myśl bohatera musi być ostateczną prawdą o nim ani o świecie przedstawionym.

Czego bohater właściwie chce?

Dlaczego podejmuje określone działania?
Co faktycznie robi?

Jak zachowuje się w sytuacji zmiany, konfliktu i próby?

Jak zmienia się pod wpływem wydarzeń?

Jak odnosi się do innych ludzi?

Jak przedstawia go narrator?

Co o bohaterze mówią inne postacie?

W jakim środowisku funkcjonuje i jaki wpływ ma ono na jego zachowanie?

Dopiero zestawienie tych wszystkich elementów pozwala mi odpowiedzieć na pytanie, kim właściwie jest dany bohater i co autor poprzez jego kreację chciał mi przekazać.

Dopiero wtedy mam rzetelne podstawy do jego oceny.

Dlatego, w przeciwieństwie do Ciebie, zdecydowanie nie polecałbym czytelnikom patrzeć na bohatera literackiego wyłącznie przez pryzmat jego czynów. Czyny są oczywiście niezwykle ważne, ale dopiero zestawienie ich z innymi warstwami postaci pozwala naprawdę ją zrozumieć.

Można oceniać człowieka wyłącznie po tym, co robi. W przypadku bohatera literackiego mamy jednak możliwość poznania również tego, czego prawdziwy człowiek zazwyczaj przed nami nie odsłania: jego myśli, lęków, pragnień, wspomnień, motywacji, wewnętrznych sprzeczności czy sposobu postrzegania samego siebie. Pominięcie tych elementów nie czyni analizy bardziej obiektywną. Czyni ją po prostu uboższą.

BARDZO DOBRE wyjaśnienie różnic między literaturą a rzeczywistością w aspekcie oceny postaci. Niestety na NE dominuje podejście bezrefleksyjne i automatyczne. Zauważam że zainteresowaniem cieszy się opis seksu, a nie opis mózgu. Wg takich poglądów Zbrodnia i kara to literatura gorsza od broszurek o kapitanie Żbiku, bo od początku wszystko wiadomo, a zbrodniarz nie jest godzien uwagi, tylko potępienia.
PS Dawno zauważyłem, że na NE 90% komentatorów ocenia nie utwór, tylko bohatera, więc w sumie nie powinieneś się dziwić.

W moim pierwszym komentarzu wyraziłem ocenę i bohatera i opowiadania.

Są opowiadania, w którym bohatera-kutasa się akceptuje, bo albo autor czyni go sympatycznym łotrem, albo całość jest tak świetnie napisana, że puszcza się grzechy bohatera w niepamięć.

Ale to nie jest takie opowiadanie. AN uparcie twierdzi, że w jego bohaterze i utworze jest jakaś wielka głębia, jakiej nie dostrzegam. Ja natomiast uważam, że ta rzekoma głębia to w znacznej mierze pozerstwo. Silenie się na to, by brzmiało to mądrze, ale w środku zieje pustka.

Ani Awrah (sorry, ale nie potrafię pisać jego imienia z powagą 🙂 ) nie jest taki znowu skomplikowany, ani opowiadanie nie kryje w sobie jakichś niesamowicie przenikliwych treści. Czy też analiz ludzkiej psyche. Opis mózgu Awraha jest po prostu mało ciekawy, dlatego niezbyt interesuje. A scena seksu, jak wspomniałem, przaśna i niepotrzebnie wulgarna.

Odpowiedz

Absurdalna Namietnosc

Thorin,

jeżeli chodzi o scenę seksu, to masz rację, że jest ona pozbawiona subtelności. Momentami opiera się na dosadnym, często wulgarnym słownictwie, jest nieokrzesana i zawiera bezpośredni opis stosunku. Taki właśnie miał być jednak jej rejestr.

Jak już wspomniałem, taki język pasował mi do konstrukcji tekstu i profilu bohaterów oraz stanowił element ich charakterystyki. Był również spójny z tym, co chciałem przekazać o seksualności bohaterki, jej potrzebie kontroli oraz dynamice relacji z Awrahem. To były dla mnie priorytety.

Dlatego Twoja ocena estetyczna jest dla mnie ważnym głosem. Pokazuje, że ten rejestr wywołuje u Ciebie określoną reakcję estetyczną. Natomiast pozostaje pytanie, czy sam zabieg działa w warstwie, którą zamierzałem osiągnąć.

Ty uznałeś, że nie dostrzegasz w tej scenie psychologicznego motywu ani jego złożoności, a widzisz po prostu „przaśne ruchanie”. W konsekwencji cały tekst można, w Twoim odczytaniu, sprowadzić do pustego schematu:

mężczyzna poznaje atrakcyjną dziewczynę – flirt – napięcie seksualne – seks – koniec.

W porządku. Zostawiam Cię z takim przekonaniem.

Nie będę odnosił się do innych kwestii poruszonych przez Ciebie w komentarzu. Zrobię to po prostu poprzez moje przyszłe publikacje, bo szkoda naszego czasu na ewentualne polemiki tutaj.

No i masz potwierdzenie, AN. Bohater NE ma zostać polubiany, albo jego grzechy uznane (subiektywnie) za nieistotne. Tertium non datur. Dla Raskolnikowa na NE miejsca nie ma. Piewcy takiego poglądu zrobiliby wyjątek dla noblisty w dziedzinie literatury, ale na to na NE trudno mieć nadzieję.

Odpowiedz

Absurdalna Namietnosc

Tompie, czy cenisz sobie Dostojewskiego? Jeśli tak, jestem tym zaskoczony, ponieważ jego język jest prosty, potoczny i momentami trochę „niechlujny”. Krytycy oceniają jego styl jako „niedoskonały”, ponieważ pisał pośpiesznie, nierówno i chaotycznie. Miał dużo powtórzeń i innych tego rodzaju niedoskonałości.

Bardziej skłonny byłbym przypuszczać, że cenisz sobie styl i narrację kogoś takiego jak np. Turgieniew, Tołstoj albo Czechow.

Nie lubię pisarzy rosyjskich z epoki caratu, ale w tej dyskusji nie ma to nic do rzeczy. Raskolnikow został podany jako przykład ewidentnie odrażającej i zbrodniczej postaci, która mimo wszystko znalazła swoje miejsce w wielkiej literaturze.

Leave a Comment