Droga dziwki III: Zamiast (Vilexica)  4.8/5 (5)

13 min. czytania

Ilustracja: Gino Boccasile

Nie wiedziała dokładnie ile tak leżała. Długo, krótko? A co to miało za znaczenie? Zwinięta w kłębek, wpatrywała się tępo przed siebie. Bez żadnych myśli. Jakby zawieszona między rzeczywistością a nierealnością, iluzją, innym światem. W takich chwilach ma się wrażenie, że się odpływa. Że wszystko to, co się czuje gdzieś odchodzi. Przestaje się czuć własne ciało, ból, zanika świadomość własnej egzystencji.

Raseya nie zwracała uwagi na spływającą jej po udach spermę, na miękką kapę, która teraz, kiedy jej skóra była wyczulona do granic możliwości, zdawała się szorstka. Na zlepione potem włosy, na ciężkie, pełne pożądania powietrze. Na specyficzną woń unoszącą się wszędzie wokół. Zapach podniecenia, zapach seksu, najpiękniejszy i najszczerszy ze wszystkich zapachów świata.

Leżała, nie poruszała się, nawet oddech miała płytki, jakby on również chciał się wyciszyć i gdzieś zniknąć. Z otępienia ponownie wyrwała ją ta sama dziewczyna, już drugi raz. Tym razem uśmiechała się jakoś tak nieśmiało. Jej miękki dotyk sprawił, że Raseya zadrżała.

– Zaraz zostanie tutaj przyniesiona balia z czystą, ciepłą wodą, myślę, że raczej chciałabyś się wykąpać, siostro.

Szlachcianka spojrzała na nią i poczuła się dziwnie. Przyjemnie? Ciepło gdzieś w środku? A może po prostu nazywanie jej siostrą miało w sobie coś bliskiego.

– Tak, dziękuję ci bardzo… siostro.

– Pomóc ci?

– Ja… nie, dziękuję, poradzę sobie. – Uniosła się lekko na łokciach, usiadła, zacisnęła uda i objęła kolana rękoma. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że przecież jest zupełnie naga. Chociaż wstyd w takim miejscu, po tym wszystkim co do tej pory przeszła, wydawał się śmieszny i zupełnie bezsensowny.

Dziewczyna uśmiechnęła się tylko leciutko, ale nie skomentowała. Raseya zauważyła, że zniknęła gdzieś jej służalczość, strach czający się w źrenicach. Teraz wygląda tylko na ładną, młodą i nawet wesołą blondynkę. Ale Raseya jakoś nie bardzo miała ochotę się nad tym zastanawiać. Poczucie bliskości zniknęło, prysnęło jak bańka mydlana. Teraz ta uśmiechnięta dziewczyna była równie odległa jak wszystko w tym domu. Szlachcianka czuła, że chce zostać sama. Że jeśli za chwilę, teraz, zaraz nie zostanie sama to chyba zwariuje. Blondynka jakby odczytała jej myśli, skinęła jej tylko głową i wyszła bez słowa.

Kilkanaście oddechów później do pokoju Rasei wniesiono balię z gorącą, parującą i przyjemnie pachnącą wodą. Drzwi zamknęły się za sługami. Dziewczyna wstała powoli, nogi się pod nią ugięły, odruchowo wyciągnęła rękę, żeby zamortyzować upadek. Obity łokieć zakłuł ostrym bólem. Ból w kroczu, chociaż dużo mniejszy niż po gwałcie, powrócił. Raseya zacisnęła zęby, usiadła, oparła się plecami o łóżko. „Wstanę. Powoli, podparcie, mały wysiłek… Wstanę, na pewno, muszę wstać.” Lewą ręką podparła się, uniosła na nogi. Zachwiała się, ale utrzymała równowagę. Teraz krok. Jeden, drugi, trzeci. I następny, kolejny. Coraz bliżej balii. I jeszcze jeden, powoli, ostrożnie. Ciepły, rozkoszny dotyk wody, przyjemne mrowienie w nodze zanurzonej po kostkę. Rozluźnienie obejmujące łydki, uda, biodra, brzuch, piersi, ramiona, mmmm… Ułożyła się wygodniej, mokre końcówki włosów unosiły się na tafli tworząc fantazyjne wzory. Woda relaksowała, uspokajała, pomagała zebrać myśli.

Dziwka… Co to znaczy? Czy ona już jest dziwką? Jest tylko kurwą, dupą do rżnięcia? Przecież nie chciała tego, została zmuszona. Ale jednak gdzieś w środku się na to zgadzasz, prawda? Cichy głos. Podświadomie tego pragniesz, nie wzbraniasz się. Nieprawda. Nie chcę być suką na każde zawołanie. Ale to przecież ekskluzywny dom rozpusty, a nie zwykła portowa karczma, gdzie dziwki dają dupy za pół kromki chleba. A co to ma za znaczenie? Tak samo oddaję swoje ciało. Moją dumę, moją godność. Jaką godność? Ty już nie masz godności, nie masz dumy. A szlachectwo? Szlachectwo? To wszystko zniknęło, zamieniło w proch tamtej nocy. Spłonęło, razem z pięknym domem, utonęło we krwi razem z życiem twoich bliskich. Ty już nikogo nie masz. Jesteś tylko dziwką. Chcę przetrwać. Chcesz żyć? Nie wiem, nie wiem. Nie zastanawiam się. Wiem, że teraz chcę przetrwać. Chcę to jakoś przeżyć. Dlaczego? Nie mam pojęcia, tak po prostu… To dopiero początek, wiem o tym. Boję się, tak bardzo się boję. Jestem dziwką. Chociaż tak strasznie tego nie chcę.

Ciepłe łzy płynęły jej po policzkach. Nie szlochała, nie wstrząsał nią płacz, jak to się kiedyś zdarzało, kiedy jeszcze miała wystawne, bogate życie. Czasem płakała z jakiegoś powodu, z bólu spowodowanego upadkiem z konia, z upokorzenia po stracie narzeczonego. Ale to było coś innego. Teraz były tylko te dwie pojedyncze łzy, powoli torujące sobie drogę przez jej twarz.

Raseya otarła oczy mokrym ramieniem, zanurzyła się w wodzie, zamrugała. Powoli myła się mokrą, nasączoną olejkami szmatką. Zmywała z siebie coś, czego zmyć się nie dało. Ale czynność, sama w sobie prosta i banalna, przynosiła ulgę. Ręce dziewczyny zjechały między uda, szmatka otarła się o wargi, palec przez przypadek dotknął łechtaczki. Raseya wzdrygnęła się, odłożyła szmatkę. Najlżejszy dotyk powodował dziwne uczucie w podbrzuszu, dreszcz, nawet przyjemny. Szlachcianka wyszła z wody, wyżęła włosy, otuliła się długim, białym materiałem i podeszła do łóżka. Zdjęła z niego poplamioną narzutę, wyswobodziła się z okrywającej ją tkaniny i wsunęła pod chłodną, miękką kołdrę. Zadrżała, ale po chwili zaczęło jej być ciepło, błogo. Była zmęczona, czuła to. Ciężka głowa, pulsujące leciutko mięśnie. Chciała spać, zasnąć…

***

Tym razem obudziła się sama, nie nagle, ale spokojnie, leniwie, powoli wyłaniając się z krainy snów. Przekręciła się w pościeli, westchnęła, nie do końca jeszcze świadoma rzeczywistości i miejsca, w którym się znajduje. Przez krótką chwilę miała wrażenie, że leży we własnym łóżku, we własnym domu. Że cała ta walka, gwałt, porwanie, śmierć rodziny to tylko zły sen, coś, co się nigdy nie zdarzyło. Koszmar, z którego zazwyczaj budzimy się z krzykiem, ale od razu konstatujemy, że to nieprawda, wzdychamy z ulgą i śmiejemy się z własnych obaw.

Raseya przez moment miała właśnie takie wrażenie. Sekundę ulgi, niewypowiedzianego szczęścia. Aż otworzyła oczy. Zobaczyła duży pokój, balię z chłodną już wodą, czerwoną tunikę leżącą przy łóżku. Nagle cała rzeczywistość, wspomnienia poprzednich dni, świadomość, to wszystko zwaliło jej się na głowę. Przez jakiś czas nie poruszała się, jakby sparaliżowana. A potem wybuchła płaczem. Najpierw głośnym, nieprzerwanym, który szybko przeszedł w cichy, wstrząsający ciałem szloch. Krztusiła się łzami, przy policzku czuła wilgotniejący materiał poduszki. Trzęsła się, nie mogła opanować, szlochała, wciskając twarz w pościel, usiłując poskromić drżące ręce, zatrzymać jakoś ten wybuch. Taki całkowity brak kontroli nad sobą był dla niej czymś tak nowym, że gdy minęła pierwsza fala rozpaczy, Raseya poczuła zaskoczenie. Otarła twarz ręką, ponownie znieruchomiała. Przez ostatnie kilka dni również zdarzało jej się płakać. Z bólu, upokorzenia, strachu. Ale był to cichy płacz, opanowany, w pewien sposób przytłumiony. Wtedy jakoś czuła, że chociaż nad sobą ma jeszcze jakąś władzę. Że potrafi się uspokoić, nie załamać tak do końca, myśleć. Ten wybuch był dla niej szokiem. Położyła się na wznak. Nie szlochała już, nie płakała, czuła jedynie pieczenie w gardle świadczące, że to co się stało nie było jedynie imaginacją. Patrzyła na rzeźbienia ozdabiające łączenia sufitu ze ścianami, wpatrywała się w nie tępo. Gdy już całkowicie uspokoiła nerwy wstała, narzuciła na siebie tunikę i przeczesała palcami włosy. Zastanawiała się, co właściwie ma teraz zrobić. Wyjść z pokoju i poszukać którejś z dziewczyn? Czy może zostać i czekać aż ktoś przyjdzie? Dopiero teraz poczuła, jak bardzo jest głodna.

Wcześniej jakoś tego nie zauważała, zbyt wiele się działo, by przejmowała się czymś tak trywialnym jak jedzenie. Teraz jednak odczuwała nieprzyjemne ssanie w brzuchu, miała wrażenie, że jej żołądek trawi się sam. Przez chwilę biła się z myślami, nie mogąc podjąć decyzji, czy wyjść czy czekać, kiedy drzwi jej komnaty otworzyły się i stanęła w nich znajoma już Rasei jasnowłosa dziewczyna. Szlachcianka uśmiechnęła się. Wydawało jej się, że ta blondynka jest jedyną życzliwą jej osobą w tym domu. Nie, nie znały się, zamieniły ze sobą ledwie kilka zdań, choć to głównie tamta mówiła. Nic o sobie nie wiedziały. Ale Raseya czuła z nią jakąś więź. A może była to po prostu ogromna potrzeba posiadania kogoś bliskiego? Ot tak, żeby poprawić komfort psychiczny, żeby poczuć się choć odrobinę lepiej. Taka ciepła kropla więzi w lodowatym morzu osamotnienia.

Dziewczyna weszła, niosąc w dłoniach tacę z jedzeniem. Ze dwiema kromkami chleba, mlekiem w srebrnym pucharku i owocami. Odwzajemniła uśmiech Rasei, podeszła bliżej.

– Na pewno jesteś głodna. Pan o tym wiedział, proszę. – Postawiła tacę na stoliku.

– Dziękuję…

– Katyo. Mam na imię Katya – jasnowłosa uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Wydawała się rozluźniona, jej dawna niepewność, strach i płochliwość w oczach gdzieś zniknęły.

– Dziękuję więc Katyo – Raseya podeszła do stolika i zaczęła pochłaniać jadło. Starała się przy tym jednak zachowywać wszystkie zasady etykiety, co musiało wyglądać dość zabawne.

– Nie musisz się teraz przejmować kulturą. Tutaj nikt cię nie zobaczy, w pobliżu nie ma żadnego klienta. Najedz się, siostro.

Raseya kiwnęła głową, ale nadal usiłowała pożywiać się choć trochę dystyngowanie, jej samej było z tym lepiej. Katya za to zdążyła przywołać dwóch pachołków i kazać im wymienić wodę na gorącą oraz przynieść nową, czystą kapę. Gdy Raseya skończyła, tamta zaprosiła ją gestem do balii.

– Niedługo odwiedzi cię Pan, musisz wyglądać pięknie, On chce z tobą porozmawiać – gdy to mówiła w jej głosie znowu pojawiała się ta nutka niepokoju, a wymawiając słowo „Pan” czy „On” jej głos stawał się twardszy, napięty. Szlachcianka odstawiła puchar, podeszła do balii. Katya powoli zbliżyła się do niej, na ustach błąkał jej się leciutki uśmieszek. Zaczęła rozwiązywać jej tunikę, potem zsunęła ją powoli do połowy ramion Rasei, ich spojrzenia skrzyżowały się. Materiał opadł nieco niżej, jeszcze niżej, aż w końcu wylądował u stóp szlachcianki odsłaniając całe jej ciało. Dziewczyna usiłowała się zakryć rękami. To nie był wstyd, nie czuła wstydu. Raczej takie wyuczone gesty, system zachowań, które wpajano jej od maleńkości. „Tak powinno być”, „Tak się robi”, „To jest przyzwoite”. I chociaż każde arystokratyczne dziecko było nauczane wielu takich zasad, odpowiednich zachowań i reakcji, to bardzo ograniczało to indywidualność. Nie pozwalało na naturalne odruchy, kazało skrywać uczucia za maską etykiety, kultury. Ale Raseya nie chciała się temu poddać. Właśnie w tej chwili czuła, że nie ma ochoty. Że nie chce się kryć przed tą dziewczyną, przed jej… jej siostrą.

Opuściła ręce luźno wzdłuż ciała, uśmiechnęła się. Katya przyglądała się jej z zainteresowaniem, obejmowała ciepłym spojrzeniem całe jej ciało. Od szczupłych łydek, przez uda, równiutki trójkącik ciemnych włosków okrywających łono, poprzez wąskie biodra i talię, płaski brzuch, średniej wielkości piersi, stojące sutki, smukłą szyję i kształtne ramiona. Zatrzymała błękitne spojrzenie na pełnych ustach dziewczyny, a potem popatrzyła w jej ciemne oczy. Błyszczały, wzrok Rasei był zachęcający, pewny…

Arystokratka podparła się na ramieniu Katyi, weszła do balii. Tamta uklękła obok, zmoczyła w wodzie szmatkę.

– To już chyba trzeci raz, kiedy mnie myjesz, prawda? – odezwała się po chwili Raseya, czując miękki dotyk materiału na ramieniu.

– Drugi, siostro. Ale tamten wcześniejszy właściwie się nie liczy, byłaś nieprzytomna.

– Nie liczy? A po co miałabym być przytomna? – zerknęła na nią z lekkim zdziwieniem w oczach, za którym jednak skrywało się zrozumienie.

Katya wzruszyła ramionami i nic nie odpowiedziała, ale nie przestała się uśmiechać. Materiał przesuwał się po skórze Rasei, wędrował po dekolcie, szyi, przejeżdżał po żebrach dotykał piersi, niby przypadkowo drażnił sutki. Obok niego co jakiś czas przesuwała się mała i szczupła dłoń Katyi, gładząca skórę, strzepująca bąbelki, głaszcząca szyję i uszy. Wszystkie ruchy dziewczyny były spokojne, równomierne i pozornie pozbawione jakiegokolwiek innego celu niż zwykłe mycie. Ale Raseya, wbrew sobie, wbrew temu co „powinno być” czuła, że ogarnia ją podniecenie. Wręcz nie mogła doczekać się następnego dotyku smukłych palców Katyi, kosmyków jej włosów na twarzy, gdy tamta pochylała się nad nią, powolnego, posuwistego ruchu dłoni na barkach, dreszczu spływającego w dół kręgosłupa, gdy dziewczyna zgarniała w kucyk jej włosy i szmatką spłukiwała olejki z karku. Mmm, to uspokajało, tak cudownie odprężało. Chciała jeszcze, więcej, dalej, ale już nie tak delikatnie, nie tak miękko i pozornie nic nieznacząco.

– Wstań, siostro.

Melodyjny głos Katyi wyrwał ją z myśli. Podniosła się powoli, zadrżała. Palce dziewczyny przesunęły się po jej talii, biodrach, szmatka zahaczyła o brzuch. Jasnowłosa dotknęła opuszkami jej ud, mięciutko i znów jakby niewinnie, z leciutkim uśmiechem na przepięknych różowych wargach. Gładziła skórę po wewnętrznej stronie ud, to wędrując powolutku w górę, to zjeżdżając aż do kolan. I znów wyżej, prawie dotykając warg okrywających skarb Rasei, a potem niżej, sadystycznie coraz bardziej w dół, dotykając kostek, myjąc stopy. Szlachcianka czuła, że zaczyna drżeć. Marzyła, by dłonie przesuwały się wyżej, prawie jęczała z rozkoszy, gdy były jak najwyżej i chciała krzyczeć z wściekłości i niedosytu, kiedy oddalały się od tego jedynego, upragnionego miejsca. Katya jednak jakby w ogóle nie zauważała reakcji szlachcianki, powoli umyła jej jeszcze plecy, a potem przesunęła materiałem po pośladkach.

– Jesteś piękna, siostrzyczko – powiedziała cicho, wstając z klęczek.

Raseya nie wiedziała co się z nią dzieje. Przecież nie lubiła dziewczyn, kobiet, nie w taki sposób. Nigdy nie czuła pociągu seksualnego do swojej płci. To nie było tak… Katya… ”Ona po prostu ma coś takiego w sobie… ona… ona już mnie dotykała, ona pierwsza widziała mnie tak zupełnie nago, tak bezbronną… to ona mnie myła, to ona była… ona jest pierwszą bliższą mi osobą tutaj. Jej dłonie, palce… Te usta, tak piękne, tak pociągające… Małe piersi tak cudownie widoczne przez prześwitującą tunikę… Ona też jest piękna. A ja chcę ciepła, chcę bliskości, chcę tego, tak bardzo mi brakuje właśnie tego ciepła… I jeśli to jedyny sposób, bym miała chociaż namiastkę tego uczucia… To co dlaczego nie? I ona jest…”

– Też jesteś piękna.

Nawet nie wiedziała, kiedy to się stało. Nie pamiętała czy to ona pierwsza zarzuciła ręce na szyję Katyi czy to może tamta. Objęte, przytulone, złączone ustami opadły na łoże.

Raseya pospiesznie dotykała ciała blondynki, jej szczupłych ramion, wąskiej talii, przesuwała dłońmi po cieniutkim materiale tuniki, natrafiła na jeden węzeł, rozsupłała go szybko. To samo, na ślepo, zrobiła z drugim, materiał zsunął się szybko, odsłaniając alabastrową skórę Katyi, jej kształtne piersi ze sterczącymi różowymi sutkami, płaski brzuszek i wąziutki pasek jasnych włosków zbiegających się w dole podbrzusza i prowadzących niżej, do upragnionego skarbu jej kochanki. Katya polizała ją po ustach, musnęła wargami jej szyję, ucho, miękkim i ciepłym językiem zwilżyła małżowinę, Raseya wyprężyła się, zamruczała. Blondynka znowu znalazła wargami jej usta, smukłymi palcami gładziła ją po policzku, ocierała się o jej biodro udem. Szlachcianka pogładziła ją po ramieniu, plecach, pod palcami poczuła dziwne zgrubienia, jakby blizny, szramy.

Pospiesznie odsunęła rękę, szerzej otworzyła oczy. Katya uspokoiła ją głaskaniem, uśmiechnęła się, potrząsnęła głową na znak, że to nieważne, że to nic. Teraz liczy się tylko przyjemność, tylko zaspokojenie, tylko ciepło… Tysiące błyszczących platynowo włosów zasłoniło Rasei całą twarz. Katya usiadła na niej okrakiem, wsparła dłonie na jej ramionach, spojrzała jej w oczy przez srebrzystą, słodko pachnącą zasłonę. Patrzyła z lekkim uśmieszkiem na ustach, ale i z delikatnym pytaniem w oczach. Chcesz tego? Naprawdę chcesz, siostrzyczko? Raseya powoli odgarnęła jej włosy za ucho, po czym gwałtownie pocałowała w usta. Coś zbierało jej się pod powiekami, jakieś dziwne ciepło. Nie rozumiała tego, nie chciała. Pragnęła się zatracić, zapomnieć. Katya chętnie oddała pocałunek, jej język był sprawny, umiejętny, palce pewnie pełzły coraz niżej, pogładziły piersi Rasei, zataczały małe kółeczka wokół sutków, sprawiając, że szlachcianka mimowolnie zaczęła poruszać biodrami. Blondynka odpowiedziała własnym ruchem, zsunęła się niżej, gorącymi wargami dotykała jej szyi, obojczyka, sunęła językiem po delikatnej skórze. Raseya miała przymknięte oczy, rękami gładziła tamtą karku, włosach, cała drżąc, wypinając całe ciało w stronę jej niesamowitych ust, nie mogąc doczekać się tego wspaniałego języka, tej miękkości, mmm… Bliżej, proszę, nie przestawaj, ach, mrr… Wreszcie doczekała się, cieplutkie wargi przylgnęły do jej sutka, zaczęły ssać, język poruszał się, drażniąc i podniecając coraz bardziej. Mądre i doświadczone palce objęły jej drugą pierś, ugniatały, masowały sutek.

Raseya wzdychała, wydawała zduszone jęki, zaciskała dłonie na włosach Katyi. Tamta poruszała głową, spokojnie, opanowanie i rytmicznie, jakby chcąc ją uspokoić, zgrać jej reakcje ze swoimi działaniami. Po chwili szlachcianka zauważyła, że to naprawdę działa. Że jej oddech nadal jest głęboki, ale już nie urywany, teraz był uzależniony dokładnie od ruchów języka i palców jej siostry. Katya uniosła głowę, pocałowała ją krótko i mocno w usta, łasząc się do niej polizała jej brzuch, podbrzusze, rękami przejechała po jej piersiach, nabrzmiałych teraz i wrażliwych na nawet najlżejszy dotyk. Delikatnie, acz stanowczo rozchyliła jej nogi, pocałowała pachwinę, wnętrze uda, polizała rowek prowadzący do kwiatu Rasei. Dziewczyna drgnęła, zajęczała, wbiła palce w pościel. Łaknęła tego dotyku, tak bardzo go pragnęła. Jeszcze bliżej, głębiej, mocniej, proszę, bardziej, aaa… Wąskie palce Katyi rozchyliły jej wargi, powoli, w ogóle się nie spiesząc, przedłużając jeszcze bardziej drżące oczekiwanie. Język miękko dotknął łechtaczki, zaczął ją ugniatać. Jeden palec wsunął się do wnętrza szlachcianki, poruszał się tam, penetrując coraz głębiej. Raseya mruczała i jęczała na przemian, chciała bardziej, mocniej, nieprzerwanie… Do pierwszego palca dołączył drugi, teraz oba poruszały się z coraz większym impetem, język nie przestawał działać, blondynka nagle przyssała się do łechtaczki, wyrywając z ust szlachcianki cichy krzyk rozkoszy. Palce wsuwały się i wysuwały, a długi język wędrował teraz wzdłuż jej brzucha, aż do szyi, podbródka i samych warg. Raseya chciwie przyjęła pocałunek, przygryzła lekko wargę tamtej. Katya zaśmiała się perliście, otarła całym ciałem o kochankę. Długimi, niespiesznymi ruchami łasiła się do niej, nie przestając pracować palcami. Raseya była już na skraju. Jeszcze tylko kilka ruchów, to cudowne ciało tuż obok, piersi i sutki na jej piersiach, połączenie, tak blisko, tak podniecająco, ach, tak, taak, mmmm….

– Aaaa…. Mmm…yyhh… – Orgazm rzucił jej ciałem, przetoczył się jak burza przez jej wnętrze, pozostawił drżącą, nie zdającą sobie sprawy gdzie jest, nieświadomą, spełnioną. Zajęczała raz jeszcze, westchnęła. Katya uklękła obok niej, mokrymi od soków palcami powolutku rozchyliła jej wargi, wsunęła do ust swój niesamowity, cudowny język, pocałowała namiętnie.

– Leż, leż siostrzyczko… – Przytuliła ją. Raseya zacisnęła powieki, wtuliła się w jej nagie ciało, znów zadrżała. – Ćśś… już dobrze, leż malutka…

Szlachcianka oddychała coraz spokojniej, wolno wracała do świata, konstatowała gdzie się znajduje, co właśnie się stało. Czuła ciepło ciała obok, czuła dłonie na plecach, tulące ją ramiona, cichy i przyjemny głos, tak uspokajający, tak miły. I czuła się oszukana. Tak bardzo oszukana.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tags:
Blog Comments

Rasei należało się wytchnienie po tych wszystkich koszmarach, które przeszła. Ten rozdział to chwila oddechu przed kolejnymi traumami, które jak nie wątpię, wkrótce nadejdą…

Okazuje się, że nawet w burdelu można odnaleźć szczere uczucie 🙂

Leave a Comment