Ratownik. Ola (jammer106)  4.45/5 (11)

33 min. czytania

Źródło: StockCake

Szpital w Tropojë, Albania, 3 dni po wypadku.

 

Jakub powoli otwierał oczy. Czuł się okropnie, bolała go głowa, a ciało było pozbawione sił. Na twarzy miał założoną maskę tlenową. Z trudem zaczynał zdawać sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje. Mrugnął powiekami, a tuż obok rozległ się sygnał medycznej aparatury. Żył. Leżał całkowicie nagi, przykryty szpitalnym kocem w pojedynczej szpitalnej sali. Z wielkim trudem zaczął poruszać kończynami. Wszystko wydawało się być na swoim miejscu. Przytłumiony lekami, odbierał zewnętrzne bodźce z pewnym opóźnieniem. Wzrok powoli przyzwyczajał się do śnieżnobiałych ścian pokoju. Przytłumiony słuch wychwycił trzaśnięcie drzwi.

Nie miał siły podnieść głowy z poduszki. Omiótł wzrokiem wnętrze pomieszczenia i dostrzegł zbliżającą się kobiecą postać w białym fartuchu, a ta po chwili pochyliła się nad nim i zapytała po angielsku, jak się nazywa. Odpowiedział z trudem. Uśmiechnęła się i pogłaskała go po twarzy.

Zadała jeszcze kilka prostych pytań, a on na wszystkie odpowiedział najlepiej, jak potrafił. Rzuciła okiem na aparaturę medyczną przy łóżku.

– Witamy wśród żywych, wróciłeś z dalekiej podróży – przetłumaczył na polski jej angielskie stwierdzenie.

Po chwili do kobiety dołączyli inni. Wszyscy uśmiechali się dobrodusznie, najwyraźniej ciesząc się, że żyje.

Jeden z mężczyzn podniósł jego głowę, chwytając za kark. Podano mu szklankę wody ze słomką. Pił łapczywie. Czuł, że przewód pokarmowy jest jakiś jałowy. Jedna z pielęgniarek pobrała mu krew z żyły na ręce, druga zaś, nie zważając na obecność pozostałych, założyła cewnik. Nie miał siły, by się przeciwstawić. Patrzył na to wszystko, jakby był z boku. Zdobył się w końcu na zadanie pytania.

– My girlfriend, what about her? – wyszeptał łamaną angielszczyzną.

– Everything is fine, we’ll call her right away –usłyszał zbawienną informację.

Żyli oboje. To było najważniejsze. Na dodatek ona musiała być w dobrym stanie, skoro mieli do niej zadzwonić.

Opadł głową na poduszkę, dostrzegając zbliżającą się pielęgniarkę ze strzykawką. Poczuł delikatne ukłucie w okolicach ramienia, a potem ktoś pogłaskał go po twarzy. Nie wiedział, kiedy zapadł w sen.

 

+++++

 

Aleksandra ubierała się w pośpiechu. Dyżurny lekarz ze szpitala, w którym przebywał Jakub, zadzwonił, że ten się wybudził. Od wczoraj mieszkała w wynajętej przez albańskie MSW kwaterze. Albańczycy byli bardzo wdzięczni za pomoc i oddali do jej dyspozycji przytulny domek na peryferiach miasta. Zapewniono jej nie tylko lokum, ale i wyżywienie w pobliskiej restauracji serwującej dania miejscowej kuchni, miała nawet bezpośredni numer do opłaconego z góry taksówkarza.

Uratowali ich. Ratownicy dotarli w chwili, gdy praktycznie wyczerpał się tlen w aparacie ratunkowym. Jakub był już nieprzytomny, nie pozwolił na to, by dała mu maskę, zanim stracił świadomość. Ona też nie pamiętała zbyt wiele. Jak przez mgłę widziała twarz Olgierda i dwójki ratowników, a w głowie kołatało jej się ich stwierdzenie:

– Kuba ma jedenaście, ona czternaście, dawajcie tlen, szybko.

Gdy ładowali ją na nosze, straciła przytomność. Pamiętała, że wcześniej Jakub trzymał ją w uścisku bardzo mocno. Nie była w stanie nic powiedzieć.

Zastanawiała się, w co się ubrać. Polska Ambasada w Tiranie przekazała jej pewną kwotę pieniędzy. Dodatkowo przedstawiciel lokalnej straży pożarnej poprosił o jej numer konta i dzisiaj wpłynęła tam spora sumka.

Gdy tylko wyszła ze szpitala, udała się w strażackim uniformie do sklepu. Miała tylko to, w czym ją przywieźli. Musiała kupić wszystko, od bielizny po ciepłą kurtkę. Reszta ekipy wróciła do Polski. Z nimi pozostał tylko tłumacz, zakwaterowany w oddzielnej mieszkaniu.

– A co tam, należy się – stwierdziła i nie oszczędzała na zakupach.

Chciała dla niego wyglądać ładnie, bo nie dopuszczała myśli, że on nie przeżyje. Pragnęła wystroić się dla Jakuba. Odrzuciła spodnie, miała być kobieca, żadne portki. Naciągała na siebie grube czarne rajstopy o fakturze 80 den i zimową sukienkę długości midi. Do tego botki, czapka oraz pikowana zimowa kurtka plus rękawiczki. Zadzwoniła po taksówkarza i tak ubrana wyszła przed kwaterę.

Śnieg prószył, pokrywając płatkami budynki. Gdzieś daleko majaczyło pasmo gór Prokletje. To tam o mało co nie byłaby ich wspólna mogiła. Te góry miały coś w sobie, mówiono o nich – surowe, dziewicze i dzikie. Takie jak ich uczucie, które się tam narodziło.

Podjechał poczciwy mercedes albańskiego taksówkarza. Wsiadła i rzuciwszy po angielsku by jechał do szpitala, zajęła miejsce na tylnym siedzeniu. Po kilkunastu minutach znalazła się na miejscu. Poznali ją, wszak wcześniej była ich pacjentką. Bez problemów zaprowadzili do izby, gdzie przebywał Jakub. Spał. Zapytała, czy może pozostać. W tej kwestii również nie stwarzali żadnych trudności.

– Śpij, śpij kochany, jestem tu przy tobie – szepnęła, patrząc na Jakuba.

Oddychał bez wspomagania aparatury tlenowej. Pogłaskała go po twarzy, a z oczu zaczęły płynąć łzy. Łzy szczęścia. Wyświetlacz aparatury medycznej wskazywał właściwe parametry życiowe. Spał spokojnie, klatka piersiowa unosiła się miarowo. Otarła łzy i pocałowała go w czoło, a następnie w usta. Wyszła z sali i udała się do gabinetu ordynatora.

Opuściła szpital po godzinie. Wsiadła do czekającej taksówki i poprosiła kierowcę, by zawiózł ją do centrum handlowego.

 

+++++

 

Kuba dochodził do siebie, i z każdym dniem czuł się lepiej. Organizm mężczyzny, wsparty farmakologią, wracał do formy sprzed wypadku. Mógł już sam zadbać o siebie. Po dwóch dniach od wybudzenia potrafił samodzielnie załatwić się i wziąć prysznic. Bał się tylko ogolić, a zarósł niemiłosiernie. Codziennie odwiedzała go Ola i spędzała godziny w jego pokoju. Wpatrywali się w siebie i całowali nawzajem.

Zadzwoniła do jego matki z informacją, że żyje i ma się coraz lepiej. Długo rozmawiała z Lidią. Jakże to była ciepła i serdeczna kobieta! Aleksandra sama złapała się na tym, że po skończonej rozmowie pragnęła znów się z nią połączyć, by usłyszeć jej głos. Nie zapomniała poinformować też chłopaków z remizy. Ucieszyli się i przyjęli tę informację z radością.

– Opiekuj się nim, mała, tak cię trzymał tam wtedy, że myślałem, że cię nie odda – usłyszała od Olgierda.

Miała pozostać razem z nim do czasu wypisu ze szpitala. Polskie gazety rozpisywały się o bohaterskiej postawie ratowników i przewodników na albańskiej ziemi, nie wiadomo skąd biorąc „bezpośrednie relacje uczestników”. Bardzo przeżyła spotkanie z rodzinami osób, które zdołali uratować. Trzeba przyznać, że Albańczycy mieli wyczucie; spotkanie w ośrodku wypoczynkowym zorganizowano ze smakiem i w obecności kamer rządowej telewizji. Polski MUSAR był wychwalany pod niebiosa.

W piątym dniu po wybudzeniu pojawiła się u niego. Przywitał ją jak zawsze z uśmiechem na twarzy. Przycupnęła na jego łóżku. Objął ją ramionami i przytulił do siebie.

– Jak się czujesz? – zapytała.

– Wiesz, marzę o tym, by z tobą pójść do jakiegoś tunelu – odparł, szczerząc zęby.

Wracał jej Kubuś, ten, jakiego pokochała, jeden jedyny na świecie. Widziała blask w jego oczach, szczery uśmiech. Dotknął jej uda. Popatrzyła na niego.

– Ej, kocie, co ci chodzi po głowie? – zapytała.

Przesunął dłoń nieco wyżej, wsuwając ją pod materiał spódnicy. Palcami dotykał poprzez materiał rajstop jej zgrabne prawe udo.

Wlazła pielęgniarka z jakimiś lekami. Szybko cofnął dłoń.

„Że też kurwa, teraz się musiała tu wycielić” – przeszło mu przez myśl.

Oboje pragnęli siebie nawzajem. Od tamtego czasu w tunelu nie myśleli o niczym innym. Jakub nie mógł nie zauważyć, jak ona stroi się dla niego. Wcześniej widział ją tylko w strażackim uniformie, teraz mógł podziwiać w bardziej kobiecej kreacji.

Pielęgniarka w końcu wyszła, zostawiając ich samych. Gdy tylko zamknęły się za nią drzwi, Ola wsunęła bezceremonialnie dłoń pod kołdrę i pochwyciła palcami fallusa, a ten szybko zaczął rosnąć jej w dłoni.

– Ola – rzucił, zaskoczony śmiałym działaniem dziewczyny.

Patrzyła mu prosto w twarz. Gdy zaczęła ruszać ręką, przymknął oczy.

– Oluś – szepnął cicho, poddając się doznaniu.

Obserwowała jak grymas przyjemności zaczyna gościć na jego twarzy. Czuła, jak penis i zaczyna pulsować od bijącej w nim krwi.

Pieściła go coraz bardziej zdecydowanie. Dłoń Jakuba ponownie powędrowała między jej uda, wsunęła się pod spódnicę. Dotarła do majteczkowej części rajstop i nie mogła zagłębić się dalej.

– Oleńka – szepnął dziwnym głosem i dziewczyna wiedziała, że za chwilę dojdzie do wytrysku.

Odrzucił głowę do tyłu, zagryzł wargi i czekał na zbliżający się orgazm. Trysnął, wydając z siebie głośny jęk. Jego ciało przeszył dreszcz, biodra poruszały się mimowolnie w przód i w tył.

Sperma wylądowała częściowo w jej dłoni, a częściowo pod kołdrą. Kuba opadł na łóżko, a ona była świadkiem tego fantastycznego spektaklu. W końcu wysunęła rękę i otarła ją o poszewkę kołdry.

Leżał, wpatrując się w nią, bardzo powoli dochodząc do siebie. Aleksandra była zwariowana i nieprzewidywalna. Nigdy by się nie spodziewał, że wpadnie na tak śmiały pomysł. Brał ją za cichą myszkę, ale pamiętnego dnia w tunelu musiał zmienić zdanie na jej temat.

– Jesteś szalona.

– Szalona i twoja – odparła i pocałowała go w usta.

Kiedy ich wargi się rozłączyły, przekazała mu dobrą wiadomość.

– Jutro cię wypisują, więc muszę o tobie wiedzieć wszystko.

Posłał jej zdumione spojrzenie.

– No, rozmiar buta, kołnierzyka, ile masz w pasie i w klatce. Nie wyjdziesz przecież w tym strażackim uniformie – doprecyzowała.

Uśmiechnął się i podał swoje „parametry”. Po pierwszym zdaniu miał obawy, że zażąda od niego czegoś w rodzaju spowiedzi z najbardziej skrywanych tajemnic. Pożegnali się namiętnym pocałunkiem, a on pogładził jej kolano.

Po wyjściu ze szpitala ruszyła do centrum handlowego, gdzie wpadła w wir zakupów. Późnym popołudniem wróciła do domu.

 

+++++

 

Przed wypisem pojawiła się, zostawiając masę zakupów. Wydała mnóstwo pieniędzy, bo potrzebował wszystkiego – od majtek po puchową kurtkę. Przebierał się przy niej i szczęśliwie wszystko pasowało.

– Nigdy tak elegancko nie wyglądałem – stwierdził, widząc się w lustrze.

Po zabraniu dokumentacji medycznej opuścili szpital. Miał przez dwa dni pojawiać się na wizyty kontrolne. Zadzwonił do Olgierda, chwilę porozmawiali.

– Wracamy pociągiem, lekarz zabronił lotu samolotem, jeszcze nie teraz. Albańczycy dogadali się, że dostarczą nas do przejścia granicznego z Czarnogórą, a tamci podrzucą nas do Baru. Stamtąd kuszetką do Pragi, a potem Flixbusem do Polski – relacjonował Oli to, czego się dowiedział.

Przed nimi były jeszcze dwa dni i dwie noce na albańskiej ziemi. Wreszcie sami. Oboje pragnęli, by to były niezapomniane czterdzieści osiem godzin. Patrzyli na siebie jak para nastolatków, delikatnie łapiąc się za ręce, obejmując i czule całując.

Widać było, że ostatnie wydarzenia bardzo ich zbliżyły. Zdawali sobie sprawę, że są dla siebie stworzeni.

Taksówkarz zatrzymał pojazd przed niewielkim, drewnianym domkiem. Podziękowali poczciwemu Albańczykowi i wysiedli. Jakub dźwigał sporą torbę, wypakowaną strażackim uniformem. Padał drobny śnieg. Aleksandra otworzyła furtkę, a następnie drzwi wejściowe do domu. Już od progu biło z wnętrza ciepło.

– Cudowna chata – rzucił Kuba.

Przestronny salon z kominkiem, sypialnia z dużym małżeńskim łożem, spora łazienka i w pełni wyposażona kuchnia były wystarczające dla ich dwojga. Lokal był gustownie urządzony, a wszystko pachniało nowością. Odłożył torbę w korytarzu.

– Ola… – zaczął, obejmując ją wpół.

– Poczekaj, nie bądź taki w gorącej wodzie kąpany – ostudziła jego zapały.

Zdziwił się. Czyżby nie pragnęła tego, co on? Może to była jej gra? Chciała go podrażnić, żeby podkręcić atmosferę?

– Przygotuję ci kąpiel, a potem… – szepnęła, puszczając mu zalotnie oczko.

Zniknęła w łazience, zostawiając go samego w salonie. Ściągnął wierzchnią odzież i buty, pozostawiając je w korytarzu. Słyszał, jak odkręca wodę. Stanął przy oknie, patrząc na spadające płatki śniegu.

Wyszła z łazienki i stanęła za jego plecami. Objęła drobnymi dłońmi i zaczęła rozpinać mu koszulę. Poddał się jej działaniom. Drobne palce sprawnie radziły sobie z kolejnymi guzikami. Pomógł jej ściągnąć z siebie koszulę, a ona odrzuciła tę część garderoby na stojące w pobliżu krzesło. Chwyciła dół podkoszulka i pociągnęła go ku górze, a Kuba podniósł obie ręce, by ułatwić jego ściągnięcie.

Nadal tkwiła za nim i na odsłoniętych plecach czuł ciepły oddech. Wsunęła dłonie pod jego pachy i zaczęła dotykać klatki piersiowej,  delikatnie kręciła kółeczka wokół sterczących sutków. Jakże robiła to zmysłowo i czule! Poczuł, jak opuszkami palców muska brodawki. Miał gęsią skórkę na całym ciele.

– Kocham cię – szepnęła, składając mu pocałunek na łopatce.

Chciał się obrócić, lecz nie pozwoliła na to. Zsunęła dłonie i zaczęła rozpinać pasek u spodni i guziki rozporka. Czuł narastające podniecenie. Te sensualne, zmysłowe bodźce to nie było to samo, co z prostytutkami. Tamte działały mechanicznie, według wyuczonego scenariusza – oral i penetracja. Ola była jak mała diablica, wiedziała, jak go rozgrzać.

Zgrabnym ruchem zsunęła mu spodnie wraz z bokserkami. Uwolniony penis sterczał w pełnym wzwodzie. Pochyliła się, a on posłusznie podniósł najpierw jedną, a potem drugą stopę, pozostając w samych skarpetkach. Dłonie kobiety powędrowały na jego pośladki.

– Boli? – zapytała, delikatnie dotykając rany na tyłku.

– Nie.

Gdy poczuł, że jej usta całują bliznę na pośladku, zdał sobie sprawę, że dziewczyna klęczy.

– Wstań, przestań – poprosił.

– Chodź, woda się już pewnie nalała – usłyszał, a ona podniosła się z klęczek.

Ujęła go za dłoń i razem ruszyli do łazienki. Gdy tylko otworzyła drzwi, poczuł silną woń lawendy. Zbędnym było zapalnie światła. Stał jak wryty, patrząc na szereg zapalonych malutkich świeczek zapachowych.

– Podoba ci się? – zapytała, a on objął ją mocno i pocałował w usta.

– Czy mi się podoba, to jest… – wyrzucił, i głos utkwił mu w gardle.

Płomyki rozświetlały unoszącą się w pomieszczeniu parę. Wanna była po brzegi wypełniona pianą. Stał jak wryty, nie wierząc, że to się dzieje naprawdę. Zakręcił kurek z wodą, a Ola stała, patrząc na jego nagie ciało. Widziała jego reakcję, a ta sprawiła jej dużo satysfakcji.

– Chodź, wykąp się ze mną – wyrzucił z siebie, chwytając ją za rękaw wełnianego sweterka.

Pokręciła głową, a Kuba dojrzał ogniki w jej oczach. Najwyraźniej coś kombinowała.

– Zrelaksuj się, czekam na ciebie w salonie – szepnęła, uwalniając się z jego uścisku i zostawiając w łazience samego.

Zdjął skarpety i po chwili zanurzył się w ciepłej wodzie, wyciągając się w wannie na ile mógł. Leżał, czerpiąc przyjemność z kąpieli. Przy każdym wdechu wciągał w nozdrza lawendowy zapach. Zanurzył się nieco i zamknął oczy.

Zaskoczyła go. Zdawał sobie sprawę, że jest szalona, ale nie spodziewał się, że w niej drzemie dusza romantyczki. Wziął gąbkę i zaczął namydlać ciało. Najpierw klatkę piersiową, potem brzuch. Podniecenie ustało, a penis swobodnie unosił się na wodzie. Pragnął jak najszybciej wyjść z wanny, ale był tak odprężony, że postanowił jeszcze poleniuchować. Nałożył na dłonie szampon i zaczął wcierać go we włosy.

„Jestem cholernym szczęściarzem”

Tyle lat szukał tej jednej, jedynej, że stracił nadzieję, iż kiedykolwiek znajdzie kobietę swych marzeń. Ola była chodzącym dobrem, diablicą z duszą aniołka. Mocnym strumieniem wody spłukał szampon z głowy, a następnie z reszty ciała. Puścił zimny strumień wody, i momentalnie poczuł się rześki i odprężony. Chwycił duży kąpielowy ręcznik wiszący na grzejniku, wytarł nim głowę i wyszedł z wanny.

Sprawnie wycierał nagie ciało, gdy jego spojrzenie padło na przygotowany dla niego gruby, biały szlafrok frotté. Narzucił go i zawiązał pasek na wysokości bioder. Przeciągnął się i spojrzał w lustro. Poprawił włosy i nacisnął klamkę.

W salonie nie było Oli. Zauważył za to na stole dwa kieliszki i butelkę musującego wina. W końcu pojawiła się, wychodząc z kuchni. Stanął jak wryty, nie wiedząc, czy to sen, czy rzeczywistość. Rozdziawił usta.

Ola, ubrana w białe, prześwitujące koronkowe body, trzymała w ręku spory talerz z truskawkami przystrojonymi bitą śmietaną. Na nogach miała samonośne białe pończochy zwieńczone koronką. Efekty psuły nieco zwykłe kapcie, ale nie zwracał na to uwagi. Wyglądała cudownie i zmysłowo. Całość dopełniał subtelny makijaż. Nie było w tym nic wyzywającego ani niesmacznego. Stał jak zaczarowany, pochłaniając ją wzrokiem, nie mogąc wydobyć z siebie choćby słowa. Poczuł podniecenie, penis znów budził się do życia.

– Ola… – wydukał jak sztubak.

– Coś nie tak? Nie podoba ci się? – zapytała, kładąc talerz na stole.

– Boże, ja nigdy… – ciągnął dalej bez ładu i składu.

– Co nigdy? Wyduś to z siebie – poprosiła rozweselona.

Miał zamiar posiąść ją tu i teraz, rzucić na sofę lub na rozpostartą na podłodze niedźwiedzią skórę. Opanował się jednak, co przyszło mu z trudem. Nie po to stworzyła taki klimat schadzki, by zachował się jak zwykły prostak.

– Nigdy nie widziałem tak pięknej kobiety, jak ty – wyrzucił w końcu z siebie.

Usiadła za stołem. Na jej policzkach zakwitły rumieńce.

– Przestań, lepiej otwórz wino. Takie sobie, ale lepszych tu nie mają – rzuciła speszona, podając mu butelkę.

Ujął ją drżącymi dłońmi. Niezgrabnie zrywał banderolę i złotko, cały czas patrząc na ukochaną, podczas gdy ona miała wzrok wbity w politurę stołu. To go jeszcze bardziej denerwowało. Zachowywała się jak zawstydzona panna. Jakaż z niej była kusicielka, jak potrafiła rozgrzać atmosferę, doprowadzając go prawie do szaleństwa!

W końcu udało mu się „odbezpieczyć” butelkę. Huk wystrzału korka przeszył ciszę. Nalewał biały trunek do kieliszków, a Ola wstała i spojrzała na niego. Dostrzegł w jej oczach błysk pożądania. Oj, wystawiała go na próbę i igrała sobie z jego temperamentem.

– Proszę – wykrztusił, podając jej napełniony kieliszek.

Ujęła go delikatnie w dłoń, patrząc mu prosto w oczy. Podniósł swój kieliszek. Patrzyli na siebie żarliwym wzrokiem.

– Pamiętasz naszą ostatnią rozmowę, tam, wtedy? – zapytała.

Jakże mógł nie pamiętać!

– Tak, powiedziałaś „nie opuszczę cię”.

– Aż do śmierci – usłyszał z jej ust.

Wypowiedzieli to po raz kolejny, tyle że jego słowa wypowiedziała ona, a słowa jej on.

– Ja tego chcę – rzuciła Ola.

– A ja tego pragnę – odparł Jakub.

Stuknęli się kieliszkami. Wypili do dna. Kuba powstał.

– Usiądź – poprosiła.

Klapnął na krzesło. Ola sięgnęła po jedną z truskawek i podała mu ją do ust. Chwycił łapczywie, dotykając wargami jej palców. Jakże ona podkręcała atmosferę! Był raptusem, chciał to zrobić już, natychmiast. Oblizał się, podniósł z talerza owoc i tym razem przysunął ku jej ustom. Pochwyciła go wargami. Delikatnie polizała jego palec.

– Pragnę cię – rzuciła, wstając od stołu.

– Kocham cię – odpowiedział, również się podnosząc.

Stanęli twarzami do siebie. Aleksandra sprawnie uporała się z paskiem szlafroka. Zrzucił go na podłogę, stając przed nią nago. Następnie zsunął jej ramiączka koronkowego body, odsłaniając niewielkie, ale kształtne piersi. Pochylił się, by je pocałować. Zaoponowała.

– Połóż się, lekarz zabronił ci wysiłku. Dzisiaj ja tu dowodzę, panie aspirancie – zakomenderowała i pchnęła go na rozłożoną wcześniej sofę.

Wyciągnął się na wznak, a ona rozpięła body w kroku i pozwoliła mu je z siebie całkiem ściągnąć. Pozostała w samych pończochach. Płomień strzelający w kominku oświetlał ciała zakochanych. Można było dostrzec, że oboje delektują się tym momentem.

Wsunęła się na łóżko i usiadła na brzuchu Jakuba, ujęła fallusa w dłoń i uniosła biodra, naprowadzając go na wargi sromowe. Była wilgotna. Kierując dłonią, otarła czubek penisa o płatki sromu. Przymknęła oczy, nie zamierzając już dłużej czekać.

– Och – jęknął.

Powoli opuszczając biodra, wprowadzała członka w siebie. Nie czuła bólu, lecz rosnące podniecenie. Pozwoliła, by pieścił piersi. Jakże ona się ich kiedyś wstydziła! Takie maciupeńkie, jak u nastolatki. Wydawało jej się, że faceci wolą dorodne okazy. Wiedział, jak się nimi zająć, sprawnie stymulując sterczące sutki.

Powoli ruszała biodrami. Była dyrygentką tej orkiestry. Podnosiła się i opadała w swoim własnym rytmie. Penis całkowicie zagłębiał się w cipce, czuła, jak ścianki pochwy trzymają go tam, jak wnętrze pulsuje, stając się coraz cieplejsze i wilgotniejsze. Czując narastającą przyjemność, przymknęła oczy.

Pochyliła się, by mogli się pocałować. Ich języki splotły się jak winorośl. Teraz objął dłońmi jej pośladki. Dociskał jej biodra mocniej do siebie, a Ola nie miała nic przeciwko temu. Dyszeli,  czując, jak ich serca biją w coraz szybszym tempie.

Przyśpieszyła ruchy miednicą. Wyprostowała się, przestając go całować. Objął ją za biodra, patrząc, jak wykonuje ruchy w górę i w dół.

– O taaak– wyrzucił z siebie, tryskając pierwszą porcją nasienia.

Ola przepadła w czymś, czego dawno nie zaznała. Miała wcześniej kontakty seksualne, ale przyjemności, jakie w tej chwili doznawała z Jakubem, nie można było porównać z niczym innym. Jęczała wniebogłosy, czując nadchodzący orgazm.

– Jeszcze, jeszcze, taaak! – wyrzuciła z siebie głośno, wściekle poruszając biodrami.

Wpadła w ekstazę, jakiej nigdy wcześniej nie przeżyła. Drobne ciało przeszywały spazmy rozkoszy, a ona, chciała jeszcze więcej. Pochwa pulsowała, łechtaczka była tak spragniona bodźców, że sama zaczęła pieścić ją palcami. Wiła się w spazmach, dając Jakubowi cudowny spektakl. Wreszcie, wyczerpana, opadła na niego. Targane dreszczami ciało teraz łaknęło odpoczynku.

– Boże, co to było? – zapytał ją.

Tłumiła szybki oddech, próbując się uspokoić. Nieco zawstydzona, nie wiedziała co odpowiedzieć.

Głaskał ją po kręconych włosach.

– Przepraszam, ja nie wiem… – wyszeptała.

Pogłaskał ją po twarzy. Podniosła wzrok i spojrzała mu w oczy.

– Mówiłem ci kiedyś, że jesteś szalona i życia sobie bez ciebie nie wyobrażam? – zapytał.

– Tak, przecież nie rozstaniemy się aż do śmierci, przynajmniej ja na to nie pozwolę, dwukrotnie to sobie przyrzekaliśmy – odparła.

Zaspokojona męskość wyślizgnęła się z pochwy. Kuba przytulił Olę do klatki piersiowej i ponownie głaskał po głowie.

– Przysięgam, nie przyrzekam – rzucił, podbijając stawkę.

Wbiła się w jego usta i nie przestawała całować, a on gładził delikatne alabastrowe ciało, dopóki nie usnęła. Trzymał ją mocno w ramionach, jak wtedy w tunelu.

Dobrze, że nie widziała jego łez. To były łzy szczęścia, łzy dojrzałego mężczyzny patrzącego na śpiącą ukochaną istotę. Siedział i podziwiał jej piękne, młode ciało. Nigdy, ale to nigdy w życiu nie czuł się tak szczęśliwy i spełniony.

 

+++++

 

Nie spodziewali się takiego pożegnania. Tłumy miejscowych i przyjezdnych Albańczyków zebrały się pod remizą tamtejszej straży pożarnej. W rękach trzymali ciasta, lokalne specjały, a nawet butelki alkoholu. Bałkańska wdzięczność była szczera, nieprzesiąknięta zachodnim pierwiastkiem sztuczności.

– Zawsze będziecie tu mile widzianymi gośćmi, my Albańczycy nie zapominamy, co dla nas zrobiliście – tłumacz przełożył słowa komendanta miejscowej PSP. – Ta kwatera czeka na was i na waszych kolegów – dodał.

Poczciwy bus marki Mercedes ruszył w stronę granicy z Czarnogórą. Mieli przed sobą parę godzin drogi.

Oboje czuli się speszeni. Robili wszak to, co należało do ich obowiązków, nie oczekiwali żadnych profitów od uratowanych, ani od miejscowej społeczności. Po kilku kilometrach jazdy dysponent pojazdu wyjął rakiję.

Trinken – rzucił, otwierając butelkę.

Jakub pokręcił głową. Ola szturchnęła go w ramię.

– Wypijemy jednego, obrażą się, ale tylko jednego – szepnęła.

Only one, mister– przystał na sugestię.

Albańczyk zrozumiał i polał alkohol do plastikowego kieliszka. Podał Jakubowi, a ten wlał w siebie ponad 50% rakiję.

– Na zdrowie – wyrzucił z siebie.

Na zdrawia – odparł tamten. Nalał sobie, wypił duszkiem, a następnie polał Oli.

Przyłożyła kielonek do ust i wypiła na dwa razy.  Albańczyk chciał polać drugą turę, ale stanowczo zaprotestowali i, o dziwo, zrozumiał.

Mocno uścisnął dłonie Olki i Jakuba, gdy przekazywał ich czarnogórskim kolegom na przejściu granicznym. Napisał swój adres, a potem przez translator w telefonie wpisał: „Przyjeżdżajcie, zawsze na was czekamy, Enver”.

Celnicy i pogranicznicy z Czarnogóry potraktowali ich ulgowo. Nie było żadnych kontroli. Spojrzeli tylko na paszporty i salutując, puścili dalej. Do Baru nie było daleko, lecz zmuszeni zostali do spożycia kolejnej dawki, tym razem lokalnej czarnogórskiej wódki. Nie można było odmówić, każdy chciał się napić z bohaterami.

Szczęśliwie dojechali do Baru, skąd mieli bezpośredni pociąg do Pragi i wykupione miejsca w wagonie sypialnym.

– Cholera, zobacz, nie jesteśmy w jednej kuszetce – zauważyła, przeglądając bilety w aplikacji telefonu.

– Coś się załatwi, kochanie – odparł Jakub.

Nie brali pod uwagę rozłąki. Kochali się codziennie, nieraz kilkukrotnie w ciągu doby. Zachowywali się jak nastolatki, cały czas patrząc na siebie, trzymając za ręce, obejmując, jakby świat miał się za chwilę skończyć. Ostatniej nocy w domku, był tak podniecony, że rozbierając ją, pozaciągał bialutkie seksowne pończoszki.

Dochodził do siebie po wypadku, przejmował inicjatywę w alkowie. Przerobili chyba z dziesięć pozycji, dlatego rozłąka w nocnym pociągu nie wchodziła w grę. Za bardzo siebie pragnęli.

Do podstawienia składu mieli parę godzin. Postanowili przejść się po starówce miasta. Trzymając się za ręce, spacerowali po uliczkach.

– Obiecaj mi, że tu jeszcze przyjedziemy, tu jest cudnie – poprosiła.

– Wszędzie, gdzie tylko zapragniesz kochanie – odpowiedział.

Kupili kilka drobiazgów i prowiant na drogę, a następnie posilili się w niewielkiej restauracji. Na dworzec dotarli o czasie. Odczekali kilka minut, nim skład wtoczył się na peron. Pasażerów było jak na lekarstwo. Znaleźli swój wagon, stewardem tam była akurat kobieta. Pokazali jej bilety, a ona dała znak ręką, by weszli.

– Porozmawiam z nią, może uda się coś załatwić – powiedziała Ola.

Odczekała, aż skład ruszy, a po chwili wróciła uśmiechnięta.

– Załatwiłam.

– Jak to zrobiłaś?

– Zaprosiłam ją do trójkąta, chyba nie masz nic przeciwko, ładna laska, w twoim wieku – wypaliła, parskając śmiechem.

Wiedział, że żartuje. Nie podzieliłaby się Kubą z nikim. Nie po tym, co między nimi zaszło. Roześmiał się.

– A tak poważnie? – zapytał.

– Dałam jej emblemat USAR i powiedziałam, kim jesteśmy, bierz klamoty, idziemy do mojego przedziału, mamy go w całości dla siebie.

Chwycił bagaże i przenieśli się do jej kuszetki. Ułożył je w odpowiednich miejscach. Ktoś zapukał.

Please – rzucił Jakub.

W drzwiach pojawiła się stewardka. W ręku dzierżyła butelkę musującego wina.

For you, for everything, my father is Albanian. Thank you. You are heroes –powiedziała łamaną angielszczyzną, wręczając suwenir.

Styczniowy dzień zbliżał się ku końcowi i  za oknami zapadła ciemność. Nocny ekspres pokonywał kolejne kilometry. Zamknęli drzwi przedziału.

Szybko rozbierali się, a w ich oczach tliły się ogniki pożądania. Gdy tylko byli nadzy, przywarli do siebie. Jakub położył Olę na twardym posłaniu. Pieścił piersi, stymulował sterczące brodawki. Chciała chwycić dłonią sterczącego penisa, on jednak nie pozwolił na to.

– Dzisiaj ja dowodzę – oznajmił.

Całował ją po karku, potem po piersiach i posuwał się niżej. Nie było skrawka ciała, tu od przodu, którego nie musnąłby ustami, a Ola wyginała się, przyjmując z lubością delikatne pieszczoty. Był maestrem tego aktu. Całował brzuch, potem pępek, dostrzegając, że Ola ma gęsią skórkę, że oddycha coraz głębiej. Zjechał pomiędzy jej uda, czując ciepło i delektując się zapachem kobiety.

– Weź, proszę – szepnęła, chcąc, by zaczął pieścić waginę.

Przewrotnie ominął to miejsce. Rozchylił jej uda i wycałował ich wewnętrzne połacie. Drażnił ją, jak ona jego, wtedy po przybyciu ze szpitala.

– Kuba, proszę – jęknęła, napraszając się pieszczot w innym miejscu.

Jej dłonie chwyciły głowę Jakuba i kierowały ją w kierunku cipki. Sprawnie oswobodził się, nie mając zamiaru spełnić zachcianki. Całował dolną część ud, kolana, czując jak ona drży. Schodził coraz niżej, zatrzymując się przy stopach. Obcałował każdy z paluszków.

– Jakub, błagam, przestań – usłyszał.

Pragnął, by poczuła się tak jak on w albańskiej kwaterze. By pragnęła więcej. Pastwił się nad nią, lecz czyż ona wtedy, nie robiła czegoś podobnego?

Lizał podeszwę jednej ze stóp, potem drugą, a wilgotny penis pulsował, napraszając się mocniejszych doznań.

– Och, och – jęknęła, gdy całował okolice dużego palca u stóp.

Przestał. Ujął fallusa w dłoń i przesunąwszy się w górę, nakierował go na cipkę.

– Zrób to, zrób, błagam – szepnęła, lecz on miał zamiar podrażnić się z nią jeszcze przez chwilę.

Otarł się żołędzią o wargi sromowe. Najpierw raz, potem drugi. Była wilgotna i gotowa na przyjęcie go w sobie. Dotknął ciepłych płatków palcem, a następnie skierował penisa na twardą łechtaczkę i zaczął ją pocierać. Ciało kobiety przeszył dreszcz.

– Kubuś, błagam – jęknęła, przymykając oczy.

Nie miał już sumienia dalej ją tak dręczyć. Śmiałym ruchem wszedł w jej spragnione wnętrze. Kochali się w pozycji misjonarskiej. Zgodnie ze stukotem kół pociągu przyjął tempo ruchów bioder. Zwiększał tempo, gdy przyśpieszał skład, którym jechali. W końcowej fazie musiał jednak wyprzedzić miarowy stukot kół. Ola po raz pierwszy szczytowała wcześniej niż on. Zatykał jej usta, gdy głośno przeżywała swoją przyjemność.  On zaś, miał orgazm, jakiego nigdy nie przeżył w życiu. Oboje jęczeli w miłosnym uniesieniu, a świat przestał dla nich wówczas istnieć.

Spazmy orgazmu długo jeszcze przeszywały Olę, uda drżały, były jakby z waty. Jakub doszedł do siebie wcześniej i znów mógł podziwiać jej ciało, wstrząsane wtórnymi falami rozkoszy. Dopiero teraz poczuł, że ma podrapane plecy. lecz nie przeszkadzało mu to. Patrzył na ukochaną, dochodzącą do siebie po miłosnych igraszkach.

– Dziękuję –  szepnęła, patrząc Jakubowi prosto w oczy. – Idziemy spać – zaproponowała. Przystał na to.

Przeniosła się na swoje łóżko, by było im wygodniej. Usnęli, wyczerpani i spełnieni.

 

Trzy miesiące później, Nowy Sącz, Polska, sobota.

 

Lidia pomagała Aleksandrze zakładać suknię ślubną. Jakże radosna była ta dojrzała kobieta, bo jej syn znalazł wreszcie wybrankę serca. Ola od razu przypadła jej do gustu. Ta drobna istota z całą pewnością kochała Kubę, to było widać w każdym ich spojrzeniu. Wpatrzeni w siebie, nie mogli znieść nawet krótkiej rozłąki.

Jakub bardzo się zmienił, matka dostrzegła to pierwsza.

Dziś był ich dzień – dzień zaślubin. Wreszcie mieli stać się mężem i żoną. Odliczali każdą godzinę do tej wyjątkowej daty.

– Dobrze wyglądam, mamo? – zapytała panna młoda, poprawiając kosmyk włosów.

Wyglądała przepięknie. Śnieżnobiała, długa suknia ślubna idealnie leżała na drobnym ciele. Efekty dopełniały delikatny makijaż i fantazyjna fryzura .

– Bardzo dobrze, Olu, cudownie – odpowiedziała Lidia, wzruszona.

Synowa obróciła się.

– Mamo, nie płacz, bo i ja się rozryczę, a wtedy będzie po makijażu – rzuciła, dostrzegając uronioną łzę teściowej.

– To ze szczęścia, moje dziecko – szepnęła Lidia, wycierając kroplę.

Ola wsunęła na nogi białe szpilki. Była gotowa. Do pokoju weszła Kinga, która stanęła w drzwiach, podziwiając narzeczoną brata.

– Boże jak ja ci zazdroszczę, wyglądasz cudnie – rzuciła, patrząc na nią.

Kinga miała być świadkową na ich ślubie. W dłoniach trzymała wiązankę ślubną Oli – niewielki, ale gustowny bukiecik białych róż. Wszystkie kobiety opuściły pokój, a w salonie czekali rodzice Oli i Jakub. Gdy ten ujrzał wybrankę, zaniemówił. Stał, patrząc na nią z rozdziawionymi ustami, jak wtedy, gdy w domku w Albanii ukazała mu się w koronkowej bieliźnie. Po chwili ochłonął i stanął obok niej. Rodzice Oli oraz Lidia pobłogosławili ich, zgodnie z panującym obyczajem. Wdowa żałowała tylko, że Rafał nie doczekał tej radosnej chwili. Patrzył z pewnością z nieba na to wszystko i cieszył się razem z nimi.

– No to my jeszcze jedziemy do remizy. Dzwonili, że jest jakaś ważna sprawa. Może coś z samochodem na ślub wypadło, nie wiem. Spotykamy się przy kościele – powiedział Jakub, zabierając ze sobą Olę.

Wczorajszy telefon od komendanta go zaniepokoił. Przełożony był bardzo tajemniczy i nie chciał zdradzić, w jakim celu ich wzywa. Ustalili z Olą, że udadzą się tam przed ceremonią. Mieli ponad dwie godziny do ślubu, więc nie kolidowało to z ich planami. Ubrany w galowy strażacki mundur, Jakub wyglądał równie elegancko, jak Aleksandra.

Pomógł ukochanej wsiąść na tylne siedzenie samochodu. W tych krynolinach było jej naprawdę ciężko. Sam usiadł za kierownicą swojego Suzuki Vitara i ruszyli w kierunku remizy. Podróż nie trwała długo. Zatrzymał samochód na parkingu przed remizą. Przed garażami stał udekorowany AMZ „Tur”. Więc jednak z nim wszystko było w porządku.

„O co więc może chodzić?”– głowił się, pomagając Oli wydostać się z samochodu.

Dostrzegł stojące na parkingu auto z blachami dyplomatycznymi. Tuż obok niego stał służbowy pojazd z innej jednostki. Zauważył też wóz Olgierda. Szczęśliwy emeryt najprawdopodobniej również został wezwany.

Posłał Oli pytające spojrzenie.

– Chodź, przekonamy się – odpowiedziała i razem weszli do budynku remizy.

– Cześć, idźcie do Sali Tradycji, tam na was czekają – usłyszeli od dyżurnego.

Pokonywali stopnie schodów, a Jakub był coraz bardziej niespokojny. Kto czekał? W jakim celu? Denerwował się okropnie. Na korytarzu spotkał ubranego w wyjściowy mundur przyjaciela.

– Seba, co jest? – zapytał.

– Zobaczysz.

Sebastian zatrzymał ich na korytarzu. Uchylił drzwi od Sali Tradycji i rzucił krótkie „Już są”. Po chwili zaprosili ich do środka. W pomieszczeniu byli wszyscy strażacy z grupy poszukiwawczo-ratowniczej, jakiś nieznany mężczyzna oraz przedstawiciel z Komendy Głównej PSP. Narzeczeni zdębieli, zaskoczeni, nie wiedząc, jak się zachować. Jakub mocno ściskał dłoń Aleksandry. Dostrzegł Olgierda, który był po cywilnemu.

– Stańcie tam, proszę – odezwał się komendant, wskazując parze miejsce, a ci przemieścili się zgodnie z poleceniem.

Do sali wprowadzono trębacza. Jakub patrzył na to wszystko z otwartymi ustami. Ola była równie zaskoczona tym, co się działo.

– Młodszy kapitan Paweł Krajan, odczytać wyciągi z postanowień o przyznaniu odznaczeń oraz rozkazów o nadaniu wyższych stopni – usłyszeli z ust dowodzącego.

– Rozkaz – wyrzucił z siebie oficer Haz-Mat i wyszedł z szeregu.

Zajął miejsce za mównicą, trzymając w ręku teczkę z pismami.

– Panie i panowie – postępował zgodnie z ceremoniałem. Wszyscy przyjęli postawę zasadniczą. Młoda para patrzyła w milczeniu. Trębacz odegrał sygnał „Słuchajcie wszyscy”. Musiało być poważnie, bo ten dźwięk trąbki rzadko się słyszało w jednostce.

– Wyciąg z rozkazu Komendanta Głównego PSP z dnia…… – rozpoczął czytać Paweł.

Kuba był oszołomiony. Jakby mało było tego, że miał dziś swój ślub, to teraz zgotowano im tutaj takie przedstawienie.

– … i w uznaniu zasług awansuje aspiranta sztabowego Jakuba Grabarczyka do stopnia młodszego kapitana.

Padła komenda „Spocznij”. Do zszokowanego Jakuba zbliżył się przedstawiciel KG PSP z aktem mianowania, trzymając go w lewej dłoni.

– Gratuluję, panie kapitanie – usłyszał od niego, a ich prawice spotkały się w uścisku.

– Ku chwale Ojczyzny – wydukał Jakub, na wpół przytomny, bo jeszcze nie wszystko do niego docierało.

Przedstawiciel wrócił na swoje miejsce. Ponownie zabrzmiał sygnał „Słuchajcie wszyscy”. Najwyraźniej to nie był koniec uroczystości.

– Wyciąg z postanowienia Prezydenta Republiki Albanii z dnia… – rozpoczął ponownie Paweł.

Ola i Jakub słuchali, nie rozumiejąc w pełni odczytywanych przez oficera słów.

– W dowód wdzięczności za okazaną pomoc i bohaterską postawę nadaje Aleksandrze Sobczyk i Jakubowi Grabarczykowi Medal Wdzięczności. Proszę przedstawiciela ambasady Republiki Albanii w Polsce o udekorowanie wyróżnionych – zakończył.

Do pary zbliżył się dyplomata razem z tłumaczem. Trochę pogłówkował, gdzie do sukni panny młodej przymocować odznaczenie. Następnie przypiął medal do munduru Jakuba.

– Naród albański jest wam wdzięczny za to, że z narażeniem własnego życia ratowaliście z katastrofy jego obywateli. Nigdy wam tego nie zapomnimy. Niech te medale będą wyrazem naszej wdzięczności za trud i ryzyko, jakie ponieśliście. Zaszczytem jest uścisnąć wam dłonie – tłumacz momentalnie przetłumaczył słowa dyplomaty na polski.

Albańczyk uścisnął im mocno dłonie i serdecznie się uśmiechnął.

– Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia – dodał po chwili.

Z kieszeni wyciągnął kopertę.

– Prezent weselny – rzucił krótko, wręczając ją Oli.

To było niczym cudowny sen. Ola dygnęła tylko, dziękując za otrzymany prezent.

– Zapraszamy na wesele – odezwał się Jakub.

Ceremonia w remizie dobiegła końca. Do pary ruszyli strażacy i Olgierd. Wycałowali ich oboje i gratulowali.

– Wracasz po urlopie, na dniach przychodzi nominacja na dowódcę operacyjnego – usłyszał Jakub od komendanta.

Jako ostatni podszedł Olgierd. Przez dłuższą chwilę spoglądał na parę. Miał być świadkiem na ich weselu.

– Nie róbcie tego więcej, dajcie emerytowi pożyć jeszcze trochę – rzucił, a następnie wpadli sobie z Jakubem w ramiona. Strzeliły korki od szampana. Chłopaki z logistyki zadbali o wszystko. Stuknęli się kieliszkami.

– Chodźmy do nich – poprosiła Ola, pociągając Kubę za rękaw.

Wiedział, gdzie chce się udać. Ruszył razem z nią. Zatrzymali się przy urnach z prochami czworonożnych towarzyszy. „Hinata” 2022 – 2025 – „Zginęła, wykonując zadania bojowe w Albanii”, „Hestia” 2021 – 2025 – „Zginęła, wykonując zadania bojowe w Albanii”. Łzy zakręciły im się w oczach i z trudem opanowali wybuch płaczu.

„Hinatę” ewakuowano z tunelu, gdy jeszcze żyła. Biedaczka nie przetrzymała drogi do kliniki weterynaryjnej w Albanii. Odeszła z tego świata na rękach Olgierda.

Spojrzeli obok. Tablica z poległymi na służbie wzbogaciła się o zdjęcia obu psiaków. Tkwiły pod zdjęciem ojca Jakuba. Były w dobrym towarzystwie.

– Szkoda, że go nie poznałam, to musiał być naprawdę niesamowity człowiek – szepnęła.

Jakub nic nie odparł. Również żałował, że ojciec nie poznał jego wybranki serca.

Czas biegł nieubłaganie i należało się zbierać. Nie można było dopuścić, by młodzi spóźnili się na własny ślub.

– Kurde, pójdę na ślub z nieaktualnym stopniem. Daliście mi do wiwatu, dranie – rzucił Jakub.

Podszedł do niego Paweł. Ściągnął swoją wyjściową marynarkę. Byli podobnego wzrostu i budowy.

– Masz moją – zaproponował.

– No co ty.

– Bierz, nie znasz przesądu, że na ślubie trzeba mieć coś pożyczonego. Zabieraj bez dwóch zdań – Paweł nie ustępował.

Kuba spojrzał na Olę. Skinęła głową.

– Bierz, ja pożyczyłam od twojej siostry łańcuszek.

Szybko zamienili się marynarkami. Kuba przełożył tylko dokumenty. Wyszli przed remizę.

Chłopaki z JRG ustawili dwie gaśnicze „Scanie” i z działek wodnych strzelili w powietrze strugami, tworząc wodny łuk. Para młoda szybko przebiegła pod nim i wsiadła do swojego samochodu. Zawyła syrena, włączyły się sygnały uprzywilejowania w wozach strażackich.

– Siadaj z Olą, zawiozę was, nie pasuje, by pan młody prowadził – rzucił Olgierd, wypraszając Jakuba zza kierownicy.

Zaryczał silnik ciężkiego „Tura”. Kolumna czterech pojazdów ruszyła w kierunku kościoła. Prowadziła AMZ, za nią Suzuki Jakuba, samochód dyplomaty, a na końcu strażacki autobus z tymi, którzy nie zmieścili się do wozu dowodzenia. Na sygnałach kierowali się w stronę świątyni.

 

Kościół garnizonowy w Nowym Sączu.

 

Jakub stał przy ołtarzu, czekając na Olę, która powoli zbliżała się, prowadzona pod rękę przez ojca. Wszyscy weselnicy zwrócili się w tamtą stronę, obserwując ten wzruszający moment. Kuba odwrócił się plecami do ołtarza, aby odebrać swoją ukochaną od teścia, a następnie oboje klęknęli na postawionych klęcznikach, i  zanurzyli się w modlitwie. Powstali, gdy strażacy, asystując, wprowadzili do świątyni kapelana.

Ceremonia ślubna rozpoczęła się. Jakub i Ola odczuwali stres, który narastał w nich od samego rana. Wcześniejsze wydarzenia już dały im jego sporą porcję. Zaledwie kilka słów z krótkiego kazania utkwiło im w pamięci. Ocknęli się, gdy kapłan wezwał ich do ołtarza.

– Wysłuchaliście słowa Bożego i przypomnieliście sobie znaczenie ludzkiej miłości i małżeństwa. W imieniu Kościoła pytam was, jakie są wasze postanowienia – usłyszeli. – Czy chcecie dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński?

– Chcemy – odpowiedzieli równocześnie.

– Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli, aż do końca życia? – padło kolejne pytanie.

– Chcemy.

– Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy?

– Chcemy – tu Ola uprzedziła Jakuba, który nieco się spóźnił.

Usłyszeli „O stworzycielu Duchu przyjdź”. Gdy zakończyło się odśpiewanie tego hymnu, stanęli do siebie twarzami i podali sobie prawe dłonie, a kapłan przewiązał je stułą.

– Skoro zamierzacie zawrzeć sakramentalny związek małżeński, podajcie sobie prawe dłonie i wobec Boga i Kościoła powtarzajcie za mną słowa przysięgi małżeńskiej…

Przy nakładaniu obrączek Jakub miał tak drżące dłonie, że z ledwością wsunął ją na palec wybranki. Ola była bardziej opanowana poradziła sobie sprawniej. Obrączki wykonano ze ślubnej obrączki ojca Jakuba. Tak postanowiła Lidia, która zachowała ją po śmierci męża.

Pocałowali się – delikatnie, subtelnie. Stali się mężem i żoną. W czasie komunii Ola zapamiętała jedynie szept księdza, który wręczał jej kielich z winem.

– Proszę, zostaw trochę mężowi.

Ceremonia dobiegała końca. Lidia płakała ze szczęścia, mocno ściskając dłoń wnuka. Wiedziała, że zmarły mąż wysłuchał jej próśb.

„Tylko musiałeś mnie, mój kochany, tak doświadczyć tym wypadkiem, abym odchodziła od zmysłów, nie wiedząc, czy on przeżyje?”

 Zabrzmiał Marsz Mendelsona. Ola i Kuba kroczyli przed  siebie, opuszczając świątynie, a dźwięk organów brzmiał w ich głowach. Wyszli przed kościół, gdzie czekał na nich szpaler strażaków z toporkami ułożonymi w daszek. Schylili się i przeszli pod nim, a następnie stanęli w rogu kościelnego dziedzińca. Do świątyni wchodziła kolejna para młoda.

Stres odpuszczał młodą parę. Rozpromienieni patrzyli na siebie, nie wierząc jeszcze, że są już połączeni świętym związkiem małżeńskim. Zbliżali się do nich kolejni goście weselni – najpierw rodzina Oli, potem Jakuba.

– Wszystkiego najlepszego… – głos Laury urwał się.

Była zaproszona. Od pamiętnego dnia pogrzebu Rafała, została przyjacielem rodziny. Wręczyła kopertę, a kwiaty dzierżyła jej nastoletnia córka, Natalia. Obie ucałowały nowożeńców.

Jako ostatni podeszli strażacy. Okrążyli parę. Komendant trzymał w dłoniach spory, osłonięty serwetą wiklinowy koszyk.

– Myślę, że to osłodzi wam stratę, jest z najlepszej hodowli, zadziora, jakich mało – powiedział, wręczając prezent.

Jakub odsłonił serwetę. Dojrzał psie ślepia szczeniaka, który podniósł malutki pyszczek, domagając się pieszczot. Tak… to było szczenię gończego słowackiego, kropka w kropkę jak Gaja i Hinata.

– Jesteście niemożliwi… – wydukał.

– Ma dziesięć tygodni, to suczka – dodał Sebastian, widząc wzruszenie pary.

Pogłaskali szczenię po głowie. To był najlepszy prezent, jaki dostali. Psiak zaszczekał, a wszyscy wybuchli gromkim śmiechem. I to stworzenie na swój sposób chciało im złożyć życzenia.

Podali koszyk z suczką Kindze. Momentalnie zjawił się przy niej nastoletni Rafał.

– Mamo mogę, tam jest szczeniak – rzuciła będąca w pobliżu Natalia.

Nie czekała na odpowiedź rodzicielki, sprawnie znalazła się przy Rafale. Zabrali koszyk z psiakiem i wyciągnęli z niego czworonoga.

– Zesikała się – stwierdziła nastolatka.

Szesnastoletni Rafał popatrzył na o rok starszą dziewczynę. Ubrana w koronkową minisukienkę wyglądała cudnie. Czarne wzorzyste rajstopy, szpilki i delikatny makijaż podkreślały urodę nastolatki. Laura chciała przywołać córkę. Lidia chwyciła ją za rękę.

– Zostaw, niech się zajmą psiskiem – powiedziała.

Towarzystwo pakowało się do podstawionego autokaru. Wdowa wsiadła z nowożeńcami do Suzuki, wiedząc, że chcą pojechać jeszcze na cmentarz.

Uformowana kolumna, prowadzona przez AMZ-a, ruszyła na sygnałach uprzywilejowania w kierunku sali weselnej. Olgierd, uprzedzony wcześniej o planach młodych, skręcił w odpowiednim momencie, kierując się na nekropolię. Reszta kolumny pomknęła swoją drogą. Lidia z trudem tłumiła łzy. Zatrzymali się na przycmentarnym parkingu i wysiedli z samochodu. Skierowali kroki na miejsce pochówku bohaterskiego strażaka. Stanęli przed grobem.

– Tak bardzo bym chciał, żebyś był tu dzisiaj, byś cieszył się moim szczęściem – stwierdził Jakub, patrząc na mogiłę ojca.

– On się cieszy, uwierz mi, patrzy stamtąd i jest szczęśliwy – odpowiedział Olgierd.

Ola płakała, podobnie jak Lidia, trzymały się za dłonie.

– Kocham go, tato – powiedziała Aleksandra, kładąc bukiet ślubny na mogile teścia.

Lidia zaszlochała głośniej. Kuba utulił ją w ramionach. Uspokoiła się po chwili i wszyscy zatopili się w modlitwie.

– Poczekajcie chwilę w samochodzie, chcę jeszcze porozmawiać z mężem – poprosiła Lidia, a obecni uszanowali jej wolę. Pozostała przy grobowcu sama.

– Dziękuję ci i proszę jednocześnie, nie doświadczaj mnie już tak więcej. Wiem i czuję, że czuwasz tam nad nami. Czy ty wiesz, co ja czułam, zawsze musisz wszystko kłaść na ostrzu noża? – rozpoczęła swój monolog nad miejscem pochówku męża. Uroniła łzę, jak zawsze, gdy go odwiedzała.– Chroń ich, naszą rodzinę i swoich kolegów, chroń najlepiej, jak umiesz – dodała, pogłaskawszy zimny kamień grobowca.

Otarła łzy, przeżegnała się i opuściła cmentarz.

 

Sala weselna w Nawojowej. Niedaleko Nowego Sącza.

 

Wszyscy weselnicy czekali na przybycie nowożeńców. Gdy ci dotarli, Jakub chwycił świeżo poślubioną małżonkę i na rękach przeniósł ja przez próg. Wypili lampkę szampana. Goście zajmowali miejsca za stołami. Dwoje nastolatków, dzierżąc w dłoniach koszyk ze szczeniakiem, usiadła obok siebie. Znali się wcześniej. Nieraz Natalia wraz z mamą gościła w domu Grabarczyków.

– Trzeba z nią wyjść na spacerek – zaproponowała nastolatka.

– Ale ona nie ma smyczy ani obroży – słusznie zauważył chłopak.

Zadecydowali, by razem zabrać szczenię i pilnować go. Coś pomiędzy nimi zaiskrzyło, znaleźli wspólny język. Laura chciała przywołać córkę, lecz Lidia ponownie ją zatrzymała.

– Zostaw ich, toż to nie są małe dzieci, mają zajęcie, siadaj tu przy mnie – rzuciła.

Laura skapitulowała. Jedynaczka była jej oczkiem w głowie. Tak bardzo wyczekiwana, była sensem życia kobiety. Gdyby nie jej były chłopak, a potem mąż Lidki, najprawdopodobniej nie byłoby ich wśród żywych. Usiadła za stołem. Orkiestra przygrywała. Wszyscy czekali na pierwszy taniec młodej pary.

Jakub i Aleksandra stanęli na parkiecie. Wpatrzeni w siebie czekali, aż orkiestra zacznie grać. Razem wybrali utwór. „Hold my hand” z repertuaru Lady Gaga.

Poszły pierwsze akordy. Kuba objął partnerkę i ruszyli do tańca.

„Trzymaj mnie za rękę, wszystko będzie dobrze, Słyszałem z niebios, że chmury pozostały szare” – słowa wokalistki tłumaczone na polski, oddawały to, co z nimi działo się tam w tunelu, na początku misji.

Prowadził Olę jak w transie, a ona poddała się jemu. Parkiet zawirował. Prowadził ją tak jak wtedy.

„Przyciągnij mnie blisko, otul mnie swoimi obolałymi ramionami” – ten fragment mówił o końcówce ich działań w tunelu.

Zwarli się w mocniej. Nigdy nie miał zamiaru jej oddać. Nikomu.

„Widzę, że krwawisz. Nie musisz mi ponownie pokazywać, Ale jeśli tak zdecydujesz, będę szła z tobą przez życie. Nie odpuszczę do samego końca” – Ola popatrzyła Kubie w oczy. Przecież takie wyznanie rzuciła mu wtedy. Przyrzekła, że go nie opuści.

„Więc płacz, ale nie puszczaj mojej ręki. Możesz płakać do ostatniej łzy. Nie odejdę, dopóki nie zrozumiem. Obiecaj mi, trzymaj moją rękę” – To nadal było jej wyznanie, wyznanie, gdy po stracie Hestii zamierzał poświęcić własne życie, by ją uratować.

Zatracili się w tańcu. Przez chwilę nic dla nich nie istniało, a słowa piosenki, odzwierciedlały to, co przeżyli.

Być może Kuba przez chwilę stracił krok w tańcu, zgubił rytm, ale nikt tego nie zauważył.

„Słyszałam z niebios” – padło na końcu utworu, i oboje zatrzymując się, spojrzeli w sufit.

Tam gdzieś w Gwiazdozbiorze „Wielkiego Psa” na to wszystko spoglądał „Foxtrot 1”. Nadal niezwolniony ze służby przez Stwórcę. Nie zdzierżyłby tego. Zawsze musiał być w wysokim stanie gotowości, ratując bliskich i przyjaciół. Boski wysłannik. „Ratownik” – nawet po swojej śmierci.

Jakub ucałował dłoń wybranki, dziękując za taniec, a ta dygnęła, dziękując za prowadzenie. Salę zalały oklaski. Zajęli swoje miejsce za stołem. Podszedł do nich tłumacz wraz z dyplomatą.

– Dziękujemy za zaproszenie, ale na nas czas, służba wzywa.

Ola zdała sobie sprawę, że nawet nie sprawdziła, jaki prezent otrzymała od nich. Szybko i sprawnie otworzyła zapięcie minimalistycznej torebki i wydobyła kopertę. Drżącymi dłońmi otworzyła. Tekst był przetłumaczony na język polski.

– Serdecznie zapraszamy w dniach… na pobyt w naszym domku w miejscowości Tropoje, Wyżywienie i zakwaterowanie mają państwo zagwarantowane. Bilety lotnicze z Warszawy do Tirany i z powrotem w kopercie. Prosimy o potwierdzenie przybycia. Samochód z Tirany zabierze was do kwatery i odwiezie z powrotem. Z wyrazami szacunku. Prezydent Republiki Albanii – przeczytała na głos.

Kuba zamilkł, nie wiedząc co odpowiedzieć. Termin ich podróży poślubnej sponsorowanej przez Prezydenta Albanii był za tydzień.

– Nie wypuszczę pana, nim nie zatańczy pan ze mną – ostrzegła, zabierając dyplomatę na parkiet.

Mężczyzna nie zdążył zaoponować, a orkiestra zagrała skoczny kawałek. Kuba pozostał razem z tłumaczem.

– Przesadzacie, nie zasłużyliśmy –  wreszcie ochłonął i zabrał głos.

– Byliście gotowi oddać życie za naszych obywateli, straciliście swoje psy, ja wiem, że my, Albańczycy, do psów podchodzimy inaczej, ale to one i wy uratowaliście życie naszym ludziom. Tego się nie zapomina – tłumacz patrzył mu prosto w twarz.

Ola pląsała z dyplomatą w takt piosenki o bałkańskich rytmach. Trzeba powiedzieć, że grajki miały wyczucie sytuacji. Bodajże coś z repertuaru Gorana Bregovica i znanej polskiej wokalistki.

Po tańcu pożegnali pracowników ambasady. Potwierdzili też przyjazd we wskazanym terminie. Weselna zabawa trwała w najlepsze.

– Może ją znowu wziąć, żeby się wysikała? – zapytał Natalki chłopak.

Popatrzyli na pyszczek szczenięcia. Ciekawski, niesforny i jakże pragnący wydostać się z koszyczka.

Natalia lustrowała nastolatka. Wcześniej traktowała go jak dziecko. Ubrany w elegancji garnitur prezentował się nieźle, a teraz dostrzegła że nie był już chłopcem, był młodym mężczyzną.

Wyciągnęli suczkę i znów razem wyszli na dwór, gdzie wypuścili zwierzę na trawnik. Psina zrobiła co swoje i pochwycona wylądowała z powrotem w koszyczku.

– Trzeba ją położyć gdzieś w ciszy, niech sobie pośpi – zaproponowała dziewczyna.

– No, jest malutka, musi odpocząć – zgodził się chłopak.

Spojrzeli sobie w oczy, a ich spojrzenia przybrały osobliwy wyraz. Ułożyli szczenię w koszyku na piętrze sali, tu było tu w miarę cicho. Suczka usnęła po chwili, zwinąwszy się w kłębek.

– Mogę poprosić cię do tańca? – nieśmiało zapytał Rafał.

Natalia popatrzyła na niego. Nie mogła mu odmówić. Zeszli do sali balowej. Orkiestra właśnie grała stareńki utwór Madonny „Crazy for you”.

Tańczyli, wpatrzeni w siebie. On dojrzał w niej to coś, a ona w nim. Czasem wpadali na inne pary pląsające po parkiecie. Na zakończenie cmoknął ją w rękę i odprowadził do stołu. Powoli zbliżała się północ. Czas oczepin.

Czy przypadkowe było to, że właśnie ów nastolatek chwycił krawat swojego wujka. Nie wierzył, kiedy welon panny młodej złapała w ręce Natalia.

– Lidka, to nie dzieje się naprawdę – stwierdziła Laura, widząc, co się dzieje.

– Mamo, zobacz – rzuciła Kinga.

Lidka wiedziała, że to znów sprawka jej męża. Ten uparciuch znów z zaświatów miał swój plan w stosunku do tych młodych ludzi. Laura powstała. Lidia usadziła ją z powrotem na miejscu.

– On widocznie tak chciał – rzuciła.

Stanęli naprzeciw siebie. Siedemnastoletnia Natalia i szesnastoletni Rafał- junior. Równie przystojny jak jego dziadek, gdy był w tym wieku, a ona równie piękna, jak jej matka, gdy była nastolatką.

Orkiestra zagrała hit Natalii Kukulskiej „Zakochani”, a para rozpoczęła taniec, patrząc sobie głęboko w oczy. Byli na widoku gości i trudno było ukryć chemię, jaka miedzy nimi zaistniała.

– Jakub zobacz, nowa miłość kwitnie – pierwsza dostrzegła Ola.

Kuba nic nie odpowiedział, ale też ujrzał, że coś między małolatami zaiskrzyło.

– Mamo, oni się zabujali w sobie – stwierdziła Kinga, nie mogą oderwać wzroku od wirującego z partnerką syna.

– To źle? – zapytała Lidia.

– Co się dzieje? – Laura była najwyraźniej zaskoczona.

– Sama dobrze wiesz, co, nie czułaś tego nigdy? – odparła Lidka.

 

+++++

 

Co działo się dalej, to tajemnica alkowy Jakuba i Oli. Młode pokolenie tańczyło ze sobą do czwartej nad ranem i ciężko było ich rozdzielić. Wpatrzeni w siebie nie chcieli zauważyć zbliżającego się świtu. Na pożegnanie junior Rafał zdobył się na jakże niesforny pocałunek w usta Natalii. Odpowiedziała mu tym samym, dając nadzieje na coś więcej.

A „Foxtrot 1”– patrzył na to wszystko z nieba. Patrzył i się cieszył.

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tags:
Blog Comments

Finał tej historii sporo traci bez tzw. pierdolnięcia – jeszcze jednej dramatycznej akcji ratunkowej, która stanowiłaby dla bohaterów wyzwanie.

Bez tego historia mocno się rozłazi, meandruje bez celu i szczerze mówiąc z trudem doczytałem do końca.

Autorowi najlepiej wychodzi wartka akcja, a nie romansidło. To powinno być raczej ograniczane, a nie wypełniać sobą całość rozdziału.

No i muszę powtórzyć mój komentarz pod drugim rozdziałem „Ratownika”:

„A ponoć to kobiety oglądają film porno do końca w nadziei, że w finale będzie ślub 🙂 Koniec słodki i sentymentalny, aż zęby bolą z nadmiaru cukru.”

Przyznam, że po cliffhangerze, który zakończył poprzedni rozdział spodziewałam się czegoś innego. Heroicznej operacji ratunkowej. Ścigania się z czasem, by uratować naszych bohaterów. Dlatego ten finał o konsystencji rozwleczonego romansidła przyniósł mi spore rozczarowanie.

Wszystko tu jest zbyt długie, jakby autor zapomniał, jak się operuje skrótami. (wyciął jedynie to, co najciekawsze – ocalenie Rafała i Oli). Symbolem tego może być scena ślubu, gdzie pieczołowicie przepisał treść ślubowania, które każdy z nas słyszał w życiu pewnie z tuzin razy i nie ma potrzeby cytować go w całości.

Właściwie wszystko po powrocie z Albanii możnaby zastąpić zdaniem: „Rafał i Ola pobrali się i żyli razem w szczęściu i harmonii.” I opowieść wcale by na tym nie straciła.

Domyślam się, że satysfakcjonujące kończenie takich opowieści nie jest łatwe. Ale zrobienie tego w taki sposób wpływa negatywnie na odbiór całości. A szkoda, bo poza finałem to naprawdę ciekawa historia.

Szanowny Thorinie i Szanowna Lamio,
Pozwolę sobie odpowiedzieć zbiorczo na Wasze uwagi w jednym komentarzu.
1. „Finał tej historii sporo traci bez tzw. pierdolnięcia” – na 22 opowiadania (części), przynajmniej kilkanaście było z owym „pierdolnięciem”. Kilka , bez tego efektu (tak , jak i ten) to taka zmiana. Według Was nieudolna, zła, przecukrzona, romansidło. Pewnie macie rację.
2. „Autorowi najlepiej wychodzi wartka akcja, a nie romansidło. To powinno być raczej ograniczane, a nie wypełniać sobą całość rozdziału.” – autorowi, średnio wychodzi cokolwiek, tak na marginesie. Zapycha dziury w harmonogramie swoimi opowiastkami marnej jakości. Śmiem twierdzić, że odkopane z czeluści DE, opowiadania innych Autorów dałyby Czytelnikom większą frajdę.
3. „A ponoć to kobiety oglądają film porno do końca w nadziei, że w finale będzie ślub 🙂 Koniec słodki i sentymentalny, aż zęby bolą z nadmiaru cukru.” – rozumiem, że happy end nie jest trendy. Ślub i żyli długo i szczęśliwie to passe. Spotkali się, przeżyli coś razem i poszli, każde w swoją stronę, to jest na topie. Ciężko mi zrozumieć to stwierdzenie i czy moje opowiadania to porno? Oglądamy chyba inne filmy w tym gatunku. Staram się tworzyć erotykę, nie porno, ale tu granica jest płynna. Dla mnie może to erotyka, dla innych to porno. Kwestia gustu i dyskusje nie mają tu sensu, każdy ma inny próg i należy go szanować.
4. „wszystko po powrocie z Albanii można by zastąpić zdaniem: „Rafał i Ola pobrali się i żyli razem w szczęściu i harmonii.” I opowieść wcale by na tym nie straciła.” – przekornie może skróciłem to do stwierdzenia ” Rafała i Olę uratowano w ostatniej chwili” i rozwinąłem wątek ich miłosnych harców w Albanii, pociągu, bo najwyraźniej stwierdziłem , że akcji w poprzednich odcinkach było zbyt wiele i czas najwyższy pokazać nieco erotyki (porno), a nie epatować patosem i heroicznymi akcjami. Może błędnie przyjąłem zasadę, że czasami należy przystopować akcję, dać coś innego, Chciałem dobrze, a wyszło jak zawsze (czyli do dupy).
5. „zrobienie tego w taki sposób wpływa negatywnie na odbiór całości.” – no, znany jestem z tego, że potrafię spieprzyć nawet dobrze rokującą serię (patrz Strażniczka Bałtyku i Duch Lewantu). Jakoś mi końcówki nie wychodzą, najwyraźniej to moja przypadłość. Taka widać moja uroda.

Czytelnicy i Autorzy tutaj to inna kasta. Macie wysublimowany poziom i wcale się temu nie dziwię. Co kilka dni dostajecie dzieła Autorów (obecnie aktywnych jak i nieaktywnych z byłej DE), którym ja niegodzien rzemyka u sandała zawiązać/rozwiązać, tudzież stóp całować. Kudy mi do Megasa, Tompa, Androidki, Unstableimagination, Barmana Ravena, Ani, Foxa, czy innych, których za to, że nie wymieniłem w tym Szanownym Gronie, serdecznie przepraszam. Powinienem puścić tylko Bałtyckiego Rybaka Dusz i dać sobie spokój, a nie iść na „żywioł”, mając w zanadrzu sporą ilość opowiadań, którymi zapełniałem luki w harmonogramie. Poszedłem na żywioł, całkowicie niepotrzebnie, wrzucając kolejne opowiadania, jak widać po komentarzach, dość marnej jakości, i co gorsza, nic mi poprzednie komentarze nie dały do myślenia. Mój błąd, że nie zadziałałem wcześniej, a kontynuowałem to mając nadzieję, tylko na co… Sam nie wiem, bo równia pochyła zaczęła się w połowie „Ducha Lewantu”, a może przy „Strażniczce”.
Przepraszam za rozczarowania i to, że zabrałem Wam, Czytelnikom cenny czas, na czytanie moich „dzieł”. Mogliście to spożytkować, na coś bardziej godnego, a przede wszystkim, zamiast moich marnych opowiastek można było zaprezentować Wam opowiadania z archiwum DE, które z pewnością byłyby lepsze. Zachłysnąłem się tym portalem i możliwością publikacji tutaj, zdajać sobie wewnętrznie sprawę, że mój warsztat nie przystaje do tak Szanowanego Grona. Ostatnimi czasy było mnie zbyt dużo, praktycznie wyskakiwałem z szafy, lodówki i innych AGD. Całkowicie niepotrzebnie, nieświadomie korzystałem z tego , że były dziury w harmonogramie, katując Czytelników marnej jakości treściami.
Pasuje, daje szansę lepszym tekstom. Mam w swoim portfolio kontynuację „Ducha Lewantu”, ale chyba, nie ma sensu ciągnąć coś, co wcześniej nie wyszło. Pozostałe moje opowiastki? Dobrze przyjęte na Lol i Pokątnych, tu nie wróżę im dobrych komentarzy (komentujących tez coraz mniej).
Jeszcze raz przepraszam, że nie sprostałem Waszym wymaganiom.
Pozdrawiam.

George Orwell stwierdził, że: „Aby zostać pisarzem, wystarczy mieć trochę fantazji, znać język i znaleźć inne źródło utrzymania”. Wszystkie te warunki spełniasz, więc jesteś pisarzem. A że Orwell zapomniał wymienić czwartego warunku, jakim jest gruba skóra, to ja go dodam. Jaki z Ciebie byłby wojak, gdybyś jej nie miał, prawda?

Szanowny Tompie,
Ze stwierdzenia Orwella, spełniam tylko jeden warunek – mam inne źródło utrzymania. Z warsztatem (językiem) u mnie krucho (widać to po krwawiących na czerwono poprawkach korektorskich), a fantazja? Gdzie Ty ją dostrzegasz? Bazuję po części na filmach ( II i III część Bałtyckiego… to zaadaptowanie na polskie warunki, amerykańskiego filmu, z własnymi wtrąceniami w postaci wypadku z MANPAD-em), być może „Utulnia” to do końca wymysł mojej fantazji. Tylko tyle, albo aż tyle.
Co do „grubej skóry” – w wojsku mamy na to inne stwierdzenie „Kto ma miękkie serce, ten ma twardą dupę” i odwrotnie.
Kończąc przytoczę słowa piosenki zespołu „Perfect” – „Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść”, a ja niestety nie wiedziałem kiedy.
Pozdrawiam.

„Czerwone poprawki”??? Jedną Twoją rzecz kiedyś redagowałem, to wiesz, że czerwone to pikuś! Porozmawiaj z Unstable’m i Androidką. Największym wyzwaniem są żółte, bo te zmuszają autora do ciężkiej pracy, podzas gdy czerwone korekta zrobiła za Ciebie. Jako redaktor powiem to samo: błędy oczywiste są łatwe do poprawienia, wyzwaniem są te nieoczywiste. Dla mnie najtrudniejsze są miejsca, gdzie muszę podjąć decyzję (a następnie zakomunikować ją autorowi), czy to coś, co mi się nie podoba, uznać za specyficzny styl, czy za usterkę wynikającą z braku umiejętności.
Unstale nadmiar mojej ingerencji w styl ładnie nazwał „TOMPorowaniem”. Wciąż z tym walczę.

Mój obecny korektor nie rozbija uwag na kolory. Wszystkie uwagi i błędy zaznacza na czerwono. Ty masz paletę barw i każdy kolor znaczy co innego (pamiętam). Każdy korektor ma swoje zasady i z każdym z nich miałem przyjemność współpracować (z trzema tj. Ty, Hyde i Megas) . Całą trójkę szanuję i jestem bardzo wdzięczny za okazaną BEZINTERESOWNĄ pomoc.
Pozdrawiam.

A może przyjmij krytykę jak mężczyzna, zamiast jak dziecko obrażać się i zabierać klocki do innej piaskownicy 🙂

Fakt, że przeczytaliśmy z Lamią, jak podliczyłeś, 22 Twoje opowiadanie, świadczy chyba, że lubimy je czytać. Fakt, że skomentowaliśmy je tak, a nie inaczej, świadczy o tym, że miałeś zniżkę formy, a nie, że nie powinieneś w ogóle zamieszczać tu swoich tekstów.

Dajemy Ci do zrozumienia, w czym jesteś dobry, a w czym nie. Jeśli komuś średnio wychodzą romanse, lepiej niech skupi się na akcji. Ale sam zdecydujesz, co zrobić z taką wiedzą – wyciągniesz wnioski czy uderzysz w focha.

Odpowiedz

Absurdalna Namietnosc

Autor dał nam melodramat. Pytanie jednak brzmi: czy jest to melodramat udany, czy może momentami idący już w kierunku „taniej telenoweli”?

Moim zdaniem tekst balansuje na tej granicy. Chwilami ją przekracza, chwilami skutecznie się przed tym broni.

Na początku warto zwrócić uwagę, że dostajemy utwór bardzo charakterystyczny dla stylu Jammera, do którego autor przyzwyczaił czytelników swoimi wcześniejszymi pracami. Chodzi przede wszystkim o dużą dosłowność emocjonalną, autor bardzo często mówi czytelnikowi wprost, co bohaterowie czują i jak mamy odbierać daną scenę. Zamiast pozostawić przestrzeń na interpretację czy budowanie emocji obrazem, gestem albo niedopowiedzeniem, dostajemy gotowe wyjaśnienia i emocjonalne deklaracje.

Nie traktuję tego jako zarzutu samego w sobie, raczej jako dostrzeżenie ciągłości stylu autora. Jednym taki sposób narracji będzie odpowiadał, inni mogą odbierać go jako zbyt dosłowny.

W tej pracy szczególnie rzuca się jednak w oczy kilka innych elementów:

jednostajny rejestr emocjonalny – emocje są bardzo intensywne niemal przez cały czas, przez co brakuje kontrastu i momentów wyciszenia;

nagła zmiana rejestru językowego w scenach erotycznych – czytelnik nie zostaje wcześniej przygotowany na tak wyraźną zmianę stylistyczną, dlatego erotyka momentami gryzie się z wcześniejszym romantycznym tonem narracji. Powstaje pewien zgrzyt stylistyczny;

nadmiar deklaracji emocjonalnych zamiast pokazywania uczuć poprzez gesty, zachowania czy reakcje bohaterów. Tekst często idzie wprost w komunikaty typu „kocham”, „pragnę”, „jestem szczęśliwy”, przez co emocjonalność bywa mało subtelna i momentami zaczyna przypominać operę mydlaną.

Jednocześnie nie uważam, by był to przypadkowy czy bezmyślny tekst telenowelowy. Autor broni się kilkoma rzeczami: dobrze oddanym środowiskiem strażackim, umiejętnością budowania czułości między bohaterami oraz tym, że erotyka wynika tutaj z emocjonalnej bliskości postaci, a nie istnieje wyłącznie „dla sceny”.

Dlatego powiedziałbym, że jest to melodramat mocno balansujący na granicy telenowelowości, ale niepozbawiony autentycznych emocji i warsztatowych atutów.

Choć osobiście mam problem z warsztatem Jammera to jednak lubię czytać jego pracę. Widzę w nich prawdziwą zabawkę, duszę twórcza. Jest w nich dobra energia 🙂

Odpowiedz

Absurdalna Namietnosc

W moim wcześniejszym komentarzu pominąłem jedną rzecz, na którą warto zwrócić uwagę. Mam na myśli to, że w scenie erotycznej udało Ci się nadać seksowi znaczenie psychologiczne i mocno powiązać go z charakterami postaci. W Twoich wcześniejszych tekstach ten aspekt był obecny w niewielkim stopniu albo wręcz go brakowało, dlatego wyraźnie widać, jak duży postęp zrobiłeś pod tym względem.

Zdecydowanie działa to na korzyść całego utworu.

Dzięki temu scena erotyczna nie jest jedynie opisem fizycznej bliskości, ale staje się również narzędziem budowania postaci. Pokazuje, kto przejmuje inicjatywę, kto dominuje, kto odczuwa niepewność, a kto potrzebuje czułości i emocjonalnego bezpieczeństwa. Co ważne, Ola nie jest tutaj jedynie obiektem pożądania mężczyzny. Zachowuje własną sprawczość, którą widać w sposobie inicjowania kontaktu, budowania atmosfery oraz prowadzenia erotycznej gry między bohaterami. To sprawia, że relacja staje się bardziej wiarygodna, a sama scena zyskuje głębię i znacznie wyższy poziom literacki.

Serdecznie dziękuję za dogłębną analizę i cenne spostrzeżenia z Twojej strony. Zgadzam się z większością uwag i są dla mnie cenną podpowiedzią. Masz rację, ta seria balansuje pomiędzy melodramatem, a operą mydlaną/ tanią telenowelą. Tu, dobrze trafiłeś, a opowiadanie meandruje , często przekraczając granicę i w sporej części jest ową telenowelą.
Pozdrawiam.

Leave a Comment