
Ilustracja: Gino Boccasile
Obudził ją ból. Nie ten dobrze znany, który towarzyszył jej przez ostatnie kilka, może kilkanaście dni, owe tępe, świdrujące i nieprzerwane cierpienie w podbrzuszu i kroczu, ale ostry, przeszywający, nowy. Uchyliwszy powieki skonstatowała, że leży na chłodnym, twardym bruku, a ktoś właśnie kopie ją w biodro, usiłując zmusić do wstania. Odczołgała się instynktownie i jak najszybciej mogła, uniosła na kolana. I od razu upadła z powrotem. Była bardzo osłabiona, wszystkie mięśnie miała zdrętwiałe, cała się trzęsła i nie mogła zogniskować spojrzenia. Nie miała pojęcia, ile je wieziono, nie wiedziała nawet, ile dziewczyn było z nią na wozie. Straciła poczucie czasu, miejsca, otoczenie nie istniało, jawa mieszała się ze snem, nie pozwalając na logiczne myślenie czy wyciąganie wniosków. Ktoś szarpnął ją za ramię, postawił brutalnie na nogi, uderzył otwartą dłonią w twarz.
– Obudź się, kurwo!
Otworzyła szerzej oczy, wzrok miała gdzieś na wysokości łokcia śmierdzącego potem mężczyzny. Nie miała siły na nic innego, samo uchylenie powiek zdawało jej się nadludzkim wysiłkiem, a utrzymywanie się w pozycji stojącej zużywało wszystkie pozostałe jeszcze siły. Mężczyzna chciał ponownie ją uderzyć, kiedy władczy głos i kilka słów w nieznanym języku, powstrzymały dłoń w połowie drogi ku jej twarzy. Czyjeś ręce złapały ją za ramiona i zaskakująco delikatnie poprowadziły do przodu. Szła na sztywnych nogach, słaniając się i z trudem stawiając krok za krokiem. Smród zaułka, jakieś drzwi, przytłumione światło, zapach kadzideł, perfum, potu, pożądania… Schody, ręce unoszą ją, niosą na górę. Drzwi, pokój, miękko, ciepło. Ciemność.
***
Mmm… Cieeepło… Tak bardzo ciepło, przyjemnie, miękko… Leniwie otworzyła oczy, potrzebowała jeszcze chwili, żeby zorientować się, że leży w balii z gorącą wodą pełną wonnych olejków, a dwie dziewczyny, odziane w niezwykle cieniutkie, zwiewne tuniki ukazujące wszystkie szczegóły ich szczupłych ciał myły ją w milczeniu i czesały długie włosy. Raseya poddawała się ich dotykowi, nie miała siły, żeby protestować. Dziewczęta pomogły jej wyjść z balii, owinęły miękką, białą tkaniną, zaprowadziły do ogromnego łóżka. Żadna z nich ani razu nie spojrzała jej w oczy, nie wypowiedziała choćby słowa.
– Gdzie jestem? – spytała cicho, starając się zebrać myśli. Zmęczenie skutecznie jej to uniemożliwiało. – Dlaczego…
Jedna z dziewcząt przytknęła jej wąski palec do ust i przykryła Raseyę kołdrą. Przez chwilę szlachcianka zauważyła, że tamtej lekko drżą wargi. Po chwili obie służki wyszły cichutko, pozostawiając ją samą. Od razu zasnęła.
***
Obudził ją delikatny dotyk. Dziewczyna, inna niż te, które usługiwały przy kąpieli, usiłowała ją dobudzić. Raseya otworzyła oczy wystraszona. Jasnowłosa uspokoiła ją spojrzeniem i tonem głosu, bo szlachcianka nie potrafiła zrozumieć słów. Pomogła jej wstać z łóżka, z krzesła stojącego obok wzięła cienką, przezroczystą tunikę, w głębokim karminowym kolorze, nałożyła ją na dziewczynę, pomogła zawiązać w odpowiednich miejscach. Teraz przy każdym ruchu Raseya mogła dostrzec, że materiał faluje, to ukazując jej udo, to część piersi, to przylegając ściśle, uwypukla sutki. Nieznajoma posadziła ją na łóżku, z małego pudełeczka wyjęła perłowy grzebień i rozczesała jej włosy, układając je w naturalnie tak, by opadały Rasei na ramiona i piersi. Odłożyła grzebień, wstała i podała jej owalne lusterko. Szlachcianka przejrzała się w tafli, spróbowała blado uśmiechnąć, ale wysiłek spełzł na niczym. Wyglądała niezwykle pięknie, lecz jakoś tak smutno. Duże, brązowe oczy przepełnione były obojętnością, Raseya nie znała tych oczu. Nadal prawie nic do niej nie docierało, nie myślała, nie zastanawiała się. I właściwie, tak było lepiej.
Nagle drzwi komnaty otworzyły się, a do pomieszczenia powolnym, miękkim krokiem wkroczył wysoki mężczyzna. Szczupła dziewczyna obok Rasei od razu padła na kolana, ciągnąc ją za sobą. Szlachcianka posłusznie uklękła, schyliła głowę, choć niekoniecznie wiedziała, co się dzieje. Mężczyzna zbliżył się, stanął tuż nad nimi, Raseya mogła przyglądać się jego butom, drogim, bardzo eleganckim, w najmodniejszym stylu, jej ojciec miał takie. Ojciec…
Elegant odprawił jasnowłosą obok kilkoma ostro brzmiącymi słowami, tamta wycofała się na klęczkach, zniknęła za drzwiami. Raseya czuła się nieswojo, a do jej otępiałego umysłu zaczął wkradać się strach. Czy to następny facet, który chce ją zgwałcić? Gdzie ona w ogóle jest? Z początku wydawało jej się, że ten dom to ratunek, nieco później zorientowała się, że jednak Fortuna nie jest dla niej tak łaskawa. Te stroje, młode ładne dziewczyny, służalczość wobec mężczyzn. Nie, to nie był ratunek.
– Unieś głowę.
Jego głos był stanowczy, ale wolny od tego dziwnego akcentu jaki mieli żołnierze, którzy ją skrzywdzili. Z lekkim ociąganiem wykonała polecenie, bała się patrzeć mu w twarz.
– Wyżej. Spójrz na mnie.
Posłusznie uniosła wyżej głowę, popatrzyła w jego jasne, błękitne oczy. Miał pociągłą twarz, blond włosy związane w kucyk na plecach i dziwny wyraz twarzy. Był tak odmienny od wszystkich mężczyzn, jakich Raseya kiedykolwiek widziała, że nie mogła opanować zdumienia, które odbiło się na jej twarzy.
– Dobrze, możesz spuścić wzrok. Od teraz wykonujesz tylko polecenia, chyba, że któryś z klientów zażyczy sobie inaczej. Co miało znaczyć to drgnienie? Zdziwienie? Strach? Oba uczucia jak najbardziej uzasadnione, ale swobodnego okazywania emocji też masz się wyzbyć, tak samo jak chęci jakiejkolwiek niezależności. – Zaczął bardzo powoli krążyć wokół niej. – Słyszałem, że jesteś szlachcianką wziętą z Gretanii. A dokładniej z miasta Vens. Z najbogatszej w mieście rodziny. – Nagle schylił się ujął jej brodę w dłoń. – Zerżnęli cię, co? Nasi wojownicy poużywali sobie?
Raseya o mało co nie zemdlała ze strachu. Jego ruch był niesamowicie szybki, nie zdążyła odwrócić głowy, zacisnęła tylko mocno powieki, nie chcąc spoglądać w jego pozbawione wyrazu oczy.
– Mocno cię zerżnęli? Jęczałaś i krzyczałaś pod nimi? A może sama się oddałaś, co? Może wystawiałaś im się i prosiłaś, skamlałaś o to, co? – Powstał, puścił ją, a gdy znów zaczął mówić, jego głos był spokojny i opanowany, jakby dziwny wybuch nigdy nie miał miejsca. I to było jeszcze bardziej przerażające. Raseya drżała na całym ciele, skuliła odruchowo ramiona, jakby chroniąc się przed następnym nieoczekiwanym wybuchem.
– Do rzeczy. Skoro masz w sobie błękitną krew, zapewne nie zaniedbano twojej edukacji, musisz być choć trochę inteligentna. Słuchaj więc uważnie, bo nie zamierzam powtarzać. A będzie to dla ciebie najważniejsza rzecz, o ile nie chcesz wylądować już jutro w małej celi, przykuta do ściany, posuwana codziennie przez kilkunastu żołnierzy, pachołków i sług. A nie chcesz, prawda?
Pokręciła szybko głową, bojąc się, że może zaraz znowu schyli się i siłą zwróci jej twarz ku swojej. Pięknej, ale zarazem nienaturalnej.
– Nie jesteś w zwykłym burdelu, ale w ekskluzywnym domu rozpusty, jakkolwiek to brzmi. Tutaj nie ma tylko dup do rżnięcia. Co wcale nie znaczy, że nie ma dziwek i że dziwką nie jesteś. Bo jesteś. I zapamiętaj to sobie. Tutaj obsługujemy bardzo ważne persony. Masz się więc starać. Znamy każdego klienta, jego preferencje, a ty masz się do nich stosować. Jak klient zechce, żebyś była suką, to się nią staniesz. Jak zechce cię jako małą dziewczynkę to się w nią wcielisz. Wykonujesz wszystkie polecenia, spełniasz każdą fantazję. KAŻDĄ. Rozumiesz? Pytałem czy rozumiesz?
– Tak, rozumiem – odpowiedziała cicho.
– Chyba zapomniałaś do kogo się zwracasz, dziwko. – Głos miał nadal spokojny, ale było w nim coś niebezpiecznego. Coś czego lepiej nie budzić. – Powtórz. Czy rozumiesz?
– Tak… Tak, panie.
– Przed każdą wizytą klienta któraś z dziewcząt przekaże ci o nim informację. Tutaj nie istnieje słowo „nie”. Za „nie” będziesz ukarana. W jaki sposób – to już zależy tylko od klienta. Czy będzie chciał cię wychłostać, czy na przykład oddać służbie i patrzeć na to jak cię gwałcą. Od tej pory ciebie nie ma. Są tylko konwencje, tylko postaci, które odgrywasz. Posłuszeństwo, uległość. Powtórz, co jest najważniejsze?
– Posłuszeństwo… uległość… brak… mnie…
– Dobrze. Jesteś pojętna, tym lepiej dla ciebie. Wstań.
Wsparła się rękami o podłogę, podniosła z kolan, stanęła przed nim ze spuszczonymi oczyma. Podniósł jej głowę, jednym zręcznym ruchem ściągnął tunikę, śliski materiał opadł na ziemię, tuż obok jej stóp. Odruchowo chciała się zasłonić, ale odsunął jej ręce. Czuła, że rumieniec oblewa jej twarz, a oczy wypełniają się łzami. Traktowana była jak towar, jak ciało na sprzedaż. Mężczyzna dotknął jej pleców, przejechał smukłą dłonią po pośladkach, ścisnął piersi, uszczypnął w sutek, wyrywając z jej ust cichy jęk. Potem bezceremonialnie włożył jej palec w szparkę i trzymając go tam spojrzał jej w oczy. Na jego wargach błąkał się lekki uśmieszek. Pierwsza łza popłynęła po policzku szlachcianki. Mimo strachu i upokorzenia w oczach blondyna było coś, co sprawiło, że wbrew sobie poczuła dosyć przyjemne mrowienie w podbrzuszu. Może to zmrużone oczy, może uśmiech, a może pewność siebie połączona z tak bezwstydnym sprawdzaniem jej? Nie wiedziała, ale to uczucie wcale jej się nie podobało. Mężczyzna jakby był tego świadom. Wysunął z niej palec, kazał jej spuścić głowę i uklęknąć znowu.
– Dzisiaj masz pierwszego klienta. Jedna z dziewczyn opowie ci o nim. Jeśli będzie niezadowolony, lądujesz w celi. Nie chcesz wiedzieć, co stanie się z tobą potem. Więc lepiej się postaraj.
Tylko to – „Lepiej się postaraj”. Nie powiedział nic więcej, wyszedł bez słowa. Raseya usiadła na podłodze, ciepłe łzy spływały jej po twarzy. Została dziwką. Zwykłą dziwką. A nawet gorzej – niewolnicą. Nie miała żadnych praw, żadnej możliwości ucieczki. Spojrzała na swoje łono, nadal, jakby podświadomie, czuła dotyk jego palca, dziwne uczucie, jakiego doznała, spojrzenie, jakim ją mierzył. Powoli wstała, wciągnęła na siebie karminową szatę, położyła się na łóżku i wpatrzyła w sufit. Czekała.
Nie pozostawiono jej samej długo. Niebawem drzwi otworzyły się i do pomieszczenia wpadła niska, ciemnowłosa dziewczyna, odziana w białą tunikę. Tak, „wpadła” jest tutaj odpowiednim słowem. Od razu podbiegła do Rasei i zaczęła szybko mówić, na szczęście w jej języku.
– Moment, wolniej… – usiłowała zrozumieć słowotok dziewczyny. Tamta wyrwała ją z ciężkich myśli. Raseya powoli układała sobie wszystko w głowie, gdzie jest, czym się tutaj stanie. Akceptacja sytuacji wobec braku alternatyw, w jakiś dziwny sposób ją uspokajała. Teraz została brutalnie wyrwana z przemyśleń, potrzebowała chwili, żeby wrócić do świata.
– Za chwilę przybędzie twój pierwszy klient, generał, pewny siebie i władczy mężczyzna – mówiła szybko ciemnowłosa. – Lubi ciche, posłuszne dziewczyny. Nie przyjmuje odmowy, nie podnieca go, jak niektórych, walka przed seksem. Pochylaj głowę, najlepiej w ogóle nic nie mów, jedynie cichutko jęcz, jeśli doznasz orgazmu to również się opanuj. Miej spuszczone oczy, skruszoną minę, od czasu do czasu spójrz na niego bolesnym wzrokiem, lubi to. I oczywiście pozwalaj mu robić z tobą co tylko zechce, nawet nie próbuj się wyrywać! – zaznaczyła, łapiąc ją za ramiona i patrząc w oczy z niepokojem. Jakby chciała jakoś upewnić się, że Raseya sobie poradzi.
Ale ona przecież sama nie wiedziała, czy da sobie radę. Posłuszna? Milcząca? Cichutko jęczeć? Realizm sytuacji uderzył ją jak obuchem. Zaraz wejdzie tutaj wielki żołnierz. Mężczyzna, silny. Który będzie robił z nią wszystko, na co ma ochotę. Zerżnie ją, zgwałci. A ona ma być posłuszna. I cichutko jęczeć.
– Błagam… Nie da się tego jakoś… – spojrzała na dziewczynę z przerażeniem w oczach. – Ja nie wiem, ja nigdy… Pomóż mi jakoś… co mam robić, jak…?
– Bądź posłuszna, siostro. Nie protestuj. Bądź grzeczna… – zawahała się i dokończyła szybko. – Bądź grzeczna, a będzie mniej bolało… A potem już nie zwraca się na to uwagi… – mówiąc to oderwała ręce od jej ramion i wybiegła przez otwarte drzwi.
Raseya została na łóżku, niezdolna się poruszyć. Co właściwie powinna zrobić? Rozebrać i ułożyć na łóżku? Czy zostać w tunice i po prostu czekać? Dziewczyna nie powiedziała jej nic o tym, jak powinna przywitać swojego klienta. Stalowe szpony strachu zacisnęły jej się na wnętrznościach i przekręciły je. Szlachcianka przełknęła ślinę, uspokoiła się, powstrzymała drżenie rąk. Uznała, że po prostu będzie oczekiwać.
Drzwi do komnaty były otwarte, Raseya widziała je kątem oka. Nagle dostrzegła w nich wysoką i barczystą sylwetkę. Pochyliła głowę, zsunęła się z łóżka i uklękła. Nie wiedziała czy dobrze robi, ale jakoś wewnętrznie czuła, że to będzie odpowiedni krok. Mężczyzna powoli zamknął za sobą drzwi, przystanął, mierząc ją wzrokiem. Zbliżył się, obszedł ją z prawej strony, dotknął jej głowy, włosów. Raseya nadal klęczała, nie ważąc się unieść głowy i obserwowała go ukradkiem. Generał zdjął z siebie ciemny płaszcz, wojskową kurtkę, którą miał pod spodem i cienką lnianą koszulę. Dotknął jej ramienia, przyciągnął do siebie, jej ręce znalazły się na wysokości jego krocza. Raseya przełknęła ślinę, nie do końca wiedząc, czego oczekuje od niej klient. Nic nie mówił, nie wydał żadnego polecenia. Ale tamta dziewczyna przecież mówiła…
Drżącymi rękami rozpięła mu spodnie, zsunęła z bioder, pozwoliła by opadły na podłogę, tuż przy jej kolanach. Generał wyszedł z nich, wziął ją pod pachy i uniósł z klęczek, szybko zerwał z niej tunikę. Teraz stała przed nim naga, ze spuszczoną głową i kosmykami włosów opadającymi na twarz. Mężczyzna bez żadnych wstępów pchnął ją na łóżko, odwrócił tyłem do siebie, wolno dotykał jej karku, piersi, ścisnął sutek. Stłumiła jęk bólu, połączony jednak z dziwną rozkoszą. Przesuwał dużymi dłońmi po talii, biodrach, pogładził ją po pośladkach, zaczął je masować, drugą rękę wsunął między jej nogi, rozchylił wargi i pogładził ją po sromie. Odruchowo zacisnęła uda, ale od razu zbeształa się w myślach i usiłowała rozluźnić. Palec dotykał warg, uciskał łechtaczkę, powoli, spokojnie, nieubłaganie. Kciuk przesuwał się w stronę jej odbytu, muskał go zaledwie, powodując w niej dziwne dreszcze. Nagle, zupełnie niespodziewanie, jego ręce złapały ją wpół, przesunęły w dół łóżka, a sam generał ułożył się wygodnie na całej jego szerokości. Raseya wylądowała z twarzą tuż przy jego ogromnym penisie. Nieco wyżej widziała umięśniony brzuch, piersiami i brzuchem ocierała się o stalowe mięśnie nóg, wyćwiczone ciężkim żołnierskim treningiem. Na podbrzuszu widziała długą bliznę, biegnącą aż do żeber.
Mężczyzna przyciągnął jej głowę do swojego krocza, zaskoczona przyjęła całego penisa, zakrztusiła się. „Nie chcę… to takie… brudne, takie niegodne… Nie chcę go dotykać, nie chcę mieć go w ustach, nie, proszę…” Czuła jak biodra klienta poruszają się, na razie powoli, jakby przypominając jej o roli, jaką ma spełnić. Nie wiedziała jak to się robi, nigdy nie próbowała, w usta była tylko zerżnięta, nie miała pojęcia o seksie oralnym. Zaczęła powoli ssać, poruszać językiem w środku, starając się dostosować do rytmicznych ruchów bioder. Penis naprawdę był wielki, ledwo mogła go wziąć do połowy, dalej krztusiła się. Lizała żołądź, pilnie obserwując reakcje mężczyzny. Ten poruszał biodrami już nieco szybciej, Raseya ponownie przyjęła męskość głębiej, otuliła wargami. Odpowiedział jej cichy jęk rozkoszy. Powtórzyła to, poruszając miękko głową to w górę to w dół i coraz szybciej pracując językiem. Penis rósł w jej ustach, a mężczyzna oddychał coraz szybciej i mniej równomiernie, Raseya poczuła jak duża ręka łapie ją za nadgarstek i przyciąga jej rękę w stronę ust. Przestraszona, że może robi coś źle zaczęła niepewnie dotykać nasady penisa. Poczuła szarpnięcie za włosy, przyciskające jej twarz do podbrzusza. Zakrztusiła się, ścisnęła mocniej. Mężczyzna jęknął z zadowolenia, puścił jej włosy. Kierowana tymi osobliwymi wskazówkami zaczęła bardziej stanowczo uciskać męskość generała, coraz szybciej poruszając głową. Czuła się jak dziwka, była dziwką. I choć starała się o tym nie myśleć to czuła się splugawiona, sprowadzona to poziomu zwyklej portowej kurwy. W końcu generał szarpnął ją znowu za włosy, a sam wstał i podniósł ją. Złapał Raseyę za kark i wcisnął jej twarz w miękką kapę. Aby utrzymać równowagę rozchyliła nogi i wypięła się, pozbawiona oparcia rąk. I poczuła go. Wbił się w nią szybko, mocno i boleśnie. Krzyknęła, a poduszka stłumiła krzyk. Jego penis był ogromny, miała wrażenie, że rozerwał ją na pół. Poruszał biodrami, wbijając się w nią coraz głębiej. Raseya złapała oddech. Jej drobne ciało poruszało się w rytm jego pchnięć, małe piersi kołysały się lekko. Mężczyzna puścił jej kark, złapał za biodra, przyciskając do siebie jeszcze silniej. Zwolnił swoje ruchy, teraz twarda męskość poruszała się w niej nieco spokojniej.
Generał gładził ją po talii, dotykał pośladków, masował je i wzdychał ciężko, biorąc ją mocno od tyłu. Raseya nagle zauważyła, że nie zwraca już uwagi na swoje upokorzenie, na to, że jest tylko dupą do rżnięcia. Czuła jego wielkiego penisa w sobie, jak dotyka jej ciała i szorstkimi dłońmi sunie po skórze, jak łapie ją za kark i przyciska twarz do kapy, wbijając się w nią mocno. Czuła. Nagle wszystko stało się wyraźniejsze, odczucia mocniejsze, głębsze. Pchnięcie, jej biodra idą do przodu, piersi kołyszą się, następne, mocniejsze, szybsze. Rytm wzmaga się, dotyk dłoni jest wszędzie, na nabrzmiałych sutkach, mokrym od potu karku, splątanych włosach, wypiętych suczo pośladkach. Czuła, tak bardzo, tak intensywnie. Aaachh, ałaaa… Ruch, ból, drżące mięśnie, słony pot w ustach, brak oddechu, ruch, ból… I powoli narastające podniecenie. Ta sytuacja, cisza, ani jednego słowa, ten seks bez komentarzy, bez żadnego wstępu. Ostry ból bardzo powoli przekształcał się w coś innego. Ruchy stały się dużo szybsze, gwałtowniejsze, oddech mężczyzny chrapliwy. Wreszcie wydał z siebie zduszony jęk i jej pochwę oraz wnętrze ud zalała gorąca ciecz. Generał zaciskał ogromne dłonie na biodrach szlachcianki i nabijał ją wręcz na siebie, drżąc chwilę w orgazmie. W końcu wysunął się z niej. Opadła na brzuch i twarz, skuliła się. On spoczął tuż obok, dysząc ciężko. Dopiero teraz mogła spojrzeć na niego odważniej, miał zamknięte oczy i nie było możliwości, by zauważył, że mu się przygląda. Ogorzała kanciasta twarz, czarne włosy, lekki zarost na twarzy, szeroka klatka piersiowa, teraz skroplona potem.
Silnie umięśnione ramiona. Raseya przymknęła oczy, zacisnęła uda. Nadal czuła w sobie jego ruchy, czuła ból, ale i pulsującą krew, dziwnym trafem spływająca do podbrzusza i niżej. Zacisnęła mocno powieki, starając się nie rozpłakać. Gdy tylko jego oddech się uspokoił, mężczyzna wstał, obmył się w balii stojącej w rogu komnaty, wytarł się i szybko ubrał. Raseya nie była w stanie się ruszyć. Po prostu nie miała na to siły, fizycznej i nie tylko. Leżała nadal skulona, zatopiona w lepkiej ciemności upokorzenia. Dotyk wyrwał ją z tego tak gwałtownie, że o mało co nie krzyknęła. Jej szeroko otwarte, brązowe oczy wyrażały bezbrzeżne przerażenie. Mężczyzna odwrócił ją na plecy, przyjrzał się jej bez słowa i wyszedł.
Wszystko odbyło się w ciszy przerywanej tylko paroma jękami, bez choćby jednego słowa. Raseya czuła się wykorzystana, jak przedmiot. Ale za nic nie mogła powstrzymać dziwnego pulsowania w kroczu…
Przejdź do kolejnej części – Droga dziwki III: Zamiast
Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.
Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.


Blog Comments
Calipso
2026-05-27 at 18:35
Raseya idzie w górę. Z wojennej branki, z którą każdy może robić co zechce awansowała na kurtyzanę zabawiającą bogaczy oraz dostojników. Ciekawe, co przydarzy jej się w kolejnym rozdziale. Ta historia nie przestaje zajmować.
Emilia
2026-05-27 at 23:02
Dobre opowiadanie. Przemawia do mnie.