
Źródło: Pexels.com
Signora Orianna obudziła się w środku nocy i nie mogła zasnąć. Daremnie przewracała się z boku na bok w poszukiwaniu wygodnej pozycji oraz odbiegłego snu, przeliczała tysięczne stada baranów, nuciła w myślach słowa znanych piosenek. Bezskutecznie, sen nie zamierzał powrócić, narastały natomiast irytacja i rozdrażnienie. Co gorsza, Pani Orianna doskonale znała ich powód. Oto spędzała w tym ogromnym łożu już czwartą, samotną noc z rzędu. Zdecydowała się na tę niedogodność z własnej woli, chcąc samej sobie udowodnić, że potrafi dobrze spać bez niczyjego towarzystwa. Eksperyment zaplanowała na dziesięć dni i oto już czwartej nocy okazało się, że jednak nie potrafi.
Wzbierająca złość znalazła nowy obiekt, zwróciła się przeciwko samej Signorze Oriannie. Co ona właściwie wyprawia? Czy już kompletnie zwariowała? Dlaczego tak się umartwia? Wielka Bogini nigdy niczego podobnego nie nakazywała. Jutro ma pracowity dzień, wizytacja plantacji bawełny i odprawa z zarządcami, wieczorem przyjęcie u Diuszesy Sereny. Chciałaby się po prostu wyspać. Nadal zirytowana, energicznym ruchem dłoni wdusiła przycisk przywołania. Usłyszała cichy, stłumiony kilkoma ścianami apartamentu dźwięk dzwonka.
Znudzona, w poszukiwaniu nowych wrażeń, zdecydowała się przed kilkoma dniami na doświadczenie samotnego spędzania kolejnych nocy, doświadczenie które okazało się właśnie całkowitym nieporozumieniem. Skoro przyznała to już otwarcie sama przed sobą, dlaczego nie miałaby przerwać tej nieudanej zabawy? Jest przecież panią samej siebie, zresztą nie tylko siebie, i może czynić we własnej sypialni wszystko, na co przyjdzie jej ochota.
Pogrążona w gwałtownych myślach Signora Orianna uświadomiła sobie, że musiał już upłynąć czas zmówienia jednej czy dwóch litanii, a pomimo wezwania nikt się nie pojawił. Co oni tam sobie wyobrażają, pospali się, czy co? Nacisnęła przycisk ponownie, dwa razy. Poniewczasie zdała sobie sprawę, że przyzwała w ten sposób dwóch niewolników. Nie szkodzi, wybierze jednego, drugiego odprawi. Chce tylko, by ukołysał ją do snu. Nadal jednak nikt nie nadchodził. Proszę, oto do czego prowadzą głupie eksperymenty. Wystarczyło, by przez kilka kolejnych nocy nikogo nie przywoływała, a dyscyplina i gorliwość wśród służby uległy rozluźnieniu. Trzeba zająć się tą sprawą i wyciągnąć konsekwencje, ale może niekoniecznie w obecnej chwili, o ile liczy na sen tej nocy. Co prawda, jeżeli spóźnią się jeszcze bardziej, to sen tak czy inaczej nie nadejdzie i będzie musiała znaleźć inny sposób na spędzenie najciemniejszej pory doby. Obiecała sobie, że pożałują swego niedbalstwa.
Nadal nie mogła doczekać się pukania do drzwi sypialni i rozdrażnienie zaczęło przechodzić w uczucie niepokoju. Coś musiało się stać. Mityczny bunt niewolników? Zupełne niepodobieństwo. Coś takiego nigdy się nie wydarzyło i nie wydarzy, a zbuntowani niewolnicy pojawiali się tylko w budzących dreszczyk emocji fantazjach snutych przez młodsze wiekiem, spragnione wrażeń Dominy. Pomimo wszelkich środków ostrożności i kontroli mógł się jednak trafić jakiś szaleniec. Mało prawdopodobne, ale nie dało się tego wykluczyć. Na wszelki wypadek ujęła spoczywający na nocnym stoliku pilot systemu bezpieczeństwa. Przyciśnięcie jednego z guzików powodowało wysłanie niemożliwego do ekranowania sygnału, który uruchamiał specjalne obwody zainstalowane w każdej niewolniczej obroży. Porażała ona wówczas jej nosiciela silnym, paraliżującym atakiem bólu. Promień działania sygnału oraz natężenie cierpienia, aż do utraty przytomności, można było regulować wybierając taki czy inny z wyraźnie oznaczonych przycisków. Signora Orianna nigdy dotąd nie korzystała z urządzenia dla istotnej potrzeby, a tylko podczas zalecanych, okresowych kontroli działania systemu. Wysyłała wtedy najsłabsze impulsy, a pomimo tego, że porażenie nie powodowało trwałych szkód dla zdrowia, efekty działania obwodu bezpieczeństwa budziły w niej niesmak. Wiedziała oczywiście, że wiele Domin używa pilota na co dzień, dla utrzymywania dyscypliny, wymierzania kar, a również we własnych sypialniach, nie pochwalała jednak takich metod. Wolała inne, tradycyjne, na swój sposób czystsze i bardziej osobiste.
Wreszcie rozległo się pukanie do drzwi. Signora Orianna poczuła ożywczy dreszcz niepokoju, ukrytą pod kołdrą dłonią ścisnęła mocniej dającego poczucie bezpieczeństwa pilota i pewnym głosem zadysponowała:
– Wejść!
Zamiast mitycznego tłumu buntowników czy odrobinę mniej nieprawdopodobnego szaleńca z maczetą, w drzwiach stanął średniego wzrostu mężczyzna białej rasy, odziany w przepaskę biodrową oraz połyskujące metalicznie we wpadającej przez okna poświacie księżyca, przewidziane prawem i obyczajem oznaki swego statusu: obrożę na szyi oraz obejmy-bransolety na nadgarstkach i kostkach nóg. Zanim zdążyła ujrzeć coś więcej, zamknął za sobą drzwi po czym zgodnie z etykietą upadł na kolana, pochylił się w głębokim ukłonie i dotknął czołem podłogi.
– Dlaczego tak późno? I dlaczego jesteś sam? – zapytała ostro.
– Wybacz, Szlachetna Pani. Przybyłem tak szybko, jak tylko zdołałem. I słyszałem tylko jeden dzwonek.
W oczywisty sposób kłamał. Nawet w sypialni dobiegły ją ciche lecz wyraźne dźwięki wszystkich przywołań. Poczuła powracającą falę rozdrażnienia i irytacji. Wdusiła przycisk kontaktu, rozjaśniając komnatę przyćmionym światłem, nadal zachowującym nastrojowy półmrok, pozwalającym jednak ujrzeć wszystko znacznie dokładniej niż w zwodniczym blasku księżyca.
– Wstań! Chcę widzieć twoją twarz – rzuciła gniewnie.
Teraz mogła lepiej przyjrzeć się niewolnikowi. W miarę wysoki, dobrze zbudowany, ale bez przesady. Przekroczył już próg młodości, ale nie osiągnął jeszcze zaawansowanego wieku średniego. Był więc zapewne kilka lat starszy od samej Signory Orianny. To by się zgadzało, takich właśnie preferowała wśród osobistych faworytów. Na otaczanie się tłumem umięśnionych młodzieńców, co praktykowało wiele starszych wiekiem Domin, miała jeszcze dużo czasu. Oczywiście, nosił wypalony na torsie znak dwóch skrzyżowanych, kolczastych kwiatów róży, herb Księstwa Rossano, jej własny herb. Powyżej, pozostawiając sporo wolnego miejsca, tuż pod szyją wypalono książęcą koronę, dowód przynależności do grupy osobistych faworytów Diuszesy oraz przebycia stosownego procesu sprawdzenia i szkolenia. Poniżej herbu utrwalono w podobny sposób imię niewolnika, Faren, ozdobione dodatkowo stylizowanymi kajdanami. Tym niemniej, nie potrafiła rozpoznać twarzy sługi, co jednak nie dziwiło, skoro nie obdarzyła go jeszcze żadną literą własnego imienia.
– Jesteś tu nowy, Farenie? – indagowała.
– Tak, Szlachetna Pani. To mój pierwszy dyżur – odpowiedział drżącym głosem.
To również by się zgadzało. Poszukując sposobów odegnania nudy, często zmieniała skład grupy osobistych faworytów. Skoro był nowy, mogło to wiele wyjaśniać. Każdej nocy czuwało, oczekując na ewentualne wezwanie Signory, czterech dyżurnych niewolników. Skoro kilka nocy upłynęło bez przywołania, doszli zapewne do wniosku, że nie wezwie ich również obecnej i rozeszli się gdzieś w swoich sprawach, pozostawiając na posterunku samotnego nowicjusza. A ten albo zaspał, albo próbował w ostatniej chwili odnaleźć towarzyszy. Ostatecznie przybył sam, spóźniony. W żadnym wypadku nie sprawiał wrażenia buntownika czy szaleńca, za to potwornie się bał. To nawet nie dziwiło, żaden niewolnik nie chciałby narazić się na gniew Dominy, zwłaszcza podczas pierwszego dyżuru.
Z westchnieniem ulgi, a może również pewnego rozczarowania, Pani Orianna odłożyła pilota, wsuwając przedmiot pod jedną z poduszek. Uniosła się do pozycji półsiedzącej, pozwalając by kołdra opadła, odsłaniając biust. Faren wpatrywał się intensywnie w ofiarowane mu widoki. Właściwie, w obecności Signory powinien wbić spojrzenie w podłogę, ale przecież sama kazała mu spojrzeć sobie w twarz. I ostatecznie, nie miała żadnego powodu, by wstydzić się swych nagich piersi, podobnie jak i całej, bardzo kobiecej sylwetki.
I cóż miała z tym wszystkim począć? Faren kłamał, chcąc zapewne ukryć samowolne opuszczenie posterunku przez bardziej doświadczonych towarzyszy. Gdyby przycisnęła teraz niewolnika, wniknęła w tę sprawę oraz wymierzyła zasłużone kary, stałby się obiektem powszechnej nienawiści i szykan. Ceniła sobie opinię Pani sprawiedliwej i wspaniałomyślnej, a przerażony nowicjusz obudził litościwą stronę jej natury. Okaże mu więc tajemną łaskę i uda, że niczego nie zauważyła. Niedbałych w służbie faworytów odeśle wkrótce przy takiej czy innej okazji, zastąpi nowymi. I tak zdążyli już się jej znudzić. Nie może jednak pozwolić, by Faren nabrał przekonania, że zdołał bezkarnie oszukać Dominę.
– Farenie, jeżeli mnie okłamałeś, będę musiała surowo cię ukarać i odprawię z pałacu. Dlatego zapytam jeszcze raz, powiedz prawdę, przyznaj się, a może okażę ci łaskę i wyznaczę jakąś łagodną karę. Zaspałeś na posterunku i nie usłyszałeś dzwonka?
– Tak, Signora. Tak właśnie było. Zaspałem, błagam Szlachetna Pani, błagam o łaskę. – Ponownie upadł na kolana. – Ukarz mnie jak zechcesz, Domina, tylko nie odsyłaj, nie odsyłaj…
Faren rzucił się na zaofiarowane mu wytłumaczenie niejasnej sytuacji niczym tonący rozbitek na koło ratunkowe, w jego głosie zabrzmiały szczere nuty rozpaczy i desperacji, żarliwości niespotykanej nawet u zagrożonego karą i błagającego o litość niewolnika. Ponownie poczuła przypływ życzliwości, miała ochotę okazać mu łaskę, ale przecież było nie było, w taki czy inny sposób zawinił. Niech sama Wielka Bogini rozsądzi wedle swej woli.
Odrzuciła kołdrę i przysiadła na krawędzi łoża, ukazując krągłe biodra, smukłe nogi, wąskie, arystokratyczne stopy. Pozwoliła, by sycił wzrok ofiarowanymi mu widokami.
– Opuść przepaskę, Farenie – poleciła.
Rozwiązał węzeł i gdy otaczająca biodra niewolnika szmata opadła na podłogę, ujrzała prawidłowo ukształtowane genitalia oraz słusznych, chociaż nieprzesadnych rozmiarów penisa. Dokładnie takiego, jakie lubiła. Niestety, fiut pozostawał w stanie spoczynku niczym przekłuty balon. Odczuła zawód, rozczarowanie i nowy przypływ gniewu. Co prawda, samowolny wzwód w obecności Dominy prawo uważało za zagrożone karą przewinienie, ale jako Diuszesa-Władczyni prowincji mogła we własnej sypialni spokojnie ignorować nieżyciowe przepisy i zwykle to robiła. Od swoich faworytów oczekiwała czegoś dokładnie odwrotnego, niż głosiło prawo. „Czoło pochylone głęboko, fiut sterczy wysoko.” Oto właściwa dla osobistego niewolnika postawa. Składali jej w ten sposób podwójny hołd. Niektóre Dominy zakuwały faworytów w poskramiające wzwód pierścienie, a przetrzymani w ten sposób przez tydzień czy dwa, prężyli się natychmiast po uwolnieniu. Ale jaka z tego satysfakcja? Nie stosowała takich metod i pozostawiała niewolnikom swobodę. Najprawdopodobniej spuszczali się gdzieś po kątach, nie wnikała w to i nie miała ochoty na rozgrzebywanie podobnych brudów. Ale wezwany przed oblicze Signory faworyt miał stanąć na baczność, w każdym znaczeniu tego słowa. Tymczasem Faren zawiódł w tym istotnym aspekcie, pomimo ofiarowanych mu wrażeń. Niedawna życzliwość uleciała z duszy Pani Orianny, a powracający gniew przerodził się w chęć ukarania niewolnika, najlepiej osobiście i natychmiast. Przecież i tak nie zdoła już teraz zasnąć.
– Przynieś buty, czarne muszkieterki – zadysponowała.
Przez chwilę rozglądał się zdezorientowany, jak gdyby nie bardzo wiedział, gdzie ma szukać jakichkolwiek butów swojej Pani. Ruszył wreszcie niepewnie w stronę drzwi garderoby, zresztą jedynych w komnacie poza wejściowymi oraz otwartym przejściem do salonu kąpielowego.
Właściwie, aby ukarać niewolnika nie musiała nakładać aż takich butów. Równie dobrze mogła uczynić to naga i bosa. W podobnych sytuacjach lepiej czuła się jednak na wysokich obcasach. Dodawały nie tylko wzrostu, wzmacniały również niezbędną stanowczość i surowość. Stanowiły nadto tradycyjny symbol nierozerwalnie powiązanych ze sobą, najważniejszych atrybutów Dominy: władzy i kobiecości. A poza wszystkim, dobrze wiedziała, że w sięgających połowy uda butach z lśniącej, czarnej skóry prezentuje się doskonale. „Włosy i buty sięgają dupy”, głosiło wulgarne nieco powiedzenie, opisujące klasyczny „strój” Dominy. Ten cały Faren obraził ją swoją obojętnością, zapragnęła więc, by oddał jednak należny Signorze hołd, najlepiej podczas wymierzania kary.
Nie zapominała, że większość służących w pałacu niewolników wykazywała silne upodobania fetyszystyczne. Tak ich dobierano, a odpowiednie skłonności wyszukiwano, wpajano, rozbudzano i wzmacniano od wczesnych lat dzieciństwa. Najczęściej występującym u mężczyzn fetyszem, najłatwiejszym do pobudzenia, a zarazem najkorzystniejszym z punktu widzenia Dominy był fetysz kobiecych stóp i butów. Tacy niewolnicy służyli najlepiej i najgorliwiej, takich zatrudniano w rezydencjach, wybierano z nich osobisty personel. Najprawdopodobniej Faren też musiał być fetyszystą, a skoro nie zareagował na ukazany mu widok pięknych stóp Signory Orianny, powinien docenić równie piękne buty Dominy.
Tymczasem obiekt planów i rozmyślań Pani Orianny zniknął w garderobie i guzdrał się tam niemiłosiernie. Niemożliwe, by miał problemy z odszukaniem rzucających się w oczy, wyeksponowanych na prawidłach wysokich muszkieterek. Zgromadziła w garderobie całe mnóstwo strojów, akcesoriów i dodatków, które mogły okazać się przydatne w sypialni. Czyżby Faren ośmielił się przegrzebywać je brudnymi łapami? Ogarnięta nagłym gniewem, była już gotowa zerwać się z miejsca i przekonać o prawdziwości swoich domysłów, a gdyby się potwierdziły… Kto wie, czy pomimo późnej pory nie zdecydowałaby się na natychmiastową wizytę w lochach, gdzie mogła wymierzać kary naprawdę ciężkie i bolesne. Na szczęście dla siebie, Faren w tejże chwili pojawił się w drzwiach, o dziwo trzymając w dłoniach właściwą parę butów.
– Obuj swoją Panią – rozkazała.
Kolejne pozytywne zaskoczenie, poradził sobie całkiem dobrze. Po pierwsze, nie pomylił prawego buta z lewym i dobrał je właściwie. Nie było to wcale takie oczywiste, nowa moda umieściła zamki błyskawiczne nie z boku, lecz z tyłu wysokich cholewek. Wymagało to przy identyfikacji pewnego skupienia uwagi, a w pośpiechu, niepewnym świetle oraz przy narastającym pobudzeniu zdarzało się, że pechowi niewolnicy pomylili się raz czy drugi. Ależ miała wtedy zabawę, drwiła z nich bezlitośnie, wyzywała od nieudaczników, groziła zesłaniem do kopalni lub na galerę. Ostatecznie kończyło się na kilku silnych smagnięciach biczem lub szpicrutą przez pochylone plecy. Zasłużyli, a w przyszłości nie popełniali podobnych błędów. Faren zręcznie nasunął jednak buty na stopy, naciągnął cholewki, ostrożnie zapiął zamki błyskawiczne, by nie urazić przypadkiem delikatnej skóry Signory. W nagrodę zmierzwiła ręką włosy niewolnika.
Powstała z łoża i uczyniła kilka kroków. Niełatwą sztukę energicznego, dumnego a przy tym wdzięcznego stąpania na ołówkowych obcasach opanowała nie bez pewnego trudu, umiejętność ta przynosiła jednak doskonałe efekty i chętnie z niej korzystała. Podeszła do biurka, nie omieszkując przy tym zauważyć, że jej starania nie pozostają bez odpowiedzi. A więc Faren jest jednak dobrym, uczciwym fetyszystą. Doskonale, zaraz podrzuci mu kolejne bodźce.
– Podejdź tutaj – poleciła.
Nie popełnił błędu i zbliżył się na kolanach. Wydobyła z szuflady dwie zaopatrzone w skórzane uprzęże ostrogi, upuściła na podłogę tuż przed czubkami butów.
– Przypnij – rozkazała.
Tym razem ujawnił niepojętą ignorancję. Nie potrafił nawet odróżnić lewej od prawej, zirytowana Signora Orianna wskazała mu je wreszcie dwoma szturchnięciami spiczastych czubków właściwych butów. Niewiele to pomogło, układ skórzanych pasków i sprzączek okazał się dla Farena nierozwiązywalną łamigłówką. Czego ich tam teraz uczą podczas szkolenia? Przecież przypinanie ostróg do butów na wysokim obcasie to umiejętność łatwa do wyćwiczenia, niezbędna zarówno dla stajennych, jak i osobistych niewolników służących w sypialni Diuszesy.
– Nałóż tę pętlę na obcas – zadysponowała w końcu, zniecierpliwiona tym, że już od całej litanii czeka, stojąc na jednej nodze i unosząc w odpowiedniej pozycji drugą.
Po tym przełomowym odkryciu Faren rozszyfrował wreszcie tajemnicę uprzęży i dokończył dzieła, łącząc rzemienne paski we właściwy sposób i mocno zaciągając zapięcia. Tupnęła na próbę nogą, ostroga trzymała się pewnie i mocno. Z drugą poszło już łatwiej, jeżeli nawet sługa nie został właściwie wyszkolony, to przynajmniej szybko się uczył. Z przyjemnością ujrzała też kolejne objawy rodzącego się wzwodu. Pora przejść do rzeczy.
Energicznym ruchem głowy rozrzuciła włosy i ruszyła ku specjalnemu kątowi sypialni. Po kilku krokach metaliczne końcówki obcasów zastukały dźwięcznie na kamiennych płytkach. Wyłożono nimi cały fragment podłogi oraz pobliskie fragmenty ścian. Chodziło nie tylko o przyjemne, podniecające efekty akustyczne. Było to miejsce wymierzania kar, a chociaż w sypialni stanowiły one zazwyczaj element zabawy i rozgrzewki, to jednak zdarzało się niekiedy, że niewolnik okazywał się wyjątkowo irytujący, a Signora zatracała się nieco w doznawanych emocjach i pojawiała się krew, albo mniej jeszcze przyjemne wydzieliny. Dzięki przewidującemu użyciu kamienia, wszystko dawało się bez większego trudu posprzątać. Obowiązek ten należał do samego winowajcy, gdy już z nim skończyła. On miał ułatwione zadanie, a ona zachowywała w sypialni schludną czystość.
– Wstań i podejdź tutaj – rozkazała. – Unieś ręce.
Ołówkowe obcasy raz jeszcze okazały swoją przydatność. Obecnie Pani Orianna przewyższała nieco Farena wzrostem i stając na palcach mogła sięgnąć własnymi dłońmi wyżej niż on. Dzięki temu przypięła nadgarstki niewolnika do górnych ogniw zwisających z sufitu łańcuchów. Wykorzystała przytwierdzone na stałe do jego bransolet szybkozłączki. Bardzo wygodny wynalazek. To dlatego niewolnicy nosili zawsze obejmy na przegubach rąk i kostkach nóg. Używając szybkozłączek można było sprawnie i bez trudu unieruchomić każdego z nich w dowolnej, wygodnej akurat dla Dominy pozycji. Szturchnięciem dłoni rozsunęła nogi Farena i przypięła je do wpuszczonych w posadzkę pierścieni. Stał teraz wyciągnięty jak struna, cudownie dostępny dla wszelkich pomysłów i działań swojej Pani. Nie planowała dzisiaj niczego szczególnego, po prostu niewielką, umiarkowaną chłostę. Obiecana lekka kara, którą również ona sama powinna rozgrzać ciało, serce i duszę. Postąpiła kilka kroków i z wiszących na ścianie przyrządów wybrała odpowiedni do swych planów krótki, wykonany ze skręconych rzemieni bicz. Nie wpleciono weń ani okrutnych, ołowianych kulek, ani rozrywających skórę metalowych haczyków. W sypialni nie lubiła, mimo wszystko, zbyt dużego rozlewu krwi. Wspomniane przyrządy trzymała w lochu, rezerwując na nieczęste zresztą, poważniejsze okazje.
Podeszła do Farena i uniosła brodę niewolnika zwiniętym ciasno biczem.
– Za swoje niedbalstwo w służbie zostaniesz ukarany chłostą – oświadczyła, spoglądając mu w oczy. – Oczekuję, że każde kolejne smagnięcie odliczysz i za każde pięknie swojej Pani podziękujesz. Im piękniej i ciekawiej, tym lepiej. Lubię elokwentnych niewolników, może zdołasz zmiękczyć moje serce i daruję ci resztę kary.
Z przyjemnością zauważyła, że wzwód bynajmniej nie opadł, wręcz przeciwnie. Czyżby on lubił chłostę? Trafiali się i tacy, to ich upodobanie również potrafiła odpowiednio wykorzystywać. Obeszła więźnia i stanęła za jego plecami. Z pewnym zdziwieniem zauważyła, że nie nosi na ciele żadnych starych śladów po batach. Zdumiewające, gdzie on się uchował? No nic, czas naprawić to niedopatrzenie. Dzięki obcasom bez trudu sięgnęła ustami prawego ucha niewolnika.
– Wzywając cię chciałam tylko, byś utulił mnie do snu – wyszeptała. – Okazało się jednak, że muszę ukarać twoją nieudolność. – Przygryzła lekko płatek ucha. Drgnął, zabrzęczały łańcuchy. Cudownie. – Nie chcielibyśmy jednak obudzić całego pałacu. Dlatego nie wolno ci krzyczeć. Możesz jęczeć, płakać, błagać o litość. Nie zapominaj też o odliczaniu, podziękowaniach i godnych Mojej Osoby tytułach. Jeżeli jednak zaczniesz wrzeszczeć, zaknebluję cię i będę smagała znacznie silniej niż uprzednio. Stracisz też wtedy szansę na zmiękczenie mego serca. Zrozumiałeś, Farenie?
– Tak, Domina.
– Na początek wystarczy, ale oczekuję większej elokwencji.
Odstąpiła dwa kroki, zajęła odpowiednią pozycję i uniosła ramię. Pierwsze uderzenie spadło wysoko na plecy Farena.
– Jeden. Dziękuję, Szlachetna Pani.
Kolejne wymierzyła o dłoń niżej.
– Dwa. Dziękuję, Dostojna Pani.
Bicz nie rozcinał skóry i nie popłynęła krew. Pozostawiał jednak wyraźnie widoczne, nawet w panującym półmroku, czerwone, nabrzmiałe pręgi. Postanowiła naznaczyć nimi w regularnych odstępach plecy, pośladki i uda Farena. Rano, w pełnym świetle, odpowiednio dojrzałe, zaprezentują się jako wspaniała ozdoba, w sam raz odpowiednia dla osobistego niewolnika Dominy.
– Aaach. Trzy. Dziękuje, Najjaśniejsza Pani.
– Cztery. Dziękuję, Czcigodna. Okaż łaskę, błagam.
Posuwała się w dół pleców, wysmagała pośladki, zajęła się udami, dochodząc aż do kolan.
– Uuuch. Dziesięć. Dziękuję, Najmiłościwsza Pani. Błagam, błagam, ulituj się.
Faren nie zachwycał erupcjami elokwencji, ale i tak chłosta pobudziła Signorę Oriannę, sprawiła przyjemność. Jak zawsze. Po prostu lubiła świst bicza, odgłos skóry uderzającej o skórę, brzęk łańcuchów, widok wijącego się z bólu, zdanego na jej łaskę i niełaskę nagiego, męskiego ciała, jęki, błagania, szloch, z trudem stłumione okrzyki bólu. Czuła już rozkoszną, gorącą wilgoć pomiędzy nogami. Postanowiła ruszyć teraz w górę, lokując kolejne smagnięcia dokładnie w połowie odstępów pomiędzy poprzednimi. Odczuwała słuszną dumę z tego, jak mistrzowsko i precyzyjnie władała biczem.
– Uaachh… Jedenaście, dziękuję, Królowo Królów.
Wreszcie zaczął wysławiać się w bardziej oryginalny, interesujący sposób.
– Dwanaście, dziękuję o Władczyni Czterech Stron Świata.
Doceniając rosnącą elokwencję Farena, chybiła nieco kolejne uderzenie, ślad po biczu wypadł za wysoko.
– Trzynaście, dziękuję i błagam o litość, o Pani Górnego i Dolnego Kraju.
Zirytowana sama na siebie, smagnęła mocniej.
– Uaaachhh… Dziękuję, dziękuję, łaski o Władczyni Niebios i Ziemi. Czternaście.
Coraz ciekawiej. Ułagodzona, powróciła do poprzedniej siły uderzeń, może nawet odrobinę je osłabiła.
– Piętnaście, dziękuję o Ty, Która nosisz Koronę Lotosu i Papirusu.
– Szesnaście, dziękuję o Najwspanialsza z Bogiń. Ulituj się…
Doprawdy, podziękowania brzmiały oryginalnie i wyjątkowo miło dla uszu. Diuszesa Orianna pomyślała, że powinna może okazać łaskę i zaprzestać chłosty. Tym bardziej, że przyjemne wrażenia ogólne, połączone z elokwencją Farena, zrobiły swoje i tajemne miejsce rozkoszy pulsowało gorącem, ociekając wilgocią. Ciekawość jednak zwyciężyła. Co jeszcze zdoła wymyślić?
– Siedemnaście… Dziękuję i błagam o łaskę, o Ty, Która Dajesz Światło i Życie.
Nie zawiódł oczekiwań. Dotarła nieco powyżej pośladków i odczuwała wielką ochotę, by poznać dalsze objawy zadziwiającej elokwencji niewolnika, przeważyło poczucie sprawiedliwości. Obiecała łaskę, a on na nią zasłużył. Będą kolejne okazje, zostawmy coś na przyszłość. Pomimo fatalnego początku, Faren zagości chyba na dłużej w gronie osobistych faworytów.
Nie wypuszczając bicza z dłoni, Signora Orianna podeszła do niewolnika, przeciągnęła palcami po kilku nabrzmiałych śladach smagnięć, wsparła piersi o jego plecy. Sięgnęła wolną ręką w dół i przekonała się, że wzwód opadł. Chyba jednak nie lubi chłosty. W sumie to i lepiej, niewolnik powinien obawiać się kary, a chłosta należała do jej ulubionych i najczęściej stosowanych. Jeżeli jednak chciała mieć obecnie z Farena inny pożytek, a domagała się tego pulsująca cipa, musiała szybko postawić go do pionu. Na szczęście, istniały ku temu wypróbowane sposoby.
Rozczochrała wolną ręką włosy Farena, pochyliła się.
– Byłeś bardzo dzielny, jestem z ciebie dumna – wyszeptała. – Nie musiałam cię zakneblować, a twoje podziękowania miło zabrzmiały w moich uszach. Zmiękczyłeś serce swojej Pani i darowałam ci resztę kary.
– Jestem wdzięczny, o Najpotężniejsza z Władczyń…
– Ciii… – Przyłożyła palec do ust niewolnika. – Zachowaj to na inną okazję…
Obeszła więźnia i stanęła naprzeciw jego twarzy. Przyciągnęła dłońmi głowę.
– Oto twoja nagroda, Farenie.
Szybkim ruchem wycisnęła pocałunek na spierzchniętych wargach, wtargnęła językiem, zepchnęła do defensywy i królowała w ustach niewolnika. Ramiona zacisnęła silnie na plecach, przywarła piersiami do torsu, uniesione nieco, obleczone skórą kolano wbiła w genitalia. Odstąpiła po chwili, czując że jej starania przyniosły już pierwsze, zauważalne efekty. Uniosła się nieco, stając na palcach i w przypadkowy jakoby sposób przydeptując podeszwą buta stopę więźnia. Odpięła kolejno szybkozłączki na nadgarstkach. Faren opuścił zmęczone ramiona.
Energicznym krokiem przeszła w inny kąt komnaty i rozsiadła się wygodnie w fotelu, stworzonym wręcz do tego, by tonąć w jego objęciach.
– Uwolnij się i podejdź tutaj – rozkazała.
Aby to uczynić, musiał wykonać głęboki skłon połączony ze szpagatem. Obserwowanie usilnych starań Farena mogłoby nawet okazać się zajęciem zabawnym, gdyby nie narastający żar pomiędzy nogami. Potrzebowała go gdzie indziej i to natychmiast. Uwolnił wreszcie jedną nogę, z drugą poszło już łatwiej. Zbliżył się z pochyloną głową. Właściwie, powinien przypełznąć na kolanach, pominęła jednak ten brak poszanowania etykiety milczeniem. Dzięki temu podszedł szybciej, a ona mogła dostrzec wyraźnie już widoczne oznaki ponownego pobudzenia Farena.
– Odwróć się – zadysponowała. Gdy to uczynił, spięła na plecach nadgarstki niewolnika. Szybkozłączki ponownie okazały się bardzo przydatne. – Wyliż swoją Panią – rozkazała.
Tym razem upadł, oczywiście, na kolana, wsunął głowę pomiędzy gościnnie rozsunięte uda. Signora Orianna spodziewała się entuzjastycznego, pełnego gorliwego zapału ataku, pozbawionego jednak finezji i wyczucia. Ostatecznie, tej akurat sztuki niewolnicy nie byli w stanie nabyć podczas szkolenia, mogli uczyć się jej w jeden tylko sposób, służąc swojej Pani. Początki zawsze bywały nieudolne i musiała okazywać pewną cierpliwość. Rzecz jasna, niezbyt wielką. Faren zaskoczył ją jednak ponownie. Okazał się samorodnym talentem. Trafił we właściwe miejsce, poruszał językiem szybko i energicznie, wykonując na zmianę to poziome ruchy czubeczkiem swego najważniejszego w tym momencie organu, to znów zmieniał kierunek, używając całej, cudownie szorstkiej powierzchni i wzmacniając siłę zdecydowanymi pochyleniami głowy. Czując przyjemne podrażnienie, narastające naprężenie i dreszcze, Signora Orianna przypomniała sobie z trudem, że jeżeli chce przejść następnie bez żadnej zwłoki do kolejnego aktu, musi zadbać o podtrzymanie pobudzenia sługi. Raz czy drugi trzymanym nadal w dłoni biczem smagnęła lekko, niemal pieszczotliwie po pochylonych plecach, trąciła obcasami i ostrogami uda czy pośladki. Nie zaniedbała też równie ważnych bodźców emocjonalnych.
– Postaraj się, niewolniku. Jeżeli nie zdołasz szybko doprowadzić swojej Pani do orgazmu, ześlę cię do kopalni diamentów albo na galery!
Pomimo narastającego zmętnienia myśli, które uciekały w dół, wprost do pulsującego gorącem podbrzusza, starała się nadać głosowi ton władczy i groźny. Oni doskonale zresztą wiedzieli, że nie były to tylko czcze pogróżki. Istotnie, wśród rozlicznych włości posiadała również kopalnię diamentów, a w pałacowej przystani utrzymywała wzorowaną na starożytnych galerę. Odbywała na niej co jakiś czas szczególne przejażdżki po rzece, kanałach i jeziorach. Była to rozrywka ciesząca się wśród Domin pewną popularnością, a samej Diuszesie Oriannie wybitnie przypadła do gustu. Uczestniczyła nawet regularnie w organizowanych co jakiś czas regatach.
– Rozbijając kilofem skały w tej kopalni będziesz marzył, że znajdziesz szczególnie piękny diament – kontynuowała. – Tak piękny, że zechcę ozdobić nim moją szyję i nosić między piersiami. Wiosłując przykuty do ławy będziesz się cieszył, że swoją pracą wzbudzasz powiew wiatru, który chłodzi twoją Panią, zażywającą w upalny dzień wodnej przejażdżki.
W wyczuwalny sposób przyspieszył, wzbudzając kolejne fale dreszczy.
– Będziesz marzył, że przypomnę sobie o tobie, zejdę do szybu kopalni i rozkażę odkuć od wiosła. Będziesz marzył, że ujrzysz ten diament na mojej szyi, gdy zstąpię pod pokład i polecę wyprowadzić ze sztolni na światło dnia.
Snute na użytek Farena wizje zaczęły się mieszać i odpływać, nie miało to już jednak większego znaczenia.
– Aaaaachhh… – Tym razem to ona jęknęła, a następnie krzyknęła z rozkoszy, gdy narastające drżenie przerodziło się w silne, targające całym ciałem spazmy.
Nie wypuszczając z dłoni bicza, pochwyciła uszy Farena i wyszarpała jego głowę spomiędzy ud, odepchnęła. Uniosła się z fotela i naparła całym ciałem, upadł na plecy wprost na przewidująco rozesłane futra i skóry. Signora Orianna opadła w ślad za nim, z wprawą usadowiła się w siodle bioder, wolną ręką odnalazła sterczącego fiuta i nabiła nań całym ciężarem ciała. Miał szczęście, drań. Gdyby w takiej chwili nie stanął na wysokości zadania, kto wie, czy istotnie nie trafiłby do kopalni albo przynajmniej na galerę. Porzuciła te myśli, skupiła się na galopadzie, rytmicznie unosząc się i opadając w tym szczególnym, męskim siodle. Przydały się częste, konne przejażdżki, a silne, wyćwiczone uda mocno zaciskały się na biodrach obecnego wierzchowca. Próbował włączyć się do galopady, Signora poskromiła te zapędy wpierając zwinięty bicz w szyję Farena. To ona, tylko ona panowała nad cwałującym rumakiem, to ona dyktowała tempo i moc doznawanej rozkoszy. Szarpała niewolnika za uszy, sięgała wrażliwych brodawek, trącała ostrogami, pamiętając jednak, by nie czynić tego ze zbyt wielką siłą. Ach, cudowne uczucie wypełnienia. Wypełnienia w najważniejszym w tej chwili miejscu, wypełnienia nabrzmiałym i wciąż rosnącym, gorącym, pulsującym fiutem. Jej własne ciało odpowiadało napięciem i rodzącymi się dreszczami, mogłaby tak galopować bez końca. Niestety, żaden z nich nie potrafił wytrzymać długo takiego tempa, nawet spowalniany szarpaniem za sutki czy wymierzanymi w twarz policzkami. Faren nie okazał się wyjątkiem, dochodził nawet szybciej niż wielu innych. Czując narastające konwulsje fiuta, zapowiadające nieuchronny, bliski wytrysk, Pani Orianna uniosła się wyżej i z większej wysokości opadła w siodło, rozsunęła nogi i uczyniła to, czego do tej chwili unikała. Z całej siły spięła wierzchowca ostrogami.
– Aaaaaaaaach! Uuuuuuchhh…
Ich okrzyki zlały się w jedną całość. Ona krzyczała z rozkoszy, on z rozkoszy oraz bólu. Wedle swej woli mogła sprowadzić na poddanego ból albo rozkosz i ofiarowała obydwa te doznania równocześnie! Świadomość posiadanej władzy podziała na równi z dźgnięciem ostrogą i pobudziła własne doznania Signory. Wzbiła się w chmury i zatraciła w locie…
Nie wiedziała jak długo to trwało, ale na pewno za krótko. Ocknęła się, nadal siedząc w siodle męskich bioder i nadal mając w sobie fiuta Farena. O ile jednak wcześniej nabrzmiewał, pulsował, eksplodował, o tyle obecnie przypominał przebity, pozbawiony powietrza balon. No tak, na koniec zawsze to samo. Zbyt szybkie lądowanie i sflaczały penis. Pani Orianna pomyślała, że może zdołałaby jeszcze coś z Farena wycisnąć, nie był przecież taki stary. Istniały sprawdzone sposoby, w sam raz dla dobrych, uczciwych fetyszystów. Gdyby podeptała fiuta, rozkazała, by zlizał spermę z podeszwy buta, postawiła stopę na szyi, wsunęła obcas w usta, zmusiła, by wyssał go niczym łodygę innego niewolnika, zapewne osiągnęłaby jakiś efekt. Dlaczego jednak miałaby aż tak starać się dla jakiegoś sługi i to bez gwarancji sukcesu? Liczy się przecież jej własna rozkosz. Może powinna częściej wzywać do sypialni większą liczbę poddanych, dwóch, czterech, dziesięciu? Przeskakiwałaby wtedy z jednego siodła w drugie. Czyniła tak niekiedy, ale niezbyt często. Wtedy, gdy zapragnęła doznań czysto fizycznych. Otrzymywała je wówczas w dowolnej ilości, zazwyczaj wolała jednak sytuacje bardziej intymne, pozwalające czerpać satysfakcję psychiczną z rozgrywania układu władzy i uległości, wyższości i poniżenia, dumy i upokorzenia. Właśnie, upokorzenie… Faren, nawet w takim stanie, może jeszcze do czegoś się przydać.
Signora Orianna uniosła się na nogi i czubkiem buta trąciła biodro niewolnika.
– Wstawaj – rozkazała.
Ponownie ją zaskoczył, pełzając po podłodze niczym przewrócony na grzbiet robak, niezdolny do wykonania polecenia. Nieudolnie i bez powodzenia próbował unieść się na kolana, w czym przeszkadzały skute na plecach ręce. Oczywiście, sztuka stanięcia na nogi w takich okolicznościach nie należała do łatwych, ale można ją było wyćwiczyć i należała do standardowych elementów szkolenia osobistych niewolników. Tymczasem Faren sprawiał wrażenie kompletnie bezradnego.
– Rusz się wreszcie, durniu! – zawołała rozgniewana niespodziewaną zwłoką. – Czy ty niczego nie umiesz?
Kopnęła raz czy drugi w bok nieporadnego sługi, tym razem mocniej. Odszukała porzucony w trakcie niedawnej wizyty w chmurach bicz i smagnęła przez plecy czy pośladki.
– Wybacz, Szlachetna Pani, wybacz o Najwspanialsza z Bogiń, nie potrafię! – Wyjąkał przerażony, tłumiąc szloch. Wywołany zapewne nie tyle bólem, co rzeczywistą niezdolnością do wykonania rozkazu Dominy.
„Skąd on się wziął?” – Pomyślała gniewnie Signora Orianna. – „Co oni tam wyprawiają w dziale szkolenia?”
Będzie musiała sprawdzić. Tymczasem jednak, naglona czasem i doznawanymi odczuciami, pochyliła się i własnymi dłońmi wsparła w krytycznym momencie kolejną próbę Farena. Zdołał wreszcie uklęknąć, dysząc z wysiłku.
– Dziękuję, dziękuję o Najłaskawsza z Bogiń – wyszeptał.
Ponownie zagłębiona w fotelu, bawiąc się biczem, rozsunęła uda.
– Oczyść swoją Panią – poleciła.
Sprawiał wrażenie, że nie zrozumiał rozkazu. Rozejrzał się nawet po bokach, jak gdyby w poszukiwaniu jakieś szmatki czy ręcznika. Czy ten idiota nie wie, co ma uczynić? Ze skutymi na plecach dłońmi może wykonać zadanie tylko w jeden sposób. Najwygodniejszy zresztą, najprzyjemniejszy i sprawiający Signorze największą satysfakcję. Sposób, z którego Diuszesa Orianna chętnie korzystała.
– Masz wylizać cipę swojej Pani, kretynie! – Uznała, że potrzebuje rozkazu sformułowanego w bardziej dosadny sposób.
Tym razem pojął wreszcie, czego się od niego oczekuje. Przysunął się nieco i spróbował ostrożnie popracować językiem. Po chwili odstąpił jednak i z wyraźnym obrzydzeniem potrząsnął głową. Pani Orianna zamarła z zaskoczenia i obawy. Nie o siebie, nic jej przecież nie zagrażało. Obawy o tego głupca, który zdołał jednak chwilami wzbudzić sympatię Signory. Odmowa wykonania bezpośredniego rozkazu Dominy stanowiła bardzo poważne przestępstwo. Mogła stanowić wstęp do mitycznego buntu i musiała zostać w najsurowszy sposób ukarana. Jeżeli Faren się nie opamięta, jeżeli konieczne okaże się użycie systemu bezpieczeństwa albo wezwanie straży, sprawy nie da się zachować w tajemnicy i nawet wbrew własnej woli Diuszesa Orianna będzie musiała ukarać go dla przykładu. Nie skończy się wtedy na surowej nawet chłoście, wymierzonej publicznie czy w pałacowych lochach. Zesłanie do karnego oddziału w kopalni uranu to najlepsze, na co mógłby liczyć.
Faren nadal trwał w bezruchu, nie wykazując chęci wykonania polecenia. Ona sama musi natychmiast coś zrobić, by wyrwać go z tego stanu, przełamać jakąś psychiczną blokadę.
– Masz natychmiast wylizać Moją Boską Pizdę z twojej niewolniczej spermy! – Signora Orianna wzmocniła słowa silnym smagnięciem bicza przez plecy klęczącego niewolnika.
Dzięki Bogini, coś podziałało, ból, władczy ton głosu, może wulgarny sposób wydania rozkazu. Ruszył się wreszcie, niechętnie, z ociąganiem. Przybliżył jednak usta do właściwego miejsca i powolnymi ruchami warg oraz języka ponownie zaczął spijać spermę zmieszaną z własnymi sokami Pani Orianny. Dlaczego zareagował w tak dziwny sposób? Przecież uprzednio wylizywał jej cipę z autentyczną wprawą i entuzjazmem? Przeszkadza mu sperma, w dodatku własna? Prawda, to nie jest żaden nektar, zwłaszcza gdy uległa już ochłodzeniu. Z ciekawości, szukając nowych wrażeń, spróbowała niegdyś i tego specjału. Nie powtórzyła doświadczenia, a pechowego dostawcę bezzwłocznie odesłała z rezydencji. Niewolnicy służący przy osobie Dominy nie powinni mieć jednak takich oporów, można je łatwo przezwyciężyć podczas treningu. Po raz kolejny pomyślała, że w przypadku Farena dział szkolenia zdecydowanie się nie popisał i mogło to, przypadkowo oraz wbrew woli Diuszesy, doprowadzić do poważnych konsekwencji.
Tymczasem obiekt rozważań Signory Orianny zdołał wreszcie przełamać takie czy inne wahania i pracował z coraz większym zapałem. Soki oraz sperma znikały w jego ustach i żołądku, a sama Diuszesa odczuwała coraz większą przyjemność, zarówno psychiczną, jak i czysto fizyczną. Tak, to doskonały, przemiły sposób zakończenia zabawy. Oby tylko Faren domyślił się, czego się od niego oczekuje i nie przerwał zbyt szybko. Przecież ma nie tylko oczyścić swoją Panią…
Zazwyczaj faworyci Signory Orianny wykazywali się wystarczającą inteligencją, by to pojąć. Jeżeli nie, dawała im drugą szansę, ale trzeciej już nie i odchodzili z pałacu. Faren nie zawiódł, ponownie ujawnił okazane uprzednio wprawę, zdolności i entuzjazm.
– Aaaachhh… – Jęczała cichutko.
Rozkosz narastała powoli, łagodnie i spokojnie, tak właśnie lubiła w podobnych momentach. Oddała się przeżywaniu przyjemności, odleciała niemal niezauważalnie…
Lot nie trwał długo, wylądowała bezpiecznie w fotelu. Faren nadal klęczał pomiędzy nogami Signory, okazał jednak odpowiednie wyczucie i przerwał pracę. Pochyliła się, rozczochrała mu włosy.
– Wystarczy, Farenie. Wstań i odwróć się – zadysponowała.
Gdy to uczynił, rozpięła szybkozłączki i uwolniła dłonie niewolnika.
– Odepnij ostrogi i zdejmij buty.
Posłusznie opadł na kolana, pochylił głowę. Zanim jednak przystąpił do wykonania rozkazu, kolejno ucałował czubki butów Signory Orianny.
– Dziękuję za Twoją łaskę, o Najwspanialsza z Bogiń. Dziękuję za to, że jesteś…
Uczynił to w sposób tak pełen żarliwości, pokory, czci i uwielbienia, że nie znalazła już siły, by wzbudzić w sobie gniew i sięgnąć po bicz. Potrafił być taki uroczy…
Tym razem z ostrogami Faren poradził sobie nadzwyczaj sprawnie, delikatnie rozpiął zamki błyskawiczne i ostrożnie ściągnął muszkieterki. Diuszesa Orianna poruszyła uwolnionymi palcami stóp. Tak, noszenie pięknych butów pociąga za sobą pewne mniej przyjemne konsekwencje. Na dzisiaj wystarczy. Czuła już zresztą powracającego uciekiniera, który sprowokował wydarzenia tej nocy, odbiegły uprzednio sen. Miłe zakończenie przyjemnego wieczoru. Zauważyła, że Faren zamierza uporządkować buty i ostrogi.
– Zostaw to, zajmiesz się nimi rano – poleciła. – Teraz idź do łazienki i weź prysznic. Na półce przy umywalce znajdziesz plastry. Opatrz sobie zadrapania po ostrogach. Nie chciałabym, abyś pobrudził pościel. Pospiesz się.
Faren uwinął się całkiem szybko, ale i tak, gdy stanął w przejściu do salonu kąpielowego, Pani Orianna leżała już wygodnie pod kołdrą, wyłączywszy światło. Klepnięciem dłoni wskazała miejsce obok siebie. Przewróciła się na bok.
– Przytul się.
Wsparł tors o jej plecy, użył też ramion, głowy, nóg. Pochwyciła jedną z jego dłoni i zamknęła na własnej piersi. Pasowały doskonale. Otulona ze wszystkich stron ciepłym, szorstkim, twardym i miękkim zarazem męskim ciałem, poczuła się spokojna i bezpieczna. Poczuła coś jeszcze, narastającą twardość męskości Farena. To już przy innej okazji, skoro postanowiła, że na dłużej pozostanie w gronie jej ulubionych faworytów. Tymczasem sen rozpościerał swoje ulotne skrzydła.
– Jesteś Najpiękniejszą, Najdoskonalszą, Najcudowniejszą, Najwspanialszą z Bogiń – szeptał cichym, uspokajającym głosem. – Jesteś Niezrównana, Niezwykła, Niezapomniana… – Dalsze słowa Farena utonęły w przelewającej się fali snu.
***
– Signora, odezwij się, proszę! Błagam, obudź się Szlachetna Pani!
Natarczywe, chociaż przepojone szacunkiem słowa i pukanie do drzwi sypialni. Coraz silniejsze.
– Domina, daj znak, że nic Ci się nie stało! Umieramy z niepokoju. – Głos należący do Marco, majordoma i szefa służby, istotnie zdradzał obawę.
– O co chodzi? – spytała zirytowana niezwykłą pobudką Diuszesa Orianna. – Wejdź i wytłumacz się!
– Signora, jakie to szczęście, że przemówiłaś. Tak się baliśmy…
– Wejdź wreszcie! – ponowiła rozkaz.
– Domina, drzwi są zamknięte od wewnątrz, zaryglowane.
Co takiego? Przecież nigdy nie zamykała w ten sposób sypialni, wczoraj również nie. Może uczynił to Faren? I w ogóle, gdzie on się podział? Teraz dopiero Pani Orianna zorientowała się, że spoczywa w łożu samotnie. Dotknęła dłonią pościeli w miejscu, gdzie wieczorem ogrzewał ją swoim ciałem. Była zimna, musiał oddalić się jakiś czas temu. Jak śmiał bez pozwolenia? Poczuła nagły przypływ gniewu, pokonany jednak przez narastające zdziwienie. Zamknął drzwi i co dalej? Okno prowadzące do ogrodu było zabezpieczone uruchamianym na noc alarmem, kod znała tylko ona i uaktywniła system przed udaniem się na spoczynek. Czy może Faren ukrywa się w garderobie albo salonie kąpielowym? Absurd!
– Poczekajcie chwilę, zaraz otworzę – rzuciła na użytek Marco.
– Dzięki niech będą Bogini, Signora!
Powstała z łoża i przeszła do łazienki, gdzie narzuciła szlafrok. Ostatecznie, nie każdy może i powinien oglądać Diuszesę nago. Farena nie zauważyła. Dla porządku zajrzała jeszcze do garderoby, ale w oczy rzuciły jej się tylko ustawione ponownie na prawidłach wysokie muszkieterki. Podeszła do drzwi, istotnie zaryglowanych staroświecką, mechaniczną zasuwą. Działo się tu coś bardzo dziwnego…
Signora Orianna odsunęła rygiel i uchyliła drzwi. Gdy tylko odstąpiła dwa kroki, do sypialni wszedł Marco, mężczyzna już niemłody, ale nadal energiczny. Służył jej od lat, darzyła go pełnym zaufaniem i był prawą ręką Diuszesy w zarządzaniu pałacem. Zgodnie z etykietą upadł na kolana i przycisnął czoło do podłogi.
– Wstań i mów, co się stało! – rzuciła zniecierpliwiona, wzmacniając polecenie ruchem ręki.
Uniósł głowę, pomimo długoletniej służby w tonie głosu Marco dało się wyczuć obawę.
– Domina, nie wstawałaś z łoża, nikogo nie wzywałaś, drzwi były zaryglowane od wewnątrz, zrobiło się późno, zaniepokoiliśmy się. Wybacz, Signora, że ośmieliłem się przeszkadzać, ale bałem się… Zrobiło się późno. Odwołałem zaplanowane na dziś wizytacje plantacji, ale wieczorem jesteś, Szlachetna Pani, zaproszona na przyjęcie u Diuszesy Amalfi. Zostało niewiele czasu.
Wyczuła, że Marco obawia się nie tyle możliwej kary za urządzoną Dominie nietypową pobudkę lecz naprawdę niepokoił się o jej bezpieczeństwo. I rzeczywiście, miała dzisiaj przeprowadzić odprawę z zarządcami plantacji bawełny, a wieczorem udać się na bankiet do księżnej Sereny z Amalfi.
– Która godzina? – spytała odruchowo. – I wstań wreszcie, nie czas na te ceremonie.
– Trzecia po południu, Signora.
Rzeczywiście, późno. Pani Orianna zazwyczaj nie wylegiwała się w łożu tak długo, a przynajmniej nigdy nie czyniła tego samotnie. To naprowadziło jej myśli na pierwotny temat.
– Gdzie jest Faren? Każ go natychmiast sprowadzić!
– Jaki Faren, Domina? – W głosie Marco zabrzmiało autentyczne zdumienie. A przecież zawsze znał wszystkich, służących w rezydencji niewolników.
– Faren, jeden z wczorajszych dyżurnych.
– Wybacz, Signora, ale w pałacu nie służy i nie służył nikt o imieniu Faren.
– Wezwałam go dziś w nocy – rzuciła zirytowana.
– Ostatniej nocy dyżur pełnili Dalen, Antymon, Nefryt i Antares. Twierdzą, że nie otrzymali żadnego wezwania, Domina. Co prawda, oni również zaspali. Znaleziono ich późnym rankiem w dyżurce, spali niczym susły, z trudem ich dobudzono. Wyznaczyłem już stosowne, surowe kary.
Co znowu? Czterej dyżurni zaspali wszyscy naraz? I nie było wśród nich żadnego Farena? W ogóle nikt o nim nie słyszał? Działo się tu coś bardzo, bardzo dziwnego. Czyżby miała tylko nader obrazowy, ekscytujący sen, wywołany przedłużającą się ascezą? Ale kto zasunął rygiel? Ona sama w lunatycznym zwidzie? Nigdy takowych nie doświadczała. Signora Orianna rozejrzała się po komnacie. Porzucone w nocy muszkieterki widziała już na swoim miejscu w garderobie. Co jeszcze? Bicz wisi na ścianie w kącie zabaw i kar, przepaska Farena zniknęła, nie widać też nigdzie ostróg… Czyżby rzeczywiście wszystko to jej się przyśniło? Czy ostrogi leżą sobie spokojnie w szufladzie biurka? Zaraz się przekona!
Nie zdążyła, podchodząc do mebla dostrzegła na blacie zadziwiające w tych okolicznościach przedmioty: niewolniczą obrożę oraz dwie bransolety-obejmy. Skąd się tutaj wzięły? Zostawił je tajemniczy Faren? Ale w jaki sposób zdołałby je zdjąć? Żaden niewolnik nie był w stanie tego uczynić, tylko ona sama jako Domina albo specjalistyczny warsztat. Signora Orianna dostrzegła coś jeszcze, niewolnicze insygnia spoczywały na dużej, złożonej wpół kartce papieru. Rozpoznała swój własny, ozdobiony herbem księstwa Rossano papier listowy, który również przechowywała w biurku razem ze staroświeckimi przyborami do pisania. Bywało, że należało niekiedy prowadzić korespondencję w tradycyjny, ceremonialny sposób. A więc list. Z pewnością napisany przez Farena! Z trudem powstrzymała chęć natychmiastowego sięgnięcia po papier.
– Dziękuję, Marco. Dobrze zrobiłeś, ale teraz zostaw mnie samą.
– Oczywiście, Domina. Ośmielę się jednak przypomnieć o przyjęciu u szlachetnej Diuszesy Amalfi…
– Zdążę, dzięki twojej trosce zostało dość czasu. Postaw na nogi łaziebnych, masażystów, makijażystów, manicurzystów, pedicurzystów, fryzjerów, garderobianych, krawców, jubilerów, nosicieli lektyki i kogo tam jeszcze potrzeba. Niech czekają w gotowości, ale teraz chcę zostać sama.
– Jak sobie życzysz, Signora. – Marco skłonił się głęboko i skierował ku wyjściu.
– Zaczekaj. – Pani Orianna zawróciła majordoma słowem oraz ruchem dłoni. – Wstrzymaj się z tymi karami dla dyżurnych, chcę ich najpierw osobiście wypytać, potem sama podejmę decyzję.
– Jak rozkażesz, Najszlachetniejsza Diuszeso i Władczyni.
Tym razem, zanim wyszedł i cicho zamknął za sobą drzwi, Marco skłonił się swojej Pani jeszcze głębiej niż uprzednio.
***
1.
Najpotężniejsza z Władczyń i Najwspanialsza z Bogiń!
W obawie, że uniesiona słusznym oburzeniem zechcesz porwać ten list na strzępy gniewną dłonią, pozwól, o Dawczyni Życia i Światła, bym na samym wstępie wyraził radość i przepełniające Twego sługę szczęście, iż dane mi było spędzić noc w towarzystwie Pani Niebios i Ziemi, służąc Jej tak żarliwie i gorliwie jak tylko zdołałem. Było to spełnieniem marzeń Twego niewolnika oraz najważniejszy i najszczęśliwszy dzień, czy raczej noc mojego życia.
Jeżeli nadal czytasz słowa swego sługi, zechciej przyjąć najpokorniejsze i najszczersze prośby o wybaczenie, iż opuściłem Twoje niezrównane towarzystwo bez uprzedzenia i pozwolenia. Ośmielam się żywić nadzieję, że nawet jeżeli nie udzielisz łaski wybaczenia, pojmiesz, iż po prostu nie mogłem postąpić inaczej.
W tym miejscu ponownie, jeszcze pokorniej i jeszcze szczerzej błagam o wybaczenie kolejnego przewinienia, chociaż tym razem nie mogę żywić nadziei na dostąpienie jakiegokolwiek miłosierdzia. Wprowadziłem Cię bowiem w błąd, Najszlachetniejsza Pani, udając jednego z Twoich sług i niewolników. Jestem, nim co prawda, sercem i duszą, podałem też prawdziwe imię, nazywam się Faren, nie mogłem jednak uprzednio stać się Twoim poddanym również ciałem, nie pochodzę bowiem z Twoich włości, ani też z dóbr żadnej innej Diuszesy. Przybyłem ze stron bardzo odległych. Jeżeli zechcesz przeczytać ten list do końca, wszystko wytłumaczę.
Słyszałaś zapewne, Signora, o teoriach głoszonych przez niektórych uczonych i filozofów, iż świat, w którym żyjesz, nie jest jedynym możliwym, że światów takich może być bardzo wiele, niekiedy podobnych, niekiedy bardzo różnych. Teoria ta, chociaż często uznawana za niepoważną spekulację, jest prawdziwa, co mogę potwierdzić zarówno na podstawie posiadanej wiedzy, jak i osobistego doświadczenia. Jestem bowiem, jak musiałaś się już domyślić, przybyszem z jednego z takich światów. Mój świat osiągnął znacznie wyższy poziom wiedzy i technologii niż Twój, Signora, a wiele rzeczy, które potrafimy czynić, uznawane są u Was za niemożliwe lub wymagające interwencji Bogini. Między innymi nasi uczeni posiedli o wiele większą wiedzę na temat wspomnianej wielości światów. Nazywamy je światami równoległymi i jest ich olbrzymia, wręcz nieskończona liczba. Nadal zresztą powstają nowe, w wyniku przypadkowych, mniej lub bardziej ważnych (z punktu widzenia nieświadomych obserwatorów) zdarzeń, które z nieznanych powodów nie powieliły się dokładnie we wszystkich aspektach danego świata, rodząc w konsekwencji nowy, który żyje odtąd własnym życiem. Jak już wspomniałem, liczba tych światów jest nieskończona, większość z nich nie stworzyła warunków dogodnych dla istot ludzkich, takich jak Ty, o Najwspanialsza z Bogiń, oraz ja, Twój pokorny sługa. Takich, w których żyją ludzie i tak są jednak biliony bilionów. Funkcjonują w nich najróżniejsze systemy społeczne, polityczne, gospodarcze, religijne. Opierając się na podobieństwie języka oraz pewnych obserwacjach dotyczących wspólnej przeszłości, przypuszczam, że nasze światy są ze sobą dość blisko spokrewnione, prawdopodobnie rozdzieliły się gdzieś we wczesnym średniowieczu, już po upadku Imperium Rzymskiego, a dominującą w Twoim świecie stała się kultura Italii – jeżeli wiesz, o czym mówię, Signora. Później musiało wydarzyć się coś jeszcze, bo jednak nasze dwa światy różnią się między sobą pod pewnymi bardzo ważnymi dla Ciebie oraz dla mnie względami.
W twoim świecie, Domina, kobiety stanowią nieliczną mniejszość oraz sprawują absolutną władzę nad mężczyznami, którzy oddają im cześć niemal boską i służą jako niewolnicy, zapewniając swoją pracą wygodne, luksusowe życie oraz zaspokajając wszelkie możliwe kaprysy. Osiągnęliście na tyle wysoki poziom wiedzy biologicznej, iż nieliczne poczęcia i narodziny kolejnych Domin są ściśle zaplanowane, mężczyzn niewolników klonuje się natomiast masowo, a następnie wychowuje i szkoli, przyuczając do posłuszeństwa. To wszystko jest dla ciebie, Signora, czymś zwykłym i naturalnym, stworzonym i podtrzymywanym łaską Najwyższej Bogini.
To co teraz powiem, wyda Ci się może majaczeniami szaleńca albo czymś w rodzaju herezji, ale w moim świecie panują zupełnie inne stosunki. Mężczyźni i kobiety stanowią mniej więcej równe części społeczeństwa, posiadają też równą sobie pozycję pod względem prawnym i obyczajowym. Wprawdzie istniało niegdyś niewolnictwo, mamy przecież wspólne korzenie, ale miało ono charakter niezależny od płci, zostało zresztą już dawano odrzucone.
Tym niemniej, pewnych podstawowych zasad, wywodzących się z samej natury istot ludzkich, jak uważam, albo może stworzonych przez Najwyższą Boginię, jak może Ty wierzysz, Signora, odrzucić i zapomnieć się nie da. Również w moim świecie istnieje spora grupa mężczyzn uznających naturalną, wrodzoną wyższość Kobiet jako istot piękniejszych, silniejszych, doskonalszych, przeznaczonych do sprawowania władzy i odbierania hołdów. Pragną oni dostać się pod panowanie Władczyni i służyć Jej w charakterze niewolników. Nie uwierzysz zapewne, Signora, ale realizacja takiego pragnienia w moim świecie nie jest wcale łatwa. Można, co prawda, zanurzyć się w świat doznań wirtualnych, generowanych przez złączoną z mózgiem ludzkim sztuczną inteligencję, a tworzone w ten sposób przeżycia nie różnią się dla odbiorcy od rzeczywistych. Wielu ludzi korzysta z takich możliwości, nie tylko w poszukiwaniu Władczyni, ale również z innych, bardzo różnych powodów. Nie jest to jednak dobrze widziane, prowadzi do zaburzeń zdrowotnych, utraty relacji i pozycji w świecie realnym. Próbowałem czegoś takiego raz czy drugi, ale zdołałem z tej drogi zawrócić.
Inny sposób to skorzystanie z usług kobiet, które w zamian za wynagrodzenie wcielają się w rolę Władczyni. Być może niektóre z nich odczuwają wówczas satysfakcję, ale większość czyni to po prostu dla pieniędzy. Nazywane są, wybacz o Najwspanialsza z Bogiń, dominami, ale nie cieszą się szczególnym szacunkiem, wręcz przeciwnie. Swoją drogą, identyczność słowa świadczy o bliskim pokrewieństwie pomiędzy naszymi dwoma światami. Tego sposobu również próbowałem, ale doskonale rozumiesz, Signora, iż sformułowanie „niewolnik korzystający z płatnych usług dominy” stanowi sprzeczność samą w sobie. Wszystko to przybiera postać kiepskiego, karykaturalnego przedstawienia i nie może dać prawdziwego zaspokojenia. Tym niemniej, owe rzekome dominy miewają całkiem sporą liczbę klientów, bo trudno nazwać ich godnymi tego miana niewolnikami.
Najlepszy ale zarazem najtrudniejszy do zrealizowania sposób to odnalezienie i zdobycie zainteresowania kobiety o autentycznej naturze Królowej i Bogini, utworzenie stałego związku Władczyni i niewolnika. Dostępują tego nieliczni szczęśliwcy, może zresztą jest ich więcej, niż się wydaje, zwykle bowiem pary takie nie afiszują się ze swymi upodobaniami. Mnie w każdym razie nie udało się dotąd odnaleźć takiej Pani w moim świecie. A nawet gdyby, to i tak podobny związek może realizować się wyłącznie na płaszczyźnie prywatnej, niezależnie od stopnia intensywności władzy i uległości, który może być bardzo różny, dostosowany do indywidualnego układu. Nawet jednak najwyższa i najsurowsza Władczyni pozostaje równa swemu poddanemu w świetle prawa i obyczaju, w żadnym wypadku nie jest uznaną Panią jego losu, życia i śmierci, na podobieństwo tego, jak Ty władasz swymi niewolnikami, o Królowo Czterech Stron Świata. Przyznasz, że czyni to jednak pewien poziom doznań i emocji nieosiągalnym.
W tej sytuacji, niezadowolony z dostępnych mi sposobów oddania się pod panowanie Władczyni, stanowiących zresztą tylko lepszą lub gorszą namiastkę prawdziwej władzy, zdecydowałem się na jeszcze inny, bardziej oryginalny. Wspomniałem już, iż posiadamy w naszym świecie dużą wiedzę o światach równoległych. Potrafimy je obserwować, a od niedawna również przenosić pomiędzy naszym, a innymi światami istoty żywe, w tym ludzi. To raczej kosztowne przedsięwzięcie, możliwe jednak do przeprowadzenia. Powstały nawet firmy oferujące takie usługi. Oczywiście, największe zainteresowanie budzą światy zamieszkiwane przez istoty ludzkie, to one są najczęstszym obiektem obserwacji oraz podróży. Otrzymawszy kilka miesięcy temu niewielki spadek, podjąłem decyzję, zebrałem dostępne mi środki finansowe i okazały się one wystarczające dla opłacenia poszukiwań oraz odbycia jednej wyprawy do innego świata. Zleciłem najpierw odszukanie takiego, który odpowiadałby moim celom. Dopisało mi szczęście i stosunkowo szybko natrafiano na Twój świat, Signora, świat surowej i rygorystycznej ginarchii.
Trudniejsze okazało się zadanie drugie, czyli odnalezienie w Twym świecie Dominy, której chciałbym i mógłbym służyć, pod której władzę pragnąłbym się oddać. Okazałaś się nią Ty, o Najpotężniejsza z Królowych, z kilku powodów. Pierwszy, chociaż wcale nie najważniejszy, to Twoja niezrównana uroda, o Najwspanialsza z Bogiń. Opiewać ją godni są tylko najwięksi artyści, mistrzowie pióra, pędzla i dłuta. Ponieważ nie zaliczam się do takowych, poprzestanę na stwierdzeniu, że jesteś Niezrównana i Niezapomniana, a mówię to na podstawie doświadczeń i wizji z wielu światów…
Ważniejsze okazały się jednak cechy Twego charakteru, Signora. Jesteś bowiem Władczynią sprawiedliwą, ale zarazem miłosierną. Wymierzasz kary, gdy jest to konieczne, ale potrafisz też okazać łaskę i wybaczać… Twoi słudzy i poddani wielbią Cię z tego powodu, również dla mnie było to niezwykle istotne. Aby zająć miejsce jednego z Twoich niewolników musiałem przeprowadzić pewne zabiegi, które w każdym wypadku zajmowałyby czas. Nie ulegało wątpliwości, że niemal na pewno przybędę na Twoje wezwanie z opóźnieniem. Nie mając doświadczenia w służbie, popełniałem też rozliczne gafy i niezręczności. Wiedziałem, że zasłużę na karę i modliłem się do Najwyższej Bogini o Twoją łaskę. Łaskę, którą zechciałaś, o Najjaśniejsza, okazać. Co więcej, wcielając się w rolę dyżurnego faworyta musiałem oszukać i unieszkodliwić Twoich prawdziwych osobistych niewolników, narażając ich na możliwą, surową karę.
W tym miejscu raz jeszcze błagam o Twoje miłosierdzie, Najwspanialsza z Bogiń, jeszcze szczerzej i jeszcze pokorniej niż poprzednio. O łaskę dla Twoich niewolników, których zwiodłem i uśpiłem. Nie są niczemu winni i nie mogli mi przeszkodzić, użyłem bowiem wytworów techniki niedostępnych w Twoim świecie, które mogłyby uchodzić w nim za magiczne. Potrafię to udowodnić, Boska Pani, o czym za chwilę się przekonasz. Okaż więc litość swym niewinnym sługom…
Wszystko odbyło się w następujący sposób. Możemy podróżować pomiędzy światami korzystając ze specjalnych urządzeń, zwanych teleporterami, wybierając przy tym miejsce wejścia w obcy świat. Wraz z żywą istotą przenoszone są przedmioty martwe, stykające się bezpośrednio z jej ciałem. Ponieważ osobiści niewolnicy w Twoim świecie służą zwykle nago, wystarczyła przepaska biodrowa, co było zresztą z punktu widzenia transferu bardzo wygodne. Postarałem się o wypalenie na własnym ciele znaków symbolizujących przynależność do grupy Twych faworytów, Najszlachetniejsza z Władczyń. Jako jedyne usprawiedliwienie kolejnej przewiny mogę powiedzieć tylko to, że poddałem się temu zabiegowi w sposób tradycyjny, nie korzystając z oferowanych przez medycynę naszego świata środków znieczulających. Ból i cierpienie, których doświadczyłem, miały stanowić niewielką choćby zapłatę za zaszczyt noszenia tych znaków. Przynajmniej pod tym względem nie różnię się więc od Twych prawdziwych sług i poddanych, o Najwspanialsza z Bogiń. Potrzebowałem jednak również kilku urządzeń, w tym teleportera aktywującego podróż powrotną, które z oczywistych względów chciałem mieć zawsze przy sobie. Poleciłem więc sporządzić je na podobieństwo obroży oraz obręczy na przeguby, noszonych wszędzie i nieustannie przez wszystkich niewolników, co również bardzo mi odpowiadało. Oprócz teleportera był to przyrząd fazowy zapewniający niewidzialność oraz kolejny, pozwalający uśpić każdą osobę, dotykając dowolnego punktu jej ciała.
Tak przygotowany, zebrawszy wolę i odwagę, przeniosłem się pewnego wieczora do Twego pałacu i korzystając z przywileju niewidzialności ukryłem się w pobliżu dyżurki, oczekując na wezwanie. Z niewiadomych powodów, przez dwie noce nie wzywałaś jednak, Signora, żadnego z niewolników. Oczywiście, bardzo skomplikowało to moje plany. Musiałem ukrywać się przez kilka dni, zdobywać ukradkiem pożywienie, załatwiać potrzeby fizjologiczne… Czapka niewidka bardzo w tym pomagała i bez niej nie mógłbym tego dokonać, posiada jednak pewne ograniczenia. A Ty nadal nie wzywałaś nocami żadnego faworyta. Traciłem już nadzieję, w desperacji chciałem porzucić mój szalony plan, gdy wreszcie trzeciej nocy rozległ się dzwonek. Korzystając z moich przyrządów uśpiłem wszystkich czterech niewolników w dyżurce, potem jeszcze przeciągnąłem ich do wybranego wcześniej, rzadko odwiedzanego składu, aby nikt przypadkiem nie odnalazł ich przed czasem i nie podniósł alarmu. Resztę już znasz, o Najłaskawsza z Władczyń. Pojawiłem się w Twej sypialni spóźniony, przerażony, nie potrafiąc sensownie odpowiedzieć na Twoje pytania. A jeszcze później przeżyłem w Twoim towarzystwie najwspanialsze chwile mego życia…
Gdy już usnęłaś w moich ramionach, Boska Pani, użyłem raz jeszcze usypiacza, by wzmocnić Twój sen. Nie ośmielam się nawet błagać o wybaczenie tej kolejnej przewiny. Udałem się jako niewidzialny duch do wspomnianego magazynu, ponownie zaciągnąłem czterech uśpionych niewolników do dyżurki, powróciłem do sypialni, zasunąłem rygiel, by na pewno nikt mi nie przeszkodził i bym mógł spokojnie napisać ten list. Za chwilę ponownie skorzystam z teleportera i na zawsze opuszczę Twój świat, powracając do własnego. Zachowam wspomnienia o Niezrównanej, Niezapomnianej, Najpiękniejszej, Najwspanialszej z Bogiń… Aby zaś wspomnienia zawsze pozostały ostre i świeże, pozwalam sobie zachować szczególną pamiątkę, Twe ostrogi Boskiej Królowej Amazonek. Wśród wielu innych przewin, których się dopuściłem, to jedno może naprawdę zechcesz wybaczyć…
Aby chociaż w niewielkim stopniu ułagodzić Twój słuszny gniew, odkupić moje winy i może sprawić Ci, Signora, odrobinę przyjemności, pozostawiam w zamian za ostrogi kilka upominków. Po pierwsze, fazowy generator niewidzialności. Wprawiono go w obejmę z niebieskim kamieniem. Jeżeli nałożysz obręcz na nadgarstek i przekręcisz kamień w prawo, generator uaktywni się i staniesz się, Domina, niewidzialną dla wszystkich. Stan ten posiada pewne ograniczenia, niewidzialna stajesz się Ty sama oraz wszystkie przedmioty, które bezpośrednio dotykają Twego ciała. Warto więc pamiętać o nałożeniu butów i rękawiczek. Nie zdołasz jednak przeniknąć przez ścianę, możesz na kogoś wpaść, potrącić jakieś wiadro i temu podobne. Nadal będą też słyszalne odgłosy, które w taki czy inny sposób spowodujesz. Należy więc zachować ostrożność. Ponowne przekręcenie kamienia, tym razem w lewo, zakończy działanie generatora.
W drugą obręcz, tę z czarnym kamieniem, wprawiono urządzenie usypiające. Podobnie jak poprzednio, kamień należy przekręcić w prawo, po czym dotknąć nim fragmentu nagiej skóry wybranej osoby. Zapadnie ona w głęboki, ale zdrowy sen, który potrwa najpewniej dość długo. Po mniej więcej litanii urządzenie samo się dezaktywuje i aby ponownie go użyć, należy na nowo przekręcić kamień. Trzeba też uważać, by przypadkiem nie sprowadzić snu na samego siebie. Chyba, że takie samouśpienie byłoby Twoim zamiarem, Domina. Wiem przecież, że miewasz problemy z zaśnięciem… Ten niewielki przyrząd może okazać się skutecznym antidotum i sprowadzić na Ciebie dobre sny…
Na koniec niewolnicza obroża. Wprawiono w nią rozdaj interfejsu. Rozkłada się ona wzdłuż widocznej wewnątrz szczeliny, ujawniając wirtualny ekran oraz bardziej tradycyjną klawiaturę, podobną tym, których używa się w innych, znanych w Twoim świecie urządzeniach. Jeżeli jednak napiszesz cokolwiek przy jej użyciu i potwierdzisz zamiar wysłania, wiadomość ta zostanie natychmiast przekazana do mojego świata, do bliźniaczego, zsynchronizowanego w parze urządzenia, które znajduje się w moim posiadaniu. W ten sposób możesz, jeżeli zechcesz, o Najjaśniejsza, przesłać wiadomość swemu pokornemu i żarliwemu, mimo wszystko, poddanemu i niewolnikowi, który doświadczył już zaszczytu służenia Ci nie tylko sercem i duchem, ale również ciałem. Choćby tylko po to, by wyrazić Twój jakże słuszny gniew…
Pozostaję najbardziej niezwykłym wielbicielem Najwspanialszej z Bogiń
Faren
2.
Sama do końca nie pojmuję, dlaczego zdecydowałam się napisać ten list, chociaż nie wiem jeszcze, czy zechcę go wysłać. Minął z górą miesiąc, tyle musiało upłynąć czasu, aby w niewielkim chociaż stopniu osłabł Mój gniew. Gdy pojęłam, w jak oburzający sposób Mnie oszukałeś, wykorzystałeś jako Kobietę i Dominę, upokorzyłeś i poniżyłeś, okłamałeś i zdradziłeś, rozpalił się niczym strzelający ogień, niczym żar w hutniczym piecu, niczym jądro supernowej. Farenie, gdybyś był Moim prawdziwym niewolnikiem i gdybym mogła dostać cię w swoje ręce, Moja zemsta i wymierzone kary byłyby straszne. Nie uszedłbyś z życiem, twoja krew tryskałaby pod razami bicza prawdziwymi fontannami, po utracie przytomności byłbyś cucony dotykiem rozpalonego żelaza, chłostany i torturowany dalej. Kazałabym przypalać cię żywym ogniem, topić w wodzie, dusić, ćwiartować, łamać kołem, razić prądem. A ja przyglądałabym się temu wszystkiemu z rozkoszą, skinieniem dłoni nakazując zastosowanie kolejnych rodzajów tortur. Sama również sięgnęłabym po bicz… Miałam i nadal mam mnóstwo pomysłów, które pragnęłam i wciąż pragnę na tobie wypróbować. O Mojej zemście przez lata opowiadano by z podziwem i strachem…
Cóż, nie jesteś jednak Moim niewolnikiem, chociaż bezprawnie i bezczelnie takowym się mienisz, nosząc nawet oszukańcze znaki własności oraz herb Dominy i Diuszesy Rossano. Pozostajesz bezpieczny w swoim świecie, poza zasięgiem Mojego gniewu. Złóż za to dzięki Najwyższej Bogini. Ale dość o tym, nie mogąc zaspokoić targającego Mną pragnienia zemsty, pozwoliłam, by stopniowo się wypaliło.
Przy okazji uspokoję cię w pewnej sprawie. Początkowo zamierzałam w najsurowszy sposób ukarać czterech niedbale pełniących dyżur osobistych niewolników, powstrzymałam się jednak i odłożyłam to o kilka dni. Przyznaję, początkowo tylko z braku czasu. Następnie postanowiłam wypróbować najpierw pozostawione przez ciebie urządzenia, czapkę niewidkę oraz usypiacz. Zadziałały tak, jak to opisałeś, nie zdziwi cię zapewne, że dostarczyły mi sporo zabawy i rozrywki. Nadal dostarczają. Zabawiałam się niczym niedorosła dziewczyna, przemykając pomiędzy niczego nieświadomymi niewolnikami, płatając iście dziecinne żarty, usypiając tego i owego, a potem przyłapując śpiącego i karcąc za niedbałość w pełnieniu służby. Przyznaję, to może niegodne Diuszesy i Władczyni, ale mam tak mało prawdziwych rozrywek… Kary, które wymierzałam i wymierzam ofiarom moich żartów są łagodne, co najwyżej umiarkowana chłosta. Wszyscy wysławiają z tego powodu Moją łaskawość i wspaniałomyślność, zapewne szczerze, bo czynią to pomiędzy sobą, w poufnych rozmowach, które słyszę korzystając z twojego urządzenia. Dzięki tym zabawom Mój gniew osłabł na tyle, że zrezygnowałam z rozlania go na głowy tych czterech głupców, którzy nie mieli przecież możliwości, by przeszkodzić w twoich podłych knowaniach. Na szczęście dla siebie, otrzymawszy taką szansę, przyznali się, że po usłyszeniu pierwszego sygnału przywołania, z niewytłumaczalnych powodów… zasnęli. Znając prawdę, z trudem tłumiłam uśmiech rozbawienia i udawałam gniew. Ostatecznie dałam się ubłagać i otrzymali tylko niezbyt surową chłostę. Umocniło to Moją opinię Pani łaskawej i wspaniałomyślnej, o czym nie omieszkałam przekonać się w wiadomy sposób.
Ponieważ w ten sposób Mój rozpalony do białości gniew nieco ostygł, postanowiłam wysłać ten list, skoro już zadałam sobie trud, aby go napisać. Przypominam jednak, że nie masz prawa mienić się Moim niewolnikiem.
Domina Orianna
Diuszesa prowincji Rossano
3.
Najpotężniejsza Diuszeso i Władczyni!
Nie potrafię wyrazić szczęścia i radości, którymi napełniło się moje serce po otrzymaniu Twego listu. Signora, nie jestem godny Twojego przebaczenia ale słowa o stygnącym gniewie rodzą nadzieję… Jak słusznie napisałaś, Szlachetna Pani, nie muszę obawiać się zasłużonej kary z Twojej strony w wymiarze fizycznym, pragnąłbym jednak, abyś nie myślała wyłącznie w najczarniejszych barwach o kimś, kto nie ma prawa aspirować do miana Twego niewolnika. Świadomość Twych odczuć sprawia bowiem ból silniejszy niż razy bicza…
Ucieszyłem się szczerze, że moje przyrządy przypadły Ci do gustu, o Najwspanialsza z Bogiń, i dostarczyły chociaż odrobinę rozrywki. Może sprawią kiedyś… ale nie śmiem marzyć, a tym bardziej wypowiadać takich myśli. Jeszcze bardziej ucieszyła mnie wiadomość o łasce, którą okazałaś pechowym dyżurnym niewolnikom. Wybacz śmiałość, z którą napiszę następne słowa, ale nie pomyliłem się co do Ciebie. Jesteś Najpotężniejszą z Władczyń, ale również Najwspanialszą, Najłaskawszą z Bogiń, Niezrównaną, Niezwykłą, Niezapomnianą…
Faren
Najpokorniejszy czciciel pewnej Bogini
4.
Farenie
Twoje zabawki sprawdzają się znakomicie i jak dotąd wcale Mnie nie znudziły. Korzystam z nich w pałacu i poza nim, wciąż znajduję kolejne sposoby. Dostarczają coraz to nowych, świeżych wrażeń, a możesz mi wierzyć, niełatwo o takowe w życiu Dominy i Diuszesy. Może nie powinnam o tym mówić, ale każdy żart uczyniony przy ich użyciu, każdy uśmiech rozbawienia, który wywołały na Mojej twarzy sprawiają, iż myślę o tobie w coraz mniej czarnych barwach. Oczywiście, to nadal myśli gniewne i niespokojne, ale nie żałuję już, że nie mogłam poddać cię torturom i uśmiercić w najokrutniejszy sposób. Obecnie poprzestałabym może na chłoście. Surowej i bezlitosnej, w niczym nieporównywalnej z zabawą w istocie, której doświadczyłeś w sypialni. Wymierzyłabym ją własną ręką, w pałacowych lochach, a posiadam tam odpowiednie ku temu przyrządy i wyposażenie. Najprawdopodobniej zachowałabym cię jednak przy życiu. A ponieważ jako Domina osobiście wymierzam kary chłosty tylko wybranym niewolnikom i skoro nadal pragnę ujrzeć cię wystawionego na razy dzierżonego w dłoni bata, skoro nosisz już Mój herb i skoro zdążyłam nawet naznaczyć twoje plecy (nie ujrzawszy nawet należycie osiągniętego efektu, który prezentuje się najlepiej o świcie) nie mogę nadal odmawiać ci prawa do miana Mojego niewolnika. Ciesz się jednak, że jako niewolnik przebywasz w odległym świecie, poza zasięgiem bicza swojej Pani.
Diuszesa Orianna z Rossano
5.
Domina!
Zaszczycony mianem Twego niewolnika ośmielam się użyć wobec Ciebie tego właśnie tytułu. Pręgi po biczu, którymi naznaczyłaś moje plecy, istotnie nabrały pełnej barwy dzień później. Obecnie nie ma już po nich śladu, czego niekiedy żałuję… Przykro mi również, że nie ujrzałaś, o Najpotężniejsza i Najłaskawsza z Władczyń, efektów swoich działań w pełnej krasie… Twój list, który odebrałem jako częściowe przynajmniej wybaczenie moich przewin, uwolnił mnie od bólu znacznie dotkliwszego, niż razy bicza.
Faren
pokorny sługa i niewolnik prawdziwej Dominy
6.
Farenie
Aby uwolnić się od przemożnej chęci płatania kolejnych żartów przy użyciu twoich niezrównanych zabawek zainteresowałam się opisanym przez ciebie pokrewieństwem pomiędzy naszymi światami, ściągnęłam z sieci kilka artykułów, wezwałam i wypytałam jednego czy dwóch zajmujących się przeszłością uczonych. Niestety, kraje i państwa, o których wspominałeś, Imperium Rzymskie czy Italia, są im zupełnie nieznane. Oznaczałoby to, że nasze światy nie są tak blisko spokrewnione, jak sądzisz. Z drugiej strony, twierdzisz, iż występują rożne podobieństwa w piśmie i języku. Nie znam twojego świata, chociaż chętnie bym go poznała, chociażby z ciekawości i dla rozrywki. Ty możesz porównywać obydwa, więc może masz jednak rację. Jeżeli tak, to niewiedza Moja i naszych uczonych wynikałaby zapewne z ogólnej katastrofy, która dotknęła cywilizację przed wieloma pokoleniami. O wcześniejszych czasach posiadamy bowiem niewiele informacji. Katastrofę tę sprowadzili mężczyźni, wywołując i prowadząc wojny, w których użyto ostatecznie zaawansowanych broni biologicznych. Z tego, co wiemy obecnie, doprowadziły one do wymarcia wszystkich mężczyzn oraz większości kobiet. Nieliczne ocalałe odrodziły cywilizację dzięki wspomnianej wiedzy z zakresu nauk biologicznych, którą można też wykorzystać ku ogólnemu pożytkowi. Odrodzonemu światu nadały nową postać. Mężczyźni okazali się niezbędni do wykonywania wszelkiego rodzaju prac, a także, nie przeczę, dla rozrywki i przyjemności Kobiet. Podjęto więc decyzję o klonowaniu niewolników, poddano ich jednak surowemu wychowaniu i kontroli, usunięto najbardziej agresywne cechy. Kobiety-Dominy sprawują nad nimi całkowitą władzę, każda z nas zarządza własnym księstwem-prowincją, we właściwym czasie sprowadzając na świat i przygotowując następczynię. W ten sposób powstało społeczeństwo, które uważamy za najlepsze z możliwych, a które i ty uznałeś za godne odwiedzin.
Mam przynajmniej nadzieję, że te pręgi nabrały głębokiej, czerwonej barwy i utrzymywały się długo, przechodząc w kolor siny, zielonkawy, wreszcie żółty, ostatecznie powoli zanikając. Nie przeczę, że lubię oglądać takie przemiany na plecach, udach, pośladkach Moich faworytów, a na twoich ujrzałabym je z największą przyjemnością. Powtarzam, masz szczęście przebywając w swoim świecie, poza zasięgiem Mego bicza…
Signora Orianna
Pani tysięcy i jednego niewolnika
7.
Najpotężniejsza z Władczyń!
Twoje łaskawe słowa powodują, że zaczynam niemal żałować, iż rzeczywiście przebywam poza zasięgiem Twej dzierżącej bicz dłoni, pozbawiając Cię widoków, które sprawiają przyjemność oczom Najwspanialszej z Bogiń. Ja sam również nie potrafię uwolnić się od pragnienia ujrzenia prawdziwej Królowej i Dominy. Przyznam, że mam po temu pewne możliwości. Mógłbym bowiem zlecić podjęcie ponownej obserwacji Twego pałacu i Twojej Boskiej Osoby. Środki finansowe, którymi obecnie dysponuję, nie wystarczyłyby na obserwację ciągłą i miałaby ona charakter wyrywkowy, tym niemniej w niewielkim chociaż stopniu ukoiłaby może pragnienia, których nie śmiem wyrazić…
Najbardziej niezwykły i żarliwy z Twych niewolników
Faren
8.
Jak śmiesz myśleć o czymś tak podłym, jak potajemne śledzenie i podglądanie Mojej Osoby? Jeżeli dopuścisz się takiej niegodziwości, pozbawię cię prawa do miana Mojego niewolnika. Nie potrafię cię do niczego zmusić ani sprawdzić, czy zastosowałeś się do wydanego rozkazu, jeżeli jednak zależy ci na Moim przebaczeniu i na Mojej łasce, będziesz cierpiał, wiedząc, iż ponownie oszukałeś i upokorzyłeś Boginię, której pragniesz jakoby służyć.
9.
Domina!
Używam tego tytułu, zdołałem bowiem odegnać niegodną pokusę, którą słusznie uznałaś, o Królowo Czterech Stron Świata, za zdradziecką i zbrodniczą. Uwierz swemu niewolnikowi, nie złamałam Twego zakazu. Pragnienie ujrzenia Twojej Boskiej Osoby jest jednak bardzo silne…
10.
Nie wiem do końca dlaczego, ale wierzę ci Farenie, Mój niewolniku. Skoro pragniesz ponownie ujrzeć Moją Osobę, dysponujesz ku temu sposobem, który dla Mnie pozostaje niedostępny. Możesz odbyć kolejną podróż do Mojego świata, do Mojego pałacu. Tym razem nie jako potajemny intruz, by nie powiedzieć oszust, ale jako wezwany przez Dominę osobisty faworyt. Wiedz, że najstraszliwszy gniew już się wypalił i wybaczyłam większość twoich przewin. Oczywiście, musiałbyś zostać ukarany, ale nie skazałabym cię na śmierć ani nie wydałabym na tortury. Prawdopodobnie poprzestałabym na wymierzeniu chłosty Moją własną ręką i czerpałabym przyjemność z obserwowania, w jaki sposób zakwitają twoje plecy i pośladki. Dodam, że zanim nie ujawniła się wiadoma zdrada, której się dopuściłeś, uznałam niektóre twoje służby za miłe i satysfakcjonujące. Nie mogę wydać ci rozkazu, bo nie do pomyślenia byłoby, gdybyś jednak z jakiegoś powodu polecenia nie wykonał, poprzestaję więc na czymś w rodzaju propozycji i zaproszenia. Doprawdy, dziwne to słowa Dominy skierowane do niewolnika, ale jesteś najbardziej niezwykłym ze wszystkich Moich poddanych.
11.
O Najwspanialsza i Najłaskawsza z Bogiń!
Twoje słowa wzbudziły w sercu Twego sługi radość i smutek równocześnie. Radość, gdyż zechciałaś wybaczyć moje winy i wezwać niegodnego podanego przed Twoje oblicze. Smutek, gdyż niezależnie od własnych pragnień, nie jestem w stanie tego dokonać. Podróż pomiędzy światami to przedsięwzięcie bardzo kosztowne, a ja nie posiadam większego majątku. Poprzednia wyprawa pochłonęła większość moich środków finansowych. Obecnie nie zdołałbym opłacić ponownej. Zechciej wybaczyć swemu słudze, o Ty Która Nosisz Koronę Lotosu i Papirusu, i nie potraktuj tego jako odmowy wykonania rozkazu przez niewolnika.
12.
Farenie
Mój sługo i niewolniku
Przeszkoda, o której piszesz, nie ma większego znaczenia. Może i nie posiadasz wystarczających środków, Ja jednak dysponuję ogromnymi bogactwami, których nie potrafisz sobie nawet wyobrazić. Posiadam dziesiątki tysięcy niewolników, ziemię, folwarki, plantacje, stada, kopalnie, fabryki… Te dobra nie na wiele się może przydadzą, nie sposób bowiem przenieść ich do twojego świata, ale w Moich skarbcach i magazynach spoczywają też duże ilości złota, platyny, srebra, miedzi, magnezu, cynku, a także diamentów, rubinów, szmaragdów… Któreś z tych kamieni albo metali muszą posiadać jakąś wartość również w twoim świecie. Obdarzę cię nimi z przyjemnością, abyś mógł następnie stokrotnie opłacić koszty podróży. Z pewnością któraś z firm, o których wspominałeś, zechce przystać na taki układ. Niezwłocznie zasięgnij informacji.
Signora Orianna
13.
Władczyni Niebios i Ziemi!
Pomimo Twojej niezwykle hojnej oferty sprawa okazała się trudna i nie widzę możliwości przeprowadzenia Twego planu. Żadna ze wspomnianych firm, ani też żaden z banków, nie zechciał udzielić kredytu pod tak niezwykły zastaw. Próbuję jeszcze tu i tam, ale bez większej nadziei. Wybacz, o Boska Pani…
Twój zasmucony i głęboko nieszczęśliwy sługa
Faren
14.
Farenie, nie możemy pozwolić, by tak drobna przeszkoda uniemożliwiła nam ponowne spotkanie. Musisz coś wymyślić, wierzę w ciebie i twoją inteligencję…
15.
Signora!
Istnieje pewien sposób! Wspomniałem już kiedyś, iż przenieść do innego świata można każdą żywą istotę, również zwierzęta. Koszt takiej podróży jest zdecydowanie niższy, zwłaszcza w przypadku mniejszych stworzeń. Po zebraniu wszystkich, dostępnych mi środków, zastawieniu resztek majątku i zaciągnięciu kredytów byłbym w stanie zebrać odpowiednią kwotę i wysłać powiedzmy, niewielkiego psiaka. Gdybyś przymocowała do jego ciała pewną ilość szlachetnych metali (najlepsze byłyby niewielkie sztabki złota), a następnie korzystając z załączonych instrukcji odesłała go z powrotem (proces jest bardzo prosty), zwierzak powróciłby do mnie, niosąc znaczny majątek. Złoto jest u nas w bardzo wysokiej cenie i można je łatwo sprzedać. Pamiętaj tylko, o Najłaskawsza z Władczyń, że każda sztabka musiałaby bezpośrednio dotykać ciała zwierzęcia.
Najpokorniejszy z wyznawców pewnej Bogini
Faren
16.
Farenie, miałam rację, że wierzyłam w twój rozum! Nie zawiodłam się. Lubię inteligentnych niewolników i tym chętniej ponownie ujrzę cię na Moim dworze. Bierz się do dzieła i powiadom, gdy transfer zostanie przygotowany. Złota z pewnością nie zabraknie!
17.
Signora!
Wszystko przygotowane, szczeniak gotowy do drogi. Nazwałem go imieniem Kupidyn, wyjaśnię Ci później osobiście, co ono oznacza. Teleporter zainstalowano w obroży. Kupidyn jest tak mały, że na jego szyję pasuje obejma, którą ja nosiłem uprzednio na kostce i w którą wprawiono urządzenie teleportacyjne. Pozwoliło to skopiować gotowy już model i ułatwiło sprawę. Obsługa jest bardzo prosta, wszystko opisano we wsuniętym za obrożę/obejmę liście. Punkt powrotny został już zaprogramowany. W razie potrzeby, pytaj o wszystko, Domina. Pozostaje kwestia, dokąd konkretnie teleportować Kupidyna. Najdogodniejszym miejscem byłaby Twoja sypialnia, Boska Pani. Dokonałem z niej poprzedniego transferu i posiadamy dokładne koordynaty. Jeżeli się zgadzasz, Najjaśniejsza, podaj dogodną dla Ciebie porę.
Twój sługa
Faren
18.
Oczywiście, zgadzam się. Nie traćmy czasu. Jutro wieczorem, o godzinie ósmej.
19.
Stanie się, jak rozkazałaś, Najwspanialsza.
20.
Farenie.
Twój posłaniec, Kupidyn – pamiętaj o obietnicy wyjaśnienia tajemnicy jego imienia, okazał się przemiłym zwierzakiem. Rozpieszczam go z przyjemnością, w oczekiwaniu na sporządzenie odpowiedniej uprzęży, w którą wsunę sztabki złota. Te ostatnie też należy zresztą przetopić, by nadać im odpowiedni kształt. Jak mnie zapewniono, zajmie to trzy dni. I biada niezdarnym rzemieślnikom, jeżeli opóźnią termin! Oczekuj więc na wiadomość, Mój sługo.
21.
Czekam z niecierpliwością, Moja Pani i Władczyni.
22.
Dziś wieczorem, o godzinie ósmej odeślę Kupidyna zaopatrzonego w złoto.
23.
O Ty, Która Nosisz Podwójną Koronę Lotosu i Papirusu!
Kupidyn powrócił szczęśliwie do swego świata. Nie chciałem Cię niepokoić, Boska Pani, ale tego rodzaju podróże są nieco bardziej ryzykowne dla zwierząt, niż dla ludzi. Wszystko przebiegło jednak pomyślnie. Domina, jestem oszołomiony Twoją hojnością! Kupidyn dosłownie uginał się pod ciężarem złota. Uczyniłaś mnie, o Najłaskawsza, osobą bardzo zamożną. Mogę obecnie opłacić setkę podróży do innych światów. Pragnę jednak odwiedzić jeden, jedyny. Wiesz który, Najwspanialsza z Bogiń…
Faren
24.
Nie zwlekaj więc, Farenie! Wzywam cię przed Moje oblicze jako Domina, jako Diuszesa i Władczyni prowincji Rossano, jako twoja Bogini oraz… jako Kobieta. Oczekuję, że wykonasz Mój rozkaz bez żadnej zwłoki! Nie zapomnij też o zapewnieniu właściwej opieki dla Kupidyna. Polubiłam tego psiaka i zażyczyłabym sobie, abyś zabrał go ze sobą, ale nie chciałabym, aby ucierpiał, skoro podroż wiąże się z ryzykiem. Dobrze się spisał, jako twój, jako nasz wspólny posłaniec i zasługuje na wszystko, co najlepsze.
25.
Boska Pani!
Oczywiście, zadbałem dla Kupidyna o najlepszą, możliwą opiekę. Załatwiłem wszystkie moje sprawy i jestem gotowy do podróży. Jestem gotowy, by upaść na kolana przed tronem Władczyni Niebios i Ziemi, Dawczyni Życia i Światła, Tej, Która Nosi Podwójną Koronę Lotosu i Papirusu, Która dzierży w Dłoniach Bicz i Pasterską Laskę. Jeżeli pozwolisz, najdogodniejszym miejscem teleportacji będzie ponownie Twoja sypialnia, której koordynaty mamy dobrze określone. Pragnę złożyć u Twych stóp nie tylko moje serce i duszę, o ile są cokolwiek warte. Zamierzam ofiarować również inne podarunki, o wiele cenniejsze, a które, mam nadzieję, uczynią mnie Twoim prawdziwym niewolnikiem. Chcę także zwrócić ostrogi, licząc, że pozwolisz przypiąć je do Twoich butów, na znak władzy i siły Królowej Amazonek. Wyznacz swemu niewolnikowi najdogodniejszą dla Ciebie porę przybycia.
Faren
Najszczęśliwszy z poddanych i niewolników
Boskiej Pani Orianny
Diuszesy i Władczyni Rossano
26.
Farenie
Potrafisz przemawiać w tak miły dla uszu każdej Dominy, każdej Kobiety sposób… Wiedz, że tamtego wieczoru, gdy chłostałam twoje plecy, to właśnie podobne słowa ułagodziły Mój gniew. Twoje serce i dusza będą najcenniejszymi, gdyż dobrowolnie złożonymi darami. Nie byłabym jednak Kobietą, gdybym nie zapłonęła ciekawością, słysząc o innych jeszcze podarunkach. Nie, nic więcej nie mów i nie psuj niespodzianki… Przybywaj dzisiaj, do Mojej sypialni, o godzinie dziewiątej wieczorem. Zamierzam poczynić pewne przygotowania. Skoro pragniesz upaść na kolana przed majestatem Władczyni, zastaniesz Mnie zasiadającą na tronie, z biczem w dłoni oraz w wysokich butach, abyś mógł w stosowny sposób zwrócić Moją własność (cieszy Mnie myśl, iż przypniesz ostrogi z własnej woli). Nie mam pojęcia, co oznacza ani jak wygląda Podwójna Korona Lotosu i Papirusu, nałożę jednak w zamian Moją własną, do której mam prawo jako Diuszesa prowincji Rossano. Jest dość ciężka i niewygodna, toteż nie noszę jej na co dzień, dla ciebie uczynię jednak wyjątek, jeżeli sprawi ci to przyjemność. Przybywaj i nie waż się ponownie spóźnić, niewolniku!
27.
Domina!
Jestem gotowy i wyruszam w niedługim czasie…
***
Zgodnie z obietnicą, Signora Orianna oczekiwała przybycia najbardziej niezwykłego ze swych niewolników zasiadając na tronie, w ozdobionej stylizowanymi różami książęcej koronie na głowie. Uznała, iż objawiając się w majestacie Władczyni nie powinna występować naga, oprócz wysokich muszkieterek nałożyła więc również uszyty z czarnej materii strój, będący połączeniem wojskowego uniformu oraz zdecydowanie kobiecego kostiumu. Narastające napięcie powodowało, iż niespokojnie bawiła się trzymanym w dłoni biczem. Oto zbliżała się chwila dopełnienia i zwieńczenia długotrwałych zabiegów… Odczuwane emocje pozwalały zapomnieć o niewygodach związanych z przybraną, oficjalną pozą. Zarówno koronę jak i tron wykonano przede wszystkim z myślą o wywieraniu wrażenia na poddanych, mniej dbając o komfort ich właścicielki. Niestety, były to starożytne, odziedziczone po przodkiniach artefakty, tradycja miała swoje prawa, a Diuszesa obowiązki. Koronę wydobyła ze skarbca, a tron poleciła przynieść do sypialni z komnaty audiencjonalnej. Przeklęty mebel był na tyle wysoki, że stopy Signory Arianny nie sięgały podłogi. W normalnych warunkach, udzielając audiencji, wspierała je na karku aktualnego, starannie upozowanego, nagiego i unieruchomionego faworyta. Przy obecnej okazji ktoś taki tylko by przeszkadzał, musiała więc zadowolić się pospiesznie wykonanym, utrzymanym w odpowiednio ozdobnym stylu, wyściełanym stołkiem. Wbijając weń niecierpliwie końcówki obcasów nie mogła jednak cieszyć oczu i duszy tłumionymi lecz z pewnością odrobinę bolesnymi reakcjami niewolnika, niszczyła tylko martwą wyściółkę. Niech ten cały Faren lepiej się pospieszy, zawsze się spóźnia! Signora Orianna pomyślała, że w przyszłości to jemu pozwoli może przy jakiejś oficjalnej okazji zająć miejsce pod swymi stopami i podrażni obcasami. Podrażni z całą siłą! Odegnała tę wizję, nie czas na podobne rojenia, musi najpierw dokończyć realizację ułożonego planu.
Jeszcze jedno, niespokojne przesunięcie wolną dłonią po splecionych rzemieniach bicza i wreszcie się zaczęło… Na środku komnaty pojawiła się delikatna poświata, wyraźnie widoczna w stonowanym półmroku sypialni. Po chwili rozbłysła tysiącami migoczących rozbłysków, a we wnętrzu świetlistego obłoku zaczął formować się cień. Pani Orianna widziała to już przedtem, przy okazji transferu Kupidyna, obecnie cień był jednak dużo większy. Szybko zyskiwał coraz wyraźniejsze kontury, przybierając kształt człowieka, kształt nagiego mężczyzny, nagiego niewolnika, nagiego Farena. Rozbłyski zniknęły, podróż pomiędzy światami dobiegła pomyślnego końca. Faren rozejrzał się dookoła, najwyraźniej nieco oszołomiony, szybko odzyskał jednak orientację, na dowód czego odwrócił się we właściwym kierunku, upadł na kolana i uderzył czołem o podłogę. Signorę Oriannę ogarnęło uczucie triumfu. Oto pierwszy etap planu został pomyślnie zrealizowany.
– Wzywałam cię, Farenie i cieszy mnie twoje przybycie – powiedziała ciepłym głosem, naprawdę zadowolona z widoku niewolnika. – Możesz powitać swoją Panią.
Uniósł się i zbliżył na kolanach, po czym ponownie pochylił w głębokim ukłonie i ucałował czubki butów Signory.
– Witaj, Domina. Witaj, o Najpotężniejsza z Władczyń i Najwspanialsza z Bogiń. Dziękuję za Twoją hojność, dziękuję za to, że jesteś…
Och, jak miło potrafi przemawiać, wzbudzając bardzo przyjemne doznania w duszy Kobiety… Otrząsnęła się z nieoczekiwanego zauroczenia. Drań jest niebezpieczny, a ona musi wziąć się w garść i nie ulegać porywom serca.
– Możesz unieść głowę, niewolniku. Chcę ujrzeć twoją twarz – zadysponowała.
Tak, oto cały Faren, nie potrafi ukrywać emocji, wielbi swoją Panią szczerze i bez granic. To zarazem ułatwia, jak i utrudnia sprawę.
– Nie tak dawno temu wzbudziłeś Mój gniew, niewolniku. – Szarpnęła dłonią końcówkę bicza.
– Domina, nie zasługuję na to miano. Przybyłem ponownie na Twój dwór, by naprawdę stać się Twoim niewolnikiem, całkowicie i bez granic.
– Co masz na myśli, Farenie? – Pochyliła się lekko, by wygodniej ułożyć na włosach przeklętą koronę.
– Pozwól, Najjaśniejsza Pani, iż złożę u Twych stóp dary, które przynoszę. Wtedy sama się przekonasz.
– Wzbudziłeś Moją ciekawość, sługo. Cóż jeszcze możesz ofiarować poza sercem, duszą i ciałem? – ponagliła lekko Farena.
– Na początek zechciej przyjąć nie dar, lecz to, co należy do Ciebie.
Rozsupłał węzeł przepaski biodrowej i pozwolił jej opaść na podłogę, odsłaniając przyciśnięte ciasno do nagiego ciała ostrogi. Musiały sprawiać odrobinę bólu, co do tego nie miała wątpliwości.
– Czy pozwolisz, Domina? – spytał, ujmując je w dłonie.
– Tylko wtedy, jeśli uczynisz to z własnej woli.
– Pragnę adorować Cię, Signora, również w roli Królowej Amazonek – odparł, a ona doznała bardzo jednoznacznych skojarzeń. Z zadowoleniem ujrzała, iż opadła przepaska ujawniła również silny wzwód niewolnika. I bardzo dobrze, przynajmniej ktoś docenił jej własne starania…
Tym razem ostrogi przypiął szybko i bez żadnych problemów. Czyżby ćwiczył tam, u siebie, w swoim świecie? Może przy udziale którejś z tych fałszywych domin, o których pisał? Diuszesa Orianna poczuła przypływ gniewu, uspokoiła się jednak myślą, że również tutaj niewolnicy opanowywali umiejętność przypinania ostróg, korzystając podczas szkolenia ze starych butów na prawidłach. Spokojnie unosiła więc we właściwych chwilach stopy, ułatwiając Farenowi zadanie. Na koniec, raz jeszcze ucałował czubki muszkieterek. Pominęła to milczeniem, nie chcąc deprymować poddanego i oczekując tego, co naprawdę zechce jej ofiarować.
– Bardzo dobrze, ale teraz czas na obiecane dary – zauważyła.
– Ofiarowuję je z prawdziwą radością, Najwspanialsza z Bogiń. Oto pierwszy z nich, kolejne urządzenie umożliwiające łączność z moim światem. Odpowiednik znajduje się w posiadaniu kancelarii prawnej, której zleciłem zajmowanie się wszystkimi sprawami na czas nieobecności. – Faren sięgnął dłońmi ku obroży, odpiął ją i złożył na podłodze, tuż przed podnóżkiem, dokładnie u stóp Signory Orianny. – Oto kolejne, Najpotężniejsza z Władczyń, jeszcze jedna czapka niewidka, jak ją nazywasz oraz następny usypiacz. – Obok obroży spoczęły dwie zdjęte z nadgarstków bransolety.
Pani Orianna obserwowała to wszystko z rosnącym, z trudem tłumionym napięciem. Na koniec zostawił zapewne dar najcenniejszy, musiał zostawić…
– Domina, oto teleportery, pozwalające podróżować pomiędzy światami. Dzięki Twej hojności poleciłem sporządzić dwa egzemplarze, nastawione na powrót do mego świata. – Ostrożnie odpiął obydwie obejmy z kostek u nóg i z niezwykłą powagą złożył u stóp Diuszesy Orianny.
Wpatrywała się w bezcenne przedmioty, wyglądały identyczne jak ten, z którym podróżował Kupido. Doskonale! Czyżby wszystko miało pójść aż tak łatwo? Przeniosła uważne spojrzenie na twarz mężczyzny, na której również malowało się niezwykłe napięcie. Nie potrafił ukrywać uczuć.
– Farenie, doceniam twój dar i doskonale rozumiem, co on oznacza. – Pani Orianna rozpoczęła spokojnym, bardzo poważnym tonem głosu. – Nie zniosłabym jednak, gdybym ponownie miała zostać oszukana tak, jak poprzednim razem. Gdyby okazało się, że i teraz zostawiłeś sobie coś bez Mojej wiedzy, nie wiem, co bym z tobą zrobiła. Mój gniew byłby straszny, poprzednie obietnice straciłyby ważność, najpewniej nie uszedłbyś z życiem i nie byłaby to lekka śmierć. Dlatego zadam ci pytanie, a ty zastanów się nad odpowiedzią. Czy to naprawdę wszystko? Czy niczego w jakikolwiek sposób nie ukryłeś? – zakończyła z wielką powagą.
– Nie, Domina! – odparł lekko drżącym głosem. – Powróciłem, by zostać Twoim niewolnikiem. Twoim prawdziwym niewolnikiem. Dlatego oddałem wszystko. Jesteś teraz Panią mojego losu, mojego życia i mojej śmierci.
– Wierzę ci, Farenie – powiedziała po długiej chwili, nadal intensywnie wpatrując się w twarz mężczyzny. – W zamian za twoje dary, nałożę ci oznaki Mojego niewolnika.
– Pragnę tego, Domina.
Ostrożnie, by nie trącić przypadkiem niezwykłych urządzeń, Signora Orianna odepchnęła stopą zmaltretowany podnóżek, powstała z tronu i podeszła do biurka. Z ulgą pozbyła się ciężkiej korony, odłożyła również bicz i wyjęła z jednej z szuflad koszyczek ze zwykłymi niewolniczymi insygniami: obrożą z zainstalowanym systemem bezpieczeństwa oraz cztery obejmy. Powróciła do Farena i powoli, starannie nałożyła je kolejno na szyję i przeguby mężczyzny, w przypadku stóp sama nawet w tym celu przyklęknęła. Chciała mieć całkowitą pewność, że wszystkie zamki zadziałały w prawidłowy sposób. Na koniec pozbierała do opróżnionego koszyka otrzymane dary i umieściła w tej samej szufladzie biurka. Doznawała nie dającego się z niczym porównać uczucia triumfu. Najważniejszy cel został właśnie osiągnięty, pozostał już tylko ostatni krok na drodze do całkowitej satysfakcji. Musi jednak utwardzić serce, Faren potrafi być niebezpieczny z tym swoim spojrzeniem i elokwentnym językiem… Wracając, Pani Orianna nie zapomniała o biczu.
– Farenie, darowałem ci już w duchu większość kar, o wymierzeniu których marzyłam bezpośrednio po twojej zdradzie. Jakąś karę musisz jednak ponieść, wymagają tego Moja godność Dominy oraz twój status niewolnika.
– Rozumiem to, Signora. Proszę tylko o to, byś nie zamknęła uszu na błagalne słowa swego sługi.
– Krnąbrny sługa przekona się, że Domina Orianna potrafi wymierzać kary w bardzo różny sposób. Mam nadzieję, że ze swojej strony przygotowałeś wiele miłych, kwiecistych podziękowań.
Diuszesa uśmiechnęła się lekko i poprowadziła Farena w szczególny kąt komnaty, a następnie przypięła nadgarstki i kostki do zwisających z sufitu łańcuchów oraz wpuszczonych w podłogę pierścieni. Ponownie uczyniła to bardzo starannie, upewniając się kilkakrotnie, że szybkozłączki, obejmy, łańcuchy i pierścienie bezbłędnie spełniają swoją rolę. Uspokojona w tej materii, wykonała umówiony gest dłonią, odprawiając i zwalniając czuwający nad wszystkim i oczekujący na ewentualne wezwanie wyborowy oddział straży. Strażnicy okazali się niepotrzebni, na co zresztą Pani Orianna liczyła, a teraz ich obecność, choćby za pośrednictwem zainstalowanych na tę okazję kamer, byłaby krępująca. Na wszelki wypadek i tak za chwilę je zdezaktywuje, korzystając z przenośnego panelu sterowniczego. Tymczasem z zadowoleniem zaobserwowała utrzymujący się wzwód Farena. Może i nie lubi chłosty, ale nakładanie więzów i przypinanie do pręgierza zdawało się wcale mu nie przeszkadzać, wręcz przeciwnie. Ciekawe, jak zareaguje na przygotowane dla niego niespodzianki? Ostatnia myśl wywołała dreszcz pobudzenia Diuszesy i nie obawiała się już, że okaże draniowi niewczesną litość. O nie, zrealizuje swoje plany do końca. Zasłużył na wszystko, co mu przeznaczyła.
Ku zaskoczeniu Farena, Pani Orianna rozpoczęła od odwieszenia bicza i umyślnie głośno postukując obcasami udała się do salonu kąpielowego, po drodze dezaktywując kamery. Powróciła ciągnąc niewielki, umieszczony na zaopatrzonym w kółka stelażu kubeł wypełniony rozżarzonymi do czerwoności węglami. Podeszła do więźnia, starając się jak najdłużej utrzymać żar poza zasięgiem jego wzroku. Ostatecznie i tak jednak szeroko otworzył oczy z przerażenia.
– Domina… – Ośmielił się odezwać.
– Milcz, Farenie. Bezprawnie uczyniłeś na swym ciele znaki Mojego osobistego sługi i niewolnika, skoro chcesz być nim naprawdę, potwierdzę teraz ich ważność. Wiesz w jaki sposób? Powinieneś, skoro obserwowałeś nasze obyczaje.
Wydobyła z węgli zaopatrzony w drewniany uchwyt żelazny pręt, zakończony rozżarzoną cechą.
– Wiem, Domina…
Podsunęła cechę pod oczy Farena, zachowując jednak ostrożność i bezpieczny odstęp.
– To litera „O”, pierwsza Mojego imienia. Poniżej korony, stanowiącej oznakę przynależności do grona osobistych faworytów, wypalam na ich ciałach imię „Orianna”. W końcu powinno być wiadomo, komu służą i do kogo należą. Wypalam po jednej literze, w nagrodę za każdy wieczór, który uznałam za udany. A z twojej służby byłam zadowolona, zanim ujawniłeś swoją zdradę. Zasłużyłeś więc na pierwszą literę. Pisałeś, że poprzednie znaki dałeś sobie wypalić w równie tradycyjny sposób. Jeżeli to prawda, w co wierzę, wytrzymasz również teraz.
Diuszesa cofnęła się i zajęła odpowiednią pozycję.
– To bardzo ważne, byś stał bez ruchu. W przeciwnym razie litera nie wypali się wyraźnie i przyniesie ci hańbę. A ja życzę sobie, abyś nosił ten znak z dumą. Możesz krzyczeć, ale nie wolno ci się ruszać. Rozumiesz, Farenie? – Użyła tonu poważnego i spokojnego.
– Tak, Domina – odpowiedział z drżeniem w głosie, które na szczęście nie przełożyło się na drżenie ciała.
– Zaczynamy więc, to tylko chwila…
Signora Orianna wybrała starannie miejsce na torsie niewolnika, w czym miała zresztą spore doświadczenie, przybliżyła pręt. Zauważyła, że przymknął oczy. Nie przedłużała już duchowych cierpień więźnia i szybkim, precyzyjnym ruchem docisnęła cechę.
– Aaaachhh!!!!!
Jednak krzyczał, czego w sumie nie mogła mieć mu za złe, ale zdołał ustać bez ruchu. Bardzo dobrze. Pani Orianna odsunęła żelazo i umieściła je w kuble. Litera prezentowała się czysto i wyraźnie, otoczona, co prawda, czerwonym zaognieniem, które jednak powinno się z czasem wygoić. Faren otworzył oczy, w których zalśniły łzy. Urocze, zasłużył na nagrodę.
Ostrożnie, by nie urazić oparzeliny, przytuliła się i wycisnęła na wargach poddanego długi pocałunek.
– Byłeś bardzo dzielny, Mój niewolniku. Wszystko poszło dobrze – wyszeptała, odsuwając usta. – A teraz zabezpieczymy się przed jakimś zakażeniem.
Z uchwytu przy stelażu Diuszesa Orianna wydobyła pojemnik ze środkiem odkażającym w sprayu i obficie spryskała zaognioną ranę. Wiedziała, że Faren musiał poczuć ulgę, maść zabezpieczy oparzelinę i przyspieszy gojenie. Dzięki temu w miarę szybko do litery „O” będzie mogła dołączyć kolejna: „R”. Ale o tym nie musiała przypominać w tej akurat chwili.
Ostrożnie wytoczyła stelaż z powrotem do salonu kąpielowego, z ogniem zawsze należy uważać i lepiej, aby rozżarzony kubeł nie plątał się pod nogami. Wracając zatrzymała się przy biurku, uważnie i starannie wybrała oraz podzieliła zgromadzone w szufladach przedmioty, kilka z nich umieściła w podręcznym, ale bardzo solidnym sejfie, inne ułożyła w użytym już poprzednio koszyczku. Podeszła do unieruchomionego w łańcuchach Farena i położyła koszyk tuż przed nim, by dokładnie ujrzał jego zawartość. Oczywiście w takiej jednak odległości, aby żadna miarą nie był w stanie dosięgnąć go w jakikolwiek sposób i przeszkodzić w zamiarach Signory Orianny.
– Spójrz, Farenie – odezwała się ciepłym, przyjaznym tonem. – Oto niektóre z darów, które złożyłeś u Moich stóp, a które Ja z radością przyjęłam. Dwa teleportery oraz dwa komunikatory, w tym jeden, który zostawiłeś poprzednim razem. Komu powierzyłeś ich bliźniacze, powiązane egzemplarze?
– Jeden adwokatowi, który zarządza ofiarowanym przez Ciebie, Najpotężniejsza z Władczyń, majątkiem. Drugi władzom firmy teleportacyjnej, z której usług skorzystałem.
– Bardzo rozsądnie, Farenie – pochwaliła. – A dlaczego zabrałeś aż dwa teleportery?
– Było mnie teraz na nie stać, więc trochę na wszelki wypadek, gdyby któryś uległ awarii, a trochę w nadziei… – Nie dokończył, jakby speszony.
– Nieważne – zamknęła temat. – Należą teraz do Mnie i zrobię z nimi, co zechcę.
Obdarzyła Farena uśmiechem, po czym udała się do garderoby i z pewnym wysiłkiem wytoczyła stamtąd kolejny przedmiot, wykonane specjalnie na tę okazję kowadło z ciężkim, kowalskim młotem. Więzień przyglądał się temu początkowo ze zdumieniem, potem z rosnącym zrozumieniem i przerażeniem. Ustawiła kowadło obok koszyczka, wybrała jeden z zamkniętych w tym momencie transmiterów i starannie ułożyła na bitni.
– Co czynisz, Pani! Nie, nie! Przestań! – Faren desperacko rzucił się w więzach, oczywiście bez rezultatu.
Diuszesa Orianna powoli uniosła młot, po czym z całej siły uderzyła w transmiter. Rozpadł się na drobne, zgniecione kawałki, elementy elektronicznego wnętrza rozsypały się szeroko po komnacie. Faren raz jeszcze szarpnął się w łańcuchach. Pani Orianna zdawała się nie zwracać na to uwagi. Wybrała drugi transmiter, ponownie uniosła młot.
– Nie rób tego, nie niszcz…
Daremne prośby więźnia przerwało kolejne uderzenie żelaza o żelazo. Drugie urządzenie podzieliło los pierwszego.
– Ofiarowałeś mi te zabawki, Farenie, a Ja uznałam, że nie będą już do niczego potrzebne. – Spokojny ton głosu Signory Orianny nie odpowiadał emocjom, które odczuwała. Rozsadzało ją poczucie spełnienia, oto nadeszła chwila zemsty i kary. I nie zamierzała na tym poprzestać. – Pora na teleportery.
Jedna z kryjących tajemnicze wnętrze bransolet spoczęła na kowadle. Szybkie opuszczenie młota i kolejne elektroniczne strzępy rozsypały się po podłodze. Faren spoglądał na to porażony bezruchem, oniemiały. Pani Orianna powoli, delektując się każdą chwilą, ujęła w dłoń ostatni przedmiot, obracała go w palcach tuż przed twarzą przerażonego, bezsilnego Farena.
– Nie, błagam… – wyszeptał. – Domina, błagam…
Teleporter spoczął na bitni. Jeszcze jedno uniesienie młota, niezrównana z niczym chwila, gdy zastygł w powietrzu w uchwycie dłoni Pani Orianny, długie spojrzenie w oczy Farena… Utwardziła serce i uderzyła po raz ostatni.
– Dlaczego? Signora, dlaczego? – Bolesny szept, przechodzący w szloch.
– Bo tak postanowiłam! Bo taka była Moja wola, wola Dominy – odparła twardo.
– Pani, zabrałem dwa teleportery, myślałem, miałem nadzieję, że może Ty również… Teraz wszystko przepadło… Dlaczego?
– Pragnąłeś zostać Moim niewolnikiem, prawdziwym niewolnikiem. I stałeś się nim teraz, nie poprzez nałożenie obroży, nie poprzez wypalenie piętna. Dopiero teraz jestem Panią twego losu, życia i śmierci. – Signora Orianna wypowiadała te słowa, doznając nieznanego dotąd uczucia zwycięstwa. Oto dokonała niemożliwego. Gdy Faren oszukał ją i upokorzył, targana bezsilnym gniewem marzyła o zemście, która wydawała się wówczas nieosiągalna. A oto właśnie się dopełniała. Zabawne, Domina zemściła się na niewolniku, odczuwa z tego powodu radość i satysfakcję. Kto uwierzyłby w coś takiego? A jednak to prawda, to największy przypływ emocji w całym życiu Diuszesy Orianny. Nigdy dotąd nie poczuła czegoś takiego. – Zapomnij o swoim poprzednim życiu. Nigdy do niego nie wrócisz. Pozostaniesz tutaj, w Moim świecie, jako Mój niewolnik. Twoim jedynym celem jest i będzie służba dla twojej Pani, służba dla Mnie. Jedyną nadzieją zyskanie Mojej łaski. Może wtedy twój los okaże się znośny i znajdziesz spełnienie swoich pragnień. Jeżeli nie… też je spełnisz, tylko niekoniecznie w taki sposób, w jaki to sobie wyobrażałeś… Rozumiesz, to Farenie?
Milczał.
– Rozumiesz, to Farenie? – ponowiła pytanie.
– Rozumiem, Domina. Ale dlaczego w taki sposób? – Nie potrafił ukryć bólu i rozpaczy.
– Bo taka jest Moja wola – powtórzyła dobitnie, z nową falą niezwykłej satysfakcji. – A teraz Farenie, czas na zasłużoną karę.
Signora Orianna zdjęła z uchwytu odwieszony uprzednio bicz, zajęła właściwą pozycję.
– Pamiętaj o odliczaniu kolejnych uderzeń, niewolniku. I o stosownych podziękowaniach. Może dzięki nim, chociaż dzisiaj to mało prawdopodobne, zdołasz zmiękczyć serce swojej Pani.
Smagnęła silnie przez plecy, tym razem bez szczególnej precyzji. Nie o to dzisiaj chodziło. I tak nie starczy miejsca na skórze, by dokładnie rozmieścić wszystkie pręgi, którymi zamierzała ją naznaczyć.
– Raz. Dziękuję, Najjaśniejsza Pani.
Uderzyła ponownie, tym razem słabiej.
– Dwa, dziękuję, Szlachetna Pani.
Przy trzecim smagnięciu Diuszesa nie wstrzymywała ręki, Faren rzucił się rozpaczliwie w więzach.
– Uaaachhh… Trzy, dziękuję, o Najdostojniejsza Pani.
Cóż, jak dotąd nie zachwycał szczególną elokwencją. Nie szkodzi, z czasem odzyska zapewne natchnienie. Signora Orianna obiecała sobie w duchu, że z pewnością dostarczy Farenowi właściwej motywacji. Tymczasem przerwała jednak chłostę i odstąpiła kilka kroków. Upewniwszy się, że znalazła się poza zasięgiem rozbieganego spojrzenia niewolnika, sięgnęła wolną dłonią ku ukrytej pomiędzy piersiami, wszytej po wewnętrznej stronie kostiumu kieszeni. Tak, klucz od sejfu spoczywał tam spokojnie i bezpiecznie. – „Mężczyźni.” – Pomyślała Pani Orianna. – „Tak łatwo nimi manipulować. Nieważne, czy chodzi o tresowanych od dzieciństwa niewolników, czy o przybyszów z obcych światów. Może nasi uczeni nie umieją konstruować równie zadziwiających urządzeń jak teleportery, ale złotnicy potrafią sporządzać wierne kopie wszelkiego rodzaju klejnotów.” – Z tymi szczególnymi, niewolniczymi obręczami też poradzili sobie doskonale. Zajęło to trzy dni, a Signora przewidująco poleciła sporządzić kilka egzemplarzy. Dodatkowe leżały teraz w sejfie, obok swych bezcennych, autentycznych pierwowzorów.
Faren zwisał bezsilnie w łańcuchach, oczekując kolejnych smagnięć bicza. Z pewnością bardziej niż ból fizyczny odczuwał jednak rozpacz, bezsilność, przerażenie, brak nadziei… Jego świat zawalił się właśnie w gruzy, a cena zrealizowania fantazji okazywała bardzo wysoka. I dobrze mu tak. Za to, co uczynił, zasłużył na karę! Na prawdziwą karę, a nie na kilka czy nawet kilkadziesiąt uderzeń bata. Pani Orianna po raz kolejny postanowiła, że będzie dzisiaj twarda i bezlitosna.
A ona sama? Okazałaby się kompletną idiotką, gdyby dobrowolnie zrezygnowała z możliwości podróżowania pomiędzy światami. Wcześniej czy później, zapewne wcześniej, zechce przeżyć tak ekscytującą przygodę. Wiedza i doświadczenie Farena okażą się wtedy bezcenne. Dlatego zachowa go przy życiu, nie wyda na tortury, nie ześle do kopalni czy na galery i będzie traktowała względnie łaskawie. No, nie tylko dlatego, Diuszesa Orianna uśmiechnęła się lekko. Przy swoich licznych wadach, właściwych zresztą wszystkim mężczyznom, Faren wydawał się całkiem miły, sympatyczny, niegłupi. Nieskończenie bardziej interesujący, niż wszyscy sklonowani i szkoleni latami niewolnicy razem wzięci.
Co prawda, w tej chwili odczuwał zapewne wobec swojej nowej, prawdziwej Pani i Władczyni żal oraz gorącą nienawiść. Nie szkodzi, odzyskanie jego miłości, sprawienie, by na nowo wielbił Signorę Oriannę jako Najwspanialszą z Bogiń nie powinno okazać się trudne. Zastosuje stare, sprawdzone metody. Początkowo potraktuje Farena z chłodną, stanowczą surowością, z czasem zacznie łagodzić rygory. Da się ubłagać w jednej czy dwóch pomniejszych sprawach, kilka razy okaże łaskawość, pozwoli służyć w sypialni, w końcu weźmie do łoża i uczyni ulubionym faworytem. Zajmie to trochę czasu, ale przecież mają go pod dostatkiem. W trakcie tych zabiegów uzupełni napis na torsie Farena. Oprócz własnego imienia przewidziała też miejsce na stosowny tytuł: Domina, Signora lub Diuszesa. Nie wybrała jeszcze, który konkretnie. To, czy oszczędzi mu jednej lub dwóch liter, Pani Orianna uzależni od postępów Farena jako adoratora Władczyni Niebios i Ziemi.
Pomyślała, że od pewnego czasu w jej nudnym, uporządkowanym życiu, w którym wszelkie kaprysy zaspokajano na jedno skinienie dłoni Dominy, pojawiły się ekscytujące nowości: prawdziwe uczucia, prawdziwe pragnienia, prawdziwe starania i zabiegi, wreszcie nieporównywalny z niczym smak prawdziwego zwycięstwa. Diuszesa Orianna musiała przyznać, że wszystko to stało się za sprawą tego niezwykłego niewolnika. A czekają ją przecież kolejne doznania, ukoronowane osobistym poznaniem innych światów. Zresztą już samo odzyskanie uczuć Farena powinno sprawić jej dużo przyjemności. Sprawi dużo radości im obojgu, postanowiła. Domina Orianna potrafi się o to postarać, a zacznie dzisiejszego wieczoru. Miłość, lojalność i uwielbienie Farena z pewnością okażą się w obcych światach jeszcze cenniejsze niż wiedza czy doświadczenie.
Pani Orianna uśmiechnęła się do własnych myśli, głośno postukując końcówkami obcasów postąpiła kilka kroków, zajęła właściwą pozycję za plecami więźnia, uniosła dzierżącą bicz dłoń i przygotowała na wysłuchanie wielu elokwentnych, egzotycznych komplementów, tytułów oraz podziękowań.
Opowiadanie to zostało zainspirowane słynnym niegdyś przebojem Michaela Jacksona „Remember The Time”, a zwłaszcza połączonym z nim teledyskiem. Swego czasu wywarł on na mnie duże wrażenie, obecnie przekute w powyższy tekst.
Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.
Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.


Blog Comments
Absurdalna Namietnosc
2026-05-14 at 22:03
Konwencji stylistycznej nie jest łatwo utrzymać bez pęknięć w tak długim tekście. Podobnie trudno zachować dynamikę relacji między Farenem a Orianą. Autorowi jednak się to udało i uważam to za jeden z największych atutów tej pracy.
Zwróciłem jedynie uwagę na fragmenty, w których pojawia się dużo dopowiedzeń i wyjaśnień narratora. Dla mnie momentami był to zbędny nadmiar, ponieważ sceny dobrze funkcjonowały także bez tego i pozostawały wystarczająco czytelne.
To dla mnie trudny tekst do analizy. Nie czytam erotyki dla relaksu, przyjemności czy pobudzenia, lecz raczej jako materiał do analizy psychologicznej i literackiej. Podchodzę do takich tekstów chłodno i metodologicznie. Ten utwór jest o tyle wymagający, że składa się z bardzo różnych ontologicznie elementów: łączy erotyczną dominację z quasi-historycznym i science-fictionowym tłem. Dlatego pozwól, Autorze, że moja opinia pozostanie raczej ogólna niż szczegółowa — pełna analiza zajęłaby mi zdecydowanie więcej czasu.
Jeśli chodzi o bohaterów, Oriana psychologicznie wypada bardziej wiarygodnie niż Faren, ponieważ ma większą sprawczość i konkret. Jej wypowiedzi są chłodniejsze, bardziej zdystansowane, a przez to mocniejsze. Faren natomiast pisze momentami nie tylko jak dworzanin, ale wręcz jak mistyk. Te bardziej duchowe akcenty pozytywnie mnie zaskoczyły. Jednocześnie mówi on o bardzo cielesnych doświadczeniach. Powstaje dzięki temu wyraźny kontrast między patosem a intymnością i uważam to za jeden z mocniejszych elementów tekstu.
Tempo narracji jest raczej wolne i kontrolowane, ale nie odbieram tego jako wady. Relacja opiera się przede wszystkim na napięciu psychicznym, więc taki rytm dobrze współgra z charakterem opowieści. Samo napięcie zostało zresztą zbudowane całkiem skutecznie. Przy tak długim tekście brakowało mi jednak czasami krótszych, bardziej dynamicznych cięć rytmicznych.
Jest też w tym tekście jedno zdanie, które uważam za psychologicznie wyjątkowo trafne:
„większym cierpieniem od bólu ciała byłaby utrata prawa do nazywania siebie Twoim niewolnikiem”
W tym momencie relacja psychiczna zaczyna dominować nad samą estetyką BDSM i właśnie wtedy tekst zyskuje dla mnie głębszy wymiar.
W tym kontekście chciałbym zapytać Autora: czy Twoim zdaniem Oriana rzeczywiście wierzy w moralną wyższość swojego świata, czy raczej racjonalizuje system oparty na kontroli?
I jeszcze jedna uwaga: fragment 6 wydał mi się najciekawszy fabularnie,. Czy Autor również odbiera ten fragment jako centralny dla całej historii?
PS. Neferze w tekście są wyraźne redundancje. Głowie polegają na tym, że wiele emocji i informacji jest podawanych kilkukrotnie różnymi słowami, powtarzasz np. irytacje, bezsenność, rozdrażnienie, itd. To wszystko jest już zrozumiałe po pierwszych akapitach. A tekst wraca do tych samych stanów psychicznych. A to nie wnosi nowej informacji ani emocji. Scena jest zrozumiała a mimo to wzmacniasz ją drugim, bardzo podobnym zdaniem. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że Twój tekst jest stylizowany. Dlatego pewna nadmiarowość może być częścią Twojej konwencji. To element budujący atmosferę.
Gratuluję tekstu.
Nefer
2026-05-17 at 05:58
Dzięki za wizytę oraz dogłębną analizę tekstu. Istotnie, akcja opowiadania celowo toczy się w umiarkowanym tempie, jej istotą jest bowiem swego rodzaju rozgrywka pstchologiczna, przy czym nie roszczę sobie pretensji do wielkiej głębi w tym względzie. Motywy działania bohaterów są stosunkowo proste: pożądanie, chęć zaspokojenia szczególnych pragnień, urażona duma, zemsta. O poczuciu moralnej wyższosci tego czy innego świata, przyznam, nie myślałem. Poszczególne części tekstu różnią się pomiędzy sobą, począwszy od stereotypowego otwarcia po końcową rozgrywkę. Zwróciłeś uwagę ne użycie różnych słów obrazujących te same emocje. Przyznam, iż asceza słowna nie jest moim celem, ani mocną stroną. Niekiedy ów „nadmia” służy stylizacji, niekiedy pojawia się sam z siebie, co powinienem bardzieǰ kontrolować.
Raz jeszcze pozdrawiam.
Marek
2026-05-15 at 13:24
Jak zwykle klimatycznie… dla mnie 5/5. A co u naszej Mnesarete.. ?
Megas Alexandros
2026-05-15 at 20:05
obawiam się, że kierujesz pytanie nie do tego Autora, co należy, Marku 🙂
Nefer
2026-05-15 at 22:19
Przyszłe losy Mnesarete zna tylko Aleksnder. Może zechce odpowiedzieć na Twoje pytanie. Ze swojej strony dziękuję za wizytę i komentarz oraz pozdrawiam.
Marek
2026-05-16 at 13:45
Przepraszam! Jak moglem sie tak pomylic…
Megas Alexandros
2026-05-15 at 20:04
Nefer wraca z kolejnym dziełem i jak przystało na tego Autora – jest to utwór długi, nawet jeśli tym razem podany w całości 🙂
Najnowsze opowiadanie składa się jakby z dwóch części. Pierwsza stanowi opis spotkania Orianny z Farenem – interesujący dla mnie pod względem pojawiającego się na marginesach światotwórstwa, mniej natomiast za sprawą samego mocno zrytualizowanego przebiegu schadzki. Podczas lektury mniej fascynowała mnie eksploracja fetyszy (które, powiedzmy sobie szczerze, Faren dzieli z poprzednimi neferowymi bohaterami) a bardziej to, jak mógł się ukształtować świat, w którym kobiety takie jak Orianna zdobyły tak nieokiełznaną supremację.
Druga część zaczyna się wraz z listem Farena. Z miejsca zostajemy rzuceni na głęboką wodę teorii wieloświatów. Dzięki kolejnym fragmentom korespondencji możemy prześledzić dlaczego Ziemia, na której żyje Orianna wyewoluowała w tak niezwykłą formę.
Swoją drogą miałem przez chwilę podejrzenie, że Faren próbuje zwieść Oriannę i po tym, jak wysłała mu złoto, zerwie kontakt, uzyskawszy zarówno zaspokojenie fantazji, jak i materialną gratyfikację. Ale nie, pozostał jej wierny i zrobił dokładnie to, co obiecał – wpadając znów w jej wypielęgnowane pazury 🙂
Ostatecznie opowiadanie przerosło moje oczekiwania i w paru miejscach szczerze zaskoczyło. Wciąż najbardziej lubię Nefera w jego eposach historycznych oraz fantasy, ale trzeba przyznać, że z science-fiction również świetnie sobie poradził 🙂
Pozdrawiam serdecznie
M.A.
Nefer
2026-05-16 at 18:34
Aleksandrze, zdajesz się czytać w moich myślach. Istotnie, mam też drugie zakończenie, Faren zrywa kontakt po zainkasowaniu złota. W takim wypadku rozgrywka zakończyłaby się wynikiem 2:0 na jego korzyść. Pytanie tylko, czy naprawdę ucieszyłby się z takiego zwycięstwa? Oczywiście, mógłby być kimś w rodzaju Kalibabki i wszystko zaplanować. Wtedy jednak zapewne nie zdołałby przekonująco odegrać swojej roli, musiałby może wybrać inny świat… Ostatecznie zdecydowałem się na wersję obecną, gdyż dawała możliwość dodania sceny końcowej i puenty. A złoto… Oczywiście, jest ważne ale… „Złota na pewno nie zabraknie”, jak napisała Orianna. Faren najpewniej będzie mógł dysponować znacznymi jego zasobami, powróci z czasem na swój świat i odwiedzi jeszcze inne…
Jak trafnie zauważyłeś, opowiadanie składa się z dwóch (czy nawet trzech) odmiennych części. Pierwsza jest istotnie nieco teatralna i stereotypowa, stanowi wprowadzenie. Właściwa konfrontacja odbywa się za pośrednictwem korespondencji bohaterów (tu rzeczywiście możliwe są dwa wspomniane wyżej warianty wyniku tej gry), na koniec finałowa puenta. Taki układ opowiadania spowodował, iż ostatecznie zrezygnowałem z podziału publikacji na dwie części (co słusznie odradzałeś), pozbawiona dalszego ciągu część pierwsza wypadłaby sztampowo. Druga strona tego medalu, to znaczne rozmiary tekstu. Ale, jak zauważyłeś, w moim przypadku to dość częste. Dziękuję za wizytę i opinię.
Thorin
2026-05-17 at 22:55
Opowiadanie jest długaśne i z początku trochę testuje cierpliwość. Na szczęście druga połowa wynagradza zainwestowany czas i zapewnia satysfakcjonujący finał.
Dobrze, że autor nie podzielił tego wszystkiego na dwa zamieszczane osobno części, bo poddałbym się po pierwszej.
To była słuszna decyzja, by puścić całość ciągiem, nawet jeśli część mniej cierpliwych nie dotrwa do końca.
Nefer
2026-05-22 at 16:56
Pierwsza część opowiadania stanowi swego rodzaju wprowadzenie i ma w zamierzeniu przygotować drogę do zwrotu akcji oraz rozszerzenia perspektywy. Może istotnie wypadła zbyt obszernie, co zwiększyło rozmiary tekstu. Jak sam przyznałeś, wariant podziału na dwie części nie byłby wyborem najszczęśliwszym. Druga opcja to skrócenie części pierwszej. Przyznam jednak, że ze skracaniem gotowego tekstu mam zawsze spore trudności i nie lubię tego robić. Nie przypadkiem moje opowiadania nigdy do najkrótszych nie należały. Ciesze się więc, że wytrwałeś do końca oraz finałowej puenty. Dzieki za wizytę oraz komentarz.
Calipso
2026-05-22 at 10:12
Nie jestem miłośniczką opowiadań z gatunku femdom, preferuję raczej, gdy to mężczyzna ma przewagę, ale przeczytałam opowiadanie z przyjemnością, głównie za sprawą umiejętnego światotwórstwa. Świetnie wykorzystana koncepcja multiversum. Oby tak dalej!
Nefer
2026-05-22 at 17:18
To, iż opowiadanie przypadło Ci do gustu, pomimo odmiennych upodobań odnośnie obecnych w nim, konkretnych elementów erotycznych, sprawiło mi, jako autorowi, największą możliwą satysfakcję. Epatowanie ewentualnych Czytelników takimi czy innymi treściami erotycznymi jest zadaniem znacznie łatwiejszym (oczywiście, w przypadku kręgu podzielającego wybrane preferencje) niż zyskanie uznania szerszego grona, poza wymienionym kręgiem. Tutaj liczą się już inne, bardziej uniwersalne cechy utworu. Dzięki za wizytę i komentarz. Pozdrawiam.