
Źródło: Pexels.com
Awrah idzie szkolnym korytarzem równym krokiem. Ramiona trzyma szeroko.
Na twarzy ma lekki uśmiech. Za trzy dni Shantel kończy szkołę. Odchodzi z tych murów, a razem z nią znika przestrzeń, w której ich gra dotąd miała swoje reguły.
Korytarz jest dziś inny niż zwykle. Cichszy. Prawie pusty.
Maturzystów już nie ma. Pozostałe klasy wyjechały na wycieczki.
Kieruje się w stronę biblioteki. W dłoniach trzyma książki. Ciężkie. Konkretne. Nietzsche, Tagore, Khalil Gibran. Grzbiety lekko wytarte od użycia. Bezwiednie przyciska je do piersi, gdy zwalnia przy drzwiach.
I wtedy na nią wpada.
Awrah ma jeszcze książki przyciśnięte do torsu, ramię zgięte, dłoń uniesiona wyżej niż zwykle – i właśnie w tę przestrzeń Nikola zderza się z impetem. Biust dociska się do jego dłoni.
Awrah obejmuje ją w pasie.
Przez ułamek sekundy stoją blisko siebie, zbyt blisko.
Nikola sztywnieje. Ich spojrzenia krzyżują się. Między nimi zostaje zapach jego perfum. Korytarz. Przerwy. Mijanie się bez słowa.
Awrah śmieje się.
Nikola odpowiada uśmiechem – innym niż szkolny.
– Ooo… Nikola.
– Tak, to ja – odpowiada z rozbawieniem. – Przyszłam zwrócić książki. – Taki… obowiązek.
Awrah robi kilka kroków. Odkłada opasłe tomy. Grzbiety lekko stukają o blat. Odwraca się do Nikoli, ponownie podchodzi bliżej.
Dziewczyna nie cofa się. Wręcz przeciwnie – robi mały krok w jego stronę. Ich nogi ocierają się przy ruchu.
– Skoro już pana spotkałam…
Urywa.
– może poświęci mi pan pięć minut na rozmowę? W cztery oczy. Trochę prywatnie. Zaraz i tak kończy się szkoła.
Awrah patrzy na nią.
– Jasne – mówi. – Chodźmy do sali szesnaście.
Ruszają korytarzem.
Jej włosy opadają na ramiona i poruszają się przy każdym kroku. Idzie tuż przed nim.
Na nogach ma tenisówki. Gołe łydki łapią światło wpadające przez wysokie okna. Krótkie dżinsowe spodenki, zwykły T-shirt, na nadgarstkach kolorowe opaski.
On nie przyspiesza. Patrzy na jej ramiona, potem przed siebie.
Korytarz kończy się za szybko.
Nikola zatrzymuje się przy drzwiach. Odwraca głowę w jego stronę.
– Jest – mówi z lekkim uśmiechem. – Słynna sala szesnaście.
Dłoń zostaje na klamce. Palce przesuwają się po metalu, zanim ją naciśnie. Przez moment patrzy na drzwi, potem znów na niego.
– Naprawdę sporo mądrych rzeczy tu usłyszałam.
Nie otwiera drzwi od razu.
Awrah nie komentuje. Tylko przenosi ciężar ciała. Dłoń opada luźno wzdłuż biodra, palce muskają przelotnie materiał spodni – i wracają w bezruchu.
Sala jest prawie pusta. Drzwi zamykają się. Echo zostaje na zewnątrz.
Awrah opiera się bokiem o krawędź biurka. Ręce ma swobodnie skrzyżowane. Nie siada.
Nikola staje kilka kroków dalej. Kolano lekko ociera się o drugie. Spogląda krótko na drzwi, potem na niego.
– No… – zaczyna, po czym urywa. – W sumie nie wiem, jak to powiedzieć normalnie.
Awrah unosi brwi i czeka.
– Spróbuj tak, jak potrafisz.
Nikola bierze oddech.
– Chodzi o coś sprzed roku – mówi. – O kogoś… starszego. Bardzo starszego.
Przy „bardzo” zatrzymuje wargę między zębami.
Nie patrzy na niego, gdy mówi dalej. Wzrok ucieka na pustą tablicę.
– Było… dobrze. Naprawdę dobrze. I nagle się skończyło.
Teraz dopiero odwraca głowę.
– Ale wtedy padła obietnica.
Awrah nie przerywa.
Linia jej ust napina się.
– Że jeśli zrobię to, co trzeba… jeśli się nauczę ogarniać siebie. To on mi pomoże. Przed końcem szkoły.
Krótka pauza.
– I ja to zrobiłam. Wszystko.
Patrzy na niego.
– Mija rok. I nic. Żadnego znaku. A ja zaczynam się zastanawiać, czy tak po prostu można. Obiecać coś, czego druga strona naprawdę potrzebuje… i potem uznać, że to już nieważne.
Awrah prostuje się. Odwraca wzrok w stronę okna.
„Jeszcze trzy dni”.
Wraca spojrzeniem do niej.
– Wiesz, Nikola…
Unosi dłoń między nimi, otwartą. Zatrzymuje ją na moment.
– Czasami ludzie coś obiecują, bo w tamtym momencie życia naprawdę tego chcą. Ale potem coś się zmienia. Pojawiają się nowe okoliczności. Nowe zobowiązania. I odpowiedzialność zaczyna ważyć inaczej niż wtedy.
Nikola marszczy brwi.
– Czyli…?
– Czyli czasem nie chodzi o wykorzystywanie. Ani o złą wolę.
Dłoń opada powoli.
– Tylko o to, że ktoś musi podjąć decyzję.
Krótkie zawahanie spojrzenia.
– Taką, która w danym momencie jest bardziej uczciwa wobec jego życia.
Nikola kiwa głową.
– Rozumiem – mówi cicho, lecz ton jej twardnieje.
Patrzy na niego.
– Czyli według pana… – zaczyna ostrożnie – … to, że ktoś się zmienia, wystarczy, żeby przestać być winien?
– To znaczy, że czasem odpowiedzialność polega właśnie na tym…
Na moment odwraca wzrok.
– żeby nie wracać do obietnic z innego etapu życia – mówi w końcu.
Jej oddech minimalnie przyspiesza.
– To mądre – mówi. – Ale chyba nie to chciałam usłyszeć.
Awrah nie odpowiada.
Powieki zwężają się.
Nikola lekko przechyla głowę.
– Może… niektórzy potrzebują przypomnienia, zanim podejmą decyzję.
Cisza wydłuża się.
Awrah odsuwa się od biurka.
– Przypomnienie – mówi – nie ma wpływu na decyzje, które już zostały podjęte.
Spogląda na dziewczynę bez mrugnięcia powiek.
– Ludzie mylą potrzebę przypomnienia z próbą odzyskania wpływu.
Nikola wciąga powietrze.
– Jeszcze trzy dni – mówi. – Dużo się może wydarzyć przez trzy dni.
Nie odrywa wzroku od mężczyzny.
– Może ktoś sobie przypomni, co potrafi… kiedy chce.
Awrah milczy chwilę.
– Niektóre rzeczy nie potrzebują przypomnienia.
Krótka pauza.
– Tylko zaakceptowania.
Cofają się niemal jednocześnie. Nikola odwraca się pierwsza. Dłoń spoczywa na klamce. Przez moment trwa w bezruchu. Potem otwiera drzwi.
Dziewczyna wychodzi. On rusza dopiero, gdy mija próg. Drzwi pozostają uchylone. Z korytarza wpada wąski pas światła i zatrzymuje się na podłodze między ławkami.
***
Pokój Nikoli tonie w półcieniu późnego popołudnia. Światło sączy się przez niedomknięte zasłony. Na biurku leżą rozsypane zeszyty i książki.
Nikola i Shantel leżą obok siebie na łóżku. Ramiona niemal się stykają. Obie milczą. Nie patrzą na siebie.
Shantel odzywa się pierwsza:
– Czujesz już stres?
Nikola kręci głową.
– Wcale.
– Ja też nie. – Shantel uśmiecha się krótko. – Jakby to wszystko działo się obok.
– Bo myślisz o czymś innym.
– Może. – Wzrusza ramionami. – To pomaga.
Shantel przesuwa się nieco, kolano styka się z udem Nikoli odrobinę dłużej niż powinno. Nikola lekko drży, ale wciąż utrzymuje spokój.
– A ty? – pyta Shantel, odwracając głowę. – Skoro nie matura, to co?
Nikola milknie, wpatrując się w sufit.
– Coś, co chodzi za mną od dawna.
– Brzmi groźnie.
– Raczej… – Nikola wciąż patrzy w sufit. – Jest jedna fantazja, która nie chce zostać tylko w głowie.
Shantel unosi brwi.
– Ty i fantazje? Zawsze myślałam, że masz je pod kontrolą.
– Większość tak. – Nikola oddycha powoli. – Ale ta jedna jest inna. Towarzyszy mi od początku. Odkąd zaczęłam rozumieć, że czasem w relacjach ktoś rządzi, a ktoś daje się prowadzić.
Shantel prostuje się. Palce zaciskają się na prześcieradle.
– Czyli chodzi o dominację?
– Nie do końca. – Nikola odwraca głowę. Ich spojrzenia spotykają się na ułamek sekundy. – O przekroczenie granicy, która istnieje naprawdę, nie tylko w wyobraźni.
– Nikola… – Shantel marszczy brwi. – Wyjaśnij w końcu, o czym mówisz.
Nikola waha się chwilę. Zaciska palce.
– Myślę o relacji z kimś, kto mnie uczy.
Kto ma nade mną pewną władzę.
I o tym, że musi się to wydarzyć tam, gdzie ta władza jest naprawdę.
W miejscu, w którym sam pokazuje, że rządzi.
Nikola milknie.
Shantel patrzy na nią.
– Żartujesz – Shantel próbuje się roześmiać, ale w tonie słychać niedowierzanie.
– Nie. – Nikola odpowiada spokojnie. – Nie chodzi o „jakiegoś” mężczyznę. Chodzi o konkretny układ, w którym nie da się niczego udawać.
Shantel przesuwa językiem po dolnej wardze.
– Masz całe życie.
Spogląda w bok.
– Takie rzeczy mogą się zdarzyć później. Na studiach. W pracy. Gdziekolwiek.
– Nie w tym sensie. – Nikola kręci głową. – Później byłoby inaczej.
– Ale dlaczego?
– Bez granic. Bez ryzyka. Bez świadomości, że robię coś wtedy, kiedy naprawdę chcę, a nie kiedy wypada.
Shantel cicho wypuszcza powietrze. Odwraca wzrok.
– To brzmi jak proszenie się o kłopoty.
– To decyzja. – Nikola mówi ciszej. – Wiem, jakie są konsekwencje. I dlatego to ma znaczenie.
Shantel patrzy na nią.
– A jeśli tego nie zrobisz?
– Zostanie poczucie, że nie miałam odwagi. – Nikola nie odrywa wzroku. – Że zrezygnowałam z czegoś ważnego tylko dlatego, że było niewygodne dla innych.
Shantel nie odpowiada od razu.
Światło z okna zatrzymuje się na jej twarzy.
– I mówisz mi to wszystko, bo…?
– Bo byłam jedyną osobą, która potrafiła zachować twój sekret. – Nikola odpowiada bez wahania. – Wspierałam cię, nie pytając, czy to rozsądne. Pytałam, czy to dla ciebie ważne.
Shantel nieruchomieje.
Jej oddech napina materiał koszulki.
– A teraz sugerujesz, że…?
– Że zostałaś jedyną osobą, która to rozumie. – Nikola kończy spokojnie. – I jedyną, przy której ten moment jeszcze ma sens.
Nagle telefon Shantel rozbrzmiewa ostro, jak cięcie. Dźwięk odbija się od ścian, wypełniając pokój.
Shantel wzdryga się, sięga po aparat leżący przy poduszce.
Nikola uśmiecha się.
Na ekranie miga imię: Awrah.
Shantel odbiera od razu. Głos ma ciepły, miękki, wyraźnie inny niż przed chwilą.
– Spotkamy się wieczorem?
– Na pewno tego chcesz?
– Zależy. Planujesz być niebezpieczny?
Shantel uśmiecha się, patrząc w sufit. Przez moment nie mówi.
– A jeśli powiem: „może”?
Przygryza dolną wargę. Nie od razu odpowiada.
– Zazwyczaj mężczyźni mówią to pewniej.
– Ci z twojej przeszłości też?
Uśmiech znika z jej twarzy.
– Nie o nich myślałam.
Zawiesza głos.
– W takim razie bądź gotowa.
– A jeśli spotkamy kogoś ze szkoły?
– To zobaczą, że jesteś tam, gdzie chcesz być.
Palec przesuwa się po krawędzi telefonu. Powoli.
– Unikam powodów do plotek. Szczególnie teraz przed maturą.
– W takim razie zmienię plan.
– Czyli?
– Miejsce, gdzie nie trzeba się tłumaczyć.
Zamyka oczy na chwilę.
– Mam przyjechać do ciebie?
– Adresu raczej nie zapomniałaś.
– I co wtedy?
Patrzy przed siebie.
– Nie wszystko musi mieć plan.
Jej dłoń zaciska się na telefonie, po czym luzuje.
– A jeśli znów sprawisz, że zapomnę, po co w ogóle przyjechałam?
– Wiem, że lubisz zapomnieć w chwili napięcia.
– To ryzykowne.
Nie odpowiada od razu.
– Dlatego wciąż tu jesteś…
Awrah rozłącza się.
Shantel wstrzymuje oddech.
Telefon ciąży w dłoni. Nie odkłada go.
Przenosi wzrok na Nikolę.
Ona nie odwraca spojrzenia.
Zaczyna mówić:
– To nie jest tylko o tej fantazji…
Shantel nie odrywa od niej wzroku. Mruga wolniej.
– To jest też o tym, co wydarzyło się pod koniec wakacji.
– Poznałam kogoś.
Czeka.
– Wtedy… coś między nami się wydarzyło – mówi. – I to nie było przypadkowe.
Shantel patrzy na nią długo. Za długo.
Oddech Shantel robi się płytszy.
Prostuje się na łóżku.
Przestaje się odsuwać.
Telefon na jej kolanach nagle wydaje się lżejszy.
– Zanim cokolwiek powiem, chcę wiedzieć, w co mnie wciągasz – mówi cicho.
Nikola przez chwilę patrzy na nią.
– W coś, co i tak już się zaczęło.
Cisza.
***
Shantel wchodzi do mieszkania i zatrzymuje się w progu.
W wąskim korytarzu prowadzącym do salonu Awrah siedzi na podłodze, oparty plecami o ścianę. Nogi ma wyciągnięte przed sobą. Wpatruje się przed siebie.
Naprzeciwko, w odległości trzech kroków, stoi duża szafa z rozsuwanymi drzwiami. Każde z nich jest lustrem. Odbijają wnętrze korytarza, światło, fragment sufitu i jego samego – zwielokrotnionego w kilku wersjach naraz.
Obok Awraha stoi butelka whisky. Odkręcona. Nakrętka leży na podłodze. Pod ręką też gruba szklanka – napełniona do połowy. W dłoni mężczyzna trzyma drugą, prawie pełną, z kostkami lodu.
Gdy Shantel zatrzymuje się przy nim, podnosi wzrok. Łapie z nią kontakt od razu. Bez zaskoczenia.
Shantel siada obok. Blisko, ale nie dotykają się. Przesuwa ramię w jego stronę.
Podaje jej szklankę.
– Myślałam, że nie pijesz.
– Nie piję – odpowiada spokojnie. – To tylko dla towarzystwa.
– Tak jak lubisz. Z lodem.
Shantel bierze łyk. Powoli. Smak alkoholu rozchodzi się po języku. Opiera się o ścianę i unosi wzrok.
Ich odbicia mnożą się w lustrzanych drzwiach szafy. Czarna koszula Shantel, rozpięta na dwa guziki, odsłania zarys biustu, a duże srebrne kolczyki – koła – kołyszą się przy każdym ruchu głowy.
On spogląda w lustro. Jego wzrok na moment zatrzymuje się niżej, potem wraca do jej oczu – już świadomie.
Shantel dostrzega to bez trudu. Uśmiecha się.
– Od pierwszego dnia intrygowało mnie twoje spojrzenie – mówi półżartem. – Zawsze takie… tajemnicze i mało niewinne.
Upija kolejny łyk.
Awrah opiera głowę o ścianę. Unosi twarz ku górze, tak że w lustrzanych drzwiach widzi już tylko fragment jej odbicia, resztę wypełnia sufit.
– Mówisz mi to pierwszy raz słowami – odpowiada. – Twoje ciało zdradzało to znacznie wcześniej.
Między nimi zapada milczenie.
Shantel znów patrzy przed siebie – na lustrzaną powierzchnię szafy, na odbicia, które nie chcą się uspokoić.
– Ten napis – odzywa się nagle. – Ten na lustrze. Ma związek z Zuzią, prawda?
Nie odpowiada od razu. Odruchowo dotyka szyjki butelki, jakby sprawdzał jej ciężar.
– W pewnym sensie – mówi w końcu.
Shantel odwraca głowę. Patrzy już nie na odbicie, tylko na niego. Poprawia włosy powolnym, świadomym ruchem.
– Opowiedz mi o tym. – Wiesz, że twoja przeszłość z Zuzią mnie interesuje.
Awrah sięga po butelkę. Lekko ją przechyla i dolewa do stojącej obok szklanki kilka symbolicznych kropel. Odstawia whisky na miejsce.
– To był jej gest – zaczyna. – Jej słowa. Tamtej nocy rozmawialiśmy długo przez telefon. O życiu. O nas. O tym, czy coś, co właśnie się rodzi, może trwać.
Urwał.
– Powiedziałem wtedy, że „wszystko, co piękne, trwa w życiu tylko chwilę…”
Spogląda w lustro.
– Podeszła do lustra w swoim pokoju i napisała to szminką. W ciszy. Jakby chciała zatrzymać moment.
Shantel pije dłużej. Potem wystawia szklankę w jego stronę.
Awrah dolewa. Powoli. Słychać ciche chlupotanie alkoholu uderzającego o szkło. Lód niemal się rozpuścił.
Shantel patrzy w szklankę. Podnosi wzrok.
– Ale ten napis nie jest jej – mówi w końcu. – Zuzia nigdy tu nie była. Mieszkasz tu dopiero od roku. A wasz związek skończył się cztery lata temu.
– To reinterpretacja tamtego gestu.
Zatrzymuje butelkę w dłoni.
– Zrobiona przez dziewczynę, która była tu prawie rok temu. Była tylko raz. Gdy usłyszała tę historię, poczuła potrzebę powtórzyć ją po swojemu.
Kciuk przesuwa się po brzegu szkła.
– Pamiętam ten moment bardzo wyraźnie – mówi dalej. – Stała dokładnie tam.
Opuszcza głowę.
Podeszła do lustra bez słowa. Z pewnością. Bez wahania. W jednej chwili zobaczyłem dwie sceny naraz. Zuzię sprzed lat i ją – tu, w tym samym geście. To się nie zastąpiło. Nałożyło się. Moje ciało zareagowało szybciej niż myśl. To samo napięcie – ostre, znajome.
Jego kciuk zaczyna powoli stukać o udo.
Shantel nie przerywa. Dłoń zostaje przy szklance.
Stała przodem do lustra. Ciągnie ciszej. Pisała powoli, skupiona, jakby każde słowo miało wagę.
Przesuwa dłonią po szyjce butelki, nie nalewając.
Podszedłem. W lustrze widziałem jej twarz i ruch dłoni.
Pokój był cichy.
Był tylko ten ruch.
I jej kark… odsłonięty.
Nachyliłem się.
Sprawdziłem, jak daleko pozwoli mi wejść.
Dotknąłem jej ustami.
Zamarła.
Wszystko stanęło.
Potem jej oddech przyspieszył.
Plecy napięły się lekko pod moją dłonią.
Dopiero wtedy zsunąłem ją niżej.
Wygięła się – już bez wahania.
Zatrzymała się na moment.
Pierwsze westchnienie – ciche.
Drugie głębsze.
I to wystarczyło.
„Nie przestawaj” – wyszeptała.
Awrah milknie.
Wzrok Shantel wraca na niego.
Shantel kładzie dłoń na jego dłoni. Ciepłą. Zbyt ciepłą.
– Dalej.
Uderzyłem raz.
Zareagowała.
Drugi raz. Mocniej.
W lustrze jej twarz – napięta, skupiona.
Patrzyła.
Nie uciekała.
„Jeszcze raz…” — powiedziała.
Zwolniłem.
Chciałem zobaczyć, czy to powtórzy.
Powtórzyła.
Bez wahania.
Coś się we mnie przestawiło.
Przestałem się wstrzymywać.
Szarpnąłem koszulę. Guziki puściły jeden po drugim.
W odbiciu – jej piersi.
Małe. Jędrne.
Już nie zatrzymane.
Otwarte.
Zsunąłem materiał niżej.
Dłoń zacisnęła się mocniej, niż planowałem.
Powietrze urwało jej oddech. Brwi uniosły się gwałtownie.
Szminka wypadła z dłoni.
Uderzyła o podłogę z lekkim stukotem.
Spojrzała na mnie w lustrze.
Czekała.
Podnieś to – rozkazałem.
Drgnęła.
Po chwili sięgnęła. Lewą ręką.
Prawą już mnie rozpinała.
Pisz dalej.
Nie czekałem.
Wsunąłem się w nią.
Jęknęła.
Krótko.
Ostro.
Rytm złapał się od razu.
Krótki. Mocny.
Zbyt szybki.
Potem się wyrównał.
Coraz głębiej.
Coraz pewniej.
W lustrze tylko fragmenty – rozchylone usta, oddech, ruch dłoni na szkle.
Pisała dalej.
Litery zaczęły się rozciągać.
Oddech przyspieszał.
Tempo rosło razem z nim.
Przez chwilę nikt się nie porusza.
Oddech Awraha nagle się rwie.
– To była… Nikola – wtrąca Shantel.
On nie zaprzecza. Nie potwierdza. Milczy.
Shantel patrzy.
Kręci głową, jakby dopiero teraz pozwalała sobie na uśmiech z własnej naiwności.
– To ironiczne – mówi. – Siedzę z nią w jednej ławce, widzę jej pismo niemal codziennie… a jednak nie skojarzyłam.
W lustrze rozciągnięte litery.
– Teraz rozumiem. Zaczęła prawą ręką, a potem przeciągnęła napis lewą. Nigdy tak nie pisze. To nie było jej zwyczajne pismo. Raczej… gest.
Podnosi szklankę i wypija trunek do dna. Bez pośpiechu. Odstawia szkło na podłogę.
– Jutro jest ostatni dzwonek – mówi. – Dla mnie. Dla niej.
Wstaje.
– W szkole jest teraz pusto. O siódmej rano prawie nikogo nie ma. Lekcje zaczynają się dopiero o 8:10. Woźna wtedy jeszcze pije kawę.
Idzie do drzwi i otwiera je.
Nikola stoi na progu. Bez uśmiechu.
On również wstaje. Unosi rękę i przeciera tył głowy, jakby próbował złapać myśl, która właśnie się wymyka. Przez moment nie mówi nic.
Shantel patrzy na Nikolę, potem na niego.
– Jutro możecie wykorzystać salę szesnaście.
Patrzy na niego jeszcze przez moment.
– Podobno po waszym ostatnim spotkaniu zostawiłeś drzwi otwarte. Przypadkiem?
Nie zamknął drzwi. I nie bylo to przypadkiem.
Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.
Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.


Blog Comments
Tomp
2026-05-11 at 21:33
Ostatnio modna staje się krótka, rwana fraza narracji. Zaczęła Androidka, a Absurdalna Namiętność to kontynuuje. Ten sposób narracji bywa atrakcyjny, ale nie można się nim posługiwać w całym utworze, bo czytelnik się męczy i… ucieka. Jak długo można mieć napięte mięśnie?
A uwagę?
Tu dodatkowo czytanie utrudnia błędna edycja wypowiedzi i dialogów. Autor wie (bo ma to w wyobraźni) kto mówi jakie zdanie, ale czytelnik do głowy autora nie ma wglądu. Musi wnioskować o tym z edycji, która ma ustalone reguły. Gdyby autor je znał, to by ich przestrzegał, co uczyniłoby opowiadanie normalnym w odbiorze. Obecnie czytelnik cofa się kilkakroć, usiłując rozpoznać mówiącego po sensie dialogu, bawi się w deszyfranta intencji. Nie zawsze z powodzeniem, zawsze ze zniecierpliwieniem.
A na koniec mamy przejście z narracji trzecioosobowej do pierwszoosobowej. Tak z marszu. Wtedy wymiękłem i stwierdziłem, że nie wiem, o co chodzi.
Jedyną atrakcją opowiadania jest gra postaci i zderzenie ich charakterów w dialogu, ale utrudnienia formalno-edycyjne nie pozwalają do głębi tej atrakcji dotrzeć. Umiejętność zapisania dialogu jest równie istotna jak ortografia. Ma ułatwiać czytanie i zrozumienie przekazu.
Nowatorskie narracje wymagają żelaznej dyscypliny, a ta w pierwszym etapie zasadza się na znajomości reguł. Tego tu zabrakło.
Absurdalna Namietnosc
2026-05-11 at 22:45
Nalezy podkreślić, ze tekst utrzymany jest w konwencji psychologiczno-sensualnego dramatu relacyjnego, z wyraźną stylizacją sceniczno-filmowa, w której erotyka pełni funkcję narzędzia interpretacji napięcia między bohaterami, reakcji drugiej osoby w czasie rzeczywistym oraz gry wpływu I kontroli a nie celu samego w sobie.
Istotną rolę odgrywa również filmowość narracji. Tekst operuje kadrem, światłem, ustawieniem cial w przestrzeni, detalem ruchu oraz rytmem ciszy.
Megas Alexandros
2026-05-12 at 21:37
Dobry wieczór,
przeczytałem dziś tekst i przyznam, że ani mnie nie zmęczył, ani nie miałem problemu (może z wyjątkiem jednego czy dwóch miejsc) z określeniem, kto akurat mówi. Chciałbym by ta część więcej wyjaśniła i w ogóle zawierała w sobie nieco więcej treści, ale nie czułem się zagubiony czy skonfundowany.
Pozdrawiam
M.A.
Absurdalna Namietnosc
2026-05-11 at 22:19
Przejscie w narracje pierwszoosobowa, o ktorej mowisz, jest formalnie uprawnione i literacko czytelne.
Co więcej, w tym fragmencie działa ono dość naturalnie, ponieważ zmiana osoby narracyjnej zostaje powiązana ze zmianą poziomu narracji: z narracji zewnętrznej przechodzimy do wewnętrznie przeżywanego wspomnienia Awraha. Czytelnik dostaje kilka bardzo wyraźnych sygnałów, że następuje wejście w retrospekcję i w subiektywną perspektywę bohatera.
Najważniejsze jest to, że wcześniej tekst konsekwentnie prowadzony jest w trzeciej osobie i czasie teraźniejszym:
„Awrah sięga po butelkę.” „Shantel patrzy.” „Nikola milknie.”
To jest chłodna, obserwacyjna narracja zewnętrzna. Narrator opisuje postaci z dystansu.
Natomiast przełom następuje dokładnie tutaj:
„– Pamiętam ten moment bardzo wyraźnie – mówi dalej.”
To zdanie pełni funkcję bramy narracyjnej. Ono sygnalizuje trzy rzeczy jednocześnie:
przejście do pamięci/wspomnienia,
wejście w subiektywne doświadczenie Awraha, możliwość zmiany idiomu narracyjnego.
Od tego momentu narracja zaczyna się coraz bardziej „zawężać” do jego percepcji:
„Moje ciało zareagowało szybciej niż myśl.”
To już jest jednoznaczne wejście w pierwszą osobę. I czytelnik nie odbiera tego jako błędu, ponieważ zostało przygotowane wcześniej psychologicznie i rytmicznie.
Kluczowe jest też to, że zmienia się nie tylko osoba narracyjna, ale cały sposób opisu. W części wcześniejszej:
zdania są bardziej opisowe,
obserwacyjne,
zewnętrzne,
spokojniejsze rytmicznie.
Natomiast we wspomnieniu:
zdania stają się krótkie,
urywane,
sensualne,
cielesne,
silnie subiektywne.
Na przykład:
„Nachyliłem się. Sprawdziłem, jak daleko pozwoli mi wejść.”
albo:
„Coś się we mnie przestawiło. Przestałem się wstrzymywać.”
To już nie brzmi jak narrator opisujący scenę z zewnątrz. To brzmi jak bezpośrednie odtwarzanie pamięci przez bohatera.
Czytelnik intuicyjnie rozpoznaje ten rejestr.
Bardzo ważny jest też moment techniczny: przejście nie następuje nagle „bez ostrzeżenia”. Między trzecią a pierwszą osobą istnieje strefa przejściowa:
„Stała przodem do lustra – ciągnie ciszej.” „Podszedłem.” „Nachyliłem się.”
Czyli najpierw narrator nadal referuje mowę bohatera („ciągnie ciszej”), a dopiero potem oddaje głos jego świadomości. To przypomina częściowo technikę mowy pozornie zależnej albo narracji zanurzonej w perspektywie postaci.
Dlatego czytelnik rozumie: „to już nie jest zwykłe opisywanie sceny — Awrah przeżywa ją ponownie”.
To zresztą dobrze współgra z samą tematyką lustra i nakładania się wspomnień:
„To się nie zastąpiło. Nałożyło się.”
Formalnie narracja robi dokładnie to samo co psychika bohatera: teraźniejszość i przeszłość zaczynają się nakładać, narrator zewnętrzny ustępuje miejsca doświadczeniu wewnętrznemu, wspomnienie staje się niemal „tu i teraz”.
Liczę na Twoje ustosunkowanie się do tej kwestii w komentarzu.
jammer106
2026-05-11 at 22:58
Opowiadanie wygląda jak scenariusz filmu, lub sztuki teatralnej. Czy to żle? Wcale nie. Można i w taki sposób, stworzyć kultowe dzieło i podziwiałbym, gdyby…. po co te rwane dialogi? Niw wystarczą (…)
„On rusza za nią dopiero wtedy.” -znaczy się kiedy?
„Nikoli odrobinę dłużej niż powinno. Nikola lekko drży, ale wciąż utrzymuje spokój.
– A ty? – pyta Shantel, odwracając głowę. – Skoro nie matura, to co?
Nikola milknie, wpatrując się w sufit. – Nikoli x 3, według mnie o 2 x za dużo.
„– Niektóre rzeczy nie potrzebują przypomnienia.
Krótka pauza.
– Tylko zaakceptowania. ” – tu, aż się prosi o owe trzy kropki. Krótka pauza to też , krótka przerwa w szkole i ja zgłupiałem.
Rozumiem sens niedopowiedzeń, sam ich rzadko używam, ale w nadmiarze wprowadzają chaos i cofanie się w tył, co w opowiadaniu, według mnie nie powinno mieć miejsca. Powinienem płynąć tekstem, a tu tak nie jest. Przepraszam za szczerość, ale uwagi Tompa są jak najbardziej właściwe i nic dodać nic ująć.
Mieszana narracja, bardzo często jej używam, tylko w odwrotnej kolejności. Bohater. który był pierwszoosobowym narratorem ginie i potem w III osobie kontynuuje opowieść (patrz Bałtycki Rybak Dusz cz. III), w odwrotnej nigdy mi się nie zdarzyło, ale może to dopuszczalne. Nie wiem, nie znam się zarobiony opowiadaniem kolejnym jestem.
Jak słusznie Tomp stwierdził ” Autor wie (bo ma to w wyobraźni) kto mówi jakie zdanie, ale czytelnik do głowy autora nie ma wglądu. Musi wnioskować o tym z edycji, która ma ustalone reguły. Gdyby autor je znał, to by ich przestrzegał, co uczyniłoby opowiadanie normalnym w odbiorze. Obecnie czytelnik cofa się kilkakroć, usiłując rozpoznać mówiącego po sensie dialogu, bawi się w deszyfranta intencji.”
Za dużo niedomówień, za dużo skrótów myślowych i pewnie nie dojrzymy gestów, ruchów, kontrastów, artefaktów i innych rzeczy.
Osobiście pisze dla tłuszczy, dla pani Zosi sekretarki, dla pana Ziutka po zawodówce i Krzysia co lubi militarne tematy. Piszę prosto, nawet czasami narzucam im bezczelnie jak mają interpretować moja opowiastkę. Taki jestem, jak to siebie nazwałem pisarczyk II klasy. Ty aspirujesz do wyższej kasty, future, new generation. Brawo, może zazdroszczę… ale może w prostocie siła? Z tym pytaniem Cię zostawiam.
Nie oceniam, ale podziwiam, za odwagę wejścia z czymś nowym.
Proszę się nie przejmować, starego dziada wywodami. Twórz dalej ku chwale NE.
Pozdrawiam.
Absurdalna Namietnosc
2026-05-12 at 11:38
Jammerze,
trafnie odczytałeś konwencję tekstu. Mimo tego dostrzegam w Twojej wypowiedzi pewną sprzeczność albo ignorowanie istoty problemu. Powołujesz się bowiem na opinię Tompa, który ocenił tekst z perspektywy klasycznej prozy, podczas gdy temu utworowi znacznie bliżej do:
scen filmowych,
serialowego montażu,
narracji kadrowej,
momentami wręcz półscenariuszowej dramaturgii.
W takim ujęciu wiele elementów, które w klasycznej powieści mogłyby zostać uznane za „nadmierne cięcia”, tutaj pełni funkcję rytmu montażowego. Gdyby Tomp oceniał tekst z perspektywy jego własnej konwencji, a nie przez pryzmat klasycznej prozy, odbiór byłby zupełnie inny — i przede wszystkim uczciwszy intelektualnie wobec pracy autora.
Ja sam uczciwie poinformowałem Megasa, że to nie jest klasyczne opowiadanie. Czy widzisz przy tej pracy tag „opowiadanie”? Nie ma go. I to nie jest przypadek.
Jeśli chodzi o dialogi — bardzo często nie piszę zwykłej rozmowy, lecz wymianę napięcia między bohaterami. Dlatego:
gest jest równorzędny z wypowiedzią,
pauza ma wagę repliki,
spojrzenie staje się częścią dialogu.
Problem tego tekstu nie polega więc na tym, że jest „źle napisany”, lecz raczej na tym, że czytelnik nie został ustawiony na odbiór sceniczny.
Jeśli oceniamy go jako klasyczną prozę — wtedy uwaga Tompa o utrudnionym czytaniu rzeczywiście ma sens.
Jeśli jednak spojrzymy na niego jak na narrację pisaną językiem scen filmowych, widać, że jest to styl konsekwentny i świadomy. I to jest ważne.
I powiem coś, co może nie spodobać się ani Tobie, ani Tompowi: ten tekst absolutnie nie wygląda na przypadkowo źle zredagowany. 😂
Wręcz przeciwnie — wygląda jak praca osoby, która świadomie buduje sceny wizualno-emocjonalne.
Widać w nim kilka elementów świadczących o dobrym warsztacie autora, między innymi:
kontrolę napięcia między postaciami,
świadome operowanie pauzą,
konsekwencję tonalną,
kontrolę rytmu emocjonalnego scen,
spójny język świata przedstawionego.
Pytanie brzmi: czy potrafisz to dostrzec, czy po prostu to ignorujesz?
Cały tekst pokazuje, że autor bardzo dobrze rozumie mechanikę sceny relacyjnej. Szczególnie:
spojrzenia jako repliki,
ciszę jako element konfliktu,
gest jako przedłużenie dialogu,
napięcie budowane niedopowiedzeniem.
To pokazuje, że autor nie opisuje jedynie „co się wydarzyło”, ale przede wszystkim to, jak scena ma być odczuwana. To jest już myślenie sceniczne.
Tym bardziej jest to interesujące, że autor prywatnie nie ma kierunkowego wykształcenia i pozostaje amatorem w tej dziedzinie. Mimo to prezentuje warsztat na poziomie co najmniej średnio zaawansowanym, a momentami wręcz bardzo dobrym. Dlatego mam dziś duży szacunek do samego siebie jako twórcy i potrafię docenić to, co robię — bo ten autor naprawdę dowozi.
Jednocześnie, zachowując uczciwość wobec własnej pracy, widzę też słabszą stronę tekstu. Potrafię powiedzieć to otwarcie: momentami intensywność stylu jest bardzo wysoka. Przez długi czas niemal każde napięcie zostaje:
zatrzymane,
wykadrowane,
dopowiedziane gestem,
rozbite na osobne linie,
nadmiernie obudowane gestyką.
Daje to mocny klimat sceny, ale może być męczące dla części odbiorców.
Dlaczego tak piszę? Ponieważ mój warsztat nie jest jeszcze w pełni wybitny ani precyzyjnie wycelowany. Wciąż uczę się odpuszczać i pozwalać scenom oddychać bardziej naturalnie. Znam jednak ten deficyt i wiem, jak nad nim pracować. I zapewniam Cię — zrobię to.
Pozdrawiam
Tomp
2026-05-12 at 20:10
Chyba nigdy nie spotkałem się z tak buńczuczną i ignorującą fakty autoreklamą.
Thorin
2026-05-13 at 12:15
„Tym bardziej jest to interesujące, że autor prywatnie nie ma kierunkowego wykształcenia i pozostaje amatorem w tej dziedzinie. Mimo to prezentuje warsztat na poziomie co najmniej średnio zaawansowanym, a momentami wręcz bardzo dobrym.”
Gościu, czy Ty pisząc tę pochwałę pod własnym adresem nie zapomniałeś aby przelogować się na inne konto? Bo to by brzmiało znacznie bardziej przekonująco, gdyby pisał to ktoś inny niż Ty sam 🙂
„Dlatego mam dziś duży szacunek do samego siebie jako twórcy i potrafię docenić to, co robię — bo ten autor naprawdę dowozi.”
O kurka wodna… jednak nie zapomniałeś się przelogować i na poważnie piszesz taką laurkę sobie samemu 🙂 🙂 🙂
Cóż… gratuluję dobrego samopoczucia! Przynajmniej nigdy nie zapadniesz na depresję. Narcyzm ma jednak pewne zalety!
Veronique
2026-05-12 at 17:35
Autor snuje historię nauczyciela, który nie potrafi trzymać rąk przy sobie i dwóch zafascynowanych nim licealistek – ale na siłę próbuje nadać tej dość prostej opowiastce jakiejś wielkiej głębi poprzez chaotyczną narrację i dialogi bohaterów pełne zagadek i niedopowiedzeń. Wszystko to tworzy wrażenie przerostu formy nad treścią. Czekam aż skończą się te przydługie rozmowy i rozpocznie się właściwa fabuła. Może w trzeciej części w końcu się to stanie?
Tomp
2026-05-12 at 19:59
Autor wyjaśnia, że wszystko co robi z tekstem, robi świadomie. Nie przyjmuje do wiadomości, że nie ma po temu warsztatu. Wręcz zaprzecza, że takie coś jak warsztat istnieje. Na wskazania konkretnych błędów odpowiada pustosłowiem typu: „Tekst operuje kadrem, światłem, ustawieniem ciał w przestrzeni, detalem ruchu oraz rytmem ciszy”. Pomylił media, czy jesteśmy obiektami eksperymentu, jak daleko można się posunąć we wciskaniu kitu?
Tomp
2026-05-13 at 00:07
– Podeszła do lustra bez słowa. Z pewnością. Bez wahania.
– W jednej chwili zobaczyłem dwie sceny naraz. Zuzię sprzed lat i ją – tu, w tym samym geście.
[Tu mamy dziwne zaburzenie edycyjne: w istocie jest to niby jeden akapit, ale jakimś cudem po „Bez wahania.” do końca wiersza jest dużo pustej przestrzeni].
– To się nie zastąpiło. Nałożyło się.
– Moje ciało zareagowało szybciej niż myśl. To samo napięcie – ostre, znajome.
[Wszystkie te wersy powyżej prawdopodobnie mają być jedną wypowiedzią, tymczasem są edytowane jako cztery różne. Brak komentarzy „kto to mówi” oznajmia, że każdy wers zaczynający się od kreski dialogowej wypowiada inna osoba. To jest poważny błąd edycji wypowiedzi, który z monologu jednej osoby robi dialog. Jeśli natomiast to ma być dialog, to jest on logicznie niezrozumiały. Autor prawdopodobnie chciał oddać jakieś pauzy między kwestiami, ale tak się tego nie robi].
– Podszedłem. W lustrze – jej twarz i ruch dłoni.
[To jest wypowiedź opisowa mężczyzny].
Pokój był cichy.
Był tylko ten ruch.
I jej kark… odsłonięty.
Nachyliłem się.
Sprawdziłem, jak daleko pozwoli mi wejść.
[A te pięć wersów to co to jest? Wypowiedź nie, bo brak kresek dialogowych. Wspomnienie nie, bo brak wyróżnienia (cudzysłów lub kursywa). Opis sceny z Shantel? Nie, bo cała scena z nią jest w czasie teraźniejszym, a tu mamy przeszły].
– Dotknąłem jej ustami. [Wypowiedź opisowa].
Zamarła.
Wszystko stanęło.
[Podobnie: wspomnienia, ale niezedytowane?].
[…]
I to wystarczyło.
– „Nie przestawaj – wyszeptała”.
[Błąd edycji wypowiedzi. Jeśli cytujemy wypowiedź z komentarzem nie-wiadomo-skąd (a autor nigdy tych domniemanych reminiscencji nie wyróżniał cudzysłowem, więc tu cudzysłów jest pogłębiającą dezorientację niekonsekwencją), to bierzemy ją w cudzysłów razem z kreską dialogową].
Milknie.
Wzrok wraca.
[Dotąd czas teraźniejszy opisywał scenę z Shantal. Kto jednak milknie i czyj wzrok wraca, skoro od bardzo wielu akapitów Shantal się nie odzywała? Takiej dezorientacji można zapobiec stosując właściwe instrumenty edycyjne].
Shantel kładzie dłoń na jego dłoni. Ciepłą. Zbyt ciepłą.
– Mów dalej.
Uderzyłem raz.
Zareagowała.
[Zdanie „Mów dalej.” wypowiada Shantal. Tyle, że mężczyzna od wielu akapitów nic nie powiedział. I dalej nie mówi, tylko wspomina, a raczej odtwarza pewną historię w swej jaźni. Z kolejnym błędem edycji cytowanej wypowiedzi. Czy Shantal słyszy głosy w głowie Awraha?].
Ten bardzo szczegółowy acz dotyczący tylko fragmentu opis błędnej edycji zamieszczam bez nadziei, że przekonany o własnej omnipotencji autor zechce go zrozumieć. Robię to dla innych.
Absurdalna Namietnosc
2026-05-13 at 13:57
Tompie akceptuje Twój komentarz, ponieważ wnosi merytoryczną wartość. Warto jednak zauważyć pewien paradoks — choć tekst najwyraźniej mocno Cię zmęczył, poświęciłeś mu najwięcej uwagi ze wszystkich czytelników, prawdopodobnie czytając go nawet dwukrotnie. To naprawdę miłe 🙂
Thorin
2026-05-13 at 11:37
Pamiętam, jak w liceum parę osób gadało w taki sposób, jak bohaterowie „Gry pozorów” – posługując się tymi wszystkimi półsłówkami, aluzjami, sugestiami i niedopowiedzeniami. Mówili tak, by nic nie powiedzieć, ale tajemniczo to brzmiało.
Wydawało im się, że są dzięki takiemu sposobowi bycia strasznie skomplikowani, zagadkowi i fajni. Większość z nas uważała ich jednak za pretensjonalnych, zadufanych w sobie bubków.