
Źródło: Pixabay
Na Mazowieckiej
Korporacje mają swoje niepisane zasady i obyczaje. Jednym z nich jest plotkowanie na papierosie. Jeśli chcesz wiedzieć, kto ma największą szansę na awans albo kto jest pierwszy na liście do odstrzału, najłatwiej dowiesz się tego na kilku metrach kwadratowych, zwanych potoczne palarnią. Tam też sprzedawane są najpikantniejsze plotki i ploteczki.
Właśnie w taki sposób dowiedziałem się o Kaśce. Dziewczyna, z którą pracowałem w jednym biurze, opowiadała z rozbawieniem i lekkim niedowierzaniem o swojej koleżance – nimfomance, która ma o wiele starszego męża i poszukuje już od jakiegoś czasu kochanka. Bezskutecznie. Niewiele myśląc, zaproponowałem, żeby podała mój adres e-mailowy, bo ja… ja zawsze mam ochotę. W zdziwionym wzroku mogłem odczytać, że nie jest pewna, czy mówię do końca serio. Odpuściłem.
Ale temat koleżanki seksoholiczki wypłynął ponownie kilka tygodni później. Tym razem udało mi się wydobyć adres e-mail do pani Katarzyny. Odpowiedź przyszła szybko – umówiliśmy się od razu na spotkanie. Bez wymiany fotek, bez długiego pisania maili. Dostałem numer jej komórki, zadzwoniłem i ustaliliśmy, że następnego dnia się spotykamy.
Upalne lato w Warszawie. Miękki asfalt, który spowalnia stopy, rachityczna zieleń pod Pałacem i duszne suche powietrze w Centrum. Mnóstwo półnagich kobiet i towarzyszących im rozchełstanych mężczyzn. Pomiędzy nimi przemykający z jednego klimatyzowanego biura do drugiego ludzie w garniturach i garsonkach. Zabawne wielkomiejskie kontrasty.
Czekałem na Chmielnej w ogródku jednej z knajpek, przeglądając prasę. Zastanawiałem się, jak będzie wyglądać. Czy trafię na brzydulę, która nie potrafi utrzymać swoich ud razem, bo w ten sposób podwyższa swoją samoocenę, przyprawiając przy okazji mężowi rogi, czy też trafi mi się kolejna atrakcyjna, ale znudzona seksem „włóż i wyjmij” mężatka, z którą będę mógł robić wszystko, byleby nie pozostawić trwałych śladów na ciele. Spóźniała się. Pięć minut… dziesięć.
W pewnej chwili dostrzegłem, że wokół ogródka krąży z telefonem komórkowym przy uchu jakaś (ogólnie pasująca do opisu) kobieta – niska, drobna, długie czarne włosy, okulary. Była elegancko ubraną, bardzo zgrabną trzydziestką. Miała wygląd typowej pracownicy biura – jak sekretarka albo pani manager. Przyglądałem się jej, ale nie podszedłem. Rozmawiała przez cały czas przez telefon. „Przepraszam, byliśmy umówieni, żeby pogadać o seksie” – jak to brzmi? Jeszcze dziesięć minut i zrezygnowałem z dalszego czekania. Zadzwoniłem do niej jeszcze raz tego samego wieczoru – jak się okazało, tam na Chmielnej to rzeczywiście była ona. Umówiliśmy się na kawę następnego dnia.
Galeria Mokotów. Siedziałem przed fontanną i znów czytałem gazetę. Nie mogłem wytrzymać na miejscu, więc poszedłem po papierosy. Wracając, zobaczyłem, jak lekko zagubiona spaceruje wokół tej samej fontanny, naprzeciwko której ja siedziałem przed chwilą.
– Cześć, Kasiu? – przywitałem się z lekkim zwątpieniem.
Cholera wie, czy to naprawdę ona.
– Byliśmy umówieni… – Już myślałem, że pomyliłem dziewczyny.
– Cześć. Wiesz… chciałabym się przekonać, czy to naprawdę ty.
Będzie test na znajomość diabli wiedzą czego, a ja nie znam jej przecież ani trochę, przemknęło mi przez głowę.
– Jak ma na imię mąż naszej wspólnej koleżanki?
Uff. Akurat to wiedziałem. Poszliśmy na kawę. Wjechaliśmy po schodach. Coffee Heaven – jedno z niewielu miejsc, gdzie jeszcze można było można palić. Zamówiłem kawę. Zapaliłem papierosa. Troszkę się denerwuję, pomyślałem, spodobam się czy nie? Siedziałem naprzeciwko kogoś, komu ni mniej ni więcej obiecałem seks. Pierwszy raz byłem w takiej sytuacji. Pierwszy raz karty leżały na blacie, zanim podeszliśmy do stołu, by rozpocząć grę. Początkowo wyglądała na speszoną. Co jakiś czas poprawiała okulary, jakby w ten sposób chciała ukryć zmieszanie. Ja kryłem się za kłębami papierosowego dymu. Na szczęście ona również oddawała się temu zgubnemu nałogowi, więc nie przeszkadzał jej zapach tytoniu.
Po kilku chwilach wzajemnego badania się i wyczuwania, na co można sobie pozwolić okazało się, że pracujemy w tej samej branży i że oboje lubimy świntuszyć.
Rozmowa popłynęła sama. Miałem wrażenie, jakbym znał Kaśkę od lat. Ona też była zaskoczona – nigdy nie rozmawiała z facetem jak z przyjaciółką. Że niby tak szczerze. Opowiedziała mi o mężu, o dorastających córkach z poprzedniego małżeństwa jej faceta, o małych dzieciach, które mają już razem, o przyjaciółkach i współpracowniczkach. I wszystko w nawiązaniu do seksualności, perwersji, wyuzdania. Dziwnie to musiało wyglądać – jeszcze nieopierzony młokos wysłuchujący jak na spowiedzi wyznań dojrzałej kobiety – nimfomanki.
Wyglądała całkiem ponętnie – nie była oszałamiającą pięknością, ale miała w sobie ten sex appeal, którego brakuje większości kobiet. Emanowała seksem.
Przyciąganie i ochota, by parzyć się z nią w najbliższej toalecie, na zapleczu sklepu, w przebieralni albo choćby i tu, przy kawiarnianym stoliku. Czarna lejąca się spódnica podkreślała krągłość jej zgrabnej pupy, czarna bluzeczka, okulary, które poprawiała co jakiś czas, wsuwając głębiej na nos. Całość uzupełniały buty na wysokich szpilkach, choć i tak cały czas była niższa ode mnie o głowę.
Było w niej coś, co zwracało uwagę.
Czy możliwe, że zboczony umysł w nieuświadomiony sposób nadaje cechy naszemu fizis? Była jak spełnienie onanistycznych marzeń studenta. Szefowa sporej firmy, wciąż zagoniona i zapracowana. Zawsze zrobiona na bóstwo, w nienagannym kostiumie, który kosztował tyle, co moje półroczne zarobki razem wzięte, elegancka i seksowna jak diabli, a przy tym z wieczną chcicą. Kobieta marzenie. Ale w pewnym momencie uświadomiłem sobie, że nie mam na nią ochoty. Że jest jak moje alter ego, tyle że w damskiej postaci. Opowiadała o napalonych facetach, których wodziła za nos, o ukrywaniu swoich ekscesów erotycznych przed mężem pod pretekstem zostawania dłużej w pracy, o małolatach, którzy są zabawni tylko na chwilkę, o poszukiwaniu nowych doznań, o znudzeniu zwykłym seksem, o pruderyjności społeczeństwa i o seksizmie facetów. Nie do wiary! Chodząca prowokacja mówiła o tym, że faceci patrzą na nią jak na obiekt seksualny!
Wypiliśmy kawę. Czułem się tak dobrze i tak bawiło mnie jej towarzystwo, że zaproponowałem, żebyśmy poszli na drinka. Przyjęła zaproszenie z uśmiechem. Przez te kilka godzin „przerobiliśmy” naprawdę dużą część naszych upodobań i obserwacji dotyczących zachowań innych ludzi. Rozumieliśmy się w pół słowa. Porozumienie na poziomie spaczonych umysłów. Czy dziś też bym się tak dobrze z nią dogadywał? Nie sądzę. Zbyt wiele pogardy i zgorzknienia przez ten czas wlało się w mój umysł. Nie odrzuciłbym jej ciała, ale umysł wydaje się dziś nie do przyjęcia. Bzdurne wnioski na podstawie jednostkowych doświadczeń, używane by usprawiedliwić swoje zakłamanie. Ale wtedy, ponad dekadę temu, Katarzyna była doskonałym kompanem. Zrobiło się późno. Obiecała, że mnie podrzuci w stronę mojego domu.
Wsiedliśmy do samochodu. Zanim uruchomiła silnik, zebrała ręką nadmiar materiału ze spódnicy i położyła go sobie na kolanach, tak żeby nie przeszkadzał w jeździe. Zobaczyłem szczupłe łydki bez rajstop w czarnych szpilkach. Poczułem jak we mnie, gdzieś głęboko w środku, kiełkuje dziwne uczucie. Nie tyle podniecenie, co chęć sięgnięcia po zakazany owoc. Po kobietę innego faceta. Po kokietkę, za którą oglądali się faceci. Chciałem sprawdzić, na ile mogę sobie pozwolić. Położyłem dłoń na jej udzie. Drgnęła, ale nie zaprotestowała. Całą uwagę miała skupioną na prowadzeniu pojazdu. Zacząłem podciągać coraz wyżej jej spódnicę, odsłoniłem uda. Zwolniła, widziałem, jak zdejmuje nogę z gazu. Jej pierś unosiła się i opadała, a usta rozchyliły się w przyspieszonym oddechu. Spódnica była już na tyle wysoko uniesiona, że widziałem czarne stringi i wystające spomiędzy koronek włosy łonowe. Nakryłem jej ciepłą kobiecość dłonią. Była cała mokra.
– Nigdy… hmmm… nie robiłam tego w tym samochodzie. – Zabrzmiało, jakbym dostał zakaz.
– Ależ ja nic nie robię.
Wypiąłem się z pasów bezpieczeństwa, żeby z bliska oglądać jej łono. Pachniała intensywnie seksem. Powoli odchyliłem koronkę i końcem palca zagłębiłem się między wydatne i mokre wargi sromowe. Jechaliśmy bardzo wolno. Na prawym pasie, w okolicach EMPIK-u, ktoś zaczął na nas trąbić. Rozszerzyła mocno nogi, pozwalając mi penetrować swoje wnętrze.
– Nigdy jeszcze… tak… nie robiłam – wyszeptała przez zaciśnięte usta.
Widziałem, jak przymyka oczy – cały czas jadąc samochodem. Wkładałem i wyjmowałem palce aż po samą dłoń. Podniecenie wylewało się w nieprzyzwoitej ilości. Po kilku minutach miałem całą dłoń unurzaną w jej sokach. Miała problemy ze zmianą biegu. Poprosiłem, żeby skręciła w najbliższą przecznicę. Posłusznie wykonała manewr. Przygryzła wargę. Ściskała kierownicę tak, że aż zbielały kostki. Jeszcze jeden zakręt i wylądowaliśmy na Mazowieckiej. Zaparkowała samochód pod jednym z klubów.
Na chodniku stało kilka osób. Latarnia oświetlała mały tłumek czekający przed wejściem i nas w samochodzie. Zaczęliśmy się całować. Jeszcze szerzej rozłożyła nogi. Sama trzymała teraz za majtki, pozwalając mi skupić się na wkładaniu i drażnieniu. Odchyliła się do tyłu, jedną z nóg oparła kolanem o drzwi, drugą sięgnęła aż za gałkę zmiany biegów.
– Mów do mnie… Opowiedz mi, co czujesz – wydyszała.
Opowiadałem, jednocześnie to robiąc. Zaglądałem do środka końcami palców, tarmosiłem brzegi, pocierałem łechtaczkę. Odchylona do tyłu głośno oddychała, wsłuchując się w to, co mówię.
– Opowiedz mi o mojej małej cipce. Czujesz, jaka jest malutka? – odwróciła głowę w moją stronę.
– Nie jest malutka, już wsadziłem ci dwa… nie – trzy palce.
Posuwałem ją prawie całą dłonią. Soki kapały z niej gęstą strugą.
– Podniecam cię…? Powiedz, że jestem piękna.
Lubiła gadać. I lubiła też, jak się do niej mówiło.
– Jesteś cudowna, prześliczna. Podniecasz mnie tak bardzo, że ledwo się powstrzymuję.
Kątem oka widziałem ludzi przechodzących po chodniku.
– Chciałbym być w tobie, kochalibyśmy się tak mocno… – Sam nie wiedziałem, skąd mam takie pomysły. – Uwielbiam zapach twojej cipki…
Przesunąłem dłoń tak, że trzymałem w niej kciuk, resztą wilgotnych palców pocierając jej odbyt. Rozluźniła się i po chwili pieprzyłem ją jedną ręką w anus i pochwę jednocześnie.
– Czujesz spermę mojego męża? Przed wyjściem zerżnął mnie w tyłek.
Rzeczywiście przy każdym ruchu mojej ręki z jej tyłka sączyły się krople nasienia.
– Lubię nosić w sobie faceta… Opowiedz mi o tym… jak będziemy się pieprzyć… coś bardzo zboczonego… – poprosiła.
Przytulała twarz do zagłówka, okulary przekrzywiły się i lekko zaparowały. Cała kobiecość ociekała wilgocią i lepkością – mojej śliny, swojego śluzu i spermy męża. Zacząłem półgłosem opowiadać o tym, jak przywiążę ją do kaloryfera, jak będzie klęczeć na parkiecie związana i jak będę posuwał ją sztywnym kutasem w dupę i pizdę – moje wulgaryzmy tylko jeszcze bardziej ją rozochociły.
– Potem wezmę zimną plastikową linijkę i zmierzę, jak jesteś głęboka. Albo nie – zagotujemy wodę i jak przestygnie, wleję ją wprost z czajnika w twoją cipkę. Będziesz czuć, jak wypełnia cię ciepła woda. A potem…
– Co potem? – jęczała i rzucała się na siedzeniu.
Przełożyłem jej rękę na łono i wręcz zmusiłem do masturbacji.
– Potem… będę cię rżnął na stole tak, żeby było słychać klaskanie twoich pośladków, raz w dupę, raz w cipę, a woda będzie się z ciebie wylewać przy każdym wejściu. A jak już będziesz miała dość, to rozłożę cię na podłodze i zacznę cię pierdolić różnymi rzeczami.
– Jakimi rzeczami? – Nie panowała nad swoimi stopami, stukała szpilkami w tapicerkę przy każdym wejściu moich palców.
– Zaczniemy od świeczki, a potem… wsadzę ci butelkę od piwa i będę cię pieprzył tak, że będziesz wyć z bólu.
Sztywniała coraz bardziej. Spięła wszystkie mięśnie. Nadchodził orgazm.
– Nie, to nie będzie butelka. Wsadzę ci nogę od mojego krzesła. Będę cię jebał kawałkiem drewna i będę gwałcił w usta chujem. Wyobraź sobie to, jak leżysz z krzesłem w cipie i jak się spuszczam na twoją twarz, na okulary. Jak po policzkach ściekają ci strumyki gorącej spermy. – Przesunąłem mokrymi palcami po jej twarzy od czoła w dół do szyi. – A w środku będziesz czuła kanciastą nogę od krzesła.
Drgnęła pod moim dotykiem, coraz szybciej poruszała ręką na swoim łonie i coraz głębiej nabijała się na moje palce.
– A na koniec… Zdejmę ci te okulary oblepione moją spermą i zacznę wpychać do cipki.
Wygięła biodra do przodu, zastygając bez ruchu, ze świstem wciągnęła powietrze. I jeszcze raz… I jeszcze raz… Dreszcze podrzucały jej biodrami. Powoli wyjąłem z pochwy i tyłka palce. Nawet dobrze się bawiłem, pomyślałem. Położyła rękę na moim udzie.
– Dziękuję. Ale mnie podnieciłeś. Niezły jesteś…
Czułem się, jakbym zdał egzamin w liceum.
– Dasz radę dojechać do domu? – spytałem, bo cała jeszcze lekko dygotała.
– Taaak… – Poprawiła spódnicę, opuszczając ją w dół. – Przepraszam, ale on już na mnie czeka.
– No to cześć. Jak będziesz miała ochotę, zadzwoń. – Wysiadałem już z samochodu.
– Cześć – odpowiedziała za mną. – Zadzwonię…

Bike Couple, „Getting a deep breast massage”, CC BY-NC-SA 2.0
Czytelniczka
Huczący pociąg, migające światła mijanych miejscowości i pasażerka na siedzeniu naprzeciw moich oczu. Patrzę. Łypię, zerkam, w końcu gapię się otwarcie. Ciemne włosy opadają falą na kark i szyję. Wysokie czoło bez najmniejszych śladów zmarszczek, delikatnie profilowane brwi skłaniają się łukami do subtelnej krzywizny nosa. Ładnie wycięte nozdrza, rozchylające się stopniowo, nadają jej wygląd narowistej klaczy. Spojrzenie ciemnobrązowych źrenic zarezerwowane jest dla wybrańców. Jest zaczytana. Nie odrywa oczu od stronic zapisanych czarnym pismem.
Wyjmuję laptopa i zaczynam robić notatki. Grafoman – jednym słowem. Ale postać przede mną hipnotyzuje i przykuwa uwagę. Wiem, że jej obraz pozostanie pod powiekami na długo. Dopóty się z tego jej widoku nie „wypiszę”, dopóki jej i tego wspólnego podróżowania nie opowiem. Tym razem wprost do szuflady, bo na nic erotycznego nie mogę liczyć, a już widzę moją korektorkę wysyłającą maila z pytaniem: „A gdzie jest mięso?”
Współpasażerka przewraca kolejną kartkę. Nie spuszczając z niej oczu, zaczynam notować.
„W twarzy szczególną uwagę zwracają usta podkreślone jakby nieśmiało, a jednak wyraźnie czerwienią pomadki. Teraz nad książką, czytając, budzi zachwyt świadoma swych atutów, lecz pod nieśmiałością skrywa je dla tego, który ośmieli się zagarnąć wszystko dla siebie.
Poniżej ust broda. Teraz skupiona ani drgnie. Nasza pasażerka jest bowiem pochłonięta lekturą. Ale jestem w stanie wyobrazić sobie, jak marszczy się w płaczu albo wściekłości. Subtelny owal podbródka. A dalej szyja. Idąc od dołu, delikatny pieprzyk po lewej stronie. Kiedy przepływa przez gładką szyję fala wzburzenia lub wstrzymanego oddechu, podskórne ścięgna i mięśnie układają się aż od obojczyków w ruchomy hołd dla kobiecego ciała i męskich pożądliwości budzonych tym widokiem. Poniżej powabna kibić i biodra. Silne, mocne. Oparte na kolumnach ud i łydek. Skupione. Zaczytane.”
Odłożyła książkę, przeciągnęła się i uśmiechnęła do mnie. Skrzywiłem usta w grymasie, który w mojej definicji był zbliżony do uśmiechu. Chyba mieliśmy podobne definicje, bo odwzajemniła uśmiech.
– Pomoże mi pan z walizką?
Spojrzałem chmurnym wzrokiem. No jasne, jedną ręką jestem gotów do zdejmowania ciężkiego kufra na żądanie. Czemu zawsze proszą właśnie mnie? I natychmiast zreflektowałem się – byliśmy sami w przedziale. Na szczęście trudność polegała na wysokości, a nie na ciężarze. Wyjęła kanapki i termos z herbatą. Zjadła. Wypiła. Wróciła do czytania. Nareszcie, pomyślałem, odpalając na nowo komputer. Nie postawiłem jeszcze żadnego znaku, kiedy zdecydowanym ruchem odłożyła książkę i popatrzyła mi wprost w oczy.
– Mam nadzieję, że nie jest pan jakimś zboczeńcem?
Cóż, tu zdania są podzielone, pomyślałem. I uśmiechnąłem się pod nosem.
– A dlaczego pani pyta?
– Bo od jakiegoś czasu wpatruje się pan we mnie intensywnie.
Obrona przez ofensywę, pomyślałem. Dość ryzykowne zagranie, gdybym naprawdę był jakimś świrem.
– Aha, nie ma się pani czego obawiać. Jestem całkowicie niegroźny.
– To czemu pan się tak…
– Gapi? – dokończyłem za nią spokojnie. A wewnątrz głowy gonitwa myśli. Wyjdę na idiotę, jeśli powiem prawdę.
– Tak, gapił się pan – potwierdziła.
– Prawdę mówiąc… opisywałem panią.
Widziałem, jak rozszerzają się jej źrenice. Zdziwienie czy strach?
– Proszę się nie obawiać. Jestem pisarzem. Pisarzem amatorem. – Dodałem, żeby nie kłamać tak ostentacyjnie.
Uspokoiła się, ale w rozchyleniu bluzki można było dostrzec wciąż pulsującą przyspieszonym tętnem żyłkę. Starałem się stłumić erotyczne skojarzenia. Zastanawiała się przez sekundę.
– A mogę zobaczyć, co pan o mnie napisał?
Kurwa, tylko nie to. Nie cierpię jak ktoś czyta moje niedokończone teksty, z drugiej strony na szczęście nie zdążyłem napisać nic zbereźnego.
Podałem jej laptopa.
– To tylko luźne zapiski… Przebiegła oczami po moich słowach. Delikatny rumieniec wystąpił na policzki.
– To bardzo miłe. – Laptop wrócił na moje kolana.
– Jest pani wdzięcznym obiektem do opisywania.
– Dziękuję.
Przyjęła komplement jakby był czymś codziennym. Przez chwilę milczała, wpatrując się w widok za oknem.
– Często tak pan podgląda nieznajomych ludzi? – Znów przyłapała mnie na gapieniu.
– Przyznaję, pani jest pierwsza.
– Aż takie zrobiłam wrażenie? Jestem Emilia. – Wyciągnęła prawą rękę do uściśnięcia.
Chwyciłem ją zdrową, lewą dłonią.
– Mówiłem, że jestem niegroźny…
W tej podróży nie zapisałem już ani jednego słowa.
Miesiąc później.
– A może zrobimy sobie wieczór z masowaniem? W łazience widziałam oliwkę.
Już rozkładała się na łóżku, nie czekając na moją reakcję.
– Chodź… pomasuj mnie – wymruczała.
Nie byłem w stanie oprzeć się temu charakterystycznemu brzmieniu w jej głosie. Na poły proszący, na poły żądający. Jak rozpieszczona kotka – była przekonana, że świat istnieje po to, by dostarczać jej wieczornych przyjemności. Po chwili nadstawiła łydkę do masażu. Z rozpuszczonymi włosami, które co jakiś czas odgarniała z czoła, pochyliła się w skupieniu nad książką.
Ubrana była – jakżeby inaczej – w moją najlepszą, niebieską koszulę. W rozchyleniu niedopiętych guzików prześwitywały jej drobne piersi. Nie wiem czemu tym razem zwróciłem uwagę właśnie na nie. Po prostu magnetyzowały mój wzrok. Nieodparta potrzeba przyglądania się. Kolejny raz z Emilką. Było w niej coś takiego, co powodowało moje zapatrzenie i chęć opisania wszystkich jej cech, wszystkiego co robiliśmy, wszystkich emocji i wspólnych spraw. Idealna partnerka dla grafomana. Żyłem w dwóch równoległych rzeczywistościach – tej przeżywanej realnie i tej, którą opisywałem słowami.
Rozchyliłem poły koszuli, uważając, żeby nie poplamić materiału tłustą oliwką. Ukazały się w pełnej krasie. Dwie niezbyt duże półkule z delikatnie zaznaczonymi brodawkami. Wcierałem oliwkę w jej udo, jednocześnie zastanawiając się, jakie słowo opisałoby je najtrafniej. Delikatne… – nie. Może drobne – zdecydowanie nie. Zresztą ostatnio miałem wrażenie, jakby zrobiły się pełniejsze. Subtelne – tak. To było słowo, którego poszukiwałem.
Piersi kochanki nie należały do największych – przy jej smukłej sylwetce ciężko byłoby oczekiwać biustu w rozmiarze D. Mimo to były to jedne z najładniejszych piersi, jakie widziałem. Jaśniejsza skóra odcinała się na tle reszty opalonego wciąż po lecie ciała. W samym centrum wzgórka umiejscowione były różowe brodawki. Nie wielkie, ciemne koła z rozmytym sutkiem, ale delikatne, stojące na baczność sutki, otoczone jasnoróżową obwódką. A do tego pieprzyki. Jeśli uznać brodawkę za Słońce, to kierując wzrok ku szyi, można było natrafić na pieprzyk wyobrażający Ziemię, a tuż obok niego malutki na kształt Księżyca. Gdyby taki układ zaistniał w przyrodzie, mielibyśmy pełnię.
Nie przestawałem masować, a myśli o jej biuście zaprzątały mi głowę. Kochałem jej piersi. Uwielbiałem je ściskać, ssać, całować, gryźć. Tuż przed szczytowaniem, jej albo moim, lubiliśmy bawić się nimi obydwoje – ja z moim fetyszystycznym podejściem do jej przyjemności i ona ze swoją egoistyczną pogonią za orgazmem. Subtelne. Tak. Pięknie wyglądała, kiedy przelewała wodę z pianą pomiędzy nimi, biorąc prysznic. Jakże kusząco wyglądały, kiedy zakładała bluzkę bez stanika.
Dłużej nie mogłem się powstrzymywać. Zsunąłem się w dół. Pomiędzy uda. Dokładnie tam, gdzie chciałem być od samego początku.
– Ej, panie pisarzu, ja tu czytam…
Udawała, że się broni przed dotykiem. Obróciła się na brzuch i starała się uciec przed moimi pocałunkami. Wysunęła się spod moich dłoni, korzystając ze śliskości oliwki do masażu. Wyślizgnęła się spode mnie i już miałem zrezygnować, kiedy zauważyłem, że moja Czytelniczka zatrzymała się pod ścianą i czeka na mnie. Z nagimi, lśniącymi udami rozrzuconymi na boki i wygolonym nagim łonem. Dopadłem do oczekującej na pożarcie ofiary. Objęła mnie nogami. Przyciągnęła mnie do siebie. Ze śmiechem na ustach poprowadziła mnie wprost między wargi sromowe.
– Ty zwierzaku! – Roześmiała się ponownie.
Kochaliśmy się gwałtownie i szybko. Zmieniła pozycję. Wypięła się w moją stronę. Uwielbiałem jej ciało i jej – równie pokręcony jak mój – umysł. Przysunęła sobie książkę pod nos. Udając, że czyta, prowokowała mnie do jeszcze bardziej intensywnych ruchów frykcyjnych. To było jak pierdolenie kurwy. Pozorna obojętność nakręcała mnie jak najsilniejszy afrodyzjak. Jeszcze moment i wytrysnąłem na jej plecy. Opadłem na pościel bez sił. Wytarła się moją koszulą. Usadowiła się, poprawiając poduszki.
– Dasz mi przeczytać jutro o tym wieczorze? Wiesz, jak lubię, kiedy o mnie piszesz…
Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.


Blog Comments
artimar
2015-08-30 at 10:57
Autor przyzwyczaił nas do wysokiego poziomu tekstów zarówno pod względem konstrukcji, jak i pomysłu czy stylu. Przyznam, że zaniepokoiły mnie niskie oceny Czytelników, więc do lektury podeszłam z ostrożnością. Czy się nimi zasugerowałam?
„Czytelniczkę” odczytuję jako szkic, ćwiczenie warsztatowe w jej pierwszej części. Druga… Cóż, sprawia wrażenie niedopracowanej, jakby pisanej w pośpiechu. Podmiot liryczny wydaje się być zainteresowany tylko pisaniem i „używa” partnerki jako źródła tematu na nowy tekst – to nie jest w moim odczuciu relacja artysty i inspirującej go, twórczo zapładniającej muzy, lecz coś dużo płytszego. Ten układ odpowiada jednak tytułowej Czytelniczce – kobieta ma świadomość, do czego służy kochankowi, i zaznaje podwójnej przyjemności – w trakcie aktu i po nim, czytając opis stosunku.
Podobne wrażenie niedopracowania miałam, czytając „Na Mazowieckiej” – to bardziej kartka z pamiętnika; zapisana szybko i na gorąco, jeszcze przed refleksją nad zdarzeniem. Rzucił mi się w oczy całkowity brak emocji w zbliżeniu – ona wykorzystała jego jak wibrator (w podziękowaniu dostrzegając wszak człowieka), on z kolei dodał tylko nowe doświadczenie do kolekcji, jak turysta z Dalekiego Wschodu kolejną fotkę.
Oba teksty natomiast potwierdzają, że seks zaczyna się w głowie – czy będzie to czytanie jako fetysz, czy dirty talking jako dodatkowa stymulacja.
MRT_Greg
2015-08-31 at 09:42
A mnie się obydwa podobały. Patrząc z perspektywy faceta, którego ośrodek erogenny jest w jednym miejscu a nie 150 jak u kobiet, było fajnie 😀 Czytelniczka subtelna, emocjonalna, Na Mazowieckiej, wulgarnie, ostentacyjnie.
Będę musiał zgłosić się na korepetycje :p
Pozdrówko 😉
Barman Raven
2015-08-31 at 15:01
Dzięki za uwagi.
Miniatury są niejako z definicji szkicami, w tym cały ich urok. Dlatego również korzystam z grafik Darq – szkiców.
Nie daję pełnego obrazu, staram się go tylko nakreślić, używając tylko tyle słów ile potrzeba by nie zagubić sensu.
W pierwszej powiastce nikt nikogo nie oszukuje, bohaterowie uzupełniają się wzajemnymi fetyszami. Prosty (?) układ – grafoman i czytelniczka. Czy łączy ich coś więcej…?
Druga zaś to kartka z pamiętnika – zapis bezemocjonalnego babrania się w seksie. Z dziejowej konieczności i nieumiejętności zachowania się inaczej, bo była okazja na pocztówkę z Dalekiego Wschodu.
Boober
2015-08-31 at 18:40
A mnie się podobało. Osobiście, chociaż wielu nie podziela pewnie mojego zdania, z całej twórczości Ravena właśnie najbardziej lubię te miniaturki. Podoba mi się, jak Raven potrafi kilkom kreskami – trzymając się już tej plastycznej analogii związanej z ilustracjami do tekstu – narysować tyle, że doskonale widać, co na tym rysunku jest, a jednocześnie nie przeszkadza wyobraźni pracować, zapełniając obraz nadmiarem szczegółów. Ot, właśnie taki doskonały szkic, „szybka klatka” – namalowane, odłożone na półkę do teczki z napisem „przydasie”. Może kiedyś przyda się jako element do czegoś większego, może zamieni w portret. A może pozostanie szkicem, dającym oglądającemu radość nie tylko zobaczenia świata oczami autora, ale dopisania sobie własnej wersji tego, co nie zostało dosłownie pokazane.
artimar
2015-08-31 at 20:04
Nie twierdzę, że miniaturki mi się nie podobały. Inne podobały mi się zwyczajnie bardziej.
W tych miniaturkach wydaje się, że ostrość jest skupiona w centrum obrazu, a reszta pozostaje zamazana. W innych tekstach mogłam przeskakiwać uwagą na drugi plan i również tam coś odkryć. Te są bardzo wprost.
To nie zarzut, to moje wrażenie Ale czuję się zwyczajnie rozpaskudzona przez Kruka tekstami kilkuwarstwowymi 🙂
NoNickName
2015-08-31 at 20:57
Kontrastowe miniatury.
„Czytelniczka” to jakby podwalina rozbudowanego tekstu. Byłby interesujący.
„Mazowiecka” – gdybyś bohaterkę dopracował psychologiczne…taką korpo-wywłokę.
Zgadzam się, że wyobraźnia podczas czytania „szkiców” ma pole do popisu dopisując sobie obrazy, szczegóły według własnego uznania. Podejrzewam, że nie bez znaczenia Autor w swych opowiadaniach wymienia nazwy warszawskich ulic, które niekiedy już same w sobie dają – nie wszystkim co prawda – obraz atmosfery czy klimatu miejsca.
Barman Raven
2015-08-31 at 22:06
Rozpracowaliście mnie : )
Długi tekst jest z jednej strony trudniejszy, wymaga bowiem spójnej i rozbudowanej fabuły, drugiej strony miniatura wymaga o wiele większej dyscypliny w używania słowa jako materiału z którego lepimy historię.
Takie lepienie trójwymiarowej rzeczywistości, tak żeby można było „zaglądać” w kolejne warstwy to trudne zadanie. Czasami chce się po prostu pokazać fotografię, wybrany fetysz, charakterystyczy sposób reagowania na rzeczywistość.
A czasem… nie starcza umiejętności.
Mam nadzieję, że mimo wszystko było warto poświęcić chwilę na czytanie.
zooza
2015-09-01 at 11:19
W przeciwieństwie do Boobera preferuję pełnometrażowe teksy Ravena, zwłaszcza te mroczniejsze. W Czytelniczce nie widzę materiału na coś większego, ale też nie mam odczucia, że jest niedokończona. Ot takie kieszonkowe wydanie na krótką podróż. Ale w Mazowieckiej to widzę przynajmniej tryptyk, jestem przekonana, że Kaśka ma jeszcze coś do opowiedzenia.
zooza
Wiki
2015-09-11 at 13:39
Zachwyca sposób patrzenia na kobietę. Pieszczenie jej wzrokiem. Kolejna dawka prawdy o tym, co mężczyznom dzieje się w głowach przed, w trakcie i po. Mój ulubiony sposób podglądactwa. Choć zawsze będzie minie zadziwiać ta dwoistość: opisy wskazujące na szaloną wrażliwość środka i chropowata, wręcz ostra i często nawet odpychająca skóra, którą pokazujesz, gdy już się odzywasz (bezpośredni zwrot do autora…).
W drugim opowiadaniu podobała mi się refleksja nad podejściem do seksualności. Jak bohater odczuwał kiedyś, jak teraz. Jak widziałby tę samą kobietą – posiadając dzisiejszą wiedzę i doświadczenia. Zawsze pasjonuje mnie przepoczwarzanie, proces.
Czegoś mi jednak w obu miniaturach zabrakło. Jakiś niedosyt.
Patrycja
2016-06-21 at 22:38
Pierwsza miniatura przypadła mi do gustu. Bohater potrafi czerpać profity ze swojego hobby 🙂 Chętnie poznam historie innych kobiet zafascynowanych pisarzem amatorem.
Na Mazowieckiej mnie zaskoczyło. Jest erotycznie, podniecająco, obscenicznie. Do momentu, gdy narrator zaczyna wymieniać przedmioty, które posłużą mu do stymulacji partnerki. Przy nodze od krzesła skręcałam się ze śmiechu : – ) Wiem,wiem. Każdego podnieca co innego. Może mam jakieś odjechane poczucie humoru. Ciesz się autorze, bo trudniej rozbawić niż podniecić.
I znów te wysokie szpilki. Nie widziałam jeszcze niskich. Drażni mnie to wyrażenie.
Patrzę i co widzę? Cipki i cipy. A tak autor ganił tych, co owymi cipkami szastają. Że infantylne, że są zamienniki, a sam o synonim się nie pokusił. Ania Kropelka wymieniła w swoim artykule całą litanię. Byłoby oryginalnie, a nie jak u większości. Miano fetyszysty językowego zobowiązuje. Jak będę miała doła, przeczytam to opowiadanie i poprawa nastroju zapewniona. Dziękuję Barmanie 🙂 To nie ironia. Naprawdę przednio się ubawiłam.
Pozdrawiam
Barman Raven
2016-06-21 at 23:32
Patrycjo, dziękuję za komentarz.
Przyznam się do czegoś…
Opowiadanie zawiera dialog całkiem wiernie oddany, bo zapisany tuż „po”. Odnalazłem „draft” opowiadania sprzed ponad dziesięciu lat i nadałem mu nowy szlif. Przyznaję, nie byłem elokwentny w tamtym momencie, ;] ale nie chciałem burzyć tego rysu autentyczności używając synonimów. Zwłaszcza, że chodzi tu o dialogi. W nich można nawet przecież pisać „po polskiemu” jeśli stawia się na autentyzm.
Przyznaję, że nie wiem w jaki sposób wpadłem na „nogę” – zadziałało 😀
Patrycja
2016-06-22 at 00:09
Mam pytanie. Przypadkowo poznałam Twój adres mailowy i jedno pytanie od kilku tygodni nie daje mi spokoju. Jeśli mogę napisać daj znać. Jeśli nie, ok.
Barman Raven
2016-06-22 at 00:14
Pisz. Najwyżej nie odpowiem:]
Absurdalna Namietnosc
2026-04-27 at 20:53
Widać w tym tekście umiejętność budowania napięcia przed seksem. Zwłaszcza w „Na Mazowieckiej” pierwsza połowa wypada lepiej niż sama scena erotyczna. Przed aktem tekst opiera się na psychologii, napięciu i obserwacji — a ta ostatnia jest jednym z najmocniejszych atutów warsztatu autora.
Wartość tego tekstu nie tkwi w samym akcie, lecz w antycypacji.
Mam wrażenie, że scena seksu została zbudowana według schematu: napięcie – eskalacja – przesyt. Przechodzi z poziomu psychologii i obserwacji w mechanikę, intensyfikację i mnożenie bodźców. To zmienia jakość sceny, ale jej nie pogłębia. Eskalacja sama w sobie nie jest przecież rozwojem. Tutaj rośnie intensywność, ale znaczenie pozostaje w miejscu. Właśnie dlatego pojawia się poczucie przesytu. I to w pewnym sensie odbiega od wcześniejszej, bardzo udanej części tekstu.
Dialogi natomiast są naturalne, dobrze poprowadzone, napisane z wyczuciem napięcia i humorem.
Megas Alexandros
2026-04-27 at 22:22
Absurdalna Namiętności,
powinieneś przeczytać też wcześniejsze teksty Barmana-Ravena. Myślę, że znajdziesz tam wiele motywów, które Cię zainteresują. To był naprawdę świetny Autor. Choć sam nie raz się z nim sprzeczałem, to pierwszy powiem, że to wielka szkoda,że już go z nami nie ma.
Pozdrawiam
M.A.
Absurdalna Namietnosc
2026-04-28 at 12:29
Tak zrobię. To niezwykle bogata twórczość. Już dostrzegłem kilka rzeczy, które mogą mnie wiele nauczyć warsztatowo.
Pozdrawiam
Tomp
2026-04-28 at 22:06
U tego autora drugi raz natykam się na zwrot „na papierosie” w wyrażeniu „stać na papierosie”, „plotkować na papierosie”. Skąd to? Czy to jakaś gwara? Jaka? Ani ja, ani WSFJP, ani NKJP się z czymś takim nie spotkaliśmy.