Gra pozorów I (Absurdalna Namiętność)  4.48/5 (9)

16 min. czytania

AdmiringBeautyArt, „Perfume”, CC BY-NC-ND 3.0

16 kwietnia

Budzi się. Jest 4:16. Cisza gęstnieje. Oddech odbija się od ścian krótkim, suchym rytmem. Nad łóżkiem lustro łapie migotliwe światło akwarium. W wodzie przesuwają się cienie ryb.

Shantel śpi na brzuchu, jedno ramię wsunięte pod poduszkę. Smuga światła, przecina odsłonięte plecy. Czarne loki rozsypują się po prześcieradle.

Ma osiemnaście lat. Awrah ma trzydzieści dziewięć. Stoi przy parapecie ze szklanką zimnej wody, wysoki, z sylwetką, która wciąż przyciąga spojrzenie. Patrzy. W półmroku różnica wieku zdaje się zatarta.

Jeszcze wczoraj było prościej. Teraz patrzy na nią inaczej. Wraca do łóżka. Kładzie się obok. Czuje ciepło jej skóry. Każdy dotyk włosów i barku wywołuje dreszcz wzdłuż kręgosłupa.

***

Dźwięk budzika w telefonie wyrywa ją ze snu. Kątem oka spogląda na ekran leżący na nocnym stoliku: 07:16.

„Czas wstawać” – myśli niechętnie. Przeciąga się, opiera policzek na jego ramieniu. On śpi, ciężko i spokojnie.

Całuje delikatnie, przesuwając usta w stronę ucha.

– Śpisz? – wyszeptuje, ledwie poruszając powietrze.

Odczekuje ułamek sekundy.

– To dobrze… – dodaje. – Powiem coś szczerze.

Uśmiecha się, wiedząc, że nie usłyszy.

– Całą tobą jeszcze pachnę. I podoba mi się to… – kończy, przygryzając lekko skórę.

Ciepło jego ciała wnika w jej ramiona. W żołądku lekki ucisk. Wsłuchuje się w równy oddech. Jest tylko ciało, zapach skóry i ta cienka przestrzeń między nimi.

Aromat jego perfum – drzewny, z nutą cytrusów, rozmarynu i lawendy – miesza się z czymś głębszym, nagłym, intensywnym. Ślad namiętności, który jeszcze nie zdążył wywietrzeć.

Przytula się mocniej. Nagi biust dociska się do pleców.

On nadal śpi.

***

Budzi go powoli. Zawieszony między snem a porankiem, czuje jej ciepło. Cieszy go, że wciąż tam jest. Że nie zniknęła wraz ze świtem. Shantel obserwuje łagodny łuk jego pleców, drobne zgięcia barków. Pierwszy raz spędzają poranek w tym mieszkaniu.

– Dobrze śpisz? – pyta półprzytomnie.

Odpowiada po chwili.

– Chyba tak – mruczy, cofając się o centymetr. Wystarczająco, by pozostawić coś niewypowiedzianego.

– Muszę wstawać. Czeka szkoła – rzuca lekko.

– Uuu… i cały czar prysł – żartuje, obracając się w jej stronę.

– Podobno uczucia szybko zamieniają się w przyzwyczajenia. A tego wolałabym uniknąć – rzuca, uśmiechając się.

Nie mówi, że czuje się dobrze. Nie mówi, że poranek jest dla niej nowy – i dziwnie spokojny. Zostawia to dla siebie.

***

Poranek przyspiesza.

Shantel wychodzi boso w stronę łazienki, zbierając ubrania – sprawnie, mechanicznie.

Odruchowo przegląda się w ogromnym lustrze, wiszącym na drzwiach garderoby. Napis znajduje się na wysokości wzroku. Wykonany czerwoną szminką, częściowo zmatowiały:

„Wszystko, co piękne, trwa w życiu tylko chwilę…

My chcemy, żeby to trwało wiecznie, ale jest to niestety niemożliwe”.

Stoi nieruchomo przez kilka sekund. Charakter pisma nierówny, bardziej impuls niż plan. Wygląda na gryzmoły skreślone ręką młodej kobiety. Dopiero teraz uświadamia sobie, gdzie jest – w jego sypialni, w miejscu, do którego niewiele kobiet ma dostęp. Nie ma w tym patosu. Raczej wydaje się jej, że w tym jest zachwyt nad chwilą, która kiedyś zniknie.

Odwraca wzrok i wchodzi pod prysznic. Makijaż oszczędny. Ubiera się powoli. Awrah przeciąga się w drzwiach sypialni. Spotykają się w korytarzu, blisko, na wyciągnięcie ręki.

– Chyba muszę przyzwyczaić się do świadomości, że nie jestem pierwszą ważną kobietą w twoim życiu – mówi spokojnie.

– Skąd wniosek? – pyta.

Poprawia kosmyk włosów opadający na policzek.

– Spieszę się. Może innym razem – rzuca słowa zbyt pośpiesznie, jak na zwykłą wymianę zdań.

Jego dłoń lekko spoczywa na jej policzku. Palce przesuwają się powoli wzdłuż twarzy, zatrzymując się przy skroni. Nie obejmuje jej ani nie przyciąga bliżej. Obserwuje jej reakcję. Nie szuka odpowiedzi w słowach.

– Tak? – pyta cicho. – A spieszysz się do kogoś szczególnego?

Krótka pauza

– Ostatnia lekcja będzie z nauczycielem – odpowiada, unosząc brwi.

– Ooo… pewnie jesteś dobrze przygotowana z ostatnich tematów – mruczy z ledwie zauważalnym uśmiechem. – Lubisz błysnąć przed inteligentnymi mężczyznami.

– Niewiele zdążyłam się nauczyć – przygryza wargę. – Ukradłeś mi wczoraj wieczór. Czy już nie pamiętasz?

– Jakoś nie wydaje mi się, żebyś całkowicie zapomniała o szkole – mówi, powoli przesuwając spojrzenie po jej twarzy. – A może raczej o kimś, kto się z nią wiąże. To dziwne, może głupie, ale przez moment mam wrażenie, jakbyś…

Urywa w pół zdania.

–  Zostawię to na inną rozmowę.

Shantel przechyla głowę. Wystarczy jedno spojrzenie, by wiedziała więcej, niż mówią słowa.

– No dobrze – mówi, unosząc się na palcach, by poprawić loki. – Spieszę się.

Zakłada buty, torbę na ramię. Zatrzymuje się przy drzwiach, rzucając mu ostatnie spojrzenie.

Awrah zostaje sam. Opiera dłonie o chłodną ścianę. Lekko się odchyla. Mruga kilka razy.

Jasne światło wpada przez okno. Palce przesuwają się po ścianie, opadają wzdłuż ciała.

– Cóż… poranki mają swoje własne zasady – mruczy.

***

W szkolnej toalecie jest jasno i chłodno. Zapach mydła miesza się z czymś chemicznym, neutralnym. Shantel podchodzi do umywalki, odkręca wodę i myje dłonie powoli, dokładniej niż zwykle. Strumień spływa po skórze; w tej ciszy decyduje, kim będzie za kilka minut – uczennicą czy kimś więcej?

Spogląda w lustro. Poprawia włosy, przesuwając palcami po karku. Delikatnie muska nadgarstek perfumami. Znajome ciepło zapachu osiada na skórze.

Ostateczny przegląd. Spokojna twarz. Skupione oczy.

Zakręca wodę i wychodzi.

Telefon wibruje z wiadomością od Awraha:

„Podejdź po szkole na ulicę Strzelca 4. Blisko szkoły. Będę w samochodzie do 16:16. Nie zdążysz – stracisz”.

Na korytarzu rozlega się dzwonek.

Odpisuje krótko: „Może”.

Salę numer szesnaście widzi z daleka. Drzwi zamknięte.

„Cholera. Spóźniona”.

Krok przyspiesza, ramiona unoszą się odruchowo. Zatrzymuje się przed drzwiami, bierze głęboki oddech i wchodzi.

– Dzień dobry – mówi cicho.

Serce bije mocniej.

Nauczyciel nie podnosi wzroku znad listy obecności. Słychać tylko szelest kartek i stuknięcia długopisu o blat.

– Nie – odpowiada spokojnie.

Zatrzymuje się w pół kroku. Kilka głów unosi się w jej stronę.

– Proszę wyjść – ten sam ton. – I spróbować jeszcze raz.

Oddech zatrzymuje się na moment.

Palce zaciskają się mocniej na pasku torby.

Nie odpowiada.

Cofa się na korytarz. Drzwi zamykają się za plecami. Stoi nieruchomo przez sekundę, potem puka.

– Proszę.

Wchodzi ponownie. Krok wolniejszy, bardziej świadomy.

– Przepraszam za spóźnienie. Czy mogę uczestniczyć w lekcji?

Podnosi wzrok. Patrzy uważnie, bez ironii.

– Może pani. Proszę usiąść.

Nie dodaje nic więcej.

Przechodzi między ławkami i siada obok Nikoli – jedynej osoby z klasy, której naprawdę ufa.

Nikola nachyla się lekko.

– Spokojnie – szepcze. – Lubi cię. Tylko sprawdza.

Shantel kiwa głową, udając skupienie. Kreśli coś bez sensu na marginesie. Linie powoli układają się w litery.

– Wiesz… – dodaje Nikola ciszej. Kąciki ust uniosły się subtelnie, zwiastując kłopoty albo zabawę. – Podobno ma dziewczynę.

Shantel na moment nieruchomieje.

– Nikola…

– W naszym wieku – dopowiada mimochodem. – Też maturzystkę.

Zamyka zeszyt wolniej, niż trzeba.

Nikola szturcha ją lekko w ramię.

– No co? – szepcze rozbawiona. – Tylko mówię. Świat jest mniejszy, niż się wydaje.

Uśmiech lekki, spojrzenie czujne.

Shantel wciąga powietrze, odchyla się na krześle.

– Przestań – mówi cicho, bez złości.

– Dobra, dobra – Nikola unosi dłonie w geście kapitulacji. – Już siedzę cicho.

Nauczyciel zamyka dziennik. Podchodzi pod tablicę.

Cisza. Skrzypi ławka. Ktoś odchrząkuje.

Potem klaszcze w dłonie.

– Dobrze. Skoro już wszyscy jesteśmy… na czas.

Kilka osób uśmiecha się pod nosem.

Ktoś z tyłu parska.

Po chwili odchodzi od tablicy i opiera się o biurko.

– Drodzy panowie – mówi. – Mała rada życiowa.

Kiedy będziecie wybierać partnerki,

a może żony…

zwracajcie uwagę na drobiazgi.

Pauza.

– Na przykład na to, czy potrafią zachować się w miejscu publicznym. Czy szanują zasady. Bo jeśli nie…

Unosi brew.

– … to możecie zapomnieć o buziaku na dzień dobry. Albo o tym przelotnym pocałunku, kiedy wychodzi rano z mieszkania.

Klasa wybucha śmiechem.

– Oczywiście – dodaje sarkastycznie – nie twierdzę, że punktualność gwarantuje szczęśliwy związek. Ale jej brak bywa zaskakująco kosztowny.

Ciepło pojawia się na policzkach Shantel.

Opuszcza wzrok na zeszyt.

Cisza w klasie trwa ułamek sekundy dłużej. Kilka osób jeszcze się uśmiecha.

Ona nie.

Palce przesuwają się po krawędzi zeszytu.

– Przepraszam – odzywa się uczeń z drugiego rzędu. – Czy potrafi pan udowodnić związek między kulturą osobistą, przestrzeganiem zasad… a tym, co pan nazywa gestami czułości? Brzmi to raczej jak metafora niż argument.

Cisza w klasie.

Nauczyciel uśmiecha się. Pytanie go cieszy.

– Owszem, poniekąd potrafię. Mogę przynajmniej wskazać zależność, która nie jest przypadkowa.

Krok w stronę tablicy.

– Zwróćcie uwagę na relację między wolnością a odpowiedzialnością. Wolność bez zasad to tylko chaos w ładnym opakowaniu. A chaos rzadko buduje coś trwałego.

Krótka pauza.

– Jeśli każdy robi wyłącznie to, na co ma ochotę, relacja przestaje być spotkaniem dwóch osób. Staje się tylko zderzeniem dwóch kaprysów.

Shantel śledzi jego ruchy uważniej niż pozostali. Najpierw patrzy w oczy. Potem na chwilę na usta, kiedy mówi.

– A tam, gdzie nie ma odpowiedzialności za własne decyzje…, trudno mówić o zaufaniu.

Zatrzymuje się. Kilka osób wymienia spojrzenia. Ręka w górze.

– A czy zgłębia pan już całą twórczość Houellebecqa? – pada pytanie z końca sali.

– Co pan myśli o Coetzee? – dorzuca ktoś inny.

– Co pan ostatnio czyta? – pytają kolejne głosy.

Nauczyciel przysiada na krawędzi biurka.

– Dlaczego w tak piękny dzień pytacie o Houellebecqa? – wzdycha teatralnie. – Chcecie, żebym stracił resztki wiary w ludzkość?

Klasa zgodnie wybucha śmiechem.

– Houellebecq trafnie diagnozuje choroby współczesnego świata – ciągnie już spokojniej. – Ale niezbyt potrafi je leczyć. Psychologicznie bywa bezlitosny. Egzystencjalnie? Bezradny.

Opiera dłonie o biurko.

– Teraz czytam Emila Ciorana. Rumuńskiego filozofa piszącego po francusku. Jeśli ktoś ma ochotę zaniepokoić własny umysł, nie przespać kilku nocy i na chwilę przestraszyć się samego życia. Mogę pożyczyć.

Uśmiecha się lekko.

– A Coetzee… zwłaszcza wczesny. Tam często pojawia się motyw dziś wyjątkowo aktualny. Relacja jako lustro.

Krótka pauza.

– To znaczy: druga osoba pokazuje nam rzeczy, których sami w sobie nie widzimy. W sposobie, w jaki reaguje na nasze słowa, decyzje… czasem nawet milczenie.

Spojrzenie przesuwa się po klasie.

Na moment zatrzymuje się na Shantel.

Jakby sprawdzał, czy rozumie ciężar metafory. A może tylko to, czy w ogóle ją zauważy.

Shantel prostuje plecy.

Nie ucieka.

– W tym sensie relacje nie są tylko przyjemnością albo konfliktem. Są też sposobem poznawania samego siebie.

Źrenice Shantel rozszerzają się odrobinę, jak zawsze wtedy, gdy coś naprawdę ją interesuje.

Wygładza materiał sukienki na udzie.

– Dobrze – mówi nauczyciel po chwili. – Mamy niewiele czasu.

Otwiera dziennik.

– Shantel – mówi spokojnie. – Zapraszam do odpowiedzi.

Sala wstrzymała oddech na moment.

Nie podnosi głowy od razu. Przez ułamek sekundy ma ochotę udawać, że nie usłyszała. Westchnęła cicho, odsunęła krzesło i wstała z niechęcią, której nawet nie próbuje ukryć. „No oczywiście. Akurat ja”.

Kartki szeleszczą na ławkach, szepty nad zeszytami tworzą wokół biurka coś w rodzaju cichej wyspy. Tylko Nikola zerka w jej stronę na moment, po czym spuszcza wzrok, jakby nie chciała zostać przyłapana.

Shantel idzie w stronę biurka wolniej, niż trzeba.

Przy biurku staje za blisko. Po chwili cofa się krok. Poprawia ramiączko sukienki. Dopiero teraz czuje napięcie w ramionach.

„Wybrałam wczoraj seks. Nie podręcznik”.

Muska dolną wargę, sprawdzając, czy nie jest sucha.

Nauczyciel wciąż na nią nie patrzy.

Rozmowa zaczyna się zwyczajnie. Pytania dotyczą podstaw: ram prawnych, podziału władzy, definicji z podręcznika.

Odpowiada spokojnie, rzeczowo.

Głos, który na początku lekko drży, stabilizuje się.

Z każdą poprawną odpowiedzią wraca jej pewność.

– Dobrze – mówi w końcu nauczyciel. – A teraz proszę mi powiedzieć…

Pauza.

– Kim jest notariusz?

Cisza.

Shantel mruga. Raz. Drugi.

Z trudem przełyka ślinę. Pewność, która przed chwilą wróciła, osuwa się gdzieś pod żebra.

Próbuje odnaleźć odpowiedź.

I wtedy odwraca się.

Po raz pierwszy patrzy wprost na nią.

O sekundę za długo.

Shantel próbuje sięgnąć po znany gest – lekki uśmiech, spojrzenie spod rzęs.

Unosi wzrok.

On już patrzy gdzie indziej.

Gest gaśnie w połowie. Miejsce to nie reaguje na takie rzeczy.

Tu jest uczennicą.

– Nie wiem – mówi w końcu.

Nauczyciel unosi dłoń i przeciąga nią po policzku. Zatrzymuje na brodzie, jakby naprawdę się zastanawiał. Milczy chwilę dłużej, niż wymaga pytanie.

– Szkoda – mówi swobodnie. – W takim razie zajrzyj do podręcznika.

Stuka palcem o kolano. Raz. Dwa. Trzy.

– Tę stronę zapamiętasz bez trudu. Mam rację?

Ciepło wraca na policzki. Cięższe.

– Tak – odpowiada ciszej, z cieniem rozżalenia w głosie. – Myślę, że zapamiętam już na zawsze, kim jest notariusz.

– Proszę pamiętać, gdzie jesteśmy i w jakiej relacji rozmawiamy – mówi spokojnie.

Zapada cisza.

– Ostatnie pytanie.

Własna opinia.

Czy łatwiej żyć ryzykiem wolności…

czy poprawnie?

„On robi to specjalnie” – przemyka jej przez myśl.

Wzrok odruchowo szuka Nikoli.

Nikola patrzy na nią z lekko przymrużonymi oczami. Ledwie widoczny uśmiech.

Wskazówka: „bądź szczera”.

Shantel unosi brwi i kręci głową: „Nie prowokuj”.

– Poprawnie – odpowiada. – Bo wtedy wiadomo, czego się od nas oczekuje. Tak brzmi odpowiedź uczennicy.

Nauczyciel uśmiecha się lekko.

– Hm… – mruczy. – To bardzo rozsądna odpowiedź… uczennicy.

Odwraca się.

– Możesz usiąść.

Dzwonek przerywa ciszę.

Krzesła skrzypią. Zeszyty się zamykają. Klasa ożywa.

Shantel sięga po torbę. Nikola robi to samo. Wychodzą jako jedne z ostatnich.

Korytarz pulsuje ruchem.

Tuż przed wyjściem Shantel zwalnia krok. Odwraca głowę – niby przypadkiem.

Nauczyciel również kieruje się ku drzwiom.

Ich spojrzenia spotykają się na ułamek sekundy.

Za długo.

Nie uśmiecha się.

Po prostu patrzy.

Shantel czuje na sobie ten wzrok jeszcze przez chwilę.

Coś się przesunęło.

Granica między nimi nadal stoi.

***

Silnik zapala. Drzwi zamykają się miękko, odcinając szkołę od reszty dnia. Shantel siada obok niego z promiennym uśmiechem.

Przesuwa dłoń po jego nodze, od kolana w górę, obserwując jego reakcję. Samochód sunie w popołudniowy nurt miasta. Skrzyżowania, światła, znajome ulice. Shantel milczy, nie pyta, dokąd jadą. On prowadzi bez pośpiechu.

– Albo szkoła zaczęła działać na ciebie inaczej, albo ktoś dziś nieźle namieszał ci w głowie.

– A ty zawsze tak szybko wyciągasz wnioski? – pyta. – Czy tylko wtedy, gdy coś cię zaciekawi?

– Wyglądasz, jakbyś wyszła z zajęć… – urywa na moment. – Brakuje mi słowa.

– Może dlatego, że to nie było łatwe do nazwania. Ostatnia lekcja była dziś bardziej intensywna niż reszta dnia.

–  Chcesz mi powiedzieć dlaczego? Czy mam zgadywać?

– Spóźniłam się dosłownie chwilę. I nagle, zupełnie bez ostrzeżenia, zatrzymał mnie w drzwiach, jakbym zrobiła coś niewybaczalnego. Kazał mi wyjść, zapukać i wejść jeszcze raz. Na jego warunkach. I przeprosić. Przy wszystkich.

Milknie na moment. Wciąga powietrze nerwowo.

– Nie znoszę takich pokazów… zwłaszcza kiedy nie mam wyboru.

– Wiesz co… – zaczyna – to nie brzmi jak nadużycie władzy.

Robi krótką pauzę. Głos ma spokojny.

– Bez krzyku. Bez nerwów. Po prostu powiedział, jak ma być – a ty się dostosowałaś. Na jego miejscu zrobiłbym dokładnie to samo. Może nawet byłbym mniej pobłażliwy.

Kącik ust drga mu w lekkim uśmiechu.

– Czyli co… gdybyś był na jego miejscu, też miałbyś potrzebę mnie „ustawiać”?

Ton ma lekki, zaczepny. Oczy jednak pozostają uważne.

– Bo to się na tym nie kończy.

Później bierze mnie do odpowiedzi. Przy biurku.

Większość idzie bez problemu… aż do jednego pytania.

Pyta, kim jest notariusz?

Krótka przerwa.

– Tego akurat nie wiedziałam.

Dostałam czwórkę.

– Następnym razem zajrzyj do podręcznika. Tam jest wyjaśnione, kim jest notariusz.

– Zabawne… bo on powiedział dokładnie to samo.

Chwila ciszy. Uśmiecha się lekko, z nutą prowokacji.

Jej dłoń wraca na jego udo, tym razem wyżej. Zatrzymuje ją tam na moment.

– Skoro ty tak dobrze to znasz… może wolisz mi wyjaśnić sam?

– Jeśli ubierzesz się dla mnie tak, jak dziś dla swojego pana nauczyciela, to mogę się nad tym zastanowić.

–  Nie ubrałam się tak dla niego.

Awrah uśmiecha się krótko, bez rozbawienia. Silnik pracuje miarowo, wypełniając ciszę między nimi. Samochód skręca w węższą ulicę prowadzącą ku obrzeżom miasta. Ruch stopniowo cichnie, światła zostają za nimi. Droga biegnie w stronę leśnego kompleksu.

– Bzdura.

Odczekuje chwilę, nie odrywając wzroku od drogi.

– Zbyt dobrze znam moment, gdy kobieta mówi, że „to nie dla kogoś”. Wtedy zwykle jest dokładnie odwrotnie.

Shantel odwraca wzrok. W jej brzuchu pojawia się nagłe napięcie – ostre, nieprzyjemnie trafne. Po skórze przebiega krótka ciarka. Nie wie, czy to złości ją jego pewność… czy fakt, że część z tego, brzmi zbyt blisko prawdy.

– Naprawdę nie wiem, o czym mówisz – głos się jej łamie.

– Powiedz mi lepiej… dlaczego się spóźniłaś na lekcje? W łazience, zanim weszłaś do klasy? Wytarłaś się chusteczką… wilgotną, bo myślałaś, że zaraz go zobaczysz.

Shantel przełyka ślinę. Cisza w aucie staje się ciężka, jakby silnik zwolnił i dopasował się do tempa jej oddechu.

Jego dłoń na udzie. Ciepła i pewna, przesuwa się powoli, zatrzymując się tam, gdzie materiał sukienki nie jest przypadkowy. Nie pyta o pozwolenie. Drżenie jej uda i oddech podpowiadają mu, dokąd przesunąć dłoń.

Przymyka oczy i zapada się głębiej w fotel.

– Co robisz? – pyta ciszej, niż zamierzała.

– Sprawdzam – mówi spokojnie. – Czy mówisz prawdę… czy boisz się przyznać, co cię porusza.

Dłoń prowadzi stanowczo. Shantel odruchowo zmienia pozycję. Rozluźnia się.

– Jak to zrobisz?

– Dotknę twojej cipki. Wtedy przekonamy się, czy jest mokra… dlatego, że tu jestem, czy dlatego, że wspominasz pana nauczyciela.

–  Jak to poznasz? – chrypi.

Samochód zwalnia i całkowicie staje. Wokół nich tylko las i odcięta od miasta cisza. Awrah pochyla się bliżej, tak blisko, że włosy musną jego policzek.

Jego oddech osiada przy jej skórze, drażniąco blisko.

Zatrzymuje usta tuż przy jej uchu i mówi nisko – tonem, który nie pozostawia miejsca na sprzeciw:

– Poznam po intensywności. Po żarze. Jeśli jest tylko ciepła, dopiero teraz zaczynasz się budzić. Jeśli naprawdę rozgrzana… wtedy wiem, że wróciłaś już taka. Od niego.

Shantel przechodzi nagły dreszcz. Ciało mięknie, biodra drgną niemal niezauważalnie, a oddech staje się płytszy, szybszy – jakby już nie należał do niej. Awrah wyłapuje każdy drobny znak. Najmniejszy skurcz mięśni, subtelna zmiana w napięciu, chwila, w której ciało zdradza więcej, niż chce pokazać.

Ręka usuwa się w górę uda, nieśpiesznie, z precyzją, która narzuca napięcie między nimi. Palce wsuwają się pod koronkowy pasek, reagując na najmniejsze drgania.

Shantel jęczy cicho, oddech staje się krótszy, ciało drży samo z siebie, a napięcie gęstnieje, odbierając jasność myśli.

– Właśnie… – mruczy.

– I co…? – wyrwało się jej z ust, ledwie szeptem, próbując nadążyć za rytem serca.

Spogląda na nią i od razu dostrzega, co mówi twarz: oczy ciemniejsze, niespokojne, zdradzające jej odruch, drżenie warg, przerywane westchnienia.

Dłoń sunie po szyi w rytmie jej oddechu, w górę i w dół, w delikatnym prowokującym tańcu. Ich spojrzenia spotykają się na chwilę, dłużej niż wypada, podsycając napięcie między nimi.

Palce zbliżają się ku ustom, wyczuwając ich wrażliwość. Gdy dotykają warg, czuje ich ciepło i miękkość – reagują na najmniejszy ruch, jakby wzywały go do dalszego działania.

Słyszy, jak jej pierś wydaje ciche, przeciągłe mruczenie, które ujawnia poddanie szybciej niż jakikolwiek gest.

– Przecież… już to wiesz.

Mruczenie narasta, a on przyjmuje je spokojnie.

– To się tak nie skończy – mówi cicho. – Na pewno nie.

– Chcesz mnie ukarać… dlatego, że odkryłeś prawdę? – jej głos mięknie.

– Najpierw mnie przeprosisz. Potem będzie kara.

Jego dłoń wsuwa się w włosy zdecydowanie, bez pytania. Lekko przesuwając ją, prowadząc w wyczuwalny sposób.

Dłuższe stęknięcie. Potem znowu.

– Pan nauczyciel? – prycha głośno. – Frajer.

Nachyla się bliżej.

– Miał cię na wyciągnięcie ręki. I nie potrafił tego wykorzystać.

Jego głos pozostaje spokojny. Pewny.

–  Bał się zatrzymać cię po lekcji w tej zajebistej sukience. Bał się pocałować tak, jak powinien.

– On ma zasady – odpowiada z trudem; słowa przechodzą przez cięższy oddech i giną w krótkich westchnieniach.

– Bronisz go? – pyta, przyciągając twarz bliżej ust, tak blisko, że gdyby wysunęła język, mogłaby ich dotknąć.

– Nie… – przyznaje, oddech staje się głębszy. – Ale on czeka przynajmniej do końca roku szkolnego, do momentu, kiedy skończy obowiązki. A ty… ty nie czekasz.

Spogląda na wilgotne usta, ton staje się prowokacyjny.

– Jesteś zwykłym… napalonym dzikusem. Nie masz zasad.

Parska.

– Mój nie czeka. Mój bierze – kiedy chce.

– Też to czułaś, prawda? – dodaje po chwili, głosem przesyconym oczekiwaniem. – Wiem, że potrafisz wyczuwać takie rzeczy.

– Dlaczego mi to robisz? Jestem już gotowa. Proszę zerżnij mnie! – skomle, niemal błagalnie.

Uśmiecha się lekko, właśnie na to czekał.

– Uznam to za nietypową formę przeprosin – mówi. – A teraz… czeka cię kara.

Ciszę przecina szelest zamka. Wysuwa się, lśniący wilgocią. Awrah chwyta go w dłoń i przejeżdża mocno, raz, potem drugi. Ruch jest powolny, celowy. Chce, żeby patrzyła.

Serce przyspiesza jej natychmiast. Ciepło zbiera się nisko w brzuchu. Na moment próbuje jeszcze uchwycić myśl – nazwać to, co się dzieje, ale rozpływa się szybciej niż oddech.

Ciało reaguje szybciej niż myśli.

– A teraz… wyobraź sobie, że on tu jest – mówi nisko, bez miejsca na sprzeciw. – Pokaż, jak pracujesz ustami.

 – Awrah… proszę cię… – szepcze, ale nie kończy zdania. Wilgoć na skórze, zamglone spojrzenie, napięcie, które nie pozwala się cofnąć.

– No dalej… pokaż nauczycielowi, jak dobrze bierzesz go w usta swojemu chłopakowi – ponagla ją stanowczo, bez cienia wahania. Jego spojrzenie pali ją od środka.

Nachyla się ku niemu, bez słów. Skupia się całkowicie na nim, pulsuje coraz mocniej. Zamyka oczy, jakby reszta świata przestała istnieć.

On opiera głowę o zagłówek, ciało mięknie, bezwładnie.

„Cholernie tego potrzebuję”. Myśl rozmywa się w odczuciu, nim zdąży w pełni ukształtować słowa.

Shantel pragnie usłyszeć jego mruczenie, coraz głośniejsze, coraz szybsze. Podnieca ją niski, pulsujący, ton głosu, który przeszywa ją od środka.

Nagle jego głos wraca. Prowokujący:

– Tak sobie radzisz – komentuje. – Nie jestem w pełni usatysfakcjonowany.

Wie, że to nieprawda. I właśnie to ją pobudza.

Mimo to przez myśl przebiega krotki niepokój. Czy może jeszcze jeden ruch? Coś, czym znów przesunie granicę?

– Zmiana – mówi nagle. – Teraz wyobraź sobie, że robisz to jemu.

Nie czeka na odpowiedź. Decyzja zapadła szybciej niż słowa. Nachyla się. Ma go ponownie w ustach. Ssanie jest pewne, coraz śmielsze. Usta poruszają się coraz szybciej.

Jego reakcja przychodzi natychmiast.

– Cholera… – rzuca nisko, z cieniem drwiny. – Dla niego naprawdę się starasz.

Ona jednak nie przestaje.

Wsuwa dłoń między uda, odnajdują wilgoć bez zawahania. Pieści. Ruchy są zdecydowane, szybkie. Prowadzone instynktem, który przejmuje kontrolę. Jednocześnie wciąż zajmuje się nim oralnie – rytmicznie, uparcie.

Nie trzeba długo czekać.

Impuls przechodzi nagle. Oddech rwie się, serce przyspiesza. Ciało drży i na moment traci ciężar. Z gardła wydobywa się urwany dźwięk.

Po chwili opada bez sił. Powieki same się zamykają. Oddech wraca stopniowo, nierówno, jak po długim biegu.

Przez moment pozwala ciału dojść do siebie.

Potem prostuje się powoli. Sukienka opada na miejsce gładkim ruchem, jakby nic się nie wydarzyło.

Przeczesuje palcami włosy. Sięga do torby po lusterko.

Sprawdza w nim swoje odbicie, szukając śladu jego obecności. Obok niej pojawia się fragment jego sylwetki – jasna koszula, rękaw podwinięty niedbale, dokładnie tak, jak…

Uśmiecha się lekko.

– Zabawne – mówi cicho, wciąż patrząc w lusterko. – Zawsze wyglądasz tak samo, kiedy masz kogoś czegoś nauczyć.

Awrah zapina guzik. Spokojnie. Bez pośpiechu.

– Przesadzasz.

– Nie – odpowiada – po prostu zaczynam kojarzyć fakty.

Odkłada lusterko. Odwraca głowę, spotykając jego wzrok.

– Wiesz, co jest najciekawsze? – mówi cicho. – Że dokładnie tym samym tonem mówisz na lekcji. Tym samym, którym sprawdzasz, czy ktoś mówi prawdę.

Krótka pauza.

– Albo czy tylko udaje.

– Tak, jak ja, kiedy mnie dziś wziąłeś do odpowiedzi.

– Dziś jest nasza ostatnia lekcja. Za tydzień koniec szkoły, matura – przypomina.

Drzwi się zamykają.

Gra pozorów nie kończy się, zmienia się tylko poziom.

Przejdź do kolejnej części – Gra pozorów II: Ostatni dzwonek

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tags:
Blog Comments

Picasso, zanim zaczął epatować odbiorców kubizmem i surrealizmem, udowodnił, że umie malować, a jego zniekształcone twarze nie są wynikiem nieudolności w posługiwaniu się pędzlem czy wady wzroku.
Autor Gry pozorów pominął etap wstępny; nie pokazał, że umie opowiadać erotykę w klasyce gatunku. I to zarzut do formy (która przez analogię do malarzy miejscami przypomina puentylizm), jak i kompozycji treści.

Długie, miękkie zdania zastąpił rwanymi, jak w dawnym telegramie. Tak robi autor, by wyrazić napięcie, akcję, ale nie w chwilach intymnych. Za chybione uważam trzaskanie zdaniami i równoważnikami zdań niezależnie od kontekstu. A już oczywistym błędem jest podział jednego zdania na dwa akapity. Mam cień nadziei, że to błąd korekty (obok innych oczywistych: brak kropki na końcu zdania, „całą tobą pachnę” zamiast „cała”, itp.).
Nieudolności gramatyczno-stylistyczne, które w dużej liczbie nie zostały okiełznane, źle świadczą o korekcie i autorze.
Niewątpliwym plusem wynikłym z pracy autora jest oryginalność formy, która mimo powyższych mankamentów jest ciekawa i nie utrudnia przesadnie zrozumienia treści.

Szkoda, że zawartość erotyki w tej „erotyce” nie przekracza nikłych promili.
Za chybione uważam wstawianie do opowiadania erotycznego dokładnej relacji ze szkolnej lekcji. Co, kto powiedział i dlaczego, skutecznie obniża… co, to proszę sobie dopowiedzieć w zależności od płci. W dodatku ta lekcja zajmuje 1/3 całości, a czytelnik nie rozumie, czemu to służy. Ja nie mogłem się na niej skupić i współczułem młodzieży.
Ogólny udział sentencji „filozoficznych”, zarówno w relacjach, rozmowach, jak i w warstwie narracyjnej (szczególnie!) uważam za niepotrzebnie duży. Niepotrzebnie, bo po przeczytaniu ostatniej („Gra pozorów nie kończy się, zmienia się tylko poziom.”), zwątpiłem, co autor nam tu chciał pokazać: traktat, alegorię, farsę, moralitet? I przez to rozdarcie nie czuję przyjemności z czytania. Bo ja prostak jestem.
W zakresie zwrotu końcowego, to czytelnik rozgryza zamysł autora po przeczytaniu 30 procent tekstu, więc zaskoczenia finałem nie ma. Pomysł fabuły jest adresowany do fanów „starszy – młodsza”, a to też nic nowego.
Konkludując, to forma Gry pozorów jest tym, co może czytelnika frapować, acz nie przypuszczam, by uwiodła.

Odpowiedz

Absurdalna Namietnosc

Tompie,

dziękuję za komentarz i poświęcony czas. Traktuję Twój głos poważnie, bo pokazuje mi, jak mój tekst działa w odbiorze — zwłaszcza poza moją własną perspektywą.

Pozwolę sobie odnieść się do Twoich uwag, bo część z nich uważam za trafne, a część wynika — moim zdaniem — z przyjęcia innej konwencji czytania niż ta, w której tekst został napisany.

1. Kwestia formy („puentylizm”, kompozycja)

Mój sposób prowadzenia narracji opiera się na:

– krótkich odcinkach percepcji,
– mikro-obserwacjach,
– montażu scen zamiast klasycznej, ciągłej narracji.

To jest zabieg świadomy, bliższy językowi filmu niż tradycyjnej prozie. Działa najlepiej wtedy, gdy czytelnik wchodzi w rytm tej percepcji.

Rozumiem, że przy oczekiwaniu bardziej klasycznej formy może to być odbierane jako rozproszone lub „punktowe”. W takim sensie Twoja uwaga jest dla mnie cenna, ale dotyczy raczej preferencji estetycznej niż błędu konstrukcyjnego samego tekstu.

2. „Rwane zdania” i ich funkcja w scenach intymnych

Tu częściowo się z Tobą zgadzam, ale widzę to inaczej.

W moim tekście rytm jest zróżnicowany:

– krótkie zdania budują napięcie, kontrolę i mikroreakcje,
– dłuższe prowadzą emocję i zanurzenie.

Kluczowe jest dla mnie przechodzenie między tymi trybami. Problem pojawiłby się wtedy, gdyby cały tekst był jednorodnie „cięty” — bez zmiany tempa. U mnie jest zaś zmiana.

Mam świadomość, że napięcie w tej scenie jest prowadzone długo i intensywnie, z rzadszymi momentami domknięcia. To może być odbierane jako nadmiar, ale jest też częścią zamierzonego efektu — utrzymania czytelnika w stanie ciągłego napięcia. Scena seksualna jest bardzo intensywna, cielesna (na jej temat można poruszyć w osobnym komentarzu, bo spełnia w takiej formie ważną funkcję fabularną).

3. „Niska zawartość erotyki”

W tym miejscu kluczowe wydaje mi się doprecyzowanie, czym właściwie rozumiemy „erotykę”.

Czy mówimy o erotyce jako dosłownym, fizycznym opisie?
Czy istnieje jeden obowiązujący kanon erotyki literackiej, który powinien być spełniony, aby tekst został uznany za „erotyczny”?

Jeśli przyjąć tę pierwszą perspektywę — rozumiem, skąd Twoja uwaga. Natomiast mój tekst operuje innym typem erotyki:

– psychologicznym (władza, gra, ryzyko),
– percepcyjnym (uwaga, spojrzenia, kontrola),
– napięciowym (oczekiwanie zamiast natychmiastowego spełnienia).

To świadomy wybór, bliższy erotyce napięcia niż erotyce dosłownej. W tym sensie Twoja uwaga znów dotyka raczej różnicy w oczekiwaniach wobec gatunku niż braku samej erotyki w tekście.

4. Scena lekcji

Tu mam wrażenie, że mogła zostać odczytana jako mniej istotna, a dla mnie pełni ważną funkcję: buduje profil psychologiczny postaci i ich mechanizmy relacyjne, które później wracają w innych scenach.

Jeśli będziesz miał ochotę do tego wrócić, chętnie rozwinę jej znaczenie.

Ja wiem, że formę wypowiedzi wybrałeś świadomie. Uzmysławiam Ci jedynie, że wszedłeś na teren nieznany. Pytanie, dlaczego jest on nieznany. Odpowiedzi są dwie, jak w przypadku każdej działalności badawczej:
– jest nieznany, bo nikt nań nie dotarł;
– Jest nieznany, bo nie ma na nim nic wartego opisania, ergo: to ślepy zaułek.

„Bliżej filmu niż prozy”. Rozumiem fascynację innym medium, bo sam takie przeżywam i znam autorów (również publikujących na NE), którzy też zafascynowani muzyką (głównie), teatrem lub filmem tworzą „dziwne rzeczy”. Ba, sam takie tworzyłem i wcale nie obiecuję, że przestałem.
Generalnie stwierdzę, że nie znam udanego przykładu dla takich naśladowań. Czytelnik ma po prostu TYLKO literki przed oczami i nie widzi obrazów ani nie słyszy dźwięków, które istnieją w umyśle autora. Weź to, proszę, pod uwagę, bo to częste nieporozumienie między autorem a czytelnikiem: pierwszy widzi i słyszy, a drugi tylko czyta.

W sprawie rozróżnienia erotyki od porno padło wiele opinii. Nie będę pretendował do bycia oryginalnym, gdy powiem, że erotyka wynika z atmosfery niedopowiedzeń, a porno jest opisem organów i czynności. W tym sensie erotyki w Grze pozorów mało. I (żeby Caraxes się nie czepiał) – tak, w moich tekstach erotyki jest też tyle, co kot napłakał.

„Rozwinę znaczenie”.
Kiedyś (a czasem i dziś) zdawało mi się, że skoro czytelnik czegoś nie docenia, czegoś nie rozumie, to jest głupi. Tymczasem to autor jest nieudolny, gdy nie dociera do odbiorcy ze swoim przekazem. Należy oczywiście zauważyć, że nie ma odbiorcy uniwersalnego, a autor powinien kierować swój przekaz do wybranej przez siebie grupy. Ale powinien być jej świadomy i nie wyobrażać sobie, że taki prostak jak ja odkryje każdą ukrytą ważną funkcję tekstu. Ergo: znaczenie rozwijaj w tekście, a nie w komentarzu.

Odpowiedz

Absurdalna Namietnosc

pie,

Wykazując otwartość na wyjaśnienie znaczenia sceny lekcji, nie miałem na myśli odwoływania się do tego, co autor „ma w głowie” podczas jej konstruowania (bo siłą rzeczy zawsze widzi on więcej niż czytelnik), lecz wskazanie konkretnych elementów obecnych w samym tekście.

Ponieważ w Twoim komentarzu pojawił się bardzo konkretny zarzut, czuję się zobowiązany do niego odnieść. Jednocześnie nie widzę sensu dalszego kontynuowania tej wymiany opinii, ponieważ wszystko, co miałem do powiedzenia, zawarłem zarówno w tekście „Gra pozorów”, jak i w niniejszym komentarzu.

Uważam, że zostało to przedstawione wystarczająco jasno i czytelnie.

Jednocześnie zaznaczam, że nie odniosę się do zarzutu o brak erotyki w tekście, bo już raz to uczyniłem i moje stanowisku nie uległo zmianie: tekst ma erotykę, która jest narzędziem nie celem.

Scena lekcji w kontekście tytułu: „Gra pozorów” nie jest o szkole, tylko o tym, jak działa napięcie, kiedy nie wolno go zrealizować. Jej realna wartość (której nie dostrzegłeś) polega na tym, że:

– pokazuje kontrolę bez dotyku
– buduje napięcie bez erotyki wprost
– tworzy kontrast dwóch modeli męskości
– ustawia Shantel między nimi
– wprowadza temat: rola a prawda o sobie
A teraz konkret z tekstu:

1. ŁAZIENKA i LUSTRO

– to moment „przełączenia tożsamości”
– ona decyduje, kim będzie za chwilę
– nie jest bierna, kontroluje swój wizerunek

Wartość:
– pokazuje, że Shantel świadomie gra rolami
– wprowadza motyw „ja jako konstrukcja”, nie stała tożsamość
– dobrze łączy się z tytułem „Gra pozorów”

2. WEJŚCIE DO SALI („proszę wyjść i wejść jeszcze raz”)

– nie jest krzykiem ani karą – to czysta kontrola formy
– zmusza ją do świadomego wejścia w rolę
– pokazuje władzę poprzez strukturę, nie emocję

Wartość:
– od razu definiuje nauczyciela jako kogoś, kto zarządza przestrzenią i zasadami
– buduje napięcie bez erotyki — czysto psychologiczne
– to jest eleganckie, nieprzerysowane

3. NAPIĘCIE PUBLICZNE vs PRYWATNE

Cała scena działa na tym kontraście.
– wszystko dzieje się „na oczach innych”
– napięcie nie może się ujawnić wprost
– każdy gest ma większe znaczenie, bo jest ograniczony

Wartość:
– buduję erotykę pośrednią (co jest trudniejsze i ciekawsze)
– pokazuje, że przestrzeń społeczna = mechanizm kontroli
– to przygotowuje grunt pod późniejszy kontrast z prywatną sceną

4. NAUCZYCIEL JAKO AUTORYTET (kompetencja i spokój)

To jest kluczowe i dobrze zrobione.
– nie jest karykaturą ani stereotypem
– ma wiedzę, refleksję, dystans
– klasa go słucha i reaguje

Wartość:
– sprawia, że zainteresowanie Shantel jest wiarygodne
– buduje atrakcyjność opartą na intelekcie i kontroli, nie tylko fizyczności
– tworzy realny kontrast wobec Awraha

5. „RELACJA JAKO LUSTRO”
– to nie jest przypadkowa „filozofia”
– to definicja tego, co dzieje się między bohaterami

Wartość:
– nadaje głębi całemu opowiadaniu
– łączy scenę szkolną z późniejszą erotyczną
– pokazuje, że relacje są narzędziem poznania siebie

6. MOMENT PRZY BIURKU (odpowiedź, niepewność)

– ona traci kontrolę (nie zna odpowiedzi)
– próbuje wrócić do gry (gest, spojrzenie)
– ale to nie działa

Wartość:
– pokazuje granice jej wpływu
– obnaża różnicę pozycji
– to moment „realności”, który łamie jej pewność siebie

7. „TU JEST UCZENNICĄ”

To jest bardzo czyste i czytelne psychologicznie.
– przestrzeń narzuca rolę
– jej „kobiece narzędzia” przestają działać

Wartość:
– pokazuje mechanizm kontroli społecznej
– buduje kontrast z późniejszą sceną (gdzie ciało znów daje władzę)
– to jest rdzeń „gry pozorów”

8. „PROSZĘ PAMIĘTAĆ, GDZIE JESTEŚMY”
Jeden z najmocniejszych komunikatów.
– spokojny, ale jednoznaczny
– świadome utrzymanie granicy

Wartość:
– definiuje nauczyciela jako przeciwieństwo Awraha
– pokazuje, że napięcie ≠ działanie
– wprowadza temat samokontroli
9. TO JEST ODPOWIEDŹ UCZENNICY”

Świetny detal.
– rozpoznaje jej rolę
– subtelnie ją demaskuje

Wartość:
– pokazuje, że on widzi więcej
– relacja nie jest jednostronna
– to gra dwóch świadomych osób

10. OSTATNIE SPOJRZENIE

Bardzo dobre zamknięcie sceny.
– nic się nie wydarza a jednak napięcie zostaje
– brak spełnienia wzmacnia znaczenie

Wartość:
– to esencja „pozorów”
– buduje niedosyt, który przenosi się dalej
– daje eleganckie, nienachalne zakończenie

A zatem tu są rzeczy, które działają „same z siebie”, bez analizy. A także rzeczy, które działają głównie dla:
– uważnego czytelnika
– albo gdy ktoś lubi analizę

Autorze,
Zadebiutowałeś, przedstawiając nam swoje opowiadanie. Wybrałeś niekonwencjonalną formę, pionierską, starałeś się dopieścić każdy wyraz, każdy gest bohaterów, wpleść przesłania, operować artefaktami, tworząc arcydzieło. Chwała Ci za to, Ty i korektor staraliście się, z że gdzieś tam wyszła literówka, zabrakło kropki czy przecinka -zdarza się nawet najlepszym. Opublikowałeś licząc na peany, zachwyt Czytelników, a…
Zderzyłeś się z krytycznymi uwagami co niektórych, podparte rzeczowymi faktami i stwierdzeniami. I trudno nie przyznać Tompowi racji w kwestii operowania krótkimi zdaniami w opisach miłosnych aktów, czy przeżyć bohaterów, aczkolwiek sceny pospiesznego seksu, takiego zwierzęcego, bez uczucia, mechaniczne, czy też gwałtu – tu polemizowałbym, twierdząc że krótkie zdania pasują bardziej. Podzielam uwagę dotyczącą imion bohaterów i nazwiska?, ksywki? nauczyciela. Domyśliłem się, że akcja dzieje się w Polsce, bo występuje imię Nikola, a nie Nicole, nawet ulokowałem konkretnie ową szkołę, jako placówkę na obrzeżach stolicy, dla pociech warszawskich elit i pociech dyplomatów.
Zauważam po Twoich komentarzach, że za wszelką cenę chcesz udowodnić, jakie to wspaniałe dzieło nam przedstawiłeś (i bardzo dobrze), nieświadomie (albo świadomie) rzucając komentarze które mogą mieć efekt przeciwny do zamierzonego:
1. Odkrywasz co będzie w następnych odcinkach, w jakim kierunku pójdzie akcja, co się będzie działo, odbierając Czytelnikowi suspens (tu nie wiem, czy dobry wyraz dobrałem). Będzie trójkąt, on zrobi to ona to -pomyśli ów, i nie będzie z taka niecierpliwością oczekiwał kontynuacji. Rozumiem Cię, nieraz miałem tak samo, chcąc się podzielić z komentującymi, co też wydarzy się w kolejnym odcinku, ale dawałem sobie spokój, puszczając do Czytelnika oko i stwierdzając że może będzie ciekawie, bo akcja rozgrywać się będzie. Bardziej tym stwierdzeniem podgrzewałem owego, a nie serwowałem mu skrótu jak to w polskich serialach bywa na końcu -„W kolejnym odcinku” – i leci skondensowane pół minuty.
2. Twój swoisty Dekalog, który opublikowałeś. Dla mnie popełniłeś wielki błąd publikując go w ogólnodostępnym komentarzu, gdyż zważ, że większość czytelników zaczyna lekturę opowiadania od sekcji komentarzy właśnie. I co oni tu dostają – instrukcje obsługi, jak czytać to opowiadanie, na co zwrócić uwagę, co dana scena, gest, zachowanie bohaterów ma przedstawiać. Narzucasz im swoją wizje czytania, wskazujesz, o tu patrzcie jakie wspaniałości przemyciłem, jaki jestem… no właśnie…
Jak poczuje się czytelnik, który połowy Twoich zabiegów nie dostrzegł? Jeden powie, no przerost formy nad treścią (i wcale o tym opowiadaniu nie mam takiego zdania), drugi popadnie w kompleksy, że jakiś ułomny jest i nie dostrzega tego co mu chciałeś przekazać. Prowadzisz Czytelnika za rękę, nie dając mu możliwości odczytania tego po swojemu. Twoje stwierdzenie „To jest kluczowe i dobrze zrobione.” -definiuje Cię jako…. bo to Czytelnik określa, czy jest to dobrze zrobione, nie Ty. Taki dekalog mógłbyś wysłać Tompowi na priv, a nie publikować go tutaj. Trudno też nie zgodzić się ze stwierdzeniem Tompa „Kiedyś (a czasem i dziś) zdawało mi się, że skoro czytelnik czegoś nie docenia, czegoś nie rozumie, to jest głupi. Tymczasem to autor jest nieudolny, gdy nie dociera do odbiorcy ze swoim przekazem. Należy oczywiście zauważyć, że nie ma odbiorcy uniwersalnego, a autor powinien kierować swój przekaz do wybranej przez siebie grupy. Ale powinien być jej świadomy i nie wyobrażać sobie, że taki prostak jak ja odkryje każdą ukrytą ważną funkcję tekstu. Ergo: znaczenie rozwijaj w tekście, a nie w komentarzu.” Podpisuję się pod nim wszystkimi kończynami i zapisuję w kapowniku.

Podziwiam Cię za odwagę i debiut w takiej formie. Brawo! Tylko sam po sobie wiem, jak ciężko jest utrzymać wysoki poziom, skoro zaczęło się z wysokiego C. Sam popełniłem ten błąd zaczynając od swojego najlepszego tekstu, a teraz publikuje te starsze i dostrzegam zniesmaczenie Czytelników. Rozumiem jednak, każdy chce zadebiutować i pokazać się z jak najlepszej strony.
Tyle na razie od pisarczyka II klasy z powiatowego miasteczka. Jeżeli uraziłem, przepraszam.
Pozdrawiam i czekam na kolejną część, mocno trzymając kciuki.

Odpowiedz

Absurdalna Namietnosc

Jammerze,

dziękuję za zainteresowanie tekstem oraz za wyrażenie opinii.

Z lokalizacją szkoły — trafiłeś. To było dobre 🙂

Pozdrawiam i do usłyszenia przy kolejnych naszych publikacjach.

Absurdalna Namiętnośc

Martwię się – nawet po tak długich i specjalistycznych wyjaśnieniach, argumentach i przekonywaniach, wciąż w tym tekście nie widzę tej głębokiej głębi, tych ukrytych wieloznaczeń i intelektualnych finezji. Gorzej, nawet i w swojej „Windzie” nie dostrzegłam, przypisywanej mi, aż takiej pomysłowości, psychologicznej prawdy i wyrafinowanej wrażliwości. Widocznie nie umiem doceniać takich przychylnych krytyk i aż tak specjalistycznych analiz. Wniosek dla mnie – musze nad sobą popracować, dużo pracy przede mną.

Odpowiedz

Absurdalna Namietnosc

Hej, hej,

dziękuję za wyrażenie opinii. To pokazuje mi, że w kolejnych tekstach muszę wyraźniej podkreślać pewne wątki i ich znaczenie. Wierzę, że potrafię to zrobić, wtedy sama ocenisz, czy mi się udało.

Ten tekst będzie teraz żył własnym życiem na NE dla chętnych czytelników, a dla mnie, jako autora „Gry pozorów”, to już przeszłość. Nie ma to większego znaczenia. Teraz liczą się kolejne teksty, nowe wyzwania i coraz lepsza zabawa z prozą 😁

Dlatego zapraszam do następnej lektury — może znajdziesz w niej coś dla siebie.

PS. „Winda” w aspekcie psychologicznym to naprawdę bardzo dobry tekst. Może więc kontynuacja?

Tomp:
– publikuje na portalu o nazwie „Najlepsza Erotyka” czteroczęściowy cykl, w którym jest tylko jedna scena erotyczna, a większość interakcji między bohaterami, nawet odmiennej płci, jest sterylnie wręcz aseksualna,
– po tym wszystkim jakby nigdy nic zarzuca innemu autorowi, że u niego „zawartość erotyki w tej „erotyce” nie przekracza nikłych promili”.

Zdjęciami takich osobników trzeba w encyklopedii ozdabiać hasło 'hipokryzja’. Zaprawdę, widzą drzazgę w oku bliźniego, a nie widzą belki w swoim 🙂

A odnosząc się do opowiadania: napięcie erotyczne między mężczyzną – w obu jego wcieleniach, kochanka i nauczyciela – i licealistką jest tu wszechobecne. Oni nie muszą uprawiać seksu, by je czuć. Więc erotyka nie jest tu w ilościach homeopatycznych – jest przyprawą, którą czuje się czytelniczymi kubkami smakowymi przez calą lekturę.

A kolejne części przeczytam z ochotą i apetytem.

Odpowiedz

Absurdalna Namietnosc

Caraxes
cieszy mnie Twoja otwartość na kolejną lekturę! 🙂

Pozdrawiam
Absurdalna Namiętność

Nie jestem hipokrytą, bo swoje ułomności znam i się do nich otwarcie przyznaję. Szkoda, że nie przeczytałeś Wprowadzenia do Dróg Japonii, bo byś wiedział.
Pytanie, czy w NE należy umieszczać wyłącznie opowiadania erotyczne, należy kierować nie do mnie. Moim zdaniem tekstów erotycznych jest tu znacznie mniej niż pornopisaniny.

Mam dziś przyjemność powitać dziś nowego Autora na Najlepszej Erotyce (a nie, Tomp ubiegł mnie o parę minut!).

Absurdalna Namiętności – obyśmy jak najczęściej mieli tu takie debiuty! Błyskotliwe i wprowadzające w pewną konfuzję.

„Gra pozorów” prowadzi Czytelnika na manowce i myli tropy. Rozrzuca też mnóstwo wskazówek, które często prowadzą donikąd. Ale ostatecznie w tym tekście udaje się pokazać całkiem przekonujący fragment romansu banalnego-niebanalnego. Sytuacja zdaje się dość typowa – nauczyciel i uczennica, ale to, co się między nimi rozgrywa, już takie sztampowe nie jest. Na co dzień odgrywając przed światem role niezwiązanych bliżej ludzi, wchodzą w tę grę coraz głębiej i głębiej, tworząc prywatne rytuały i wymieniając kłamstwa.

Zastanawia mnie tylko – jaki przedmiot wtłaczano uczniom na ostatniej lekcji. Język ojczysty (bo przecież, sądząc po imionach bohaterów, nie polski), na co wskazywałaby dyskusja o pisarzach? Wiedza o społeczeństwie, na co wskazywałoby pytanie o notariusza? Etyka, z którą wiąże się pytanie o wolność i poprawność? Bardzo jestem ciekaw, czego uczy Awrah-nie Awrah.

Numer przy tytule sugeruje, że to nie koniec przygód naszych bohaterów. Trochę się niepokoję, czy ich nietypowa więź trochę nam nie spowszednieje, gdy się jej ze zbyt bliska przyjrzymy. Czy koncept tej relacji może nas nadal zaskakiwać. Z drugiej jednak strony bardzo chętnie się o tym przekonam. Bo czytanie takiej prozy nigdy nie jest stratą czasu. A zatem, do dzieła, Autorze! Zaskoczyłeś raz, spróbuj uczynić to ponownie 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Odpowiedz

Absurdalna Namietnosc

Megasie,

dziękuję za przywitanie, bardzo to doceniam. Publikowanie tutaj to dla mnie spore wyzwanie, ale też duża motywacja. Mam nadzieję, że z każdą kolejną pracą będę rozwijał warsztat, a czytelnicy dostaną po prostu coraz ciekawsze historie.

Chciałbym też podziękować za Twoje wieloletnie zaangażowanie w rozwój „Najlepszej Erotyki”. Widać, że udało się stworzyć miejsce, w którym spotykają się bardzo różne style i wrażliwości — i to jest jego duża siła.

Co do Twojego pytania, ono nie jest przypadkowe, bo ta „niejednoznaczność” lekcji jest w tekście celowa. Ale żeby nie zostawiać Cię bez odpowiedzi: Awrah uczy w liceum filozofii oraz wiedzy o społeczeństwie. Część uczniów (w tym ta klasa) uczestniczy też w zajęciach dodatkowych o profilu filozoficzno-literackim, stąd ich swoboda w rozmowie i zakres tematów.

W samej scenie mamy do czynienia z ostatnią lekcją WOS-u klasy maturalnej przed zakończeniem szkoły, więc jej forma naturalnie się rozluźnia — bardziej przypomina rozmowę niż klasyczny schemat zajęć. Zależało mi na tym, żeby pokazać środowisko, w którym funkcjonuje Shantel, i sposób, w jaki Awrah buduje swoją pozycję, bo to ma znaczenie dla dalszych części tej historii.

PS. Jeśli będziesz miał ochotę zajrzeć głębiej w genezę tej relacji, to planuję tekst, który pokazuje początek tej historii — jak się poznali i w jakich okolicznościach to się zaczęło. Myślę, że tam wiele rzeczy się „domknie”.

Pozdrawiam
Absurdalna Namiętność

Dzięki za wyjaśnienia. W takim razie pozostaje czekać na kolejne rozdziały Twojej opowieści, które ukażą nam ten związek w różnych aspektach, a także na kolejnych etapach jego rozwoju! No i życzę powodzenia w rozwijaniu warsztatu, bo tego nigdy za wiele!

Pozdrawiam
M.A.

Ciekawie opowiedziana historia z dwojgiem dobrze zarysowanych postaci. Z zanurzenia w lekturze trochę wybijały mnie tylko ich imiona. Takie trochę… pretensjonalne. Chyba, że…

W jakim własciwie kraju rozgrywa się akcja?

Awrah to słowo z języka arabskiego oznaczające 'to, co zakryte’, ma znaczenie religijne w islamie. Na ile się zorientowałem, nie występuje jako imię, ale mogę się mylić.

Shantel z kolei to zamerykanizowana wersja francuskiego imienia Chantal. Nikola też brzmi raczej francusko.

A zatem kraj arabski z silnymi wpływami frankofońskimi? Poszlaki wskazywałyby na Liban. Pytanie jednak, czy tam dziewczyna mogłaby tak beztrosko wsiąść do samochodu z niespokrewnionym z nim, dużo starszym mężczyzną.

Wątpliwości, wątpliwości. Mam nadzieję, że autor trochę je rozwieje 🙂

Odpowiedz

Absurdalna Namietnosc

Thorim,

dziękuję za komentarz i pytanie. Przeczytałeś specyficzną prozę, która może być trudniejsza w odbiorze, bo nie prowadzi czytelnika za rękę. Operuje niedopowiedzeniem i wymaga „czytania między napięciami”, nie tylko między słowami. Buduje sens także przez to, co niewypowiedziane.

To proza psychologiczna, w której erotyka nie jest celem, lecz narzędziem do pokazania ludzkiej osobowości i relacji. Autor nie prowadzi klasycznej narracji, raczej reżyseruje napięcie. Można powiedzieć, że „kamera” jest ustawiona bardzo blisko bohaterów, gdzieś między intymnym thrillerem a studium napięcia.

Tekst – czy to od strony fabularnej, czy psychologicznej – jest przede wszystkim portretem relacji. Pokazuje bohaterów i ich sposób komunikacji, gdzie gra jest językiem, formą porozumienia, a nie manipulacji. Ich relacja jest stabilna, świadoma, ma swoją strukturę i nie idzie w stronę bezpośredniego konfliktu. W tym tekście taka jest od początku do końca – i taka miała być na tym etapie.

To część powstającego cyklu. W „Gra pozorów: Między maską a prawdą (Początek)” pojawią się początki tej relacji – więcej nieporozumień, napięć i walki o dominację. To właśnie ten proces doprowadza do stanu, który widzimy w obecnym tekście.

Zaskoczyłeś mnie swoim pytaniem – wygląda na to, że wyczułeś, że coś tu nie jest do końca oczywiste.

Masz rację co do etymologii słowa „Awrah” – to faktycznie nie jest imię. To moja autorska kreacja, oparta na słowie funkcjonującym w świecie arabskim. Ten zabieg nie jest przypadkowy, niesie konkretne znaczenie, ale jego sens będzie odsłaniany dopiero w kolejnych częściach.

Akcja rozgrywa się w Polsce. W kolejnej części pokażę też więcej tła bohaterów. Shantel jest Polką francuskiego pochodzenia – jeden z jej rodziców jest Francuzem, drugi Polakiem. Urodziła się we Francji i spędziła tam wczesne dzieciństwo, a później jej rodzina przeprowadziła się do Polski.

I masz rację, gdyby akcja działa się w kraju arabskim, taka relacja w tej formie nie byłaby możliwa ani legalna.

Pozdrawiam
Absurdalna Namiętność

Leave a Comment