Miniatury Barmana-Ravena XI (Tęsknię…, Niemoralna propozycja)  3.84/5 (2)

10 min. czytania

Charlie Marshall, „Encroaching Shadows”, CC BY 2.0

Tęsknię…

Tęsknię. Wszędzie szukam twoich śladów. Chodzę tymi samymi ulicami. Zaglądam do naszej knajpki i zawieszam się, patrząc na obraz kopulujących ślimaków. Stoję przed witryną kwiaciarni, w której kupowałem dla ciebie kwiaty, i gapię się na białe lilie za szybą. Tęsknię.

Wiesz, po czym można poznać, że osiągnęło się stan tęsknoty odbierającej rozum? Wtedy gdy podbiegasz do obcej kobiety i zaglądasz w jej twarz, sprawdzając, czy to nie ty. Wtedy gdy dostrzegasz na ulicy w kobiecych sylwetkach twoje ruchy i gesty. Serce przyspiesza, wstrzymuję oddech i… Po sekundzie orientuję się, że zwiodła mnie pamięć, bo to ledwie marne podróbki tej gracji i swobody, z jaką się poruszałaś.

Tak, tęsknię. Jakie proste wyrażenie. Dopiero teraz nauczyłem się jego znaczenia. Staram się być oszczędnym w nazywaniu na głos emocji. I słusznie, bo wciąż na nowo okazuje się, że różne wyrazy mają inną barwę w zależności tego, wobec kogo padają.

Nie znałem dotychczas prawdziwego smaku słowa „tęsknię”. Teraz to uczucie pustki, braku, twojej nie-obecności wwierca się w moją głowę od poranka aż po północ. Już umiem to nazwać – ja, fetyszysta języka polskiego – tęsknię.

Nie jem, nie śpię, nie mogę się skupić. Ciało przesiąknięte dymem z papierosów jak gąbka nasączone jest tęsknotą. Wylewa mi się przekrwionymi oczami, czuję ją na języku i głęboko w gardle. Nawet dłonie mam pokryte tym zapachem. Tęsknienie skapuje z palców i wsiąka w betonowe płyty chodnika.

Patrzę na inne kobiety i doszukuję się fragmentów twoich zachowań. Tembr głosu usłyszany na upalnym dworcu w tłumie ludzi, który zatrzymuje mnie w pół kroku. Owal twarzy kobiety siedzącej przede mną w tramwaju, który przypomina twój profil. Błysk słońca w rozpuszczonych włosach. Śnieżnobiały uśmiech – taki sam jak pierwszego wieczoru.

Jak żebrak zbieram fragmenty skojarzeń, które choć na chwilę dają ułudę twojej obecności. Tęsknię. Tylko tyle.

Stoję na papierosie przed firmą i gapię się w miejsce naszego ostatniego spotkania po drugiej stronie ulicy.

Ktoś mówi: Nie możesz tak żyć. Ogarnij się. Poproś o pomoc.

Więc siadam na kozetce u specjalistki od takich przypadków jak ja.

– Zawód?

– Porno-grafoman.

– O, to ciekawe – mówi zupełnie niezainteresowana i zapisuje coś w kajeciku.

Patrzę zdziwiony na idiotkę.

– A gdzie pan publikuje? – ciągnie niezrażona.

Sam się sobie dziwię, że kontynuuję tę rozmowę, ale odpowiadam. W końcu to ona jest tu specjalistką.

– Najlepsza Erotyka. Taki portal w sieci.

– I da się z tego utrzymać?

Parskam w odpowiedzi śmiechem. Jeden zero dla specjalistki. Uśmiechnąłem się po raz pierwszy od kilku tygodni.

– No dobrze, co pana sprowadza? – pyta.

Słowa nasączone tęsknotą wyciekają ze mnie same. Słucha, ale nie słyszy. Nie rozumie.

Mam to w dupie. Po prostu muszę się komuś wygadać, bo inaczej zwariuję.

Ja – ten, który potrafi panować nad emocjami, ten, który zawsze jest opanowany i spokojny.

Ja –  ten zarażający innych entuzjazmem, wulkan energii.

Ja – ten, który znów się nie uśmiecha, pogubiony w tym, co ważne i nieistotne, samotny.

Opowiadam. Niespełna godzina o tym, jak bardzo mi ciebie brakuje. Czterdzieści pięć minut o tym, jakim jestem patałachem i idiotą, że pozwoliłem ci odejść. Jedna godzina lekcyjna, w czasie której uświadamiam sobie, że wcale nie jestem skurwysynem, ale miękką fają.
Pani doktor nie-słucha z uwagą.

Na koniec wyciąga bloczek recept i z uśmiechem profesjonalistki wypisuje lekarstwo. Białe pigułki na tęsknotę – to się nazywa postęp medycyny. Kiedy jestem już w drzwiach, rzuca półgłosem, że chciałaby, żeby ktoś tak za nią tęsknił. Uśmiecham się smutno. Nie zdaje sobie sprawy z tego, co mówi.

Kolejny tydzień z kawą, papierosami i tabletkami.

Tęsknię nie mniej, tylko realność przestaje mieć ostre kontury. Przychodzisz do mnie w snach. Codziennie rano budzę się, szukając twojego ciepła obok siebie.

Na twojej półce już zdążył zebrać się kurz, a ja wciąż używam zielonej szczoteczki do zębów, gdy niebieska leży przed lustrem w przezroczystym opakowaniu – jak w jakimś pieprzonym sarkofagu. Kuchenka gazowa wciąż stoi nienaprawiona. Nie ma sensu. Bo ty już nie potrzebujesz tego zasranego piekarnika. Ty już nie wrócisz. Prawda?

Godzina za godziną wlokę się z coraz cięższą głową. Dni upływają na wspominaniu zapachu skóry, sposobu mówienia, śmiechu i łez, twojej elegancji, nagości, orgazmów i skupionego spojrzenia w czasie rozmowy. Katuję się obrazami wrytymi głęboko w umysł. Masochizm, który nie daje oczyszczenia i ulgi.

Na kolejnej wizycie specjalistka pyta, czy czuję zmianę.

– Tak, naturalnie. Dziękuję. – I tak postanowiłem, że odstawiam leki.
Siedzimy naprzeciwko siebie w milczeniu. Już nic nie mówię. Jest mi to obojętne. Ona zaczyna trajkotać o relacjach, związkach i emocjach. Bullshit psychologiczny wpychany w gardło niczym przeżuty burger z McDonalda – w końcu za to jej płacą.

Kobieta udaje, że wie, o czym mówi – ja udaję, że jej słucham. Rozmowa toczy się dalej.

Uświadamiam sobie, dlaczego znów tu przyszedłem.

W jej ruchach, postawie, sposobie mówienia jest do ciebie tak podobna, jakbyście były siostrami. Dlatego tak zaufałem.

Miałem wrażenie, że spowiadając się z mojej tęsknoty, w jakiś sposób połączę się z tobą i przekażę chociaż to, jak bardzo jest mi przykro. Dociera do mnie jak bezsensownym jestem zwierzęciem.

Pani doktor jest zadowolona z siebie. Siada na stole w tym swoim biurowym mundurku i zadaje pytania o porno-opowieści.

Odpowiadam kolejny raz, nie wiedząc czemu i po co.

– A więc to wszystko wspomnienia…? – zawiesza głos. Nie jest pewna, czy mówię prawdę.

– W większości – potwierdzam, jakby to miało jakieś znaczenie.

– A te kobiety…?

Reaguję zdziwionym milczeniem.

– Czy… Jakie były?

Nie wiem, co odpowiedzieć. Co za różnica? Były i tyle. Jakie to ma znaczenie?

Przecieram rękoma twarz. Mam dość. Mam dość pytań, prostych formułek, pieprzonych podobieństw między nią a tobą i tych subtelnych różnic, które sprawiają, że nigdy nie będzie nawet w połowie taka jak ty. Jestem zmęczony i samotny. Zaczynam się zastanawiać, czy przyjście tutaj miało jakikolwiek sens.

– Popatrz na mnie. – Słyszę głos pani doktor. Spoglądam, jak każe. Już wiem, czemu przeszliśmy “na ty”. Przez sekundę zastanawiam się, czy to nie jest jakiś rodzaj testu na seksoholizm, ale wątpię, by NFZ refundował takie usługi.

Stoi przede mną w samych pończochach, z rozpiętą bluzką i wyzywającym wyrazem twarzy.

Jesteście tak podobne do siebie… a jednocześnie tak różne.

– I co teraz? – wyrywa mi się z głupia frant.

– Zerżnij mnie, jak sukę.

Podnoszę się z fotela. Widzę, że jest nakręcona.

Nieznacznie porusza głową. Cholera, nawet tiki macie takie same. Rozchyla usta w przyspieszonym oddechu. Oczami wyobraźni widzę, jak podchodzę, chwytam za głosy, obracam tyłem i rżnę ją na stole od tyłu. Tak jak ciebie w moim mieszkaniu.

Sekunda. W której dostrzegam na stole wydrukowane opowiadania.

Wychodzę, kuśtykając, i trzaskam drzwiami. Ona nie wie tego, co powiedziałem tylko tobie: nie bawi mnie już bdsm.

Zatrzymuję się dopiero przy schodach na zewnątrz. Wymiotuję nikotynową żółcią i niestrawioną kawą.

– Potrzebuje pan pomocy? – Jakaś starsza pani pochyla się nade mną.

– Nie, dziękuję. – Odtrącam jej rękę.

Opieram się o ścianę, na której ktoś kolorową kredą nabazgrolił jednorożca.
Kurwa! Tęsknię za tobą.

.

Niemoralna propozycja

Pieniądze. Mogą być naprawdę silnym afrodyzjakiem. Nie w tym prostackim rozumieniu atrakcyjności mierzonej grubością portfela, kojarzącym się z utrzymanką czy galeriano-blacharską wizją świata. Szelest banknotów, zapach gotówki, którą płaci się za seks. Fetysz wysublimowany do gry w prowokację. Jak w filmie „Niemoralna propozycja”, gdzie Robert Redford proponuje Demi Moore tête-à-tête za milion dolarów.

Któregoś wieczoru, leżąc w ramionach kochanki po kolejnym upojnym wieczorze, spytałem:

– Chciałabyś się bzyknąć za pieniądze?

– Chcesz mnie sprzedać? – Zaśmiała się, podnosząc się na łokciu i odgarniając ciemne włosy z twarzy. Takie pomysły nie były czymś dziwnym. – A nie będziesz zazdrosny?

Widziałem, że w jej oczach zamigotało diabelskie światełko.

– No, nie wiem.

Miałem swobodę w nazywaniu przy niej takich brudnych myśli. Tym razem też podzieliłem się po prostu pomysłem.

– Chciałbyś przy tym być? – W wyobraźni rysowała już szczegóły sytuacji.

Nie wiedziała, że mam zamiar pokrzyżować wszystkie jej plany. Czyż nie planowałem tego już tysiące razy? Wieczorami, kiedy sen nie chciał nadejść, wtulałem głowę w poduszkę i wyobrażałem sobie to, jak realizuję transakcję, jak z rąk do rąk przechodzą pieniądze, jak pozostawiam ją sam na sam z obcym człowiekiem.

Pieściłem w myślach możliwe scenariusze – zawiązane oczy kochanki i udawana sprzedaż, żebym to ja mógł skorzystać z jej ciała jako obcy mężczyzna, oddanie jej komuś znajomemu i najbardziej atrakcyjny scenariusz, w którym kupującym byłaby kobieta. Zobaczyć to zdziwienie w oczach kochanki; wściekłość, bo została wyprowadzona w pole i ciekawość, jak smakuje seks za pieniądze z inną dziewczyną.

– Jasne, głuptasie, żaden alfons nie zostawia swojej dziwki bez opieki.

Lubiła być dziwką, a jednocześnie podkreślała swoją pruderię i przywiązanie do tradycji katolickiej.

– Patrzyłbyś, jak robię to z kimś innym?

Przełknąłem ślinę, by pozbyć się suchości w gardle.

– … najwyżej bym wyszedł.

To nie była właściwa odpowiedź, ale nie dbałem o poprawność. Byliśmy ze sobą po to, żeby realizować wszystkie zwariowane pomysły. Łączył nas seks. Tak jak się umawialiśmy. Napinaliśmy strunę do granic wytrzymałości, prowokowaliśmy się nawzajem, nie zważając na konsekwencje dla naszej relacji.

Nazajutrz, jak pod dotknięciem czarodziejskiej różdżki, usłyszałem w słuchawce głos kogoś z forum internetowego:

– A z tym seksem za kasę to co wymyśliłeś?

Opowiedziałem.

– Jesteś naprawdę popieprzony. Masz jakiejś jej zdjęcie?

– Podeślę… Albo nie. Jak chcesz, możemy się spotkać i pokażę ci zdjęcia. Nie chcę, żeby pałętały się gdzieś po sieci poza moją kontrolą. Rozumiesz?

– Jasne.

– Mam wolne wieczorem. Gdzie się spotkamy?

– Pod pomnikiem Czterech Śpiących?

– Jak cię rozpoznam?

– Ja ciebie znajdę. – Ton głosu po drugiej stronie sugerował całkowitą pewność.
Tego wieczoru padało, jakby ktoś odkręcił magiczny kurek w chmurach. Ciepła, jesienna i mokra noc. Lało jak z cebra, więc na głowę miałem naciągnięty kaptur. Tuż przed godziną spotkania wypatrzyłem stojącą w ciemnym płaszczu postać ze słuchawką przy uchu. W drugiej trzymała duży parasol.

Wybrałem numer na swoim telefonie. Zajęte. Już byłem pewien, że moje podejrzenia okazały się słuszne. Podszedłem do człowieka, z którym byłem umówiony. Pod grzywką rudych włosów przywitało mnie przenikliwe spojrzenie.

– Myślałem, że jesteś blondynką.

– A tobie rzeczywiście odstają uszy – uśmiechnęła się i podała mi rękę. – Przejdziemy się?

Przez chwilę szliśmy w milczeniu, przeskakując szerokie kałuże na powykrzywianych praskich chodnikach.

– Tak jak wspominałem, poznałem ostatnimi czasy kobietę. Nie ukrywam – jestem pod wpływem jej sexappealu. Jej zepsucie jest oszałamiające – opowiadałem z ekscytacją o Obsesji.
Z moim współspiskowcem widziałem się po raz pierwszy w życiu, ale przegadaliśmy ze sobą wiele godzin na forum. Nie miałem najmniejszych oporów, by dzielić się swoją fascynacją.

– Bardziej wyuzdanej i jednocześnie bardziej pruderyjnej kobiety jeszcze nie udało mi się spotkać. Wiem – dwoistość pozornie sprzeczna, ale.. w niezrozumiały dla mnie sposób potrafi to jakoś łączyć.

– Pamiętasz naszą dyskusję na temat wieku inicjacji i dojrzałości do wejścia w świat bdsm? Napisałaś wtedy coś, co szczególnie mi się spodobało: „bo czymże jest Światło dla tych, którzy nie zaznali Mroku.” Ona zaznała Mroku i chce się w nim nurzać.

Każde następne zdanie nakręcało mój słowotok. Nie zauważyłem nawet, że deszcz zmienił się w intensywną mżawkę. Zaszliśmy daleko w głąb Pragi. Szczerze mówiąc, tak się zapamiętałem w opisywaniu mojego obiektu pożądania, że kompletnie nie wiedziałem, dokąd zaprowadziły nas nogi. A przy tym miałem całkowicie przemoczone buty.

– Nie jest ci zimno? – spytałem.
Potwierdziła skinieniem głowy.

– Okej, to zapraszam na gorącą herbatę. Przy okazji pokażę ci jej zdjęcia.
Rozejrzałem się wokoło starając się odnaleźć w przestrzeni miasta. Tymczasem kobieta obróciła się na pięcie i przechodziła już na drugą stronę ulicy. Dogoniłem ją i rad nierad ruszyłem w ślad za nią.

Podjąłem przerwany wątek.

– Wyobraź sobie, że jednocześnie potrafi się zarumienić na wspomnienie któregoś z jej szaleństw albo speszyć, jeśli zadam pytanie zbyt bezpośrednie? A przy tym potrafi bez skrępowania obciągnąć ledwie poznanemu mężczyźnie – bo miała na to ochotę. Jest w niej zarówno pruderyjna mniszka, jak i zepsuta suka.
Przez cały czas spod ciemnej grzywki obserwowały mnie lekko zmrużone oczy.

– I chcesz żebym sobie ją kupiła od ciebie jak… kurwę? – odezwała się w końcu moja towarzyszka.

– Cóż… Każda myśl o tym, że spała z kimś innym, powoduje ukłucie zazdrości, a jednocześnie cholernie podnieca. To jeden powód – taki emocjonalny masochizm.

Miałem to już gruntownie przemyślane.

– Drugim jest chęć spełnienia jej zachcianki. Chcę patrzeć jej w oczy, kiedy ktoś inny będzie ją posuwał. I chcę widzieć to zwierzęce pożądanie zmieszane ze świadomością, że jest całkowicie bezbronna wobec moich pomysłów. Rozumiesz? – Znów milcząco potaknęła. Nie wiem w jaki sposób, ale okazało się że doprowadziła nas z powrotem w pobliże pomnika. Tuż obok mojego mieszkania – mojej nory.

Brama, schody, klucze, drzwi. Po chwili nastawiłem wodę na herbatę. W końcu mogłem się przyjrzeć kobiecie, której miałem zamiar sprzedać swoje zauroczenie. Ciemne długie włosy opadały na plecy, sweter okrywał pokaźnej wielkości biust, a opięte dżinsy podkreślały ładnie wykrojoną pupę. Czy spodoba się mojej Obsesji? Bo przecież oprócz samego aktu sprzedaży atrakcyjność fizyczna była równie ważna.
Przyniosłem herbatę. Dobrze, że sprzątnąłem bałagan po ostatniej wizycie kochanki.

Współspiskowczyni usiadła na łóżku. Uśmiechała się nieznacznie. Podając kubek, dotknąłem przelotnie jej ramienia. Nie uchyliła się. Poczułem wibrujące drżenie w podbrzuszu. Niebezpiecznie intensywne.

Zasłoniłem się laptopem. Wyszukałem jedyne zdjęcie Obsesji, jakie miałem.

– Rzucisz okiem?

Wstała z łóżka i oparła dłonie na moich ramionach, stając z tyłu za mną. Przez chwilę patrzyła na fotografię.
– Ładna.
Nie zdjęła rąk z moich ramion. Wibrowanie przeniosło się z brzucha na resztę ciała. Obróciłem się i napotkałem utkwione we mnie spojrzenie. Rozchylone usta zapraszały swoją różowością. Cała jej postawa mówiła: Weź mnie sobie. Jestem tu – wyczekująca i napięta. Wystarczy, że sięgniesz.

A we mnie sprzeczne emocje. Byłem obsesyjnie zauroczony, byłem spełniony seksualnie ale… Przed sobą miałem dyszące żądzą ciało bardzo atrakcyjnej kobiety, które tylko czekało na znak. Bóg mi świadkiem, że nie zwabiłem jej do siebie w tym celu. Naprawdę chciałem ustalić tylko zasady transakcji…

Nasze usta spotkały się bez udziału świadomości. Rażenie piorunem. Nagły wybuch pożądania.

Jej dłonie w moich włosach, splecione ze sobą języki, miękkość piersi zgniecionej w uścisku. W ułamku sekundy podniecenie zalało umysł, odbierając rozum i zmiatając jakiekolwiek skrupuły w niebyt. Nie wiem, kiedy pozbyliśmy się wilgotnych po deszczowym spacerze ubrań.

Wysoko zadarte nogi, kobiece stopy obijające się o ścianę. Gwałtowny i mocny seks. Wiedziała, czego chce i wiedziała, że dostanie to ode mnie. Dostała. Bez myślenia i bez igrania z pożądaniem. Pierdolenie do bólu wyprężonego członka i miażdżonego uderzeniami bioder sromu.

Jak eksplozja. Nagle, dziko, niespodziewanie.
Nie padło ani jedno słowo. Ciała przejęły totalną kontrolę.

Pierwszy taki raz między nami. Ale nie ostatni.

A fantazji o sprzedaży nigdy nie zrealizowałem.

 

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tags:
Blog Comments

Zawsze, gdy pojawia się nowy tekst BR, jeszcze zanim nawet przeczytam na dobre tytuł, wiem, że ocenię go maksymalną liczbą gwiazdek, bo ten Autor po prostu nigdy nie zawodzi Czytelnika. Tak było i tym razem. Oczywiście połknęłam obie miniatury do ostatniej kropli.
Pierwsza pięknie napisana, z oryginalnymi metaforami, które czyta się raz po raz, smakując atak i finisz jak dobre wino. W drugiej króluje zepsucie, choć wyrazisty pruderyjny kontrast, o którym Autor jedynie napomyka, mógłby być pociągnięty grubszą kreską. Przez oba drobiazgi prowadzi bohater – niewolnik kobiet, odkrywający przed Czytelnikiem własną słabość.
Miłośników tematyki BDSM w twórczości Kruka spotka niespodzianka, ale o tym sza 🙂

Tęsknota… można by powiedzieć, że tak właśnie odczuwa człowiek rozstanie…którego żałuje. BR jak zwykle wyraził to mocno, ekspresyjnie, plastycznie i smakowicie. Choć potrawa akurat ta do słodkich nie należy, z masochistyczną przyjemnością można się zanurzyć w świat emocji bohatera, jego desperacji i depresji. We mnie wzbudza smutek. Ile można szukać i tracić? I nawet egoistyczna świadomość, że gdyby nie cierpienie, nie powstała by ta opowieść nie przykrywa smutku. Drugie opowiadanie jest daleko mniej uczuciowe, raczej obnażające zwierzęca naturę bohatera. Niby zwierzę, ale mimo wszystko wciąż fascynujące. I tak już chyba zostanie. Fajne opka 🙂

Dzięki dziewczyny.

Pruderyjność zmieszana z wyuzdaniem nie jest łatwa do ujęcia, uchwycenia. Tu miał być ledwie szkic.

Ile można szukać i tracić? – całą wieczność… Albo do momentu gdy ktoś pokocha głównego bohatera mądrzejszą miłością i nie pozwoli mu uciec.

Czy to oznacza, że pokusisz się kiedyś o rozwinięcie zjawiska pruderii w większej niż miniatura formie?

Szukać można całą wieczność choć tracić całym sobą chyba tylko raz. Potem jest się ostrożniejszym w obawie przed wyniszczającymi emocjami? Choć może się mylę. Z pewnością są tacy, którzy za każdym razem oddają całego siebie. Innym trudno przychodzi odnalezienie równowagi pomiędzy brakiem a więzią.
Opowiadanie bardzo emocjonalne. I ten jednorożec…

Pruderia i wyuzdanie przeplatają się niekiedy tworząc coś na kształt sinusoidy. Zepsucie u pruderyjnej kobiety nabiera kolorytu. Jest bardziej kontrastowe, widoczne i może obserwacja przekraczanych kolejnych granic tak interesująca? Może to zaskoczenie czy ciekawość jak daleko wciągnie ją Mrok?

Czym jest pruderia jeśli nie smutnym nabytkiem socjalizacji? A może jest po prostu formą kreacji siebie w relacji seksualnej? Równie nieprawdziwą jak inne maski i obłudy?

Prawdziwej pruderii nie sposób udawać. Albo jest albo nie ma.

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Pruderia
Fałszywa, przesadna i udawana 🙂 Ale chętnie poznam naturalną ; )

Pruderia jest stałym nastawieniem, które zawsze i wszędzie, gdzie chodzi o ciało, dopatruje się naruszenia etycznego porządku. Przestrzeganie długości ubrań, głębokości dekoltów, oburzanie się na wszystko, co nie trzyma przyjętej miary jest jakby dla danej osoby naturalne i nie jest kalkulowanym zachowaniem. Wstyd mozna udawać, wykreować jeśli wydaje się być w danej sytuacji pożądany lub gdy istnieje obawa, że zachowanie zostanie poczytane jako zbyt otwarte czy bezwstydne – takie „och! wstydzę się, wstydzę”, ale majtki ściągnę prędzej niż mrugniesz. To jest udawany wstyd a nie pruderia.

@NoNickName
Nie wiem, czy dobrze Cię rozumiem. Czy zarzucasz fałszywy wstyd bohaterce BR? Autor wszak charakteryzuje ją tak:

…jednocześnie potrafi się zarumienić na wspomnienie któregoś z jej szaleństw albo speszyć, jeśli zadam pytanie zbyt bezpośrednie? A przy tym potrafi bez skrępowania obciągnąć ledwie poznanemu mężczyźnie – bo miała na to ochotę. Jest w niej zarówno pruderyjna mniszka, jak i zepsuta suka.

Speszenie pewnie można odegrać, ale rumieniec?
Wydaje mi się, że pruderia jest częścią składową osobowości, cechą charakteru. Jakkolwiek traktować socjalizację – jako zdobycz cywilizacyjną czy zbędny a duszny gorset kulturowy – zawsze na przestrzeni dziejów i kultur byli skandaliści, łamiący obowiązujące normy, więc tacy, którzy nie ulegali urawniłowce zachowań.

Z Krukiem zgadzam się w calej rozciągłości – ze pruderii nie sposób udawać. Nie zgadzam się do końca z definicją Wikipedii, ze pruderia to fałszywy wstyd. Skoro jest – jak uwazam zgodnie z Tobą – to czesc ludzkiej natury to jak moze być kreowana?

A mi się zdaje na odwrót, wstyd jest właśnie emocją, uczuciem, automatycznym i niekontrolowalnym, którego skutki widzimy w postaci rumieńca. A pruderia to zespół zachowań w których tworzymy pewien wizerunek, podkreślając zgodność zachowania z jakimiś normami. Bohaterka więc łączy w sobie nie tylko naturalna wstydliwość (rumieniec), pruderię (podkreślenie związków z katolicyzmem) i zepsucie (obciaganie). Choć okreslenie zepsucia może być kwestią dyskusyjną, bo czy obciaganie żołnierzowi przed powrotem na front to zepsucie czy patriotyzm?;) A przecież obciagajaca może i powinna mieć na to ochotę.

Speszenie więc będzie w opowiadaniu bardziej skutkiem wstydu, niż pruderii tak jak speszenie w stylu „och wstydzę, się wstydzę”

Wstyd czy speszenie jest w moim odczuciu elementem składowym/przejawem pruderii. Nie ma pruderii bez wstydu, ale wyobrażam sobie wstyd nie podyktowany pruderią.

Tęsknię i ja, nigdy tak nie tęskniłam. Jedzenie nie ma smaku a treść kartek książki znika z pamięci zaraz po przeczytaniu. Chciałabym móc cofnąć czas, zobaczyć jeszcze raz Jego roześmianą twarz i wtulić się w silne ramiona. Chciałabym…
Wszczeliłeś mi się w nastrój Barmanie i łzy kapią na klawiaturę komputera a papierosowy dym pozwala nie zwariować.
Tęsknię a Ty pięknie opisałeś swoją tęsknotę…

W sumie si ę zgadzam że wstyd jest składowa pruderii z tym zastrzeżeniem, że ten wstyd w pruderii to ściema po prostu 🙂 Bardziej wyjaśnia temat zdaje się to:
„Słownikowa definicja pruderii mówi, że jest to udawana i przesadna wstydliwość, zwłaszcza gorszenie się sprawami seksu. Dla kontrastu, zahamowanie jest naszą osobistą granicą, której nie potrafimy swobodnie przekroczyć. Kiedy się do niej zbliżamy, czujemy lęk, wstyd, zażenowanie, poczucie winy, niewłaściwość swego zachowania, czasem obrzydzenie. Pruderia to kłamstwo, że ta granica faktycznie jest. Osoba pruderyjna nie przekracza jej, dopóki jest poddana społecznej cenzurze. Powstrzymuje się przed działaniem w obawie: „co ludzie powiedzą”. Ale kiedy wie, że nikt jej nie obserwuje albo że jej czyny nigdy nie wyjdą na jaw, robi coś, co otwarcie potępiała. Bo ona tylko usiłuje się „sprzedać” jako ktoś cnotliwy, ale naprawdę cnotliwa nie jest. Deklaruje, że seks jest zły, ale chętnie go uprawia, bywa, że nie stroniąc od udziwnień… Natomiast osoba zahamowana w obu obszarach czuje autentyczną trudność: zarówno w mówieniu o seksie, jak i w jego uprawianiu.”
zródło: http://zwierciadlo.pl/2010/seks/czy-to-pruderia
Jestem zdecydowanie za rozwinięciem tematu pruderii w dłuższej formie:)

Pierwsze opowiadanie mogłoby być bardzo dobre, gdyby nie dwie rzeczy: banalne zakończenie i feralne „stać na papierosie”.
Drugie… Cóż, zwykłe porno i też nie bez dziwnych błędów.

Odpowiedz

Absurdalna Namietnosc

Mam pewien kłopot z tym tekstem. To dobry utwór, ale nie w tak oczywisty sposób jak inne dobre teksty publikowane na NE. Autor zastosował tu kilka świadomych i wymagających zabiegów, które ostatecznie okazują się skuteczne, na przykład w konstrukcji fabuły.

Jest ona spójna, lecz bardziej na poziomie psychologicznym niż fabularnym. Nie mamy tu bowiem „klasycznego” schematu: akcja – rozwój – punkt kulminacyjny – rozwiązanie, lecz ciąg stanów emocjonalnych bohatera. Spójność budowana jest więc nie przez wydarzenia, ale przez obsesję jako oś organizującą całość.

Dlatego czytelnik, który szuka dostępu do wnętrza bohatera, otrzymuje od autora bardzo dużo.

W warstwie fabularnej pojawia się także interesujący, stosunkowo rzadki w literaturze erotycznej motyw (choć mogę się mylić): przedłużenie erotyki w doświadczenie tęsknoty oraz zestawienie tej tęsknoty z erotyką o wyraźnie brutalnym rysie.

Szczególną uwagę zwraca również motyw „porno-grafomana”. To, moim zdaniem, jeden z najciekawszych elementów tekstu. Autor pokazuje bohatera jako kogoś, kto produkuje pożądanie dla innych, a jednocześnie sam pozostaje wewnętrznie pusty. Ten zabieg działa na poziomie refleksyjnym i pogłębia wymowę utworu.

Tekst ma jednak także słabsze strony w warstwie erotycznej — przede wszystkim w zakresie tempa i rytmu. I tu pytanie do autora, o co chodzi?

Początek jest bowiem bardzo udany: powolny, duszny, nasycony obsesją. Fragment z terapeutką okazuje się natomiast nierówny — miejscami zbyt rozwlekły i przegadany. Z kolei druga część przyspiesza zbyt gwałtownie, przez co najciekawsze napięcie zostaje zbyt szybko rozładowane.

Czy to ma jakiś głębszy związek ze stanem bohatera?

Leave a Comment