
Andrew Kudrin, „Goodbye childhood”, CC BY 2.0
Hop, hop, przez strużki i kałuże… Kiedy zalepią te dziury? Plask! Błoto, samo błoto! Czego trąbisz, baranie? Nigdy nie biegłeś na tramwaj? Frajer… Ile lat ma twój Kadett? Rzęzi jak Bryan Adams… Kurwa, a gdzie moja sieciówka? Kieszeń z lewej, z prawej, suwak w dół, koszula… jest!
Ósemka! Ósemka! Stary tabor, ponoć z Amsterdamu, ale jary! Nie to co czeski chłam albo niedoróbki Siemensa… To mój tramwaj. Zdążę czy nie? Jeeeest! Zdążyłem…
Drzwi szurają jak w Ikarusie sprzed dwóch dekad, ale w środku komforcik, ciepełko, wyściełane fotele. Ciężko opadam na siedzisko. Ciul, że gąbka sterczy, że bazgroły… Kolejorz! CWKS – jebany pies! Jak będę miał czterdziechę, ponarzekam na chamstwo młodzieży…
Fury błyskają światłami. Listopad. Osiemnasta. Ciemności. Szyby parują od środka, wilgotnieją na zewnątrz. Mżawka. Pierdziawka.
Stary skład skrzypi i terkoce, ale toczy się żwawo. Krauthofera. Głogowska/Hetmańska… Szara kamienica, trzecie piętro. Mieszkanie studenckie na drugim roku. Pierwsza miłość… Niepierwszy seks, ale najlepszy… Zamyślam się, zasępiam, zasmucam…
Przecieram zaparowane okno. Lustracja terenu. Może tu będzie? Może wsiądzie? Ona? Od kiedy się roz… Od kiedy mnie rzuciła, widziałem ją trzy razy. Jest konsekwentna do bólu. Diablica. Nie! Nie mów tak o niej…
Na przystanku jej nie ma… Na co ja liczę? Ona nie jeździ już tramwajami. Wskoczyła o szczebelek wyżej na drabince ewolucji, która przyśniła się pieprzonemu Darwinowi. Jeździ teraz furą, bo ON ma furę! Nie, nie Darwin! Darek! Tak ma na imię ten uśmiechnięty szczonek… Nosi spodnie w kant, aktówkę i studiuje prawo, jebana jego mać. Po tatusiu odziedziczy kancelarię notarialną. Ona nie zostawi go nigdy. Podobno go kocha, to niby ten jedyny. Wiem, że prócz tego potrzebuje stabilizacji, bezpieczeństwa, markowych botków i sushi… On jej to da, bo ma! Proste, nie? Ja mam niedokończone rysunki, nienapisane piosenki, niezapłacone rachunki… Trzeci rok w plecy… Złamany nos i trapery o schodzonych podeszwach. Oto, co sobą reprezentuję!
Czemu stoimy? Dzwonek zadzwonił, więc bimba powinna już jechać. Co jest, hej?
Jasne! Ktoś biegnie z wywieszonym jęzorem. Zdąży wsiąść, czy nie zdąży? Co zrobi motorniczy? Trzaśnie drzwiami przed nosem, czy zabłyśnie kulturą osobistą? To zależy, kto biegnie. Jeśli zafajdany studenciak z plecaczkiem – pocałuje klamkę jak w banku. Jeśli sfrustrowany dziadzio – patrz powyższe. Jeśli zgrabna brunetka w kozakach za kolano i lekko rozchylonej kurteczce – motorniczy poczeka. A jakże! Poczekał…
– Dziękuję. Bardzo dziękuję – słodki alt i falujące oddechem piersi. Bimbiarz krzywi się z zadowoleniem, połyskując srebrną jedynką. Takie szprychy widuje się rzadko!
Ja kiedyś widywałem ją codziennie… To Ona… Ona!
Czuję nagły przypływ zainteresowania cholewkami moich butów. Opuszczam głowę jak najniżej się da. Nie chcę, żeby mnie widziała. Dlaczego? Chuj wam do tego!
Jest śliczna. Łypię spode łba. Nie patrzy w moim kierunku. Szuka miejsca z przodu wagonu. Ma nogi do samej ziemi. Czarne, wysokie buty i czarne rajstopy w skośny wzorek. Spódniczka… Pupa jak owoc endemicznego kokosa z Seszeli. Byliście kiedyś na Seszelach? Ja też nie i nie zanosi się…
W ogóle jest odsztafirowana. Wyjściowe ciuchy. Znam ją przecież. Świeża, krótka fryzurka, kolczyki, błyszczyk. Wiem jak on smakuje! Ona ma siostrę w Londynie. Siostra przywozi jej taki błyszczyk… Nie kupisz go w Rossmannie ani nawet w Sephorze. To luksusowy towar, orzeźwiający, seksowny… Zwłaszcza na jej ustach. Oblizuję się…
Rajstopy w skośny wzorek… Znam ten wzorek… Nosz kurwa mać, nieee! To nie rajstopy – to pończochy! Sam jej kupiłem, więc wiem! Kosztowały wuchtę ale pyliło się, bo ubierała je do wyra i wywijała nogami jak tancerka z rewii. Popatrz tej… pończochy! Nigdy nie nosiła ich „na dwór”. Teraz nosi…
Ona znajduje miejsce kilka metrów przede mną. Mijamy Park Wilsona. Chyba przestało padać. Zaraz dworzec, targi i wsiądzie masa ludzi. Lepiej wstanę, bo i tak się jakaś babuszka napatoczy… Ona siedzi tyłem do mnie, więc zdobywam się na odwagę i podchodzę parę kroków. Bliżej… Jest na wyciągnięcie ręki. O nie! Czuję jej zapach! Ten zapach! Nogi trzęsą mi się jak młodemu kucykowi.
Złapałem ewidentną fazę. Jestem oszołomiony. W przebłyskach świadomości nurtuje mnie jedno rzeczowe pytanie: Czemu nie skasowała biletu? Zapomniała? Nie! Każdy, tylko nie ona! Czyżby miała sieciówkę?
A więc jeździ tramwajami… Zstępuje z chmur od czasu do czasu! Byłem przekonany, że wszędzie wozi ją ten zakochany i zakichany dupek. Z jedną ręką na skórzanej kierownicy, a drugą na jej gorącym udzie…
Śniadeckich. Stoimy na światłach. Drrń, drrń, drrń! Dzwonek firmowy Nokia Tune. To nie mój… Co najmniej dziesięć osób nerwowo szuka komórki. W tym Ona… Tak! To jej telefon! Odruchowo się przysuwam. Słyszę każde słowo.
– Cześć Dareczku…
„Dareczku”? Fuuuj!
Teraz mówi Dareczek. Ona słucha. I ja słucham dalej…
Znowu Ona:
– Tak. Byłam. Tak. Fajna.
– Wiesz… nie mogę. Jadę do Altum, do czytelni… – Jej głos jest lekko zakłopotany.
DO CZYTELNI? W TAKIM STROJU? W pończochach? Coś mi się nie zgadza! – myślę…
– Tak, Dareczku. Mam pojutrze koło. Muszę przysiąść. Ale przecież jutro się widzimy!
– Tak. Właśnie wysiadam. Pa, kochanie. Ja Ciebie też. Pa.
O co tu biega? Nic nie rozumiem… Uszeregujmy fakty… Ale może za chwilę, bo otworzyły się drzwi. Dworzec Zachodni. Pełno wiary. Ściśnięty tuzinem spoconych ciał i niewymiarowych sakwojaży znajduję bezpieczny azyl tuż za kasownikiem. Tuż za jej plecami. W zasadzie nad nią. Chciała ustąpić miejsca pomarszczonemu dziadzi, ale ten aż fuknął.
– Proszę siedzieć, piękna panienko – i z wyraźną rozkoszą położył dłoń na jej kształtnym ramieniu.
A więc? Co ona kombinuje? Do czytelni nie chodzi się w tak podniecających szmatkach! Przecież wszyscy będą się gapić, zamiast tonąć w lekturze. To nie w jej stylu. Ubrałaby się skromniej… Znacie miasto? Jeśli idzie faktycznie do Collegium Altum, to musiałaby wysiąść zaraz. Na Kaponierze.
Ruszamy. Koła piszczą, trakcja błyska snopem złotawych iskier. Czekam w napięciu. Najpierw Targi. Potem Kaponiera. Ona tkwi na swoim miejscu. Nie jedzie do czytelni.
Kłamała. Kłamała fagasowi. Okłamuje go. Jedzie gdzieś indziej. Dokąd?
Ona wierci się niespokojnie. Zapuszczam żurawia. Nie mogę się powstrzymać. Jeszcze trochę, maleńka a dojrzę Twoje majtki… Niestety! Obciągnęła spódniczkę. Rozgląda się, więc odwracam się plecami. Nie pozna mnie. Na szczęście kupiłem nową kurtkę. Na Kapie wysiadło trochę wiary, ale nadal jest pełno. Zaraz skręt w Teatralkę. Bimbę wypełni masa studenterii.
Zatrzymujemy się. W tłumie widzę znajomą twarz. Zbyniu? Tak, to Zbyniu. Niezły z niego aparat!
Nie chcę, by mnie zdekonspirował. Schylam głowę. Po chwili martwieję. Zbyniu wykorzystuje zwalniające się miejsce i dosiada się do Niej. Ściąga brzydki kaszkiet. Ona… przegarnia jego włosy!
– Cześć kotku – szepcze Zbyniu i nachyla się w jej kierunku. Zbliża usta do jej ust.
– Przestań! Szepcze Ona. – Coś ty… Nie tutaj – kręci głową. Ale jednak go całuje! W usta!
Kręci mi się we łbie. Za dużo wrażeń jak na raz. Bezwiednie opieram się na zażywnym ciele jakiejś babiny.
– Panie, co pan? – gdera jejmość.
Cicho przepraszam i przyklejam czoło do szyby. Kątem oka obserwuję „parkę”. Zbyniu przysuwa się do Niej tak blisko, jak to tylko możliwe. Ona jest niespokojna, ale nie odtrąca go. Ich dłonie się spotykają. Zaplatają ze sobą palce. Ona patrzy tak… no tak, jak kiedyś patrzyła w chwilach gdy… Sami rozumiecie, gdy jej się chciało… Gdy chciała się pobawić. Więc teraz bawi się ze Zbyniem.
Ze Zbyniem. To niewiarygodne. Facet jest taki… w jej kategoriach obleśny. Dużo pije. Jara mnóstwo ćmików. Ubiera się jak cieć. Klnie jak szewc. Jest brzydki, brzydszy niż ja – na bank. Nie mówiąc już o Dareczku… Niesamowite! Dareczek – frajerem tysiąclecia? Poznałem Zbynia przypadkiem, przez wspólnych znajomych. Ona też go znała, zdawało się, z widzenia. Zdawało się… Kiedy zaczęli ze sobą kręcić? Jak to możliwe?
Nagle ostre hamowanie. Ósemka staje w poprzek skrzyżowania. Jakiś pener zatarasował zebrę swoją bejcą. Motorniczy brzęczy aż więdną uszy. Pener wystawia faketa przez szybę i odjeżdża z piskiem. Babcie się drą. Dziadzie klną.
– Ty zwiędły chuju w dresie!
– Ty piździelcu!
Korzystając z zamieszania wśród pasażerów Zbyniu wpycha łapę pod Jej spódniczkę. Ona się wierci, lekko unosi… Wstrzymuję oddech. Siada na jego dłoni! Co on jej robi? Nikt nawet nie zauważył. Tylko ja wychylam łeb nad ich głowy i prawie wszystko widzę. Bimba spokojnie jedzie dalej, a on pewnie już odchyla na bok jej majtki. Umyłeś ręce, brudasie? Wiele bym dał za widok jej twarzy. Pewnie przewraca oczami… Zawsze przewracała w takich chwilach. „Suka ze mnie wyłazi” – mówiła wtedy.
Hamowanie. Fredry. Dużo ludzi wysiądzie. Może oni też? Odsuwam się pospiesznie. Ale parka zostaje na swoim siedzeniu. Włochata łapa Zbynia nadal między Jej nogami. Zdaje mi się, że ona cichutko jęczy… Nie, to wyobraźnia…
Otwierają się drzwi. Ona szarpie się lekko i szturcha fagasa. Ręka wyfruwa z raju. Odsuwają się od siebie jak obcy sobie ludzie i z lękiem gapią się na wchodzących. A więc pełna konspira… Nie dziwię się. O tej porze w tym miejscu nietrudno o znajomych…
Na szczęście dla mojej byłej znanych twarzy brak. Z ukosa widzę, jak jej piersi poruszają się niespokojnie. Kurteczka jest cienka, więc doskonale widzę ich kontur. Duże i pełne lekko kontrastują ze szczupłym ciałem. Gdy stawała przede mną nago bez erotycznego kontekstu wyglądała nawet trochę… śmiesznie. Takie „cysterny”, jak lubiłem je nazywać. Przyczepione do chudego wieszaka. Zabawnie majtające przy każdym ruchu. Nie raz parsknąłem śmiechem, a ona wydymała usteczka. Za to w łóżku… Do dzisiaj mam odlot jak tylko pomyślę. Soczyste. Miękkie w dotyku…
Dokąd jadą, kurwa ich mać? Do Zbynia? Nie ma mowy, on mieszkał w Feniksie z Bączkiem i Spiętym. Istna melina, byłem tam kiedyś. Ona pasuje do nich jak papier ścierny do dupy. Pewnie jadą do jakiejś knajpy pomiętosić się po ciemku. Te pończochy oznaczają jedno. Dziewczyna ma ochotę… Pamiętam ciasny kibel w Minodze i jej wypięty tyłek. Wołała, żebym nie przestawał. Nie obchodziło jej, czy ktoś słyszy. Na szczęście grała muzyka! Teraz też gra, tyle że nie dla mnie…
Ręka Zbynia znów harcuje… Objął ją wpół i wsadził dłoń pod jej kurtkę. Widzę, kurwa, widzę jak łapie ją za cycki. Bardziej bezczelny być nie mógł! Bezwiednie się przysuwam i gapię się na to z góry. Pieści jej sutek, aż dziewczyna oddechu nie może złapać. Co za skurwysyństwo! Ona się już nie broni. Jest napalona jak kocica. Aż takiej jej nie znałem!
Zmuliło mnie. Nie mogę już na to patrzeć. Mam dość całej tej nieszczerej laski, jej fagasa Zbynia i nieświadomego sponsora frajera – Dareczka, wraz z jego furą i kancelarią taty. Odsuwam się z obrzydzeniem, bo co jeszcze mogą zrobić? Wyciągnie pytonga? Zerżnie ją przy wszystkich? Zrobi jej minetę między Placem Cyryla a Rynkiem Wielkopolskim? Nie mój cyrk, nie moje małpy!
Korzystając z większego luzu, który zrobił się w tramwaju, przenoszę się na tył wagonu. Siadam i gapię się tępo przed siebie. Która to godzina? Wyciągam komórkę. Zupełnie bezwiednie i bez sensu przeglądam stare esemesy. Jest jeden od niej…
ZAWSZE BĘDĘ CIE KOCHAĆ I PRAGNAĆ. JESTEŚ NAJWSPANIALSZYM FACETEM NA ŚWIECIE. JESTEM CAŁA DLA CIEBIE. MALWINA
Tak. Ona ma na imię Malwina. Zapomniałem wam o tym powiedzieć. A może celowo nie chciałem. Chcę wyprzeć jej imię z pamięci. Wiadomość nadano półtora roku temu. Nie wiedzieć czemu, pieklę się i wściekam. Moje palce pracują zawzięcie.
ODPOWIEDŹ:
COŚ KRECISZ CHYBA NIE CAŁA MOJA, KOCHANIE. Z TEGO CO WIDZĘ CYCKI I CIPKĘ OFERUJESZ ZBYNIOWI CHUJOWI PRZEKLĘTEMU. DOBRZE CI? CIEKAWE CO MYŚLI TWÓJ DARECZEK, CO BY ZROBIŁ JAKBY SIĘ DOWIEDZIAŁ. HA HA WIEM WSZYSTKO
No i super. Ulżyłem sobie. Gdybym był skończonym skurwysynem, wysłałbym jej tego esemesa. Niech ma, na co zasłużyła. Znając ją – dostałaby szału. Ale oczywiście nie zrobię tego. Jak już mówiłem wcześniej – nie mój cyrk, nie moje małpy. Nie jestem pojebany. Jestem normalnym facetem, zasługującym na jakąś normalną, wierną dziewczynę. Znajdę kiedyś taką! Mojej byłej będzie wtedy łyso, bo będę miał ją całkowicie w dupie. Już niedługo. A tego niewysłanego esa zachowam na pamiątkę, ha ha.
Bimba tymczasem rozpędza się na odcinku między katedrą a Śródką. Malwina ze Zbyniem ciągle siedzą na tyłkach. Liżą się już bez opamiętania. Język Zbynia wdziera się do jej gardła. Ludzi prawie nie ma, więc folgują sobie. Mam to gdzieś.
Tramwaj zwalnia. Szybko spuszczam głowę, bo „kochankowie” wstają. Będą wysiadać. Ha! Idą do „Malty”! Mogłem się domyśleć. Zbyniu jest znanym fanem tego kina. Niby takie „kameralne”, „niezależne” a podejrzewam, że chodzi mu głównie o bejmy! Dziesięć zeta za bilet studencki to i tak dużo jak na jego zafajdaną, pustą kieszeń. Że też Malwinie to nie przeszkadza? Taka materialistka niby z niej miała być… Nic z tego nie rozumiem.
Tramwaj stoi na przystanku. Widzę jak Zbyniu obejmuje Malwinę, ordynarnie chwytając za tyłek. Traktuje ją jak szmatę, jak kurew jakąś, a ona na to pozwala! Ja taki nie byłem… Idą powoli przez przejście, co jakiś czas zatrzymując się na lizanie. Obejrzą pewnie połowę „Wielkiego błękitu” czy innego Lyncha, a potem pójdą się pieprzyć do kibla. Na lepszy lokal do uprawiania seksu Zbynia nie stać.
Drzwi się zamykają. Tramwaj rusza. Nagle potężnie szarpie. Ostre hamowanie. Bezwładnie lecę do przodu. Auaaaaaa! O KURWA! NIEEEEEEEEEEEE!!!!
Mój telefon… Rzuciło mną i coś nacisnąłem… przypadkiem… coś wysłałem… CO? Tylko nie to…. Nie, proszę…
Tramwaj rusza. Motorniczy wygraża pięścią przygarbionemu siwemu staruszkowi, który niechcący wtargnął na przejście. Jedziemy.
Gorączkowo przetrząsam telefon. Coś wysłałem, ale co? Komu? Jest! To ta wiadomość!
COŚ KRECISZ CHYBA NIE CAŁA MOJA, KOCHANIE. Z TEGO CO WIDZĘ CYCKI I CIPKĘ OFERUJESZ ZBYNIOWI CHUJOWI PRZEKLĘTEMU. DOBRZE CI? CIEKAWE CO MYŚLI TWÓJ DARECZEK, CO BY ZROBIŁ JAKBY SIĘ DOWIEDZIAŁ. HA HA WIEM WSZYSTKO
WYSŁANO: 18:32 16.11.2006
ODBIORCA: Malwina.
O w mordę! Do niej… Czy to da się jeszcze cofnąć? Nie, nie, nieee… co ja zrobiłem?
Jestem jak nieżywy. Zbladłem. Dyszę ciężko. Tramwaj dojeżdża do przystanku Novotel. Muszę tu wysiąść. Mam tu pracę. Dorabiam w salonie samochodowym jako nocny stróż. Dwa razy w tygodniu.
Ósemka odjeżdża. Czy Ona odebrała tą wiadomość? Co zrobi? Trzęsę się. Znowu zaczyna padać deszcz. Czas wlecze się w nieskończoność.
Nieskończoność.
Jestem ofermą. Nic mi nie wychodzi. Zawsze jest inaczej, niż miało być.
KONIEC
…ale jeśli chcecie, jest również:
EPILOG
Zanim dochodzę do mojego miejsca pracy, dzwoni telefon. Malwina!!!
Nie chcę… nie mogę go odebrać. Dzwoni pięć, sześć, siedem razy. Drżącą dłonią wciskam zielony guzik.
– Halo?
– To ty, Igor? – jej głos jest drżący, ale nie histeryczny. Zapomniałem wam dodać. Mam na imię Igor. Głupie, wieśniackie imię. Nie znoszę go.
– Ja.
– Dostałam wiadomość.
– Ja chciałem… chciałem… – próbuję się tłumaczyć, ale nie wychodzi mi to zbytnio.
Chwila ciszy.
– Czego chcesz? – Ona pyta zdecydowanym, zaczepnym głosem.
– Sam nie wiem… – brnę dalej.
– Śmiało! Mów. Powiedz! Czegoś musisz chcieć, skoro się w ten sposób…odzywasz.
– Hmm… sam nie wiem.
– Nie rób mi tego. Powiedz, o co chodzi. Zrobię wszystko…
Jej słowa smagają mnie jak bicz. Zrobi wszystko? Co to ma znaczyć, do kurwy nędzy?
– Co to znaczy wszystko?
– Wszystko, żebyś nie powiedział Darkowi.
– Aż tak ci zależy? Ale do kina, przepraszam, do „czytelni” chodzisz ze Zbyniem! Twoje cycki też obmacuje Zbyniu! – wyrzucam z siebie. O kurwa! Chyba powiedziałem za dużo…
Chwila ciszy.
– Igor… Nie wierzę własnym uszom… Ty mnie śledzisz? Jesteś tu gdzieś? Gadaj, gnoju!
Ale wstyd…
– To przypadek. Widziałem was przez przypadek – tłumaczę się nieudolnie.
– Pojebało cię? Mam ci uwierzyć w te brednie? Ty mnie śledzisz… ja pierdolę…
Nie uwierzy mi.
– Wszystko mi jedno, co pomyślisz – rzucam.
– Dobrze. Skoro tak, to gadaj. GADAJ KURWA CZEGO CHCESZ!!! – Malwina wrzeszczy, jak nigdy przedtem.
Zastanawiam się.
– Przyjdź do mnie jutro wieczorem. O siódmej.
– Po co?
– Zastanowię się, czego chcę.
– Igor… pożałujesz…
– Przyjdź.
Milczenie.
– Dobrze. Przyjdę. Ale…
– Bez „ale”. Przyjdź. Cześć.
Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.
Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.


Blog Comments
Tomp
2026-04-06 at 22:27
Próba stylizacji na gwarę miejską Poznania. Nieudana, bo niekonsekwentna i przesadzona, częściowo nieuzasadniona (bo kto z młodych dziś jej używa, ba! – kto ją zna?). Autor jest tego żywym przykładem; nie pochodzi z Poznania (użycie rzeczownika „sakwojaż” wskazuje na Warszawę lub przedwojenne Kresy; no i imię Igor!), bo stosuje tylko wyrazy ze słownika gwary, a zapomina o (bo nie zna) charakterystycznej składni.
Można pochwalić za pomysł, ale nie za efekt.
Martyna
2026-04-07 at 21:49
A mi ta stylizacja bardzo się podoba. Czyni lekturę nieco trudniejszą, ale nadaje prozie niemal poetycki rytm. Szczerze powiedziawszy, nie przejmuję się tym, czy jest udana, czy nie. Sprawia, że czyta się dużo przyjemniej, zastanawiając się nad znaczeniem każdego zdania. Sama fabuła, dość prosta, schodzi dzięki temu na dalszy plan. Język jest największym atutem tego opowiadania.