Miniatury Barmana-Ravena X (Pani trener, Nieznajoma, Początek zimy)  4/5 (4)

9 min. czytania

wilding.andrew, „Shower2”, CC BY-NC-ND 2.0

Pani trener

Kolejny wyjazd służbowy. Jedno z mniejszych miast, gdzieś w Polsce. Kolejne szkolenie, kolejne przewijające się twarze, kolejne kobiety…

I pani trener. Wysoka, szczupła, krótko ścięta blondynka z prześlicznym krągłym tyłeczkiem, który widać było wyraźnie za każdym razem, gdy pochylała się nad uczestnikami szkolenia, tłumacząc jakąś kwestię. Pod obcisłymi bawełnianymi spodniami wyraźnie odcinała się delikatna, biała bielizna. Miałem ocenić jej pracę, ale ledwie udawało się nie ślinić, kiedy przechodziła obok mnie.

Miejscowy oddział firmy zarezerwował dla nas miejsce w jednym z najlepszych w okolicy hoteli. Wedle standardów warszawskich przypominał bardziej przydrożny motel gdzieś przy autostradzie, ale nie mieliśmy innego wyboru.

Na zewnątrz ponad dziesięć stopni mrozu. Obydwoje byliśmy zmarznięci i każde z nas marzyło o gorącym prysznicu oraz ciepłym łóżku. Choć obydwoje wiedzieliśmy, jak spędzimy ten wieczór. Specjalnie wybrałem ten pakiet szkoleń do oceny, specjalnie ustawiłem niezapowiedzianą wizytę na tej właśnie konferencji.

Starsza pani w recepcji zrobiła wielkie oczy ze zdziwienia, kiedy zrezygnowaliśmy z dwóch jedynek na rzecz dwuosobowego pokoju. Wieści rozchodziły się szybko. Szkolenia były powiązane z miejscowym samorządem, który najwidoczniej zdążył już powiadomić hotel, że jesteśmy uprzywilejowanymi gośćmi, ale nie uprzedził tym, że będziemy chcieli spędzić wspólnie noc. Jutro będą dwuznaczne spojrzenia, ale nie dbałem o to. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że kobieta prowadząca dziś warsztaty dwa lata później zostanie moją żoną.

Zapaliłem papierosa, kiedy poszła wziąć prysznic. W telewizji nic ciekawego. Przerzuciłem kilka kanałów i włączyłem jakiś program muzyczny. 
Wszedłem do łazienki. W obłokach pary niewiele było widać, jedynie zarys kobiecego ciała za taflą kabiny prysznicowej. Po chwili byłem już bez ubrania. Zapukałem w kabinę.

– Zamawiała pani mycie pleców?

– Taaak. Proszę, niech pan wejdzie – słyszałem uśmiech w głosie. W zetknięciu z moim zimnym ciałem skóra pani trener pokryła się natychmiast gęsią skórką. Powoli rozprowadziłem żel do kąpieli na jej plecach. Poddawała się dotykowi podsuwając kolejne fragmenty ciała. Centymetr po centymetrze masowałem skórę, pozwalając, by rozgrzała mnie gorąca woda.

Oparła dłonie wysoko w górze na ścianie pokrytej jasnozielonymi kafelkami. Palcami sięgnąłem na jej piersi i brzuch. Przez chwilę bawiliśmy się naszym dotykiem i gorącą wodą z prysznica zalewającą nam twarze.

– No już… Wyskakuj! – Jeszcze tylko wycieranie oraz pospieszny całus na jej sterczącym w zimnym powietrzu sutku.

Poczułem chłodną falę od drzwi i okna. W pokoju było o kilka stopni chłodniej niż w zaparowanej łazience. Wskoczyła do łóżka i zawinęła się w kołdrę, a ja spokojnie wróciłem wziąć prysznic do końca. Zamykając drzwi od łazienki usłyszałem:

– Przychodź do mnie prędko.

Mimo to nie spieszyłem się. Wiedziałem, że to, czego jej dziś potrzeba, to odpoczynek i rozluźnienie, a nie dziki seks.

Kąpiel odegnała senność. Wszedłem do chłodnego pokoju. Usiadłem na pościeli.

– Obrócisz się? – mimo niepewnej miny spełniła prośbę. Już po kilku sekundach mruczała i prężyła się pod moimi dłońmi. Pod palcami mogłem wyczuć, że jest coraz bardziej podniecona. Kiedy dotarłem na pośladki oraz uda, nawet na nawilżonych oliwką opuszkach czułem jej wilgoć i gorąco. Delikatnie i spokojnie przesuwałem dłonią po nogach, łagodnie dotykałem łona. Z premedytacją dążyłem do tego, aby się rozluźniła, żeby zasnęła podniecona. Kilkanaście minut później usłyszałem jej równy, głęboki oddech.

Na korytarzu jakaś para rozmawiała podniesionym głosem, dziewczyna chichotała zalotnie. “Pewnie będą uprawiać seks” – uśmiechnąłem się do siebie.

Odłożyłem butelkę z oliwką, wysunąłem się spod  pościeli i zapaliłem ostatniego tego wieczoru papierosa.

Jasne, łagodne światło nocnej lampki, miarowy oddech.

Uśmiechnąłem się znów, tym razem do mojej wewnętrznej Bestii: ciekawe czy jutro moja trenerka obudzi mnie wcześniej? Zasnąłem wtulony w ciepłe kobiece ciało.

Otworzyłem oczy i zobaczyłem poranek prześwitujący przez szczeliny w żaluzjach. I sylwetkę kobiety pochyloną nade mną.

– Dzień dobry… – i obiecujący uśmiech.

– Cześć, która godzina? – wymamrotałem. Najchętniej zakopałbym się w pościeli i znów zasnął.

– Mamy jeszcze chwilę przed szkoleniem dla siebie – kołysała piersiami odkrywając kołdrę. – Masz ochotę? Bo ja mam, i to wielką – wiedziałem, że się nie wywinę.

– A mogę być stroną mniej aktywną? – miałem nadzieję, że zgodzi się na ten układ.

Nie odpowiedziała. Po prostu usiadła na mnie. Jej wprawne palce sprawiły, że po kilku sekundach stałem już „na baczność”. Wsunęła kutasa sobie głęboko za pierwszym razem. Położyła dłonie na moich piersiach. Przesuwała biodrami w przód i w tył. Uwielbiałem taki seks. Kiedy byłem nie do końca obudzony a przyjemność z bycia w półśnie mieszała się z rozkoszą sprawianą przez kontakt fizyczny. Powoli przyspieszała, a ja z zamkniętymi oczami wyczuwałem każde jej zaciśnięcie się i każdy skurcz nadchodzącego orgazmu. Poruszała się tak, żeby sprawić sobie jak największą przyjemność. Wzmacniała stymulację, za każdym razem nabijając się coraz gwałtowniej i coraz mocniej. Usłyszałem pierwszy jęk. Od tego momentu do szczytowania było już tylko kilka chwil. Drgała na mnie i przesuwała się, pozwalając mi na penetrowanie swojego wnętrza. Poczułem jak paznokcie wbijają się w moje ramiona. Pochyliła się jeszcze bardziej, wypinając tyłek i zmieniając kąt, pod jakim wchodziłem w jej wnętrze. Usłyszałem przyspieszony oddech. Pocałowała mnie w szyję i w tym momencie ogarnęła ją fala orgazmu. Zacisnęła zęby. Wiła się pojękując. Jeszcze kilka ruchów i całe jej ciało zesztywniało. Odchyliła się i znieruchomiała.

– Uwielbiam się z tobą kochać… – powiedziała z uśmiechem.

Pozwoliła członkowi wysunąć się z mokrego wnętrza. Pogłaskała mnie po czole.

– Śpij sobie dalej… – kolejny raz się uśmiechnęła, a ja zasnąłem.

Ran Peled (ISRanger), „Where you may roam…”, CC BY-NC-ND 3.0

Nieznajoma

Ściemniony pokój. Światło lekko rozproszone… jakby nocna lampka albo świeca. Łuna bije z jednego miejsca, prawie niebieska. Lekko drgający refleks przysłonięty pochyloną postacią.

To niebieskie, dziwne lśnienie pochodzi z ekranu komputera. Stąd to delikatne drżenie blasku na sylwetce… kobiecej sylwetce.

Jest już późno, pierwsza, wpół do drugiej w nocy. Widzę ekran. Jestem jak duch. Przesuwam się bezgłośnie po pokoju. Ona nie widzi mnie, nie jest w stanie mnie zauważyć. Bezszelestny, bezcielesny, niematerialny. Nie czuję dotyku podłogi pod stopami. Nie czuję temperatury. Jest chyba ciepło, bo siedzi w lekkiej narzucie, szlafroku – w półmroku nie jestem w stanie rozpoznać, co to dokładnie jest.

Staję nad nią, z tyłu, tak jakbym chciał położyć ręce na jej ramionach. Opanowuję się, żeby tego nie zrobić. Jestem ciekaw co pisze, a mogłaby szóstym zmysłem poczuć mój dotyk, oderwać się od tego, co robi, a ja chcę, żeby mnie nie zauważała. Jeszcze choć przez chwilkę.

Kobieta prawie się nie porusza.Tylko jej dłonie tańczą na klawiaturze: delikatna skóra, zadbane paznokcie…

Nie patrzę na to co pisze, domyślam się, że to jakiś list, bo od czasu do czasu wzdycha. Pierś unosi się przy nabieraniu oddechu i opada, kiedy cicho wypuszcza powietrze. Na chwilę na jej twarzy zajaśniał uśmiech. Nie taki zwykły uśmiech, ale przekorny. Uśmiecha się i z rozszerzonymi źrenicami jeszcze bardziej pochyla się nad klawiaturą. Pisze szybko. Zatrzymuje się nagle. Jakby zawahanie… Widzę jak niezdecydowanym ruchem sięga w bok klawiatury, przyciska palcem jeden klawisz, długo… To chyba kasowanie tekstu. Nie ma już roześmianych oczu. Jest raczej skupiona, zamyślona. Wydyma wargi w lekceważącym grymasie. Znów pochyla się nad klawiszami, znów ręce zaczynają opętańczy taniec.

Jest czasami w tym swoim pisaniu zagubiona, a czasami pewna i wręcz stanowcza.

Okrywa się szczelniej narzuconym na ramiona szlafrokiem albo szalem, wciąż nie wiem co to…

Zrobiło się jej zimno? Ja nie czuję nic. Mogę tylko zgadywać. Mogę ją obserwować i nic ponadto. Nawet tekst na ekranie komputera jest dla mnie nieczytelny.

Co mnie tak ciekawi? Czemu tu jestem? Dlaczego właśnie ja? Nie znam jej, nigdy jej nie widziałem. Kim jesteś? – chciałbym spytać, ale nie mogę wydobyć z siebie żadnego dźwięku.

Cały czas stoję nad nią… a chciałbym usiąść obok, na podłodze, przy kolanach… poczuć dotyk dłoni na głowie, chciałbym móc patrzeć, ale ze świadomością, że wie o mojej obecności.

W końcu podejmuję decyzję. Kładę ręce powoli na ramionach kobiety – wyczuwam całym sobą, że potrzebuje takiego dotyku. Już, już… mam jej dotknąć, kiedy podnosi się z krzesła. Przechodzi obok mnie. Nie widzi, nie czuje mojej obecności…

Zanim zniknął pokój z przygaszonym światłem, zanim zostałem zabrany z powrotem do swojego ciała, zdołałem poczuć dotyk powietrza wzbudzonego jej ruchem, zapach jej perfum i jej ciała. Jeśli spotkam ją w rzeczywistości, po tym ją poznam…

…po oszałamiającym zapachu.

Anton Petukhov (tosherr), „mari 2”, CC BY-ND 3.0

Początek zimy

Leżałem dziś w wannie pełnej gorącej wody (tuż po tym jak majster od piecyka gazowego wyszedł po naprawie) i przypomniałem sobie, jak z Hanką braliśmy zimny prysznic – też z powodu awarii junkersa.

Późna warszawska jesień… wieczorami było już bardzo zimno. Współlokatorka mojej dziewczyny wyjechała do rodzinnego domu na weekend, więc mieliśmy dla siebie całą kawalerkę. Jedynym minusem był brak ciepłej wody – zepsuty piecyk gazowy.

Wróciliśmy ze spaceru zziębnięci. Hanka usadowiła się pod kocem na kanapie, a ja zrobiłem gorącą herbatę. Cicho grało radio, paliła się nocna lampka na stoliku. Miło i przytulnie. Po kilkunastu minutach spokojnej rozmowy, przytulania się i głaskania zdecydowaliśmy, że już pora iść spać. Rozłożyliśmy łóżko, zapaliłem świeczki i poszliśmy wziąć kąpiel.

Łazienka wyłożona zielono-niebieską glazurą sprawiała wrażenie czystej i dzięki niezliczonym tubkom, pudełekom, buteleczkom i innym kosmetykom, kobiecego miejsca.

Mały prysznic nie mógł pomieścić nas obydwojga.

Hanka myła się z otwartymi drzwiami od kabiny. Mogłem bezkarnie patrzeć jak polewa się mocnym strumieniem, jak mydli swoje ciało, jak robi się jej gęsia skórka, jak sztywnieją sutki pod strugą zimnej wody. Wyszła cała drżąca, usta lekko posiniały z zimna.

Szybko owinąłem ją ciepłym ręcznikiem, Wycierałem mocno, tak żeby osuszyć i jednocześnie rozgrzać. Przestała się trząść. Stanęła przed lustrem i zaczęła wycierać twarz wacikiem z mleczkiem.

Moja kolej…

Wskoczyłem pod prysznic, odkręciłem wodę i poczułem lodowaty bicz na moim ciele. Jądra skurczyły się natychmiast, penis zdrętwiał i zmniejszył do malutkiego ptaszka. Cała skóra napięła się pod wpływem niskiej temperatury – woda była tak zimna, że zapierało mi dech w piersiach, kiedy się nią polewałem.

Wsadziłem głowę pod zimną strugę – przez ciało przebiegł dreszcz. Głowę objęły mroźne kleszcze. Jeszcze chwila i wyskoczyłem z lodowatego strumienia.

Owinąłem się ręcznikiem i przytuliłem do swojej dziewczyny. Miała już skórę o kilka stopni cieplejszą, ale nadal było jej zimno.

Wskoczyliśmy pod kołdrę. Ogrzewaliśmy się ciepłem naszych ciał i oddechów. Była taka drobna, tak malutka w moich objęciach, tak idealnie wtulona w moje ciało i tak drżąca.

Po chiwli zauważyłem, że w oczach mojej kobiety zapalają się diabelskie ogniki, kiedy powolutku przesunęła się pod kołdrę. Widziałem jak powoli znika pod jej brzegiem. Mokre kosmyki włosów łaskotały mój brzuch, a tuż po chwili gorące usta objęły skurczonego członka.

Poczułem fale gorąca promieniującego poprzez jej dotyk. Przez chwilę rozkoszowałem się tym ciepłem, bo mimo że kochanka ssała łapczywie, nie miałem wzwodu.

Jednak kilkanaście sekund później  jej wprawny język i ciepło warg rozbudziły żądzę.

Poczułem jak krew napływa do penisa, jak rośnie w jej ustach, jak powoli przestaje się cały w nich mieścić. Dziewczyna przesunęła się do góry, pocałowała  głęboko i przytuliła się nagimi zziębniętymi piersiami do klatki piersiowej. Przesunęła mokrą kobiecością wzdłuż gorącego penisa. Wyraźnie czułem, jak zimne wargi rozchylają się pod dotykiem i… już byłem w środku gorącej i wilgotnej pochwy.

Niesamowite wrażenie połączenia dwóch żywiołów – ciepła i zimna, kobiety i mężczyzny. Przytulaliśmy się do siebie szczelnie okryci kołdrą, Powoli poruszała się na mnie – góra-dół, a mi z każdą sekundą przestawało być chłodno. 
Jeszcze moment i podniosła się z jękiem, odrzucając kołdrę na bok. Zupełnie naga  nadziewała się na męskość. Widziałem jak jej drobne piersi ze sterczącymi sutkami podskakują w rytm pchnięć. Długie, mokre włosy rozsypały się na plecach i dekolcie. Wyglądała nieziemsko… z odchyloną do tyłu głową, rozchylonymi ustami i zamkniętymi oczami…

Powoli falowaliśmy w zgodnym rytmie. Uniosłem się i zacząłem podgryzać malutkie ciemne punkty na szczytach piersi. Zarzuciła ręce na moje  ramiona i zupełnie wychyliła się do tyłu. Podrzucała biodrami tak, że prawie z niej wypadałem przy kolejnych pchnięciach. Ruchy stawały się coraz szybsze i coraz bardziej gwałtowne. Poczułem strużkę potu spływającą spomiędzy jej pośladków na jądra. Oddychała głośno i spazmatycznie, jeszcze chwilka i zacisnęła się wokół penisa. Podniecenie przelało czarę. Zesztywniałem wypinając się tak, by wejść w nią najgłębiej jak to możliwe. Już dochodziła. Nabiła się na mnie ostatni raz i opadła do tyłu. Obydwoje szczytowaliśmy.

Wypadłem z niej i ostatnie strużki spermy popłynęły na uda. Leżała wstrząsana spazmami. Przewróciłem się i położyłem obok, dłonią nakryłem pulsujące łono. Jęknęła i cofnęła się spod mojej ręki.

Wstałem z łóżka z jeszcze sterczącym penisem. Otworzyłem okno i zapaliłem papierosa.

Na parapet spadały duże płatki śniegu.

Właśnie zaczęła się zima.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tags:
Blog Comments

Pierwsza miniatura – czułość, druga – podobała mi się najbardziej, zrobiła na mnie największe wrażenie, trzecia – nie mogło zabraknąć Kruka.

NoNickName

Tekst jak zwykle smakowity. Mogę się oddać błogiemu mlaskaniu. Zwróciłam uwagę na błąd w zdaniu z prysznicem – albo prysznic albo mogła 😉 No i w zdaniu z łazienką język związał mi się supeł, czegoś brakuje, może: pełną kobiecego charakteru?

Zuzka Iwak – Nienawidzę mlaskania – chyba że spomiędzy ud ;] Dzięki za wytknięcie błędu. W pierwotnej wersji była "kabina".
NoNickName – dzięki, Kruk jest w każdym opowiadaniu, ale jego skrzydła opalizują dając taki efekt.

Słuszna uwaga.

NoNickName

Drugie. Zdecydowanie najbardziej lubię Kruka w takich właśnie "migaweczkach". I emocje, i "to coś" co sprawia, że tekst jest taki, jaki być powinien.

Analizowanie na zimno zostawiam innym – wolę się sycić w spokoju…

Coraz bardziej lubię te miniaturki. Druga daje wiele możliwości ale po którymś razie dochodzę… do wniosku oczywiście, że nie było potrzeby przedłużać.
Użycie prostych słów, dających właściwy obraz – coś nad czym muszę sam popracować. Szacun 😉

Leave a Comment