Miniatury Barmana-Ravena IX (Nutka, W dole lśniły…)  3.67/5 (6)

12 min. czytania

Nutka 

Ta mała była zagadką. Im dłużej się znaliśmy, tym więcej tajemnic w niej odkrywałem. Pieprzona harcerka. Porcelanowy motyl. Jak ktoś o takim wyglądzie może być tak zboczony? Drobne, wysportowane ciało, buzia szarej myszki i wiecznie skulone ramiona. Gdybym spotkał ją kilka lat wcześniej albo nie zwróciłbym na nią zupełnie uwagi, albo straciłbym dla niej natychmiast głowę. Niemożliwe. Kilka lat temu była jeszcze w ogólniaku. Nieznośna gówniara!

Pierwsze spotkanie napompowało mój egotyczny balon do granic możliwości. Krótka kawa w centrum miasta. Wyszedłem z kawiarni mając pewność, że będzie moja. Wszystko szło według dobrze znanego schematu; chwila czarowania, odejście w dystans, dotyk i zagarnięcie jej ciała dla siebie. Falująca pierś w gwałtownym oddechu, zaróżowione policzki – była moja. Jeśli tylko chciałbym sięgnąć. Nie chciałem? Sam nie wiem. Gdybyśmy poszli ze sobą do łóżka wtedy, na pierwszym spotkaniu, pewnie na tym jednym razie by się skończyło. Nie poszliśmy. Cholerna siksa!

Kolejne spotkania z wzrastającą częstotliwością. To.Tylko.Sex. – wysyłałem SMS po każdej wspólnie spędzonej nocy i byłbym sam w to uwierzył, gdyby nie emocje, jakim niechcący pozwoliłem zakiełkować w mojej pokiereszowanej głowie.

Drobna, filigranowa, milcząca, pochylona nad kubkiem zielonej herbaty, a ja czułem, że to właśnie jest ta właściwa osoba, że to jest ten właściwy dla jej obecności czas. Nawet moja nieufna wobec obcych ruda kotka bez żenady wskakiwała na jej kolana, domagając się pieszczot.

Siadała przy moim kuchennym stole wraz ze swoim zaraźliwym uśmiechem. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz się uśmiechałem. Na pytania czemu jestem takim ponurakiem, odpowiadałem cytatem z Wilka Larsena, że „uśmiecham się – tam w środku”. A teraz okazywało się, że nawet mam ładne zmarszczki, które są widoczne przy uśmiechu.

To tylko seks. Ale nie byle jaki. Im bardziej starałem się ją zaskoczyć, tym więcej przyjemności sam czerpałem z tych kontaktów. Masochistka. Wrażliwa na każdy dotyk. Co wieczór przechodziła cudowną metamorfozę z małej, zagubionej dziewczynki w erotyczne zwierzę, zaskakujące samoświadomością własnej seksualności.

Maltretowałem jej ciało, dając raz za razem spełnienie wybuchające w wykrzyczanych spazmach. Rżnąłem jej kobiecość godzinami, do momentu kiedy brakowało już sił na jakikolwiek ruch. Odciśnięte sznury na rękach, pokiereszowane nożem ciało, poparzony brzuch, posiniałe od bambusa pośladki, obolałe od chłosty plecy. A ona wciąż i wciąż była głodna kolejnych doznań. Przeklęta smarkula!

Tym razem miało być inaczej. Bez wina, bez papierosów, bez żadnego schematu. Spotkanie na kawie. Tak jak za pierwszym razem. Dwie godziny swobody, o jakiej zdarzało mi się kiedyś marzyć. Bez skrępowania, bez potrzeby ciągłego podtrzymywania rozmowy. Milczenie, które nie krępowało. Erotyka obecna w naszej relacji była ważna, lecz nie rozlewała się na wszystkie aspekty życia. Wspólne bycie razem. Dwóch dorosłych, wyczulonych na siebie ludzi.

Wracamy. Warszawa jakby zawzięła się, obsypując nas marznącym śniegiem. Krótki spacer spowodował, że zaczęła dygotać z zimna. Zmarzniętą i drżącą w chłodzie wieczoru, wiozłem taksówką do mojego domu. Wciąż chłodnymi rękoma objęła moje plecy, gdy szykowałem dla nas kąpiel. Uwielbiałem jej dotyk. Potrafiła tak się wtulić, że nieomal stanowiliśmy jeden organizm. Gorąca woda parowała w wannie, gdy usadowiła się pomiędzy moimi udami. Chwila na rozgrzanie zziębniętych ciał. Czas stanął w miejscu. Świece barwiły przestrzeń ciepłym światłem. Spokój i delikatność jej skóry pod moimi palcami. Kolejny raz przyłapałem się na tym, że realizuję coś, o czym przez długi czas mogłem tylko pomarzyć. Zaspokojenie głodu bliskości fizycznej. A przecież odkąd pamiętam, byłem świadomy, że to właśnie dotyk jest moim fetyszem i jedną z ważniejszych potrzeb. „Rżnąć można wszędzie, przytulić się można tylko z nielicznymi.”

Nagrzane powietrze w łazience pozwalało na swobodę nagości. Wymyta kochanka już miała wychodzić z wanny, kiedy podsunąłem pod jej dłonie sztywną męskość.

– Wymyj mnie – poprosiłem.

Pochyliła się nade mną, siadając na kolanach. Nie sięgnęła po mydło. Ujęła nasadę penisa w dłoń. Przez chwilę jakby zastanawiała się, a już w następnej moje przyrodzenie znikło w głębi jej gardła. Aż uniosło mnie ponad lustro wody. Niespodziewana przyjemność rozlała się po podbrzuszu. Głowa kochanki pracowała góra-dół. Wsparta dłonią na moim brzuchu, obciągała z zapałem.

Skąd ta mała wiedziała, jak w tak doskonały sposób sprawić mężczyźnie przyjemność, mogłem się tylko domyślać. W tym momencie było mi to doskonale obojętne. Czułem, jak język okrąża i łaskocze żołądź, doprowadzając do rozkoszy powoli kumulującej się w penisie i jądrach. Zacząłem zatracać się w odczuwaniu, kiedy nagle oderwała usta od nabrzmiałego fallusa i z szerokim uśmiechem powiedziała:

– Gotowe, wymyty!

Była tak rozbrajająca w tym samozadowoleniu, że nawet nie przeszło mi przez myśl, żeby zareagować złością. Orgazm nie jest najważniejszą rzeczą w seksie. Jest bardzo przyjemny, ale zawsze przywiązywałem większą wagę do drogi, niż do celu. Ale nie tym razem.

– Nie zostawiaj mnie tak…

Na twarzy malowało się niezdecydowanie. Ciepła dłoń zacisnęła się na nasadzie członka.

– No, już! – przynagliłem.

Poprawiła się w wannie i znów jej wargi dotknęły mojego przyrodzenia. Diabelskie iskierki zalśniły w jej oczach. Wiedziałem już, że będzie się bawić moim podnieceniem.

W tym aspekcie zgrywaliśmy się doskonale. Jestem wielbicielem cunnilingus – seks oralny, kiedy to ja obdarzam pieszczotami partnerkę daje tak dużą satysfakcję, że sama penetracja traci na znaczeniu. Z kolei Nutka miała fioła na punkcie mojego penisa i fellatio, które – muszę to przyznać – w jej wykonaniu było mistrzostwem świata. Jedyne co nas różniło, to szybkość osiągania orgazmów. Podczas kiedy ja odwlekałem moment spełnienia w nieskończoność, moja partnerka dochodziła seriami – pięć, sześć razy podczas samej gry wstępnej.

Gówniara była naprawdę dobra. Obserwując moje reakcje zaczęła od długich liźnięć przez całą długość mojego wyprężenia. Zamknąłem oczy, skupiając uwagę na odbiorze bodźców w dole brzucha. Zasysała i lizała na przemian. Cudowne, odprężające i spinające zarazem wrażenia dotykowe. Nie wiem jak to się stało, ale w pewnym momencie moja dłoń wylądowała na jej głowie. Wyuczone schematy, ktoś mógłby powiedzieć, w tamtej chwil nie byłem do końca świadomy, co robię. Wszystko działo się tak naturalnie, jakbym codziennie gwałcił w usta młode dziewczyny.

Wstrzymałem ruchy głowy za spięte w koński ogon włosy. Podyktowałem własne tempo. Nie dlatego, żeby sposób, w jaki mnie stymulowała był niewłaściwy. Chciałem mieć kontrolę. I w tym momencie nastąpiło przekazanie inicjatywy. W jakiś niezrozumiały, nienazwany sposób ja sięgnąłem po władzę, a ona oddała mi się we władanie. Popatrzyła mi prosto w oczy, jakby podpisując niewidoczny kontrakt – „zrób co chcesz, ufam, że nie zrobisz mi krzywdy”.

Zastanawiam się, czy widziała w moich oczach rodzącą się jeszcze większą żądzę i falę uczucia, którego nie sposób wyrazić słowami. Czułem się panem sytuacji, miałem całkowitą kontrolę, której świadomość powodowała mrowienie w synapsach. Pewność swoich reakcji i pragnienie doprowadzenia kochanki na skraj – bólu, upokorzenia, strachu.

Zanurzyłem się na powrót w wodzie, nie wypuściwszy z dłoni spiętych włosów Nutki. Obciągała, dotykając ustami i nosem wody. Zakrztusiła się. Moja ręka samoistnie przycisnęła jej twarz do łona. Odkaszlnęła, usta wznowiły pracę na penisie. Próbowała się odchylić, ale nie pozwoliłem na to. W pewnym momencie po prostu poczułem, że poddaje się i przestaje opierać. Nutka zmieniła się w moją uległą. Po raz pierwszy tego wieczoru. Pierwszy, ale nie ostatni.

Ta relacja była dziwna. Ani ja nie określałem się jako strona dominująca, ani ona nigdy nie obiecała mi swojej uległości. Balansowaliśmy na granicy dwóch światów – waniliowego, w którym traktowałem ją jak partnerkę oraz bedesemowego, w którym była całkowicie uzależniona od mojej woli. Przeskoki z jednego w drugi były czasem zaskakujące dla nas samych, a czasem stawały się długo oczekiwaną ucieczką od rzeczywistości.

Tak jak w tym momencie – po prostu nastąpiła w nas zmiana.

Dłoń na włosach nie powalała się jej ruszyć, naprężony penis blokował usta. Jeden ruch bioder i jej twarz nalazła się pod wodą. Jedna sekunda, dwie… Przy trzeciej szarpnęła głową. Jeszcze niżej. Czwarta i piąta. Zwolniłem uścisk. Wynurzyła się i zaczerpnęła powietrza. Przetarła dłonią twarz, odgarniając mokrą grzywkę. Kolejny raz zmusiłem ją do przyjęcia mnie w usta. Tym razem już wiedziała, co ją czeka. Następne sekundy pod lustrem wody. Wciąż nie przestawała sprawiać mi przyjemności, język wirował wokół żołędzi, doprowadzając w stan bliski ekstazy. Zadygotała.

Kolejny oddech i znów zmusiłem ją do zanurzenia. Podwodne fellatio w mistrzowskim wykonaniu. Tym razem przedłużyłem czas bez oddechu. Wiedziałem, że kontrola oddychania to jeden z fetyszy mojej kochanki. Nie wiem, czy zdawała sobie sprawę, jaką mi to sprawiało przyjemność. Władza absolutna. Jej życie złożone w moich rękach. Oddanie się we władanie takiemu świrowi jak ja musiało nakręcać. Świadomość, że pokusa uduszenia jest tak wielka, że ledwie udaje mi się nad nią zapanować normalną kobietę by wystraszyła. Ale Nutka nie była normalna. Samo odebranie oddechu działo nie mniej podniecająco niż strach, że przekroczę granicę nieprzekraczalną.

Zatrzymała swoje ruchy na członku. Jeszcze walczyła z atawistycznym dążeniem do nabrania powietrza za wszelką cenę. Jeszcze jej umysł wypełniony endorfinami panował nad ciałem. Palce to rozczapierzały się, to zaciskały w pięści. Widziałem, jak wypuszcza bańki powietrza. Bezgłośny jęk przeszedł przez jej ciało.

A w mojej głowie wybuch supernowej. Podniecenie, władza, ryzyko, zaufanie – upajający miks wrażeń, emocji. Wyciągnąłem kochankę spod wody. Ciężko łapała oddech. Pochyliła się jak w narkotycznym transie, szukając ustami fallusa. Odnalazła go wargami i wepchnęła sobie głęboko w gardło. Zachłysnęła się, ale pomimo to nie wypuściła penisa z objęć. Jeszcze raz wsadziła głowę pod wodę. Wynurzyła się i znów, jakby w akcie autodestrukcji, na bezdechu zanurkowała z kutasem w ustach.

Jej ciało w końcu się zbuntowało. Starała się zapanować nad odruchem wymiotnym, ale już było za późno. Struga wymiocin chlusnęła z gardła, zalewając nas obydwoje. Konsternacja i zawstydzenie na jej twarzy.

Gdyby tylko wiedziała co działo się w moim umyśle… Zachwyt podniesiony do rangi fetyszu, wyjące podniecenie i pełnia akceptacji wypełniły mnie całego. Gdy tylko przemyła usta, wtuliłem się w jej drobne ciało. Gdybyśmy pieprzyli się ze sobą kolejne kilka miesięcy, nie przełamałaby tylu granic w moim odczuwaniu jej bliskości, co przez te pól godziny spędzone w wannie.

– To co? Wychodzimy… Podasz mi prysznic? – popatrzyła zdziwiona.

– Teraz muszę się znowu umyć – wytłumaczyłem. – Przecież wieczór dopiero się zaczął.

Odpowiedziała szerokim uśmiechem. Tym, który powodował, że i ja się uśmiechałem. Nie tylko tam w środku, ale normalnie. Jak szczęśliwy człowiek.

 

Źródło: Pixabay

W dole lśniły i mrugały światła miasta

Pojechaliśmy z Milką na początku moich studiów do Niemiec. Pracowaliśmy na czarno w jednej z turystycznych miejscowości, niedaleko granicy z Francją. Ponad małym miasteczkiem, przez środek którego płynęła szeroką wstęgą rzeka, dominował masyw górski. Większość czasu spędzaliśmy zarabiając w pocie czoła pieniądze – jeszcze wtedy niemieckie marki. Mieliśmy wolny jeden dzień w tygodniu.

Szybko naszą małą tradycją stało się spędzanie go do południa w łóżku. Co to były za poranki. Kochaliśmy się namiętnie, dziko, gwałtownie. Robiliśmy sobie sesje zdjęciowe, malowaliśmy się farbami, kiedyś nawet udało mi się długopisem pokryć rysunkami całe jej plecy, zanim nie zaczęliśmy się kochać. Wiązałem ją i udawałem, że gwałcę, to znów ona dominowała i kazała sobie usługiwać. Wariactwo, ale bardzo intymne.

Pewnego wieczoru postanowiliśmy, że przed snem przejdziemy się na spacer, bulwarem nad rzeką, pośród knajpek, stolików wystawionych na zewnątrz, świecących się lampionów i ludzi rozmawiających w kilkunastu językach świata.

Po godzinie takiego włóczenia się, nic-nie-robienia, przyglądania się ludziom, słuchania urywków rozmów, poczułem ochotę, żeby być z nią sam na sam. Chciałem czuć jej ciepło, skupić uwagę tylko na byciu z nią. Mimo to, wyciągnęła mnie na drugi brzeg rzeki. Powoli wchodziliśmy po krętych stopniach na szczyt zbocza. Jeszcze przez mały lasek, w stronę jaśniejszego miejsca pomiędzy drzewami.

Stanęliśmy na brzegu skarpy. W dole przed nami, za rzeką, morzem świateł mieniło się i błyszczało miasteczko.

Stare kościoły jasnymi, podświetlonymi wieżami wystawały ponad dachy kamieniczek, kręte uliczki jaśniały oświetlone pomarańczowymi lampami, błyszcząca neonami ulica domów publicznych wyraźnie odcinała się od mieszczańskiego spokoju i błogości reszty miejscowości. Nad nami, na granatowoczarnym niebie jaśniał księżyc w pełni – było bajkowo i nieziemsko.
Obrazek jak z baśni Braci Grimm.

Milka zapatrzona oparła się plecami o mnie, objąłem ją i przytuliłem. Moja ręka przypadkiem trafiła na jej pierś. Westchnęła głęboko, pozwalając mi na ten dotyk. Delikatnie muskałem jej biust opuszkami palców. Sutki szybko stwardniały, a oddech stał się urwany i przyspieszony.

– Mam straszną ochotę na ciebie – wyszeptałem, całując ją samymi wargami po uchu.

– Ja na ciebie też… – westchnęła.

Przesunąłem jedną dłoń w dół jej brzucha, pomiędzy uda, drugą nie przestawałem dotykać jej piersi. Pozwalała mi na wszystko, wtulając się plecami w moje ciało.

Rozsunąłem zamek od spodni, przesunąłem palcami po materiale bielizny. Zadrżała i rozsunęła szerzej nogi. Wsunąłem chłodną dłoń pod gumkę jej malutkich fig. Rozchyliłem wargi sromowe, zwilżyłem czubki palców w jej wnętrzu i przebiegłem wzdłuż sromu wskazującym i środkowym palcem. Znów wstrząsnął nią dreszcz podniecenia. Stała w szerokim rozkroku, pozwalając się dotykać. Zwilgotniała i drżąca wyczekiwała na mój dotyk. Ująłem jej łechtaczkę pomiędzy dwa, już śliskie od wydzielin palce i zacząłem wolno pocierać. Dyszała ciężko, a piersi falowały w rytm oddechów. Wsunąłem w nią palec. Jęknęła i odchyliła głowę do tyłu. Językiem wyczułem jej usta. Pocałowałem głęboko. Nie oddała pocałunku, pozwalała mi na wszystko, pozostając bierną. Przytuliła policzek do mojego, czułem jak głęboko oddycha…

Wysunąłem się spomiędzy niej i barierki o którą się opieraliśmy. Opadła na nią, jakby szukając podparcia. Klęknąłem przed nią bez słowa. Była zupełnie posłuszna, albo to ja spełniałem wszystko, czego chciała – dziś już sam nie wiem. Opuściłem jej spodnie do kolan. Lekko ugięła nogi i rozsunęła je na boki. Pachniała pragnieniem seksu. Polizałem ją po wargach sromowych. Była lekko słodka, ale jednocześnie smakowała tak, że nie sposób to wyrazić – czyste pożądanie zamknięte w smaku. Wsunąłem język do środka, przez chwilę poruszałem nim w jej wnętrzu.

Położyła mi dłonie na głowie i skierowała wprost do drobnego, twardego ziarenka. Mokrym, gładkim językiem zdążyłem dwa-trzy razy przejechać po kapturku, kiedy ścisnęła mnie udami. Ręką tarmosiła moje włosy. Końcem języka dotknąłem jej clitoris. Jęknęła i wypuściła mnie z uścisku. Podciągnąłem jej spodnie. Bezwolnie dawała sobą kierować. Przytuliłem ją, utonęła w moich ramionach.

Oddech powoli się uspokajał, wyrównywał. Spoglądałem ponad jej ramieniem, na miasteczko w dole i starałem się zapanować nad przemożną ochotą, żeby przechylić ją do przodu, zedrzeć z niej spodnie wraz z majtkami i wbić się w głąb pochwy.

Milka jakby przebudziła się z hipnozy, z letargu, pogłaskała mnie po plecach. Udem silniej naparła na mojego uwięzionego w spodniach, sztywnego członka. Kilka sekund później poczułem palce na moim prąciu.

– Na co masz ochotę..? – wymruczała, powoli kucając przede mną.

– Wiesz przecież…. – wykrztusiłem.

– Powiedz to. Na co masz ochotę? – dostałem drugą szansę.

– Zrób mi dobrze ustami… Zrób mi loda – wymusiła przyznanie się tym, co robiła z moim członkiem.

Przesuwała dłoń wzdłuż nasady, końcem palców drażniąc brzegi żołędzi. Chciałem tego. Pragnąłem całym sobą, żeby wzięła go głęboko w usta, żebym poczuł jej ciepły, mokry język na delikatnej skórce, żeby otaczała mnie policzkami i ssała, dając niekończącą się przyjemność. Wsunęła miedzy wargi, tylko sam koniuszek. Podgryzała i lizała sam czubek mojego prężącego się penisa. Specjalnie drażniła się ze mną…

Zaczęło mnie to złościć. Chciałem spełnienia, marzyłem o eksplozji, pragnąłem rozładowania tego napięcia w jądrach, w podbrzuszu, w całym ciele. Wiedziała o tym doskonale – podkręcała tempo, nie posuwając się ani o milimetr dalej. Od uczucia szczęścia i podniecenia przeszedłem w oka mgnieniu do pożądania i wściekłości. Oparłem dłonie na tyle jej głowy. Wiedziała, że będę próbował zmusić ją do głębszej stymulacji, więc wyjęła penisa z ust, chwyciła go u nasady i zaczęła lizać wzdłuż jego całej długości. Potrafiła czytać we mnie jak w książce, przewidziała co będę chciał zrobić i uniemożliwiała mi to.

– Milka… błagam… zrób to… – to nie był proszący ton, wtedy rzeczywiście błagałem. Chciałem tego i byłem bezsilny… wszystko zależało od niej..

W jednej chwili zanurzyła członek głęboko w swoich ustach. Odleciałem. Podniosłem ręce do głowy i wsunąłem je we włosy. Otworzyłem oczy. Jej jasne loki jak sprężynki chwiały się w rytm ruchów. W końcu robiła to, na co miałem ochotę.

Przeniosłem wzrok. To był piękny widok… Srebrna od księżycowej poświaty rzeka wijąca się miedzy górami a miastem, które jak fala pożaru zatrzymało się ze swoimi światłami na jej brzegu. Świadomość tego, że w takim miejscu, w taką noc, z tą kobietą… sprawiła, że poczułem wybuch orgazmu. Pozwoliłem sobie na totalny odlot.

Milka posłusznie przyjmowała kolejne fale nasienia, jakimi napełniałem jej usta. Nie wypuściła mnie z nich, dopóki nie ustały spazmatyczne drgawki. Dopiero wtedy podniosła się i pocałowała mnie w policzek.

– Jesteś niesamowita… Wyjdziesz za mnie? – nie wiem co mnie napadło, żeby to powiedzieć.

– A ty jesteś wariat – uśmiechnęła się i przytuliła do mnie.

W dole lśniły i mrugały światła miasta.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tags:
Blog Comments

Już myślałem, że nie będzie kolejnej części Miniatur, więc bardzo cieszy mnie niespodzianka. Teksty tylko 2, ale za to jakie! Doskonała lektura na weekend.

Absent absynt

Dobry zbiór. Ale chciałoby się reż przeczytać coś dłuższego od Barmana. Mamy na co liczyć, szanowny Autorze?

Widzę, że B-R kontynuuje literaturę wspominkową 🙂 Ciekaw jestem czy starczy na dziesięć odcinków! Czyta się to bardzo przyjemnie, choć fabuły jak na lekarstwo, a i postacie nieszczególnie pogłębione.

Jest jednak w tym literackim odpowiedniku hotelowych "małpek" jakiś wielki urok. Mam więc nadzieję, że to nie ostatnie słowo.

Jarek

Będzie i coś dłuższego i dziesiąty odcinek miniatur. Już niedługo.

Leave a Comment