
Frederick Arthur Bridgman, „Kleopatra na tarasach Philae”
Poniższy utwór stanowi część cyklu noworocznego. W celu pełniejszego odbioru jego treści proponuję przeczytać całość. Zapraszam do lektury!
Noc, która zapadła nad Memfis po pełnym skwaru dniu, również okazała się gorąca i duszna. A do tego pijana winem i tętniąca muzyką.
Berenike leżała w jedwabnej pościeli, na ogromnym łożu, z którego baldachimu spływały zasłony z cienkiej bawełny, mające chronić przed komarami, stanowiącymi nad brzegami Nilu stałe utrapienie. Komnata, w której ją ugoszczono, była godna żony lub córki faraona. W przedsionku, w zasięgu głosu, czekały na jej rozkazy dwie nubijskie niewolnice. Nim udała się na spoczynek, wzięła kąpiel w drewnianej balii wypełnionej parującą wodą, a służące dokładnie wyszorowały jej ciało, dzięki czemu uwolniła się wreszcie od kurzu gościńca, wszechobecnego podczas podróży z Aleksandrii do Memfis.
Otrzymała również liczne dary, zarówno od satrapy Egiptu, jak i członków jego dworu. Pałacowi eunuchowie przynosili je przez cały wieczór: alabastrony pachnideł, złotą biżuterię – inkrustowaną turkusami pasującymi do jej oczu, grzebień z kości słoniowej, zwierciadło z wypolerowanego brązu w złotej oprawie i śnieżnobiały himation z najprzedniejszego lnu. Żony memfickich dostojników przesłały jej komplet różnobarwnych peplosów, dzięki czemu mogła wreszcie pozbyć się sukni w egipskim kroju, którą zmuszona była przywdziewać, odkąd straciła własną garderobę. Nigdy nie czuła się dobrze w tej przylegającej do ciała szacie, niezmiennie ściągającej na nią pożądliwe spojrzenia mężczyzn. Spojrzenia nieproszone, niechciane, budzące wstręt, a czasem wręcz grozę.
Wydawało się, że po tragicznym w skutkach sztormie, przymusowym lądowaniu w obcym kraju i długiej poniewierce, szczęście zaczęło wreszcie uśmiechać się do Berenike, niegdyś z Emphyry, zaś przez ostatnie trzy lata – ze świątyni Demeter i Kory na wyspie Melos. Audiencja u satrapy wypadła nadzwyczaj pomyślnie, pomimo tego, że rozparty na złoconym tronie dostojnik spoglądał na nią z ledwie skrywaną pożądliwością. Jakoś zniosła lepkie spojrzenia i mdląco słodki ton, jakim się do niej zwracał. Najważniejsze, że obiecał pomoc. Bez srebra, a nade wszystko zbrojnej eskorty, którą od niego otrzymała, nie mogłaby liczyć na dotarcie do celu swej wędrówki – stolicy nowego panhelleńskiego imperium, Babilonu.
Skoro więc wszystko ułożyło się pomyślnie, dlaczego nie mogła złożyć głowy na poduszce i zapaść w upragniony sen? Czas płynął, lekki przeciąg wprawiał bawełniane zasłony w falowanie, zaś kapłanka przewracała się z boku na bok, wciąż rozbudzona i pełna niepokoju.
Nie wiedzieć czemu, wróciły do niej okropne chwile przeżyte na rodyjskim statku, pochwyconym przez ogromny sztorm. Wysokie niczym wzgórza fale miotały „Dumą Lindos” na boki i zalewały pokład strumieniami piany. Żeglarze ślizgali się na ociekających wodą deskach, co rusz któryś wypadał za burtę i z wrzaskiem niknął w kipieli. W ładowni nie było wcale bezpieczniej: sznury, którymi umocowano w miejscu pitosy z towarami popękały, ciężkie naczynia toczyły się więc od burty do burty, miażdżąc wszystko na swej drodze i jeszcze bardziej destabilizując korab.
Nawet skryta w niewielkiej nadbudówce na rufie – hojnie opłacony kapitan oddał jej bowiem swą własną kwaterę – Berenike słyszała trzask łamanego masztu i rozpaczliwe krzyki załogi. Kurczowo ściskała dłonie niewolnic, które towarzyszyły jej od Melos. Wspólnie zmawiały wszystkie modlitwy do Posejdona, Boreasza i Zeusa, jakie tylko znały. Wcześniej towarzyszył im jeszcze młody rzeźbiarz, Meszalim, lecz w końcu nie wytrzymał bezczynności i wybiegł na zewnątrz, by pomóc marynarzom w walce z nawałnicą. Nim zniknął, przewiesił jej przez ramię sakwę z dłutami i wiertłami, które otrzymał od swojego mistrza. Bał się, że zgubi ów skarb na pokładzie, dlatego oddał go pod jej pieczę.
Mogłaby czerpać satysfakcję z tego, że uchroniła rzeźbiarskie narzędzia przed furią sztormu. Kiedy Macedończycy z przepływającej nieopodal triremy wciągnęli omdlałą kapłankę na pokład, kurczowo ściskała w dłoni powierzoną jej sakwę. Nawet teraz skrywała ją na dnie swojego bagażu. Mogłaby, gdyby nie fakt, że tamtej straszliwej nocy po raz ostatni widziała Meszalima – podobnie jak melijskie niewolnice i przydzielonego jej ochroniarza. Wszystkich ich zabrał okrutny żywioł. Na pokładzie „Dumy Lindos” było siedemnaście dusz – dwunastu członków załogi i pięcioro podróżnych. Mocą przypadku czy bożego wstawiennictwa tylko ona ocaliła życie. Lecz już zawsze miała się bać otwartego morza oraz huku fal przy mocnym wietrze. Jeszcze jeden lęk dodany do wszystkich poprzednich, które nosiła w sercu.
Kiedy po raz nie wiedzieć który obróciła się z boku na bok i próbowała umościć w skotłowanych jedwabiach, przypomniała sobie niedawną audiencję. Nim jeszcze dane jej było ujrzeć Kleomenesa z Naukratis, nasłuchała się wiele o tym niekoronowanym faraonie. Choć Egipcjanie darzyli Hellenów szczerą miłością, wdzięczni za wyzwolenie spod perskiej tyranii, żaden nie miał dobrego słowa dla satrapy. Jedni narzekali na jego gnuśność i lenistwo oraz niechęć do podejmowania decyzji – zwłaszcza tych, które pociągały za sobą wydatki z memfickiego skarbca. Inni krytykowali go za brak szacunku dla lokalnych wierzeń, kultów oraz świątyń. Wszyscy zaś narzekali na chciwość wielkorządcy, objawiającą się wciąż to nowymi podatkami oraz koniecznością uiszczania sowitych łapówek. Z ich słów wyłaniał się obraz męża do cna zepsutego, sprawującego rządy wyłącznie dla osobistej korzyści, kompletnie ignorującego dobro poddanych, a na dodatek, zuchwałego bluźniercy. Stając więc przed jego obliczem, Berenike była pełna złych przeczuć. Obawiała się, że zignoruje jej prośbę o pomoc, lub – co gorsza – publicznie ją wydrwi. Zdawała sobie jednak sprawę, że musi chociaż spróbować. Babilon był wart najgorszych upokorzeń.
Te jednak nie nadeszły. Kleomenes potraktował ją łaskawie i – co jeszcze bardziej zaskakujące – okazał hojność. Czy to możliwe, że wszyscy, z którymi zdarzyło jej się rozmawiać między Aleksandrią a Memfis, tak bardzo mylili się w ocenie satrapy? Łatwo byłoby w to uwierzyć, gdyby kapłanka nie zajrzała mu w oczy. Choć zmuszał się do dobrotliwych grymasów i umiejętnie modulował głos, by wprost ociekał miodem, spojrzenia, jakie jej posyłał, zadawały kłam wszelkim pozorom. Patrzył tak, jakby zamierzał obedrzeć ją z egipskiej sukni, w której chcąc nie chcąc wystąpiła, cisnąć nagą na wypolerowaną posadzkę i przycisnąć do niej swym zwalistym ciałem.
Niespodziewanie uderzyła ją świadomość, że był już mężczyzna, który nie tylko spoglądał na nią w ten sposób, ale i spełnił każdą z takich niewypowiedzianych gróźb. Koszmar z przeszłości, Alkajos, Rzeźnik Elidy. Zdobywca ojczystego miasta Berenike, ten, który nieodwołalnie zbrukał jej niewinność i naznaczył plecy bliznami po biczu. Całymi miesiącami kuliła się u jego stóp, skomląc o litość, której nigdy nie okazał. Dziś, po posłuchaniu w sali tronowej, zrozumiała, że los zetknął ją z kimś bardzo podobnym. To zaś sprawiło, że znów ogarnął ją strach.
Nie ulegało wątpliwości, że satrapa odegrał rolę dobroczyńcy na potrzeby zgromadzonej publiki. Ich rozmowie przysłuchiwali się wszak dworzanie, żołnierze z garnizonu oraz rzesza petentów przybyłych z całego kraju. Tyran Egiptu musiał się liczyć przynajmniej z niektórymi z nich. Gdyby spotkanie z kapłanką odbyło się na osobności… zapewne rozegrałoby się zupełnie inaczej. Ciało dziewczyny przeszył dreszcz, choć noc była przecież upalna. Uprzytomniła sobie, że teraz jest sama, pozbawiona ochrony, jaką zapewniała obecność tłumu. W swoich rachubach nie uwzględniała nawet dwóch niewolnic czuwających w przedsionku. Gdyby Kleomenes wdarł się teraz do jej sypialni, nie tylko by jej nie pomogły, ale jeszcze przytrzymałyby w miejscu, podczas gdy on zaspokajałby brutalną żądzę.
Nie mogąc już dłużej znieść bierności, zerwała się z posłania i odepchnęła zasłonę przeciw komarom. Miała na sobą tylko cienką, lnianą tunikę, zarzuciła więc na ramiona niedawno sprezentowany himation i tak odziana zbliżyła się do jednego z okien. Jej oczom ukazała się szeroka panorama Memfis. Mimo późnej pory w mieście płonęły tysiące lamp oliwnych i pochodni. Rozświetlały one nie tylko główne świątynie, ale też płaskie dachy i tarasy wielu domostw. Berenike zdziwiła taka rozrzutność mieszkańców. Kiedy wytężyła słuch, do jej uszu dotarły nuty niezliczonych melodii, rozbrzmiewających na ulicach, a także gwar tysięcy prowadzonych tam rozmów. Zaczynała rozumieć, że ta noc różni się od pozostałych, zaś w egipskiej stolicy ma miejsce jakaś uroczystość lub festiwal.
Choć nie ufała przydzielonym jej Nubijkom, ich pomoc stała się teraz nieodzowna. Berenike odwróciła się od okna i dwukrotnie klasnęła w dłonie. Pojawiły się niemal natychmiast – ciemnoskóre, z włosami kręconymi w drobne warkoczyki, usłużnie uśmiechnięte. Żadna nie była chyba starsza od niej. Jeśli zaskoczył je fakt, że znalazły swą panią całkiem rozbudzoną i z dala od łoża, nie dały tego w żaden sposób poznać. Przywołała z pamięci imiona, którymi przedstawiły się parę klepsydr temu.
– Kija, Merit, zdradźcie mi – poprosiła życzliwym tonem – co dzieje się dziś w mieście?
– To święto Wepet Renpet, pani – oznajmiła Kija, wyższa i smuklejsza z niewolnic. Mimo silnego akcentu całkiem zręcznie posługiwała się greką. – Mieszkańcy Egiptu obchodzą dziś Nowy Rok.
Merit zaś, niższa i bardziej pulchna, dodała:
– Przez całą noc oddawać będą cześć dwóm boginiom: Sopdet, której gwiazda zwiastuje coroczne wylewy Nilu, oraz Hathor, Złocistej Pani Niebios.
– Podczas podróży przez Egipt wielokrotnie słyszałam o owej Hathor – rzekła Berenike. – To ponoć bogini płodności oraz macierzyństwa. Czy jest nią w istocie?
– Nie mylisz się, szlachetna pani. To także patronka muzyki, radości i tańca.
– Stanowi zatem boską krewną olimpijskiej Demeter, której służę.
Kapłanka nieco nagięła fakty, Hathor bowiem zdawała się Hellenom bardziej podobna Afrodycie, lecz cudzoziemskie służące nie musiały znać się na szczegółach religijnych doktryn.
– Wobec tego czuję się zobowiązana, by wziąć udział w uroczystościach na jej cześć.
Niewolnice popatrzyły po sobie zakłopotane.
– Pani, jest środek nocy… – zauważyła Kija.
Hellenka wskazała na okno i widoczne za nim Memfis.
– Świętującym zdaje się to nie przeszkadzać.
– Sanktuarium Hathor znajduje się w pewnym oddaleniu od królewskiego pałacu.
– Wiesz, jak tam trafić, Merit?
– Naturalnie, pani. Wiele razy pokonywałam tę drogę, towarzysząc żonom dworskich dostojników. One wprawdzie podróżowały w lektykach, ale dla mnie zwykle brakło miejsca i musiałam iść na piechotę…
– Będziesz więc moją przewodniczką! Chcę, byś ty również nam towarzyszyła, Kijo! – Berenike nie zamierzała pozwolić, by któraś ze służebnic miała sposobność pobiec z meldunkiem do satrapy. – Nikt nie powinien być pozbawiony okazji do czczenia Złocistej Pani Niebios. Zwłaszcza w noc Wepet Renpet!
– Strażnicy zatrzymają nas przy pałacowych bramach. – Kija sięgnęła po ostateczny w jej ocenie argument.
Kapłanka zrozumiała, że musi posunąć się do gróźb. Dotąd pragnęła tego uniknąć, lecz opór niewolnic musiał zostać ostatecznie złamany.
– Jestem pewna, że znacie inne wyjścia z królewskiego kompleksu. Takie, z których korzysta służba, udając się ze sprawunkami. Takie, które nie są zbyt czujnie strzeżone. Zaprowadzicie mnie do nich albo rano będę zmuszona poskarżyć się starszemu eunuchowi, że nie okazałyście mi należytego posłuszeństwa.
– Wydostaniemy cię z pałacu, pani. – W tonie Merit brzmiała rezygnacja. – Prosimy tylko o to, byś przed świtem wróciła do swej komnaty. Jeśli ktoś zauważy twoje zniknięcie, nas obie czeka krwawa chłosta.
– Przysięgam, że tak właśnie uczynię. Nie chcę, byście cierpiały z mojej winy. A jeśli zachowamy ostrożność, nikt nie zauważy, że w ogóle opuściłam sypialnię.
Chyba że sam Kleomenes wedrze się do niej, pomyślała Berenike, by uczynić ze mną to, co zwiastowało jego spojrzenie…
* * *
Wymknięcie się do miasta okazało się łatwiejsze, niż podejrzewała. Pałac był opustoszały – najwyraźniej wielu z jego mieszkańców, jak i niewolników świętowało na ulicach Memfis. Napotkały na swej drodze tylko kilku żołnierzy pełniących wartę w korytarzach. Ale nawet im głowy kołysały się od wypitego z radosnej okazji wina oraz egipskiego specjału – wytwarzanego z jęczmienia oraz pszenicy piwa.
Wkrótce okazało się, że Merit całkiem dobrze orientowała się w memfickim labiryncie. Przemierzając go wybierała lepiej oświetlone ulice, na których pozbawione eskorty niewiasty mogły się czuć względnie bezpieczne. Wkrótce wychynęły spomiędzy gęsto stłoczonych zabudowań i weszły na tonącą w blasku tysięcy pochodni drogę procesyjną, łączącą najważniejsze sanktuaria w mieście – wielką świątynię Ptaha na północy oraz mniejszy, lecz urzekający pięknem przybytek Hathor na południu. W tę właśnie stronę zmierzały tłumy rozradowanych Egipcjan w najlepszych, lśniących czystością szatach. Wonie różnorakich olejków, którymi się skropili w połączeniu z kwaśnym zapachem potu mieszały się w powietrzu, tworząc jedyną w swoim rodzaju, przyprawiającą o zawrót głowy kompozycję.
Berenike przywdziała tej nocy jeden z podarowanych jej peplosów z farbowanego na błękit lnu oraz himation, którym skromnie przykryła włosy i ramiona. Widząc jednak, że na drodze procesyjnej niewiasty szły z odsłoniętymi głowami i nie chcąc od nich odstawać, również zsunęła biały materiał i podała go Kii. Wkrótce zresztą pożałowała tej decyzji, bo widok uwolnionych, złocistych loków z miejsca zwrócił na nią uwagę mnóstwa mężczyzn. Ich oczy przyciągał rzadko spotykany w Egipcie kolor, lecz gdy już się mu przypatrzyli, nie przerywali pełnej podziwu obserwacji. Kapłanka Demeter i Kory była wszak piękną dziewczyną o wielkich, turkusowych oczach i zmysłowych kształtach, których nie mogła w pełni zamaskować nawet dość luźna suknia. Widząc zawstydzenie swej pani, nubijskie niewolnice ciaśniej skupiły się wokół niej. Próbowały własnymi ciałami osłaniać ją przed najbardziej nachalnymi gapiami, ale nie mogły przecież być wszędzie naraz.
Na szczęście mężczyźni ograniczyli się do patrzenia. Żaden nie postąpił w stronę Berenike i nie zagroził jej, choćby w nieuświadomiony sposób. Wkrótce zresztą ich uwaga została odwrócona nową podnietą. Z bocznej ulicy, biegnącej do przystani Peru-Nefer wyłoniła się grupa roztańczonych i rozśpiewanych wyznawczyń Hathor – większość nosiła szaty z cienkiego niczym pajęczyna, półprzezroczystego materiału, ale kilka miało na sobie wyłącznie krótkie spódniczki. Musiały pląsać już od jakiegoś czasu, bo pot lśnił na odsłoniętych piersiach i sprawiał, że egipskie suknie jeszcze mocniej przylegały do ciał. Wirując w piruetach i gnąc się w akrobacjach, czcicielki Pani Niebios wmieszały się w tłum. Powitały je radosne okrzyki, które wkrótce złączyły się w hymn na cześć bogini.
Świątynia rosła w oczach. Jej harmonijna sylwetka oświetlona ogniskami oraz pochodniami górowała nad południową dzielnicą Memfis. W miarę, jak zbliżały się do świętego okręgu, ciżba gęstniała. Pojawiało się też coraz więcej kusząco odzianych lub wręcz nagich wyznawczyń. Berenike zauważyła, jak wdzięcznym krokiem zbliżały się do upatrzonych mężczyzn, brały ich za ręce i prowadziły w boczne zaułki. Żaden z wybrańców nie protestował ani się nie opierał. Kapłanka musiała w duchu przyznać, że kult Hathor w niczym nie przypominał obrządków ku czci Demeter.
Rozglądając się wokół, niespodziewanie zastygła w bezruchu. Pośród setek zgromadzonych wokół ludzi napotkała nagle utkwione w sobie spojrzenie. Zdeterminowane i władcze. Nienależące wszakże do mężczyzny pokroju Alkajosa czy Kleomenesa. Przez tłum szła ku niej dojrzała niewiasta w sięgającej do kostek, białej sukni, która bezwstydnie podkreślała doskonałość jej figury. Miedziany odcień skóry wskazywał jednoznacznie na egipskie pochodzenie nieznajomej. Sięgające ramion, lśniąco czarne włosy trzymała w ryzach biała opaska, zaś szyję i dekolt zdobił srebrny łańcuszek, na którym zawieszony był wykuty z brązu dysk słoneczny ozdobiony rogami.
– Bądź pozdrowiona, Berenike z Melos – przemówiła czystym attyckim dialektem, gdy zatrzymała się tuż obok. – Z niecierpliwością wyglądałam twojego przybycia. Pójdź ze mną, kapłanko Demeter i Kory. Twoje służące mogą nam towarzyszyć.
Poświęciła Nubijkom ledwie jedno spojrzenie swoich dużych oczu w barwie orzechów laskowych.
– Lecz niech trzymają się z tyłu. Rzeczy, o których będziemy mówiły, są przeznaczone wyłącznie dla twoich uszu.
Wyciągnęła rękę w geście bardzo podobnym do wybierających sobie kochanków wyznawczyń Hathor i pewnie ujęła dłoń jasnowłosej Hellenki. Chwilę później poprowadziła ją w stronę świątyni, zaś stłoczeni ludzie z czcią i nabożnością rozstępowali się, otwierając im drogę.
Przekroczyły bramę i znalazły się na pierwszym dziedzińcu, na który w dni religijnych festiwali wpuszczano mieszkańców Memfis. Tłum był tutaj mniej gęsty, zaś spod murów spoglądały nań wotywne posągi, ofiarowane przez niezliczone pokolenia wiernych. Tajemnicza Egipcjanka zwolniła nieco, pozwalając, by Berenike zrównała się z nią i szła obok.
– Skąd… Skąd wiesz, kim jestem? – Zapytała, spoglądając na szlachetny profil nieznajomej. Lecz zaraz sama udzieliła sobie odpowiedzi. – Musiałaś uczestniczyć w audiencji w sali tronowej!
– Słusznie się domyślasz. Stałam tam pośród innych kapłanów, czekając na posłuchanie, którego ostatecznie nam odmówiono. Dzięki tobie nie uważam jednak tego czasu za zmarnowany.
– Spodziewałaś się, że przyjdę do ciebie?
– Mogłam tylko zakładać, że okażesz się dość rozsądna, by nie spędzać nocy w pałacu. Liczyć, że wymkniesz się poza zasięg rąk naszego pana i władcy. A kiedy już znajdziesz się na ulicach miasta, prędzej czy później zaprowadzą cię tutaj.
– A zatem nie myliłam się co do Kleomenesa?
Nieznajoma przyciągnęła ją bliżej i objęła ramieniem. Szły teraz przytulone, jak przyjaciółki lub zadurzone w sobie nawzajem dziewczęta.
– Lepiej nie wypowiadaj głośno tego imienia – szepnęła wprost do ucha Berenike. – On wszędzie ma donosicieli. Nie ułatwiajmy im pracy.
Poprowadziła kapłankę Demeter i Kory w lewo, ku drugiej bramie, której wrota wykute były z brązu. Tu wartę trzymali świątynni strażnicy, którzy na widok zbliżających się kobiet natychmiast rozwarli podwoje.
– Dalej zaczyna się zakazana część sanktuarium – oznajmiła Egipcjanka. – Jako służebnica bogów, za moim pozwoleniem możesz do niej wkroczyć. Lecz niewolnice muszą zostać tutaj, na dziedzińcu.
Berenike zwróciła się ku Nubijkom.
– Merit, Kija, zaczekajcie tu na mnie. Jeżeli oddajecie cześć bóstwom Egiptu, korzystajcie ze święta. Niebawem wrócę.
Następnie razem z brunetką przekroczyła bramę, która rychło zamknęła się za ich plecami.
Znalazły się na kolejnym dziedzińcu, tym razem jednak całkiem pustym. Centralną część placu zajmował zbiornik wypełniony głęboką na jakieś dwa łokcie wodą. Ruszyły jego brzegiem, po prawej mijając długą kolumnadę parterowego gmachu. U końca basenu czekał na nie stół i dwa biesiadne łoża w helleńskim stylu. Meble wykonano z najlepszych surowców: libańskiego cedru oraz cyprysu, zaś ich zdobienia z kości słoniowej. Na blacie ktoś umieścił lampę oliwną, tace z owocami i słodkościami, a także dzban z winem i dwa puchary. Wokół rozstawiono miseczki z kadzidłem, którego wonny dym miał odpędzać insekty. Dyskretna służba oddaliła się na długo przed nadejściem kobiet, dla których przygotowano ucztę.
– Racz spocząć, moja droga. – Egipcjanka wskazała jej jedno z posłań. – W przeciwieństwie do pałacu, tutaj nic ci nie grozi.
– Zanim skorzystam z zaproszenia – odparła Berenike – chciałabym wiedzieć, kto mnie nim zaszczyca. Ty znasz już moje miano, pani. Pozwól, bym i ja poznała twoje.
– Na imię mi Henuttaneb, z woli Złocistej Pani Niebios pełnię posługę jako przełożona jej memfickiego sanktuarium. – Mówiąc to, sięgnęła po dzban i napełniła obydwa puchary winem. – Jestem tobą, tylko nieco starszą i bardziej doświadczoną.
– Rozumiem, co masz na myśli.
Hellenka zajęła miejsce na biesiadnym łożu, przyjęła kielich i uniosła go do ust. Woń przypraw, którymi doprawiono napój, wypełniła jej nozdrza.
– Choć muszę przyznać, że kulty naszych bogiń znacznie się różnią.
Przełknęła pierwszy łyk. Na ile mogła się zorientować, wino było wyśmienite. Henuttaneb uśmiechnęła się.
– Widziałaś zatem na ulicach tancerki Hathor uwodzące wiernych. Nie przeczę – śpiew, akrobatyczne popisy i miłosne igraszki również należą do rytuałów ku czci bogini. Ja również, będąc młodą dziewczyną, przemierzyłam w roztańczonym orszaku cały Egipt, od Naukratis na północy po Teby na południu. Poznałam wówczas mężczyzn w całym bogactwie ich odmian. Wspaniałomyślnych i egoistycznych. Cnotliwych i rozwiązłych. Czułych i oziębłych. Delikatnych i gwałtownych.
– Niestety, moje doświadczenia w tym względzie były znacznie bardziej jednoznaczne – wyznała Berenike i natychmiast poczuła, że oblewa się rumieńcem.
Dlaczego okazała taką szczerość dopiero co poznanej kobiecie – w dodatku cudzoziemce? Lecz wypowiedzianych słów nie dało się już cofnąć. Żeby pokryć swe zmieszanie, upiła kolejny łyk.
– Zostałaś skrzywdzona. – Egipcjanka nawet nie udawała, że to pytanie. W jej oczach na krótką chwilę pojawiło się współczucie. – Spotkałaś na swej drodze bestię obleczoną w ludzkie ciało. Dlatego byłaś w stanie tak szybko przeniknąć duszę satrapy.
– Wątpię, by dorównywał w okrucieństwie Alkajo… – urwała, wstrząśnięta.
Przez te wszystkie lata nie była w stanie wypowiedzieć imienia swojego oprawcy. A teraz niemal to zrobiła. Co się z nią działo?
– Obyś nie musiała się o tym nigdy przekonać. Na twoim miejscu nie wracałabym do pałacu, póki na nieboskłonie nie pojawi się gwiazda Sothis. Może do tego czasu żądza Kleomenesa wypali się… lub, co bardziej prawdopodobne, znajdzie inne ujście. Do świtu możesz oczywiście korzystać z mojej gościny. I ochrony, jaką zapewniają mury sanktuarium.
– Jestem ci wdzięczna, Henuttaneb. Zaczynam też rozumieć, dlaczego mnie tu zaprosiłaś.
Przełożona memfickiej świątyni uniosła podkreślone henną brwi.
– Jak sądzisz, co mną kierowało?
– Nazajutrz udam się do Babilonu, by objąć tamtejszą świątynię Demeter i Kory. Kiedy po zakończeniu wojen król Aleksander wróci na swoją nową stolicę, znajdę się w kręgu jego doradców. Wówczas będę mogła przekazać twoje słowa. Skargę na skorumpowanego satrapę, którego rządy nie tylko rujnują Egipt, ale zrażają jego mieszkańców do macedońskiej władzy. Pragniesz, bym pomogła uwolnić twój kraj od Kleomenesa.
Odpowiedział jej perlisty śmiech.
– Ach, zapomniałam, że dla was, Hellenów, wszystko jest polityką! Możesz mi wierzyć, że nie zamierzałam obarczyć cię taką misją.
Berenike ponownie napiła się wina. Choć było chłodne, rozgrzewało zamiast orzeźwiać. Zarówno umysł, jak i krew.
Henuttaneb zaś mówiła dalej:
– Moja ojczyzna jest stara, starsza niż potrafisz to sobie wyobrazić. Przez tysiąclecia rządzili nią niezliczeni władcy. Wśród nich zdarzyło się sporo okrutników, grabieżców, a nawet głupców. Egipt przetrzymał ich wszystkich i trwał dalej. Tak właśnie poradzimy sobie z Kleomenesem. Usiądziemy nad brzegiem i poczekamy, aż z nurtem Nilu spłyną jego zwłoki.
– Cóż za makabryczna wizja!
Blondynka odstawiła puchar na stół. W głowie już jej szumiało. Spojrzała w brązowe oczy swojej rozmówczyni.
– W takim razie, dlaczego…?
– …cię tu zaprosiłam? Miałam ku temu trzy powody. Po pierwsze, chciałam lepiej poznać Hellenkę, która podobnie jak ja poświęciła się sprawom bogów. Przyznam, że z miejsca mnie zaciekawiłaś, ocalona z morskiej toni Berenike. Zaprawdę, musisz się cieszyć wielką łaską Demeter, skoro wstawiła się za ciebie u Posejdona.
Mówiąc to, posłała jasnowłosej długie spojrzenie, od którego ta znów poczuła, że płoną jej policzki.
– Po wtóre, chciałam przynieść ci pociechę oraz ukojenie. Choć w sali tronowej nie znałam jeszcze przyczyn, już wtedy wyczułam przepełniający cię smutek. A także lęk. Idziesz przez świat, instynktownie bojąc się tych, którzy mogą stanąć na twojej drodze. Ich spojrzeń, intencji… dotyku.
Egipcjanka sięgnęła przez stół i zagłębiła palce we włosach Hellenki. Ta zadrżała, lecz ku własnemu zaskoczeniu, nie odsunęła się.
– Rany, które tamten potwór zadał twojej duszy, muszą zostać uleczone. Jesteś młodą i pełną uroku kobietą, Berenike, u samego początku twojej drogi. Nie godzi się, byś już teraz odrzucała dary Hathor… oraz Afrodyty.
– Kiedy statek, którym podróżowałam, uległ furii sztormu, myślałam, że to koniec. – Drżącym głosem odparła jasnowłosa. – Tonęłam w rozszalałym morzu. Co rusz przykrywały mnie fale. Macedońscy żeglarze wydarli mnie z tej kipieli. Lecz nawet wówczas, gdy poczułam silne ręce zaciskające się na przedramionach i wciągające na zbawienny pokład… nie przepełniała mnie wdzięczność, lecz odraza. Dotyk, który ocalił mi życie, palił jak rozgrzane do czerwoności żelazo. Jak więc miałabym przyjąć dary, o których mówisz?
Ostatnie słowa wypowiadała już przez łzy. Palce, które dotąd gładziły jej włosy, teraz przesunęły się w dół, po linii szczęki. Henuttaneb ujęła Hellenkę za podbródek i zmusiła, by spojrzała jej w oczy.
– Czy mój dotyk również cię parzy?
– Wiesz, że nie…
– Ty za to jesteś rozpalona. Trzeba cię schłodzić. Chodźmy do wody, Berenike. Przekonasz się, że jest rozkosznie chłodna.
Turkusowe oczy rozwarły się szerzej.
– Chcesz… byśmy wzięły kąpiel?
– Znajdujemy się przecież nad basenem.
Egipcjanka podniosła się z biesiadnego łoża i zbliżyła do brzegu. Już wcześniej, gdy zasiadała do stołu, zsunęła ze stóp sandały, była więc teraz bosa.
– A jest to szczególny basen. Dzięki podziemnemu kanałowi stale zasilają go wody Nilu. Zanurzenie się w nich ma moc zmywania grzechów. Własnych oraz cudzych. Kapłanki dokonują tu ablucji przed najważniejszymi obrzędami.
Jasnowłosa poczuła, że faktycznie jest jej gorąco. Może za sprawą upalnej nocy, a może wypitego wina, z pewnym zaskoczeniem uznała, że kąpiel to bardzo dobry pomysł. Wkrótce dołączyła więc do brunetki. Kiedy tamta ściągała przez głowę obcisłą, egipską suknię, Hellenka rozsupłała wiązania peplosu i pozwoliła, by ten osunął się na posadzkę. Razem zeszły po wyciętych w kamieniu schodach.
– Och… miałaś rację. Rozkosznie chłodna.
Woda sięgała Berenike do bioder. Pragnąć schłodzić całe ciało, pochyliła się, by obmyć również twarz, piersi i brzuch. Kiedy się wyprostowała, poczuła na grzbiecie delikatny dotyk. Palce sunęły w dół jej pleców, muskając kolejne przecinające je blizny po biczu. Ślady, którymi Alkajos na zawsze naznaczył jej ciało. Kapłanka Demeter i Kory poczuła wstyd, jakiego nie wzbudziło wcześniej obnażenie się przy drugiej kobiecie. Gwałtownie obróciła się ku Egipcjance i spojrzała jej w oczy, szukając w nich litości. Zamiast tego, ujrzała wypełniającą je dumę.
– Mężczyźni pysznią się bliznami, odniesionymi na bitewnych polach – przemówiła Henuttaneb. – Ty również nie powinnaś wstydzić się swoich. Może nie zwyciężyłaś tego, kto zadał ci męki. Ale zdołałaś je przetrwać. Ugięłaś się, to prawda, lecz nie pozwoliłaś się złamać.
Po raz drugi tej nocy łzy popłynęły po policzkach Berenike. Teraz wszakże nie roniła ich z bólu i rozpaczy, lecz z wdzięczności oraz ulgi. Czuła, jakby ktoś zdjął z niej ciężkie brzemię i pozwolił, by po raz pierwszy od lat swobodnie zaczerpnęła tchu. Opuściła powieki, nie mogąc dłużej znieść spojrzenia Egipcjanki. Zaraz jednak poczuła obejmujące ją ramiona, na twarzy zaś dotyk ust scałowujących słone krople. Te pierwsze pocałunki były lekkie, jakby nieśmiałe. A może tylko ostrożne, w oczekiwaniu na możliwy sprzeciw. Lecz Berenike wcale nie pragnęła się sprzeciwiać. Kiedy usta dotarły do jej własnych warg, rozchyliła je w oczekiwaniu. Ich pierwsze zetknięcie smakowało solą, ale i tak rozbudziło ochotę na więcej.
– Pora, byśmy wyszły – szepnęła przełożona sanktuarium Hathor. – Zanim naszymi uczynkami skalamy święte wody. Moje komnaty są nieopodal.
Hellenka skinęła głową. Zalała ją fala nowych doznań oraz pragnień, których istnienia nawet sobie przedtem nie uświadamiała. A może to opium, którym doprawione zostało wino, wzięło już ją we władanie. Henuttaneb ujęła dziewczynę za rękę, gestem równie stanowczym, jak wcześniej na memfickiej ulicy i pociągnęła za sobą. Szły nagie, zostawiwszy szaty na brzegu basenu. Gdy wzrok Berenike spłynął na ciało poprzedzającej ją kobiety, ujrzała je jakby nowymi oczyma. Krągłość bioder, sprężystość pośladków, smukłość ud przestały budzić zazdrość, zaczęły zaś – pożądanie.
Pokoje Egipcjanki w istocie znajdowały się bardzo blisko – pod kolumnadą parterowego budynku, który wcześniej mijały. W otworze wejściowym nie umieszczono drzwi – nie były potrzebne tu, w świętym okręgu, gdzie dostęp był ściśle kontrolowany – lecz lnianą zasłonę ozdobioną drobnymi srebrnymi dzwoneczkami, które powitały je dźwięczną nutą. Przedpokój urządzono z kunsztem i smakiem, lecz Berenike tylko zerknęła na pokrywające ściany malowidła przedstawiające sceny z życia bogów. Gdyby się im przyjrzała, może zwróciłaby uwagę, że wiele z nich poświęcono bliskiej, wręcz intymnej przyjaźni Izydy i Neftydy.
Kiedy wkroczyły do sypialni pani memfickiego sanktuarium, ta zwróciła się ku podążającej za nią dziewczynie.
– Teraz mogę już zdradzić trzecią przyczynę twojego zaproszenia. Mówiłam już, że jako akolitka Hathor poznałam mężczyzn w całej ich różnorodności… Nie wspomniałam tylko, że wówczas w pełni się nimi nasyciłam. Obecnie moje pragnienia kierują się w odmienną stronę. Kiedy ujrzałam cię podczas audiencji, złapałam się na tym, że już nie potrafię odwrócić wzroku. Nie minął dzień i znów się spotkałyśmy. I to w święto Wepet Renpet. Bogowie bywają łaskawi.
– Niech zatem spełni się ich wola – odparła Hellenka.
Brunetka skróciła dzielące je dystans, objęła ją w talii i przyciągnęła ku sobie. Ich usta złączyły się znowu, lecz tym razem Berenike nie pozostała bierna. Po raz pierwszy w życiu całowała się z ochotą, zawarła więc w tym akcie całą swą nowo odkrytą namiętność. Uniosła ramiona i zarzuciła je na szyję Egipcjanki. Pragnęła, by ta chwila trwała wiecznie.
I wtedy poczuła drugą rękę tamtej – w dole, po wewnętrznej stronie uda. Opuszki musnęły delikatną w tym miejscu skórę, a następnie paznokcie podrażniły ją w wielce przyjemny sposób. Bardzo powoli dłoń zaczęła przesuwać się wyżej. Blondynka wydała z siebie ni to westchnienie, ni jęk. Zdawała sobie sprawę, że już za moment palce sięgną tam, gdzie dotąd byli tylko krzywdzący ją mężczyźni – Rzeźnik Elidy i jego podkomendni. Mimo tej świadomości, z chęcią rozchyliła uda, po raz pierwszy z własnej i nieprzymuszonej groźbą woli. A kiedy palce dotarły do celu swej wędrówki, błogo zakwiliła.
Czując, że owoc Hellenki spłynął miłosnymi sokami, Henuttaneb nie zwlekała już ani chwili i pociągnęła dziewczynę na łóżko.
Pozostała część nocy zapisała się w pamięci Berenike jako seria przechodzących jedna w drugą scen. Klęczały wśród rozrzuconych poduszek, całując się jak oszalałe. Smagłe udo zagłębiało się między jej własne, znacznie bledsze uda i pocierało coraz bardziej wilgotne podbrzusze… Leżała na wznak, zaś kochanka pochylała się nad nią, na przemian liżąc i przygryzając różowe sutki.
Dłońmi gładziła ją po plecach i przeczesywała sztywne, czarne włosy – dopiero nad ranem przekonała się, że była to w istocie kunsztownie wykonana peruka; jak wszyscy kapłani znad Nilu, Henuttaneb dokładnie goliła całe ciało, nie pozostawiając na nim ani jednego prawdziwego włoska.
To znowu sama mościła się między nieskromnie rozrzuconymi na boki nogami Egipcjanki, żeby ustami i językiem zapoznać się z płatkami jej sromu i spijać miłosny nektar u samych jego źródeł. A potem sama prężyła się w rozkosznych dreszczach, nabita na dwa smagłe palce, podczas gdy kciuk służebnicy Hathor rysował na jej łechtaczce magiczne symbole…
Kiedy niebo nad Memfis zaczęło się rozjaśniać, Hellenka odnalazła tę część siebie, o której sądziła, że została z niej na zawsze wydarta. I jeśli nawet Henuttaneb nie zdołała w tak krótkim czasie w pełni zasklepić ran, które Alkajos zostawił na duszy Berenike, to przecież proces uzdrawiania rozpoczął się na dobre. Reszta zależała już od niej samej – oraz od tych, których miała w przyszłości spotkać na swej drodze.
Przed świtem nastał czas rozstania. Choć żadna nie zmrużyła tej nocy oka, obie wciąż pełne były namiętności. A także świadome, że niebawem przerodzi się ona w bolesną tęsknotę. Żegnały się czule, niespiesznymi pocałunkami i pieszczotliwym dotykiem. Ich usta i ręce długo nie chciały się rozdzielić. W końcu Henuttaneb sięgnęła do swego karku. Odpięła naszyjnik ze słońcem i krowimi rogami. Następnie wręczyła go Berenike.
– Niech przyniesie ci szczęście, gdziekolwiek się udasz – rzekła. – A także przypomina o mnie i naszym spotkaniu.
– Czy przystoi mi nosić święty symbol Hathor?
– To zależy. Czy Demeter i Kora są zazdrosnymi boginiami?
– Chyba będę musiała się o tym przekonać – odparła Hellenka i zapięła łańcuszek wokół własnej szyi.
Zanim na zawsze opuściła sanktuarium Hathor, odszukała jeszcze na pierwszym dziedzińcu swoje niewolnice. Czekając na jej powrót, obie dały się ponieść obchodom święta. Najpierw znalazła Kiję pogrążoną wraz z innymi dziewczętami w ekstatycznym tańcu ku czci bogini. Później, gdy już ją ocuciła, wspólnie zaczęły rozglądać się za Merit, mijając kolejne pogrążone w miłosnych splotach pary. Dostrzegły ją dopiero wtedy, gdy podniósł się znad niej w pełni zaspokojony kochanek. Jak się potem okazało, nie pierwszy owej nocy. Berenike pomogła czarnoskórej dziewczynie dźwignąć się z kamiennej podłogi i serdecznie uściskała.
– Szczęśliwego Wepet Renpet – szepnęła do ucha zaskoczonej niewolnicy. – Szczęśliwego Nowego Roku!
* * *
Kapłanka i jej służące wróciły do pałacu, gdy nad miastem rozbłysła już jasno gwiazda Sothis. Niebawem pod drzwiami sypialni stawił się niewysoki, przedwcześnie posiwiały oficer w wypolerowanym napierśniku i purpurowym płaszczu. Pod prawą pachą trzymał hełm z białym pióropuszem, lewą dłoń wspierał zaś na rękojeści przypiętego u pasa, krótkiego miecza.
– Wszystko przygotowane, pani – zameldował. – Twoja eskorta zebrała się przy południowych stajniach. Gdy tylko zejdziesz, możemy wyruszać. Pozwoliłem sobie również wybrać niewolnice, które będą ci usługiwać w podróży. To Arabki, nawykłe do trudów przeprawy przez pustynię. Jeśli pozwolisz…
– Odeślij je do poprzednich obowiązków, panie – poprosiła kapłanka. – Zdecydowałam, że zabiorę ze sobą te oto Nubijki, które zeszłej nocy okazały mi wszelką pomoc. Wątpię, bym potrafiła obejść się bez nich w długiej drodze do Babilonu. Merit, Kija, szykujcie się do podróży.
– Zgodnie z życzeniem. – Mężczyzna włożył na głowę hełm, a potem zasalutował oswobodzoną w ten sposób prawicą. – Będę czekał na dole, pani.
Obrócił się na pięcie i zamierzał odejść, lecz oto wyrósł przed nim kolejny oficer. Wyższy i sporo młodszy. Miał smagłą cerę, czarne, lekko kręcone włosy i ciemne oczy. Berenike uznała go za całkiem przystojnego.
– Prosiłem, byś został z żołnierzami, Demetriuszu – rzucił z tonem lekkiej przygany białowłosy.
– Żołnierze poradzą sobie beze mnie przez pół klepsydry – odparł beztrosko młodzieniec, a następnie posłał jasnowłosej przeciągłe spojrzenie. – Uznałem, że bardziej się przydam, pomagając z bagażami.
Ku własnemu zaskoczeniu, kapłanka obdarzyła go pogodnym uśmiechem.
– Dziękuję za troskę – przemówiła uprzejmie. – Twoja pomoc jest mile widziana.
Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.
Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.


Blog Comments
Megas Alexandros
2026-01-01 at 20:03
Dobry wieczór,
tradycyjnie już, nowy rok Najlepsza Erotyka – i ja osobiście – witamy kolejnym rozdziałem Wepet Renpet. Wszystkie opowieści z tego cyklu rozgrywają się tego samego dnia i nocy – podczas obchodów starożytnego egipskiego Nowego Roku w stolicy satrapii egipskiej – Memfis. Tym razem w centrum wydarzeń znajduje się znana z moich poprzednich tekstów („Opowieści helleńskiej: Tais” oraz „Melijskiej Idylli”) Berenike – kapłanka Demeter i Kory. A mówiąc językiem współczesnym – samotna dziewczyna w obcym jej, wielkim mieście. Co się wydarzy i kogo spotka na swej drodze? Tego dowiecie sie z poniższego tekstu!
Tradycyjnie pragnę podziękować Arei Athene, które oderwała się od słuchania Koncertu noworocznego Filharmoników Wiedeńskich, by zrobić korektę mojej pisaninie.
Zapraszam do lektury, no i wszystkiego najlepszego w 2026!
M.A.
jammer106
2026-01-05 at 11:52
Na temat miłości z wyspy Lesbos, wypowiadał się nie będę, bo ani ja znawca, ani jej z wiadomych względów nie doświadczyłem, to warsztatowo opowiadanie jest jak zawsze na wysokim (co jest u tego Autora normą), poziomie.
Znawstwo słownictwa, odpowiednie prowadzenie akcji, wprowadzenie w epokę, to Megasa znak rozpoznawczy i gwarant wysokiej jakości.
Nie zostaje nic innego jak wbić piętnaście na liczniku i w 2026 roku życzyć Weny.
Pozdrawiam.
Megas Alexandros
2026-01-05 at 14:20
Cześć!
dziękuję za miłe słowa. Wątki saficzne pojawiały się w mojej twórczości i pewnie jeszcze nie raz się pojawią, ale w zdecydowanej większości relacje, które mają miejsce w „Opowieści helleńskiej”, „Perskiej Odysei” i cyklach towarzyszących są heteroseksualne. Choć też rządzi nimi logika (oraz hierarchia władzy) daleka od tej, jaką znamy ze współczesności. Tym niemniej, jak zawsze zachęcam do lektury moich tekstów w kolejności ich publikacji, moim zdaniem najlepiej pozwala się ona zorientować w gąszczu wątków i plątaninie opisanych ludzkich losów 🙂
Pozdrawiam
M.A.
Nefer
2026-01-05 at 15:33
Bardzo udana odsłona ciekawie pomyślanego cyklu, którego kolejne części łączą czas i miejsce akcji, natomiast ścieżki poszczególnych bohaterów przecinają się w skomplikowany, zaplanowany przez Autora sposób. Oczywiście, smaku dodaje historyczna, staroegipska sceneria i obyczajowość, którą lubię, a którą MA oddaje ze znawstem i literacką wirtuozerią. Pozostaje tylko żałować, że kolejne części tej opowieści ofiarowuje czytelnikom raz do roku, niczym Św. Mikołaj. Aleksandrze, proszę o więcej.
Megas Alexandros
2026-01-05 at 15:41
Witaj, Neferze!
Wepet Renpet wydaje mi się obecnie cyklem zakończonym – przedstawiłem w nim wydarzenia z perspektywy Demetriusza, Aratosa i Berenike. Stanowić one będą wstęp do dalszych przygód opisywanych choćby w Perskiej Odysei. Miałbym pomysł na jeszcze 2 rozdziały poświęcone bohaterom drugo- i trzecioplanowym, ale nie wiem, czy to ma sens i nie będzie sprawiało wrażenia nadmiaru.
Swoje pozostałe cykle staram się „uaktualniać” przez dodanie kolejnych rozdziałów częściej. A u mnie ostatecznie wszystko się ze wszystkim wiąże 🙂
Pozdrawiam
M.A.
Marek
2026-01-06 at 20:00
To jest intrygujace i na wysokim poziomie, ale tesknie za Mnesarete…
Megas Alexandros
2026-01-06 at 20:09
Witaj, Marku!
Mnesarete w końcu się pojawi, lecz jak typowa primadonna, lekko się spóźnia. Ale teraz, gdy ukończyłem Wepet Renpet (z którym chciałem się wyrobić na Nowy Rok) to właśnie ona jest moim priorytetem.
Pozdrawiam
M.A.