
Źródło: Pixabay
Savanah miotała się po całym zamku niczym chmura gradowa. Od zmierzchu nie widziała Godsmacka i zaczynała się już poważnie niepokoić. Powinien być w swoich komnatach, albo w gabinecie, ale nie mogła go nigdzie znaleźć… Na dodatek nie zostawił żadnej wiadomości, a wampirzyca nienawidziła czuć się niepewnie i bezradnie… a tak się właśnie teraz czuła. Sama właściwie nie wiedziała dlaczego. Formalnie nic ich nie łączyło i Savanah nie potrafiła nawet nazwać uczuć, które żywiła do tego niezwykłego mężczyzny. Jednak to właśnie przez niego nie mogła znaleźć sobie miejsca więc krążyła po zamku, wyglądając przez wszystkie napotkane okna. W końcu wyciągnęła z futerału w swoim pokoju mandolinę i ruszyła do Sali Głównej. Siadła w fotelu i zaczęła brzdąkać niespójne nuty, które z czasem zaczęły się układać w rzewną i niezwykle smutną melodię.
– Piękna muzyka… Niemal tak jak ta, która ją tworzy – męski głos wyrwał ją z zamyślenia.
– Godsmack! – krzyknęła cicho i upuściwszy instrument rzuciła się wampirowi na szyję. Nieco zaskoczony tą reakcją przytulił ją opiekuńczym gestem.
– Martwiłam się…
– Niepotrzebnie. Jak widzisz wróciłem i nic mi nie jest – odsunął ją od siebie i spojrzał jej w oczy, po czym pocałował w czoło.
– Gdzie byłeś… szukałam cię pół nocy!
– Jak zapewne zdążyłaś zauważyć, opuściłem zamek – pogładził ją po twarzy. – A teraz wybacz moja droga, ale mam obowiązki… – Raz jeszcze ją pocałował, tym razem w policzek i wyszedł, zostawiając osłupiałą w sali.
Z początku poczuła ulgę, że w końcu się znalazł, ale kiedy teraz ogarnął ją żal i gniew. Nie tak miało to wszystko wyglądać… Podniosła mandolinę i znów zaczęła grać, lecz tym razem w jej melodii brzmiały ostre, przesycone pasją nuty. Kiedy przestała się niepokoić górę wzięły inne emocje.
W końcu odłożyła instrument i wyszła z sali, po chwili dał się słyszeć stuk kopyt i rżenie koni. Po kilku godzinach Sav zmęczona jazdą, ale nieco uspokojona wróciła do zamku. Godsmack nawet nie zauważył jej nieobecności, pochłonięty tylko sobie znanymi sprawami. Minęła go w korytarzu z udawaną obojętnością i skierowała kroki do swoich komnat. Po chwili w Sali Głównej, o tej godzinie niemal pustej, z hukiem otworzyły się drzwi. Stanęła w nich wampirzyca odziana jedynie… w przejrzystą tunikę.
– Sav? – Maratha z niedowierzaniem spojrzała na przyjaciółkę.
– No co? Chcę tańczyć! Zatańczcie ze mną! Noc jest piękna, księżyc świeci jeszcze pełnią swego blasku, a ja chcę się bawić! –wykonała zgrabny piruet. Popatrzyła na Marathę, dostrzegła też Lirael skuloną w fotelu i przyglądająca się jej z niepokojem. – Nie chcecie pójść ze mną w tan? To nie… Zaczęła kołysać się miarowo w rytm tylko sobie znanej muzyki, jednak to był dopiero początek. Uniosła ręce i rozpuściła włosy, które teraz spłynęły kaskadą na jej ramiona i plecy. Taniec był zmysłowy i elektryzujący. Skomplikowane ruchy rąk, przywołujące na myśl rzucanie zaklęć, kołysanie bioder, drobne kroki i chwilowe zastyganie w pełnych żaru i namiętności pozach, które nawet mimo swej statyczności tworzyły wrażenie nieustannego ruchu… Przez tunikę przebijał ciemny zarys brodawek i delikatnego meszku okalającego jej kobiecość. Maratha patrzyła na nią jak urzeczona. Domyślała się o co chodzi. Widziała dzisiejsze zachowanie Sav i Godsmacka i miała swoje podejrzenia co do tego, co się między nimi dzieje… W końcu wyczerpana tancerka opadła na miękki dywan tuż przy kominku. Maratha podeszła do niej z westchnieniem, wzięła ją na ręce, po czym ruszyła w stronę komnat przyjaciółki. Sav wtuliła się ufnie w ramiona starszej wampirzycy i chyba zasnęła z wyczerpania.
Obudziła się dopiero kolejnego wieczoru, nie do końca pamiętając, co właściwie się stało. Kojarzyła, że wyjechała w nocy z zamku, że wróciła i… tańczyła w Sali. Wiedziała też, że Godsmack tego wszystkiego nie widział, mimo, że całe przedstawienie było przeznaczone właśnie dla niego. Wstała z łoża, ubrała się opuściła komnatę, w drzwiach o mało nie wpadając na tego, wokół którego tak uporczywie krążyły jej myśli.
– Sav… ja… – zaczął, ale napotkał jej zimne spojrzenie. Wieści o tym co miało wczoraj miejsce dotarła już do niego. W tym zamku plotki roznosiły się lotem błyskawicy… Wyprostował się jakby właśnie został spoliczkowany. – Chciałem tylko przeprosić za moje wczorajsze zachowanie – oznajmił chłodno, ale w jego głosie dźwięczała ledwo dostrzegalna nutka bólu. Skłonił się dwornie i ujął jej dłoń, na której złożył delikatny pocałunek. – Mam nadzieję że wybaczysz mi, pani i jeśli jest cokolwiek, czym mógłbym uśmierzyć twój słuszny gniew, powiedz, a twoje życzenie stanie się dla mnie rozkazem. – Te słowa na moment zbiły z tropu wampirzycę. Ten mężczyzna ciągle krzyżował jej plany. Tym razem to też nie miało tak wyglądać, zamierzała być wobec niego chłodna, wyniosła, drwiąca… a to co powiedział niemal całkowicie ją rozbroiło. Otrząsnęła się jednak szybko.
– To wszystko? – Zapytała z dziwną nutą w głosie.
– Cokolwiek rozkażesz…
– Jesteś tego pewny?
– Jak niczego na świecie.
– Dobrze więc. Chcę żebyś ubrał się dla mnie w róże… – teraz to jej udało się go zaskoczyć.
– Słucham?
– Chcę żebyś ubrał się dla mnie w róże – odpowiedziała akcentując każde słowo, jakby mówiła do dziecka. – Te kolczaste, które rosną w ogrodzie, a którymi zajmują się słudzy Salenne. Chcę żebyś je dla mnie przywdział – tłumiła uśmiech zadowolenia, starając się utrzymać wyniosłą minę. Wyraz twarzy lidera klanu rzeczywiście mógł bawić. Lekko zdezorientowany spoglądał na Sav. Wiedział, że wampirzyca często miewa szalone pomysły, ale to zupełnie zbiło go z tropu. Obietnica była jednak obietnicą i nie mógł się już z niej wycofać.
– Jak sobie życzysz, pani – odparł kłaniając się. – Zatem będę oczekiwał cię dziś przed świtem w mej komnacie… Ubrany w róże. – Uśmiechnął się zawadiacko. Cóż, kolce dla wampira nie są aż tak przerażające… Mogła wymyśleć coś znacznie gorszego, pomyślał odchodząc korytarzem.
Savanah zadowolona z takiego obrotu sprawy udała się do Sali Głównej. Rozkazała niewolnikom, by przynieśli jej śniadanie i przygotowali konie do drogi.
– Lepiej dzisiaj? – Uśmiechnięta Maratha pojawiła się jak zwykle nie wiadomo skąd.
– Wyśmienicie.
– Martwiłam się o ciebie wczoraj… Wiesz…
– Już wszystko w porządku – przerwała jej Savanah – i… dziękuję. – Gdy przypomniała sobie szczegóły zeszłej nocy i jej policzki oblał delikatny rumieniec. Maratha pogłaskała ją po twarzy.
– W takim razie cieszę się. Wybierasz się gdzieś?
– Powłóczę się trochę po Nekropolii… Może znajdę coś ciekawego.
– Zatem udanych poszukiwań. Ja dziś uciekam do siostry, szykuje się jakaś bitwa w BSNT. Wrócę zapewne za kilka dni, bo jak znam Lei, po bitwie będzie uczta, a po uczcie u niej nie dochodzi się prędko do siebie – zaśmiała się. – To chyba bardziej wyczerpujące niż walka. Idę się przygotować. Gdybyś chciała, możesz mi towarzyszyć.
– Dziękuję, ale nie… Mam tu pewną sprawę do załatwienia. – Maratha uśmiechnęła się ze zrozumieniem.
– W takim razie baw się dobrze! – Cmoknęła ją w policzek na pożegnanie i wyszła z sali. Savanah była wdzięczna, że wampirzyca nie roztrząsała wczorajszych wydarzeń i nie zadawała pytań, na które nawet ona nie znała odpowiedzi. Skończyła posiłek i również opuściła zamek. Musiała jakoś zabić czas do świtu…
Pół nocy spędziła błąkając się po uliczkach Nekropolii i nawet udało jej się znaleźć całkiem ciekawy amulet… Wróciła do zamku na dwie godziny przed wschodem słońca. Była podekscytowana, ale jednocześnie zaczęła czuć się trochę głupio. W końcu róże Salenne rzeczywiście były kolczaste… Kazała przygotować sobie kąpiel z pachnącymi olejkami, godzina spędzona w wannie i delikatny masaż niewolnic przywróciły jej nieco równowagi ducha. Założyła na siebie białą koronkową bieliznę i przejrzystą szatę, tę samą, w której tańczyła zeszłej nocy w Sali Głównej… Chciała by Godsmack wreszcie zobaczył to, co było przeznaczone dla jego oczu… Wzięła ze sobą chustę z czarnego jedwabiu, na wypadek gdyby kolce wyrządziły mu jakąś krzywdę i… sztylet, gdyby to on chciał skrzywdzić ją. Jeśli zajdzie taka konieczność opatrzy go, lub będzie się bronić, a potem… Sama nie wiedziała, co nastąpi potem. Wymyślała tysiące scenariuszy tego spotkania, ale nie była pewna, czy chciała żeby któryś z nich się sprawdził… Właściwie nie miała pojęcia czego tak na prawdę pragnie. Nie ufała mu do końca, ale jednocześnie coś ją ku niemu ciągnęło… Tak bardzo że nie była w stanie nad tym zapanować.
Dotarła na miejsce i stanęła przed solidnymi, dębowymi drzwiami. Zapukała cicho i uchyliła je. Zamarła w progu. Godsmack leżał na łożu, znajdującym się na środku komnaty, oświetlonym tylko blaskiem kominka. Uśmiechnął się i wstał na jej widok. Był półnagi, miał na sobie jedynie lniane spodnie spinane złotą klamrą. Sav zawahała się chwilę, ale weszła do środka.
– Obiecałeś mi róże – stwierdziła cichym głosem. Wampir uśmiechnął się tylko i ściągnął z łoża narzutę – oto i one. – Jej oczom ukazał się niecodzienny widok. Cały materac pokrywały czerwone płatki róż. Pachniały tak oszałamiająco, że przez chwilę niemal zakręciło jej się w głowie.
Mężczyzna wyciągnął dłoń. Podała mu swoją, nie panując już nad tym, co czyni. Wciąż ściskała kurczowo czarną chustę, którą teraz wyjął spomiędzy jej palców. Przysunął ją do twarzy i głęboko wciągnął woń, po czym postąpił ku Sav. Obrócił ją plecami do siebie i zawiązał oczy czarnym jedwabiem. Sztylet wysunął się z drugiej ręki wampirzycy. Zapach kwiatów sprawiał że zatracała się zupełnie w tej chwili, w spojrzeniu dziwnych oczu, które czuła na sobie, mimo, że teraz nie mogła ich zobaczyć… a może to nie był tylko zapach. Poczuła dłonie na swoich ramionach. Delikatny dotyk, niemal muśnięcie, które sprawiło, że zadrżała. Gładził powoli jej ręce, aż dotarł do dłoni, które ujął delikatnie. Jego usta dotknęły karku wampirzycy, pocałunki były niczym muśnięcie skrzydeł motyla, albo dotyk płatków róży… Oddychała szybko i płytko, a serce trzepotało w jej piersi, niczym oszalały ptak w klatce. Bała się, ale jednocześnie pragnęła jego dotyku, pocałunków, szeptu, jego samego… Nie była w stanie poruszyć się czy wypowiedzieć choćby słowa. Puścił jej dłonie i przez chwilę spoglądał na nią, tak bezradną i bezbronną w tej chwili, stojącą przed nim w białej, niemal przezroczystej szacie, kontrastującej z czernią włosów. Przyciągnął ją do siebie i pocałował delikatnie w kark. Ręce przesuwały się powoli wzdłuż kręgosłupa, po łopatkach, talii… w końcu dotarł do pośladków, a kiedy nie wyczuł sprzeciwu, sięgnęły jeszcze niżej, do brzegu zwiewnej tuniki,. Zaczął unosić go do góry, muskając przy tym odsłanianą, jedwabiście miękką skórę. W końcu ściągnął z niej szatę i odrzucił ją na bok, po czym odwrócił kobietę twarzą do siebie. Przyjrzał się jej w zachwycie, którego nie była w stanie dostrzec. Pocałował ją delikatnie. Znów zadrżała, ale rozchyliła lekko usta smakując jego wargi. Przesunęła dłońmi po nagim torsie, a następnie sięgnęła w górę, ku jego twarzy. Zasłonięte oczy sprawiały, ze reszta jej zmysłów, w tym dotyk, uległy wyostrzeniu. Badała koniuszkami palców jego tak dobrze znane sobie oblicze i odkrywała je na nowo. Drobne zmarszczki w kącikach oczu i ust, znacznie wyraźniejsze, kiedy się uśmiechał. Gładką skórę, mocne włosy, nie tak miękkie jak jej… Zarys wygolonej szczęki, wyraziste kości policzkowe…
Wziął ją na ręce i ostrożnie złożył na płatkach róż. Odetchnęła głęboko, sycąc się ich wonią. Przez chwilę nie czuła go przy sobie, ale zaraz wrócił, a jego usta znów przylgnęły do jej warg. Dłonie rozpoczęły rozkoszną wędrówkę po całym ciele. Był tak czuły i delikatny… Chyba nie spodziewała się tego po nim, ale było to niezwykle miłe zaskoczenie. Opuszkami palców gładził jej ramiona i dekolt zbliżając się powoli do drobnych piersi. Przesunął palcami po linii koronki i wędrował dalej, po brzuchu i podbrzuszu, aż do kolejnej przeszkody. Znów zaznaczył dotykiem linię materiału i zsunął dłoń na jej uda zaciśnięte kurczowo w mimowolnym odruchu obronnym. Nie naciskał, nie chciał brać niczego czego nie ofiarowała mu sama. Głaskał uda i łydki, zbliżył do nich usta i zaczął delikatnie całować. Oddychała niespokojnie, czując jak ogarnia ją fala ciepła, kiedy znaczył jej ciało pocałunkami zbliżając się znów do łona i przechodząc na brzuch. Ominął piersi skupiając się na dekolcie i szyi. Zacisnęła ręce na prześcieradle, zgniatając różane płatki. Rozchyliła usta, pragnąc znów poczuć smak pocałunków. Nie kazał jej długo czekać. Ich języki splotły się w gorączkowym tańcu. Objęła go i przycisnęła do siebie, czując jak zatraca się w namiętności. Oplotła go nogą, a niewielką stopą jęła wodzić po łydce i udzie kochanka.
– Chcesz tego? – wyszeptał jej wprost do ucha, muskając je przy tym wargami.
– Tak… – tylko tyle była w stanie powiedzieć. Ściągnął jej z oczu opaskę. Ujrzała, jak komnata tonie w blasku świec. Nie miała pojęcia, kiedy zdążył je zapalić, ale to nieważne , teraz liczył się tylko on. Przywarła do jego ust. Tak… pragnęła go jak nikogo, nigdy w swoim długim wampirzym nie-życiu. Dłońmi gładziła mu plecy i szyję, jakby przynaglając do działania, on jednak nie spieszył się. Znów zaczął obsypywać pocałunkami kobiece ciało, centymetr po centymetrze zbliżał się do piersi, ale tym razem nie ominął ich, lecz zaczął zsuwać powoli białą koronkę. Pozbył się w końcu tej przeszkody i usta dotknęły w końcu spragnionej pieszczot, brązowej brodawki. Dłoń zamknęła się na drugiej piersi, gładząc ją i lekko ściskając. Savanah westchnęła głośniej. Oderwał od niej usta i spojrzał na piękną twarz. Jej nieco skośne oczy były przymknięte, a pełne usta kusząco rozchylone. Uśmiechnął się z czułością i wrócił do przerwanego dzieła. Językiem jął zataczać kółka wokół sutka, coraz mniejsze i mniejsze, aż w końcu zamknął go w ustach by possać chwilę, to samo powtórzył zaraz z drugim.
Dłonie mężczyzny również nie próżnowały, pieszcząc podbrzusze oraz uda. Rozchyliła je nieco, tak, że teraz mógł sięgnąć również do ich wewnętrznej strony. Zaczął zsuwać powoli delikatny materiał skrywający jej intymność. Nie protestowała. Poddała się całkowicie jego staraniom. Przebiegł palcami po króciutko przystrzyżonych, delikatnych jak aksamit włoskach otaczających kobiecość i pochylił się nad nią. Pachniała piżmem i opium… Całował i gładził uda, by w końcu dotrzeć do swej nagrody. Przesunął po niej językiem rozszerzając płatki i znajdując najczulszy punkt, który ucałował z czułością. Jęknęła cicho, a jej ciało wyprężyło się. Okrążył językiem wargi i chwilę drażnił pączek, który skrywały. Drgnęła gwałtownie, zanurzyła mu dłonie we włosach. Pociągnęła go w górę. Znów przywarł do jej ust. Smakowała własne soki, wciągała w nozdrza woń opium oraz piżma…
Przewróciła go na plecy i sięgnęła do złotej klamry jego pasa. Rozpięła ją drżącymi rękoma. Unosząc biodra pomógł jej zsunąć sobie spodnie. Jej oczom ukazała się naprężona męskość. Zarumieniła się lekko. Zaskoczyła go, lecz również ucieszyła tak naturalna i niewinna reakcja. Przyciągnął ją do siebie i znów zatopił się w jej ustach. Ich oddechy złączyły się w jedno, a serca zabiły zgodnym, przyspieszonym rytmem. Przewrócił ją na plecy i powoli zaczął w nią wchodzić. Poczuł lekki opór i jeszcze bardziej zdumiony spojrzał jej prosto w oczy.
– Ty…? – pokręciła przecząco głową. Powściągnął swoje ruchy, lecz zacisnęła mu dłonie napośladkach. – Chcę tego… – wyszeptała tylko, patrząc nań z nieskrywaną już namiętnością.
Wniknął głębiej, starając się nie sprawić jej bólu. Dłonie wsunął pod biodra kochanki, unosząc je nieco do góry. Krzyknęła cicho, kiedy delikatna bariera pękła pod jego naporem, ale fala rozkoszy, jaka towarzyszyła temu doznaniu, stłumiła ból. Zastygł na chwilę w bezruchu, a kiedy już wznowił pchnięcia, czynił to powoli, ostrożnie, jakby wciąż może skrzywdzić tę kruchą, delikatną istotę, którą trzymał w objęciach.
Jej dłonie ostatni raz zacisnęły mu się na pośladkach, by za moment przesunąć się na plecy i gładzić je niespiesznymi ruchami. To wszystko było niemal jak sen… Zalewała ją ciepła fala przyjemności, która w połączeniu z odurzającym zapachem róż nadawała wszystkiemu posmak nierealności. Sav objęła udami jego biodra i mocniej przyciągnęła ku sobie. Teraz wchodził w nią już śmielej i całkiem głęboko, delektując się każdym sztychem i pragnąć przedłużyć ten akt w nieskończoność. Czuł jednak, że nie wytrzyma już długo. Dotyk jej jedwabistej skóry, zapach róż, piżma, opium i dziewiczej krwi sprawiały, że jego krew również wrzała. W końcu był tym, kim był…
Zwiększył tempo ich miłości. Ciała zaczęły pokrywać się kroplami potu. Sav przymknęła oczy i zacisnęła mu dłonie na plecach. Ciepło jakie wcześniej czuła zaczynało przeradzać się w gorąco. Nigdy jeszcze nie doznała czegoś takiego. W końcu z jej gardła wyrwał się przeciągły jęk. Wbiła paznokcie w ciało kochanka i jednocześnie kurczowo zacisnęła się wokół jego męskości. momencie tej samej chwili strumień płynnej rozkoszy wypełnił ją po brzegi. Godsmack z głośnym westchnieniem przyciągnął Sav do siebie. Oddychała spazmatycznie, z trudem łapiąc powietrze. Była szczęśliwa… i w jego silnych ramionach wreszcie czuła się bezpiecznie. Leżał tuląc ją i nie opuszczając gościnnego wnętrza by jeszcze przedłużyć moment pełnego zespolenia. Dopiero kiedy ich oddechy nieco się uspokoiły , a serca powróciły do normalnego rytmu, wysunął się z niej, pocałował miękkie usta i pogładził po twarzy. – Kocham cię moja pani… – wyszeptał. W jej oczach zalśniły łzy szczęścia. Zamknęła mu usta pocałunkiem. Objął ja ramieniem i przewrócił się na wznak. Złożyła głowę na jego piersi i wsłuchała się w serce, które teraz biło dla niej… Zasnęli przytuleni do siebie, na posłaniu z płatków róż…
Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.
Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.


Blog Comments
jammer106
2025-12-30 at 04:07
Tekst czyta się ciężko. Jest zbity w długie kolumny, brak wcięć akapitowych, nieraz po dialogach są zbyt rozbudowane didaskalia, co jeszcze bardziej utrudnia czytanie, różne odstępy pomiędzy tekstem, a kreskami dialogowymi. Słowem, albo coś wysypało się przy przenoszeniu tekstu, albo niechlujstwo Autora. Jedna lub dwie literówki. Nie wiem dlaczego Sala Główna jest pisana z dużej litery, ale to szczegół. No i co to jest to BSNT?
Nie mój klimat wampiry i fantazy. Można przeczytać, ale mnie nie powaliło.
Ostatnimi czasy mam wrażenie, że z Archiwów DE, wybrano już wszystkie perełki i teraz raczeni będziemy tekstami o niższej jakości. No cóż, wszystko się kiedyś kończy.
Veronique
2025-12-30 at 10:15
To wygląda na rozdział, część większej całości. Albo fragment stworzony na próbę. Stąd zapewne didaskalia, dziury fabularne, tajemnicza wyprawa do Necropolii i nierozwinięte skróty.
Początek był interesujący. Taniec głównej bohaterki, jej dziwne interakcje z przywódcą klanu… potem jakby zabrakło pomysłu na ciekawą kulminację ich znajomości. Coś, co mogło być bardzo ciekawym spotkaniem zamieniło się w sztampowy romans.
Czytałam wszystkie opublikowane na portalu opowiadania Marathy i to uważam za najsłabsze. Temat nocnych drapieżców dużo lepiej rozwinęła w „Zdążyć przed zmierzchem”.
Tomp
2025-12-30 at 22:32
Różnej długości spacje prokuruje edytor przy wyrównaniu obustronnym. Zauważ, że wewnątrz każdego wiersza spacje są równe co do rozmiaru. Zrób eksperyment: w ustawieniu „okno” (nie pełny ekran) zacznij zmniejszać szerokość okna. Zobaczysz, jak w grupie linii dialogowych odległości (czyli spacje) między kreską dialogową a pierwszą literą tekstu się zmieniają – raz jest dłuższa ta przed jedną wypowiedzią, a raz – przed inną. Takie zjawisko występuje we wszystkich tekstach na NE (i nie tylko) i wynika z tego, że WordPress nie zna spacji sztywnej, którą właśnie między kreską dialogową a wypowiedzią można (i należy) stosować w Wordzie i innych porządnych edytorach tekstu.
Pisałem o tym w przesłanym Ci kiedyś Uproszczonym przewodniku edycji wypowiedzi….
Nefer
2026-01-05 at 16:07
Lubię opowieści fantasy i to przyciągnęło moją uwagę do powyższego tekstu. Okazało się wprawdzie, iż element fantasy odnosi się do tematyki wampirycznej, co już na wstępie trochę mnie rozczarowało. Tematyka wapiryczna jest bowiem od kilku dekad bezlitośnie eksploatowana przez niskich zwykle lotów romansidła, co skutecznie mnie od niej odstręczyło. Skoro jednak rozpocząłem lekturę, postanowiłem dać Autorce i opowiadaniu szansę. Pod względem warsztatowym tekst prezentuje się zupełnie dobrze, unika typowych niedociągnięć (nadmiar czasownika „być”, zbędne zaimki, powtórzenia wyrazów), w trakcie lektury nic nie „zgrzytało w uszach”. Samo w sobie to spory plus. Poruszane w niektórych komentarzach kwestie czysto techniczne, typu długość spacji, rożne rodzaje edytora itp. uznaję w tekście, było nie było, amatorskim, za drugorzędne. Skoro nie przeszkadzały w lekturze (a oceniam, że nie przeszkadzały) to nie mają dla mnie większego znaczenia (a i tak się na nich nie znam).
Opowiadanie zawiodło mnie natomiast pod względem czysto literackim. Scenografia oraz warstwa obyczajowa zostały przez Autorkę potraktowane po macoszemu. Tu i tam rzuca różne tropy (Nekropolia, toczone przez wampiry walki itp.) ale zupełnie ich nie rozwija. Podobnie raz i drugi wspomina o służących rasie wampirów niewolnikach (ludzkiej zapewne natury), pozostawiając temat bez rozwinięcia. Nie dowiadujemy się niczego o ich pochodzeniu, rodzaju służby itp. To tylko przykłady ciekawych potencjalnie tropów, całkowicie pominiętych. Autorka skupia się wyłącznie na relacji dwójki bohaterów, ale fabuła tej opowiastki (bo na takie zasługuje ona miano) również nie rzuca na kolana. Prościutka historyjka, bez większego napięcia, zwrotów akcji, punktów kulminacyjnych, z przewidywalnym, mało oryginalnym zakończeniem. Nie zdołała przyciągnąć mojej uwagi. Sztafaż fantastyczo-wampiryczny nie jest jej zresztą do niczego potrzebny i odgrywa rolę czysto dekoracyjną. Równie dobrze opowiastka ta mogłaby rozegrać się wśród uczniów starszych klas gimnazjum (co wydaje się zresztą jej najbardziej naturalnym środowiskiem), w biurze koropracji czy środowisku studenckim. W sumie, pewien zawód.
Megas Alexandros
2026-01-05 at 22:17
Przyznam, że nigdy nie rozumiałem fascynacji wampirami jako kochankami. Te wszystkie „Zmierzchy”, a wcześniej książki Anne Rice… Wampir jest martwym człowiekiem. Owszem, bardziej bystrym niż ghul czy zombie, ale jednak trupem. Pociąg seksualny do kogoś takiego jest niepokojąco zbliżony do nekrofilii.
Nie znam dobrze systemu RPG-owego Wampir: Maskarada, ale z tego co słyszałem, wampiry w „Świecie Mroku” praktycznie nie uprawiają seksu, częściowo dlatego, że to dla nich duża trudność (naczynia krwionośne im obumarły, więc trudno choćby wywołać erekcję), lecz przede wszystkim dlatego, że nic nie dorównuje rozkoszy, jaką czują, pijąc czyjąś krew. O ile więc mogą angażować się w kuszenie (zwłaszcza po to, by odizolować swą przyszłą ofiarę), flirt, różne erotyczne gierki, o tyle najczęściej nie dochodzi z ich udziałem do stosunku.
Przyznam, że taka wizja wydaje mi się znacznie ciekawsza, bo jeszcze bardziej odróżnia te potwory od nas.
A co do tego opowiadania… cóż, przynajmniej dwa poprzednie teksty marathy były całkiem udane 🙂
Pozdrawiam
M.A.