
Zak Ato, „Merry Christmas and cheers to all”, CC BY-NC 2.0
Było wigilijne popołudnie. Na dworze było dość zimno, temperatura od kilku dni utrzymywała się w okolicach zera. Budynki przystrojone były licznymi lampkami i innymi dekoracjami, jednak brakowało śniegu, który dopełniłby całości. W domach, z których okien wyglądały przystrojone choinki, pogrążeni w świątecznym nastroju krzątali się ludzie. Wszyscy przygotowywali się do wspólnego celebrowania uroczystego wieczoru. Tak więc kuchenki przeżywały istne oblężenie, a naczynia po brzegi wypełniały się już gotowymi potrawami. Tak było również w niedużym, dwupiętrowym domku na przedmieściach miasta. Jego brama wjazdowa opleciona została przez właścicieli siecią lampek, a przez duże, oszklone drzwi tarasowe można było dostrzec świąteczne drzewko.
W jego wnętrzu, a konkretniej w kuchni, stał Damian, który opierając się o stół, z uporem maniaka przyglądał się swojej kobiecie, kończącej właśnie lepienie pierogów. Był wysokim mężczyzną o krótkich, ciemnych włosach. Dzięki regularnym wycieczkom rowerowym był nieźle zbudowany. Fascynował się kolarstwem i lubił także biegać. Miał zielone oczy, którymi tak często wpatrywał się w swoją wybrankę życia. Dobrze mu się z nią powodziło. Byli razem już prawie cztery lata, planowali ślub, a potem podróż gdzieś do ciepłych krajów. To były ich pierwsze święta pod wspólnym dachem. Mieszkali ze sobą od połowy roku i czuli się naprawdę szczęśliwi.
Jego przyszła małżonka, Marlena, była cudowną kobietą. Była o parę centymetrów niższa od Damiana. Miała nieprzesadnie długie, lecz bardzo zgrabne nogi. Nad nimi znajdował się tyłeczek, nie za duży, nie za mały. Zamykając z tyłu linię bioder był wprost proporcjonalny do ich szerokości. Widoczne wcięcie w talii doskonale komponowało się z jej lekko umięśnionym brzuszkiem. Jednak największym atutem jej wyglądu były piersi. Już w szkole podstawowej sprawiały, że rówieśniczki spoglądały na nie z zazdrością w oczach. Patrząc na półkule swojej ukochanej, Damian zawsze czuł dumę, że należą do jego kobiety, nawet jeśli często były oplatane spojrzeniami przez innych. Nawet teraz studiująca jeszcze ekonomię Marlena wciąż odznaczała się większym rozmiarem miseczki od swoich koleżanek. Miała delikatne rysy twarzy, na której często gościł uśmiech, a także psotne spojrzenie. Ciemne włosy przeplatane jasnymi pasemkami opadały swobodnie do połowy pleców.
– Czemu mi się tak przyglądasz? – Spytała nakładając farsz do kolejnego pieroga.
– Bo lubię – odparł krótko, ale rzeczowo Damian.
– Widzę, że przygotowania wprost cię pochłaniają – mruknęła.
On tylko wzruszył ramionami. Nigdy nie brał się za kuchenne roboty, ani za przygotowanie posiłków, nie licząc jajecznicy. Nie miał do tego ręki ani zapału. Gdyby na przykład poprosiła go o zmianę oleju w samochodzie, albo wymianę opon, to zrobiłby to bez mrugnięcia okiem.
– Rozłożyłem już stół, wcześniej lekko przemeblowałem nasz salon, żeby zmieściły się przy nim nasze mamusie i tatusiowie, więc chyba jednak na coś tam się jeszcze przydaję – mówił z udawanym zawodem w głosie.
– No pewnie, pewnie – potwierdziła odwracając się w jego stronę i delikatnie muskając ustami jego policzek. – I tak wiesz, że Cię kocham.
– Wiesz, zadbałem o komfort mojej teściowej – powiedział.
– A ja właśnie staram się o dobre pierogi dla mojej – odparła.
Podszedł do niej od tyłu i przytulił się. Poczuł jej upajający, kobiecy zapach. Przejechał rękami po jej brzuchu i dotarł do piersi.
– Gdybym to ja dbał o nie, to spędzilibyśmy rodzinną wigilie w toalecie, Skarbie – powiedział przymilając się do niej.
– Więc by temu zapobiec, pójdziesz szybko do sklepu, bo chyba zaraz zabraknie mi mąki. I czy mógłbyś zabrać te łapki z mojego biustu? – Oburzyła się Marlena.
– No nie wiem, zastanowię się – pocałował ją w szyje, tak jak lubiła najbardziej. Jego dłonie wciąż obejmowały biust i wykonywały coś, co można by uznać za rozluźniający masarz. Ponieważ jednak nie miała na sobie stanika, „rozluźnienie” polegało na tym, że po chwili jej sutki zaczęły twardnieć. Ubrana była w zieloną koszulkę z krótkim rękawem i dresowe spodnie. On także miał na sobie domowe ubranie. Przebrać mieli się trochę później, gdy zbliżą się ku końcowi przygotowań do kolacji, jednak to nie miało nastąpić zbyt szybko. Za kilkadziesiąt minut mieli przyjechać rodzice Marleny. Jej przyrodnia uparła się, by poczekali na nią z szykowaniem talerzy, sztućców i tak dalej. Teściowa Damiana zamierzała pomóc im również w dokańczaniu potraw wigilijnych. Widocznie chciała brać czynny udział w dopieszczaniu tej uroczystości, a Damian nie widział przeciwwskazań. Niech mamusia też się wykaże, a co.
– Damian przestań, bo teściowa dostanie do zjedzenia zdeformowane pierogi – jego kobieta śmiała się pod nosem.
– Nie jest z reguły wybredna – odparł. Ponownie pocałował jej szyję. Uwielbiała to. Jak zawsze w takich sytuacjach przebiegły ją dreszcze. W dodatku dłonie masujące piersi budziły w niej podniecenie. On także odczuwał rosnącą ekscytację. Jędrność oraz rozmiary biustu jego partnerki zawsze wywoływało twardnienie jego przyjaciela w spodniach. Marlena szybko się o tym przekonała. Najchętniej rzuciłaby ten farsz i oddała mu się nawet tu, na kuchennym blacie, ale wiedziała, że musi to dokończyć. Może by tak jednak urozmaicić ich pierwszą, wspólną wigilię w ich własnym domu?
– Jak byś tak szybko poleciał po tą mąkę… – zaczęła.
– To?
– To bym ci była bardzo wdzięczna…
Znał doskonale ten ton jej głosu. Dzięki niemu wyrażała zawsze, że to, że jego starania wywoływały w jej majteczkach pojawienie się pierwszych kropli nektaru.
– No dobrze – zgodził się po chwili – ale na pewno dasz sobie radę? Jakoś żal mi cię tu zostawiać na długie piętnaście minut…
– Dam sobie radę. Jestem już dużą dziewczynką.
– No to ruszam.
– Tylko wracaj szybko – na odchodnym otarła się o niego biodrami.
Damian niechętnie opuścił kuchnię. Wciągnął na siebie kurtkę, buty i krzyknął przez ramie tak, aby przedrzeć się przez jeden ze świątecznych hitów, dobywający się z kuchennego radia:
– Jestem niedługo!
Wyszedł z domu. Skierował się w stronę uchylonych drzwi. Wyprowadził z niego rower i wsiadł na niego. Pomimo zimna, jakie panowało na dworze, nie chciało mu się ruszać samochodu, zbyt lubił mknąć na swoich dwóch kółkach. Wyjechał za bramę i puścił się przed siebie, wąską uliczką.
Jechał niecałe 5 minut, rzucając okiem na pięknie przybrane domy. Delektował się panującą wszędzie świąteczną atmosferą. Na miejscu zadzwonił dzwonkiem po właścicielkę sklepiku, który mieścił się obok jej domu. Nieco zdziwiona i wyraźnie wyrwana znad garów wyjrzała na zewnątrz.
– Przepraszam, że przeszkadzam, ale strasznie potrzebuje mąki do ciasta na pierogi, czy byłaby Pani taka miła…
– Dobra, dobra – machnęła ręką. Wzięła klucze i otworzyła nimi drzwi do sklepu. Damian wszedł za nią i szybko kupił to, czego potrzebował.
– Wesołych świąt – rzucił, wsiadając z powrotem na rower.
– Również wesołych – odparła przyglądając mu się bacznie. Od niedawna mieszkali z Marleną w tamtych okolicach, więc miejscowi wciąż byli ich ciekawi, czasem do granicy wścibstwa.
Ruszył w drogę powrotną. Nie ma to jak wioska, pomyślał. Całe życie mieszkał w mieście i na początku dziwnie czuł się na jego dalekich obrzeżach. Z czasem jednak zaczął się przyzwyczajać i teraz za żadne skarby nie wróciłby do centrum.
– Ale powietrze to chyba mają tutaj chłodniejsze – mruknął. Zaczynało mu być zimno. Nie wziął rękawiczek ani czapki. W dodatku chłód przedzierał się przez cienką bluzę, a rozpięta kurtka latała na boki. Czuł rześką woń zimy, tylko śniegu brakowało. Zastanawiał się, czy on się bardziej trzęsie, czy wisząca na kierownicy reklamówka z mąką. Co chwilę przyspieszał. Marzył już tylko, by znaleźć się w końcu w ciepłym domu, przy czekającej na niego Marlenie. Chciał wsunąć zmarznięte dłonie pod jej bluzeczkę i tam je rozgrzać. Nie cierpiała tego, ale on lubił potem odkupywać swoje winy. Nareszcie dojechał. Skręcił w nieduże podwórko. Zeskoczył z roweru i wprowadził go z powrotem do garażu. Zabrał torbę z zakupami. Stwierdził jeszcze, że ich domek dorównuje ozdobami reszcie i w niczym nie odstaje.
– Jak ja lubię święta – powiedział do siebie i wbiegł po schodach i do środka, do ukochanej, gorącej Marleny.
– Już jestem! – Krzyknął, zamykając za sobą drzwi wejściowe. Otuliło go ciepło, jakie panowało w środku. Zrzucił kurtkę i buty. Palce u rąk i policzki zaczęły powoli mu odmarzać. Zdziwiony brakiem odzewu ze strony swojej kobiety, wszedł do kuchni. Nikogo w niej nie było. Na stole leżało mnóstwo pierogów, a w misce było jeszcze trochę farszu do kolejnych. Radio wygrywało kolejne świąteczne hity. Damian położył mąkę na szafce i zdziwiony zaczął się rozglądać. Nie zauważył jednak nic podejrzanego, wszystko było jak przedtem, tylko pani domu gdzieś zniknęła.
– Kochanie, gdzie jesteś? – Zawołał. Odpowiedziała mu tylko cisza. Czyżby gdzieś wyszła? Nie, to niemożliwe. Wszystko wygląda tak, jakby była tu jeszcze przed chwilą. A może czeka na niego w łóżku?
Wyobraźnia zaczęła podsuwać mu rozmaite, bardzo apetyczne obrazy. Postanowił sprawdzić swoje przypuszczenie. Wbiegł po schodach na piętro i wpadł do sypialni. Czekał go jednak zawód: Marleny tam również nie było. Co jest grane, pomyślał nieco skonsternowany. Wrócił na parter i skierował kroki do salonu. Gdy stanął w progu, jego oczom ukazał się niewiarygodny widok. Przystanął nie mogąc złapać oddechu. Przetarł oczy i uszczypnął się, jednak to nie był sen.
Pod udekorowaną kolorowymi światełkami i bombkami choinką, którą parę dni temu razem ubierali, na podłodze leżała na wznak Marlena. Żaden z elementów garderoby nie zakrywał jej ciała. Tylko na piersiach rozsmarowaną miała czekoladę, zwieńczoną sporą porcją bitej śmietany. Na jej bujnych półkulach wyglądało to jak pyszny i fantazyjnie udekorowany tort. Biodra oraz uda oplecione były czerwoną wstążką. Dłonie miała podłożyłasobie pod głowę.
– Twoja gwiazdka postanowiła przyjść w tym roku troszkę wcześniej, skarbie – oznajmiła przytłumionym głosem. Rozszerzyła przy tym wargi w słodkim uśmiechu.
Zaskoczony i urzeczony Damian podszedł bliżej. Klęknął obok niej i dotknął dłonią jej brzucha. Nachylił się nad biustem i zaczął zlizywać jego przybranie.
Marlena chwyciła pomogła mu ściągnąć bluzę wraz z podkoszulkiem. Gdy Damian wciąż czuł na wargach smak jej słodyczy, sięgnęła do jego rozporka i odpięła go. Podniósł głowę i spojrzał w jej oczy. Płonęły już w nich doskonale mu znane ogniki, które zdawały się krzyczeć: weź mnie, jestem twoja…
Kiedy spodnie wylądowały na podłodze sam chwycił swoje bokserki i jednym ruchem ściągnął je. Dziewczyna ujrzała jego twardą już męskość. Jak zawsze prężyła się dumnie i lekko pulsowała. Marlena była mocno podniecona. Odcinki czerwonej wstążki, znajdujące się przy jej kobiecości, były już wilgotne od miłosnych soków. Teraz liczyli się tylko oni, całe świąteczne przygotowania znikły niczym zachodzące słońce za horyzontem. Czuł jej zapach, słyszał przyspieszony oddech. Prezentowała się pięknie, naga, ułożona pod migającą choinką.
Również już nagi Damian uklęknął nad Marleną, obejmując kolanami jej biodra. Pochylił się znowu, przejechał językiem po jej brzuchu i dotarł do piersi. Znów zabrał się do zlizywania z nich smakowitego deseru. Kończąc z bitą śmietaną zbliżał się do warstwy czekolady. Chciał jak najszybciej przedrzeć się do ciała dziewczyny, bo w tych rejonach była szczególnie wrażliwa na wszelkie bodźce. Cały czas ocierał się swoim twardym członkiem o uda ukochanej. Czując to, z każdą chwilą coraz bardziej pragnęła poczuć go w sobie. On jednak wpadł na inny pomysł. Przesunął się nad brzuch ukochanej, zbliżył nabrzmiałego żądzą członka do jej piersi i zaczął się o nie ocierać. Po chwili penis także był już cały w czekoladzie. Mężczyzna wypiął więc biodra do przodu, tak, że jego przyjaciel znalazł się tuż nad twarzą Marleny.
Ta rozchyliła usta i wysunęła spomiędzy nich różowy języczek. Po chwili Damian poczuł jego ciepło na czubku przyrodzenia. Następnie uniosła nieco głowę i objęła go wargami. Z każdą chwilą zagłębiał się coraz bardziej w jej buzi. Ciepło, jakie tam panowało, jeszcze wzmogło podniecenie. Jej język pracował bez przerwy, łapczywie zlizując czekoladę. Kiedy sobie z nią poradziła, członek znów powędrował w rejony piersi, z których zgarnął kolejną porcję słodkości. Ona również trafiła do ust Marleny. Za każdym razem, gdy dostawała więcej i więcej, lizała i przygryzała, sprawiając tym mężczyźnie dużą przyjemność. Jednocześnie pieściła mu ręką jądra. Balansował już na granicy i czuł, że jeszcze parę szybszych pchnięć pomiędzy jej mokre wargi wywołałoby solidny wytrysk.
Nie chciał jednak kończyć tak pospiesznie. Wysunął penisa z jej buzi i ponownie skierował własne usta ku jędrnym i smakowitym półkulom, które domagały się pieszczot. W końcu były naprawdę duże, dlatego też trzeba było poświęcać im dużo uwagi. Przez czekoladę, którą były wysmarowane, przypominały biust czarnoskórej. Ale z każdym pociągnięciem języka, stawały się coraz jaśniejsze. Ciemne pozostały jedynie wyprężone sutki. Kiedy skupił się na nich, jego kobieta była już naprawdę rozpalona. Widział to po niej. Poznawał jej stan po zmarszczeniu czoła i brzmieniu jęków. Twardość brodawek również ujawniała ochotę do namiętnego współżycia.
– Zrób coś ze mną – wystękała. – Byle mocno, błagam!
Nie trzeba mu było tego powtarzać. Obcałowując brzuch i pępek, zszedł w okolicę łona. Marlena czując to zaczęła wyginać swoje nadal oplecione biodra. Dotarł do niego zapach soczystej, kobiecej brzoskwini. Miał ochotę zagłębić się już w niej. Chwycił czerwoną wstążkę w zęby, próbując ją poluzować. Dziewczyna uniosła pupę. Pomagając sobie rękami, w końcu usunął ostatnią barierę, blokującą mu dostęp do ociekającej sokami szparki. Jego ruchy były krótkie i niecierpliwe. W końcu „przeszkoda” trzymała się już tylko na udach. Trochę na siłę, starając się nie przysporzyć kochance bólu, zsunął ją do kolan i bez namysłu przyssał się do ogolonej muszelki. Natychmiast w jego ustach znalazło się mnóstwo nektaru.
– O Taaak – Marlena jęknęła, wyginając się. – Uwielbiam to, liż mocno, liż…
Język zagłębiał się w jej wnętrzu, by po chwili wynurzyć się i wejść raz jeszcze. Co rusz przenosił usta na twardą łechtaczkę, potęgując tym doznania ukochanej. Ciepło, jakie rozchodziło się po kroczu, wyrywało z jej ust przeciągłe jęki. W końcu nie wytrzymała. Poderwała się, pchnęła go na plecy i runęła na niego całą sobą. Wpiła mu się w usta i zaczęła namiętnie całować. Przywarła doń ciałem, dlatego obfity biust rozpłaszczył się na klatce piersiowej Damiana. Podniosła się na chwilę. Ujrzała na skórze mężczyzny resztki czekolady, pochodzące z jej wciąż jeszcze nie oczyszczonych do końca piersi. Schyliła się i zachłannie zaczęła lizać jego tors, zatrzymując się na moment przy sutkach. Chwycił jej kołyszące się cycuszki. Ponownie jęknęła, nie mogła już dużej zwlekać, pożądanie wzięło nad nią górę.
Oparła się mocniej na rękach i zbliżyła łono do jego sterczącego penisa. Czuł już dobrze znajome ciepło, które z niej promieniowało. W końcu poczuł tą niesamowitą wilgoć, musiała być faktycznie mocno napalona. Nie miała już ochoty na zbędne pieszczoty. Jeden, zdecydowany ruch bioder i przyjaciel Damiana wtargnął między rozpalone uda kobiety, która stęknęła z rozkoszy. Z urywanym jękiem zaczęła unosić się i opadać na niego, pochłaniając go aż po nasadę. Czuła się jak niewyżyta nastolatka, która pragnęła być tylko mocno rżnięta. Jemu również było jak w raju. Leżał z rozłożonymi nogami na podłodze, niemal pod choinką, a jego „gwiazdka” ślizgała się po nim jak łyżwiarz po lodzie. Za każdym razem, gdy opadała na niego, członek wchodził w nią aż po same jądra. Wierciła się przy tym, dlatego ocierał się mocno o ścianki jej pochwy. Sprężyste piersi dziewczyny ocierały mu się o tors. I znów spełnienie znalazło się na wyciągnięcie ręki, a raczej na mocne pchnięcie między jej uda.
Uchwycił mocno jej biodra i powstrzymał tą szaleńczą jazdę. Spojrzała na niego zaskoczona. Zaczął się dźwigać z podłogi, podtrzymując ją rękoma w taki sposób, że nawet się z niej nie wysunął. Obrócił się w stronę stołu i posadził ją na nim. Marlena położyła się na białym, niedawno prasowanym obrusie, a stopy oparła na stojących po bokach krzesłach. Teraz to Damian był nad nią i to on zaczął nadawać tempo ich miłości. Z początku spokojne, niebawem znowu przyspieszało. Dziewczyna jęczała, podczas gdy on napierał na nią z coraz większym impetem. Wreszcie nie byli w stanie się już zatrzymać. Jej wnętrze wypełnione było coraz obfitszymi sokami. Szparka ukochanej oplatała go dokładnie, lecz dzięki słodkiemu nektarowi poruszał się niej swobodnie i szybko.
– Nie przestawaj, mocniej, nie przestawaj – Marlena prosiła urywanym głosem. Przyjemność, jaka ją ogarniała, wprost odbierała zmysły. Na wpół świadomie zaciskała dłonie na ciele ukochanego. Oboje wiedzieli, że oto zbliża się moment ekstazy. Dziewczyna wiła się, jeszcze szerzej rozwierając uda, otwierając się na niego. Mięśnie zaczęły się kurczyć, a pochwa zdawała się pulsować. Z gardeł wyrwał się krzyk jednoczesnego szczytowania. Jej orgazm został spotęgowany przez salwę, jaką wystrzelił w nią Damian. Nasienie wlewało się do szparki, mieszając się z jej miłosnymi sokami. Ciężko dysząc, mężczyzna osunął się na sprężysty biust swej kobiety. Było im teraz niczym w niebie. Powoli stygli po przeżytej wspólnie rozkoszy, a spocone ciała przylegały do siebie, tworząc jedność.
– Wesołych świąt, skarbie – szepnął.
– Mogłabym tak trwać już zawsze – odpowiedziała mu po jakimś czasie, gdy już wróciła do rzeczywistości.
– To moja najcudowniejsza Wigilia – ocenił.
– Moja też, dzięki tobie.
Damian pocałował ciepłe usta ukochanej i wyślizgnął się z jej wnętrza. Oboje marzyli, by móc dłużej cieszyć się intymną chwilą, lecz oto na dworze rozległ się odgłos podjeżdżającego pod dom auta. Zaraz potem trzasnęły zamykające się drzwi.
– Czas powitać teściów – stwierdził Damian, prostując się i stając mocniej na nogach.
Marlena zsunęła się ze świątecznego stołu.
– Ty czyń honory, a ja szybciutko wezmę prysznic – zdecydowała. Nie zdążył nawet wydusić z siebie choćby słowo, już biegła w stronę łazienki. Jej poruszający się wdzięcznie tyłek zniknął mu z oczu, po chwili usłyszał, jak zatrzaskuje za sobą drzwi i zamyka się od środka. Z myślą, że sam też będzie musiał wziąć kąpiel, w mgnieniu oka założył spodnie i bluzę z koszulką. Popatrzył na blat. Nieskazitelny wcześniej obrus, leżał teraz nieźle pozwijany i pomięty.
– Smacznego, mamusiu – mruknął, pospiesznie wyrównując obrus i przygładzając tak, by w miarę możliwości zlikwidować ślady tego, co miało na nim miejsce ledwie parę minut temu.
Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.
Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.


Blog Comments
Thorin
2025-12-26 at 16:36
To jest to, co nazywam dobrym rozpoczęciem świąt!
Murz
2025-12-26 at 23:38
Ale żeby tak na świątecznym obrusie? Na którym potem podadzą rodzinie wigilijne dania? A fuj 🙂
Emilia
2025-12-29 at 13:14
Nie jest to najlepsze opowiadanie na Najlepszej, ale jako okolicznościówka daje radę!