
Ilustracja: Sanja Niko
Dom sprzedał; nie był mu już potrzebny, synowie się rozjechali po świecie, z żoną się rozwiódł – na szczęście po przyjacielsku. Pakował się. Chodził pomiędzy kartonami, decydował, co zabrać, a co wyrzucić. Nie było tego zbyt dużo, większość mebli i ozdób wywiozła żona; ona je kupowała, ona je lubiła, a jemu nie zależało na tych wysmakowanych zasłonach, eleganckich lampach, stolikach i obrazach. Zatrzymał meble z gabinetu, swoje książki i płyty, a fotografie rodzinne podzielili pół na pół. Zostały do zapakowania tylko jego ubrania, różne mniej ważne dokumenty, ulubione męskie drobiazgi wypełniające szuflady: scyzoryk, który dostał na czternaste urodziny, zegarek po ojcu – niemodny, ale go lubił – i przeróżne niepotrzebne już nikomu przedmioty.
Wygarniając ostatki z półek biurka i szuflad, schylił się do najniższej, by sprawdzić, czy czegoś nie przeoczył. Wyczuł coś w najdalszym rogu, wyciągnął. Był to zwykły słoik. Zaskoczony przeczytał nalepkę napisaną odręcznym pismem nieżyjącego już przyjaciela: „Miód lipcowy 1986”, a w zakurzonym szkle zobaczył tylko zbrązowiałe resztki.
Prawie wyparł ze świadomości, że to zatrzymał i postawił w jak najdalszym kącie. Jak gorąca fala przypłynęło do niego tamto wspomnienie. To, którego nie pamiętał, albo chciał nie pamiętać, albo chciał, a jednak się nie udało. Powrócił rozedrgany niepokój i podniecenie, a intensywność nagłych uczuć zaskoczyła go. Czy TO, albo raczej TAMTO, o czym nie chciał myśleć, naprawdę się wydarzyło? Było rzeczywiste? Minęło tyle lat; on i ona… było ich dwoje, w bezczasie gorącego lipca zaplątanych i zlepionych miodem.
Usiadł w swoim starym fotelu i próbował odtworzyć, powoli i szczegółowo, minuta po minucie, zapomniane, a przecież nigdy nieusunięte z jego pamięci wydarzenie. Zaczęło znów do niego wracać upalne lato 1986. Te trzy dni, czy minuty, wszystko razem licząc godziny, nie więcej, może trzy noce czy raczej wieczory. Kiedyś, niegdyś, dawno temu, a potem jeszcze tyle lat życia jak gdyby nigdy nic. I nikt nic nie wiedział, tylko ich dwoje… i ten miód lipcowy. Znów układał w myślach tamte chwile, przywoływał siebie takiego, jakim był wtedy… Swoje myśli, uczucia, zaskoczenia, podniecenia i strach, i niepokój, ale i ekstatyczną radość.
Dużo wtedy pracował, z pracy wracał późno. Jak najciszej parkował samochód i korzystał z łazienki na parterze, aby nie budzić żony. Czasem siadał w kuchni, gdzie na stole zawsze czekało na niego coś do zjedzenia, ale przeważnie był zbyt zmęczony i tylko sięgał do słoika z miodem. Żona pilnowała, aby zjadał go co najmniej łyżkę dziennie, więc pilnował tego, aby nie gderała, że nie szanuje swojego zdrowia, za dużo pracuje i nie docenia jej troski.
Tego dnia czy raczej nocy wszystko było jak zawsze. Ruszył cichutko w skarpetkach na piętro do sypialni, gdy dostrzegł jaśniejącą szparę pod drzwiami pokoju synów, którzy dawno już wyjechali na studia.
„Widocznie żona czegoś szukała i zapomniała zgasić światło” – pomyślał.
Dziwne.
Zajrzał, by sprawdzić, i zobaczył, że na łóżku ktoś leży. Zaskoczony dopiero po chwili przypomniał sobie, że przecież żona kilkakrotnie mówiła o przyjeździe córki dawnej szkolnej koleżanki. Miała zatrzymać się u nich na kilka dni i zdawać jakieś egzaminy wstępne na uczelnię.
Zapomniał… Coraz częściej o czymś zapomina.
Podszedł do łóżka z dawnym ojcowskim odruchem troski, aby naciągnąć odrzuconą kołdrę.
Zobaczył śpiącą dziewczynę, a światło oczywiście nie było zgaszone. Pewnie uczyła się na ostatnią chwilę. Rozsypane notatki leżały przy łóżku obok butów, odzieży i plecaka. Nieporządek taki jaki bywał i u jego synów. Pochylił się, aby uchwycić koc, który się zsunął, i dopiero wtedy jej się przyjrzał: niemal naga w pogniecionej, zadrukowanej koszulce, która podjechała jej pod pachy, prawie wszystko odsłaniając. Twarz niewidoczna, ukryta pod skrzyżowanymi ramionami i plątaniną jasnych długich włosów. Oddychała miarowo, a jej niewielka lewa pierś poruszała się lekko razem z małą, różową jak pestka czereśni brodawką na szczycie.
Patrzył i nagle przypomniał sobie dawno już zapomniane chłopięce marzenie. Tamto, jeszcze z liceum. Początki zainteresowania seksem, dziewczętami, niepokój, ciekawość… Koleżanki z klasy, omawianie z chłopakami ich biustonoszy i piersi. Sprzeczki o to, która ma większe, a która je sobie wypycha. Obserwowanie zarysów ich majtek widocznych przez cienkie spodnie. Chichrały się między sobą, szeptały, pochylały się nad szkolnymi ławkami, wyzywająco wypinając pupy. Na kolegów z klasy nie zwracały uwagi. Niektóre umawiały się z maturzystami. Chadzały gdzieś z nimi roześmiane i można było tylko sobie wyobrażać, co też tam z sobą wyrabiają. Także i on brał żywy udział w tych domysłach, przypuszczeniach i różnych nieprawdopodobnych opowieściach. Te długie rozmowy „co by było, gdyby one, a co by wtedy oni”… Ciekaw był, jak wygląda to coś, co tam jest pod tym spódniczkami, majtkami, koszulkami, poniżej zauważalnego wzgórka łonowego. Co tam jest, czy naprawdę są tam włosy? Czy u każdej?
Wieczorem leżał i wymyślał nieprawdopodobne akcje.
Oto zakrada się do mieszkania tej, która najbardziej mu się podoba i oczywiście ostentacyjnie go ignoruje. Wspina się na balkon (wiedział już, gdzie jest jej sypialnia), wsuwa się niepostrzeżenie przez okno i podchodzi do łóżka. Ona śpi mocno, nie czując, zsuwanej kołdry. Potem ostrożnie ściąga z niej piżamę albo nocna koszulę i bez przeszkód jej się przygląda. Zagląda pod pachy, patrzy na piersi i te brodawki, które tak bezczelnie sterczały jej pod koszulką, by wszyscy mogli widzieć i się napatrzeć. Teraz ogląda je z bliska, dotyka tych wystających kuleczek, oblizuje je delikatnie. Potem powoli opuszcza wzrok niżej na jej brzuch, na ten intrygujący wzgórek, a ona wciąż śpi. Rozsuwa jej – wciąż śpiącej – kolana i może zobaczyć nareszcie to, co tam ma miedzy udami. Ona nie protestuje, więc on dokładnie patrzy, zagląda nawet do środka, wsuwając tam delikatnie palec. Obraca ją ostrożnie na brzuch i ogląda jej pośladki nareszcie nagie przed jego oczami…
Wtedy już nie mógł zasnąć do rana rozmarzony i zawstydzony, sobą, tymi nieprzyzwoitymi wizjami i zmoczoną pościelą.
Oczywiście chłopięce marzenia pozostały marzeniami. Ta impertynentka zniknęła po maturze z jego życia, a on ruszył w świat. Znalazł wszystko, czego chciał i szukał – miłość, kobiety, sukces zawodowy i osobisty i wszystko mu się udało. Żona, synowie, wysokie stanowisko, dobra praca, którą lubił, nawet dom i ogród. Ale teraz stał podniecony jak w swoim śnie, jak wtedy, gdy miał lat szesnaście i śnił nagą dziewczynę, właśnie taką wymarzoną.
Odkryta pierś z maleńką bladoróżową kuleczką jak wypluta pestka od czereśni. Pod zarzuconymi w górę rękoma odkryta pacha ze spoconymi, miękkimi złotymi kosmykami. Za oknem noc wciąż jeszcze gorąca po dziennym upale. Jej ciało rozluźnione, ograniczone jasną połyskującą gładką skórą, jakby czekającą słońca i piegów.
Zapatrzył się w te łagodne linie – od przykrytej włosami niewidocznej twarzy, poprzez szyję, wznoszące się piersi zwieńczone brodawkami na szczycie, a potem opadające ku płaskiej dolinie brzucha z małym zacienionym wgłębieniem pępka, jak gdyby śladem po nóżce Leonardowego cyrkla zaznaczającego centrum ciała. Gładził ją spojrzeniem, przesuwając powoli wzrok po tych wygięciach i elipsach. Wzgórek łonowy pokryty cieniutkimi jasnymi loczkami, za nim nagłe zagłębienie i głęboki cień złączonych ud. W dawnym śnie pochylał się i rozsuwał je.
Zadrżał. Co z nim się dzieje?
Wzrok przestraszony pokusą przesunął się szybko ku kolanom i zatrzymał na stopach.
Stał oszołomiony nieprzewidzianą sytuacją, wspomnieniami, podnieceniem i nagle z chłopięcych wspomnień wynurzyło się coś jeszcze. Wydarte z jakiejś książki kartki z fragmentem łóżkowego romansu, w którym on i koledzy ze zdumieniem przeczytali wyrafinowany opis sceny miłosnej:
On nagi i ona zupełnie rozebrana leżą na atłasowej pościeli w łóżku z baldachimem. Mężczyzna powoli oblewa miodem jej nagie ciało i pochyla się nad nią… Czyżby ten mód miał z niej zlizywać? Wstrząsnęła nimi wtedy ta perwersja tak niemożliwa w ich rzeczywistym świecie, gdzie seks się odbywał szybko wśród tapczanów, halek, rajstop, nieściągniętych majtek i podciągniętych na chybcika spódnic.
Nim zdążył się zastanowić, zobaczył siebie wracającego z kuchni z łyżką miodu. „To się nie zdarza” – pomyślał. To niemożliwe, a jednak stał nad nią, a miód cieniutką strużką spływał prosto na jej skórę. Patrzył, jak lepi jasne maleńkie loczki łonowe i powolutku znika pomiędzy udami.
Przestraszył się.
Spojrzał w stronę jej zakrytej ramionami i włosami twarzy. Wciąż spała, a pierś dalej spokojnie poruszała się w górę i w dół.
Musi natychmiast zniknąć! Co by było, gdyby zobaczyła obcego mężczyznę stojącego nad nią z łyżką? Krzyczałaby! Wszyscy by się obudzili, dowiedzieliby się, co zrobił!
Wybiegł przerażony. Nie zgasił światła, nie domknął drzwi.
Usiadł w kuchni, aby ochłonąć i zrozumieć swoje ryzykowne postępowanie. To nie był on, to nawet nie był tamten chłopiec, jakim kiedyś był. Wciąż się trząsł z podniecenia i strachu zaskoczony swoim niezrozumiałym zachowaniem. Poszedł do sypialni, położył się przy żonie. Długo nie mógł zasnąć, a gdy zapadł w niespokojną drzemkę, męczyły go zapętlone, nielogiczne majaki.
Wyszedł do pracy jak najwcześniej, aby nikogo nie spotkać. Przez cały dzień analizował swoje zachowanie; widział tę scenę, gdy ona krzyczy, żona zbiega z góry, a on stoi z tą absurdalną łyżką w dłoni. Nie ma wyjaśnienia, nie ma usprawiedliwienia, nie ma co powiedzieć. Bał się. Ona, ta dziewczyna, musi przecież zauważyć, że coś się klei, tam między udami. Czy znajdzie jakiekolwiek rozumne czy praktyczne wyjaśnienie? Może nie będzie miała czasu, by zauważyć; będzie się śpieszyła na te egzaminy. Może trema, zdenerwowanie sprawi, że nie będzie się zastanawiać? Co on zastanie w domu, gdy wróci?
Jak dziecko zamarzył, by gdzieś uciec, nigdy nie wrócić, uniknąć tej sceny i konsekwencji. A z drugiej strony, uspokajał siebie, przecież nic się nie stało. Na co ona miałaby się poskarżyć, że jej się klei w majtkach? Nikt by nie uwierzył w takie dziwne głupstwa.
Wrócił jeszcze później niż zwykle. W domu było ciemno, więc uspokojony od razu ruszył na górę do sypialni. Światło spod drzwi jaśniało jak wczoraj. Stał i nadsłuchiwał. Było cicho. Nie wytrzymał i zajrzał przez dziurkę od klucza.
Dziewczyna leżała jak poprzedniego wieczoru, tym razem prawie zupełnie odkryta z zadartą koszulką, z ramionami na twarzy i włosami rozrzuconymi wokół.
Otworzył drzwi.
Zastanawiał się, czy znajdzie jeszcze na jej skórze te lepkie krople… Może się wykąpała i nawet niczego nie zauważyła? To by było najlepsze.
Podszedł ostrożnie i stanął nad nią, by się przyjrzeć trójkątowi złączonych ud. Pochylił się nisko nad tym małym wzniesieniem, aby powąchać i zobaczyć, czy miód wciąż tam jest. Przeglądał pojedyncze rudawe loczki, sprawdzał, dotykał, powstrzymując się od polizania czy się lepią, czy mu się tylko wydaje. Tak, wciąż słodko pachniała, potem i jeszcze czymś intymnym i uwodzicielskim. Zakręciło mu się w głowie. Wtedy się poruszyła i przewróciła na bok. Ukazały mu się szczupłe maleńkie pośladki; mała, prawie dziecięca dupka. Podgięła lekko kolana i między udami ukazało się maleńkie, futrzaste, zaspane zwierzątko, jak mała, złota, rozczochrana myszka z różową mordką. Co by było, gdyby ją pogłaskał?
Podniecenie błyskawicznie ogarnęło całe jego ciało; dawno nie miał tak nieoczekiwanego orgazmu.
Wybiegł szybko. Długo stał pod prysznicem, nim wyrównał oddech.. Upewniał sam siebie, że nic się nie stało.
Tej nocy prawie nie spał wyczerpany seksualnym podnieceniem i upajającą rozkoszą. Wszystko dobrze, nikt nic nie zauważył. Tego, co wczoraj zrobił, po prostu nie było.
Rano znów wyszedł wcześnie. Dom spał, a on przeszedł obok jej drzwi prawie spokojnie. Zostawił żonie kartkę na stole, że być może służbowo wyjedzie na kilka dni. Gdy już był w pracy, dzwoniła do niego, aby ponarzekać na jego nieuprzejmość. Córka przyjaciółki nawet go nie zdążyła poznać, a jutro po egzaminach już wyjeżdża.
Bardzo dobrze, niech wyjeżdża. Nie chciał jej widzieć. Bał się, wstydził za siebie. Wolał nie myśleć, że to, podglądane i intymnie naznaczone miodem ciało jest żywą istotą posiadającą twarz i imię. Cały dzień myślał o pięknym akcie z dziewczęcymi piersiami, rudawym w świetle lampy pagóreczkiem, zwróconymi ku niemu pośladkami i tym czymś żywym, miodowym, wabiącym pomiędzy nimi. Widział to dokładnie. Na jednym krańcu włosy, dużo włosów, pachy, ramiona, a na drugim wąskie stopy z pomalowanymi na czerwono paznokciami. Pomiędzy nimi rozciągająca się przestrzeń nagości. Wzgórza i doliny, wgłębienia i szczyty, miejsca gładkie i pokryte delikatnym włoskami wichrzonymi jego oddechem. Obszar wypełniony podnieceniem, ciekawością, chłopięcymi marzeniami i… żądzą dorosłego mężczyzny. I jeszcze ta koszulka, coraz bardziej pognieciona i spocona, z tym wciąż niedoczytanym nadrukiem. To wszystko jest tam jeszcze, ale jutro zniknie. Ważne, by wyjść z domu jak najwcześniej i wrócić jak najpóźniej. Tak będzie bezpiecznie. Nie mógłby patrzeć na podglądaną w nocy dziewczynę i nieznaną mu dotąd twarz. Spojrzeć w otwarte bezbronne oczy, czując, że zrobił coś tak niedyskretnego i nieprzyzwoitego wobec nieświadomej osoby. Oto on: podglądacz!
Uspokajał siebie, że miód to nie jakaś mroczna trucizna, a jego gest można zinterpretować jako żart. Młodzi zajęci są czymś ważniejszym niż przeglądanie swojej bielizny. Jednocześnie pamięć wypełniała powietrze jej zapachem.
Nigdzie nie wyjechał, nie mógł, ale wrócił dopiero po północy. Chciał od razu pójść na górę, jednak zatrzymał się i po raz trzeci stał przed tymi samymi drzwiami. Widział światło, pewnie zapomniała zgasić jak poprzednio. Lekko dotknął klamki. Tylko sprawdzi, czy wszystko w porządku. Nic się nie stanie, gdy na chwilkę zajrzy. Opanował się i poszedł szybko na górę do sypialni.
Leżał i jak za uczniowskich czasów wymyślał scenariusz: Cichutko schodzi po schodach, otwiera drzwi… Ogarniało go coraz większe podniecenie, aż do bólu jąder. Gwałtownie wstał i zszedł na dół. Dotknął klamki; spostrzegł, że drzwi były niedomknięte. Uchylił je cichutko. Wsunął się chyłkiem jak przestępca, bo i czuł się przestępcą we własnym domu. W pokoju, w ciszy, wszystko stało tak, jak to zostawił zeszłej nocy. Chyba czas się zatrzymał i czekał na jego przyjście, aby ruszyć dalej. Nagie ciało z odrzuconym kocem, zapalona lampa, notatki i przedmioty częściowo spakowane do plecaka. Ona w tej swojej zwykłej pozie spania, z rękoma zarzuconymi na twarz, ukryta za włosami. Podszedł i stanął przy jej stopach. Spoglądał w stronę jej wysoko wzniesionego pozłocistego wzgórka łonowego, pod którym w cieniu rysował się ledwo widoczny, cienisty trójkąt zsuwający się niżej, pomiędzy nogi. Gdyby się tylko odrobinkę poruszyła, gdyby jej uda się trochę rozsunęły, gdyby … Pochylił się i przybliżył twarz, aby być bliżej tego cienia i poczuć znów jej zapach. Nagle zobaczył, jak jej ręce błyskawicznym ruchem łapią brzeg koszulki i zarzucają ją sobie na głowę, odsłaniając całe ciało. Zaskoczony spojrzał w stronę jej zakrytej twarzy gotów uciekać i wtedy na stoliku oświetlonym lampą zobaczył znajomy kuchenny słoik z miodem i ręcznie wypisaną nalepką: „Miód lipcowy 86”. Wciąż był wypełniony do połowy.
Zrozumiał. Wiedziała o wszystkim!
Więc od początku patrzyła na niego niepostrzeżenie spod tych włosów i ramion, ale nie protestowała; świadomie pozwalała mu na wszystko, co robił. Teraz czekała na niego w ten ostatni wieczór w jego domu. Sama przyniosła z kuchni słoik z miodem. Chciała tego, co i on! Nagle jak gdyby w odpowiedzi na jego zdumienie przysunęła się bliżej, unosząc pośladki. Widział teraz obydwie jej piersi jak małe stożki z różowymi brodawkami na szczytach. Podszedł do drzwi i zamknął je na klucz. Stanął nad jej ciałem, chwycił słoik, przechylił i poczynając od piersi, starał się lać jak najcieńszą strużką, trafiając w sutki. Rysował nią esy-floresy od piersi do piersi, przesuwał w stronę brzucha, ku pępkowi, potem w stronę złotego futerka i w końcu wylał powoli cała resztę w ciemne zagłębienie. Miód rozlewał się szeroko, wpływał pomiędzy stulone wstydem, ale powoli rozchylające się uda. Lepki złoty strumyk sięgał głębiej i powoli ukazywało się sekretne wnętrze, otwierające się przed jego zachwyconym wzrokiem. Podnosząc biodra, przysunęła się jeszcze bliżej i oto przed nim ta ruda myszka z wczorajszej nocy ukazała się przemieniona w małą różowo-czerwoną rybkę, która leży spokojnie pomiędzy nogami.
Zaczarowany oglądał, jak powoli spływają ku niej strumyki złotej słodyczy. Jak kropelki zatrzymują się we włosach i zakamarkach intymności i jak w zwolnionym tempie wlewają się do środka, otwierającego się ku nim łapczywie. Czuł tę lepką słodycz i widział jak rybka, Złota Rybka, purpurowieje, zaczyna żyć, poruszać się delikatnie, aby łapać w głąb siebie te miodowe krople. Zbiera je w małe, złote, słodkie i lepkie jeziorko, które tam na niego czeka.
Zaczarowana chwila.
Oboje jej oczekiwali już od tej pierwszej nocy, gdy zjednoczyło ich wspólne podniecenie. On realizujący chłopięcą fantazję erotyczną z nagim, bezwolnym, śpiącym ciałem nieznajomej, a ona odkrywająca słodycz i wstyd bycia podglądaną i pożądaną przez obcego mężczyznę. I teraz ten najbardziej oczekiwany moment przylgnięcia do siebie, wzajemnego dotknięcia, zanurzenia się obojga w miodowe rozkosze. Na klęczkach przybliżał się do niej, obserwując z bliska rytm oddechu tego małego stworzonka. Chuchnął w jego drgające skrzela, wysunął język i dotknął jej i tego lipcowego miodu. Wszystko było słodkie: uda, jasne włoski wokół, różowe falbanki wewnętrzne i zewnętrzne i ten tunel tajemny napełniony po brzegi słodyczą. Jej rybka trzepotała, wierciła się pod jego pocałunkami. Wciągała jego język głębiej, podniecona i niecierpliwa. Zanurzył się w niej, ocierał się o nią, oblizywał ją, ssał drobne skrzydełka i zagięcia. Oblepiony miodem szukał tego maleńkiego rybiego oczka, które gdzieś tam jest i czeka na końcowe uchwycenie wargami. Gdy je znalazł, zaczęła jęczeć, pokrzykiwać jak mały ptaszek. Teraz to ona mocniej przysuwała do niego niż on do niej. Znaleźli wspólny rytm erotycznego tańca. Usłyszeli tę samą melodię.
Tango!
Ciała odsuwają się od siebie, po to by za chwilę siebie zawołać i objąć się jak najciaśniej.
I od początku, jeszcze raz to samo dotykanie i odsuwanie.
On chwytający jej klitoris, ona cofająca się po to, aby za chwilę zwiększyć rozkosz przylgnięcia.
I jej stopa pieszcząca jego penis w szaleńczym rytmie.
Ciała zlepione miodem, ocierające się euforycznie o siebie, zatopione w rozkołysanej fali pożądania, przypływu i odpływu.
I na koniec ten moment wspólnego orgazmu zaznaczony wspólnym krzykiem.
Czy to były sekundy, minuty czy godziny – nie pamiętał. W jego nieoczekiwanie przywróconej pamięci ta miodowa upalna lipcowa noc wciąż trwała zatrzymana w czasie.
Nagle oboje się ocknęli – on w radosnej ekstazie i zdumieniu tym, co się stało, a ona w okrzyku rozkoszy, zawstydzona sobą i pozycją, w której się znalazła tak wyraźnie ukazującą jej zgodę i pożądanie.
Dwoje znajomych nieznajomych.
Potem cisza wypełniona przyśpieszonymi oddechami. Tylko jeszcze oczekiwanie, by gwałtowne trzepotanie złotej rybki uspokoiło się pod jego wargami. Ostatni łagodny pocałunek zatrzymujący na języku smak intymności i miodu lipcowego.
Ostatnie spojrzenie na różowy słodki sekret..
Wstał z kolan, pochylił się i delikatnie okrył ją kocem, wciąż nie widząc jej twarzy i wciąż nie znając treści tego nadruku na jej pogniecionej koszulce.
Oboje rozumieli, że więcej i później już nic się stać nie może. Tylko te trzy spotkania, trzy skrawki nocy w ciszy i bez jednego słowa. Rozstanie bez dalszego ciągu, ale ze słodyczą, którą będzie można wciąż smakować w swoich wspomnieniach.
Wyszedł natychmiast. Ona miała pociąg wcześnie rano. On wylegiwał się w łóżku do południa, co się nigdy dotychczas nie zdarzało. Żonie powiedział, że źle się czuje i w pracy wziął wolne. Leżał zagrzebany w pościeli i wciąż na nowo przeżywał to, co się wydarzyło.
Nigdy więcej się nie spotkali. Wciąż nie wie, jak wyglądała jej twarz, ale jej ciało pamięta dokładnie, nawet dzisiaj po tylu latach. Przyjaciółka żony regularnie przysyłała im kartki świąteczne, zawsze z dopiskiem „Pozdrowienia od córki”. Oni odpowiadali podobnie, a on dołączał swój podpis, myśląc o tym, że wciąż nie zna jej imienia.
Kiedyś myślał o niej często. Wchodził do wciąż pustego pokoju, kładł się na łóżku i odtwarzał tamte zdarzenia i swoje emocje. Strach i pożądanie splecione razem i na zawsze skojarzone z silnym podnieceniem. Niebezpieczeństwo i rozkosz. W myślach dochodził do momentu rozlewania miodu po jej ciele, za chwilę miała rozsunąć kolana, ale wtedy miał erekcję i następował orgazm.
Ciekaw był, jak się jej ułożyło życie. Kilka razy wyobrażał sobie, że jedzie do jej miasteczka i patrzy z ukrycia. Albo że napisze list z zawoalowanymi przeprosinami po to, by przeczytać, że i ona wspomina, co się stało, że podobnie jak on była podniecona podglądaniem, zachwytem i tym miodem. Był jej wdzięczny za to, co zrobiła – trzeba było mieć odwagę, aby ten słoik zabrać z kuchni i postawić w swoim pokoju.
Dziwnie życie się plecie.
Poszedł do opróżnionego pokoju synów.
Było tam chłodno i pusto.
Więc czy ostatecznie ten słoik zapakować? Wyrzucić?
Odkręcił zardzewiałą pokrywkę, przybliżył do swojej rozpalonej wspomnieniami twarzy. Wciąż trwał tam zamknięty przez tyle lat zapach tego lipca 86 roku i zaczarowanej Złotej Rybki realizującej chłopięce marzenia.
Wspomnienie…
W tym momencie poczuł dawno już zapomniane napięcie w członku. Słodycz miodu i letniej nocy wciąż gdzieś tam w jego ciele tkwiła i wciąż miała moc nad starym ciałem.
Zakręcił słoik mocno i włożył ten maleńki fragment przeszłości do kartonu przeznaczonego do przeprowadzki.
Uśmiechnął się do siebie. Ciekawe, czy gdy znów przypadkiem znajdzie ten zaczarowany Miód lipcowy 86, wciąż będzie miał on moc przywracania tamtych niezwykłych chwil?
Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.
Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.


Blog Comments
Tomp
2025-12-18 at 20:22
Druga wzorcowo erotyczna opowieść Sanji Niko. Słodko-lepka aura towarzyszy nam przez całe opowiadanie, klejąc się do naszych jaźni miodowym, onirycznym letnim seksem dojrzałego mężczyzny z maturzystką. I choć narracja przedstawia przygodę z dziewczyną jako doznanie rzeczywiste, wcale nie mam pewności, czy do niej doszło. Dwa światy – realiów i marzeń sennych – są sklejone Miodem lipcowym tak ściśle, że nie sposób ich rozdzielić.
I może kiedyś, gdy i my będziemy „sixty four”*, jakiś stary słoik z zastygłym weń upojnym aromatem zrozumiałym tylko dla nas przywoła echo dawnej burzy zmysłów. I tylko lub aż to nam zostanie: pozornie bezwartościowa, zaschła resztka lipowego miodu i bezcenne wspomnienie.
Warto robić porządki, bo można przypadkiem odnaleźć zagubioną miłość… Czeka w starym słoiku. Może odżyje, gdy zmoczymy ją łezką zadumy?
„Send me a postcard, drop me a line”**, honey…
July honey***.
* – https://www.tekstowo.pl/piosenka,the_beatles,when_i_m_sixty_four.html
** – link j.w. Przy okazji: to ostatni moment na wysłanie kartek świątecznych.
*** – Moim zdaniem miód lipcowy to po prostu „July honey”, „lipcowa kochaneczka”, „letnie serdeńko”. Przecież gdyby autorce chodziło o gatunek miodu, to takiego nie ma. Jest tylko „lipowy”, ale autorka uparła się (wiem jako redaktor) przy „lipcowym”. Tylko Sanja Niko z dopisanej do etykietki fałszywej literki potrafi sporządzić siedemnaście minut poetyckiej erotyki.
SANJA NIKO
2025-12-19 at 11:48
Słodkosłowy, a raczej tym razem miodowo-lipcowy Tompie,
jak mnie chwalisz na sposób tak wyszukany i pomysłowy to tak jakbyś sam siebie chwalił ponieważ nie ma Sanji bez Tompa, a Tomb bez Sanji jak najbardziej pozostaje sobą w całej swojej tompowości. Towarzyszyłeś mi w tych miodowych figlach surowo i konsekwentnie, aż do ostatniego słoika, a teraz zostawiasz mnie samą z tym miodem przeciwko całemu światu. Świecie, nasłodź się !
Thorin
2025-12-19 at 12:59
Opowiadanie sympatyczne, liryczne i czyta się dobrze, ale kompletnie nie rozumiem zabiegu umiejscowienia głównego czasu akcji w lipcu 1986 roku.
Po co? W tekście nie ma żadnych celnych odniesień do realiów epoki, jest za to sporo elementów, które wydają mi się kompletnie błędne.
Dzięki retrospekcji zawartej w retrospekcji (ktoś tu próbuje doścignąć Nolana?) akcja rozgrywa się w trzech planach czasowych – bliżej nieokreślonej współczesności, w lipcu 1986, i w czasach szkolnych głównego bohatera, gdy miał 16 lat. Jako, że w międzyczasie zrobił karierę, poznał żonę i dorobił się studiująch synów, można założyć, że plan najwcześniejszy to lata circa about 1956-62.
I właśnie do tych lat mam najwięcej zarzutów.
„Patrzył i nagle przypomniał sobie dawno już zapomniane chłopięce marzenie. Tamto, jeszcze z liceum. Początki zainteresowania seksem, dziewczętami, niepokój, ciekawość… Koleżanki z klasy, omawianie z chłopakami ich biustonoszy i piersi. Sprzeczki o to, która ma większe, a która je sobie wypycha. Obserwowanie zarysów ich majtek widocznych przez cienkie spodnie.”
Cienkie, prześwitujące spodnie u dziewczyn w latach 50tych lub wczesnych 60tych? To były czasy, gdy nauczyciele centymetrem mierzyli, czy spódnica za kolano nie była zbyt krótka. A i materiały z których szyto były mało transparentne.
„Zagląda pod pachy, patrzy na piersi i te brodawki, które tak bezczelnie sterczały jej pod koszulką, by wszyscy mogli widzieć i się napatrzeć.”
Czyli, jeśli dobrze rozumiem we śnie ogląda sutki koleżanki „impertynentki”, która na jawie kusiła nimi spod koszulki. Zaraz, w latach 50tych, wczesnych 60tych dojrzewające dziewczyny nosiły koszulki bez staników? Chyba w pornosach, ale napewno nie w szkole.
Cała ta narracja wydaje mi się zawieszona w jakimś kompletnym bezczasie, tym bardziej nie rozumiem, czemu wybrany został rok 1986.
Choć jedna rzecz została ukazana realistycznie: „złote kosmyki” pod pachami studentki. Trochę obleśny, ale wierny realiom szczegół 🙂
SANJA NIKO
2025-12-20 at 11:41
Tak Thorinie! Poległam na jawnie wyrażanym lekceważeniu „sztafażu historycznego” … i krytyka mi się należała. Rzeczywiście kobiety bez biustonoszy to mniej więcej od 68 czyli „dzieci kwiatów”, a dziewczyna w spodniach i to w szkole to dopiero pod koniec sześćdziesiątych, więc i ta „impertynentka” była zapewne w porządnej bluzce i na dodatek w fartuszku szkolnym i to nawet z białym kołnierzykiem!
Wniosek – jak ktoś nie umie dobrze policzyć i nie szanuje Historii, powinien swoje pisanie zawiesić na wszelki wypadek w bezpiecznym bezczasie. A propos ‘realizmu” pachy: Lata sześćdziesiąte – do warszawskiej uczelni przyjeżdża jakiś młody amerykański naukowiec i dostaje jako pomoc i towarzyszkę studentkę. Po dłuższym czasie, już przyjacielsko ona pyta jego co go najbardziej zdziwiło w Polsce, a on odpowiada, ze nie wiedział że nasza słowiańska rasa jest taka owłosiona. Na to zdziwiła się ona , wiedząc, że my akurat nie jesteśmy przesadzie kudłaci, więc skąd takie wrażenie. I wtedy on wyjaśnił, że zadziwiły go kobiety owłosione, nawet na nogach, jak dodał zdumiony. A Amerykanki nie są, zapytała ona. Nie , są zupełnie gładkie wszędzie. I pozostawił ja z kolei w tym zadziwieniu Amerykankami i rasą „amerykańską” na następne lata.
Megas Alexandros
2025-12-20 at 22:31
Dobry wieczór,
przyznam, że w aspekcie realizmu historycznego, zaskoczyło mnie, że narrator opowiadania zdołał „za komuny” swoim wysiłkiem, kompetencjami i ciężką pracą dorobić się piętrowego domu oraz samochodu. W tamtych czasach były to luksusy dostępne raczej dla towarzyszy partyjnych, ewentualnie inżynierów, którzy pracowali przy kontraktach zagranicznych, dolarowych. Ale potem uświadomiłem sobie, że właściwie nigdzie w tekście nie jest wskazane, że akcja rozgrywa się w PRL. Równie dobrze wydarzenia mogły dziać się w którymś z kapitalistycznych krajów Europy Zachodniej, a tam już jak najbardziej wchodziło to w grę.
Odchodząc natomiast od kwestii realiów epoki, podoba mi się język tego opowiadania, a także nieco oniryczna fabuła, z pogranicza realizmu i erotycznej fantazji głównego bohatera. Natomiast podwójna retrospekcja wprowadzić może trochę konfuzji, choć jak widzę, nasi Czytelnicy sobie z nią poradzili 🙂
Pozdrawiam
M.A.
Emilia
2025-12-20 at 11:20
Gdyby ktoś mi nalał tam miodu, chyba bym go zabiła! Przecież tego się nie da domyć, a z podbrusza usunie się chyba tylko z włosami łonowymi. Nie mam nic przeciwko depilacji, ale niech ona dokonuje się w salonie i pod ręką ekspertek 🙂
Tym niemniej samo opowiadanie jest piękne i zmysłowe, póki nie pamiętamy o aspekcie praktycznym.
SANJA NIKO
2025-12-20 at 11:48
Emilio, mam podobne zdanie na temat czegokolwiek lepkiego i słodkiego na ciele, nawet myśl o masażu czekoladą wydaje mi sie obrzydliwa. Jednak wizja złotego, podświetlonego lampą strumyka miodu tak mnie estetycznie nęciła … że … No i ten Miód jak symbol czegos najsłodszego, najlepszego i najcenniejszego ma w sobie siłę, czyż nie ?
Megas Alexandros
2025-12-20 at 22:37
Nie tylko widok złocistego miodu może mieć walor erotyczny. Wykorzystałem kiedyś w swoim opowiadaniu (https://najlepszaerotyka.com.pl/2022/01/03/wepet-renpet-wersja-rozszerzona-megas-alexandros/) fakt, że w starożytnym Egipcie wykorzystywano miód do depilacji, również okolic intymnych. Tak więc główny bohater, zaspokajając swą kochankę ustami, może upajać się dodatkowymi walorami zapachowymi 🙂
Inna sprawa, że Ania kwestionowała możliwość wykorzystania miodu w ten sposób. Więc kto wie, jak było naprawdę.
Pozdrawiam
M.A.
Tomp
2025-12-21 at 17:55
Zabójcza Emilia.
Poprzednio objawiłaś mordercze skłonności wobec tego, kto zmusiłby Ciebie do publicznego oddania moczu.
Teraz za polanie miodem.
Istna modliszka. 🙂 Albo alternatywa wobec braku dopuszczalności eutanazji. Jak będę w potrzebie, poproszę o adres i przyjadę (lub dam się przywieźć) ze słoikiem miodu. 😉
unstableimagination
2025-12-30 at 08:23
Bardzo mi się podobało.
Kiedy czytałem, czułem jak coś słodkiego wlewa mi się do mózgu. Do lepiących się myśli poprzyklejały się piękne obrazy i nie chcą zniknąć. Czy ktoś jednak chciałby się pozbyć tych miniaturowych splątanych miodowych wieżyczek, które wyrastają na samym końcu strumienia, by po chwili rozpłynąć się w plamę na słodkiej skórze?