Tak blisko nieba (Greed)  4.3/5 (10)

9 min. czytania

AdmiringBeautyArt, „Resonating Lines”, CC BY-NC 3.0

– Na pewno wszystko zabrałaś? – stojąc obok samochodu Mariusz zapytał głosem troskliwego ojca.

– Tak tato, prezerwatywy, kajdanki, seks gadżety, wszystko wzięłam – odparła z uśmiechem Weronika, po czym spojrzała na jego zażenowaną minę, którą tak dobrze znała.

– Będę uważać na siebie, tato. Przecież to tylko dwieście kilometrów do babci.

– Jak dojedziesz, pisz – powiedział, pomagając jej zamknąć bagażnik.

– Ok, pa! – przesłała mu w powietrzu buziaka, wsiadła do samochodu i ruszyła, pozostawiając po sobie tylko ślady opon na podjeździe.

W głębi duszy wiedział, że nie był dla niej dość dobrym ojcem. Owszem, pozwalał jej na imprezy zakrapiane alkoholem w domu, na palenie papierosów i wracanie o późnej porze, jednak świadomy był tego, że Weronice brakowało matki. Pięć lat temu jego związek z Alicją zakończył się rozwodem – rutyna wkradła się do ich związku, a nuda do ich sypialni. Wyjechała za granicę, zostawiając za sobą byłego już męża i córkę. Gdzieś w odległym zakątku serca nadal tliła się tęsknota za żoną i dawnym życiem. Popatrzył jeszcze na odjeżdżający samochód i wrócił do pustego domu. Postanowił wziąć ciepły prysznic, a następnie udać się do nowego baru, który niedawno świętował otwarcie.

Mariusz nacisnął metalową klamkę i wszedł do środka. Natychmiast rzucił mu się w oczy wystrój, przypominający lokale z lat osiemdziesiątych. Gdzieniegdzie przy stolikach siedzieli zatopieni w rozmowie ludzie. Podszedł do baru i usiadł na stołku, opierając łokcie o szynkwas, poprosił barmana o piwo. Uśmiechnął się na widok jego białej koszuli i czarnej kamizelki, bo kiedyś, jako młody chłopak, też chciał zostać barmanem, jednak jego życie potoczyło się zupełnie inaczej.

Otrzymał kufel i z przyjemnością zaczął sączyć dobrze schłodzony napój. Poczuł jak przyjemny smak rozlewa się w gardle i spływa do żołądka. Jedna z tych rzeczy, które pragnął robić nieustannie.

Rozejrzał się dookoła. Na obitych mahoniowymi deskami ścianach wisiały obrazy przedstawiające gwiazdy kina. Wśród nich dostrzegł Marilyn Monroe i Jamesa Deana. Wyjął paczkę papierosów, rzucił ją na wypolerowany blat, a następnie wyciągnął jednego, włożył do ust i zapalił. Zaciągnął się i poczuł jak dym wypełnia mu płuca. Z widoczną na twarzy rozkoszą wypuścił go z ust.

Napawał się tym doznaniem. Odprężeniem, które rozchodziło się po całym jego ciele. Jednak tym razem coś mu przeszkodziło – poczucie samotności, ta pogoda. Spojrzał przez duże okno na zabieganych i zmokniętych ludzi, którzy wypatrywali taksówki lub jakiegoś wygodnego miejsca, by przeczekać deszcz. Tym miejscem okazał się bar, gdzie Mariusz właśnie spędzał czwartkowy wieczór, zamawiając kolejne i kolejne piwo.

Zatopiony we własnych myślach nawet nie zauważył, że ktoś usiadł nieopodal przy barze. Dopiero po chwili trzymając w kąciku ust następnego papierosa i mrużąc oczy atakowane dymem, zauważył, że to kobieta, a ściślej, młoda dziewczyna. Omiótł ją pośpiesznym spojrzeniem i wrócił do obserwacji butelki piwa. Nagle zamarł i z opóźnioną reakcją spojrzał jeszcze raz na dziewczynę, ale tym razem uchwycił jej wzrok na sobie. To była Natalia – jedna z koleżanek Weroniki. Pewna siebie blondynka z wyjątkowym poczuciem humoru. Patrzył na jej mokre włosy, opadające na młodzieńczą, pełną blasku twarz i nie potrafił wypowiedzieć ani słowa. Jej głos wyrwał go z łańcuchów onieśmielenia.

– Widzę, ze nie tylko ja postanowiłam ukryć się przed deszczem – powiedziała uśmiechając się.

Mariusz odwzajemnił uśmiech, przeciągając chwilę, w której musiałby jej odpowiedzieć. Szukał czegoś dobrego, „na czasie”, ale nie zbyt perwersyjnego, czegoś subtelnego… „Cholera! Co ja robię? Przecież to psiapsiółka mojej córki!” – bił się z myślami, aż w końcu otworzył usta.

– A ja widzę, że tylko mi nie towarzyszy tak ładny uśmiech.

Wiedział, że to co właśnie powiedział, było zbyt wyzywające jak na „ojca jej koleżanki”.

– A dziękuję bardzo – odrzekła, spoglądając na jego piwo. – Pozwolisz?

– Oczywiście – pokazał, że nie ma nic przeciwko.

Natalia chwyciła prawą dłonią zimne piwo i dotknęła wargami gwintu butelki, a następnie przechyliła ją. W całym barze chyba tylko dla Mariusza było to coś cholernie podniecającego. W jednej chwili wydawało mu się, że dziewczyna objęła wargami otwór butelki, tak jakby komuś obciągała. Zdawał sobie sprawę, że to o czym właśnie pomyślał było „trochę” nie na miejscu, ale był tylko mężczyzną i każdy powinien mu to wybaczyć.

Kiedy dziewczyna odłożyła piwo, uśmiechnęła się i zaczęła szperać w torebce. W między czasie Mariusz zapalił kolejnego już papierosa. Rzucił jej ukradkowe spojrzenie w momencie, w którym akurat dziewczyna przyglądała mu się. „O cholera” – zganił się w duchu – „Teraz pomyśli, że jestem nią zainteresowany.” Miał wrażenie jakby oblał się rumieńcem. Gdy cały spięty odwrócił już wzrok, Natalia zbliżyła się ze swoim stołkiem do niego, ściągając z siebie płaszcz i rzucając go na blat.

Chcąc, nie chcąc, Mariusz rzucił na nią okiem, a dokładniej na jej zaokrąglone biodra, całkiem apetyczne nogi w brązowych pończochach i te czarne kozaki, które sięgały jej niemal do kolan. „Kurwa mać” – zaklął jeszcze raz. Po raz pierwszy patrzył na Natalię jak na kobietę, obiekt, który pewnie każdy mężczyzna pożąda. „Czy to możliwe? Czy mogłaby być moja?”. Poczuł się jakoś dziwnie. Podniecenie, które od dawna nie dawało o sobie znać, teraz obudziło się i atakowało. Mężczyzna zaczął się niespokojnie wiercić.

Jej brązowe pończochy. Sama myśl, że mógłby położyć na nich dłoń, przyprawiła go o przyjemne mrowienie. Oczami wyobraźni widział jak jego palce wędrują między jej uda… Musiał się otrząsnąć. To przecież koleżanka Weroniki. To byłoby bardzo niemoralne.

– Więc, co ciekawego u pana słychać? – odezwała się tym swoim zmysłowym głosem, który paraliżował jego umysł.

– Nic nowego, Weronika dzisiaj wyjechała do babci i znów pozostaje mi cieszyć się – tu uśmiechnął się ironicznie – swoją samotnością.

– Nikt na świecie nie jest samotną wyspą, zapewniam pana.

– Jestem innego zdania, ale rozumiem, że chcesz mnie pocieszyć.

– Każdy szuka swojej drugiej połówki, bo miłość nie jest pragnieniem ani wiedzą, ani nawet uwielbieniem. Jest wyzwaniem.

– Tak bardzo wierzysz w miłość? – spytałem.

– Wierzę, bo miłość odkrywa się kochając.

Ta rozmowa brnęła w nieznanym i dość niezręcznym kierunku, więc Mariusz postanowił zmienić jej bieg.

W miarę upływu czasu, pogawędka doprowadziła do tego, że oboje czuli się coraz bardziej swobodnie ze sobą. W kłębach dymu i mdłym świetle rozlanym po całej sali, zerkali na siebie ukradkiem. Podobało mu się, że Natalia zwraca na niego uwagę. Podobało mu się to, jak patrzy. Miała taki, mętny i rozmarzony wzrok. Wzrok, który powodował u niego natychmiastową… erekcję.

Gdy pomyślał, że to nieuniknione, namyślił się, że on również nie będzie sobie żałował, bo przecież od dawna nie miał kobiety w swoim łóżku, a nie często się zdarzało, że mógł sobie pooglądać ładnie dziewczyny. Zerkając w jej dekolt dostrzegł, że miała bujne piersi. Pragnął złożyć między nimi twarz i nigdy jej nie podnosić.

Natalia wykorzystała to i przysunęła się do niego jeszcze bliżej. Na tyle, blisko że czuł jej zapach. Woń paryskich perfum, które uderzały w jego nozdrza. Mocne i zmysłowe. Czuł, że jej kolano, co chwilę ociera mu się o nogę. Podniecało go to jeszcze bardziej.

– Wiesz, że jeśli jeszcze raz poczuję twoje kolano na swoim, będę miał poważny problem? – spytał żartobliwie.

– Doprawdy? – szepnęła, uśmiechając się figlarnie. Zanim cokolwiek odrzekł, poczuł na swoim udzie jej dłoń. Natalia położyła ją tak naturalnie, jakby trzymała ją na bufecie. Mariusz spojrzał prosto w jej oczy i niemal w nich zatonął. Czuł jak jej dłoń wędruję po w górę uda. Coraz wyżej i wyżej. W spodniach zrobiło się ciasno. W ułamku sekundy, całe jego ciało niemal zesztywniało z podniecenia. Świadomość, że jeszcze kilka centymetrów i dotrze do jego twardego członka, doprowadzała go omal do orgazmu. W ostatniej chwili dłoń zatrzymała się i wycofała. Natalia uśmiechnęła się do niego filuternie.

– Niegrzeczny, duży chłopiec – rzuciła z uśmiechem, oblizując wargi.

Mariusz wiercił się na krześle. Nie mógł sobie poradzić ze wzwodem. Najchętniej poprawiłby go dłonią, ale było mu wstyd robić to w lokalu pełnym ludzi.

– Dalej, nie krępuj się – powiedziała, jakby czytając mu w myślach.

Spojrzał na nią zawstydzony. Starał się zachować resztki przyzwoitości, jednak w jego głowie podniecenie mieszało się z wypitym alkoholem, komponując się w utęsknione i dzikie zarazem pożądanie. Kiedy Natalia dała mu jeszcze jeden zachęcający znak, żeby to zrobił, sięgnął dłonią i poprawił wybrzuszenie.

– Tak lepiej – szepnął w jej stronę.

Natalia rozchyliła nieznacznie usta, zwilżyła je końcówką języka. Mariusz bił się z samym sobą. Pragnął jej, pragnął tego, co miała mu do zaoferowania, co skrywała pod bielizną, a co on mógłby wziąć, pieścić i ujeżdżać. W końcu zaproponował, żeby poszli do jego domu. Natalia nie zastanawiała się długo, więc ruszyli do wyjścia. Szedł w tłumie za nią, patrząc jak kołysze biodrami. Spoglądał na rozkoszny tyłek, jak nim kręci specjalnie dla niego. W tamtej chwili marzył tylko, żeby zarzucić jej spódniczkę do góry i wejść w nią.

Od baru do jego posiadłości nie było daleko, więc po pięciu minutach, Mariusz z małą pomocą Natalii przekręcił zamek w drzwiach i obydwoje weszli do środka. Stojąc w salonie, Natalia zaczęła zdejmować ubranie, a jej ciało kołysało się leniwie w rytm muzyki grającej w jej sercu. Kiedy już pozbyła się płaszcza i swetra, stanęła przed nim w czarnej spódniczce i cienkiej halce. Przełknął ślinę. Patrzył na jej podniecający i lubieżny uśmiech, gdy krok po kroku pozbywała się następnych ciuchów. Mariusz był zachwycony striptizem, który sprawiał, że w jego spodniach robiło się jeszcze ciaśniej. Po chwili dziewczyna pozostała już tylko w majtkach, ukazując idealne ciało osiemnastolatki.

Jej taniec z każdą sekundą stawał się coraz bardziej wyuzdany. Natalia przesuwała dłonie po swoim ciele, rozpalając Mariusza do czerwoności. Włożyła dłoń w majtki i wysunęła w jego stronę biodra, tak żeby mógł widzieć, jak palce pieszczą pochwę. Mariusz opadł na kanapę. Wszystkie zasady moralności, które obiecał sobie przestrzegać szlag trafił. Odurzony alkoholem i podniecony ciałem młodej dziewczyny, rozpiął rozporek i chwycił twardego członka w dłoń. Zaczął się powoli masturbować. Wówczas jej majtki spadły wreszcie na podłogę. Spojrzał na jej zadbaną cipkę, a krew zaczęła pulsować mu skroniach. Ze zdziwieniem stwierdził, że masturbacja na oczach partnerki, a do tego nastoletniej dziewczyny, sprawia mu ogromną przyjemność. Natalia odwróciła się do niego plecami i pochyliła głowę niemal do podłogi, wypinając w jego stronę tyłek.

Mariusz oddychał łapczywie.

Dziewczyna rozchyliła dłońmi pośladki, odsłaniając wypukłą muszelkę. Patrzył na nią w tej niesamowitej pozycji, a mimo niezbyt jasnego światła widział jej obydwa otwory. Wstał z sofy i nie przerywając masturbacji podszedł do Natalii. Uklęknął za nią i wsunął wilgotny język pomiędzy jej pośladki. Przesunął nim w dół, aż dotknął wejścia do odbytu. Pieścił je samym czubkiem. Coraz dalej przesuwał językiem, aż dotarł do pochwy. Poczuł ją. Wilgotną i gorącą.

Po paru minutach pieszczot podniósł się z kolan i zaprowadził Natalię do sypialni. Kiedy weszli, zamknął drzwi i zaciągnął zasłony. Dziewczyna położyła się na jedwabnej pościeli i rozchyliła nastoletnie uda, dając mu znak, że jest w pełni gotowa.

Mariuszowi, mimo wypitego alkoholu, nie trzeba było zapraszać dwa razy. Uklęknął pomiędzy rozłożonymi szeroko nogami, wsunął się między nie. Kiedy zobaczył, że Natalia w oczekiwaniu opuściła powieki, wszedł w nią jednym ruchem. Zrobił to gwałtownie, wbijając się w nią głęboko. Poczuł jak penis zanurza się w gorącej i mokrej cipce. Złapał ją za biodro, a Natalia starała się opleść go nogami. Patrzył jak jej biust faluje w rytm posuwistych ruchów. Dziewczyna jęczała z rozkoszy, jaką dawał jej o dwadzieścia lat starszy mężczyzna. Mętne światło sprawiało, że Mariusz gubił poczucie rzeczywistości. Jak przez mgłę, widział wijące się ciało i słyszał głośne jęki. W głowie miał tylko ten jeden obraz – jak wbija się w koleżankę swojej córki.

Gdzieś w oddali, między głośnymi oddechami i jękami, słyszał swój własny głos.

– … tabletki?

– Tak.

Ruchy Mariusza stawały się coraz silniejsze i szybsze. Czuł, że jego orgazm zbliża się wielkimi krokami. Był za bardzo podniecony, żeby pytać Natalię o pozwolenie, czy może się w niej spuścić. Należała teraz do niego i tylko do niego.

– O Boże, jeszcze chwila… – jęczała dziewczyna. To zmusiło Mariusza, by wykonał ostatnie, mocniejsze uderzenia. Napierał na nią z niewiarygodną siłą, aż w końcu wytrysnął głęboko w jej wnętrzu.

Mariusz przeciągłym krzykiem oznajmił swoją rozkosz, po czym opadł na Natalię.

Ciepło wraz z dreszczami przenikało całe ciało dziewczyny, a jej nogi zaczęły niespokojnie drżeć. Czując w sobie penisa Mariusza i jego nasienie, szczytowała, odpływając w nieznane. Nigdy nie zaznała jeszcze takiej rozkoszy, jaką jej dał ten facet, który był w wieku jej ojca. Dopiero po chwili do rzeczywistości  przywołały ją gorący oddech mężczyzny i jego dwudniowy zarost drażniący jej szyję.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tags:
Blog Comments

Cyba jestem rzeczywiście jakiś inny.
Przeczytałem, że podano kufel piwa (Kufel? W barze? W Polsce? W jakich latach?), a potem, że kobieta obok „spojrzała na zimne piwo…” (wzrokiem zmierzyła temperaturę?) „…i dotknęła wargami GWINTU BUTELKI”!!!
Na tym skończyłem czytanie.

Tompie, akcja musi się dziać przed 2010 rokiem (wtedy wprowadzono zakaz palenia w restauracjach). Być może bohater dostał piwo w butelce i kufel, aby do niego mógł sobie przelać ten trunek i część piwa została w butelce. Tak przypuszczam, jednak stwierdzenie wzrokiem że browar jest zimny jest niemożliwe (można domniemywać patrząc na skroploną butelkę że trunek jest zimny).
Nigdzie jednak nie jest wspomniane, że bohater dostał butelkę. Może to skrót, ale bardziej dopatruję się błędu.

Tompie,

Jesteś pewien, że uważnie przeczytałeś tekst?

W opowiadaniu nie pojawia się fraza „spojrzała na zimne piwo…” A gdyby nawet się pojawiła – to przecież bohater wie, że jest zimne. To z jego perspektywy prowadzona jest tu narracja.

Co zaś się tyczy pojawiania się przed bohaterem na zmianę kufli i butelek… zwróć uwagę na zdanie: „Tym miejscem okazał się bar, gdzie Mariusz właśnie spędzał czwartkowy wieczór, zamawiając kolejne i kolejne piwo.” A zatem, mógł otrzymywać kolejne piwa w kuflach lub butelkach, w zależności od uznania. Kiedyś, gdy zamawiało się piwo butelkowe, a nie lane, barmani pytali o to za każdym razem. Teraz też im się to czasem zdarza. Mógł też otrzymać kufel i butelkę i przelać część piwa, a reszta została w butelce, co pozwoliło kobiecie poczęstować się z niej.

Natomiast zarzutu o kuflach w ogóle nie rozumiem. Że niby nie było ich w barach? Nie wiem, gdzie miałeś zwyczaj pijać, ale ja od wczesnych lat 2000-nych w niektórych lokalach pijałem piwo z kufli. Czasem nawet pięknie schłodzonych, ze szronem na szkle.

Do tego dochodzi jeszcze kwestia regionalizmów. W różnych częściach Polski „kufel” może oznaczać naczynie z uchem, albo po prostu wysoką szklankę do piwa. Możliwe,że Greed miał na myśli właśnie to.

Pozdrawiam
M.A.

Dobra! Już mi się kiedyś zdarzyło na NE, że tekst się zmieniał w miarę komentowania. Pytanie czy tylko w moich oczach. Jeśli tak, to jakaś (moja?) usterka psychiczna.
Podejmuję rękawicę:
„Gwint butelki”. Owszem, znam piwa w butelkach z gwintem, ale to ewenement. O ile wiem, to chwyt reklamowy jednej niemieckiej kompanii, która wymyśliła sobie, że ktoś odkręci kapsel bez otwieracza, gołymi rękami. Nikt tak nie robi.
Picie z butelki. Hmmm… W barze? Znam to z GeeSów i spod budek z piwem, Ale w mieście? W lokalu?
Piszesz, że kufel to dowolne naczynie do piwa. Nie wiedziałem; wiem że kufle podawano w GesSie i podaje się niektórych restauracjach stylizujących się na gospodę i w wyspecjalizowanych pijalniach piwa. Z butelek pijało się pod budką z piwem. Klimaty sprzed lat 1990. W barach miejskich: szklanki, pokale, puchary i kielichy różnego rodzaju. Koniecznie z logo browaru. Do każdego typu piwa inne. W końcu klient ma zostać doceniony. Płaci, więc trzeba pokazać mu różnicę między budką a barem. A butelki na barze nie stawia się, bo lanie piwa do naczynia to cała barowa celebracja, po której butelka jest pusta. Tak było i jest tam, gdzie bywam.
„Odłożyła piwo”. Moim zdaniem mogła tylko odstawić butelkę. Piwa, herbaty ani coli się nie kładzie. Położona butelka stacza się z blatu i wylewa się z niej zawartość. Nikt nie kładzie butelek.
„Perfumy uderzały w nos”. Chyba „zapach” lub „woń perfum”. O kawie, oborze ani skunksie też nie powiemy, że uderzają w nos. Chyba że skunks wierzgnie nogą i trafi nas między oczy.
„Poprawić wzwód”. Na pewno nie oznacza to ułożenia członka w spodniach. Ja sobie „poprawiam wzwód” przez ruchy masturbacyjne. Wyobrażam sobie, że niektórzy robią to, oglądając porno.
„Podniecenie mieszało się z […] alkoholem”. Ciekawe, jak rzecz niematerialna może się mieszać z materialną. Temat do rozważań dla scholastyków.
„Przekręcił zamek w drzwiach”. Bez komentarza, ale trzeba wezwać ślusarza.
Na czym polega „zadbanie cipki” chętnie wysłucham objaśnień pań. Prostak jestem; chcę się dokształcić.
„Wypukła muszelka”. Hmmm… Może bywają i wypukłe, i wklęsłe, i płaskie. Muszę poobserwować. Albo zapytam tego pana od Sekretnych kwiatów.
„Jedwabna pościel”. Łał! Na bogato było.
„Zapraszać Mariuszowi dwa razy” za to jest błędem gramatycznym.
O interpunkcji szkoda mówić.
O klasie fabuły też się nie wypowiadam, bo nie ma o czym.
PS Cytaty dokładne na godzinę 01:25 wtorek.

Co do zmian w tekście, sprawdziłem: ostatnia modyfikacja nastąpiła pół roku temu.

Co do gwintu butelki, faktycznie – gwintowane butelki piwa należą do rzadkości.

Co do picia z butelki, owszem, zdarzało mi się. W miejskich barach, jak najbardziej. Zwłaszcza takich z bilardem czy innymi grami stołowymi, ale nie tylko.

„W barach miejskich: szklanki, pokale, puchary i kielichy różnego rodzaju.” no i widzisz. Pierwszy raz słowo „pokal” usłyszałem na studiach, od kolegów z innego regionu Polski. U mnie nie robi się różnic między kuflem (szklanką z uszkiem, często z grubego szkła), a pokalem (szklanką/pucharem bez uszka). Jedno i drugie nazywa się kuflem. Obecnie barmani dbają by kształt szklanki odpowiadał gatunkowi piwa, które zostało zamówione. Kiedyś ta wiedza była znacznie mniej rozpowszechniona.

„W końcu klient ma zostać doceniony. Płaci, więc trzeba pokazać mu różnicę między budką a barem. A butelki na barze nie stawia się, bo lanie piwa do naczynia to cała barowa celebracja, po której butelka jest pusta. Tak było i jest tam, gdzie bywam.”

W wielu barach, gdy zamawiam butelkę piwa, otrzymuję pytanie, czy przelać. Jeżeli powiem nie, to biorę butelkę i kufel i sam to robię. Już pomijam to, że przy niektórych gatunkach piwa nawet gdy robi to barman, to nie przelewa od razu wszystkiego do naczynia, tylko zostawia końcówkę w butelce.

„Odłożyła piwo”. – no to już jest czepianie się. Przecież to skrót myślowy, dopuszczalny w tekście prozatorskim. Na tej samej zasadzie co „Po przyjściu ze sklepu wstawiłem piwo do lodówki” – bez precyzowania, czy piwko było w butelkach czy puszkach.

„Perfumy uderzały w nos”. „Poprawić wzwód”. – tu zgoda, nie najbardziej fortunne stwierdzenia.

„Podniecenie mieszało się z […] alkoholem”. – trochę poetyckie, ale jak dla mnie dopuszczalne. Wiadomo, o co chodzi.

Reszty nie bronię, bo zajmowałem się tematami piwno-knajpianymi, od których zacząłeś swoją krytykę i przy nich pragnę pozostać 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Pozostaję zatem w tematach piwnych.
Wg korpusu zrównoważonego NKJP we wszystkich odmianach gramatycznych:
„odłożyć piwo” – 1 przywołanie
„odstawić piwo” – 3
„odłożyć butelkę” – 3
„wstawić piwo/butelkę” – 0
„odstawić butelkę” – 21.
A że barmani (i kelnerzy, o kelnerkach nie mówiąc) w Polsce nie umieją serwować piwa, to wiem. Do stolika zwykle przynoszą otwartą butelkę, co obserwuję tylko w Polsce. W Czechach i Niemczech nie zdarzyło mi się, by nie wlano do naczynia CAŁEJ zawartości butelki. I patrzono na mnie z poltowaniem, że zamawiam butelkowe, bo czescy i niemieccy piwosze piją tylko beczkowe. Czescy mogą decydować, czy z pianą, czy bez piany, czy „mlieko”, tzn. sama piana.
Piwa z PET piłem. W Polsce kilkakroć, ale dawno. W Turcji piwo kukurydziane Efes z 1 l. lub 2 l. PET biło smakiem na głowę wszystkie produkcje dużych polskich browarów.

Czesi kiedyś (jeszcze na początku tego stulecia) mieli nieporównanie lepsze piwo od nas. Jakościowo i cenowo też. I u nich faktycznie można było zamawiać z beczki. U nas niektóre puby, zwłaszcza te tańsze, kombinowały jak koń pod górę, jak by tu rozwodnić piwo i sprzedać go więcej…

Potem przyszła rewolucja piwna, samozadowoleni Czesi zostali w tyle, ze swoimi smacznymi, acz bardzo jednorodnymi piwami. W Polsce zaś wybuchła różnorodność smaków i odmian. Dziś uważam naszą scenę piwną za zdecydowanie ciekawszą. A jeśli zamawiam coś z butelki/puszki, to tylko dlatego, że lodówka takich rzemieślniczych cud po prostu urozmaica standardową ofertę kilkunastu nalewaków.

Co zaś się tyczy piw z Turcji… czy Efes to naprawdę wzgórze, którego zamierzasz bronić? 😀

Pozdrawiam
M.A.

Efes jako wzgórze? I nie bronię, a tylko twierdzę, że mi zasmakowało.
Piw z wielkich polskich browarów nie pijam. Dla mnie za słodkie, nieświeże, bez wyrazu. O kilku mógłbym powiedzieć jak w dowcipie: „Wasz koń choruje na cukrzycę”.
Z gatunków preferuję pilznera, a to (wciąż tak uważam) domena Czechów do których poziomu czasem dobijają Niemcy.
Na marginesie: zwiedzałem kilka browarów, z racji zawodu i jako turysta. Również pilzneński. W podziemiach serwują (tylko gościom z wycieczek, przewodnik kilkakroć zastrzega, że „to piwo nie idzie do sprzedaży”) pilznera produkowanego metodą tradycyjną, jak 150 lat temu, z drewnianych beczek po 5000 l. stojących we wciąż istniejących piwnicach liczących 9 km długości. Nie uważam się za konesera, ale naprawdę wyczułem różnicę w porównaniu z pilsner urquell z dystrybucji. Na korzyść starej technologii.
Z polskimi piwami rzemieślniczymi jest jak z polską gastronomią: CZASEM bardzo smakuje, ale ZAWSZE dużo kosztuje. Piwo to napój biedaków, a ci wydrwigrosze sprzedają pół litra za naście zł. Do tego teraz dochodzi kaucja. Za taką cenę wolę wino.
🙂

„Piwo to napój biedaków”

Taaaak, a sushi to potrawa ubogich japońskich rybaków, których nie stać na nic lepszego.

Czasy się zmieniają, zmieniamy się z nimi.

Pozdrawiam
M.A.

Też mi się wydaje że owo stwierdzenie o spojrzeniu na zimne piwo było, a teraz nie ma.
Co do gwintu na butelkach od piwa to oprócz tej niemieckiej marki, są jeszcze piwa rozlewane do butelek PET, znalazłem artykuł mówiący o tym że w 2009 roku rozpoczęto rozlewanie do nich Tatry, a wcześniej była Warka.
Tylko, czy ma to ręce i nogi w lokalu?, nawet podłej klasy, wątpię. Tego typu butelki szły do marketów i sklepów. W najgorszych nawet spelunach królowało piwo z kija, butelka, puszka
O plastikowych butlach pet nie słyszałem (a pojemność ich to 1,5 litra lub 2 litry).
Akcja nie może się rozgrywać przed 1990 bo kłóci się to ze stwierdzeniem o meblach i wystroju z lat osiemdziesiątych, no i ten wyjazd matki za granicę w latach 80-tych. Nie było to takie proste (choć możliwe).
Do uwag Tompa, dodalbym jeszcze jedną – sporą ilość „jej”, nieraz zbędnych i tkwiących blisko siebie w tekście.

Żeby nie było, że Tompa uwagami się wspieram i tylko dopowiadam to pozwolę sobie ocenić to opowiadanie ze swojej perspektywy:
Zamysł był dobry – spotkanie ojca, z córką koleżanki. Na konkurencyjnym portalu miałem przyjemność pochłonąć podobne (pisane przez kobietę), tak nick wskazywał i tamto naprawdę było dobre, ba biło to na kolana (subiektywne odczucie).
Mamy tutaj pomysł Autora dobry, tylko wykonanie gorsze. Zarówno w kwestii warsztatu, co wskazał Tomp jak i fabuły, która nieraz się nie klei.
Warsztat: Prócz tego co zauważył Tomp dodam jeszcze:
„, bo przecież od dawna nie miał kobiety w swoim łóżku, a nie często” – to nie często, wydaje mi się by było zapisane razem ( mogę się mylić), potencjalny ortograf.
„Uklęknął pomiędzy rozłożonymi szeroko nogami, wsunął się między nie. Kiedy zobaczył, że Natalia w oczekiwaniu opuściła powieki” – wydaje mi się to niemożliwe, być pomiędzy udami kobiety i dojrzeć ze zamknęła oczy. Chyba że to legwan. Może to jest możliwe, ale ja tak nie mam.
„– Tak lepiej – szepnął w jej stronę. -tu wydaje mi się że powinien być znak zapytania.
” Szedł w tłumie za nią, patrząc jak kołysze biodrami. Spoglądał na rozkoszny tyłek, jak nim kręci specjalnie dla niego.” – skoro kręciła biodrami , to tyłkiem również (ten znajduje się pomiędzy biodrami).
„tak żeby mógł widzieć, jak palce pieszczą pochwę.” – autorowi chyba chodziło o wargi sromowe, do definicja pochwy (kobiecej) to zaczyna się gdzie indziej, ale to szczegół, załóżmy, że nie rozbijamy przedsionka pochwy, pochwy jako osobne organy i definiujemy cipkę= pochwa.
” Gdzieś w oddali, między głośnymi oddechami i jękami, słyszał swój własny głos.

– … tabletki?

– Tak.
O co tu chodzi, to ja nie wiem?
Czy o tabletki na potencję ( za późno), czy miał zażyć coś na nadciśnienie lub inną dolegliwość…
Teraz fabuła:
Straszy doświadczony życiowo facet, daje córce mającej osiemnaście lat (tak można wywnioskować) samochód i pozwala by jechała 200 km. Mam syna, tez prawko zdobył w wieku 18 lat, ale na dłuższy wyjazd dostał „furę” po roku jazdy. Wiem, zdążają się ewenementy. Ile ta córa ma prawko – 9 miesięcy, podejrzewam że pół roku to max.
Dobrze jest przedstawiony ojciec w kwestii rodzic-dziecko. Samotnie wychowujący faceci (w większości przypadków) pozwalają córom na takie działania.
Pomysł był przedni, fabuła taka sobie, a warsztat… tu niestety….

„Uklęknął pomiędzy rozłożonymi szeroko nogami, wsunął się między nie. Kiedy zobaczył, że Natalia w oczekiwaniu opuściła powieki”

Ale przecież ona leżała na łóżku, na plecach. Jeśli patrzył w jej twarz, to zobaczył, że zamknęła oczy 🙂

„Gdzieś w oddali, między głośnymi oddechami i jękami, słyszał swój własny głos.

– … tabletki?

– Tak.”

Przecież to on pyta ją o tabletki. Łatwo domyślić się, że chce wiedzieć, czy ona stosuje antykoncepcję.

„Straszy doświadczony życiowo facet, daje córce mającej osiemnaście lat (tak można wywnioskować) samochód i pozwala by jechała 200 km. ”

Może jej ufa, albo chce się jej pozbyć z domu na parę dni? Kto wie…

Pozdrawiam
M.A.

Nadal twierdzę że niezły z bohatera cyrkowiec. Jeżeli klęczy na łóżku to nijak jego twarz nie może być między udami (chyba że panna zrobiła świecę nogami). Żeby się tam znaleźć musiałby przyjąć pozycję na czworaka i to taką z twarzą przy ziemi i dupą wypiętą ku górze. Istnieje opcja że klęczy na podłodze przy łóżku, no wtedy to znajduje się między udami. Czy można wtedy dojrzeć że ktoś zamknie powieki. Chyba spróbuję zrobić rekonstrukcje zdarzeń z żoną, bo nadal wydaje mi się to trudne.
Jeżeli słyszał swój własny głos to po co te trzy kropki?.

Jammerze, czytaj proszę ze zrozumieniem. Gdzie jest napisane, że on ma twarz między jej udami?

„Uklęknął pomiędzy rozłożonymi szeroko nogami, wsunął się między nie. Kiedy zobaczył, że Natalia w oczekiwaniu opuściła powieki, wszedł w nią jednym ruchem. Zrobił to gwałtownie, wbijając się w nią głęboko. Poczuł jak penis zanurza się w gorącej i mokrej cipce.”

Przecież jest czarno na białym (czy raczej u nas: biało na czarnym), że wszedł w nią penisem, a nie językiem. Czyli między jej udami miał własne biodra, a nie twarz. A zatem, mógł spokojnie spoglądać na jej oblicze i zauważyć, że zamknęła oczy.

„Jeżeli słyszał swój własny głos to po co te trzy kropki?.”

A kto go tam wie? Może był tak zaabsorbowany sytuacją, że uświadomił sobie że coś gada dopiero w połowie zdania? W każdym razie tekst jasno wskazuje, że pierwsza wypowiedź jest jego, a druga dziewczyny.

Naprawdę, opowiadanie ma dość własnych mankamentów, byś nie wymyślał mu kolejnych 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Przez te klęczał, powstał, klęczał, to mi się chyba fabuła w tym momencie „sprasowała”.
Głowę popiołem posypuję i uwagę wycofuję.

Leave a Comment