
Georgia O’Keeffe, „Red Canna”
Więc jak mam mówić do pana?
Panie doktorze? Panie psychologu? Panie terapeuto? Panie Michale ?
Niech będzie „panie Michale”.
No i nie wiem jak zacząć, bo mam pewien problem, a wie pan, sam nie bardzo wiem, co z nim zrobić. Nie mam komu powiedzieć i po prostu się wstydzę.
Wiem, na pewno mam zacząć od początku, ale ten początek to jest już w dzieciństwie. Wie pan, te głupie dziecięce pytania „skąd się biorą dzieci”. Wszyscy pytają, ja też pytałem, a odpowiedzi są zawsze podobne: jakieś bajki i zawstydzające opowiastki.
Mnie też dziadek opowiedział bajkę, tę o pszczółce, o kwiatku i zapładnianiu kwiatka. Jedyne, co z tego zapamiętałem, to ten kwiatek. Potem było różnie; mniej więcej się zorientowałem o co chodzi, chociaż z niedowierzaniem. Nie miałem z tym wielkiego problemu, jednak najbardziej mnie interesował ten kwiatek.
Koniecznie chciałem to zobaczyć. Wiedziałem już, że kwiatek jest między nogami dziewczynek i kobiet. Wie pan, ja z powodu tej mojej ciekawości nieźle się namęczyłem. To były dawne czasy; nie było nigdzie zdjęć nagich kobiet, a tym bardziej z tym co mają miedzy nogami. Medyczne rysunki waginy, macicy oczywiście gdzieś znajdowałem, ale mnie nie zadowalały i wciąż myślałem o tym, aby TO zobaczyć „na żywo”.
W podwórkowym dzieciństwie to nie było takie skomplikowane. Miałem pewnie z osiem, dziewięć lat, gdy namówiłem jedną dziewczynkę, aby mi pokazała, co ma między nogami, a ona bez problemu podniosła sukienkę, spuściła majtki i pozwoliła mi popatrzeć. Pokazała mi też, że to jest do sikania, i nawet mi to zademonstrowała. Kucnąłem, popatrzyłem i byłem bardzo rozczarowany. Marnie to wyglądało; niepozorne jak mała, źle poskładana portmonetka i zupełnie niepodobne do kwiatka. Jakiegokolwiek kwiatka.
Odpuściłem więc ten temat na kilka lat i przestałem o tym myśleć. A potem znów mi się trafiła rozmowa z dziadkiem, więc mu przypomniałem tę bajkę i powiedziałem, że już wiem, że kwiatów tam nie ma. A on na to: „Co ty tam wiesz, sam kiedyś te kwiaty zobaczysz. Ten kwiat się pojawia dopiero, gdy patrzysz na niego zakochanymi oczami i gdy kobieta jest w tobie zakochana i sama pozwoli ci to oglądać. Nie martw się, kiedyś zobaczysz te wszystkie kwiaty na własne oczy”.
Moje zainteresowanie znów wróciło. Dowiedziałem się już co nieco o seksie, słuchałem opowiadań innych kolegów, a nawet przeczytałem Żywoty pań swawolnych. Bardzo mnie to wszystko podniecało i zachęcało do poszerzenia wiedzy, jednak rysunków czy zdjęć tam nie było.
Zacząłem wtedy, jak to się kiedyś mówiło, chodzić z dziewczyną. Bardzo byliśmy młodzi i zakochani. Trochę to trwało, zanim doszło do seksu, jednak w chaosie bielizny, majtek, rajstop, halki i sukienki nie było okazji niczego zobaczyć; ani przed seksem, ani potem. Podobnie u kilku następnych dziewczyn. One się wstydziły, broniły ud przed moim dotykiem; nic nie było wtedy widać.
Czas mijał, a ja, chociaż już seks uprawiałem i to z zadowoleniem, bo szło mi zupełnie nieźle, wciąż nie poznałem dziewczyny, która by mi ten kwiatek wreszcie pokazała. Trochę podpytywałem wokół i zrozumiałem, że to musi być kobieta, a nie dziewczyna, że wtedy szanse będę miał większe, bo one się mniej wstydzą i są bardziej swobodne. Z wyrachowania więc wdałem się w romans ze starszą sąsiadką. Początkowo, bo szybko się w niej zakochałem na zabój.
Panie Michale, to były cudowne chwile! Okazało się, że w seksie wiele mam jeszcze do odkrycia i wypróbowania. Najważniejsze jednak było dla mnie doczekać momentu, gdy zobaczę, tak jak obiecywał dziadek, ten rosnący i piękniejący w oczach kwiat.
Ujrzałem go, a raczej ją, Panią Cipkę, wreszcie na którejś randce przy świecach wśród rozgrzebanej pościeli, zapachu perfum i w tym odurzającym, sekretnym zapachu kobiecego ciała. Byłem podniecony wzajemnymi pieszczotami, a to, co miała między nogami, znałem już dobrze z dotyku. Wyczuwałem, że są tam zakamarki, jest mięciutko i wilgotno. Nauczyła mnie też, że samymi palcami mogę dać jej wiele przyjemności, jednak tym razem uparłem się, że muszę zobaczyć to, czego tak pożądam i co daje nam obojgu tyle zadowolenia. Niby nie chciała, ale czułem, że i ona ma na to wielką ochotę.
Pozwoliła mi wreszcie! Nie było zbyt dużo światła, ale oto przede mną po raz pierwszy rozchyliły się kobiece uda i ukazało się to COŚ. Było rzeczywiście jak nieduży, symetryczny, bladoróżowy kwiatek z kilkoma płatkami i uroczym środeczkiem, który przedtem pieściłem palcami. Patrzyłem z zachwytem i zobaczyłem, jak to cudeńko się rozwija i rośnie, czerwienieje, połyskuje, leciuteńko pulsuje i staje się na moich oczach różą, moją pierwszą różą. Zafascynowały mnie te subtelne poruszenia, jak gdyby to była jakaś niezależna, piękna i wonna forma życia. Kwiat stwarzany przez miłość i pożądanie dwojga ludzi. Byłem oczarowany i gotów na poddańcze pocałunki, ale ona, podniecona, szybko mnie przygarnęła do siebie, a i ja nie mogłem się powstrzymać od wsunięcia się w ten kwiat najgłębiej i najmocniej jak to tylko możliwe.
I teraz, proszę pana, pardon, panie Macieju, jesteśmy w środku mojego problemu. Wtedy to zaczęła się ta moja obsesja, fiksacja, pasja – jak kto chce – w temacie kwiatów albo raczej, mówiąc wprost, na temat cipek.
Po prostu, gdy poznaję kobietę, nawet niezbyt urodziwą, a nawet czasem dla innych nieatrakcyjną, myślę o tym, jaka też jest jej muszelka. Jaki to pąk czeka, by rozkwitnąć pomiędzy jej nogami, i czy jest w zgodzie z jej twarzą, czy przeciwnie: jest tam niespodzianka warta sprawdzenia.
Bo wie pan, ja naprawdę zacząłem widzieć w ich szparkach, szczelinkach, norkach i pizdeńkach podobieństwa do kwiatów. Bywały skromne bławatki, a bywały witalne, rozpustne piwonie. Każda kobieta miała coś innego! Z czasem zaczęło mi się nawet wydawać, że ich intymności są bardziej zindywidualizowane niż twarze. Nie było tam żadnego udawania, szminki, a tylko spontaniczna jawność. Cipka nie potrafi udawać podniecenia, jeżeli go nie ma, tak jak i nasz męski członek szczerze komunikuje czy chce, czy nie chce. Cudowna jest ta chwila; możemy zobaczyć, jak bardzo ktoś nas pragnie, i okazać drugiej osobie, jak pragniemy jej my. Nagie ciało zdradza prawdę, która może być skrywana pod ubraniem.
Każda z poznawanych kobiet ujawniała moim oczom inną niespodziankę. Oczywiście najważniejszą sprawą było doprowadzić kobietę do tej chwili, gdy pozwoli mi TAM spojrzeć. Odkryłem też, że musi być naprawdę podniecona i robić to z własnej woli, tak jak mówił dziadek. Ona sama powinna zechcieć, abym patrzył, i czerpać z tej prezentacji przyjemność. Kwiaty nie mogły rozkwitnąć, jeżeli te wszystkie warunki nie były spełnione.
Niestety, każda próba nawet lekkiego nacisku czy namawiania niepodnieconej jeszcze kobiety, by rozsunęła kolana, kończyła się tym, że nie było tam do zobaczenia nic nadzwyczajnego. To żądza i namiętność swoją siłą powinny przezwyciężać wstydliwość i rozwierać jej uda ku zachwyconym oczom. To ja musiałem ją doprowadzić do takiego stanu, że zapominała o swoim wstydzie, zasadach czy obyczajach, a ja to potrafię i myślę, że to jest mój prawdziwy talent.
Najważniejszy, najbardziej podniecający dla mnie moment następuje, gdy ona – kobieta – otwiera dla mnie swoje uda i jej sekret ukazuje się moim oczom. To są wyjątkowe chwile i zawsze jestem zachwycony pięknem tych cacek, jakie tam znajduję. Kocham ten moment uległości, gdy roznamiętnione płatki ufnie się ku mnie zwracają, pozostawiając wszystkie strachy, lęki i wstydy za sobą. A pomiędzy nogami otwiera się widok na nieskończoną florystyczną różnorodność kwiatów, kwiatków i kwiatuszków – delikatnych jak konwalie, wesołych jak maki, wyrafinowanych jak storczyki, rozpustnych jak piwonie i żarłocznych jak rosiczki. Można je oglądać, pieścić, zanurzyć się w nie i zatracić.
Lubię wiersze i szukałem też takich o różach. „Róża jest różą, jest różą….” Albo Rilke: „Różo, och, czysta sprzeczności, rozkoszy, być snem niczyim pod tak wielu powiekami”. Także i Blake pisał o róży. Mam trochę skrupułów, że może te moje skojarzenia uwłaczają wielkiej poezji. Ale jednak…
Odkryłem przy tym, jak bardzo efektowne bywają te „organy roślin nasiennych, w których wykształcają się wyspecjalizowane skupienia liści płodnych i płonnych służące odpowiednio, bezpośrednio i pośrednio do rozmnażania płciowego”. Samych róż jest około czterech tysięcy odmian, a jakie mają nazwy! Wyobraża sobie pan cipkę, która jest Ombrée Parfaite, czerwona z czarnymi cieniem, albo inną: So Pretty – jasnoczerwoną, albo Summer Love – różowawą ze złotym środkiem?
A ich płatki, pozwijane i stulone albo wywinięte szeroko na zewnątrz? A ten środek, środeczek ze złotym pyłkiem schowany głęboko prawie nie do odszukania, albo przeciwnie bezwstydnie prowokujący każdego do patrzenia i wąchania? A wokół listeczki, gałązki i oczywiście kolce jak jasne lub ciemne kędziorki, wabiące, zacieniające ale i broniące wnętrza kwiatu? To przecież erotyczne bezpośrednie skojarzenie z kobiecym kwiatem.
Miałem wiele intrygujących obserwacji. Oto piękna, seksowna kobieta, podniecająca i prowokująca, a jej cipeczka maleńka, blada i jakaś niezadowolona, no, najwyżej jakiś przebiśnieg. I odwrotnie: skromna cicha myszka, wstydliwa i długo mi odmawiająca pokazania tego, co ma tam schowane, a potem zaskoczenie ogromną, szaloną, piwonią.
Co było prawdziwsze: ta skromna buzia, czy tamta szczera bezwstydność? Zaciekawiało mnie, czy powściągliwa, nieśmiała kobieta może nie wiedzieć, że nosi w sobie pożądliwą, energiczną chryzantemę? Czy one się nie porozumiewają? Nie wiedzą o sobie?
Lubiłem patrzeć, jak nieśmiałe maleństwo rozkwita, powiększa się, nabiera intensywniejszego koloru, płatki się rozkładają, fałdki prostują, a środek kwiatostanu lśni i wabi.
Nauczyłem się delikatnie wyszukiwać ten najwrażliwszy punkt, czasem nieco ukryty albo tak maleńki, że prawie niewidoczny dla oka. Umiałem go rozpoznać dotykiem wśród pieszczot i delikatnych pocałunków, a jej okrzyk mnie upewniał, że skarb został odnaleziony. Niektórym, które nie wiedziały nawet, że to mają, ofiarowywałem tę wiedzę jako podarunek ode mnie.
Klitoris! Pięknie to brzmi; jak imię nimfy z orszaku Afrodyty. Polska łechtaczka jest bardziej dosłowna i już nie tak elegancka. Lubię ten guziczek odszukać, a potem ofiarować kochance wiedzę o tym ukrytym miejscu jej późniejszych rozkoszy. Przynoszę czasem kobiecie bukiet klitorii, by odkryła ich piękno, znaczenie nazwy, i proszę, aby sama u siebie znalazła ten kwiatowy środeczek. Pobudza to jej ciekawość wobec własnego ciała i późniejszą przychylność dla łechcących pieszczot i pocałunków.
Dwa razy zdarzyło mi się coś wstrząsającego w swej intensywności: zobaczyłem, jak podniecona kobieta zaczyna szczytować przed moimi oczami. Dziki widok, gdy natura sama czyni to, czego chce. Oniemiałem, gdy wstydliwa przed chwilą osoba wiła się, ukazując mi pulsujące żądzą wnętrze, to przysuwając się do mojej twarzy, to odsuwając rytmicznie, zwierając, a potem jak najszerzej rozchylając płatki.
Dla mnie to są mistyczne doznania. Uważam, że ten widok równocześnie należy i do estetyki, i do erotyki, a ta ekstaza, której doznaję, dotyczy bardziej piękna i wspaniałości natury niż fizjologii i stosunku seksualnego. W seksie szukam głębokiego odczucia transcendencji, wyjścia poza rzeczywistą materialną przestrzeń ku czemuś, co jest czymś więcej niż świat zmysłowy.
W tych sprawach człowiek nigdy nie jest pewien, co się wydarzy… Kobiety – tyle możliwości, niespodzianek, zdziwień. Kocham te silne emocje, tę niepewność, to podniecenie, pożądanie, euforyczne zaspokojenie i czuły, łagodny relaks.
Czasem popatrzę na szpareczkę, a tam jakieś marne blade listeczki, ale w trakcie pieszczot z tych płatków wysuwa się pączek, który czekał być może długo, by wreszcie się ukazać. Na moich oczach rośnie, różowieje, rozkwita jak na tych filmikach z przyśpieszonymi klatkami. Wystarczają pieszczoty, słowa, by kwiat zamienić w poziomki, które aż się proszą, by je uchwycić ustami.
Albo spojrzę, a tam maleńkie bladoróżowe gniazdko jak miniaturowa sakieweczka, którą trzeba otworzyć pocałunkiem albo chuchnąć, by płatki się rozpostarły. Wzruszam się wtedy i szukam w pamięci nazwy odpowiedniej dla tego czarującego widoku – storczyk bladoróżowy, ale z czerwoniutką podszewką.
Różności mi się zdarzały, nawet i dziewica. Od razu się zorientowałem, że jest w jej zachowaniu coś więcej niż zwykła wstydliwość i niepewność. Wyznała mi, że nigdy jeszcze nie miała zbliżenia z mężczyzną, a tylko kilka pieszczot na obozie harcerskim, gdy spała w jednym łóżku z koleżanką pod kocem i w piżamie. Obiecałem, że nie zrobię niczego, czego by nie chciała, i że chcę tylko na nią patrzeć, jeżeli mi pozwoli.
Bardzo się przejmowała, bowiem nie wiedziała jeszcze, że ekshibicjonizm może być podniecający i dla niej, i dla mnie. Można odczuwać przy tym wiele zmysłowych przyjemności, szczytować i poprzestać na tym. Długo trwało pieszczotliwe przekonywanie, lekkie muśnięcia jej klitoris, wreszcie i moje pocałunki, ale gdy nadeszła TA chwila, to byłem bardzo wzruszony. Oto przede mną coś, czego jeszcze nikt nie oglądał! Coś śliczniutkie, malusieńkie, bladoróżowe; prawdziwy kwiatek, kwiatuszek, a nie kwiat.
Muskałem tylko i dmuchnąłem w płateczki natychmiast rumieniące się pod moim spojrzeniem, a potem dałem jej pierwszy w życiu orgazm, tylko delikatnie masując ustami łechtaczkę. Błagała, abym posunął się dalej, ale ja już więcej otrzymałem od niej, niż oczekiwałem.
Potem widzieliśmy się jeszcze raz. Było wspaniale. Pozwoliła mi zrobić zdjęcie. Specjalnie przyniosłem białe stokrotki i delikatnie ułożyłem wokół cipki, i to jest jedyne moje zdjęcie z prawdziwymi kwiatami. Dumny jestem z niego – biały wianek, a w środeczku wciąż jeszcze dziewicze, różowe zagłębienie dotykane jedynie moimi wargami. Potem przeżyliśmy razem intensywne orgiastyczne momenty, ale wciąż z nienaruszeniem jej dziewictwa.
Często wracam do tego zdjęcia: jedyna pusia, pusiunia wypieszczona, wycałowana do nieprzytomności nas obojga… i pozostawiona bez końcowego seksualnego aktu, a jednak w obezwładniającym szczytowaniu. Była tak dziewczęca i delikatna ta moja „stokrotka”, że przestraszyłem się, iż mogę coś zepsuć brutalnością mojego penisa.
A taka na przykład cipka w słońcu! To dopiero jest powalające! Trochę trzeba to zorganizować, namówić kobietę na zdjęcie kostiumu albo pieszczotami łagodnie odkrywać, powolutku, po troszeczku. Potem poczekać, aż niechcący rozchyli kolana, i wtedy reszta zrobi się sama. Natura zadziała i nic nie trzeba więcej, jak tylko obserwować w zachwycie.
Wiatr, zapach piasku i morza. I już widać, jak zaciekawiona i rozgrzana cipka wychyla się do słońca. Ja ją tylko obserwuję, a ona jest zdziwiona światłem. Czuje ciepło, potem gorąco, i zaczyna stroszyć piórka, aby jak najwięcej promieni złapać, aby trafiły we wszystkie miejsca, które blasku dnia nigdy nie widziały. Układa się między udami wygodnie, pośladki się unoszą, aby ją do słonka przybliżyć.
Patrzę, jak się rumieni, wilgotnieje z zadowolenia, a ja jej opowiadam o tym pięknym widoku, o męskim zachwycie i narastającym podnieceniu. I widzę, jak ona się porusza i współżyje seksualnie z tym pierwotnym źródłem energii, a słońce jakby wiedziało, co robić, aby jej dogodzić jak najlepiej.
Kiedyś w podobnej sytuacji zauważyłem podglądających nas chłopców. Nawet ich nie odgoniłem. Pomyślałem, że taki wspaniały widok godzien jest jak największej publiczności. Niech popatrzą, niech się nacieszą, niech zapamiętają na zawsze tę cudowna kobietę i jej kwiat otwierający się w plażowej cieplarni. A gdy już była zupełnie rozgrzana i podniecona, wystarczyło jej delikatnie położyć dłoń na wzgórku łonowym i leciutko pogłaskać łechtaczkę, by pośladki, kolana i stopy, kołysząc się rytmicznie, wznosiły się ku niebu.
Orgazm w słońcu i ze słońcem. Nie potrzeba było do tego żadnego penisa i jestem przekonany, że my wszyscy, ona, ja i dwójka podglądaczy obserwujących ten kobiecy zew natury, mieliśmy wspaniały wytrysk razem z jej. To są święte chwile. Warte tego Faustowego „Trwaj chwilo, jesteś piękna” i potem oddania duszy diabłu. Trochę żartuję, ale jednak coś w tym jest.
Nie, wtedy nie zrobiłem zdjęcia, nie chciałem psuć tego momentu fotografowaniem. Byłem zajęty mówieniem jej, że jest piękna i że piękne jest to, na co patrzę. Adoracja rozpala ją, zwiększa w niej ogień, a słowa zachwyconego i podnieconego mężczyzny zawsze są potrzebne kobiecie bardziej niż jego penis. Ja to wiem i praktykuję.
Trzymam ten widok pod powiekami i doskonale pamiętam. Zroszona podnieceniem cipka w objęciach samoistnego naturalnego spełnienia. Jest taki obraz Georgii O’Keeffe: Yellow Sweet Peas – Żółty słodki groszek. Ja w nim widzę ten słoneczny orgazm. Zamówiłem sobie kopię na biurowa ścianę i jej widok przynosi mi prawdziwą sekretną radość.
A co do samego seksu, czyli jak to mówią penetracji, to oczywiście jest też, nie mam z tym problemu. Sam pan wie, no, chyba, że pan nie wie, że gdy się doprowadza kobietę pocałunkami, słowami, pieszczotami do takiej fazy podniecenia i otwarcia, to ona potem ma orgazm szybciej od mężczyzny. Ja oczywiście też razem z nią, bo moje pożądanie narasta do szczytu już podczas patrzenia, wdychania zapachu, dotykania i łaskotliwej rozmowy.
Wszystko to sprawia, że zapewne jestem mistrzem krótkiego i intensywnego aktu seksualnego. Przy błyskawicznym wspólnym orgazmie wciąż mam przed oczami ten kwiat, w którym się delikatnie zanurzam, starając się nie pognieść delikatnych płatków, gdy ocieram się o nie penisem.. Nie uznaję zadawania bólu. Potem już tam nie zaglądam, moja fascynacja dotyczy tego, co przedtem, zanim zagłębię się w środeczek i dotknę wewnętrznego kwietnego pyłku.
Moją pasją jest poszukiwanie i przeżywanie tego momentu otwarcia ku moim oczom. To jest intymne oddanie się komuś w pełnym zaufaniu na dobre i na złe. Mam nadzieję, że także kobiety, niektóre po raz pierwszy w życiu, odczuwają mój ekstatyczny zachwyt.
Ciało jest jak ofiara na ołtarzu piękna i pożądania! Wiem, to brzmi z patosem i przesadnie, ale tak widzę te momenty seksualnego połączenia miedzy kobietą a mężczyzną.
Wie pan, ja się kobietom bardzo podobam, chociaż jak pan widzi wyglądam dosyć przeciętnie. Mam akurat wszystko to, co kobiety lubią – nade wszystko poczucie humoru i umiejętność rozśmieszania nawet w łóżku w krepującej ją sytuacji. Jestem niegłupi i jak to się mówi „dobrze wychowany”, a mężczyzna, który wie, kiedy trzeba kupić kwiaty, a kiedy tomik poezji, jest zawsze w cenie. Mam ładny głos doceniany nawet przez telefon i ładne ręce, a nie ma pan pojęcia, jak kobiety zwracają na to uwagę.
Kąpię się, koszule mam świeże, buty wyczyszczone, włosy zadbane; kobiety to dostrzegają. Jeżeli pan się teraz uśmiecha w duchu, to znaczy, że nie zna się pan na kobietach. Pierwsza rozbierana randka zamieni się w ostatnią, gdy będzie pan miał nieświeżą bieliznę i śmierdzące skarpetki.
No i najważniejsze: ja naprawdę lubię kobiety. Lubię na nie patrzeć, lubię ich słuchać, lubię ich zapach, lubię ich stroje i włosy niezależnie od tego seksu, o którym panu opowiadam. One to wyczuwają, lgną do mnie, bo wiedzą, że je rozumiem i że mi się podobają.
Proszę pana, ja nawet umiem tak się rozstawać, że one nie maja do mnie żalu i pozostajemy w zażyłej przyjaźni. Zawsze też są mi wdzięczne za te nasze sekretne łóżkowe przygody. Potrafimy się nawet znów po latach niespodziewanie spotkać w łóżku i z czułością sprawdzić, czy nasze ciała wciąż jeszcze odnajdują to, co kiedyś nas łączyło.
Wiem, ja tak opowiadam, a pan się zastanawia, w czym problem, skoro wszystko tak pięknie mi się układa.
Niestety, to zainteresowanie kobietami, cipkami i kwiatami przerodziło się u mnie w manię kolekcjonerską. Początkowo to był tylko zwykły zeszyt, a właściwie nie taki zwykły, bo się naprawdę natrudziłem, by znaleźć elegancki, zdobiony motywami roślinnymi Williama Morrisa. Nawet się nauczyłem ładnie pisać, by nie psuć wrażeń estetycznych.
Sprawiłem więc sobie taki jakby katalog – po jednej stronie jest opis cipki, seksu, jakiś interesujący szczegół, moje odczucia, w jakim otoczeniu się to działo, rodzaje mojego podniecenia i spostrzeżenia emocjonalne, a obok tego – na drugiej stronie – zdjęcie kwiatu pasującego do niej.
Ilustracje wycinałem z albumów, które kupowałem, a teraz znajduję je w Internecie. Drukuję, wklejam, czasem dodaję ciekawostkę o roślinach, bo to też zaczęło mnie interesować. Nawet mi się zdarzyło, że zachwyciłem się nowo poznanym kwiatem i marzyłem, aby do niego znaleźć odpowiednią kobietę.
Spodobało mi się to. Odkryłem też, jak bardzo dziwne i efektowne bywają odmiany tego samego gatunku. A te ich nazwy! Poezja i wyrafinowanie! Bardzo się starałem, aby ten mój album wyglądał pięknie i profesjonalnie. Pomagało mi moje zainteresowanie sztuką, malarstwem, literaturą…
Szukałem u innych artystów doznań podobnych do moich, ale, niestety, nie znalazłem tego wiele. Rokoko owszem: flirty, schadzki, uwodzenia – ale wszystko zawoalowane, chociaż podobno na dworach w męskich grupach były oglądane bardziej dosadne rysunki. Ja szukałem jednak sztuki takiej bardziej „natchnionej”.
Najsławniejsze dzieło Courbeta Pochodzenie świata, realistycznie przedstawiające kobietę z rozchylonymi ku patrzącemu udami, wcale mi się nie podoba. Nie wyczuwam w nim żadnego podniecenia ani u malarza, ani u leżącej kobiety, ani nie ma go we mnie patrzącym na obraz.
Jedynie ogromne erotyczne kwiaty na obrazach Georgii O’Keeffe są bliskie moim zachwytom i podnieceniu.
Więcej erotyki znajduję w muzyce – banalne Bolero Ravela zawsze przyśpiesza oddech i pobudza. Jestem przekonany, że wszystkim kojarzy się ze zbliżającym się orgazmem. Brahms, ekspresyjni romantycy, a nawet natchniony Hendel bliscy są wywołania we mnie erotycznego uwielbienia. Czasem i w subtelnym Chopinie odkrywam odpowiednie tło muzyczne dla czułych pocałunków.
Oczywiście mam pracę, nawet dosyć odpowiedzialną i szanowaną; przeróżne zajęcia, obowiązki, wszystko normalnie i zwyczajnie tak jak u innych mężczyzn – poza tym jednym: moją obsesją i moim sekretnym albumem.
Wie pan, nie wiem jakby to powiedzieć, ale ostatnio to właśnie zaczęło mi przeszkadzać. Patrzę na jakąkolwiek kobietę, sekretarkę, kelnerkę, studentkę, panią domu – i już myślę, jakim by mogła być kwiatem.
Następnie zakładam się sam ze sobą o to, czy zgadłem, czy mam rację, a potem oczywiście chcę sprawdzić. Jestem niespokojny, umawiam się, robię szereg przygotowań do swojej, jak to nazwę, weryfikacji, ale po wpisaniu jej do katalogu przestaję się z nią widywać. Wiem, że to chyba niemoralne, i wolałbym się od tego wyzwolić.
A powiem panu, że teraz coraz częściej kobiety maja tam tatuaże. Przeważnie takie dyskretne, maleńkie; że niby przypadkiem przechodziły koło studia.
Podobno bywają i kolczyki na wargach sromowych, ale ja jeszcze się z tym nie spotkałem; może dlatego, że nie lubię młodych dziewczyn. One są gotowe natychmiast rozłożyć nogi, nawet bez podniecenia, ot tak sobie. Gdy się z takimi spotykam, to nie robię zdjęcia, chociażbym mógł. Dla mnie to za mało rajcujące. Owszem, jest okazja do seksu, dlaczego nie, jednak gdy brakuje „tego czegoś” to i orgazm jak nie orgazm.
Raz u jednej spotkałem ogromnego, wytatuowanego na całym brzuchu orła, który szponami trzymał cipkę. No nie wiem, mnie się to nie spodobało. Żadnego w końcu kwiatu tam nie zobaczyłem, no chyba, że lwie paszcze albo cos kłującego, twardego. Nawet i seksu mi się odechciało, chociaż ona mnie przekonywała, że innych to bardzo podnieca.
Tatuaże w tych miejscach są dla mnie jak informacja, że te moje wyczekiwane intymne chwile nie są aż tak bardzo intymne i osobiste. Przecież i pan tatuażysta otrzymał ten sam widok jej cipki nawet bez proszenia i zachodu z jego strony, a i bez jej wstydu.
No więc już pan mniej więcej widzi, że to jakieś szaleństwo te kwiaty, cipki, ja, zdjęcia i album. Boję się, że ktoś to odkryje.
Mieszkam sam, to oczywiste. Mam sejf i tam trzymam ten katalog. Samo to, że on istnieje, budzi mój niepokój. Wyobrażam sobie jakiś wypadek, szpital, a nawet gorzej: moją śmierć. Obcy ludzie w moim mieszkaniu… To, co jest moim sekretem, przestanie nim być. Co po mnie zostanie? Katalog cipek? Już słyszę te plotki i drwiący śmiech…
A z drugiej strony, szkoda mi ten zeszyt zniszczyć. To jednak moje życie, moja pasja i jest on naprawdę piękny. Oczywiście jest wersja cyfrowa w chmurze, zaszyfrowana, z kodem dostępu.
Teraz przy nowych możliwościach technicznych zacząłem robić zdjęcia komórką, również potajemnie. Usprawiedliwiam się przed sobą, że są tylko dla mnie, że trzymam je w sekrecie i że są dobrze zabezpieczone, ale sam pan rozumie – ocieram się o przestępstwo.
Do takich zdjęć muszę być szybki i uważny, mieć aparat w pogotowiu, szybko go wyjąć w odpowiedniej chwili, a potem niepostrzeżenie schować. Trzeba wszystko przewidzieć – jak ona będzie leżała, gdzie będzie światło, jak to wszystko ustawiać – i najważniejsze: wykreować takie podniecenie, by sama rozkosznie rozłożyła uda, a jej kwiat ukazał się moim oczom… i mojej komórce. No właśnie, ta komórka jest teraz na trzeciego, jakbyśmy przestali być we dwoje.
Najłatwiej zrobić zdjęcie w miejscu, gdzie ja panuję nad wszystkim, a kobieta sama ułoży się tam, gdzie to przewidziałem. Moja sypialnia jest tak właśnie urządzona, więc wszystkie tajne działania mam ułatwione. Pilnuję też, aby na zdjęciu nie były widoczne żadne przedmioty z mojego mieszkania. Zainstalowałem sobie także program do obróbki zdjęć i czasem trochę je ulepszam, aby były jak najpiękniejsze. Dodaję im ostrości albo przeciwnie – jakiejś mgiełki konwaliowo-fiołkowej, gdy mam skojarzenia z delikatnymi kwiatami.
Wie pan, kobiety się często wstydzą tego, co tam mają, myśląc, że to brzydkie i odpychające. Mnie się nawet czasem wydaje, że może to moja misja życiowa, by je przekonać, że mają tam podniecająco piękny kwiat. Mój zachwyt otwiera je, potrafią rozkwitać i pięknieć, także i na twarzy. Naprawdę!
Ja oczywiście już mam swoje sprawdzone taktyki. Gdy randka jest u mnie, to mam ustawione meble, światła… Dostrajam ruchy jej i moje i najczęściej udaje mi się wszystko do fotografii ułożyć tak, jak najbardziej lubię.
Leżymy w pościeli; są pieszczoty, głaszczę, drażnię – umiem to robić i lubię. Niech pan nie myśli, że ja tak na zimno fotografuję. Nie, uwielbiam te gry i kocham to wzrastające z każdą chwilą podniecenie i moje, i jej.
Delikatnie ją przesuwam, układam pośladki i kolana.
Drżąc, czekam na ten najpiękniejszy moment. Powolutku przyciągam jej ciało ku sobie. Jeszcze nie wiem, co będzie, i ona też nie wie. Wszystko jest niepewne, gdy pożądanie walczy ze wstydem i skrępowaniem. Nasze ciała pragną tego najintymniejszego dotyku, chcą przylgnąć do siebie jak najciaśniej, ale przedłużam te sekundy. Oczekuję tej chwili, gdy ona zapomni o całym świecie i siła pożądania rozchyli jej uda ku mnie. Dla tego momentu klękam przed łóżkiem. To jest ta wyczekiwana chwila – orgazm moich oczu.
Dobrze pan słyszał, klęczę, bo dla mnie to jest trochę jak uwielbiany ołtarz z bóstwem kobiecości. Mam ją przed sobą, ukazuje mi się, bo mnie pragnie, bo jestem wart tego widoku, a ja jak wyznawca dokonuję ceremoniału uwielbienia na klęczkach.
Patrzę i już wszystko jest gotowe do zdjęcia i do seksu, ale mówię rozmaite pieszczotliwe słówka, aby przestała się wstydzić: ona – bogini, mnie – swojego wyznawcy. Chcę, by leżała swobodnie, by jej kwiat był podziwiany i oczywiście zwrócony w stronę obiektywu.
Delikatnie dotykam, rozgarniam włosy, zarost… Lubię gdy cipka jest ukryta pod loczkami. Kiedyś nawet wstałem po grzebień, by starannie rozczesać włoski na wszystkie strony jak listki i gałązki wokół kwiatu. W środeczku oczywiście ona: Królowa Cipka.
Kilka kobiet pozwoliło mi zrobić takie „nieprzyzwoite” zdjęcie, oczywiście pod warunkiem, że nie będzie widać twarzy. Posłałem je im potem wraz z pasującym kwiatem, który dla nich wybrałem.
Kiedyś trafiła mi się ogolona. Nie lubię tego, wydaje mi się że jest jej zimno, że jest zbyt łatwo dostępna oczom, że brakuje jej tego dyskretnego cienia zarostu. Szukałem potem czegoś zimnego, białego jak ta wygolona skóra, i w końcu znalazłem: jest taki kwiatek rosnący w śniegu: ciemiernik.
I jeszcze… Wie pan, jeżeli chodzi o tę wstydliwość, to namówić kobietę, aby pozwoliła się oglądać od tyłu, nie jest łatwo, chociaż seks na pieska owszem, lubią. Więcej kobiet to wybiera, niż pan przypuszcza. Przepadam za tym i ja, bo wie pan, gdy się dobrze ustawi kobietę, to wtedy można obserwować i jej cipkę, i swojego penisa. Wspaniale współpracują. Ona się wokół niego najpierw łapczywie zaciska, potem odpuszcza, wierci się i niby nie wie, czy chce, czy nie, by za moment znowu wciągać go głęboko w siebie.
Kobieta może sama poszukać takiego ułożenia, które będzie jej dawało więcej rozkoszy. Możemy przyjąć taką pozycję, że ja palcem dodatkowo masuję jej klitoris. Wtedy kobieta razem ze mną odkrywa ukryte w ciele nowe możliwości. Wiele kobiet to lubi, lubię i ja. Nawet wyjątkowo lubię. Jednak nawet w skrajnym podnieceniu nie są one chętne do pokazywania się z tej odwróconej pośladkami strony. Większość z nich uważa to za brzydkie, zbyt intymne i wstydliwe.
Mam tylko dwa takie zdjęcia. Namawiałem długo, przekonując, że gdy się patrzy na cipkę i na pośladki jednocześnie, to widok jest podwójnie podniecający, ale one nic, tylko myślą o tych swoich intymnych dziureczkach i że to wszystko będzie na widoku. Kobieta musi być doprowadzona do takiego erotycznego roznamiętnienia, że przestaje o tym pamiętać, i wtedy ja nareszcie mam to, czego pragnę.
Nie, ja osobiście nie jestem zwolennikiem seksu analnego, ale jednak i ten wstydliwy dodatkowy otworek jest wzruszający, a delikatne pieszczoty są ekscytujące i dla niej, gdy mi zaufa, i dla mnie. Niestety, seks seksem, ale cipka widoczna między nogami jakby od spodu dla mnie przestaje być kwiatem. Wygląda raczej jak urocze futrzaste zwierzątko ściśnięte w czworokącie ud i pośladków. Stamtąd wysuwa podniecony i rozdziawiony pyszczek. Wie pan, dla mnie to wygląda trochę jak nietoperz do góry nogami. Brakuje jej swobody do rozpostarcia się ku mojemu spojrzeniu. Lubię wszelkie kosmate zwierzątka i nietoperze także, ale zdjęcia jednak nie wychodzą dobre, bo to raczej fauna niż flora.
Zrobiłem kilka takich. Jedno, że tak powiem, nielegalnie, ale kwiatu odpowiedniego do pośladków z cipką nie znalazłem. Najbardziej by pasowały bratki, ale też nie za bardzo. Ostatecznie mam tylko dwie takie strony, gdzie jest zdjęcie, ale bez kwiatów. Czyli kwiat bez kwiatu.
To jest moja pasja, ale zaczynam myśleć, że to może jakieś skrzywienie charakteru, choroba, patologia. Chciałbym z tym skończyć albo przynajmniej mniej o tym myśleć. Może lepiej by było, gdybym po prostu został ogrodnikiem i uprawiał prawdziwe kwiaty? By płatki były płatkami, pręciki pręcikami, a kwiat zwykłą różą, irysem czy storczykiem.
Te wątpliwości narastają we mnie już od pewnego czasu. Przeszkadzają mi one coraz bardziej i zakłócają moje seksualne przyjemności.
Ja tak panu to wszystko opowiadam, a pan może wciąż nie wie, czego ja od pana oczekuję. Ja chcę z tym skończyć; to zaszło za daleko! Bo właściwie to jak mnie nazwać? Wielbiciel cipek? To brzmi tak prostacko! Ja w cichości nazywam siebie wielbicielem sekretnych kwiatów, no ale wszystko jest jakieś zawstydzające. Czuję, że to zaczyna mi w życiu przeszkadzać. Przecież ja wciąż nie mam rodziny, dzieci, tylko latam za tymi cipkami.
Czasem, gdy jestem w większym towarzystwie i znam sekrety kilku obecnych tam kobiet, myślę o tym, co ściskają pomiędzy swoimi udami. Dałoby się z tego zrobić piękny bukiet, ale aż się boję takich myśli.
Kobiety nie mają do mnie pretensji, gdy od nich odchodzę. Ja zresztą nie chcę niszczyć żadnej rodziny ani związku, ja tylko… No właśnie, co? Przepraszam, to wszystko stało się chaotyczne, ja się tak rozgaduję, ale musi pan mnie zrozumieć i pomóc. Od razu mówię, że albumu nie potrafię zniszczyć; jest w i sejfie i w chmurze cyfrowej, tylko ja znam hasło. Oglądam, wspominam, pamiętam.
Pyta pan, ile tego mam w tym albumie?
Sto dwadzieścia trzy pozycje. Wiem, brzmi to, jakbym biegał od kobiety do kobiety, od cipki do cipki, kładł je do łóżek, pstrykał im potajemnie zdjęcia i rzucał następnego dnia.
Tak nie jest. Niech pan zwróci uwagę, że musiałem je zdobywać i niekiedy poświecić dużo czasu na uzyskanie tego, co chciałem. To nie były osoby do kupienia i płacenia im za rozkładanie nóg do zdjęcia. Moja kolekcja tworzona jest miłośnie i przez długi czas.
Teraz mam pięćdziesiąt cztery lata, a moja pamiętna pierwsza róża wpisana jest przed trzydziestu ośmiu. Niech pan policzy – to przeciętnie trzy kobiety rocznie, a konkretnie 3,2368421053.
Sam pan przyzna, że to nie jest tak dużo. Oczywiście mówię o opisanych i sfotografowanych, bo czasami był to tylko zwykły seks, chociaż ku obopólnemu zadowoleniu. Jednak ja taki zwykły seks bez głębokiego quasi-religijnego przeżycia, bez intymności, bez zaufania i bez ukoronowania widokiem podnieconej Królowej Cipki zaliczam do profanum, a nie do sacrum.
Panie Michale, wie pan teraz o mnie to, czego nie wie nikt inny.
Proszę pomóc mi z tym skończyć! Wiem, że to może być trudne. To jest jakaś obsesja, nałóg, choroba! Nawet nieniszcząca mojego życia; przynajmniej z zewnątrz tak to wygląda. Ale to idzie za daleko!
Wie pan, gdyby mi było do żartów, to bym powiedział, że nie chcę chodzić po ulicy i widzieć nie kobiety, a klomby i rabatki.
Nie chcę siedzieć naprzeciwko miłej inteligentnej damy i myśleć o kwiecie, który rośnie między jej udami, i zastanawiać się, jak by to było, gdybym mógł sprawdzić. Czy rzeczywiście jest tam złoty, lekko nakrapiany irys szampański, czy raczej coś w stylu maków lub bławatków.
Pewnie pan się zastanawia, dlaczego nie zatrzymałem się na stałe przy jakieś kobiecie. Nie wiem, chciałem, ale nie wyszło. Jestem przekonany, że to ta moja przeklęta obsesja temu przeszkodziła.
Czasem żartuję sam z siebie, ze tylko dwie kobiety mogłyby mnie zatrzymać na zawsze. Pierwsza to taka, która nigdy by mi nie pozwoliła na sprawdzenie tego, co ma miedzy nogami, i w ten sposób trzymałaby mnie nie tylko w niepewności, niespełnieniu, ale pewnie i w lęku przed tym nieznanym. Wie pan, jak to bywa w bajkach; dostajesz szczęście pod warunkiem, że czegoś nigdy nie zrobisz: nie obejrzysz się za siebie, nie ugryziesz jabłka, nie otworzysz tajemnej szkatułki, nie spojrzysz między jej nogi… I oczywiście ciekawość zwycięża, tracisz wszystko i dowiadujesz się, że twoja ukochana ma miedzy nogami żabę.
A ta druga kobieta? To nieosiągalne marzenie! Spotykam ją, zakochujemy się, idziemy do łóżka, ja ją rozbieram, powoli, miłośnie i pieszczotliwie zbliżam się do tej decydującej chwili… ona rozchyla uda… A tam… jedyny niemożliwy kwiat paproci.
No i widzi pan, jakoś nie zdarzyło mi się ani jedno, ani drugie. Pierwszego bym się bał, ale to drugie… Wciąż się łudzę, że da się przywrócić moją pierwszą Różę.
Bo ta sąsiadka, ta jedyna kobieta, którą kochałem, miała na imię Róża. Przez to imię, ale nie tylko, była moim pierwszym sekretnym kwiatem. Dlatego mój album tak właśnie nazwałem: Sekretne kwiaty.
Oczy miała niebieskie. Kojarzy pan:
Ja znam takie oczy niebieskie i duże.
Tam nieba swój lazur składały od lat
i w oczach tych widzę niebieskie dwie róże,
o których zapomniał świat.
Pan nie może tej piosenki znać, pan jest za młody. Ale ja pamiętam, w moim dzieciństwie radio jeszcze puszczało Mieczysława Fogga. Śpiewał: „Nie ma niebieskich róż”. Oczywiście się mylił.
Ja też się pomyliłem. Powinienem był pozostać przy tej Róży.
Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.
Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.


Blog Comments
Tomp
2025-11-13 at 21:20
Szanowni Państwo: To Jest Erotyka! Nie akcja z doklejoną sceną, nie podniecające porno, nie jakieś aluzje – dwadzieścia minut pasjonującego opowiadania o tym najbardziej erotycznym dla mężczyzny elemencie kobiecej natury. Dwadzieścia minut na jeden temat, a nie zanudza!
To doprawdy wymaga talentu!
Sekretne kwiaty mają rzadko spotykaną na NE formę wyznania. Są w całości oparte na monologu narratora bez interakcji z adresatem. Mimo trudności, jakie stwarza taka konstrukcja, autorka wybrnęła z nich znakomicie. Lekka i płynna, miejscami poetycka narracja wyszukaną stylistyką dobrze rysuje postać staromodnego pięćdziesięcioczterolatka zafiksowanego na pięknie kwiatów, a równocześnie wyrafinowanego pasjonata kobiecych cipek.
Sekretne kwiaty czyta się dla samej przyjemności rozkoszowania się opowieścią, czym to opowiadanie odróżnia się od fabuł z akcją, które czyta się dla „co będzie dalej”.
O klasie fabuły i stylistyki najlepiej świadczy fakt, że było to jak dotąd jedyne w mojej karierze redaktora opowiadanie, przy którym nawet trzecie czytanie redakcyjne nie wywołało znudzenia ani niecierpliwości osłabiających robocze skupienie. Potem się okazało, że i ostateczna korekta była przyjemna. Niebywałe!
Może dlatego, że w obsesji konesera cipek dostrzegłem własną? Bo przecież mógłbym wyznać coś podobnego jak narrator Sekretnych kwiatów (stylizacja na Sanję Niko bardzo zamierzona):
Najważniejszy, najbardziej podniecający dla mnie moment to ten, gdy opowiadanie otwiera się dla mnie i jego sekret ukazuje się moim oczom. To są wyjątkowe chwile i zawsze jestem zaciekawiony skarbami, jakie tam znajdę. Kocham ten moment uległości, gdy strony tekstu ufnie się ku mnie zwracają, drżąc ze strachu, co też tam w nich znajdę, nieraz wstydząc się ujawnienia wszystkiego komuś tak obcemu jak ja.
Niecierpliwie czekam na ten najpiękniejszy moment. Powolutku przyciągam zapisane karty ku sobie. Jeszcze nie wiem, co będzie, i one też nie wiedzą. Wszystko jest niepewne, gdy nadzieja walczy z obawą, wstydem i skrępowaniem. Oboje pragniemy tego najintymniejszego dotyku, chcemy przylgnąć do siebie jak najciaśniej, ale przedłużam te sekundy.
Lubię patrzeć, jak poddane mej opiece dziełko rozkwita, ośmiela się, nabiera intensywniejszego koloru, strony się rozkładają, akapity rozwijają, prostują, a środek lśni i wabi.
Czasem ujawnia się w nim siła. Wtedy się jej poddaję, pomagam jej okrzepnąć w gwałtowności wyrazu. Kiedy indziej znajduję w nim delikatność, bladoróżowe gniazdko jak miniaturową sakieweczkę, którą trzeba otworzyć pocałunkiem albo chuchnąć, by płatki się rozpostarły. Głaszczę delikatną korektą, by wygładzić fałdki i pomóc osiągnąć docelowe piękno. Wzruszam się wtedy i staram się nie naruszyć zaistniałej intymności.
Jeżeli chodzi o tę wstydliwość, to namówić autorów, aby się otworzyli i współpracowali, nie jest łatwo, chociaż efekt ostateczny owszem, lubią. Przepadam za tym i ja, bo gdy jest między nami chemia, współpraca układa się doskonale. Splatamy się nawzajem, ujawniamy sobie tajemnice, aż widać, jak nasze jaźnie się wokół siebie zaciskają. Potem oczywiście odpuszczamy i rozstajemy się.
Zwykle udaje się tak rozstać, że pozostajemy w zażyłej przyjaźni. Zawsze też autorzy są mi wdzięczni za te nasze literackie przygody. Potrafimy się znów po latach niespodziewanie skontaktować i sprawdzić, czy nasze umysły wciąż jeszcze odnajdują tę chemię, która kiedyś nas łączyła.
Ale jest problem.
Ostatnio dostrzegłem w sobie obsesję, nałóg, chorobę. Nawet nieniszcząca mojego życia; przynajmniej z zewnątrz tak to wygląda, ale to idzie za daleko!
Najprościej to można ująć tak: nie chcę otwierać książki i widzieć w niej wyłącznie uchybień, błędów i nieporadności. Chcę cieszyć się wytworem czyjejś pracy i talentu, podziwiać fabułę, a nie patrzeć na wszystko oczami belfra i rozglądać się za czerwonym długopisem. Nie chcę siedzieć przed komputerem z kolejnym opowiadaniem na ekranie i zastanawiać się, jak by wypiękniało, gdybym mógł popracować z jego autorem. Albo, co gorsza, w tych przeze mnie redagowanych wynajdywać kolejne niezauważone usterki.
To zaszło już za daleko.
Czy jest ktoś, kto mnie od tego uwolni?
SANJA NIKO
2025-11-13 at 21:56
Tompie! Ze wzruszenia nie znajduję słów! Poszukam ich i wrócę!
SANJA NIKO
2025-11-21 at 13:25
Troche oprzytomniałam po tej wyrafinowanej i dowcipnej pochwale .
Szanowny Tompie,
O, jak to miło być jedyną która Cię nie znudziła nawet w czwartym czytaniu! Człek coraz rzadziej bywa „jedyny” w tym chaosie mnogości i przeciętności gdy nawet nieprzeciętni są coraz bardziej przeciętni. Przyznam, że to co robisz z moim tekstem, gdy ja Ciebie nie widzę jest dużo bardziej perwersyjne niż ‘cipkowa” obsesja.
Zaczynam się cieszyć, że nie wysyłam Ci tekstu na tradycyjnym papierze!
Poza wszystkim, taki komentarz z Twojej strony, po tym wszystkim strasznym co mi robiłeś ( i dalej będziesz robił?) po tych Twoich szarych, czerwonych, niebieskich i żółtych zaznaczeniach, po tych nieoczekiwanych i brutalnych prawdach o fragmentach mego uroczego tekstu, zrobił mi niezwykła i przyjemność, chociaż tez poczułam, że na takie pochwały nie zasłużyłam!!!
Jestem teraz już nie tylko debiutantką na NE, ale i dumną uczennicą w temacie dywiz, myślników, spacji, pauz i półpauz, a na moim pulpicie dumnie widnieje notatka o tym jak napisać myślnik na laptopie – w sześciu krokach – „Aby zrobić myślnik (półpauzę) na laptopie, użyj kombinacji klawiszy Ctrl + – (z klawiatury numerycznej), a dla dłuższego myślnika (pauzy) Ctrl + Alt + – (z klawiatury numerycznej). Jeśli Twój laptop nie ma klawiatury numerycznej, możesz użyć skrótu Alt + 0150 (dla półpauzy) lub Alt + 0151 (dla pauzy), przytrzymując lewy klawisz Alt i wpisując kod cyframi na klawiaturze numerycznej, jeśli jest dostępna, lub użyć alternatywnych kombinacji, np. w niektórych systemach Alt + Shift + – dla pauzy”
Dzięki Ci Szanowny Tompie !!! Nigdy ci tego nie zapomnę!
„Twoja” Sanja
Tomp
2025-11-21 at 15:21
To „Niigdy ci tego nie zapomnę” zabrzmiało jak „Nigdy ci tego nie wybaczę” 😉
SANJA NIKO
2025-11-21 at 20:40
To prawda, sama to potem zauważyłam. 🙂
Megas Alexandros
2025-11-13 at 22:26
Dobry wieczór!
Przede wszystkim chciałem powitać nową, wielce utalentowaną Autorkę Najlepszej Erotyki, która dała nam jeden z najbardziej brawurowych debiutów w historii portalu. Najbardziej skojarzył mi się z „Zeszytami don Rigoberta” Maria Vargasa Llosy, dziełem, które czytałem przed wieloma lata, lecz z jakiegoś powodu głęboko zapadło mi w pamięć.
„Sekretne kwiaty” to w istocie spowiedź głównego bohatera, erotomana-florysty, estety, filozofa piękna oraz przyjemności. Czyta się ją potoczyście, mimo, że co chwila natrafia się na frazy, przy których chciałoby się zatrzymać na dłużej, jak choćby ta: „Najważniejszy, najbardziej podniecający dla mnie moment następuje, gdy ona – kobieta – otwiera dla mnie swoje uda i jej sekret ukazuje się moim oczom. To są wyjątkowe chwile i zawsze jestem zachwycony pięknem tych cacek, jakie tam znajduję. Kocham ten moment uległości, gdy roznamiętnione płatki ufnie się ku mnie zwracają, pozostawiając wszystkie strachy, lęki i wstydy za sobą.” Ale zatrzymać się nie sposób, może dopiero przy powtórnej lekturze. Bo spowiedź, raz rozpoczęta, musi się dopełnić, pozostaje więc gonić za pokutnikiem i zbierać okruchy kolejnych rozbrzmiewających w głowie echem zdań.
Piękna to opowieść, ale i smutna, bo bohater skazany jest nie tylko na ciągłe, nasilające się poczucie winy, ale i dojmujące niespełnienie. Róża przeminęła (choć akurat jej imię dane mu było poznać), kobieta – kwiat paproci jest niedościgłym marzeniem. Lata lecą, a nadzieja na bliższą, bardziej trwała relację blednie pod przemożnym naporem obsesji, która zmusza wciąż do szukania nowych podniet… Zaiste lepiej by było dla niego, gdyby został ogrodnikiem. Zresztą, nigdy nie jest za późno na takie przekwalifikowanie się. Może jest jeszcze dla niego nadzieja?
Pozdrawiam
M.A.
P.S. I tylko tej dziewicy żal. Tej, co błagała, by bohater posunął się dalej, lecz on zadowolił się lizaniem z wierzchu, delikatnymi pieszczotami, po to tylko, by uchronić niewinność, która wpierw jej spowszedniała, a następnie zbrzydła. Zdecydowanie lepiej uczyniłby, zrywając ten, nomen omen, kwiatek.
Veronique
2025-11-13 at 23:32
Po zakończonej lekturze nie mogę przestać myśleć o opisanych tu mechanizmach manii i obsesji.
Co gorsza, z uporem nawraca w mojej głowie myśl, jaki ja kwiat skrywam między udami. I co by tam ujrzał bohater „Sekretnych kwiatów”…
SANJA NIKO
2025-11-21 at 23:47
Prawda, nigdy nie wiadomo, a najgorsze, że czasem nawet nie ma kogo zapytać. 🙂 Ale i tak dla nas lepiej gdy skojarzenia są z florą a nie fauną. Niebezpiecznych i trujących kwiatów niewiele, więc hulaj dusza, piekła nie ma!
jammer106
2025-11-14 at 11:34
Debiut zacny. Ocena 5-5-5.
Z wiadomych przyczyn, osobiste odczucia po lekturze zostawiam dla siebie.
Pozdrawiam.
SANJA NIKO
2025-11-21 at 20:11
Dziękuję za takie wysokie oceny i mam nadzieję, że te pozostawione samemu sobie odczucia osobiste działają łagodząco na dusze i ciało, co najmniej tak jak piękne kwiaty.
Thorin
2025-11-14 at 16:43
Opowiadanie raczej nie w moim stylu, ale nie powiem, bardzo pomysłowe! Powitać debiutantkę, powitać!
SANJA NIKO
2025-11-21 at 20:19
Debiutantka dziękuje, za pochwałę jej pomysłowości i miłe powitanie. A ten mój styl to zapewne zbyt kwietno-różowy?
Niestety małe mam szanse na zmianę stylu. Trudno. 🙂
Yumiko
2025-11-16 at 11:53
Drugie opowiadanie, które czytam na tym portalu i… kolejne trafienie. Cudownie napisane, choć zupełnie inne od „Artura” Ani. Ciekawa jestem, ilu facetów ma taką fascynację jak narrator „Sekretnych kwiatów”. Erotyka nigdy nie przestanie mnie zachwycać bogactwem swoich przejawów.
unstableimagination
2025-11-21 at 11:26
Sekretne kwiaty są piękne, a przypadek bohatera fascynujący. Jestem ciekawy, co mu terapeuta poradził…
Rozumiem, Tompie, zarówno Twój zachwyt, jak i urzeczenie bohatera urokami natury. Choć oczywiście sprawy zaszły o wiele za daleko…
Bardzo dobrze się bawiłem wśród świetnie napisanych akapitów – od źle poskładanej portmonetki do nietoperza.
Uderzyło mnie imię nimfy z orszaku Afrodyty – rzeczywiście, pięknie brzmi.
Podobało mi się również wyznanie redaktora. Tyle że teraz, kiedy wiem, jak ważny jest dla Ciebie ten pierwszy moment (gdy opowiadanie otwiera się i jego sekret ukazuje się Twoim oczom) – jeszcze bardziej będzie przytłaczać mnie odpowiedzialność, by kolejny tekst był w jak najlepszym stanie. Co pewnie sprawi, że jeszcze dłużej zajmie mi praca nad nim.
Autorko, gratuluję debiutu i niecierpliwie czekam na kolejne dzieło!