
negateven, „Like a Bad Girl Should IV”,
CC BY-NC-ND 3.0
Samochód
Słońce chyliło się ku zachodowi. Wieczorna łąka przywitała nas delikatną mgłą, snującą się gdzieniegdzie pomiędzy długimi trawami. Po upalnym dniu chłód wieczoru dawał szansę, by odetchnąć pełną piersią.
Siedziała tuż obok, skupiając uwagę na prowadzeniu samochodu. Odsłonięte ramiona w jasnej sukience pozwalały mi przyglądać się delikatnej skórze. Patrzyłem na kochankę, doskonale zdając sobie sprawę, po co tu przyjechaliśmy. Wnętrze samochodu, pomimo uchylonych okien wypełnione było zapachem dwóch podnieconych ciał.
Całą drogę, aż do tej leśnej polany nie mieliśmy ze sobą kontaktu fizycznego. Czy tak zachowują się kochankowie? Nie musieliśmy przecież aż tak bardzo dbać o pozory w samym środku jednego z większych miast w Polsce, ale jak powiadają: „przyzwyczajenie drugą naturą człowieka”. Oprócz tego zupełnym bezsensem było ryzykować nawet przypadkowe spotkanie z jej lub moimi znajomymi. Dlatego pod biurowcem przywitała się ze mną jak dobrym kolegą, a nie kochankiem.Potem z kolei, to a ja utrzymywałem narzucony wcześniej dystans. Nie umiałem szybko przeskoczyć z „ledwie się znamy” do trybu „wygłodniały kochanek”.
Auto zatrzymało się z szarpnięciem. Zdjęła dłonie z kierownicy, obracając się w moją stronę. Uśmiechnęła się zalotnie. W oczach pojawiły się ogniki podniecenia. W jednej chwili z opanowanej pani dyrektor zmieniła się w rozpuszczoną dziewczynkę. Zwilżyła językiem usta. Twarz wykrzywiła się w rozpustnym grymasie. Zmienność lubiłem w niej najbardziej. Nie miała najmniejszego kłopotu z tym, żeby w jednej chwili przeistoczyć się – od katechetki do kurtyzany. Za każdym razem dawałem się zaskoczyć, co powodowało jeszcze większą satysfakcję z następującej nieuchronnie kopulacji.
Nie czekając na mnie, wysiadła z samochodu. Ruszyła przed siebie, niepewnie utrzymując równowagę na pokrytej kępami trawy, polnej drodze.
Zawsze mnie to zastanawiało; dlaczego wiedząc, że będziemy pieprzyć się gdzieś na odludziu, dobierała strój, do którego pasowały jedynie eleganckie buty na wysokim obcasie? Rozumiem, że dla przygodnego kochanka warto było ubrać się seksownie, ale nasze spotkania odbywały się z taką częstotliwością, że ta dbałość o elegancki wygląd była wręcz zaskakująca. Być może eskapada poza miasto stała się tylko pretekstem, by pochwalić się nowym strojem, a wrażenie jakie wywierała na kochanku był efektem ubocznym? Tak czy inaczej, miałem ją dla siebie zawsze pachnącą, zawsze starannie uczesaną i elegancko wystrojoną.
Wysiadłem z auta. Rozejrzałem się wokół. Jak okiem sięgnąć tylko pola i lasy. Ani żywej duszy. To miejsce nadawało się znakomicie do nieskrępowanego rżnięcia. Zabawne, że już na drugim spotkaniu wylądowaliśmy na tym odludziu. Ciemną, zimową nocą zatrzymaliśmy się przy pierwszej sposobności, poza wścibskim światłem latarni ulicznych, na uboczu, w ciemności podmiejskiego lasu. Wtedy jej zdecydowana odmowa powstrzymała mnie przed sięgnięciem po drżące i rozpalone ciało. Dziś nie usłyszę „nie”.
Podniecenie uderzyło do głowy, kiedy dogoniwszy kochankę wtuliłem twarz w zagłębienie pachnącego obojczyka. Czekała tylko na pierwszy kontakt pomiędzy nami. Wpiła się w moje wargi. Zachłanny język przedarł się w głąb moich ust. Zagarniała mnie w posiadanie, zaznaczała moją przynależność, brała gwałtownie jak bierze się długo wyczekiwaną zabawkę. Pierwsze pocałunki nie były badaniem się i odkrywaniem na nowo znajomego dotyku. Pożądliwa i nienasycona karmiła się moją uległością, jednocześnie prowokując do tego, bym przejął inicjatywę. Udo, obleczone delikatnym materiałem pończoch, już wepchnęło się przemocą pomiędzy moje nogi. Napierała na mnie, ocierając się i sygnalizując całym ciałem jak bardzo jest podniecona.
– Chodź… Dłużej nie wytrzymam.
Odwróciła się, podciągając sukienkę powyżej bioder. Dwie duże półkule pośladków zajaśniały nagością. Odciągnęła majtki na bok, odsłaniając lepki od wydzielin srom. Wiedziałem, czego oczekuje. Pragnąłem tego nie mniej niż ona.
Pierwsze pchnięcie. Oczyszczające jak katharsis. Fizyczne połączenie dwóch spragnionych seksu ciał, które pozwalało na pozbycie się skumulowanego przez kilka dni napięcia. Emocjonalne uwolnienie od ciążącej tęsknoty, wynikającej z oddalenia i braku kontaktu. Zastanawiające, że przez całą drogę odwlekaliśmy tę chwilę, igrając z pożądaniem. Teraz – zanurzywszy penisa w jej pochwie – czułem ulgę. Czy sprawiał to amok seksualnego zauroczenia, czy zgranie dwóch, nawzajem się nakręcających, umysłów – było mi to obojętne. Tu i teraz czułem się uwolniony od palącego napięcia w podbrzuszu, od uczucia, które zaczynało kiełkować zaraz po tym, jak wysuwałem się z jej wnętrza wstrząsany orgazmem.
Oparłem dłonie na biodrach kochanki i zacząłem sycić się wrażeniami płynącymi przez całe ciało, aż do pobudzonych synaps w mózgu. Obydwa pośladki drgały rytmicznie. Za każdym razem, kiedy brałem ją od tyłu zaskakiwało mnie to, jak mając tak wąską talię, można mieć tak doskonale duży tyłek. W tej pozycji mogłem w pełni docenić walory jej ciała; gęste włosy związane w koński ogon opadały na szczupłe plecy, dalej łagodny łuk bioder, półkule pupy i smukłe nogi, drżące pod wpływem podniecenia. Z każdym pchnięciem pochylała się coraz bardziej, dotykając trawy napiętymi dłońmi. Ułożenie kobiecego ciała pozwalało mi na wdarcie się głęboko w głąb brzucha.
Chwyciłem ją mocno za uda i uniosłem kilka centymetrów nad ziemią. Zgięta w pól wisiała nabita na fallusa, nadziewając się jeszcze głębiej przy każdym moim ruchu. Przypominała ofiary średniowiecznych tortur, ale zamiast wrzasków cierpienia kochanka jęczała z przyjemności. Przez jej ciało przebiegł dreszcz, zapowiadając zbliżający się orgazm. Jeszcze kilka ruchów. Wykrzykiwane słowa rozlały się w jeden przeciągły skowyt. Jej podniecenie podziałało stymulująco również na mnie. Zanim posuwane przeze mnie ciało zwiotczało, poczułem wybuch w podbrzuszu. Powstrzymywany od kilku chwil wytrysk rozlał się w jej wnętrzu. Idealne zgranie.
Chwilę potem zapinałem spodnie, próbując nie wysmarować wszystkiego wokół wciąż cieknącą ze mnie spermą. Kochanka jednym ruchem obciągnęła sukienkę.
– Dziś nie będzie… – w połowie zdania zabrzęczała jedna z jej komórek. Z urywków rozmowy zorientowałem się, że mąż dopytywał, kiedy można się jej spodziewać w domu. O dziwo nie zadzwonił (jak miał to w zwyczaju) w trakcie.
– Spotkanie mi się przeciągnęło, zaraz wracam. – Skłamała bez zmrużenia oka. – Jeszcze tylko wpadnę do mamy po zakupy… – Nie słuchałem reszty. W dole brzucha już poczułem odradzające się napięcie.
– Pytałam, czy przyjedziesz do mnie? – kochanka już bez telefonu przy uchu domagała się odpowiedzi.
– Do ciebie…? Kiedy?
– Jutro. Mój ślubny wyjeżdża na dwa dni.
„A dbanie o pozory? A jeśli ktoś nas zobaczy?” – przemknęło mi przez myśl. „Pieprzyć pozory!” – pomyślałem w następnej sekundzie.
– Musisz mi podać dokładny adres. Będę wolny parę minut po piątej.
Przez całą drogę powrotną widziałem, jak obserwuje mnie kątem oka. Uśmiechała się, pozwalając mi rezonować na temat jakiś głupstw z korporacyjnej codzienności. Dojechaliśmy na miejsce. Zatrzymała się na poboczu. Nie gasząc silnika, sięgnęła pomiędzy swoje uda. Wytarła chusteczką swoją wilgoć. Podała mi wilgotny skrawek materiału.
– Ale jestem nakręcona! Już nie mogę się doczekać…
Chwilę później ruszyła z piskiem opon, zostawiając mnie przy przejściu dla pieszych. Pokręciłem z niedowierzaniem głową. Po raz kolejny udało jej się całkowicie mnie zaskoczyć. Co gorsza, pod materiałem garniturowych spodni trudno było ukryć rosnący na samą myśl o jutrze wzwód. Zmiąłem w pięści pachnącą niezaspokojeniem chustkę. Ruszyłem przez przejście, zasłaniając przed wzrokiem kierowców wypukłość w spodniach. Zerknąłem na zegarek. Jeszcze prawie cała doba przede mną. „Cholera… już zacząłem odliczać”.
..

Lies Thru a Lens, „Waiting for my lover”,
CC BY 2.0
Fobia
Strach. Przyspieszone tętno tłoczące nadmiar krwi do mózgu. Nagły strzał adrenaliny, która powala z nóg.
Nie mogłem złapać oddechu. Przerażone serce łomotało w piersi w przyspieszonym rytmie. Granice paniki. Byleby zapanować nad kołysaniem i uciekającym spod nóg podłożem. Wyuczona, sztuczna powolność ruchów. Byleby nie stracić przytomności. Wymuszony oddech, jeszcze nie dość głęboki, jeszcze zbyt płytki. Z trudnością wciągnięte powietrze wypełniło płuca. Zamknąć oczy. Nie zamykać oczu! Uspokoić się. Powstrzymałem się przed odwróceniem wzroku.
Skupienie się na szczegółach odwraca uwagę od ogółu. Szary materiał sukienki w zetknięciu z brązową farbą metalowej barierki. Skupiłem wzrok na jak najbliższych elementach rzeczywistości.
Niemal fizycznie odczuwałem zwężenie się źrenic. Byle nie sięgnąć poza barierkę w przestrzeń. W cholerną głębię kilkunastu pięter. Delikatna tkanina zmarszczyła się wciśnięta pomiędzy ciało a metal pod ciężarem pośladków. W tle słyszałem odgłosy rozmowy. Endorfiny strachu przenikały przez skórę. Całe ciało dygotało od wewnątrz, jednocześnie na zewnątrz tkwiąc w stuporze.
– Jezu, proszę… – wyszeptałem spierzchniętymi wargami.
Głosy wokół mnie ucichły.
– Co mu się stało?
Szara sukienka przesłoniła wszystkie obrazy. Cynamonowy zapach otulił moją głowę.
– Jerry, no już… – Uspokajająco przytuliła mnie do swojej piersi.
– To lęk wysokości, podeszłam za blisko do krawędzi. – Wyjaśniła otaczającym nas ludziom.
Dwa lata później
Uśmiech. Przymrużone oczy. Ciepły oddech na policzku. Metaliczny zapach krwi menstruacyjnej zmieszany ze słodkością tequili na języku.
Otarła się o mnie i wychyliła się przez okno, wydmuchując dym papierosowy poza mieszkanie. Prowokowała. Sprawdzała czy jestem jeszcze w stanie się powstrzymać. Przytuliłem się do odsłoniętego karku ignorując czarną pustkę za krawędzią parapetu. Delikatnie przycisnąłem swoje biodra do okrągłej pupy okrytej jedynie ręcznikiem. Kilkanaście dni abstynencji wyostrzyło zmysły i podrażniło apetyt seksualny.
Odwróciła się przodem do mnie. Odsunęła mnie gołą stopą na niewielką odległość. Tak, bym mógł się jej przypatrywać i jednocześnie bym był na tyle blisko, żeby mogła zagarnąć mnie dla siebie w każdej chwili. Dwa końce wilgotnego materiału najpierw rozchyliły się odsłaniając nogę, potem coraz śmielej powędrowały na boki, powoli ujawniając jej nagość. Była zachwycająca – nawet zwykłe odwijanie się z ręcznika potrafiła zmienić w erotyczne przedstawienie.
W mgnieniu oka przyciągnęła mnie do siebie. Całując mocno w usta, siłowała się jednocześnie z moim paskiem. Wyswobodzony ze spodni, obróciłem ją tyłem, pochyliłem jej ciało i wszedłem w ociekającą krwią pochwę. Zanim przytuliłem się do jej pośladków, kątem oka dostrzegłem jak kilka czerwonych kropel ląduje na jasnej powierzchni uda i spływa w dół, pozostawiając za sobą bordową smugę.
Ciemność wieczoru, jasny kwadrat oświetlonych jesiennych drzew z cieniami naszych sylwetek. Tak nierealnie a jednocześnie tak fizycznie odczuwalne. Czułem się jak bohater porno-komiksu, stojąc nago za wychyloną na parapet, pojękującą przy każdym pchnięciu kobietą.
Zamknąłem oczy. Pulsowanie w dole brzucha z każdą chwilą narastało. Każdy ruch wywoływał jeszcze większe podniecenie. Jeszcze chwila i nie byłbym w stanie powstrzymać orgazmu. Uciekłem biodrami w tył. Odwróciła się ze zdziwieniem w spojrzeniu.
Scałowałem to zaskoczenie z jej twarzy. Obróciła się. Ciężko oddychając, usadowiła się na parapecie przodem do mnie. Oblane czerwienią uda otworzyły się zapraszająco. Przysunąłem się jeszcze bliżej rozgrzanego ciała. Objąłem ją ramieniem i prowadzony jej dłonią odnalazłem drogę między wargami sromowymi.
Wyglądała jak kurtyzana z osiemnastowiecznych zamtuzów. Zaciśnięte dłonie na metalowej krawędzi pozwalały zapierać się podczas kopulacji. W kontraście z granatem nocy jej ciało wyglądało jak wyrzeźbione z alabastrowych kolumn Bolonii. Pierwsze pchnięcie zepchnęło jej ciało jeszcze dalej poza ramy okna. Oplotła mnie nogami.
– Trzymaj mnie mocno, bo spadnę… – Dopiero teraz dotarło do mnie, że pośladkami ledwo dotykała parapetu, oraz że cały jej ciężar opierał się na moim uchwycie za kark. Adrenalina uderzyła do głowy. Wtuliłem się w drżące ciało kochanki. Jęknęła i otworzyła się jeszcze bardziej. Poczułem dłoń zaciskającą się na moim pośladku. Wisiała zawieszona kilkadziesiąt metrów nad ziemią, nabita na mojego członka. W pełni zależna od mojej siły. Jej wnętrze ciasno pulsowało wokół męskości. W głowie wybuchły fajerwerki. Strach i pożądanie zalały energią każdą komórkę ciała. Kołysaliśmy się w zgodnym rytmie.
Fala za falą przy każdym ruchu oblewał mnie gorący pożar. Z każdym ruchem nieomal traciłem świadomość. Zachłystywałem się moimi własnymi emocjami. Czułem się jak kotwica na morzu, jedyny stały punkt, który daje oparcie i podporę. Kochanka zakwiliła, jakby miała się zaraz rozpłakać. Spokojne morze przerodziło się w targany wiatrem ocean. Ufna i zatracona w swojej rozkoszy opierała się o mnie. Zadygotała. Przeciągłe jęknięcie poniosło się echem wśród drzew. Moment znieruchomienia i wybuch orgazmu.
Jedną ręką podtrzymywałem wciąż jej kark, kiedy ściągałem ją z okna. Palce dłoni, zaciskającej się na klamce okna, nie chciały się rozprostować. Po rozwarciu zbielałych od napięcia palców zatoczyłem się jak pijany. Świat po raz kolejny zawirował przed oczami. Żeby nie stracić równowagi, usiadłem na stojącym tuż obok krześle. Przetarłem dłońmi twarz, próbując zapanować nad zawrotami głowy.
Czułem w sobie pustkę. Jak po długiej, wyczerpującej wspinaczce na szczyt, kiedy stanąwszy nad skalną przepaścią wiesz, że dokonałeś tego, czego już nigdy nie powtórzysz. Jeden jedyny raz.
Kilka minut później stanąłem przy oknie, żeby zapalić papierosa. Trzask zapałki. Jasny płomień. Spojrzałem za parapet i kiedy zdałem sobie sprawę z tego, co robiliśmy przed chwilą, oblała mnie lodowata fala panicznego strachu. Nie mogłem złapać oddechu.
– Jezus Maria… – wyrzuciłem ledwie nadpalonego papierosa i na miękkich nogach wycofałem się do wnętrza. Nigdy więcej.
..

Stefan Grosjean, „Squeeze hard”,
CC BY-NC 3.0
Burhan al-asal
Nie widzieliśmy się dłuższy czas – z banalnych powodów; praca, grypa, obowiązki domowe. A głód narastał… Głód seksu i głód emocji. Seksu jako takiego – bo i ona i ja nie mieliśmy możliwości „wyżycia się” poza naszą relacją. I głód emocji – spokoju, jaki sobie dajemy i zrozumienia, bo nie ma między nami napięcia, jesteśmy jakby ulepieni z jednej gliny. Z tym samym sposobem odczuwania, z tymi samymi sposobami na ukrycie wrażliwości, z tymi samymi potrzebami i z takim samym poszukiwaniem wrażeń. Zwykle spotkania zaczynały się spokojnie. Od rozmowy, dotyku, uśmiechu, bliskości, żeby w końcu znaleźć spełnienie w akcie miłości fizycznej.
Dziś.. dziś nie byłem w stanie zapanować nad sobą. Pospiesznie zdejmowane z siebie ubrania, zapach, za którym już zdążyłem zatęsknić, miękkość skóry i sposób dotykania, który nie podsyca żądzy, ale daje przyzwolenie na czerpanie przyjemności. Pierwsze zetknięcie się nagich ciał – jej chłodna skóra i moje rozpalenie. Jin i Jang. Kobieta i mężczyzna. Sekundy cieszenia się samą bliskością i już po chwili oddała swoje ciało mojej żądzy. Z cichym uśmiechem przyjęła mnie w siebie. Kołysanie, bujanie, wzmacniany rytm, pulsowanie. Przytuleni syciliśmy się intymnością najbliższą z możliwych. Czułem, jak narasta w niej przyzwolenie na bycie swobodną, jak od biernej zgody, przechodzi do aktywnego brania. Szczytowała raz za razem, a ja wciąż nie mogłem nasycić się jej ciałem. Brałem w nieskończoność i wciąż byłem głodny.
Po godzinie trwania na szczycie chwila na oddech – wino, świece, muzyka. Odpalała papierosa drżącą dłonią. Usiadła naprzeciwko mnie i po prostu się uśmiechała. Poczułem, że tego uśmiechu brakowało mi jeszcze bardziej niż fizycznego spełnienia. Rozmowa o czasie i rzeczywistości, która nas rozłączyła – zaledwie na chwilę, ale jak dotkliwie odczuwalną. Uspokajające się tętno, opadające napięcie mięśni i my dwoje: nago, na przeciwko siebie w świetle świec.
Spokój. Wszechogarniający spokój i coś na kształt spełnienia. Spełnienia emocjonalnego – bez perspektywy wstecz i bez horyzontu przed nami. Chwila zawieszona w czasie i przestrzeni. Spełnienie emocji i głód cielesności. Nie zapanowałem nad sobą. Chwilę później z przymrużonymi oczami szeptała, że realizuję jej fantazję o swobodnymi i nieskrępowanym braniu. Klęczałem przed nią, zatapiając usta pomiędzy rozchylonymi wargami sromowymi. Szeroko rozłożone uda i łydki oparte o oparcie fotela. Mój język pomiędzy, w środku, w poprzek, wzdłuż, delikatnie, mocno, gwałtownie, ledwie wyczuwalnie.
Najpierw jeden palec, potem kolejne – wewnątrz niej. I język, który nie przerywał opętańczego tańca na łechtaczce. Wsunięta do połowy dłoń. Mocno i bez opamiętania. Kochanka jęczała głośno i podsuwała biodra, by jeszcze, by dalej, by głębiej. Zapach i smak kobiecości na mojej twarzy, na języku, w nosie, na policzkach.
Do tej pory moje dłonie pachną jej podnieceniem. Wciąż czuję smak miodu na podniebieniu. Smak miodu. Dokładnie tak, smak miodu. Kiedy podniecenie wypływało z niej delikatną smużką i zatrzymywało się na rozchylonych wargach sromu, zlizywane przeze mnie smakowało słodyczą. Smak miodu, który doprowadzał do ekstazy. Nigdy wcześniej nie odczuwałem takiej rozkoszy z obdarowania kogoś pieszczotami. Ona w swobodnej pozie, wygodnie rozparta, poddająca się najlżejszemu muśnięciu. Urywany oddech, falujące w takt moich ruchów piersi.
Wypełniało mnie uwielbienie. Dla niej całej; dla ciała, które mógłbym całować i gryźć w nieskończoność, dla świadomości, którą współdzieliła ze mną, dla czułości i wrażliwości. Tej czułości, którą na co dzień skrywała pod maską twardej, mocno stąpającej po ziemi kobiety. W tym momencie i w tej chwili nie było większego szczęścia – chciałem wpić się w nią ustami i czerpać dla siebie, dając rozkosz.
Moje oczy dziś również miały swoją ucztę. Obraz niespodziewany i zachwycający. W migotliwym blasku świec każdy milimetr skóry skrzył się w jasnozłotym kolorze. Piękne, zadbane ciało. Kobiecość w pełni rozkwitła, dojrzała i świadoma swoich atutów.
Wymawiała moje imię na dziesiątki sposobów, prosząc o jeszcze i o to bym przestał, bo oszaleje z podniecenia. Od cichego szeptu, przez ledwie dosłyszalne mruczenie, aż po jęk spełnienia. Spływałem jej sokiem – ociekałem smakiem miodu. I wciąż było mi mało. Wciąż chciałem więcej, mocniej, bardziej. Kolejna chwila na uspokojenie oddechów. Kolejny kieliszek chłodnego wina.
Dwoje dorosłych i dojrzałych ludzi siedzących na przeciwko siebie. Ze spokojem. Z zapatrzeniem. Z zachwytem.
Jak w tańcu dała się poprowadzić do łóżka. Miękkim ruchem poprawiła niesforne włosy, uklękła wypinając tyłek w moją stronę i pochyliła głowę czekając na moją obecność. Pożądanie znów wzięło górę nad wyrachowaniem. Zamiast drażnić się i droczyć, wszedłem w jej rozedrgane wnętrze. Delikatnie i spokojnie. Nie planowałem, nie przewidywałem, nie myślałem – po prostu byłem w niej i dla niej. Powoli, sycąc się każdym drgnieniem ciała, napawając się każdym skrzywieniem ust i zmarszczeniem brwi, czując, jak cała drży i jak się napręża. Spokojnie – bez pośpiechu, tak charakterystycznego dla naszych spotkań. Wbijałem się w głąb aż do zagubienia granicy pomiędzy tym gdzie ona i gdzie ja. A wokół nas aura zapachu; mojego podniecenia, jej miodowej słodyczy, ledwie wyczuwalnego aromatu perfum i zapachu włosów, w które wtulałem twarz.
Chciałem wziąć ją dla siebie, ale w pewnym momencie po prostu dotarło do mnie, że się kochamy. Mocno i spokojnie – kochamy się. Nie uprawiamy seksu, nie pieprzymy, ale właśnie „kochamy”. Ja dawałem jej wszystko, co miałem, a ona dawała mi całą siebie. Zespolenie i zjednoczenie. Seks podniesiony do najwyższego poziomu.
Kolejny raz pulsowanie wewnątrz niej, zaciskające się usta, wstrzymany oddech, rozrzucone ręce na poduszce. Kilka ruchów i zastygła ze łzami w oczach. Wtuliła się w moje ciało. Mokry policzek przytuliła do ramienia. Oddychała głęboko, niespokojnie. Zjednoczenie.
Po chwili objęła mnie ramionami i obsypała pocałunkami. Kilka sekund zawahania i znów zaczęliśmy powolny marsz ku szczytowi. Podniecenie paliło nie tylko w podbrzuszu – wypełniało mnie całego. Kilka miarowych uderzeń bioder o wewnętrzną stronę kobiecych ud i poczułem, że szybuję na skrzydłach orgazmu. Późniejsze spazmy jej ciała były jak echo mojego uniesienia, kilka ostatnich ruchów wewnątrz niej i opadła bez sił na łóżko.
Słowa tak dziś nieważne. Słowa. Ważne. Wstrzymywane i kontrolowane. A za nimi kryjące się emocje. Uwspólnione emocje, moje i jej – nasze.
Położyłem głowę na zagłębieniu jej ramienia. Delikatnie gładziłem to, co chciałbym zjeść, ugryźć, wziąć dla siebie. Starałem się, by mój dotyk był ledwie wyczuwalny; na brzuchu i piersiach, na udach i szyi. Byłem dla niej i dzięki niej. Przekazywałem dotykiem to, czego nie chciałem nazywać słowami, czego nie odważę się chyba nigdy nazwać.
Prężyła się i znów pozwalała pragnieniu naszych ciał przejąć kontrolę. Spierzchnięte usta wyszeptały jedną prośbę:
– Zerżnij mnie jeszcze, proszę…
Palce same znalazły drogę do jej wnętrza. Powoli, bez zbędnego pośpiechu otworzyłem drogę do jej kobiecości. A potem mocno i brutalnie, miarowe ruchy dłoni, aż do wytrysku. Mokrą dłonią przesunąłem przed jej nosem. Uwielbiam ten zapach seksu, kobiecości i słodkiej wodnistości tryskającej spomiędzy warg sromowych. Uwielbiam tym zapachem dzielić się z kochanką. Uwielbiam, widzieć jaką sprawia jej to przyjemność.
Zmieniliśmy pozycję – znów mogłem zanurzyć usta pomiędzy jej wargami sromowymi, wciągnąć zapach w głąb płuc, poczuć jak pragnienie „więcej” wypełnia mnie energią.
Nakaz-prośba, by sama stymulowała siebie. Karmiłem swoją Bestię poprzez oczy. Widok wyuzdania w pełnej krasie – długowłosa piękność z kutasem w ustach, onanizująca się własną dłonią. Im bliżej była spełnienia, tym mocniej jej zęby zaciskały się na mojej męskości. Przed oczami – ledwie kilka centymetrów od twarzy – miałem różową, pulsująca kobiecość, wpół nakrytą smukłymi placami.
Ruch wykonany instynktownie – bez intencji, bez kalkulacji – i jeden z moich palców zanurzył się w jej wnętrzu. To był początek końca – poczułem jak spazmy rzucają całym jej ciałem. Stłumione penisem jęczenie. Raz po raz zaciskające się na kutasie zęby. Spazmatycznie łapane powietrze.
Ucichła i znieruchomiała.
Uśmiech zadowolenia i bijące gwałtownie serce.
Spełniona i spokojna.
A ja chciałem jeszcze więcej, mocniej…
.
Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.


Blog Comments
Anonimowy
2014-10-06 at 22:25
Barman jak zwykle trzyma poziom 🙂
To sie nazywa miec wlasny styl pisania, ze jak czytam opowiadanie to od razu wiem czyjego jest autorstwa. A czytam na telefonie, gdzie nick tworcy pojawia sie dopiero pod tekstem i czasem jest dla mnie niespodzianka.
Barmanie, Ty jestes takim autorem, ktorego poznam na kilometr 🙂
Podobal mi sie motyw z oknem, lecz pozostale dwa opowiadania to juz nic odkrywczego. Co nie zmienia faktu, ze warsztatowo jest super.
PS. Ile orgazmow miala kobieta w ostatnim opowiadaniu? To mozliwe zeby miec je raz za razem? Z moich doswiadczen wynika cos innego.
Madz
Barman Raven
2014-10-07 at 10:15
Dzięki. Podobno bywają takie kobiety, dla których wielokrotny orgazm nie jest rzadkością.
Ania
2014-10-08 at 09:00
Podobno istnieją tak niezmordowani mężczyźni, jak w Twoich opowiadaniach ;D
Anonimowy
2014-10-07 at 12:02
Fajna kompilacja. Widzę, że zbiory form krótkich wracają na Najlepszą co może być ciekawą odmianą od tasiemcowych serii opowiadań, w które czasem trudno się wgryźć. A tu mamy szybko zawiązanie akcji, rozwinięcie i finał. Bez nadmiernych komplikacji. Jest coś odświeżającego w tej fabularnej prostocie.
Jak rozumiem, myślą przewodnią powyższego zbioru jest nieokiełznany szał namiętności, który odbiera bohaterom rozsądek. Styl dobry, czasem bliski liryce. Opowieści proste, epizodyczne, ale to świadczy o ich sile oddziaływania. Elementów bdsm praktycznie brak. Ale namiętność – jak najbardziej jest.
Absent absynt
Anonimowy
2014-10-07 at 16:22
"do pobudzonych synapsów w mózgu"
Nie powinno być 'synaps'?
Siostra.
Anonimowy
2014-10-07 at 16:36
Tutaj jeszcze: "głęboko w głąb brzucha" – niezgrabne.
I w jaki sposób uśmiech może być cichy?
Zgadzam się z komentarzem powyżej – fajnie, że pojawiło się coś 'szybkiego' i coś, co nie jest serią. 😉
Siostra.
Megas Alexandros
2014-10-07 at 21:31
Siostro,
masz świętą rację z tymi synapsami. Poprawiłem. "głęboko w głąb brzucha" zostawiam Barmanowi-Ravenowi, bo to jednak coś więcej, niż korekta językowa. On sam najlepiej wie, co chciał powiedzieć 🙂
Co do "Miniatur" myślę, że będą się tu pojawiać mniej więcej raz w miesiącu. Może częściej, jeśli uda się zwerbować jeszcze jakichś Autorów, mających spore zbiory podobnych "maluchów". Zobaczymy, co z tego wyjdzie! Podobnie jak Ty z satysfakcją witam powrót krótkich form.
Pozdrawiam
M.A.
Barman Raven
2014-10-08 at 09:35
Jestem pewien, że się znajdą kolejni autorzy "szortów". Trzeba tylko oficjalnie dać znać.
Tekst powstał jakiś czas temu… nie chcę w niego już ingerować. Nawet jeśli oznacza pozostawienie tautologii jak ta wytknięta przez Siostrę.
Basia S
2014-10-08 at 19:53
Miniatury Ravena zawsze czytam z przyjemnością. Z reguły nawet moich oczu nie rażą żadne błędy, więc jestem bardziej, niż zadowolona. Zazdroszczę lekkości z jaką piszesz, płynności. Niby ma się wrażenie, że coś nam to przypomina, ale jest w pewnym sensie inne, świeże i nadal bardzo dobre.
Pozdrawiam.
Ania
2014-10-09 at 09:06
Miniaturki naprawdę ciekawe, ale z tym smakiem miodu to trochę się autorowi pomieszało 😉
Salwa al-Nu'ajmi to autorka powieści o takim tytule…
Anonimowy
2014-10-09 at 09:53
Zaraza na tych komentatorów. Odkryją każdą usterkę, wszelkie niedopatrzenie… nice shot, Aniu.
Absent absynt
Aleksandra
2014-10-20 at 22:54
Niesamowicie wysmakowane. Im dalej tym sensualniej, głębiej. Wspaniałe wyszły Ci te miniatury. Winszuję.