
hotel wonderland, „Thyia”, CC BY-NC-ND 2.0
Piłem w barze z Julkiem. To była raczej speluna, tak zwana mordownia, miejsce, które jakimś cudem oparło się wpływowi destrukcyjnego czasu, oparło wszelakiemu rozwojowi, a mimo to wciąż trwało na swoim miejscu – niczym cholerny głaz wystający z piachu, tkwiący sobie gdzieś na plaży, smagany zgubnym wiatrem. W każdym razie popijaliśmy piwo, gadaliśmy trochę, niezbyt dużo i niezbyt konkretnie, bo chodziło przecież o to, aby się napić, a nie ze sobą gadać. W końcu przeszliśmy na większy procent. Nie miałem nic przeciwko, ale Julek nie potrafił pić. Słaba głowa.
– Na pewno nie chcesz zostać przy piwie? – zapytałem niemal z troską.
– Cholera, nie mów mi co mam robić, bracie!
Zawsze kiedy był już pijany, nazywał mnie swoim bratem. Oczywiście nie byliśmy żadnymi braćmi, przynajmniej nic o tym nie wiedziałem, to znaczy nie wiedziałem w co wsadzał za młodu mój stary i nie zamierzałem o to nigdy pytać. Tak czy siak ja i Julek mogliśmy być podobni jedynie od pasa w dół i oczywiście tego również nie miałem chęci wiedzieć.
Barmanem w tym przybytku rozpaczy był wysoki, gruby i podstarzały gość, przypominający średniowiecznych karczmarzy, takich co to pluli do szklanek i przecierali je wilgotną, brudną szmatą. Nie przyłapałem go na tym rzecz jasna, ale z łatwością mogłem sobie coś takiego wyobrazić.
– O mój Boże, o matko! – zaskomlał nagle Julek, jakby coś go rozbolało.
Jego pucułowata, czerwonawa twarz błyszczała się od potu. Oczy miał mętne, rozbiegane. Obcięte krótko włosy sprawiały, że wyglądał jak jakiś bobas.
– Co się stało, bracie? – zapytałem w jego stylu.
– Chodzi o moją dziewczynę, Tolę – załkał. – Kocham ją.
– To chyba dobrze, nie?
– Z tym, że ja już dłużej nie mogę, bracie.
– Czego nie możesz?
– Być z nią. Nawet nie wiesz, jakie to męczące. Ona jest wampirem, stary. Naprawdę jest wampirem.
– Energetycznym?
– Cholera, próbuję z nią zerwać, kilka razy próbowałem!
– I co?
– Nie potrafię.
W tym momencie barman postawił przed nami następną kolejkę. Julek pociągnął od razu, ale zakrztusił się i zaczął kaszleć, charczeć jak świnia. Poklepałem go po plecach w akcie dobrej woli. Kiedy mu przeszło wyznał:
– Za każdym razem, kiedy idę do niej zakończyć ten bajzel, idę z ułożonym w głowie planem, od progu wszystko trafia szlag. Wystarczy jedno jej słowo i pękam. Kłócimy się. Rozumiesz, ona najpierw na mnie krzyczy, a potem zaczyna płakać. To zawsze mnie zmiękcza, właściwie podnieca. Zaczynamy się całować, ma takie mokre, ciepłe wargi, wiesz czuję na ustach słony smak jej łez. Całujemy się, naprawdę to lubi. Oczywiście później przechodzimy do rzeczy. Po wszystkim jesteśmy razem przez następny tydzień. Do kolejnej kłótni. Nie zliczę, ile razy próbowałem już się z nią rozstać, zawsze kończy się tak samo.
– Ale kochasz ją, tak? Sam tak wcześniej powiedziałeś.
– Kocham, ale ona nie kocha mnie. Chodzi jej tylko o strach, to znaczy ona boi się zostać sama. Musi mieć kogoś obok, nieważne kogo. Musi mieć ofiarę, musi mieć żywiciela.
– Słuchaj, nie odpowiedziałeś mi na wcześniejsze pytanie.
– Jakie pytanie?
– Ona jest wampirem?
Znowu nie uzyskałem odpowiedzi, bo do baru wszedł jeden facet, który wraz z dwoma innymi facetami na tyłach tego właśnie baru obili mi mordę. Niewiele mogłem zrobić, wiecie, trzech na jednego. Nasza relacja zaczęła się od tego, że gość pół wieczora mi się przyglądał. Gadali i spoglądali w moim kierunku. W końcu podszedł do mnie i powiedział:
– Nie podoba mi się twój ryj.
– Mi też się nie podoba.
– Mój czy twój?
– Oba.
– O, myślisz, że jesteś taki kurwa cwany?
– Bardziej cwany niż wy razem wzięci.
– No to wyjdź za bar.
Dopiłem piwo i poszedłem. Nie chodziło o to, czy się bałem czy nie, wiecie, kilka razy dostałem już w mordę, kilka razy udało mi się trafić tego drugiego. Wiedziałem, czym może się to skończyć. Zdążyłem się z tym zapoznać, przyzwyczaić, oswoić nawet. Adrenalina, jej wystrzał, powodowała, że prawie nie czułeś bólu, mogłeś nagle stracić przytomność, pewnie, ale ból był gdzieś tam obok. Więc, nie, nie bałem się. Ludzie przeważnie boją się nieznanego.
Wyszedłem, a on tam stał, ale nie zrobiłem nawet dwóch kroków, kiedy walnęli mnie od tyłu, przytrzymali. Dostałem kilka ciosów, ale nawet nie popłynęła krew, kilka siniaków i to wszystko. Nawet stary lał mnie kiedyś mocniej.
Teraz facet był sam. Od razu mnie dostrzegł. Wstałem i podszedłem do niego.
– I co? – zapytał, głupkowato się uśmiechając.
Był niespełna rozumu, ale przecież, tak naprawdę, wszyscy byliśmy.
– Chodź za bar. Jeden na jednego – powiedziałem.
– Nigdzie nie idę.
Stałem nad nim i powtarzałem mu, że nakopię mu do dupy. On tylko się uśmiechał, łysawy kretyn. Siedział przy stoliku, śmiał się i rozglądał nerwowo.
– Pocałuj mnie w dydka! – skwitował w końcu.
Zastanawiałem się chwilę nad tym czy będę miał problemy, jeżeli go teraz trzepnę. Myślałem nad tym i doszedłem do wniosku, że na pewno. W tej spelunie była kamera i czułem, że facet pierwsze co by zrobił to zadzwonił na psy.
Wróciłem do Julka, który zdążył jeszcze trochę wypić. Ledwo siedział stołku.
– Słuchaj, musisz mi pomóc – oznajmił. – Musisz mi cholera pomóc.
– Jak mam ci pomóc?
– Pójdziesz do niej i w moim imieniu z nią zerwiesz.
– Że co? Co ty masz, trzynaście lat?
– Proszę, pójdź do niej i powiedz jej, że między mną, a nią wszystko skończone
– Jesteś pewien?
– Tak. Zrób to.
Nie siedzieliśmy do zamknięcia. Musiałem pomóc Julkowi wrócić do siebie. Wychodząc, postraszyłem tamtego gościa, udając, że wyprowadzam cios. Wzdrygnął się, a potem zaczął głupio śmiać. Wyszliśmy z baru, na nogach powlekliśmy przez noc.
Następnego dnia Julek zadzwonił do mnie, mówiąc, że strasznie słabo się czuje.
– Dzwonisz powiedzieć mi, że masz kaca? – zapytałem.
– Dzwonię ci powiedzieć, że to wczoraj wszystko było na serio.
– Czyli co?
– Idź do niej i powiedz jej, że to koniec. Błagam.
Było jakoś przed ósmą, kiedy się do niej wybrałem. Zaczynało się już ściemniać, idąc słyszałem cykanie świerszczy, siedzących w nieskoszonej trawie. Zahaczyłem jeszcze o monopolowy i kupiłem butelkę popularnej whisky. Nienawidziłem jeździć autobusami, bo przeważnie w nich śmierdziało i tak oczywiście było tym razem, ale nie miałem zbyt wielkiego wyboru – a pieprzyłem płacić za kurs taksy – bo dziewczyna mieszkała na drugim końcu miasta. Trzymałem butelkę w dłoni, za szyjkę. Jakiś stary dziad wlepił w tę moją krowę swoje żółte gały. Czasami spoglądał na mnie i miał taką minę, jakby liczył, że zaraz otworzę tę flaszkę i wypiję z nim na pół. Przez chwilę nawet o tym myślałem, byłby to raczej dobry, a na pewno niesłychany uczynek.
W końcu wysiadłem z autobusu i poszedłem w głąb osiedla. Ludzie siedzieli na balkonach i rozmawiali, palili papierosy, śmiali się, wygłupiali. Ich zachowanie w jakiś sposób mnie drażniło. W końcu stanąłem pod jej blokiem i wybrałem numer na domofonie. Właściwie to nie miałem pojęcia, czy ją zastanę. Wszystko to było na wariackich papierach, cała ta sytuacja. Nie mogłem uwierzyć, że zgodziłem się na coś tak głupiego.
– Słucham? – Usłyszałem.
Byłem zaskoczony, jak przyjemny głos miała ta dziewczyna.
– Jestem od Julka – powiedziałem, bo nie wiedziałem przecież co mam powiedzieć.
– Julka? Czy coś mu się stało?
– Nie, nic mu się nie stało. Poprosił mnie, bym do ciebie przyszedł.
– Po co?
– To nie jest rozmowa na domofon.
Głos ucichł i pomyślałem, że mnie nie wpuści, ja przynajmniej tak bym zrobił. Ale sekundę później drzwi puściły i wszedłem schodami na górę. Czułem płomienie w łydkach, nie wiedziałem dlaczego, być może górę brało zmęczenie, słabe żarcie, słabe życie.
Zatrzymałem się przed drzwiami niczym przed Sfinksem, gotowy na jakąś durną zagadkę, która się jednak nie pojawiła. Zamek zachrobotał – można tak jeszcze napisać? – i drzwi się uchyliły.
W nich stanęła dziewczyna.
Mało? Pewnie że mało. Co to, kurna, opisy jak z Saroyana?
Czyli tak to musi iść. W nich stanęła dziewczyna. I to jaka dziewczyna, panie i panowie. Czarne, farbowane, prostowane włosy, sięgające za ramiona. Twarz blada albo pudrowana na biało, w każdym razie sprawiała wrażenie takiej, która nigdy nie wychodziła na słońce. Do tego ciemne, błyszczące oczy. Usta malowane na czarno, paznokcie też na czarno, czyli wszystko pod kolor. Chuda, to znaczy nie chuda, szczupła, mająca jednak czym oddychać, no wiecie, piersi wypukłe, odstające. Miała na sobie kusą sukienkę – no jasne, że czarną – i pończochy w rybacką siatkę. Znak przypominający pentagram, zawieszony na szyi, spoczywał między jej bladymi piersiami.
– Julek nie wspominał, że spotyka się z gotką – wypaliłem.
– Nie jestem gotką – odparła.
– Nie? – zapytałem. – Wyglądasz mi na taką.
– Na jaką?
– Na ostrą dziewczynę.
– Jestem Tola. Po prostu.
Po tych słowach dziewczyna uśmiechnęła się blado i wpuściła mnie do środka. Powiedziałem, że musimy porozmawiać o niej i o Julku, ale dodałem też, że nie dam rady gadać o tym na trzeźwo, dlatego musimy się napić. Wiedziałem, że lubi pić, przynajmniej tak chwalił się Julek. Tola kazała mi rozgościć się w salonie, a sama poszła do kuchni, zabierając butelkę. Rozejrzałem się po pomieszczeniach już wcześniej i kompletnie nic nie wskazywało na to, że mieszka tutaj taka dziewczyna jak Tola, chodziło mi o to, że mieszkanie wyglądało najzupełniej w świecie normalnie, może wyglądało nawet na to jakby mieszkała w nim emerytka, a nie taka zjawiskowa istota płci żeńskiej.
Tola wróciła z dwiema szklankami wypełnionymi lodem i whisky. Drinki były bardzo mocne i przy pierwszym prawie w ogóle nie rozmawialiśmy. Dziewczyna założyła nogę na nogę, na jej udach nie było nawet grama tłuszczu, żadnej bruzdy czy niedoskonałości. Miała nogi, jakby je wyrzeźbiono z marmuru. Ręce podobne, z tym że pokrywały je tatuaże.
– Jeszcze po jednym? – zapytała.
– Pewnie.
Kiedy wyszła, zadzwonił do mnie Julek. Odebrałem.
– I co? – zapytał podniecony, wyczułem, że jest też pijany. – Jesteś u niej?
– Jestem.
– Powiedziałeś jej, że to koniec?
– Jeszcze nie.
– Bracie, błagam cię, zrób to.
– Jasne.
Rozłączyłem się w momencie, w którym wróciła. Nie zapytała mnie jednak z kim rozmawiałem, właściwie to przecież nie miała takiego prawa.
– Przyszedłeś tutaj, bo Julek cię prosił – powiedziała w końcu. – Czego oczekuje?
– Kazał ci przekazać, że między wami koniec.
– Naprawdę?
– Tak.
– Co ci jeszcze powiedział?
– Że jesteś wampirem.
– Naprawdę?
– Tak.
– Posłuchaj, to on jest pieprzonym energetycznym wampirem, do tego ogromną pierdołą, chłopczykiem w krótkich spodenkach. Zobacz, wysłał cię do mnie, bo sam nie ma jaj powiedzieć mi w cztery oczy co myśli. Prawda jest taka, że to ja powinnam z nim skończyć.
– Dlaczego więc tego nie zrobisz?
– Muszę mieć jakąś ofiarę.
– Słucham?
– Lubisz muzykę? Słuchasz czegoś konkretnego?
Podniosła się z kanapy i ruszyła w kierunku gramofonu. Dopiero teraz zauważyłem, że takowy posiada. W szafce trzymała płyty.
– Możesz wybrać co chcesz – odparłem.
Wybrała coś, co brzmiało jak ścieżka dźwiękowa z filmu Nosferatu.
– A ty? – zapytała mnie nagle, znów zakładając nogę na nogę. – Nie miałbyś problemu z tym, aby skończyć z kobietą?
– Zdarzało mi się to robić.
– A odmówić? Zdarzało ci się odmówić czegoś kobiecie?
– Zależy jakiej kobiecie.
Zauważyłem, że materiał jej sukienki, który podjechał do góry, delikatnie odsłania jej to co ma między nogami. Sęk w tym, że nie miała na sobie bielizny. Dziwiło mnie to, że wcale nie obciągała swojej sukienki, aby to ukryć. A może właściwie nie powinno mnie to dziwić?
– Pijemy trzeciego drinka czy idziemy do łóżka? – zapytała nagle. – Właściwie miałam jeszcze usiąść do laptopa. Wiesz, piszę pracę magisterską z psychologii, właściwie to z seksuologii, na temat parafilii, oczywiście opieram się przede wszystkim na Johnie Money’u, ale też Freudzie czy Jungu.
– Możemy iść do łóżka – powiedziałem.
Podała mi rękę i zaprowadziła mnie do swojej sypialni, która również wyglądała najzwyczajniej w świecie normalnie. Za progiem objąłem ją i zacząłem całować, jej wargi były wyjątkowo apetyczne. Pozwoliłem jej się nawet ugryźć, poczułem smak własnej krwi. Kiedy zdjąłem z niej tę sukienkę – pończochy zostawiłem – i zabrałem się do pieszczenia jej piersi, lizania ich i ssania sutków, a potem kiedy zanurkowałem niżej, aby przywitać się z jej wręcz porcelanową cipką, uznałem, że chyba jestem przewrażliwiony.
Kiedy w nią wszedłem, a ona stęknęła jakbym naparł na nią taranem, byłem już tego całkowicie pewien. Zwyczajna dziewczyna, pozująca tylko na jakąś córę nocy. W pozycji misjonarskiej udało mi się doprowadzić ją do orgazmu. Potem zszedłem z niej, a ona znalazła się na górze. Kiedy mnie ujeżdżała zwróciłem uwagę na ten jej wisiorek, który znajdował się między jej piersiami. W słabym świetle wdawał się jakiś taki tandetny, ale nie miałem za bardzo możliwości go zdjąć. Kiedy Tola znów zaszczytowała, zapytała mnie czy ja też już jestem gotowy.
– Od urodzenia, kochanie – powiedziałem.
Tola ześlizgnęłą się ze mnie, usiadła mi na udach, bladymi dłońmi chwyciła penisa i zaczęła go pieścić. Patrzyła mi przy tym w oczy i przyznam szczerze, że było to naprawdę podniecające. Potem poczułem jak jej palce zaczynają łaskotać również mosznę.
– Przyjemnie? – zapytała.
– Tak.
Nagle jej ostre paznokcie zaczęły być mniej delikatne w tamtych okolicach.
– Ostrożnie – powiedziałem.
– Nie podoba ci się?
– Podoba.
Kiedy poczułem większy nacisk zrozumiałem co się święci. Byłem jednak w potrzasku, z jajami w imadle, zdanymi na kobiecą łaskę i niełaskę.
– Powiesz Juliuszowi, że nadal jesteśmy parą – oznajmiła, a jej głos zrobił się jakiś taki nieprzyjemny, gardłowy nawet.
– Słuchaj… – zacząłem, ale przerwała mi, ściskając moje kulki.
– Powiesz Juliuszowi, że nadal jesteśmy parą – powtórzyła.
– Ale…
Poczułem jak te jej czarne pazury zaczynają wbijać mi się w jaja. Uznałem, że nie jestem w pozycji do prowadzenia jakichkolwiek negocjacji. Musiałem się poddać.
– Dobrze, słońce, powiem co tylko chcesz – oznajmiłem.
Wydawała się być zadowolona z mojej reakcji, na jej twarzy wystąpił nawet tajemniczy uśmiech.
– Gotowy? – spytała nagle.
– Na co?
W tym właśnie momencie jej paznokcie rozorały mi skórę, ścisnęła mnie za wory i było to jednocześnie cholernie bolesne i cholernie przyjemne. Niemal równocześnie wytrysnąłem, a jeden strzał poszedł po łuku. Sperma wylądowała między nagimi piersiami Toli, trafiając rzecz jasna w ten wisiorek z dziwnego metalu. Odniosłem jakieś takie wrażenie, że było to planowane. Nie pytajcie w jaki sposób, po prostu tak miało się wydarzyć.
Wycisnęła mnie do końca, a potem zeszła ze mnie i udała się do łazienki, umyć dłonie wybrudzone spermą i krwią. Ja siedziałem w łazience dobry kwadrans i chłodziłem obolałe miejsce zimną wodą, czekając aż z zadrapań przestanie sączyć się krew – szczypało to wszystko jak cholera. Potem zrobiłem sobie prowizoryczny bandaż z papieru toaletowego i wróciłem do Toli. Siedziała w salonie, już ubrana jak przedtem, z nogą założoną na nogę. W tych seksownych, siatkowanych pończochach. Nieomal znów się podnieciłem.
– Dokończymy whisky? – zapytała niewinnie, spoglądając na mnie.
– Pewnie, skarbie.
Dokończyliśmy te więc butelkę, rozmawiając i śmiejąc się. Tola włączyła nawet telewizor, jakiś teleturniej i strzelaliśmy odpowiedzi zanim odpowiedzieli uczestnicy, była w tym naprawdę niezła, musiała posiadać szeroką wiedzę. Siedzieliśmy do późna.
Kiedy już wychodziłem, pocałowała mnie z języczkiem w usta i od tego pocałunku niemal zakręciło mi się w głowie. Patrzyła mi w oczy, kiedy to robiła. Jej czarne spojrzenie było hipnotyzujące.
– Pamiętasz co mi obiecałeś? – zapytała na pożegnanie.
– Pamiętam.
– Naprawdę jest mi potrzebny. Zadzwonisz do niego jeszcze dzisiaj?
– Zadzwonię.
Wyszedłem z jej mieszkania i pierwsze co zrobiłem to wyciągnąłem telefon. Ruszyłem w kierunku przystanku autobusowego i wybrałem numer do Julka.
– Tak, bracie? – zapytał bełkotliwie.
– Słuchaj, bracie – rzuciłem, choć lekko plątał mi się język – mamy problem.
– Jaki, cholera, problem?
Zanim mu odpowiedziałem rozejrzałem się po okolicy. Potem spojrzałem do góry, na pyzaty, blady księżyc. Mieliśmy dzisiaj pełnię. Dopiero teraz to zauważyłem. Miało to znaczenie? Pewnie żadnego.
Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.
Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.


Blog Comments
Lamia
2025-09-03 at 10:53
Lubię myśleć, że główni bohaterowie kolejnych opowiadań Marcina to tak naprawdę jedna postać, mająca wciąż nowe, dziwne przygody. Nie ma na to wprawdzie dowodów, ale są poszlaki.
Przy takim założeniu spotkanie z Tolą stanowi swoisty akt sprawiedliwości dziejowej. Bohater znany z pogardliwego stosunku do kobiet (szczególnie nieco starszych od niego) spotyka wreszcie kobietę demoniczną, kobietę wampira, która wbija mu pazury w przyrodzenie i wyjaśnia, co i jak.
Jej zakrwawione pazury to zemsta za tuziny kochanek traktowanych obcesowo, pogardzanych, wyśmiewanych, poniżonych. Przyda się narratorowi taka nauczka, choć czy nauczy go czegokolwiek – raczej wątpię.
Marcin
2025-09-03 at 18:38
Czy ja wiem z tym złym traktowaniem kochanek, na pewno nie wszystkie. A nauczka tak, przyda się, ale wątpię, żeby dało się wyciągnąć wnioski – beznadziejny przypadek po prostu.
Martyna
2025-09-03 at 14:58
Juliusz mówi:
„Musi mieć ofiarę, musi mieć żywiciela.”
Tola potwierdza:
„Muszę mieć jakąś ofiarę.”
Zastanawiam się, czy tym opowiadaniem Marcin nie przywitał się z nami jako autor horrorów?
Marcin
2025-09-03 at 18:39
Wychodzi na to, że jestem wszechstronny ;). Ale tak, ostatnio piszę sporo opowiadań grozy, więc musiało trochę tego wajbu zostać. Jak u Mastertona – jak ktoś nie czytał to niech sobie zajrzy. Fan erotyki nie będzie zawiedziony.
Calipso
2025-09-04 at 00:05
Do kompletu męskich traum i lęków o przyrodzenie brakowało jedynie motywu vagina dentata. Ciekawe czy wówczas narrator zdecydowałby się jednak włożyć w nią swojego cennego członka. Z jednej strony trochę strach, z drugiej – wyobracać dziewczynę kolegi – bezcenne. Choćby nawet potem kutas miał boleć…
Marcin
2025-09-04 at 08:52
Vagina dentata to jest podstawowy motyw męskiego lęku. Po tym komentarzu właściwie trochę dostrzegam go tutaj, ale niezamierzone. To straszna kobieta była – po prostu.
Emilia
2025-09-04 at 18:14
Skąd ten nieszczęśnik Juliusz wyciągnął taką herod-babę?
Opowiadanie na swój sposób urocze. Choć rozumiem, że dla czytelników płci męskiej traumatyzujące, pewnie dlatego nie komentują…
Marcin
2025-09-04 at 18:57
Ona go znalazła. Musiała mieć ofiarę ;O
jammer106
2025-09-23 at 09:48
Witam,
Po raz kolejny zagłębiłem się w opowiadanie Pana Marcina. Nie żałuje. Chcę więcej i stanę się chyba jego fanem. Czytając opowiadanie czułem zapach speluny, byłem tam obecny. Akcja przelatywała mi przed oczyma jak klisze filmowe. Podobno jeżeli tak się dzieje to opowiastka ma to coś. Według mnie ona to ma.
Realizm, to co kocham. Bez tego kizi-mizi, z bohaterami takimi „ludzkimi” . A dialogi – „poezja” i real.
Przedstawiasz Drogi Autorze świat, a może taką przez niektórych niedostrzegana jego „brudną”, mniej atrakcyjną część, którą inni chcieliby schować. Chwała Ci za to. Gdzieś tam mignęły jakieś powtórzenia w tekście, a czort z nimi jak fabuła, akcja, mocno zbudowani bohaterowie przesłonili mi te niuanse.
Oj, jakie to opowiadanie było smaczne.
Brawo. Zasłużone 5-5-5, pomimo powtórzeń ( ale to ja mam na ich punkcie hopla). Kupiony-zatopiony – tak mnie traktuj.
Pozdrawiam.
Marcin
2025-09-23 at 17:22
Takie komentarze tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że ten zbiór opowiadań powinien wyjść. Chociaż akurat to mogłoby się w nim nie znaleźć. Chyba nie jest aż tak dobre jak inne. Może się mylę.