
Gokhan Altintas, „Elora Delapierre and Secrets of Versailles”, CC BY-NC-ND 2.0
Właśnie przestał padać deszcz. „Jak dobrze…” – pomyślałam. Jestem niesamowicie wrażliwa jeśli chodzi o zmiany pogody. Postanowiłam bezwzględnie i brutalnie wyrzucić swój znudzony tyłek z domu. Pierwsze promienie słońca prześwitywały spośród wyjątkowo szarych chmur. Mój owczarek południoworosyjski, Izmael, pilnie domagał się wyprowadzenia, toteż uczepiłam smycz do jego obroży i ruszyłam na dwór, opatulona w granatowy, krótki płaszczyk i wielką zieloną chustę. Naturalnie Izmael szedł przede mną, jak wielka pluszowa maskotka na baterie. Sąsiedzi przyzwyczaili się już do niego, ale obcy ludzie zwykle myślą, że pies, który wygląda tak słodko i pociesznie, musi być łagodny i przesympatyczny. Mylą się… Całe szczęście nie zdarzały mi się wcześniej żadne związane z nim wypadki. Do tego właśnie dnia…
Spacerowaliśmy sobie pustawymi, brukowanymi uliczkami. Poznań jest niezwykły póki nie przyjdzie godzina, kiedy wszyscy ludzie wysypują się na ulicę jak mrówki ze słoika z hodowlą… Wcale nie dziwiło mnie, że studenci nie szwędają się całymi stadami po mieście. W końcu to czas sesji. Jakimś cudem zaliczyłam wszystkie egzaminy w terminie zerowym, co zapewne zrobili również ci nieliczni, zadowoleni z życia młodzi ludzie, których co jakiś czas mijałam.
Humor zepsuł mi się, kiedy zobaczyłam chmury znów zbierające się nad horyzontem. Tamtej zimy śnieg nie padał prawie wcale, poza odrobiną w grudniu. Za to deszczu było stanowczo zbyt wiele.
– Obawiam się, że musimy wracać do domu, Iss – powiedziałam do psa, co on naturalnie zrozumiał, bo to takie zmyślne zwierzę. Nie da się ukryć, że natychmiast posmutniał i jego łeb opuścił się ku chodnikowi.
Po chwili zaczęłam słuchać pierwszych kropli deszczu, które rozbijały się o latarnie, wystawy sklepów i kałuże pozostałe na ulicy po poprzedniej ulewie. Zamyśliłam się, a z tego odrętwienia zdołał mnie wyrwać tylko krzyk i szarpnięcie smyczy. Izmael trzymał w paszczy rękę młodego chłopaka!
– Izmaelu puść w tej chwili! – powiedziałam stanowczo, oczywiście nie krzycząc, bo na pewno by nie podziałało. Na szczęście pies natychmiast rozwarł szczęki. – Mój Boże! Nic ci nie jest!?
– To potwornie krwawi…– szepnął wyraźnie zdenerwowany poszkodowany.
– Mieszkam ulicę stąd, zabiorę cię na pogotowie– powiedziałam, a widząc, że chłopak ma coś do powiedzenia, dodałam: – Nawet nie próbuj się sprzeciwiać.
Widząc, że ręka naprawdę wygląda przerażająco, zdjęłam chustę z szyi i obwiązałam nią jego dłoń i nadgarstek. Ruszyliśmy szybko w kierunku mojego domu. W mgnieniu oka dotarliśmy na miejsce. Zaprowadziłam psa do środka i wzięłam kluczyki od Toyoty Yaris. Dojazd do szpitala trwał trochę krócej niż przypuszczałam. Nie rozmawialiśmy po drodze zbyt wiele, ale zdążyłam zauważyć, że mój pies wybrał sobie nie byle jaki cel do gryzienia.
– W pewnym sensie życie mi ratujesz, a ja nawet nie wpadłem wcześniej na pomysł, żeby ci się przedstawić – uśmiechnął się chłopak. – Jestem Piotr. Piotr Skarga.
– Och, niesamowita zbieżność imienia z nazwiskiem! Mam nadzieję, że ty nie chcesz być ani księdzem, ani kontrreformatorem – odparłam. I przedstawiłam się – Anastazja Godlewska.
Miał ciemnoniebieskie oczy. Bardzo ciemne, ale jednocześnie takie promienne. Nie dało się spojrzeć na jego twarz i nie zatrzymać na nich wzroku. Tuż nad oczami zaczynał się kolejny cud – włosy. Było ich mnóstwo. Opadały mu na czoło nieregularnymi falami… Były właściwie ani całkiem jasne, ani też nie brązowe. Pewnie można nazwać tą barwę ciemnym blond.
Kiedy wysiedliśmy z samochodu, zobaczyłam, że chustka jest już całkowicie przesiąknięta krwią. Bardzo mnie to zaniepokoiło, bo obrażenia musiały być poważne. Weszliśmy na izbę przyjęć i kiedy jedna z pielęgniarek zobaczyła co stało się z ręką Piotra, zabrała nas szybko do sali zabiegowej. Za chwilę przybiegł młody lekarz i zaczął oglądać odwiniętą przez pielęgniarkę rękę.
– Nie wygląda to najlepiej, ale zaraz temu zaradzimy. Siostro Helenko, niech siostra da mi szybko igłę i żyłkę i oczyści rany!
– Może powinnam sobie iść? – Spytałam z zakłopotaniem, kiedy pielęgniarka zdejmowała z Piotra zakrwawioną koszulę.
– Nie – odpowiedział mi szybko, zanim zdążyłam się odwrócić.
– Jeśli pacjent nie ma nic przeciwko temu, to proszę zostać – zgodził się doktor. Mimo, że na dworze nie było zbyt ciepło, Piotr nie miał pod koszulą zupełnie niczego, przez co moim oczom ukazał się przerażająco apetyczny tors, tudzież mięśnie brzucha, a nawet rozszerzający się ku dołowi niedługi pas włosów nad jeansami. Udałam oczywiście, że wcale mnie ów widok nie interesuje, jakkolwiek sztucznie by to nie wyglądało.
Zszywanie i opatrywanie trwało kilkanaście minut, toteż mogłam wielokrotnie spoglądać na wspomniane pasmo włosów i ładnie umięśnione ramiona. Kiedy tylko lekarz skończył swoje zabiegi, Piotr (ku memu unieszczęśliwieniu) ubrał się, podziękował pielęgniarce i doktorowi, po czym ruszyliśmy razem do wyjścia. Musiałam TO zrobić:
– Hm, Piotrze… Mam nadzieję, że twoja ręka bardzo szybko wróci do zdrowia. Jest mi potwornie głupio, że mój pies tak zareagował – zaczęłam. Pogrzebałam przez moment w portfelu i wyjęłam wizytówkę. – Proszę, zadzwoń do mnie koniecznie i powiedz czy nie muszę mieć na sumieniu twojej ręki.
– Obiecuję, że zadzwonię – ach, co za szczęście, że się uśmiechnął…
– Czuję się zobowiązana odwieźć cię do domu.
– No dobrze, właściwie to po drodze do ciebie, więc chyba nie będę wielkim kłopotem – on się w dalszym ciągu uśmiecha! Poszliśmy do samochodu i z lekkim żalem, że musimy się już rozstać, podwiozłam go tam, gdzie mnie pokierował.
– Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy – pożegnał się ze mną.
– Tak, do zobaczenia – odpowiedziałam przekonana, że faktycznie znów go spotkam.
Minął tydzień. Wylegiwałam się w wannie czytając jakąś wyjątkowo niegodną książkę Grocholi, kiedy odezwał się telefon. Oczywiście ani przez myśl mi nie przeszło, że to mógłby być Piotr, bo jakoś zapomniałam o tym, że miał zadzwonić.
– Halo – powiedziałam od niechcenia.
– Czyżbyś miała nienajlepszy humor? Może jeszcze pamiętasz faceta, któremu twój pies chciał zjeść kończynę? – Zaśmiał się.
– Och! To ty! Naprawdę miło mi cię słyszeć. Mów szybko co z ręką!
– Nie jest źle. Dzisiaj byłem na zdjęciu szwów. Tylko jedna blizna zostanie na zawsze – powiedział.
– Strasznie mi przykro. Nie zwróci ci to za pewne pozbawionej blizn ręki, ale może chciałbyś się ze mną wybrać na kawę do Farny?
– Cóż, właściwie dlaczego nie? – Wyobraziłam sobie, jak się w tym momencie uśmiecha.
– Przyjadę po ciebie o dziewiętnastej, dobrze?
– A może tym razem ja będę kierowcą? Czekaj na mnie o tej samej godzinie – zaproponował i pożegnaliśmy się.
Nie miałam pojęcia co powinnam na siebie włożyć. Pamiętam film „Zakochani”, w którym Zosia przebierała się na różne sposoby i pokazywała swojej popielicy w tych różnych wcieleniach. To samo przedstawienie odegrałam przed Izmaelem, a on przyglądał mi się z niemałym zainteresowaniem. W końcu podniósł łebek i przekrzywił go w ten sposób, który uznałam za oznajmienie „Tak, idź właśnie w tym”.
Byłam więc wystrojona w zieloną spódnicę za kolano i czarny sweter z wielkim kołnierzem. Na szczęście nie padał deszcz, więc mogłam włożyć czarne szpilki. Nie bałam się, że będę patrzeć na Piotra z góry, bo był sporo wyższy ode mnie, mimo że mierzę 170 centymetrów. Jak zwykle nie wiedziałam co zrobić z włosami, ale okazało się, że nie zdążę zrobić z nimi nic poza gładkim ich zaczesaniem, bo w tym momencie zadzwonił domofon. Wybiegłam w jednym bucie, otworzyć drzwi. Kiedy ukazała mi się jego twarz śmiejąca się znad wielkiego szalika w szkocką kratę, powiedziałam:
– Myślę, że powinieneś wejść do środka, bo jestem niegotowa do wyjścia w takim samym stopniu jak głodny jest mój pies. Roześmiał się i zastosował się do mojej propozycji. Zaprowadziłam go do salonu i poprosiłam, żeby chwilę poczekał i nie dał sobie znowu odgryźć ręki.
Tymczasem sama pobiegłam usypać spory kopiec z jedzenia dla Izmaela, którego apetyt nigdy się nie wyczerpuje. Kiedy wróciłam do pokoju, Piotr siedział na kanapie w szarej tweedowej marynarce i z ogromnie kuszącym uśmiechem.
– Myślę, że możemy już iść – powiedziałam, a kiedy tylko wyszliśmy z pokoju dało się słyszeć uderzenie pioruna. Już po chwili lunął deszcz.
– O nie…– jęknął. – Będziemy kompletnie przemoczeni.
– Zawsze jest opcja numer dwa, co prawda mniej interesująca. Zrobię kawę, wyjmę coś słodkiego i nigdzie nie pójdziemy – zaproponowałam.
– To wcale nie musi być mniej interesujące – odrzekł z błyskiem w oku, który mógł znaczyć wiele.
– W takim razie proszę cię byś pomógł mi z kawą – uśmiechnęłam się. Poszliśmy do kuchni.
Kiedy zdejmowałam z najwyższej półki puszkę z kawą, mój sweter oczywiście odsłonił kawałek pleców i brzucha. Trwało to tylko moment, ale Piotr zdążył to wykorzystać. Podszedł do mnie, pochylił się i pocałował mój kręgosłup. Zadrżałam i postanowiłam, że nie będę mu przerywać. Czułam jego ciepły oddech na skórze, kiedy wargi sunęły od jednej strony talii, do drugiej. W jedną rękę ujął brzeg swetra i podwinął go jeszcze bardziej, a drugą położył na moich żebrach i przycisnął mnie do siebie.
Kiedy wolną ręką już nie tylko podciągnął, ale całkiem ściągnął ze mnie sweter, jego oczom ukazały się moja szyja, kark i łopatki, które zaczął całować i delikatnie masować. Cały czas drżałam i oddychałam szybko i głośno. Poczułam jego usta za uchem i nasze włosy, jego raczej jasne i moje ciemne – prawie czarne, zmieszały się tworząc splątany balejaż. Odwróciłam się do niego twarzą i spojrzałam mu głęboko w oczy. Uśmiechał się i chyba właśnie to sprawiło, że przekonał mnie, iż wszystko, co się stanie będzie wspaniałe i na pewno nie będę żałować.
Wzięłam go za rękę i zaprowadziłam do sypialni. Kiedy przechodziliśmy przez przedpokój, zobaczyłam spokojnie śpiącego pod drzwiami Izmaela, który słysząc nas, otworzył tylko jedno oko i zapadł w dalszą drzemkę. Piotr położył mnie na łóżku. Nawet nie wiem kiedy pozbył się marynarki i stał teraz nade mną w białej koszuli niewsuniętej w spodnie z kilkoma rozpiętymi guzikami pod szyją. Usiadł koło mnie i zaczął całować mój brzuch, dekolt, ramiona, zgięcia łokci, nadgarstki, wnętrza dłoni… Nikt nie traktował mnie jeszcze z tak cudowną czułością. Wcale się nie spieszył.
Znajome zawsze opowiadały, że faceci są tacy szybcy, chcą kończyć w pięć minut. Piotr samą moją szyję „celebrował” przez co najmniej dziesięć, nie opuszczając ani jednego fragmentu. Byłam naprawdę ogromnie podniecona, kiedy zjechał dłońmi po moich plecach, ku guzikowi od spódnicy. Rozpiął ją i ściągnął razem z rajstopami. Mimo że w życiu bym nie pomyślała, do czego może dojść tego wieczoru, włożyłam biały wykończony koronką komplet bielizny. Stringów nienawidzę, więc jego oczom ukazały się być może mniej apetyczne figi.
Chciałam chociaż na chwilę przejąć inicjatywę, więc usiadłam i zaczęłam rozpinać guziki jego koszuli. Nie mogłam się doczekać by zobaczyć znowu ten pasek włosów opadający od pępka w kierunku jego wciąż ukrytego penisa. Jego koszula wylądowała gdzieś na ziemi. Popchnęłam go na łóżko i zaczęłam dotykać torsu. Sunęłam palcami od zgrubienia na gardle, przez klatkę piersiową, pępek aż do tego paska, o którym cały czas tak marzyłam. W ślad za dłonią podążały usta. Nie mogłam, a może nie chciałam się powstrzymać przed odpięciem trzech guzików jego spodni. Pozbawiłam go przedostatniej bariery.
Miał na sobie czarne majtki, z których coś bardzo chciało się wydostać. Postanowiłam go jeszcze trochę pomęczyć, więc musnęłam penisa ustami przez cienki materiał, jaki go ode mnie oddzielał. Poczułam, jak cały spina mięśnie, kiedy kontynuowałam dotykanie, teraz już używając nie tylko ust, ale również rąk. Dotknął moich włosów i szepnął:
– Znęcasz się nade mną…
– Wiem, że odpłacisz mi pięknym za nadobne – odpowiedziałam, patrząc mu w twarz z dołu. Stwierdziłam, że jednak nie będę aż takim potworem i skrócę to oczekiwanie na dalszy ciąg. Ściągnęłam majtki. Na wolność wyskoczył penis, który może swoją wielkością nie przerażał mnie aż tak, jak te niektóre olbrzymy w filmach porno, ale musiałam przyznać, że był naprawdę duży. Przejechałam językiem po skórce na czubku, która od razu się rozchyliła i wyłoniła się z niej różowa główka. Wzięłam go do ręki i zaczęłam się nim bawić, jednocześnie uderzając delikatnie językiem o sam jego czubek.
Po niedługiej chwili całkiem stwardniał, a Piotr podciągnął mnie do góry i obrócił na łóżku tak, że teraz on był na mnie i czułam członka przyciśniętego do moich ud.
– Pozwól, że to zdejmę – rzekł i włożył rękę pod moje plecy. Odpiął nieskomplikowany mechanizm stanika i po chwili wyskoczyły z niego moje niewielkie piersi ze sterczącymi z podniecenia, jasnobrązowymi sutkami. Sprawca tegoż zjawiska westchnął cicho (do dziś twierdzi, że było to westchnienie pełne uznania) i zaczął całować po kolei wgłębienie między nimi, otoczki wkoło sutków i eksplorować lekko szorstkim językiem całe piersi.
Jedna jego ręka nawijała sobie moje włosy na palce, a druga popłynęła w kierunku wilgotnego łona. Poczuł tą wilgoć przez majtki. Przerwał na chwilę pieszczoty piersi, podsunął sobie palce pod nos i zamruczał:
– Mmm… Nie mogę się doczekać twojego smaku…
Ach, jaka byłam niesamowicie podniecona. Wciąż przez majtki zaczął przejeżdżać palcami po płatkach mojej róży. Zanurzył je wewnątrz na ile pozwalał mu materiał i zaczął zataczać kółeczka na samym wejściu do szparki. Widziałam, że zaraz nie oboje nie wytrzymamy, więc spodziewałam się, że ściągnie mi majtki i tak też wkrótce uczynił.
Zjechał ustami po brzuchu w kierunku równo przyciętego niewielkiego trójkąta włosów łonowych. Widziałam, jak rozchyla mi wargi i z czułością zagląda między nie.
– Jeszcze tego nie robiłaś, prawda? – Zapytał.
– Mhm. Ale mam nadzieję, że to ci nie przeszkadza – odpowiedziałam lekko speszona.
– Naturalnie, że nie. To cudowne – wyszeptał, zbliżając usta do mojego łona.
Przejeżdżał na początku językiem wzdłuż mięśni na moich pachwinach, po chwili poczułam delikatne muśnięcie palców na brzuchu. To było naprawdę niesamowite! Czułam to tak, jakby ktoś mnie łaskotał, ale od środka, od drugiej strony skóry. Brzuch zapadał się pod każdym takim jego muśnięciem. Jednocześnie unosiłam lekko biodra, jakby dociskając je do jego ust, które teraz pieściły przestrzeń między łechtaczką a wejściem do pochwy.
W którymś momencie z całej siły wwiercił się w moją szparkę i czułam jak wypływa ze mnie jeszcze więcej soków niż dotychczas. On spijał cały płyn z tak wielkim zachwytem na twarzy, jaki maluje się w oczach małego chłopca, obdarzonego upragnioną od dawna zabawką. Balansowałam na granicy orgazmu, a on, kiedy wyczuwał, że jestem już tylko o krok od szczytu, zwalniał, przestawał i czekał. To była tortura.
W pewnej chwili przestałam czuć na sobie jego usta. Poczułam, za to, że przesuwa się, kładzie na mnie. Uniósł się na wyprostowanych rękach i patrzył mi w oczy.
– Chcesz mnie poczuć w sobie? Myślę, że nie będzie bolało… Jesteś rozluźniona i rozciągnięta.
– Tak… Tylko spoglądaj mi w oczy, kiedy będziesz wchodził – poprosiłam. Posłuchał mnie i jedną ręką nakierował penisa na mój srom, a drugą gładził po włosach i karku. Patrzył mi w oczy. Poczułam, że powoli wnika we mnie. Zatrzymał się bardzo płytko.
– Nie bój się…– szepnął i naparł mocniej. Krzyknęłam i wbiłam paznokcie w jego plecy. W moich oczach zaszkliły się łzy.
– Ćśśśś… Kochanie, już nie będzie bolało. Najgorsze za nami – uspokoił mnie uśmiechając się i delikatnie całując moje oczy i usta.
Poczułam, że faktycznie już tak nie boli. Cofnął się ze mnie, po czym wszedł z powrotem. Cierpienie ustało. Co więcej, czułam się cudownie, kiedy główką penisa, jak kret drążący tunel, ocierał się o moje ścianki. Robił to znowu i znowu. Wchodził coraz głębiej, aż nie mógł już głębiej. Przyspieszył i wnikał we mnie coraz szybciej, jednocześnie kciukiem jednej ręki naciskał napęczniałą jak ziarenko łechtaczkę. Poczułam, że za chwilę spadnę w przepaść rozkoszy i tak też się stało. Krzyknęłam przeciągle i bez żadnej kontroli zaciskałam mięśnie wokół penisa, który właśnie po raz ostatni wszedł do środka. Z jego końcówki wystrzelił we mnie ciepły płyn, który wraz z moimi sokami i resztkami krwi po przebitej błonie, niebawem zaczął sączyć się spomiędzy rozwartych warg.
Piotr zmęczony zwlekł się ze mnie i upadł na łóżko obok. Znowu to, co mówiły zawsze znajome, nie sprawdziło się. Ponoć faceci po seksie wychodzą zapalić, idą od razu pod prysznic, albo po prostu przekręcają się na drugi bok i zasypiają, ale on tak nie zrobił. Zaczął całować moją szyję, dotykał piersi, wciąż nabrzmiałych po orgazmie, nawijał sobie moje włosy na palce i szeptał mi do ucha, że jestem cudowna.
Po kilku minutach takiego leżenia pomógł mi wstać i zaprowadził mnie do łazienki. Po drodze minęliśmy wyjątkowo zdezorientowanego Izmaela, który zawył krótko widząc nasze nagie ciała, po czym odwrócił się i pomaszerował do kuchni. Razem z Piotrem weszliśmy pod prysznic. Zmywał ze mnie krew i swoją zaschniętą spermę. Namydlił mnie całą, umył mnie też w środku, przyprawiając rozbrajającymi ruchami palców o niemały zawrót głowy. Staliśmy długo przytuleni, a po naszych ciałach spływały strumienie wody.
Kiedy wyszliśmy spod prysznica i dokładnie wytarliśmy się wielkimi, puchatymi ręcznikami, spojrzałam na zegarek. Nawet nie wiem kiedy minęło pięć godzin. Było dziesięć minut po północy, dlatego zaproponowałam:
– Piotrze, jest niesamowicie późno. Może zostaniesz u mnie do rana? Nie mówię o kolejnych upojnie spędzonych godzinach, ale o najzwyklejszym spaniu.
– Świetny pomysł – ucieszył się i pomaszerowaliśmy razem do łóżka. Wleźliśmy nadzy pod kołdrę. Odwróciłam się do niego tyłem i wkomponowałam w jego ciało, tak że zasnęłam z jego penisem przyciśniętym do pośladków i z jego głową wplątaną między moje włosy.
To był mój pierwszy raz. Piotr miał wcześniej dziewczynę, z którą się kochał, ale wciąż powtarza, że to ja jestem tą jedyną. Jesteśmy ze sobą od ponad dwóch lat. On studiuje na ostatnim roku automatykę i robotykę, a ja na czwartym politologię. Zaręczyliśmy się pół roku temu i jesteśmy w trakcie przygotowań do ślubu. Bardzo chciałam opisać swój pierwszy raz, bo było to dla mnie wspaniałe przeżycie i chciałam udowodnić, że utrata dziewictwa nie musi być przykrym lub bolesnym doświadczeniem.
Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.
Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.


Blog Comments
Tomp
2025-08-25 at 20:50
Intryguje mnie ta popielica Zosi z filmu Zakochani. Internet zaprzecza, by Zosia miała w tym filmie jakieś zwierzę. Podpowie ktoś, co autorka miała na myśli?
jammer106
2025-08-26 at 12:46
Przeczytane i jak to ja. Drobne smaczki, które mnie po tej lekturze zaciekawiły.
Pies ugryzł/pokąsał i to sporo (bo szycie) i tak wszystko spoko. Bez pytań o szczepienia, bez problemu ( no ugryzł i tyle) Nie jest zdefiniowana data kiedy to było, ale takie działanie jakby ugryzła osa. Dziwne. Byłem pogryziony przez psa w latach 80-tych ubiegłego wieku, nikt wtedy o jakiejś gratyfikacji finansowej nie marzył ( no chyba że pies rzucił się na twarz i ją zmasakrował), ale działanie służby zdrowia było inne ( cynk do milicji) Coś nam daje książka Grocholi, jakieś bliższe wbicie się w datę czyli 1997 rok. ( wydanie pierwszej książki) – warunek że jest to Katarzyna Grochola.
Jestem psiarczykiem, pewnie dłużej niż Autor/ka która to napisała. Dobrze ułożony pies (jeszcze na smyczy) nie skoczy do faceta stojącego parę metrów dalej, no chyba że ten sam się prosi. Autor/ka nie wspomina wcześniej że pies jest agresywny ( mam teraz cholerę taka małą i kochaną co kota by rozszarpała a do człowieka nie skoczy, rasa myśliwska) ta rasa tez mi nie pasuje do tego aby być taką. ten typ owczarka to pies pasterski bardziej.
Opis aktu smaczny, subtelny i bez trylogii ( anal-oral-klasyk) .
Przeczytane, zaliczone i tyle.
PS Tompie nie pomogę – bardzo rzadko oglądam polskie filmy tej klasy. Dal mnie to „mózgotrzep” niewarty czasu.
Velaya
2025-08-27 at 19:58
Urocza, ujmująca, choć nieco naiwna opowiastka.
Jammer, akcja musi się rozgrywać po 2000 roku, bo wtedy była premiera „Zakochanych”.
Tomp, niestety też nie pamiętam w filmie żadnej popielicy. Jakby co, na youtube jest cały film do obejrzenia (ciekawe jak długo), można go sobie odświeżyć.