
Stefan Grosjean, „Das Herz ist ein dunkler Wald”, CC BY-NC 3.0
Przedpokój
To było szalone. Taki pomysł. Szósty zmysł podpowiadał, że coś pójdzie nie tak, ale pod wpływem podniecenia postanowił zignorować te ostrzeżenia.
Obudził go natrętnie wibrujący telefon. Odebrał, jeszcze nie do końca rozbudzony.
– Słucham?
– Mam straszną ochotę na ciebie. Wpadniesz do mnie na szybki seksik? – spytała zalotnie.
– A twój mąż? – Wiedział, że zwykle weekendy spędzali razem.
– Nie ma go. Mamy co najmniej kilka godzin dla siebie. Nie daj się prosić. Mam błagać? – Nawet przez telefon dało się wyczuć napięcie w głosie, świadczące o tym, jak bardzo jest napalona.
– Okey, już jadę – rozłączył się.
To było czyste szaleństwo. Szybki prysznic. W pośpiechu dopinając na sobie koszulę, wypadł z domu.
Kwadrans później, pokonawszy biegiem kilka pięter wszedł do jej do mieszkania. Przywarła do niego tuż za progiem. Poczuł gorące ciało, wtulające się w jego tors. Pocałunek pachniał miętą pasty do zębów. Wsunął dłonie pod szlafrok kąpielowy. Ciepły, jeszcze wilgotny materiał rozsunął się, odsłaniając piersi zadbanej czterdziestki.
Oczywiście, że z młodymi dziewczynami nie wytrzymywała konkurencji, ale jej dojrzałe ciało było w stanie zrekompensować te niedostatki. Bawiła go skłonność mężczyzn w jego wieku, by uganiać się za dziewczętami o dekadę młodszymi. Doprawdy, to jak jedzenie zielonego jabłka, kiedy wokół czerwieni się sad z obfitością słodkich owoców, które są na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko sięgnąć.
Nie odrywając ust od jej warg, pozwolił się zaprowadzić do sypialni. Pociągnęła go za sobą na wymiętoszoną pościel. Sięgnęła do zapięcia spodni, z niecierpliwością mocując się z zamkiem i paskiem. Uniósł się nad nią. Wystarczyło, by wprawnym ruchem ściągnęła dżinsy wraz z bielizną do połowy ud. Wygięła się biodrami w przód na tyle, żeby wszedł w nią jednym gwałtownym pchnięciem. Zaplotła nogi na jego pośladkach. „Tak właśnie powinien rozpoczynać się dobry dzień” – przemknęło mu przez głowę. „Dobra kawa i dojrzała mężatka. Zero zobowiązań.”
Kochanka nie panowała nad biodrami, poruszając nimi w górę i w dół. Sterczące sutki same prosiły się o dotyk. Zaczęła jedną dłonią masować swoje piersi, podczas gdy drugą przyciągała za pośladek, prowokując do gwałtowniejszych ruchów.
Żadna z młodocianych kochanek nie była w stanie tego zaoferować– znajomość własnego ciała i umiejętność sprawienia przyjemności partnerowi. A przy tym łatwość z jaką można było brać i narzucać swoje warunki. Świadomość tykającego zegara biologicznego sprawiała, że kobiety pod czterdziestkę były gotowe przyjąć każdy układ, byleby tylko poczuć się wyjątkowo i pięknie.
Zmienili pozycję. Jego biodra uderzały w pełne kule pośladków. W gruncie rzeczy nie musiał nic robić. Nabijała się na niego, kołysząc całym ciałem. Powoli zaczynała dochodzić. Wyczuwał to w coraz mocnej zaciśniętej pochwie i coraz głośniejszych jękach. Posuwał drobne ciało brunetki, nie przerywając na moment analizy swoich partnerek.
Upływ czasu dawał się ze znaki nawet tym, które było stać na kilogramy silikonu i litry wstrzykiwanego botoksu. Poza tym, kiedy już mijały niewidoczną granicę dojrzałości było je w końcu stać na markową bieliznę, porządne ubranie i kosmetyki. No i „po” nie trzeba było wysłuchiwać paplającej o nowo kupionym fatałaszku, czy o gwiazdkach celebrytkach dziewczynki. Siksy głodnej podwyższonego statusu, ponieważ to wszystko dojrzała kobieta już osiągnęła. Nie bez przyczyny największą uwagę marketingowcy skupiają na kobietach trzydzieści pięć plus. One w końcu mają co wydawać.
Nagle zdzwonił dzwonek do drzwi. Kolejny raz. I kolejny.
Zastygli nieruchomo. Nie podnosili się z łóżka.
Wtem zza drzwi rozległ się dźwięk wyjmowanych kluczy. Zerwała się i podbiegła do drzwi. Wyjrzała przez wizjer. Odwróciła przestraszoną twarz.
– To on, mój mąż. – Mało brakowało do paniki.
– Szybko schowaj się do kuchni… Jakoś go odciągnę. – Drzwi już zaczęły się uchylać. Wyszedł pospiesznie do kuchni, podciągając spodnie. Usłyszał trzaśnięcie zamykanych drzwi wejściowych.
– Co się stało? Czemu tak krótko? – kobiecy głos ociekał słodyczą.
– Aaaa…z nimi się umawiać. Nie chce mi się o tym mówić – odpowiedział niski baryton.
W lustrze w przedpokoju widać było, jak mężczyzna zbliża się do nagiej kobiety, obejmuje wpół i przytula. Całował ją po szyi. Trzymała jego głowę tak, żeby przypadkiem nie spojrzał w stronę kryjówki kochanka.
– Jaka jesteś ciepła i wilgotna… – wymruczał.
W dużym zwierciadle wyraźnie można było dostrzec, jak męskie dłonie zaciskają się na pośladkach, jak końcami palców sięga do kobiecości, którą jeszcze chwilkę temu wypełniał inny penis.
„Ależ jesteś żałosny” – pomyślał.
„Tak, ale ja wcale nie jestem lepszy… Kurwa, jak się stąd wydostać?” Serce waliło jak oszalałe. „Myśl, myśl, bo w takim gównie jeszcze nie byłeś.”
Cofnął się do kuchni uważając, żeby nie potrącić żadnego ze sprzętów. Wyjrzał przez okno, rozchylając jasnobeżowe żaluzje. Trzecie piętro nie dawało szans na wydostanie się tą drogą. Gzyms! Zezując pomiędzy skrzydełkami zasłonek stwierdził, że to też nie jest dobry pomysł. Nowoczesne budownictwo nie dbało zupełnie o detale fasady. Z przedpokoju dobiegały głosy coraz bardziej rozochoconego pana domu.
– Mój mały kotek tęsknił za mną? Mamy ochotę na pieszczoty?
„Ciekawe jak długo wytrzymam, słuchając, jak on się do niej dobiera?” pomyślał mężczyzna ukryty w kuchni. Zrezygnowany osunął się na podłogę. Znów spojrzał na to, co pokazywało lustro. Małżonkowie byli doskonale widoczni od pasa w górę. Męskie dłonie przesuwały się po ciele kochanki. Widział jak, palce dotarły pomiędzy uda. Kobieta zadrżała z podniecenia. Ręka przesunęła się po jej ciele przez brzuch na plecy.
„Chcę się stąd wydostać! Mam w dupie, czy będzie ją pierdolił, czy nie, ale ja już chcę stąd wyjść!”
– Weź go do ust – poprosił mężczyzna w przedpokoju.
„Nie, no tego to już nie wytrzymam!” – Z ledwie powstrzymaną wściekłością oczekiwał na rozwój wypadków –„Nie będę patrzył jak robi mu laskę!”
Powoli przesunęła się w dół. Zanim znalazła się na wysokości sterczącego kutasa, rzuciła spojrzenie w stronę kochanka. „Uśmiechała się! Tej dziwce się to podoba… Co za idiotka?!”
Nie podejrzewał jej o takie wyrachowanie. Nigdy z własnej woli nie wpakowałby się w taką sytuację. Taki poziom ryzyka był nie do zaakceptowania. Zwłaszcza, że całe niebezpieczeństwo dotyczyło tylko jego osoby – kochanka nie dostanie przecież w mordę od własnego męża.
„Nie mogę. Nie wytrzymam… Czemu akurat mi się to przytrafiło?” – pomyślał ze złością.
W tym czasie kochanka ujęła w dłoń penisa swojego męża, delikatnie odciągnęła napletek i pocałowałaś żołądź. Lekko zakrzywiony członek z grubymi węzłami nabrzmiałych żył sprawiał imponujące wrażenie.
Objęła kutasa wargami i wsunęła głęboko do gardła. Ssała go i jednocześnie drażniła ręką. Z wprawą starała się doprowadzić pana domu do szczytowania. Zakrztusiła się zadławiona fallusem. Przytrzymała go ręką. Wyjęła sztywną męskość z ust. Wypluła nadmiar śliny na sterczącego fallusa.
Rzuciła spojrzenie w stronę kuchni – jakby sprawdzając, czy kochanek jeszcze patrzy. Dostrzegła jego zaciętą minę. Uniosła brwi w zdziwieniu jakby pytała „no, co?”
„Co za dziwka! Brakuje tylko tego, żeby zaprosiła mnie do trójkąta…”
Podnieśli się. Znów utonęła w jego ramionach.
Widział jak dłonią rozsuwa jej nogi. Chwycił penisa i wyuczonym przez lata małżeńskich stosunków gestem poprowadził wprost pomiędzy jej uda. W lustrze wyraźnie było widać jak rozsuwa wargi sromowe, jak przesuwa wzdłuż, nawilżając penisa podnieceniem i śliną. Przyłożył czubek kutasa do nabrzmiałego sromu. Drgnęła pod dotykiem. Poruszył biodrami do przodu i tyłu. Wsunął się cały.
Kochanka stała na palcach. Cała drżąca. Zaczęła powoli unosić się i opadać na kutasie swojego męża. Zamykała i otwierała przy tym oczy, jadąc to w górę, to w dół.
Chwytając mocno za tyłek, mężczyzna podniósł ją i posadził na swoich biodrach. Nabiła się na niego jeszcze głębiej, objęła go nogami.
– Chodźmy do sypialni – wyjęczała do ucha swojego męża. Nie zdejmując jej z siebie, ruszył na szeroko rozstawionych nogach do pomieszczenia, gdzie zaczął się ten poranek.
Zobaczył, jak kochanka bezgłośnie mówi do niego:
– Zadzwoń do mnie… – Podniosła w charakterystycznym geście dłoń do ucha.
Zniknęli w sypialni.
Mężczyzna schowany dotychczas w kuchni, wyszedł do przedpokoju.
Łóżko w sypialni i ciała małżonków były widoczne jak na dłoni. Pan domu leżał miedzy szeroko rozłożonymi nogami kobiety.
Przypatrujący się kopulującej parze mężczyzna zamiast wyjść – w końcu nie opierali się o drzwi – przesunął się bliżej.
Zobaczył jej twarz; otwarte szeroko usta, zaciśnięte powieki i grymas nadchodzącego orgazmu. Dyszała ciężko i głośno. Otworzyła oczy. Przez ciało jej męża, który nieświadom niczego kontynuował ruchy frykcyjne, przebiegł dreszcz. Przesunęła rękę na jego głowę i chwyciła za włosy, przyciągając do siebie, by nie mógł się obejrzeć. Drugą dłoń przesunęła na plecy małżonka.
Popatrzyła wprost na niego nieprzytomnym wzrokiem.
„Nakręca ją to, że patrzę. Ta zepsuta suka naprawdę była tym podniecona.”
Widział nadchodzące fale podniecenia. Przygnieciona dużym, męskim ciałem mogła tylko jęczeć.W końcu nadszedł orgazm. Krzyknęła głośno. Naprężyła wszystkie mięśnie. Objęła mężczyznę ściśle nogami, przywierając do jego torsu i klatki piersiowej. Widział, jak jej paznokcie zagłębiają się w jego skórze. Opadła zmęczona orgazmem, rozkładając szeroko nogi.
Nie czekał aż on skończy. Cicho wymknął się z ich mieszkania.
Kroki dudniły echem, kiedy zbiegał po schodach w dół. Wciąż nie wierzył, że udało się wyjść z tej sytuacji obronną ręką.
Czuł się jak tchórz, ale jednocześnie… Przecież nie mógł nic zrobić. Nie u niej w mieszkaniu.
„A niech to szlag! Przynajmniej za każdym razem pieprząc się z nim, będzie szukać mnie wzrokiem w przedpokoju.”
.

pittigliani2005, „Werbung/advertising”, CC BY–NC–ND 2.0
One Caress
One Caress – rekomendowane jako tło muzyczne.
Uśmiech. Zniewalający. Niedowierzanie w oczach. Iskierki rozbawienia. Zaciekawione spojrzenie.
Warunkowanie – ciało reagujące na bodźce poza kontrolą umysłu. Świadomość.
Tak miało być. Taką miałem ochotę, taką zachciankę. Z kim innym, jeśli nie z obiektem obsesyjnych myśli, nienasyconego pożądania, najbardziej rozpustną kochanką.
Trzaśnięcie drzwi samochodu niosło się echem po pustym parkingu. Opuszczone do połowy szyby. Ciepło, ale nie gorąco. Jej spięte włosy. Ciemne loki i fale. Chciałem poczuć ich miękkość pod palcami. Jeszcze nie teraz. Jeszcze moment.
Ciche słowa potwierdzające zamiar. Pożądliwość w oczach i każdym ruchu. Świadome sycenie zmysłów tym, co miało nastąpić.
Warunkowanie – rosnąca fala podniecenia bez kontroli umysłu. Świadomość.
Ta muzyka towarzyszyła mi od inicjacji. Pierwsze miłostki. Zauroczenia. Przeraźliwa tęsknota i manipulacje. Zadurzenia i utraty zmysłów. Smutki i radości. Kobiety, które przychodziły i odchodziły. Ta muzyka zawsze była.
Świadome warunkowanie. Fetysz. Zaznaczenie i stygmat. Ona i moja muzyka.
Rozpiąłem zamek błyskawiczny. Wyjąłem penisa na wierz. Dotyk chłodniejszego powietrza na delikatnej skórze. Za moment. Zsunąłem niżej spodnie – chcę brać, chcę dawać siebie całego. Uśmiech. Rozpustne zadowolenie. Współgra na jednej fali.
Słuchawki w uszach rozbrzmiały pierwszymi taktami. Delikatny smyczek i pobrzmiewająca niska nuta basów. Spokojnie narastająca melodia, kołysząca gładkością kolejnych taktów.
„Well Im down on my knees again..” Słodki, delikatny prawie kobiecy głos.
Przez całe ciało przebiegł dreszcz podniecenia kiedy ujęła dłonią nasadę penisa. Mocny uścisk obudził energię promieniującą z daleka, z lędźwi.
Widziałem jak uśmiecha się lubieżnie, już nie zwracając uwagi na moje reakcje. Skupiała się na czerpaniu emocjonalnej podniety, zatopiona w swojej fascynacji sprawianiem przyjemności. Uścisk na penisie zmieniał natężenie kiedy układała się na samochodowym siedzeniu. Zanim łapczywie zanurzyła sterczącą męskość w ustach spojrzała jeszcze na mnie. Pełne podniecenia, zachłanne i wyzywające spojrzenie. Ułamki sekund kontaktu wzrokowego. Świadomość jej wyuzdania współgrającego z moją rozpustą dawała przyjemność niewspółmierną do oczekiwanego dotyku.
Miałem wrażenie, że za moment wyprężony fallus eksploduje z napięcia. Czułem narastające pulsowanie pompowanej adrenaliną krwi. Przestrzeń wokół męskości wypełniła się chłodnym i wilgotnym dotykiem. Bezwiednie zamknąłem oczy i poddałem się wszechogarniającej muzyce.
Smyczki prowadzone w rytm dźwięcznych niskich tonów wiolonczeli. Muzyka kołysała moje zmysły, upajała.
„And I pray to the only one
Who has the strength
To bear the pain
To forgive all the things that I’ve done”
Rytm i melodia nabierała natężenia współgrając z bodźcami przekazywanymi przez kochankę. Czerń pod powiekami i unosząca muzyka wraz z zaborczą stymulacją męskości powodowały ekstatyczne uniesienie.
Położyłem dłoń na jej karku. Zadrżała i wzmocniła dotyk. Zachłanne usta, obejmujące główkę doprowadzały na skraj rozkoszy. Język kręcił młynki wokół wędzidełka. Czułem całym sobą jak jestem zasysany i oblizywany.
Pod moimi dłońmi jej włosy. Dotyk, o którym marzyłem jeszcze chwilę temu, wydał się odległy i mało intensywny. Kochanka z zapamiętaniem ssała i drażniła językiem najczulsze miejsca. Wszystkie bodźce zostały zdominowane wrażeniami płynącymi z podbrzusza. Wdzierałem się głęboko w gardło. Wgniatany język stanowił wilgotną, delikatnie chropowatą powierzchnię, o którą pocieranie drażniło moją nawilżoną delikatność.
„Lead me into your darkness
When this world is trying its hardest
To leave me unimpressed”
Kolejne wersy piosenki rozmywały się i zmieniały we wszechogarniające kołysanie.
Prowadziła mnie z charakterystyczną dla siebie zachłannością w pełną ciemność, w mrok moich żądz. Wypełniała mój umysł morzem ekscytacji, uniesienia wynikającego z naszej przemieszanej próżności i podniecenia. Świadomie oddawała całe swoje gardło, usta, język.. Świadomie prowokowała moją wewnętrzną Bestię. Prowadziła mnie za rękę w opętanie uwolnioną seksualnością – wprost w objęcia obsesyjnego podniecenia.
Kolejne pociągnięcia smyczka w słuchawkach idealnie synchronizowały się z rytmem opadania jej głowy na moim łonie.
„Just one caress
From you and Im bleeeeessed”
Muzyka po chwilowym natężeniu ustąpiła delikatności prawie ciszy.
Kochanka podtrzymywała moje wyprężenie u samej nasady, liżąc pełną powierzchnią języka po sam czubek. Krążyła koniuszkiem języka po malutkim rozwarciu pomiędzy dwiema półkulami. Lśniąca od śliny i słonego podniecenia, sztywna nabrzmiała męskość kontrastowała z bladością jej policzka. Znów poczułem place zaciskające się na członku. Uwolniła penisa z uścisku ust i języka. Powoli przesuwała dłonią wzdłuż, korzystając z poślizgu jej własnej śliny. Nasz wzrok spotkał się na chwilę. Milczące porozumienie. Poczułem chłód rozlewający się na kręgosłupie.
Przymknąłem znów oczy zanurzając się w ocean doznań. Poddałem się całkowicie dotykowi. Każdy ruch jej dłoni wprawiał mnie w drżenie. Napięcie wszystkich mięsni niemożliwe do opanowania. Wibrująca niecierpliwość. Każdy dotyk, każde muśnięcie śliskich od moich wydzielin i jej śliny warg odczuwałem podwójnie.
Wyłączenie wzroku i odcięcie od świata zewnętrznego barierą muzyki potęgowało odczuwanie.
„When you think youve tried every road
Every avenue
Take one more look
At what you found old
And in it youll find something new”
Po raz kolejny wiedziony jej dłonią trafiłem do ust. Pierwszy głód fizyczności został zaspokojony. Bardziej wyczuwałem niż mogłem zobaczyć, że lubieżny uśmiech zagościł na jej twarzy. Znałem tę minę kochanki.. Lekko uniesione kąciki warg, uśmiechnięte kocie oczy z iskierkami perwersji. Zanurzała mnie głęboko. Powoli, z rozmysłem pozwalała mi cieszyć się otaczającym mnie ze wszystkich stron dotykiem. Raz po raz otrzymywałem kolejną dawkę liźnięć, delikatnych ugryzień, ocierania i drażnienia.
Nie mogłem wymarzyć sobie bardziej pasującej do mojej rozpusty partnerki. Taką ją wymyśliłem, takiej chciałem. Pojawiła się w moim życiu jak powiew świeżości. Pełnia kobiecości – zepsuta, rozkapryszona i świadoma samej siebie. Pojawiła się znikąd i wzięła mnie we władanie. Opanowała wszystkie myśli, wszystkie emocje, każdą chwilę. Na nowo rozpaliła ciekawość. Obudziła dawno uśpione demony, karmiła z radością moje perwersje swoim ciałem i umysłem. A teraz jej gardło wypełniał mój napęczniały penis. Nadziewała się głęboko, przyjmując go najgłębiej jak to możliwe. Krztusiła się, ale nie wypuszczała mnie z głębi ust. Czułem na żołędzi jak bulgocze i zasysa ślinę. Kilka pchnięć, jeszcze moment… Płynny ołów już zbierał się w podbrzuszu, by wystrzelić mocną strugą.
„Im shying from the light
I always loved the night
And now you offer me eternal darkness”
Narastające podniecenie znajdowało odzwierciedlenie w sferze muzyki. Coraz głośniej, coraz potężniej dźwięki wypełniały całą głowę. Rozkosz rozlewała się po całym ciele. Sekunda po sekundzie zalewały mnie fale gorąca – w rytm jej ruchów i w rytm muzyki. Przecież nie mogła jej słyszeć. Może moje ciało podświadomie podpowiedziało rytm, może znów zadziałała jej intuicja i umiejętność odczytywania moich pragnień i myśli… czułem zjednoczenie. Zgraliśmy się w jednostajnym, powtarzalnym splocie: moja kochanka, moja muzyka i podniecenie.
Akompaniament orkiestry smyczkowej potęgował natężenie emocji.
Rozciągnięte samogłoski moje i wokalisty. Mocna stymulacja zarówno językiem, wnętrzem policzków i dłonią.
„Just one caress
From you and Im bleeeeeeeessed”
Ulga i rozluźnienie. Powoli opadające napięcie. Drżenie ud. Gorący oddech kochanki na policzku. Wszechobecny zapach mojego nasienia. Tak miało być. Taką miałem ochotę, taką zachciankę. Właśnie z nią. Obiektem obsesyjnych myśli, najbardziej rozpustną kochanką. Jej spocone czoło i opadająca na oczy grzywka. Mój zachwyt. Jej rozpalenie. Obsesyjna żądza, która nie znajduje nigdy pełnego zaspokojenia. Milczenie pełne zrozumienia. Część mnie, mały kawałek mojego świata oddałem właśnie kochance.
Chcę. Obawiam się. Mam nadzieję. Świadome warunkowanie. Fetysz i zaznaczenie.
.

Zanstar, White Wing, „Yin Yang Paradox”, CC BY-NC-ND 3.0
Pocałunek w górach
„O tutaj, za tymi drzewami było takie cudowne miejsce, ale akurat tu go nie widać. No i w tym miejscu…”
Nie lubię oglądania fotografii. Nie moje wspomnienia, nie mój klimat, nie moje emocje. Nienawidzę, jeśli ktoś zmusza mnie do oglądania swoich starych zdjęć. Nigdy też nie zaserwowałbym komuś tak wątpliwej przyjemności. Ale…
Obydwoje z Królewną siedzieliśmy w kuchni. Mała odrabiała lekcje, ja zmywałem naczynia przed obiadem. W tle szumiał laptop z przypadkowo dobraną listą utworów.
W pewnym momencie moje dziecko zaczęło nucić pod nosem.
„Anioły są całe zielone, zwłaszcza te w Bieszczadach / Łatwo w trawie się kryją i w opuszczonych sadach…”
– Podoba ci się to? – Spytałem, nie kryjąc zdziwienia.
– Tak, u nas dziewczyny na harcerstwie to śpiewają. – Odpowiedziała Królewna, nie podnosząc głowy znad książki.
– Ciekawe czy znasz to…
Wybrałem wszystkie utwory SDM do playlisty.
– Tato, a co to są te Wieszczady?
– Kochanie tam jest B jak Basia. To są Bieszczady. Takie góry w Polsce.
Moment ciszy.
– Tato, a ty byłeś w Bieszczadach?
– Tak, byłem. Hmm… nawet chyba mam jeszcze jakieś zdjęcia. Chcesz to wieczorem je obejrzymy. – Mała pokiwała głową aprobując plan.
Stąd to oglądanie zdjęć? Nie wiem czemu wyrwała mi się taka propozycja.
W każdym razie, przed kolacją zasiedliśmy do pudełka ze zdjęciami. I dopiero w trakcie ich przeglądania zrozumiałem, jak bardzo brakuje mi chodzenia po górach. I jak wiele mojego rozwoju mogło się zrealizować dzięki takiej włóczędze.
Moje Szczęście już śpi a ja przeglądam zdjęcia z wypraw i słucham SDM.
Mój Boże…
„Czwarta nad ranem”, „Z nim będziesz szczęśliwsza…” Spoglądam wstecz i jestem ogromnie wdzięczny Magdzie, która zaraziła mnie bakcylem miłości do gór i która pokazała mi Stare Dobre Małżeństwo. Opowiadając o sobie nie mogę pominąć swojej pierwszej miłości.
Tak naprawdę kochałem w życiu trzy kobiety. Pierwszą z nich była właśnie Magda. Pozostałe dwie to Kaśki – pierwsza jest mamą Królewny, druga… drugą wciąż kocham.
Ale gdyby nie Magdali nic w moim życiu nie byłoby takie samo.
To była naiwna, niemal platoniczna młodzieńcza miłość. Napisaliśmy do siebie ponad trzysta listów – mieszkaliśmy w odległości kilkadziesięciu kilometrów. To były czasy kiedy nie było jeszcze e–maili, sms’ów a list pisało się na papierze.
Listy od Magdy. Zanim dostawałem kopertę, już wiedziałem, że list przyszedł, że już jest u mnie w domu. W powietrzu unosił się zapach, którego nie sposób opisać. Nie sposób też zapomnieć.
Pamiętam oczekiwanie i niecierpliwość z jaką otwierałem kopertę. A potem był moment, kiedy czytając pierwsze słowa, wdychałem zapach jaki jej dłonie pozostawiły na papierze. Słowa, emocje, marzenia. Zapisane równym, kobiecym, okrągłym pismem albo załamane litery, kiedy list pisany był w pociągu lub rozchwiane pismo, jeśli pochodził z nierównego stołu schroniska w Karkonoszach.
Nawet teraz opisując, mam przed oczami stronice w kratkę i jakby słodki, lekko pomarańczowy zapach wypełnił mój nos.
Całe godziny poświęcone na słuchaniu tego samego Muzycznego Radia z Jeleniej Góry [wciąż istniejącego i wciąż nadającego te same audycje – nie myślałem że „Dżem, mydło i powidło” jest w stanie mnie rozczulić, ale ostatnio słuchając tej audycji poczułem ucisk w dołku i wrażenie dejavu] i dzieleniu się emocjami.
Ona tam, ja tu, obydwoje z czarną herbatą i pytaniami „czemu cię nie ma na odległość ręki? czemu mówimy do siebie listami?”.
A kiedy była już blisko – włóczyliśmy się po okolicznych pagórkach, odcięci od reszty świata, wyjęci poza rzeczywistość.
Jej pies zaczął w pewnym momencie patrzeć z przestrachem kiedy stawałem w drzwiach, bo rozmawiając albo po prostu będąc blisko siebie byliśmy w stanie spędzić cały dzień na spacerze.
Żałuję, tego jak zachowałem się później – mogliśmy zostać przyjaciółmi a przez moją skłonność traktowania ludzi przedmiotowo i brak szczerości straciłem z nią jakikolwiek kontakt. Oszukałem ją dla swojej wygody. Kiedy jako–tako przejrzałem na oczy, było już za późno.
Niezapisana, czysta kartka w ostatnim liście była jak policzek.
Dziś wszystko wróciło. Dotyk, zapach, smak i deszcz za oknem.
Magda nauczyła mnie chodzić po górach. Znała je jak własną kieszeń, nie potrzebowała mapy, znała przejścia graniczne, szlaki i skróty.
Magda – wysoka brunetka z wysportowaną sylwetką wyraźnie zarysowana talią, ładnymi kształtnymi piersiami i łydkami, których widoku nie zapomnę do końca życia. Przedzierając się przez górskie szlaki moja dziewczyna wytyczała trasę, tak więc dla mnie pozostawało miejsce z tyłu. Im bardziej ciążył plecak, tym niżej pochylałem się pod jego ciężarem, przed oczami mając ni mniej ni więcej tylko łydki swojej partnerki. Nie zliczę ile godzin, ile kilometrów pokonałem wpatrując się w jej nogi. Nawet teraz, gdy zamknę oczy jestem w stanie odtworzyć obraz smukłych łydek Magdy.
Wybraliśmy się kiedyś w górki z grupką przyjaciół. Gorące i parne lato w Rudawach Janowickich. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o ruiny średniowiecznego zamku Bolczów. To był ostatni postój w drodze do stacji kolejowej. Od warowni szeroką rozpadliną schodziło się coraz bardziej stromo w dół do Janowic.
Widok był niesamowity. Obronny zamek zbudowano na szczycie góry tak, że ponad gęstwiną lasu sięgającą do szczytów murów widać było całą okolicę. Ciemnozielone morze sięgające aż po widnokrąg z jednej strony, z drugiej widok ograniczał masyw Śnieżnych Kotłów.
Nie trudno było dostrzec, że znad Karkonoszy nadciąga burza. Granatowo–sine chmury kłębiły się na niebie rozbłyskując od czasu do czasu błyskawicami. Po całym dniu nieznośnego upału zaczął wiać ożywczy, chłodniejszy wiatr. Nasza grupa zaczęła się zbierać do zejścia. Dziewczyny chciały zdążyć przed deszczem na stację.
Po chwili zostaliśmy sami. Byliśmy najbardziej doświadczeni w chodzeniu po górach, więc nawet zejście w deszczu nie stanowiło dla nas kłopotu. Zwłaszcza w Rudawach, które nie są – przyznajmy to szczerze – zbyt wymagające.
Trzymając się za ręce, weszliśmy na najwyższy punkt w zrujnowanej wieży a stamtąd na mury. Usiedliśmy na zmurszałych kamieniach i przytuleni ramionami do siebie patrzyliśmy na nadchodzącą burzę.
Podmuchy wiatru przyginały drzewa do ziemi. Korony buków pochylały się pod naporem nieuchronnie nadciągającej nawałnicy. W lesie jeszcze do niedawna sennym i wypełnionym leniwym brzęczeniem owadów zaczął się nagły ruch. Zeszłoroczne liście unosiły się i wirowały, jak pod dotknięciem niewidzialnej miotły. Przez przesiekę przebiegło spłoszone stado saren. Krzaki drżały w nagłych podmuchach zielenią delikatnych liści.
Niebo pociemniało. Kłębiące się obłoki wyglądały, jak gniewna armia szykująca się do ataku. Grzmiało i huczało od piorunów. Nagle wszystko ucichło. W chwili, kiedy schodziliśmy po rozpadających się kamiennych schodkach na dziedziniec, zaczęły padać pierwsze ciężkie krople deszczu.
Nie dotarliśmy nawet do połowy murów, kiedy lunął z nieba rzęsisty deszcz, a potem zaczęły spadać na ziemię duże, białe kulki gradu. Przemoczeni do suchej nitki schroniliśmy się w załomie murów. Po ataku gradem z nieba wylała się nieprzebrana ilość zimnej wody. Było chłodno i mokro, ale przynajmniej nie padało bezpośrednio na nasze głowy. Nasze schronienie nie dawało jednak osłony przed wiatrem, który wdzierał się przez otwory strzelnicze w murach. Podwórze zamku przed nami i ledwo widoczne w oddali góry przesłaniała sina mgła padającego deszczu.
Magda wyglądała cudownie. Brązowe oczy błyszczały z emocji, policzki zaróżowiły się a mokre od deszczu, wydatne wargi lśniły blaskiem. Mokre kosmyki włosów układały się niesfornie na czole. Z czułością odgarnąłem je i dopiero wtedy poczułem, że cała drży z zimna. Objąłem ją i przytuliłem. Oparła głowę na moim torsie, przywarła do mnie mokrymi piersiami wyraźnie widocznymi pod przemoczoną koszulką. To dziwne, ale nie poczułem znajomego ukłucia podniecenia. Otoczyłem ją ramieniem i osłoniłem przed wiatrem. Wtuliła się w moją pierś jak mała dziewczynka.
Chciałem oddać jej całe moje ciepło, cały zapas energii jaką miałem. Poczułem jak bardzo mi na niej zależy, jak bardzo jest mi bliska.
Wiał okropny, przeraźliwy wicher. Zrobiło się ciemno, grzmiało i co jakiś czas, jak światło flesza, błyskawice zalewały okolicę białym światłem. A ona stała przytulona do mnie, ufna i bezpieczna… bo ze mną.
Odchyliła głowę do tyłu i spojrzała mi w oczy. Miałem wrażenie, jakby wszystko, co działo się wokół nas, ucichło, oddaliło się, zeszło na drugi plan. Widziałem tylko ją. Czułem jej delikatnie pomarańczowy zapach, bliskość ciała. Uniosła się lekko na palcach i przymykając powieki pocałowała mnie głęboko. Wilgotne, ciepłe wargi, lekko słony smak kropel wody, ciepły oddech… Nie zważając na strugi ulewnego deszczu, całowaliśmy się, zapominając o otaczającej nas rzeczywistości. Na moment czas stanął w miejscu.
W końcu oderwała się od moich warg. Podniosła rękę i dotknęła opuszkami mojego policzka. Jak w zwolnionym tempie zauważyłem, że o dłoń rozpryskują się krople. Podniosłem wzrok i w nieprzytomnych, brązowych źrenicach zobaczyłem czułość, odbierającą dech w piersiach.
Jedna z najpiękniejszych chwil w moim życiu. Tak silnego uczucia bycia dla kogoś ważnym nie udało mi się doznać nigdy wcześniej.
Znów zerwał się wiatr. Zadrżała pod jego dotykiem. Czar prysł.
Znów słyszałem odgłosy burzy, szum liści pod rzęsistym deszczem, pioruny i wycie wiatru w ruinach.
Roześmiał się w głos, cmoknęła mnie w policzek i pociągnęła za sobą.
Zbiegliśmy, trzymając się za ręce aż do samych Janowic, gdzie czekała na nas reszta grupy.
..
Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.


Blog Comments
Megas Alexandros
2014-01-16 at 23:25
Dobry wieczór!
Tym razem Autor zaserwował nam trzy interesujące nowele, bardzo różne w smaku. Utwierdzają w przekonaniu, że Barman-Raven umie pisać dobrze i ciekawie. A także płynnie zmieniać style, żonglować konwencjami.
"One Caress" to proza ocierająca się o lirykę, ale głównie w sferze stylistycznej. Dzięki rytmicznej narracji czujemy się, jakbyśmy deklamowali wiersz. Piosenka cichnie i powraca, w miarę wypełniania się erotycznego aktu. Banalne fellatio zostaje podniesione do rangi niemalże mistycznej. Bohater to subtelny hedonista, dokładnie kontroluje sytuację, otrzymuje to, na co najbardziej ma ochotę. Interesujące przede wszystkim formalnie.
"Przedpokój" to z kolei króciutka, lecz całkiem udana humoreska. Dowcipne są zarówno przygody bohatera, jak i dywagacje, które snuje na temat kobiet. To również hedonista, lecz pozbawiony subtelności, człowiek wyraźnie młodszy. Brakuje mu wysublimowania, nadrabia tupetem. Ale oczywiście tupet nie wystarczy gdy pięknie zapowiadający się poranek zostanie zrujnowany przez… nie, nie opowiem. To warto przeczytać 🙂
"Pocałunek w górach", najkrótsza miniatura z całej trójki, ma krańcowo inny klimat. To z kolei czysty romantyzm, impresja chyba z czasów jeszcze wcześniejszych, kto wie, czy nie studenckich. Piękna dziewczyna (nie żadna suka, lecz ukochana), cudne okoliczności przyrody (góry, ruiny), imponujące zjawiska pogodowe (burza i ulewny deszcz). Czyż można oprzeć się urokowi chwili? Czyż nie pozostaną w pamięci cudowne wspomnienia? Naturalnie, że tak. Warto oddać im hołd.
Zamiast literackiego obiadu otrzymujemy więc zestaw przekąsek. Ale i nimi można się nasycić! Nie wiem, jak Wy, moi Drodzy, ale ja będę z ciekawością czekał, co jeszcze upichci nam Barman-Raven.
Niestety, muszę dodać łyżkę dziegciu do pokaźnej beczki miodu: miniatury sporo tracą z powodu niezbyt dokładnej, a czasem wręcz niechlujnej korekty. Bohaterowie zmieniają w środku opowiadania płeć, w anglojęzycznym tekście piosenki brakuje apostrofów, natomiast tajemniczy "otworek" męża z miniatury "Przedpokój", który to (otworek, nie mąż) "otwierał się i zamykał przy każdym pchnięciu" będzie mnie prześladował jeszcze przez długie dni. Naprawdę, można było to smakowite danie znacznie lepiej zaprezentować na talerzu. Estetyka potrawy liczy się, może nie tak bardzo, jak smak, ale wciąż.
Mimo to, gorąco polecam.
M.A.
Karel Godla
2014-01-17 at 17:11
A była jakaś korekta?
Megas Alexandros
2014-01-19 at 19:01
Ty mi to powiedz, Karelu, korygowanie tekstów Barmana-Ravena to Twoja sprawka 🙂 No a poza tym, Barman-Raven sam, mam nadzieję czyta teksty, które dodaje. No a potem czytam o męskim "otworku" który otwiera się i zamyka – i chwyta mnie lekkie zwątpienie 😀
Pozdrawiam
M.A.
Sinful Pen
2014-01-19 at 13:05
Ja niezmiennie pozostaje pod wrażeniem pisaniny Barmana, więc jestem ukontentowany tymi przekąskami jak określił je Megas. Zresztą jestem już po obiedzie, po co napychać się na siłę ;-). Zawsze dziwię się jak teksty tego Autora fajnie się czyta nawet, gdy zmienia ich nastrój, dynamikę i emocje. Oczywiście najlepiej porusza się w swojej ulubionej chyba tematyce BDSM, ale inne klimaty też mu służą.
Tutaj mamy do czynienia z krótkim tekstami, które na czele listy utworów Barmana zapewne nie są, ale warto poświęcić na nie chwilę. Mi z tych trzech miniatur najbardziej przypadł do gustu "Przedpokój", ale niech każdy oceni sam, która z nich bardziej mu połechce gust.Cztery gwiazdki.
Karel Godla
2014-01-19 at 20:08
Megasie,
Ostatnich tekstów nie dostałem do korekty. Natomiast jeden z mających się ukazać w lutym, owszem, dostałem i swoje uwagi podzieliłem z autorem.
Może to i lepiej, bo z trudem przebrnąłem przez lekturę pierwszej części Miniatur, zniechęcając się do dalszego czytania. Nawet nie krytykuję, bo to rzecz gustu. O gustach można i należy dyskutować, ale nie zawsze ma się dość energii, aby podejmować rozmowę.
Barman nas jeszcze wiele razy pozytywnie zaskoczy, mam taką nadzieję i pewność.
Z wyrazami szacunku,
Karel
Megas Alexandros
2014-01-20 at 14:54
Łączę się zatem w nadziei 🙂 Choć i te przekąski mi akurat smakowały.
Pozdrawiam
M.A.
Miss.Swiss
2014-01-22 at 19:20
A mnie najbardziej podobał się Pocałunek w górach… każdy chyba ma wspomnienia jakiegoś szczególnego dnia, szczególnej chwili, która z fotograficzną dokładnością pozostaje na zawsze w pamięci.
Usunęłam literówkowe drobiazgi, które zauważyłam podczas lektury
Miss.Swiss
2014-01-22 at 19:58
Aaaa, jeszcze co do Przedpokoju… rozbawiło mnie to, jakże głęboko nieprawdziwe stwierdzenie, iż "kobiety pod czterdziestkę były gotowe przyjąć każdy układ, byleby tylko poczuć się wyjątkowo i pięknie"… Otóż nie wykluczam, że takowe gdzieś istnieją, ale osobiście nie znam… Właśnie te, które coś osiągnęły i nie muszą nic udowadniać, czują się zazwyczaj same z siebie wyjątkowo i nie są skłonne do akceptowania tego, co im samym nie odpowiada.
Anonimowy
2014-01-23 at 09:25
One caress – 3.
Przedpokoj – 4.
Pocalunek – 5.
Podsumowujac: ocena dobra. Sum
Anonimowy
2014-06-29 at 11:42
Smakowite miniatury! I ta fotografia… Nie można oderwać wzroku 🙂
Eileen
Tomp
2025-08-04 at 22:11
O „Przedpokoju”:
Prosiła jednego wielkimi prośbami:
Przyńdź ku mnie w wieczór, a będziemy sami.
A iż piękna z niej była białogłowa
Nie wdawała się z gościem w długie słowa,
Ale mu spodnie opuścić kazała.
Lecz wtem już męża w swe progi wpuszczała.
Kochanek w kuchni, a gospodarz miły
Wchodzi do domu nie zakrywszy żyły.
A słusznie, bo miał bindaż tak dostały,
Że byłby nie wlazł w żadne futerały.
Gość podglądając dobrze żyw, a ono
Barzo nierówno pany podzielono.
Uciekł czem prędzej robiąc za banitę
Cóż mu, że ma flet, gdy tamten trombitę.
Tak mi się skojarzyło ze znaną fraszką… 🙂