Obserwacja (Ania i Foxm)  4.55/5 (17)

14 min. czytania

Simon Lefebvre, „Good Night”, CC BY-NC-ND 2.0

Nie potrafię przestać. Nie wiem, kiedy praca zmieniła się w obsesję, ale od dawna nie chodzi już o ustalenie czegokolwiek. Po prostu nie mogę przestać o niej myśleć. I na nią patrzeć. To silniejsze ode mnie i całkowicie irracjonalne.

Najbardziej lubię chwile, gdy zamiera w bezruchu, zamyślona lub zanurzona w lekturze. Dużo czyta, zapewne zupełnie nie zdając sobie sprawy jak cholernie jest to seksowne. Nie tylko pozycje świadczące o inteligencji, ale sam proces zanurzania się w inny świat, całkowitego odrywania od rzeczywistości.

Najpierw niby od niechcenia sięga po leżącą na stoliku książkę, niezdecydowana czy właśnie na nią ma akurat ochotę. Później mości się wygodnie na kanapie jeszcze całkiem świadoma ciała i otoczenia. Poprawia poduszki i włosy, często upinając je wyżej, żeby spinka nie uwierała, gdy oprze głowę. Czasem sięga po gruby koc, otulając się nim aż po szyję. Wtedy niemal czuję jak gruba wełna drapie, mam ochotę go poprawić, żeby nie dotykał nagiej, delikatnej skóry, bo wiem, że ona tego nie zrobi, choć za godzinę lub dwie, gdy będzie wstawać, zauważę wyraźne zaczerwienienie. Ta świadomość swędzi, uwiera, z trudem powstrzymuję się od działania, bo przez lornetkę wydaje się na wyciągnięcie ręki, bliższa niż ktokolwiek inny kiedykolwiek.

Pierwsze kartki przerzuca powoli, ze skupieniem, niemniej może rozproszyć ją jeszcze ukłucie głodu czy dzwoniący telefon. Dopiero po kilkunastu świat przestaje istnieć, a na policzkach wykwita rumieniec, jakby wstydziła się podglądactwa. Ja podglądam bardziej dosłownie, od lat, zawodowo i nigdy wcześniej nie przeszło mi przez myśl, że twórcy robią dokładnie to samo, na dodatek uchylając rąbka tajemnicy postronnym obserwatorom. Jej.

Wygląda na dosłownie zahipnotyzowaną rozgrywającym się w głowie filmem lub może raczej aktywnym uczestnictwem w opisywanych wydarzeniach. Często przy tym zupełnie bezwiednie robi dziwne miny, gładzi szyję lub inne wrażliwe miejsca. Czasem bardzo wrażliwe…

Choć po domu najczęściej chodzi w długiej, obszernej sukience, zdarzało się, że w upały zakładała tylko top i majtki z cienkiej bawełny, przez które prześwitywała kępka ciemnych, kręconych włosków. Raz dałbym głowę, że dostrzegłem powiększającą się powoli plamę wilgoci. Ależ wtedy się wszystko we mnie gotowało! Też miałem swój film… swoją akcję…

Brałem ją w posiadanie jak swoją, choć z odpowiednią dozą cierpliwości, zaczynając od tej długiej bladej szyi. Najpierw chwytałem ją za włosy i odchylałem głowę, później przejeżdżałem językiem od obojczyka aż do ucha, zlizując słone krople perlącego się na skórze potu. Zachłanny i zdeterminowany, by sprawić jej przyjemność, szukałem miejsc, dzięki którym z kobiecego gardła wydobędę najpiękniejsze nuty: jęki i westchnięcia świadczące o przeżywanej rozkoszy. Właśnie tego pragnąłem najbardziej – muzyki. Znałem jej głos, choć nie miałem zbyt wielu okazji, by go słyszeć. Trochę chropowaty, a jednak wysoki i dźwięczny, wprost stworzony, by wykrzykiwać moje imię.

Siadłem okrakiem na jej kolanach, a w zasadzie ukląkłem nad nimi, bo mógłbym okazać się dla niej za ciężki. Chciałem być bliżej, poczuć drobne piersi rozpłaszczone na mojej klatce piersiowej, oddech owiewający twarz, ciepło bijące od drugiego ciała… Jakże przyjemnie trzymać w uścisku żywą istotę! Nie marę senną, nie fantazję.

Jeszcze przyjemniej, gdy ta istota reaguje entuzjastycznie, zawłaszcza twoją przestrzeń, zrywa ubranie, żąda z każdą chwilą więcej. Mocniej. Bliżej. Intensywniej. Gdy nie tylko oddaje pocałunki, ale próbuje cię pożreć. I w tym filmie, w tej fantazji, wydawała się jeszcze bardziej wygłodniała ode mnie. Rozgrzana, mokra i prowokująca.

Sadystycznie czekałem aż sama sięgnie do rozporka, zapragnie zostać wypełniona, nadziać się. Pieściłem i całowałem, niemal sięgając migdałków, byle temperatura rosła, byle ta opowieść wciągnęła ją bardziej niż książki, a gdy to się już stało, po prostu wbiłem się z impetem w ciasne wnętrze, od razu do końca, teraz z nią na moich kolanach. I nawet w fantazji zamiast rżnąć ją godzinami, niemal od razu wypełniłem swoim nasieniem. Oznaczyłem teren.

Nie mam podstaw do podejrzewania jej o wybujały temperament. Przez te niemal trzy miesiące ani razu nie podjęła żadnej aktywności seksualnej – ani z kimś, ani sama, a mimo wszystko nosem czuję, że wystarczy iskra, by zapłonęła. Może właśnie przez tę nazbyt długą wstrzemięźliwość. A może to tylko projekcja moich pragnień, bo w końcu, gdyby ona dotknęła mnie, bez wątpienia straciłbym samokontrolę. Nie zostałoby nic, nawet strzępy, z mojej zbroi niedostępnego profesjonalisty.

Ileż to razy zdesperowane damy pewne, że ich seksualny powab jest najlepszą walutą, próbowały mnie kupić? Ileż to razy zagubione dziewuszki pragnące opieki, wślizgiwały się do mojego łóżka? Owszem, zdarzało się skorzystać, nie jestem aniołem, ale mimo wszystko żadna nigdy nie wwierciła się w głowę, nie zawładnęła duszą. O niej natomiast nie mogę przestać myśleć. Za dnia i w nocy. Sznurując buty i wyrzucając śmieci. Coraz trudniej skupić mi się na czymkolwiek innym, jakby była chorobą. Obsesją. Szaleństwem. A prawdopodobnie nawet nie zdaje sobie sprawy z mojego istnienia.

Celowo robię się coraz mniej ostrożny, prowokuję. Chciałbym złapać jej spojrzenie. Zdziwione. Zaciekawione. Nawet nie biorę pod uwagę, że mogłaby się mnie przestraszyć, choć licząc na kilogramy, zapewne jestem dwa razy większy i swoją aparycją bynajmniej nie wzbudzam sympatii. Póki co zaskakuje mnie jednak zupełną obojętnością, jakby świat dokoła był według niej niegodny uwagi, a każdy mijany przechodzeń nie więcej niż drzewem od dziesiątek lat stojącym w tym samym miejscu. A ponoć kobiety są bardziej uważne. Wyraźnie nie ona. Księżniczka bujająca w obłokach.

Wydaje się to szalenie mało prawdopodobne, a jednak przeszło mi przez myśl, że może od dawna czuje moją obecność i świadomie rozgrywa dziwaczną grę. Tylko po czym poznać, czy ktoś wie, że jest obserwowany? Szczególnie gdy nie zaciąga zasłon i nie gasi światła, nie ogląda się za siebie ani nie wypatruje nikogo w ciemności za oknem. Poza tym jakiż mogłaby mieć w tym cel?

Co innego, gdyby była ekshibicjonistką z ochotą rozkładającą uda przed publiką dla czystej podniety. Albo modliszką pożerającą mężczyzn jak przekąski. Tyle, że jest chodzącą niewinnością, czystą słodyczą. Bez sensu. Wykluczone!

Zawsze wolałem nieśmiałe i skromne kobiety, którymi mógłbym się zaopiekować. Podniecała mnie drobna, krucha budowa ciała, kontrastująca z moją prostacką krzepą parobka. Chciałem czuć ich bezbronność, z łatwością oplatać całe ciało, niemal zamykać talię w objęciu dłoni, całować wystające obojczyki – jest w nich coś szalenie seksownego. Szczególnie w jej obojczykach.

Szczupła ale nie chuda, wydaje się bardziej krzepka niż większość moich kochanek, niemniej jej szyja i obojczyki potrafią zahipnotyzować, a bywa, że gładzi je bezwiednie, sprawiając, że aż zapiera mi dech. Wydaje się przy tym zupełnie nieświadoma roztaczanego uroku. Naturalna. Dziewczęca. Niczym nastolatka nieprzyzwyczajona jeszcze do zmian, które dopiero co zaszły w wyglądzie i nieco nimi zakłopotana. Jakże słodko byłoby razem poznawać ten nieznany ląd! Rozbudzić w niej żądze.

Oczyma wyobraźni już widzę moment, gdy słodki kociak zmienia się w tygrysa. Najpierw nieśmiała zwinięta puchata kuleczka po prostu daje się głaskać, po chwili rozprostowuje, przeciąga, wbijając pazurki w obicie kanapy, a następnie przejmuje kontrolę, żądając stanowczo wszystkiego, czego tylko zechce.

Zawładnęłaby moją duszą. Zresztą nie tylko duszą, ją przecież i tak już ma.

Czy którekolwiek z nas potrafiłoby okiełznać moje ciało? Nie wiem. Po tygodniach tortur, być może samo, bez udziału woli, zrobiłoby coś, czego przyszłoby mi się wstydzić. Czasem zbyt narwane, natarczywe, zupełnie pozbawione ogłady. Ja nie, ale ono, mogłoby zechcieć wziąć ją w posiadanie. Nie bacząc na opór i słowa protestu. Zdobyć. Posiąść. Podbić. Niczym nieznany ląd, niezamieszkałą ziemię. Uczynić sobie poddaną. I to bynajmniej nie poprzez zasiewanie plonów… Na co one komu? Liczy się sam rozlew krwi, sama przemoc, poczucie pełni władzy.

Nie mam takich doświadczeń, ale wyobrażam sobie, że byłbym zdolny przycisnąć kobietę do ściany, jedną ręką zasłonić usta, tłumiąc tym samym potencjalny krzyk sprzeciwu, drugą podwinąć sukienkę i brutalnie zerwać majtki, po czym z impetem wbić się w miękkie, gorące ciało. Choćby suche i wierzgające w daremnym oporze. Mogłaby gryźć, płakać, a ja robiłbym swoje, zapewne osiągając spełnienie, tym większe, im więcej musiałbym włożyć siły w osiągnięcie celu. Gdzieś tam jakieś irytujące swędzenie w mózgu, podpowiada, że to obrzydliwy i prymitywny sposób na poczucie się w pełni mężczyzną. Odzyskanie siły. Sprawczości. Władzy.

Tylko czemu siłę ma dawać czyjaś słabość? Ból i upokorzenie? Skąd we mnie podobna agresja? Zwierzęca chęć posiadania? Czy to nie wbrew wszelkim wyobrażeniom o człowieczeństwie? Byciu dobrym i sprawiedliwym? Jak podobne żądze pogodzić z tkliwością i chęcią zaopiekowania się drugą osobą?

Zdecydowanie wolę własną jasną stronę, ale ta ciemna czai się gdzieś pod powierzchnią, gotowa wypełznąć w sprzyjających okolicznościach i zniszczyć wszystko, czym sam chcę być. Ta czerń wydaje się dzika, nabuzowana, aż kipi od seksu, choć przecież erotyka to znacznie więcej. Intymność. Więź. Czułość. Komunikowanie za sprawą dotyku i gestów. Współodczuwanie. Stawanie się jednością. Bestią o dwóch grzbietach.

Nawet kiedy nie kochasz, możesz się kochać. Nie musisz rżnąć, pieprzyć ani ruchać. Zaliczać, zliczać i obwieszczać całemu światu, że kołek wszedł w dziurę po sęku. Lepiej pozwalać drugiej stronie wyrażać się po swojemu, odpowiadać na jej potrzeby, a po wszystkim długo tulić. Każdy z nas potrzebuje dotyku i nie trzeba temu zaprzeczać. Świat byłby lepszy, gdybyśmy się częściej przytulali.

Lub gdyby to w kobietach tkwiła brutalna żądza, pchająca je do brania choćby siłą przedmiotu zainteresowania. Wielu mężczyzn z rozkoszą oddałoby się w posiadanie i zrezygnowało z możliwości decydowania o własnym ciele. I tak nader często kutas decyduje za nich, a jeszcze muszą mierzyć się z oporem ze strony płci pięknej. Osobiście cenię sobie raczej delikatność, ale bynajmniej nie miałbym nic przeciwko wykonywaniu rozkazów albo uleganiu jednoznacznie wyrażanym naciskom. W końcu dawanie przyjemności jest bardzo przyjemne.

I o ile pierwszy raz z nią zawsze wyobrażam sobie jako nagły wybuch namiętności, naznaczony trawiącym nas od miesięcy głodem, tak w fantazjach o późniejszym, codziennym życiu, zdecydowanie pozwalam jej rządzić. Pragnę, by chciała na mnie patrzeć. Gdy przewiązany jedynie fartuszkiem smażę jajecznicę… gdy zupełnie nagi podciągam się na drążku zamontowanym w futrynie drzwi… lub odkurzam… Chciałbym usłyszeć, że mam zrobić pompki lub serię brzuszków. Ujrzeć figlarny błysk w jej oczach, a później podpełznąć do stóp. Najlepiej nagich, z nieumalowanymi paznokciami. Ssałbym po kolei każdy paluszek. Powoli i cierpliwie. Lizał pobicie. Łydki. Uda. Nie spieszyłbym się z przejściem do sedna. Niech szaleje. Niech sięgnie po moją głowę, sama przyciągnie ją za włosy do bijącego między nogami źródła. Z rozkoszą bym z niego pił…

Z rozkoszą dałbym się poniewierać i wodzić za nos. Zaspakajał ją, samemu pozostając w ciągłym stanie niezaspokojenia. Bo najgorsza jest niemożność sięgnięcia po nią, dotknięcia, przytulenia, pocałowania, zanurzenia nosa we włosy i szeptania do ucha, że się wielbi. Sam głód dodaje energii, napędza, pozwala czuć każdą komórką ciała, że się żyje. Chciałbym ten stan jak najdłużej zachować, bo za długo po prostu egzystowałem, bez celu i pragnień.

Wydaje się, że ona, z gruntu niewinna, gotowa byłaby nie zauważać mojego stanu, zupełnie ignorować rozsadzające spodnie potrzeby. Czuła, troskliwa, ale bez równie niskich popędów. Może nie aseksualna, w to nie wierzę, jednak preferującą powolne, subtelnie pieszczoty zmierzające, lub nie, do konkretniejszego finału.

I właśnie dlatego, gdy widzę, że ubrana w długi, powyciągany sweter i grube wełniane skarpetki, otwiera drzwi trzem pryszczatym młokosom, z których jeden od razu chwyta ją za włosy, odchyla głowę i żarłocznie całuje w usta, wydaje mi się, że śnię, że to koszmar, w którym mój zmęczony obsesją umysł, chce obrzydzić mi obiekt westchnień. Bo ona bynajmniej nie protestuje, nie wyrywa się, nie wzywa pomocy, po prostu ulegle przyjmuje brutalną pieszczotę, powoli cofając się, by weszli i zamknęli za sobą drzwi.

Moja wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach, bowiem więksi i postawniejsi od niej, niemal całkiem zasłaniają widok. Stoi na palcach, otoczona przez młodych, napastliwych mężczyzn. Całowana. Obmacywana. Przekazywana z rąk do rąk. Od ust do ust. Delikatna skóra musi rozkwitać już gdzieniegdzie czerwienią pod mocnym, stanowczym dotykiem. Też chętnie chwyciłbym ten krągły, choć szczupły pośladek – być może zmieściłby się cały w moim wielkim łapsku. Niemal słyszę jej jęk. Widzę rozchylone usta.

Kutas aż pulsuje w spodniach, domagając się mojej uwagi, ale to nie miejsce i czas, jeszcze zauważyłby jakiś przypadkowy przechodzień. Ulice niby opustoszały, ale skupiony na niej, nawet nie zauważyłbym, że ktoś się zbliża. Nie mogę też wstać, wbiec na górę, przepędzić młokosów i zająć ich miejsca. Rozdwoić się, roztroić, posiąść ją niczym cały zastęp wojska, nieprzebrane legiony. Chora fascynacja po prostu wciska mnie w siedzenie, jak zawsze pozostaję tylko widzem. Aż widzem.

Po chwili zamieszania sweter ląduje na podłodze. Może nie miała majtek, a może któryś z chłopców je przed chwilą zdjął, ale widzę, jak klęka na kanapie i wypina ponętnie blady, goły tyłek, ubrana już tylko w te grube, wełniane skarpetki. Dostaje siarczystego klapsa, aż pozostaje wyraźny czerwony ślad w kształcie dłoni. Przecież to musi boleć! A jednak nie cofa pośladków, nie broni się, wręcz prowokuje, kręcąc biodrami. Uśmiechnięta, z błyszczącymi oczami, ogląda się przez ramię. Widać nie lubią przemocy, nie są brutalami, bo potrzebują dłuższej chwili, żeby oswoić się z myślą o uderzeniu kobiety. Wszyscy z wyjątkiem tego pierwszego, bo on uderza drugi i trzeci raz, aż czerwień rozkwita bujną plamą na obu pośladkach. Dopiero wtedy koledzy idą w jego ślady. Krzyczy? Śmieje się? Jęczy?

Niemal słyszę mieszaninę najróżniejszych odgłosów. Chciałbym delektować się dźwięcznym plask, gdy moja dłoń uderza o jej dupę… odkładać moment spełniania, żeby mieć wcześniej dużo czasu na poznanie każdego zakamarka jej ciała… dotykać… lizać… ugniatać… Chciałbym, żeby sama błagała o włożenie kutasa w mokrą, gorącą pizdę. O rżnięcie.

Nie mam złudzeń co do posiadania duszy. Dusza to luźny koncept spreparowany na potrzeby nieistniejących bogów. Z kaprysu! Dla realizacji odwiecznego porządku. Hierarchii, w której rządcy i rządzeni znają swoje miejsce. A jednak moja dusza do ostatniej cząstki rwie się ku temu, by zmienić zasady gry. Oglądając scenę rozgrywającą się w tym niby teatrze dla dorosłych, walczę ze sprzecznymi pragnieniami: bycia wewnątrz – aktywnie – i na zewnątrz, jako Widz. Pasywny w ramach zaszczytu. Każdą komórką ciała chłonę własną odrębność, jak Alicja, która tkwi gdzieś po drugiej stronie lustra i kompletnie o tym zapomniano. Pragnąłbym zbić taflę lustra. Zmącić gładkość. Kompletnie rozpierdolić. Marzenia, ułudy i miraże poza linią horyzontu.

Banda wyrostków nie musi rozstrzygać podobnych dylematów. Oni radośnie, w rytm praw biologii, szmacą moje bóstwo. Mój Obiekt Westchnień zmienia się w zwyczajną dziwkę. A może zmiana jest złudzeniem? Jeden z chłopców pluje w tę śliczną upstrzoną piegami twarz, dłoń wytyczonym wilgotnym szlakiem uderza… Bije. Z przyjemnością i wprawą.

Ileż to razy ważyłem w myślach to kluczowe pytanie: czy zanim przyjmie w siebie faceta kręci dupą? Zachęcająco, powoli, ledwie dostrzegalnie. Zestaw sygnałów zrozumiałych dla każdego zwierzęcia na świecie. Dla człowieka również.

Odpowiedź okazała się trywialna. Rzeczywistość zwyczajowo burzy wielopiętrowe kondygnacje fantazji prostotą. Nabiła się. Na wpół sterczącego członka na granicy. Gotowego nie do końca. Młodzian prawdopodobnie z nawiązką spełnił pokładane w nim nadzieje, urósł w jej cipie, przyjemnie rozpychając i w pierwszym sztychu dobijając do końca, bo nawet tu, na ciemnej ulicy, usłyszałem, poczułem wręcz, jej rozkoszny jęk. Zawsze tak chciałem. Wyjebać obiekt westchnień jak szmatę. Wyrżnąć do samego końca, mojego albo jej. Bez ograniczeń, bez poczucia niestosowności.

Trzej młokosi dostawali wszystkie moje marzenia po znacznie zaniżonej cenie. Ostatnia z ostatnich promocji. Wietrzenie magazynów. Ci Inni zawsze dostawali skarby za pół darmo! Posuwał ją od tyłu, wyraźnie znaleźli wspólny rytm. Mało! Drugi stanął tuż przed nią.

– Otwórz usta! – Nawet do mnie dotarł stanowczy rozkaz!

Połknęła kutasa, krztusząc się w pierwszym naturalnym odruchu. Za gruby, zbyt natarczywy? W drugim zaczęła grać na nim jak na instrumencie. Nieskomplikowanym, trzeba przyznać. Usta czyniły cuda. Nie była podlotkiem, z dowolnego samca wydobyłaby upragnioną melodię. Za chuja nie potrzebowała instrukcji obsługi. Wystarczyło czytać z drgań członka. Obciągała z pasją i oddaniem. Lizała i ssała jądra, tylko wzmacniając pęd ku rozkoszy… Więcej. Bardziej. A ja to wręcz, kurwa, czułem! Ta chwila zostanie z nią już na zawsze. Zakazany owoc pałaszowany ze smakiem. Na dwa baty z anonimowymi, dużo za dużo młodszymi mężczyznami. Niemal zawsze będzie odpowiadać: ja? z dwoma naraz? Nigdy w życiu! Jak każda szanująca się pani domu. Prawda czasem będzie wypływać na wierzch, wraz z kolejnymi butelkami wina, czasem pękającymi w towarzystwie najbliższych przyjaciółek. Te z różnym stopniem zawstydzenia pomieszanego z odwagą będą dopytywać. Bo detale stanowią ścięgna historii.

Ale tylko ja będę WIEDZIAŁ, że dwaj młodzieńcy okazali się nadzwyczaj skuteczni. Jebaki. Szczytowała, przymknąwszy oczy, dzieląc swoje kurewstwo między nich a siebie, dając i odbierając. Bez opamiętania. Orgia dźwięków. Stłumione jęki i plaśnięcia. Czułe słowa i gesty, które przykryła brutalność ostatniego sztychu. Wyprowadzonego tak, jakby od tego jednego ruchu miało zależeć wszystko. Czyste jebanie, prosta kopulacja w uświęconym anturażu.

TO POWINIENEM BYĆ JA! Pierwotna potrzeba, taka, która motywuje do wyrwania krzesła z ziemi. Tłuczenia nim o szybę, nie zarysowawszy nawet szkła. Zastana struktura ma trwałość przewyższającą moją siłę. Wiedziałem o tym, a jednak… Próbowałem. Niezapisana kara za ogrom mocy? Próbuj.

Miała w sobie życie: lepkie, płynne, sycące. Jej pizda tego wieczoru przyjęła wszystko i wszystkich z ochotą… Poza mną. Bolesne pulsowanie sztywnego członka. Ból na później! Dużo później! Rozkosz, to ona się liczy.

Z podobnego założenia musiał wyjść trzeci uczestnik zabawy. Tak niepozorny i nijaki, że mógłby stopić się z otoczeniem. A może to tylko złudzenie charakterystyczne dla złych wodzów i mężów z bujnym porożem? Lekceważenie przeciwnika to pierwszy krok ku klęsce. Zignorowałem w końcu śliczną śniadą skórę, głęboko osadzone czarne oczy i będącego u szczytu swych możliwości członka. Dużego chuja, zdolnego zadać sporo bólu. Życie to nie film czy fantazja, jak mi opowiadano. A ja usłużnie strzegłem tych wszystkich historii pożądania, zdrad, fascynacji czy pragnień. Byłem w tym. Zawsze za lustrem.

Śniady zajął miejsce między jej udami. Otworzyła się chętnie, niczym kwiat w rozkwicie. Pozostała dwójka? Oni mieli obserwować samca, którego każdy gest znamionował doświadczonego i cierpliwego kochanka. Sztukmistrza.

Język zaczął tańczyć, czerpiąc ze źródła dostępnego dla wszystkich wędrowców. Znajdował i władał kolejnymi punktami, które natura powiązała z przyjemnością. Pieprzony czarodziej. Bez różdżki, ale jakby z nią. Niby w szacie, ale nagi. Za pierwszym razem szczytowała z łatwością, jak gówniara, która całe życie czeka, śni i marzy o egzotycznym księciu. Królu Orientu.

Sperma poprzednich kochanków mieszała się z jej sokami. Musiała! To również powinienem być ja. Ileż to razy wyobrażałem sobie, że w naszym zwykłym życiu, które nigdy się nie rozpocznie, wylizuję ją wracającą do domu z grzesznych schadzek z innymi. Że poznaję tych facetów nie na piwie czy kolacji, a eksploruję oralnie. Aż do wybuchu jej orgazmu. Do momentu, w którym oplotłaby mnie udami. Dając… Wszystko.

Za kolejny orgazm musiała zapłacić. Walutą, która nie podlega inflacji. Co kilka chwil pyta o imię, któregoś z przeszłych kochanków. Ona, jak sądzę, wyemancypowana feministka, wielbicielka zgody tak konsensualnej, że aż nudnej, sprzedała ich wszystkich. Za następny ruch języka, za jeszcze odrobinkę uwagi… poświęconą piździe. Za hołd jaki właśnie jej składano. Jeszcze tylko trochę… już… prawie… Jeszcze! Mocniej! O kurwa tak! Obnażyła się przed nimi! Cała, do ostatniej kropli, nie zostało już nic. Poza Seksualnie Uzależnioną Kurewską Artystką.

Wiedziałem, że mrugnę. Ostatni akt tych bachanaliów widzę jak przez mgłę. Jak film, który wpadł w ręce wyjątkowo niewprawnego montażysty. Cała trójka stała wokół niej. Górowała nad klęczącą w miękkości ogromnego łoża filigranową sylwetką. Ruchów ich dłoni w znanym mi dobrze rytmie: góra, dół, góra, mogłem się tylko domyślać. Zgadywać. Tak jak ona, nienagannie prowadząca się przykładna żona, już zawsze będzie się zastanawiać: czy siedzący przede mną urzędnik to ten, który brutalnie wziął mnie w tyłek? Dla którego doszłam w ten sposób? Czy kolega z klasy mojego syna to ten, którego członek rósł w moich ustach, aż do momentu, kiedy spuścił się w moje gardło? Czy ten, który brał mnie od tyłu to aby nie przypadkiem najlepszy przyjaciel mojego męża? Szczytował raz za razem… Byłam jego pojemnikiem na spermę. Szmatą, ostatnią i jedyną. Czy nasz syn jest nasz? Mrugnąłem.

Potrząsam głową. Ulica jest niemal pusta, ale w oknach okolicznych budynków widać toczące się życie. W każdej chwili ktoś może wyjść wyprowadzić psa albo wyrzucić śmieci, zobaczyć ostatnie sekundy tego niesamowitego spektaklu. A może nie byłem jedynym widzem?

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tags:
Blog Comments

Opowiadanie równie dobrze jak „Obserwacja” mogłoby się nazywać „Obsesja”. Narrator-podglądacz choruje na kobietę, którą codziennie skrycie ogląda. Każdy jej gest staje się dlań podnietą do snucia scenariuszy, marzeń i fantazji.

Czy seks z trzema młodymi mężczyznami w ogóle miał miejsce? A może to kolejny majak podglądacza, który – wobec statecznego prowadzenia się obserwowanej, zaczyna halucynować? Ile i jak dokładnie może widzieć z tej ulicy? Wszystko to jest tak odrealnione, że chyba nie może być prawdziwym.

Frapujące opowiadanie. Chyba zaraz przeczytam je znowu, by wyłapać to, co mi umknęło przy pierwszej lekturze. Brawa dla duetu autorskiego. Częściej raczcie nas pysznościami ze swej literackiej kuchni!

Cieszę się, że zaintrygowaliśmy Cię na tyle, byś chciała wrócić ponownie do tekstu 🙂

Ani ja, ani Foxm nie tworzymy ostatnio zbyt wiele, ale w zasobach NE znajdziesz sporo naszych krótszych i dłuższych form. Serdecznie zachęcam do zapoznania się z różnymi starociami, nie tylko naszymi. W tych zasobach można znaleźć wiele perełek.

Serdecznie pozdrawiam

Ania

Aniu, Lisie,

bardzo się cieszę, że wróciliście do pisania i publikowania na NE – odpowiednio po dwóch i pięciu latach.

Wasze opowiadanie jest gęste, niejednoznaczne i tajemnicze. Jeśli dobrze je rozumiem, bohater jest prywatnym detektywem, na czyjeś (męża?) polecenie inwigilującym czytającą dziewczynę (w innym miejscu nazywaną przykładną żoną). Ma na jej temat „coś” ustalić, zapewne to, czy jest ona wierna zleceniodawcy. Z czasem jednak popada w tak głęboką obsesję, że gdy wreszcie jest świadkiem niewłaściwego zachowania, zamiast zbierać wszelkiej maści dowody stoi na ulicy z rozdziawionymi ustami i chłonie widowisko, niezdolny, by się od niego oderwać.

Prostą historię podnosi styl, w jakim została napisana. Narracja pierwszoosobowa, mocno chaotyczna i nieuporządkowana, czuć, że narrator ma coraz więcej trudności z odsianiem fantazji od rzeczywistości. Podobnie jak Martyna, zadawałem sobie pytanie: czy to dzieje się naprawdę, czy jest owocem z natury podejrzliwego umysłu, który zajmował się ostatnio snuciem coraz bardziej perwersyjnych marzeń o obiekcie swego dochodzenia?

Wasz powrót na łamy Najlepszej uważam więc za bardzo udany. Mam zatem wielką nadzieję, że to nie jest Wasze ostatnie słowo 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Hej,

oczywiście jako twórczyni miałam w głowie bardziej szczegółowy obraz bohaterów i związaną z nimi opowieść (Foxm zapewne ciut inny), ale uznałam, że chcę zrobić prostą stopklatkę. Osobiście jestem przekonana, że dla tej konkretnej opowieści nie ma znaczenia czy on jest detektywem, czy policjantem ani czy ona jest podejrzewana o niewierność, czy o coś znacznie poważniejszego. Bez tego tła również możemy zanurzyć się w jego szaleństwie…

Uśmiechy

A.

Zawsze ciekawi mnie jak powstają takie opowieści pisane w duecie.

Uchylisz – jeśli oczywiście możesz – rąbka tajemnicy, na czym polegały różnice w Waszej wizji i jaką drogą chciał to poprowadzić Lis? Spytałbym jego, ale jak dotąd nie pojawił się tu w sekcji komentarzy 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Alexandrze!
Praca w duecie z Anią była doś prosta. Dostałem szkielet pewnych pomysłów z pytaniem, czy jestem zainteresowany dokończeniem leżącej w szufladzie fabuły. Zgodziłem się, zaproponowałem swoje spojrzenie, na fundament, który Ania miała napisany. Nie ingerowałem za bardzo w kierunek rozwoju naszego Podglądacza.

Lektura komentarzy pokazuje, że to była dobra decyzja. Każdy z komentujących nakłada na tekst własny filtr, co jest dla mnie pewnym zaskoczeniem. Nie spodziewałem się aż tak dużych rozbieżności.

Jeżeli jednak czytam, że ktoś pokusił się o ponowną lekturę, to znaczy, że łącząc siły, udało się stworzyć coś satysfakcjonującego.

Lis

Lisie,

bez względu na to, ile każde z Was włożyło w ten tekst i za które elementy odpowiada, muszę powiedzieć, że rezultat okazał się bardzo udany. Mam więc nadzieję, że za jakiś czas znów nawiążecie współpracę 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Nie wykluczam. Aczkolwiek wyraźnie zaznaczam, że jeśli ktoś mnie pyta o oficjalny status? Niezmiennie odpowiadam: „Emerytura.” I to nie jest wybieg w stylu, że chciałbym poczytać, jak to super byłoby, gdybym wrócił do aktywnej pracy twórczej.
Nie znoszę Autorów zachowujących się w ten sposób, a paru takich znam.

W moim wypadku to bardzo świadoma decyzja czasem czynię wyjątki, ale nie są i prawdopodobnie nie będą to częste sytuacje.

Lubię głównego bohatera. Pewnie dlatego, że przypomina mnie.

Też go lubię 🙂

Moje uczucia względem głównego bohatera są mieszane.
Ale ja tak mam, z upływem czasu krytycyzm dla własnych tekstów zwiększa się 🙂

Nie dziwię Ci się Foxm, bo ja też raczej tego gościa nie poważam. Narrator jest dość żałosną osobą, zamkniętym w swoich fantazjach podglądaczem. Może z początku robi to w ramach obowiązków służbowych, ale szybko popada w manię, niezdrową fascynację obiektem inwigilacji. Przez co traci zarówno profesjonalizm, jak i rozum.

Jakże lubić takiego niewydarzonego łapsa?

Zapomniałem dodać, że mimo iż nie lubię i nie poważam głównego bohatera, opowiadanie znajduję całkiem udanym. Co jest o tyle ciekawe, że dziewczyny, którą on obserwuje też niezbyt lubię. Czyli podoba mi się opko o dwojgu mało sympatycznych indywiduów 😀

Bez bicia przyznaję, że sympatycznych bohaterów uznaję nie tylko za nudnych, ale też sztucznych. Nikt z nas nie składa się z samych zalet. Niemniej zdecydowanie staram się nie oceniać, szczególnie że większość ludzi ma na swoim koncie fatalne zauroczenie czy nieszczęśliwą miłość i większość w takich momentach robiła rzeczy, do których nie chce się przyznawać, bo uważa je za żałosne. Tyle że to nie jest żałosne, to bardzo ludzkie. Mało tego, bohater zdaje sobie sprawę ze swojego „szaleństwa” i choć nie potrafi powstrzymać myśli błądzących w różnych kierunkach, nie robi jednak nic, co można by uznać za nieprofesjonalne, obserwując go jedynie z boku. Dlatego uważam, że Twoja ocena jest nazbyt surowa 🙂

Wszyscy komentatorzy skupiają się na podglądaczu, a mnie ciekawi podglądana. O co jej chodzi? Najpierw funkcjonuje przez tygodnie obserwacji w trybie praktycznie aseksualnym, nie oddając się nawet masturbacji. A kiedy w końcu otwiera drzwi mężczyźnie, to nie jednemu, a od razu trzem. Po chwili następuje prawdziwa orgia, czy może wręcz, mówiąc językiem zaczerpniętym z pornografii, gang-bang. Co ona z tego czerpie? I dlaczego robi to tak rzadko?

Możnaby sądzić, że narrator zdołał dobrze poznać swoją 'podopieczną’, a on tak naprawdę nic o niej nie wie. Przez co nie wiemy również my.

Czyż często nie jest tak, że zaskakują nas nasi najbliżsi? Rodzice, dzieci, partnerzy – osoby, z którymi spędzamy całe życie. Skąd w ogóle pomysł, że obserwując kogoś można go poznać i zrozumieć? I skąd przekonanie, że obserwowana osoba nie zauważa widza i nie prowadzi z nim rozmyślnie gry? Bo wygląda… niewinnie?

Czasem ważniejsze są pytania niż odpowiedzi 😉

Serdecznie pozdrawiam

Ania

W tym miejscu chciałabym jeszcze raz podziękować serdecznie Karelowi za sprawną i szybką korektę 🙂

Warsztatowo dobre, dopracowane. Trudno byłoby się czegoś przyczepić. Początek intrygujący i zachęcający do czytania. Wiarygodna obsesyjka, lecz za dużo uwiarygadniającej waty, jakby na tym polegało opowiadanie. W rezultacie zacząłem przesuwać wzrok po tekście. Może trochę więcej akcji w okienku, niech sobie kobieta kwiaty popodlewa (zmysłowo rzecz jasna), aby odpocząć od przemyśleń podglądacza. 🙂 Druga połowa zbyt wulgarna i wybujała jak na mój gust. Aczkolwiek wiem – ma to sens. Podobał się twist na koniec.

Wolf-Gang czyli jak rozumiem całość oceniasz na plus. Ta zbyt wulgarna część w zasadzie spada na mnie Aczkolwiek mogę się bronić, że jak człowiek wraca do pisania po kilku latach przerwy jest… Naturalna pokusa by się wyszumieć. Poszedłem zatem, żeby sięgnąć po umęczoną metaforę piłkarską na aferę. Inna sprawa, że od pisania tutaj głęboko metaforycznych na granicy poetyckości tekstów to na tym portalu byli i są lepsi fachowcy niż ja. Poszedłem trochę w naturalną dla mnie literacką wulgarność. No, może nawet nie tak znowu trochę. 🙂 Więcej grzechów nie pamiętam! A jak sobie przypomnę, to postaram się opisać. Dzięki, że poświęciłeś czas na lekturę.
Pozdrawiam,
Foxm

Leave a Comment