Przyjaciel w prezencie (Barman-Raven)  4.22/5 (6)

21 min. czytania

Pavel Kiselev (Photoport),„Dreams”, CC BY-NC-ND 3.0

Wolne w pracy, wyimaginowane szkolenie i uwieńczenie splotu kłamstw wspólnym wyuzdaniem. Sześć bitych godzin zabawy, seksu, prowokacji i przekraczania granic. I co otrzymałam? Miast zaspokojenia dostałam w prezencie podrażnienie apetytu. Rozbudzenie moich pragnień. Bezwstydne nienasycenie, obsesyjne pożądanie, podniecenie. Jeszcze nie ochłonęłam po czwartkowych ekscesach. Rozpalone bólem wargi sromowe, przypominały o minionym dniu z każdym czynionym krokiem. Obolałe piersi drażniły każdym falowaniem. Wspomnienie…

– Czy masz ochotę dziś wyjść potańczyć? A może hotel i sobą sycenie? – zabrzmiał głos kochanka po drugiej stronie słuchawki. Naiwny, czy pogrywa ze mną?Mam dość plenerów, klubowych parkietów, toalet, zacienionych bram…

– Hotel i Ty… – i chociaż mnie nie widzi, odpowiadam z sobie właściwym wyrazem kokieterii w oczach. – Zatem wyjdziemy potańczyć – Dupek!! Egoista!! Nie wierzę. Po co więc pyta? Ma nadzieję, że będę się prosić? Łasić się? Niedoczekanie… Tylko jego czy moje?

– A wiesz, że to świetny pomysł kochanku – w moim głosie słychać rozbawienie. Całe szczęście, że tyle o ile się rusza, taniec więc ostatecznie jest przeze mnie do przyjęcia – kąśliwa myśl przebiegła przez moją głowę.

Po pracy miałam chwilę dla siebie. Radosny nastrój, do tego świadomość swobody następnego dnia pozwoliła odprężyć się i poczuć w pełni weekendowo. Czas odpoczynku, relaksująca kąpiel, lampka wina.. Dokładnie tyle czasu, ile było mi potrzeba, by nabrać nieodpartej ochoty na to, by go dziś sobą zmiażdżyć. Skoro chce tańca, będzie więc taniec. Szybka wycieczka po szafie… dżinsy. Tak. Luźno, dyskotekowo, jakże inny styl, niż ten, do którego jestem przyzwyczajona na co dzień. Czarny top, czarne szpilki, kilka dodatków, koński ogon, delikatny makijaż i kwiatowa nuta perfum Lancom… Prosto, gustownie, surowo.

Popołudnie w Warszawie. Sporo młodych ludzi wybierających się na imprezy. W końcu udało nam się zgrać kalendarze i zaplanować spotkanie. Lata ogólniaka, podtrzymywanie kontaktu w czasie studiów i kilkuletnia przerwa związana z wyjazdem do Wielkiej Brytanii Konrada, mojego najlepszego przyjaciela z czasów młodości. Znaliśmy się jak łyse konie. Porozumienie, które nie potrzebuje słów. Rozmowa – jak zwykle w męskim towarzystwie po kilku piwach – zeszła na nasze kobiety i zdobycze seksualne. Tradycyjne stroszenie piórek. Bawiliśmy się konwencją i współdzieleniem doświadczeń. Z niedowierzaniem i typowym dla siebie sceptycyzmem, ale jednocześnie z otwartością słuchał o dominacji, swingu, miłostkach i przelotnych romansach.

Ciężko było opowiadać mi o kochance. Jeszcze świeże wrażenia ze spotkania w trójkącie i rosnące podniecenie oczekiwania na kolejne planowane ekscesy utrudniały jasne formułowanie myśli. Odmierzałem czas zerkając na zegarek. W głowie przewrotna myśl. Podjęcie ryzyka wprowadzenia Konrada, jako osoby obecnej również w moim życiu rodzinnym.

– Może po prostu dołączysz do nas, jestem z nią umówiony na drinka?

– A nie będzie miała nic przeciwko..? – Konrad jeszcze się wahał.

– Umówmy się tak, że jeśli będzie coś „nie grać” dam ci znać.

Spacer do kolejnej knajpki był chwilą na ułożenie planu. Samo spotkanie i zabawa flirtem pomiędzy nimi nie byłyby wystarczająco ekscytujące. Zdanie po zdaniu opowiadając o mojej Obsesji wprowadzałem go w nastrój i podsycałem zaciekawienie. Zanim dotarliśmy na miejsce wiedziałem już, że nie odmówi. Że nawet płomienne deklaracje o przywiązaniu do obecnej narzeczonej w konfrontacji z jej pożądliwością nie będą w stanie powstrzymać go przed…

Jest i Obsesja. Jak zwykle spóźniona, jak zwykle pewna siebie, jak zwykle irytująco pociągająca. Cóż napadło mnie, by ściągać ją na spotkanie z Konradem? A do tego potem obiecane tańce… Jej gwałtowność i drapieżne dłonie doprowadzały mnie zawsze do szału. Pozornie pozwalała się prowadzić, by po kilku sekundach odepchnąć od siebie i odebrać namiastkę kontroli. Cóż… miałem nadzieję, że mała gra jaką zaplanowałem na dziś poprawi mi nastrój.

Chwilę spóźniona dotarłam na miejsce. Nowy Świat zatłoczony i gwarny, jawił się pobudzonym.

Nie znosi, kiedy się spóźniam, a czynię to permanentnie i chyba sprawia mi to odrobinę przyjemności. Kochanek czekał na mnie nieco zniecierpliwiony, a przecież nie zwykł był się gniewać skoro już byłam blisko. Z premedytacją skorzystałam więc z tego przywileju.

– Witaj mężu… – „cudzy”– z niebywałą przyjemnością dodałam w myśli. Od kiedy zaskoczyłam go tą odrobiną kokieterii w obecności agenta nieruchomości, wynajmującego nam krakowski apartament, z ubawem sobie właściwym, korzystaliśmy z tej formy określania siebie nawzajem. Prowokująca i pozwalająca pograć. Ze sobą nawzajem i kosztem osób trzecich, naszych obserwatorów. Delikatny, zdało by się od niechcenia, pocałunek w policzek i pozwoliłam szanownemu panu poprowadzić się do miejsca, gdzie spędził ostatnie kwadranse, w towarzystwie przyjaciela ze szkolnej ławki.

W środku, przy kuflu złotego trunku, siedział jego towarzysz dzisiejszego wieczoru. Niewysoki, bardzo szczupły, ciemny blondyn. Niepozorny, młody mężczyzna, którego młodzieńcze jeszcze rysy twarzy, podkreślały delikatne okulary. Konrad… Obsesja… przedstawiono nas sobie. Chwila na nasze wspólne zorganizowanie się przy barze, a potem panowie rozprawiali pusząc się i nadymając, by uczynić jakiekolwiek zdało by się wrażenie. Nastały panów czasów licealnych wspominki, o panien uwodzeniu w najlepszych młodości latach i nieudane ich próby kokietowania. Mnie? A może siebie nawzajem? Tak. Zdecydowanie siebie nawzajem. Spokojna, obojętna na stroszenie piórek towarzyszących mi samców, sączyłam piwo z sokiem, bez skrępowania rozbierając wzrokiem siedzący obok obiekt mojego pożądania, nie mogąc się przy tym doczekać jego dotyku, zapachu, i smaku. Sensoryczna fetyszystka.

– Wyglądasz na znudzoną kochanie – w odpowiedzi na jego pytanie, pojawił się mój uśmiech, kryjący znamienną wypowiedź milczenia mego. No coś Ty, jakże bym mogła w tak zacnym towarzystwie, pomyślałam, nie opierając się chęci usłyszenia własnej złośliwości …

– Aż tak to widać? – I ja i on wiedzieliśmy, że sytuacja jest mało atrakcyjna dla każdego z naszej trójki.

Piwo, sok, zapach tytoniu, kadzideł, potu i perfum… Na pośladkach, pod moim poncho poczułam zachłanną dłoń kochanka. Nie miałam już najmniejszego zamiaru dłużej czekać .Miałam na niego ochotę tu i teraz… co dobitnie pokazałam, patrząc mu prosto w oczy. Zakończyliśmy więc piwne rozkosze, by urządzić sobie spacer w kierunku jednego z warszawskich klubów muzycznych. Po kilku próbach dotarliśmy do klubu, który zrobił na mnie całkiem sympatyczne wrażenie. Jasne, przestronne wnętrza, stare, stylizowane pomieszczenia piwniczne, zachęcały do poddania się atmosferze zabawy.

Zamówiliśmy drinki. Tłum młodych, rozbawianych ludzi zapraszał do tańca w rytm dyskotekowej muzyki. Coraz bardziej udzielał mi się nastrój swobody i rozluźnienia. Jeszcze przez chwilę obserwowaliśmy bawiący się tłum, w końcu wkroczyliśmy na zatłoczony parkiet. Rozbawienie i podniecenie dawało się we znaki. Ogarniał mnie coraz większy szał. Mój dotyk i jego muśnięcia. Woń perfum i feromonów drażniła zmysły. Coraz śmielej, coraz bliżej, coraz bardziej zachłannie.

Taniec. Uwielbiam decydować w tańcu. Pozwalam się prowadzić. Pozwalam na bliskość taką, jakiej sobie tylko zażyczę, ale jeśli tylko zapragnę, jednym ruchem mogę odepchnąć od siebie partnera, czyniąc sobie przestrzeń dla swojej własnej inwencji. Uwielbiam tę grę. A mojemu, zadufanemu w sobie kochankowi, najwyraźniej sprawia przyjemność obserwowanie i bycie obserwowanym w tańcu. Czyniło mi to podwójną więc radość.
Konrad wydawał się nie być zachwyconym sytuacją, a my nie dawaliśmy mu jakichkolwiek powodów do zadowolenia. Nie zwracaliśmy na niego uwagi. Nie przeszkadzał, ale też nie był nam potrzebny. Ponad zwykłą wymianę porozumiewawczego uśmiechu nic więcej mnie z nim nie łączyło tego wieczoru. Kochanek i ja syciliśmy się sobą, taplaliśmy się we własnych żądzach, nużyliśmy w zachwycie.

Kolejne kluby, w których nie mogliśmy zagrzać miejsca.. W końcu dotarliśmy do Opery. Uśmiech na twarzy, kiedy usłyszałem nazwę, pojawił się samoistnie. Skojarzenie z moimi wyuzdanymi planami i opowiadaniem, które wspólnie z Obsesją pisaliśmy. Zwiewne zasłony, ceglane ściany i bawiący się tłum. Tego mi było trzeba. Swobody i nieskrępowania. Pozwoliłem nastrojowi zawładnąć myślami. Ulotność chwil na parkiecie. Brak jakiegokolwiek zawstydzenia. Kołyszące rytmy, zatracenie się w falowaniu melodii. Przez moment zapomniałem o toczącej się grze. Blisko mnie dwie osoby – jakże bliskie i dalekie zarazem. On, po kilku latach wyrwania z mojej rzeczywistości. Ona, obecna tylko w jednej ze sfer mojego życia. Bycie z nimi w tej samej chwili, pozwolenie sobie na brak kontroli. Zaufanie i swoboda…

Kolejne drinki, kolejne chwile przetańczone blisko siebie. Jej pośladki muskające moje łono, przelotny dotyk. Każde spojrzenie, każdy gest, każdy dotyk przeznaczony był dla mnie. Pełna afirmacja i poczucie pewności. Była moja – moja w każdym calu. 

A on był nią zachwycony. Początkowe próby przejęcia inicjatywy, samcza tendencja do bycia tym pierwszym, jedynym, dominującym w relacji, zostały zbyte totalną ignorancją. Jedyne, co mu pozostało, to decyzja, czy chce wziąć udział w naszej grze. Nie na zasadzie partnera. Nie na zasadzie osoby zaproszonej, którą gospodarze relacji otaczają opieką. Miał być elementem w naszej grze – grze pomiędzy naszą rozpustą i naszym podnieceniem. Synergia wynikająca z połączenia dwóch potencjałów, dwóch pierwiastków zepsucia – świadomego męskiego prowadzenia i próżnej kobiecej uległości.

Kolejne chwile pozwalały sycić się jej podnieceniem i jego zachwytem. 

Kochanka nie pozwalała, bym zapomniał o jej obecności. Ocierała się, dotykała, napierała i przytulała w tańcu. Zdziwiony tym kocim łaszeniem się, skupiłem na chwilę wzrok na jej twarzy…

I ona ma czelność mówić mi o narcystycznej potrzebie publiczności!? 

Ze wzrokiem utkwionym w DJ’a, Obsesja przytulała Konrada wtulając jednocześnie we mnie swoją pupę. Była bezwstydna i ten bezwstyd, to jej nieskrępowane wyuzdanie podniecało mnie najbardziej. 

Jeśli myślisz, że masz ukryte porozumienie z moją tańczącą kochanką – pomyślałem pod adresem DJ’a – to się grubo mylisz.

Przesunąłem rękę z bioder na jej piersi, lekko zacisnąłem palce na sutkach, przytuliłem twarz do mokrego karku.. cały czas trzymając z nim kontakt wzrokowy. Bezczelne spojrzenie. Chcesz patrzeć – patrz. Ale ona dziś jest moja. Zaznaczona. Początkowe zdziwienie i zmieszanie na jego twarzy, ustąpiło miejsca zaciekawieniu. Nasz obserwator przenosił wzrok to na mnie, to na Obsesję, która już wyswobodzona z moich objęć kokietowała w tańcu Konrada. Ileż razy zza baru obserwowałem w ten sposób pary szalejące na parkiecie? 

Świadomość szczególnego uroku, jaki ma DJ lub barman, szczególnego traktowania przez kobiety, szczególnego powodzenia i uwagi jaką te dwa zawody są obdarzane. I jednoczesny brak możliwości, by z tych setek okazji skorzystać.

Kolejny drink i chwila odpoczynku gdzieś na uboczu. Dłonie kochanka spoczęły na moich pośladkach, którymi ocierałam się, zataczając koła na jego skórze, zapraszając tym samym do pełnej śmiałości. Dotyk mocny, wyraźny, podniecający. Słodki smak zimnego napoju na języku i coraz większe wzburzenie emocji rodzących zachłanność. Nie pozostawiałam najmniejszych wątpliwości, że moja ochota na posiadanie go tu i teraz rosła z każdą chwilą. Satynowa delikatność policzka, lekki podmuch na mojej spoconej szyi i słowa:

– Chcę, abyś zaprosiła Konrada do zabawy z nami… – pomimo tego, że czułam podświadomie, że może tego ode mnie oczekiwać, nie spodziewałam się tej prośby. Pierwsza myśl, która urodziła się w mojej głowie – nie jestem nim zainteresowana. Zdawał się być zdystansowanym, niepewnym, pokuszę się o twierdzenie, że był wystraszonym. Nic tu ze świadomości i zdecydowania, które tak lubię. Nie ten typ mężczyzny, który potrafi mnie doprowadzić do utraty panowania nad sobą. Gdyby się nie wahał. Ale wahał się, a co gorsza ja to widziałam i czułam.

Kochanek, jak zwykle, nie oczekiwał ode mnie natychmiastowej reakcji. Jego nieoceniona cierpliwość, kolejny raz okazała się jedynie słuszną. Pozostawił ciężar podjęcia gry na moich barkach. Skądinąd nie pierwszy i nie ostatni zapewne raz.

Z każdą chwilą alkohol coraz szybciej krążył w obiegu krwi. Z każdą chwilą moje przyzwolenie na naszą wspólną zabawę rosło. Wróciliśmy na parkiet, a ja poddałam się nastrojowi chwili w tańcu. Świat wirował a w uszach wybrzmiewała muzyka. Rytmy zdały się być wyczuwane najmniejszymi członkami mojego ciała. Ręce błądziły w powietrzu wiedzione wysłuchiwanym rytmem, a pod powiekami rozlewała się wszechogarniająca ciemność.

Jedno, krótkie spojrzenie na Konrada. Spięty, oczekujący, niepewny. Czekający na jakikolwiek sygnał. Zależny. I świadomość obecności mojego wyuzdanego kochanka. Nie pozostawało zatem nic innego, jak zająć się „naszym” kolegą. Swobodnym ruchem przyciągnęłam go do siebie, obejmując głowę. Kierowałam jego ruchami, sterowałam nim w naszym potrójnym tańcu. Wodziłam nim dla swojej własnej przyjemności. Dotyk kochanka błądził po mojej skórze śmiało i odważnie. Moje pośladki wyczuwały zgrubienie jego nabrzmiałego członka, ukryte pod szorstkim materiałem jeansu. Nieśmiałe dłonie Konrada spoczęły na moich biodrach. Były delikatne gdy trzymałam go na dystans, zachłanne kiedy moje ciało przywierało do niego, pozwalając mu na dotyk.

Tańczyliśmy we wspólnym splocie jakiś czas. Z każdą chwilą byłam coraz bardziej nakręcona. Poddawałam się dotykowi czterech rąk. I oczy. Były też oczy towarzyszy naszego flirtu. Wytrącały mnie z równowagi, kiedy podnosiłam powieki i dawały miłe wrażenie świadomości uczestnictwa osób trzecich kiedy nie zwracałam na nie uwagi.

– Wychodzimy – usłyszałam szept kochanka. Nie było mi w głowie wychodzić. Nie miałam zamiaru schodzić z parkietu w momencie odczuwanej euforii, zabawy i ekscytacji tanecznym szaleństwem. Jedno spojrzenie. Tyle potrzebowałam, by upewnić się, że wie, co robi. W tym momencie już nie pytałam, nie dyskutowałam.

Przed budynkiem czekała na nas taksówka. Konrad wskazał kierowcy adres swojego mieszkania i auto ruszyło. Bliskość kochanka na tylnej kanapie samochodu spowodowała, że chciałam go od zaraz, od już. Między naszą trójką toczyła się już gra, ale było w niej dwóch rozgrywających i jeden pionek, który rozstawialiśmy wedle naszego uznania. Ach i kierowca. Ale to mało znaczący dodatek, zważywszy na fakt, że jego obecność w niczym nam nie przeszkadzała. Może nawet dodawała swoistego uroku.

Beztrosko przewiesiłam więc kolano przez udo kochanka i syciłam się jego nieskrywanym, jak u nieopierzonego młodzieńca, napalonym wzrokiem. Świadome, niespieszne upajanie się myślą o tym, co miało nastąpić już niebawem. Chwila szczególnej uwagi i jego kamienna twarz. Wyraźne, badawcze spojrzenie…

– Jeśli tylko nie będziesz czegokolwiek chciała… – nie skończył

– Wiem – przerwałam w pół zdania wypowiedź kochanka. Wiem, że tego nie lubi. Tym chętniej kończę jego wypowiedzi w pół zdania. Krótka wypowiedź, znacząca, potwierdzona zalotnym uśmiechem. Uwielbiam odpowiadać w sposób, jakiego się nie spodziewa. Uwielbiam jego zaskoczony wzrok. Poza tym wszystko zostało już niewypowiedziane.

Rozkoszowałam się więc chwilą w oczekiwaniu na spotkanie, które miało się właśnie rozpocząć. Wielka niewiadoma. Moje niezaspokojone wyuzdanie, niemożność opanowania się kochanka, w końcu milczące onieśmielenie Konrada. Zabawne. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Coraz większy niepokój, ekscytacja i podniecenie niewiadomą.

Zachłanności dłoni nie mogłem dłużej opanować. Lekko rozchylone uda. Jedna łydka oparta na moim udzie i wilgoć na palcach. Krótki urwany dotyk. Jak młokos ledwie sięgnąłem, a już zostało mi zabrane. Na jej twarzy błąkający się uśmiech był jednocześnie obietnicą i wyzwaniem. Konrad wciąż wycofany, dawał pole do rozegrania mojej partii. Jedynie niepewność, co do jej reakcji.. Choć z drugiej strony znałem ją, jak własną kieszeń. Bezkompromisowa, ulegająca impulsom, uzależniająca jak narkotyk.

Winda. Spuszczone, momentami wydawałoby się zawstydzone, oczy Obsesji. Pulsujące pożądanie i ciekawość. Swoboda i brak skrępowania.

Tylko minuty dzieliły mnie od pełnej swobody dotyku, smaku i zapachu, a jednak czas przemierzania windą pięter dłużył się. Jeszcze chwila do brania wszystkimi zmysłami, tak, jak lubię. Wyraźny dźwięk stukających obcasów niósł się echem po całej klatce. Zgrzyt klucza w zamku i ciepło małej, ciemnej, pachnącej kawalerki.

Chwila rozeznania, oswojenie się z pomieszczeniem, odnalezienie swojego miejsca w całym układzie przez każdą z naszej trójki osób. Szklanka wody, wino, kieliszki – wszystko po to, by dać sobie czas, dać nam czas. Spokojna, swobodna i oczekująca na zewnątrz. W środku natomiast rozdygotana i pragnąca. Spieszna, podniecona, spięta, naznaczona emocjami.

Chwilę czekaliśmy na Konrada, który kręcił się po mieszkaniu, zdało by się, bez celu. Kochanek przywołał go do nas i zaproponował, by spoczął. Dysonans. Czułam dysonans. Skrępowanie Konrada i moja narastająca pewność siebie, dokładnie tak, jakbym wysysała z niego całą energię. Im bardziej był unikającym, tym bardziej byłam śmiała.

Mieszkanie Konrada. Rozglądałem się z zaciekawieniem wokół, układając w głowie pomysły, dopasowując możliwości, jakie dawały rozmieszone oszczędnie meble. Pod powiekami widziałem ułożenie ciała Obsesji, nasze odbicie w lustrze, palce zaciśnięte na szklanym blacie stolika.

Chwilka otrzeźwienia. Dość tych fantazji – jestem tu i teraz. Spełnienie erotycznej zachcianki działo się w tym momencie. 

Szeroka kanapa. Usiadłem wygodnie i dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo pewnie się czuję. Zaskoczony umysł zarejestrował sygnały wysyłane przez moje własne ciało. Siedziałem w centralnym miejscu pokoju, rozparty na kanapie. Pozwalający na podawanie sobie wina, z kochanką wtuloną w moje ramię. Uśmiechnąłem się do swoich myśli – poczucie władzy i kontrola sytuacji mile łaskotały podbrzusze. Obsesja rozedrgana, rozpalona, ale wciąż próbująca zachować kontrolę nad podnieceniem. Poruszała się jak dzika, nieokiełznana kotka. Miękkość ruchów, powłóczyste spojrzenia, delikatne drżenie ręki trzymającej kieliszek z winem. Pragnąłem jej tak bardzo, jak nigdy wcześniej nikogo. Pożądałem jej ciała, spełnienia fizycznego, ale to, co dawało największą satysfakcję, to świadomość podniecenia emocjonalnego. Pewność, kontrola i wynikająca z tego swoboda.

Wszechogarniająca cisza i wisząca w powietrzu gra między mną i kochankiem, który nagle wstał i podszedł do mnie. W mej dłoni błyszczał kieliszek. Kochanek wyjął go spomiędzy mich palców i odstawił na stół. Podszedł jeszcze bliżej. Tak blisko, że wywołał u mnie odruch obronny.

– Pamiętasz, jak brzmi safeword? – zapytał patrząc mi w oczy. W reakcji dostał uśmiech i moje ciche przytaknięcie.

– Powiedz, jak ono brzmi – ciągnął wątek. Sprawdza mnie? Kpi? Prowokuje?

– Nie wystarczy, że zapewniłam, iż mam je w pamięci? – z premedytacją nie udzieliłam odpowiedzi na postawione pytanie. Jego twarz przeszywał zadziorny uśmiech. Odczekał krótką chwilę w milczeniu i powtórzył pytanie. Gra. A więc nie chodziło o pytanie. Pytanie nie miało znaczenia.

– Jeśli zapomniałam safeword, to już mój własny problem. Nieprawdaż?

Było już za późno, bym dobrowolnie usatysfakcjonowała go odpowiedzią. O nie, nie tu i nie teraz. Już nie. Jednym więc, silnym ruchem sprowadził mnie na podłogę, trzymając za kark tuż nad ziemią i z drżącym głosem powtórzył pytanie. Zapierałam się kolanami, między jego kostkami. Ustąpiłam napierającym dłoniom, by złagodzić ból, ale nie zamierzałam odpuścić.

 Jeśli sam nie pamiętasz safeword, poproś, a przypomnę – prowokowałam, kiedy nie pozwalał mi bezczelnie spojrzeć sobie w oczy. W ułamkach sekund na mój policzek spadły jego spocone, zimne palce. Zaskoczona, chwilę zbierałam myśli. To nie była już nasza gra. To było przedstawienie. To był pokaz dla onieśmielonego Konrada, który w tym właśnie momencie, odwrócił twarz, by na nas nie patrzeć. Dla niego chce mnie upokorzyć? Niedoczekanie i Twoje i jego, pomyślałam. Co za dupek! Normalnie nie pozwala sobie na takie przepychanki, odpuszcza szybciej, niż mogłoby się zdawać, a teraz? A Teraz urządził sobie pokaz swojej samczej stanowczości?

– Czy masz jeszcze inne argumenty? Czy to wszystko, na co Cię stać? – na mój policzek spadło kolejne uderzenie, tym razem silniejsze. Piekąca skóra tylko mnie rozwścieczyła. Mogłabym się z nim szarpać, mogłabym droczyć, ale uścisk na karku i lędźwiach nie pozwalał mi na jakikolwiek ruch, a niemoc, bezsilność, świadomość wyprowadzała mnie z równowagi. Ostatnia próba odzyskania sił i zjadliwe wyartykułowanie prośby, by nie upokarzał mnie przy Konradzie.

– Więc powiedz, jak brzmi safeword… – jego głos był coraz bardziej uniesiony. Nie spuści z tonu! Kawał skurwysyna! Wybrał niezły moment na obnoszenie się ze swoimi samczymi zapędami – pomyślałam. Ależ czego się spodziewać, skoro kochanek uwielbia widzów. Publika dodaje mu siły. Publika jest dlań tym, czym dla gladiatorów krzyk i pisk z trybun coloseum. Pieprzony fetyszysta swojej własnej osoby. Kolejne spotkanie skóry mojego policzka i jego dłoni, ból drażniący tak bardzo, że chciałabym mu oddać w pierwszym możliwym odruchu.

– STOP, safeword brzmi STOP – wykrzyczałam w złości. Wściekłą do bólu, rozgoryczoną i podnieconą pozostawił na dywanie. Mieszały się we mnie emocje, a epitety dla niego przeznaczone, gnieżdżąc się w moich myślach, rozsadzały mi głowę. Dupek! Skurwysyn! Pieprzony samiec alfa.

Ledwie myśl zakiełkowała w głowie, ledwie powstał pomysł, sugestia.. Pochylony nad ciałem kochanki bawiłem się jej próbą buntu. Buntu ciała wobec fizycznej przewagi, jaką niewątpliwie miałem. Chciałem uległości umysłu wyczuwanej w poddaniu się uściskowi moich palców na jej karku. Zabawa w pytania i odpowiedzi. Im bardziej uciekała od odpowiedzi, tym większą radość odczuwałem wymuszając spełnienie mojej prośby. Niewinna zabawa, ale dla oniemiałego współuczestnika dzisiejszej nocy, była lekcją gwarantującą Obsesji bezpieczeństwo. 

Jak brzmi safe–word?– dowód na to, kto w tym rozdaniu rozdawał karty i kto miał panowanie nad sytuacją. Jak brzmi safe–word?– pokazanie, gdzie kończą się możliwości a zaczyna być niebezpiecznie. Jak brzmi safe–word?– nakreślenie granicy przerywającej jakąkolwiek możliwość dyskusji.

A kochanka wciąż zbuntowana. Pulsująca podnieceniem, wilgotna, rozgrzana. Pachnąca obietnicą seksu. Wciąż próbująca prowokacji. Wciąż siłująca się ze mną.

Zdziwione oczy Obsesji po pierwszym policzku były najpiękniejszym komplementem. Policzek wymierzony delikatnie, bez zbędnej przemocy – miał być czystym upokorzeniem.

– Jak brzmi safe–word?

Czyżby wciąż miała nadzieję, że ulegnę jej podnieceniu..? Dziś nie miała na to najmniejszych szans. Byłem w swoim żywiole. Jej prowokacje tylko rozbudziły podniecenie emocjonalną grą. Kolejny policzek zapiekł kochankę czerwienią na policzku. Czułem jej narastające podniecenie. Wręcz fizycznie wyczuwałem walkę jaką toczy sama ze sobą.

– STOP. Safe–word brzmi STOP! – wykrzyczała w końcu. 

Dostałem to, czego chciałem. Zostawiłem ją leżącą na dywanie. Wciąż rozedrganą i już do końca poddaną mojej woli. 

Chłodne, cierpkie wino rozpuściło słodycz udanej prowokacji. Widziałem oczy utkwione we mnie. Intensywny kontakt. Ledwie tłumiony bunt w opozycji do mojego ledwie opanowanego podniecenia. Wyglądała nieziemsko erotycznie. Lekko potargane włosy, skulone pod krągłą pupą nogi w szpilkach. Jak luksusowa call–girl. Nie miałem wątpliwości, że moja kochanka była gotowa na najbardziej szalone pomysły. Dla samej przyjemności łamania tabu. Dla rozkoszy świadomego wyuzdania.

Odpoczywałam więc na dywanie, a dystans, jeszcze kwadrans temu wyczuwany w powietrzu, znikał gdzieś powoli. I cisza. Czego chcę bardziej? Postawić na swoim czy ulec? Podniosłam głowę i spojrzałam na kochanka. Był spokojny, uśmiechnięty, swobodny. Zapatrzony we mnie, jeszcze bardziej niż zwykle. Łaknący, niecierpliwy, ale opanowany. Uniosłam się na kolana, wciąż klęcząc i patrząc kochankowi prosto w oczy, poprawiłam włosy i ubranie.

– Rozbierz się – padło polecenie. Znów nie potrzebowałam powtarzania. Podniosłam się i zdjęłam spodnie demonstrując swój bunt. Jeśli nie poprosi wyraźnie, nie uczynię nic, by go zachwycić. Najmniejszej dla niego staranności.

– Wstań, podejdź do blatu i zrób to powoli, chcę na ciebie patrzeć…

Nie możliwe, by usłyszał moje myśli, ale uczynił dokładnie to, o czym przed momentem myślałam. Bez najmniejszego zniecierpliwienia poprosił, bym odeszła dalej i pokazała mu się w pełnej okazałości. Doprowadzał mnie do szału i obłędu jednocześnie, ale uczyniłam to, o co poprosił. Podeszłam do blatu i odwrócona doń tyłem, z wolna pozbyłam się topu. Odwróciłam się do niego przodem, uśmiechem sycąc moje sobą i nim zafascynowanie.

– Podejdź do niej. Kochanek zwrócił się do Konrada, rzuciwszy polecenie w powietrze, nie odrywając ode mnie wzroku. Mężczyzna, który bez najmniejszego ociągania wykonał polecenie, podszedł do mnie, objął mnie w biodrach i przylgnął językiem do moich nagich ramion. Przez chwilę stałam obojętna, nieskrępowana i podniecona grą z kochankiem. Tak. Nasza gra, która toczyła się na odległość, bardziej mnie dotykała, niźli język Konrada. Z wyuzdaną przyjemnością patrzyłam na kochanka, jak nas obserwuje. Miałam nieopisaną przyjemność, czując jego obecność. Niespiesznie zdjęłam bieliznę i odrzuciłam w głąb pokoju. Całujący mnie mężczyzna był coraz bardziej zachłanny i nieopanowany. Czekałam, aż kochanek przywoła mnie do siebie. Ale wciąż tkwiłam na środku pokoju naga i oglądana, jak na wystawie. Będąc na skraju opanowania dotykałam się sama tak, jak lubię najbardziej. Zachłannie, spiesznie, mocno. Czułam nadchodzące napięcie, ogarniające całe moje ciało i ten jego wzrok. Uwielbiam wzrok. Uwielbiam patrzeć. Przyglądać się, a kochanek nie spuszczał ze mnie oka. Nie drgnął. Przymknęłam powieki. To był tylko mój moment. Pieszcząca się w swoim własnym rytmie, drażniąca temperaturą mych własnych dłoni, moją wyuzdaną świadomością…

– Usiądź przy mnie. – Zaledwie krótkim zdaniem przeciął mój narastający napięciem nastrój. Nagle, brutalnie, niespodziewanie. W momencie, kiedy byłam ze sobą tak blisko. Wraz z poleceniem ustąpił dotyk Konrada. Jakoby ten nakaz zerwał ze mnie jego dotyk. Nie czekałam. Nie musiał drugi raz powtarzać, byłam gotowa wrócić, mimo oczekiwanej nagrody, przyznawanej sobie samej. Nie oglądając się zostawiłam Konrada na środku pokoju i zbliżyłam się do kochanka, który ustąpił mi miejsca na sofie, na którą opadłam swobodnie. Za niedługą chwilę tuż przy mnie usiadł Konrad. Nie śmiał patrzeć, nie śmiał dotykać. Był przezroczystym, bezwonnym w swoim onieśmieleniu. Kochanek klęcząc u moich nóg, delektował się nami. Pytanie, kim bardziej? Mną napaloną i oczekującą? Czy nim, niepewnym, zależnym, podporządkowanym?

– Zajmij się jej piersiami…– jakby mimochodem, zdawałoby się nie przerywając drażnienia mojej kobiecości, zwrócił się do Konrada. Ten ruszył na mnie gwałtownie, acz z delikatnością właściwą kobiecie. Jego palce dotykały mojej skóry niespiesznie i lekko. Jego zachwyt było czuć w każdym geście, w każdym oddechu, w każdym spojrzeniu… Na chwilę wręcz odebrał mi kochanka, który wydawał się być wyraźnie skupionym na obserwowaniu pieszczącego mnie Konrada. „Że też faceci nie mają podzielności uwagi” pomyślałam. Chwyciłam więc kochanka za włosy, by wskazać swoje oczekiwania i kierunek naszej wspólnej zabawy tegoż wieczoru. Przypomniał sobie, zaskoczył – przez chwilę byłam pieszczona przez obu samców jednocześnie, dzięki temu mogłam oddać się pełnemu odbieraniu bodźców, które mi serwowali na przemian, z osobna i jednocześnie… Pozwalałam sobie na swobodę ekspresji zachowań i emocji. Pozwalałam być sobie ruchliwą i głośną, biorącą garściami od kochanków, co tylko potrafili mi dać tej nocy. Dwóch, będących na każde moje skinienie. Dwóch doprowadzonych emocjonalnie do szału moimi emocjami.

Są kobiety, które najpiękniej wyglądają ubrane w sam zapach. Są takie, które pełnię kobiecości uzyskują dzięki drobnym szczegółom garderoby; bransoletce, naszyjniku, pończochach. Są takie, które już „po” ubierają się z gracją i naturalnością, jakby nieskalane fizycznością. Ale Obsesja…

Pewność siebie pozwalała na swobodę rozgrywania sytuacji.

– Rozbierz się – spodobało mi się skojarzenie z call–girl.

Odrzucała niedbale kolejne części garderoby. Każdy gest, każde spojrzenie podnosiło poziom podniecenia. I mimo, że to ja prowadziłem naszą grę, dziś wiem, że tonąłem wówczas w jej wyuzdaniu. Odchylona w tył, ubrana w same buty na wysokim obcasie zsunęła na kostki małą czerń bielizny a potem z wdziękiem, robiąc krok w przód pozbyła się koronkowych majtek. Pożądanie wybuchło falą zachwytu. Była połączeniem dwóch niemożliwych do pogodzenia stanów – skupienia i nonszalancji. A mnie przepełniało poczucie spełnienia jeszcze przed samym seksem. Wyuzdanie w czystej postaci. Destylowane. Skroplone i skoncentrowane.

Są kobiety, które jednym spojrzeniem wprawiają w stan upojenia, takie, których wzrok powoduje, że krew wrze lub zamarza w żyłach. Jedno spojrzenie. Utonąłem.

– Podejdź do niej – zabrzmiało jak polecenie a miało być zaledwie sugestią. Jak małe dziecko, które dostaje pozwolenie na dotknięcie nowej zabawki Konrad spełnił moje żądanie. Objął ją wpół. Widziałem jego usta na jej ciele. Widziałem jego usta na jej skórze. Byłem widzem, odgrodzonym od jej fizyczności obserwatorem skręcającym się z pragnienia i niezaspokojonego pożądania. Jednocześnie wręcz odczuwałem fizycznie ich kontakt, będąc sprawcą każdego ruchu i każdego gestu.

Kolejna dwoistość. Połączenie dwóch skrajnych i pozornie wykluczających się emocji. Z jednej strony byłem pełen samczego zadowolenia i rozpierała mnie duma – oto inny facet nie panował nad swoim pożądaniem, był zachwycony każdym dotykiem i każdym gestem mojej kochanki. Mojej zdobyczy, mojego łupu. Być może to głupi i przyziemny sposób na podnoszenie wartości własnego ego, ale ta przyziemność była niezwykle podniecająca. A jednocześnie byłem opętany zazdrością. Moment, w którym poczułem uderzenie fali gorąca, kiedy jego dłonie dotknęły po raz pierwszy jej skóry.. zazdrość odbierająca oddech. Masochistyczne taplanie się we własnych emocjach, przełamywanie swoich lęków, obaw i samczego poczucia własności a przy tym świadomość, że balansujemy na granicy dopuszczalnych zachowań. 

Byłem jednocześnie nim i sobą. W jednej chwili tuż przy niej i w dystansie. Fizyczna bliskość i mentalne porozumienie. Brakowało mi jednak czegoś.. brakowało mi jej zapachu. Podniecenia, kobiecości, seksualności. Zapragnąłem mieć ją blisko siebie.

Żadnego skrępowania, żadnych skrupułów. Wszystko, czego chciałem – dla mnie. 

Konrad wciąż pozostawał jedynie pionkiem. Jak figura na szachownicy, która nie wie po jakim polu się porusza i dokąd zmierza. Poddany całkowicie mojej woli i jej urokowi. Bezwolny. Opętany.

Kochanek przyciągnął mnie ku sobie, ale nasza bliskość nie była teraz przeznaczona dla mnie. Ujął moje ramiona i odwrócił twarzą w stronę Konrada. Klęczałam wyprostowana nad siedzącym na kanapie Konradem i wyprzedzałam ciąg zdarzeń w myślach. Nie uczynię nawet jednego kroku, wyprzedzając polecenie kochanka, choćbym miała być pewna jego oczekiwań, bardziej niż swoich własnych. Wiedziałam, że jest tego świadomy. Musiał prosić, wskazać, zażądać lub zmusić mnie do tego, ale miał wybór. Ręce kochanka spoczęły na moich plecach. Palcami wodził to po moim karku, to wzdłuż kręgosłupa, po pośladkach. Był delikatny i niespieszny. Pozwolił mi wyprężyć się, niczym rasowej kocicy. Poddawałam się dotykowi podsuwając to ramię, to łopatki pod jego palce, spragniona, jak wody jego dotyku.

Oczekiwanie. Narastająca ciekawość, a może świadomość przekraczania tabu, podniecała mnie coraz bardziej. Zza przymkniętych powiek nie widziałam wiele, ale czułam wzrok Konrada na swoich sutkach. Za wzrokiem poczułam ciepło dotyku. Znów delikatny, znów niepewny. Moje piersi prężyły się pod dotykiem, czyniąc skórę napiętą do granic wytrzymałości. Wrażliwość sutków sięgała szczytu doznań na granicy bólu i rozkoszy. Moje ręce opadły swobodnie wzdłuż tułowia, a głowę zbliżyłam do twarzy kochanka. Poddałam się.

Z zatopienia w zachwycie chwilą wyrwała mnie gwałtowność pchnięcia w kierunku Konrada. Natychmiastowa reakcja moich i Konrada dłoni, wyciągniętych w odruchu bezwarunkowym. Kochanek docisnął mój kark do łona Konrada, nakrył mnie swoim ciałem i wyszeptał:

– Weź go do ust, tak, jak tylko ty potrafisz. Zachłannie, łapczywie. Chcę, żeby mu było dobrze. 

W pośpiechu odszukałam ustami męskość Konrada i pochłonęłam zachłannością mych warg. Klęczałam z wypiętą pupą, z malowniczą wklęsłością kręgosłupa lędźwiowego, wsparta na łokciach, okalająca ustami i językiem kutasa przyjaciela mojego kochanka. Był słodkawy. Wręcz mdły. Nie mój, lecz pławiłam się w chwili otrzymywania go w prezencie. Bawiłam się nim. Wodziłam czubkiem języka od nasady po sam czubek, zlizując każdą, najmniejszą kroplę gęstego soku męskości. Sięgnęłam ustami jąder. Wypełniłam nimi całe swoje policzki, rozpychałam językiem i dotykałam palcami zewnętrznej strony policzka, chcąc poczuć wypukłość. Okalałam samą główkę, będąc to delikatną, to brutalną w sile i gwałtowności ssania. W półmroku pokoju odszukałam jego jasne białka i skupiłam na nim swój wzrok. Był rozedrgany. Podniecony. Rozpływający się w zachwycie. Oczy zaszłe mgłą. Widziałam, jak zachłannie bierze wszystko, czym go obdarowywałam. Delektowałam się tą świadomością i brałam sama, bo kochanek nie szczędził mi przyjemności. Jego dłonie pieściły mnie, nie dając o sobie zapomnieć. Trzymały moje biodra mocno, były zaborcze, a ja oczekująca. Nie dał mi długo czekać. Wszedł we mnie powoli, dając mi rozkoszować się każdą sekundą. Zatracałam się w swoim uniesieniu. Moja przytłumiona percepcja skupiona była już tylko i wyłącznie na odczuwaniu tego, co przychodziło do mnie przez upośledzone emocjami zmysły. Posuwał mnie miarowo i rytmicznie, za każdym razem czyniąc ruchy głębokimi i pełnymi.

– Chcę, aby było mu dobrze Obsesjo – powtórzył. Starałam się więc jeszcze bardziej. Byłam jeszcze bardziej skupiona, jeszcze bardziej precyzyjna. Na chwilę zapomniałam o sobie, przywołując wszelkie myśli, by teraz były blisko mych ust i wokół penisa Konrada. Na chwilę nie czułam kochanka, nie czułam siebie. Jak lalka, bez najmniejszej próby współpracy, bez potrzeby odnalezienia uwspólnionego rytmu i tempa, byłam posuwana, myśląc tylko o dobrze wypełnianym zadaniu. Mięśnie ust powoli drętwiały. Po chwili wręcz bolały, ale nie śmiałam ulżyć sobie. Wciąż obciągałam z pełną siłą i w pełnym skupieniu.

Na mój pośladek spadło uwalniające uderzenie.

– Ty zepsuta suko – usłyszałam za plecami. Byłam już tak nakręcona, że nie potrafiłam wrócić myślami do Konrada. Kochanek pochwycił mnie w talii i przyciągnął ku sobie. W jednym momencie znaleźliśmy się w we wspólnym splocie ciał. Przywieraliśmy do siebie tak, że czułam ból jego bliskości. Tak! Jego podniecenie sprawiało mi ból. Czynił to świadomie. Czułam jego premedytację. Gwałtowność i brak opanowania dominowały w tym krótkim spotkaniu naszych ciał. Łapczywie czerpałam z każdego kawałka jego spoconego seksem ciała. Tarzaliśmy się jak zwierzęta po podłodze, a nasze uniesienie zakończył orgazm, pełen spazmów i drgawek. Bolesny. Oczekiwany. Upragniony. Powoli przychodziło ukojenie. Napięcie rozchodziło się po każdym skrawku ciała, przeobrażając się w błogość.

Kochanek usiadł w fotelu, pozostawiając mnie zwiniętą na dywanie. Ależ on lubi demonstrować swoje panowanie nad sytuacją. Próżny samiec alfa. Dopiero teraz dostrzegłam, że jesteśmy sami w pokoju. Nie było z nami Konrada. Odsunął się, nie odnajdując przestrzeni dla siebie. Byliśmy egoistyczni i zapatrzeni w siebie tak bardzo, że nie skrywaliśmy przed nim, iż jest ledwie dodatkiem do naszego wyuzdania i napalenia. Leżałam jeszcze chwilę na dywanie, obserwując odpoczywającego kochanka, by po chwili, resztkami sił, wiedziona pożądaniem i niedosytem, przypełznąć do jego kolan. Oparłam brodę na jego kolanie i patrzyłam mu spokojnie w oczy.. Nasz wzrok okalała cisza i zadowolenie, ale czegoś brakowało. Jak zwykle. Brakowało sytości. Wciąż chciałam więcej i mocniej. Obłęd i obsesja.

Braman-Raven&Obsesja.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Doskonałe i jak zwykle wciągające, tym bardziej, że pisane przez dwie osoby. Ta sama sytuacja widziana z obu stron – takie opowiadanie to nic nowego, ale wygrywacie szczerością. I to chyba cecha, która najbardziej mnie pociąga. Nie ma w Twoim pisaniu chęci pokazania siebie i świata w sposób idealny lub politycznie poprawny. Nie ma miejsca na czarno białe postacie. Jest człowiek, ze wszystkimi swoimi demonami i całą gamą sprzecznych uczuć – nie zawsze logicznych i moralnych.

A przy tym erotyka, która sprawia, że czytam to opowiadanie już kolejny raz, pochłaniając każde słowo z największą przyjemnością w przenośni i dosłownie;)

Dobry wieczór,

niestety nie mogę podzielić zachwytu Wiki. Mi opowiadanie podobało się w stopniu umiarkowanym.

Sam pomysł, by pisać z perspektywy dwóch narratorów jest dobry i czyni lekturę ciekawszą. Ale tutaj zbyt wiele rzeczy zostaje powtórzonych w przeplatających się opowieściach. Czasem nawet relacjonowane są te same dialogi. Dwa wątki narracyjne powinny ze sobą współgrać i się wzajemnie uzupełniać, a tu zbyt często się powielają. Słowem: potencjał tego zabiegu nie został w pełni wykorzystany.

Fabuła nie jest zbyt rozbudowana, ale przecież to byłoby do zaakceptowania. Problem w tym, że niezbyt mnie wciąga. Gra między trzema opisanymi postaciami (czy raczej dwoma, bo Konrad jest przecież pionkiem na planszy) nie jest aż tak pasjonująca, by przykuć mnie do ekranu na dłużej. Czytałem te opowiadanie od piątku – w porcjach po kilkanaście akapitów. I zupełnie nie czułem potrzeby, by połknąć je w całości. Zabrakło mi efektu "jeszcze jednej strony".

Odnośnie stylu – zazwyczaj jest poprawny, choć zdarzają się nagminne powtórzenia. Słowo "dłoń" w różnych odmianach pada w niedługim przecież tekście 27 razy, niekiedy po 3-4 razy w akapicie, jakby nie było synonimów. No i pojawił się poważny (czy może raczej: niezamierzenie komiczny) lapsus językowy:

"Jego twarz przeszywał zadziorny uśmiech."

Przez twarz może przemknąć grymas. Na twarzy może się pojawić (ewentualnie wykwitnąć) uśmiech. Przeszyć może natomiast ból. Jeśli już coś przeszywa twarz, to jest to zwykle ciało obce i fakt ten łączy się z dużym cierpieniem.

Skoro już przy powtórzeniach jesteśmy, tegorocznym hitem sezonu okazało się słowo "wyuzdanie". Jest to bardzo piękne słowo, którego też zdarza mi się użyć w moich opowiadaniach. Budzi ono bardzo miłe skojarzenia i ma niezwykle podniecające brzmienie. Tyle tylko, że z "wyuzdaniem" jest jak z przyprawą. Używana w rozsądnych dawkach czyni potrawę smaczniejszą. Ale jeśli się przesadzi… w opowiadaniu "wyuzdanie" w formie rzeczownika oraz przymiotnika odrzeczownikowego pada… 15 razy! Zdarzają się akapity, gdy przytrafia się dwukrotnie.

O ile "dłonie" można jeszcze wybaczyć, o tyle tutaj Autor zdecydowanie przesolił. Pomijam już fakt, że "wyuzdanie" ma równie piękny synonim: "lubieżność". Że słowo "wyuzdany" można z powodzeniem zastąpić "rozpustnym". Chodzi mi o to, że nagminne użycie owego słowa sprawia, że traci ono swoją moc. Staje się bezsilne. A ja przeskakuję nad kolejnymi jego zastosowaniami, czując zamiast podniecenia – coraz głębszy dyskomfort.

Wracając do fabuły – ma ona jeden poważny mankament. Ta historia ma początek, rozwinięcie… ale brak jej zakończenia. Ot, kilka zdań rzuconych, bez żadnej celnej puenty, bez żadnego ciekawego rozwiązania wątku "zmanipulowanego" Konrada. Jakby Autorowi (Autorom?) znudziło się w pewnym momencie pisanie i postanowił jak najszybciej zamknąć tekst.

Samych zachowań bohaterów nie oceniam – nie mój styl, nie mój gust… Chciałbym tylko zauważyć, że o ile "Obsesja" jest dobrym mianem na określenie kochanki w myślach narratora, o tyle przedstawianie jej w ten sposób przyjacielowi jest hmmm… pretensjonalne. Tak. Te słowo często przychodziło mi na myśl podczas lektury opowiadania. Szczególnie mocno przy kolejnych "wyuzdaniach".

Dialogi – część opowiadania, która potrafi "nieść" z sobą całą fabułę – tutaj nie zachwycają. Zwłaszcza, że nie raz czytamy je dwukrotnie – w relacji kochanka i Obsesji. Trudno pozbyć się poczucia, że bohaterowie nie mają sobie nic ciekawego do powiedzenia.

Co więc mi się podobało? Hmmm… ilustracja 🙂 Generalnie, poza wskazanymi przeze mnie brakami, tekst jest w porządku. Ale myślę, że przydałoby mu się jeszcze kilka godzin pracy – nad wygładzeniem języka, ale przede wszystkim nad konstrukcją fabularną i ciekawym zakończeniem.

Myślę, że nie jest to tylko moje zdanie – o czym świadczy średnia ocen Czytelników.

Pozdrawiam
M.A.

P.S. Safe-word (czy może safeword, Autor mógłby się zdecydować, jakiej pisowni używa) naprawdę brzmiał "Stop"? Jestem głęboko zawiedziony. Liczyłem na coś bardziej wysublimowanego, np. "Rosebud", albo "Expecto patronum". Możnaby też wykorzystać najlepszy safeword w historii kina, czyli "fluggaenkdechioebolsen" 🙂

http://www.youtube.com/watch?v=9-2dN9E8vPk

Co do zakończenia, braku puenty i porzuconego wątku Konrada – ja to rozumiem zupełnie inaczej. Opowiadanie jest dokładnie idealną całością. Konrad nie był ważny. Jest tytułową postacią, ale w grze stanowił tylko pretekst. Potraktowano go instrumentalnie zarówno w przez bohaterów, jak i przez autorów – dla nikogo nie był istotny. I tak jak pominęli go kochankowie, którzy nie zauważyli jak wychodził – pominął go również autor. I tym sposobem podkreślił pomysł na całość – egoizm i zapatrzenie w siebie głównych postaci i taki jest suspens.

I tak jak bohaterowie, którzy nie posiadają refleksji i moralnych rozterek co do swojego zachowania, tak autor skupia się na cielesności bez oglądania się na puentę. Sposobem narracji podkreśla fabułę.

Link – pierwsza klasa – umarłam…;)))

MA – "wyuzdań" jest rzeczywiście zbyt dużo – moja wina (ja spartoliłem te fragmenty).
Co do zakończenia – było przemyślane.
Co do powtórzeń fabularnych – dwoje autorów, piszących niezależnie od siebie – nie do uniknięcia.
Wiki 🙂

No właśnie dlatego, że tekst pisze dwóch Autorów, potrzebny jest etap "postprodukcji" (który nie zaszkodzi też przy opowiadaniach pisanych samotnie) – solidne przeczytanie kilka razy całości i poprawienie rzeczy, które nie grają. Częste powtórzenia są jak najbardziej do uniknięcia.

Pozdrawiam
M.A.

Zacząć czytać i pogubić się w tekście, nie wiedzieć, kto prowadzi narrację – nowe dla mnie doświadczenie. Opowiadanie napisano dla czytelnika czy dla własnej narcystycznej satysfakcji?
Dobra, dobra. Przeczytam kiedy indziej na spokojnie i pewnie dojdę, o co chodzi w tej historii. Dziś zmęczenie mnie nęka.

Również się gubiłam w tym tekście. Nie wiedziałam kto mówi, kto co robi, kogo tekst dotyczy. I tak samo jak u Megasa brakowało mi ochoty czytania 'dalej'. Robiłam to bardziej z przymusu, bo nie lubię zostawiać lektury w połowie.

Co jak co, ale po Barmanie-Raven spodziewałam się czegoś oszałamiającego, skoro tak krytycznie ocenił niedawno zamieszone tutaj opowiadanie. Nieprzyjemne uczucie, hm. zawodu? Rozczarowania prędzej.

Naprawdę tak trudno się było połapać, że boldem pisane są myśli faceta a kobiety bez pogrubienia? Nie wierzę…

Myślę, że dla czytelności tekstu lepiej by było dać śródtytuły, choćby On i Ona. Albo podzielić tekst gwiazdkami. Ale w gruncie rzeczy to, jak zaznaczona graficznie jest narracja jest drugorzędne wobec faktu, że jest ona nienajlepiej prowadzona 🙂

Pozdrawiam
M.A.

To akurat można było zrozumieć. Jednakże ciężko było 'ogarnąć' kto co robi 'w trakcie'.

A mnie po prostu kolejne sesje seksu z Obsesją nie kręcą. Mało w tym erotyki, chyba, że zaliczymy do niej literacki onanizm Autora.

Napisz komentarz