Cztery, a nawet pięć IV (Aurelius)  4.89/5 (9)

49 min. czytania

Aurélien Glabas, „Iustitia”, CC BY-NC-ND

Nie przekręciła klucza w zamku i to drobne niedopatrzenie stało się katalizatorem ciągu wydarzeń, których nie umiała, a nade wszystko nie chciała zatrzymać.

Dopiero co wróciła z Warszawy, krzątała się po swoim królestwie, trzy na cztery; w pewnej chwili odniosła dziwne wrażenie graniczące z pewnością, że ktoś jest w pokoju. Odwróciła się gwałtownie – młody chłopak, wysoki i szczupły, zasadniczo bardzo przystojny. Daniel, jej własny siostrzeniec. Stał i patrzył, a ona nie miała na sobie bluzki!

Urodziła się za późno, a Marzena wyszła za mąż zbyt wcześnie. Chłopak miał siedemnaście lat, ona dwadzieścia dwa. Niemal rówieśnicy.

Bluzka leżała na krześle, za plecami chłopaka. Zbyt późno, za daleko… Błyskawicznie okryła się ramionami.

– Powinieneś już iść – odezwała się cicho, patrząc przy tym gdzieś w bok.

Chłopak ciężko westchnął.

– Możemy sobie pomóc

Błyskawicznie poderwała głowę.

– Pomóc?! W czym?

Daniel lekko się uśmiechnął.

– Dobrze wiesz w czym.

– Nie, nie wiem – rzuciła oszołomiona.

– Opuść ręce, to ci powiem – odparł lekko, niby żartem, ale nietrudno było zauważyć, z jakim napięciem wyczekuje odpowiedzi.

Uśmiechnęła się łagodnie i tajemniczo, jakby do pewnego stopnia popierała jego argumentację.

– Jestem twoją ciotką.

– Ale nie starą i brzydką. To się nie liczy.

Spojrzała zaskoczona. Na pewno tak powiedział? Nie brzydką?

– Jesteś pewny..?

Chłopak pokiwał głową.

– Mi się podobasz.

Poczuła, że się rumieni. Oto pierwszy facet, któremu się podoba; pierwszy, który to powiedział. Bo Daniel jest prawie mężczyzną.

– Zamknij drzwi –  powiedziała cicho.

Wystarczyło że zrobił dwa kroki, sięgnął do zamka i przekręcił klucz. Gdy znowu się odwrócił stała już wyprostowana, z rękami wzdłuż ciała. Gruby stanik ciasno opinał niewielkie wzniesienia.

– Zadowolony? –  spytała zaczepnie.

– A ty?

Przygryzła wargę.

– Nie wiem, co masz na myśli.

– Myślę, że powinnaś go zdjąć –  rzekł z poważną miną –  jest za ciasny.

– Jeśli myślisz, że będę się dla ciebie rozbierać, to… –  gwałtownie odgarnęła spadające na czoło włosy – to grubo się mylisz!

Twarz Daniela była spokojna i niewzruszona.

– Mam sobie pójść? Naprawdę tego chcesz? Bo jeśli chcesz, to sobie pójdę. Nic na siłę.

Chciała to wykrzyczeć, wyrzucić go natychmiast, ale z gardła nie wydobył się żaden dźwięk, który przypominałby odmowę.

– Już, napatrzyłeś się? Tylko nie myśl, że pozwolę na coś więcej. O nie, mowy nie ma!

Ale chłopak stał i patrzył. Niewzruszony.

– No dobra, trochę się spieszę. Gdybyś mógł… –  spojrzała wymownie na drzwi. – I nie mów mamie.

– Nikomu nie powiemy.

– Dzięki. A teraz muszę się jeszcze pouczyć. Możesz wyjść?

Na twarzy chłopaka pojawił się delikatny uśmiech. Taki… dydaktyczny.

– Wiesz Tośka, jaki masz problem?

– No jaki?

– Czasami za dużo gadasz. Odwróć się.

Lekko się wzdrygnęła.

– Ale po co?

– Zobaczysz.

Zrobiła to powoli, jak w sennym letargu. Wstrzymała oddech, gdy poczuła dłoń siostrzeńca na zapięciu biustonosza. A potem odwrócił ją sam; z wielkim trudem opanowała odruch warunkowy, który nakazywał bezwzględne i natychmiastowe powstrzymanie opadającego stanika. A potem było już za późno. Tamy puściły.

– Bardzo ładne –  mruknął. Nie nazwałaby tak małych piersi o maleńkich sutkach i drobnych brodawkach bardzo ładnymi – jednak z drugiej strony może stosuje niewłaściwe kryteria? Przecież są mężczyźni, którzy wolą małe piersi i nie dla każdego wielkie balony z otoczkami jak spodki to synonim kobiecości.

A może wcale nie są takie małe i takie beznadziejne jak uważa? Może to jej kompleksy, fobie, cokolwiek…

Spod półprzymkniętych powiek przyglądała się, jak Daniel zdejmuje koszulkę, a następnie klęka. Poczuła gorący powiew oddechu, a następnie coś wilgotnego i ciepłego dotknęło lewego sutka. Przez drobne ciało przebiegł dreszcz… podniecenia? Nie potrafiła tego nazwać, ale było cholernie przyjemne.

Chłopak pracował wargami i językiem – lizał, ssał, delikatnie podgryzał, wymyślał skomplikowane figury zaprzeczające prawom geometrii. Za to ona poddała się innym, odwiecznym prawom – natury. Oddech miała szybki i płytki, urywany. Urszula miała rację – wszystko było takie nowe i takie piękne.

Nawet nie wiedziała kiedy się podniósł i przywarł do jej pleców. Wielkie i ciepłe dłonie wylądowały na drobnych wypukłościach. Nieznany wcześniej dotyk sprawił, iż przez ciało przebiegł kolejny dreszcz, jeszcze bardziej intensywny i ekscytujący. O tak, podniecenia – wiedziała już na pewno. Siostrzeniec robił swoje, brodawki zrobiły się twarde i wrażliwe, sutki sterczały jak nigdy dotąd. Tak jest za każdym razem?

Oszałamiający dotyk nagle ustał; poczuła jak łapie ją za łokcie i unosi ręce, nad głowę. Zwinne palce przemknęły po brzuchu, dotarły do zapięcia spodni i błyskawicznie sforsowały przeszkodę. Poczuła jak wolno spływają w dół, chciała coś zrobić, zaprotestować, ale nie dała rady. W ślad za spodniami wkrótce podążyły majteczki.

Czekała z zamkniętymi oczami na coś, co powinno się wydarzyć… ale nic nie nastąpiło.

Cisza. Z trudem otworzyła oczy. W pokoju nie było nikogo.

W nocy długo nie mogła zasnąć. Najpierw ogarnęła ją fala wstydu, potem zjawiła się wściekłość. Rozebrał ją, macał, nawet zdjął majtki, widział…. widział wszystko. Jakim prawem? Jak mogła do tego dopuścić?! A jeśli zacznie gadać, rozpowiadać o wszystkim?

Stopniowo nadchodziło opamiętanie.

Nie, nie powie – przecież obiecał. Będzie rozsądny i obietnicy dotrzyma. Bo jeśli będzie rozpowiadał, że się zabrał za obrzydliwego kapciucha, zostanie wyśmiany. Że nie stać go było na lepszą. Przecież kapciuch to ostateczności, dno, totalna desperacja.

Następnego dnia oboje zachowywali się normalnie, zwyczajnie. Dopiero wieczorem usłyszała ciche pukanie do (przezornie zamkniętych) drzwi.

– Chyba powinniśmy porozmawiać – odezwał się cicho, patrząc na ścianę.

– Nie mamy o czym – mruknęła rozdrażniona.

– Na pewno…?

– Tak myślę.

Kłamiesz. Myślałaś o tym przez cały dzień i po cichu liczyłaś, że do rozmowy dojdzie. Okazało się, że prędzej niż później.

– Bo myślałem… – chłopak odchrząknął. – Liczyłem na coś więcej.

Ja też…

– To znaczy..?

– No… myślałem, że wiesz.

Przez chwilę toczyła rozpaczliwą wewnętrzną walkę. W końcu odsunęła się trochę robiąc mu miejsce; gdy wszedł do środka, starannie zamknęła drzwi. W pokoju paliła się tylko nocna lampka rzucając czerwonozłote półcienie.

Daniel złapał ją za przód koszulki, nieco podciągnął.

– Mieliśmy rozmawiać – wydusiła.

– Teraz?

– Może… może później.

Pozwoliła się rozebrać, do naga. Pieścił ją i całował, nie tylko piersi. I znowu było cudownie.

– Mam pytanie – zaczęła, gdy skończyli.

– Jakie?

– Robiłeś to już wcześniej?

– Znaczy co?

– No… to wszystko, co ze mną.

Chwilę nie odpowiadał.

– Robiłem – powiedział w końcu.

– Z kim?

– Czy to ważne?

– Chyba nie – wzięła głęboki oddech i powiedziała, jakby wbrew sobie. – Spotkamy się jeszcze?

Daniel zatrzymał się w pół kroku, wyraźnie zaskoczony.

– Mam sobie pójść?

– Chyba tak. Ktoś zobaczy, że cię nie ma w pokoju i będzie afera.

– Nie powinien. Chłopaki śpią w zagrodzie.

Chłopaki, czyli dwaj młodsi bracia, spali w zagrodzie, czyli niewielkim stryszku nad stodołą. Było tam pełno siana, ciepło, cicho i przytulnie. Ale chodziło o coś jeszcze. Mieli ustronne miejsce, by wypić piwo, palić papierosy i oglądać pisemka z gołymi babami wymieniając przy tym sprośne uwagi. Zakazany owoc smakuje najlepiej.

– No to masz trochę luzu. Ale powinieneś już iść – dodała, lecz chłopak nie ruszył się z miejsca. Jakby na coś czekał.

– O co chodzi?

– Bo…. chciałem ci jeszcze kogoś przedstawić – wyjąkał.

– Kogo?

– Jego – pokazał na dużą wypukłość w spodniach. – Myślę, że powinnaś go poznać

Znowu go poczuła. Znajomy już dreszcz podniecenia zmieszanego z dziwną i nieznaną wcześniej euforią.

– No dobrze – odparła z udawanym wahaniem.

Chłopak rozpiął guzik, rozsunął rozporek i powoli opuścił spodnie, aż do kostek. Pod spodem był goły więc to – coś – fajnego wydostało się na wolność. Wstrzymała oddech.

Ale wielki. Coś takiego miałoby się zmieścić w mojej…? Niemożliwe.

– Jest… taki duży – powiedziała ostrożnie. Nie chciała wyjść na totalną ignorantkę. Daniel się uśmiechnął. W półmroku nie widziała jego twarzy, ale mogłaby przysiąc, że właśnie tak było. W końcu każdy facet chce mieć wielkiego penisa. Docenianego. Dopieszczonego.

– Naprawdę tak myślisz?

– Tak.

Wielki penis rzucał duży i ruchomy cień. Lekko się kołysał i drgał, w rytm uderzeń serca. Guzowaty i napęczniały, opleciony siecią niebieskawych żyłek. Patrzyła zafascynowana.

– Czy… mogę go dotknąć? – Zapytała nieśmiało.

– Jasne.

Opuszkami palców dotknęła napiętej główki, delikatnie przeciągnęła wzdłuż karbowanej rury.

– Jest taki miękki. Ale i twardy, jednocześnie.

– Elastyczny – podpowiedział Daniel.

– Właśnie tak!

Gładziła go i dotykała jeszcze przez chwilę. Niespodziewanie na końcu jednookiej główki pojawiła się duża przezroczysta kropla. Momentalnie cofnęła dłoń.

– Co to?!

– Nie wiesz?

– Nasienie?

Chłopak uśmiechnął się lekko.

– Nie, jeszcze nie. Ale coś, co przeciera szlak.

– Jest… niebezpieczne? Wiesz o czym mówię.

– Wiem. To znaczy nie wiem. Nie wiem, czy jest.

Sięgnęła po chusteczkę i starannie wytarła palce. Na wszelki wypadek.

– Długo tak może?

– Może co?

– No… taki być – dodała zawstydzona. –  Taki jak teraz.

– Stać? Sterczeć? O to pytasz?

– Tak.

– Godzinę, bez przerwy – odparł z leniwą chełpliwością.

Stosunek trwałby aż godzinę? Niesamowite..

– Dobra; idź już, bo ktoś zauważy.

Spojrzał na nią, wyraźnie zawiedziony.

– Myślałem, że… spróbujemy jeszcze czegoś – rzekł nieśmiało.

– To znaczy czego?

Chłopak milczał.

– No mów!

– Że zrobisz mi ustami – wydusił.

Nie kazała mu wyjść natychmiast, jak się być może spodziewał. Dlatego, że… sama chciała to zrobić. Widok sterczącego kutasa, w zasięgu ręki, fascynował i hipnotyzował.

– Nie wiem – odezwała się cicho – nie wiem jak. Nigdy tego nie robiłam. A ty?

Sterczący członek mocno się zakołysał

– Czy ja robiłem?!

– No.. czy miałeś robionego.

– Też nie.

– To nie wiem, czy sobie poradzimy – parsknęła wymuszonym śmiechem.

– Damy radę. Oglądałem parę filmów.

Ja też. W sumie moglibyśmy się wymienić.

– To co robimy?

– Usiądź tam – pokazał na krawędź łóżka – rozstaw trochę nogi.

Daniel zbliżył się tak bardzo, że pulsujący członek miała tuż przy ustach. Wystarczyło, żeby….

Wysunęła język i polizała główkę. Pocałowała ją i wsunęła do ust, powoli i ostrożnie. Następnie zaczęła ssać, jednocześnie poruszając dłonią wzdłuż całej długości penisa – jak tamte kobiety na filmach. Starała się wsunąć go głębiej, tak jak one, ale się okazało, że to wcale nie proste. Główka była duża, od razu zaczynała się dławić i krztusić. Ograniczała się więc do prostych czynności mając nadzieję, że to wystarczy. Słyszała jak chłopak stęka i głośno oddycha, więc może…

Niespodziewanie jej usta w błyskawicznym tempie zaczęły się napełniać gorącą i lepką cieczą. Odsunęła się gwałtownie; penis wciąż tryskał, a strumienie nasienia wylądowały na twarzy i włosach dziewczyny. Jak on to mówił, godzina? Nie minął nawet kwadrans.

– Przepraszam – wymamrotał chłopak – zapomniałem powiedzieć, że będzie orgazm.

– Spoko, nie ma sprawy – burknęła. Sięgnęła po chusteczki, próbowała coś z tym zrobić. Wszystko się lepiło, kleiło…

– Teraz moja kolej.

Dłoń zawisła w powietrzu, jakby nic nie ważyła.

– Słucham?

– Teraz ja sprawię ci przyjemność. Należy ci się.

Spojrzała na niego w taki sposób, jakby widziała chłopaka pierwszy raz w życiu.

– Nie, dziękuję – rzuciła rozzłoszczona. – Idź już!

Ale Daniel ani myślał się ruszyć.

– Oj Tośka, nie bądź dzieckiem. Połóż się wygodnie, na plecach.

Chciała go wyrzucić, ale złość szybko minęła. Zrobiła to o co prosił, chociaż z wielkimi oporami.  Złapał ją za kolana i powoli rozłożył uda.

– Chyba nie chcesz… go tam wsadzić?!

– Spokojnie, zaufaj mi.

Mam zaufać obcemu facetowi? Niby siostrzeniec, ale… nie znamy się od tamtej, intymnej strony.

Jednak gdy chłopak zanurkował między uda i poczuła ciepły i mokry język… tam… nie było już odwrotu.

Napięte ciało zaczęło się rozluźniać. Przemierzała niezwykłą cudowną krainę, stała nad brzegiem oceanu, który ją porwał i unosił, coraz to wyżej i wyżej. Zacisnęła dłonie na pościeli i usta, gotowe już do krzyku. Balansowała na cienkiej granicy kompletnego zatracenia. Było gotowa na wiecznej potępienie, ale na Boga, dla takiej chwili było warto!

Leżała z rozrzuconymi rękami dysząc jak po forsownym biegu. Z trudem otworzyła oczy, ale chłopaka już nie było. A czy w ogóle był i wszystko to wydarzyło się naprawdę?

Nazajutrz Daniel znowu zachowywał się normalnie, jakby się nic nie stało. Śmiał się, żartował i gadał jak zwykle. Dobrze więc, niech tak będzie.

Wieczorem czekała na niespodziewaną wizytę; znowu się zjawił, powtórzyli zabawę i znowu było cudownie. I znowu chciała więcej.

Niedługo potem chłopcy wyjechali na kolonię; mieli wolny stryszek na całe rozkosznie długie dwa tygodnie. Z czternastu darowanych dni spędzili owocnie jedenaście wieczorów i nocy. Daniel się nie przechwalał – erekcja była długa i silna, a pierwszy raz mogła potraktować jako wypadek przy pracy. Chwilę po wytrysku był gotowy ponownie, a niedługo potem trzeci raz, potem czwarty… Mogła korzystać do woli i się uczyć, bo każde spotkanie, oprócz rozkoszy dawanej siostrzeńcowi, traktowała jako cenną naukę. Z każdym dniem była lepsza; może nie doszła do perfekcji zawodowych aktorek porno, ale i tak była dumna z tego co osiągnęła. Miała nadzieję, że zdobyta wiedza kiedyś zaprocentuje.

Rozmawiali o swoich fantazjach, niektóre z nich udało się nawet zrealizować. Przywiązywał ją do słupa; klęczała z rękami skrępowanymi z tyłu lub nad głową i gdy była w ten sposób unieruchomiona, on gwałcił jej usta.

Daniel nie zapominał o dziewczynie. Sprawiał rozkosz nie tylko językiem trafiającym bezbłędnie w najważniejsze dla niej miejsce; pieścił wszystkie zakamarki ciała, całował piersi i usta – w zasadzie robili wszystko z wyjątkiem prawdziwego stosunku. Do czasu.

– Chcę wejść –  powiedział znienacka, gdy leżała mając rozłożone ręce, a nadgarstki przywiązane do drewnianej belki. Odgrywała rolę gwałconej zakonnicy.

– To znaczy..? –  zapytała ostrożnie. Doskonale wiedziała co usłyszy, bała się tego.

– Chcę wejść w ciebie –  powiedział. Cóż, spodziewała się takiej odpowiedzi. Klęczał między jej udami, napuchnięty członek lekko się kołysał.

– Nie, nie chcę –  odparła, chociaż była świadoma, że on może w tej chwili zrobić wszystko co będzie chciał. Była przywiązana, unieruchomiona, nie mogła się bronić. A jeśli zacznie krzyczeć i zbiegną się domownicy, zrobi się piekielna afera. Żadne rozwiązanie nie było dobre.

– Dlaczego?

– Nie wiesz? Mam więcej do stracenia niż ty.

– Boisz się, tak? O to chodzi?

Cóż za genialne odkrycie.

– Boję się zapłodnienia, ciąży –  wyznała. –  To chyba normalne. Jesteś twoją ciotką, nie możemy mieć dzieci.

Daniel przełknął ślinę, następnie zwiesił głowę, pokonany.

– Tak, wiem. Masz rację. Ale gdybyśmy uważali, to wtedy…

– Nie –  powiedziała twardo. –  Za duże ryzyko.

– A gdybym założył gumkę?

– Prezerwatywa nie daje stuprocentowej pewności. Jeśli przytrafi się ciąża,  jak się wytłumaczymy?

Chłopak wyglądał na zakłopotanego. Odbiło się to wyraźnie na jakości erekcji.

– To co mam robić?

– Połóż się obok mnie i przytul.

Nawet w półmroku dostrzegła, że Daniel zrobił głupią minę.

– Przytul mnie, poleżymy tak trochę. Niektóre dziewczyny lubią ostre rżnięcie, ale każda potrzebuję chociaż odrobinę czułości, nawet jeśli mówi, że nie potrzebuje. Zapamiętaj to.

Spotkali się jeszcze dwa razy, ale nie nalegał więcej na stosunek. A potem wyjechała do Niemiec, na piekielnie długie dwa miesiące.

W czasie wyczerpującej pracy i wyjątkowo skwarnego lata dużo myślała o tym co zaszło. Właściwie myślała o tym na okrągło. Stopniowo dojrzewała do podjęcia właściwej decyzji. Tak, odda mu się w całości. Ich ukradkowe spotkania nie będą kompletne bez odbycia prawdziwego stosunku. Daniel założy prezerwatywę, ona zabezpieczy się dodatkowo tabletką, którą zażywa się po stosunku, by wywołać poronienie na wypadek niechcianej ciąży. I będzie cudownie!!

Leżąc na wąskiej pryczy w kontenerze wyobrażała sobie jak to będzie. Położy się na niej i sforsuje przeszkodę, wyłamie bramy jednym gwałtownym ruchem. Zaboli, ale musi boleć. A potem będzie tylko rozkosz, płynąca nieprzerwanym strumieniem. Przez godzinę, albo i dłużej. Zaczną od pozycji klasycznej, potem będzie od tyłu, na jeźdźca i wszystko co tylko zdoła wymyślić. Wracała do Polski w doskonałym humorze.

Nie od razu zauważyła, że Daniel jest inny. Dziwnie małomówny, zdenerwowany, spięty. Jakby coś żarło go od środka, nie dawało spokoju.

– Musimy porozmawiać – rzekła uśmiechając się filuternie, gdy zostali sami. – Mam coś bardzo ważnego.

– Ja też.

– To co, ja pierwsza?

– Ale nie tutaj – rzucił pospiesznie. – Chodźmy na spacer, nad jezioro.

– Dobrze. W końcu ciocia może iść na spacer z własnym siostrzeńcem. Mam rację?

– Jasne.

Zbywał ją półsłówkami aż do chwili, gdy pomiędzy drzewami dostrzegli błyszczącą taflę wody.

– No to mów. Ty pierwsza.

– Zdecydowałam się – oznajmiła z szerokim uśmiechem.

– Na co?

– Będziemy się kochać, tak naprawdę, tak jak chciałeś. Kiedy chcesz i gdzie chcesz. Nie będzie z tego dzieci, zabezpieczyłam się jak trzeba.

Spojrzał na nią tak smutnym i zbolałym wzrokiem, że poczuła ukłucie w okolicy serca. Boże jedyny, coś się stało!

– Ktoś się dowiedział, tak? Widzieli nas razem? – Pytała gorączkowo. –  Kto doniósł, chłopaki? Marzena wie o wszystkim?

– Nikt się o niczym nie dowiedział, uspokój się.

Odetchnęła z ulgą. Najgorsze mamy za sobą, więc…

– To gdzie się spotykamy? Na stryszku czy przyjdziesz do mnie?

Uśmiechnęła się przymilnie, ale Daniel potrząsnął głową. Z tym cholernie smutnym uśmiechem, jakby walił się świat.

– Nie będziemy się już spotykać – oświadczył tak poważnie, że znowu ogarnął ją strach.

Coś jest nie tak, czuję, że jest. Trzeba to wyjaśnić.

– Przecież chciałeś – wzięła głęboki wdech. – Chciałeś uprawiać ze mną seks. Taki prawdziwy.

– Wtedy chciałem, ale teraz już nie mogę.

– Dlaczego? – spytała rozgorączkowana. Czekała na wyrok.

– Bo mam dziewczynę.

Zatrzymała się gwałtownie, niczym uderzona obuchem.

– Dziewczynę…?!

– Tak. Co w tym dziwnego?

Złapała się gałęzi, by nie upaść. Była oszołomiona.

– Ale jak to… przecież nie miałeś…

Wzruszył ramionami i spuścił głowę. Bezmyślnie kopał sosnową szyszkę.

– Znam ją? –  wykrztusiła.

– Bardzo dobrze.

Musisz wiedzieć. Bez względu na to co teraz czujesz, po prostu musisz.

– Kto..

– Anita.

Oczy dziewczyny w jednej chwili zrobiły się okrągłe niczym spodki.

– Ta Anita?

– Tak.

Chciała coś powiedzieć, ale z półotwartych ust nie wydobył się żaden dźwięk. O tak, dobrze ją znała.

Anita Dorszewicz, lat dwadzieścia. Niewysoka i drobna (prawie jak ona), długie i ciemne, lekko utapirowane włosy z pasemkami w innych kolorach (nie pamiętała już, jak wyglądały w oryginale), ale mizerne, z przedziałkiem o wiele za szerokim (podobno mając pięć lat miała niewiele więcej na głowie niż młodszy brat, więc obecny stan posiadania uważała za sukces), co dawało prawie gwarancję, że mocno wyłysieje jeszcze przed czterdziestką. Zawsze, niezależnie od pory roku pięknie opalona. Duże, ale wyłupiaste oczy, które, gdy się dziwiła, wytrzeszczały się jeszcze bardziej. Pieprzyk na górnej wardze. Piękne, olśniewające bielą zęby – gdy się śmiała (a śmiała się często), odsłaniały się dziąsła niczym u warczącego psa.

Anita była najbardziej radosną i pogodną osobą, jaką znała. Wiecznie uśmiechnięta, roześmiana, zadowolona, jakby w jej życiu nie było zmartwień czy trosk.

Albo w każdej sytuacji potrafiła dostrzec nutkę optymizmu, przekłuć porażkę w sukces. Nigdy nie narzekała, nie złorzeczyła, nie chodziła wściekła czy smutna. Czasami, a nawet często, zazdrościła jej takiego podejścia.

Anita miała dwie starsze siostry i młodszego brata. Pomiędzy rodzeństwem było trzy lata różnicy. Masowa produkcja o cyklu trzyletnim, jak mawiał jej szwagier, chociaż sam nie był lepszy, bo płodził dzieci jak szalony i z jeszcze większą częstotliwością.

Ze wszystkich sióstr Anita była najbrzydsza, co wszak niewiele znaczyło, jako że Justyna i Paulina były bardzo, bardzo ładne. Ale wszystkie trzy, oprócz niemal identycznej figury, miały jeszcze jedną wspólną cechę.

Soczyste i pełne piersi, które rozsadzały biustonosze i kuse bluzeczki. Przodowała w tym Anitka, która szybko dogoniła i zdystansowała starsze siostry. Niezłe z nich rybki, jak się mówiło na mieście. To znaczy na wsi.

Wszystkie nosiły się skąpo i seksownie. Króciutkie spódniczki odsłaniające zgrabne nogi i opalone uda, szorty opinające kształtne pośladki, obcisłe spodnie mocno wcięte w kroku i podkreślające doskonałe kształty, krótkie sweterki, które nie zasłaniały brzucha oraz wszelkiej maści bluzeczki, mocno powycinane, z obowiązkowo głębokim dekoltem.

Generalnie w rodzinie Anity panowała zasada, że im mniej ubrań na sobie, tym lepiej. Okoliczni chłopcy gorąco popierali tą regułę.

Cóż… nie znała Anity zbyt dobrze, ale jakoś nie mogła oprzeć się wrażeniu, że wszystkie trzy to cichodajki, nimfomanki, które rozkładają nóżki przed każdym, kto ma ochotę, że to zawodowe lodziary, które nie przepuszczą żadnemu kutasowi, który ma siłę ustać.

Chociaż nie miała żadnych dowodów, że teoria zawiera w sobie ziarno prawdy, to jednak mogła być prawdziwa. Dziewczyny, które ubierają się tak skąpo, tak kuszą ciałem, nie robią tego przecież na darmo.

Te kilka banalnych słów uderzyło prosto w serce. Bolało jak cholera, ale musiała dowiedzieć się paru rzeczy. Nie musiała, ale chciała. Żeby krwawiące rany rozdrapać jeszcze bardziej. Zapyta teraz, albo nie dowie się nigdy.

– Od dawna jesteście razem?

– Niedługo po tym jak wyjechałaś.

Wykrzywiła twarz w okropnym grymasie bólu pomieszanego z nieutulonym żalem. Gdy się tak wykrzywiała, była jeszcze brzydsza.

– Super, po prostu wspaniale. Widzę, że szybko znalazłeś zastępstwo.

Chłopak odwrócił głowę.

– Tośka, to nie tak.

– A jak?

– Byłem u Dominika, spotkaliśmy się z Anitą przypadkiem. Nic się specjalnego nie działo. Nagle spojrzeliśmy sobie w oczy i… coś jakby przeskoczyło. Zaiskrzyło. Widziałem w jej oczach, że… I ona widziała to samo w moich! –  mówił podekscytowany. –  Zaczęliśmy rozmawiać. O uczuciach, miłości, o wszystkim. Objąłem ją, przytuliłem..

Dość! Wystarczy, bo oszaleję!

– Robiła ci loda? – spytała cicho.

Spojrzał na nią zaskoczony.

– Tośka, ja..

– ROBIŁA CZY NIE?!!!

– Tak.

Ledwo słyszalny, ale wyraźny szept.

– I jak było? Jest lepsza ode mnie?

– Było inaczej –  powiedział tonem, który powinien zakończyć dyskusję, ale Tośka nie dawała za wygraną.

– A seks? Też był?

– Był.

– Wspaniale, po prostu cudownie. Widzę, że nie tracicie czasu – uśmiechnęła się gorzko. Po twarzy dziewczyny spływały łzy. – I co, była penetracja, tak jak chciałam?

Delikatnie skinął głową.

– Zmieścił się? Wszedł cały do środka? Bałam się, że jest za duży i nie wejdzie.

– Na początku jest trochę problem, ale potem już łatwo. Anita jest..

– NIE OBCHODZI MNIE TWOJA ZASRANA ANITA! WYNOŚ SIĘ!!

Wrzasnęła tak niespodziewanie i gwałtownie, że chłopak skulił się jak pod brzemieniem niewidzialnych razów.

– Chciałem tylko..

– Idź stąd! Chcę zostać sama.

Odwrócił się i poszedł. Tak po prostu, bez walki.

Nie była w stanie dłużej płakać. Ruszyła w las, kopiąc zaciekle każdy napotkany krzak borówek, deptała grzyby, okładała pięściami czerwonawą korę sosen. W końcu usiadła wyczerpana na zmurszałym pniu, ale wściekłość wcale nie minęła.

W pierwszym bezrozumnym odruchu chciała pobiec do Marzeny i powiedzieć wszystko; co, jak i gdzie. Została zgwałcona, skrzywdzona, perfidnie wykorzystana. Z czasem przyszło opamiętanie.

O ile pierwszy raz można by od biedy podciągnąć pod molestowanie, to co powie o kolejnych spotkaniach? Przychodziła chętnie, robiła loda jak się patrzy i krzyczała z rozkoszy przy minetce. Kto był stroną dominującą, prowodyrem w tym „związku”? Daniel czy ona? Nie, to nie przejdzie.

W takim razie zrobi coś innego. Zemści się na Anitce, która głosik miała cieniutki i drżący, a z długimi rzadkimi włosami, wytrzeszczonymi oczami i niewinną anielską buźką do złudzenia przypominała Nel z najsłynniejszej i jedynej słusznej ekranizacji Sienkiewicza. Oczami wyobraźni widziała jak Anitka biega zrozpaczona i woła –  „Stasiu, Staaasiuuu..” Zemści się, bo zemścić się musi.

Rozpuści plotki, że Anitka prowadzi w domu rodzinny interes i wcale nie chodzi o uprawę chryzantem. Ona i jej siostry. Malutkie, drobne, ładne, cycate i wyjątkowo sprytne. Rozkładają nóżki wyjątkowo ochoczo przed każdym, kto odpowiednio zapłaci.

Anitka ma głowę do interesów i potrafi wykorzystać fakt, że ma w gotowości jeszcze dwie cipki. Przelecisz Anitkę, Paulina (ta najładniejsza) zrobi ci loda za połowę stawki. Zaliczysz wszystkie trzy w ciągu jednego spotkania – zapłacisz mniej. Wykupisz (i zapłacisz z góry) pięć spotkań, zapłacisz za cztery, wykupisz dziesięć, zapłacisz tylko za osiem. Seks oralny bez gumki, anal bez zabezpieczenia, nawet wytrysk wprost do otwartej i chętnej pochwy. Wszystko jest możliwe – za odpowiednią opłatą. Każda z dziewczyn przyjmie cię z uśmiechem, otwartymi ramionami, rozłożonymi udami i nie odmówi niczego.

Masz nietypowe fantazje, skrywane pragnienia, coś co chciałbyś zobaczyć ale się wstydzisz? Dobrze trafiłeś! Skontaktuj się z Anitką; cierpliwie cię wysłucha, doradzi i odpowiednio wyceni usługę. Nie licz że będzie tanio, ale czy marzenia można zamienić na pieniądze? Okazuje się, że można. Anitka potrafi zdziałać cuda, nie tylko z penisem w ustach. Wszelkie ustalenia, których dokona będą respektowane przez każdą z sióstr.

Chcesz sprawić własnemu synowi niezapomniany urodzinowy prezent? Masz więcej niż jednego chłopaka? Polecam ci Justynę. Wciąż młoda i niezwykle doświadczona sprawi, że chłopak przeżyje chwile, których nie zapomni do końca życia. Jest prawiczkiem? Cena idzie w górę. Możliwe są spotkania z dwoma chłopcami jednocześnie. Cipka plus tyłek, tyłek plus usta, usta plus cipka – wszystko, co chcesz.

Masz więcej niż dwóch synów i chcesz żeby zabawili się z Justyną we czworo? Da się załatwić! Twój chłopak ma nietypowe rozmiary? Justyna obsługuje nawet ćwierć metrowe przyrodzenia. Z większym może być problem, ale nie ma takiego problemu, którego nie można załatwić z Anitką. Twój syn jest niepełnoletni? Nie ma sprawy! Mocno niepełnoletni? Justyna miała zbliżenia z jedenastolatkami, ale przecież każdy rekord można pobić. Zwłaszcza gdy na stole leżą duże pieniądze.

Masz ulubionego psiaka i chciałbyś sprawić mu przyjemność, a przy okazji i sobie, o wiele większą? Jeśli stosik banknotów będzie odpowiednio wysoki to usiądziemy do negocjacji. Nie ma rzeczy niemożliwych.

Biznes się kręci, forsa płynie szerokim strumieniem.

Na twarzy dziewczyny pojawił się szeroki uśmiech, a w głowie ach – jak – potężny plan. Iwona, koleżanka ze studiów, spotykała się z pewnym chłopakiem. Mówili na niego Magik; potrafił bowiem zrobić z komputerem takie rzeczy, iż brano to za magię. Poprosi go o pomoc. Zamieści ogłoszenia sióstr na każdym portalu erotycznym jaki istnieje. Opisze zakres świadczonych usług, poda cennik i numery telefonów, które będą prawdziwe. Magik zatrze ślady tak, by po nitce nie dało się trafić do kłębka.

Ten Magik jest dziwny, cholernie dziwny, ale musi jej pomóc! Zrobi mu laskę, jeśli będzie trzeba. Ech….

Napaleni faceci będą dzwonić na okrągło. Już widzi te miny malutkich ślicznotek, zmuszonych odpowiadać na pytanie, czy robią loda bez gumki, czy wpuszczą w tyłeczek trzynastoletniego chłopca i czy naprawdę można trysnąć w cipkę nie ponosząc żadnych konsekwencji.

Zapewne niektórzy, skoro dziewczyny przyjmują w domu, zjawią się osobiście. Hahaha…

Ale na samym internecie nie poprzestanie. Da znać komu trzeba (i zapłaci, jeśli będzie trzeba), a ci rozpuszczą plotki, rozwiną delikatna pajęczą nić. Wymyśli niestworzone historie, które puszczone w obieg zaczną na siebie pracować, żyć własnym życiem. Siostry Rybki to kurwy, które dają we wszystkie dziurki. Wystarczy dobrze zapłacić.

Podbudowała perspektywą rychłego zwycięstwa ruszyła w kierunku domu. W drodze opadły ją wątpliwości i przyszło otrzeźwienie.

Chcesz się mścić na niewinnej dziewczynie za to, że odebrała ci Daniela? Nie jest twoim chłopakiem; nie był i nigdy nie będzie! To twój siostrzeniec, jesteście rodziną, do cholery! To co się stało nigdy nie powinno się wydarzyć, takie rzeczy się nie dzieją w normalnych domach. Nie powinnaś rozkładać przed nim nóżek, to naganne, nie tylko moralnie. Anita wyświadczyła ci przysługę, bo czym dłużej trwałby ten chory układ, tym trudniej byłoby go zakończyć. A zakończyć się musiał.

Gdyby doszło do stosunku, gdybyście zaczęli ze sobą sypiać, regularnie, do czego by to doprowadziło? Gdybyś rozpaliła ogień, którego nie sposób ugasić? A gdyby cię zapłodnił, co wtedy?

Nic z rzeczy, które planowała nie wydarzyło się naprawdę.. Związek Daniela i Anity kwitł; szybko się zaręczyli i już planowali ślub. Ostatecznie udało się pogodzić z siostrzeńcem, ale do jego dziewczyny (narzeczonej, moja droga, pieszczotliwie zwanej „kopytko”, bo gdy podciągała spodnie, tak wysoko, było jej widać to, co stanowi dumę kobiety) nie mogła się przekonać.

Tak naprawdę Anitka studiowała kosmetologię stosowaną. Makijaż ślubny, przedślubny, komunijny, na wszystkie możliwe okazje za wyjątkiem trumiennego.

Opowiedziała wszystko tak jak było, z najdrobniejszymi szczegółami. Teraz stała ze spuszczoną głową, czekając na wyrok, jednak sędzia w osobie Agnieszki nie kwapił się z jego ogłoszeniem. Ciężka i niezręczna cisza przedłużała się ponad miarę.

– Zajebista historia, nie powiem. Bardzo pouczająca –  uniosła kciuk w dowód uznania –  nie nakłamałaś, nie ubarwiłaś?

– Nie.

– Na co liczyłaś? Że się z tobą ożeni?

– Nie, oczywiście że nie! Chciałam tylko… Każda dziewczyna uprawia seks, ja też chcę!

– Słusznie, należy ci się jak każdej – przyznała szefowa. –  Żałujesz tego co się stało?

– Nie. Chyba nie –  dodała po chwili wahania.

– A ta Anita… chcesz się zemścić?

Wzruszyła ramionami.

– Nie, chyba nie.

– Jak to nie?! Zabrała ci chłopaka, przez nią wciąż jesteś dziewicą. Sama pomyśl; wchodzi w nią, raz za razem, ona stęka z rozkoszy, wije się pod nim, oplata ramionami. Potem się tulą, są tacy szczęśliwi – głos Agnieszki był słodki, ale zarazem pełen złośliwego jadu, który się sączył i zatruwał krew. –  Zapytam jeszcze raz. Czy…

– Tak, chcę się zemścić! Nienawidzę jej!

Skinęła głową.

– Dobrze, doskonale. Musi odpokutować za to co zrobiła. Pomogę ci, obiecuję. A teraz możesz się ubrać i wyjść –  bo na prawniczkę się nie nadajesz.

Zadygotała, jakby w jednej chwili ktoś wylał na nią kubeł pełen lodowatej wody.

– Ale… dla… dlaczego..?

– Bo ja tak mówię! Nie wystarczy?

– Nie –  odpowiedziała. twardo patrząc kobiecie w oczy. –Chcę wiedzieć. Mam prawo!

– Nie masz tu żadnych praw, rozumiesz?

Skurczyła się jak po smagnięciu biczem. Znowu stała się brzydkim, znienawidzonym kapciuchem, który, jak mówili wszyscy, nigdy niczego nie osiągnie. Ale wyjdzie stąd z podniesionym czołem, bo uległa po zaciętej walce. Będzie o czym Zuzi opowiadać, chociaż większość z tego co przeżyła, zdradzi dopiero wtedy, gdy dziewczynka skończy osiemnastkę.

– No już, ubieraj się i zmiataj. Albo nie –  dodała, gdy dziewczyna opadła już na kolana i zaczęła zbierać rozrzucone ubranie. – Powiem ci dlaczego. W sumie należy ci się wyjaśnienie. Wam wszystkim się należy Usiądź.

Przycupnęła na kanapie, wciąż na golasa. Będzie mądrzejsza o jeszcze jedną lekcję życia.

– Jestem dobrą prawniczką, nawet nie wiesz jak dobrą. Mogłabym wszystko zrobić sama, nawet działać na kilku frontach. Po co mi one – wskazała dziewczyny. –  Agnieszka, Monika, Karolina. Wiesz?

Bo jesteś pieprzoną sadystką i musisz się na kimś wyżywać. Ot co…

– Nie mam pojęcia.

– Bo jestem brzydka i z taką buźką nie powinnam się afiszować. Na sali sądowej liczy się każdy atut, a wrażenia estetyczne są bardzo ważne. – Zrobiła pauzę, ale nikt nie wtrącił żadnej uwagi. – Na świecie są tysiące młodych prawniczek, setki zdolnych, wspaniale wykształconych, a z tego kilkadziesiąt naprawdę pięknych. Jeśli mamy taką możliwość – a mamy – to sięgniemy po te najładniejsze z piekielnie zdolnych, doskonale wykształconych, w pełni dyspozycyjnych, odpornych na stres, gotowych poświęcić wszystko. Właśnie takie będą reprezentować nas w sądzie i w ten sposób zdobędziemy przewagę. Bo jeśli naprzeciw siebie staną dwie dziewczyny – piękna i brzydka, to prawie na pewno zwycięży ta ładna. Bo sędzia czy ławnicy to w dużej części faceci, a każdy facet jest łasy na ładną buźkę, cycusie czy dupcię. Teraz rozumiesz?

Czuła się tak, jakby przed chwilą zeszła z karuzeli. To był długi, wyczerpujący dzień. Na szczęście dobiega końca. Zostanie jeszcze powrót do domu, ale… nie przewidziała, że zostanie tak długo; nie było już połączenia i będzie zmuszona spędzić noc na dworcu. Brrr…

– No już, zbieraj się, nie mamy czasu. Chcesz coś powiedzieć?

– Tak..

– To mów, byle szybko.

– Myślałam, że… jak się będę dobrze uczyć, ciężko pracować… to wystarczy – powiedziała cicho.

– Źle myślałaś – położyła dłoń na chudym ramieniu, w przyjacielskim geście – możesz być prawniczką, nawet bardzo dobrą, ale gdzieś na prowincji, na drugiej linii –  rzekła naprawdę szczerze, ze współczuciem. – Wystawię ci świetną rekomendację, taką że przyjmą cię wszędzie. Byłaś dzielna, należą ci się oklaski.

Zaczęła klaskać naprawdę; momentalnie dołączyła reszta dziewczyn, a nawet pan prezes. Przez kilka sekund czuła się ważna, najważniejsza. I to było niesamowite. Chciała tego więcej, dużo więcej.

– Dziękuję – wykrztusiła przez zaciśnięte gardło.

– Życzę ci powodzenia, ale na główną scenę się nie nadajesz. Nie z takim nosem, wielkimi zębami i koszmarnym zezem. Nasze prawniczki muszą odpowiednio wyglądać, nienagannie się prezentować. Chyba to rozumiesz?

– Tak, rozumiem.

Oczywiście że rozumiesz, od dziecka jest ciągle tak samo. Na co liczyłaś, na cud? Że zawojujesz Nowy Jork? Dobre sobie.

– To ubieraj się i zmykaj. Będziemy w kontakcie.

Zamiast się ubrać i grzecznie wyjść wyprostowała się nagle i, pod wpływem nagłego impulsu niewiadomego pochodzenia, wypaliła:

– Ally McBeal była brzydka i była prawniczką!

Zobaczyła jak oczy Agnieszki robią się coraz to większe i większe, a twarz się wydłuża. Teraz mnie wyrzuci, na zbity pysk. Nigdy nie będę prawniczką, wszystko stracone. Co mnie podkusiło...

– Co powiedziałaś..? –  syknęła.

– Ally McBeal, taki serial. Amerykański. Może pani widziała.

– Czy widziałam? Człowieku!

Porwała telefon i zaczęła czegoś szukać, gorączkowo przeglądając zawartość. W końcu podstawiła ekran pod nos zdumionej dziewczynie. Było tam zdjęcie – po lewej stronie Agnieszka, dużo młodsza, po prawej niewysoka dziewczyna o ciemnej karnacji, ogromnych brązowych oczach, szelmowskim uśmiechu i pięknych czarnych kręconych włosach (do złudzenia przypominała Salmę Hayek), zaś pośrodku…..Calista Flockart, we własnej osobie! Towarzyszące jej dziewczyny trzymały szare kartonowe tabliczki z jednym tylko słowem, wypisanym na czerwono. „ALLY” – Agnieszka i „McBEAL” – udana kopia Salmy.

– I co? Co powiesz?

Na razie nie mogła wydusić słowa, wpatrywała się w ekran jak urzeczona. Ally McBeal. Kobieta, do której miała ogromny sentyment, której zawdzięczała tak wiele!

– Zdjęcie w dużym formacie kazałam oprawić. Wisi w moim nowojorskim gabinecie.

– To niesamowite – wydusiła. – Ale jak się udało..?

– Och, to cała historia! –  Agnieszka bardzo się ożywiła, wędrowała od ściany do ściany żywo gestykulując. – Chcesz posłuchać?

– Bardzo!

– Jak już wiesz, ojciec Kelly, dziewczyny która jest ze mną na zdjęciu, to gruba ryba. Jego przyjaciel był konsultantem scenariusza serialu – chodziło o to, żeby wszystkie kwestie prawnicze były zgodne z rzeczywistością. Kelly tak długo wierciła dziurę w brzuchu ojca, że tamten facet załatwił nam wejście na plan.

– Rewelacja! I jak było?

– Powiem ci szczerze, że nudno – skrzywiła wąską twarz. – Dużo czekania, ustawiania w nieskończoność różnych rzeczy. Ciągle kręcili się jacyś ludzie, aktorzy przychodzili dopiero na końcu, w ostatniej chwili, na gotowe. Sceny były krótkie i ciągle powtarzane. Nuda jak cholera. W dodatku miałyśmy zakaz zbliżania się do aktorów, rozmawiania z ekipą techniczną i w ogóle przeszkadzania. Miałyśmy stać i patrzeć.

– To jak się udało..?

– Gdy się mówi, że czegoś nie wolno, u Kelly od razu zapala się czerwona lampka – uśmiechnęła się przymykając jedno oko. – Polazłyśmy gdzie nie trzeba i się udało. Chwilę porozmawiać i zrobić wspólne zdjęcie. Z Calistą, Jane Krakowski i kilkoma aktorami.

– Jane naprawdę nazywała się Krajkowski i ma polskie korzenie – wtrąciła Antonina

– Podobnie jak ja.

– Uwielbiałam ten serial, wciąż uwielbiam. Oglądałam wszystkie odcinki, po kilka razy, w oryginale.

– Ja też. Ale nie miałam wyboru, wtedy nie znałam ani słowa po polsku.

Parsknęła śmiechem, ale dziewczyny to nie zraziło, mówiła dalej, z wielką pasją i swadą:

– Serial jest absolutnie genialny, taki… na wskroś amerykański. Uwielbiam ten klimat, specyficzny humor, dialogi. To jest Ameryka moich marzeń. Dzięki niemu zapragnęłam, całym sercem, zostać prawniczką, i się udało.

– No, no… to cię wzięło na poważnie. Ja poszłam dlatego, że moi rodzice są prawnikami – puściła do niej oczko. – Tak czy inaczej muszę cię rozczarować. Byłaś kiedyś w Stanach, uczyłaś się w amerykańskiej szkole? Chyba nie. I lepiej dla ciebie. Panuje tam okropna, chora rywalizacja, każdy chce, musi być pierwszy. Drugi się nie liczy, bo drugi to pierwszy przegrany. My, Amerykanie, mamy świra na punkcie wygrywania. Liczy się tylko najlepszy, w czymkolwiek – przeciągnęła się leniwie. – Ameryka nie wygląda tak jak na filmach, a rozprawy sądowe tak jak w serialach. To fikcja. Ale pomarzyć zawsze można.

– Wiem. Nie myślałam, że…

– Wy, Polacy, wcale nie jesteście lepsi! Ta wasza bezinteresowna zawiść…. – Agnieszka stanęła przy fontannie, podniosła ręce i zaczęła potrząsać zaciśniętymi pięściami – „nienawidzę cię! – Zawołała piskliwym głosem. – Nigdy ci tego nie zapomnę!”

Antonina uśmiechnęła się, dziewczyny się uśmiechały. Amerykanka była niezłą aktorką.

– I po co? Żyje się tylko raz. Tata rozstał się z mamą; miłość czasami się kończy, bywa. Nikt nie powiedział, że trzeba być ze sobą do końca życia, na siłę. Każde ruszyło w swoją stronę, ale pozostali przyjaciółmi. Spędzali ze sobą każde wakacje, ze sobą, nowymi partnerami i dziećmi – bo mam jeszcze trzech młodszych nowych braci.

Typowe amerykańskie podejście, ale gdyby zerwał wszystkie kontakty czy teraz byłby wielkim panem prezesem? Może miał za dużo do stracenia.

– Waszego języka uczyłam się od polskich imigrantów w Nowym Jorku. Mówię słabo, dużo rozumiem i nie piszę w ogóle. Niektóre zwroty opanowałam bardzo dobrze – zrobiła chwilę przerwy i wyrzuciła, najczystszą polszczyzną:

– Kurwa jego mać. Ja pierdolę. Przejebane. Wypierdalaj. Chuj ci w dupę. – I jak, może być? – zapytała patrząc na Antoninę.

– Tak, bardzo dobry akcent.

Agnieszka przygładziła włosy, wyglądała jakoś inaczej.

– To mówisz, że serial bardzo ci się podobał…?

– Bardzo.

– A co najbardziej?

– Wszystko. A najbardziej sceny w barze, gdy tańczyli i śpiewali.

– A która podobała ci się najbardziej?

– Gdy Nelle, na sali sądowej, wyciąga szpilki z koka, potrząsa głową, zaś Ally mówi – „chciałabym mieć takie włosy”.

– O tak, pamiętam – spojrzała na nią prawie z życzliwością – Portii nie było wtedy na planie. Wielka szkoda, bo lubi dziewczynki.

Bardzo żałujesz, co? Byłaby z was dobrana para.

Znowu do niej podeszła, pogłaskała po głowie, chwilę przesuwała kosmyki włosów dziewczyny między palcami.

– Masz ładne włosy, ale za krótkie – zawyrokowała – powinny być o wiele dłuższe. I trochę kręcone.

Właściwie… czemu nie.

– I nogi masz niezłe.

Też za krótkie? Nogi to nie włosy, nie przedłużę.

– Ufasz mi..?

Żartujesz? Wolałabym wsadzić głowę do paszczy lwa w nadziei, że jej nie odgryzie.

– Tak – odparła modląc się, żeby zabrzmiało to szczerze. Wiedziała, że coś się szykuje, coś ważnego. Może dostanie drugą szansę?

– To stań tam, przy fontannie, i uśmiechnij się ładnie.

Ustawiła się, ze sztucznym uśmiechem przylepionym do twarzy, zaś Agnieszka robiła zdjęcia. Z każdej ze stron, nie pomijając żadnego fragmentu ciała. A potem wybrała jakiś numer.

– Piotruś…? Śpisz…? To dobrze. Co robisz jutro? To odwołaj, jutro masz ślub.

Poczuła jak wokół serca zaciska się niewidzialna obręcz.

– Zaraz zobaczysz, wyślę ci zdjęcia twojej żony. Jakieś pytania?….. To na razie.

Rozłączyła się i schowała telefon.

– A ty? Masz jakieś pytania?

– Ale jak to ślub? – powiedziała balansując na granicy omdlenia. – Mam za kogoś wyjść?

– A masz chłopaka? Innego kandydata?

– Nie mam…

– To w czym problem?

– Ale… nie znam go, nigdy nie widziałam…

Obrzuciła ją surowym spojrzeniem.

– Mówiłaś, że mi ufasz!

– Ale…

– To jeden z naszych prawników, sprawdzony towar – pstryknęła palcami. – Pójdziesz do ślubu jako dziewica! Ekstra, nie?

– Ale chciałam ślub w kościele – broniła się jeszcze. – Uroczyście, dużo gości i w ogóle.

– Spokojnie, to tylko ślub cywilny. Prawdziwy zrobisz w kościele, jeśli będziesz chciała. Taki, jakiego jeszcze nie było w twojej okolicy. Będzie się o tym mówiło przez lata.

Co robić? – myślała gorączkowo – a jeśli się trafi jakiś stary obleśny dziad, co wtedy? Cholera… Masz chłopaka? Miałaś? Zanosi się żebyś miała? To może być JEDYNA okazja, żebyś wyszła za mąż. Skończą się wtedy głupie uśmieszki, drwiny, szyderstwa tych lepszych, mądrzejszych, kobiet sukcesu, co mają mężów z brzuchami wzdętymi od piwska i żółtymi od nikotyny łapami, dla których szczytem ambicji jest obejrzenie meczu oraz filmu z dużo ilością strzelanek i pościgów samochodowych.

A facet jest prawnikiem, tak powiedziała. Skoro pracuje dla niej, to musi być cholernie dobry. Skończył ambitne studia, czyli jest na poziomie. Może będzie ją lubił i szanował – choć trochę.

Zamknąć mordy, kapciuch idzie do ślubu!

– Podejmij decyzję, tu i teraz – wyszeptała Agnieszka, wprost do ucha dziewczyny. –  Już.

Cholera, to może być najważniejsza decyzja w moim życiu. Co robić…?!

Już…

Zawsze potrafiła trzeźwo i logicznie myśleć, nawet w sytuacjach ekstremalnie trudnych. Dzięki temu ukończyła studia z wynikiem celującym, dostała się do finału rekrutacji w prestiżowej kancelarii i teraz stoi na golasa na puszystym dywanie, w obecności innych dziewcząt. Też gołych.

– Zgadzam się – wyrzuciła jednym tchem –  A… mogę go zobaczyć?

– Nie możesz. Zobaczysz dopiero w sali ślubów. Gdzie się zatrzymałaś?

– Ja… Właściwie, to..

– Nie masz noclegu?

– Tak. To znaczy nie – mruknęła przez zaciśnięte zęby – miałam wracać…

– To nawet lepiej. Pojedziesz do mnie, będę cię miała na oku.

Dobrze, niech będzie ślub, raz się żyje, no nie?! Mam nadzieję, że nie szykujesz jakiegoś świństwa. Obiecałaś!

– Dobrze, proszę pani –  powiedziała głośno i wyraźnie. – Jak pani każe.

– Jeszcze mi podziękujesz, zobaczysz. Właściwie… mam pewien pomysł – spojrzała na ojca. – Jest świetna, może skutecznie działać, a z takim wyglądem nikt nie potraktuje jej poważnie.

– Dobry pomysł – zgodził się prezes. – To może być nasza tajna broń. Idealny szpieg. Gdzie chcesz jechać?

– Nigdzie, jeśli mogę – dodała szybko. – Wolałabym zostać tutaj.

Muszę się opiekować mamą. Gdy wyjadę zostanie całkiem sama, a na Marzenę…. hmm, Marzenie nie ufam.

– Nie ma mowy! Musisz jechać, chociaż na dwa, trzy miesiące w roku. Wyślę cię do Meksyku, mamy tam bardzo ważnych, ale specyficznych klientów.

 Powiedziała kilka zdań po hiszpańsku, z których nie zrozumiała ani słowa. Niedobrze, bo ostatnie zakończone było pytaniem.

– Co ty na to? –  zapytała, już po angielsku.

– Nie wiem.

– Ja to nie wiesz..?

– Nie rozumiem. Mówię tylko po angielsku.

– Gówno mnie obchodzi twój angielski! Masz z nimi rozmawiać w ojczystym języku. Jeśli coś pójdzie nie tak, to cię zastrzelą albo poćwiartują maczetami

Mafia, kartele narkotykowe, handlarze żywym towarem. No pięknie…

Tymczasem Agnieszka odwróciła się do dziewczyn.

– Pucie..?

– Niemiecki płynnie, hiszpański komunikatywnie – odpowiedziała blondynka.

– Agniesia?

– Hiszpański płynnie, niemiecki komunikatywnie – odparła zakochana.

– Karolina..?

– Niemiecki płynnie, hiszpański i francuski komunikatywnie.

Rozłożyła szeroko ramiona, jakby chciała powiedzieć – „nic nie poradzę, choćbym chciała”

– Muszę wysłać kogoś innego.

– Nie, proszę nie! –  rzuciła – nauczę się hiszpańskiego.

– Nie mam czasu, żeby…

– Nauczę się płynnie, w trzy miesiące!

Spojrzała na ojca, ten zachował kamienną twarz.

– No dobrze. W sumie…. jesteś nawet podobna do Ally McBeal. Drobna i chuda jak ona, malutkie cycki i te włosy. Specjalnie się tak wystylizowałaś?

– Nie. Miałam takie od dziecka.

– W porządku. Będziemy cię nazywać Ally. Chcesz?

Pokiwała głową. Być porównywaną do swojej idolki, używać jej imienia – to coś wspaniałego. Agnieszka zatarła dłonie.

– No dobra. Spisałyście się na medal, jestem z was zadowolona. Medalu nie dostaniecie, ale proponuję po dwadzieścia pięć tysięcy, dla naszych prawniczek, na dobry początek. Uznaję, że przegrałam zakład. Może tak być? – po raz kolejny zwróciła się do ojca.

– Jasne.

Szczodry gest. Pięknie się zaczyna, nie ma co.

– Dwadzieścia pięć tysięcy dolarów.

O cholera! Jeden ruch i już mam połowę mieszkania. Życie jest piękne!

– Dobrze, niech będzie – odparł prezes, z niejakim wysiłkiem. – Skoro uważasz, że są tego warte.

Ogarnęła wzrokiem młode prawniczki.

– Trochę się zabawimy. Po całym dniu ciężkiej pracy należy się wam odrobina rozrywki. Mam rację?

Nikt nie zaprzeczył.

– Dobra. Ty, Pucie –  skinęła na Monikę. –  Zjedziesz windą na sam dół; przy wejściu jest dwóch ochroniarzy. Sprowadzisz ich tutaj. Jeśli nie będą chcieli, powiesz, że ja kazałam.

Blondynka przykucnęła by pozbierać rozrzucone ubrania.

– Gdzie?! Zostaw to! Pójdziesz tak jak jesteś.

Stała i patrzyła na Agnieszkę, bezradna i oszołomiona.

– Ale… nie mam nic… – wyjąkała.

– Jeśli coś założysz, możesz nie wracać. Rozumiesz?

Przez chwilę miała wrażenie, że Monika rzuci wszystko w diabły, zgarnie ciuchy, trzaśnie drzwiami i nie zobaczy jej nigdy więcej. Miała to w oczach – urażoną dumę, złowrogie ogniki, bunt i gotowość do walki z całym światem. Przecież są pewne granice, których szanująca się dziewczyna nie przekroczy. Ale trwało to zaledwie chwilę. W następnej pucołowata twarz złagodniała, a jej właścicielka odwróciła się na pięcie i wyszła zamykając za sobą drzwi. Cichutko.

Na czym ci tak zależy, co? Na pieniądzach, sławie, karierze, pozycji społecznej? Obiecanym Londynie czy Nowym Jorku?

A ty co, lepsza? Jutro weźmiesz ślub z facetem, którego nie widziałaś na oczy, bo szefowa ma taki kaprys. Czemu nie wyszłaś trzaskając drzwiami? Źdźbło w cudzym oku zauważyłaś, ale belki w swoim nie widzisz.

– Ustawić się ładnie, w szeregu! Stanąć na baczność. Będziecie witać gości.

Czekały na owych gości tak długo, iż zdążyła nabrać podejrzeń, że Monika skitrała gdzieś ubranie, wymknęła się chyłkiem i uszła w mrok. Jednak nie; w końcu otworzyły się drzwi i do gabinetu weszła ona w towarzystwie dwóch mężczyzn w czarnych jednakowych uniformach. Jednym był niewysoki, krótko ostrzyżony, krępy blondyn o sympatyczno-łobuzerskim wyrazie twarzy, natomiast drugi, o głowę wyższy chudzielec miał ładnie ułożone, kasztanowe włosy i już na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie intelektualisty. Obaj stanęli w miejscu, zszokowani i niepewni.

– Dobry wieczór panom, mamy tu małą imprezkę. Potrzebujemy waszej pomocy.

Mężczyźni wymienili spojrzenia, ale żaden nie odpowiedział.

– Mogłam się tego spodziewać. Tępe barany. Która będzie tłumaczyć?

– Ja! – zgłosiła się Karolina.

A czemu nie ja?Ty bierz męża, forsę i siedź cicho!

– Dobrze, przetłumacz. Tłumacz wszystko co powiem.

– Czemu nie – powiedział blondyn, gdy dotarła do niego treść słów Amerykanki. Od razu było widać, że ma ugodowy i rozrywkowy charakter – są drinki, panienki, możemy się zabawić.

– Alkoholu nie ma, ale panienki są. W dodatku chętne na wszystko.

– Super!

– Ja się nie zgadzam – wtrącił wysoki brunet.

– Czemu?

– Mam żonę i dzieci.

Agnieszka zmrużyła oczy.

– Ile mają lat?

– Syn osiem, córka prawie szesnaście.

– No, to potrzebuje fajnie i modnie się ubrać. Do tego masa gadżetów i mnóstwo innych rzeczy. Prawda?

Mężczyzna nie odpowiedział, ale nie zaprzeczył.

– Żona gdzie pracuje?

– W supermarkecie.

– Ciężka praca, co?

– Tak. Wykłada towar na półki, jest trochę na kasie, robi wszystko co potrzeba.

– Jest potrzeba, żebyś i ty zrobił co potrzeba. Rozumiesz?

Ochroniarz wyprostował się dumnie.

– Nigdy nie zdradziłem żony, nigdy. Nawet o tym nie myślałem. Bardzo ją kocham.

– A kto mówi o zdradzie? Poruszasz trochę tyłkiem i już. Kolejne zadanie do wykonania, nic więcej. Do tego nie potrzeba miłości.

– Nie.

Zacisnęła usta, zaczęła chodzić od ściany do ściany.

Twardy orzech do zgryzienia, co?

– Wiesz jaki masz problem? – stanęła tak blisko, że dźgnęła go palcem w pierś – potrzebujesz odpoczynku. Długiego.

– Chce mnie pani… zwolnić? – wyjąkał mężczyzna. – To nielegalne!

– Kto mówi o zwalnianiu? Zasłużyłeś na odpoczynek; plaża, ciepłe morze, dużo słońca, dobre jedzenie. Ty i twoja rodzina.

– Ja co tydzień jestem na Rodos – wtrącił się blondyn.

– Poważnie? Nigdy nie byłam. Masz tam rodzinę?

– Mam.

Spojrzała na niego z ukosa.

– Nie wyglądasz na Greka.

– Bo nie jestem.

– W Ameryce kiepsko uczą geografii, ale wydaje mi się, że Rodos to grecka wyspa – stwierdziła po chwili zastanowienia.

– Ale to nasze, polskie Rodos – chłopak wyszczerzył zęby w głupawym uśmiechu.

– Macie wyspę, która nazywa się Rodos?

– Nie.

Rozłożyła ręce jakby chciała powiedzieć – „za cholerę nie rozumiem o co chodzi”.

– Jadę do brata, pod Warszawę. Rodzinne ogródki działkowe otoczone siatką, czyli R.O.D.O.S.

Patrzyła na niego zdumiona, dopiero po chwili zaczęła się śmiać.

– Aaa, taki polski żart, rozumiem. Całkiem dobry, nie znałam tego. A na prawdziwe Rodos nie chciałbyś jechać? – spytała, nagle poważniejąc. – Dwa tygodnie na Rodos. Luksusowy hotel, piękne plaże, ciepłe morze, jedzenia i picia do woli. Jesteś chętny?

– Jasne! A moja dziewczyna?

– Możesz zabrać dziewczynę, psa, chomika i teściową. Miejsca starczy dla wszystkich.

– Mój Krzysiu bardzo chciałby zobaczyć mumie.

Ostatnie zdanie wypowiedział brunet. Na twarzy Agnieszki pojawił się grymas, który miał być oznaką zadowolenia. Ona już wie, że wygrała.

– Syn?

– Tak.

– Po mumie to chyba do Egiptu.

– No tak.

– W porządku. Dzieciaki będą się miały czym pochwalić i będą kochać tatusia.

– Dziękuję. Ale…

– Ale co?

– Do domu przydałoby się parę drobiazgów –  powiedział i momentalnie odwrócił głowę, jakby zawstydzony własną śmiałością. Bezczelnością.

Bez słowa podeszła do biurka, wyciągnęła z szuflady książeczkę czekową, wypełniła co trzeba, wyrwała kartkę i podała ochroniarzowi. Ten rzucił okiem na cenny świstek papieru i spojrzał przez ramię jakby się obawiał, że kto zobaczy.

– Aż tyle…? –  wyszeptał.

– Wystarczy na wszystko?

– O tak! Ale…

– Co znowu?

– Nie wiem, czy zasłużyłem.

– Też nie wiem i właśnie ta niewiedza najbardziej mnie ekscytuje. Ważne, żebyś się postarał. Najlepiej jak umiesz.

Starannie złożył i schował czek. Potem omiótł wzrokiem stojące w szeregu młode i nagie prawniczki.

– Jak się Marta dowie…

– Nikt się nie dowie. Co się wydarzyło w gabinecie prezesa, zostaje w gabinecie prezesa.

Oho, widzę, że ktoś tu lubi Stephena Kinga. Dobry pisarz, taki na wskroś amerykański.

W pełnej napięcia ciszy słychać było ciężkie oddechy. Jeszcze wszystko mogło się zdarzyć.

– Co teraz? – zapytał główny oponent.

– Rozbieracie się, do zera. Potem się zobaczy.

Mężczyźni zaczęli się rozbierać, wcale na siebie nie patrząc. Za to Agnieszka patrzyła na nich.

– O kurwa, ale armata! – zawołała, gdy zdjęli wszystko – prawdziwy kolos rodyjski. Twoja Marta chyba zachwycona, co?

– Nie zawsze – odparł brunet uśmiechając się pod nosem. Komplement nie przeszedł bez echa.

Rzeczywiście; członek był duży, nawet bardzo duży. Gruby nie, ale końcówka była masywna niczym taran. Pulsował lekko w rytm uderzeń serca.

– Jak masz na imię?

– Darek.

– A ty? – zagadnęła blondyna.

– Jarek.

– Jarek i Darek, ciekawe. To co, Jarek – zerknęła na przyrodzenie chłopaka. – Szału nie ma, co?

– Nie jest tak źle – odparł tamten, wcale niespeszony.

Fakt, członek nie był mały, chociaż niczym specjalnym się nie wyróżniał. Oczywiście na tle kutasa Darka wyglądał mizernie.

– No dobra. Moi panowie, oto kwiat rodzimej palestry – wskazała na dziewczyny. – Piekielnie zdolne, inteligentne, mądre… i do tego nieźle wyglądają. Prawda?

Fajnie, że i mnie zaliczyłaś do tego grona. Chyba przez grzeczność.

– Odwrócić się! Panowie chcą obejrzeć wasze dupy!

Odwróciły się posłusznie. Równo, niczym karne wojsko.

Panowie, nie ma czego oglądać.

– Dobra, z powrotem! Panie Darku, którą z moich dziewcząt chętnie bym pan przeleciał?

Na mnie nawet nie spojrzy. Ech, faceci…

– Tą blondynkę – wskazał na Monikę.

– Pucie? Ależ proszę bardzo – zatarła ręce. – A ty, Jarek?

– Tą z wielkimi..

– Karolinę? Jak sobie życzysz – rozejrzała się po gabinecie, jej wzrok koncentrował się na wybranych punktach – zrobimy tak. Pucie i Agnieszka będzie obsługiwać Darka, Karolina i Ally Jarka.

– A ja? – odezwał się prezes.

– Ty możesz brać kogo chcesz i robić co chcesz. Jakieś pytania?

– Ja mam narzeczonego – odezwała się Monika, balansując na cienkiej granicy płaczu.

– I co z tego?

– Był moim pierwszym… ja byłam dla niego pierwsza.

– Zajebiście romantyczna historia, chyba się popłaczę. A co mnie to obchodzi?

– Bo… nie mogę z innym, nie powinnam…. nie wolno..

Twarz kobiety ściągnęła się jak u wściekłego psa, ale chwilę potem niespodziewanie złagodniała.

– Posłuchaj mnie, ty i cała reszta, bardzo uważnie, bo chyba nie do wszystkich dotarło, co powiedziałam. Karolino, nie tłumacz tego! Jeśli którejś z was nie podobają się warunki naszej współpracy, drzwi nie są zamknięte.

Podeszła do drzwi, nacisnęła klamkę i faktycznie nie były.

– Zostałyście wybrane jako najlepsze, najbardziej obiecujące prawniczki młodego pokolenia, spośród sześciu setek, jakie się tutaj zgłosiły. To dla was wielki zaszczyt, prawdziwa nobilitacja. Ale pozostałe finalistki wcale nie są gorsze. Chcecie wyjść – proszę bardzo. Zadzwonię wtedy do którejś i dziewczyna będzie skakać z radości, bo dostała drugą szansę, której na pewno nie zmarnuje. I jeśli jej każę iść główną ulicą Warszawy na golasa, to będzie szła, naga i bosa. Z pieśnią na ustach.

No, Asia na pewno. Pierwsza rezerwowa, dziewczyna do zadań specjalnych.

Omiotła spojrzeniem twarze dziewcząt, ale żadna nie podjęła wyzwania.

– Otwieram przed wami najważniejsze drzwi, stawiam na dachu świata, a wy co? Tak się odwdzięczacie?

Znowu chwila przerwy na wzmocnienie napięcia. Cholerna manipulantka, ale swoje racje ma.

– Myślicie, że pieprzenie to najgorsza rzecz jaka was może spotkać? Otóż nie. Życie wypieprzy was o wiele bardziej. Rozmienicie się na drobne, będą o was mówić – „niespełniony talent”. Każdy kolejny dzień będzie wypełniony tym samym. Nudna praca, dom, mąż, dzieciaki i ukradkowy seks przy zgaszonym świetle.

Boże, nienawidzę tego uśmiechu. Ściągnięta twarz, wyszczerzone zęby. Będzie mi się śnił po nocach.

– A najgorsze jest to, że do końca życia będziecie zadawać sobie wciąż to samo pytanie: co by się stało, gdybym wtedy nie wyszła. I jak to jest w Nowym Jorku, Londynie czy Tokio. Ale wtedy na wszelkie żale będzie za późno, o wiele za późno.

Podeszła do drzwi i otworzyła je szeroko.

– Któraś chce wyjść? Macie ostatnią szansę.

Żadna z dziewczyn nawet nie drgnęła.

Teraz stanęła przed Monika patrząc dziewczynie prosto w oczy.

– Zgłosiło się wiele kandydatek, ale nie wszystkie spełniły wymagania. Oprócz talentu i umiejętności potrzebowałam jeszcze pięknego ciała.

A ja, dlaczego? Piękna nie jestem…

– Nie zabraniam posiadania narzeczonego czy nawet męża, ale trudno wam będzie pogodzić obowiązki służbowe z życiem prywatnym. Trudno będzie wam znaleźć faceta, który zaakceptuje to co się będzie wyrabiać, dlatego lepiej pozostać singielką. Służba dla mnie, dla naszej kancelarii jest zawsze na pierwszym miejscu. Jeszcze raz usłyszę pieprzenie, że czegoś nie zrobicie, piękny sen skończy się w jednej chwili. Czy to jasne?

Bezkształtne pomruki były oznaką aprobaty.

– Od czasu do czasu, a nawet często będziecie stawiane w sytuacjach beznadziejnych. Prześledziłyście sprawy którymi zajmowała się nasza kancelaria? Na pewno. Wiele z nich było niezwykle trudnych, a jednak wygraliśmy. Dlaczego? Przydało się coś więcej niż tylko doskonałe umiejętności. Dupy, cycki i cipy. Na każdego faceta jest sposób, a waszym zadaniem będzie go znaleźć – i wygrać.

Spojrzała na prezesa; mężczyzna skinął głową, mówiła dalej:

– Będziecie się pieprzyć dużo i często, z kim będzie trzeba. Będziecie robić rzeczy, o których do tej pory nawet nie słyszałyście. Wszystko. Wszystko co będzie trzeba, aby wygrać. Bo liczy się tylko zwycięstwo.

Monika przełknęła ślinę.

– Za odpowiednie pieniądze, do tego premie za wygrane sprawy. Będzie was stać na wszystko, prawie wszystko.

Karolina podniosła rękę, niczym dziewczynka w przedszkolu.

– Tak..?

– A jak długo będziemy musiały…

– Nic nie będziecie musiały – parsknęła Agnieszka. – Czy ja was do czegoś zmuszam? Drzwi są otwarte.

– Przepraszam; chciałam tylko zapytać…

– Nie wiem jak długo. To będzie zależało. Ode mnie, od was, od tego, jak będzie się układała współpraca. Jakieś pięć, sześć lat – to minimum. Z każdą podpiszemy indywidualny kontrakt, określimy szczegółowe warunki.

– A gdybym chciała mieć dziecko? – spytała druga z Agnieszek.

– Z Romanem?

– No… tak.

– Chcesz mieć z nim dzieci?

– Chciałabym – wyszeptała zawstydzona.

– A możesz z tym poczekać, na przykład do trzydziestki?

– Mogę.

– No to załatwione. Ktoś coś?

Nikt się nie zgłosił.

– Jeszcze jedna ważna rzecz. Będziecie się zajmować sprawami ludzi bardzo bogatych, bardzo wpływowych i niekoniecznie o krystalicznej reputacji. Poznacie sprawy, o których nie można mówić, nikomu, pod żadnym pozorem. Dla własnego bezpieczeństwa – położyła palec na ustach. – W związku z tym musimy się zabezpieczyć. Na wypadek, gdyby którejś przyszło do głowy coś głupiego.

Znowu podeszła do Moniki i stanęła blisko, bardzo blisko.

– W przyszłym tygodniu zjawi się tutaj pan Tommy White. Wbrew temu co sugeruje nazwisko, jest czarny, bardzo czarny. Każda z was pójdzie z nim do łóżka, a wszystko co się będzie wyprawiało, zostanie nagrane. Będziecie grzeczne – nikt tego nie zobaczy. Proste jak cholera. I uczciwe. Nasza polisa ubezpieczeniowa, na wszelki wypadek.

Palcem wskazującym i kciukiem złapała dziewczynę za policzek, lekko potrząsnęła.

– Ty, Pucie, będziesz pierwsza. Jeden facet w życiu? To prawie jak dziewica. Będzie miał z tobą niezłą zabawę. Wszystko jasne?

Podeszła do drzwi i położyła dłoń na klamce.

– Któraś chce opuścić pokład?

Cisza. Drzwi się zamknęły, klamka zapadła.

– Teraz do roboty, jak dbacie o gości?! Na kolana i stawiać fiuty. Ale już!

Uklękła posłusznie, a Karolina od razu rzuciła się na kutasa; zachłannie, jakby od dawna nie miała niczego w ustach. Zaczęła go lizać, potem ssać, w końcu wzięła do usta całą, jeszcze niedużą główkę.

Przyglądała się temu z niesmakiem i odrobiną zazdrości. Pieprzona egoistka, prymuska. Nawet w obciąganiu musi być najlepsza. Tylko że przez nią mogę wylecieć, bo Agnieszka gotowa pomyśleć, że celowo się nie angażuję, że zamiast opierdalać fiuta opierdalam się sama.

Obciągać kutasa obcemu facetowi? Błeee..

Patrzyła jak wysoka Agnieszka i Monika zgodnie pracują, nachylone nad członkiem drugiego z mężczyzn, który niebawem przybrał imponujące rozmiary.

– Dobra, już. Teraz, panie Dariuszu, połóż się tam, na kanapie, plecami do oparcia. A ty, Pucie, za nim, plecami do niego. Będziecie się pieprzyć, na łyżeczkę, a my popatrzymy.

Oboje wypełnili polecenia szefowej. Ochroniarz złapał kolano młodej prawniczki, uniósł nogę i zaczął wciskać nienaturalnie masywną żołądź pomiędzy rozchylone wargi sromu. Dziewczyna jęknęła; nie tyle z bólu, co ze strachu przed ogromnym taranem, który wyłamywał pilnie strzeżone bramy.

– Co jest, panienka, taka jesteś ciasna? Narzeczony cipki nie rozepchał? Za mało się pieprzycie czy koleś ma małego pyrdka? Nie rozdupczył cię jak potrzeba? Nadrobimy zaległości.

Z rozwianą grzywą, płonącymi oczami i wykrzywioną twarzą przypominała złośliwego demona ze średniowiecznych malowideł – gdyby któregoś odziać w modne ciuszki wyglądałby podobnie.

Antonina zerknęła tęsknie w kierunku wyjścia. Za późno na ucieczkę, drzwi są zamknięte. A gdyby nawet…. jeśli terasz ucieknie, będzie uciekać do końca życia.

– No co jest, facet, nie dajesz rady?! Masz faję jak koń i nie umiesz tym działać? No dawaj, musisz zapracować na wycieczkę!

Darek zacisnął zęby, objął dziewczynę w talii, wolną dłonią przytrzymał penisa i zadał krótkie gwałtowne pchnięcie. Członek wskoczył we właściwe miejsce zanurzając się do połowy. Monika wrzasnęła, z bólu i ze strachu, szarpiąc się gwałtownie, ale ochroniarz trzymał mocno.

– Co kochanie, zabolało? Narzeczony jakiego ma fiutka, co? Pewnie malutki. Musisz przywyknąć do wielkich.

Przez chwilę patrzyli jak mężczyzna i kobieta uprawiają seks, jak wielki członek pojawia się i znika, pracuje wytrwale, rozpychając ciasny srom. Kakofonia miłosnych odgłosów wznosiła się i opadała, zgodnie z rytmem nadawanym przez mięsisty tłok.

To aż tak bardzo boli? Może i lepiej, że wciąż jestem dziewicą. Ale nie – ona jęczy zupełnie inaczej niż na początku. Jakby ból mieszał się z przyjemnością. Wykrzywia twarz, ale rysy łagodnieją. A teraz… jakby się uśmiechała! Ojej, przekonam się jak to jest już jutro. Albo za chwilę, gdy przeleci mnie któryś z ochroniarzy.

Agnieszka obrzuciła spojrzeniem grupkę podwładnych.

– No co jest, co się gapicie? To nie kino porno. Do roboty!

Faktycznie, gapiły się wszystkie jak Monika wije się i pręży… z rozkoszy, moja panno…

… jak jest gwałcona…

naprawdę tak myślisz? Tak zachowuje się gwałcona kobieta? Posłuchaj słodkiej melodii, spójrz na jej twarz. Wygląda na to, że za chwilę będzie szczytować…

Najwidoczniej Agnieszka doszła do podobnego wniosku, ponieważ zawołała:

– Darek, przyhamuj trochę! Dość, wystarczy. Inne dziewczyny też chcą się zabawić.

Poruszał się coraz wolniej; w końcu znieruchomiał i z widoczną niechęcią wycofał się z Moniki. Jego członek był wielki, napęczniały i błyszczący od soków.

– No dobra. Która brała już w dupę?

Dziewczyny odwracały głowy, żadna nie spieszyła się z odpowiedzią.

– Żadna? Kiepsko. Ja przyjęłam w dupę mając piętnaście lat.

Zrobiła stosowną pauzę, ale nikt nie podjął tematu.

– No dobra, ty i ty – pokazała na Agnieszkę i Karolinę – ustawić się przy stole, naprzeciw siebie. Lewa noga wysoko, oprzeć kolano o blat. Będziecie miały anal na stojąco.

Bardzo wysoka Agnieszka nie miała z tym problemu, natomiast Karolina… by wykonać polecenie musiała stanąć na palcach, wyciągnąć się jak struna.

– Dobra, teraz Ally i Pucie. Waszym zadaniem jest przygotowanie koleżanek i nowych kolegów do stosunku. Czyli musicie zadbać by kutas ładnie stał i dupcia była dobrze nawilżona. Chyba, że chcecie, żeby wszedł na sucho. Wtedy będzie bolało.

Cholera, dobrze że nie ja. Mało brakowało.

– No co jest, Pucie, ruszaj się! Dosyć leżenia, nie jesteś na wczasach!

Dziewczyna zwlokła się z sofy, na kolanach podeszła do Agnieszki, zbliżyła twarz do zgrabnego tyłeczka i wsunęła język pomiędzy kształtne pośladki.

Muszę zrobić tak samo…

No i zaczęła to robić. Mechanicznie, raz za razem, wyrzucając z głowy wszelkie niepotrzebne myśli i uczucia. Kątem oka dostrzegła, że Monika liżąc odbyt Agnieszki wolną dłonią masuje członka i zaczęła robić tak samo. Nie jest wstydem przejmowanie dobrych wzorców.

Jak długo będę musiała? Może już wystarczy? Przyłóż się dobrze; Karolina, na twoim miejscu lizałaby wzorcowo. Do roboty, do roboty –   chociaż raz nie daj się wyprzedzić prymusce.

Po drugiej stronie stołu wszczął się jakiś ruch. Podniosła głowę akurat w chwili, gdy zgięta w pół Monika, z zasłoniętymi dłonią ustami dopada marmurowego ocembrowania i wymiotuje wprost do fontanny.

– No nie, dziewczyno, zapaskudziłaś nam fontannę! Wyczyścimy na twój koszt.

Dopiero teraz, widząc reakcję Moniki i zwisające z ust tamtej długie pasma śliny, niczym u wampira w podrzędnym filmie grozy, mózg przyjął do świadomości jak ohydnie smakuje tamto miejsce. W jednej chwili żołądek podjechał do gardła; jeszcze sekunda czy dwie i spocznie obok Moniki, a wszystkie plany i marzenia legną w gruzach. Zwiesiła głowę walcząc z narastającą falą wymiotów. Nie, nikt jej nie zmusi żeby jeszcze raz wsunęła tam język. Gdy los wydawał się być przesądzony, Agnieszka zawołała:

– Dość tych pieszczot, moje skarby. Chłopaki, wsadzać tam fiuty!

Rzucili się momentalnie na wypięte tyłki młodych dziewcząt. Obserwowała z najbliższej odległości jak nabrzmiała główka wciska się w ciasną, o wiele za ciasną dziurkę. Kutas, chociaż nie był przesadnie duży, nie mógł się zmieścić. Może nie jest wcale tak mały jak sądzi, a może tak jest za każdym razem?

Tak czy inaczej, na przyszłość, będzie pamiętać, żeby porządnie nawilżyć kutasa.

Ale wbrew logice i widocznemu na pierwszy rzut oka niedopasowaniu anatomicznemu, kutas jednak wchodził. Facet pchał, po każdym pchnięciu lekko się wycofywał i w ten sposób penis zanurzał się w tyłku Karoliny. Musiało to boleć, cholernie boleć, ale prymuska tylko wygięła plecy i zgrzytała zębami. Zawsze musi być najlepsza?

Druga z dziewcząt nie miała takich ambicji, głośno jęczała… Nie, wprost ryczała z bólu pragnąc się przy tym wyrwać i uciec, ale ochroniarz wykręcił jej ręce, przycisnął do blatu i trzymał mocno.

Może nie nawykła, a może dlatego, że facet ma chuja jak ogier. Gdyby zamieniły się miejscami, Karolinka robiłaby tak samo. Dam głowę, że robiłaby.

Odbyt jakby się poluźnił, bo członek wchodził głębiej i poruszał się szybciej, bez widocznego oporu jaki występował na początku. A Karolina zaczęła stękać… z rozkoszy? Chyba tak.

Sporo czytała i niektóre kobiety (te, które przełamały opory i odważyły się na ten rodzaj miłości) twierdziły, że seks analny może być całkiem przyjemny, natomiast niektóre zarzekały się, iż nie zamieniłyby kontaktów analnych na żadne inne, są bowiem źródłem niewypowiedzianej rozkoszy. Cóż, przyglądając się temu, co wyprawiało się w gabinecie prezesa, miała pewne wątpliwości. Może tamte kobiety kłamały, a może te dziewczyny były nieprzygotowane, a faceci niewprawieni. A może wszystko po trochu.

Nagle poczuła szarpnięcie za włosy; tak silne, że od razu postawiło ją na nogi.

– A ty co, nie masz co robić? – syknął wprost do ucha znajomy głos. Wielki pan prezes, który od jutra będzie jej szefem. Jeśli dobrze pójdzie… – Znajdę ci zajęcie!

Zgniótł drobne ramię w żelaznym uścisku, na pół niosąc poprowadził w kierunku sofy, rzucił na skórzane obicie i przygniótł kolanem, jak kociaka.

– Cipkę zostawimy dla Piotrusia, ale dupcia należy do mnie – wysapał – cię kurwo wyjebie… pożałujesz…. że tu przylazłaś… ty pokurczu jebany…

W tyłek wdarły się brutalnie dwa grube paluchy. Otworzyła usta w niemym krzyku, porażona gwałtownym bólem, ale zanim zrobiła cokolwiek prezes szybko się wycofał, a miejsce palców zajął dorodny kutas.

Poruszał się gwałtownie, brutalnie, wchodził na sucho, nie bacząc na opór, jaki mimowolnie stawiała, rozciągał niewyrobioną dziurkę bez litości.

Lata temu, w książce, której tytuł dawno zatarł się w pamięci, była scena, w której gwałcona kobieta przywołuje miłe wspomnienia z czasów dzieciństwa i to pomaga jej przetrwać okrutną próbę.

Nie potrafiła w ten sposób. Nie była w stanie myśleć racjonalnie, o czymkolwiek, liczył się tylko okropny ból, rozrywający wnętrzności, masywne cielsko, sapanie napastnika i ohydne obelgi, którymi ją obrzucał.

Nie można znieść gwałtu z godnością, wyjść z tego niepokalanie poczętą. To fikcja, wierutne kłamstwo. Bolało tak bardzo, że gryzła własny nadgarstek. Nie potrafiła myśleć o niczym innym.

Gdy było po wszystkim, osunęła się bezwładnie na dywan i leżała tak z rozrzuconymi ramionami, gapiąc się szklistym wzrokiem w sufit. Tyłek pulsował nieznośnym bólem. Czuła, że coś się tam przelewa, wylewa. Krew? Doskonale. Wykrwawi się na śmierć.  Nie będzie prawniczką, kimkolwiek; teraz zamknie oczy i zaśnie, spokojnie i słodko. Obudzi się gdzieś… tam… zobaczy ścieżkę, na której będzie czekał tata, elegancki i uśmiechnięty. Weźmie ją za rękę i poprowadzi do cudownej krainy. Razem…

Pojawił się nowy ból, gdzieś w boku, którego źródła nie była w stanie zlokalizować. Z trudem rozwarła powieki. Zobaczyła wąską twarz, bladą cerę, żółte oczy i szyderczy uśmieszek. I but, który wymierzył kopniaka w nerkę.

– Zbieraj się, Ally. Idziesz ze mną.

* * *

Od chwili, gdy wysiadł na parkingu (dziwnym trafem ulubione miejsce było puste) uświadomił sobie, że wszystko jest takie same. Pęknięta płyta chodnikowa, obtłuczony najwyższy stopień, łuszcząca się farba. Nacisnął obdrapaną klamkę i wszedł do środka.

Spodziewał się, że stanie oko w oko z Mariuszem, usłyszy „Co tak, panie, dzisiaj późno?” jak zaczątek głupawej rozmowy z człowiekiem o wysuniętej do przodu szczęce. Ale portierka była pusta. Na biurku stał kubek z herbatą, ledwie nagryziona kanapka na talerzu, ale nie było nikogo.

Dopiero teraz uświadomił sobie, że nie nacisnął guzika domofonu by się zaanonsować, a drzwi były otwarte. Nie powinny, ale przyjął to jako coś normalnego. Coś, co miało się wydarzyć.

Szedł korytarzem, a puste ściany zwielokrotniały odgłos kroków. Skręcił w prawo i wtedy ją zobaczył. Chuda i mocno zgarbiona staruszka o pomarszczonej twarzy którą zasłaniały gęste siwe włosy.

Wariatka…

– Czekałam na ciebie, Sylwuś – zachichotała. – Dobrze, że jesteś.

Na chwilę wstrzymał oddech, a potem wypuścił powietrze z głośnym sykiem.

– Skąd pani…. to znaczy…

– Śniłeś mi się. Przyszedłeś, bo chcesz być pewien, tak?

Przyjechał by spotkać dawnych kolegów, trochę pogadać, zapytać jak leci i w ogóle, powtarzał to sobie do znudzenia, a tak naprawdę szukał dowodów i chciał je znaleźć właśnie tutaj.

Kobieta się uśmiechnęła, miała bladoniebieskie, jakby wyblakłe oczy.

– Chodź, pokażę ci go.

– Kogo?

– No chodź.

Nie powiedziała nic więcej, tylko ruszyła w głąb korytarza, a on poszedł za nią. Poprowadziła go wprost do celi (zawsze nazywali te pokoje celami, jak w więzieniu) tamtego księdza. Pamiętał go doskonale; miał nieodparte wrażenie, iż od niego wszystko się zaczęło.

Nacisnęła klamkę i weszła do środka. Dziwne; przecież cele powinny (muszą) być zamknięte, a wariaci (wariatki) nie mogą chodzić po korytarzach.

– No chodź i zamknij drzwi. I daj te eklerki.

Odruchowo spojrzał na reklamówkę. Ciasteczka miały być dla Karoliny…

– Skąd pani wie, że…

– On mi powiedział – rzekła tam prosto i naturalnie, jakby nie rozumiał oczywistych rzeczy – przecież wie wszystko.

– No tak – mruknął. Wariaci zawsze mieli najlepsze pomysły.

Staruszka zajadała ciastka z podziwu godnym animuszem.

– Bardzo, bardzo smaczne. Dawno nie jadłam tak dobrych. Tutaj ciastek nie podają.

– Dają tylko na święta. Poza tym jedzenie jest kiepskie.

– Nie wiem, nigdy tego nie jadłam – kobieta oblizywała palce oblepione słodką masą.

– Długo pani tu jest?

– Jestem…. – przerwała na chwilę – byłam od…. nie pamiętam. Mało już pamiętam z poprzedniego życia.

– Rozumiem – uśmiechnął się z wyższością. – Tutaj każdy dzień jest do siebie podobny.

– Nic nie rozumiesz! – Fuknęła. –  Myślisz że zwariowałam?

– Nie, no skąd – posłał jej rozbrajający uśmiech. – Wcale tak nie myślę.

– Przysłał mnie tutaj Bartuś, ale to nie jego wina, tylko Sylwii, on mi powiedział. Modlę się za nich, żeby Pan nie poczytał im tego grzechu.

– Kto pani powiedział?

– Sariel. Tak się przedstawił.

– Kto?

– Jeden z aniołów, wysłannik najwyższego.

Wstrzymał oddech. Kobieta mówiła tak przekonywająco. A jeśli…

– Trzymał mnie w swoich ramionach, opowiadał o Królestwie Bożym, karmił swoim słowem. Ach, żebyś wiedział, jak cudowny jest dotyk skrzydeł anioła..

Nie daj się zwieść! To wariatka. Nie pamiętasz, jakie historie opowiadali wariaci?

– Zdradził mi imię demona, którego spotkałeś.

– Dee… demona..? – wykrztusił.

– O tak, demona. Przecież zobaczyłeś demona, prawda?

Nieprawda. Po cholerę w ogóle tu przylazłem? Uciekaj… UCIEEEKAAAJ….

– Aby spotkać się ze mną. Sariel wiedział że przyjdziesz, dlatego mnie zostawił. Mam umocnić twoją wiarę, byś nie zboczył ze ścieżki, na którą wkroczyłeś.

Niespodziewanie, zwłaszcza dla samego siebie, zgarbił ramiona i pochylił głowę.

– Wiara. Nigdy nie byłem specjalnie wierzący – wymamrotał.

– Ważne, żebyś nie popełniał grzechów, zwłaszcza ciężkich. Nie kłam, nie oszukuj, nie krzywdź nikogo. I nie zdradzaj żony – dodała po chwili.

– Już tego nie robię. I wyspowiadałem się ze wszystkiego.

Zbliżyła się jeszcze bardziej, ujęła jego ręce w pomarszczone i powykrzywiane dłonie. Miała nadspodziewanie silny uścisk.

– To dobrze – powiedziała patrząc mu głęboko w oczy. – Nie zbaczaj z tej ścieżki. I nie odwracaj się za siebie.

– Dlaczego?

– Demon, którego widziałeś może cię śledzić. Może już podąża twoim tropem. Sariel powiedział mi jego imię, ale tobie go nie zdradzę. Gdybyś go wypowiedział, nawet przypadkiem, przybiegłby od razu, jak wierny pies.

Położyła się na łóżku, na wznak, i zamknęła oczy.

– A teraz już idź – wyszeptała. – Jestem zmęczona. To będzie długi odpoczynek. Piękny sen.

Wyszedł z celi kompletnie oszołomiony. Zrobił kilka kroków i nagle się zatrzymał. Miał jeszcze jedno pytanie; nie, co najmniej kilka. Położył dłoń na klamce, ale drzwi były zamknięte. Szarpnął, ale nie chciały ustąpić. Zamek się zaciął czy co?

– Sylwek! Co ty robisz?

Odwrócił się gwałtownie. Konrad stał tuż za nim, musiał się podkraść gdy szarpał się z klamką.

– Drzwi się zatrzasnęły.

– Zatrzasnęły się?

– Chyba tak.

– Chyba są całkiem zamknięte.

Spojrzał na niego zdziwiony.

– Jak zamknięte? Rozmawiałem tam przed chwilą z jedną kobietą. Taką starszą, z siwymi włosami.

Konrad pokręcił głową.

– Chodź do kantorka, pogadamy o starych, dobrych czasach.

– A Wójcik? Nie wyrzuci mnie?

– Na pewno nie wyrzuci.

W kantorku nic się właściwie nie zmieniło. Usiedli przy wąskim stole.

– Postawiłbym jakieś piwo, ale wiesz…. jestem w pracy.

– Jasne, rozumiem. Gdybym się Wójcik dowiedział..

– Wójcik nie żyje.

Sylwek otworzył usta, ale nic nie powiedział, kompletnie zaskoczony nowiną.

– Co się stało?

– Pamiętasz tego księdza, co umarł kilka dni przed twoim odejściem?

– Jasne. To była dziwna historia – dodał ostrożnie.

– Wójcik poszedł do jego celi, jakoś dwa tygodnie po tym…. jakoś tak…. i umarł. Dostał wylewu czy zawału, jakoś tak. Nikt po tym skurwielu nie płakał.

– No chyba, że Karolina – mrugnął porozumiewawczo Sylwek. – Zawsze miał do niej słabość.

– Karolina już tu nie pracuje.

Nabrał powietrza i trzymał go w płucach tak długo, aż poczuł ucisk w skroniach.

– Jak to nie pracuje? Co się stało?

– Podobno chłopak przyłapał ją na zdradzie, była wielka afera i w ogóle. Karolina wróciła do rodziców, do Wałbrzycha.

– Nieźle…

– Po tym co się mówiło… – Konrad westchnął. – Na pewno część tych plotek była prawdziwa. Wiem to po sobie.

– Co to znaczy, po sobie?

Facet wyraźnie się speszył.

– Było, minęło… co ci będę mówił..

– Jak zacząłeś to dokończ!

Uciekł spojrzeniem gdzieś w bok.

– Bo… kilka razy się zdarzyło, że gdy byliśmy na nocnym dyżurze, to Karolina…

– Zrobiła ci loda – dokończył ponuro.

Konrad skoczył ja oparzony.

– Skąd wiesz?! Wszyscy już wiedzą?

– Bo mnie też robiła. Nikt nie wie, chyba że się pochwaliła.

Uderzył pięścią w stół, aż podskoczyły łyżeczki.

– A to kurwa, suka jebana! Pieprzyła się dziwka ze wszystkimi.

– A każdy z nas myślał, że jest wyjątkowy – dodał z gorzkim uśmiechem. – Ja też. Anka wie?

– Co ty, stary! Zajebałaby mnie gołymi rękami! Nie może się dowiedzieć, nigdy.

– Ode mnie się nie dowie, bądź spokojny – Sylwek wyciągnął ręce w uniwersalnym pojednawczym geście. –  Powiedz mi lepiej, co to za kobieta, która siedzi w celi tego księdza, wiesz którego?

– Wiem, pamiętam go dobrze. Umarł na zawał czy jakoś tak.

– Co z nią? Jest jakaś dziwna.

Konrad przygryzł wargę i długo nie odpowiadał.

– Tak… dużo się modliła, ciągle mówiła o Bogu, Raju i tego typu sprawach. Moglibyśmy przymknąć na to oko, w końcu wariaci wygadują różne dziwne rzeczy, gdyby nie jedna sprawa.

– Jaka sprawa?

– Ona nic nie jadła, ani nie piła. Mimo to utrzymywała się przy życiu, a nawet nie traciła na wadze.

Poczuł przypływ dziwnej euforii, jakby nagle zaczerpnął haust czystego tlenu.

– Pytaliście ją o to?

– Oczywiście. Powiedziała, że karmi ją sam Bóg, że słowo staje się ciałem. Mówiła tak przekonywająco o tym wszystkim, że… prawie jej uwierzyłem – dodał jakby ze wstydem. –  Możesz się z tego śmiać, ale żyła bez posiłków przez bardzo długi czas. Niemożliwe, żeby normalny człowiek…

– Mnie to samo powiedziała.

Konrad otworzył usta, ale szybko je zamknął.

– Powiedziała ci? – wykrztusił.

– Tak, przed chwilą.

W milczeniu sięgnął po wodę mineralną, napełnił szklankę i wypił zawartość duszkiem.

– Jutro będzie tydzień jak ta kobieta umarła. Nie mogła ci nic powiedzieć.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Aureliusie,

z przyjemnością przeczytałem czwarty rozdział Twojej opowieści o rozmowie kwalifikacyjnej z piekła rodem i wiedząc, że na razie nie masz dla nas nic więcej apeluję: to nie może być koniec tej historii! Co stało się z Antoniną? Jaką rolę odegra jej diabelski rodowód? O co chodzi z finalną sceną w zakładzie psychiatrycznym? Potrzebujemy odpowiedzi!

Tak interesująco rozpoczęta opowieść nie może się urwać tak gwałtownie i bez jakiegokolwiek wyjaśnienia.

Pozdrawiam
M.A.

Wzięłam i przeczytałam całość w weekend. Nawet nie zauważyłam, jak to przeleciało. Bardzo zajmująca historia! Ale zgadzam się z Megasem, że nie może się tak skończyć, byłby to kompletny zawód. My, którzy zainwestowaliśmy nasz drogocenny czas w lekturę tego długaśnego opowiadania, żądamy więcej! Musimy wiedzieć, co stało się z bohaterką!

Czyli jednak Antonina zapłaciła wysoką cenę za próbę wzlecenia do słońca… i jej diabelski rodziciel nie przyszedł z pomocą.

Jakie będą jej dalsze losy? Gdzie zabrała ją córka szefa kancelarii? Co czeka ją po ślubie, o ile w ogóle do niego dojdzie?

Tyle wątpliwości czeka na wyjaśnienie!

Qualityy artikcles is the secret tto be a focus for the users to pay a quick visit the site,
that’s what this web site is providing. https://Waste-Ndc.pro/community/profile/tressa79906983/

Napisz komentarz