Nowy świat czarownic 72-76 (Nefer)  4.92/5 (8)

45 min. czytania

„Narodziny Benjamina i śmierć Racheli”, Cignaroli Giambettino

72

– I tak, zakończyliśmy przynajmniej tę sprawę. – Księżna nie okazywała szczególnego wzruszenia. – Muszę przyznać, że wykazała się odwagą. Naprawdę, płynęła w niej szlachetna krew.

– Nie musiała umierać…

– Tak wybrała, albo to ty wybrałeś za nią, sir Marcusie. Tak czy inaczej, czas wracać do obozu.

– Zamierzasz tak ją zostawić?

– A cóż innego miałabym zrobić? Zabrać ciało do obozowiska, żeby sir Lucjusz tym bardziej cię znienawidził? I tak mam już z tego powodu mnóstwo kłopotów. Przyznaję, jesteś silniejszym i aktualnie bardziej użytecznym małżonkiem niż on, ale moja cierpliwość również ma swoje granice.

– Wypadałoby przynajmniej pogrzebać albo spalić zwłoki Gonan, nie powinny stać się żerem dla wilków i kruków. – Za wszelką cenę chciał zyskać na czasie, nie docenił jednak wiedźmy.

– Dobrze, wykazała się odwagą i zasłużyła na szacunek. Osuńcie się. – Władczym gestem odprawiła zbrojnych z orszaku.

Dopiero w tej chwili zrozumiał, że palnął głupstwo. Nie należało wspominać o spaleniu ciała. Lady Berengaria miała moc, by uczynić to szybko, niczego więc nie zyskał. Musi uważać, by nie popełniać podobnych błędów. I mieć nadzieję, że jednak zdążyli… W tej chwili nie mógł zrobić nic więcej. Kula ognia spopieliła zarówno doczesne szczątki Gonan, jak i kilka pobliskich drzew. Buchnęła para, wszechobecny śnieg zapobiegł szerzeniu się płomieni.

„Żegnaj, księżniczko. I wybacz, jeśli zdołasz.”

– Czy zadowoliłam twoje poczucie honoru oraz winy, sir Marcusie? Jeżeli tak, to wracajmy. Jeżeli nie, będziesz musiał się z tym pogodzić. Pomyśl o Berenice i Sudrun.

Myślał o nich bez przerwy. Czy sir Adrian przekazał dokładnie jego słowa? Czy przyjaciele pojęli istotę planu? Czy zdołali przekonać rozgoryczonego i nienawidzącego wiedźmę sir Lucjusza? Przede wszystkim nienawidził aktualnie samego Marcusa, ale może zechce poczekać na okazję do zemsty i tymczasem zadowoli się Lady Berengarią?

Ruszyli niespiesznie przez las. Księżna nie straciła mocy w walce z Gonan, nie wiedział, w jakim stopniu nadszarpnęło jej siły spopielenie ciała dziewczyny, nadal nie przejawiała jednak zamiaru oczyszczania drogi czarami. Przedzierali się więc mozolnie pomiędzy drzewami, a potem przez pokrytą śniegiem równinę. Tym niemniej, nieuchronnie zbliżali się do ruin grodu i rozłożonego w pobliżu obozowiska. Zdaniem Marcusa zbyt szybko, ale teraz naprawdę niewiele mógł już na to poradzić.

W obozie musiano niecierpliwie wypatrywać powrotu księżnej. Gdy tylko dostrzeżono niewielki orszak, ktoś wyruszył naprzeciw, brnąc z wysiłkiem przez zaspy i dając znaki ramionami.

– Szlachetna Pani! Szybko! – Marcus rozpoznał głos i sylwetkę Olgi. – Nasza podopieczna dostała bólów! Jakiś czas temu. Wody już odeszły, ale poród zapowiada się na ciężki! Twoja pomoc jest koniecznie potrzebna!

– Już dzisiaj? Spodziewałam się tego dopiero za dzień czy dwa. Ale w tych sprawach nigdy nie można mieć do końca pewności. Nie traćmy czasu.

Przyspieszyła, pozostawiając w tyle zbrojnych eskorty i zmierzając w stronę namiotu Bereniki. Marcus wyciągał nogi, starając się nadążyć. Berenika zaczęła rodzić? Czy pokrzyżuje to jego plany? Zapewne tak, śmierć Gonan okaże się ofiarą daremną, a on sam nigdy sobie nie wybaczy. Jak to się dzieje, że wiedźma zawsze ma takie szczęście? Dopiero po chwili dotarł do niego sens wszystkich słów Olgi. Poród zapowiada się na ciężki… Czy to oznacza, że… Dobra Bogini nie może na to pozwolić!

Lady Berengaria niecierpliwie odrzuciła zasłonę wejścia namiotu, zza jej ramienia Marcus ujrzał grupkę kobiet skupionych wokół półleżącej na posłaniu ukochanej. Jedna z nich odwróciła głowę.

– Dobrze, że jesteś, Szlachetna Pani. Niedobrze z nią.

Chłopak postąpił krok za wiedźmą.

– To nie miejsce dla mężczyzn, panie – zaprotestowała kobieta, zapewne akuszerka.

– Zostaw go, niech wejdzie – zadysponowała księżna. – Nie mogę zostawić cię samego w obozie z Lucjuszem, na pewno nie dzisiaj – dodała na użytek Marcusa. – Trzymaj się z boku i nie przeszkadzaj.

Dostrzegł Sudrun, podtrzymującą Berenikę za ramiona i dodającą jej odwagi. Posłała chłopakowi niepewny uśmiech, zaraz jednak skoncentrowała ponownie uwagę na rodzącej. Do namiotu wsunęła się Olga, dostrzegł również Edytę. Spróbował poszukać spojrzenia ukochanej, nie mógł być pewny, ale wydawało mu się, że zdała sobie sprawę z jego obecności i ledwie dostrzegalnie skinęła głową. Chwilę później z ust dziewczyny wydarł się jednak przerażający krzyk bólu. Akuszerka oczyściła dłonie w misie z parującą wodą i wsunęła je pomiędzy rozwarte nogi Bereniki.

– Dziecko jest źle ułożone, pani. Próbowałam pomóc, ale niewiele mogę zrobić. Sama z pewnością nie urodzi.

– Niemożliwe! Niedawno sprawdzałam i wszystko było w porządku.

– Przekonaj się, pani.

Berengaria pochyliła się nad dziewczyną i skoncentrowała, Marcus wyczuł sploty powietrza, użyte w nieznany mu dotąd sposób.

– Istotnie, źle ułożona. I na dodatek pępowina oplotła się wokół szyi dziecka. To córka, oczywiście. Ale jak to się mogło stać?

– Nie wiem, szlachetna pani. Takie rzeczy jednak się zdarzają, ja nie potrafię pomóc.

– Ona nie może umrzeć!

Marcus nie miał żadnych wątpliwości, do którego z zagrożonych istnień odnosiły się słowa księżnej. A co z Bereniką? Pytanie to wybrzmiało tylko w jego umyśle.

– Moja sztuka jest tutaj bezsilna, cała nadzieja w tobie, pani.

Dziewczyna ponownie wydała przeciągły, raniący serce krzyk bólu. Lady Berengaria raz jeszcze splotła żywioły powietrza, czoło wiedźmy zwilgotniało od potu.

– Nie, nawet ja nie zdołam odwrócić dziecka, nie przy tej przeklętej pępowinie. Sprawia wrażenie wręcz zasupłanej. Pozostaje tylko jeden sposób… Muszę rozciąć łono, wtedy wyjmiemy i uratujemy dziecko. Uratujemy jej córkę.

– Co chcesz uczynić? Ratuj obie! – Ty razem słowa same wyrwały się z ust Marcusa.

– Milcz i nie przeszkadzaj. – Księżna nie traciła mocy oraz koncentracji na unieruchomienie czy zakneblowanie chłopaka.

– Odsuńcie się! – Kolejny rozkaz skierowała do otaczających rodzącą kobiet.

– Nie opuszczę Bereniki, nie możesz… – Sudrun opiekuńczo wzmocniła uścisk ramion.

– Odsuń się, dziewko!

– Nie!

– Sudrun, zrób to, co mówi. To jedyna szansa. Inaczej umrzemy obydwie, ja i Blanka. – Niespodziewane słowa ukochanej zabrzmiały bólem i miłością. – Ja i tak jestem już martwa, ale ona przeżyje. Och, nie wytrzymam dłużej. Kocham cię, Marcusie! – Wyznanie przerodziło się w kolejny okrzyk cierpienia.

Sudrun niechętnie opuściła ramiona i delikatnie ułożyła głowę Bereniki na poduszkach. Wykonując prośbę przyjaciółki, odsunęła się od posłania.

– Rób swoje, pomogę ci. Wchodź, otworzę umysł i ciało. To dla niej… Niech ma swoją szansę, skoro mnie się nie udało… – Wydyszała to z trudem rodząca.

Wiedźma obmyła dłonie i pochyliła się nad posłaniem, Marcus wyczuł kolejne, nieznane sobie sploty powietrza.

– Otwórz umysł! Muszę przejąć kontrolę, nie wytrzymasz bólu, a w inny sposób nie zdołam cię teraz unieruchomić. Zwłaszcza tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne.

Nie pojmował wszystkiego co, się dzieje. Dostrzegł tylko, że Berenika zamarła w nienaturalnym bezruchu, wstrzymała nawet oddech. A potem ujrzał coś okropnego. Skóra na nagim, nabrzmiałym brzuchu dziewczyny otworzyła się, na pozór bez żadnego udziału nikogo z obecnych, z pogłębiającego się rozcięcia buchnęła krew. To akurat było niewątpliwie dziełem wiedźmy, używała żywiołu powietrza. Berenika nadal w niewytłumaczalny sposób milczała, znosząc okropny ból.

– Już! – Księżna zanurzyła dłonie i ostrożnie poruszała nimi w rozdartych wnętrznościach dziewczyny. Ukazało się coś na kształt absurdalnie małej, zakrwawionej lalki. Czyżby noworodek? Mężczyźni nie bywali zwykle świadkami takich scen. – Mamy ją.

I wtedy wydarzyło się coś dziwnego. Berenika użyła mocy! Obcej mu mocy, której splotów nie potrafił rozpoznać. Lady Berengaria zamarła w bezruchu, nadal ściskając w dłoniach małą Blankę. A więc udało się! Ukochana pozyskała moc, moc skuteczną wobec wiedźmy. Tylko dlaczego użyła jej akurat teraz i w tak dziwny sposób? W chwili, gdy księżna trzymała w ramionach dziecko i uniemożliwiało to atak przy pomocy najszybszego oraz najskuteczniejszego w takich sytuacjach ognia? Berenika traciła tym samym najważniejszy atut, atut zaskoczenia. Czy znowu wszystko pójdzie na marne? Ale przecież nie mogła zabić córki!

Wiedźma nie miała natomiast żadnych skrupułów. Pozostając w wymuszonym bezruchu, władczynie mocy toczyły milczące, trwające kilka mgnień oka zmagania. Wyczuwał jednak, jak księżna zmienia sploty używanego już wcześniej żywiołu powietrza. Mimo wszystko, nie docenił Bereniki oraz jej sojuszniczek, przygotowały inny plan. Edyta postąpiła dwa kroki i dobytym błyskawicznie sztyletem ugodziła Berengarię w plecy. Był to trudny cios, ale doświadczona wojowniczka nie chybiła i ostrze sięgnęło serca. Wiedźma zdążyła jeszcze użyć powietrza, atakując ukochaną. Ta nawet się nie broniła, w każdym razie Marcus nie wyczuł żadnej próby postawienia osłony. Do ostatniej chwili podtrzymywała pierwotne, tajemnicze sploty. A teraz była już nieodwołalnie martwa, jej głowa rozpadła się, jak gdyby eksplodowała od wewnątrz. Straszliwego obrazu dopełniał rozpruty brzuch. Ale i z panią Siedmiu Bram działo się coś dziwnego. Zachwiała się, niczym pozbawiona podpory kukła. Twarz poszarzała, zatraciła urodziwe rysy Bereniki. Ich miejsce zajęły głębokie zmarszczki, rzadkie, siwe włosy, zwiędłe wargi, nieproporcjonalnie wąska, wiotka szyja. Trzymające nadal małą Blankę dłonie przybrały kształt szponów. Wykazując się przytomnością umysłu, a może działając zgodnie z ułożonym wcześniej planem, Olga zręcznie przejęła noworodka w silny, pewny uchwyt. Uczyniła to w najwłaściwszym momencie, chwilę później na zasłane skórami klepisko upadło bowiem ciało byłej władczyni Siedmiu Bram. A raczej ciało starej, bardzo starej kobiety.

– Zajmij się nią! Natychmiast!

Edyta potrząsnęła oszołomioną akuszerką i wskazała noworodka. Przywrócona do rzeczywistości kobieta wzięła małą Blankę na ręce, rutynowe, wykonywane wielokrotnie czynności pozwoliły otrząsnąć się z szoku. Po chwili dziewczynka, czy raczej nowa pani Siedmiu Bram – bo chyba tak należało ją teraz traktować – głośnym płaczem oznajmiła, że żyje, chociaż ten zimy i nieprzyjazny świat nie przypadł jej najwidoczniej do gustu.

„I trudno się temu dziwić.” – Pomyślał Marcus.

73

– Jak mogliście do tego dopuścić? Jak mogliście pozwolić jej na coś takiego? – wykrzyczał te słowa, nie wiedząc właściwie do kogo, chyba do wszystkich obecnych w namiocie kobiet.

– Sama tak zdecydowała. Uznała, że nie ma innego sposobu. – Ciężar odpowiedzi wzięła na siebie Sudrun.

– Ale dlaczego? – Obsesyjnie wpatrywał się w zmasakrowane ciało Bereniki. – Skoro plan się powiódł, skoro zdobyła moc, dlaczego użyła jej tak późno? Dlaczego uderzyła dopiero wtedy, gdy dla niej samej nie miało to już znaczenia? Dlaczego poświęciła własne życie?

– Bo to miało znaczenie, Marcusie. Miało znaczenie dla niej i dla nas wszystkich.

– Nie potrafiliście wymyślić niczego innego? Rozumiem, że trudno oczekiwać genialnych pomysłów od sir Lucjusza. Ale sir Adrian nie jest przecież głupcem, zrozumiał, co chciałem przekazać jemu samemu, a za jego pośrednictwem wam wszystkim. I wy także, Sudrun, Olgo, Edyto, macie swój rozum. W przeciwnym razie plan nigdy by się nie powiódł. Dałem wam szansę, nie pytajcie nawet, za jaką cenę, a wy potrafiliście ją wykorzystać. Ale dlaczego w taki sposób?

– Sama moc to za mało, Szlachetny Panie. – Tym razem odezwała się Edyta. – Doskonale wiesz, jak sprytna i bezwzględna była stara księżna. Potrafiła wychodzić cało i zwyciężać w różnych sytuacjach, w sprawach mocy zawsze wykazywała wielką ostrożność. W inny sposób nie dałaby się zaskoczyć. Nawet po tym, gdy pani Berenika zdobyła skuteczną moc od sir Lucjusza.

– Co zresztą wcale nie było takie proste. Samo zdjęcie zaklęcia i usunięcie ochraniacza okazało się w tym wszystkim najłatwiejsze. – Opowieść przejęła Olga. – Chłopak nienawidził starej pani i chętnie współpracował.

– Wiedział, jak pozbyć się zaklęcia, ale same pierścienie musiałyście usunąć wy dwie. Klucz wiedźma nosiła zawsze przy sobie. Poradziłyście sobie doskonale. – Marcus wszedł jej w słowo.

– Mamy dużą wprawę w nakładaniu i zdejmowaniu o wiele bardziej skomplikowanych zamków, kajdan czy łańcuchów. Wiesz, w jaki sposób nabyłyśmy tej wprawy.

– Wiem… To jednak sprawa pomiędzy wami i sir Adrianem. Nie mam zamiaru się w to wtrącać. Na czym polegał więc problem?

– Lady Berenika była tuż przed rozwiązaniem… Sir Lucjusz… Miał pewne kłopoty.

– Chcesz powiedzieć, że ten skończony głupiec nie potrafił pobudzić się w wystarczającym stopniu? Nie potrafił się pobudzić, bo Berenika nie prezentowała się akurat niczym Dobra Bogini podczas nocy poślubnej?

– Musiałyśmy mu trochę pomóc. W tym też mamy doświadczenie. Jest młody i silny, nie trzeba było stosować szczególnie wyszukanych środków.

– Więc o co chodzi?

– Cóż, w niedawnym stanie lady Bereniki przekazanie mocy wymagało ze strony małżonka uwagi i delikatności, wielkiej uwagi i delikatności.

– A ten idiota, raz pobudzony, nie potrafił tej delikatności okazać? I może dlatego dziecko ułożyło się w niewłaściwy sposób? Ryzykował życiem ich obojga! Zabiję drania, cokolwiek się jeszcze wydarzy, zabiję go!

– Uspokój się, paniczu Marcusie! Lucjusz zrobił w końcu to, co do niego należało. Przy wydatnej pomocy pani Edyty i pani Olgi. Mają naprawdę duże doświadczenie. Dziecko… Lady Berenika sama odwróciła je w łonie. Używając odrobiny pozyskanej mocy.

– Ale po co? Po co wszystko tak skomplikowała? Dlaczego dała sobie otworzyć brzuch, a później odebrała szansę nagłego ataku? Bo nie chciała uderzyć w wiedźmę, gdy ta trzymała w ramionach naszą córkę! Wiem, że tego nigdy by nie zrobiła. Wolała poświęcić własne życie.

– Właśnie dlatego. To był jedyny sposób, by zaskoczyć starą księżnę. Zmusić, by weszła w umysł Bereniki i wpadła tam w pułapkę mocy. Mocy, której się nie spodziewała. Na chwilę, krótką chwilę, straciła wolę i swobodę działania. Ale ta chwila wystarczyła, pani Edyta nie zawiodła. To Berenika ułożyła ten plan.

– Plan, który kosztował ją życie. A wy na to pozwoliliście!

– To była jej własna decyzja, paniczu Marcusie. Poświęciła się dla córki, dla ciebie, dla nas wszystkich. Wiedziała, że po narodzinach lady Blanki przestanie być potrzebna i wiedźma pozbędzie się jej bez skrupułów. Tym bardziej tutaj, w tych pustkowiach. Spali ciało na popiół, a śnieg ukryje wszelkie ślady. Berengaria wróciłaby następnie do Siedmiu Bram, udając Berenikę, jako jedyna i prawowita pani księstwa, z niedawno narodzoną następczynią, która w swoim czasie podzieliłaby los matki. Sam wiesz, że zamierzała tak postąpić. Berenika miała tylko jedną szansę i chciała zyskać pewność, że potrafi ją wykorzystać.

– Kosztem własnego życia…

– Nie znalazła innego sposobu… My również nie potrafiłyśmy znaleźć… Wybacz, paniczu Marcusie.

„Nigdy tego nie wybaczę.” – Pomyślał zawzięcie. Płacz noworodka zmusił jednak do natychmiastowego zajęcia się bardziej bezpośrednimi problemami.

– Poza wszystkim, poświęcając własne życie, Berenika nie przewidziała jednego. Zostaliśmy oto z dwiema martwymi paniami Siedmiu Bram, w środku obozu, ze sporą grupą sług i zbrojnych starej wiedźmy. Kto będzie wydawał im rozkazy i jak to wszystko wytłumaczymy? Mam może zabić ich wszystkich mocą? Proszę bardzo, ale co dalej? Będziemy już na zawsze ukrywać się w lasach i śniegach Północy? Przystąpimy do barbarzyńców, o ile zechcą nas przyjąć?

– Paniczu Marcusie… Berenika pomyślała i o tym, jest sposób.

– Ciekawe jaki?

– Ten sam, dzięki któremu wygraliśmy bitwę, ten sam, dzięki któremu uwolniliśmy Berenikę.

– Sudrun, czy ty… To nie będzie łatwe i nie skończy się na kilku dniach czy nawet miesiącach.

– Potrafisz rzucić taki czar.

– Nie wiem… Wtedy tylko wzmocniłem zaklęcie wiedźmy.

– Potrafisz, Berenika przekazała ci tę wiedzę, razem z całą resztą. Niczego nie ukrywała, gdy otworzyła przed tobą umysł… Na pewno pamiętasz, kiedy. Ona pamiętała.

– Sudrun, nawet jeżeli… To potrwa lata, może do końca naszego życia. Udawanie księżnej Siedmiu Bram nie będzie łatwe, nawet jeżeli wesprę cię mocą. Każda pani szlachetnej krwi, gdy tylko staniecie twarzą w twarz, natychmiast zorientuje się w oszustwie. Zorientuje się, że nie władasz magią.

– Ale tutaj nie ma żadnej z nich, żadnej z przeklętych Wielkich Dam Królestwa, może z wyjątkiem lady Blanki, a przecież ona nam nie zagrozi. Tu i teraz poradzimy sobie, a potem zobaczymy. Kocham cię, a to jedyna szansa, bym mogła być przy tobie.

– Będziesz moją panią i małżonką, a ja jednym z twoich mężów, jednym z cennych i uprzywilejowanych sług. O to ci chodzi?

– Wiesz dobrze, że nie. Kocham cię. A nasze dzieci… Jestem brzemienna, ale to w niczym nie przeszkodzi, a nawet pomoże… Prędzej czy później narodzi się córka. Może już wkrótce…

Przypomniał sobie nagle wypowiedziane przy pewnej okazji słowa Lady Berengarii. Nasienie szlachetnie urodzonego wzmacnia u jego potomków siłę i zdolność posługiwania się mocą, ale tylko wzmacnia. Decyduje krew matki… Sudrun, dziewczyna z ludu, nigdy nie urodzi syna czy córki władających magią. Mała Lady Blanka pozostanie jedyną możliwą dziedziczką Siedmiu Bram, prawdziwą panią szlachetnej krwi. Prędzej czy później, będzie musiał o tym powiedzieć, może Sudrun potrafi się z tym pogodzić… Wiele razy wykazywała się niezwykłą szlachetnością, szlachetnością serca i umysłu, a nie tylko krwi i mocy. Niech Blanka bierze z niej wzór, przyszłej Siedmiu Bram wyjdzie to tylko na dobre. To jednak sprawa przyszłości, teraz trzeba pomyśleć o bardziej naglących problemach.

– Musimy zająć się małą Blanką, to moja córka, Berenika oddała za nią życie. Nie mam jednak pojęcia, co możemy zrobić.

– Wiedźma przewidziała wszystko, zabrała mamkę z niedawno urodzonym synkiem.

Przypomniał sobie zasłyszany kilka dni temu płacz małego dziecka, na który nie zwrócił wówczas  większej uwagi i który uleciał mu z pamięci. Tak, stara księżna planowała wszystko na wiele ruchów naprzód. On też musi się tego nauczyć, jeżeli zechce podjąć ryzykowną grę, do której namawiała go Sudrun.

– Doskonale, to powinno wszystko ułatwić.

– Teraz jednak, paniczu Marcusie, musisz rzucić czar. Natychmiast, bez tego niewiele zdziałamy.

– To prawda.

Sięgnął w głąb umysłu, przeszukując pokłady wiedzy przekazanej przez Berenikę tej szczęśliwej nocy, gdy kochali się i wymieniali znajomością splotów mocy. Znalazł, pani i małżonka nie potrzebowała tej akurat umiejętności, opanowała ją jednak niczym dobra uczennica i ofiarowała razem ze wszystkimi innymi. A oto bardzo się przyda. Zaczerpnął magicznej siły, wystarczy. Nie na darmo uważano go za niezrównanego twórcę i dawcę mocy. Wytężył uwagę, wyobraził sobie Berenikę, roześmianą, szczęśliwą matkę po udanym porodzie… Tak, zrobił to! Otworzył oczy i ujrzał ją przed sobą, żywą, zdrową i całą. A raczej, jedno z wcieleń księżniczki, z którymi miał do czynienia, odkąd przybył do Siedmiu Bram i poślubił dziedziczkę księstwa. On też będzie musiał się z tym pogodzić. Sudrun zasługiwała na to, by się pogodził.

– Nie traćmy czasu, sir Marcusie. Czy wystarczy ci mocy, by spalić ciała?

– Tak.

– W takim razie weźcie je razem z Edytą i Olgą. Idźcie za mną, oczyszczę wam drogę do lasu. Ty też pójdziesz z nami. – Ostatnie słowa skierowała do oszołomionej akuszerki, która tuliła w ramionach małą Blankę, szukając może odrobiny normalności wśród niedawnych, szokujących wydarzeń.

W ciemnościach nocy napotkali tylko parę strażników, podążająca przodem Sudrun odprawiła ich władczym ruchem dłoni. Nie mieli zresztą najmniejszej ochoty wypytywać, w jakim celu pani mocy udaje się na samotną przechadzkę po zasypanym śniegiem lesie. Reszta grupy przemknęła chyłkiem, niosąc swoje ponure brzemię. Tylko akuszerka, w odróżnieniu od pozostałych, niosła brzemię życia. Marcus ośmielił się użyć ostrożnie spotu powietrza, by ukryć płacz córki. Wreszcie uznali, że zaszli w las wystarczająco głęboko i od obozowiska dzieli ich gęsta ściana drzew. Ciało wiedźmy, dziwnie skurczone i zasuszone, budziło tylko odrazę.  Przemógł się i obszukał zwłoki. Na szczęście, pęk niewielkich kluczyków nosiła na szyi, jak się tego spodziewał i raz czy drugi zaobserwował. Zdjął rzemyk, ukrył cenny łup i spalił wiedźmę żywiołem ognia. Wreszcie, może po wiekach, odchodziła tam, gdzie od dawna było jej miejsce. Z Bereniką poszło trudniej, o wiele trudniej. Widział nie potwornie zmasakrowane zwłoki, ale ukochaną w ich wspólnych, najszczęśliwszych chwilach: podczas konnej gonitwy, gniewnych początkowo, lecz zmieniających ton na o wiele bardziej przyjazny rozmowach, w chwilach oddawania magicznej siły i dzielenia się czymś o wiele ważniejszym, niż cała ta, po stokroć przeklęta, moc. Moc, która najpierw, pomimo wszelkich przeszkód, połączyła ich uczuciem, a następnie bezlitośnie rozdzieliła.

– Przysięgam, przysięgam Bereniko, uczynię wszystko, by twoje poświęcenie nie poszło na marne.

Nagłe zaczerpnięcie mocy, żar ognia i po chwili stał nad mieszaniną popiołu, błota, wody, mokrego śniegu. Tego akurat mógł się spodziewać. Kolejna taka scena w ciągu jednej nocy. Nie przypuszczał jednak, że złożona przed chwilą przysięga niemal natychmiast zostanie wystawiona na próbę.

– Daj mi dziecko, potrzymam. Powinnam się przyzwyczajać.

Sudrun podeszła do wciąż oszołomionej akuszerki i wyjęła z jej ramion małą Blankę, szybko i zręcznie, jak gdyby rzeczywiście czyniła to nie po raz pierwszy. Pani Edyta ponownie zademonstrowała biegłość w posługiwaniu się sztyletem. Nieszczęsna kobieta nie  zdążyła nawet pojąć, co się dzieje, a już padała w śnieg z raną sięgającą serca.

– Co robisz? Dlaczego…

Zamilkł, sam doskonale zrozumiał, dlaczego… Nie mogli przecież zaufać wybranej przez czarownicę służce. Widziała i usłyszała zbyt wiele.

– Albo ona tutaj, paniczu Marcusie, albo musielibyśmy zabić wszystkich ludzi wiedźmy. Nigdy nie mielibyśmy pewności, czy komuś się nie wygadała. Prawdę mówiąc, to ty musiałbyś ich zabić.

Nie odpowiedział. To, że zrozumiał, że odczuwał nawet coś w rodzaju wdzięczności za to, że zdjęły z niego ciężar decyzji, nie zmniejszało odrazy. Czy jednak on sam miał prawo uważać się za czystego i lepszego? Czyż tej samej nocy nie popełnił gorszej jeszcze zdrady i zbrodni? Berenika poświęciła życie dla ich wspólnej sprawy, a on potrafił jedynie rozdawać śmierć. Cudzymi rękoma, ale czy robiło to istotną różnicę? Po raz kolejny sięgając po moc, zmieniając kolejne ciało w proch i błoto zastanawiał się, w jaki sposób Dobra Bogini każe mu za to zapłacić.

74

Przekonał się o tym bardzo szybko, wkrótce po powrocie do obozu. Prowadzeni przez rzekomą Berenikę zajęli namiot pani Siedmiu Bram i Sudrun poprosiła o natychmiastowe przybycie sir Adriana, sir Lucjusza oraz sir Olgierda. Dwaj pierwsi nie wzbudzili żadnych pytań Marcusa. Oni również, co prawda Lucjusz tylko z nie dającej się uniknąć konieczności, uczestniczyli aktywnie w zakończonym powodzeniem zamachu i z pewnością oczekiwali niecierpliwie na wieści. Aktualny pan Trzeci wyczuł zapewne wielkie użycie mocy, nie mógł jednak wiedzieć, jak zakończyła się konfrontacja. Sir Adrian natomiast zasługiwał na to, by poznać prawdę, chociaż Marcus wątpił, czy ucieszy się ze śmierci córki oraz czy Berenika ujawniła przed nim swój desperacki plan.

– Po co nam tutaj sir Olgierd? Dość mamy już komplikacji.

– Właśnie po to, by ich uniknąć, Marcusie – odparła Sudrun. – Berenika, prawdziwa Berenika, gdy tylko pozyskała moc i wiedzę, uwolniła obydwu od zaklęć wzmacniających ochraniacze, a panie Edyta i Olga zrobiły resztę. Uważała, że powinna to zrobić i chciała uczynić na wszelki wypadek. Wiesz dobrze, jaki.

– Rozumiem, że sir Adrian powinien zostać jak najszybciej oswobodzony. Ale po co wezwałaś Olgierda? Gdy pozna prawdę, będą z nim tylko kłopoty.

– I tak nie zdołałabym ukryć tej prawdy, nie przed nim. Domyśl się, dlaczego.

– Mogłabyś przecież… Zrozumiałbym…

Umilkł, zdając sobie sprawę, że Sudrun ma rację. On sam bardzo dokładnie wyczuwał przecież różnicę, gdy łączył się z panią szlachetnej krwi, Bereniką, Aurorą, bliźniaczkami czy nawet przeklęta wiedźmą, oraz gdy czynił to dziewczyną z ludu, taką jak Sudrun. Przekazywaniu mocy towarzyszyły szczególne doznania, niemożliwe do pomylenia ze zwykłym uniesieniem.

– A co z sir Waldemarem i sir Rogerem? Ich także zamierzasz wtajemniczyć?

– Wobec nich nie muszę i nie mam zamiaru odgrywać roli małżonki. Berenika nie uwolniła ich, a ja nawet nie potrafię. Nie zasługują zresztą na żadne względy. Po prostu, będę ich trzymała na dystans i nikogo to nie zdziwi.

– A sir Olgierda weźmiesz do łoża? Może razem z sir Lucjuszem i mną na dokładkę?

– Marcusie!

– Wybacz, Szlachetna Pani. Wybacz, księżno Siedmiu Bram.

– Marcusie, proszę cię. Nie mam zamiaru brać ich do łoża, ale nie zasługują też na to, by zostawić ich w ochraniaczach. W przypadku sir Olgierda zadecydowała tak jeszcze Berenika.

– Wybacz, Sudrun.

– To przypomina mi o jeszcze jednej sprawie. Zauważyłam, że zabrałeś wiedźmie ten kluczyk. Usuń teraz zaklęcie i pozbądźmy się tych przeklętych pierścieni. Panie Olga i Edyta nie będą tym razem potrzebne. A mnie bardzo zależy na twoim uwolnieniu. Uwierz, że o wiele bardziej niż w przypadku sir Olgierda i sir Lucjusza.

– Wierzę ci, Sudrun. A raczej, wierzę, Bereniko. Powinniśmy zacząć się przyzwyczajać.

– A zatem do dzieła, sir Marcusie, mój pierwszy małżonku.

Wypowiedzieli ostatnie zdania z uśmiechami na ustach, uśmiechami, które szybko jednak zgasły. Najpierw na twarzy chłopaka, następnie zaniepokojonej jego nagłą konsternacją dziewczyny.

– Nie potrafię, Sudrun! Nie potrafię!

Doskonale pamiętał, jakich splotów użyła wiedźma, gdy ostatnim razem, kilka godzin temu, nakładała pierścienie. Tuż przed wyprawą w śniegi na poszukiwanie Gonan. Tragicznie zakończoną wyprawą, która dała czas pozostałym uczestnikom spisku na uwolnienie Lucjusza i przekazanie mocy Berenice. A Berenika bez problemów oswobodziła następnie sir Adriana i sir Olgierda. Wszystko zadziałało więc zgodnie z planem. A tymczasem on sam nie potrafił teraz rozwikłać tych przeklętych splotów.

– Nie mogę nic zrobić!

– Spróbuj jeszcze raz.

– Próbuję cały czas. Widzę jej sploty, czuję, rozpoznaję węzły. Tylko nie potrafię ich uchwycić, prześlizgują się między palcami mocy, niczym węgorz świeżo złapany w sieć! Dokładnie tak jak wtedy, gdy wiedźma jeszcze żyła.

– Ale przecież jest martwa! Pani Edyta wbiła jej sztylet w serce na twoich oczach, a potem sam spaliłeś przeklęte truchło.

– To nic nie zmieniło, spleciony czar nadal jest aktywny. I nadal okazuje się odporny na moją moc.

– Może tak właśnie działa magia? W pełni ukończone zaklęcie, przeznaczone do trwania w długim czasie, funkcjonuje nawet po śmierci czarownicy? Albo czarownika, czy pana mocy, jeśli już chodzi o ścisłość i tak wolisz być nazywany? I nadal okazuje się odporne na twoją magię, bo usłużyłeś kiedyś wiedźmie?

– Może masz rację. Nigdy nie mieliśmy okazji poznać takich niuansów.

– To nie ma większego znaczenia. Lucjusz był przecież obecny przy nakładaniu twoich obręczy, musi znać te sploty równie dobrze jak własne. A jego moc zadziałała, miałeś okazję się o tym przekonać. Za chwilę to on cię uwolni.

– Obyś miała rację, Sudrun.

– Wkrótce sam się przekonasz, Marcusie.

Nie musieli czekać długo, prowadzeni przez Olgę panowie wkroczyli do namiotu. Przewodniczka zdążyła już zapewne powiadomić ich o powodzeniu zamachu na wiedźmę, może również o ofierze Bereniki, przeobrażeniu Sudrun i powziętych planach. Nie wiedzieli jednak, czy opowiedziała im o wszystkim w obecności sir Olgierda. Okazało się, że to Sudrun bez wahania przejęła inicjatywę, w sposób godny nowej, chociaż niekoniecznie prawdziwej pani Siedmiu Bram.

– Sir Adrianie, Lucjuszu, Olgierdzie. Przeklętej pamięci lady Berengaria nie żyje, spopielone szczątki spoczywają w lesie, zmieszane z błotem i śniegiem. Niestety, aby to osiągnąć, prawdziwa Berenika poświęciła własne życie. Sama tak postanowiła, to była jej decyzja i ofiara. Jej ciało również musieliśmy spopielić. Przykro mi, sir Adrianie, uważała cię za ojca i prawdopodobnie to ty nim właśnie byłeś. Uratowaliśmy przynajmniej córkę, lady Blankę, prawowitą dziedziczkę Siedmiu Bram. Niech to będzie ci pociechą. Tymczasem, w oczach świata będę musiała zająć miejsce Bereniki, z pomocą sir Marcusa i mam nadzieję, was wszystkich.

– Wiem już, co się stało. Byłaś jej przyjaciółką, Sudrun. Moja córka… Nie powiem, że cieszy mnie jej śmierć, nigdy nie powiem… Ale na pewno będziesz lepszą panią księstwa niż przeklęta wiedźma, przeklęta lady Beatrycze.

– Nie zawsze byłyśmy przyjaciółkami, szlachetny panie. Zbliżyły nas jednak wspólny los i wspólne nieszczęścia. Niech Dobra Bogini jej sprzyja, a ja zaopiekuję się córką Bereniki i twoją wnuczką.

– Niech tak będzie, skoro musi. Niegdyś lady Beatrycze zmuszała mnie, abym nazywał ją imieniem mojej ukochanej Berengarii i uczyniła z tego najsroższą torturę. Tobie bez wahania przyznam imię Bereniki, księżnej Siedmiu Bram.

– Dziękuję, panie. A co ty powiesz, sir Olgierdzie?

Zasypany spadającymi nań rewelacjami pan Drugi sprawiał wrażenie oszołomionego.

– Zostałem poślubiony i przysięgałem służyć mojej pani, księżnej Berenice z Siedmiu Bram. Muszę dotrzymać słowa, tego wymaga honor małżonka szlachetnie urodzonej damy.

– Twoje słowo i twój honor haniebnie znieważono, szlachetny panie. Znieważono już w chwili zaślubin. Kobieta, którą poślubiłeś, udawała tylko Berenikę. W istocie była zapewne jej babką albo nawet bardziej odległą przodkinią, która siłą magii przedłużała w nienaturalny sposób własne życie, wcielając się kolejno w postacie swoich prawnuczek, mordując je przy tym w stosownym czasie. Prawdziwa Berenika położyła temu kres, za cenę własnego życia zabijając wiedźmę. Nie możemy teraz tego ogłosić, dlatego zajmę jej miejsce. Potrzebuję jednak waszej, także twojej pomocy.

– Nie wiem, co o tym sądzić. Lady Berenika traktowała mnie zawsze w sposób odpowiedni dla prawowitego małżonka, w sposób godny szlachetnej damy Królestwa.

– Prawdziwą Berenikę spotkałeś tylko raz. Gdy uwolniła cię od obręczy. Co ci wtedy obiecała?

– Że już nikt nigdy mi ich nie nałoży, jeżeli tylko będzie miała w tej sprawie cokolwiek do powiedzenia.

– Nie zdziwiło cię to, szlachetny panie?

– Noszenie ochraniaczy to odwieczna tradycja…

– I przyjąłeś te przeklęte pierścienie z radością, gdy matka nałożyła ci je natychmiast po tym, skoro tylko stałeś się mężczyzną? Nie uwierzę, bo mnie spotkało dokładnie to samo i wiem, co wtedy czułem!

– Nie miałem wyboru, wyjaśniono mi, że tak nakazują obyczaje i prawa Królestwa, że to dla mojego dobra.

– Nie pytam o prawa i obyczaje, pytam o to, co czułeś.

– Musiałem zrezygnować z wielu rzeczy… Lubiłem zabawy ze służkami, lubiłem ćwiczenia z bronią…

– Ze służkami będziesz musiał postępować dyskretnie, to ważne dla ciebie samego i nas wszystkich, ale do ćwiczeń możesz powrócić bez przeszkód. Nikt nie nałoży ci już więcej pierścieni, przynajmniej nie w Siedmiu Bramach, dopóki będę panią księstwa.

– Fałszywą panią księstwa. – Marcus musiał przyznać, że sir Olgierdowi nie brakowało śmiałości.

– Na tronie Siedmiu Bram od pokoleń zasiadała fałszywa księżna. Oszukiwała również ciebie, szlachetny panie.

Nie było to może do końca prawdą, jak uznał Marcus, ale argument ten pomógł panu Drugiemu przezwyciężyć skrupuły.

– Będę mógł ćwiczyć… Na placu i gdzie indziej.

– Masz na to słowo pani Siedmiu Bram.

– Przyjmuję je z wdzięcznością, szlachetna lady Bereniko. – Sir Olgierd skłonił się elegancko.

„Trzeba będzie na niego uważać.” – Pomyślał Marcus. – „Nie wygląda jednak na głupca i powinien zrozumieć, że nigdzie indziej nie uzyska podobnej swobody.”

– A ty, sir Lucjuszu? Pomogłeś nam w sprawie wiedźmy i liczymy na twoją dalszą pomoc. Oczywiście, możesz oczekiwać rozsądnych przywilejów.

Sudrun szybko uczyła się sztuki uprawiania polityki, niedwuznacznie przypominając Lucjuszowi o tym, że w razie odkrycia prawdy i on nie byłby bez winy w oczach szlachetnych dam Królestwa. W końcu wziął aktywny udział w zamachu na kogoś, kto uchodził za prawowitą władczynię księstwa, jego własną panią i małżonkę. Co więcej, posiadł sztukę posługiwania się mocą, a to czyniło wyjętym spod prawa każdego mężczyznę. Z drugiej strony, fałszywa księżna obiecywała łaskawe i życzliwe traktowanie.

– Pomogłem, bo ona zabiła moją Geldrę.

– Nie tylko Geldrę. Wiedźma po wielokroć zasłużyła na swój los.

– Masz rację, zasłużyła… – Lucjusz spojrzał ponuro na Marcusa. – Przyjmuję twoją ofertę, dostojna lady Bereniko. – Wzorem sir Olgierda wykonał dworski ukłon.

„Na Lucjusza trzeba będzie uważać tym bardziej, mam wrażenie, że chce pozostać w Siedmiu Bramach tylko po to, by zemścić się na kimś jeszcze. Poradzę sobie z nim jednak.” – Snując takie myśli Marcus nie wziął pod uwagę pewnego istotnego szczegółu, o czym bardzo szybko się przekonał.

– Dziękuję, sir Lucjuszu. W takim razie, mam do ciebie prośbę. Zechciej zdjąć zaklęcie wzmacniające ochraniacz sir Marcusa. Rzuciła je jeszcze stara wiedźma, w twojej obecności. Znasz te sploty i możesz je usunąć.

– Niech sam się uwolni. – Lucjusz wzruszył ramionami.

– Niestety, nadal okazują się odporne na moc sir Marcusa, pomimo śmierci starej wiedźmy. Tylko ty możesz je szybko usunąć.

Chłopak zrozumiał, że tym razem praktykowana od niedawna sztuka uprawiania polityki fatalnie zawiodła Sudrun, która popełniła właśnie straszliwy błąd. Oczy Lucjusza, dotąd ponure i bez wyrazu, rozbłysły niebezpiecznym blaskiem.

– Tylko ja?

– Tylko ty znasz sploty i dysponujesz skuteczną mocą. Proszę, zdejmij je.

– Wybacz, Szlachetna Pani, ale nie zamierzam tego uczynić.

– Sir Lucjuszu, to moja szczera i gorąca prośba.

– Możesz sobie udawać księżną Siedmiu Bram, Dostojna Pani, będę posłuszny innym twoim prośbom czy rozkazom. Ale tego jednego na pewno nie spełnię. Choćbym miał nawet zapłacić za to życiem. Co się stało z Gonan? Gdzie ona jest, sir Marcusie?

– Nie żyje – odparł bezbarwnym głosem.

– Wiem, powiesz za chwilę, że zabiła ją wiedźma. Ale to ty ją zdradziłeś! Podstępnie wyciągnąłeś ode mnie, gdzie się ukrywa i powiedziałeś o tym czarownicy. Sama to przyznała, a ty nie próbowałeś nawet zaprzeczać! Potem wskazałeś drogę. Jak to się stało? Użyła mocy, użyła ognia? Zabiłeś Gonan równie pewnie, jak gdyś sam rzucił ognistą kulę. A może zresztą to zrobiłeś? Chciałem cię za to zabić. I może jeszcze kiedyś zabiję. Ale tymczasem znalazłem lepszy sposób zemsty. Siedź sobie w tym ochraniaczu do końca świata i usychaj z żądzy. Twoja fałszywa Berenika w żaden sposób nie zdoła ci pomóc. Nie wydam was, wolę obserwować wasze cierpienie, a zwłaszcza twoje męki, zdrajco. Jeżeli spróbujecie mnie zabić, będę się bronił, wiesz, że potrafię. Zachowam moc, podobnie jak ty nie dotknę więc żadnej kobiety. Tyle, że ja nie chcę już żadnej dotykać, nie mam po co. A nawet jeżeli zdołacie mnie podejść i zginę, to już na pewno nie znajdziecie nikogo, kto uwolni tego podłego psa!

75

Wykrzyczawszy swój żal i nienawiść, Lucjusz wybiegł z namiotu.

– Mam nadzieję, że nie narobi głupstw – zauważyła pani Olga. – Może ktoś powinien mieć na niego baczenie?

– Ale kto? – spytała Sudrun. – Z nas wszystkich tylko sir Marcus potrafi posługiwać się magią, a na jego widok sir Lucjusz może wybuchnąć na nowo. Nie potrzebujemy kolejnej bitwy mocy, tym bardziej nie pragnę śmierci żadnego z nich.

– Tym niemniej, jeśli pozwolisz, pani, obydwie z Edytą będziemy nad nim dyskretnie czuwać.

– Jak chcecie, tylko zachowajcie ostrożność.

Wojowniczki opuściły namiot, w ślad za nimi ruszył sir Olgierd.

– Jeśli pozwolisz, Szlachetna Pani, ja również się oddalę. Dotrzymam naszej umowy i mam nadzieję, że uczynisz to samo. Teraz jednak nic tu po mnie. – Wyczuł zapewne targające Sudrun i Marcusem emocje.

– Zaczekaj, sir Adrianie. – Dziewczyna zamierzała zatrzymać kierującego się również ku wyjściu arystokratę. – Musimy się naradzić.

– Będzie chyba lepiej, jeżeli w tej chwili zostaniecie sami. Naradzimy się jutro, może nowy dzień przyniesie jakiś  pomysł? – Zasunął za sobą wejście do namiotu.

– Do niczego się nie nadaję, Marcusie. Jestem nikim! – Sudrun trzymała się najwidoczniej resztką sił i wybuchła płaczem, gdy tylko ucichły odgłosy skrzypienia śniegu pod butami sir Adriana.

– Jesteś dla mnie wszystkim, nie zliczę, ile razy ratowałaś mnie z opałów, ratowałaś nas wszystkich. Kocham cię! – Otworzył ramiona, przygarniając zapłakaną gwardzistkę. Przyjęła uścisk ramion, nie ukoiło to jednak rozpaczy.

– Jestem tylko dziewczyną z ludu, w moich żyłach nie płynie błękitna krew, mogę jedynie udawać panią szlachetnego rodu.

– Większość z nich nie jest godna czyścić ci butów! Przewyższasz je nieskończenie sercem, odwagą, lojalnością. Setki razy dałaś tego dowody.

– I co z tego? Nie potrafię  posługiwać się mocą! Nie potrafię nawet cię uwolnić! Nic nie mogę w tej sprawie zrobić. W innych również. Ta cała maskarada z udawaniem Bereniki nigdy się nie uda. Lucjusz pokazał to już pierwszego dnia. Nie jestem warta twojej miłości, paniczu Marcusie. Nie potrafię ci pomóc, jestem zwykłą dziewczyną z ludu.

Zrozumiał, że przypominanie Sudrun, ile razy i w jaki sposób przyszła mu z pomocą, jak bohaterskich czynów dokonała, nic w tej chwili nie da. Nie miało to dla niej żadnego znaczenia. Utulił ją po prostu i pozwolił się wypłakać. Istotnie, sytuacja wydawała się bardzo trudna. Zbuntowany, rozżalony Lucjusz zdradzi ich wcześniej czy później. Nie można w żadnym wypadku liczyć na jego lojalność. Najlepiej byłoby pozbyć się drania natychmiast, wśród tych pustkowi, które zachowałyby wszelkie tajemnice. Tylko co dalej w sprawie przeklętego ochraniacza? Musiał zresztą przyznać w duchu, że chłopak miał  powody do zemsty oraz nienawiści. Kto wie, czy na jego miejscu nie odczuwałby identycznych pragnień? Tyle, że nie wyrzucałby z siebie gróźb, życie nauczyło go bardziej podstępnych metod działania. Nauczyło w surowej szkole. Dzięki temu zwyciężył, ułożył skuteczny plan pozbycia się wiedźmy. Tylko za jaką cenę? Śmierć  Bereniki nie była jego winą, nie przewidział determinacji i gotowości do ofiar ukochanej. Ale Gonan poświęcił z rozmysłem.

– To na pewno nie twoja wina, Sudrun. Moja, wyłącznie moja. Ułożyłem plan, który wymagał niegodziwości i zdrady. Niegodziwości, którą popełniłem. Zdradziłem Lucjusza, ale przede wszystkim Gonan. Nie znałaś jej, to jedna z barbarzyńskich władczyń mocy. Była wspaniałą, odważną dziewczyną. Lucjusz chyba się w niej zadurzył, wyznał mi, gdzie się ukrywała po zburzeniu grodu. A ja przekazałem tę  wiedzę  wiedźmie, by wywabić ją z obozu i dać wam czas. Gonan, osaczona, sama zadała sobie śmierć, ale tak naprawdę, to ja ją zabiłem. Lucjusz ma w tym rację. Dobra Bogini osądziła moje czyny i wydala wyrok.

– Bogini nie może być aż tak okrutna, nie po tym wszystkim. Musi istnieć jakiś sposób, Marcusie. Przecież  znasz te sploty, tylko twoja moc nie działa. Wystarczy, byś przekazał komuś tę wiedzę, komuś, kto posiada moc nie skażoną przez wiedźmę, moc która zadziała wobec jej czarów.

– Ale komu? Taką moc posiada tutaj tylko Lucjusz.

– Znajdziemy kogoś, tutaj albo gdzie indziej.

– To nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Nie mam pewności, że moc Lucjusza jest nadal skuteczna przeciwko czarom wiedźmy.

– Przecież Berenika posłużyła się przed śmiercią jego właśnie mocą. Zdjęła zaklęcia z ochraniaczy i unieruchomiła lady Berengarię.

– A chwilę później sama zginęła. Przestała więc być tarczą zapewniającą skuteczność magicznej siły Lucjusza. Taką tarczą miały też być kobiety z Ludu Północy, z którymi się pokładał. Ale większość z nich chyba również nie żyje, zostały uśmiercone przez wiedźmę w trakcie bitwy o gród. Gonan zadała sobie śmierć sama, później, na moich oczach i przy moim udziale, niech mi Bogini wybaczy. Z tego co wiem, została tylko Aurora.

– O ile żyje.

– Wiedźma długo i starannie szukała jej ciała. Nie znalazła. Oznacza to dużą szansę, że Aurora przeżyła. Prosiłem ją zresztą, by w razie ataku na gród ratowała się za wszelką cenę. Miała ku temu ważne powody, ważniejsze nawet, niż obrona własnych ludzi. Wiedziała, dlaczego musi przeżyć.

– Ona mogłaby cię teraz uwolnić, Marcusie. I na pewno  chciałaby to zrobić.

– Sudrun…

– Spotkałyśmy się tylko raz. I nie było to miłe spotkanie. Tuż po tym, gdy cię zdradziłam. Ale ostatecznie pomogła mi zadośćuczynić za tę zdradę.

– Zadośćuczyniłaś po stokroć.

– Nie mam prawa do twojej miłości, Marcusie. Z tysiąca powodów. Musimy odnaleźć Aurorę. Jeżeli żyje, gdzie mogła się ukryć?

– Wychowała się tutaj, jej ojciec był panem tych ziem, potem przejęła jego obowiązki. Musi znać mnóstwo kryjówek. Zapewne ukrywa się gdzieś w pobliżu, ale nie tak blisko, bym zdołał wyczuć jej obecność.

– Potrafisz to zrobić?

– Lucjusz potrafił wyczuć Gonan, bo kochał się z nią niedługo przed opuszczeniem grodu. Ja i Aurora…

– Też spędzaliście noce w łożu. Nie musisz tego przede mną ukrywać. Jak już powiedziałam, nie mam do ciebie żadnych praw.

– Nic jednak nie wyczuwam. Może Aurora, mimo wszystko, nie żyje… Może to dlatego, że jednak nie kochaliśmy się przez kilka dni przed wyjazdem. A może dlatego, że Gonan ukrywała się w pobliskim lesie, w odległości niezbyt długiego, pieszego marszu. Aurora może, musi przebywać gdzieś dalej.

– To jak ją znajdziemy? Będziesz krążył na oślep po okolicy? To zwiększy trochę twoje szanse, ale niewiele.

– Ona sama zechce do nas przyjść. Musimy tylko dać jej jakiś znak, że może to uczynić bezpiecznie. Znak, którego nikt inny nie zrozumie, o którym wiedźma nic nie mogłaby wiedzieć… Mam! Jest taki znak! Stokrotka!

– Co takiego?

– Pamiętasz konia, którego podarowała mi, gdy jechaliśmy do obozu lady Berengarii? Klacz nosiła imię Stokrotka. Odesłałem ją później, prosząc o spotkanie nad rzeką, pod dębem. Wiesz, którą rzeką i którym dębem.

– Wiem.

– Aurora nie zechciała się wówczas ze mną spotkać, zostawiła tylko bukiet spalonych stokrotek. Zachowałem je i później wręczyłem po jednej uwolnionym z lochów barbarzyńcom, których przywiodłem na Północ, wysyłając do niej z posłaniem, w którym prosiłem o ponowne spotkanie. Tym razem przybyła.

– Cóż więc zamierzasz zrobić?

– Wyślę Aurorze kolejny bukiet stokrotek.

– W jaki sposób, skoro nie wiesz, gdzie się ukrywa?

– Mam dość przeklętej mocy, by umieścić wizerunek tego bukietu na nocnym niebie. By otoczyć obozowisko i ruiny polem kwitnących w środku zimy stokrotek. By kazać im kwitnąć w różnych miejscach w lesie.

– Tak, to z pewnością zwróci uwagę każdego, kto ma oczy. Czy nie wyda się to jednak dziwaczne?

– Uniesiona szczęściem księżna Siedmiu Bram będzie w ten sposób świętować narodziny następczyni. Szlachetne damy miewają podobne kaprysy.

– Przyznaję, bukiet kwiatów od ojca byłby przy takiej okazji miłym podarunkiem. – Uśmiechnęła się pierwszy raz tej ponurej nocy. – Z tego co o niej mówiłeś, Aurora nie jest głupia i powinna zrozumieć. A wiedźma nie mogła znać całej tej historii.

– Hmm… Przypominam sobie teraz, że Lucjusz widział, jak wręczałem jakieś kwiaty barbarzyńcom wysyłanym z wiadomością dla Aurory. Były jednak mocno sfatygowane, spalone. Nie, nie mógł  rozpoznać w nich stokrotek.

– Miejmy nadzieję. Tak czy inaczej, nie powinno to w niczym zaszkodzić.

Ułożony w ten sposób plan zaczęli realizować następnego dnia i kolejnej nocy. Wtajemniczyli sir Adriana oraz panie Edytę i Olgę, sir Olgierdowi nie ufali aż tak bardzo. Dłużący się i pełen niepokoju czas oczekiwania umilały Marcusowi wizyty u małej Blanki, pozostawionej pod opieką mamki. Zajmowała się prawdziwą panią Siedmiu Bram równie troskliwie, jak własnym synkiem. Wiedźma nie zaniedbywała żadnego szczegółu i dokonała dobrego wyboru, pamiętała też o tym, by wykluczyć znikomą nawet możliwość podmiany noworodków. Podobnie, jak dla wielu innych młodzieńców, ojcostwo okazało się dla Marcusa doznaniem dziwnym i zaskakującym. Ta drobna istotka była więc wszystkim, co pozostało po Berenice? Jeszcze większe zdumienie budziło to, że bezradna obecnie i bezbronna, miała w przyszłości stać się potężną panią mocy oraz władczynią księstwa. Chwilowo wymagała jednak nieustannej opieki, której chłopak nie był w stanie, prawdę powiedziawszy, zapewnić. Po każdej z częstych, ale krótkich wizyt, z ulgą oddawał więc córkę w ręce mamki albo Sudrun, która zawsze towarzyszyła mu przy takich okazjach i nie sprawiała wrażenia, że czyni to tylko na pokaz. Zresztą, oficjalnie to on towarzyszył tylko pani i małżonce.

Te drobne radości nie mogły jednak przysłonić faktu, iż Aurora się nie zjawiła. Sudrun, pomimo odmiennego stanu, odbywała nawet przejażdżki na Demonie, by pokazać się obserwującej ewentualnie obozowisko córce tana Arnolda i udowodnić jej, że nie jest wiedźmą. Nie dało to żadnego efektu, Marcus nie wyczuwał również obecności dziewczyny. Widok rozkwitających w śniegu stokrotek robił wrażenie i nie mógł ujść niczyjej uwadze, podobnie jak wizerunek bukietu tych kwiatów, odmalowywany każdej nocy na zimowym niebie. Czwartego dnia musieli sobie jasno powiedzieć, że plan się nie powiódł. Czy oznaczało to, iż Aurora zginęła jednak w bitwie? Czy okazywała tylko aż nadto uzasadnioną ostrożność?

– Nie możemy tkwić tu bez końca – zauważył wreszcie Marcus.

– Mamy jeszcze trochę czasu, roztopy nadejdą dopiero za kilka tygodni. Ja nie zamierzam zrezygnować – odparła Sudrun.

– W ten sposób niczego jednak nie osiągniemy.

– Po tym wszystkim, co się wydarzyło, po różnych podstępach lady Beatrycze, o których opowiadaliście, wcale się dziewczynie nie dziwię. Nie dziwię się, że nie pali się do wizyty w obozowisku wroga, mając tylko takie zaproszenie. Wśród namiotów i ruin można ukryć zbyt wiele groźnych niespodzianek – podsumował sir Adrian, a Marcus doznał wreszcie olśnienia.

– Oczywiście, ależ byłem głupcem! Przecież sam zaklinałem ją, by zachowała ostrożność. A teraz oczekuję, że przybędzie do obozu, który ma wszelkie powody uważać za siedzibę wrogów, jak słusznie, panie, zauważyłeś. Tym bardziej, że jest inne miejsce, o wiele bezpieczniejsze, w którym trudno przygotować zasadzkę. Miejsce znane nam obojgu, znane nam trojgu Sudrun, w którym kilka razy już się  spotykaliśmy. Miejsce związane z bukietem stokrotek.

– Dąb nad strumieniem.

– Tak Sudrun, a raczej szczątki dębu. Muszę tam natychmiast pojechać.

– Pojedziemy oboje.

– Aurora może obawiać się obecności Bereniki.

– Pojadę na Demonie.

– Sudrun… Nie myślisz chyba…

– Nie, Marcusie. Ale i tak pojadę. Uznaj, że może boję się zostać sama z Lucjuszem.

– Nie mam nic do ukrycia, pojedziemy razem, jeśli tak chcesz. Wyruszymy tej nocy, aby dotrzeć na miejsce w pełnym blasku dnia.

W normalnych warunkach nocna jazda przez zasypany śniegiem las byłaby nie lada wyzwaniem, Marcus dysponował jednak nadmiarem mocy, którą rozładowywał zarówno z ulgą, jak i wściekłością. Zaczynał rozumieć starożytnych czarodziejów oraz przyczyny ich szaleństwa. Czy i on miałby skończyć w taki sposób? Byłaby to przewrotna zemsta lady Berengarii. – „Jak gdyby nie zemściła się już wystarczająco, zabijając Berenikę” – Upomniał się w duchu.

Gdy późnym rankiem dotarli do zasypanej śniegiem polany, nikogo tam nie zastali. Postanowili rozbić tymczasowy biwak, osłonięty splotami powietrza i ogrzewany żywiołem ognia, Sudrun dosiadała kilkukrotnie Demona i odbywała krótkie przejażdżki. Marcus nadal nie wyczuwał obecności Aurory, może nie używała mocy, ale jak w przeciwnym razie potrafiłaby przetrwać w tej zimowej krainie? Okazało się, że nie docenił dziewczyny. Pojawiła się niedługo przed zmierzchem, brnąc w śniegu o własnych siłach. Sprawiała wrażenie wyczerpanej, ale jednak całej i zdrowej. Wybiegł jej naprzeciw, wziął w ramiona i zaprowadził do osłoniętej magią enklawy. Sudrun taktownie zajęła się Demonem.

– Żyjesz, ty żyjesz!

– A tak, żyję.

– W jaki sposób zdołałaś się uratować?

– Nie mam powodów do dumy, Marcusie. Wiedźma okazała się zbyt silna, nie potrafiłam jej powstrzymać. Gdy wszystko się waliło, porzuciłam moich ludzi i wykorzystałam resztę mocy, by osłonić własną ucieczkę. To nie był czyn godny córki tana Arnolda.

– Musiałaś to zrobić! Wiesz o tym. Miałaś ważniejszą  istotę do ocalenia, nasze dziecko!

– I tak zrobiłam, ale czuję wstyd. Pozbawiona niemal mocy, ukryłam się w pewnym znanym mi miejscu. Przechowywaliśmy tam zawsze na wszelki wypadek trochę zapasów. I tak doczekałam pojawienia się stokrotek. Na niebie i w lesie. Ale dojście tutaj pieszo i w śniegu zabrało trochę czasu. Starałam się nie używać tej resztki magii, która mi pozostała.

– Jak w ogóle zdołałaś tego dokonać? Bez władzy nad żywiołami?

– Nie doceniasz Ludzi Północy, wydelikacony paniczyku z Południa. A teraz ty opowiadaj, co się stało i dlaczego mnie wezwałeś?

– Wiedźma nie żyje! Wreszcie się  udało! Wszyscy jesteśmy wolni!

– To wspaniała wiadomość, jak ty zdołałeś tego dokonać?

– To długa historia, z której wcale nie jestem dumny. Ja też odczuwam wstyd i żal. Dopuściłem się zdrady, z mojego powodu zginęła wspaniała kobieta.

– Czyżby Berenika? Bo w przeciwnym razie dlaczego towarzyszyłaby ci inna dziewczyna, której nadano tylko postać  twojej pani i małżonki? Nie wyczuwam w niej ani odrobiny mocy. To zapewne Sudrun. Hej, dołącz do nas!

– Tak, Berenika nie żyje. Ale sama, z własnej woli poświęciła się, by uratować  naszą córkę, zabić wiedźmę i uwolnić nas wszystkich. Zdradziłem Gonan. Nie znalazłem innego sposobu, by odwrócić uwagę lady Berengarii. Było to konieczne dla realizacji mojego planu, a nie potrafiłem wymyślić nic innego. Nic równie skutecznego, by wyprawić czarownicę z obozu. Gonan zginęła odważnie, sama zadała sobie śmierć, ale tak naprawdę, to ja ją zabiłem, wskazując miejsce, w którym się  ukrywała. Równie pewnie, jak gdybym wbił sztylet w serce.

– Marcusie, przestań  wreszcie użalać się  nad sobą. – Sudrun wtrąciła się  do rozmowy. – Wiedźma doprowadziła do śmierci setek, jeśli nie tysięcy. W tym głównie Ludzi Północy. Każda cena była warta zapłacenia… No, prawie każda.

– O czym ty mówisz, Sudrun?

– Powiedz jej wreszcie, w końcu to ona może ci pomóc. Ja nie potrafię, jestem tylko zwykłą gwardzistką, dziewczyną z ludu.

– Marcusie?

– Utkwiłem w ochraniaczu, Auroro. Czar nałożony przez lady Berengarię ciągle pozostaje aktywny. Znam sploty i potrafiłbym je rozwiązać, ale moja moc nadal nie działa na zaklęcia wiedźmy. Pomimo tego, że ona już nie żyje.

– A ten drań, Lucjusz, odmówił zdjęcia czaru czy raczej klątwy, chociaż posiada odpowiednią wiedzę i zdolną do tego, magiczną siłę. Odmówił, by zemścić się na sir Marcusie.

– Muszę przyznać, że ma powody do zemsty. On… on chyba kochał Gonan.

– Tak mu się tylko wydawało. To tchórz i łajdak, niezdolny do żadnego szlachetnego uczucia. Ale ja nie zamierzam tak tego zostawić. W imieniu sir Marcusa proszę cię o pomoc, Szlachetna Pani. Jestem tylko dziewczyną z ludu…

– Przestań to powtarzać, Sudrun – burknął ze złością.

– Jestem tylko dziewczyną z ludu i nie mam prawa do miłości szlachetnie urodzonego pana. Nie mam prawa do jego nasienia i mocy, mogłam je tylko ukraść, co jak wiesz, Dostojna Pani, kiedyś uczyniłam. Dokładnie w tym miejscu. A teraz nie potrafię mu pomóc.

– Zrobię wszystko, co tylko zdołam. Dobrze o tym wiesz, Marcusie.

– A więc niech przekaże ci sploty tego zaklęcia, a ty je zdejmiesz. Otwórzcie umysły, wymieńcie się wiedzą, czy co tam potrzeba.

– To może nie być takie proste, ale spróbujmy – zgodziła się Aurora.

Marcus otworzył się przed dziewczyną, jak niejeden raz czynił to zarówno wobec samej Aurory, jak i Bereniki. Usunął chroniące umysł osłony i uformował obraz przeklętych splotów. Nie odczuł jednak wzajemności, nie potrafił odnaleźć jestestwa Aurory. Próbował, ale bez rezultatu.

– Nie udało się, Marcusie. Przepraszam, nie udało się.

– Czy to dlatego, że posiadasz niewiele mocy?

– To akurat nie ma z tym nic wspólnego. Wy, w Królestwie, nie macie żadnego doświadczenia w przekazywaniu wiedzy o czarach pomiędzy osobami różnej płci. Niewiele o tym wiecie, bo od dawna nie macie mężczyzn-czarowników. Nikt więc nie uczy ich posługiwania się mocą. My tutaj, akurat o tym aspekcie magii wiemy więcej. Dlatego bałam się o wynik tej próby.

– Co masz na myśli?

– Otwarcie umysłów i przekazywanie takiej wiedzy pomiędzy kobietą i mężczyzną jest trudniejsze niż w przypadku osób tej samej płci. Może dotyczyć tylko prostych splotów. A te należą akurat do najdelikatniejszych i najbardziej skomplikowanych.

– Przecież wielokrotnie wymienialiśmy się wiedzą! To ty sama nauczyłaś mnie niemal wszystkiego, co wiem. Wspólnie z Bereniką czyniliśmy podobnie. A ty wyszkoliłaś też Lucjusza.

– Przypomnij sobie dokładnie, Marcusie, w jaki sposób się to odbywało?

– Masz na myśli to, że…

– Tak, otwarcie umysłów i wymiana pomiędzy kobietą a mężczyzną jest trudna w większości wypadków, ale bardzo łatwa i naturalna w pewnych szczególnych okolicznościach. I tylko w takich okolicznościach.

– Prawda… Zawsze się wtedy kochaliśmy, byliśmy połączeni.

– Nie będę pytała, czy z Bereniką robiliście to w podobnych chwilach. Sam udziel sobie odpowiedzi.

Milczał, zdruzgotany. Pułapka okazywała się o wiele bardziej skuteczna i wyrafinowana, niż mógłby przypuszczać.

– Chcesz powiedzieć, że wiedzę niezbędną do uwolnienia sir Marcusa mogłabyś uzyskać tylko wtedy, gdyś z nim zległa, Szlachetna Pani? Ale on z kolei nie może tego uczynić, dopóki nie zostanie uwolniony? To jakieś szaleństwo.

– Niestety, to  prawda, Sudrun. Tak działa magia. Marcus nie jest obecnie w stanie przekazać mi tej wiedzy. Może mógłby nauczyć tego jakiegoś mężczyznę, ale też nie jestem pewna. Wśród Ludu Północy nie trzymamy się dziwacznych zasad i ograniczeń, obowiązujących w Królestwie. Stosujemy najprostsze, dostępne środki, również w kwestii nauki posługiwania się mocą.

– Mamy więc szukać twoich obdarzonych mocą pobratymców i prosić o pomoc w takiej sprawie? Gdzie i jak znajdziemy kogoś takiego? I czy ktokolwiek zechce pomóc paniczowi z Południa?

– Nie wiem, Sudrun. Wybacz, Marcusie, ja również cię zawiodłam.

– Przynajmniej nie zdradziłaś, podczas gdy ja uczyniłam również i to, kradnąc jego moc. Ale jestem tylko dziewczyną z ludu, podczas gdy ty, Szlachetna Pani, księżniczką. Może i barbarzyńską, ale jednak księżniczką.

– Sudrun, prosiłem cię… – Chłopak zamilkł, uderzony nową myślą. – A zresztą, jeśli chcesz, powtarzaj to bez końca, byle nie każdemu, kto zechce tego słuchać. – Porwał gwardzistkę w ramiona. – Może i jesteś dziewczyną z ludu, znalazłaś jednak rozwiązanie. Istnieje pewien sposób!

Nie dbając w tej chwili o uczucia Aurory i licząc może podświadomie na jej wielkoduszność, wycisnął na ustach Sudrun gorący pocałunek.

76

– Sudrun ukradła, jak ciągle to powtarza, moją moc podszywając się pod Berenikę. Tę postać nadała jej wiedźma. Dlaczego my nie mielibyśmy zrobić tego samego? Dlaczego nie mielibyśmy okraść Lucjusza zarówno z mocy, jak i wiedzy, skoro nie chce użyczyć ich z własnej woli?

– Wypadałoby najpierw zapytać osobę, która miałaby tego dokonać, Marcusie. Mówisz my, a masz na myśli nie tyle siebie samego, a już na pewno nie mnie, ale Szlachetną Panią Aurorę. Ja nie byłabym do czegoś takiego zdolna, żadnej wiedzy przejąć nie potrafię, a moc mogłabym jedynie zmarnować. Jestem tylko dziewczyną z ludu.

– Skończ z tym wreszcie gwardzistko! Możemy się nie lubić, doceniam jednak to, co zrobiłaś dla Marcusa. Zrobiłaś  dla nas wszystkich. Uważasz, że cofnę się przed taką próbą? Udowodnię ci, że wcale nie jestem gorsza!

– Przeciwnie, jesteś pod każdym względem lepsza, Szlachetna Pani!

– Niezależnie od tego, która z nas miałaby być lepsza czy gorsza, mamy w tej chwili wspólny cel. I to musi nam obecnie wystarczyć.

– Ufam, że zrobisz, co trzeba, pani.

– A ja ufam, że nie będziesz w tym przeszkadzać, gwardzistko. Ufam też, Marcusie, że posiadasz dość mocy, a co ważniejsze wiedzy, by nadać mi postać Gonan? Mocy aktualnie posiadam bardzo niewiele, a zmiana wyglądu nigdy nie należała do tego rodzaju czarów, którymi posługiwał się mój lud.

– Przeklętej magicznej siły mam aż za dużo, a stosownych zaklęć nauczyła mnie Berenika, przy okazji udzielania innych lekcji. Ale Sudrun w jednym ma rację, powinienem był najpierw zapytać. Wybacz…

– Uraziłbyś mnie, zadając takie pytanie, Marcusie. Skoro nie ma dalszych przeszkód, bierz się do rzeczy.

– Musimy najpierw ustalić pewną kwestię, w której nie ustąpię. Nie poślę cię samej w ręce Lucjusza. Chcę być obecny, gdy to się stanie. Oczywiście, nie w sposób jawny. Ale zamierzam obserwować was z ukrycia, na wszelki wypadek. Przy pomocy Sudrun jako Bereniki da się to łatwo zorganizować.

– Nie ma takiej potrzeby.

– On może rozpoznać podstęp i zareagować w gwałtowny sposób. A sama powiedziałaś, że praktycznie nie zachowałaś magicznej siły.

– W niczym się nie zorientuje. A gdyby nawet, to teraz ja posiadam odporność na jego moc.

– To nie jest do końca pewne. Byłaś zapewne ostatnią z kobiet twego ludu, która dzieliła z nim łoże. Jeżeli chociaż jedna z nich przeżyła upadek grodu…

– Zjechało się ich razem osiem. Ile ciał  odnalazła wiedźma?

– Nie wiem, na pewno kilka… – Przypomniał sobie Geldrę, Ragnegę, prawdziwą  Gonan. – Nie zwierzała mi się jednak ze swoich spraw. Nie mamy pewności. A zresztą, gdy już otworzycie umysły i wymienicie się wiedzą, bo nie da się przejąć w inny sposób wiedzy Lucjusza wbrew jego woli, to najpóźniej wtedy pozna prawdę.

– Wtedy będzie już  pozbawiony mocy i osłabiony. To ja przejmę jego siłę.

– Nie odstąpię od tego warunku!

– Okazujesz się bardziej nawet uparty niż Sudrun.

– Tacy są wszyscy mężczyźni. Nie wiedziałaś o tym, pani?

– Mam właśnie okazję, by się przekonać. – Aurora roześmiała się mimo woli. – Dobrze, niech będzie po twojemu. Ktoś mądrzejszy musi ustąpić.

– Dajesz słowo, Auroro?

– Tak. Bierz się wreszcie do dzieła.

Zadanie nie okazało się trudne. Podobnej przemiany dokonał niedawno wobec Sudrun, czyniąc z niej nową Berenikę. Co prawda, zmarłą panią i małżonkę znał bardzo dobrze, ale również rysy twarzy i cała postać Gonan na trwałe odcisnęły się w pamięci chłopaka. Szczególnie w tamtej strasznej chwili, gdy wydana w ręce wiedźmy, dziewczyna sama zadała sobie śmierć. Wykorzystał ten wizerunek i z tego zapewne powodu Aurora przekształciła się w postać wynędzniałą, cierpiącą z głodu i zimna, a przede wszystkim z powodu poniesionej klęski. Postać nadal jednak dumną i nieugiętą, o czym świadczyły dobitnie błyski w oczach. Właściwie, podobnie prezentowała się obecnie również sama Aurora we własnej osobie, co znacznie ułatwiło całą sprawę.

– Pozwól, że podwieziemy cię w pobliże obozu, wspomagając się moją magią. Przeczekasz tam w jednej ze znanych ci kryjówek i za kilka dni powrócisz, udając ocalałą Gonan. Potrzebujesz jeszcze jakiejś dobrej historii.

– Coś wymyślę. Choćby to, że jednak ty sam, w ostatniej chwili uratowałeś mnie z rąk wiedźmy.

– W takiej sytuacji cały ten podstęp okazałby się może zbędny? Lucjusz dałby się przekonać i nie musiałabyś się narażać.

– Nie… To zbyt niepewne. Nie możemy ryzykować. Lepiej w ogóle o tobie nie wspomnę, Marcusie. Wymyślę coś innego, nie martw się.

– Skoro wszystko już obgadaliście, lepiej ruszajmy. Idzie wprawdzie noc, ale panicz z pewnością sobie poradzi, a im szybciej powrócimy, tym mniej wzbudzimy podejrzeń.

Istotnie, nocna droga do obozu nie sprawiła większych kłopotów. Moc, hojnie używana, okazywała się silniejsza od ciemności, mrozu i śniegu. O świcie rozstali się w miejscu wybranym przez Aurorę.

– Zaszyję się tutaj w jednej z kryjówek, są tam niezbędne zapasy. Przybędę do obozu jutro przed zmierzchem, jako cudownie ocalała Gonan.

– Czy Lucjusz w to uwierzy? – zaniepokoił się, cokolwiek nie w porę.

– Uwierzy, bo będzie bardzo pragnął uwierzyć. Zostaw to na mojej głowie.

Pozycja Sudrun jako rzekomej księżnej Siedmiu Bram uwolniła ich od konieczności udzielania wyjaśnień. Nikt nie pytał, z jakiego powodu szlachetna pani opuściła obóz w towarzystwie pierwszego małżonka i co porabiali przez dwie noce w śnieżnej głuszy. Lucjusz ostentacyjnie trzymał się na uboczu, co ułatwiło czekające ich zadanie. W planowaną intrygę wtajemniczyli natomiast sir Adriana oraz jego dwie towarzyszki. Stary arystokrata wpadł  zresztą natychmiast na dobry pomysł.

– Gdy tylko lady Aurora, przepraszam, Gonan, przybędzie do obozu, odstąpię jej, za twoją zgoda, Szlachetna Pani, mój namiot. A tymczasem możemy odpowiednio przygotować tę kwaterę.

– Chyba nie zamierzasz, panie, rozstawiać wszystkich ulubionych przyrządów? – zażartowała Olga.

– Usuńcie je gdzieś dyskretnie razem z panią Edytą. Wobec przydatności posłania nie zgłaszacie chyba zastrzeżeń? Musimy tylko przygotować stosowne miejsce dla sir Marcusa.

– I dla mnie – dodała Sudrun.

– Ale…

– To z kolei mój warunek, od którego nie odstąpię, panie i małżonku.

– Dobrze. Ktoś mądrzejszy musi ustąpić, jak niedawno usłyszałem. Było tam jeszcze coś sile uporu płci męskiej…

– Bierzmy się do tych przygotowań. Mamy wprawdzie dwa dni, ale powinniśmy postępować w sposób nie rzucający się w oczy.

I tak, następnego wieczora, Marcus i Sudrun, ciasno przytuleni, ukrywali się w niewielkim pomieszczeniu wykrojonym z dawnej kwatery sir Adriana poprzez rozpięcie dodatkowej, płóciennej kotary, udającej zewnętrzną ścianę namiotu. Zakradli się tam już po odegraniu sceny powitania szczęśliwie uratowanej Gonan. Dziewczyna i Marcus zachowywali podczas tego spotkania rezerwę, rzekoma Gonan nie wchodziła w szczegóły swego ocalenia i tłumacząc się zmęczeniem, poprosiła o możliwość odpoczynku. Równie rzekoma Berenika zwróciła się do sir Adriana o odstąpienie gościowi kwatery, co ten z galanterią uczynił. Lucjusz chłonął całą tę komedię niczym galowe przedstawienie odgrywane na jednym z wielkich dworów Południa, zorganizowane zresztą głównie na jego użytek. W kotarze uczyniono otwory pozwalające obserwować wnętrze namiotu, wszelkie odgłosy przenikały bez przeszkód. Obserwatorzy zachowywali więc ciszę i nie śmieli odezwać się do Aurory, która schroniła się w przydzielonym pomieszczeniu, prosząc dodatkowo o wodę dla zażycia kąpieli. Pozapalała przy tym świece. Wspomniawszy śmiałe i pozbawione fałszywego wstydu zachowanie bliźniaczek Marcus pojmował, iż wszystko to miało zachęcić Lucjusza. Czy jednak dobrze wychowany i pełen wpojonych zasad dwornej galanterii młody panicz zdecyduje się na tak otwarty krok, nawet w barbarzyńskiej dziczy i wobec dziewczyny, którą jedynie z pewnym trudem można było uznać za szlachetnie urodzoną damę? Aurora najwidoczniej nie podzielała tych wątpliwości, a jej powitanie z Lucjuszem wypadło nader ciepło, zwłaszcza w porównaniu z chłodem, z którym potraktowała po przybyciu do obozu samego Marcusa. Nie pomyliła się. Celowo przeciągana kąpiel dobiegała już wprawdzie końca, gdy pan Trzeci zdecydował się wreszcie złożyć wizytę.

– Szlachetna Pani, czy mogę wejść? – Głos zabrzmiał cicho.

– Oczywiście, Lucjuszu.

– Szlachetna Pani… Może jednak przyjdę później? –  Pan Trzeci wydawał się autentycznie zaskoczony widokiem nagiej dziewczyny, lśniącej od kropel wody i wycierającej się ręcznikiem.

– Och, daj spokój. Nie znajdujemy się w jednym z waszych pałaców, a ja nie jestem żadną szlachetną panią. Jestem Gonan i widziałeś mnie nagą już niejeden raz.

– Prawdę mówiąc, zawsze było wtedy ciemno.

– To teraz widzisz  mnie w świetle. Chyba nie mam się  czego wstydzić?

– Nie… Oczywiście, że nie. W jaki sposób zdołałaś się uratować? Byłem pewien, że nie żyjesz. Zaufałem sir Marcusowi, ujawniłem, że wyczuwam twoją obecność, a ten przeklęty łajdak cię wydał. Zdradził ciebie i mnie. Nie daruję mu tego!

– Cii… Lucjuszu. To już nie ma znaczenia. Tak, przyprowadził wiedźmę. Miałam niewiele mocy i uległam w starciu. Ale zachowałam jej na tyle, by udać własną śmierć i zapaść w letarg. Na szczęście nie użyła ognia tylko powietrza, chciała mnie udusić.

– Gonan!

Lucjusz nie wytrzymał i skoczył w stronę dziewczyny, która otworzyła ramiona.

– To naprawdę nie ma już znaczenia. – Gładziła dłonią włosy wtulonego w nią chłopaka. – Udawałam martwą, a ona uwierzyła. Tutaj, w Krainie Lodu, znamy takie sztuczki, pomagają przeżyć wśród śniegu i mrozów. Wiedźma dała się nabrać, Marcus także. A ja ocalałam, chociaż pozbawiona mocy. I oto jesteśmy znowu razem.

Historia ta wydała się Marcusowi cokolwiek naciągana, Aurora słusznie jednak przewidywała, że Lucjusz uwierzy, bo chce uwierzyć. Tym niemniej, nie obyło się  bez pewnych trudności.

– Wtedy, po bitwie o gród, gdy ukrywałaś się w lesie, wyczuwałem twoją obecność. Nie wiem w jaki sposób, ale wiedziałem, że żyjesz i gdzie jesteś. Dzisiaj nic nie wyczułem, nie zdawałem sobie sprawy z twojego nadejścia, nadal nic nie czuję.

– To dlatego, że nie mam już magicznej siły. Rozpoznałeś wtedy własną moc, dostałam ją  przecież od ciebie. Ale zużyłam podczas bitwy, ukrywając się, a ostatnie resztki na ten czar letargu. Teraz nie pozostała ani odrobina.

Aurora potrafiła myśleć szybko, w dodatku zręcznie popychając Lucjusza ku zaplanowanemu celowi. Tłumiona wychowaniem, acz wzmagana pożądaniem inicjatywa mogła obecnie znaleźć usprawiedliwienie we wpojonym równolegle nakazie usłużenia szlachetnej pani w potrzebie, nakazie ofiarowania magicznej siły.

– Jeśli tylko zechcesz, Gonan… Mam w sobie mnóstwo  magii. Gromadzę ją, by we właściwej chwili zabić zdrajcę Marcusa. Ale oddam tobie z ochotą. Ty musisz zdobyć moc!

– Nie pragnę tylko twojej siły, Lucjuszu.

– Tym lepiej, ale moc również ofiaruję z radością!

Uwolnił się z objęć Aurory i zaczął zdzierać ubranie. Dziewczyna pomagała, chociaż bez zbędnej ostentacji. Okazało się, że berło pana Trzeciego stoi już w pełnej gotowości. Musnęła je dłonią, upewniając się odnośnie okazywanych zapałów. Zrezygnowała jednak z dalszych pieszczot, uznając je zapewne za zbędne i może niestosowne wobec obecności ukrytych obserwatorów, zwłaszcza jednego z nich. Dobrze wychowany, błękitnokrwisty młodzieniec z Południa znał jednak swoje obowiązki i zamierzał dać szlachetnie urodzonej pani nie tylko moc, ale również rozkosz. Pochylił się i ucałował brodawkę piersi Aurory. Odsunęła łagodnie jego głowę.

– Nie traćmy czasu, Lucjuszu.

– Ale chciałbym…

– Później…

Zamknęła usta chłopaka pocałunkiem, pociągnęła na posłanie, na które opadli zręcznie prowadzeni przez dziewczynę. Wywinęła się z uścisku, oparła na łokciach i kolanach.

– Wchodź, szybko!

– Ale czy jesteś…

– Tak chcę! Szybko i głęboko!

Lucjusz dość nieporadnie zajął pozycję za wypiętymi pośladkami Aurory. Niezbyt pewnie poruszał dłońmi, starając się odnaleźć właściwe dla penisa miejsce. Dziewczyna pomogła, wydając głośny jęk zadowolenia.

– Ruszaj, tak będzie najlepiej!

Marcus mimo woli przymknął oczy. Czy Aurora postępowała tak obcesowo, gdyż  wcielała się w rolę nader przecież bezpośredniej Gonan? Czy może dlatego, że nie chciała urazić samego Marcusa? I tak poczuł nabrzmienie fallusa. Ofuknął się w duchu, przecież sam nalegał na własną obecność i ma zadanie chronić dziewczynę w razie, gdyby Lucjusz w ostatniej chwili rozpoznał podstęp. Na co zresztą wcale się nie zanosiło. Odnalazłszy cel, pan Trzeci pozbył się chyba skrupułów i poruszał rytmicznie biodrami. Dłonie wsparł na plecach Aurory. Zachowywała milczenie, oddychając nieco głośniej niż zwykle. Z rozkoszy jęczał za to Lucjusz. Pracował coraz szybciej, wchodził coraz głębiej. W pewnej chwili wygiął  ciało w łuk, zacisnął palce na ramionach fałszywej Gonan i wbił się szczególnie głęboko. Znieruchomiał, krzycząc w ekstazie. Nie ulegało wątpliwości, że akt znalazł spełnienie. Pan Trzeci oddawał nasienie i moc, chociaż Aurora nadal milczała. Czy oddawał również wiedzę? Może dziewczyna umyślnie trzymała emocje na wodzy, by na pewno nie przeoczyć właściwej chwili? Nie przeoczyć i wykorzystać tak, jak zaplanowali? Wreszcie wydala okrzyk, nie tyle rozkoszy, co triumfu i spełnienia. Lucjusz osunął się na futra i skóry, przewrócił na plecy. Aurora przeciwnie, poderwała się z posłania, pełna energii przemierzała namiot, ustawiając się w końcu plecami do wejścia.

– Oszukałaś mnie, nie jesteś Gonan!

Pan Trzeci znalazł siłę, by usiąść i wykrzyczeć oskarżenie. Co prawda, raczej słabym głosem.

– To prawda. Gonan nie żyje, czego szczerze żałuję, bo godnie broniła honoru Ludzi Północy. Tego nie mogę jej odmówić.

– Oszukałaś mnie! Ale dlaczego?

– Nie pojąłeś, Lucjuszu? Potrzebuję twojej mocy, a jeszcze bardziej twojej wiedzy. Wiedzy i mocy niezbędnych, by uwolnić Marcusa. Marcusa, który z kolei uwolnił nas wszystkich od przeklętej wiedźmy. Jeśli jeszcze tego nie wiesz, jestem Aurorą, panią tych ziem oraz zburzonego grodu, w którym niegdyś gościłeś. Nie wykonałeś swego zadania i co gorsza, nie chciałeś pomóc sir Marcusowi.

– To zdrajca i morderca! Zaufałem mu, a on zabił Gonan! Ty zaś, pani, jesteś równie nikczemna jak on! Nigdy go nie uwolnię.

– Twoja pomoc nie jest już niezbędna, sir Lucjuszu. Sir Marcus pokonał wiedźmę, a ja potrafię  teraz zdjąć rzuconą przez nią klątwę.

– Może i uwolnisz zdrajcę. Ale tą wolnością długo się nie nacieszy! Zabiję drania przy pierwszej okazji! Przysięgam, możesz mi wierzyć.

– Ależ wierzę, Szlachetny Panie. I dlatego nie dam ci takiej okazji.

Marcus dostrzegł krążący nad głową dziewczyny kurz, oznakę zbierających się splotów powietrza.

– Auroro, stój! – Nie wytrzymał i zrywając kotarę wpadł do głównego pomieszczenia, przyzywając własną moc. – Nie rób tego!

– On nie może pozostać przy życiu. Nienawidzi cię bardziej nawet niż mnie. Sam słyszałeś, jakie rzucał  groźby.

– Nie zabijaj go, to tylko słaby, zagubiony chłopak.

– Ech, mężczyźni. Ktoś musi myśleć za was. Wiedziałam, że będziesz się sprzeciwiał i nie chciałam twojej obecności.

– Tak, w tej sprawie sprzeciwię się nawet tobie. Dość już było śmierci!

Aurora niespiesznie skierowała naznaczone kurzem sploty w kierunku nadal osłabionego Lucjusza. Marcus posłał tam własne, by zablokować ten ruch. I przekonał się, że przemknęły bezsilnie. Nie napotykając wprawdzie oporu, ale też w niczym nie przeszkadzając dziewczynie. Po chwili rozpłynęły się bez żadnego efektu.

– Jak już powiedziałam, ktoś tu musi myśleć, a mądrzejszy ustępuje temu o gorętszej głowie. Przynajmniej chwilowo. Berenika i stara wiedźma nie żyją, na kogo więc przeszła odporność na twoją moc, Marcusie?

Chłopak zaniemówił. Prawda, ta akurat kwestia umknęła jego uwadze.

– Auroro…

– Kocham cię, Marcusie. Muszę to zrobić dla twojego własnego bezpieczeństwa. Nie tylko dlatego, że Lucjusz poprzysiągł ci śmierć. Zamierzacie ciągnąć go z Sudrun do Siedmiu Bram i dalej na Południe? Zdradzi was tam przy pierwszej okazji. Niech zginie tutaj, wśród śniegów Północy, które dochowają tajemnicy.

– Nie, proszę cię! – Ustawił się tak, by osłonić chłopaka własnym ciałem, skoro już nie mógł uczynić nic innego. Co prawda, doskonale pojmował, że wobec mocy niewiele to znaczy. – Z mojego powodu zginęło już zbyt wielu, twój ojciec, Anita, Tamara, Gonan, Berenika… Nie zliczę nawet, ilu. Oni wszyscy byli dobrymi ludźmi, wydałem ich na śmierć.

– A teraz bronisz akurat Lucjusza, chociaż to tchórz i głupiec. Bądź tak uprzejmy i odsuń się.

– Auroro, powiedziałaś, że mnie kochasz. Oszczędź go, gdyż o to właśnie proszę.

– Nie mogę, dla twojego własnego dobra. I nie rób sobie wyrzutów, tę śmierć wezmę na siebie.

– Nie pojmujesz, że chcesz uczynić to samo, co dawne czarownice zrobiły starożytnym czarodziejom? Ilu z nich zginęło, zdradzonych w taki właśnie sposób? Ilu z nich zdradziły kobiety, które kochali i które zapewniały o własnej miłości?

– Tego nie wiesz, tego nikt nie może wiedzieć.

– Ale z pewnością byli i tacy. Ja też cię kocham, ale po czymś takim, jak mógłbym ci zaufać? Jak moglibyśmy kiedykolwiek dzielić łoże? Cień Lucjusza na zawsze pozostałby pomiędzy nami.

– I tak zamierzasz dzielić łoże z Sudrun czy też Bereniką. O ile pozbędziesz się obręczy.

– Zamierzasz więc oszukać również sir Marcusa, Szlachetna Pani? Oszukać w takiej sprawie?

– Ty także go oszukałaś, gwardzistko. I wcale nie dla dobra Marcusa.

– Ale zadośćuczyniłam za moją  winę. Chociaż  jestem tylko dziewczyną z ludu.

– Ach, skończże już wreszcie z tym ludem! Zresztą ja też jestem tylko rzekomą księżniczką z Ludu Północy, barbarzyńską księżniczką.

– Potrafisz posługiwać się mocą, w twoich żyłach płynie szlachetna krew. Jesteś jedną z nich. Z tym tu, Lucjuszem, możesz zrobić, co zechcesz. Ale o jego życie prosi sir Marcus, a jeżeli oszukasz panicza, to okażesz się wcale nie lepsza od tych księżnych i hrabin z Królestwa.

– A niech was Dobrzy Bogowie, prawdziwy książę z Południa i zwykła dziewczyno z ludu! A ja jestem Aurorą, córką tana Arnolda, pana tych ziem. Co obiecałam, tego dotrzymam. Daruję wam nawet tego głupca Lucjusza, na waszą zgubę! Wspomnicie jeszcze moje słowa.

Szarpnęła gwałtownie splotami powietrza, kierując je jednak w stronę Marcusa. Poczuł, jak rozdzierają się i opadają spodnie oraz gatki. Następnie dziewczyna użyła o wiele subtelniejszych splotów, wyczuł coś w rodzaju mrowienia wokół więżących przyrodzenie pierścieni.

– Już! Kluczyk zdążyłeś zapewne gdzieś zdobyć. A jeżeli nie, wystarczy zręczny ślusarz.

– Auroro…

– Bądźcie uprzejmi opuścić moją kwaterę, wszyscy. Natychmiast. Jutro rano zwiniecie obóz i ruszycie na południe. Mówię to jako pani tych ziem!

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Sam ostatnio żądałem śmierci wiedźmy, a teraz, gdy już w końcu sczezła, trochę mi smutno… zwłaszcza wobec ceny, jaką przyszło zapłacić za to protagonistom. Szkoda Bereniki! Ale z drugiej strony w życiu Marcusa było tyle kobiet, że któraś musiała odejść. Nie dałby rady dzielić swej uwagi między żonę i dwie kochanki. Tym niemniej, przykro.

Berenika miała najlepszą okazję do zrealizowania zamachu (wiedźmie zależało na narodzinach jej córki i dało się przewidzieć, że będzie interweniować mocą w razie problemów- to umożliwiło zastawienie pułapki), a zarazem największą chyba motywację – ochronę tejże córki, której przeznaczono przecież los podobny jej własnemu. A los ten był przesądzony. Z chwilą gdy urodzi następczynię, przyszłe wcielenie wiedźmy, przestanie być potrzebna, stanowiąc przy tym zagrożenie. O tym wszystkim doskonale wiedziała i tak postanowiła. Dzięki za wizytę i komentarz.

Opowieść zmierza już bez wątpienia do końca. A zatem muszą nastąpić rozstrzygnięcia.

W przeciwieństwie do Przedmówcy nie jest mi aż tak żal Bereniki. To prawda, że poświęciła się dla Marcusa i swojego dziecka, co pośmiertnie podnosi ją także w mojej ocenie, ale przedtem nigdy nie zdobyła mojej sympatii tak jak Aurora czy Sudrun. Zbyt długo brała udział w grze wiedźmy, by pozostać bez winy. Pozostałe dwie bohaterki kobiece były wolne od tego obciążenia – i traktowały Marcusa znacznie bardziej partnersko.

Sposób w jaki zginęła Beatrycze był zaskakujący, ale i satysfakcjonujący – choć w sumie Marcus miał tu niewiele do zrobienia, jedynie wytworzył warunki, w której mógł się zrealizować spisek. Ciekaw jestem, jak teraz powiedzie się maskarada, którą zaplanowała Sudrun. Być może dla bezpieczeństwa Marcusa powinien raczej zostać na Północy i dać tu początek nowemu pokoleniu mężczyzn-czarodziejów, dzięki którym barbarzyńcy byliby w stanie bronić się przed najazdami „cywilizowanego” Południa i rządzących nim wiedźm. Obawiam się bowiem, że mistyfikacja szybko wyjdzie na jaw. Gdy tylko Sudrun napotka na swej drodze którąś z władających mocą czarownic. Północ jest z pewnością bezpieczna.

Ale o tym dowiemy się w kolejnych rozdziałach, na które czekam z niecierpliwością.

Pozdrawiam
M.A.

Cóż, Berenika była istotnie „obciążona” warunkami, w których została wychowana i początkowo współpracowała z wiedźmą, którą uważała za matkę. Tym bardziej należy docenić ją za to, że zdołała zerwać te pęta i stanąć ostatecznie po stronie Marcusa. A Marcus już wcześniej zrozumiał, że sam wiedźmy nie pokona. Wymagało to zbiorowego działania oraz wykorzystania sprzyjających okoliczności. Stworzył takowe, ale za bardzo wysoką cenę. Okazała się ona ostatecznie wyższa, niż się spodziewał.
Na Północy zostać nie może. Ma dług wobec Bereniki i czuje, że po prostu musi zapewnić należne dziedzictwo ich córce, dla której się poświeciła. Czyli musi uczynić ją w przyszłości legalną księżną Siedmiu Bram oraz prawowitą Damą Królestwa. Czy zdoła dokonać tego przy pomocy Sudrun, to inna sprawa. Słusznie przewidujesz problemy, na które Marcus zamyka obecnie oczy. Przecież Aurora natychmiast zorientowała się, iż rzekoma Berenika nie posiada władzy nad mocą i jest fałszywą księżną. Musieliby oboje z Sudrun unikać jakichkolwiek kontaktów w Królestwie, co pomimo swoistego odosobnienia księstwa Siedmiu Bram byłoby jednak na dłuższą metę bardzo trudne. I pozostaje jeszcze Lucjusz, gotowy zaszkodzić im przy pierwszej okazji. Najlepiej byłoby, gdyby zginął. Marcus sprowadził już jednak tyle nieszczęść na bliskie sobie osoby, że odczuwa skrupuły. Wobec Lucjusza też czuje się winny, z powodu Gonan.
Co z tego wyniknie, w tej chwili nie ujawnię. Jak słusznie jednak zauważasz, koniec opowieści zbliża się wielkimi krokami (chociażby dlatego, że ubywa postaci). Kolejna część będzie zapewne ostatnią (uff). Przed brutalnymi prawami życia i logiki nie da się uciec, o czym Marcus przekona się po raz kolejny.
Pozdrawiam

A więc to już naprawdę koniec?

W takim razie czekam na ostatnie rozdziały z tym większą niecierpliwością. Rozwijałeś tą opowieść od 2017 r., jestem jednak pewien, że finał godnie uwieńczy dzieło.

Pozdrawiam
M.A.

Zbliża się finał… czyli już można przystąpić do czytelniczego binge’owania?

Następny odcinek powinien być już zdecydowanie ostatnim. Ukaże się w zwykłym tempie za jakiś czas (wymaga napisania i korekty, a mamy sezon urlopowo-wakacyjno-wyjazdowy). Oczywiście, zapraszam wszystkich Czytelników, zarówno tych, którzy preferują czytanie w odcinkach (na podobieństwo dawnych powieści drukowanych w gazetach na przełomie XIX/XX w.), jak i „za jednym zamachem”, po ukończeniu publikacji.
Pozdrawiam

Czy tylko ja uważam, że Lucjusz – jaki by nie był – ma sporo racji w sporze z Marcusem? A pozostawienie u tego drugiego ochraniaczy byłoby wprawdzie okrutną, ale i dość sprawiedliwą karą?
W końcu Gonan zginęła, a Marcus przeżyje, tyle, że pozostając w przymusowym celibacie…
Zresztą nasz bohater ma o wiele więcej na sumieniu, łącznie z tym, że wielokrotnie wykazywał się niebywałą naiwnością, a wręcz nieudolnością, niemal zawsze wówczas cierpiał ktoś inny – teraz jego kolej!
Powinien nosić dożywotnio ochraniacze, rozmyslać nad wlasnym postępowaniem i patrzyć jak Lucjusz i jemu podobni obdarowują mocą Aurorę i resztę czarownic.

Lady Berengaria umarła. Należalo jej się jak mało komu, a jednak szkoda tak dobrze napisanego czarnego charakteru. Bez niej finał nie będzie miał odpowiedniego tupnięcia.

Prawda, Marcus zaczynał jako naiwny młodzieniec, nie znający świata oraz brutalności walk o władzę. Za jego błędy płacili inni. Z naiwności został wyleczony i sam odwołał się do sposobów równie brutalnych oraz niegodnych. Zwyciężył, a czy cel uświęca środki – na to pytanie sam musi sobie odpowiedzieć. Z pewnością czuje się winny, co zademonstrował ratując Lucjusza z „rąk” Aurory. Co do przymusowego, dożywotniego „celibatu”, to mają tu również coś do powiedzenia kobiety, którym nie jest obojętny. Wątpię, by zadowoliły się Lucjuszem. Wiedźma odeszła wreszcie tam, gdzie od dawna było jej miejsce, ale bohaterowie mają nadal kilka poważnych problemów do rozwiązania.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam.

Napisz komentarz