Był sobie łajdak: Ratusz (Louis Cyphre)  4.56/5 (19)

38 min. czytania

Bystro BA, „Black and white”, CC BY 2.0

– Nie ruszaj tych korków, bo cały sekretariat wypierdolisz.

Stałem przed otwartą tablicą bezpiecznikową, odwrócony tyłem do korytarza i szerokiego hallu. Miałem ją wymontować i  w to miejsce wstawić fabryczny moduł z wyłącznikami. Dziecinnie prosta robota, wymagająca jedynie cierpliwości i zmysłu estetycznego. Wyjąłem dłonie z tablicy, by się odwrócić i dać domorosłemu instruktorowi wykład na temat ,,korków”, gdy usłyszałem niski, ciepły głos należący niewątpliwie do dojrzałej kobiety:

– O, tak. Chyba, że pan bardzo chce.

Głęboki oddech poprzedził wystudiowany, spowolniony obrót w stronę rytmicznych odgłosów damskich kroków na kamiennej posadzce, by zdążyć jeszcze uzbroić usta w jednoznaczny półuśmiech. Przez głowę przelatywały mi wszystkie błyskawiczne riposty, jakie mógłbym powiedzieć, ale ich nie powiedziałem. Przede mną miałem panią prezes. Instynkt samozachowawczy krzyknął na cały głos:

– Zamknij się, Profesor! Jesteś tu tylko po to, by zrobić elektrykę, nic więcej. Nie rób sobie problemów, ośle dardanelski!

Kobieta uśmiechała się do mnie z przedłużonym spojrzeniem w oczy, sprawdzając, czy wieloznaczność polszczyzny mojego kolegi i jej odpowiedź zrobiła na mnie odpowiednie wrażenie. Przekręciłem głową w moim znanym wszystkim odruchu desperacji. Pewnie, że zrozumiałem! Bezgłośnie wypuściłem powietrze z płuc, trzymając swój niewyparzony język za zębami. Kobieta ominęła mnie, moją skrzynkę z narzędziami, obejrzała się do tyłu gdy sięgała do klamki i zniknęła za drzwiami swojego gabinetu. Wydawało mi się, że widziałem lekkie uniesienie brwi. Wydawało mi się też, że dostrzegłem coś więcej – pani prezes zmieniła krok i wyprostowała sylwetkę gdy mnie mijała, by zostawić po sobie chmurkę zapachu perfum. Zrobiłem jeszcze jeden głęboki oddech i wróciłem do pracy. Potrzebowałem kilkunastu sekund na to, by znowu się skupić. Zawsze tak jest, gdy remont wykonuje się w budynku, którego nie można zamknąć. Zawsze znajdą się powody do rozproszenia uwagi.

Kilka dni później staliśmy w palarni i kopciliśmy, opowiadając sobie dowcipy z brodą. Głównie to ja opowiadałem, bo zwyczajnie, z racji wieku, znałem ich więcej. Byłem  w trakcie obrazowego przedstawiania kolejnego witzu, gdy do pomieszczenia weszły dwie urzędniczki. Zaśmiały się razem z nami, gdy skończyłem puentę. Zaciągnąłem w płuca ostatni dymek i gasiłem red bulla w popielniczce, gdy usłyszałem zbyt głośno postawione pytanie:

– Gdy przyjdzie na nas kolej, to kogo wolisz? Młodszego, czy tego starszego? Bo wiesz, młody może wytrzymać więcej, ale starszy ma więcej doświadczenia i więcej umie. Trudny wybór.

Rozmawiały o tym, kto będzie pracował w ich biurach, gdy zejdziemy piętro niżej. Nie odpowiedziałem. Nie miałem ochoty. Do końca dnia nie miałem też nastroju do żartów. Nie dlatego, że dla kobiet byłem ,,tym starszym”, ale dlatego, że poczułem na własnej skórze jak to jest, gdy komuś zachciewa się siłowego flirtowania. Tak, jak ja wtedy, czują się kobiety słuchające przez cały dzień ,,uprzejmości” interesantów i jeszcze na dodatek – nas, robotników. W domu zasnąłem źle i sny też miałem złe. Przebierając się rano w kombinezon, obiecałem sobie, że będę uprzejmym i grzecznym, ale nic poza tym. Będę dla urzędniczek tylko robotnikiem wykonującym swoją pracę. A im szybciej skończymy remont, tym lepiej.

– Profesor? Ty jesteś spokojny, nie przeklinasz, nie brudzisz za bardzo, więc wyznaczyłem ciebie do zrobienia segmentu prezesów. – Usłyszałem na porannym rozprowadzeniu.

– Szefie? Umiem przeklinać. Na przykład teraz powiem: Kurwa mać, dlaczego ja? Nie mogę spokojnie jakiegoś korytarza robić? Muszę u prezesów?

– Musisz, Profesor. Bo ty masz podejście do bab i wtedy ja mam spokój i dupy mi nie zawracają. A teraz do roboty!

Poszedłem, bo co miałem zrobić? Obaj z szefem znaliśmy brutalną prawdę. Moi koledzy nie bardzo nadawali się do pracy w otoczeniu ludzi. Intelektualnie się nie nadawali. Byli dobrymi współpracownikami, całkiem niezłymi ludźmi, ale na pewno nie intelektualistami. Bo po co intelekt na budowie? Od myślenia są szefowie – robotnicy od wykonywania poleceń. Rzadko się zdarza, że ten intelekt się przydaje. Wtedy pada na mnie i mówiąc między nami – przyzwyczaiłem się do tego.

Wszedłem na drugie piętro zwalniając kroku, im bliżej było do drzwi gabinetów prezesów. Musiałem uspokoić nerwy. Nie lubię, gdy wnikliwe oczy wpatrują się w moje dłonie, a prezesi na pewno będą przyglądać się jak pracuję. Zapukałem i wszedłem.

Za biurkiem, na wprost mnie siedziała sekretarka. Wyrównywała leżące przed nią kartki papieru i układała je zgodnie z jakąś swoją kolejnością. Uniosła głowę, popatrzyła na mnie z uśmiechem wszystkich sekretarek świata i zapytała:

– To dziś? Dziś zaczyna pan u nas? Zupełnie zapomniałam. Uprzedzę panią prezes, że będzie pan pracował razem z nami.

Cholera jasna! Była tą kobietą, która w palarni powiedziała o kilka słów za dużo.

– Tak. Dziś zaczynamy pracę. Nie miałem wyboru, zostałem wyznaczony.  Wypadło na  mnie, a nie na kogoś młodszego – odpowiedziałem bezbarwnie z grymasem obojętności na twarzy. Mój język dał o sobie znać, niepotrzebnie przypominając spotkanie w palarni. Ugryzłem się w niego za późno. Nie zraziła się:

– Liczymy więc na pana doświadczenie i umiejętności – odpowiedziała znad biurka. – I na to, że przez kilka następnych dni będzie nam razem przyjemnie… Pracowało.

Rozwinąłem folię, sprawdziłem czy nóż ma nowe ostrze, policzyłem krążki taśmy. Wystarczy, by zasłonić parkiet podwójną warstwą i nie zniszczyć go gruzem. Bez brudu się nie obejdzie, ale chciałem ograniczyć go do minimum. Odciąłem pierwszy rząd folii i uklęknąłem na podłodze, twarzą do ściany. Zacząłem przyklejać taśmę, gdy dłonie wpadły w nerwowe drżenie.

Mam tak od dziecka. Na pewno, od dziecka, bo nie mogę sobie przypomnieć, kiedy to się zaczęło, gdy wykształcił się u mnie syndrom paniki. Wydaje mi się, że stało się to w pierwszych klasach szkoły podstawowej, gdy ojciec wymagał ode mnie daleko posuniętej dokładności, natomiast matka – nauczycielka oczekiwała w tym samym czasie, by wszystkie prace domowe odrobić pierwszego dnia. Szybciej, szybciej, jeszcze szybciej, bo już noc! W końcu – ani nie zdążałem z lekcjami, jak chciała matka, ani tym bardziej nie były one zrobione wedle kryteriów poprawności ojca. Durna, do niczego nie prowadząca panika. Teraz jednak byłem dorosły, a drżenie dłoni nie wzięło się z deficytu czasu. Czułem na sobie wzrok.

Są różne spojrzenia. Te złe, które przeszły do ludowych prawd o ,,parchatych” oczach – i te dobre, dające wsparcie i natchnienie. Ale jest jeszcze jeden sposób patrzenia, wspólny dla mężczyzn i dla kobiet – szacujące przydatność seksualną. To te sławne chujki i kurwiki w oczach, które właśnie teraz poczułem na swojej wypiętej dupie. Nie zaczyna się najlepiej.

– Czy coś się stało, proszę pani? – zapytałem tylko po to, by przerwać ciszę.

– Ależ nie! Nic strasznego się nie stało. Po prostu rzadko zdarza się zobaczyć mężczyznę z tej perspektywy, klęczącego z wypiętą pupą. O wiele częściej widzi się tak kobiety, prawda? Dlatego uśmiechnęłam się do swoich myśli. Nic złego nie pomyślałam, a już na pewno nic… – zrobiła pauzę, szukając w pamięci właściwych słów – …nic nieprzyjemnego. Wręcz przeciwnie.

Tym razem uśmiechała się już naturalnie, zapominając o sztuczności uśmiechów gatunku ,,czym mogę panu służyć?”. Odpowiedziałem, wysilając się na grzeczną, lodową uprzejmość, by nie zrazić – lecz i nie zrobić z siebie gburowatego prostaka:

– Tak. Rozumiem panią. Rzeczywiście, widok klęczącego mężczyzny może być ciekawym, ale inaczej nie mogę tego zrobić. Tak jest najwygodniej. Sama pani wie, że są rzeczy, które mężczyzna robi na kolanach. Na przykład: przykleja folię.

– Proszę, niech pan nie będzie taki sztywny. To, że jesteśmy troje w pracy wcale nie musi oznaczać, że nie możemy ze sobą rozmawiać. W palarni tak świetnie pan sobie radził i przyjemnie było posłuchać pana dowcipów, nawet tych starych.

– Nawet nie zacząłem pracować. Jak na razie, to dopiero przygotowuję się do pracy. Co będzie, gdy kierownik się tu zjawi? – zapytałem, odcinając kolejny pas folii i przesuwając się wzdłuż ściany, tym razem ustawiając się bokiem.

Zbyt późno zorientowałem się, że lepiej dla mnie byłoby pozostać  z wypiętą dupą. Byłem teraz nie dalej niż dwa metry od biurka, mając głowę poniżej blatu i oczy na wprost nóg sekretarki.  Siedziała kręcąc się swobodnie we wszystkich kierunkach na obrotowym fotelu i spódnica podciągała się coraz wyżej. Mogłem zobaczyć teraz nie tylko łydki i kolana, ale i koronkową gumkę ściągacza samonośnych pończoch, a za nią nagie udo. Pokażcie mi heteroseksualnego faceta, któremu na taki widok nie zabije szybciej serce, a myśli nie wybuchną fantazjami?

– Wtedy wytłumaczę mu, dlaczego prace MUSZĄ iść powoli. Jestem przecież sekretarką i umiem poradzić sobie z awanturującym się klientem – odpowiedziała na moje pytanie, ze śmiechem od ucha do ucha.

Przyjrzała mi się uważnie i zauważyła moje napięcie. Tkwiłem pod biurkiem z wciąż drżącymi dłońmi i musiałem wyglądać naprawdę śmiesznie. Uśmiechnęła się znacząco i przełożyła nogę na nogę, by pokazać mi trójkąt śnieżnobiałych majtek szczelnie okrywających cipkę. Wystarczyło mignięcie przed oczami, by stanął mi kutas.

,,Jasny gwint! W tych ogrodniczkach przecież będzie to widać!”, pomyślałem, jeszcze bardziej zaniepokojony. Uratowały mnie otwierające się  drzwi gabinetu pani prezes. Stanęła w nich, nie wchodząc do sekretariatu.  Oparła lewą dłoń na framudze, wysuwając biodra do przodu na nieco zbyt szeroko rozstawionych stopach. Jej ołówkowa spódnica i garsonka były  dobrze dobrane, sprawiając że każdy, kto tylko na nią spojrzał, mógł domyślić się stanowiska. Dominację nad podwładnymi miała we krwi. Przez moment przyglądała się sekretarce, później popatrzyła na mnie, wciąż klęczącego na podłodze. W takiej pozycji mogłem dobrze widzieć łydki, uda i biodra, wraz z dość wydatnym biustem. Dopiero teraz widziałem w niej kobietę, a nie szefową mojego szefa. Była typową, dojrzałą MILF!

– To pan? Co za niespodzianka? Myślałam już, że pana szef zapomniał o nas zupełnie. Codziennie suszę mu głowę o wiele spraw i wydaje mi się, że zaczyna już mnie unikać jak tylko może. Ale czy nie dostał pan tego zadania za karę?– zapytała – Bo, jeśli za karę, to postaramy się panu osłodzić czas spędzony z nami. I proszę się nie przejmować jakimiś tam ,,korkami”.

– Zrobiłaś panu kawę na dzień dobry, kochanie? Jeśli nie, to zrób trzy. Wypijemy razem w moim pokoju. – dodała.

Nie zawsze zwracam uwagę na słowa. Mówiąc prawdę robię to z rzadka, bo wiem, jak przypadkowe bywają rozmowy i jak zbyt wielu ludzi używa synonimów bez żadnego uważania na znaczenie. Nie usłyszałem nic wyjątkowego w tym, że jedna kobieta nazywa drugą kobietę ,,kochaniem”. Zwłaszcza wtedy, gdy kobiety te pracują ze sobą już długo i nie muszą zwracać uwagi na konwenanse, gdy jedna z nich jest prezesem, a druga jej asystentką. Zupełnie inaczej jest, gdy do słów doda się mały gest czułości, na przykład muśnięcie opuszkami  policzka, albo położenie dłoni na ramieniu tak, by palcami dotknąć dekoltu, albo klaps w pupę, w udawanym geście popędzenia. Wszystko to wskazywało, że wspólna praca nie jest jedyną zależnością łączącą obie kobiety. Niewiadomą było natomiast, jak daleko taka zażyłość jest posuniętą.

Kawa smakowała mi wyjątkowo dobrze. Nie miała nic wspólnego z tą, którą piliśmy na śniadaniach i przerwach południowych. Nie siedziałem przy prowizorycznym stole, nie musiałem słuchać kolegów, gdy swoim prostym językiem próbowali opowiedzieć coś, co wydawało się im interesującym, ale zatopiłem się w wygodnym fotelu, przy stoliku o idealnej wysokości. Musiałem wyglądać w nim na kogoś, kto pomylił miejsce i czas. Mój kombinezon budowlańca zupełnie tu nie pasował. Ani do urządzonego z gustem wnętrza, ani do tych dwóch bardzo eleganckich kobiet siedzących naprzeciwko mnie.

– Co spowodowało ten uśmiech na pana twarzy? – zapytała szefowa. – Od razu widać, że coś pana rozbawiło..

Poprawiłem się w fotelu, wyprostowałem, spojrzałem w oczy pani prezes, by następnie przenieść wzrok na sekretarkę. Zebrałem się w sobie i odpowiedziałem:

– Jestem mężczyzną i towarzystwo tak atrakcyjnych kobiet jak panie wprowadza mnie w bardzo dobry nastrój. Niestety, jestem z innego świata w tych moich ogrodniczkach i bluzie. Jestem tu nie po to, by z rozkoszą ( specjalnie wyszukałem to słowo!) spędzać czas, ale by pracować. Będąc skupionym na swojej robocie. Panie mi to wyjątkowo skutecznie utrudniają i właśnie złapałem się na myśli, że wcale w tej pracy nie jestem. Gdyby jeszcze z głośników słychać było cichą muzykę, to złudzenie wieczornego spotkania z paniami w kawiarni byłoby całkowite.

– ,,Trocadero”. Jeśli to panu odpowiada, dziś wieczorem?– tym razem odezwała się druga z kobiet. – Wie pan, gdzie to jest?

– Wiem. W Londynie. Znana mi z wielu opowieści o naziemnych zwycięstwach lotników.
Podciągnąłem rękaw bluzy i spojrzałem na zegarek.

– Dziś już nie zdążę, choćbym i samolotem leciał.

– ,,Trokadero”. Z polską ,,k” w środku.. To taka przyjemna knajpka, tu na miejscu. Zdąży pan na pewno.

Pracowałem rozkojarzony i myślami byłem zupełnie gdzieś indziej. Od dawna nie szlajałem się po mieście i oprócz ,,Pod gryfami” nie znałem innych knajpek. Zaszywałem się pod ,,moim” poddaszem i powoli czułem, jak wypadam z obiegu. Spotkanie z kobietą z widokiem na ciekawą przygodę było samo w sobie bardzo intrygujące, a tutaj miałem przed sobą spotkanie z dwiema kobietami. To nie mogło skończyć się dobrze, ale mogło dać  spełnienie fantazji. Koniec niech będzie jaki chce! Na razie jednak klęczałem w sekretariacie z nożem w jednej ręce i folią w drugiej. Łypałem znad ramienia w stronę sekretarki uważając, by nie spotkać się spojrzeniami oko w oko. Przesuwałem się co metr i z każdym takim przesunięciem nabierałem coraz większej śmiałości w patrzeniu, aż wreszcie w ogóle przestałem  przejmować się bezczelnym gapieniem. Zagrała ze mną w grę ,,udaję, że nie widzę”. Nagle okazało się, że jest zbyt gorąco i trzeba koniecznie rozpiąć guziki bluzki i odsłonić jeszcze więcej dekoltu. Tylko po to, by pokazać biustonosz ledwie zasłaniający sutki, lecz unoszący piersi do góry. Skończyło się poprawianie spódnicy, gdy zadzierała się za wysoko, bym mógł popatrzeć jak wyglądają nagie uda powyżej brzegu pończoch. Tak, jakby chciała być bardziej bezczelną ode mnie.

Rozmawialiśmy ze sobą o tym wszystkim, o czym rozmawia mężczyzna z kobietą. I rozmowy, w naturalny sposób przerodziły się w opowiadania.

Opowiadałem ja – ona słuchała i tylko czasem zadawała pytania domagając się szczegółów. Czas biegł szybko i nie chciałem już dziś rozpoczynać demolowania ścian, dlatego moje historie stawały się coraz dłuższe i bardziej dokładne. Poprawność językowa także się ulotniła, coraz śmielej wspominałem ogólnie o relacjach pomiędzy mężczyznami i kobietami. Nawet nie zauważyłem, że w drzwiach stanęła pani prezes i zasłuchana uśmiechała się tylko.

– To dobrze, że swobodnie się pan tutaj czuje, a my mamy możliwość dowiedzenia się, o czym rozmawiają budowlańcy w przerwach na śniadania i kawę. – przerwała mi opowieść, i podeszła do biurka.

– Naprawdę wie pan aż tyle o psychologicznej stronie randek? A co pan powie na to?

Złapała za oparcie krzesła i obróciła go w moją stronę. Usłyszałem cichy pisk i szybsze oddechy, gdy prezes rozchyliła kolana sekretarki. Spódnica już niczego nie zasłaniała. Siedząca na krześle kobieta zsunęła się niżej mocno trzymając się za oparcia, gdy pani prezes, wciąż stojąc za nią dotknęła palcami jej twarzy. Poruszała nimi  delikatnymi, miękkimi ruchami w dół, po policzkach, w stronę ust, by na chwilę zatrzymać na wargach, a potem – poprzez szyję trafić na dekolt. Uniosła je  z powrotem na szyję i zsunęła na piersi, by mocno chwycić je w garść. Odchyliła miseczki biustonosza i złapała sutki pomiędzy kciuki a palce wskazujące, pieszcząc je tak, jakby chciała doprowadzić sekretarkę do szybkiego orgazmu. Nie doprowadziła. Przerwała starania tuż przed, jakby specjalnie pozostawiając ,,ofiarę” w stanie niedosytu.

– Podoba się panu? Teraz to już na pewno zjawi się pan w Trokadero.

Stałem z dłońmi opuszczonymi wzdłuż ciała, skamieniały w szoku. Tylko serce waliło najszybciej w moim całym życiu, a w majtkach miałem cholernie twardą erekcję. Gdybym stał na drabinie, to na pewno bym się przewrócił. (spoiler: kilkanaście lat później jeden, jedyny raz będę miał wypadek w pracy. Spadnę z drabiny, łamiąc prawie wszystkie żebra. Na szczęście, tylko po jednej stronie).

Bardzo mi się podobało! Pierwszy raz w życiu widziałem na żywo jedną kobietę pieszczącą drugą. Jak miało mi się to nie podobać, skoro przynajmniej jedna z tych pań była w moim, najbardziej ścisłym guście? O kilka ładnych lat starsza ode mnie, wystylizowana na zimną Królową Lodu, z ciałem o widocznej, acz równo ułożonej nadwadze. Wyobraźnia się poddała, bo sterczący kutas pochłonął całą krew z mózgu. Rozbierałem ją do bielizny, wzrokiem dzieciaka niewidzącego nigdy nagiej kobiety. Zaczynałem wstydzić się samego siebie i swoich reakcji. Widziała to. Wpatrywała się przeciągłym spojrzeniem w cholerne wybrzuszenie moich ogrodniczek, gdzie brakło już miejsca na erekcję i nawet nie drgnęła. Wyniosła, jak posąg dumy!

– Chce pan mnie zobaczyć?

Oszołomienie było tak wielkie, że ściskało mi gardło. Próbowałem coś powiedzieć, ale nie potrafiłem. Przełknąłem ślinę i pokiwałem głową na tak. Zrobiła dwa kroki do tyłu i oparła się o ścianę. Powoli, przedłużając każdy ruch, rozpięła guziki garsonki. Pod nią nie miała bluzki, a jedyną osłonę dla piersi dawał czarny półgorset, sięgający prawie do pępka. Poniżej była już tylko skrojona na miarę spódnica. Trwało trochę, aż udało się podciągnąć ją do bioder. Szefowa rozstawiła stopy i wysunęła biodra do przodu, pokazując mi satynowe majtki nałożone na, a nie pod ciemne rajstopy. Otworzyłem usta, dysząc i oddychając panicznie. Zacząłem się dusić. Bawiło ją to. Bawiła się moim podnieceniem, zażenowaniem, zaskoczeniem całą tą sytuacją niczym z pornograficznej produkcji – ,,Przygody elektryka”. Natomiast sekretarka czuła się zupełnie swobodnie, tak jakby nic wyjątkowego się nie działo, jakby to, co dla mnie było nieprawdopodobne, dla niej było tak codzienne, jak poranne mycie zębów, lub wieczorna palcówka przed snem. Siedziała rozluźniona, spoglądając nieco znużonym wzrokiem na swoją przełożoną, z dłońmi położonymi na udach. Pieściła je miękkimi, okrągłymi ruchami, gdy satyna majtek szefowej ciemniała w kroczu.

– Chce pan zobaczyć moją cipkę? – powtórzyła pytanie, teraz jeszcze je doprecyzowując. Nie czekając na moją odpowiedź, nagłym, zdecydowanym ruchem zsunęła mokre już figi najpierw do połowy ud, chyba tylko po to, bym zobaczył że rajstopy mają otwarte krocze, potem do kolan, aż wreszcie do kostek. Stała tak jak poprzednio, zimna i wyniosła, pomimo obnażenia, jasno pokazując całą postawą, kto tutaj rządzi. Ona i jej cipka!

Ogólna, lekka nadwaga spowodowała, że linia podbrzusza układała się wyjątkowo kształtnie, a sama cipka wyglądała na pulchną i mięsistą. Nie mogłem dostrzec warg, bo zasłaniały je bardzo gęste, bardzo ciemne włosy, które po kąpieli na pewno układają się w skręcone kłaczki, lecz teraz, mokre od śluzu i przyciśnięte przez dłuższy czas do ciała satyną, leżały gładko i tylko krawędzie włochatego trójkąta wystawały poza rajstopy. Poczułem pulsowanie w kutasie i przestraszyłem się, że będę miał niekontrolowany wytrysk. Mięsnie całego ciała drżały pomimo moich prób uspokojenia. Natura okazała się silniejszą od mojej woli. Pochyliła się, podciągnęła majtki na biodra, obciągnęła spódnicę i zapięła garsonkę. Uśmiechnęła się do mnie otwartymi ustami i powiedziała nadal opanowana i niewzruszona:

– Na pierwszy raz wystarczy, bo postawię pana w krępującej sytuacji. Dzień się jeszcze nie skończył A wieczór jest jeszcze przed nami. – Odwróciła się teraz do sekretarki i dokończyła:

– Nie patrz się tak, jakbyś pierwszy raz mnie widziała, wstań wreszcie i zrób nam kawę. Opowiadania z erotyką w tle dokończymy w moim gabinecie.

Szef wpadł dopiero pod koniec dnia i wywołał mnie na hall.

– Profesor! Właśnie tego od ciebie oczekiwałem. Dziś nikt dupy mi nie zawracał i chłopaki mogli pracować bez przeszkód, tak jak trzeba.  Ja wiem, że taką instalację to robi się w cztery dni, ale daj se spokój. Tylko daj mi dwa tygodnie. To, co? Jest deal?
Tak. Jest deal.

* * *

Nie miałem zbyt wiele czasu, by doprowadzić się do jako takiego porządku. Musiała mi wystarczyć szybka kąpiel i dokładne golenie. Z fryzurą nic już nie dało się zrobić, dlatego wtarłem we włosy podwójną dawkę żelu, przyklepałem je na gorąco i na siłę ułożyłem w coś, co dałoby się znieść. Gorzej było z ubraniem… Nie potrafiłem znaleźć równowagi pomiędzy codziennością, a elegancją szczura otwierającego nowy kanał. Problem leżał w tym, że dla mnie nie istniał tzw. ubiór zwyczajny, codzienny. Nie dałem się wprasować w schemat przesadzonego luzu, wygody prowadzącej do wyzbycia się wszystkiego tego, co tworzy ,,sztywnego” mężczyznę. Narażałem się na śmiech i drwiny kolegów, gdy komentowali mój, ich zdaniem nazbyt elegancki, styl. Dziś stanąłem przed niemal hamletowskim dylematem: Jak ubrać się ma robotnik budowlany, idący na podwójną randkę z kobietami z klasy o całe niebo wyższej? Traciłem cenny czas, przewracając do góry nogami szafę starego singla. Papierosa zgasiłem dopiero wtedy, gdy żar poparzył mi palce. Dosyć myślenia! Dżinsy, koszula pasująca do podkoszulka, marynarka, czyste buty.  Żadnego krawata. Powinno być dobrze.

W ,,Trokadero” zjawiłem się na dobry kwadrans przed dziewiętnastą i miałem czas rozejrzeć się po knajpie. Nie zrobiła na mnie wrażenia. Spodziewałem się, że londyńska nazwa zobowiązuje i że poczuję zapach klasyki niegdysiejszych dancingów. Nic takiego mnie nie spotkało. Jasno świecący nad wejściem neon kosztował więcej, niż wart był gust właściciela. Rozglądałem się zawiedziony za czymś, co mógłbym nazwać najmniej nieprzyjemnym miejscem. Bar. Bar był najmniej nieprzyjemnym i tylko on zachęcał do sięgnięcia po kieliszek dla kurażu. Tego będę dziś potrzebował! Zamówiłem najtańszą, najpodlejszą polską czystą wódkę, jaką tylko można tu dostać. Barman uśmiechnął  się dziwnie, ale o nic nie zapytał. Postawił przede mną kieliszek, sięgnął po butelkę z czerwoną nalepką i nalewając wycedził przez zęby usprawiedliwienie:

– Przepraszam. Mam tylko zimną. Podgrzać panu?

Marnował swój talent w podrzędnej spelunie. Właśnie zaczynało mi się tutaj podobać.

– Ogrzeję w łapach.

Wypiłem i gestem pokazałem, że proszę o powtórkę. Odstawiłem  pusty już kieliszek na blat, gdy weszły. Obie razem. Dobrze, że zdążyłem przełknąć wódkę, bo inaczej destylat wylądowałby na meblu. Sekretarka miała na sobie zwiewną, lekką sukienkę, której ramiona i dekolt okrywało małe bolerko. Tak ubrana pasowała do mnie i oboje razem, siedząc przy stoliku, nie przykulibyśmy uwagi postronnych widzów. Ale nie wtedy, gdy razem z nami byłaby pani prezes. Nadal miała na sobie garsonkę, ale tym razem zamiast spódnicy włożyła spodnie. Dzienną fryzurę – tą, którą pamiętałem z biurowca, schowała pod męską, ciemnografitową panamą. Trzymała sekretarkę pod rękę. Barman podniósł wzrok, popatrzył najpierw na obie kobiety – potem na mnie. Zmrużył powieki i powiedział:

– Nie chowam butelki. Chyba będzie pan jej potrzebował.

Bez słowa usiadły na stołkach, biorąc mnie w środek.

– Czysta? To jest właśnie to, na co dziś mam ochotę. Tak, jak pan, prawda? A ona – tutaj pokazała palcem na sekretarkę – nie ma wyboru. Ona musi.

Poprosiłem o dodatkowe dwa kieliszki i o coca – colę. Wódka, którą wypiłem nie pomogła i nie potrafiłem się odnaleźć w całej sytuacji. W milczeniu nalałem alkohol do kieliszków, wydukałem ,,na zdrowie” i połknąłem pięćdziesiątkę jednym haustem, gwałtownie myśląc, co mam powiedzieć, jak przerwać ciszę. Uratował mnie nieoceniony barman:

– Czy mam znaleźć wygodni stolik, czy pozostaną jednak państwo przy barze?

Żartowniś! Tutaj wygodny stolik? Pani prezes przejęła inicjatywę:

– Zostaniemy przy barze. Nie pobędziemy tu długo, bo kolacja jest już przygotowana w innym miejscu. Wypijemy tylko tą butelkę do końca,  a pan nam poda drugą, na drogę i się pożegnamy. Przy okazji: my zapraszamy, więc to ja jestem fundatorką. Jeszcze pomyślę jak odbiorę od pana dług. – Prawie wyrecytowała, kładąc swoją dłoń na mojej. Wysunąłem ją powoli, by nie wyglądało to na gest panicznej obrony. By odwrócić sytuację i jakoś się ratować, chrząknąłem, a potem odpowiedziałem najspokojniej, jak umiałem:

– Pani jest bardzo zdecydowana. A jaką ma pani gwarancję, ze się podporządkuję pani woli?

– Bo nie chce się pan wystrychnąć na dudka. – Uśmiechała się uśmiechem pokerzysty, który przed chwilą zgarnął garściami stawkę ze stołu. – Długo pana obserwowałam, bo dziwiła mnie pana obecność wśród kolegów. Przecież pasujecie do siebie jak pięść do nosa. Dzisiejszy wieczór stanie się niezapomnianym i pan o tym wie. Dlatego zrobi wszystko o co poproszę. – Jeszcze raz się uśmiechnęła – Zgadzam się na formułę ,,prawie wszystko”.

Rozbroiła mnie. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, wypiliśmy dwie kolejki wódki, pani prezes zamówiła taksówkę u barmana, podziękowaliśmy mu i wyszliśmy na chłodne już powietrze. Gdy zamykałem za sobą drzwi, barman z błyskiem zazdrości w oku podniósł kciuk prawej dłoni do góry. Taksówka podjechała po kilku minutach, akurat zdążyłem zapalić papierosa. Rzuciłem niedopałek na płyty chodnika i rozdeptałem go czubkiem buta. Otworzyłem drzwi do auta, pomogłem dziewczynom wsiąść i zająłem miejsce obok kierowcy. Sekretarka podała adres i pojechaliśmy.

Było to osiedle sypialnianych bloków, podobne do każdego takiego osiedla w każdym innym mieście o podobnej wielkości. Różniło je tylko to, że bloki wybudowano na granicy gęstego, sosnowego lasu, a niektóre z budynków znajdowały się w samym lesie. Miły, przyjemny zakątek. Powinien nazywać się ,,Zacisze”, ale się tak nie nazywał. Kierowca bez trudu odnalazł dom w kształcie podkowy, ustawiony frontem do miasta, a obydwoma bokami wprost na leśną polanę. Można było tu zapomnieć, że mieszka się w mieście.  Czysta, z wykończeniem dbającym o szczegóły, nie zniszczona klatka schodowa, nosząca tylko ślady codziennego użytkowania i winda z  napędem hydraulicznym świadczyły, że mieszkania należą do ludzi mających wystarczająco grube portfele, by porzucić brzydkie centrum a nie wybierać jednej z podmiejskich wsi. Jazda w górę była miękka i przyjemna, wypita wódka nie miała jak zrobić spustoszenia w żołądku. Drzwi do apartamentu otworzyła sekretarka. O niczym to nie świadczyło, równie dobrze mogła mieć drugi komplet kluczy szefowej. Ale weszła ostatnia, podczas gdy ja zostałem wpuszczony jako pierwszy. Zapaliło się światło.

Duży, przestronny apartament o metrażu sporego piętra w willi na przedmieściach. Żadnych pastelowych kolorów na ścianach – wyłącznie biel i grafitowe i ciemnografitowe szarości. Żadnych mebli z epoki antyków, tak typowych dla dopiero co upieczonych właścicieli spasionych kont. Nic za dużo, ani nic za mało.

Zostałem wprowadzonym do salonu. Znajdujący się środku pokoju stół rzeczywiście przygotowano do kolacji. W oczy rzucił się tylko jeden szczegół: położono zastawę tylko dla dwóch osób. Odwróciłem się w stronę prezes, ale nie zdążyłem zadać pytania.

– Proszę się nie dziwić, wszystko jest należycie przygotowane. Dla każdego z nas jest właściwe miejsce. Proszę siadać; ja zajmę miejsce naprzeciwko pana.

– A pani sekretarka?

– Sekretarka? Och, nie jesteśmy przecież w firmie. Tutaj nie jest sekretarką. Tutaj jest …Sam pan zobaczy, kim. – Wytłumaczyła mi, niczego nie tłumacząc.– Proszę wreszcie usiąść, do cholery!

Usłuchałem, zdejmując marynarkę i wieszając ją na oparciu. Tak, jak zapowiadała, usiadła naprzeciwko i też zawiesiła swoją marynarkę na krześle. Gdy zobaczyłem, w co była ubrana, ucieszyłem się, że dolną część ciała zasłania mi blat. Pod niepozorną, klasyczną marynarką ukryty miała skórzany gorset mocno ściągnięty w talii, z półmiseczkami unoszącymi całkowicie nagie, obfite piersi. Sutki, okolone prawie brunatnymi, szerokimi obwódkami były już sztywne i sterczały wysoko. Dostałem błyskawicznej erekcji, tak gwałtownej, że zamiast przyjemności poczułem ból w podbrzuszu. Powietrze stało się zbyt gęste, by nim oddychać.

– Widział pan już moją cipkę, teraz ogląda mój biust, a zachowuje się tak, jakbym była pierwszą kobietą, któremu dane było panu podziwiać. Proszę trzymać emocje pod kontrolą, wieczór się dopiero zaczyna, a mam jeszcze jedną niespodziankę, o ile nie domyślił się pan już wcześniej. Wie pan kim jestem i co lubię?

– Domyślałem się po tym, co zobaczyłem w pracy. Jednak będę musiał skorygować moje domysły, bo nie wydaje mi się, by była pani lesbijką.

– Jestem kobietą biseksualną. – Odpowiedziała z głośnym śmiechem. Sekretarka stała przed stołem z dłońmi założonymi do tyłu, nie poruszając najmniejszym mięśniem, cicha i bezgłośna. Tak, jakby czekała na polecenie, albo na rozkaz. Nawet na nas nie patrzyła – trwała w bezruchu z oczami otwartymi szeroko i utkwionymi w dal.

– Rozbieraj się! – Rozkazała pani prezes. W pierwszej chwili nie mogłem zrozumieć, do kogo był skierowany ten rozkaz. Do mnie? Do sekretarki? Ale dziewczyna właściwie odczytała intencje i niemal bez oporów, błyskawicznie pozbyła się bolerka i sukienki, zrzucając je zwyczajnie, na dywan, by znów stanąć wyprostowaną. Pozostała jedynie w pantofelkach, pończochach i biustonoszu. Nie miała na sobie majtek i najwidoczniej nie było to dla niej czymś niezwykłym, bo nie dostrzegłem śladu zażenowania. Może zresztą dlatego, że patrzyłem się na jej cipkę, a nie buzię?! Szczupłe biodra i nogi pasowały do dziewczęcych warg, pozbawionych włosów maszynką do golenia. Gładka, różowa ,,brzoskwinka”. I co z tego, że mój gust jest inny,  jeśli cipka to cipka i zawsze przyciąga wzrok? Poprawiłem w nogawce sterczącego kutasa, bo tarcie stawało się nie do zniesienia.

– I jak się panu podoba? – jak do tej pory, odzywała się tylko pani prezes. – Chciałabym panu pokazać coś więcej, coś co się panu na pewno przyda w przyszłości. Czy wie pan, jak dotykać i pieścić kobietę, by była spełnioną, by czuła rozkosz z pana palców i języka? Wydaje się to bardzo proste, wystarczy wsadzić palec w szparkę, potem poruszać nim wystarczająco długo, albo wyjąć go, zmoczyć śliną i drażnić łechtaczkę. Lizanie też jest banalnie proste, prawda? Wystawiasz język i jedziesz w górę i w dół. A właśnie, że nie i my to panu udowodnimy. Ale najpierw coś zjemy i wypijemy. W lodówce chłodzi się coś lepszego, niż ta, hmmm, karbidówka.

Stojącą przy mnie kobietę z cipką na wierzchu trudno byłoby teraz nazwać sekretarką. Szukałem w myślach właściwego słowa, ale żadne z nich nie pasowało do sytuacji. Dziewczyna? Służąca? Kochanka? A może istnieje jeszcze jakieś, które dotąd nie przyszło mi do głowy? Pani prezes wydała gestem polecenie i po kilku chwilach dziewczyna postawiła na stole butelkę markowej wódki, a także jakieś sałatki, kanapki, plasterki mięsa i wędlin. A ja co? Na kolację tutaj zostałem zaproszony?

Kręciłem się na krześle, próbując znaleźć wygodną pozycję dla mojego kutasa. Kobieta siedząca przede mną zwróciła na to uwagę:

– Brakuje miejsca? Proszę się czuć swobodnie, w tym mieszkaniu wiele rzeczy jest dopuszczalnych. Podobają się panu moje piersi? Pomogę w decyzji i rozkażę niewolnicy, by zdjęła nam spodnie, zaczynając oczywiście ode mnie. Moja cipka bardziej się panu podoba, niż jej, prawda?

Oto było to słowo, którego szukałem: Niewolnica!

* * *

Ukryła je wśród innych słów, a pytanie na koniec było tylko po to, bym zauważył z jaką swobodą i lekkością je wypowiedziała. Dla niej było to normalne słowo, pozbawione emocji – dla mnie nie. W szczenięcych latach, gdy leżałem na podłodze w pokoju kuzyna i czytałem książki z jego biblioteki, spotykałem się z opisami związków opartych na brutalności władców i całkowitej niewoli kobiet lub mężczyzn. Moja wyobraźnia budziła się dopiero i nabierała kształtów, dlatego samo czytanie o takim świecie podniecało mnie tak, że nawet trzepanie szkopa w hełm nie likwidowało napięcia. Nie mogłem przewidzieć, że po latach zderzę się tak gwałtownie z fantazjami sprzed lat. Przestałem rozróżniać, czy to co widzę, to dzieje się naprawdę, czy to moja alkoholowa wyobraźnia tworzy w pokoju saharyjskie miraże. Dyszałem głośno przez otwarte szeroko usta, moja pierś unosiła się w nerwowym rytmie oddechów, dłonie położone na stole drżały z każdym pulsem krwi. Przestałem panować nad swoim ciałem. Zmuszałem się do odpowiedzi, lecz gardło było zbyt mocno zaciśnięte, bym był w stanie wyrzec choćby jedną wyraźną głoskę. Pokiwałem głową, bo jedynie kark i szyja jeszcze mnie słuchały.

– Nie musi pan odpowiadać, widziałam przecież reakcję, gdy patrzył się pan na moje krocze. Zrobiło wrażenie większe, niż się spodziewałam. Niech pan traktuje to jako dodatkową premię, że teraz będzie mógł pan podniecać się widokiem mojej cipki do woli. Do bólu. I niech pan wreszcie poprawi swojego penisa, bo zaraz nam pan tutaj zemdleje!

Zaśmiała się takim kobiecym śmiechem, który zawsze brzmi tak samo. Zawsze – w podobnych sytuacjach. Diabolicznym śmiechem kobiety, która wie, że właśnie przejęła władzę nad mężczyzną.

– Pomóż panu zdjąć spodnie! – wydała polecenie, wciąż śmiejąc się jak dokazująca mała dziewczynka. – Uważaj, byś siusiaka mu nie uszkodziła.

Sekretarka-niewolnica zrobiła krok do przodu i … niespodziewanie uklęknęła przed moim krzesłem. Wydawało mi się, że przez woń perfum przebija się zapach jej cipki. Lekki, tylko nieco pikantny zapach dobrze pielęgnowanej, zadbanej i aż za bardzo perfekcyjnie higienicznej cipki. Sięgnęła dłońmi do paska. Zadźwięczała sprzączka uderzająca o guzik. Z wprawą dziwki rozpięła jednocześnie pas i suwam rozporka. Podniosłem pośladki do góry, by jej pomóc zdejmować moje dżinsy. Pokiwała głową, że nie. Nie teraz.

Pochyliła się prawie do samej podłogi i zaczęła rozwiązywać sznurowadła. Nie spieszyła się. Każde drgnięcie dłoni był ruchem skrzydła wielkiego, kolorowego motyla – majestatyczne, wręcz monumentalne, celebrujące sekundę po sekundzie.

Patrzyła mi w oczy uśmiechając się tak samo zagadkowo, jak jej Pani. ,,Nie pierwszy raz to robisz, co?”, pomyślałem między jednym oddechem a drugim. ,,Pani też ściągasz codziennie  buty. I co jeszcze zdejmujesz?”

– Wszystko. Majtki, biustonosz, pończochy, rajstopy. Wszystko. Bo lubię to! – Odezwała się wreszcie, po raz pierwszy od początku wieczoru.

,,Kurwa mać! Za głośno myślę?! Na czole mam wypisane?!

Zdjęła moje półbuty, ustawiając je równo, obok siebie. Pochyliła się znowu i trzymając moje stopy w swoich dłoniach, wciągnęła nosem zapach skarpet.

,,Kurwa! Co to jest, do cholery?!” Popatrzyłem się na Panią Prezes z pytająco rozwartymi oczami.

– Pierwszy raz, prawda? Jest pan niesamowity! Dojrzały, przystojny, atrakcyjny mężczyzna bez doświadczeń? Teraz to pan mnie zaskoczył. Przecież wygląda pan na mężczyznę, który jednym skinieniem palca zdolny jest zdobyć każdą kobietę. A tu, proszę, pierwszy raz. Kobieta pragnie poczuć zapach mężczyzny i chłopczyk się zaniepokoił.

– Mogę się napić? – Odpowiedź godna mistrza riposty. Razem z erekcją straciłem całość mózgu, czy co?

– Nie. Jeszcze nie. Chcę, by pan był świadomy, gdy wydarzy się to, co zaplanowałam. Potem? Wtedy tak.

Niewolnica wstała z klęczek. Pochyliła się, by wziąć buty i wynieść je do korytarza, a wtedy jej pośladki znalazły się na wysokości mojej twarzy. Poniżej, między udami widziałem zaróżowione i błyszczące wilgocią wargi cipki. Odruch bezwarunkowy uniósł moje dłonie do góry, by sięgnąć do jej pupy. Zatrzymałem się w pół drogi. Dopiero wtedy niewolnica wyprostowała się i ruszyła do przedpokoju, stawiając stopy w równej, prostej linii. Biodra falowały,, jakby szła nie po podłodze, ale po czerwonym dywanie runway’u.

Mój nos nie kłamał. Zapach cipki rozszedł się już w powietrzu. Drażnił i niepokoił. Podniecał. I ten zapach musiała czuć także druga kobieta. Świadomość tego, że i ona ma w majtkach ten sławetny kisiel pobudzała mnie bardziej, niż gdyby teraz wstała, zdjęła buty i spodnie i stanęła przede mną na szeroko rozstawionych nogach, z wysuniętymi do przodu biodrami, bym mógł się zachwycać jej odsłoniętą cipką.
Nie powinienem myśleć! Za głośno to robię.

Prezes odsunęła krzesło i zmieniła sposób siedzenia. Zdjęła założoną nogę na nogę i usiadła z szeroko rozłożonymi udami, odsłaniając przede mną naprężone, klasyczne kopyto wielbłąda. Palcami przeczesała włosy, unosząc swoje i tak wysoko podniesione piersi jeszcze wyżej. Wcale nie wyglądała jak pani prezes. Wyglądała jak dziwka. Przestałem już odróżniać role tych kobiet. Która jest którą? Gwałtownie narastające pożądanie wszystkim wymknęło się spod kontroli.

Wstała z krzesła i podeszła do mnie prawie jednocześnie z niewolnicą. Położyła dłoń na jej ramieniu i zmusiła do klęknięcia.

– Już się pan nauczył ekscytować zapachem cipki? – Zapytała obniżonym, chroboczącym głosem. – To teraz musi się pan nauczyć zapachu dwóch cipek na raz.

Wsunęła palce prawej dłoni we włosy niewolnicy i obróciła ją na siłę w swoją stronę. Dawna sekretarka doskonale wiedziała, co teraz powinna zrobić, bo bez najmniejszego oporu poddała się woli swojej Pani. Pochyliła się, by zdjąć jej buty. Proces wąchania stóp powtórzył się, ale tym razem były to kobiece stopy obleczone w nylon. Ciemne, prawie czarne palce i pięta zasugerowały mi, co zobaczę, gdy zdejmie spodnie. Niewolnica pochyliła się jeszcze niżej i zaczęła całować swoją panią. Przesuwała usta z wysuniętym czubkiem języka wzdłuż całej stopy, wsuwała palce nóg do swoich ust, aż przeszła do lizania podbicia. Różowy, szeroki język wędrował od palców, do kostki.

– Wystarczy, bo pan nam się zaraz spuści i będziemy musiały zaczynać wszystko od nowa. Zdejmuj spodnie, natychmiast!

Niewolnica wykonała polecenie a ja się nie pomyliłem w przewidywaniach. Pod spodniami pani Prezes miała włożone pończochy podpięte pod klipsy gorsetu. Biała skóra dość grubych, z nadmiarem tłuszczu ud, odbijała się kontrastem od czarno-czerwonych  majtek włożonych na staromodną modłę – na gorset. Teraz mogłem zobaczyć, że moda glamour nie wzięła się z niczego. Gorsety, w które tak lubiła się wkładać były nie tylko ekstatyczną ozdobą, lecz koniecznością, by ścisnąć słusznych rozmiarów podbrzusze oraz pokaźny brzuch i stworzyć powyżej nich talię. Całość jeszcze bardziej uwypukliła mięsistość jej cipki, którą widać było nawet pod przemoczonymi na wylot majtkami. Tylko przytłumione światło nie pozwoliło mi widzieć wcześniej plam na spodniach, albo majtki nasiąknęły śluzem dopiero, gdy niewolnica wylizywała jej stopy. Klęcząca dziewczyna objęła ramionami uda szefowej, przytuliła policzek do podbrusza zsunęła z niej majtki.

Nie zobaczyłem cipki, bo głowa ją całkowicie zasłaniała. Mogłem dostrzec, jak kobieta przymyka oczy, jak gwałtownie oddycha przez nos, jak wciąga w płuca zapach ciała i śluzu. Otwarte usta spierzchły, a wargi drżały od podniecenia. Wysunęła język, by dotknąć nim warg cipki. Nie zdążyła. Odgłos mocno wymierzonego policzka przerwał wieczorną ciszę.

– Miałaś zdjąć panu spodnie, a nie robić sobie dobrze. Wyliżesz mnie tylko wtedy, gdy ci na to pozwolę. Zrozumiałaś?!

– Tak, proszę Pani.

Prezes pomogła jej. Szarpnęła za włosy, raz na jeden bok, a potem na drugi, zaciągnęła głowę swojej dziewczyny prawie pod mój rozporek. Podniosłem pośladki by nie musiała szarpać się z dopasowanymi dżinsami. O dziwo, zdjęła je tak samo uważnie, jak zdejmowała spodnie z kobiety. Złożyła je w kostkę i zostawiła na podłodze. Szlag z nimi, mogę wrócić do domu w brudnych!

Patrzyłem na cipkę Pani Prezes, gdy zdejmowano mi majtki. Czarny zarost gęstych, poskręcanych, długich, mokrych włosów prawie zasłaniał ciało, ale nie mógł zatrzymać zapachu. Ta cipka pachniała inaczej. Tak samo pobudzająco, ale o wiele bardziej korzennie, twardziej, wyraziściej. Pachniała dojrzałą kobietą… Zamknąłem oczy i smakowałem ten zapach. Poczułem jak moje majtki zatrzymują się na kolanach, potem na kostkach. Podniosłem stopy z podłogi. Teraz miałem na sobie tylko podkoszulek i koszulę. A przed sobą stojącego kutasa. Z zamkniętymi wciąż oczami zdjąłem resztę ubrań przez głowę, nie kłopocząc się rozpinaniem guzików, ani oddzieleniem koszuli i podkoszulka od siebie. Gdy już uniosłem powieki – zobaczyłem obie kobiety, zastygłe w całkowitym bezruchu, patrzące w tylko jeden punkt. Tym punktem był mój penis. Opuściłem głowę by zobaczyć, co mogło się stać, że obie zamarły.

Kutas podrygiwał w rytmie pulsowania krwi. Był prawie fioletowy, a wszystkie żyły wystąpiły pod skórę tworząc tu i tam zgrubienia. Erekcja była tak twardą, że napletek nie mógł zasłonić żołędzi i zsunął się sam. Śluz pachniał mocniej, niż bym chciał, ale nie miałem już na to najmniejszego wpływu. Sięgnąłem po szklankę z colą. Suchość w ustach nie ustąpiła. Nalałem sobie drugą. Świszczące, głębokie oddechy kobiet i ich bezruch sprawił, że poczułem zakłopotanie.

– No, noo! Piękny sprzęt, ale jeśli lubi pan seks analny, to będzie musiał pan o nim zapomnieć. Nie z takim…. kutasem. O, nie! – odezwała się cicho dominująca kobieta. Potem zwróciła się do swojej niewolnicy – Zmieści się w twoich ustach?

Klęcząca przede mną zbliżyła się i próbowała wziąć w jedną dłoń moje jaja, a drugą chwycić za trzon.

– Uważaj, są bardzo delikatne – w ostatniej chwili zdążyłem z ostrzeżeniem.
Kutas był tak twardy, że złapanie za niego także zabolało. Nie miałem czasu na reakcję, bo Domina szarpnęła niewolnicę za włosy i wepchnęła go w jej usta, tak głęboko, jak tylko się zmieścił. Wstydu nie było już od dawna i nie zwracałem uwagi na to, że ktoś patrzy, jak dziewczyna robi mi loda. Czułem jedynie każde poruszenie języka, każde wessanie, każde oblizywanie. Pulsowanie przyśpieszyło i jakimś cudem kutas zdołał się jeszcze powiększyć. Szarpnięcie za włosy zakończyło zabawę. Jęknąłem zawiedziony i otworzyłem oczy na tyle szeroko, by zobaczyć, że to domina się pochyla nade mną i powoli wsuwa główkę w swoje usta. Kilka delikatnych drgnięć języka pod żołędzią wystarczyło, bym spuścił się niemal natychmiast.

Czekały, aż opanuję bicie serca i oddech, i dopiero, gdy poprawiłem się na krześle  obie się zaśmiały głośno i pocałowały. Patrzyłem na ten mocny, namiętny pocałunek, a moje napięcie znów zaczęło rosnąć gwałtownie. Całowały się zachłannie pełnymi ustami i ich języki co rusz ocierały się o siebie. Widziałem, jak niepołknięta sperma oblepiająca wargi i język dominy trafia do ust niewolnicy. Z cipki pani prezes spływała na uda i pończochy mlecznobiała smuga śluzu. Niewolnica położyła dłoń, którą jeszcze kilka minut temu trzymała mojego kutasa na cipce swoje pani i nie bawiąc się w delikatność rozpoczęła szybką palcówkę. W minutę było po wszystkim. Głośne jęki, spazmy ciała i naprężone w odruchach bezwarunkowych mięśnie nóg świadczyły, że orgazm był nieudawanym i nietłumionym. Teraz to ja czekałem, aż domina opanuje siebie.

Usiadła do stołu tak, bym miał dobry widok na jej podbrzusze. Sięgnęła po kieliszek wódki, podniosła go do góry i wypowiedziała toast:

– Za pierwsze nasze orgazmy.

Wypiłem razem z nią, jednym łykiem, nie przejmując się coca-colą.

* * *

Skłamała.

Nie przeprowadziłem analizy tego, co przed chwilą powiedziała, bo miałem coś innego przed oczami. Gdy patrzysz na cipkę, to chyba raczej nie myślisz o rozbiorze logicznym zdania? Nie myślałem. Patrzyłem wprost pomiędzy jej uda i karmiłem oczy tym, co widziałem. Zarośniętą naturalnie, nie trymowaną cipką. W czasach, gdy kobiety, od podlotka aż po, delikatnie to ujmując, GILF, depilowały każdy włos na swoim ciele, widok kępy zarostu pod pachami i podbrzuszem był kulturowym szokiem i dla takich szaleńców jak ja, stawał się kolejnym fetyszem. Napatrzyłem się już dość na gładkie, nagie wargi różnych cipek, o różnych kształtach. Owalnych, płaskich jak deska do krojenia, rozłożystych szeroko i ściśniętych jak w imadle. Stały się taką samą częścią kobiety, jak dłonie albo uszy. Były, tylko były. Teraz mogłem się napawać tym, czego od dawna już nie istniało, a ta dominująca kobieta, z zagadkowym uśmiechem na ustach pozwalała mi na to. Bawiło ją to. Bawiło ją moje zdziwienie, zakłopotanie, moja niezgrabność i nawet niezdecydowanie. Byłem widzem teatru dwóch osobowości.

– Proszę, usiąść bliżej mnie. Z daleka trudno jest zobaczyć wszystko, na czym panu zależy. Niech pan się do mnie przysunie i przestanie być takim sztywniakiem, przecież nie gryzę i nie drapię.

Posłusznie, jak licealista na lekcji historii prowadzonej przez panią profesor z biustem DD wykonałem polecenie. Nadal siedziałem przy stole, lecz teraz jednak na wyciągnięcie ręki od jej kolan i mogłem zobaczyć wyraźniej kobiecą anatomię.

Kiwnęła ramieniem na niewolnicę i przywołała ją do siebie.

– A teraz pokaż panu dokładnie, jak wygląda twoja cipka, a nie tylko wargi. Wnętrze też ma swój urok. Nooo, pokaż środek!

Niewolnica położyła się na podłodze stopami ułożonymi w moją stronę, a głową tuż przy stopach swojej Pani. Przysunęła się bliżej, oparła policzek o stopę, zamknęła oczy tak, jakby chciała pokazać mi, że świat przestaje istnieć, wdychała zapach i powoli rozszerzała swoje kolana i uda. Położyła dłonie na kolanach, by w owalnych gestach pieszczot opuścić je na uda. Dyszała głośno, a jej brzuch i piersi podnosiły się i opadały w rytmie oddechów, coraz szybciej i szybciej, by zmienić się w spazmy, piski i westchnienia, gdy palce lewej dłoni rozszerzyły szparkę i odsłoniły łechtaczkę. Była już mocno nabrzmiała i sterczała wysoko ponad wargi. Ze środka cipki wypływały coraz gęstsze smugi śluzu i rozlewały się na pośladkach, tworząc sporej wielkości kałużę. Niekontrolowany skurcz mięśni wyprostował jej kolana, napiął uda i łydki. Palce u stóp naprężyły się nienaturalnie.

Dotknęła opuszkiem czubka łechtaczki, a potem wsadziła dwa palce w mokrą, różową dziurę. Zachlupotało. Wyciągała je powoli – tak, by poruszyły każdym milimetrem pochwy. Rozszerzyła szparę jeszcze mocniej, jednocześnie podnosząc nogi do góry i rochylając je na boki. Dotknęła łechtaczki i zaczęła pocierać ją w takim tempie, że wydawało mi się to fizycznie niemożliwe. Palce lewej dłoni chlupotały w pochwie i rozbryzgiwały wilgoć na wszystkie strony. Krzyknęła nagle i zamarła w bezruchu. To był koniec.

Znów czułem ból w podbrzuszu. Trzymałem się za kutasa, by usunąć to cholerne pulsowanie i opóźnić jak tylko się da orgazm i wytrysk. Niewolnica w tym nie pomagała, a dominę całość najwyraźniej śmieszyła, bo pochyliła się nisko nad wciąż leżącą u stóp kobietą, zagięła w łuk swoje palce i wkładała je po kolei w pulsującą, gorącą, ostro pachnącą wilgoć. Zrobiła to nawet z kciukiem. Potem wyprostowała się, uśmiechnęła do mnie mrużąc oko, i podsunęła dłoń do nosa i ust. Powoli obwąchała palce, by włożyć je tak samo po kolei pomiędzy wargi ust, jak wkładała je pomiędzy wargi cipki. Oblizała je dokładnie z każdej strony, a potem pokazała mi, że są suche.

– Uwielbiam ten zapach i ten smak– powiedziała, najwyraźniej podniecona równie mocno, jak ja. – Nie ma na świecie nic piękniej pachnącego i bardziej  smakowitego niż mokra cipka i jej soki. I proszę się nie boczyć, pana sperma smakuje równie wybornie, a penis równie pięknie pachnie.

– Pani też pachnie nie mniej wspaniale – odpowiedziałem płaskim komplementem – Mocno. A ja lubię wyraziste zapachy i…

Weszła mi w słowo i dokończyła za mnie:

– …i smaki. Ale przecież pan jeszcze nie spróbował, jak smakuje moja cipka. I zapach też jest raczej wyobrażeniem, niż prawdziwą wonią. Potrzebuje pan specjalnego zaproszenia do lizania, czy wykaże pan wreszcie inicjatywę? Jak długo mam tak siedzieć z gołą, mokrą cipką przed panem, by pana poruszyć?

Wstałem z krzesła z ciałem wstrząsanym skurczami pobudzenia i było to tak pozbawione wdzięku, że zachwiałem się i tylko oparcie  o stół spowodowało, że nie upadłem na podłogę. Ale krzesło przewróciło się z hukiem. Sięgałem ręką, by podnieść i je postawić z powrotem, gdy domina pokiwała przecząco głową i oparła jedną nogę na leżącym meblu. Zsunęła się pośladkami niżej, układając się wygodniej i prezentując przede mną także i anus. Nie musiała nic mówić, bo to, co widziałem było wystarczająco jasno przekazane. Więc nie tylko zarośniętą cipkę mam wylizać. Westchnąłem. ,, Kiedyś musi być pierwszy raz”.

Sekretarka-niewolnica wstała z podłogi z miną konferansjerki z paryskiego variete i zrobiła miejsce pomiędzy udami swojej Pani. Położyła dłonie na kolanach i rozchyliła uda tak szeroko, że wydawało mi się to niemożliwym – nie z taką nadwagą i nie w takim wieku. A jednak biodra tej kobiety były wciąż elastyczne i magnetycznie przyciągające. ,,Jak to dobrze, że miałem czas na naukę, bo spaliłbym się ze wstydu, gdybym nawet porządnej patelni nie potrafił wylizać!” – pomyślałem ostatnią cząstką świadomości, gdy kolana niemalże same się pode mną ugięły. Zdążyłem otworzyć usta i złapać ramionami uda, zanim moja twarz wylądowała bezwładnie na miękkim podbrzuszu dominy.

Oszołomił mnie zapach. Tylko ktoś nieznający skali mógłby nazwać go mocnym, lecz ktoś, kto wie, jak potrafi pachnieć kobieta, bez wahania powiedziałby, że szefowa zwyczajnie śmierdziała cipką. Wcześniejsze zabawy, podniecenie i przypadłość prawie każdej dojrzałej kobiety stworzyły miksturę, która skrystalizowała się na sklejonych kędzierzawych włosach które zarastały cipkę, wchodziły na uda i kończyły się gdzieś pomiędzy pośladkami. Gorący oddech rozpuścił dawne wilgoci i dołożył świeżą porcję śluzu, który właśnie zaczął wypływać spomiędzy warg. Język wysunął się z ust jakbym nie był człowiekiem, lecz dawno wymarłym drapieżnikiem i w ustach poczułem smak dorównujący zapachowi. Nie wiem, czy erekcja może narastać w nieskończoność, ale mi wydawało się, że nie mam kutasa, lecz kawał odlanego z żelaza drąga. Nie było to przyjemne doznanie. Zamiast przyjemnego mrowienia i ekscytacji, odczuwałem jedynie ból, przeszywający całe podbrzusze ból. Oczy miałem otwarte i mogłem z bliska przyjrzeć się szczegółom. Spomiędzy włosów prześwitywała zaróżowiona skóra a kształt wzgórka stał się bardziej zaokrąglonym i wyraźnie zarysowanym. Wargi cipki rozłożyły się na boki, odsłaniając wejście do zamykającego i otwierającego się na przemian wnętrza. Ta cipka miała budowę właśnie taką, by zadowolić moje poczucie piękna i być może to spowodowało, że przestałem zwracać uwagę na ból, a lizanie, wąchanie, połykanie wypływającej, wilgoci wstrzykiwało w mój krwioobieg kolejne dawki hormonów. Zapragnąłem, by orgazm nigdy się nie pojawił, bym mógł dać się ponieść temu, co robię – najdłużej jak to tylko możliwe. Moja ekstaza brała się z żarłocznego pożerania kobiety. Było to coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem, co mógłbym nazwać bez górnolotności – przeżyciem mistycznym. Wylizanie pupy przestało być granicą niemożliwego. Na szczęście orgazm został wynaleziony właśnie po to, by nie oszaleć. Jej orgazm.

Wstawałem na równe nogi tak samo roztrzęsiony, jak kilkadziesiąt minut temu klękałem. Po mojej erekcji nie było nawet śladu, pomimo tego, że nie mogłem sobie przypomnieć własnego wytrysku. Tam, gdzie do tej pory klęczałem – była teraz kałuża równie błyszcząca w świetle, jak ta, w której niewolnica robiła sobie palcówkę. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Przyjemnie zobaczyć rezultaty wylizania patelni, gdy kobieta powoli wraca z zaświatów. Usiadłem na swoim miejscu i bez pytania nalałem do kieliszków wódkę. Swój wypiłem od razu, nie czekając, aż zrobi to też domina. Wydmuchałem powietrze z ust i nalałem jeszcze raz. Dopiero wtedy popatrzyłem jej w oczy i z moim zwyczajowym uśmiechem powiedziałem:

– Za mój pierwszy taki raz. I za twój orgazm.

Siedziałem wygodnie przy zastawionym przekąskami stole i likwidowałem suchość w gardle jedną po drugiej szklankami coca-coli. Krew zaczynała płynąć spokojniej, serce powracało do spowolnionych uderzeń, a moja zdolność do myślenia stopniowo się poprawiała. Jedynie unoszaca się w pokoju woń przypominała o tym, co działo się tu wcześniej działo. Gdyby nie to, że obie panie i ja byliśmy nadzy, można byłoby pomyśleć, że jest to zwyczajna weekendowa popijawa znajomych z pracy. Wyżłopałem więcej niż  Pani Prezes i alkohol powoli zaczynał wygrywać z hormonami. Zmęczenie, którego wcześniej nie odczuwałem, wróciło teraz ze wzmocnioną siłą. Widzowi, który podgląda, wydawać się może, że lizanie cipki to żaden wysiłek energetyczny, zwłaszcza gdy porówna  je do klasycznego pieprzenia – nawet takiego bardzo, ale to bardzo aksamitnego. Nic bardziej mylnego! Kiedy ten kto liże wkłada w pieszczotę całą znajomość sztuki, całe pragnienie, cały zapał – wówczas energia wyparowuje z człowieka w ekspresowym tempie i tylko hormony pozwalają dotrwać do orgazmu. A ja się starałem. I miałem widza. Była z nami przecież jeszcze sekretarka. I niewolnica w jednej osobie.

Zapomniałem o jej istnieniu, bo musiałem dać językiem i ustami wielki orgazm Szefowej. I chyba dałem, bo nie potrafiłem sobie przypomnieć, czyje dłonie przyciskały moją czaszkę do cipki dominy? Czy była to tylko ona, czy także i niewolnica pomagała mi we właściwym lizaniu, bo wiedziała, co lubi jej pani? Nie mogłem sobie przypomnieć ostatnich minut. Tak, jakbym dopiero co przyszedł, rozebrał się i jakby nigdy nic usiadł do stołu.

Nie podobało mi się to, co zobaczyłem teraz. A była to twarz sekretarki. Nie zwracałem uwagi na to, że jest całkowicie nagą, że epatuje swoją nagością, że przybiera pozy odsłaniające pośladki, zgrabny, choć niewielki biust i cipkę.

Wcześniej sympatyczna buzia, z błyszczącymi oczami i uśmiechniętymi ustami zamieniła się w sztywną, zimną i surową twarz zazdrości. Nie, to nie była zazdrość. Raczej zawiść o to, że mężczyzna dał głęboki orgazm JEJ partnerce, a nie ona! Nie musiała nic mówić – miałem oczy i umiałem z nich korzystać!

Domina również bez uśmiechu spoglądała w swojej wyższości to na mnie, to na niewolnicę. Ona też miała oczy i też umiała z nich zrobić użytek. Tylko ślepiec nie zauważyłby, że napięcie narastało i że za chwilę mógł nastąpić wybuch. Coś musiało się stać, aby uratować to, co jeszcze nadawało się do ratowania. Pozostawiłem ten problem kobietom. Wyszedłem do przedpokoju, sięgnąłem po woreczek z tytoniem i bibułki. W mroku, na wyczucie i pamięć, zrobiłem sobie papierosa. Zdziwiłem się, że mam spokojne dłonie. Wiedziałem, co to może oznaczać. Stałem się spokojny niczym desperat gotowyo jednym gestem wywołać katastrofę. Błysnął ogień zapalniczki, zaciągnąłem się dymem. Red bull szarpnął płucami i rozjaśnił umysł. Znów byłem tylko zwyczajnym elektrykiem i moja nagość zaczęła mi przeszkadzać.

,,Ubiorę się, gdy tylko wrócę do pokoju”, pomyślałem pomiędzy zaciągnięciami.

Z pokoju dobiegł mnie szept, który miał być cichy i dla mnie niesłyszalny:

– Nie gniewaj się już, dobrze? Nic się nie stało złego. Nadal jesteś najlepsza.

Stałem w drzwiach i patrzyłem. Sekretarka siedziała na kolanach pani Prezes i przytulała się do niej, jak zapłakana mała dziewczynka, której zabrano ukochaną lalkę. Domina głaskała ją po włosach, dokładnie tak samo, jak głaskała mnie, gdy klęczałem przed nią z językiem w pochwie. Dotarło do mnie, że jestem tylko epizodem w ich życiu, że puszczą mnie i całą przygodę w niepamięć szybciej, niż zapomina się o niepotrzebnym już bilecie autobusowym. Przez chwilę patrzyłem się jeszcze jak sekretarka wstaje uspokojona w swojej dumie niewolnicy, jak klęka przed swoją panią i jak zaczyna lizać jej cipkę. Nie miałem tu już nic do roboty. Zapomniany papieros poparzył mi palce. Syknąłem z bólu i rzuciłem niedopałek na kafelki podłogi. Wróciłem do pokoju, pozbierałem swoje ubrania nawet nie patrząc na lesbijskie pieszczoty. Sprawdziłem, czy w butelce pozostało jeszcze trochę wódki. Pozostało. Nie przejmowałem się kieliszkiem i wypiłem tą resztkę bez przelewania. Dopiero wtedy ubrałem się i wyszedłem. Czekałem na windę, gdy dobiegły do mnie odgłosy orgazmu. Zjechałem na dół, otworzyłem drzwi wiatrołapu i wyszedłem w noc. Miałem przed sobą długi, bardzo długi spacer. Wsadziłem ręce do kieszeni, rozejrzałem się dookoła, wzruszyłem ramionami i poszedłem przed siebie krokiem pijanego człowieka, który próbuje udawać, że jest całkowicie trzeźwy.

* * *

Wracałem do domu w ciemnościach nocy, rozświetlanych jedynie blaskiem ulicznych latarni na mokrych płytach chodnika. Solidna porcja mocnego alkoholu krążyła razem z  krwią i nie czułem nocnego chłodu, pomimo braku płaszcza albo kurtki. Mijałem kolejne domy, ulice, skrzyżowania tak, jakby ich nie było. Mój umysł zajęty był czymś innym. Myślałem, i to bardzo intensywnie.

Czego się spodziewałeś, Profesor, po podwójnej randce z seksem? Powiedz Profesor, czegoś się spodziewał? Trzęsienia ziemi? Orgii tak głośniej, że zawstydzi samego Kaligulę? Orgazmów tylu, by starczyło na następny rok? Emocji szarpiących zmysłami? Perwersji i wyuzdania niedostępnego dla większości mężczyzn? Spełnienia jednej z największych fantazji? Dlaczego wyszedłeś w połowie Wielkiej Zabawy Twojego Życia? Co ci się w tej łepetynie poprzestawiało, że odrzuciłeś coś, z czego twoi koledzy nie zrezygnowali by nigdy w życiu?

Szedłem przed siebie miarowo, krok za krokiem, jak piechur po kolejnych przemaszerowanych kilometrach, szukając odpowiedzi na coraz więcej, coraz bardziej skomplikowanych pytań. I coraz trudniej było mi je znaleźć. Odbite od elewacji bloków, echem w uszach wracało pytanie: dlaczego? Złapałem się. Ostatnie pytanie powiedziałem głośno, wprost w mrok przede mną. Zatrzymałem się, sprawdziłem gdzie jestem i zrobiłem sobie papierosa. Zasłoniłem ogień zapalniczki gestem podpatrzonym u Bogarta w ,,Wielkim  śnie” i w końcu wydawało mi się, że znajduję odpowiedzi. Tak, jak nagle olśniony prywatny łaps układa wszystkie elementy kryminalnej zagadki w logiczną całość i wskazując palcem złoczyńcę, mówi: – Ty jesteś mordercą!

Zacznijmy jeszcze raz, ale od początku: Po co ci, Profesor, potrzebne są fantazje? Marzysz, by przydarzyło ci się coś wyjątkowo pikantnego, coś spoza zakresu możliwości i podniecasz się na samą myśl o tym. Twoja wyobraźnia, już i tak nieźle popieprzona, zaczyna szaleć na poważnie i podsuwa pod powieki obrazy mogące przestraszyć perwersyjną dziwkę. Masz erekcję. Nie chrzań! Kutas ci stanął, ot co! Wyobrażasz sobie wszystkie te rzeczy, które z taką dziwką robisz. Jesteś coraz bardziej nakręcony. Pojawia się chęć, by stać się jednym wielkim kutasem i tak dogodzić tej, albo tamtej dziwce, żeby do końca życia nie zapomniała! Widzisz nawet jak wygląda, jaką ma twarz, jakie włosy, oczy, piersi, jaki ma brzuch, uda i biodra. Wiesz nawet ile ma lat i jak wyglądają szczegóły jej ciała. Jest idealna, stworzona w myślach kobieta, którą chciałbyś przelatywać od teraz, aż po twój kres. Najlepsza w całym świecie. Pamiętasz ,, Siostrzyczkę”? Pamiętasz. Więc pamiętasz jak Marlowe wszedł do garderoby hollywoodzkiej gwiazdy i zderzył się w drzwiach z dziewczyną z Meksyku? No właśnie. Wyobraźnia. Ta twoja popieprzona wyobraźnia. Dobrześ to sobie wyimaginował. Dokładnie tak, jak chciał autor powieści. Niewiele brakowało, by detektyw wyszedł z formy i rzucił się na dziewczynę z łapami, ustami, palcami i kutasem. Pamiętasz recepcjonistkę w hotelu, w którym powinny być ślady prowadzące do rozwikłania zagadki, która w każdym słowie, w każdym geście sugerowała, że noc wcale nie musi być samotną? Właśnie po to masz wyobraźnię i po to masz fantazje, byś mógł dopisać sobie to, czego Chandler nie raczył napisać. Ale ty możesz, bo już dawno zauważyłeś, że pisze ci się lepiej, gdy twój kutas pulsuje w dżinsach.

Spełniłeś jedną ze swoich fantazji. To, że nie wszystko pasowało do twojego wyobrażeniem, to tylko twoja wina. Skupiłeś się na szczegółach i to one ciebie pokonały. Robiłeś kiedyś zakupy? Robiłeś! Wcale nie zaczynają się, gdy otwierasz drzwi sklepu – zaczynają się wtedy, gdy wpadłeś na pomysł ,,aaaa kupię sobie coś”. Wyobrażasz sobie, na przykład spodnie, że mają taką i taką długość, taką i taką szerokość i taki, a nie inny fason. Idziesz później w miasto, zachodzisz do wszystkich sklepów po kolei i wracasz do domu. Nie ma. Pomimo tego, że w każdym miejscu mogłeś wybierać i przebierać do woli – nie ma. Nie ma i nigdy nie będzie. Bo nikt inny oprócz ciebie nie mieszka w twojej wyobraźni. Jesteś tam tylko ty.  Dlatego uważaj o czym marzysz, ośle dardanelski!

Kiedy więc człowiek jest szczęśliwym? Wtedy, gdy spełnił marzenia, czy wtedy gdy marzy? Czy, nie przypadkiem, wielkie marzenie twojego życia, twoja wielka fantazja, ma większą wartość niż sam czyn? Co czeka na ciebie po przekroczeniu magicznej bariery?

Znam odpowiedź. Podano mi ją na tacy w wersji tak prostej, by nawet mężczyzna zrozumiał. Miałem kilka sekund niewyobrażalnej rozkoszy, kilkadziesiąt minut twardej erekcji, miałem wreszcie swój wielki, wymarzony orgazm. Miałem swój prywatny ,,Wielki sen” A gdzie teraz jestem?

Stałem na wprost szerokiej, dwupasmowej alei opadającej łagodnie w dół, otoczonej z obu stron starymi lipami. Kilka latarni od dawna nie świeciło, a te, które działały wydobyły z nocy jedynie skrzyżowanie i zjazd. Reszta ulicy rozmywała się w perspektywie i ginęła gdzieś w ciemnościach. Nie było widać nic więcej  i tylko światło samotnej lampy kilometr dalej wyglądało jak blask gwiazdy, dla której zabrakło miejsca gdzie indziej. Kciukiem strzeliłem resztką papierosa za siebie i ruszyłem w dół.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Mam dziś przyjemność powitać nowego Autora Najlepszej Erotyki, Louisa Cyphre’a!

Debiutancki tekst Louisa jest obszerny, ale ze wszech miar wart przeczytania. Opowiada o znajomości, która zaczyna się jak biurowy romans, choć z przewrotnym twistem. Bohaterów więcej dzieli niż łączy, wywodzą się z różnych klas społecznych, mają różne miejsca w formalnych i nieformalnych hierarchiach. To, że udaje im się w ogóle nawiązać kontakt już jest zaskoczeniem, a potem przychodzą następne.

Tekst posiada swój unikalny klimat i charakter. Bohaterowie opowiadania nie są wyidealizowani. Zamiast drinków w modnych barach preferują czystą wódkę, nawet bez zagrychy, miewają nadwagę czy zaniedbują modnej w dzisiejszych czasach depilacji. Ich seksualne zbliżenia mają intensywny smak i woń, opisy są naturalistyczne i wyprane z romantyzmu. Szczególnie ciekawą postacią jest Profesor – człowiek pracy fizycznej, mający jednak intelektualne ambicje i refleksyjną naturę, która uwidacznia się szczególnie w ostatnich scenach. Z kolei Pani Prezes i jej sekretarka mogłyby być nieco bardziej rozwinięte, mam wrażenie, że nieco brakuje im głębi i psychologicznego realizmu.

Taka już jednak natura debiutów, że prawie nigdy nie są perfekcyjne. Najważniejsze, by uczyć się na błędach, cudzych i przede wszystkim własnych. Jestem pewien, że Autor obdarzy nas jeszcze wieloma, coraz lepszymi opowieściami – wyczuwam w nim entuzjazm zapalonego bajarza. Będę ich wyglądał z zaciekawieniem, a na razie daję 5 na zachętę 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Ciekawe opowiadanie, podobało mi się jego szorstkość i autentyczność. Nie rozumiem tylko tytułu. Jaki łajdak? Bohater tej historii wydaje się całkiem poczciwym gościem. Mimo fantazji o trojkącie zawija się w chwili, gdy zauważa, że niewolnica dominy nie znajduje przyjemności w tym, co się dzieje. Świadczy to raczej o wysokim poziomie empatii.

Finalnych rozkmin nie zrozumiałem, wydały mi się dodane ciut na siłę. Ale i tak całość dobrze się czyta. Mam nadzieję na więcej takich 'robociarskich’ tekstów na NE.

Nie liczyłbym na teksty ,,nierobociarskie”, bo niemożliwością jest, bym zamienił niebieski kołnierzyk na śnieżnobiały. W moim wieku?
Ale możesz liczyć na szkolną polszczyznę lat osiemdziesiątych, gdzie nie natkniesz się na nowomowę i posunięte do granic groteski eufemizmy.
Moi koledzy w pracy mówią mi dokładnie to samo:
– Nie filozuj (!), Profesor.
Obiecuję. Mniej filozofii, a więcej buduaru.

LouC.

Udany w sumie debiut, przedstawiający niebanalną konfigurację, niebanalną zarówno pod względem obyczajowym, erotycznym jak i społecznym. Kilka naprawdę dobrych scen, z których za najlepszą uznaję dialogi z udziałem barmana. Może trochę zbyt dużo przydługich monologów wewnętrznych bohatera, które rozmywają fabułę. Gdyby udało się przekazać część tych rozważań poprzez dialog albo działanie…
Pozdrawiam i życzę weny.

Muszę się do czegoś przyznać.
Gdy pisałem to opowiadanie, to pisałem je na gwałtownie wyrażoną prośbę mojej ówczesnej partnerki. Wszystkim jest wiadomo, że kobiety nigdy nie proszą, więc nie miałem wyjścia. Pisałem do jej prywatnego użytku, do jej szuflady. Gdzie, nawiasem mówiąc, nadal znajduje się rękopis, pozostawiony jako pamiątka… Nie myślałem nawet, że zdecyduję się na publiczną prezentację. Wysłałem teks z licznymi błędami literowymi i stylistycznymi, taką całkowitą ,,surówkę”, nie zastanawiając się nad wadami. Ku mojemu zaskoczeniu- została zaakceptowaną!
Odebrałem pierwszą lekcję i zapamiętam ją na długo.
A wciąż mi mówiła:
– Mniej Chandlera, Louis, a więcej Mastertona!

Mam wrażenie, że opowiadanie rozgrywa się w nieco odleglejszych czasach, być może w latach 90-tych. Ma taką atmosferę, choć nie mogę uchwycić konkretnych elementów pozwalających określić dokładne lata.

Na pewno ciekawie się czyta, perspektywa narratora (a może i samego autora?) Jest świeża i odmienna od tego, co zwykle spotykamy w opowiadaniach o biurowym romansie.

Skoryguję niewielką pomyłkę czasową- czas opowiadania to rok zerowy. Gratulacje za intuicję, a może za spostrzegawczość? Przecież już dawno nie widzieliśmy porcelanowych ,,korków”.
I kto jeszcze tak mówi?
Tak, to działo się właśnie w tych dziwnych latach, gdy siermiężność socrealu przeplatała się z modernizmem nowego ustroju.
Cieszę się, że świat widziany moimi oczami jest przyjemnością.
Na pytanie o perspektywę autora nie muszę już odpowiadać, prawda?
To ja dziękuję, że mogłem dać przyjemność czytania.
LouC.

Zgadzam się z jednym z przedmówców. Gdzie tu łajdak? Toż to poczciwiec jest i to dość płochliwy 🙂 aż trudno zliczyć ile razy czuje się zaķłopotany flirtami kolejnych biurw!

Był sobie łajdak to wspólny tytuł do cyklu -na wpół wspomnieniowego, na wpół fantazyjnego,- gdzie opisuję kawalerskie życie wtórnego, porozwodowego obiegu. Pomyślałem sobie, że skoro teraz mogę i nikogo przy okazji nie skrzywdzę, to zostanę łajdakiem. Okazało się to wcale nie takie proste, bo jakże być jednocześnie romantykiem i łajdakiem?
Na szczęście jest jeszcze jedno, bardzo trudne do zrozumienia, połączenie romantyka z kimś tam.
Właśnie o tym ,,kimś tam” zamierzam napisać.

LouC.

po pracy przeczytam 🙂

Jak obiecałem, tak zrobiłem.
—————-
Ten, kto wyrzuca niedopałek pod nogi, jest ch… , proszę wybaczyć osobisty komentarz.
Słowo „cipka” wyrzuciłbym w ogóle ze słownika, ale cóż… wielu je lubi, bo mają opory, by użyć słów właściwych.
I tak rozkoszujemy się śmieciami pedofilii w najbardziej niepedofilskich tekstach.
„szefowa zwyczajnie śmierdziała” – niebanalny, wręcz drastyczny komentarz, opis szefowej jako kobiety nieidealnej figury, z lekką otyłością dodaje realizmu fabule.
„buzia, z błyszczącymi oczami i uśmiechniętymi ustami zamieniła się w sztywną, zimną i surową twarz zazdrości”
– ciekawy aspekt przygody, reakcja młodej.
Tu i ówdzie błyskają perełki, które mogą zwiastować geniusz albo dobrą potencjalną jakość pisania co najmniej.
Ale z wielu miejsc zieją fragmenty jakby niedopracowane, rażące, itp.
Stąd rada: pisz Autorze więcej i więcej, doskonal warsztat i z chłodem podchodź do własnej twórczości. Emocje – chłód – emocje – chłód – tak się dochodzi do mistrzostwa.
Uśmiechy,

„Ten, kto wyrzuca niedopałek pod nogi, jest ch… , proszę wybaczyć osobisty komentarz.”

No przecież podtytuł brzmi „Był sobie łajdak” więc czego się spodziewasz? 😉

„Słowo „cipka” wyrzuciłbym w ogóle ze słownika, ale cóż… wielu je lubi, bo mają opory, by użyć słów właściwych.”

Język polski ma tu problem, bo albo zahacza się o infantylność, albo język medyczny, albo o wulgarność. W dodatku nie zawsze ma się pełną swobodę skorzystania z tych trzech dróg, bo jednak ton narzuca ogólny styl i klimat opowiadania.

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz