Nie wnikaj (VBR)  4.62/5 (13)

28 min. czytania

Neil Gaudet, „Couple”, CC BY-NC 2.0

Jeszcze tylko paliwo, choinka zapachowa na lusterko wsteczne, srebrny pakiet na myjni i Fiacik gotowy. Hot-dog rozpuszczał się w ustach, więc pochłonął go w mgnieniu oka, uważając jednak na zdradliwy ketchup. Nie raz zrobił już koszuli nieodwracalną krzywdę. Opony. Kopnął w przednią, raz i drugi. Trzeba by je wymienić na zimę. Zimówki czekają w piwnicy, wystarczy je wytargać, załadować do kufra i podjechać na Mickiewicza do wulkanizatora, ten pewnie weźmie pięć dych, ale na całą zimę spokój. Kiedyś zastanawiał się nad wielosezonowymi, jednak mechanik na przeglądzie mu je odradził. Pozorna oszczędność – tłumaczył – i bezpieczeństwo mniejsze, jak coś jest do wszystkiego, to do niczego.

Spojrzał na zegarek. W domu miał być około siedemnastej, zostały więc jeszcze dwie godziny, naszła go ogromna ochota na kawę.

Baristka była niskiego wzrostu, miała miłą twarz i była bardzo uprzejma.

– Twoje imię? – zapytała.

– Paweł – odpowiedział wolno, nisko i wyraźnie, patrząc jej głęboko w oczy, jakby chodziło o coś więcej niż tylko kubek gorącego napoju.

Baristka zapisała imię na plastikowym kubku i z uśmiechem przystąpiła do parzenia. Miała firmowy fartuszek, czarne włosy spięte z tyłu, poruszała się żwawo i energicznie, przyjemnie było na nią patrzeć, ale Paweł odwrócił się w stronę okien. Właśnie wyszło słońce i granatowa Multipla cudownie błyszczała na tle złocistych liści nieuchronnie nadchodzącej jesieni. Karoserią zainteresowała się sroka, niespodziewanie wylądowała na dachu i przez chwilę przechadzała w pobliżu błyszczącego refleksu słońca, po czym postanowiła gwałtownie go wydziobać. Paweł wyskoczył z kawiarni i odpędził ptaka, ten jednak nie dawał za wygraną. Mężczyzna jeszcze dwa razy musiał wychodzić, by ostatecznie zniechęcić natrętne ptaszysko. Na szczęście lakier wytrzymał.

Kawa była wyborna. Siedział przy stoliku, wpatrując się w swój rodzinny samochód i myślał o Emilii. Niebawem kolejna rocznica, drewniana, wypada zaplanować przemiły wieczór w restauracji, była już włoska, była chińska, a na pierwszą i drugą pojechali nawet na wycieczkę za granicę. Zmrużył oczy, przypominając sobie, jak leniuchowali pod palmami, a wieczorami zdobywali szczyty w hotelowych pokojach. Cóż za czas! Choć i teraz nie ma co narzekać. Emilia była jego pierwszą i jedyną kochanką, on dla niej również był pierwszym. Dogadywali się, sprawiedliwie dzielili obowiązkami, dogadzali sobie w łóżku, po prostu stworzona dla siebie para młodych ludzi.

Sięgnął ręką do kieszeni, wydobył napisaną przez Emilię listę zakupów. Wpatrywał się przez chwilę w odręczne pismo, każda z liter była postawiona z niebywałą starannością, co typowe dla Emilii, starannej i dokładnej we wszystkim. Bardzo mu to odpowiadało, wysoko cenił uporządkowanie i nienawidził zmian, nawet tych, które z pozoru wyglądały na lepsze.

Lista zawierała sześć pozycji, wszystkie znajdowały się już w narożniku bagażnika ich rodzinnego vana. Zauważył, że na liście zabrakło słodyczy, Emilia je uwielbiała. Pomyślał, że dobrze byłoby je kupić i podarować żonie wieczorem, od tak, bez okazji.

Dopił kawę i podszedł do kasy kupić batonika. Baristka znowu się do niego uśmiechnęła, on jednak w żaden sposób na to nie zareagował. Gdyby był tu z Emilią również nie pozwoliłby sobie na szafowanie pseudoniewinnymi wyrazami twarzy. Baristka mu się podobała, ale potrzeba bycia w porządku przeważyła.

Obszedł samochód, oglądając go szczegółowo ze wszystkich stron. Kopnął jeszcze dwa razy w oponę i zadowolony ze stanu auta wsiadł do środka. Uderzyła go woń choinki, która zakołysało się pod wpływem ciężaru. Sięgnął ręką po portfel i wydobył z niego fotografię Emilii. Uwielbiał na nią patrzeć, na jej smukłą seksowną sylwetkę, której kształt przyciągał wzrok i wyostrzał apetyt. Zastanawiał się przez chwilę, czy w tym właśnie momencie Emilia nie ogląda jego podobizny, którą również nosiła w torebce. Coś na zasadzie połączonych umysłów. Ogromna jest siła miłości – mruknął do siebie i chwycił za telefon, by sprawdzić, czy przeczucie go nie myli, nie zadzwonił jednak, zdając sobie w porę sprawę, że popsułby niespodziankę, przecież powinien być jeszcze w pracy.

Właśnie miał uruchamiać silnik, kiedy drzwi kawiarni otwarły się i wyszła baristka. Najwyraźniej w międzyczasie skończyła zmianę – pomyślał. Ubrana była teraz w biały płaszcz, spod którego czarne niczym bezgwiezdna noc pończochy ciągnęły się zgrabnymi nogami w dół, by utonąć w gustownie dobranych, jasnych kozaczkach ze skóry.

Zupełnie ktoś inny – pomyślał, wciąż nie uruchamiając silnika. Dziewczyna wyszła przed kawiarnię i rozglądała się chwilę, jakby na kogoś czekała.

Paweł znieruchomiał. Z niezrozumiałego powodu chciał pozostać niezauważony. Dziewczynę schwytał w chłodne objęcia jesienny wiatr, chmura kolorowych liści przysłoniła ją na moment i zdawała się wkoło niej tańczyć. Zapięła płaszcz i odwróciła się tyłem do wiatru, by zapalić papierosa. Po chwili zauważyła, że ma rozpięty pasek od lewego kozaka, więc postawiła stopę na murku i sięgnęła, by go zapiąć. Paweł wbił spojrzenie w czerń jej pończoch. Miała doskonałe nogi, niezwykle zgrabne uda dobrze komponowały się z łydkami. Poczuł ukłucie zazdrości. Proporcje były równie doskonałe, jak u Emilii, a może nawet lepsze, gdyby tylko była nieco wyższa… Tu w zamkniętej przestrzeni Multipli poczuł się bezkarny. Nie odrywając wzroku od dziewczyny, wsunął dłoń w spodnie.

Po chwili wyszarpnął ją i uderzył się w twarz, raz i drugi.

Dziewczyna wciąż paliła, samotna, szarpana przez niecierpliwe powiewy jesieni.

Samochód zaskoczył za pierwszym razem. Paweł wrzucił bieg i puścił sprzęgło. Multipla ruszyła z miejsca i wyjechała na ulicę. Dziewczyna zerknęła w jego kierunku. Nie uśmiechał się. Wyjechał na drogę szybkiego ruchu i przyspieszył. Był zły na siebie, niemal zdradził Emilię. Nie zdarzało mu się to często, pamiętał zaledwie kilka takich przypadków, zawsze czuł się po tym okropnie. Nigdy nie powiedział o tym żonie, ale właściwie nie wiedział, co w niego wstępowało. Na co dzień poważny i odpowiedzialny, stawał się czasem napalonym podlotkiem. Co by zrobił, gdyby dziewczyna wsiadła do samochodu i położyła dłoń na jego kroczu? Jak w takiej sytuacji by sobie poradził? Czy by odmówił? Na samą myśl wstrząsnął nim dreszcz. Po takim zdarzeniu musiałby wszystko opowiedzieć żonie, a wtedy… wtedy… straciłby ją na zawsze. Nie! Sama myśl wyciskała łzy. Nigdy by jej nie zdradził, to tylko głupie pokusy, każdy je ma, Emilia na pewno też. Wystarczy je zwalczać, jedną po drugiej, a z tym sobie jakoś radzi, raz lepiej, raz gorzej, w każdym razie nigdy jeszcze tego nie wyszedł poza strefę marzeń.

Zaparkował samochód pod domem, zaryzykował, że Emilia zobaczy go z kuchennego okna, ale przez tę sytuację z baristką zupełnie zapomniał o niespodziance.

Na szczęście nie było jej w kuchni. Pewnie słuchała muzyki w salonie albo oglądała Netflixa.

Wniósł torbę z zakupami do przedpokoju, cicho otwierając drzwi. Następnie zsunął buty i wydobył z zakupów batonika, sięgnął do szuflady i zawiązał na nim kokardę z czerwonej wstążki. Proszę, jak ładnie wyszło – uśmiechnął się sam do siebie. Zgodnie z tym co zauważył, Emilii nie było w kuchni. Ukrył batonik za plecami i cicho, na palcach, udał się do salonu.

Siedziała, właściwie niemal leżała na kanapie zapatrzona w ekran swojego macbooka. Przykryta swoim ulubionym zielonym kocem, ze słuchawkami w uszach, zdawała się nieobecna. Zachwycał się przez chwilę jej skupieniem. Na co dzień żywa i energiczna, w łóżku bardzo dynamiczna, a teraz? Teraz, cudownie spokojna, nieruchoma, z palcem wskazującym na ustach, była pochłonięta tym, co oglądała.

Paweł zaszedł ją od tyłu, zbliżył się, pochylił i zerknął na ekran.

Najpierw zrobiło mu się gorąco, właściwie to krew w nim zawrzała, oblała go fala niezrozumiałego wstydu pomieszanego z równie dziwnym lękiem, jak gdyby rozpalone żelazo zetknęło się z jego czołem. Cofnął się gwałtownie, aż stracił równowagę i wylądował na plecach.

Od tej gwałtowności Emilia poderwała się z kanapy, słuchawki wypadły jej z uszu, laptop zamknął się z trzaskiem. Ujrzawszy Pawła, opadła z powrotem na siedzenie i zamknęła oczy, ciężko oddychając.

 – Co to było? Co oglądałaś?

Przez chwilę słyszał tylko przyspieszony oddech żony, jej piersi szybko podnosiły i opuszczały materiał porannika, w który była odziana. Myśli Pawła krążyły wokół tego co zobaczył, nie potrafił się jednak skupić na żadnej konkretnie, nie mógł zrozumieć sensu sytuacji, w której się nagle znalazł.

– Chcesz mnie zabić? – odezwała się w końcu, gdy uspokoiła się na tyle, by móc normalnie mówić. – Nigdy więcej tak mnie nie strasz. Słyszysz? Nigdy. Myślałam, że jesteś w pracy, nie powinno cię tutaj być, myślałem, że dom jest pusty.

– Chciałem ci sprawić niespodziankę.

– No to ci się udało.

– Co oglądałaś? Dlaczego na to patrzyłaś?

– Coś mnie tu ukłuło. – Wskazała na pierś. – Może to zawał?

– Nie bądź głupia, zawału to prawie ja dostałem.

– Niby czemu?

Nawet na niego nie spojrzała.

– Po tym, co zobaczyłem.

– A co takiego zobaczyłeś?

– No te golizny, dlaczego to oglądałaś, a może ty jesteś… o Boże…

– Co jestem? Coś się tak zakręcił?

– No to co to było?

– Jak to co?

Wreszcie na niego spojrzała.

– Porno.

– Porno?

– Tak, zwykłe porno, ty nie oglądasz?

– Co? Ja? Nie, nigdy… no może kiedyś, zanim poznałem ciebie, później już mi wystarczałaś.

– Ty mi też wystarczasz, ale nie o to chodzi, porno to porno i już. Ogląda się… dla samego oglądania, z ciekawości i dla przyjemności.

Popatrzył na czerwień wypieków, które zdobiły jej policzki i czuł się coraz gorzej.

– Patrzyłaś i robiłaś sobie dobrze?

– Paweł, o co ci chodzi, miałeś dziś gorszy dzień czy co?

– Chodzi o to, że… oglądałaś inne laski.

– No i?

– Jesteś lesbą?

– Masz coś przeciw lesbom?

– Ja pierdolę…

– Weź wrzuć na luz, człowieku, wiesz ile facetów ogląda lesby? Myślisz, że są gejami?

– Z kobietami jest inaczej.

– A to niby czemu?

Nie wiedział czemu. Tak mu się po prostu wydawało i już. Patrzył na nią i nie wiedział, co ma myśleć. Byli ze sobą już prawie siedem lat, jak mógł tego nie zauważyć?

– Jesteś bi?

– Nie rozśmieszaj mnie.

– Co mam więc myśleć?

– Nic – odpowiedziała bez zastanowienia i wstała z rozkoszą, rozprostowując plecy. Przeciągnęła się jak kot i dodała: – Po prostu nie wnikaj.

Nie wnikaj – powtórzył w myślach – dobrze ci mówić, ciekawe co byś sobie pomyślała, gdybym siedział i oglądał pieszczących się mężczyzn.

Ta myśl była tak abstrakcyjna, że aż się wzdrygnął.

– Idę się kąpać – oznajmiła Emilia. – Jak chcesz, w wannie jest miejsce dla dwojga.

Puściła oko.

Nie odezwał się, wrócił do przedpokoju, schował batonik do kieszeni kurtki i rozpakował zakupy.

Postanowił odmówić. Nigdy wcześniej nie pozwolił sobie na luksus niewykorzystania szansy na zbliżenie, szczególnie jeżeli Emilia zapraszała. Chciał pokazać, że zrobiła źle.

– Włączyłaś to dziś pierwszy raz, tak? Z ciekawości? – odezwał się spod drzwi łazienki.

Czekał cierpliwie na odpowiedź, wsłuchując się w szum napuszczanej wody.

 – Właściwie to oglądam od dawna, nawet mam swoje ulubione aktorki. Czasami oglądam też duety damsko-męskie, żebyś sobie nie myślał.

Milczał. Szum wody uspokajał, był lepszy niż setka słów z ust drugiego człowieka.

Kąpała się długo, wciąż dolewając gorącej wody, w końcu wyszła. Rozczulił ją widok męża siedzącego pod drzwiami, usiadła więc przy nim, przez chwilę chciała go objąć i przytulić, ale tak rozżalonego jeszcze go nie widziała, więc postanowiła na razie tego nie robić.

– Porozmawiajmy szczerze, okej? – zaproponowała.

Kiwnął głową.

– Co czujesz? – zapytała.

– Nie wnikaj.

– Mieliśmy rozmawiać, pamiętasz?

– Czy ty mnie zdradzasz?

– Czujesz się zdradzany?

– A to się czuje?

– Nie wiem, ja nie czuję.

– A ja tak – odparł, nie patrząc jej w oczy, bo przypomniał sobie dzisiejszą sytuację z baristką.

Przyszło mu nagle do głowy, że musi zareagować stanowczo, bo jeśli tego nie zrobi, ona może zacząć go podejrzewać. Winnemu chyba łatwiej przebaczać. Nie może tak łatwo zapomnieć, musi czuć złość, musi reagować.

– Prawda jest taka – westchnęła, ale zebrała się w sobie i ciągnęła dalej – że mam różne fantazje i pomysły, których nie realizujemy, bo… głupio jest mi o to ciebie zapytać.

– Głupio? Ale dlaczego?

–  Nie wiem, może dlatego, że jesteś po prostu, jaki jesteś.

– Jaki?

– Taki… normalny… uporządkowany.

Zasępił się.

– Nie sądziłem, że to ci przeszkadza.

– W zasadzie nie przeszkadza, tylko czasami.

– Kiedy?

– Kiedy na przykład mam ochotę się kochać w centrum handlowym.

– Gdzie?

– W centrum, na przykład w H&M, w przymierzalni. Pamiętasz jak kupowałam ciuchy i ostatnio wymieniałeś mi numer?

– Pamiętam.

– Podawałeś mi bluzkę za kotarą, starając się nie patrzeć, dlaczego?

– Nie wiem, przebierałaś się… nie miałaś stanika.

– Tyle razy widziałeś mnie bez ubrania i nagle zaczęło ci to przeszkadzać?

– Nie, nie o to chodzi?

– A o co?

– Nie wiem.

– A ja wiem – odpowiedziała, patrząc mu w oczy. – Dla ciebie seks to łóżko, twoja ulubiona kołdra w renifery, truskawkowe kondomy i paczka chusteczek po. A ja?.. Ja się w tym duszę. Nie wiem, czy pamiętasz, mówiłam o tym wielokrotnie, ale nienawidzę robić dwa razy tej samej rzeczy w ten sam sposób. Widzisz, do pracy jeżdżę różnymi drogami, mam kilkanaście par butów, niektóre niewiele się od siebie różnią, ale są inne. Mam pełną szafę ciuchów, co dwa miesiące zmieniam fryzurę, wciąż budzę się nowa i na nową się robię, inaczej wyglądam, zachowuję się również inaczej, zmiany mnie kręcą, napędzają, sprawiają, że otwieram się na nowe, nie fiksuję się na rzeczach, które mogłyby mnie pochłonąć na zawsze, sprawić, że straciłabym zainteresowanie odmiennością, której wcześniej nie doświadczyłam. Tak samo jest z seksem, rozumiesz? To niczym się nie różni. Tyle, że jestem w porządku, nie spotykam się z innymi facetami, ale chciałabym, by z tobą było inaczej. Zrozum mnie.

Patrzył na jej oczy, na ruchliwe usta. Mówiła i mówiła. Musiał wszystko przemyśleć, przeanalizować. Nic na szybko, żadne decyzje nie mogły zapaść tu i teraz. Tyle się już nauczył: decyzje podjęte natychmiast, rzadko bywały celne. To się nazywało odpowiedzialność. On był odpowiedzialny, a ona… chyba można było ją nazwać lekkomyślną, jej beztroskie podejście do tych rzeczy było co najmniej zastanawiające. Ta sfera jest bardzo ważna dla każdego małżeństwa, nie można do niej podchodzić nonszalancko. Jeżeli jemu Emilia przestałaby odpowiadać z jakiegokolwiek powodu, nie usiadłby przed porno, tylko z nią porozmawiał.

Nagle przypomniał sobie baristkę i te kilka innych dziewczyn, którymi w tajemnicy przed wszystkimi onanizował się, wyobrażając sobie nic innego, jak właśnie to, że zdradza z nimi żonę. Jego niezachwiane dotąd poczucie krzywdy ukłuło boleśnie i sprawiło, że się zawahał, co z kolei Emilia bezbłędnie odczytała i uśmiechnęła się.

– Spróbujmy, okej?

– Spróbujmy – zgodził się cicho, ale sam za bardzo nie wiedział na co, postanowił jednak coś wynegocjować, coś, co mu nie dawało spokoju. – Pod jednym warunkiem.

– Jakim?

– Że przestaniesz już oglądać.

– Zgodzisz się poeksperymentować?

– Eksperymentujemy, ale bez porno.

– Stoi.

Uścisnęli sobie dłonie, następnie pocałowała go w usta. Nie potrafił tego sobie wytłumaczyć, ale czuł smak baristki, taki przesycony dobrą kawą, a Emilia przecież wcale kawy nie piła.

– Co tobie? – zauważyła, że coś go zaskoczyło.

– Nic, nie wnikaj – odparł pospiesznie i wytarł spocone dłonie w spodnie.

W drzwiach wejściowych zazgrzytał klucz w zamku.

– Ta, wie kiedy wrócić – mruknął Paweł.

– Czołem małżeństwo – rzuciła młoda, niska, energiczna blondynka.

– Cześć – odpowiedziała Emilia.

– Co wy tacy posępni? – zawisła przez chwilę na ich niewyraźnych twarzach. – Rozwodzicie się?

– Kto wie – podjęła Emilia. – Paweł się właśnie dowiedział, że go zdradzam.

Zrobiło się cicho na dobre pięć sekund, później młoda wybuchła śmiechem.

– Dobre! Pawełku, jak będziesz taki spokojny, to kto wie.

– Spokojny? – zapytał z niechęcią, czując, że siostra bierze już stronę Emilii. Kobieca solidarność, jeszcze nie wie o co chodzi, a już stoi za nią murem.

– Taki bezpłciowy.

– Bezpłciowy? – zdziwił się.

– Nieważne. – Blondyna podskoczyła w miejscu, odtańczyła jakiś niespokojny taniec, którego na bank nauczyła się z Tik Toka i dodała: – Zróbcie razem coś szalonego.

– Szalonego? – zdziwił się Paweł. – Co masz na myśli?

– Ona ci powie – odparła, puściła oko do Emilii, wykonała piruet z wyrzutem rąk i zniknęła w swoim pokoju.

– Nie ma pojęcia o czym mówi – mruknął Paweł.

– Wręcz przeciwnie – odezwała się Emilia – doskonale wie, co mówi i ma rację.

– Ona ciągle jest z tym Borysem?

– Tak, a czemu?

– Bo wróżę im szczęśliwą przyszłość.

– Ja jestem szczęśliwy – mruknął niewyraźnie po chwili milczenia, podczas której obserwował jak przygląda się swojemu kosmykowi włosów.

– Bardzo się cieszę – odpowiedziała. – Pora więc teraz popracować nade mną. Zabierzesz mnie do Arkadii? Chciałabym kupić bluzę.

– Na takie szaleństwo się piszę. – Uśmiechnął się zadowolony.

*

Kiedy Multipla wtoczyła się wolno do przestronnych czeluści hali garażowej Centrum Handlowego Arkadii, jedno spojrzenie wystarczyło, żeby dojrzeć niemal pusty parking.

Weszli w korytarze, gdzie zwykle mijały się w tłumy anonimowych zakupokrążców.

Najpierw Emilia pociągnęła Pawła przed sklep z militariami. Choć ten niczego nigdy tam nie kupował, zwykle od zgłębiania ciemnozielonych i brązowawych zawartości półek wystawowych poprawiał mu się humor. W końcu zauważyła, że idzie żwawiej i ciekawie rozgląda się na boki, wtedy zaciągnęła go do Carrefoura.

– Myślałem, że na szaleństwo wybierzesz jakiś markowy ciuch – odezwał się, kiedy weszli na teren francuskiego supermarketu.

– Chcę poszaleć, a nie nas zrujnować.

W dziale ubrań poprowadziła go do przebieralni.

– To będzie nasza, wejdź i poczekaj, zaraz wrócę.

– Tu raczej kolejek nie będzie…

– Rób, co mówię, teraz ja rządzę, pamiętasz?

Kiwnął głową, że pamięta, westchnął przeciągle, wywrócił oczami i usiadł na mikroskopijnej ławce przy lustrze.

Po chwili wróciła z kilkoma wieszakami z sukienkami, bluzami i spodniami.

– Rozbieraj się – rzuciła i zaczęła zdejmować przyniesione ubrania z wieszaka.

Paweł ani drgnął.

– Co z tobą? – Zauważyła, że nie zrozumiał.

– Ja?

– A kto? Szalejemy, już zapomniałeś?

Zsunął bluzę i podkoszulek.

– Dalej, dalej! – Zaczęła się niecierpliwić. – Jeansy i slipy.

Patrzył na nią przerażony, ale gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, posłusznie zsunął ubranie i zasłaniając się rękoma, stanął przed nią nago.

– Pierwszy raz widzę cię naraz z dwóch stron jednocześnie – powiedziała z przekąsem, wpatrując się w lustro.

– Weź przestań – szepnął. –  Ktoś tu może wejść.

– Nie może, widzisz? Jako jedyni jesteśmy zasłonięci, a jest z dziesięć wolnych kabin, dlaczego mieliby wejść akurat tutaj?

– Nie wiem – wzruszył ramionami.

– Dobra, dobra… nie filozofuj, tylko bądź mężczyzną, zakładaj. – Podała mu sukienkę.

Jej spojrzenie mówiło wszystko. Posłusznie ją założył.

– Idealnie – szepnęła, oglądając go ze wszystkich stron. – Bardzo mi się podobasz.

– Wyglądam jak kretyn.

– Nieprawda, nie znasz się.

– Mogłaś się chociaż zgodzić na majtki.

– Nie będę ci potrzebne.

Czuł się źle. Stał przed nią bardziej niż nagi i bał się spojrzeć w lustro, by nie uciec, skazując małżonkę na kolejne sesje z nieograniczonymi zasobami internetowego porno.

Skoro jej się podoba, wytrzyma. Nie takie rzeczy…

– Teraz będziemy się kochać – powiedziała całkiem poważnie i ściągnęła spodnie.

Spokojnie… tylko nie panikuj – powtarzał w myślach, jednocześnie przekonując się, że kotara szczelnie ich zakrywa i że nikt nie odważy się zajrzeć.

– Co z tobą?

Pracowała dłonią bez wytchnienia i w normalnych okolicznościach, już dawno byłby gotowy.

– To się nie uda. – Napinał się mimo woli, ledwo panując nad atakiem paniki.

Jeżeli ktoś tu wejdzie, ktoś zobaczy…

– Dosyć tego! – Pchnęła go na ławeczkę. – Zamknij oczy – rozkazała.

Posłuchał.

Przesuwała ciepłą dłonią po napiętych mięśniach brzucha, całując uda i badając palcami drugiej ręki pachwiny, niby przypadkiem dotykając miejsc wrażliwszych. Naturalny szum dyskontu oraz zamknięte powieki, uśpiły jego czujność. Nawet nie zauważył, kiedy przeszła do konkretów.

– No… – ucieszyła się – teraz dopiero zrobi się miło.

Pociągnęła go za rękę, podnosząc z ławki, a sama postawiła na niej stopę.

– Choć tu – zażądała, przyciągając go do siebie.

Jak zauważył, była już bardzo wilgotna.

Do samochodu wracał na miękkich nogach. Nigdy jeszcze nie próbował równie szybko dojść, doprowadzając do tego, że oczekiwanie na ten moment, tak bardzo się wydłużyło. Emilia była w doskonałym humorze. Dostała wypieków, które wcale nie schodziły jej z twarzy. Kilku przypadkowo mijanych mężczyzn obejrzało się za nią, co nie uszło jego uwadze. Musiał w niej wzbudzić coś, czym wprost emanowała.

– Boże… mam nadzieję, że nie mieli tam kamer – wypalił nagle, gdy siedzieli już w Multipli.

– Zwariowałeś? W przebieralni kamery? Ciapciusiu, daj już spokój.

– Nie nazywaj mnie tak – warknął.

Popatrzyła na niego tymi rozpalonymi oczyma i kiwnęła głową.

– Masz rację, dziś zdecydowanie nie jesteś Ciapciusiem, zachowałeś się jak mężczyzna. Półtorej godziny ostrego dymanka, to nam się wcześniej nie zdarzyło, co?

Nie odpowiedział. Nogi miał jak z waty, ledwo mógł z odpowiednim wyczuciem manipulować pedałami. Przy wyjeżdżaniu z żelbetowej konstrukcji podziemnego garażu omal nie wbił fiacika w słup podtrzymujący strop. Pisk opon gwałtownie zatrzymującej się Multipli nieznośnie długo niósł się echem po rozległej hali garażowej.

– Kochanie, uważaj – powiedziała, kładąc mu dłoń na kolanie. – Dziś było dobrze, naprawdę – podkreśliła.

*

Kolejne dni upływały im we względnej normalności, praca, dom, dom, praca. Wieczorami oglądali nowe filmy na Netflixie, a po seansach kochali się czule i delikatnie, dokładnie tak, jak lubił. Czasami, gdy zgasili światło, Emilia prosiła by przejmował inicjatywę.

– Mów, co mam robić, zrobię wszystko, czego pragniesz, rozkazuj mi, wymagaj ode mnie – szeptała, nie kładąc się wcale w łóżku, tylko klękając przy jego stopach.

Czasem mówiła:

– Byłam niegrzeczna, zasłużyłam na karę, ukarz mnie, ukarz mnie mocno.

On wtedy schylał się do niej, podnosił ją, brał na ręce, układał na łóżku i odpowiadał:

– Moim życzeniem, jest sprawiać ci przyjemność. Będę cię głaskać i całować, a ty musisz to znieść dzielnie.

Nawet nie wiedział, jakie jej tym zadawał cierpienie.

Pod koniec czerwca Emilia wróciła z bombową wiadomością.

– Paweł słuchaj. Znajomy mojego ojca pan Sylwek sprzedaje swoją Hondę CRX, uwielbiam to auto.

– Który rocznik?

– Dziewięćdziesiąty.

– Nie jest czasem trzydrzwiowa? – zapytał posępnie.

– Tak, jest przepiękna, zawadiacka i idealna dla nas. Moglibyśmy sprzedać fiata i kupić tego japońca z pazurem.

Paweł wzdrygnął się.

– Dopiero co wymieniłem w Multipli wahacze, a taka Honda to dopiero mogą być wydatki.

– Co ty opowiadasz! – oburzyła się. – Nie znasz pana Sylwka, dbał o auto jak nikt. Padniesz jak je zobaczysz.

– Zobaczę?

– Jesteśmy umówieni na oględziny.

– Nieźle się porządziłaś.

– Przecież to tylko oględziny, do niczego nie zobowiązują.

– Na szczęście.

Zapadła dłuższa chwila milczenia.

– A co jest z Patrycją?

– A co ma być?

– Dawno jej nie widziałam, wyprowadziła się?

– Poznała jakiegoś Marcepana.

– Kogo?

– Nie wiem, tak na niego mówiła. Podejrzany typek.

– Dlaczego podejrzany?

– Taki luzak jakiś, zupełnie inny niż Borys.

– Przecież mówiłeś, że Borys tu luzak.

– Ten jest jeszcze większy.

– Marcepan – zamyśliła się.

– Musimy się z nimi spotkać, powinniśmy wiedzieć z kim sypia twoja siostra.

– Myślisz, że sypia z nim? – zapytał zaskoczony.

Spojrzała na niego i niemal wybuchła śmiechem.

– Oczywiście, uważam, że testuje różne rozwiązania, w końcu taki wiek.

Paweł zmarszczył czoło, przyciągnął brwi ku sobie.

– A ty?

– Co ja?

– Też testowałaś w tym wieku różne opcje?

– To moja sprawa, nie sądzisz?

Nie odpowiedział. Nie był pewien, co sądzić. Nigdy nie myślał, że Emila mogła wcześniej, zanim się poznali, z innymi chłopakami… nie, to było nie do pomyślenia, a jednak to zrobił i myśl ta, natrętnie powracająca, prześladowała go, nie pozwalając tej nocy spokojnie usnąć. Męczył się i wiercił, nie uspokajał go nawet równy oddech śpiącej niewinnie Emilii.

Marcepan rzeczywiście okazał się wielkim luzakiem, a co gorsza, Patrycja starała mu się dorównać. Oboje wprawiali w zakłopotanie Pawła, migdaląc się podczas wspólnej kolacji. Języki kręciły im się jak młynki, ślina połyskiwała na mlecznej bieli zębów. Emilia natomiast zachowywała się, jakby wcale jej to nie wadziło  i pierwszorzędnie bawiła się w ich towarzystwie.

Marcepan był wysokim, mocno zbudowanym mężczyzną, z wiecznie roześmianym, beztroskim obliczem.

Śmieje się jak głupi do sera – myślał Paweł.

Po godzinie rozmów i chichotów nowy chłopak Patrycji bardzo spodobał się Emilii. Rozmawiali jak starzy przyjaciele, którzy spotkali się po latach rozłąki. Głównym tematem była piłka, muzyka i motoryzacja, a Marcepan oczywiście na wszystkim się znał najlepiej.

Paweł sprzeciwił się dopiero, gdy padło pytanie o najbrzydsze auto świata.

– Chłopie… naprawdę masz Multiplę? – Gość z początku myślał, że dziewczyny robią sobie z niego jaja, ale kiedy zapewniły go, że to najszczersza prawda, znieruchomiał i z nieudawanym nabożeństwem patrzył to na Pawła, to na Emilię.

– Zawsze chciałem poznać ludzi, którzy kupują takie auto.

– Nie patrz tak na mnie – wtrąciła się szybko Emilia. – To jego samochód, ja chciałam Hondę CRX, ale nie przetłumaczysz.

Kiedy padła nazwa legendarnego modelu Hondy, Marcepan podniósł wysoko dłoń i przybił piątkę Emilii.

– Zuch dziewczyna. Wiesz co dobre.

– A jak – Emilia puściła oko do Marcepana, a ten niby od niechcenia klepnął ją w udo.

Nie uszło to uwagi Pawła, ale co miał zrobić? Nie zrobił nic. Przestał się odzywać i reagować na marcepanowe zaczepki.

*

W sobotę Paweł z Emilią poszli do kina. Mieli ustalone z góry minimum jedno wyjście miesięcznie i trzymali się tej żelaznej reguły, choćby nie wiem co. Przed południem na sali siedziało zaledwie kilka osób. Gdy zgasły światła i rozpoczął się seans, Paweł objął żonę, chcąc, by poczuła się kochana, ta pochyliła się w jego kierunku i szepnęła:

– Zrobić ci laskę?

Jak? Tutaj? Rozejrzał się. Siedzieli w przedostatnim rzędzie, jedyne miejsca zajęte w sali były dość nisko. Myślał, myślał intensywnie, wpatrując się w listopadowy deszcz, który skrapiał ulice San Francisco i głównego bohatera, przemierzającego mokre jezdnie od krawężnika do krawężnika.

Emilia nie doczekawszy się odpowiedzi, rozpięła mu spodnie i zabrała się do dzieła, pochylając nad jego kroczem. Trochę jej zajęło, zanim Paweł zaczął reagować na dotyk.

 Bohater spotkał antagonistę, a właściwie kilku, którym najwyraźniej nie spodobał się jego wygląd, a może ubiór, w każdym razie wyrazili swoje zdanie za pomocą niewybrednych uwag, na które ten nie reagował, a nie ma gorszej obelgi dla adwersarza, niż ignorowanie jego wysiłków zaczepnych. Właśnie wtedy, kiedy Pawłowi zaczęło się robić ciepło tam na dole, rozbili bohaterowi nos, krwawił obficie z rozciętej wargi i szkarłatne krople… Co za pomysł, żeby kałuże były tak czyste… Hollywood – pomyślał – same kłamstwa.

– Odpręż się – podniosła się na chwilę.

– Nic z tego nie będzie – odparł.

– Nie bój się o spodnie, wszystko połknę. – Była rozbrajająco szczera, a on nawet nie pomyślał o ubraniach, dopiero teraz, gdy wyobraził sobie plamy na spodniach, jej bluzce i fotelu, odechciało mu się wszystkiego.

Bohater dotarł do parku, tam położył się na ławce z zamiarem spokojnego odejścia. Przeszkodziła mu w tym przypadkowa biegaczka. Ubrana w przylegający strój, mokra od deszczu i potu, mogłaby się nawet wydać atrakcyjna, zupełnie jednak nie odebrał takiego przekazu. Jego żona, którą przecież ubóstwiał ponad wszystko, trzymała mu penisa między zębami, jeżeli coś pójdzie nie tak…

– Coś jest nie tak – powiedziała, prostując się na fotelu. – Nie wiem, albo jesteś mega spięty, albo nie wiem co. – Pomacała się po twarzy. – Żuchwa mnie już boli, spróbuję ręką, okej?

– Nie – zaprotestował. – Mam dość.

Wychodząc Emilia zwróciła uwagę, że nie ma pojęcia, o czym był film.

– Wcale mnie to nie dziwi – odparł Paweł.

Nim opuścili salę kinową, obsługa zdążyła chwycić za miotły i wyczyścić pierwsze rzędy. Jeden pracownik sprzątał prawą, a drugi lewą stronę siedzeń.

 – Sergiusz… – odezwał się ten po prawej.

Zagadnięty odwrócił się do wołającego i kiwnął podbródkiem, co znaczyło mniej więcej: wal śmiało, słucham.

Tamten spojrzał na przechodzącą właśnie Emilię i powiedział:

– Chcesz dla odmiany potrzymać coś twardego?

Sergiusz wyszczerzył się, ukazując wszystkie zęby i wrócił do sprzątania, ukrywając twarz, ale widać było, że trzęsie się cały ze śmiechu.

Emilia zrobiła się czerwona. Paweł musiał coś zrobić.

– Ej ty… daruj sobie takie uwagi. – Nawet nie wiedział kiedy chwycił obsługującego za koszulę.

– Koleś. – Zachwiał się dowcipniś i zamachał miotłą, odpędzając Pawła. – Bo ci przywalę.

– Tu wszędzie są kamery, nad ekranem. Mogliśmy policję wezwać, a przynajmniej was wywalić, tylko zrobiło nam się jej żal – dodał Sergiusz, który zaraz pospieszył na pomoc koledze.

– Tak… – potwierdził zaatakowany. – Dziewczyna się ładnie starała, a tu klops.

– Niewypał – uzupełnił Sergiusz, przypatrując mu się drobiazgowo.

– Ja pierdolę – warknął Paweł i ruszył szybkim krokiem do samochodu.

– Co z nim? – zapytał ten zaatakowany Emilię, zanim jeszcze opuściła salę kinową.

Ta podniosła tylko rękę i ruszając szybkim krokiem do przejścia, w którym zniknął Paweł rzuciła szybko:

– Nie wnikaj.

Mężczyźni uśmiechnęli się do siebie.

– Myślałem, że da numer albo coś – odezwał się napadnięty, prostując służbową koszulę.

– Mogłeś poprosić.

– Fajna w ogóle była, nie?

Sergiusz wzruszył ramionami.

– Puknąłbym ją.

– To leć po ten numer, ja ogarnę resztę – zaoferował Sergiusz i wrócił do sprzątania.

Mężczyzna w pogniecionej koszuli wyszedł w pośpiechu i przeszedł przez galerię, na skróty. Dziewczyna jednak znikała już na schodach do podziemnego parkingu, idąc koło tego nerwowego kolesia.

– Syndrom Sekssztokholmski – mruknął do siebie pracownik kina. – Od jednego nie dostanie, ale drugiemu nie da…

– Przepraszam – odezwała się Emilia, kiedy wracali do domu. Nie wiedziałam, że tam jest kamera.

– To chore, że masz takie pomysły, wiesz? Szaleństwo, szaleństwem, ale mogliśmy zapłacić mandat. Kończymy z tymi wygłupami i zachowujemy się jak normalni ludzie. Jak chcesz, to sobie oglądaj już te pornosy, jak mnie nie ma.

– Nie będę oglądać, obiecuję.

Miał ochotę ją przytulić, ale nie przeszła mu jeszcze cała złość, więc nie zareagował, tylko ruszył prosto na stację, bo deska rozdzielcza sygnalizowała rezerwowy poziom paliwa.

*

Marcepan był szalony, ale przy tym bardzo miły. Raz przyszedł kompletnie spity i rzygał w kiblu, potem trzy godziny przepraszał Emilię za wszystko i zaklinał, by nie mówiła niczego Patrycji. Zanim wyszedł, przekonał Pawła, by ten dał mu wiadro z wodą, płynem i gąbką. Pobili by się, taki był uparty. Postanowił, że umyje Multiplę panu domu. Paweł dla świętego spokoju zgodził się i tylko obserwował z okna, jak Marcepan robi z siebie durnia.

Następnego dnia przyszły dwa wielkie bukiety czerwonych róż. Jeden dla Patrycji, drugi dla Emilii. Oba miały po karteczce z gryzmołem: “dla seksownej”. Kartka Patrycji została przy bukiecie, kartka Emilii wylądowała w koszu, Paweł nie powinien jej zobaczyć, niepotrzebnie by się denerwował. Po dłuższym zastanowieniu zaniosła swój bukiet Patrycji.

– Pojebany ten Marcepan, co? – Patrycja była pod wrażeniem.

– No pojebany, weź te kwiaty, bo jak Paweł zobaczy…

– Taki zazdrośnik?

– Tradycjonalista.

– O kurwa… współczuję.

– Poradzę sobie z nim.

– Wiem – odpowiedziała Patrycja, wnosząc do swojego pokoju kwiaty. – Wychodzisz gdzieś? – spytała, widząc plecak.

Na trening lecę.

– Dla Pawła tak ćwiczysz dupę?

– Może dla Pawła, może nie dla Pawła – Emilia mruknęła tajemniczo, zakładając buty.

– Nie musisz się mną przejmować, wiesz jakie mam o nim zdanie.

– Nie przejmuję się.

– Powodzenia.

Paweł minął się z Emilią. Ona zbiegała po schodach, on wjeżdżał właśnie windą.

– Cześć – rzucił do Patrycji. – Gdzie moja żona?

– Poszła się bzykać z szalonym kochankiem.

Paweł uśmiechnął się pogardliwie.

– Przecież wiem, że jest na treningu.

– Więc po co pytasz?

– Myślałem, że ją podwiozę.

– A może ona nie chce?

– Jak nie chce? Przecież pada.

– W sensie, że obciach Multiplą, no wiesz…

– Co wy wszyscy się tak przypierniczacie do tego auta, jest tanie w eksploatacji, nie psuje się za często, ma super widoczność w środku. Może powinnaś z nim zerwać?

Patrycja, która właśnie skończyła układać kwiaty, spojrzała na brata ze zdziwieniem.

– Zerwać? Z kim?

– Dobrze wiesz z kim.

– Z Marcepanem? A to czemu? Bo poparł Emilię, nie ciebie?

Milczał.

– Weź się chłopie za siebie.

Odwrócił się na pięcie i zniknął w pokoju. Rzucił klucze na półkę, ale ześlizgnęły się z niej i spadły na dywan. Westchnął, podniósł je i ułożył w srebrnej popielniczce, w której je przechowywał. Obok, na samej krawędzi półki, leżał laptop Emilii. Chwycił go w dłoń, żeby przełożyć, jeszcze spadnie – pomyślał.

Nie zrobił tego jednak. Trzymał przez dłuższą chwilę w ręku, jakby szacując wagę. W końcu ułożył przed sobą i otworzył. Jeżeli oglądała ostatnio jakieś porno, znajdzie ślady w historii przeglądarki. Historia była wyczyszczona, więc nabrał jeszcze większych podejrzeń. Zaczął przeglądać katalog po katalogu, plik po pliku. Miała ich całe mnóstwo ze względu na charakter swojej pracy. Sprawdzał rozszerzenia i ich wielkość szukając wideo. Spojrzał na zegarek, zrobiło mu się gorąco, w takim tempie nie zdąży.

W końcu wpadł na olśniewający pomysł i użył filtra w wyszukiwarce plików. Dysk laptopa żony mruczał nieprzyjaźnie przez dobrą minutę, zanim pole wyników wypluło jedną pozycję pod nazwą M-114.avi.

*

Patrycja naciągnęła prześcieradło do granic wytrzymałości, po chwili zaczęła bębnić w łóżko, dotykając czubkami palców membrany prześcieradła. Spojrzała na zegarek, po chwili zdjęła go i odłożyła na stolik przy łóżku. Omiotła spojrzeniem cały pokój, wszystko najwyraźniej było dokładnie tak, jak chciała. Podeszła do okna, zasunęła zasłony, włączyła mocną lampę sufitową i dwa boczne kinkiety wiszące po obu stronach łóżka. Zsunęła z siebie ubranie pozostając tylko w białych wełnianych skarpetkach. Jej lekko opalona skóra mocno kontrastowała z owczą wełną. Położyła się na łóżku, wyprężyła niczym struna, przeciągnęła się i podciągnęła kolana pod samą brodę. Wyglądała na doskonale odprężoną. Temperatura w pokoju była idealna, mimo, że aura na zewnątrz nie zachęcała do spacerów. Lampa sufitowa grzała swoim silnym blaskiem. Sezon grzewczy jeszcze się nie zaczął, więc musiała wystarczyć. Wyprostowała się na łóżku. Poprowadziła dłonie po krajobrazie ciała. Wyglądała na pewną siebie, zapewne czuła się silną i atrakcyjną. Sutki miała nabrzmiałe, srom prawdopodobnie wilgotny. Wsunęła palec, przeszedł ją prąd rozkoszy, który zatrząsł całym ciałem. Nagle obraz przesłoniły jego plecy, wytatuowana szpetnie skóra dobrze wyrzeźbionych, ale nieprzerośniętych mięśni oddaliła się od obiektywu, odsłaniając powoli Patrycję. Szybko zmieniła swoją pozycję, siedziała teraz wsparta o poduszki z szeroko rozłożonymi nogami. Kruczociemne włosy Marcepana wylądowały w samym środku. Na jego kędzierzawej czuprynie pojawiły się jej obie dłonie. Przycisnęła go do siebie, a on się przyssał, wypinając obleśnie pośladki.

Paweł ze wstrętem odsunął się od ekranu. Wygolony odbyt Marcepana zdawał się czymś najobrzydliwszym na świecie.

Patrycja przyjęła teatralną pozę czerpania przyjemności. Marcepan ssał ją i lizał, wsunął dłonie pod jej pośladki i ułożył, dla własnej wygody. Wyglądał, jakby jadł arbuza.

Paweł przewinął film dalej. Przez chwilę przyglądał się rozkołysanemu członkowi Marcepana i temu, jak jego siostra obciąga. Potem upewnił się, że nagranie przedstawia sam stosunek. Robili to bez gumki, więc chyba w niej nie dojdzie – myślał intensywnie, obserwując i pocierając krocze. Miał rację, Marcepan w porę wycofał się i spuścił Patrycji na twarz, obficie zalewając powieki, włosy i usta białą, marcepanową spermą. Dziwnie było to oglądać, siostra z nasieniem tego kmiotka na twarzy.

Paweł opanował się w porę. Wyjął dłoń ze spodni. Miał wzwód. Nie umiał tego sobie wytłumaczyć, ale ten film podniecił go, mimo iż dupa Marcepana od początku brzydziła, jednak to, co robił z jego siostrą, jaką dał jej rozkosz, jaką sam sobie odbierał, czysta przyjemność, dzika, namiętna, wyuzdana, to było coś zupełnie innego niż jego stosunki z Emilią.

Paweł wyłączył film i dopiero teraz zrozumiał, co się stało. Emilia ukryła kamerkę w pokoju Patrycji i nagrała jego siostrę z Marcepanem, żeby ich sobie oglądać. Obrzydliwe i oburzające. Mokre, spocone, wijące się jak małe żmije włoski Marcepanowych nóg i ta jego obleśna dupa w źrenicach Emilii, przecież nie mogła tego nie zauważyć! Jemu ciężko było pozbyć się obrazów, które raz po raz wracały. Jak ona mogła to w ogóle oglądać? To wykracza poza wszelkie normy zachowania. Ona musi z tym skończyć, albo…. Ciekawe, czy nadal będą jej bronili, jak im powie, że bawi się ich kosztem?

Odłożył laptopa. Emilia powinna już wrócić, mimo to wciąż jej nie było. Postanowił działać i zapukał do pokoju Patrycji.

– Wlazł.

Siostra była zajęta prasowaniem. Patrzył podejrzliwie, czy rzeczy, które ogarniała nie zależały przypadkiem do Marcepana, ale nie mógł się rozeznać, ten pajac może nosić czerwone spodnie, ale w sumie do niej też pasują – myślał.

– Co się stało? – zapytała, kiedy tylko na niego spojrzała. – Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha.

– No… – zaczął. –  Prawie… tak jakby…

– Czyli? – Wróciła do żelazka.

Zastanowił się przez chwilę.

– Uważasz, że to szaleństwo, o którym mówiłyście z Emilią, czy ono ma jakieś granice?

– Granice szaleństwa? – mruknęła Patrycja, nie podnosząc nawet głowy znad prasowanej tkaniny. – Nie wiem, nie słyszałam.

Zamyślił się.

– A gdyby nie było granic, gdyby można było przekraczać każdy z obszarów życia, jak się każdemu podoba, to czy na przykład ty, gdyby Marcepan zabronił ci oglądać porno, ustawiłabyś kamerkę w pokoju moim i Emilii, żeby sycić się naszym współżyciem, skoro nie porno, to chociaż takie sceny z życia, amatorska rzeczywistość, bez reżyserki, bez udawania, co?

Patrycja spowolniła ruchy. Żelazko z trudem ciągnęło się po czerwonych sztruksach, aż w końcu zatrzymało, niebezpiecznie przylegając do powierzchni.

– Powiedziała ci? A obiecała, że jeśli Marcepan się zgodzi, nigdy się nie dowiesz.

– Na co się zgodzi? – zapytał, z niepokojem obserwując materiał pod rozgrzanym żelazkiem.

– Podobało ci się?

– Co?

– Jak ciągnęłam Marcepanowi?

– Czy wy wszyscy jesteście pojebani? Może wiedzieliście o tej kamerce, a może…

Nie dokończył, czekał aż powie mu sama, nie kwapiła się jednak.

– Spalisz te spodnie – zauważył.

Podniosła żelazko, przyglądając się wypalonej dziurze. Zapach spalenizny unosił się w powietrzu. Jej twarz wiązały przez chwilę sznury jasnego dymu, oczy zrobiły się ciemne, łzawe.

– On z tego żyje.

– Kto?

– Marcepan. Powodzi mu się całkiem dobrze.

– Z czego dokładnie?

– Z nagrywania porno.

– Porno?

– Miałeś się nie dowiedzieć, przynajmniej przez pewien czas. Patrycja powiedziała, że zadba o to, zanim będziesz gotowy.

– Gotowy na co?

Odłożyła żelazko, wyglądała na zmieszaną.

– No… być odpowiednio szalony – odpowiedziała nieprzekonująco.

– Odpowiednio? A to, że jeżdżę Multiplą nie wystarczy? – Ożywił się. – Że pozwalam sobie obciągnąć w kinie i rżnę się półtora godziny w przebieralni, mimo że ryzykuję mandatem, czy nawet aresztowaniem?

– Sklep był prawie pusty – wtrąciła.

– Acha… więc wszystko wam opowiedziała?

– O wielu rzeczach rozmawiamy.

– Ale to są moje intymne sprawy!

– Wasze, kochany bracie, nie tylko twoje. Ona ma prawo zwierzyć się, jeśli potrzebuje.

Zrobiło mu się niedobrze, pobudzona wyobraźnia ukazała krzywy uśmiech Marcerpana i to, jak słucha o przebieralni i fiasku w kinie, całym tym jego zażenowaniu, potem niewybrednie komentuje i wszyscy zgodnie się śmieją, pękają wprost ze śmiechu, a potem kryjąc się ze wspominkami, kiedy on wraca i nie ma pojęcia, o co chodzi.

Spojrzał na zegarek.

– Emilia już powinna wrócić.

– Jest z Marcepanem, braciszku.

Nie zrozumiał.

Patrycja sięgnęła do jego grzywki, przeczesała mu palcami włosy, pogłaskała po głowie, jak miała zwyczaj robić, gdy oboje byli dziećmi.

– Odbiera zapłatę za milczenie.

***

Dziewczyna przed cukiernią zgniotła niedopałek, obciągnęła spódnicę, przesuwając w dół dłońmi po pończochach, odwróciła się i weszła do lokalu. Pozbyła się kożuszka i przez chwilę poprawiała włosy. Sprawdziła, czy wyłożony towar na ladzie prezentuje się, tak jak powinien i usiadła na wysokim krześle przy oknie, by zanurzyć się w szkiełku smartfona. Sylwek napisał, że nie przyjęli go do pracy. Znowu będzie musiała ze swoich zarobków pokryć cały czynsz. Lipa – odpisała. Napisał szybko, że nie zamierza się poddać. Nie sądziła, że będzie miał problem ze znalezieniem pracy, w końcu to Warszawa, a nie Szydłów. Sylwester jednak sobie nie radził. Głupio, że przeforsował z wynajęciem tego mieszkania na Ursynowie, ona od początku uważała, że czynsz jest za wysoki. Już dawno musieliby się z niego wyprowadzić, gdyby nie Paweł.

W lokalu oprócz niej nie było nikogo. Zanosiło się na deszcz, a wtedy stali klienci woleli siedzieć w domach. Wiatr ciął ostrymi podmuchami chłodu. Wczesnowieczorny mrok przykrył okolicę. Nagle dostrzegła mrugnięcie światłami, raz i drugi. Paweł? Nie zauważyła, żeby podjeżdżał samochód, musiał tam stać dłużej. Dlaczego nie zamrugał jak paliła? Pewnie się gapił.

Narzuciła na siebie kożuszek i wyszła z cukierni.

– Cześć – rzuciła, wsiadając do Multiply.

– Cześć – odpowiedział, uśmiechając się wstydliwie. – To dla ciebie.

Wręczył jej kopertę. Zajrzała do środka, znów tysiąc złotych. Schowała pieniądze do kieszeni i pocałowała go znienacka w policzek.

– Dziękuję.

Zmieszał się. Nie patrzył na nią, tylko przed siebie, na sklep, w miejsce, gdzie jej już nie było.

– Podglądałeś mnie?

– Lubię na ciebie patrzeć.

Uśmiechnęła się, ale on nadal nie odwrócił wzroku. Na policzkach miał wypieki.

– Daj go – odezwała się po chwili kłopotliwego milczenia i wyciągnęła dłoń.

Rozpiął rozporek i wyjął.

– Na pewno tylko ręką?

– Tak, w zupełności wystarczy.

Wzruszyła ramionami, ale uśmiechała się przyjaźnie. Była gotowa zrobić dużo więcej, robiła to z wdzięczności. Nie miała pojęcia, co było nie tak z tym facetem.

Napisał do niej list, w odpowiednim momencie, akurat kiedy Sylwek stracił pierwszą pracę, była przerażona, że wyrzucą ich na bruk, że nie zdąży znaleźć niczego sensownego, bo w stolicy wszystkie mieszkania są drogie i wtedy podszedł obcy facet i wręczył jej kopertę z listem. Od razu się zgodziła. Wyszła z pustej cukierni, wsiadła do jego śmiesznego samochodu i w zaledwie kilka minut, trzy, może cztery, zarobiła tysiąc. Ubrudziła tylko rękę, nic więcej. Co mogło być nie tak z facetem, który wydawał miesięcznie cztery tysiące za kwadrans przyjemności? Czasem lepiej nie dociekać, nie drążyć, póki wszystko idzie po naszej myśli. Pozwoliła mężczyźnie kolejny raz dojść w swojej dłoni, a kiedy wraz z ciepłą falą ejakulatu, przy akompaniamencie jego westchnień, znów naszły ją liczne pytania, powiedziała sobie w myślach: nieważne, nie wnikaj.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Kolejne świetne opowiadanie od VBR.

Jesteś, Stary na fali wznoszącej. Każdy kolejny tekst – i odkrycie. Tym razem odmalowałeś pasjonujący obraz związku tworzonego przez dwoje skrajnie niedopasowanych ludzi i pozwoliłeś nam patrzeć, jak wszystko co budują zaczyna się obracać wniwecz. Historia Pawła i Emilii jest smutna, ale zarazem autentyczna. Każdy z nas zna pewnie taką parę, duszącą się z powodu odmiennych potrzeb, oczekiwań, zahamowań, temperamentów. Czasem uda się te przeciwności przezwyciężyć przez dialog, niekiedy lepiej rozstać się, póki jeszcze można zrobić to w przyjaźni. Najgorzej zaś wzajemnie się okłamywać – co zwykle kończy się źle.

Polecam opowiadanie, trzyma i nie chce wypuścić do ostatniego akapitu.

Pozdrawiam
M.A.

Przeczytałem z przyjemnością, choć opowiadanie nie należy do tych łatwostrawnych, szybko przyswajalnych i jeszcze szybciej zapominanych. Wręcz przeciwnie,zapada w pamięć i pozostaje z człowiekiem na długo. VBR po raz kolejny pokazuje swój kunszt.

Przejmująco dobre opowiadanie. Jestem zachwycona.

Ciekawe opowiadanie. Pojawia się pytanie o granicę w realizacji fantazji seksualnych… A potem nasuwa się odpowiedz, że dla kazdego jest inna… Następnie, że może lepiej nie wnikać 😉

Pozdrawiam
R.

Napisz komentarz