Wilcza zamieć (SheWolf)  4.76/5 (32)

16 min. czytania

Źródło: Pixabay

– Od kiedy ty pijesz?

– Nie piję, to tylko whisky. Masz lód? Albo nie, te kostki, które nie rozwodnią nam trunku. – Usiadła ciężko na kanapie. Wyciągnęła z kieszeni uwierające przedmioty: telefon, klucze, portfel, papierosy, zapalniczkę i rzuciła wszystko na stolik.

– I wróciłaś do palenia?

– Palenie wróciło do mnie. Mogę? – Drżącymi rękoma wyjęła cienkiego, niebieskiego L&M-a i szybko chwyciła zapalniczkę. Po kilku pstryknięciach pojawił się płomień i mogła przypalić papierosa. Zaciągnęła się mocno, wpuściła cały dym w płuca, przytrzymała, po czym powoli wypuszczała ustami. Zamknęła oczy. Skupiła się na tej czynności, rozkoszując wlewającym się w ciało ukojeniem. Przypomniała sobie, jak bardzo lubiła palić. Przestała, gdy pojawiły się dzieci i zwyczajnie nie chciała śmierdzieć.

– Więc?

Uniosła szklankę z bursztynowym płynem i przyjrzała się kostkom, które nie stukały jak to zwykle bywa w filmach. Przypomniała sobie, że on nie lubi whisky. Przepada tylko za słodkimi alkoholami, dlatego ona przestała je lubić. Whisky też nie cierpi, ale to bez znaczenia. Wychyliła wszystko, co miała w szklance jednym haustem. Ciało wzdrygnęło się, poczuła mdłości.

– Miałaś racę, miałaś cholerną rację.

– Domyślam się, inaczej by cię tutaj nie było, a w czym konkretnie?

– A mówił mi, że jest draniem. Nie chciałam wierzyć. Nie mogłam w to wierzyć, gdy trzymał mnie nagą w swoich objęciach. Jak mogłabym? – Kolejny papieros. – Dolej.

– Spaliłaś się w tym. Mówiłam, że będą z tego tylko kłopoty…

– Zadowolona jesteś? – Cisnęła zapalniczką na stół, ta odbiła się i z łomotem upadła na panele.

– Nie, nigdy nie byłam i teraz też nie jestem… To jak? Opowiesz?

Wstała i podeszła do okna. Cisza dzwoniła w uszach, serce boleśnie łomotało, a ucisk w prawej łopatce ponownie się odezwał, rozlewając nieprzyjemne ciepło aż do żeber. Nerwobóle nasiliły się, teraz już dość dokuczliwe. Nie zażywała leków, bo uznała, że tylko dzięki temu jeszcze przez chwilę może pamiętać. Ból przypominał o Nim. I o Niej, jego Pani, która z pewnością długo będzie jeszcze miotać piorunami.

– Najbardziej zawiodłam się na nim, bo jej reakcję rozumiem. Ale mimo, że już wcześniej o tym myślałam, nie chciałam tego dopuścić do siebie.

– Czego?

– Tego, że jest cholernym tchórzem.

Przygryzła wargę niemal do krwi, musiała powstrzymać dławiące łzy. Zaciągała się łapczywie papierosem, by powstrzymać falę goryczy. Znów usiadła.

– Bo to wszystko poszło za daleko. Stanowczo za daleko.

– I tutaj się zgodzę.

– Nie drwij. Przecież wiem. – Przeczesała włosy, wzięła szklankę i ponownie zaczęła wpatrywać się w płyn. Uspokajała ją gra świateł i cieni w szkle. Jakby czary, hipnotyzujące. – No dobrze, może zacznę od początku. – Wypiła trunek, wzięła butelkę i nalała ponownie.

– On napisał pierwszy. Po jakiejś wymianie komentarzy na jego profilu dostałam wiadomość prywatną. Owszem, chciałam go sobą zainteresować, ale szczerze mówiąc nie spodziewałam się. Połechtało mnie, nie powiem. – Kolejny łyk. Zaczęła powoli przyzwyczajać się do goryczy albo po prostu miała już znieczulony przełyk. Sięgnęła po papierosa. Była odrobinę spokojniejsza. Alkohol wyciszał.

– Rozmawialiśmy o muzyce, wymienialiśmy się linkami, a potem jakoś poszło. To były bodajże wakacje, więc pisaliśmy do późna. Ukrywał się pod pseudonimem, fikcyjnym kontem, ale powoli się poznawaliśmy. Był trochę jak wyzwanie, przynajmniej ja to tak sobie wykreowałam. Chciałam odkryć jego tożsamość, chociaż traktowałam to jak rozrywkę. Najbardziej zależało mi, aby go poznać. Po prostu…

– I udało ci się odkryć tożsamość?

– Tak, nawet dosyć szybko.

– Co wtedy poczułaś?

Myśli nadwyrężały umysł. Zmrużyła oczy i głęboko się zastanowiła. Papieros niemal w całości się wypalił. Gdy poczuła żar dosięgający skóry, szybko go zgasiła.

– W pewnym sensie zawód. Myślałam, że lepiej się ukryje. Jego tajemniczość i niedostępność były szalenie pociągające, a ja lubię wyzwania. Gdy go odkryłam, zastanawiałam się czy jest jeszcze coś, co mnie pociągnie dalej w tę znajomość.

– Coś było, skoro trwało… ile? Półtora roku?

– Tak, jakoś tak.

– A więc co spowodowało, że zostałaś?

– Obietnica.

– Obietnica czego?

– Spełnienia… – zawiesiła głos. Rozchyliła wargi i oblizała wilgotnym językiem. Szczypało. – Przy nim poczułam, że mogłabym spełnić swoje najbardziej skrywane marzenia, utwierdzał mnie w tym i brnęliśmy dalej razem.

– Ale też cię ostrzegał.

– Owszem, ostrzegał i zrażał do siebie. Znałam dobrze te zagrywki. Wielokrotnie uciekał, a później wracał.

– Wracał i szliście dalej. A ona?

– Też napisała pierwsza. – Uśmiech pojawił się na jej ustach. – I co najlepsze, to on polecił jej poradzić się mnie w kwestii książek i jakiegoś trudnego tematu.

– Co było dalej?

– Na początku w ogóle nie wiedziałam, że są razem. Te rozmowy jakoś przebiegały w tym samym czasie, jeszcze przed odkryciem jego tożsamości. Więc pisałam z nim i z nią, nie wiedząc, że są parą. Zdążyłam się zaangażować w obie relacje. Ona była fajną kumpelą, z którą mogłam pogadać o zwykłych babskich sprawach, a on mnie po prostu fascynował. – Kolejny papieros. – Wiesz, tak zwyczajnie, jak człowiek. Nie było w tym jako tako podtekstów erotycznych, chociaż rozmawialiśmy na te tematy, ale w zupełnie innym kontekście, byłam po prostu ciekawa jego spojrzenia na pewne kwestie.

– No dobrze, wszystko pięknie i nawet bym się wzruszyła, ale w końcu odkryłaś, że są razem. I co z tą wiedzą zrobiłaś?

– Nic, bo nie było w tym nic złego. Rozmawialiśmy, spędzaliśmy fajnie czas i tyle. Nic zdrożnego.

– Skoro tak, to dlaczego to ukrywałaś?

– Bo on tak chciał.

– Czyli jednak coś było na rzeczy.

– Nie wiem dokładnie, co się wydarzyło, ale zabronił mi komentować na swoim profilu i wykazywać jakąkolwiek aktywność. No i oczywiście nasze rozmowy miały zostać tajemnicą.

– Rozumiem, że się zgodziłaś. Dlaczego?

– Uszanowałam decyzję, chociaż kłóciło się to z moim podejściem… – Zawiesiła głowę przytłoczona wyłaniającym się gdzieś z otchłani poczuciem winy. Szklanka była pusta, ale już nie chciała alkoholu. Wstała i nalała wody, upiła spory łyk. Oparła się o blat kuchenny i zatonęła w przestrzeni. Za oknem szarość przeszła w czerń.

– Bo to od samego początku było nie tak… Ciągnęło mnie do niego, jak ćmę do ognia. Fascynował, pobudzał intelektualnie, sprawiał że czułam się szczęśliwa. Rozmawialiśmy niemal codziennie. Wtedy jeszcze nie mieszkał z nią. Z każdą rozmową nasza relacja zacieśniała więź. Tematy stawały się bardziej osobiste, intymne. Zwierzał się, pytał o zdanie. Próbował zrozumieć, dopytywał. Pierwszy nagrał mi wiadomość. I uwodził głosem. Później rozmawialiśmy również przez telefon. Towarzyszyłam mu we wszystkich ważnych momentach jego życia, nawet gdy wprowadzała się do niego jego kobieta!

– Jej też towarzyszyłaś.

– Tak… i nawet nie wiesz jakie to było wszystko trudne. Autentycznie cieszyłam się, że jest szczęśliwa. Nasza relacja też stała się silniejsza i bliższa. Żeby ułatwić sobie to wszystko, on był tym swoim alter ego dla mnie, a jego prawdziwa tożsamość należała do niej. Inaczej się nie dało.

– Ale to był wciąż ten sam człowiek, prawda?

– I tak i nie. – Wypiła resztkę wody i usiadła ponownie na kanapie. – Pamiętam doskonale te długie wiadomości, które mu pisałam. Te, w których mówiłam o własnych rozterkach, o poczuciu winy, o tym, że chcę odejść, odsunąć się w cień. Najbardziej mnie poruszyło, gdy pomalował dla niej ścianę.

– Dlaczego zatem…

– Dlaczego trwałam? Zostałam? – Opuściła głowę, zamilkła. Przygryzła kciuk i głośno westchnęła. – Bo on mnie zawsze zatrzymywał. To znaczy… mimo wszystko chciałam, by mnie zatrzymywał. Potrafił doskonale wyczuć mnie i moje nastroje. Ofiarowywał wtedy swoje najpiękniejsze słowa, które zapalały się we mnie niczym ogień. I tak zostawałam.

– To nie było jednorazowe?

– Nie. Próbowałam kilkukrotnie. Te rozterki wracały jak bumerang i uderzały w tył głowy. A z czasem było coraz trudniej…

– Trudniej z czym?

– Oderwać się do tej znajomości. Od niego, ale od niej też.

– Co czułaś?

– Drut kolczasty. Za każdym razem. Ale znosiłam go, bo chciałam, bo musiałam przy nim trwać. Widzisz, nasza relacja rozwijała się lawinowo. Doszły szepty i pomysły o spotkaniu. I uchwyciłam się tego, ale pandemia wszystko pokrzyżowała. A później też pewne sprawy osobiste… Jednak on mimo wszystko nie pozwalał mi zwątpić. Dawał sygnały, że jest i że ja mogę być. I nawet gdy nie odzywałam się kilka dni, pisał. Martwił się, chciał rozmawiać. I tak mnie tym nieustannie zatrzymywał. Nie pozwalał, by to się rozmyło, wypaliło. Mówił i mówił, a jego słowa wryły się we mnie. Sprawiał, że chciałam więcej i bardziej. Przy nim rozwinęłam się, wzrastałam, ale i wątpiłam.

– Jednak nie byłaś zniewolona, mogłaś podjąć decyzję.

– Mogłam, ale nie chciałam… – Papieros, dym. – Myślę, że już wtedy byłam zauroczona. Po prostu. Chemia mózgu. O matko, niedobrze mi…

– Za dużo whisky i fajek.

– Ty zawsze potrafisz sprowadzić człowieka na ziemię, co? – Wstała i wyszła z pomieszczenia. W toalecie zwróciła wszystko, co mogła i przemyła twarz lodowatą wodą. Spojrzała na siebie w lustrze, nie wyglądała najlepiej. Wróciła i usiadła na kanapie.

– Tak, masz rację. Zawaliłam. Skrewiłam. I mam tego świadomość, ale nie mogę pozwolić na to, by wszystko zostało zrzucone na mnie!

– A czego byś chciała?

– Prawdy. Jakkolwiek bolesnej, ale prawdy! – Osłoniła dłońmi twarz, potarła nerwowo.

– Masz pomysł jak to zrobić?

– Nie. I tak jest za późno. Ona i tak mi nie uwierzy. A on raczej się nie przyzna.

– Więc?

– Muszę odpuścić, odchorować swoje i żyć dalej.

– Co cię tak męczy?

– Straciłam dwie ważne dla mnie relacje, to boli.

– I będzie jeszcze długo bolało.

– Wiem. – Opuściła głowę z rezygnacją.

– Gdzie teraz jesteś myślami?

– W Cieszynie.

– Co tam robisz?

– Czekam na niego. – Uśmiechnęła się kącikiem ust.

– To tam spotkaliście się pierwszy raz?

– Tak. W Kornelu. Takie przypieczętowanie.

– Opowiedz.

– Pomysł wyszedł od niego. Szukaliśmy przestrzeni i możliwości spotkania. Gdy dał mi znać, że będzie w sprawach służbowych na południu Polski, ucieszyłam się, bo miałam stosunkowo niedaleko. Oczywiście wspominał, że to będzie krótko i nie wiadomo czy w ogóle dojdzie do skutku, ale chciał bym przyjechała. Początkowo zapaliłam się do tego pomysłu, ale im bliżej, tym pojawiały się większe wątpliwości. Zaczęłam się zastanawiać, analizować. On później dorzucił swoje trzy grosze na temat swojego wyglądu, że jest nieatrakcyjny, że nie spodoba mi się. Następnie ponownie mówił, że to będzie na chwilę. Dzień przed spotkaniem napisałam mu, że nie chcę mu się narzucać, że nie będę go odrywać od ważnych spraw i że nie przyjadę. Bałam się i wciąż walczyłam ze sobą. Ale on nie dał mi zwątpić. Nie pozwolił uciec. Przekonał. Prosił. I pojechałam.

– Przyszedł?

– Musiałam na niego poczekać, coś mu się obsunęło. Najpierw spacerowałam po rynku, nie mogłam poradzić sobie ze zdenerwowaniem. Był straszny upał, a ja w czarnej kiecce prawie się topiłam. Gdy dostałam wiadomość, że jeszcze mu się przedłużyło, odpowiedziałam, że czekam do którejś tam i poszłam do Kornela. Kornel to kawiarnio-księgarnia. Uwielbiam to miejsce. On też… – Zamilkła. Zmarszczyła czoło, zacisnęła szczęki i dłonie. Palić i pić nie mogła, bo nadal mdliło. – Zamówiłam zimny napój, kupiłam książkę i usiadłam w fotelu na dole. Ledwo zanurzyłam usta, zadzwonił. Powiedziałam gdzie jestem. Po kilku minutach wszedł. Od razu go zauważyłam, bo siedziałam naprzeciw wejścia… – Łzy napłynęły do oczu. Już nie zatrzymała tego. Powoli zaczęły kapać na skrzyżowane dłonie. – Gdy go zobaczyłam, autentycznie się rozpadłam. Zawsze trochę podśmiechiwałam się z tego określenia, a tu proszę, tak właśnie było. A on miał na sobie smoking, czerwoną muchę i zupełnie nie pasował do otoczenia. Upał, ludzie w zwiewnych ubraniach i on. Niczym objawienie… Wstałam i nie mogłam się ruszyć. Czekałam, aż podejdzie. Ostatni krok zrobiłam w jego stronę, a on po prostu mnie przytulił. Poszliśmy na górę. Miał kłopot by wejść po schodach, ale jakoś sobie poradził. I rzeczywiście to spotkanie nie było jakoś bardzo długie. Zamówił herbatę i skupił się na mnie. Od natarczywości jego spojrzenia czułam się rozedrgana do cna. Drżałam wewnętrznie i zewnętrznie. Nie mogłam nawet usiedzieć na krześle. Wszystko mnie uwierało, a on patrzył. Wnikliwie i przenikliwie. Parzyło. Rozmawialiśmy, chociaż miałam wrażenie, że plotę trzy po trzy. Nawet nie wiesz, co wtedy czułam… Wariowałam. Świrowałam. I gdy już dopił herbatę i nieuchronnie zbliżał się koniec, nie zastanawiając się, złapałam go za rękę. On mnie nie dotknął. Później powiedział, że bał się mnie spłoszyć. I gdy moja dłoń zniknęła w jego, już nie potrzebowaliśmy słów. Dotykał, gładził i muskał ustami. A ja nie umiałam zapanować na swoimi emocjami. Chciałam płakać i krzyczeć. Przytulać go, dotykać, a musieliśmy się rozstać. Odprowadził mnie do samochodu. I wtedy go pocałowałam. Musiałam. Nawet jeśli jedyny raz. Ale on odwzajemnił ten gest… Na miękkich nogach wsiadłam do auta i wtedy podszedł. Wsunął dłoń między moje uda i zatopił usta w moich. Wirował językiem, naznaczał. Wyszeptał coś, czym mnie przypieczętował. Nie pamiętam jak wróciłam do domu. Ale od tego spotkania wszystko się zmieniło. A najbardziej on. Jakby oszalał. Słowa jakimi mnie karmił po tym spotkaniu zostaną we mnie na zawsze. I wiem, że były prawdziwe i szczere, nawet jeśli teraz się ich wyrzekł. Bo ja widziałam i czułam, czułam jego pożądanie. Fascynację, pragnienie. Słyszałam co i jak mówił. A później pisał i pisał. Właśnie o pragnieniu, o pożądaniu. O ogniu na naszych dłoniach, o moim biuście, o tym, że chciał mnie posiąść już tam, u Kornela… – zawiesiła głos. Ciało przeszył wstrząs, dreszcz. Objęła się rękoma i zaczęła delikatnie kołysać.

– Ale na tym się nie skończyło, prawda?

– Tak, prawda.

– Co było dalej?

– Spotkanie w Warszawie…

– Więc czego miał się wyrzec?

– Tego, co czuł. Bo czuł prawdziwie. I gdyby rzeczywiście mnie nie chciał, nie spotkałby się ze mną później. W Warszawie.

– I to cię tak boli? Jego zaprzeczenie własnym uczuciom?

– Tak, to też, ale myślę, że on się po prostu boi.

– Czego?

– Boi się zdradzić po raz wtóry swoją kobietę, mówiąc jej, że przez jakiś czas pragnął innej. Nie chce jej zranić, bo wie, że nie poradzi sobie z jej bólem. I z własnym też…

– Rozgrzeszasz go?

– Nikogo nie rozgrzeszam, bo oboje zawiniliśmy.

– Tylko?

– Próbuję sobie poradzić z własnym bólem…

– A w tej Warszawie?

– Byliśmy ze sobą w każdy możliwy sposób.

– Warto było?

– Dla bycia z nim blisko? Tak…

– A seks?

– Seks… hmmm… powiedzmy, że ciężko było się dopasować fizycznie.

– To znaczy?

– Pewne ograniczenia nie pozwoliły nam na to, czego chcieliśmy, czego ja chciałam…

– Seks to nie tylko pozycje czy penetracja.

– Zgadza się, dlatego powiedziałam, że było w każdy możliwy sposób.

– A on? Jak on to widział?

– Chciał więcej, więc myślę, że było mu dobrze. Inaczej… widziałam, że było mu dobrze. Zresztą tuż po przyjściu do pokoju najpierw tulił mnie bardzo długo, jakby chciał nadrobić te wszystkie miesiące, a później zaciągnął do łóżka. A zastanawialiśmy się czy zrobimy to od razu, czy jednak będziemy odwlekać.

– I zrobiliście.

– Tak…

– O czym pomyślałaś?

– Przed spotkaniem robił coś z drewnem i poranił sobie skórę głowy. Mówił mi o tym, gdy zadzwonił, jak byłam już w trasie. A później, będąc ze mną w pokoju, rozmawiał ze swoją kobietą i też o tym wspomniał. I ta sytuacja mocno we mnie utkwiła. Ja, leżąca nago na łóżku, po pierwszym seksie, on nagi, rozmawiający z nią… Upadek moralności.

– I co ci to robi?

– Pokazuje jak bardzo jesteśmy słabi. Uwierzysz, że on mnie przepraszał za to, że z nią rozmawiał, po czym wgramolił się do łóżka i przytulił do moich nagich piersi? Płakał przy mnie. Abstrakcja.

– Nie abstrakcja, spotkanie kochanków. Uśmiechasz się pod nosem.

– Bo jeszcze coś mi się przypomniało.

– Powiesz?

– Jakiś czas po naszym spotkaniu miał spotkanie związane ze swoją pracą, powiedzmy że autorskie. Te wszystkie uczucia i emocje po Warszawie były wciąż żywe i silne. A po tym „spotkaniu autorskim” napisał mi, że chciał abym to ja była tam z nim. Z kieliszkiem szampana w dłoni, czekająca w oddali na koniec i na niego, by później…

– Chciał byś była tam zamiast niej?

– Coś takiego napisał… Ale ja nigdy nie chciałam być zamiast niej.

– A czego chciałaś?

– Mieć poboczną relację. On też tego chciał, ale to było niemożliwe.

– Dlaczego?

– Bo w takich relacjach wszyscy muszą o sobie wiedzieć, a ona nie wiedziała.

– Tylko ona nie wiedziała?

– Pytasz o mojego ukochanego?

– Tak.

– On wiedział. Owszem, nie wiedział o emocjach, jakie miałam w sobie na początku, ale o kontakcie tak. Później już wiedział wszystko.

– Wszystko?

– Tak, wie i wiedział wszystko.

– Jak to przyjął?

– Chciał, abym była szczęśliwa. Kibicował mi, ale też ostrzegał niemal od początku.

– A teraz?

– Jest moim największym oparciem. Moją ostoją i kotwicą.

– Co się zatem wydarzyło?

– Ktoś chciał zniszczyć to wszystko i mu się udało.

– To znaczy?

– Sama do końca nie wiem. Ktoś zaczął wypisywać do niej mejle. Pierwszy atak był już dłuższy czas temu. Wiem też, że ktoś do niej dzwonił. Podobno spotkał się, z którąś swoją byłą.

– A ty?

– Co ja?

– Jak się z tym czułaś? Co zrobiłaś?

– Jak to co? Byłam z nim, wspierałam, próbowałam pomóc. A najgorsze było w tym wszystkim, że zanim się dowiedziałam od niego o całej tej sytuacji, ona do mnie napisała. Piła wtedy wódkę, siedziała na ławce, była załamana. Nie powiedziała, co się stało, ale czułam, że coś bardzo złego. I tylko zasugerowała, że przez jego słabość. I wiesz co?

– Tak?

– Byłam wściekła na niego, że ją zranił. Zastanawiałam się, co zrobił i jak mógł. Chciałam ją chronić, przytulić, pocieszyć. Było mi źle i smutno. To chore.

– Niekoniecznie.

– Jak to? – Wybałuszyła oczy i zamilkła.

– Była ci bliska, ważna. Pomijając już kłamstwo, ty po prostu byłaś w dwóch, bliskich relacjach.

– Tak, coś w tym jest.

– Udawałaś?

– Nie… nigdy. I to mnie spaliło.

– Potrafisz sobie wyobrazić bliskie relacje z więcej niż jedną osobą?

– Tak, na pewnych warunkach tak.

– Właśnie. Jesteś poliamoryczna. I gdyby nie kłamstwo, gdyby nie ukrywanie się, moglibyście stworzyć coś fajnego.

– Za późno… – Zamknęła twarz w dłoniach. Szloch wstrząsnął jej ciałem. – Jednak zapalę, najwyżej się porzygam.

– Co się stało dalej?

Zaciągnęła się mocno. Dym wypuściła nosem, przyjemnie chłodziło.

– Mejle przycichły, ale we mnie coś wtedy umarło.

– W jakim sensie?

– Cała ta sytuacja mocno się na mnie odbiła. Bałam się tak samo jak on, że ktoś ujawni naszą znajomość. Podobno takie sugestie były. Jeśli rozmawialiśmy to tylko o tym, poza tym kazał mi milczeć, nie pisać. Potraktował mnie per noga, nie pytając nawet, jak ja się z tym czuję. Później dowiedziałam się, że pisał też do swoich byłych kochanek. I z nimi flirtował, przekraczał granice. Gdy cała sytuacja się wyciszyła, powoli wracaliśmy do rozmów, ale już wtedy uświadomiłam sobie, że jest tchórzem. Robił uniki, jedne kłamstwa goniły kolejne. Tworzył historie naszej relacji, o których miał powiedzieć, gdy mleko się rozleje. Nie podobało mi się to, o czym mu powiedziałam. Twierdził też, że będzie mnie chronił do końca. Mnie i moją tożsamość.

– Co ty na to?

– Byłam tym cholernie zmęczona. I trochę się odcięłam. Ale wtedy nikt nic nie ujawnił. My też wracaliśmy do jakiejś normy. Nawet zaczęliśmy ze sobą normalnie pisać, rozmawiać i dzwonić. Chociaż pewne słowa tkwiły jak zadra. On jednak chciał spróbować, starał się, angażował. Widziałam jednak, że się miota, że mu zależy, ale to nie było łatwe. Mimo wszystko snuł plany kolejnych spotkań, nawet wspólnego wyjazdu.

– Ale wyjazdu nie będzie. Dlaczego?

– Bo ktoś znów napisał i wtedy mleko się rozlało.

– I co się stało?

– To, czego mogłam się spodziewać. Ona zwyzywała mnie od najgorszych, o wszystko oskarżyła.

– A on?

– Już wcześniej mu napisałam, że powinniśmy to zakończyć, że powinien zawalczyć o nią i skupić się ich związku. Przyznał mi rację.

– Rozstaliście się?

– Tak. I to ja musiałam, bo on się miotał. A później mi napisał, że są kolejne wiadomości i że pewnie sprawa się wyda. No i się wydała. Potem już nie pisał, ale z tego, co ona mi wywaliła jestem pewna, że użył alternatywnej rzeczywistości i wyszło na to, że ja jestem wszystkiemu winna.

– Jak to zwykle bywa z kochankami.

– Niestety. A prawda zwykle leży po środku.

– A gdzie leży twoja?

– Moja? Nie ma mojej, nie ma jego. Prawda jest jedna. My co najwyżej możemy przedstawić swoją wersję wydarzeń, które miały miejsce.

– Uwierzy ci?

– Myślę, że nie, ale nie dlatego, że to kłamstwo, a dlatego, że to cholernie trudne. Świadomość, że było się okłamywanym przez półtora roku przez ukochanego i bliską koleżankę nie jest przyjemnym uczuciem. Rodzi się bunt i odrzucenie.

– Co z tym zrobisz?

– Już nic. To zaszło za daleko. Teraz zależy mi tylko na przepracowaniu wszystkiego i zamknięciu tego rozdziału.

– Uda się?

– Trochę czasu to zajmie. Im też.

– Martwisz się o nich?

– Może to dziwnie zabrzmi, ale tak. I mimo, że zostałam oskarżona o coś, czego nie zrobiłam, to martwię się…

– O co oskarżona?

– Że to ja pisałam te wiadomości.

– A pisałaś?

– A jak myślisz?

– Ty mi powiedz.

– Oczywiście, że nie. Jakiż miałabym mieć w tym cel?

– Na przykład rozwalenie ich związku.

– Ona też tak mówiła, ale wbrew wszystkiemu, co ktoś sobie może pomyśleć, ja nie chciałam nigdy niczego im rozwalać. Nawet się kiedyś z nim śmiałam, że nie mam zamiaru prać mu skarpet, ale też pisałam wielokrotnie wprost, że nie chcę niczego rozwalać. On o tym wiedział. Stąd były u mnie rozterki, próby odchodzenia. Mając świadomość, co się wydarzy, nie zaryzykowałabym. Bałam się tego.

– Ale oni myślą inaczej.

– Wiem, tak jest im zapewne łatwiej. Zwalić wszystko na mnie.

– Każdy radzi sobie, jak może.

– Wiem… Sama mogłabym ujawnić wiele różnych rzeczy, które pokazałyby, jak było naprawdę.

– Jakie rzeczy?

– Chociażby rozmowy, maile, zdjęcia…

– Chcesz to zrobić?

– Nie…

– Jesteś pewna?

– Tak, to byłby upadek nad upadkami.

– W jakim sensie?

– Jakim trzeba być człowiekiem, żeby posunąć się do ujawnienia prywatnej korespondencji? I to po co? Z zemsty? Zazdrości?

– Takie bywają pobudki.

– Ale ja takich nie mam. Choć jedna by się znalazła…

– Jaka?

– Ochrona rodziny.

– Myślisz, że będzie potrzebne takie działanie?

– Myślę, że nie. Mam nadzieję, że nie… – Złapała poły koszuli i lekko poruszyła w górę i w dół. – Ufff… gorąco tu. Pójdę na chwilę na balkon. – Nie było jej kilka minut.

– Brrr… zimno. Ile jest? Minus pięć?

– Masz jakieś refleksje?

– Pewnie jakieś przyjdą niedługo. – Usiadła na kanapie, tym razem opierając się swobodnie plecami. Skrzyżowała dłonie z tyłu głowy, spojrzała na sufit. Nuciła melodię pod nosem.

– Co to za pieśń?

– Wilcza zamieć.

– Wiedźmin?

– Tak. To była nasza piosenka. „By nasze drogi spleść gwiazdom na przekór”. Wielokrotnie to sobie pisaliśmy. I wiesz co? Mam pewną refleksję na teraz.

– Jaką?

– Że za pomocą niektórych marzeń można zabić rzeczywistość.

Wyjęła ostatniego papierosa, wsadziła w bladoróżowe, suche usta. Wpakowała wszystkie swoje rzeczy do kieszeni, przypaliła papierosa i ruszyła do wyjścia. Ostatni raz się odwróciła, jeszcze przez chwilę mogła tonąć w bolesnych wspomnieniach. Kilka głębokich oddechów dla ukojenia. Zbiegła po schodach, narzuciła kurtkę i wyszła. Zimowa, mroźna noc otrzeźwiła momentalnie. Ruszyła przed siebie. Ruszyła, by żyć.

Jeśli wyeliminujesz niemożliwe, reszta musi być prawdą.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Opowiadanie zwięzłe, oparte niemal wyłącznie na dialogach, ale podejrzewam, że wielu osobom zapadnie w pamięć. Autorka potrafi grać na emocjach 🙂

Przy okazji pragnę zwrócić uwagę, że SheWolf opublikowała ostatnio (w formie audiobooka i e-booka) zbiór opowiadań „Odcienie pożądania”. Część opowieści możecie już znać, ale i tak wszystkim wielbicielom jej stylu gorąco polecam.

Książka oczywiście do kupienia w dobrych księgarniach 😉

Serdecznie pozdrawiam

A.

Smutne, bardzo smutne nawet. Niestety urok internetowych znajomości polega między innymi na tym, że często to co w sieci zapowiada się świetnie rzeczywistość wkłada do niszczarki. Bohaterka wydaje się nieco zaskoczona takim obrotem spraw. Bardzo podobała mi się surowa forma, same tylko dialogi, żadnych opisów, żadnych uniesień, motylków, szczytów, jest za to rzyganie w kiblu od nadmiaru wypitego alkoholu.
Miałem dwa skojarzenia podczas lektury, jedno to opowiadanie innej Autorki NE – https://najlepszaerotyka.com.pl/2018/07/19/civis-et-manes-et-fabula-fies-b-s/ I tu i tam byłem jako czytelnik mocno zaintrygowany toczącą się rozmową. I nie do końca pewien kto z kim rozmawia.
Drugie skojarzenie muzyczne https://www.youtube.com/watch?v=n5vmk7FBbiI

Jak napisano wyżej, tekst zostaje w pamięci na dłużej.
F.

No życiowe….She, no szkoda. 👍

Cóż…. stylistycznie właściwie bez zarzutu. No, może za wyjątkiem dwóch rzeczy.

„Przy nim poczułam, że mogłabym spełnić swoje najbardziej skrywane marzenia”.

Strasznie nie lubię tego, jakże przekombinowanego, okreslenia. Gdyby iść tym tropem, to istnieją również najmniej skrywane marzenia. Marzenia to marzenia – i już. A jeśli już chciałaś koniecznie jakoś to uwypuklić, to dałbym „głęboko ukryte marzenia”, albo, żeby było jeszcze ładnie „marzenia wrzucone do głębokiej studni”.

„Złapała poły koszuli i lekko poruszyła w górę i w dół. ”

No proszę Cię; osoba na takim poziomie pisze coś takiego? No dobrze, każdemu może się zdarzyć wypadek przy pracy:)

A jak powinno być? Złapała poły koszuli i chwilę się nimi wachlowała.

To, że piszesz dobrze i nie schodzisz poniżej pewnego poziomu, to każdy wie. Nie idziesz na łatwiznę i nie unikasz trudnych tematów, skomplikowanych na maksa, jak to mówią ludzie mlodzi.

Ale z przedmówcami się nie zgadzam. Nie zapada w pamięci na dłużej, a nawet na krócej. Takich historii jest na pęczki.

Poznaję Ciebie coraz bardziej i coraz głębiej. Tak, jak pozwalasz mi siebie poznać.

Napisz komentarz