Krawiec (Maglek)  4.22/5 (9)

18 min. czytania

Bystro BA, „Girl in a box”, CC BY 2.0

Pan Piotr Górski był doskonale znaną postacią w swoim prawie trzydziestotysięcznym miasteczku. Prowadził damski zakład krawiecki, który kilka lat temu przejął w spadku po zmarłym ojcu. Jak to często bywa i na jego własne szczęście, odziedziczył nie tylko lokal i grono zaufanych klientek, ale przede wszystkim talent do swego fachu i pracowitość. Pan Piotr był w stanie wyczarowywać z najróżniejszych tkanin prawdziwe dzieła sztuki. Skopiowanie czy nawet ulepszenie raz obejrzanej kreacji nie stanowiło dla niego najmniejszego problemu. Robienie ubrań z katalogów traktował jako codzienną i konieczną rutynę, natomiast te zauważone na wybiegach projektantów lub takie, które odziewały najsławniejsze ciała tego świata traktował jako wyzwania i starał się je odtwarzać w najdrobniejszych szczegółach. Sam często proponował swym najlepszym klientkom wykwintne kreacje, które później z wielką pracowitością, pasją i zamiłowaniem tworzył. Zamówienia na najróżniejsze suknie sypały się jedna po drugiej, tak więc pan Piotr nie mógł narzekać na brak zajęcia. Tak naprawdę to jego czas był zazwyczaj zarezerwowany na kilka najbliższych tygodni, a na najszybsze zamówienie czekało się zazwyczaj minimum dwa miesiące.

Jednak miasteczkowy krawiec był słynny nie tylko ze swojego kunsztu we władaniu igłą i nicią. Pan Piotr miał jeszcze jeden bardzo użyteczny talent. Był niemal doskonałym kochankiem. Tylko sobie znanymi sposobami potrafił doprowadzić każdą kobietę do ekstazy, w dodatku takiej, jakiej nigdy wcześniej nie zaznała. Czasami krótkie pieszczoty sprawiały, iż kobiety traciły oddech i jęcząc domagały się jeszcze więcej. Delikatność, czułość i zrozumienie, jakie okazywał każdej z nich połączone z dyskrecją sprawiły, że jego sława rosła, a kolejka oczekujących klientek wciąż się wydłużała.

Wszystko to zaczęło się od pewnej dobrze sytuowanej mieszkanki miasteczka, która to niby przez przypadek zapomniała nałożyć majtek. Pan Piotr biorąc miarę usłyszał, iż będzie ona dokładniejsza, jeśli podwinie jej spódnicę. Jako zawodowiec wiedział, iż nie ma to większego znaczenia, ale postanowił spełnić prośbę zamożnej klientki.

Delikatnie podwinął spódnicę, by przyłożyć miarę do nogi, jednak kobieta wzięła ją pewnie do rąk i uniosła powyżej pasa. Zamiast spodziewanych majtek zobaczył pończochy przytrzymywane podwiązkami, a także lekki zarost i nabrzmiałe wargi sromowe.

– Zapomniałam dziś założyć majtek… – stwierdziła wesoło. – Mam nadzieję, że nie będzie to pana krępować…

Pan Piotr trochę zdębiał, ale postanowił zachować się jak profesjonalista i uznać ten niespodziewany striptiz za napiwek lub szczery objaw roztargnienia.

– Proszę jeszcze wziąć miarę z tyłu. – rzuciła klientka. Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź odwróciła się i ponownie podwinęła spódnicę powyżej pasa. Teraz krawiec oglądał goły tyłek. Musiał przyznać, iż był on całkiem zgrabny. Okrągłe, nieco wypięte pośladki chowały między sobą wilgotną muszelkę. Dalej wszystko potoczyło się momentalnie. Niecałą minutę później klientka stała w rozkroku oparta o stolik z maszyną do szycia, a pan Piotr głęboko penetrował jej wnętrze napiętym członkiem.

Od tamtego dnia minęły prawie cztery lata, a hasło „Proszę by wziął pan dokładną miarę” było sygnałem zdradzającym prawdziwy cel wizyty. Plotka o niezwykłych umiejętnościach i talencie miejscowego krawca rozprzestrzeniła się z siłą i szybkością błyskawicy. Niebawem zaczęło go odwiedzać panie w różnym wieku, zamawiając najbardziej fantazyjne kreacje, które wymagały długich i częstych wizyt, celem dokonania dokładnych przymiarek.

Pan Piotr miał trzydzieści cztery lata gdy znalazł się u szczytu sławy, zarówno jako krawiec jak i żigolak. Był bardzo przystojnym mężczyzną. Zawsze nienagannie przystrzyżony, modnie ubrany i wyperfumowany wykwintnymi pachnidłami, wydawał się być bardziej modelem, niż rzemieślnikiem. Kruczoczarne włosy i brązowe, zniewalające oczy, z których bił chłopięcy urok sprawiały, że jedno spojrzenie lub uśmiech mogły uwieść niejedną dobrze prowadzącą się kobietę. Tak więc zakład rozkwitał i nikt tak naprawdę nie wiedział, czy działo się to za sprawą nieprzeciętnych umiejętności krawieckich, czy może raczej bardzo przestronnej i wygodnej przymierzalni. Wszelako, jak to zazwyczaj bywa, prawda leżała gdzieś pośrodku.

*****

– Naprawdę??? – Katarzyna pytała wciąż z niedowierzaniem.

– Dokładnie tak… nawet nie wyobrażasz sobie, jakie to podniecające… sunie powoli po nodze tą swoją miarką, a potem mocno ściska, lub lekko drapie ci pośladek… albo coś więcej…

Przyjaciółki zachichotały niczym nastoletnie dziewczyny zdradzające sobie jakiś sekret lub pikantną plotkę. Mariola i Katarzyna znały się od czasów liceum, gdzie dopiero w klasie maturalnej zaczęły się naprawdę przyjaźnić. Jednak w odróżnieniu od innych znajomości, ta przetrwała późniejszą próbę czasu. Obydwie miały po trzydzieści sześć lat, dobrych mężów i dzieci chodzące do tej samej szkoły. Razem załatwiały sporo spraw i wielu mieszkańców miasteczka miało je za przyjaciółki-nierozłączki.

– Idę do niego jeszcze dziś…

– Przestań… a jak Piotrek się dowie…

– Daj spokój, ty mu powiesz? Jak chcesz, możesz iść za mną…

Katarzyna spojrzała na przyjaciółkę i zobaczyła w jej oczach wszystkie te uczucia, o których przed chwilą rozmawiały. Pożądanie młodej dziewczyny, głodnej świeżego doświadczenia. Podniecenie, jakie towarzyszy spotkaniu z nowym chłopakiem. I w końcu lekkie zawstydzenie, bo to, po co sięga, jest owocem zakazanym.

Nie do końca świadoma przyczyn, Katarzyna zgodziła się. Czy była pchana siłą ciekawości, czy też po prostu chciała towarzyszyć przyjaciółce, tego nie wiedziała. Pewne było tylko to, iż niecałą godzinę później stanęły przed bardzo gustownie urządzoną wystawą, na której był tylko jeden manekin ubrany w prostą, kremową suknię.

Dzwonek u drzwi oznajmił wejście klientek. Stanęły w dość obszernym pomieszczeniu wyglądającym jak stare biuro. Nie było tutaj niczego, prócz wystawowego manekina, co mogłoby zdradzać charakter pomieszczenia.

– Już idę… – męski głos doszedł z zaplecza, a obydwie przyjaciółki od razu wiedziały, do kogo on należy. Po chwili pan Piotr pojawił się w drzwiach. Miał okulary na nosie, na szyi wisiała mu miara, a w rękach trzymał kawałek jakiegoś materiału. Wyglądał dokładnie tak, jak powinien wyglądać krawiec. Nic nie zdradzało jego drugiego fachu, nawet jego twarz i oczy nie wyrażały niczego, co można by uznać za podryw lub choćby przejaw kokieterii.

– Słucham szanowne panie.

– Byliśmy umówieni na dziś… przyszłam wziąć miarę… – powiedziała Mariola. – chciałabym by była ona… dokładna…

Katarzyna spodziewała się, iż teraz krawiec zdradzi się jakimś choćby najdrobniejszym gestem. Niestety, pomimo iż wpatrywała się w niego bez przerwy, nie zauważyła niczego podejrzanego. Właściciel zakładu bez okazania jakichkolwiek emocji zapytał.

– Pani też?

– Nie, absolutnie nie. Ja tylko jestem tutaj z koleżanką. – Katarzyna wypowiadając te słowa machała rękami, jakby starała się za wszelką cenę udowodnić prawdziwość własnych słów. Musiała przy tym wyglądać naprawdę przekomicznie.

– Dobrze. Zechce pani poczekać.

Katarzyna zaczęła wątpić w słyszaną wcześniej opowieść. Pan Piotr nie zrobił niczego, co mogłoby zostać uznane za sygnał, iż idą na zaplecze w innym celu niż nakazywałby to jego oficjalny zawód. Bacznie go obserwując straciła wiarę, iż mogą się tutaj dziać rzeczy, o jakich opowiadała jej przyjaciółka. Oboje wyszli na zaplecze. Postanowiła usiąść w fotelu i czekać na rozwój wypadków.

– Co ma być dla pani?

Głos, jaki słyszała należał do krawca, a jego ton był tak znużony, iż można było iść o zakład, czy za chwile przypadkiem nie zaśnie.

– Suknia koktajlowa… czerwona, taka do samej ziemi…

– Tak, pamiętam.

Zapadła cisza przerywana jedynie szelestem materiału. Katarzyna wsłuchiwała się w każdy szmer i chciała wyłowić coś, co pozwoliłoby jej zweryfikować swój pogląd. Po kolejnej chwili milczenia jej ciekawość zwyciężyła. Ściągnęła powoli buty i odstawiła je na bok. Zakradła się pod drzwi prowadzące na zaplecze i zaczęła nasłuchiwać. Znów niczego nie usłyszała. Kiedy miała już zrezygnować, jej uszu doszło coś, co zmusiło ją do zajrzenia do następnego pomieszczenia.

Mariola powoli i bardzo cicho westchnęła, następnie trochę nierówno wypuściła powietrze. Mógł być to zwykły oddech, gdyby nie kolejny, trochę zbyt głęboki i nieco za długi. Chwila przerwy i znów podobne dźwięki, chyba nawet trochę głośniejsze.

Tak nie oddycha kobieta, która ma jedynie stać i… tak oddycha kobieta… Katarzyna nie chciała dokańczać własnych myśli. Musiała się przekonać na własne oczy. Powoli i bardzo ostrożnie wysunęła głowę zza futryny.

To, co ujrzała nie od razu do niej dotarło. Zobaczyła swoją koleżankę zwróconą tyłem do niej, w lekkim rozkroku. Nie było by w tym niczego nienormalnego, gdyby nie głowa krawca znajdująca się na wysokości jej bioder. Kolejna chwila i Katarzyna pojęła, co się tam dzieje. Schowała głowę za futrynę, by nie patrzeć, poczuła bowiem narastające zgorszenie. Nie chciała obserwować tej pary, ale jednocześnie narastające, coraz bardziej intensywne jęki wzbudzały ciekawość, a nawet zaczęły podniecać.

Nie wiedziała ile minęło czasu, ale w końcu znów się przemogła. Raz jeszcze zajrzała za futrynę. Widok wiele się nie zmienił, ale teraz jej wzrok skupił się na szczegółach. Głowa Marioli była zadarta do góry, jakby kobieta chciała wszystkie swe jęki skierować wprost do nieba. Jedną ręką podtrzymywała spódnicę, natomiast druga musiała spoczywać na głowie kochanka. Lekki rozkrok, przyspieszony oddech i nieco drżące nogi świadczyły o niezwykłej przyjemności, jaką przeżywała. Właściciel zakładu wydawał się całkowicie nieruchomy, jedynie jego dłonie powoli ugniatały pośladki ukryte pod materiałem. Coraz głośniejsze jęki świadczyły jednak, iż język krawca nie jest tak spokojny, jak jego dłonie i reszta ciała. Teraz Katarzyna usłyszała również drobne mlaśnięcia i cmoknięcia, a wszystko przeplatane coraz głośniejszymi oddechami przechodzącymi już w ciche jęki. Każda kolejna chwila utwierdzała ją w przekonaniu o niezwykłych umiejętnościach pana Piotra. Mariola nie mogła udawać, jej podniecenie zdawało się emanować z niej i wypełniać przestrzeń, niczym intensywny zapach.

– Tak… – jęknęła Mariola. Było to tak ciche, a jednocześnie tak intensywne, iż Katarzyna niemal poczuła język krawca na swoim ciele. Wpatrywała się w nich i nie mogła przestać. Narastały w niej dwie sprzeczne pragnienia. Jedno kazała odwrócić wzrok, a drugie popychało by wstać i dołączyć do pary kochanków.

– Nie możesz… – rozum i wierność podpowiadały uciec stąd jak najdalej. Zbliżyła się do drzwi, starała się je cicho otworzyć, by wymknąć się na zewnątrz. Klamka ustąpiła lekko, ale drzwi pozostały na miejscu. Katarzyna naparła na nie z większą siłą i już niemal zaczęła ją szarpać, gdy zobaczyła dziwne urządzenie. Mała czerwona skrzynka z ukrytym w środku zamkiem, który blokował jej wyjście. Nie można było go otworzyć ręcznie. Kabel wystający pod spodem ciągnął się zapewne na zaplecze. Krawiec był zatem nie tylko świetnym kochankiem, ale również pomysłowym i przezornym człowiekiem. Nie dało się otworzyć tych drzwi ani od wewnątrz, ani z zewnątrz, dopóki nie zechce tego znajdujący się na zapleczu właściciel.

Katarzyna znajdowała się w pułapce i jedyne, co jej pozostało, to czekać cierpliwie, aż krawiec skończy brać miarę i wypuści Mariolę z zaplecza. Była pewna, że nie chce już tam zaglądać, więc siadła cicho i starała się nie myśleć o tym, co dzieje się za ścianą.

Tymczasem odgłosy przestały być ciche i skrywane. Teraz nie można było mieć wątpliwości, jakiego rodzaju usługę świadczy właściciel zakładu. Mariola zaczynała coraz głośniej pojękiwać i coraz dobitniej udowadniać nieprzeciętne umiejętności pana Piotra. Kaśka starała się nie myśleć o przyjaciółce, ale wyobraźnia była silniejsza.

Mimowolnie zamknęła oczy i miała wrażenie, że spod niedomkniętych powiek obserwuje splecione ciała kochanków. Dłonie pana Piotra obejmowały dalej pośladki, ale była pewna, że coraz częściej sięgają do nabrzmiałych piersi. Wprawnymi ruchami rozpiął jej bluzkę i stanik. Jędrne półkule poczuły jego delikatny, a jednocześnie stanowczy dotyk. Jednak język nie porzucił swego zajęcia dalej kręcił się wokół łechtaczki Marioli. Trwało to jeszcze chwilę, gdy Kaśka usłyszała coś innego. Wyobraźnia od razu wymalowała jej obraz zza ściany.

Krawiec wstał i skierował półprzytomną z rozkoszy kobietę ku najbliższej ścianie. Katarzyna poddała się bez najmniejszego oporu. Położyła dłonie na drewnie boazerii, jakby chciała bez przeszkód być przeszukana. Kliknięcie klamry paska i szelest materiału zaświadczył, iż organ krawca wydostał się na zewnątrz. W następnej sekundzie musiał znaleźć swoje miejsce.

– Aaa… uuu… aaa… aaa!! – były to miarowe jęki wydawane przez Mariolę. Nie nazbyt głośne, bo dłoń mężczyzny tłumiła krzyki. Odgłosy się zmieniły, a spod opuszczonych powiek Kaśka wciąż oglądała seksualny spektakl.

Biodra pana Piotra obijały się o wypięty tyłek Marioli. Regularne odstępy klaśnięć i przyspieszony oddech świadczyły, iż kochanek był w niej bardzo głęboko. Jedna jego ręka spoczywała na ustach kochanki, a drugą chwycił jej włosy. Kobieta odchyliła głowę do tyłu, ale jej dłonie dalej posłusznie spoczywały na boazerii. Tłumiony krzyk i oddech odbijał się od sufitu i trafiał wprost do uszu Katarzyny.

Nie wiedziała ile minęło czasu, gdy nagle okrzyki Marioli przybrały na sile. Klaśnięcia stały się tak intensywne, jakby wykonywały je dłonie, a nie ciała kochanków. Kobieta przywarła do ściany, a krawiec całą swą siłą starał się ją do niej przybić. Ostatnie pchnięcia były nadzwyczaj mocne i głębokie, a Kaśka była pewna, iż każdy z nich mógłby przyprawić o orgazm.

Odgłosy zza ściany zaczęły cichnąć. Pan Piotr dyszał w ucho swej klientki, a ona sama wciąż miała otwarte usta i głęboko oddychała. Taki oddech świadczył o wielkim kunszcie właściciela zakładu. Katarzyny nie trzeba było przekonywać o tym, jak dobrze było jej przyjaciółce. Wiedziała, że ma ona za sobą z jeden z lepszych orgazmów w życiu. Najgorsze było jednak to, iż ona sama również poczuła chęć przeżycia czegoś podobnego. Jednak ciekawość została przezwyciężona przez przyzwoitość i wierność. Teraz chciała jedynie stąd wyjść i znaleźć się jak najszybciej w domu. Usłyszała jedynie szeptaną krótką rozmowę i po kilku minutach przyjaciółka stanęła w drzwiach.

– Chyba będziemy szły? – zapytała, choć na pierwszy rzut oka musiała się domyślić, że Kaśka marzy o tym, by jak najszybciej opuścić zakład.

– Podobało ci się? – zapytała Mariola, gdy znalazły się już na zewnątrz.

– Ważne, że tobie się podobało.

– Rozumiem. To, kiedy się do niego wybierzesz?

– Nigdzie się nie wybieram i skończmy już ten temat.

Kaśka z całej siły próbowała udawać obrażoną i zgorszoną, jednak wiedziała, iż przyjaciółka zdaje sobie sprawę, że nie jest z nią do końca szczera. Spośród zapewnień o wierności i czystości wyłaniało się lekkie zaciekawienie i minimalne podniecenie. Zanim kobiety się pożegnały, zdążyły już zakończyć temat krawca i rozmawiały niemal tak samo beztrosko, jak przed wizytą w zakładzie.

*****

Minęło kilka tygodni od popołudnia spędzonego w zakładzie pana Piotra i Katarzyna była bliska tego, by zapomnieć o niedawnej wizycie i emocjach, jakie ta w niej wzbudziła. Codzienne życie przytłumiło chęć przeżycia zakazanej przygody. Jednak ciekawość jest jak wino, im dłużej czekasz, tym większej mocy nabiera. Dokładnie tak samo było w jej przypadku. Przy kolejnym spotkaniu z Mariolą postanowiła naprowadzić rozmowę na temat najsłynniejszego krawca w mieście.

Przyjaciółka nie była głupia i szybko domyśliła się, o co chodzi, więc dała jej telefon do  pana Piotra zapewniając, że ma mnóstwo klientek odwiedzających go tylko i wyłącznie ze względu na jego równie nieprzeciętny talent krawiecki. Katarzyna miała więc numer, ale nie była jeszcze gotowa by z niego skorzystać. Do tego potrzebne było jeszcze trochę czasu…

*****

Popołudnie skończyło się obiadem i jak zwykle krótkim oglądaniem telewizji. Mąż pykał po kanałach, a Katarzyna odpłynęła myślami i niespodziewanie znalazła się w objęciach pana Piotra. Myśl, że jest w jego ramionach i daje się pieścić była niczym uciążliwa mucha, której nie sposób przepędzić. Oglądała się dyskretnie na męża, jakby obawiała się, czy ten nie odkryje jej myśli i udaremni rodzący się w głowie plan. Nic takiego jednak się nie stało. Jedynym ruchem, jaki jej mężczyzna wykonywał był regularny skurcz kciuka na przycisku pilota.

– Przejdę się do Marioli – rzuciła nagle i jakby przez chwilę pożałowała swej decyzji. Odpowiedziało jej cicho wymruczane słowo „Jasne”.

Po kilku minutach zmierzała w kierunku zakładu krawieckiego i czuła się, jakby szła na pierwszą randkę. Myślała tylko o swoim spotkaniu i o tym, jak się zachowa i co powinna odpowiedzieć na dziesiątki możliwych pytań, jakie może jej zadać pan Piotr. Raz kozie śmierć, pomyślała i przekroczyła drzwi zakładu.

Dopiero teraz zdała sobie sprawę, iż nie jest umówiona i prawdopodobnie nie zostanie przyjęta.

– Słucham panią.

Krawiec pojawił się niczym zjawa. Ten sam, przystojny, doskonale uczesany i cudownie pachnący.

– Chciałam…

– Tak?

– Chciałam sobie coś uszyć… – wybełkotała, bo całkiem pogubiła się w tym, co i jak miała powiedzieć.

– A o czym dokładnie pani myśli?

Pan Piotr wpatrywał się prosto w oczy swej potencjalnej klientki i tak jak poprzednio, nawet najmniejszym gestem nie zdradzał, iż może tu chodzić o coś zupełnie innego niż szycie ubrania.

– Garsonkę… i chciałabym by wziął pan miarę… dokładnie…

– Oczywiście. Pani zachce udać się ze mną.

Przez myśli Katarzyny przebiegły wątpliwości. To niemożliwe, by był tak opanowany w momencie, gdy ma za chwilę przelecieć kolejną nieznana mu kobietę. Weszli na zaplecze, gdzie pan Piotr podszedł do ściany i nacisnął mały przycisk. Katarzyna doskonale wiedziała, do czego on służy. Poczuła się jak w więzieniu. Teraz nie było już odwrotu, ten mężczyzna za chwilę podejdzie i zacznie się do niej dobierać, a najgorsze w tym wszystkim jest to, iż ona na to pozwoli. Nie wiedziała, co powiedzieć i jak się zachować. Stała jak sparaliżowana i czekała na rozwój wypadków.

Tymczasem właściciel zakładu z usłużnego i znudzonego rzemieślnika zmienił się w rasowego playboya. Jego spojrzenie stało się na wskroś przeszywające i zniewalające. Lekki, zawadiacki uśmiech zdawał się mówić, że cokolwiek by nie robiła lub powiedziała i tak będzie jego. Do tego wszystkiego powolnym krokiem zaczął zbliżać się do niej i ani na chwilę nie przerwał kontaktu wzrokowego. Momentalnie zrozumiała te dziesiątki kobiet, które wyczekiwały w kolejkach by dać się wymierzyć temu jakże niezwykłemu mężczyźnie. Nie było możliwości i nawet odrobiny chęci by mu się opierać.

– Pani pozwoli… – wyciągnął dłoń, ujął jej własną i złożył na niej lekki, wręcz aksamitny pocałunek. – Na imię mam Piotr…

– Kaśka – bąknęła niczym speszona licealistka.

– Dziwię się, że tak piękna, ponętna i seksowna kobieta mnie odwiedza. Pani chyba nie może odpędzić się od adoratorów, a tymczasem ja mam przyjemność całować pani dłoń…

Te wręcz banalne słowa w ustach Piotra brzmiały jak najbardziej wyszukane komplementy. W jego słowach wybrzmiewała jakaś niezrozumiała moc. Katarzyna była już gotowa na to, co miało się niebawem wydarzyć.

Krawiec tymczasem jeszcze się zbliżył, tak, że poczuła jego oddech. Lekka woń mięty pomieszana z zapachem dobrej wody kolońskiej. Nie było w nim nic, co mogłoby sprawić, by chciała odejść, zrezygnować, czy uciec. Myśl, że za chwilę będzie brał ją zupełnie obcy facet przestała być straszną, zaczęła coraz mocniej podniecać.

– Teraz zajmiemy się pomiarami…

Pan Piotr wyciągnął miarkę i przekładając ją pomiędzy palcami rozwinął na całą długość. Następnie objął swą klientkę i przycisnął mocno do siebie. Katarzyna poczuła na plecach pasek miarki i nie opierając się przyległa do torsu mężczyzny. Był od niej o jakieś kilkanaście centymetrów wyższy, więc oparła mu głowę o pierś. Chciała go objąć, ale zabrakło jej odwagi. Na razie postanowiła czekać i pozwolić wprowadzić się w nastrój podobny do tego, jaki przeżywała jej przyjaciółka.

Pan Piotr uklęknął na jedno kolano i jakby prosząc ją o rękę, zaczął delikatnie całować i muskać językiem jej dłonie. Dziwne mrowienie przeszło przez całe ciało Katarzyny. Ten mężczyzna naprawdę znał się na rzeczy. Choć nigdy przedtem nie zamienili więcej niż paru słów, doskonale wiedział jak w prosty, a jednocześnie elegancki sposób podniecić ją i przyprawić o miękkie kolana. Przez chwilę poczuła się jakby nie była sobą, a jedynie obserwowała inną kobietę w jej własnym ciele.

Tymczasem miarka krawca poczęła krążyć w coraz ciekawszych miejscach. Pan Piotr pochylił się jeszcze niżej i przyłożył swoje narzędzie pracy do jej kostki. Potem powoli, po wewnętrznej stronie nogi zaczął jechać w górę. Gdy minął łydkę, zatrzymał się chwilę przy kolanie. Przytulił je i ucałował. Katarzyna nigdy w życiu nie była tak podniecona. Ten człowiek zdawał się pieścić każdy, nawet najmniejszym fragment jej ciała. Poczuła się jak bogini, której cześć oddaje wierny wyznawca. Dla niego była świętością, czcił ją i wielbił, skupiał na niej pełnię uwagi.

Dłoń zaczęła iść coraz wyżej. Spódnica kończąca się zaraz za kolanami, podnosiła się się powoli aż do pasa. Skóra na udzie była gładka i ciepła. Pan Piotr nie spieszył się. Wiedział doskonale, że pośpiech jest złym doradcą, a z kobietą trzeba postępować powoli i z wyczuciem. Zaledwie musnął materiał majtek, ale dokładnie w miejscu, gdzie skrywały wilgotne już wargi sromowe. To jakby na chwilę ją orzeźwiło, chciała zaprotestować, ale jedyne, co zrobiła, to złożyła ręce na ramionach swego kochanka i wolno wypuściła powietrze. To był pierwszy moment, w którym zrozumiała, że dziś przeżyje seks swego życia. Nie miała już żadnych oporów, postanowiła oddać się mu cała i to teraz, zaraz.

W następnej chwili mężczyzna zaczął pieścić udo. Owijał je swoją miarką i namiętnie całował. Jednocześnie dłonie przesuwały się to w górę, to w dół obsypując nogi serią elektryzujących dotknięć. Za każdym ruchem zbliżał się coraz bliżej do ciepłego i wilgotnego miejsca, ale wciąż nawet go nie muskał. Chciał by jej wnętrze powoli osiągnęło temperaturę wrzenia, nim zanurzy się w nim swoją męskością.

Katarzynie zaczynały drżeć nogi. Nie była pewna czy zdoła utrzymać własny ciężar. Położyła dłonie na ramionach swego kochanka i wyczekiwała kolejnych doznań. Usta mężczyzny zaczęły błądzić coraz bliżej majtek, aż w końcu spotkały się z nimi. Po raz kolejny przeszły ją ciarki. Zaczęła coraz głośniej oddychać w rytm pocałunków i pieszczot wymierzanych jej przez krawca.

– Taaak…

To jedno ciche słowo wydobyło się z ust Katarzyny, gdy Piotr złożył ręce na jej pośladkach i powoli zaczynał wkradać się pod majtki. Skóra na pupie była gładka i ciepła. Palce mężczyzny minęły skrawek materiału i zaczęły sięgać coraz dalej. Wkrótce pieścił cały tyłek, zagłębiając się coraz śmielej pomiędzy krągłościami w poszukiwaniu wilgotnej szparki. Nie mogąc się doczekać, by krawiec w końcu dotknął jej muszelki, mocniej wypięła się w poszukiwaniu jego palców. Mężczyzna od razu to wyczuł.

Sięgnął do zamka spódnicy, rozsunął go, a następnie odpiął guzik. Spódnica opadła. Kaśka jedną noga z niej wyszła, a drugą odrzuciła na bok. Stała teraz jedynie w majtkach, koszuli i lekkim sweterku.

– Przepiękna – stwierdził pan Piotr i zaczął całować jej krocze. Odchyliła głowę do tyłu. Poczuła jak usta i język krawca dotykają gorącego i mokrego wzgórka. Zamierzał chyba sprawić, by majtki rozpuściły się w jej sokach oraz jego ślinie. Kaśka na wpół świadomie sięgnęła do brzegu materiału i odsłoniła swój skarb. Krawiec natychmiast zareagował. Bardzo powoli i dokładnie przejechał językiem przez całą długość jej warg sromowych. Kolejna fala rozkoszy zaczęła ją już rozsadzać. Pragnęła tylko jednego. Chciała, by ten mężczyzna jak najszybciej się w niej znalazł, by wszedł w nią choćby na chwilę, bo wiedziała, że tylko tyle trzeba, by miała wspaniały orgazm.

– Nie będą nam potrzebne – Piotr sięgnął i jednym wprawnym ruchem ściągnął kobiecie majtki.

Kaśka poczuła się jak uwolniona z więzów. Jej gładko ogolony wzgórek mógł odetchnąć. Jeśli członek krawca byłby już obnażony, od razu siadłaby na niego, obejmując mężczyznę nogami i rękami. Z niecierpliwością wyczekiwała tej chwili. Jednak po sekundzie nastąpiło coś, co sprawiło, iż jęk, jaki z siebie wydała przerodził się niemal w krzyk.

Mężczyzna wsunął w nią swój język. Zrobił to tak nagle i głęboko, że przez chwilę miała wrażenie, iż jest to coś zupełnie innego. Spojrzała na niego z niedowierzaniem, ale to wciąż był pan Piotr. Nie trzymał w ręku niczego i jedyne co robił, to wpijał swoje wargi w jej krocze. Ciche mlaśnięcia i odgłos ssania nie mogły przebić się przez coraz głośniejsze jęki oraz zawodzenie.

– Jeszcze trochę… jeszcze…

Marta dochodziła. Obydwoje wiedzieli, że jej orgazm się zbliża, jednak pan Piotr nie chciał jeszcze kończyć swego przedstawienia. Pragnął również osiągnąć szczyt.

Momentalnie przerwał pieszczoty i od razu sięgnął do górnej garderoby. Koszula i sweter zostały niemal zdarte z Katarzyny. Trwało to chwilę, jednak nic nie pękło, nic się nie naciągnęło. Można było odnieść wrażenie, że wręcz wyskoczyła ze swego ubrania. Stanik po chwili przeszedł przez głowę i wylądował na podłodze. Była teraz całkiem naga i wyczekująca spełnienia.

Mocne ramiona krawca uniosły ją niczym zabawkę. Mężczyzna ułożył Katarzynę na pobliskiej kanapie. Tam szybko ściągnął swoje ubranie. Jej uwadze nie uszło to, że był całkiem nieźle zbudowany. Linie jego mięśni były lekko zaznaczone, ale chyba nie wyrzeźbione poprzez kulturystyczne ćwiczenia. Najlepsze jednak pozostawił na sam koniec. Członek krawca był naprawdę imponujący. Na pierwszy rzut oka widać było, iż liczy sobie ponad dwadzieścia centymetrów długości. Z nabrzmiałą już żołędzią wyglądał niczym mała maczuga.

– Gotowa? – spytał pan Piotr, choć doskonale znał odpowiedź.

Uklęknął, pogładził swego członka i od razu skierował go między jej rozchylone nogi. Z początku samym końcem przyrodzenia sunął po nabrzmiałych i mokrych wargach sromowych. Jego penis wkrótce zalśnił od soków kobiety. Wtedy zaczął powoli się zagłębiać.

– Aaaaa…

Kaśka cicho jęknęła. Jej wnętrze nie tyle rozchylało się przed członkiem, co wręcz wciągało go w siebie. Pan Piotr nie odczuł prawie wcale oporu. Wolno wsunął się cały. Wziął głęboki oddech i wprawił biodra w ruch.

Zaczął powoli, delektując się każdym ruchem i każdym przedłużonym jęknięciem kobiety, stopniowo zwiększał siłę i szybkość posunięć. Trzymał ją za biodra i coraz mocniej przyciskał do swego ciała. Jęki i głośne oddechy zaczęły się zlewać, tworząc jedyny w swym rodzaju koncert cielesnej miłości. Oparł dłonie o uniesione do góry nogi, założył je sobie na ramiona i znów coraz mocniej zaczął nacierać na pośladki kobiety. Jej piersi podskakiwały w rytm jego ruchów. Oczy miała zamknięte, usta rozchylone. Wszystko inne przestało mieć znaczenie, teraz liczył się tylko jej kochanek i ich miłosny akt.

Po chwili Kaśka poczuła zbliżający się orgazm. Wiedziała, że nie będzie to krótki dreszcz, ale mocna fala rozkoszy, która wkrótce rozejdzie się po całym ciele. Pan Piotr również niezawodnie to wyczuł. Ścisnął mocniej uda kobiety i jeszcze silniej zaczął ją penetrować. Klaśnięcia jej pośladków i krzyk stał się jednym.

– O Boże… mocniej… jeszcze… teraz… aaaaaa!

Wciąż krzyczała, a on złapał ją za ramię i w tych ostatnich chwilach jeszcze mocniej nadział na członka. Trwało to kilkanaście sekund, w czasie których intensywność jego pieszczot jeszcze się wzmogła. Dopiero, kiedy krzyk przycichł, Piotr zaczął zwalniać. Jego ruchy straciły na gwałtowności, stawały się coraz delikatniejsze. Teraz już jej nie brał, on ją masował i pieścił. Członek gładził jej wnętrze, by stopniowo uwolnić ją od całego napięcia i narastającego od dawna pragnienia. W końcu mężczyzna znieruchomiał. Pozostał w niej jednak, wciąż wyprężony i napięty.

– Było ci dobrze – szepnął jej do ucha.

Nie było to pytanie, lecz raczej stwierdzenie. Jej ciało zdradzało wszystko. Nie było wątpliwości, że właśnie przeżyła orgazm swego życia.

– Najlepiej… – wydyszała, całkowicie szczera.

Przez chwilę zastanawiała się, czy jej kochanek miał orgazm i zdała sobie sprawę, że nic takiego nie miało miejsca.

– A tobie było dobrze? – spytała nieśmiało.

– Oczywiście, że tak. Lecz muszę zachować siły, bo za godzinę mam kolejną przymiarkę.

Takie stwierdzenie nieco uraziło Katarzynę. Poczuła wręcz coś na kształt zazdrości. Jednak po chwili to minęło. Ona zaś zdała sobie sprawę, że dzisiejsza wizyta u pana Piotra prawdopodobnie nie będzie ostatnią…

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Hmmm… tak krawiec kraje, jak mu materii staje 😏

Krotochwilna historia o rzemieślniku i artyście w dwóch fachach. Z jednej strony różnych, z drugiej – wszak w obydwu chodzi o docenienie kobiecości 🙂

Choć na Najlepszej zwykle szukam nieco głębszych opowieści, czasem miło jest spędzić kwadrans z uśmiechem na ustach.

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz