Nowy świat czarownic 69-71 (Nefer)  4.67/5 (3)

23 min. czytania

Caspar David Friedrich, „Kairn w śniegu”

69

Ciała Aurory nie odnaleziono. Poszukiwania trwały aż do zmroku, wzięła w nich udział także sama wiedźma, przerzucając przy pomocy splotów powietrza dosłownie każdą zaspę śniegu, odrzucając każdy zwał nadpalonego drewna, odkopując każdą piwnicę. Nie natrafiono również na nikogo przypominającego jedną z bliźniaczek, Gonan albo Geldrę. Marcus nie miał pojęcia, czy Lady Berengaria wie o istnieniu drugiej siostry, on sam nie uznał za wskazane, by udzielić tej informacji, a Lucjusza wolał w tej sprawie nie wypytywać. Pan Trzeci trzymał się na uboczu, ponury i rozgoryczony, niechętnie zbliżając się na wezwanie księżnej do kolejnych, wydobywanych z ruin grodu zwłok. Bo tych odkopano całkiem sporo, wiele niemożliwych do rozpoznania. Wydawało się prawdopodobnym, że jedno z nich mogło należeć do pani dworzyszcza. Wiedźma nie sprawiała jednak wrażenia usatysfakcjonowanej tym całkowicie usprawiedliwionym przypuszczeniem, nieustannie poganiała swoich ludzi, sama także nie szczędziła mocy.

Ponure zajęcie przerwały zapadający zmrok oraz przybycie reszty orszaku. Pomimo utrzymywania się dobrej pogody potrzebowali całego dnia, by pokonać zasypaną śniegiem drogę z polany pod samotnym dębem. I nic dziwnego, skoro nie wspierała ich magia. Nie czekając na ukończenie rozstawiania namiotów, Marcus zamierzał jak najszybciej spotkać się z opatuloną futrami Bereniką, wiezioną w umieszczonej pomiędzy dwoma końmi kołysce, akurat wtedy księżna przyzwała go jednak do siebie, by spróbował rozpoznać kolejne zwłoki jakiejś barbarzyńskiej kobiety. Na szczęście, w najmniejszym stopniu nie przypominała Aurory, o czym poinformował czarownicę nie bez satysfakcji w tonie głosu. Lucjusz potwierdził te słowa milczącym skinieniem głowy.

– To już koniec – podsumowała pani Siedmiu Bram, z irytacją trącając czubkiem buta dłoń bezimiennej, martwej dziewczyny. – Będę musiała posłużyć się innym sposobem, by upewnić się o  śmierci Aurory. Wezwę was później, moi panowie, tymczasem obydwaj jesteście wolni.

Energicznym krokiem oddaliła się w stronę rozbijanego obozowiska.

– O czym ona właściwie mówi, panie Pierwszy?

– Nie pojmujesz, Lucjuszu? Wiedźma zabije prawdziwą Berenikę, naszą prawowitą panią i małżonkę, gdy tylko ta wyda na świat córkę, której czarownica potrzebuje jako następczyni tronu Siedmiu Bram i własne, kolejne wcielenie. A wtedy przekona się, czy dopadła tutaj wszystkie, potrafiące korzystać z mocy barbarzyńskie kobiety, z którymi zległeś w łożu. W tym również Aurorę. Jeżeli tak, to po śmierci Bereniki twoja moc stanie się wobec wiedźmy bezsilna i to będzie ten dowód. A tymczasem zamierza wzywać cię do własnego łoża i pozbawiać magicznej siły tak często, jak tylko okaże się to możliwe, byś nie zdołał jej zagrozić. Swego czasu ze mną postępowała dokładnie tak samo, a gdy uznała, że stałem się jednak zbyt niebezpieczny, spróbowała zabić. Uratował mnie szczęśliwy przypadek i trafiłem do barbarzyńców.

– Ale przecież nie chodzi tylko o Aurorę… Nie powiedziałem jej o tym, ale Gonan też nie znaleźliśmy.

– Może obydwie leżą gdzieś tutaj, pod śniegiem.

– Nie wierzysz w to, panie Pierwszy. A ja nie wierzę, że mógłbyś czegoś takiego pragnąć.

– Dla ciebie, panie Trzeci, tak byłoby jednak najlepiej. Ona nie zechce trzymać przy sobie kogoś, kto mógłby jej zagrozić.

– Zabiję ją! Zabiję przy pierwszej okazji, choćby dzisiejszej nocy, gdy wezwie mnie do łoża.

– Widziałem niedawno, jak próbowałeś. I nie wróżę większego powodzenia. Będzie się miała na baczności, a już na pewno dzisiaj, jutro i jeszcze przez wiele dni. Straciłeś swoją szansę, panie Trzeci.

– To co mam zrobić?

– Może znajdziemy jakiś sposób. – Marcus położył dłoń na drążącym ramieniu sir Lucjusza. – Musisz być gotowy, by z niego skorzystać. A także, by mi zaufać.

Nie miał zamiaru ujawniać swoich planów temu słabeuszowi, który na dodatek jeszcze niedawno zaatakował mocą również jego samego. Zmienność nastrojów i emocje sir Lucjusza stanowiły zbyt wielkie niebezpieczeństwo dla powodzenia nowego zamysłu. Że też akurat moc trzeciego współmałżonka stanowiła niezbędny element powodzenia tych zamiarów… Było jednak coś, co wymagało wyjaśnienia.

– Skąd twoja pewność, Lucjuszu, że to akurat Gonan przeżyła, a Geldra leży tam, w śniegu? Powtarzasz to już drugi raz. Ja sam nie potrafiłem rozpoznać ich za życia, a tym bardziej teraz.

– Nie wiem skąd, ale wiem! Wiem, że Gonan żyje i ukrywa się gdzieś w pobliżu. Czuję to.

– Czujesz?

– Tak, nie mam pojęcia w jaki sposób, ale wyczuwam jej moc. Jest osłabiona, może ranna, ale żyje!

Marcus zastanowił się szybko.

– Kiedy ostatni raz zległeś z nimi w łożu? I której z sióstr wtedy usłużyłeś?

– Co cię to obchodzi? Mówisz tak, jak gdyś sam nie robił tego samego!

– Mów prawdę, to bardzo ważne.

– W noc poprzedzającą nasz wyjazd. I… tak, były tam obie, ale moc oddałem właśnie Gonan. Chciałem wiedzieć i powtarzałem imię, które podała.

– Wyczuwasz teraz, jak posługuje się magiczną siłą?

– Nie wiem, ale coś czuję. I wiem, że to ona. Gonan żyje.

– To może być prawdą, Lucjuszu. Gdy pani szlachetnej krwi, Gonan, Berenika czy nawet wiedźma, posługuje się przejętą od ciebie mocą, a ty sam też znasz już sztukę rzucania zaklęć, powinieneś rozpoznać splatane przez nią czary. A przynajmniej wyczuć ich użycie, to drugie może wtedy, gdy czyni to w większej odległości.

– Ona jest gdzieś blisko, ale wydaje się słaba. Musimy jej pomóc!

– W jaki sposób? Jedyny, jaki przychodzi mi do głowy, to zabicie wiedźmy.

– Gdy tylko będę miał okazję…

– Nic nie osiągniesz, już mówiłem. Nie po tym, gdy wszystko wygadałeś. W najbliższym czasie będzie się mieć na baczności. Ale to, że wyczuwasz użycie twojej mocy jest bardzo ważne. Z bliższej odległości powinieneś też rozpoznać, powtórzyć albo rozplątać rzucone przy jej użyciu zaklęcia. Nawet te rzucone przez wiedźmę.

– Nie próbowałem się w to zagłębiać…

– To spróbuj, zwłaszcza wtedy, gdy będzie nakładała twój ochraniacz. To może okazać się ważne.

– Miałbym zerwać ten czar? Ale po co?

– Choćby po to, byś nie został z tym zaklęciem, jeżeli jakimś cudem zdołałbyś ją zabić. Ale wcześniej niczego podobnego nie rób, to zbyt niebezpieczne.

– Nie dbam o własne bezpieczeństwo! Chcę jej śmierci, chcę pomóc Gonan!

– Na początek, postaraj się samemu pozostać przy życiu. Potem coś wymyślimy.

Ciągnąc za sobą Lucjusza podążył w stronę obozowiska. Chciał jak najszybciej zobaczyć Berenikę. Niestety, okazało się, że do namiotu ukochanej wprosiła się wiedźma. Wyrzuciła stamtąd wszystkich, zakazując wstępu i zostając sam na sam z prawdziwą panią Siedmiu Bram. Z konieczności, razem z Sudrun poszukali schronienia w namiocie sir Adriana, który zaoferował gościom grzane wino. Dziewczyna dotykała tylko wargami naczynia, zziębnięty i przygnębiony ponurym dniem Marcus wychylił dwa kielichy, Lucjusz również nie odmówił poczęstunku. Ciekawe, jak radzi sobie w zimowym lesie Gonan? On sam nie wyczuwał jej zaklęć, ale też ostatni raz zległ w łożu z bliźniaczkami już kilka dni temu. I w przeciwieństwie do Lucjusza, nie miał pewności, której z sióstr oddał wtedy moc. Niestety, obecnie w żaden sposób nie potrafił dziewczynie pomóc.

Krążąca po obozie pani Olga przyniosła wreszcie wiadomość, że Lady Berengaria opuściła namiot Bereniki i mogli udać się do ukochanej. Marcus uznał, że wygląda na słabszą i bardziej zmęczoną niż poprzedniego dnia.

– Źle się czujesz? Zaszkodziła ci podróż, a może zbliża się rozwiązanie? – Z niepokojem pochylił się nad bladą twarzą małżonki.

– Zaszkodziło mi spotkanie z wiedźmą – odparła głucho.

– Co ci zrobiła?

– Spaliła gród i wymordowała tych biednych dzikusów – Berenika zdawała się nie słyszeć pytania Marcusa. – Nie wszystkich jednak, Aurora zapewne przeżyła. Nigdy nie sądziłam, że taka wieść mnie uraduje. Ale tak, cieszę się, że czarownica jej nie dopadła. Cieszę się, że w tym jednym się przeliczyła, że kogoś się obawia. Bo wyczuwam ten niepokój i sprawia mi on satysfakcję. Choćbym sama miała przypłacić to życiem. – W głosie dziewczyny pojawiła się pełna nienawiści siła.

– O czym ty mówisz?

– Wiedźma chce, bym jak najszybciej urodziła córkę i następczynię. Następczynię i kolejne wcielenie nieśmiertelnej pani Siedmiu Bram. Zależy jej na każdym dniu i nie chce nawet odczekać do przeznaczonego mi, naturalnego czasu. Domyśl się, dlaczego.

– Nie chcesz chyba powiedzieć…

– Aurora… Lady Berengaria pragnie zyskać pewność śmierci tej dziewczyny, albo jak najszybciej wyruszyć na nowe polowanie. A tę pewność zdobędzie, gdy ja sama umrę, natychmiast po rozwiązaniu. Dlatego użyła mocy i przyspieszyła naturalny bieg spraw. Został mi dzień, najwyżej dwa.

– Wątpię, by nawet wtedy uzyskała tę wiedzę.

– To nie ma znaczenia, postanowiła już o moim losie i na pewno wypróbuje ten sposób.

– Ona nie wie wszystkiego.

– Panie Pierwszy… – zaprotestował sir Lucjusz.

– Gdybym tylko znalazła jakąś szansę…

Niezauważony przez większość obecnych, rodzący się spór przerwało wejście jednej z służek.

– Szlachetny panie – zwróciła się do Marcusa. – Dostojna księżna prosi o natychmiastowe przybycie do swego namiotu.

– Oczywiście, jestem na rozkazy naszej pani. Zechciejcie wybaczyć. – Skłonił się pozostałym. – A wy, panowie, również przygotujcie się na wezwanie. Zapewne księżna zechce skorzystać i z waszych usług. – „Zaraz po tym, gdy usłyszy to, co mam jej do powiedzenia.” – Dokończył w myślach. – „Tylko dlaczego za moje błędy zawsze muszą płacić niewinni? Dlaczego muszą płacić ci, których kocham? A tym razem zapłacą nawet wtedy, jeżeli plan się powiedzie.”

70

Podążając do kwatery wiedźmy miał szczerą ochotę zużyć w jakikolwiek sposób zgromadzoną moc, choćby rozrzucając podmuchem wiatru pobliskie zaspy. Albo, topiąc śnieg i odparowując powstałą wodę żywiołem ognia. Lepsze to, niż oddanie magicznej siły dla realizacji zbrodniczego celu. A nie wątpił, że do tego właśnie posłuży. Ale nie, skoro zdecydował się już na popełnienie czynu nikczemnego, choćby w imię większego dobra, nie będzie szukał fałszywych okoliczności łagodzących. Tu przez jego głowę przemknęła jeszcze bardziej przykra myśl. Skoro nie szuka już wymówek, może to przyznać sam przed sobą – boi się i ma osobisty powód, by nie drażnić czarownicy. I nie chodziło wcale o to, że natychmiast wczułaby, co uczynił i z pewnością wybuchłaby gniewem. Przedstawiał zbyt wielką wartość, by księżna zdecydowała się na kary najbardziej drastyczne, znał ją już na tyle dobrze, by mieć co do tego pewność. Na niektóre poświecenia nie był jednak gotowy, nawet dla celów najwyższych. Ona musi skorzystać z jego mocy, musi zdjąć ten przeklęty ochraniacz. Wtedy, będzie miał jakąś szansę…

Wiedźmę, nadal pod postacią Bereniki, zastał w swobodnym stroju domowym, spoczywającą na składanym krześle, z kielichem wina w dłoni. Najwidoczniej zażywała odpoczynku po trudach bitwy, galopad wśród śniegu oraz częstego używania mocy.

– Wzywałaś mnie, Szlachetna Pani. – Skłonił się lekko i na tym poprzestał.

– Poczęstuj się, sir Marcusie.

Wskazała na stolik z dzbanem i wolnym kielichem, a on bez słowa skorzystał z zaproszenia.

– Cieszysz się zapewne z tego, że nie odnaleźliśmy ciała Aurory i ta barbarzyńska dziewczyna prawdopodobnie przeżyła. A przynajmniej, muszę przyjąć takie założenie.

– Nigdy nie życzyłem jej śmierci.

– A raz czy drugi uratowałeś nawet życie, za co zresztą odwdzięczyła się tym samym. Jakież to romantyczne, wspaniały początek wielkiego uczucia.

Milczał, zdecydowany nie odpowiadać na drwiny czarownicy.

– Zdajesz sobie jednak sprawę, mój pierwszy małżonku, że nie mogę pozwolić jej żyć. Jest zbyt niebezpieczna, na wiele różnych sposobów, obecnie i w przyszłości.

– Nie sądzisz chyba, że twój niepokój mnie martwi, Dostojna Pani.

– Powinieneś jednak zrozumieć, że ja naprawdę muszę zyskać pewność śmierci Aurory i jestem gotowa na bardzo wiele, by to uczynić. Albo też podejmę na nowo polowanie, jeżeli sprawdzian, który mogę przeprowadzić wykaże, że mimo wszystko przeżyła.

– Nigdy nie cofałaś się przed żadną zbrodnią, z pewnością nie cofniesz się przed zabójstwem własnej córki.

– Ściśle rzecz biorąc, to nie jest moja córka. Widzę jednak, że pojmujesz, co mam na myśli i co muszę w obecnej sytuacji zrobić. I uczynię to, dla dobra Królestwa.

– Nie zasłaniaj się tutaj dobrem Królestwa, którego prawa łamiesz od bardzo dawna, Szlachetna Pani.

– Muszę założyć, że Aurora nosi twoje dziecko. To bardzo prawdopodobne po wszystkim, co razem przeszliście oraz po tym, jak obdarowywałeś ją mocą i nasieniem. Uczyniłeś ją wielkim zagrożeniem dla Królestwa i jak słusznie zauważyłeś, nie cofnę się przed niczym, by tę groźbę usunąć. Nawet przed śmiercią Bereniki.

– Prawdziwa Berenika umrze zapewne przy porodzie, natychmiast po tym, gdy wyda na świat twoje przyszłe wcielenie. Czy tak to zaplanowałaś, Dostojna Pani?

– To chyba oczywiste, sir Marcusie. Jeżeli w następstwie tego wydarzenia moc sir Lucjusza straci swoją skuteczność wobec moich czarów, będziemy wiedzieli, że Aurora również zginęła. A przy okazji pozbędę się także kłopotliwego problemu z panem Trzecim.

– Skoro wszystko układa się tak znakomicie, czego oczekujesz ode mnie?

– Może nie musiałabym przeprowadzać tej próby, gdybym zyskała wcześniej pewność śmierci Aurory. Berenika mogłaby nadal żyć, a z sir Lucjuszem jakoś bym sobie poradziła. Nie przejawia szczególnej siły charakteru.

– Za to Berenika i owszem. Zapewne odziedziczyła ją po tobie, Szlachetna Pani, bo pochodzi jednak z twojej krwi. Nigdy nie pozwolisz jej żyć.

– A jednak, mogłaby mi się przydać. Mogłaby rodzić obdarzonych mocą synów, których potrafiłabym wykorzystać. Twoich synów.

– Czego ode mnie chcesz?

– Byś dopomógł w szybkim wyeliminowaniu Aurory. Musisz wiedzieć albo domyślać się, dokąd mogła uciec. Gdzie się ukrywa. Podziel się tą wiedzą, a oszczędzę Berenikę.

– Kiedyś ci już zaufałem, Dostojna Pani. I nie ma dnia, bym tego nie żałował… Pamiętasz Anitę?

– Skoro tak się przejmujesz dziewką z ludu, to pomyśl o Sudrun. Zawdzięczasz jej o wiele więcej niż tamtej. Wielokrotnie ryzykowała dla ciebie życie, nosi twoje dziecko i naprawdę cię kocha, głupia dziewczyna.

– Możesz więc wykorzystać ją dla własnych celów z o wiele mniejszym ryzykiem, niż Berenikę.

– Ty głupcze, dla mnie Sudrun jest bezużyteczna. Mogę ją wykorzystać tylko jako środek nacisku na pewnego młodego, krnąbrnego, idealistycznego księcia. Szkoda tracić takie narzędzie, ale wierz mi, nie zawaham się.

– Nosi, być może, mojego syna.

– Twój syn albo córka zrodzeni z Sudrun na nic mi się nie przydadzą. To kolejna dziewczyna z ludu, bez kropli szlachetnej krwi. Taka nigdy nie zrodzi nikogo obdarzonego talentami magicznymi, choćby zapłodnił ją najsilniejszy nawet dawca mocy. Jak myślisz, dlaczego po świecie nie włóczą się tłumy władających magią bękartów? Nie tylko za sprawą ochraniaczy. Jedynie matka może przekazać szlachetną krew i talent. Jeżeli ojciec również jest błękitnej krwi, tym lepiej, zdolności magiczne wystąpią w pełnej sile. Jeżeli dziewczyna zhańbi się z kimś z ludu, urodzi wprawdzie dzieci obdarzone mocą, ale ich talenty będą słabsze. Tak rozmyły się krew i moc wśród barbarzyńców. A ja nie dopuszczę do ich odrodzenia. Wracając do rzeczy, Aurora musi zginąć. I uczynię wszystko, co konieczne, by do tego doprowadzić. Pomożesz mi, pomożesz natychmiast, albo to Berenika umrze za dwa dni. Jeżeli potwierdzi w ten sposób śmierć Aurory, bez żadnej potrzeby zdradzisz swoją panią i małżonkę. A jeżeli poświęcisz Aurorę, uratujesz aż dwie kochające cię kobiety. Nie zapominajmy wszak o Sudrun. To chyba uczciwa propozycja, jak na ohydną wiedźmę? Lepszej nie otrzymasz.

– Nie wydam Aurory.

– Jak wolisz, książę. I tak ją dostanę, prędzej czy później. Może tak będzie nawet lepiej, ze względu na przypadłość Lucjusza.

– Nie zdradzę Aurory z dwóch powodów, Dostojna Pani. Po pierwsze, nie wiem, gdzie mogłaby się schronić. Po drugie, nawet gdyś ją zabiła, to i tak nie rozwiąże twoich kłopotów. Aurora nie jest jedyną.

– Co masz na myśli, książę?

– Z masakry, którą tu urządziłaś, uratowała się jeszcze jedna barbarzyńska księżniczka szlachetnej krwi. To Gonan znad Białej Rzeki. Zabiłaś jej brata i siostrę bliźniaczkę, Geldrę. To ta, przy zwłokach której nie wytrzymał sir Lucjusz. Ale druga z sióstr ocalała.

– Skąd ta pewność?

– Ona również nosi moje dziecko. I może to pozwala mi ją wyczuć, niezbyt dokładnie, ale jednak. Wiem, że żyje. W przypadku Aurory nic nie czuję. – Przynajmniej to ostatnie było zgodne z prawdą.

– Gdzie ona jest? – Wiedźma odstawiła kielich z taką siłą, że przewrócił się na stolik, wylewając strugę czerwonego wina, czerwonego niczym krew.

– Chcę w zamian gwarancji życia dla Bereniki i Sudrun.

– Przecież i tak mi nie wierzysz.

– Powiedziałem ci o Gonan, bo ona i tak przeszkodziłaby w przeprowadzeniu twojego testu, Dostojna Pani. Berenika zginęłaby na próżno. Zachowaj ją na inną potrzebę.

– Gdzie ukrywa się Gonan, sir Marcusie? – Wiedźma powstała z krzesła i musiał przyznać, że nawet bez rynsztunku wojowniczki potrafiła okazywać władczość.

– Twoje słowo, pani. Wprawdzie i tak ci nie wierzę, ale śmierć Bereniki i Sudrun nic ci teraz nie da. A żywe mogą się przydać.

– Dobrze, przyjmijmy, że kupiłeś ich życie w zamian za śmierć tej Gonan. Przynajmniej na razie. A teraz, gdzie ona jest?

– Ukrywa się gdzieś w lesie, w pobliżu miejsca, w którym zginęła jej siostra. Wydaje się osłabiona i pewnie dlatego nie uciekła zbyt daleko.

– Wskażesz dokładne miejsce, zabiorę cię ze sobą.

– Moja wiedza i talent w tej dziedzinie nie są aż tak dokładne. Nawet o Berenice potrafiłbym w tej chwili powiedzieć tylko to, że przebywa gdzieś w pobliżu. Na podstawie zdolności wyczuwania obdarzonego mocą potomka w jej łonie.

– Może to i lepiej. Plątałbyś się tylko pod nogami i jednak musiałabym na ciebie uważać.

Uderzyła w zawieszony w namiocie gong, wzywając jedną z służek.

– Znajdź i poproś o natychmiastowe przybycie wszystkich panów szlachetnej krwi, z wyjątkiem, rzecz jasna, sir Marcusa, który już jest obecny.

– Wedle rozkazu, Dostojna Pani. – Służka wybiegła z namiotu.

– W zamian za zwolnienie z udziału w tej wyprawie, oczekuję od ciebie czegoś innego, sir Marcusie. – Uniosła ramiona i zrzuciła domową szatę. – Rozbieraj się, nie traćmy czasu!

– Wedle rozkazu, Dostojna Pani. – Bezwiednie powtórzył słowa dziewczyny.

Trafnie przewidział, że bez tego elementu z pewnością się nie obejdzie. Choćby i nie chciał poddać się jej woli, była zbyt doświadczoną kusicielką. Oby tylko Lucjusz… Dobra Bogini, znowu wszystko zależało od tego słabeusza…

Księżna zdjęła zaklęcie i sprawnymi ruchami dłoni uwolniła przyrodzenie Marcusa. Nie wdając się w dłuższe pieszczoty ujęła członka i drażniła zręcznymi palcami, drażniła od spodu, jak najbardziej lubił, z czego doskonale zdawała sobie sprawę. Przymknął oczy, by przynajmniej wyobrazić sobie ohydnego potwora, którym w istocie była, zamiast mieć przed oczyma ukochaną twarz Bereniki. Pozostały jednak zapach, głos, dotyk ukochanej. I smak jej ust, bo wiedźma jednak wycisnęła pocałunek. Penis po prostu nie mógł pozostać obojętny, a w głębi trzewi budził się już znajomy, przeklęty w tej akurat chwili żar.

– Nie traćmy czasu, Marcusie. – Głos Bereniki.

– Życzysz sobie, bym usłużył ci od tyłu, Dostojna Pani? Podobno w taki sposób szlachetnie urodzona przejmuje najwięcej mocy. – „A ja akurat za czymś takim nie przepadam i może zyskam na czasie. Muszę doczekać nadejścia Lucjusza.”

– Nie, ukochany. – Berenika popchnęła go na posłanie. – Mam zamiar ujeździć cię jak wierzchowca. To też dobry sposób, jestem znakomitą amazonką, a ty rączym rumakiem. Tym razem w niczym to akurat nie zaszkodzi, bo mamy niewiele czasu.

Na potwierdzenie tych słów dosiadła bioder chłopaka, znajdując właściwe miejsce dla sterczącego fallusa. Pochyliła się, pochwyciła nad głową nadgarstki Marcusa i oparła na nich ciężar własnych ramion. Jego twarz utonęła w burzy gęstych, złocistorudych loków, poczuł przemożny zapach Bereniki.

– Ruszaj!

Trąciła uda kochanka piętami, a on zachował jeszcze tyle przytomności, by wykonać polecenie opieszale. Niewiele to jednak pomogło, bo wiedźma także potrafiła galopować, co właśnie po raz kolejny udowadniała. Płynne ruchy jej bioder pobudziły nawet niechętnego i opornego wierzchowca. Nic nie mógł na to poradzić, penis żył własnym życiem, podobnie jak przelewająca się w głębinach i szukająca ujścia lawa. Przymknął oczy i próbował wyobrazić sobie ohydną postać wiedźmy, zamiast tego widział jednak albo galopującą po błoniach Berenikę, albo groźną wojowniczkę w rynsztunku z metalu i skóry, która mogła być zarówno Bereniką jak i Berengarią. Przyniosło to jeszcze gorszy efekt, lepiej już było unieść powieki i zadowolić się przesłaniającą wszystko burzą włosów. To także nic ostatecznie nie dało, trysnął jak zawsze, oddając moc i nasienie. Raz jeszcze zatriumfowała i nagięła go do swojej woli. Przynajmniej tym razem przewidział własną słabość w tej materii i miał nadzieję, że odpowiednio się przygotował, a poświecenie Gonan nie pójdzie na marne. Oby tylko Lucjusz…

Leżał na skórach i udawał większe niż zwykle osłabienie, chcąc zyskać na czasie. Ze swojej strony wiedźma nie spieszyła się z zeskoczeniem z siodła. Tak zastała ich służka, która bez żadnego zażenowania zaanonsowała nadejście szlachetnie urodzonych panów. Przybyli wszyscy, sir Olgierd i sir Lucjusz z pewnym zaskoczeniem ujrzeli księżną Siedmiu Bram dosiadającą jednego ze współmałżonków, starsi mężczyźni nie okazali żadnego zdziwienia. Zapewne niejedno już widzieli i niejednego doświadczyli.

– Zamierzam skorzystać z waszej mocy, przygotujcie się, moi panowie – zadysponowała rzekoma Berenika, nadal nie ruszając się z bioder Marcusa.

Podchodzili kolejno, już nadzy, a ona zdejmowała zaklęcia i pierścienie.

– Wybacz, panie Pierwszy, ale teraz zastąpi cię pan Drugi.

Trafnie oceniła, iż penis sir Olgierda najszybciej osiągnął gotowość. Uwolniony Marcus odsunął się na bok, czując, jak wraca mu jasność umysłu. Księżna rozsiadła się teraz w siodle bioder nowego wierzchowca i nakazała mu przejść do galopu, co uczynił wcale chętnie. Przyzwała gestem sir Waldemara i sir Rogera, a gdy przyklęknęli po obydwu stronach swojej byłej, czy też obecnej pani i małżonki, ujęła ich pobudzone już nieco fallusy i drażniła zmysłowo dłońmi.

– Sir Adrianie, pozwalam ci całować podeszwy moich stóp – rzuciła. – Sir Lucjuszu, może zechcesz się przyłączyć? Wybaczyłam twój wybryk, ale nie zaszkodzi, gdy w ten sposób okażesz swoją wdzięczność. I przypomnisz sobie o zasadach obowiązujących nawet szlachetnie urodzonych panów. Zwłaszcza szlachetnie urodzonych panów.

Zapewne wiedźma zamierzała przede wszystkim uzmysłowić Lucjuszowi, że zachowuje czujność i zniechęcić chłopaka do kolejnego wybryku – to akurat Marcus uznał za pomyślne dla swoich planów, może też korzystała z okazji, by wypróbować różne sposoby pobudzania trzeciego małżonka. Oby okazał inne upodobania niż sir Adrian. Ten ostatni zabrał się do wykonywania rozkazu z pewną gorliwością, chociaż zapewne wolałby, aby księżna wystąpiła w jego ulubionych, wysokich butach. Na to jednak, wobec wyjawionych przez Marcusa rewelacji, zabrakło najwidoczniej czasu. Lucjusz mniej ochoczo dołączył do starszego towarzysza.

Tymczasem sir Olgierd wykonał swoje zadanie, co potwierdził głośnym jękiem rozkoszy. Księżna wycisnęła z lędźwi drugiego małżonka co tylko zdołała, po czym uniosła się i nakazała mu zsunąć się z posłania. Sama oparła się na rękach i kolanach, eksponując kształtne pośladki. Jak się okazało, w przypadku sir Waldemara i sir Rogera wolała zastosować najbardziej klasyczną i najskuteczniejszą pozycję przyjmowania mocy. Pobudzeni dotykiem jej dłoni, obydwaj starsi mężowie klękali teraz za plecami pani Siedmiu Bram i w miarę sprawnie wykonywali swój obowiązek. Sir Adrian i sir Lucjusz nadal adorowali jej stopy. Starszy arystokrata z nieustającym zapałem, podczas gdy jego towarzysz zamierzał zapewne wykorzystać zmianę pozycji księżnej do zaprzestania tego aktu hołdu, niecierpliwym gestem dłoni nakazała mu jednak, by nie przerywał. Ostatecznie odbywał coś w rodzaju kary, a może i próby? W przypadku sir Adriana zabiegi wiedźmy okazały się skuteczne, co zapewne dostrzegła i wybrała go jako następnego dawcę mocy. Także i on stanął na wysokości zadania.

– Twoja kolej, Lucjuszu – zaprosiła rzekoma Berenika. Z pewną niechęcią zajął stosowne miejsce, o ile Marcus zdołał dostrzec, penis pana Trzeciego nie prezentował się zbyt okazale. Sprawiła to może wciąż żywa nienawiść, a może nowy rodzaj służby, w której, pomimo całego, dobrego wychowania, chyba nie zagustował. Wiedźma pomyliła się, dzięki niech będą Dobrej Bogini. Dostrzegając brak werwy ostatniego z małżonków, ujęła fallusa i zamierzała pomóc mu w wejściu we własne, tajemne miejsce rozkoszy.

– Lucjuszu, ona zbiera moc przeciwko Gonan! Dowiedziała się o niej i chce ją zabić dzięki naszej sile! – zawołał rozpaczliwie Marcus, modląc się w duchu, by ten pierwszy z krytycznych momentów jego planu przebiegł zgodnie z zamierzeniami.

71

Nie zawiódł się. Lucjusz gwałtownie odsunął się od wiedźmy.

– Gonan? Skąd ona wie o Gonan?

– No dalej, panie Trzeci! Czekam, wypełnij swój obowiązek. – Lady Berengaria odwróciła się na plecy, prezentując w całej okazałości urodę skradzioną Berenice.

– Co zamierzasz zrobić z Gonan, Szlachetna Pani? I skąd o niej wiesz?

– Ona chce ją zabić! – Zdążył wykrzyknąć Marcus, zanim księżna unieruchomiła go splotem powietrza i odebrała zdolność mowy.

– Czy to prawda?

– To nie twoja sprawa, trzeci mężu. A teraz rób, co do ciebie należy.

– Nie ma mowy!

– Mogę cię do tego zmusić, panie trzeci małżonku.

Nie była jednak w stanie unieruchomić Lucjusza, pobudzić i doprowadzić do aktu przekazania mocy, bo posiadając umiejętność rzucania czarów, zdołałby rozerwać jej sploty. Zapewne doszłoby wtedy do pojedynku, w którym wiedźma musiałaby zwyciężyć. Cóż jednak z tego: i tak nie pozyskałaby wówczas magicznej siły, a wiele musiałaby zużyć. Oby tylko chłopak nie wdał się w beznadziejną bitwę, oby okazał się mądrzejszy, albo mniej mężny niż swego czasu Berenika. Oby nie dał się sprowokować, jego moc jeszcze się przyda.

– Widzę, że i tak nie będzie dziś z ciebie żadnego pożytku, sir Lucjuszu.

Wiedźma zwróciła pogardliwe spojrzenie na zwisającego smętnie fallusa chłopaka. Porażony niespodziewaną wiadomością, oklapł i nie rokował żadnych nadziei.

– Skąd o niej wiesz, Szlachetna Pani?

– Domyśl się, panie Trzeci.

– To ty! To ty jej powiedziałeś, tylko ty o niej wiedziałeś!

– Sir Marcus łaskawie przekazał wspomnianą informację, dodatkowo wskazując miejsce, w którym dziewczyna się ukrywa. Za tę cenę kupił życie dwóch innych dziewcząt, które najwidoczniej więcej dla niego znaczą.

– Ty parszywy draniu, zdrajco!

Lucjusz użył żywiołu ognia, kierując go przeciwko Marcusowi. Świeżo pozbawiony mocy, nie był wstanie postawić ochronnej bariery. Tak jak przewidywał, osłoniła go Lady Berengaria. Na szczęście pan Trzeci opamiętał się szybciej niż rankiem, przy zwłokach Geldry i zaprzestał ataku, zdając sobie sprawy z jego bezsensu i nieskuteczności.

– Znajdę jeszcze okazję, żeby cię zabić, zdrajco i morderco! Ona nie będzie cię chronić wiecznie!

– I oto nowy kłopot. – Westchnęła pani Siedmiu Bram. – Sir Lucjusz nie pozbył się całej swojej mocy. I ma teraz motywację, by zachować ją i użyć przeciw tobie, sir Marcusie. Nie mogę zostawić was samych w obozie. Będziesz musiał mi towarzyszyć, panie Pierwszy.

Nie odpowiedział, wciąż zakneblowany splotem powietrza.

– Bądź pewien, że zachowam moc, nie oddam jej w żaden sposób i użyję przy pierwszej okazji. Użyję przeciwko tobie, w chwili, gdy nie będziesz się tego spodziewał, albo zaraz po tym, gdy usłużysz czarownicy. Ona nie może osłaniać cię przez cały czas. Sprzedałeś się i zdradziłeś Gonan! Dlaczego, dlaczego? – Przemowę Lucjusza przerwało łkanie.

– Panowie, niezależnie od tego przykrego incydentu, zmuszona jestem natychmiast opuścić obóz. Spodziewam się powrócić przed świtem, sir Marcusa zabieram ze sobą, dla jego własnego bezpieczeństwa. A teraz ustawcie się w szeregu.

Księżna zdjęła sploty powietrza, umożliwiając chłopakowi dołączenie do pozostałych małżonków. Jeśli nawet zdumiało ich użycie mocy przez sir Lucjusza oraz niedwuznaczne aluzje do podobnych umiejętności Marcusa, nie ośmielili się tego w żaden sposób skomentować.

– Dołącz i ty, panie Trzeci. – Za wszelką cenę należało wyrwać chłopaka z odmętów żalu. Niech zostanie tylko wyostrzająca zmysły nienawiść. Lucjusz musiał się skoncentrować. – Nasza Pani zamierza nałożyć nam ochraniacze. Nie stanąłeś dzisiaj na wysokości zadania, ale ochraniacz cię nie ominie, jak zresztą nas wszystkich. Skuje twoje przyrodzenie przed wyjazdem. Czyż nie ostrzegałem cię przed tym?

– Milcz, zdrajco!

– Panowie, proszę! Zachowajcie spokój! – Głos pani Siedmiu Bram ciął powietrze niczym rzemień bata. – W szczególności ty, sir Marcusie. Jeżeli zamierzałeś pozbawić mnie służby sir Lucjusza, to osiągnąłeś cel. Nie wiem, czy przy okazji chciałeś też popełnić samobójstwo, do tego jednak dopuścić nie mogłam. Tym niemniej, przysporzyłeś nowych kłopotów. Mężczyźni…

Lady Berengaria kolejno nakładała małżonkom ochraniacze, wzmacniając je stosownymi zaklęciami. Marcus nie stawiał oporu, który i tak na nic by się nie zdał. Jak zwykle, rozpoznał sploty. Oby tylko ten idiota Lucjusz…

– Dziękuję, panowie. Jesteście wolni. Sir Marcusie, ty będziesz mi towarzyszył. – Księżna odprawiła małżonków.

– Sir Adrianie… Powiedz Berenice, że to wszystko dla niej. Uczyniłem to, co uczyniłem, by uratować jej życie, by miała szansę! Wiedźma chciała ją zabić, a tak nasza prawdziwa pani będzie miała szansę! Nie dbam o gniew i groźby Lucjusza, Berenika jest warta każdego ryzyka i każdej ofiary. Może i Lucjusz w końcu to zrozumie. Poproś panie Edytę i Olgę, by zabrały cię do Bereniki i opowiedz jej o wszystkim, co tu widziałeś i słyszałeś. Ona musi zrozumieć, że zrobiłem to dla niej. Tylko dla niej!

Wiedźma wielokrotnie dawała dowody niepospolitego, chociaż zbrodniczego rozumu, nie ośmielił się więc na ani jedno słowo więcej. Nawet ona nie wiedziała jednak wszystkiego, dlatego odważył się powiedzieć to, co powiedział. Berenika, sir Adrian, panie Edyta i Olga, wreszcie sam Lucjusz mieli natomiast w ręku niezbędne elementy układanki, z których potrafią odtworzyć jego plan. Miał nadzieję, że tak właśnie się stanie. Miał też nadzieję, że kiedyś zdoła sobie wybaczyć to, że dla jego realizacji poświęcił Gonan.

– Dlaczego to zrobiłeś, Marcusie? – Spytała wiedźma, gdy zostali sami. – Chciałeś przysporzyć mi kłopotów? Czy może pozbyć się sir Lucjusza? Bo teraz będę musiała na niego uważać, uważać na was obydwu, żebyście nie pozabijali się wzajemnie. Upilnowanie jednego, potrafiącego posłużyć się mocą koguta to wystarczające wyzwanie, upilnowanie dwóch wydaje się na dłuższą metę niemożliwe. Ty sam jesteś dla mnie cenniejszy, ale tymczasem potrzebuję również pana Trzeciego. Mężczyźni… – powtórzyła z kolejnym westchnieniem. – Reakcja Lucjusza dowodzi przynajmniej, że powiedziałeś prawdę o Gonan. Tę sprawę muszę więc załatwić na początek, ruszamy natychmiast.

Wezwała dowódcę straży, nakazując przygotować do wymarszu kilku zbrojnych. Przy okazji poleciła dostarczyć dla Marcusa futrzaną opończę. Najwidoczniej nie zamierzała spuszczać chłopaka z oczu i ryzykować jego spotkania z rozemocjonowanym Lucjuszem. To akurat przewidział i liczył na inteligencję sir Adriana. Stary arystokrata miał swoje słabości, ale nie był przecież durniem.

Wyruszyli pieszo, bez zbędnej zwłoki. Nie musieli przebywać wielkiej odległości, a konie nie przydałyby się na wiele przy przeszukiwaniu leśnych zarośli.

– Prowadź, sir Marcusie. Życzę sobie, byś odnalazł tę Gonan.

– Nie wiem dokładnie, gdzie się ukrywa, już o tym mówiłem.

– Nieważne, masz wskazać to miejsce najlepiej, jak tylko potrafisz. Zamierzam skończyć tę sprawę bez żadnej zwłoki. Wiesz, jaka jest stawka i co możesz zyskać.

Ponaglony w ten niedwuznaczny sposób, zmusił się do myślenia. Ze słów Lucjusza wiedział tylko tyle, że Gonan ukrywa się gdzieś w lesie, w pobliżu miejsca, w którym zginęli jej siostra i brat. Pan Trzeci powiedział jeszcze, że wydaje się słaba, pozbawiona mocy, może ranna. Zapewne nie miała sił, by pokonać większą odległość. Pogardzał sam sobą, ale wiedział, że w końcu muszą ją odnaleźć. Nie za szybko, jego przyjaciele w obozie potrzebowali trochę czasu, ale prędzej czy później muszą, inaczej wiedźma z pewnością nabrałaby podejrzeń. Lady Berengaria, zapewne oszczędzając moc przed spodziewanym starciem czy zawsze możliwą zasadzką, nie przecierała tym razem szlaku, pozostawiając to zadanie towarzyszącym im zbrojnym. Dotarli więc na skraj lasu z pewnym opóźnieniem. Następnie musieli odnaleźć ukryte już częściowo w śniegu zwłoki Geldry i Godryka. Dalej nie dało się już zwlekać.

– To gdzieś tam. – Wskazał ręką wybrane na chybił trafił miejsce w ścianie zarośli. – Chyba niedaleko, ale nie wiem dokładnie gdzie.

Spodziewał się, że księżna nakaże swoim ludziom utworzyć tyralierę i zagłębić się w las, nie docenił jednak jej rozumu oraz doświadczenia. Stanęła w miejscu i sprawiała przez chwilę wrażenie nieobecnej.

– Wygląda na to, że nie kłamałeś, sir Marcusie. – Kiwnęła głową w stronę chłopaka. – Wyczuwam słabe użycie mocy. Niezbyt daleko stąd, mniej więcej tam, gdzie przypuszczałeś. – Rzuciła mu spojrzenie, w którym dostrzegł coś w rodzaju uznania, połączonego ze zdziwieniem i pewną obawą. – Ruszamy i trzymaj się blisko mnie.

Oczywiście, Gonan, by zachować ciepło i utrzymać się przy życiu, musiała posługiwać się resztkami zachowanej, magicznej siły. Dla wytrawnej łowczyni, gdy już wpadła na trop, stanowiło to ślad równie wyraźny jak dla gończego psa zapach krwi jelenia. Na szczęście, wiedźma nadal nie w pełni mu ufała i obawiała się zasadzki. Przedzieranie się nocą przez zasypany śniegiem bór samo w sobie również sprawiało duże trudności. W ten sposób zyskiwał na czasie. A raczej zyskiwali przyjaciele w obozie, bo dla Gonan i nękanego wyrzutami sumienia Marcusa nie stanowiło to większej różnicy.

Nawet najbardziej powolny marsz musiał w końcu doprowadzić do celu. Dziewczyna ukryła się w kępie rosnących gęsto młodych świerków, dających pewną osłonę przed wiatrem, śniegiem i mrozem. Zapewne dotarła tu ostatkiem sił, zdołała sporządzić coś w rodzaju posłania z gałęzi, ale niewiele więcej. Marcus liczył w duchu, że straciła może przytomność, to ułatwiłoby całą sprawę i pozwoliło w jakimś stopniu oszukać sumienie. Tak się jednak nie stało, Gonan również wyczuła zbliżanie się prześladowców i zachowywała czujność, będzie więc musiał wypić ten kielich do końca.

– Jeszcze jedna barbarzyńska pani mocy. Nazywasz się Gonan, Gonan znad Białej Rzeki.

– Zabij mnie, przeklęta wiedźmo i skończmy z tym. – Słowa zabrzmiały dumnie, ale brakowało im siły. Dziewczyna wydawała się słaba, zapewne odniosła w bitwie rany.

– Jak sobie życzysz, pani. Nie brakuje ci odwagi, a ja potrafię to docenić. Nie mam zamiaru przeciągać tej sceny. Uczynię szybko, co konieczne.

– Powstrzymaj się, Szlachetna Pani. Przecież ona może się przydać! Sama mówiłaś, że mogłaby rodzić silnych dawców mocy.

– Nigdy nie urodziłabym synów po to, by wydać ich w twe ręce. Na zgubę Ludu Północy.

– Sam widzisz, sir Marcusie, że nie mam wyboru.

– Jak mogłeś pomyśleć o czymś takim, Marcusie? Rozumiem, że próbujesz mnie ocalić, ale nie za taką cenę. Nie za taką cenę…

– Sir Marcus zawsze próbuje ratować damy szlachetnej krwi, niezależnie od ceny, którą przyjdzie mu zapłacić.

Księżna nie kontynuowała podjętej myśli i chłopak poczuł jakiś przedziwny rodzaj wdzięczności.

– Może ona wie coś o Aurorze! – Użył ostatniego, rozpaczliwego argumentu.

– Obawiam się, że nie ujawniłaby tej wiedzy, nawet za cenę życia. – W głosie wiedźmy pojawił się jednak ślad zawahania.

– Nigdy nie zdradziłabym Aurory. Ona pomści nas wszystkich!

Gonan sięgnęła po resztki zachowanej mocy, by poderwać spośród śniegu bryłę lodu. Lady Berengaria odruchowo postawiła osłonę i to okazało się błędem. Dziewczyna skierowała bowiem lodowy pocisk przeciwko samej sobie. Uderzył z całą siłą w jej nadal piękną twarz, zamieniając ją w bezkształtną masę krwi, włosów, potrzaskanych kości oraz czegoś, czego Marcus nie próbował nawet zidentyfikować. Przynajmniej umarła szybko i z własnej woli. Stanowiło to jakieś pocieszenie po zdradzie, której dopuścił się wobec do końca nieustraszonej i pełnej gorącego ducha Gonan. Miał nadzieję, że zdrada ta nie okaże się czynem daremnym. Zrozumiał jednak również, iż nawet zwycięstwo nie pozwoli mu zapomnieć tej sceny. Nigdy też nie uwolni od poczucia wstydu i winy. Cena bywa niekiedy zbyt wysoka.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Czuję, że opowieść zbliża się do końca wielkimi krokami.

Albo to, albo Marcusa czeka kolejna bolesna porażka, a tego chyba byśmy nie znieśli 🙂 Stawka jest już zbyt wysoka – to fizyczne przetrwanie Bereniki, Aurory, Sudrun, a także jego samego. Bo przecież gdy wiedźma zdobędzie to, na czym jej zależy – naczynie swej nieśmiertelności oraz śmierć rywalki z północy, nie będzie już tak bardzo potrzebować Męża Pierwszego. Fakt, przynosi jej dużo mocy, lecz przez umiejętność czarowania stanowi też zbyt poważne zagrożenie, by pozostawić go przy życiu.

Niestety, karty, jakimi przyszło grać Marcusowi nie są zbyt mocne. Znów musi polegać na słabym Lucjuszu, a także na tym, że Berenika zrozumie to, co chciał jej przekazać. Czuję, że w kolejnej części czeka nas kulminacja wydarzeń, przesilenie, zwycięstwo albo ostateczna klęska. I szczerze powiedziawszy, już nie mogę się doczekać!

Pozdrawiam
M.A.

Jak dotąd, inni płacili już wysoką cenę za błędy albo naiwność Marcusa. Obecnie dojrzał, co oznacza, niestety, że świadomie poświęcił Gonan dla realizacji swego planu. W brutalnym świecie to warunek sukcesu. Marcus to zrozumiał, ale przynajmniej dręczą go wyrzuty sumienia. Zawsze coś, po utracie niewinności. Czy zawsze cel uświęca środki? Oto pytanie.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam.

No, Panie Autorze, pora już zmierzać do końca tej historii. Było kilka nieudanych podejść docl wiedźmy, najwyższy czas na decydującą walkę – do zwycięstwa lub klęski. Wierzę, że finał nie zawiedzie!

Tym razem Marcus stracił „niewinność”, aby stworzyć szansę realizacji swego planu dopuścił się czynu ze wszech miar niegodziwego. To okrutny świat i nasz bohater pojął zasady, które nim rządzą. Czy wybaczą mu jednak bogowie i ludzie oraz czy wybaczy sam sobie? I czy plan się powiedzie, zobaczymy.
Masz pełną rację, że czas na finał opowieści. Widzę go już oczami wyobraźni, trzeba tylko przelać na papier (czy raczej na klawiaturę).
Dzięki za wizytę i pozdrawiam.

Cóż, w polityce zarówno nowego jak i starego świata trzeba czasem pobrudzić sobie ręce. Marcus pomalutku uświadamia sobie ten przykry fakt.
Kto wie, może jednak będzie osobą, która odmieni Nowy Świat w sposób nie do poznania dla entuzjastek mocy…

Pozdrawiam
R.

Napisz komentarz