Wczoraj… (kenaarf)  3.86/5 (7)

18 min. czytania

Craig Walkowicz (Crigger), „Woman on Top”, CC BY-NC-ND 3.0

Poniższy tekst publikujemy ponownie na prośbę Autorki.

Rozebrała się przed nim powoli w blasku niemego ekranu telewizora, który stanowił jedyne źródło oświetlenia pokoju. Uważnie obserwował dorodne piersi, a po chwili mógł również oglądać idealnie wygolone łono. Odegrała żartobliwą pantomimę mającą wyrazić przerażenie na widok nabrzmiałego, sterczącego między udami członka. Doskoczył gwałtownie. Pociągnął brutalnie w stronę łóżka i zmusił, by położyła się na brzuchu. Trwoga w jej cichym okrzyku łączyła się z oczekiwaniem na spełnienie. Bez zbędnych ceregieli wszedł w odbyt. Grubym głosem recytował różne świństwa, jakby to były sprośne hymny.

Wykręcała się pod nim na wszystkie strony; zaciskając palce; waląc bezskutecznie pięściami w łóżko, a jej jęki pełne bólu i rozkoszy brzmiały uciesznie dla ucha brutalnego klienta.

– Och, Leszku – krzyczała w prześcieradło – dlaczego mi to robisz? Och!

Szczytował wielkim, pełnym złości wybuchem, zaciskając wielkie łapska na szczupłych ramionach.

* * *

Poruszała się z gracją, każdy ruch był wystudiowany i przemyślany. Obserwował, jak nalewa drinka i odczuwał coraz większą złość. Próbował doszukać się naturalności, niewinności, które charakteryzowały Anulkę. Daremnie.

Uklękła przed nim, podając pokornie szklankę. Kiedy pił małymi łyczkami, gładziła grube uda i zerkała z szacunkiem na sflaczałego penisa, który chwilę wcześniej rozrywał odbyt.

Zaczęła mówić pieszczotliwym głosem, co go drażniło, odgrywając kolejną parodię strachu przed brutalnością mężczyzny. Po kilku minutach zwiotczały członek znów stwardniał, usztywniony słowami i zręczną grą palców.

Doprowadzony do złości tymi zabiegami, wściekły na siebie, że okazał słabość; że znalazł się z nią w hotelowym pokoju, pchnął brutalnie partnerkę i zaczął dobierać się do kruchego ciała jak zwierzę. Kąsał jędrne piersi, a ciężką ręką rozwierał uda, wpychając się w krocze.

– Och, Leszku – jęczała, łechcząc jego męskie ego – to boli… boli. Już nie… dosyć, proszę!

Wiła się pod sadystycznymi pieszczotami. Skowyczała z bólu i zachęty, gdy twarde paluchy szczypały i ugniatały krocze, docierając w końcu do łechtaczki. Pchnął ją na plecy, wciskając nabrzmiałego członka w wilgotną kobiecość.

* * *

Obudził się przed czwartą. Drobne ciało kobiety tuliło mu się mocno do boku. Nawet podczas snu pamiętała o swej roli. Jedna z najlepszych dziwek w mieście. Drugi raz trafili razem do hotelowego pokoju. O jeden raz za dużo. Cała noc słono kosztowała, ale to nie odstraszało klientów. Potrafiła idealnie wcielić się w każdą rolę. Na jej dzisiejsze usługi zdecydował się pod wpływem impulsu. Gdyby nie znane nazwisko, które otwierało przed nim wiele drzwi, mógłby tylko pomarzyć o zorganizowaniu spotkania z dnia na dzień.

Mimo zadowalającego seksu, nie mógł przestać myśleć o swojej Anulce. To przez nią się tu znalazł – wyjechała, zostawiła go.

Leżąc koło zepsutej powodzeniem, rozpieszczanej przez swych klientów dziwki, poczuł się winny. Czuł, że dzisiejszej nocy zdradził kobietę, na której mu zależało. Niechciane wspomnienia powróciły. Zerwał się z łóżka.

– Już wychodzisz? – spomiędzy poduszek dotarło senne mamrotanie.

– Kasę masz na stoliku – wysapał, wkładając skarpetki.

– Byłeś wspania… – Aktoreczka kontynuowała rolę kurwy schlebiającej kochankowi.

– Daruj sobie – wycedził przez zaciśnięte zęby.

Wyszedł, trzaskając drzwiami. Wsiadł do auta zaparkowanego pod hotelem. Wciskając pedał gazu, ruszył z piskiem opon. Miał przed sobą godzinę jazdy. Zmierzał do swojej samotni otoczonej lasem. Dom, który wybudował za honorarium, jakie dostał po wydaniu pierwszej książki, stanowił jego ostoję spokoju. To w nim stworzył swoje najlepsze dzieła. To był jego prywatny azyl. Nikogo tam nie wpuszczał. Nikogo z wyjątkiem Anulki.

* * *

Dotarłszy na miejsce, czuł zmęczenie. Dzisiejsza noc mocno dała się we znaki. Ból z nogi promieniował na całe ciało. Mocno utykając, wysiadł z auta.

W domu zaczął wściekle przeczesywać kuchenne szafki w poszukiwaniu tabletek. Bez Ani zupełnie nie mógł się tu odnaleźć.

– Kurwa, Aniu, gdzie podziałaś te cholerne tabletki?

Pokuśtykał do łazienki. Buteleczki były poustawiane za szkłem szafki. Złapał pierwszą lepszą, wysypał kilka sztuk na dłoń i połknął. Wrócił z powrotem do kuchni. Chwycił butelkę whisky i skierował się do sypialni.

Usiadł w fotelu, popijając bursztynowy trunek. Przypomniały mu się dawne czasy, jeszcze przed poznaniem Ani. To właśnie nad ranem, w największym amoku tworzył kolejne bestsellery. Wydawało się, że od tamtych chwil dzieliły go długie lata, a to raptem pół roku.

Zapatrzył się w ciemność za oknem. Ostra linia drzew odcinała się od nieba upstrzonego gwiazdami. Myśli same poszybowały ku przeszłości. Nigdy nie był sentymentalny, nie lubił wracać do tego, co było, ale dzisiaj… To, co poczuł… Wychowywał się w zamożnej, inteligenckiej rodzinie. Studiował za granicą. Już wtedy zaczął pisać. Właśnie na obczyźnie stworzył pierwsze dzieło, okrzyknięte później przez krytyków „odkryciem roku”. Wiedziony obiecującymi perspektywami, przerwał STUDIA i wrócił do kraju. Jak się później okazało, w najgorszym momencie. Ojca ledwo poznał – trawiony ciężką chorobą, zmarł pół roku po przyjeździe syna. Matka odeszła w ślad za nim. Z tęsknoty, samotności nałykała się tabletek. Zasnęła na zawsze.

Własny dach nad głową wybudował na zadupiu; nie chciał mieszkać w domu rodziców, gdzie każdy kąt nosił ich ślady. Porzucił jednak przytulny zakątek na rzecz uciech, które oferowało mu duże miasto. Zatracił się w tworzeniu. Weny szukał w alkoholu i u boku kobiet, które często gościły w jego łóżku. Tabloidy miały pożywkę: kolejne afery z jego udziałem widniały na pierwszych stronach wszystkich brukowców. Burdy, które wszczynał, niejednokrotnie kończyły się bijatykami. W końcu, nawet bez alkoholu bywał porywczy. Pobici delikwenci z siniakami na twarzy zdawali relacje na łamach prasy o tym, że znany pisarz na nich napadł. Liczne romanse były również dobrą reklamą, jak twierdził jego wydawca, choć niszczyły mu wizerunek. Wybierał najpiękniejsze, ale i najgłupsze kobiety. Rozkochiwał, wykorzystywał i porzucał.

Przez te kilka lat tylko raz zdołał odsunąć na bok wszelkie uciechy życia. A to za sprawą kobiety. Poznali się na premierze jego kolejnej książki. Była dużo młodsza od niego, wrażliwa, ale charakterna. OD RAZU zaiskrzyło. Kilka spotkań przy dobrym winie i już wiedział, że to ta właściwa. Pierwszy raz od wielu lat zaczęło mu zależeć. Hulaszczy tryb życia odszedł w niepamięć. Najważniejsza była ona. Świetnie się dogadywali. Była zgrabną brunetką tuż po dwudziestce. Imponowała mu intelektem. Mimo młodego wieku, bardzo oczytana, mieli o czym rozmawiać. Była jak gąbka, chłonęła wszystko.

Jednak, co ważniejsze, oprócz rozmów na wysokim poziomie, świetnie dawała dupy. Godziła się na wszystko, co zaproponował Leszek. Spełniała każdą seksualną zachciankę. Ostre pieprzenie sprawiało jej tyle samo przyjemności, co i jemu. Lubiła, kiedy smagał jej ciało, używał siły. Niejednokrotnie, już „po”, patrząc na czerwone ślady znaczące pupę czy ramiona, miał wyrzuty sumienia. Jednak Kamili ciągle było mało. Zapewniała, że nie dzieje jej się krzywda. Leszek był skłonny w to uwierzyć, widząc rozanielone spojrzenie w chwilach, kiedy brał ją prawie siłą.

Wspólne eksperymenty cieszyły i przynosiły spełnienie. To Kamila zaproponowała narkotyki w połączeniu z ostrzejszą niż zwykle zabawą.

Długo i szczegółowo planowali ten wieczór. Kochali się powoli, z czułością. Kiedy narkotyki zaczęły działać, przestał nad sobą panować. Podjudzany okrzykami zachęty wchodził w nią coraz głębiej, coraz mocniej. Złapał silnymi dłońmi wątłą szyję kobiety. Zacisnął mocno palce. Słyszał, jak się dusi, jak próbuje złapać powietrze. Przez kilka pierwszych sekund poddawała się temu, po chwili zaczęła się wyrywać. Zawsze tak robiła, chcąc sprawić mu większą przyjemność – wiedziała, co go podnieca. Dlatego błędnie zinterpretował krzyki i szamotaninę. Dopiero, kiedy legła pod nim bezwładnie, uzmysłowił sobie, że coś nie gra. Otumaniony narkotykami nie wiedział, co robić. Dziewczyna leżała bez ruchu. Nie reagowała na próby cucenia. Po nieznośnie długiej chwili zadzwonił po karetkę.

Tęsknota za Kamilą i poczucie winy nie pozwalały na normalne życie. Proces w tej sprawie był długi i wyczerpujący. Wolność zawdzięczał zasobności własnego portfela i znajomościom. Świadkowie zeznawali na korzyść Leszka – podobno wszyscy wiedzieli o zapędach erotycznych Kamili i zamiłowaniu do używek, na co papuga starał się zwrócić szczególną uwagę sędziego. W trakcie rozprawy, za namową adwokata, poddał się terapii. Jednak, gdy tylko sprawa ucichła, powrócił do swych przyzwyczajeń. Spadał coraz niżej, coraz bardziej pogrążając się w alkoholu, spełniając swe wyuzdane fantazje. W końcu zmęczył go blichtr miejskich salonów i huczne przyjęcia. Ciało wycieńczone beztroskim życiem odmawiało posłuszeństwa, natomiast umysł, wciąż powracający myślami do Kamili, nie pozwalał cieszyć się z sukcesów. Z panicza na salonach przeistoczył się w niedostępnego gbura w swej głuszy.

Nie udzielał wywiadów. Nie pokazywał się na premierach książek. Kontakty z ludźmi ograniczył do minimum. Nie miał rodziny, nie miał przyjaciół. Nie miał kobiety, nie chciał narażać kolejnej dziewczyny. Został sam ze swoim talentem.

Ponad pół roku temu, w jedną z gorszych nocy, otumaniony przez wypity alkohol wsiadł do auta, szukając wrażeń i inspiracji twórczej w brawurowej przejażdżce. Skończyło się na pierwszym zakręcie. Podobno to cud, że przeżył. Złamana szczęka, ręka – prawa ręka, strzaskane kolano, uraz kręgosłupa. Wyliczanka uszkodzeń ciała była znacznie dłuższa. Pobyt w szpitalu ciągnął się w nieskończoność, ale w końcu nadszedł dzień, kiedy mógł wrócić do pustego domu. Nie miał nikogo, kto mógłby się nim zaopiekować.

Wściekły na swoją niemoc, chciał jak najszybciej wrócić do jako takiej formy. I wtedy w jego życiu pojawił się promyk; miał na imię ANIA.

Ich znajomość początkowo nie należała do łatwych. Dziewczyna ledwo skończyła STUDIA i z optymizmem zagłębiała się w meandry dorosłego życia. On natomiast, grubo po pięćdziesiątce, umęczony hulaszczym życiem, zmaltretowany przez wypadek i litry wypitego alkoholu, miał pesymistyczne podejście do przyszłości.

Miała się nim opiekować, dbać o rehabilitację. Upór, zadziorność dziewczyny doprowadzały go do szewskiej pasji – tak bardzo przypominały mu Kamilę. Jednak z biegiem tygodni ich trudna relacja przerodziła się w silną zażyłość. Nie wiedząc kiedy, zaczął traktować ją jak córkę, której nigdy nie miał.

Życie nauczyło go surowości, był zgorzkniałym malkontentem. Radość i pozytywne nastawienie Ani do życia poczytywał za przejaw młodzieńczej głupoty, czemu niejednokrotnie dawał wyraz, staczając z dziewczyną słowne potyczki. Ona natomiast niewiele sobie z tego robiła. Z rozbrajającą szczerością wyśmiewała nastawienie podopiecznego, robiąc sobie z niego żarty.

Przy niej szybko nauczył się inaczej patrzeć na wiele spraw. Młodzieńczy zapał udzielił się również jemu. Nienauczony czułości i delikatności, skory do przemocy, uczył się od dziewczyny wyczucia i serdeczności.

Do masaży kolana szybko przywykł, były konieczne w procesie powrotu do zdrowia. Kiedy jednak pierwszy raz chciała pomóc przy ułożeniu skołtunionych włosów, huknął na nią, aż uciekła z pokoju. W myślach zganił się za wybuch i brak kontroli. Ania nie poddała się tak szybko. Wróciła uzbrojona w nożyczki, grożąc, że jeśli nie pozwoli na rozczesanie włosów, obetnie mu je. Rozbrojony jej postawą i uporem poddał się postrzyżynom. Od tamtego czasu czerpał przyjemność, kiedy palce dziewczyny błądziły w przyprószonych siwizną włosach.

Biegała po domu w szortach i skąpych koszulkach, w sandałach lub tenisówkach, z długimi włosami spływającymi czarną kaskadą. Leszek OD RAZU zwrócił uwagę, że jest obdarzona długimi nogami, smukłymi kostkami, kształtnymi biodrami i małymi, jędrnymi piersiami. Czasem zapierało mu dech w piersiach, kiedy wchodziła do pokoju, by ucałować jego ogorzałe policzki. Porażała blaskiem młodości i zdrowia.

Mimowolnie wcielał się w rolę ojca. Zasięgała opinii na temat ubioru, fryzury, pytała o zdanie w każdej sprawie, ze wszystkim przychodziła do niego. Rodziców straciła młodo; wychowywała ją ciotka, teraz jej jedyna rodzina. Ania w naturalny sposób przyjęła swoją rolę córki, co często podkreślała, nazywając go „tatusiem” lub „papciem”.

Często rozmyślał nad swym przybranym ojcostwem. Czasami miał wrażenie, że stoi rozkrokiem po dwóch stronach barykady – uczucia w stosunku do dziewczyny były tak sprzeczne. Role opiekuna, mentora, „ojca” kłóciły się z pociągiem fizycznym, który odczuwał, obserwując ją przy domowych czynnościach. Jednak obawa i strach o dziewczynę nie pozwalały na zastanawianie się nad jej kobiecością. Z jej strony nigdy nie wyczuł żadnego podtekstu, żadnej seksualnej zachęty. Nie chciał prowokować głębszego, intymniejszego kontaktu. Historia z Kamilą wiele go nauczyła. Mimo to z przyjemnością podglądał młode ciało. Słuchał dziewczęcego szczebiotu, kiedy się z nim przekomarzała.

Mając przed oczyma okaz seksualności i młodości, wykrzywiał usta w niewesołym uśmiechu na myśl o swoim starzejącym się libido. Ostatnie lata, na własne życzenie, nie obfitowały w seksualne uniesienia. Cały czas miał przed oczyma kruche ciało Kamili i jej pierś wolno unoszącą się i opadającą jedynie dzięki pomocy maszyny. Nie odczuwał tęsknoty za czasami, kiedy używał seksu do woli.

Radość i spełnienie dawało mu teraz patrzenie na Anię. Jej śmiech, dotyk, delikatne masaże pokiereszowanego kolana. Odczuwał ogromną przyjemność, obserwując paradę dziewczęcego wdzięku. Często wieczorami siadywali przy stole i grali w KARTY. Widok zawiedzionej twarzy po kolejnej przegranej wzbudzał w nim czułość. Kilka razy dał jej wygrać, niestety zorientowała się i urządziła mu awanturę. Od tamtego czasu zawsze grał fair.

Kiedy była w pobliżu, nie spuszczał z niej wzroku. Towarzysząc mu w trakcie pisania, siadywała na kanapie z podwiniętymi nogami. Czasami przyciągała krzesło po przeciwnej stronie biurka i obserwowała, jak pisze. Krzyżowała wtedy nogi jak uczennica. Czasem leżała na kanapie z książką, z długimi włosami rozsypanymi w nieładzie na starej tkaninie.

Stąpała po domu bezszelestnie jak kotka, a potem opadała na krzesło, z nogami na oparciu, z bosymi stopami, z udami obnażonymi przez szorty lub mini spódniczkę. Czuł jej zapach, kiedy nalewała mu herbatę lub obejmowała ramieniem. Woń pulsującej kobiecości przenikała go do szpiku kości. Wiedząc, iż ona nie jest nim zainteresowana seksualnie, mógł od czasu do czasu puścić wodze wyobraźni, co zresztą zdarzało mu się coraz częściej. Im lepiej czuł się fizycznie, tym częściej myślał o Ani jako ponętnej kobiecie.

Wspólnie spędzane wieczory, które stały się już ich rytuałem, niezauważalnie i powoli budowały rosnącą zażyłość. Niejednokrotnie zadawał sobie pytanie, kim naprawdę jest dla niego ANIA.

Kiedy podchodziła, czysta i śliczna, aby przyklęknąć przy nim, zanurzyć palce w zbyt długie już włosy, prosząc, by pozwolił je ściąć, zauważał, że sukienka czy szorty są zdecydowanie zbyt odważne.

Cholera – wściekał się na siebie, próbując okiełznać wyobraźnię. Kompletnie tracił dla niej głowę. Lecz pretensje pod własnym adresem nie na wiele się zdały. Dziwny zamęt, który zagościł w jego uczuciach, nie mijał, stając się z każdym dniem większy, niebezpieczniejszy.

Wyjechała na kilka dni do chorej ciotki. Każda godzina bez niej była gehenną. Dom stał się zbyt pusty i cichy.

Tęsknota za Anią rzuciła Leszka w objęcia dziwki. Nie znalazł tam ukojenia. Dziewczyna miała wrócić dzisiaj! Dopiero perspektywa jej rychłego powrotu uświadomiła Leszkowi, jak bardzo tęsknił.

Mężczyzna rozmyślał nad swoimi pragnieniami, popijając whisky. A jednak… Dźwięk jej głosu przez TELEFON był tak zachwycający i jednocześnie niewinny.

Pociąg fizyczny, który odczuwał do dziewczyny był coraz silniejszy. Zastanawiał się, jak długo zdoła powstrzymywać pożądanie. Z tygodnia na tydzień czuł się lepiej. Ból nie był już tak intensywny. Leszek mógł w spokoju skupić się na ważniejszych sprawach. Co zrobi, kiedy ANIA nie będzie już potrzebna jako fizjoterapeutka? Nie odpowiedziawszy sobie na to pytanie, pogrążył się w niespokojnym śnie.

* * *

W drodze do domu, w samochodzie, wydawała się trochę wyciszona; uśmiechała się do niego łagodnie, lecz niewiele mówiła. Jej zwykły, rubaszny humor, zdawał się być dzisiaj przytłumiony, brakowało luzu i swobody, co powodowało niepokój o to, czy ona naprawdę dobrze się czuje.

Dojechali do domu.

– Córeńko – zaczął niepewnie – ty dobrze się czujesz? Z ciotką wszystko w porządku?

Spojrzała na niego z iskierką w oku.

– Papciu, zmęczona jestem tylko. Nie martw się, wszystko jest OK. – Specjalnie użyła tego zwrotu. Doskonale wiedziała, że nie znosi amerykańskich skrótów.

– Połóż się, dziecinko, odpocznij. Zrobię coś dobrego do jedzenia – zaproponował.

– Nie, nie będę się kładła. Wykąpię się i dołączę do ciebie. – Odwróciła się i, stojąc już w progu kuchni, dodała: – Dzisiaj mamy ochotę na makaron, nieprawdaż? – Figlarny uśmiech błąkający się na ustach uspokoił mężczyznę.

Czekał, aż wróci spod prysznica. Popijał whisky, krzątając się po kuchni. Radość z powrotu Ani spowodowała, iż zapomniał o doskwierającym bólu. Wystarczył jeden ruch, a kolano ugięło się pod nim. Pokuśtykał do pokoju. Zasiadł w fotelu, rozcierając obolałe miejsce.

– Pozwól, że ja się tym zajmę – zaproponowała ANIA, wchodząc do pokoju boso, w szortach i koszulce.

Pokiwał głową. Obserwował, jak ruszyła ku niemu i osunęła się tuż przy jego kolanach.

– Wiesz, maleńka, ja chyba głupieję – bez zastanowienia zdradził swoje myśli.

– Ty, tatku? Z jakiego powodu? – w jej głosie było tyle niewinności i oddania.

Leszek nie odpowiedział. Czuł, że dygocze. Widok filigranowego ciała wynagrodził kilka dni rozłąki. Oczarowany śledził każdy ruch.

– Już lepiej? – Skierowała oczy na masowane kolano.

– Tak, maleńka, jesteś niezastąpiona. Ubóstwiam cię!

Nagle dotarł do niego sens wypowiedzianych właśnie słów.

Matko, spraw, żebym jej nie pożądał… Nie zdążył dokończyć swej myśli. Ania naturalnym i spontanicznym ruchem osunęła się jeszcze niżej między jego nogami i złożyła głowę na kolanach.

To było okropnie kłopotliwe. Ona, słodka i niewinna, potrzebowała przytulić się do kogoś bliskiego, podczas gdy jego penis nabrzmiewał i drgał niespokojnie pod ciężarem kobiecej twarzy.

Musiała wyczuć, co się dzieje. Wyprostowała się i uśmiechnęła, jakby nic nie zaszło. Leszek zapatrzył się w ciemne oczy dziewczyny. W tej chwili nie był zdolny do wyrażenia swych obaw.

Wyciągnął rękę po szklankę, zatrzymał ją jednak w połowie drogi, kiedy zobaczył, że Ania sięga za siebie szczupłymi palcami. Zapinana na karku bluzeczka opadła, wystawiając na widok zdumionych oczu jędrne, młode piersi.

Leszkowi nie drgnął nawet mięsień. Na usta cisnęły się słowa protestu. Jednak piękno nagości nie pozwoliło mu nic powiedzieć. Dziewczyna kilkoma ruchami zdążyła pozbyć się koszulki i odrzucić ją na podłogę. Rozpięła szorty, zsunęła z nóg i teraz tylko majtki okrywały skrawek ciała. Leszek łapał oddech, chcąc nakazać, żeby przestała. Powinien zmusić Anię do ubrania się. Nie był w stanie tego zrobić.

Ściągnęła majtki i wdrapała się na kolana. Siedząc okrakiem, z palcami w jego włosach, przyciągnęła chropowatą od zarostu twarz do swojej. Pochyliła się i wsunęła język w jego usta.

Namiętny pocałunek wzbudził silne emocje. Zwinne palce dziewczyny rozpięły guziki koszuli, by po chwili błądzić już po czole, policzkach i brzuchu, aż dotarły do paska i rozpięły go.

Wreszcie odzyskał oddech, by słabo zaprotestować.

– Kochanie… – wyszeptał z czułością.

Uciszyła go pocałunkiem tak śmiałym, tak podniecającym, że mało brakowało, by się spuścił. Potem, gdy gapił się na nią bezradnie, pociągnęła go do pozycji półleżącej i ściągnęła spodnie wraz ze slipami. Włosy opadały na uda gęstą kaskadą, kiedy bez wahania wzięła członek do ust i zaczęła powoli ssać.

Odczuwał przyjemność połączoną z satysfakcją, kiedy poruszała niemal dziecięcą głową nad wzwiedzionym penisem. Z naturalnością dziewczynki bawiła się nim jak zabawką. Niepewnie złapała naprężony już organ, liżąc i ssąc, suwając delikatnymi palcami w górę i w dół. Lewa dłoń lękliwie zsunęła się niżej. Z ogromną czułością ujęła jądra i ważyła ich ciężar. Przesuwała językiem od samej podstawy aż po koniuszek wzwiedzionego penisa. Wyglądała jak radosne dziecko liżące ulubionego loda. Zatrzymywała się na chwilę przy wędzidełku, masując je samą końcówką języka. Zachowywała się, jakby pierwszy raz miała kutasa w ustach, jednak biegłością, z jaką posługiwała się językiem, dawała do zrozumienia coś zupełnie innego. Ciekawość i niepewność kontrastowały z wprawą i znajomością męskiego ciała.

Potem wczołgała się z powrotem na kolana, pieszcząc sutki i ramiona, sprawiając, że poczuł się młody. Widać było, iż zabawa sprawia jej sporą uciechę. Wodziła językiem po stwardniałych sutkach, nie przerywając przy tym wędrówki dłońmi po napiętych ramionach. Dotyk był tak delikatny, że prawie łaskotał, w ułamku sekundy wbijała na chwilę paznokcie w skórę, zostawiając przy tym czerwone ślady. Leszek od tak dawna nie czuł się pożądany, że każdy przejaw inicjatywy ze strony Ani odbierał ze zdwojoną mocą. Poczuł, że wrócił dawny wigor, chęć do spółkowania.

Kobieta nasunęła się na członka, rozluźniając i zaciskając niewiarygodnie silnie mięśnie pochwy… Matko, śliskie ścianki obejmowały go tak szczelnie. Drżały, drażniły i falowały, pieszcząc fiuta rytmicznymi skurczami.

Znów go pocałowała. Dotyk ust pozwolił na porzucenie obaw. Przestał analizować to, co się dzieje – dał ponieść się chwili. Otoczył rękami jej plecy, znalazł pośladki, potem pachwinę, poczuł jak mokra lepkość opływa palce. Ośmielił się spojrzeć jej w oczy. Patrzyła na niego przez na wpół przymknięte powieki z figlarnym wyrazem dziecięcej wręcz radości. Pojękiwała cichutko, a mięśnie pochwy zacisnęły się tak gwałtownie, że nie mógł dłużej nad sobą panować – trysnął w nią intensywnie.

Po chwili było po wszystkim. Odpoczywała nad nim, pieszcząc twarz i kark, poklepując i kojąc. Kiedy w końcu wyśliznął się z niej, wydała westchnienie żalu.

– Maleńka – narzekał – dlaczego mnie do tego sprowokowałaś? Jest mi tak strasznie głupio.

– Nie powinno być ci przykro, tatuśku.

– Kurwa, proszę, nie mów tak do mnie, nie teraz.

Kiedy odpoczywała na jego kolanach, bił się z myślami. To, co się przed chwilą stało, wydawało się z jednej strony nierzeczywiste, nierealne. Z drugiej natomiast… Znał swoje przyzwyczajenia i upodobania, mógł przewidzieć, że pewnego dnia zabraknie mu silnej woli. Te rozważania nie opuszczały go, kiedy tuliła się do niego, obsypywała pocałunkami całą twarz, niczym prosta, wiejska dziewczyna – z niepewnością, nieporadnością, jakby był jej pierwszym facetem.

Mijały kolejne minuty. Odpoczywali w ciszy. Zażyłość, która ich połączyła, czyniła słowa zbytecznymi. W myślach ponownie wrócił do przeszłości.

Przed oczyma pojawiła się twarz Kamili. Od tamtego zdarzenia był u niej tylko raz. Na więcej nie było go stać. Stał w sporej odległości od łóżka, bał się podejść bliżej. To on opłacał pokój w prywatnej klinice i całodobową opiekę – jego adwokat wyszedł z taką inicjatywą podczas procesu. Kobieta do końca życia miała pozostać w takim stanie, lekarze nie rokowali poprawy stanu zdrowia. Niedotlenienie mózgu – taką postawili diagnozę.

Od tamtej tragedii wzbraniał się przed kontaktem z kobietami. Obawiał się, że mógłby wyrządzić im krzywdę. A teraz… Miał do siebie pretensje. Pozwolił Ani zbliżyć się do siebie. Tak jak kiedyś Kamila, tak teraz ona stała się dla niego ważna, zbyt ważna. Nie chciał, żeby jego mroczna strona znowu dała o sobie znać.

Poczuł gniew. Na siebie, na nią. Jak mogli do tego dopuścić? Jak mógł narazić Anię na niebezpieczeństwo?

Poczuł, że zwinne palce znów stawiają męskość na baczność. Wraz z podnieceniem pojawił się również gniew. Decyzję podjął w sekundę. Silnymi rękoma złapał za chude ramiona dziewczyny, przewracając ją na brzuch. I tak, jak dzień wcześniej potraktował dziwkę, tak teraz brutalnie rozchylił pośladki dziewczyny, przyłożył penisa do zaciśniętych mięśni odbytu i zaczął zagłębiać się w jego wnętrzu.

Hardość i pewność Ani ulotniła się w jednej sekundzie.

– Przestań! To boli! – krzyknęła.

– Chciałaś mnie, Aniu? Mnie prawdziwego? Mnie jako kochanka? Wydawało ci się, że poznałaś mnie już na wskroś. Aniu, bardzo myliłaś się w swojej ocenie. – Leszek nie hamował już gniewu. Krzyczał na wątłą dziewczynę, coraz silniej zaciskając palce na ramionach, zostawiał czerwone ślady na jasnej skórze. Każde kolejne pchnięcie było brutalniejsze, bardziej gwałtowne. Każde oddalało od idylli, której doświadczał przez ostatnie pół roku. ANIA szarpała się pod nim, wiła i biła rękoma o podłogę. W końcu zalał odbyt ciepłą spermą. Opadł na kruche ciało.

Po chwili dziewczyna wyswobodziła się z objęć. Stanęła nad nim na chwiejnych nogach, ręką zasłaniając kobiecość.

– Teraz?! Teraz się będziesz zakrywać? Trzeba było o tym pomyśleć, jak zaczęłaś się do mnie dobierać, Aniu – wycedził. Jej przerażone spojrzenie nie wyrażało nic poza strachem i zdziwieniem.

– Chciałaś tatuśka? Proszę! Właśnie tego oczekuję od kobiet! Jesteś w stanie to zaakceptować?!

Nastała martwa cisza. Wpatrywali się w siebie. Wyraz jej twarzy powoli się zmieniał. Strach wyparował, a jego miejsce zajęła złość.

– Jesteś skończonym idiotą, wiesz, Leszku? – głos trochę drżał. – Pokochałam cię jak przyjaciela. Później jak ojca. Nie wiem nawet, kiedy moje uczucie do ciebie przerodziło się w coś więcej… znacznie więcej. Chciałam być dla ciebie wsparciem, przyjacielem. Chciałam, żebyś znowu zaczął żyć jak normalny facet. Chciałam cię kochać, Leszku. Byłeś dla mnie najważniejszy. To u twojego boku widziałam swoją przyszłość. Mogliśmy być tacy szczęśliwi. W tak żałosny sposób chciałeś mi pokazać, jaki jesteś? Wiesz, wystarczyłaby szczera rozmowa. Straciłeś wszystko, Leszku. Straciłeś mnie! – Odwróciła się i wybiegła.

Mężczyzna ułożył się na dywanie. W tej chwili nie czuł potrzeby, aby tłumaczyć swoje zachowanie. Nie tak to miało wyglądać. Nie powinien zaczynać od końca. Powinien powstrzymać Anię i wytłumaczyć na spokojnie, co się kiedyś stało. Kim jest dla niego Kamila. Szlag by to trafił! Znowu o niej myślał. Kochał i zarazem nienawidził to puste teraz ciało. Kochał ją za to, kim dla niego była, ile dała mu z siebie. Nienawidził przez własną głupotę. Za to, że wspomnienie o niej ciągle go prześladowało. Gdyby nie przeszłość, może inaczej podszedłby do oferowanego przez Anię uczucia.

Obudził się kilka godzin później zziębnięty i obolały. Z trudnością dźwignął ciężkie cielsko. Pokuśtykał do pokoju Ani. Zapukał delikatnie. Nie doczekał się odpowiedzi. Pchnął drzwi. Coś było nie tak. Omiótł spojrzeniem całe pomieszczenie. Otwarte drzwi od szafy ukazywały gołe wieszaki. Pootwierane szuflady również świeciły pustkami.

Odeszła. Zostawiła go. Na dobre. Spakowała wszystko i odeszła. Kurwa mać!

Jeszcze raz spojrzał na pusty pokój. Coś przykuło uwagę – kilka kartek rozsypanych w nieładzie nieopodal łóżka. Zaciekawiony podszedł bliżej. Wydrukowane zdjęcia z jego najgorszego okresu: napuchnięta od alkoholu twarz; mętne spojrzenie; na każdej fotografii inna kobieta uwieszona na ramieniu. Fotografiom towarzyszyły artykuły.

Upadł na kolana porażony myślą, że znowu został sam.

* * *

Gazeta Dnia Codziennego, 8 sierpnia 2012r.

„Dzisiaj nad ranem, zostało znalezione ciało znanego pisarza, Leszka Kuśnieruka. Wydawca, zaniepokojony brakiem kontaktu z autorem, wybrał się do jego samotni pod miastem. Znalazł ciało mężczyzny w jednym z pomieszczeń. Prawdopodobnie Kuśnieruk nie żył już od kilku dni. Policja wszczęła dochodzenie, chcąc wykluczyć udział osób trzecich. Prawdopodobną przyczyną zgonu mógł być alkohol. W dorobku autora są między innymi takie dzieła, jak: …”

* * *

Gazeta Dnia Codziennego, 8 sierpnia 2013r.

„W rok po śmierci znanego autora, Leszka Kuśnieruka, do księgarni trafiła jego ostatnia książka. Pisarz przed śmiercią stworzył dzieło idealne. Czytając, można odnieść wrażenie, iż autor napisał własną biografię – wiele faktów z jego życia pokrywa się z losem bohatera „Wczoraj…”. Zakładając prawdziwość tego przypuszczenia, dowiadujemy się niezmiernie wiele o samym Kuśnieruku. Nasuwa się tylko jedno pytanie – kim był pierwowzór Anulki, partnerki głównego bohatera? Brak jest wiedzy na temat jakichkolwiek kobiet w ostatnim okresie życia Kuśnieruka. Odpowiedzi na te pytanie najprawdopodobniej nie poznamy już nigdy”.

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Przekleję tu mój komentarz z lutego 2014, gdy opowiadanie pierwszy raz pojawiło się na NE:

„Dobry wieczór!

Z każdym kolejnym opowiadaniem Kenaarf pokazuje nam swą nową twarz. Autorka nie boi się eksperymentów oraz – często ryzykownych – poszukiwań. W moim prywatnym rankingu powyższe opowiadanie zajmuje drugie miejsce, ex aequo z „Żyje się tylko dwa razy”, które, choć słabsze literacko, porusza jednak ważny temat. Natomiast moim absolutnym faworytem jest cudowna „Blondynka wg Kenaarf”.

We „Wczoraj” podoba mi się tematyka, a także główny bohater (czy raczej antybohater), jego kolejne upadki i próby podniesienia się. Nie do końca dowierzam w postać Anulki – bo nie wydaje mi się możliwe przejście od relacji ojciec-córka (nawet jeżeli nie byli tak naprawdę spokrewnieni) do relacji ściśle erotycznej. Więc podobnie jak Foxm muszę spytać, czy to była postać „rzeczywista”, czy też projekcja umysłu Leszka. Natomiast postać Kamili uważam za całkiem wiarygodną, nawet jeśli jest tu zaznaczona raczej epizodycznie.

Nie zgadzam się natomiast z Foxmem, że Kenaarf powinna odsyłać taksówkarza Roberta na postój. Wręcz przeciwnie, uważam, że ewolucja, jaką przechodzi Kenaarf jako Autorka, może się Robertowi tylko przysłużyć. Z własnego doświadczenia wiem, że seria opowiadań może wyglądać zupełnie inaczej na początku, a inaczej na końcu, bo pisarz uczy się na błędach, doskonali styl, cyzeluje dialogi oraz zmienia koncepcję. Dlatego myślę, że następne teksty traktujące o dziejach taksówkarza będą coraz lepsze – bo ten trend jest w ogóle widoczny w pracach naszej drogiej Kenaarf.

Pozdrawiam serdecznie
M.A.”

Niebanalny pomysł i bardzo dobre wykonanie. W szczególności zakończenie stawia tekst w nowym świetle.

Napisz komentarz