Żyje się tylko dwa razy (kenaarf)  4.33/5 (6)

45 min. czytania
Juanjo Ripollés, bez tytułu, CC BY-NC-ND 2.0

Juanjo Ripollés, bez tytułu, CC BY-NC-ND 2.0

Poniższy tekst publikujemy ponownie na prośbę Autorki.

Dobrze mnie słychać? Na końcu sali również? Te mało energiczne potakiwania głowami mówią mi, że możemy zaczynać.

Dzień dobry państwu. Gdyby ktoś z państwa zapomniał, z kim ma dzisiaj do czynienia przypomnę, że nazywam się Zygmunt Kraśniewski i stoję dziś przed państwem z racji wykonywanego zawodu. Jestem seksuologiem.

Widzę pierwsze uśmiechy. Zdaję sobie sprawę, że według waszej opinii, starzec kryjący się pod pomarszczoną skórą nie powinien już zajmować się tematem erotyki, jednak chciałbym was wyprowadzić z błędu. Dzisiejszy, wspólnie spędzony czas, chcę poświęcić na uświadomienie wam, że seks jest nie tylko domeną ludzi młodych. Czasy, w których przyszło wam żyć, bardzo różnią się od czasów, kiedy to ja byłem piękny i młody. Sposób wychowywania dzieci, kształcenia ich, uległ znacznym zmianom. Również w sferze seksualnej społeczeństwo zrobiło ogromny krok naprzód. Z roku na rok możemy obserwować wzrastającą świadomość społeczeństwa w kwestii obcowania płciowego.

Przykład? Zwrócę się teraz do żeńskiej części waszej grupy. Drogie panie, czy uważacie, że seks ma przynosić przyjemność obojgu parterom, że liczy się obopólne zadowolenie?

No tak… Nie było pani, która by przecząco pokręciła głową. Widzicie, zostałem wychowany w przeświadczeniu, że tylko mężczyzna powinien czerpać rozkosz ze zbliżenia, że to on jest dominującą stroną aktu. To, że mentalność w tej kwestii uległa znacznym przemianom, mnie, jako seksuologa, bardzo cieszy. Ale do tego wrócimy na koniec naszego spotkania.

Swoim zawodem param się od blisko czterdziestu lat. Owszem, znacznie wcześniej dowiedziałem się, co to jest seks i jakie korzyści można z niego czerpać. Jednak dopiero po kilku latach praktyki postanowiłem zająć się częścią teoretyczną.

Przez lata mojej pracy dorobiłem się kilku tytułów. Ale wiecie, czasami odnoszę wrażenie, że litery przed nazwiskiem nie są odzwierciedleniem posiadanej wiedzy, a jedynie nagrodą za lata poświęcone nauce. Zwłaszcza w moim fachu. Zajmuję się umysłami ludzi. Tak, moi mili. Zawód seksuologa wiąże się przede wszystkim ze sferą umysłową człowieka, nie zaś z cielesnością. Mimo, iż dopiero wkraczacie na tę drogę, jesteście wszak studentami pierwszego roku, mniemam, iż jakąś wiedzę już posiadacie. Umysł ludzki był, jest i podejrzewam, że zawsze będzie, niezbadanym elementem człowieka. Mógłbym spędzić swoje następne trzy wcielenia na zgłębianiu tajemnic ludzkiego umysłu. Może udałoby mi się zrobić dwa, trzy mizerne kroki do przodu, ale kresu pracy nie ujrzałbym nigdy.

Pozwolicie, że usiądę, wiem, że nie wypada, ale mając siedemdziesiątkę na karku i trzecią nogę do pomocy, która i tak słabo spełnia swoją rolę, zdecydowanie wygodniej będzie mi przeprowadzić dzisiejszy wykład siedząc. Nawiasem mówiąc, nie wiem jak ktoś mógł nazwać te ustrojstwo laską. Mnie akurat owe określenie kojarzy się zupełnie z czymś innym.

Ooo, śmiejecie się, to dobrze, jednak jakieś poczucie humoru jeszcze posiadam. Dzisiaj ludziom w moim wieku trudno jest rozśmieszyć dwudziestoparolatków bez narażania się przy tym na ironię i kpinę.

Powróćmy do MERITUM. Mógłbym wam, drodzy słuchacze, w trakcie wspólnie spędzonego czasu opowiedzieć o meandrach swojej pracy, o przypadkach, które mi się trafiały, a było tego co nie miara. Śmiem jednak przypuszczać, iż już po pięciu minutach rzucania hasłami i pojęciami połowa z was będzie spała, a druga połowa dyskretnie udawała, że tego nie robi. Dlatego chcę wam opowiedzieć pewną historię. Ale zacznijmy od początku.

Kilka lat temu postanowiłem sięgnąć trochę dalej aniżeli to, co dotychczas robiłem. Moja decyzja zaprowadziła mnie do bram wiktymologii. Pojęcie znane? W takim razie służę szybkim tłumaczeniem. Wiktymologia jest nauką zajmującą się ofiarami przestępstw oraz badaniem roli ofiary w genezie przestępstwa, zwłaszcza ustaleniem czynników sprzyjających podatności na zostanie ofiarą przestępstw oraz metod zapobiegania temu. To tyle, jeżeli chodzi o definicję. Jak się domyślacie, z racji wcześniejszych zainteresowań, nie fascynowały mnie morderstwa, znęcanie się, czy gnębienie. Moja uwaga skupiła się na wykroczeniach związanych z seksem. W związku z tym, coraz częściej byłem proszony o wydawanie opinii w konkretnych przypadkach, jak w naszym żargonie zwykle nazywamy pacjentów.

Trafiali oni, i nadal trafiają, do mojego małego gabinetu. Przedział wiekowy… a co to takiego, mógłbym zapytać, był bardzo szeroki. Często, w ramach terapii, organizowałem spotkania w grupach. Ale, do czego ciężko mi się było przyznać, organizowanie tych spotkań zaczęło mi sprawiać coraz więcej problemów. Gubiłem  się w zapiskach, w harmonogramie, w informowaniu uczestników o ewentualnych zmianach. To właśnie moi podopieczni, widząc, jak zaczynam tracić nad wszystkim kontrolę, podsunęli mi pewien pomysł, obiecując wsparcie. Chodziło o zaprzyjaźnienie się z komputerem, internetem.

Przyznam, że pomysł nie przypadł mi do gustu. Z techniką zawsze byłem trochę na bakier. Nie byłem też skończonym kretynem w tej kwestii. Dokumentację moich przypadków spisywałem na maszynie, którą później zastąpiłem klawiaturą. Potrafiłem wklepać tekst, edytować go. Tego chyba tłumaczyć nie muszę. Tak, więc moi podopieczni zaproponowali stworzenie strony internetowej, a konkretnie forum, na którym moglibyśmy wzajemnie przekazywać sobie wszelkie informacje odnośnie spotkań.

Mój wkład, jak się domyślacie, był znikomy. Nie ukrywam, że oni odwalili za mnie całą brudną robotę, za co będę im dozgonnie wdzięczny. Efekty tych poczynań przerosły moje najśmielsze oczekiwania.

Strona, która miała mieć charakter tylko informacyjny, nie wiedzieć kiedy, przerodziła się w swoistego rodzaju pamiętnik. Pamiętnik pełen bólu, cierpienia, wstydu, traum. Początkowo liczba osób zapisanych na nasze forum ledwo sięgała dwudziestu. Z tygodnia na tydzień, a później z dnia na dzień liczba ta ciągle rosła i tak jest do dziś. Nasza mała społeczność przekształciła się w ryczącego potwora zlepionego z ludzkich nieszczęść. Krótkie wpisy opowiadające o przykrościach, które dotknęły osoby u nas piszące, przerodziły się w długie eseje i monologi. Jeżeli tego potrzebowali, dostawali wsparcie na różnej płaszczyźnie. Pomagałem ja, pomagali koledzy po fachu, pomagali sami współautorzy – chociażby słowem pocieszenia.

Jednak po jakimś czasie zaczęli do nas docierać również szczęśliwcy, którym się udało. Nie byli obarczeni złymi wspomnieniami, nie doświadczyli choćby namiastki z tego, co było wcześniej opisywane. Dziś, zaglądając na nasze forum znajdziecie tam całe spektrum życia człowieka. Między niezliczonymi wynurzeniami i opowiadaniami trafiłem pewnego dnia na list, po którego przeczytaniu byłem niezmiernie usatysfakcjonowany. Odnalazłem w nim niebywałą liczbę uczuć. Rozżalenie, miłość, rozczarowanie, oddanie, nadzieję, oczekiwanie. Jednym słowem – tam było absolutnie wszystko. I właśnie ten list chciałbym wam dzisiaj przeczytać.

Słowem wprowadzenia – pewnie każdy z was wie, co to znaczy seksualność, jednak chciałbym uściślić definicję, którą będę się posługiwał. Seksualność, drodzy słuchacze, jest wrodzoną, naturalną funkcją każdego organizmu ludzkiego. Jest również jednym z podstawowych czynników motywujących ludzi do podejmowania więzi seksualnych i kontaktów interpersonalnych mających wymiar biologiczny, psychiczny, społeczno-kulturowy i hedonistyczny. Człowiek jest świadom swej seksualności, której miejsce w osobistej hierarchii potrzeb zmienia się u niego w zależności od etapu życia, stopnia rozwoju osobowości.

Oczekuję, że postaracie się to zapamiętać i przeanalizować w kontekście tego, co zaraz usłyszycie. Gotowi? Świetnie, zaczynajmy zatem.

* * *

Na imię mi Grzegorz. Mam 59 lat i jestem szczęśliwym mężem swojej o dwa lata młodszej żony – Basi. Jesteśmy ze sobą od zawsze, to znaczy odkąd pamiętam. Już w podstawówce ciągnąłem ją za warkocze. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że wciąż ją kocham, a ona zapewne kocha mnie. Szanujemy się. Lubimy spędzać ze sobą czas, którego po wyprowadzce dzieci z domu mamy wyjątkowo dużo. Jednak z seksu zrezygnowaliśmy jakieś 5 lat temu. Nie jestem w stanie powiedzieć, co było tego przyczyną. Nie mamy kompleksów. Wciąż uważam swoją żonę za szalenie atrakcyjną kobietę. Zresztą nieustannie daję temu wyraz. Pod tym względem wszystko u nas działało prawidłowo. Po prostu zasypiając razem, wtuleni w siebie, nie szukaliśmy już niczego innego. W jakiś sposób samo obcowanie ze sobą, codzienne gesty czułości zastępowały seks.

Jednak z drugiej strony, po upływie kolejnych miesięcy, a później już lat obydwoje czuliśmy, że coś nam umyka, że życie przecieka nam przez palce. Kilka razy  próbowaliśmy poruszyć ten temat. Nie ukrywam, było nam bardzo ciężko. Obydwoje wywodzimy się z bardzo konserwatywnych, katolickich domów. W naszych kręgach rozmawianie o seksie było czymś niestosownym. Tak zostaliśmy wychowani, takie zasady przejęliśmy od swoich rodziców i sztywno się tego trzymaliśmy. Ciężko nam było wyjść poza ramy wychowania i przyzwyczajenia. W trakcie naszego małżeństwa spłodziliśmy dwójkę dzieci – chłopaków. Zostali poczęci w tradycyjny sposób, po bożemu. Nigdy nie byliśmy demonami seksu. Owszem, sprawiał on nam przyjemność, jednak po jakimś czasie stał się bardziej mechaniczny. Ja zawsze na niej, penetrowałem jej zakamarki pośpiesznymi pchnięciami. Teraz, z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że akt seksualny traktowaliśmy jak bieg sprinterski. Niecierpliwie czekaliśmy na start, drogę przemierzaliśmy starannie, ale szybko, byle jak najszybciej dotrzeć do mety. Dzisiaj, chodź minął już rok, od kiedy porzuciliśmy naszą seksualną abstynencję, nie możemy się nadziwić naszemu nastawieniu. Wszystko za sprawą obcych nam ludzi.

To był czerwiec. U mnie w firmie jest to spokojny okres, dla Basi nie ma to znaczenia, zawodowo jest wolnym strzelcem. Od kilku lat, to był nasz rytuał, właśnie w tym okresie wybieraliśmy się na wycieczkę zagraniczną. Tamtego roku nie odstąpiliśmy od naszego przyzwyczajenia. To żona zawsze wybierała miejsce, a ja się temu podporządkowywałem. Nigdy nie korzystaliśmy ze zorganizowanych wycieczek, woleliśmy sami decydować, kiedy mamy jeść śniadanie, kiedy możemy iść na zakupy, a kiedy po prostu poleżeć nad basenem i się polenić.

Tym razem wybór padł na Włochy. Urokliwe miasteczko Rimini, leżące tuż nad samym Adriatykiem prezentowało się w folderach reklamowych nad wyraz interesująco i od razu podbiło nasze serca. Zabukowaliśmy miejsce w HOTELU, który na forach podróżniczych osiągał prawie maksymalną punktację. Owszem, cena dziesięciodniowego pobytu mogła przerażać, jednak dla nas nie grała roli. Nie to żebyśmy byli nad wyraz majętni. Zdecydowanie nie należeliśmy do bogaczy, ale byliśmy u szczytu listy tak zwanej klasy średniej. Odkąd nasze chłopaki opuściły rodzinne gniazdo nie mieliśmy na co wydawać pieniędzy. Nasz dom nie wymagał już dalszych inwestycji, wszystko było zrobione na tak zwany tip-top. Co jakiś czas drobny remont, polegający na odświeżeniu ścian nie uszczuplał naszego portfela. Zawsze lubiliśmy podróże, więc podjęcie decyzji, na co wydawać zaoszczędzone środki była dla nas tylko formalnością.

Na trzy tygodnie przed wyjazdem wszystko było już załatwione. Pozostały ostatnie zakupy i odliczanie czasu, który pozostał do wylotu. W końcu nadszedł długo oczekiwany dzień. Kapryśna pogoda dawała nam się mocno we znaki i mimo, że kalendarz wskazywał na czerwiec, przybyliśmy na lotnisko w grubych swetrach. Lot trwał około dwóch godzin, ale przeniósł nas w zupełnie inną rzeczywistość.

Powitała nas rozgrzana od promieni słonecznych płyta lotniska. Termometr wskazywał 26 stopni, niby niewiele, jednak w porównaniu z pogodą w Warszawie, dla nas był to już upał. Port lotniczy Rimini położony jest w Miramare, około 8 km od samego centrum miasta. Czekał już na nas autokar, którym dojechaliśmy na miejsce.

Dotarłszy do hotelu wiedzieliśmy OD RAZU, iż wybór miejsca był idealny. Nowoczesny budynek w kolorze piasku leżał tuż przy samej plaży. Na dole znajdowała się restauracja dla gości hotelowych. Jedynie ściana szkła dzieliła pożeraczy najsmakowitszych włoskich przysmaków od złocistego brzegu. Recepcjonistka wydała nam klucze i płynną angielszczyzną wytłumaczyła, który pokój należy do nas. Życząc nam miłego pobytu wcisnęła nam jeszcze broszurki reklamowe. Zaopatrzeni w tę skarbnicę wiedzy skierowaliśmy kroki do pokoju.

Żadne reklamy, żadne zdjęcia nie mogły oddać sprawiedliwości widokowi, który ukazał się naszym oczom po przekroczeniu progu. Nowoczesny wystrój wnętrza tonowało sporej wielkości łóżko, na którym piętrzył się stos poduch. Mieliśmy do dyspozycji łazienkę i mały taras pomniejszony na koszt wnęki, w której ustawiony był stolik wraz z krzesłami. Tę małą część jadalną można było odseparować od części sypialni okazałą, grubą storą w kolorze indygo, której głównym zadaniem było chronienie wczasowiczów od słońca. Ale wystrój i wyposażenie nie miały znaczenia.

Widok za oknem powalał na kolana. Przed naszymi oczyma, niczym dywan, rozpościerała się plaża upstrzona niezliczonymi leżakami i parasolami. Jej koniec wieńczył gładki, wyprofilowany brzeg, który co kilka sekund obmywały delikatne fale wpełzające na piach i otulające przyjemnym chłodem stopy spacerowiczów. Podążając wzrokiem za biegiem fal docierało się do najpiękniejszych falochronów, jakie było mi dotychczas oglądać. Długie, poprzeczne pasy powstałe w wyniku ułożenia sporych kamieni odcinały miejsce wyznaczone do kąpieli od otwartego morza. Tu i ówdzie, na kamieniach widać było prężące się ciała odpoczywających pływaków. Dalej pozostawał już tylko widok spokojnej wody. Gdzieniegdzie, na horyzoncie, bez pośpiechu przemykały wypełnione wiatrem żagle.

Staliśmy z Basią dobre pięć minut podziwiając ten piękny pejzaż. Dopiero ciążące nam bagaże pozwoliły ocknąć się z transu. W pośpiechu rzuciliśmy torby. Po szybkim prysznicu i przebraniu się w coś bardziej pasującego do tutejszego klimatu wybraliśmy się na spacer po plaży. Piasek pod naszymi stopami był miałki i delikatny. Napawając się widokami, powoli kroczyliśmy po linii brzegowej. Ramię w ramię brodziliśmy w ciepłej wodzie. Leżaki porozstawiane na całej długości plaży świeciły pustkami. W pierwszej chwili zaczęliśmy się zastanawiać, co jest tego powodem, bo przecież w HOTELU widzieliśmy mnóstwo ludzi. Dopiero po chwili uzmysłowiliśmy sobie, że przecież znajdujemy się we Włoszech, w kolebce popołudniowej sjesty. Biorąc przykład z mieszkańców postanowiliśmy odpocząć. Usadowiliśmy się na leżakach. Baśka w dalszym ciągu nie mogąc się nacieszyć otaczającym nas pięknem, chłonęła każdy szczegół. Ja, zatopiony w szumie fal i śpiewie nadmorskiego ptactwa, przymknąłem oczy i oddawałem się błogiemu nic nie robieniu.

Do moich uszu dobiegł perlisty śmiech. Jeszcze z przymkniętymi powiekami, jak pies kierujący się zapachem, odwróciłem głowę w jego stronę. Otworzyłem oczy. Nieopodal odpoczywała para. Na oko mogli być w naszym wieku. On, smukły, wręcz chudy i bardzo wysoki. Włosy obcięte na zapałkę prawie tuż przy samej skórze, nosiły ślady siwizny. Pociągła twarz. Głęboko osadzone, blado–niebieskie oczy. Orli nos. Dość wąskie usta, na których błąkał się teraz zawadiacki uśmiech niczym u małego chłopca. W tamtej chwili, nawet ja, purytanin, mężczyzna z krwi i kości, mogłem szczerze przyznać, że obserwowany jegomość był bardzo przystojnym facetem. Jednak jego uroda traciła blask w zestawieniu z pięknem towarzyszącej mu kobiety. Filigranowa budowa. Niska. Okrągła twarz podkreślona krótką, postrzępioną blond czupryną. Nigdy nie lubiłem krótkich fryzur u kobiet, jednak spoglądając na właścicielkę jasnej burzy włosów, odkryłem w tym uczesaniu pewną świeżość i – sam byłem zdziwiony – seksapil. Mały, perkaty nosek. Oczy równie niebieskie jak u partnera. Liczne zmarszczki, uwydatnione przez szeroki uśmiech, który sięgał właśnie do jej spojrzenia. Jej drobne ciało przywierało do partnera. Leżała na nim swobodnie, przykryta jego dłońmi o długich niczym u pianisty palcach, które powoli przesuwały się wzdłuż jej talii. Sądząc po reakcji, ich wędrówka niezmiernie kobiecie odpowiadała. Dopiero po chwili spostrzegłem, iż nieznajoma nie ma na sobie górnej części kostiumu. Piersi, wręcz alabastrowe, ściśle przylegały do owłosionego torsu. Aksamitna biel jej skóry naznaczona była licznymi piegami.

Nagle spłynęła na mnie fala podniecenia. Mój członek obudził się z leniwego i długiego letargu. Przez obcisłe spodenki widać było jego wypukłość. Uciekłem wzrokiem od podglądanej pary. Spojrzałem na swoją żonę, nie chciałem sprawiać jej przykrości. Kochałem ją. Podobała mi się. Pociągała mnie. Pragnąłem jej. Jednak w tamtej chwili coś jeszcze zagościło w mojej skołatanej głowie. Złość zapłonęła w moim umyśle.  Rozczarowanie i… zazdrość. Chciałbym móc wziąć Basię w objęcia, tak nieskrępowanie, jak czynił to tamten mężczyzna ze swoją kobietą. Chciałem poczuć jej nagie ciało, zanurzyć twarz w gęstwinie rudych loków, móc wdychać ich zapach. Chciałem… Nie da się tego opisać jednoznacznie i zwięźle. Dawno wyrosłem z mechanicznego seksu. Potrzebowałem ciepła, zmysłowości i zrozumienia. Wiedziałem jednak, że moje pragnienia muszą pozostać niezaspokojone. Przyzwyczailiśmy się do tego, co mieliśmy. Nauczyliśmy się żyć ze sobą w taki sposób, w jaki żyliśmy. Ani ja, ani tym bardziej ona nie znaleźlibyśmy w sobie tyle otwartości, tyle odwagi, żeby dotykać się w podobny sposób w zaciszu pokoju, a co dopiero wystawieni na widok obcych spojrzeń.

Popatrzyłem na żonę. Siedziała do mnie bokiem, więc mogłem podziwiać jej piękny profil. Odwróciła twarz od morza. Spoglądała na tulącą się parę. Rozchyliła lekko wargi. Na jej obliczu pojawiło się coś, czego dawno już nie widziałem. Pożądanie? Fascynacja? Nie mam pojęcia. Wiem jedno, widok tamtych dwojga bardzo jej się podobał. Jakby wyczuwając ciekawskie spojrzenie, odwróciła się powoli w moim kierunku. Usta ułożyły się w mały dziubek, jakby chciała wypowiedzieć literkę „o”. Wodziła po mojej twarzy zamglonym spojrzeniem, jakby doszukiwała się jakiejś reakcji. Jeszcze raz rzuciła okiem na dwa splatające się ciała. Ponownie jej wzrok spoczął na mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć, czekałem na jej ruch. Wydała dziwny, stłumiony jęk. Tak jakby uwięzione „o” właśnie znalazło drogę do ujścia i, bojąc się ponownego zagubienia w czeluści ust, chciało wydostać się na zewnątrz. Wiedziałem, że czuła się skrępowana i zażenowana. Podglądanie tamtych dwojga, nagość kobiety, swawolne ręce mężczyzny, to, że ją przyłapałem sprawiło, że na jej bladych policzkach rozlał się krwisty rumieniec. Wydukała zupełnie niezrozumiałe zdanie. Szybko podniosła się z leżaka i skierowała w stronę HOTELU.

Jak wspominałem na początku, obydwoje byliśmy dość mocno zakonspirowani w swojej seksualności, dlatego też widok tamtych ludzi, którzy tak otwarcie okazywali sobie miłość, wytrąciła nas z równowagi. Jestem przekonany, że w tamtej chwili czuliśmy dokładnie to samo. I właśnie tego Basia się wstydziła: własnej reakcji tak bardzo widocznej dla mojego wprawionego oka.

Poderwałem się niezgrabnie z niskiego leżaka i podążyłem jej śladem. W ciszy pokonaliśmy drogę do apartamentu. Żona niczym błyskawica, bez słowa wtargnęła do pokoju, złapała kosmetyczkę i schowała się za drzwiami łazienki. Miałem chwilę na uspokojenie oddechu i gorączkowych myśli. Po niespełna trzydziestu minutach wróciła. Wyglądała na znacznie spokojniejszą, jakby woda wymazała obraz tamtych dwojga z plaży. Jednak coś w jej zachowaniu, w spojrzeniu nie dawało mi spokoju. Powoli przemierzyła dzielący nas dystans. Wspięła się na palce i pocałowała mnie w usta. To nie było zwykłe cmoknięcie, którym raczyła mnie od lat. Bez namysłu pochyliłem się nad nią. Kochałem Basię, kochałem jej wargi, uwielbiałem ich smak. To był bardzo namiętny pocałunek. Staliśmy na środku hotelowego pokoju. Jej usta zawładnęły moimi. Początkowo delikatnie i subtelnie. Nasze języki dotykały się. Przyjmowałem jej ślinę. Spijałem z ust żony oddanie i głębokie uczucie, którym się darzyliśmy. Ten pocałunek był niczym kropla deszczu na bezwodnej pustyni. Oferował zapowiedź burzy i pozostawiał w słodkim oczekiwaniu na więcej. Całkowicie oszołomił zmysły. Zawsze uważałem, że kontakt dwojga ust jest najpiękniejszym wrażeniem spośród wszystkich doznań zmysłowych, jednak zapomniałem już, jak może być obezwładniający.

Tak nagle jak do mnie przywarła, tak nagle się odsunęła, zostawiając mnie w poczuciu niespełnienia. Odwróciła się na pięcie i rzuciła przez ramię, że zbliża się kolacja i że czas najwyższy zakosztować lokalnych specjałów. Oszołomiony, stałem jeszcze chwilę wpatrując się w jej plecy. Wiedziałem, że w tym momencie na nic więcej nie mogę liczyć. Teraz to ja uciekłem do łazienki, szukać tam ukojenia dla zszarganych nerwów. Ale w głębi duszy zacierałem ręce z radości. Pierwszy dzień pobytu, a tu takie niespodzianki. Nietypowe zachowanie żony napawało mnie optymizmem i napełniało nadzieją na znacznie więcej niż jeden pocałunek.

Po niespełna następnych trzydziestu minutach, czyści, pachnący i przebrani udaliśmy się do hotelowej restauracji. Kroczyła przede mną. Pulchne biodra falowały na mięsistych nogach. Założyła wzorzystą, zwiewną sukienkę za kolano. Tiulowy, lekki materiał falował z każdym krokiem. Gęste loki opadały swobodnie na odsłonięte plecy. Złotawe sandałki zapinane na kostkach idealnie dopełniały całości. Boże, jak ja kochałem tę kobietę.

Weszliśmy do restauracji. Wszystkie stoły były zajęte. Mieliśmy szczęście, jedna z par wychodziła. Szybko zajęliśmy ich miejsce. Poczekaliśmy, aż zjawi się kelner, który uprzątnął pozostawione naczynia i zagłębiliśmy się w obszernym menu. Basia wybrała danie o dziwnej nazwie Cioppino, co okazało się całkiem smaczną mieszanką owoców morza o niezwykle aromatycznym bukiecie smaków ziół, papryczki chili i białego wina. Ja zdecydowałem się na filety rybne po włosku. Dorsz pod przykryciem z czarnym oliwek, suszonych pomidorów w połączeniu z ciemnym ryżem smakował wybornie.

W trakcie jedzenia układaliśmy plany na najbliższe dni. Następny dzień mieliśmy poświęcić na zwiedzanie miasta. W planach był między innymi Łuk Triumfalny Konstantyna oraz most Tyberiusza. Liczne fora internetowe, prześledzone przed wyjazdem przez moją małżonkę, umożliwiały, jak się później okazało, dość swobodne poruszanie się po mieście.

Mniej więcej w połowie kolacji, pochłonięci rozmową, nie zwróciliśmy uwagi na to, że ktoś stoi koło naszego stolika i zwraca się do nas po polsku. Jak na komendę podnieśliśmy głowy i obydwoje zamarliśmy. Kawałek ryby, który miał znaleźć się w moich ustach, właśnie wylądował na moich jasnych spodniach, co zauważyłem dopiero chwilę potem. Basia była równie zdziwiona jak ja. Jej policzki zapłonęły żywym ogniem.

Przed nami stała para z plaży. On ubrany w ciemne, lejące się spodnie, dopasowaną do tego kolorystycznie koszulę, figlarnie rozpięta pod szyją. Ona… Zmarszczki zdradzały w przybliżeniu jej wiek, jednak reszty ciała nie powstydziłaby się niejedna trzydziestolatka. Sprężysta, gibka, w sukience ledwo okrywającej  szczupłe uda. Jedwabny materiał w kolorze purpury gładko opinał sterczące piersi i idealnie pasował do ciemnej tonacji stroju partnera.

Otrząsnęliśmy się z pierwszego szoku. Moja lepsza połowa pierwsza zabrała głos:

– Przepraszam, nie usłyszałam, co pan mówił? – Mimo, że to kobieta się do nas zwracała, Baśka nie raczyła na nią nawet spojrzeć. Podejrzewam, że wciąż była zażenowana sytuacją na plaży. Widziała tę kobietę, w negliżu, w czułych objęciach partnera. Do tego miała świadomość, że przyłapałem ją na podglądaniu. Typowe działanie obronne. Znałem jej sztuczki.

Zignorowana kobieta nie dała jednak za wygraną.

– Bardzo państwa przepraszamy, ale tak jak widzicie – uniosła rękę i zatoczyła nią krąg – wszystkie miejsca są zajęte, a państwo siedzą przy stoliku dla czterech osób. Zastanawialiśmy się, czy nie moglibyśmy się do was dosiąść, a jak jeszcze usłyszeliśmy polski język… Rozumieją państwo – uśmiechnęła się promiennie, ukazując tym samym trochę krzywe, ale bardzo białe zęby.

Spanikowana Basia posłała mi pytające spojrzenie. Starając się zetrzeć plamę ze spodni wzruszyłem tylko ramionami, pozostawiając jej podjęcie decyzji. Ukradkiem spoglądałem, jak bije się z myślami. Ułożyła usta w bardzo charakterystyczny sposób, który zawsze mnie pociągał. Wszystko to trwało może kilka sekund, lecz dla niej to pewnie była wieczność. W końcu odłożyła sztućce i gestem zaprosiła parę do zajęcia miejsca obok nas.

– Kiedy państwo przyjechali, nie widzieliśmy was wcześniej – zapytał mężczyzna.

Ulga na twarzy mojej życiowej towarzyszki była… dla mnie, osoby, która zna ją tak dobrze, wręcz komiczna. Mięśnie twarzy rozluźniły się, a kąciki ust poszybowały ku górze. Nie zostaliśmy złapani na podglądaniu.

Janusz i Jola, bo takie nosili imiona, mieszkali w Krośnie. Ona – księgowa, on – współwłaściciel firmy transportowej. Ona – 58 lat, on – 55. Mieli trójkę dzieci i pięcioro wnucząt.

Pierwsze lody zostały przełamane. Później było już znacznie lepiej. Rozluźniona małżonka mogła wykazać się swym czarem. Jest mistrzynią w sztuce prowadzenia luźnych konwersacji. Zawsze łatwo nawiązywała kontakty. Rozmowa płynęła swoim rytmem. W zasadzie dyskutowała żeńska część naszego grona. Ja, wraz z nowo poznanym towarzyszem, tylko od czasu do czasu wtrącaliśmy jakieś słowo. Inaczej się nie dało. Kobiety popłynęły.

Prawdę powiedziawszy, w pewnym momencie przestałem skupiać się na sensie konwersacji. Zezowałem na drugą stronę stołu, gdzie wysunięte ku sobie dłonie naszych kompanów splatały się w czułym uścisku, by po chwili jedynie delikatnie się muskać. To jawne okazywanie sobie ciepła, czułości, oddania i miłości… byłem cholernie zazdrosny. Zadawałem sobie pytanie, kiedy razem z Basią, czy w ogóle kiedyś, było stać nas na takie gesty pośród ludzi. Nasza intymność należała tylko do nas. Wszelkie przytulania, całusy dokonywały się zawsze w domowym zaciszu.

Wieczór minął nam bardzo szybko. Kolacja była już przeszłością. Raczyliśmy się kolejnymi kieliszkami wybornego wina. Z racji tego, że nasi rozmówcy przyjechali raptem dzień wcześniej, nie zdążyli jeszcze odwiedzić ścisłego centrum. Jola wyszła z propozycją wspólnego zwiedzania. O dziwo, Basia zgodziła się bez zastanowienia i zerkania w moją stronę. Uzgodniliśmy plan wycieczki i godzinę spotkania. Wstaliśmy od stołu, pożegnaliśmy się.

Udaliśmy się do swoich pokoi. Janusz co chwila schylał się i niby szepcząc coś małżonce do ucha, całował ją delikatnie. Niebywałe. Dlaczego nas nie było stać na choćby minimalne okazywanie sobie miłości? Dlaczego zagubiliśmy się w tym wszystkim? Przecież dalej mieliśmy swoje potrzeby. Patrząc na tamtą parę uzmysłowiłem sobie, z czego zrezygnowaliśmy, co straciliśmy. Po raz kolejny  tego wieczoru, zadałem sobie pytanie, czy bylibyśmy w stanie pokonać swoje zahamowania, zmienić przyzwyczajenia. Zerknąłem na obiekt moich utrapień. Ona także ukradkiem spoglądała na naszych nowych znajomych. Ciekaw byłem, czy również odczuwa zazdrość i czy chciałaby, bym publicznie okazywał jej swą miłość.

Syty posiłek w połączeniu ze zmianą klimatu spowodował wezbraną senność. Po lakonicznej rozmowie ułożyliśmy się w ogromnym łożu. Ona plecami do mnie. Ja jak zwykle nakryłem ją swoim ramieniem i przylgnąłem do jej ciała. Oddech partnerki prędko stał się regularny i płytki. Uwielbiałem go słuchać. Zazwyczaj wstawałem przed nią i zanim porywała mnie codzienność dnia, delektowałem się jej obecnością. Tym razem było tak samo. Pierwsza myśl po przebudzeniu dotyczyła tego, co mam do zrobienia dzisiaj w pracy. Dopiero po chwili przyszła refleksja, że przecież jesteśmy na wakacjach. Uniosłem ciężkie powieki. Słodki ciężar ciała żony opierał się o mój nagi tors. Gęstwina włosów rozsypana na poduszce łaskotała w twarz. Odsunąłem się delikatnie, nie chcąc jej zbudzić. Wstałem z łóżka, podszedłem do okna, odsłoniłem zasłonę. Moim oczom ukazał się piękny widok. Odpływ odsłonił znaczną część plaży, która sięgała teraz prawie do falochronów. Mimo wczesnej pory, na plaży było sporo ludzi. Poranni spacerowicze i pracownicy, którzy dbali o utrzymanie porządku. Na falochronach w pewnym odstępach od siebie rybacy zarzucali swój sprzęt do spokojnej teraz wody. Niektórzy wyjmowali kosze, w których jak się mogłem domyślać, znajdowały się małże i kraby. Słońce, które już jakiś czas temu rozpoczęło swą codzienną wędrówkę po niebie, zaczynało nagrzewać plażę. Odsłoniłem całkowicie okno i pozwoliłem, aby ciepłe promienie dotknęły śpiącej Basi. Jej włosy zaczęły się mienić feerią barw. Co prawda nie był to naturalny kolor, siwizna nie tylko mnie dawała się we znaki, ale mimo to podobały mi się. Gęste, zdrowe, lejące się fale. Jakaś wewnętrzna siła kazała mi do niej podejść, przytulić, wziąć w ramiona i dać upust emocjom, które od bardzo długiego czasu kłębiły się w moim wnętrzu.

Jednak rozum jak zwykle wziął górę nad instynktem. Zbliżyłem się do łóżka, odgarnąłem niesforne kosmyki z jej twarzy, złożyłem delikatny, wręcz chłopięcy pocałunek na pomarszczonym policzku. Wyczuła mnie OD RAZU. Zatrzepotała rzęsami ukazując mi głębię ciemnych oczu. Boże, jak ja jej pragnąłem. Chciałem, żeby poczuła magię tego miejsca. Żeby zakosztowała tego uczucia, które towarzyszyło mi od chwili, gdy postawiłem stopy na płycie lotniska. Jednak ta mydlana bańka szybko pękła. Basia zerwała się z łóżka. Rzuciła okiem na zegarek i w pośpiechu zniknęła za drzwiami łazienki. Za niecałe dwie godziny byliśmy umówieni na wypad do miasta, a czekało nas jeszcze śniadanie.

Z naszymi towarzyszami spotkaliśmy się już na dole, w restauracji. Szybkie, pożywne śniadanie, podróż małym autobusem i oto znaleźliśmy się w centrum urokliwego miasteczka. Rimini odkryło przed nami swoje drugie oblicze. Na wybrzeżu dominowała nowoczesna infrastruktura związana z ciągle rozwijającą się w tym mieście turystyką. Natomiast miasto okazało się pełne renesansowych zabytków. Nasza czwórka była urzeczona przepięknym placem Cavour, na którym wznosiła się równie urokliwa fontanna. Niedaleko od placu znajduje się Piazza Malatesta ze wspaniałym zamkiem.

Zwiedzanie bardzo nas wymęczyło. Zasiedliśmy w cieniu markizy w jednej z ulicznych kawiarni. Razem z Januszem delektowałem się smakiem prawdziwej, Włoskiej kawy. Niestrudzone kobiety rozpoczęły wędrówkę po okolicznych sklepach, w efekcie ich wędrówek spędziłem z Januszem blisko trzy godziny. Typowi z nas mężczyźni, więc nie za wiele z sobą rozmawialiśmy. Obserwowaliśmy przelewające się fale turystów. Od czasu do czasu któryś z nas wtrącił jakąś uwagę. Czułem się dobrze w jego towarzystwie. Nie byłem spięty, nie miałem wrażenia, że muszę za wszelką cenę podtrzymywać konwersację.

W końcu wróciły  panie, objuczone niezliczoną ilością reklamówek i toreb. To dla naszych synów, to dla Cioci Krysi, to dla Bożenki… I tak w kółko. Zmęczone zakupami z wielką przyjemnością zajęły miejsca obok nas. Zjedliśmy późny obiad. Powoli szykowaliśmy się do powrotu do HOTELU, kiedy Jola zaproponowała wieczorny wypad na drinka. Basia z ochotą przystała na jej propozycję. Widziałem, że przypadły sobie do gustu. Mimo, że prezentowały dwa zupełnie inne style, dwie inne osobowości i charaktery, potrafiły znaleźć ze sobą nić porozumienia.

Wróciliśmy do hotelu. Udaliśmy się do swoich pokoi. Małżonka zdała mi relację ze wspólnie spędzonych z Jolą godzin. Jak to kobiety, w trakcie wspólnych zakupów opowiedziały sobie chyba o wszystkim. Najciekawszą informację zostawiła na sam koniec. Grzebiąc w szafie rzuciła od niechcenia, że już wie, co jest tajemnicą związku Joli i Janusza. Ucieszyłem się, że nie tylko ja zwróciłem uwagę na łączącą ich więź. Z zaciekawieniem uniosłem głowę. Baśka dalej z głową ukrytą w szafie dukała zasłyszane wcześniej rewelacje.

– Akurat byłyśmy w sklepie z pamiątkami. Tam kupiłam tę piękną maskę dla Krysi – zacięła się, widziałem, że czuła się niekomfortowo. Nabrała powietrza i kontynuowała wcześniej podjęty temat. – Obsługiwał nas bardzo miły pan. Sądzę, że mógł być niewiele młodszy od nas. Typowy Włoch. Bardzo… No, wiesz, był przystojny – jakby mogła to cała schowałaby się w szafie. – Ciężkim angielskim zaczął z nami dyskusję. Czego szukamy, skąd jesteśmy. Wiesz, że mój angielski nie jest idealny, więc się nie odzywałam. Rozmowę prowadziła Jola. I wiesz… On z nią flirtował, a ona mu na to pozwalała. Nie wszystko rozumiałam, ale mowa ich ciała, spojrzenia, do tego nie trzeba tłumacza. Byłam tym trochę zdegustowana. Przecież od Janusza wzroku nie odrywa. Chyba to zauważyłeś? – Pierwszy raz wychyliła bujną czuprynę z za drzwi. Kiwnąłem tylko głową. Nie chciałem przerywać  monologu, jeszcze by się rozmyśliła. Podeszła do łóżka, na którym byłem ułożony. Usiadła do mnie tyłem.

– Jak już wyszłyśmy zapytałam się, czy uważa, że to jest w porządku, – cała Basia – że przecież z Januszem rozumieją się bez słów. Że ma wystarczająco dużo uwagi, ciepła i miłości, więc po co szukać dodatkowych wrażeń. Spojrzała na mnie z niedowierzaniem i zapytała czy ja tak na serio. Przysiadłyśmy na murku. Stwierdziła, że owszem, kocha Janusza ponad życie, jest mu całkowicie oddana, a to, że czasami wypróbuje swoją kobiecość na innym mężczyźnie… Nie widzi w tym nic złego. Zresztą podobno Janusz często jest świadkiem jej flirtów. Zapytałam, co jest ich tajemnicą, co sprawia, że są ze sobą tak szczęśliwi. Wiesz co odpowiedziała? – dalej milczałem. Odchyliła głowę lekko w moją stronę. Kolejny raz skinąłem tylko głową.

– Seks. Wyobrażasz sobie? Wydała opinię, że cielesna, seksualna bliskość, teraz, kiedy są w kwiecie wieku pozwala na utrzymanie poziomu ich uczuć. Zapytała jak to jest u nas. Znasz mnie. Nie musiałam nic mówić. Czułam jak na moje policzki wypełza rumieniec wstydu. To wystarczyło. Ujęła mnie za rękę, czule pogłaskała po jej wierzchu. Matko, jaka byłam zażenowana całą tą sytuacją. Czułam się jak mała dziewczynka na rozmowie z mamą o sprawach dorosłych. Stwierdziła, że właśnie tego nam brakuje i że jest to najlepszy czas dla nas. Nie musimy się już martwić o dzieciaki, życie mamy jako tako poukładane i nadszedł czas na zajęcie się sobą. Cieszenie się każdą spędzoną wspólnie chwilą, bo to ostatnia szansa na poczucie się młodym. Przytuliła mnie jak starą przyjaciółkę i pogoniła do kolejnego sklepu. Mimo, że wrażeń nam nie brakowało, cały czas myślałam o tym, o czym mówiła. I wiesz? Ona może mieć trochę racji. Grzesiek… Wiesz, że Cię kocham, jesteś dla mnie całym światem, ale czasami wydaje mi się, że stoimy tak dziwnie w miejscu. Pomyśl o tym w wolnej chwili – tym razem nawet jakbym chciał się odezwać nie miałbym takiej szansy. Zerwała się z łóżka i pognała do łazienki. Również podniosłem się z legowiska. Wyszedłem na taras. Zapatrzyłem się w gładką linię horyzontu. Musiałem przyznać, że z tej Joli to mądra kobieta. Znała nas raptem chwilę. Ze mną, oprócz zwykłych uprzejmości, o niczym nie rozmawiała. Jednak postawiła słuszną diagnozę. A Basia… moja kochana, subtelna, purytańska Basia… Wzięła sobie do serca słowa obcej kobiety. Co moglibyśmy zrobić, aby zmienić nasze życie? Jak się do tego zabrać? Nie potrafiłem sobie odpowiedzieć na te pytania. Zresztą, nie było na to czasu.

Małżonka właśnie wyłoniła się z łazienki. Zdecydowała się założyć wcześniej zakupioną sukienkę, zresztą przy pomocy Joli, Jolu nigdy ci się nie odwdzięczę. Kiecka była wręcz szyta na figurę Baśki. Kopertowy przód odsłaniał biel jej pełnych piersi. Stan pod biustem idealnie podkreślał kobiece kształty. Gładka góra kontrastowała z plisowanym dołem. Małe zakładeczki jedwabnego materiału opływały ciało mojej żony. Każdy ruch uwydatniał jej atuty. Sukienka sięgała jedynie do połowy uda, co było dla mnie sporą niespodzianką. Jednak to nie długość i krój najbardziej mnie fascynowały. Krwisty odcień wprost powalał na kolana. Byłem przyzwyczajony do odcieni brązu, zieleni, beżu. Teraz w tym oszałamiającym stroju wyglądała nad wyraz atrakcyjnie. Gęste loki spięła w kok, z którego tu i ówdzie wymykały się krnąbrne kosmyki. Delikatnym makijażem podkreśliła głębie ciemnych oczu. Na ramiona zarzuciła prześwitujący, czarny kawałek materiału. Mała kopertówka w ręku mieściła jedynie kilka drobiazgów. Dopełnieniem całego stroju były jasne… Sam nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem. Szpilki! Ostatni raz miała takie na nogach na ślubie naszego syna. Zawsze kręciły mnie kobiety na wysokich obcasach. Te napięte łydki, uda, pośladki.

Stanęła na środku pokoju. Spojrzała na mnie trochę nieśmiało, z zażenowaniem. Czekała na reakcję. A ja, jak ostatni idiota, nie mogłem nawet słowa wyksztusić. Jedyne na co było mnie stać to cichutkie zagwizdanie pod nosem. Ale to wystarczyło w zupełności. Wykręciła piruet i z figlarnym błyskiem w oku zapytała:

– I jak, ładnie wyglądam? – w pierwszej chwili nie zrozumiałem co do mnie mówi. Skupiłem się na swoim kroczu. Oczy chłonęły piękny widok, szybko wysyłając obraz do mojej głowy, która przekierowała całe uwielbienie do stojącej przede mną istoty do jedynego możliwego miejsca – mojego członka. Serce waliło o pierś jak skrzydła kolibra. Ściśnięte gardło pozwoliło mi jedynie na zdawkową odpowiedź.

– Wyglądasz oszałamiająco!

– Wiesz, to był pomysł Joli, nie byłam przekonana do tej kreacji, ale ona tak się uparła, a musisz mi wierzyć, ciężko jest jej odmówić. – Wywinęła jeszcze jeden piruet. – A ty na co czekasz, niedługo wychodzimy.

Kierując się w stronę łazienki, podszedłem do niej, przyłożyłem dłoń do policzka i złożyłem delikatny pocałunek na skroni. Cała moja miłość, całe moje oddanie tej kobiecie była zawarta w tym subtelnym zetknięciu warg z jej skórą. Wiedziała o tym doskonale. Przykryła moją dłoń własną, przytrzymując mnie na chwilę przy sobie. Spojrzała w oczy i wyszeptała:

– Kocham Cię. – Odsunęła się nieznacznie – Ale idź już, bo się spóźnimy.

Sprowadziła mnie na ziemię. Wparowałem do łazienki. Szybki prysznic. Golenie. Wyszperanie z szafy jedynego wyjściowego stroju, który ze sobą zabrałem i oto byłem gotowy do wyjścia. Czekała na mnie na tarasie i przyglądała się bacznie mojej nerwowej szamotaninie ze spodniami. Zastanawiał mnie jej wyraz twarzy, jakby była nieobecna i odpłynęła gdzieś daleko myślami, jednak nie miałem czasu na analizowanie tego, co zobaczyłem.

Dwadzieścia minut później byliśmy już na dole w holu. Jola z Januszem właśnie do nas dołączyli. Janusz tym razem postawił na biel, która w zestawieniu z jego ciemną opalenizną dość mocno rzucała się w oczy. Jola natomiast wybrała na ten wieczór turkusową, obcisłą kreację. Wyglądała seksownie i pociągająco. Ale tego wieczoru nikt, żadna kobieta nie byłaby w stanie przebić mojej małżonki. Jola znacząco spojrzała na Basię posyłając jej przy tym zawadiacki uśmiech. Zamieniliśmy jeszcze kilka zdań i ruszyliśmy na podbój miasta.

Promenada zaskoczyła nas swoją żywotnością. Z tego co mogliśmy się zorientować, większość ulicznych sklepikarzy dopiero nocą rozpoczynało swoją pracę. Wszystkie puby i restauracje zachęcały spragnionych turystów żywym i ciepłym oświetleniem.

Zdecydowaliśmy, że w pierwszej kolejności zjemy coś lekkiego. Wybraliśmy małą restaurację z bardzo klimatycznym wnętrzem. Zajęliśmy stolik przy szeroko otwartym oknie, aby móc podziwiać tętniącą życiem ulicę. Jak jeden mąż zamówiliśmy sałatki z owocami morza. Do tego białe wino dla pań, a ja z Januszem raczyliśmy się grappą, pieruńsko mocną.

Po skończonym posiłku długo jeszcze siedzieliśmy i dyskutowaliśmy w zasadzie o niczym. Delikatne dźwięki muzyki sączące się z małego radyjka na barze idealnie pasowały do klimatu całego wieczoru. Harmonijny kobiecy głos czarował nas swoją melodyjnością i ani na sekundę nie pozwalał zapomnieć, że znajdujemy się w kraju słynącym z romantycznego klimatu.

Jola nie mogąc już dłużej wytrzymać poderwała się krzesła, złapała Janusza za rękę i wyciągnęła na środek sali. Typowego parkietu do tańca brakowało, jednak odsunięcie dwóch stolików stworzyło przestrzeń, na której para mogła znaleźć miejsce dla siebie. Spleceni w ciasnym uścisku, bujali się w takt muzyki. Kobieta oparła głowę o tors mężczyzny, który nachylał się nad jej odsłoniętą szyją i muskał ją ustami. Muzyka nieznacznie zmieniała tempo, wybijając coraz szybsze takty. Jola odkleiła się od Janusza i zaczęła swój spektakl. Stanęła przed nim na wyciągnięcie ręki, odwróciła się plecami i zaczęła zmysłowo poruszać biodrami. Zataczała małe kręgi. Wodziła dłońmi po linii bioder. Kusiła i uwodziła. Odwróciła się twarzą do swojego partnera, posłała mu zalotny uśmiech. Zbliżyła się do niego. Oparła dłonie o jego ciało i zaczęła powolną wędrówkę po delikatnym materiale. On zagarnął ją do siebie. Subtelne pieszczoty były takie zwyczajne, takie łagodne, a zarazem emanowały ogromną dawką erotyzmu.

Siedzieliśmy jak zaczarowani. Wpatrywaliśmy się w rozgrywającą się przed nami scenę. Nie tylko nas porwał subtelny taniec. Na sali znajdowało się jeszcze kilka osób, wszystkie one ukradkiem zerkały na rozwój sytuacji. Natomiast ja z Basią bez skrępowania, które towarzyszyło nam na plaży, obserwowaliśmy naszych towarzyszy. Utwór się skończył. Janusz ucałował swoją partnerkę i razem podeszli do stolika.

Jola pociągnęła dość spory łyk ze szklaneczki i rzuciła rozentuzjazmowana, że czas zakosztować prawdziwej muzyki. Uiściliśmy rachunek i wyruszyliśmy na kolejne poszukiwania, tym razem obierając sobie za cel jakiś klub.

Klubów w Rimini nie brakuje, jednak wszystkie są do siebie podobne. Typowa dyskotekowa muzyka wylewająca się z olbrzymich głośników skutecznie uniemożliwiała wszelkie rozmowy. Może i czuliśmy się młodo, jednak zdecydowanie nie pasowaliśmy do tamtejszych klimatów. Jola jak zwykle wyskoczyła z propozycją. Z racji tego, że wieczór był jeszcze wczesny, zaprosiła nas do hotelowego pokoju na drinka. Od wypitego alkoholu szumiało mi trochę w głowie, ale nie widziałem przeciwskazań dla wypicia kolejnych porcji. Basia również ochoczo przystała na propozycję. Wróciliśmy do HOTELU brzegiem morza.

Dotarliśmy na miejsce. Ich pokój niewiele różnił się od naszego. Zajęliśmy miejsce w jadalnej części. Na stole pojawiły się dwie butelki alkoholu, który nabyliśmy w ciągu dnia. Napełniliśmy szklanki i rozsiedliśmy się wygodnie, podziwiając widok za oknem. Po kilku chwilach Jola uniosła się ze swojego miejsca.

– Mam dla was niespodziankę. Musicie to zobaczyć – nie tłumacząc nic więcej zniknęła za drzwiami łazienki. Nie było jej może piętnaście minut. We trójkę prowadziliśmy dalszą rozmowę, jednak moje myśli ciągle uciekały ku łazience, w której zniknęła kobieta. Ukradkowo zerkałem na zamknięte drzwi. W końcu się doczekałem. Byłem w szoku.

Jola odziana w coś, co ciężko nawet było nazwać bielizną stanęła na środku pokoju. Ciemne pasy materiału odznaczały się na jej ciele. Wiązane na karku, schodziły wzdłuż szyi, sięgały obojczyków i ściśle przylegały do piegowatych piersi, zakrywając jedynie sutki. Tasiemki łączyły się ze sobą tuż pod biustem i przechodziły w jeden PAS ciągnący się przez środek tułowia. Na wysokości pępka znów się rozdwajał ukazując dość płaski brzuch kobiety. Dwa paski przechodziły w dolną część kostiumu stanowiący fikuśne majtki, będące zwieńczeniem tego dziwnego stroju. To właśnie majtki przykuły moją uwagę. Stringi zamiast zwykłego skrawka materiału między nogami miały sznur drobnych koralików w odcieniu świetlistej bieli, która bardzo kontrastowała  z czarnym materiałem.

Siedziałem jak skamieniały. Nie bardzo wiedziałem, czego jestem właśnie świadkiem. Jola odwróciła się do nas tyłem, byśmy mogli podziwiać jej odsłoniętą pupę i plecy przepasane ciemnymi wstęgami.

Zerknąłem szybko na Janusza, który patrzył z uwielbieniem na swoją partnerkę, nie robiąc sobie zupełnie nic z naszej obecności. Odwróciłem głowę i spojrzałem na Basię. Szeroko otwarte oczy chłonęły widok roznegliżowanej Jolki. Jakby czując mój pytający wzrok, odwróciła się w moją stronę. Na jej twarzy malowało się mnóstwo sprzecznych uczuć. Od wstydu i zażenowania, po ciekawość i… podniecenie. Jej wzrok wręcz pytał, co robimy dalej. Czy zostajemy i jesteśmy świadkami tej dziwnej dla nas sytuacji, podejmujemy wyzwanie i czekamy na dalszy rozwój wypadków, czy może zbieramy tyłki i uciekamy. Przetrząsnąłem szybko głową. Rozum podpowiadał, że powinniśmy jak najszybciej opuścić ten pokój. Ale ciało podjęło już decyzję za mnie. Członek, który na widok Joli drgnął delikatnie, teraz był już w pełnym wzwodzie. Żądza, podniecenie i ciekawość wzięły nade mną górę. Purytańskie przyzwyczajenia zepchnąłem gdzieś w głąb siebie. Fala podniecenia powoli wypływała na wierzch i centymetr po centymetrze zalewała spragnione ciało. Odwróciłem głowę w kierunku kobiety, dając tym samym znak małżonce, że zostajemy. Jola jakby w oczekiwaniu na wynik naszej niemej rozmowy zastygła na środku pokoju. Widząc, że znowu skupiliśmy na niej uwagę, rozpoczęła kolejny akt tego przedziwnego spektaklu. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że taki pokaz mógłby mnie fascynować. Z zachłannością chłonąłem każdy kolejny ruch. Gdzieś wewnątrz mnie zafalowało uczucie wstydu. To, co robiłem nie było godne dobrze wychowanego mężczyzny, za którego uchodziłem. Jednak ekscytacja wzięła górę. Czułem się tak, jakbym miał pierwszy raz w życiu popełnić grzech. Odegnałem kłębiące się myśli i skupiłem całą uwagę na scenie rozgrywającej się przed moimi oczyma.

Kobieta podeszła do męża. Złapała za rękę i powiodła w stronę łóżka. Powoli rozpięła koszulę, on zaś zajął się ściąganiem spodni, które wraz z bielizną opadły na podłogę. Mogliśmy podziwiać sterczącego, nabrzmiałego członka. Z niecierpliwością czekałem na dalszy rozwój sytuacji, jednak para stała naprzeciw siebie pochłaniając się wzrokiem. To co się pojawiło w ich oczach, było ponad zwykłe uwielbienie. Jego wzrok wolno wędrował po jej ciele, począwszy od twarzy, a skończywszy na czubkach palców u nóg. Ten wzrok był tak wymowny. Sięgał wszędzie, ale z uporem powracał do jądra kobiecości: do sklepienia między udami osłoniętego czarnym skrawkiem materiału. Jola pod tym bacznym spojrzeniem spuściła wzrok. Było w niej coś na kształt wyrachowania, ale jednocześnie w jej spojrzeniu mogłem odnaleźć dziewczęcą niewinność.

Czułem podniecenie widza tuż przed podniesieniem kurtyny, zwiastującym nową sztukę. Brałem udział w tym spektaklu pomimo, że byłem bierny. Upajałem się ich widokiem.

Już się zacząłem zastanawiać, czy oby nie zrezygnowali z dalszej części pokazu. Właśnie w tym momencie ich dłonie rozpoczęły niespieszną i powolną wędrówkę. Ona uniosła lekko ręce i oparła je na chudych ramionach męża. Głaskała, zataczając dłońmi małe kręgi, od barku, aż po same koniuszki palców. Drogę powrotną znaczyła już paznokciami, przeciągając nimi po opalonej skórze i pozostawiając czerwone ślady. Zsunęła dłonie na pierś mężczyzny. Pod wpływem jej zabiegów sutki stwardniały. Chwyciła je pomiędzy palce i delikatnie uciskała, czym spowodowała wyrwanie się cichego okrzyku z ust kochanka. Jego członek drgał niecierpliwie, jednak jego właścicielowi nie spieszyło się do spełnienia. Dotykał twarzy Joli. Muskał palcami. Pamiętał o każdym centymetrze. Przerwał na chwilę, aby przeczesać palcami nastroszoną blond fryzurę. Dłonie ponownie sięgnęły niżej. Tym razem zatrzymały się na piegowatych piersiach naznaczonych cienkimi, niebieskimi żyłkami. Ważył w dłoni ich słodki ciężar. Sięgnął wyżej, pociągnął za tasiemkę związaną na karku. Pasy materiału, które dotychczas więziły sutki, teraz opadły wzdłuż ciała kobiety.

Opuścili ręce. Znowu stali chwilę naprzeciw siebie. Mierzyli się wzrokiem. Na pewno znali swoje ciała doskonale, ale ich spojrzenia błądziły po każdym zakamarku jakby widzieli się pierwszy raz. Napięcie erotyczne czuć było w całym pokoju. Oderwałem na chwilę wzrok od tej lubieżnej pary. Popatrzyłem na Basię. Wpatrywała się w nich jak w transie. Rozchyliła usta, by co chwilę zwilżać językiem spierzchnięte wargi. Jej pierś unosiła się przy każdym głębokim nabraniu powietrza. Ułożyła dłonie na udach i wpijała w nie palce. Jej twarz nie wyrażała absolutnie żadnych emocji. Nie byłem w stanie ocenić, czy podoba jej się to, na co patrzy. Biała kartka. Chyba pierwszy raz nie potrafiłem odczytać jej myśli.

Jakiś ruch na środku pokoju zwrócił moją uwagę. Para stała teraz w mocnym uścisku. Obejmowali się wzajemnie. Jola gładziła plecy Janusza, który z kolei pieścił drobne pośladki partnerki. Chwytał sprężyste kule i łagodnie ugniatał, by po chwili wzmocnić ucisk. Sądzę, że był to dotyk na granicy bólu, gdyż kobieta pod wpływem jego zabiegów poczęła cichutko pojękiwać. Ich wargi spotkały się w namiętnym pocałunku. Języki rozpoczęły subtelny taniec. Wodzili nimi po zarysie ust, by po chwili zagłębiać się w ich w gorącym wnętrzu.

Ciężko mi powiedzieć, ile to trwało, zatraciłem się zupełnie w przyjemności, którą czerpałem, o dziwo, z samego patrzenia.

Scena przede mną znów uległa zmianie. Jola zdecydowanym ruchem pchnęła partnera na łóżko. Siadając zagłębił się w miękkim materacu. Oparł ręce o mebel, rozchylił szeroko kolana, wysunął biodra do przodu w błogim oczekiwaniu. Kobieta uklękła pomiędzy jego stopami. Ujęła sterczącego członka w dwie dłonie. Jej palce poruszały się w jednostajnym rytmie. Patrząc w oczy partnerowi polizała napięty organ. Widać było jak samym koniuszkiem języka zagłębia się w małym otworze umiejscowionym na samym czubku prącia. Wyglądała jak dziecko, które delektuje się smakiem lodów. Na przemian używała samej końcówki języka, by po chwili całą jego płaszczyzną przywierać do wzwiedzionego penisa i wodzić nim od  podstawy aż po sam czubek purpurowej główki. Mężczyzna głaskał partnerkę po głowie, sapiąc przy tym miarowo. Teraz to on ustalał zasady ich wspólnej zabawy. Ujął ją za łokieć, tym samym podnosząc z klęczek, obrócił tyłem do siebie. Masował delikatnie plecy. Ręce pianisty wodziły po skórze, przesuwały się w dół, aż w końcu zatrzymały się na pośladkach. Odjął na chwilę jedną rękę tylko po to, by wymierzyć jej klapsa. Nie było to mocne uderzenie, ale dźwięk rozniósł się po pokoju i z mocą dotarł do mojej świadomości. Dotąd nie wykazywałem najmniejszego zainteresowania różnymi formami wyuzdania. Byłem trochę zmieszany, oderwałem więc spojrzenie od erotycznej sceny. Spojrzałem na żonę, szukając u niej tego samego zażenowania, które mnie właśnie dotknęło. Wciąż siedziała w takiej samej pozycji, plecy napięte jak struna, lekko przechylona głowa, rozwarte usta i mętne spojrzenie. Spuściłem wzrok na jej uda i doznałem szoku. Jej ręce, które jeszcze przed chwilą wczepiały się w ciało, teraz błądziły gdzieś pod zwiewną tkaniną. Próbowałem zerknąć dokąd dotarły, ale gwałtowny jęk dobiegający ze środka pokoju kazał mi natychmiast odwrócić głowę w tamtym kierunku.

Jola stała teraz bokiem do Janusza wspierając się jedną ręką o jego bark. On zaś pociągał za sznurek koralików między jej nogami. Mogłem to porównać do przeciągania liny. Jego ręce toczyły walkę między sobą. Koraliki ocierały się o wilgotną kobiecość i błyszczały tajemniczo w świetle rzucanym przez kinkiety.

– Dłużej już nie dam rady – nagły krzyk rozorał ciszę pokoju niczym ostrze noża. Poddawana tym erotycznym torturom Jola ledwo mogła utrzymać się na nogach. Zabierając rękę z ramienia męża odsłoniła nabiegłe krwią półksiężyce, powstałe w wyniku wbijania się paznokci w skórę.

Janusz uniósł się z łóżka, po to tylko, by ułożyć na nim wijące się ciało żony. Powoli ściągnął z niej cały kostium i zajął miejsce przy niej. Leżeli teraz tak, jak ja zawsze zasypiałem z Basią.

Dwie nagie istoty, splecione ze sobą w miłosnym uścisku. On zagarniał ją całą dla siebie. Ręce wprawione w dawaniu rozkoszy odnajdywały najbardziej wrażliwe miejsca na ciele kochanki, która przyjmowała oferowane pieszczoty z cichutkimi jękami aprobaty. Zanurzył twarz w krótkich włosach, chłonął ich zapach. Ruchy obojga były coraz bardziej swawolne, coraz bardziej nachalne. Zapuszczał się właśnie do źródła kobiecości. Rozchylił uda i odnalazł najwrażliwszy punkt, istotę kobiecości. Jola uniosła nogę do góry, byśmy mogli podziwiać zręczne ruchy palców wokół jej łechtaczki.

Widok jej ociekającej płci, tak ochoczo rozwartej, zaróżowionej, wzbudził we mnie ogromną falę podniecenia. Członek, który od samego początku spektaklu żył własnym życiem, teraz jeszcze intensywniej dał o sobie znać. Znacznie powiększony i uwięziony w czeluściach spodni, domagał się mojej uwagi. Jeszcze chwila wahania, szybkie spojrzenie na żonę, która coraz frywolniej poczynała z własnym ciałem. Bylem stracony. Przełamałem wszystkie bariery krępujące mój umysł. Chwila zmagania się z rozporkiem i oto moja męskość wyjrzała na zewnątrz. Byłem oszołomiony. Dawno nie miałem takie wzwodu. Moja żołądź była napięta do granic, SKÓRA błyszczała się od lepkiego śluzu. Dziarsko chwyciłem członka. Wykonywałem bardzo powolne ruchy. Chciałem się dopasować do rytmu pary na łóżku. W moim wieku osiągnięcie orgazmu wiąże się z dość długimi staraniami, jednak w tamtej chwili czułem, że gdybym tylko pozwolił sobie na chwilę zapomnienia, gdybym nadał ruchom nadgarstka szybsze tempo, wystrzeliłbym w przeciągu pięciu minut, Nie mogłem sobie jednak na to pozwolić. Chciałem doczekać do końca spektaklu. Ponownie skupiłem wzrok na tym, co się działo przede mną. Janusz rozdzielał właśnie palcami lepiące się od soków wargi. Pocierał nabrzmiały guziczek, który wcześniej ukryty w gęstwinie włosów, teraz wręcz ochoczo wystawiał się na serwowane mu czułości.

Ręka dająca tak dużo przyjemności wycofała się, jej miejsce zajął pulsujący członek. Centymetr po centymetrze zanurzał się  w ociekającym podnieceniem wnętrzu. Gdy jego łono dotknęło pupy Joli, Janusz jął zataczać powolne ruchy biodrami. Kobieta otworzyła szeroko oczy i wydała z siebie głośne sapnięcie. Patrzyła wprost na mnie, to na twarz, to na moje krocze. Niebieskie oczy wwiercały się w moje oblicze, by po chwili spocząć na obnażonym członku. Kolejny, głośny jęk nakazał mi oderwać wzrok od magnetycznej głębi skrywającej się pod rzadkimi rzęsami. Basia… Nie mogłem uwierzyć, że to ona wydała ten dźwięk. Jęczała teraz cichutko, nurzając palce we własnym kroczu.

– Dołączcie do nas – głowa odskoczyła tak, że aż zabolał mnie kark. Jola poklepała narzutę wskazując tym samym, co dokładnie ma na myśli.

Tym razem nie patrzyłem na żonę, nie szukałem jej aprobaty. Wiedziałem, że podąży we wskazanym kierunku. Podniosłem się. Z obnażonym członkiem musiałem wyglądać co najmniej komicznie, ale wtedy kompletnie się tym nie przejmowałem. Kątem oka spostrzegłem ruch po mojej lewej stronie. Nie myliłem się. Baśka bardzo chwiejnym krokiem zmierzała już w stronę łóżka. Jej niepewność… Tak początkowo odebrałem jej ciężki chód, był niczym innym jak obezwładniającym podnieceniem. Obserwowanie kochającej się pary wywarło na niej takie samo wrażenie jak na mnie. Nie wiem dokładnie, czy dotykała swojego kwiatu, nie byłem w stanie tego dostrzec, ale rumieniec i rozognione oczy mówiły same za siebie.

Jak w hipnozie zbliżyliśmy się do łóżka. Obydwoje usiedliśmy na brzegu materaca. Zaproszenie nas do wspólnej zabawy odebraliśmy w ten sam sposób. Nie było mowy o wspólnym seksie, namiętnym czworokącie, wymianie partnerów. Obydwoje wiedzieliśmy, jaką rolę mamy odegrać. Rozmawiając później z żoną na temat tego, co się wydarzyło tego wieczora, ona powiedziała, że po prostu tak czuła. To był taki wewnętrzny impuls, który zawładnął również moim umysłem. Byliśmy widzami. Naszą rolą było patrzenie. Zapoznanie się z aktem seksualnym w zupełnie nowym, nieznanym dla nas stylu. Siedzieliśmy chwilę skonsternowani. Wybici na kilka sekund z transu. Ponownie sięgnąłem do obnażonego członka i wznowiłem masturbację. Natomiast ręce Basi ponownie zniknęły pod zwiewnym materiałem.

– Dotknij mnie – głos Joli przebił się do mojej świadomości. Wbijała we mnie swe niebieskie spojrzenie. Nie było mowy o pomyłce. Mówiła do mnie.

Bez namysłu, bez zastanowienia, bojąc się, że nawet chwila poświęcona na główkowanie, mogła mnie powstrzymać od dotknięcia tej lubieżnej kobiety, chwyciłem za podrygującą pierś. Była taka ciepła w dotyku. I lekka. Totalne przeciwieństwo tego, co znałem dotychczas. Chwilę ważyłem jej ciężar, po czym zacząłem głaskać delikatną skórę. Sutki pod wpływem mojego dotyku ponownie nabrzmiały.

– A teraz dotknij Basi – padła kolejna komenda.

Moja luba z ręką między udami wyprostowała plecy w oczekiwaniu na mój dotyk. Nie przestając uciskać piersi Joli sięgnąłem do jakże znajomej, jednak zaniedbanej przez ostatnie lata piersi. Przez materiał bielizny i sukni, mogłem poczuć oszałamiające ciepło płynące z tego miejsca. Jej biust był o wiele bardziej obfity niż ten, który dzierżyłem w prawej dłoni. Słodki ciężar wzmógł moje pożądanie. Moja życiowa partnerka wypuściła gwałtownie powietrze z płuc. Uzmysłowiłem sobie, że na krótką chwilę zamarła w oczekiwaniu. Zamknęła usta. Gardłowe pojękiwania stawały się coraz głośniejsze.

– Kochanie, dotknij mnie, poczuj moją wilgoć – wyszeptała z ogromną czułością Jola zwracając się do Basi. Tak sformułowane zdanie nie pozostawiało wątpliwości, gdzie ma zawędrować ręka żony, która posłusznie już sięgała ku wskazanemu miejscu.

Janusz, który ani na chwilę nie zaprzestał penetrowania ciepłego wnętrza, odchylił jedno udo, aby ułatwić dostęp do wilgotnej płci. Drżąca, niepewna ręka zawędrowała ku sklepieniu ud. Przyłożona do lepkiej kobiecości naparła na nią z całą siłą. Jej ruchy były gwałtowne, palce bez opamiętania wodziły po opuchniętej łechtaczce. Kolejne zawahanie, kolejna chwila niepewności. Niezgrabnie sięgnęła niżej. Napotkała wysuwającego się właśnie członka. Została w tej pozycji. Mężczyzna nie zaprzestał powolnych ruchów biodrami, w efekcie czego wyczekująca dłoń mogła co chwilę opierać swój ciężar na żylastym prąciu.

– Napluj na niego – jak przez mgłę głos Joli przebił się do mojej świadomości. Obserwując całą scenę, zupełnie nieświadomie zrezygnowałem z ugniatania lżejszej piesi. Pozbawiona zajęcia ręka automatycznie powędrowała ku mojej męskości. Janusz całkowicie wyjął ociekającego sokami penisa, nad którym właśnie nachylała się moja żona. Zebrała solidną porcję śliny i napluła na czerwoną główkę.

– Zamieńcie się miejscami – kolejne polecenie. Basia, która dotychczas zajmowała miejsce bliżej głowy Joli, już przepychała się w moim kierunku, moszcząc się wygodnie.

– Pieść jądra – odwróciła głowę w moim kierunku – a ty zakosztuj mojego ciepła. – jak tresowani wykonaliśmy polecenie.

Kiedy dotknąłem tego wrażliwego miejsca, zapewne najbardziej intymnego, Janusz zaczął się zagłębiać w drugiej dziurce Joli. Zastygłem chwilę w bezruchu. To było dla mnie nie do pomyślenia. Zakazane miejsce. Tabu. Chyba jeszcze nigdy, nawet przez przypadek nie dotknąłem tam swojej żony. Owszem, głupi nie byłem. Internet przyniósł do naszego domu spory powiew świeżości. Przeglądałem ukradkiem różne strony. Na wielu z nich gościli fanatycy tejże miłości. Czytając te wpisy czułem z jednej strony obrzydzenie, strach, niepewność. Z drugiej natomiast – ciekawość. Nie zastanawiając się dłużej nad tym co robię, zanurzyłem palec pomiędzy płatkami Joli i wsunąłem go najdelikatniej jak potrafiłem w głąb jej pochwy. Przez cienką ściankę czułem jak penis Janusza powoli wypełnia wolną przestrzeń w odbycie. Każdy jego ruch powodował mimowolne ocieranie się o mój palec.

Spodziewając się jakiejś gwałtownej reakcji ze strony Joli, spojrzałem na nią. Zamiast bólu, czy też niezadowolenia, na jej twarzy malował się błogi uśmiech. Rozochocony tym widokiem, spotęgowałem ruchy w jej wnętrzu, jednocześnie przykładając kciuk do łechtaczki zacząłem wykonywać okrężne ruchy. Basia pieściła skurczone od  podniecenia jądra z zapałem równym mojemu.

Jęki aprobaty przybrały na intensywności. Biodra uderzające o wypięta pupę poruszały się coraz szybciej. Ich właściciel zamknął oczy i skupiał się na własnych doznaniach. Głośny okrzyk pary, wydany w tym samym momencie świadczył o jednoczesnym spełnieniu. Czułem, jak kwiat pod moim palcem zaczął rytmicznie pulsować. Drgający członek wypluwał z siebie podniecenie, by po chwili zwiotczeć i wysunąć się z otulającego go szczelnie ciepła.

Instynktownie, zarówno ja jak i Basia zaprzestaliśmy dalszych pieszczot. Odsunęliśmy na bezpieczną odległość, dając parze chwilę tylko dla siebie. Leżeli w ciszy delektując się swym ciepłem. Męskie ramiona ściśle oplatały kobiece wdzięki. Oddechy stopniowo wracały do regularnego rytmu.

Uwalniając się z uścisku Jola ze zwykłym dla siebie luzem rzuciła:

– Skoczę do łazienki, dajcie mi chwilę – zerwała się lekko z posłania i już jej nie było. Janusz zrobił przepraszającą minę i podążył jej śladem.

Zostaliśmy sami. Niepewni. Obydwoje podnieceni i niespełnieni. Opieraliśmy się o siebie nawzajem. Jeden ruch głowy. Jedno spojrzenie. Nawet nie wiem kiedy, przylgnąłem do zachęcająco rozchylonych ust. Były miękkie i szczerze odwzajemniały moje pocałunki. Prawie natychmiast rozwarły się szerzej.  Badałem każdy ich mokry, aksamitny zakątek. Przylgnąłem do jej ciała. Piersi mojej żony stwardniały. Już sięgałem, by znów móc poczuć ich ciężar, kiedy dźwięczny głos przerwał nasze zabiegi.

– Przepraszam, już jesteśmy – odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. – Może napijemy się jeszcze po małym kieliszeczku na lepsze spanie? – nie czekając na odpowiedź podeszła do stołu i napełniła szkło. Tuż za nią kroczył Janusz odziany jedynie w szlafrok.

Ani razu nie wspomnieliśmy o tym, co się przed chwilą wydarzyło. Dyskutowaliśmy o urokach Włoch. Planowaliśmy dalsze wyprawy. Następny dzień mieliśmy poświęcić na wypad do San Marino. Ot, zwykła, luźna pogawędka. Siedzieliśmy tak może z godzinę. Alkohol się kończył, wieczór również dobiegał kresu. Wstaliśmy, pożegnaliśmy się.

Drogę do naszego pokoju przebyliśmy w zupełnej ciszy. Gdy już znaleźliśmy się w środku, powitał nas przyjemny półmrok. Skierowałem się w stronę łazienki. Palce, które dość mocno zacisnęły się na moim ramieniu zatrzymały mnie w miejscu.

– Też tak chcę. Chcę czuć się piękna, pożądana. Chcę mieć świadomość, że jestem dla ciebie tą najważniejszą. Chcę żebyś mnie brał tak, jak dzisiaj Janusz brał Jolę. Chcę doświadczyć wszystkiego, co przegapiliśmy. Chcę nadrobić stracony czas. Pozwolisz nam na to? – potok słów zalał mnie doszczętnie. Nie byłem pewien tego co usłyszałem. Bałem się, iż jest to jedynie wytwór mojej rozochoconej wyobraźni. Jednak spojrzenie tych ciemnych oczu było takie wyczekujące, pełne napięcia. Tak, to się działo na prawdę.

– Kochanie wszystko, czego tylko zapragniesz – wyszeptałem z twarzą zanurzoną w jej włosach.

Zachęcona tymi słowami sięgnęła ku mojemu kroczu. Dotykała mnie przez materiał. Podciągnąłem jej sukienkę i sięgnąłem do białych fig. Nie spodziewałem się, że mogą być aż tak wilgotne. Podniecenie wypływało z wnętrza Basi niepohamowanym strumieniem. Miałem ochotę dosiąść jej już teraz. Pchnąć na łóżko i zagłębić się w mokrej kobiecości. Jednak przed oczyma wciąż miałem tamtą parę. Oni nigdzie się nie spieszyli. Nie brali udziału w szaleńczym pędzie. Pozwalali, aby fale przyjemności powoli obejmowały spragnione ciała. Chciałem dać mojej kobiecie poczucie spełnienia. Ułożyłem ją na poduszkach. Pomogłem pozbyć się ubrania. Swoje zrzuciłem w mgnieniu oka. Miałem do dyspozycji całe jej pulchne ciało. Dotykałem krągłości. Stawałem się coraz śmielszy. Zacząłem energicznie pocierać piersi, lecz nie na tyle mocno, by mogło to zaboleć. Basia wzdychała, posłusznie poddawała się pieszczotom, ale nie była bierna. Biodra rytmicznie tańczyły, czasami robiąc niepewne ruchy, jakby chciała uciec, ale zaraz ponownie stawały się uległe. Tak właśnie moja żona porzuciła myśl o wszelkiej przyzwoitości. Kiedy się do mnie uśmiechnęła, czułem w sobie falę uniesienia. Nic nie mówiliśmy. Język miłości nie potrzebuje słów. Pragnęliśmy siebie wprost, bez skrupułów, bez fałszywego wstydu.

Bawiłem się sterczącymi sutkami. Pokusa była wielka, więc nachyliłem się nad nimi, chwyciłem ustami jeden z tych malinowych stożków. Drocząc się ze mną, próbowała wyswobodzić się spod mojego ciężaru. Przewróciła się na brzuch. Jej pupa wyglądała tak nęcąco. Nie potrafiłem oprzeć się pokusie i oparłem na niej dłonie. Moja żądza przybierała na sile. Przylgnąłem głową do miękkich pośladków. Myśl o tych półkulach falujących tuż przy mojej twarzy doprowadzała mnie do szaleństwa. Nie mogłem pohamować nagłego impulsu. Kiedy wymierzałem delikatne klapsy, nie panowałem już nad sobą. Namiętność, która obudziła się we mnie tego wieczoru, całkowicie mną zawładnęła. Przewróciłem ją z powrotem na plecy. Całowałem piersi, by po chwili przesunąć się na brzuch. Zatrzymałem się w okolicy pępka, zostawiając wokół niego mokre ślady. Chciałem, by język zapamiętał każdy centymetr pieszczonego ciała. Dotarłem do owłosionego wzgórka. Rozchyliłem jej uda. Dmuchnąłem na ten skryty pączek i powoli począłem wciskać niecierpliwy język między różowawe fałdy skóry. Czas się dla mnie zatrzymał. Jej smak… Pierwszy raz mogłem go zakosztować. To uczucie wprost powalało na kolana. Jej płatki i mój język stanowiły integralną całość. Moja nieśmiałość zniknęła. Z zapamiętaniem lizałem tę intrygującą część ciała, wędrowałem językiem po całej jej długości. Owa czynność napełniała mnie  dziwnym uczuciem radości. Moje lęki rozpierzchły się. Chciałem złożyć hołd jej wdziękom, które tak uwielbiałem i kochałem.

Spojrzałem na dobrze znaną mi twarz. Olbrzymia dawka niezwykle intensywnych emocji wprost wyzierała z jej oblicza. Oczy miała zamknięte, otoczone siną obwódką, usta rozchylone, włosy w cudownym nieładzie. Zapewne czując, że na nią patrzę, uniosła powieki.

– Ja też chcę – to było wszystko. Zamieniliśmy się miejscami. Usiadłem na brzegu łóżka, tak jak wcześniej zrobił to Janusz. Zajęła wygodną pozycję. Nagle jej ciepłe wargi pochłonęły mnie i zaczęły ssać. Jeszcze kilka godzin wcześniej takie zachowanie uznałbym za szczyt perwersji. Zakłopotany mógłbym nawet zrezygnować  z przyjemności, która była mi właśnie oferowana.

Język ślizgał się po mojej męskości, co doprowadzało mnie niemalże do szaleństwa. Podniecenie falami przepływało w środku mojego brzucha.

Basia porzuciła niewieścią skromność i uprzedzenia, po czym oddała się wyuzdanym igraszkom.

Nie mogąc dłużej znieść tych erotycznych tortur gestem zaprosiłem ją, by zajęła miejsce obok mnie. Ułożyliśmy się twarzami do siebie. Napawaliśmy się swoją obecnością.

– Kochaj się ze mną tak… tak jak oni to robili – nie mogłem uwierzyć w to co słyszę. Wyraźna zachęta do kontynuacji zbliżenia w ustach mojej żony… Spełniłem jej prośbę najlepiej jak potrafiłem.

Odwróciła się do mnie plecami. Mój ciepły oddech owionął jej spocony kark. Gładziłem napięte ciało. Mimo żarliwości i ochoty na zbliżenie, wiedziałem, że jest spięta. Nie chciałem się spieszyć. Z każdą minutą czułem jak stres ją opuszczał. Można powiedzieć, że nasze zbliżenie było ponownym przeżyciem pierwszego razu. Tym razem o wiele dojrzalsi, znający swoje upodobania,  jednak odkrywający zupełnie nie znane nam wcześniej tereny, zagłębialiśmy się świecie wzajemnej fascynacji. Ja ofiarowałem cierpliwość, czułość, łagodność. W zamian otrzymałem zaufanie, aprobatę, uległość.

Czując coraz większe rozluźnienie, pozwoliłem sobie na przeniesienie dotyku na biodro, by po chwili sunąć już po owłosionym łonie. Zanurzyłem się w tej gęstwinie. Drobny ruch nadgarstka i palec wylądowała na sklepieniu łechtaczki, która ukryta pomiędzy fałdami skóry, oblepiona przezroczystym śluzem, skrywała ogromny żar. Niepewny swojego dotyku, rozpocząłem delikatny masaż. Używałem samego opuszka. Oprócz chwili, kiedy wręcz instynktownie pieściłem kobiecość Joli, nigdy wcześniej nie zgłębiałem meandrów tej części kobiecego ciała. Nie tylko Basia miała powody do zdenerwowania. Dla mnie również to wszystko było nowe. Odkrywanie jej kobiecości sprawiało mi niebywałą przyjemność, jednak napawało także lękiem. Nie byłem pewien, co może sprawić jej rozkosz. Nie chciałem przekroczyć jej wewnętrznej bariery. Jakby wyczuwając te wahania, nakryła moją rękę swoją. Delikatnie ją ujęła i nadawała tempo oraz natężenie dotyku. Ogarnęła mnie niepojęta błogość. W tej konkretnej chwili spełniałem swoje potrzeby. Może nie typowo fizyczne, ale jednak. Długo skrywany, seksualny potencjał wylewał się z nas jak wrząca lawa. Czułem się spełniony i szczęśliwy, tak po prostu.

W swej zabawie zrobiliśmy kolejny krok naprzód. Czułem teraz zlepione, gorejące wargi. Lepkość przeniosła się już dawno na moje palce, które zachęcone przez Basię właśnie rozdzielały te dwie fale. Pozwoliłem sobie na zanurzenie się w aksamitnym wnętrzu, które było gotowe na moje kolejne poczynania.

Nie zwlekając dłużej, zsunąłem się trochę na łóżku. Rozwarłem ściśnięte uda. Jeden płynny ruch pozwolił na wniknięcie w to jakże przyjemne ciepło. Tym razem moje ruchy były już bardziej zdecydowane. Każde moje pchnięcie było wyrażeniem uwielbienia i gorącego uczucia, które nie opuściło nas przez te wszystkie lata spędzone razem. Odsunąłem się znacznie, co umożliwiło mi jeszcze głębszą penetrację. W panującym półmroku mogłem dostrzec ciemny zarys odbytu. Przywołując wspomnienia sprzed godziny włożyłem palec do ust, naśliniłem go i tak przygotowany przyłożyłem do zaciśniętej, ciemnej dziurki. Wodziłem nim po splocie nerwów. Początkowo mocno zaciśnięte mięśnie rozluźniały się. Z każdą sekundą czułem jak ten tajemniczy otwór staje się bardziej uległy. Pojękiwania żony utwierdzały mnie w przekonaniu, że moje zabiegi przynoszą jej niebywałą przyjemność. W końcu zanurzyłem delikatnie palec. Poczułem chwilowy opór. Zatrzymałem się. Nie chciałem sprawić Basi bólu. Mięśnie, które tak ściśle oplatały palec rozluźniły się po chwili i mogłem kontynuować dalszą wędrówkę. Zanurzyłem się cały. Czułem suwającego się w pochwie członka. Wszystkie doznania napływały ze wzmożoną siłą. Ciało mojej żony było lepkie od potu. Zaczęła się delikatnie trząść, a cichutkie jęki przeradzały się w coraz odważniejsze pomruki. Palcem nieustanie masowałem jej wnętrze. Poczułem pierwszą falę orgazmu, który nadszedł szybko i gwałtownie obejmował każdy nerw. To już było ponad moje siły. Trysnąłem silnym strumieniem wprost do konwulsyjnie drgającego wnętrza. Orgazm trwał i trwał. Na chwilę odebrał mi możliwość oddechu. Czułem się wspaniale.

Przygarnąłem zmęczoną kibić Basi ku sobie. Wysunąłem się z jej wnętrza. Poczułem jak gorąca sperma wylewa się na udo i plami pościel. Nic nie miało już dla mnie dzisiaj znaczenia. Nakryłem nas kołdrą. Wtuliłem się w gęstwinę włosów i wyszeptałem kocham cię.

Nie odpowiedziała, myślałem, że zmęczona wrażeniami zasnęła. Po nieznośnie długiej chwili doleciał mnie jej szept.

– Zapamiętajmy ten wieczór i nie pozwólmy, żeby był tylko wspomnieniem.

Słysząc jej słowa jeszcze mocniej przytuliłem się do gorejących pleców.

– To dopiero początek, kochanie – odpowiedziałem.

Leżałem w mroku i odtwarzałem w myślach przebieg całego wieczoru. Jakaś cząstka perwersyjności znalazła się nagle w naszej prostej miłości. Jednak wiedziałem, że nie mamy powodu do wstydu. Żałowałem jedynie straconego czasu. Ileż uniesień, ileż satysfakcji odmawialiśmy sobie przez te wszystkie lata. Niepojęte, jak jeden wieczór może wywrócić budowany z wielkim mozołem światopogląd.

Zasnęliśmy głębokim snem. Następny dzień miał być początkiem naszego nowego życia. Odrodzeniem się naszej fizycznej miłości. I tak też się stało.

Kolejne dni wyjazdu spędzaliśmy na wspólnych wypadach, czy to do miasta, czy też poza jego granice. Towarzyszyli nam Jola z Januszem. Temat wspólnie spędzonych intymnych chwil był nieobecny. Spełnili swoją rolę i nie chcieli do tego wracać. Do dnia dzisiejszego utrzymujemy sporadyczne kontakty. Zamierzamy razem wybrać się na kolejną wyprawę. Zawdzięczamy im nowe życie, nowych siebie.

Harmonia między nami jest tak doskonała, że do tej pory nie myślimy, aby cokolwiek zmieniać. W trakcie każdego zbliżenia kochamy się szczerze i z pełnym oddaniem, za każdym razem zachowując świeżość tamtego razu. Wiedzieliśmy, że pośpiech w tych sprawach mógłby zniszczyć to, co tak usilnie staraliśmy się odbudować, dlatego nasze zabawy były początkowo subtelne i delikatne. Wzajemnie wprowadzaliśmy się świat, który, jak nam się wydawało, znaliśmy doskonale. Każde kolejne zbliżenie uzmysławiało nam, w jak ogromnym żyliśmy błędzie.

Rzeczy, które niegdyś były wstydliwe, teraz są dla nas niezwykle podniecającą formą wyrażania namiętności. I to jest właśnie magiczna siła miłości, która upiększa rzeczy i dodaje im blasku. Nie jesteśmy już tym samym małżeństwem co niegdyś.

Naszą szafę zdobią liczne seksowne fatałaszki, które Basia zakłada, kiedy tylko ma na to ochotę. Zaopatrzyliśmy się również w sporą kolekcję zabawek, które wzbogacają nasze seksualne poczynania. Seks oralny, analny stały się dla nas  czymś zupełnie normalnym. Pomimo wieku, a właściwie na przekór jemu staramy się nieustannie wzbogacać nasze doświadczenia. W końcu żyjemy pełnią życia, czego życzymy wszystkim parom. Los się do nas uśmiechnął. Dostaliśmy drugą szansę, drugie życie, z którego czerpiemy przyjemność pełnymi garściami.

Razem z Basią wstępujemy we wspaniałą przyszłość. Porozumienie między nami nieustannie wzrasta, dzięki sile tkwiącej w naszym uczuciu.

Jolu! Januszu! Dziękujemy!

* * *

Za każdym razem powracając do tego listu, to ja mam ochotę dziękować jego autorowi osobiście. Żywię szczerą nadzieję, iż mimo młodego wieku zrozumieliście sens i przesłanie powyższego tekstu. Zdaję sobie sprawę, że możecie mieć zupełnie inne wrażenia niż moje. Musicie jednak pamiętać, że wasz stosunek do świata, na pewnym etapie życia może ulec zmianie. Teraz jesteście otwarci na wszelkie nowości. Jest to wynikiem zarówno młodości, jak i możliwości zakosztowania rzeczy wcześniej nieodkrytych.

Musicie zapamiętać, że seks jest po to, by partnerzy wspólnie go przeżywali. Zarówno kobieta, jak i mężczyzna powinni czerpać przyjemność ze zbliżenia. Cieszmy się przeżywanymi doświadczeniami i nie mierzmy ich miarą własnych marzeń. Seks powinien być obleczony słowami. Za moich czasów nie był, gdyż stanowił temat tabu. W waszym mniemaniu szkoda czasu na rozmowy. Ale zastanówcie się nad tym, o czym pisał Grzegorz. Razem ze swoją małżonką tworzyli zgrane i szczęśliwe małżeństwo, któremu jednak po upływie lat czegoś zabrakło, stało się mniej pełne.

Rozmawiajcie ze swoimi partnerami. Unikanie nieporozumień czy też poskramianie zbytniej impulsywności jest szalenie ważne w każdym związku i na każdej płaszczyźnie.

Tytułem zakończenia. Pamiętacie jak wspominałem o seksualności? Grzegorz wraz z żoną tworzyli udany związek pomimo, iż na pewnym jego etapie zrezygnowali z seksu. Jednak po jakimś czasie ich seksualność, która była uśpiona, znów dała o sobie znać. Wystarczył jeden impuls, w ich przypadku akurat dość wymowny, który zupełnie zmienił ich pogląd na sprawy intymne. Jeżeli lubimy na przykład seks tradycyjny, klasyczny, nie zakładajmy, że tak będzie już zawsze. Że nic innego nie będzie nam w stanie dać zaspokojenia. To powinno działać również w stosunku do partnera. Jeżeli nasza połówka nie toleruje konkretnego zachowania w łóżku, nie spisujmy danej czynności OD RAZU na straty. Jest mnóstwo możliwości, aby rozwiązać taką sytuację.

Zaprzyjaźnijcie się ze słowem różnorodność. To ona nadaje pikanterii łóżkowym igraszkom. Nawet jeżeli dotychczas ty i twój partner byliście zadowoleni z relacji seksualnych, musicie mieć świadomość, że nawet najlepsza rzecz, stosowana nagminnie, w końcu straci swój blask i kolor. Rutyna powinna mieć zakaz wstępu do waszych sypialni.

Cóż, mam nadzieję, iż udało mi się was nie zanudzić i że każdy z was wyniesie z dzisiejszego spotkania własne przemyślenia. Bardzo dziękuję za uwagę i do zobaczenia.

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Co to za tekst? Chyba był taki autor, jakieś tekst majaczą w głowie, ale ich tu nie widzę. Może gdzie indziej czytałem tego twórcę…

Kenaarf już kiedyś u nas publikowała. Ostatnio postanowiła przywrócić swoje teksty Najlepszej.

Pozdrawiam
M.A.

O, kenaarf wróciła. Bardzo się cieszę 🙂

Hmmm… mamy tu dwie ciekawe opowieści, niestety słabo się ze sobą spinające. Środek jako list, na dodatek pisany do seksuologa, jest mało przekonujący, zbyt szczegółowy i zbyt długi do odczytania na wykładzie, zupełnie niepotrzebnie rozwlekły i pełen nieistotnych szczegółów, pomijając nawet brak wiarygodności psychologicznej 😉

Ponieważ Autorka wstawiła swoje opowiadanie po raz drugi, nie będę silił się na oryginalność, tylko przekopiuję swój komentarz z roku 2013:

Po pierwsze, chciałem pogratulować Autorce odwagi w podejściu do tematu.

Na polskich portalach literacko-erotycznych rzadko pojawiają się opowiadania poświęcone życiu seksualnemu seniorów, czy też, mówiąc bardziej eufemistycznie, osób będących już w jesiennej porze życia. W większości opowiadań króluje młodość, czasami wręcz ocierająca się o Kodeks Karny albo ewentualnie MILFy w rodzaju Joanny (od klasyka LaVendy).

Kenaarf postanowiła jednak pójść własną drogą i za to Jej chwała. Otrzymujemy bowiem całkiem zajmującą historię seksualnego renesansu po pięćdziesiątce, czy raczej przed sześćdziesiątką. W zderzeniu wartości tradycjonalistycznych z promiskuityzmem mającym swe korzenie w zachodniej rewolucji obyczajowej roku 1968 nudny tradycjonalizm musi ponieść klęskę. Ale potrzeba prawdziwego uczucia łączącego powracającą do pożycia parę, by zwycięstwo z tego płynące było obopólne.

Nie do końca przekonuje mnie forma listu, który pan seksuolog czyta na wykładzie. Narracja jest bowiem zbyt szczegółowa na list, zbyt wiele tu (zbędnych z punktu widzenia samej historii) detali. Bardziej wiarygodne byłoby to jako zapis w prywatnym pamiętniku. W ogóle ta klamra fabularna z wykładem wydaje mi się dość niepotrzebna, ale skupiam się na opowieści o Grzegorzu i Basi, a także Joli i Januszu. A tutaj wszystko gra.

Tekst stylistycznie jest znacznie lepszy od poprzedniego – widać tu prędką ewolucję Autorki, która robi wiele, by nie popełniać dawnych (niekiedy brutalnie jej wskazywanych 🙂 błędów.

Ogólnie jest to bardzo ciekawa, a nawet mądra lektura – o poszukiwaniu siebie nawzajem i o odzyskaniu czegoś, co stanowi ważny element człowieczeństwa.

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Napisz komentarz