Nocna podróż (gal)  4.54/5 (8)

20 min. czytania

photoport, Railway novel VI, CC BY-NC-ND 3.0

Poniższe opowiadanie zostało pierwotnie opublikowane na portalu Dobra Erotyka 15 lutego 2009 roku.

Ciągnąłem za sobą cholernie ciężką torbę. Gdyby nie kółka, chyba bym się poddał, zostawiając ją gdziekolwiek. Pokonując nierówności peronu, dotarłem do ławek. Jeśli myślałem, że usiądę i odsapnę, to się myliłem. Zanim zająłem miejsce, zobaczyłem, że wszyscy łapią swoje toboły i rwą na skraj peronu, jakby chcieli grupowo skoczyć pod wtaczający się majestatycznie pośpieszny. Chcąc nie chcąc, podczepiłem znowu do siebie tę cholerną torbę. Wystarczy znaleźć tylko wolne miejsce i na parę godzin będę miał z nią spokój.

Dochodziła północ. Chciałem być następnego ranka w Gdyni, więc trzeba było znieść te wszystkie drobne niedogodności w imię wyższych celów. Szczęście, że miałem pierwszą klasę, a na Zachodniej wsiadali tylko nieliczni. Były szanse na własny przedział. Młyn miał właściwie zacząć się na Centralnej i Wschodniej. A wtedy to już loteria. Można było dostać zgrabne studentki (najlepiej w mini), sapiącego, zapoconego i jadącego czosnkiem jegomościa albo otyłe mamuśki przypięte przez całą noc do swojego „bezcennego” bagażu. Wolałem przyjąć jakąś bardziej optymistyczną wersję. Może… ale to przecież loteria. Zobaczymy, co przyniesie najbliższa godzina.

Mały tłumek, tratując się bezwzględnie, ruszył do najbliższych wagonów. Psychologia tłumu to wiedza pozwalająca czasami przewidzieć i zrozumieć bezsensowne zachowania. Tym razem było to poza moim zasięgiem. Przecież miejsc było z dziesięć razy więcej niż chętnych, a pociąg był tu podstawiany. Przed wejściami do wagonów stało po pięć, sześć osób, ale rozdeptywali siebie i swoje bagaże równie zajadle, jakby ich było po pięćset przed każdymi drzwiami.

W jedynkach pustki. Wtarabaniłem się z moją torbą, zajmując przedział niedaleko od Warsu. Wrzuciłem ją na górę, próbując zapomnieć o niej do rana. Nagle naszła mnie złość na serwis, gdzie musiałem odstawić na dziesięć dni swoją brykę. Roboty na pięć godzin, a czekania na części dziesięć dni. Gdyby moje życzenia wobec nich stały się ciałem, musiałbym znaleźć inny serwis zaraz po powrocie. Szarpnęło, odwracając moje myśli od prozy motoryzacyjnej.

W przedziale nagle zapanował półmrok. Opadłem na fotel przy drzwiach, wyciągając się wygodnie. Słyszałem po sąsiednich przedziałach nieliczne głosy, nagle wszystko zagłuszył huk tunelu przy wjeździe na Centralną. Kiedy pociąg się zatrzymał, rozległ się tętent na korytarzu.

Następni zapobiegliwi… Przecież mają bilety, a miejsc jest ciągle dosyć. Przymknąłem oczy, próbując ponownie przeanalizować powody, dla których nie różnimy się w takich zachowaniach od Chin, Ugandy albo Bangladeszu. Kilku podróżnych przystanęło, zaglądając przez nienajczystszą szybę, ale rozwalone dwa metry cielska i kwadratowa ostrzyżona na jeża gęba skutecznie ich zniechęciły do szarpania się z opornymi drzwiami przedziału. Nagle metr od siebie zobaczyłem piękną buzię na oko dwudziestoparolatki, próbującą przebić wzrokiem mrok za drzwiami. Teraz sam chciałem otworzyć moją twierdzę, ale zanim wyszarpałem klinujący się zamek z futryny, uciekła. Pewnie szukała mniej groźnie wyglądającego towarzystwa. Zostawiłem na wszelki wypadek lekko uchylone drzwi, gdyby taka okazja miała się powtórzyć, ale już wszystko się uspokoiło. Po kilku minutach znowu ruszyliśmy.

Na Wschodniej tętent po korytarzu był jeszcze bardziej intensywny. Nagle drzwi wyskoczyły jak z katapulty i ukazała się w nich młoda obrośnięta twarz.

– Te miejsca są wolne?

– Taaak, proszę.

Przekonywanie, że ktoś siedzi pod fotelem albo schował się za zasłonką nie miało większego sensu.

– Mamo! Tato! Aga! Wchodźcie! Wchodźcie!

Zapalił światło, w przedziale się zaroiło. Krótkie zamieszanie z torbami i ustalenie, kto gdzie siedzi, po czym zasunięto zasłony na korytarz i światło zgasło. Hmm, mało uciążliwa rodzinka – zdążyłem pomyśleć, zamykając oczy. Ale byli zbyt nabuzowani wydarzeniami z ostatnich dni, żeby usnąć. W dziesięć minut dowiedziałem się, że wracają z wesela, poznałem dziadka Antka i ciocię Bunię, jakby stali obok, policzono, ile kto wypił, kto kogo obściskiwał, kto na dłużej i z kim znikał… Mimo najszczerszych chęci, żeby przespać tę podróż, wybiło mnie to ze snu.

Kiedy po wyjeździe z Warszawy zapanowała w przedziale zupełna ciemność, zaczęli po kolei odpadać. Faceci obsiedli okno po obu stronach, mama zaległa na ramieniu taty, młoda tak samo obok mnie na młodym. Nie dało się wyczuć, czy byli małżeństwem, czy rodzeństwem.

Obydwoje byli dwudziestoparolatkami, ale Aga – trzeba przyznać – mogła zawrócić w głowie niejednemu. Wrażliwy na kobiece wdzięki, obserwowałem spod przymkniętych powiek wspaniałe, długie kasztanowe włosy, delikatną, pogodną twarzyczkę, okazały, sprężysty biust, nienaganną figurę i długie nogi w delikatnych szpileczkach. Miała na sobie rozpięty dopasowany żakiecik i spódnicę do kolan, która teraz podciągnęła się, ukazując dolne partie przepięknych ud.

Poznając kobietę, zwracam przede wszystkim uwagę na twarz. Można się z niej dowiedzieć przeważnie prawie wszystkiego, zwłaszcza z oczu. Malowane lale, słodkie idiotki, nawiedzone świętoszki odpadają w przedbiegach, nie warto nawet spuszczać niżej wzroku – chyba że ma to być znajomość jednonocna. Nie jestem fetyszystą, ale zgrabne, długie nogi w pończochach i szpilkach nigdy chyba jeszcze nie umknęły mojej uwadze. Figura osy i nie za bardzo obwisły, kształtny biust też są w cenie. Ale mnie można kupić już samym inteligentnym spojrzeniem i nogami. Spełniała te kryteria.

Wciśnięty w kąt przy drzwiach, obserwowałem w światłach mijanych stacji rozchylone leciutko uda Agi. Były bez zarzutu – gładziutkie, a mimo stylonu pończoch czy rajstop zauważyłem, że są raczej śniade, podobnie zresztą jak twarz, szyja i ręce.

Po kwadransie mamusia po drugiej stronie postanowiła sobie urządzić namiastkę łóżka. Popodnosiła podłokietniki i wyciągnęła się, odwracając się do nas plecami i wtulając twarz w krocze starszego. Ten nawet tego chyba nie poczuł, sapiąc przez nos i od czasu do czasu głośniej pochrapując.

Młody po drugiej stronie zjechał po ścianie w dół. Dziewczyna już prawie na nim wpółleżała, ale tylko zsunęła się jeszcze niżej, podsuwając bardziej w moją stronę pupkę.

Mamie naprzeciwko cała spódnica podjechała mocno do góry, uda – chociaż prawdopodobnie dwa razy starsze od tych obok – też bardzo apetyczne; na pewno nie wyrzuciłbym ich z łóżka. Zwłaszcza że z mojego miejsca można było zobaczyć w rozcięciu spódnicy wydatną cipkę w cieniutkich majtkach i jeszcze cieńszych rajstopach. Siedziałem tak, że miałem prawie taki podgląd, jakbym z dołu zaglądał jej pod spódnicę. Czułem się jak płyta chodnikowa.

Wszyscy zmęczeni imprezą, pewnie też alkoholem i brakiem snu, padli jak dzieci. Ojciec spał i mocno pochrapywał, jego żona sapała, jakby jej robił dobrze, więc też na pewno spała. Młody w kącie po mojej lewej sprawiał wrażenie, że do rana olewa nawet trzecią wojnę światową. Twarzy Agi teraz nie widziałem, ale unoszący się miarowo biust i bezwładnie zwisająca poza fotelem ręka mówiły wszystko. Jedynie ja nie spałem i do tego byłem bombardowany bezwzględnie wizualnymi afrodyzjakami, od których robiło mi się w jeansach coraz ciaśniej.

Doświadczona, zadbana czterdziestka jako kochanka podobno jest na wagę złota. Byłem w wieku śpiącej obok parki, więc doświadczona i zadbana pani w wieku prawie mojej matki… Hmm…

Oderwałem plecy od oparcia. Nikt nie otworzył oczu, nie zmienił pozycji. Wychyliłem się jeszcze bardziej do przodu, wyciągając rękę – gdyby ktoś oprzytomniał zawsze mogłem udać, że podnoszę się, żeby wyjść. Cisza. Delikatnie, dwoma palcami ująłem rąbek spódnicy mamy i milimetr po milimetrze przesuwałem go jeszcze bardziej w górę uda. Napięta spódnica powoli się luzowała, podjeżdżając jeszcze bardziej w stronę bioder, a ja zadzierałem rozcięcie z boku tak, aby było widać dokładniej krocze. Widziałem teraz wyraźnie zarys wydatnych zewnętrznych warg wypełniających skąpe, cieniutkie majteczki, wystających teraz spomiędzy gorących ud. Aż dreszcz przebiegł mi po plecach, kiedy palcami poczułem ciepło bijące spod spódnicy. Opadłem na swoje siedzenie, odchylając jednocześnie lekko ramieniem firankę tak, żeby światło z korytarza i mijanych lamp oświetliło cały ten niecodzienny widoczek.

Półleżałem, wgapiony między uda dojrzałej kobiety i tylko ślepiec albo śpiący mógł nie zauważyć ciągle rosnącego namiotu w moich spodniach. Poruszyła nogami, zjeżdżając tą z góry do przodu. Przekręciła się lekko na brzuszek, rozkładając je jeszcze mocniej. Byłem pewien, że dłonią mógłbym teraz masować jej szparkę przez nylon i materiał majteczek.

Znowu bezszelestnie uniosłem się z fotela. Będąc pewien, że wszyscy śpią, drżącą ręką przesuwałem milimetr nad udami, docierając do żaru krocza. Tam był kocioł. Dotknąłem leciuteńko warg napinających majteczki i przesunąłem palcami do przodu, wyczuwając przez materiał włoski dookoła szparki. Poruszyła nogą, prawie łapiąc moją dłoń udami. Oprzytomniałem.

Gdyby mnie spoliczkowała, to pikuś – zasłużyłem. Ale z dwoma facetami i dwiema kobietami na raz, gdyby się obudzili, byłbym bez szans. Zrezygnowany, opadłem na swój fotel. Z dużym prawdopodobieństwem erupcji wulkanu wpatrywałem się między uda soczystej i zadbanej czterdziestoparolatki jak szpak w gnat. Bez sensu, to było jak lizanie cukierka przez papierek. Musiałem wyjść, bo za minutę miałbym mokre całe spodnie.

W prawie czystej kolejowej toalecie ledwie zdążyłem go wyjąć. Nawet bez dotykania, natychmiast kilka strumieni białej lawy zaginęło bezpowrotnie gdzieś na torach. Aż mi drżały nogi, ale po chwili napięcie faktycznie zmalało. Zrobiłem porządek na sobie i wokół siebie. Wyszedłem i przystanąłem w korytarzu przy otwartym oknie, żeby trochę ochłonąć. Napięcie zmalało tylko do pewnego poziomu, ale szybko powracało, im byłem bliżej przedziału. Wróciłem, starając się ich nie pobudzić z namiotem niewiele mniejszym od tego, jaki miałem kiedy wychodziłem. Wszyscy spali twardym snem.

Teraz miałem nawet lepszy podgląd między rozsunięte uda niż poprzednio. Odsunąłem bardziej zasłonkę, żeby lepiej sobie obejrzeć wydatne wargi, ledwo mieszczące się w kremowych koronkach. Po minucie zasłoniłem i chciałem usiąść, kiedy spostrzegłem, że Aga zostawiła mi o wiele mniej miejsca, niż miałem przed eksplozją. Jej kolana były o piętnaście centymetrów bliżej mnie. Właściwie zajęła mi nogami sporo miejsca przed siedzeniem.

Ożeż ty ciężki idioto, wrzeszczałem na siebie w myślach. Podniecasz się wdziękami czterdziestki, robiąc akrobacje gimnastyczne, a pod nosem masz dwudziestkę, przed którą klęknąłbyś, gdyby tego zażądała.

Wcisnąłem się „bezdotykowo” w mój coraz ciaśniejszy kącik i złożyłem się w scyzoryk, opierając na kolanach przedramiona i głowę. Teraz moje oczy były dziesięć centymetrów od krągłych kolan Agi. Przekręciłem głowę, wpatrując się między nie. Cholera, oddałbym pół pensji za zwykłą ołówkową latarkę, najlepiej halogenik. Przesuwałem się powoli, próbując zająć miejsce jak przed wyjściem. Nasze uda, a po chwili kolana i łydki, przylgnęły do siebie. Nie odsunęła nóg, a moje zaczęła chyba traktować jako coś, o co można się wygodnie oprzeć. Teraz już między nas nie można byłoby wcisnąć nawet żyletki. Cała powierzchnia styku paliła żywym ogniem, tak była gorąca. I wtedy pomyślałem, że w tych warunkach i tak nie usnę, więc można by sobie tę podróż urozmaicić i chociaż trochę podmacać to wspaniałe ciałko.

Prawa ręka opadła między moimi udami i sięgając pod nogami, dotknąłem jej kostki. W odróżnieniu od ud starszej, gdzie próbowałem być podmuchem spowodowanym przez skrzydła motyla, tutaj zacząłem głaskać jej kostkę przyklejoną do mojej bez starań o to, by tego nie poczuła. Wyczułem drżenie całej nogi. Poczuła. Musiała poczuć, ale nie odsunęła się, a nawet odniosłem wrażenie, że jeszcze docisnęła się bardziej udem, chociaż praktycznie to było już chyba niemożliwe. Głaskałem kostki raz jedną, raz drugą, sięgając stopniowo coraz wyżej. Teraz masowałem już łydki. Były wspaniałe, jędrne, sprężyste. Poznawałem ich kształt, gładząc tuliłem jej łydkę do mojej, kolana leciutko się rozjechały i zaraz znów były razem. Teraz już byłem pewien, że nie śpi.

Głaszcząc jej łydki coraz wyżej, dotarłem pod kolano. Niekontrolowany dreszcz przeniósł się z jej uda na moje. Delikatnie ją gładząc, spróbowałem wcisnąć palce od tyłu między zaciśnięte kolana. Z dłonią pod jej nogami zająłem się nimi dokładnie. Muskałem je od wewnątrz, wyczuwając co chwilę ich drżenie. Nagle poczułem, jak zaczynają ściskać mi rękę. Objąłem całą dłonią to bliższe i delikatnie, ale stanowczo przykleiłem je do swojego. Teraz rozeszły się trochę szerzej. Nadgarstek dotykał delikatnie dołu jej uda. Nie mogłem się opanować. Przesunąłem głowę i dotknąłem ustami góry kolana. Wyczułem już nie dreszcz, ale drgawki. Przytrzymałem jedną ręką jej kolano przy moim, druga ręka zajęła się pozostałym. Żeby też zająć się nim odpowiednio, musiałem pchnąć je troszkę dalej – miałem w tym przypadku za długą lewą rękę. Były już tak daleko od siebie, że uda też przestały się stykać. Zanim to do mnie dotarło, moje usta były już w połowie bliższego i pięły się do góry, popychając coraz wyżej spódniczkę.

W tym momencie starsza zaczęła się przekręcać na plecy. Byłem szybszy; oderwałem usta od uda i złożyłem wymasowane, a może wymacane– zależy od punktu odczuwania – kolanka razem. Kolejny raz przycisnęła się jeszcze mocniej biodrem i udem, bezczelnie udając, że śpi. Tymczasem starsza ulokowała się na wznak, unosząc jedno kolano. Gdyby zrobiła to godzinę wcześniej, nie wiem, czy byłbym na tyle sprytny, żeby wpaść na to, by zająć się Agą. Leżała na wznak, pokazując prawie wszystko, co miała najlepszego. W sekundę mógłbym mieć w dłoni jej piczkę, a w następnych pięciu czerwoną plamę z wyraźnie odbitymi palcami na policzku. Mogłem ją podziwiać jedynie bezdotykowo. A działała… Obie działały na mnie jak czerwona płachta na byka. Całe bokserki miałem już mokre. Ponieważ w przedziale znów rozlegały się miarowe sapania, wróciłem do kolan Agi. Znów pocałowałem wtulone w moje ciało kolanko i wygodniej złożyłem się w scyzoryk. Nie, tak powyginanemu nie może być wygodnie, ale właściwie chodziło mi o takie ułożenie, w którym mógłbym sięgnąć jak najdalej w górę ud.

Musnąłem łydkę, przejechałem opuszkami, drażniąc ją pod kolanami i wjechałem dłonią między dolne partie ud. Wracając momentami do kolan, głaszcząc, wypuszczałem się coraz wyżej. Tutaj już nie było takiego pola do manewru jak niżej – było zbyt ciasno. Jeśli spragniony chciałem dostać się do źródełka, musiałem trochę powalczyć. Ale o dziwo, to nie okazało się takie trudne. Gorące i troszeczkę wilgotne uda rozstępowały się jak Morze Czerwone przed Mojżeszem i jego kumplami. Wystarczył cień pchnięcia i mogłem wsunąć się pod spódniczkę. Objąłem bliższe udo całą ręką od wewnątrz i jeszcze silniej przycisnąłem do mojego. Poczułem dreszcze przebiegające po całym jej ciele. Głaskałem obydwa, chwilami ściskając mocno aż końcami palców wyczułem nagle opór. Szparka!

Nie mogłem uwierzyć w to, że tam dotarłem. Musiałem się upewnić. Przesunąłem dłoń w górę uda, obejmując cały mokry i gorący wzgórek. Uniosłem głowę. Spódnica na wysokości krocza była nienaturalnie wybrzuszona i poruszała się. Byłem tam!

To był tak podniecający widok, że nie było już warto biec do ubikacji. Poczułem nową falę gorącej wilgoci na brzuchu. Dobrze, że mam ciemne jeansy, zdążyłem pomyśleć.

Dłonią rozsunąłem jej uda tak szeroko, że spódniczka podjechała jeszcze bardziej do góry. Mogłem teraz zająć się wydatnym, mokrym już podobnie jak mój wzgórkiem. Gdyby miała pończochy… Ale dam sobie radę i z rajstopami, zwłaszcza że byłem bliżej raju niż stóp. Miała zwykłe, chociaż skąpe, cieniutkie bawełniane majteczki. Głaskałem i ściskałem pisię, poznając zarys warg, wielkość i kształt łechtaczki. Uniosłem głowę. Między szeroko rozłożonymi udami, pod zadartą spódniczką widziałem swoją rękę buszującą jak gwiazdor rockowy w żeńskiej klasie maturalnej. ERROR.

Ciasna spódniczka nie pozwalała odciągnąć przodu rajstop, żeby wepchnąć tam łapę. A kiedy już chamską parą wyszarpnąłem je z przodu (dziwne że młody się nie obudził, kiedy tak szarpałem jego żoną albo siostrą), okazało się, że są tak ciasne, że o włożeniu w nie ręki mogę sobie tylko pomarzyć. Nie domyśliła się, żeby powoli unieść o centymetr pupkę do góry. Skoro nie przeszkadza jej tak wysoko zadarta spódnica i szeroko rozłożone kolana, to nie powinno jej przeszkadzać także to, co zrobię. Wysunąłem rękę spomiędzy jej ud i zupełnie się nie kryjąc, najciszej, jak potrafiłem, włożyłem od góry obie ręce pod spódniczkę i spróbowałem ściągnąć te przeklęte rajstopy. Gdyby teraz ktoś otworzył oczy, sytuacja byłaby absolutnie jednoznaczna. Ryzykowałem jak desperat, ale tylko ona otworzyła oczy i uśmiechając się do mnie całą twarzą, pokręciła prawie niezauważalnie głową. Miała wspaniały uśmiech, śmiały jej się oczy – ale śmiała się do mnie czy ze mnie?

Wyprostowałem się, opadając ciężko na oparcie plecami. Piętnaście sekund myślałem, co zrobić w takiej sytuacji, kiedy poczułem na udzie małą gorącą dłoń. Uśmiechała się do mnie promiennie, rozjaśniając głęboki półmrok i ściskając moje biodro. Gdyby chciała sięgnąć głębiej, musiałaby unieść się ze swojego „materaca”, a wtedy ten pewnie by się obudził.

Trzeba to zrobić, pomyślałem. Znów położyłem tułów na udach, wkładając pod nogami dłoń pod spódniczkę. Delikatnie wysunęła zakleszczoną dłoń, ale zostawiła ją, głaszcząc mi bok i biodro.

Odciągnąłem rajstopy obok wzgórka. Wyczułem opuszkami cieniutki szew. Pewnie myślała, że dalej będę próbował je ściągnąć; nie mogła wyczuć, że odkąd znów byłem pod spódniczką, piłowałem z całej siły paznokciem w jednym miejscu, obok szwu. Dwoma palcami trzymałem te nieszczęsne rajstopy troszkę odciągnięte od jej ciała, wskazującym piłowałem, jakby od tego zależało moje życie, a dwoma najmniejszymi przez materiał grzebałem w jej szparce przez rajstopy i niczego nie osłaniającą cieniutką bawełnę majteczek. Ergonomia mojej dłoni była naprawdę imponująca, zwłaszcza że posapywania Agi bardzo się różniły od pozostałych odgłosów w przedziale. BINGO.

Wskazujący był w dziurce w rajstopach, opierając się o przemoczone mięciutkie majteczki opinające elastyczną twardość napiętego wzgórka. Nie pozostało mi nic innego jak szarpnięciem powiększyć ten wyłom. Szarpnąłem. Mimo odgłosów pędzącego pociągu, dźwięk rwanego materiału był nadspodziewanie głośny. Poza tym, szarpiąc rajstopami, niestety nią też szarpnąłem tak, że aż się przesunęła po „materacu” i wtedy dopiero chyba zrozumiała, co zrobiłem. W ułamku sekundy miałem ręce grzecznie pod głową. Młody otworzył oczy, rozejrzał się, objął ręką jej ramię i zanim wrócił do poprzedniej pozycji, już spał.

Uniosłem głowę, sprawdzając przeciwną stronę przedziału. Mamie na udzie puściło oczko aż prawie do kolana. Tam miałbym chyba o niebo łatwiej, bo nawet majteczki tak się ułożyły, że było widać jedną wargę i fragment przystrzyżonej czuprynki. Ale teraz… nie wypadało. Wróciłem dłonią pod plątaniną nóg miedzy uda obok. ERROR.

Miałem zamiar wrócić, ale uda były mocno zaciśnięte. Do świtu może jeszcze ze dwie godziny. Nie będę przecież zaczynał od początku. Opuszkami od spodu zacząłem smyrać jej uda od załamań pod kolanami do ich połowy zwisającej poza siedzeniem. Potem spróbowałem palcem wedrzeć się między udami a spódniczką od dołu maksymalnie do góry. Była twarda, broniła się prawie skutecznie, ale w pewnej chwili dotknąłem dołu szparki i w tym momencie przestała walczyć. Poczułem, że opór ud zniknął. Rozszerzały się szybko, wpuszczając mnie od spodu do raju. Objąłem całą dłonią teraz już ociekającą szparkę, wyczuwając jednocześnie zniszczenia, jakich się parę minut temu dopuściłem. Dostępu do szparki praktycznie broniły tylko majteczki, rajstopy rozeszły się na boki, trzymając się z przodu jedynie na gumce. Wsunąłem palce za gumkę majteczek, odciągając je wolniutko w dół. Zaczęły niebezpiecznie trzeszczeć, więc opierając się na łokciu, tym razem uniosła się ochoczo – ale tak żeby to wyglądało na wygodniejsze sadowienie się – tuż nad siedzeniem. Przed kim grała? Przede mną czy przed sobą? Dostęp do parzącej i aż śliskiej szparki był otwarty. Poczułem zapach kobiety. Był tak intensywny, że aż słodki.

Wysunąłem spod niej rękę i już kolejny raz tego wieczoru straciłem samokontrolę nad tym, co robię – przestałem być sobą. Ująłem jej kolana, kierując je w moją stronę i rozwarłem je szeroko. Zanim zdążyła się zorientować, co się dzieje, już klęczałem między szeroko rozwartymi udami z głową pod spódnicą przyssany do twardego guziczka. Gumkę majteczek odciągała w dół moja broda, a język szalał dookoła łechtaczki. Nie mogła się bronić, bo jakikolwiek gwałtowniejszy ruch obudziłby „materac”, a może i pozostałych. Mogła tylko starać się panować nad sobą. Znów drżały konwulsyjnie napięte uda. Poczułem na głowie małą rączkę trzymającą mnie mocno za włosy. Lekko odciągając mi głowę, spychała ją jednocześnie w dół. Jeśli chce… Liznąłem jeszcze kilka razy łechtaczkę i zjechałem niżej między mokre wargi. Rozchyliłem je, wdzierając się głęboko językiem. Już mnie nie odpychała. Kiedy spojrzałem w górę, miała zaciśnięte oczy i zagryzała połowę palców, ledwo słyszalnie jęcząc.

Była wspaniała i smakowała wspaniale, ale mój „mały” był już tak obolały od walki ze spodniami, że lada moment ja też mogłem zacząć jęczeć – tyle że z bólu.

Dość tego ryzykanctwa. Cicho wróciłem na swoje miejsce. Leżała cichutko z zamkniętymi oczami, składając powoli nogi. Podniosłem podłokietnik między nami. Znów się złożyłem wpół, sięgając do jej ud. Pociągnąłem w dół spódniczkę, żeby nas przypadkowo nie nakryto i wepchnąłem rękę między śliskie, aromatyczne i rozpalone uda. Już ich nie zaciskała, kiedy poczuła palce głaszczące delikatnie wargi. Przycisnąłem jej udo do mojego, robiąc sobie trochę więcej przestrzeni do działania. Była tak mokra i śliska, że nawet gdyby nie chciała, palec i tak wcześniej czy później by w niej utkwił. Utkwił wcześniej.

Sapnęła cicho, wsysając go całego. Poruszałem nim miarowo, tak żeby tego ruchu nie przenosić na nią i dalej. Była bardzo ciasna, ale jeden palec to za mało, zatemdrugi też sam wpadł do norki prawie przez przypadek. Sapnęła jeszcze głośniej, rozchylając nogi szeroko… Za szeroko. Do dwóch dołączył trzeci. Zafalowały teraz już prawie nagie biodra. „Materac”, nie otwierając oczu, przygarnął ją mocniej. Oprzytomniała, ale było za późno. Biodra zaczęły konwulsyjnie drżeć, wyznaczając same sobie rytm. Dobijałem do dna, poznając opuszkami jej najintymniejsze i najtajniejsze głębiny. Aromatyczny soczek zmoczył mi całą dłoń, z tyłu spódnicy miała wielką plamę widoczną nawet w mroku. Zanosiło się na następną falę na moim brzuchu. Wyjąłem palce, ciągnąc po jej udzie cieniutką nitkę. Wyprostowałem się, oddychając wreszcie pełną piersią. Mimo tego, co osiągnąłem, to jednak ciągle było lizaniemcukierka przez papierek. Nie poproszę jej przecież o…

Patrzyła na mnie, leżąc z szeroko otwartymi oczami. Już się nie kryjąc, położyłem rękę od góry na jej udzie, wsuwając ją do oporu pod spódniczkę. Opór wyczułem dopiero wtedy, kiedy palce oparły się o dno norki. Rozchyliła lekko uda, cały czas patrząc mi w oczy. Wyciągnąłem palce, by zaraz potem dokładnie po kolei je wylizać, jednocześnie mocując się z nią wzrokiem. Takiego widoku już nie wytrzymała, zaciskając uda, obciągając spódniczkę i spuszczając oczy.

Nie miałem nic do stracenia. Liczyłem, że się domyśli. Podniosłem się nagle, otwierając jednocześnie drzwi na korytarz i odsuwając zasłonę. Zaskoczona uniosła wzrok, wpatrując się we mnie. Nikogo nie obudziły otwarte drzwi do tego stopnia, żeby otworzyć oczy, ale wszyscy zaczęli wykazywać pierwsze oznaki przytomnienia pod powiewem chłodu z korytarza. Uśmiechnąłem się łagodnie, pokazując wzrokiem w którą stronę idę i zniknąłem za zasłoną, zamykając drzwi najdelikatniej jak umiałem. Na końcu wagonu przystanąłem i zacząłem czekać z oczami wbitymi w drzwi przedziału, będąc prawie pewnym, że nie przyjdzie. Za mną było duże pomieszczenie z umywalką, wszedłem do niego. Były nawet ręczniki papierowe. Miałem zamiar chociaż częściowo doprowadzić się do porządku. Uzmysłowiłem sobie że jeżeli się tu zamknę, nie wyjdę przynajmniej z dziesięć minut. Może jednak przyjdzie… Sprawdzę to.

Otworzyłem szeroko drzwi i znieruchomiałem. Stała tuż przede mną i znów patrzyła mi prosto w oczy. Oprzytomniałem dopiero po kilku sekundach i ujmując ją za rękę, leciutko pociągnąłem do środka. Weszła, zamykając drzwi plecami, a ja obejmując ją, przekręciłem zamek.

Wpiliśmy się w siebie ustami. Objąłem ją, mocno wtulając w siebie. Poczułem na torsie jędrne piersi. Smakowała bosko, czułem maliny i cynamon. Ręce same zjechały mi na jej biodra, zaraz potem wdzierając się pod spódniczkę. Gorące, twarde, a jednocześnie aksamitne pośladki same naparły na moje biodra, dociskając jej podbrzusze do mojego. Lewą ręką gorączkowo rozpinałem jej bluzeczkę, unosząc zaraz potem z oporami do góry biustonosz; prawa już szalała w jamce, rozpychając się bezczelnie, wirując w obłędnym tańcu, zagarniając między palce łechtaczkę, bawiąc się wargami. Duże jędrne piersi wyskoczyły spod rozpiętej bluzki. Oderwaliśmy od siebie usta, ciężko dyszała. Moja głowa natychmiast znalazła się na wysokości piersi, usta prawie po omacku znalazły twardy duży sutek. Ssałem i podgryzałem, próbując wepchnąć go sobie z całą pokaźną ciemną aureolką do ust. Pod spódniczką palce szalały szybciej od wibratorka na najwyższym biegu. Jęknęła, ledwo stojąc na drżących nogach i ścisnęła mi głowę ramionami, wpychając w łaknące usta sporo twardo aksamitnego biuściku. Znowu jęknęła.

Pchnąłem ją, opierając o drzwi i jednocześnie kucając przed nią. Zdarłem z niej na kostki resztę rajstop razem z majteczkami i wpiłem się językiem i ustami w pulsującą szpareczkę. Była malutka jak u nastolatki. Jęczała coraz częściej i głośniej. Miętosząc jej piersi uniesionymi rękami, dopchnąłem ją do ściany. Język wdarł się tak głęboko, że aż sam się zdziwiłem, że tak potrafię. Drżała, oddychając spazmatycznie, rozchylając najszerzej jak mogła nogi i wciskając mi głowę z całych sił między uda.

Resztką świadomości przypomniałem sobie, że mamy tragicznie mało czasu.

Wstałem, wpijając się w jej usta. Chyba myślała o tym samym co ja, bo już mi rozpinała ubranie. Kiedy poczułem opadające razem z bokserkami spodnie, wyśliznęła mi się z objęć, opadając na kolana. Wpychała go sobie całego, krztusząc się i w następnej chwili wypuszczała go zupełnie z mięciutkich, aż parzących ust, by znowu to powtórzyć. Kiedy go uwalniała, od główki do języka ciągnęły się cieniutkie przezroczyste nitki. Miała wspaniałe usta i miała talent, ale jeszcze kilkanaście takich ruchów i wytrysnę.

Siłą podniosłem ją za ramiona i oparłem o ścianę obok umywalki. Zadarłem na biodra spódniczkę i płynnie, bez pomocy rąk, twardy jak nigdy członek wbił się w rozpulchnioną norkę. Mimo ciasnoty i gorąca, mimo zaciskającej się spazmatycznie jamki, pływał w cieknących z niej sokach. Wbijał się po nasadę, stawiając ją na palcach, by po chwili podnieść ją jeszcze wyżej, prawie odrywając od podskakującej podłogi wagonu. Wisiała mi na szyi z zaciśniętymi mocno powiekami i otwartymi w bezgłośnym krzyku szeroko ustami. Objęła mnie udami. Zaczynał drżeć. Poczuła to i kiedy prawie się z niej wysunął, żeby znowu zaatakować, opadła na kolana, łapiąc go mocno w dłoń i wpychając sobie głęboko do ust. Ledwie zdążyła, kiedy trysnął. Podniecenie zbierane całą noc (chociaż już dwa razy niwelowane) wybuchło w niej tak obficie, że musiała połykać niezwykle szybko, żeby nie zabrudzić sobie ubrania.

Possała jeszcze chwilę, dokładnie mnie wylizując, wstała, zapięła mi spodnie, mocno pocałowała w usta i… wypchnęła za drzwi.

Na drżących nogach wracałem pustym korytarzem do przedziału. Cicho odsunąłem drzwi. Nic się nie zmieniło. Spali. Chociaż nie, coś się zmieniło. Starsza spała na wznak z mocno ugiętymi i szeroko rozwartymi kolanami.

Byłem w jakimś dziwnym amoku. Niewiele myśląc, cicho się nachyliłem nad śpiącą i chwytając pod spódnicą rajstopy z przodu nad wzgórkiem, delikatnie je pociągnąłem. Te były o wiele bardziej elastyczne, a spódnica może mniej opięta, bo miałem pod odciągniętymi rajstopami otwarte szeroko dojście do koronkowych majteczek. Trzymając lewą ręką gumkę rajstop, prawą delikatnie wsuwałem w koronki. Po chwili trzymałem gorącą, na dotyk ładnie przystrzyżoną cipkę całą ręką, a środkowy palec znalazł sobie o wiele obszerniejszy rowek, a zaraz potem dziurkę niż jeszcze parę minut temu. Chrząknęła przez sen i ścisnęła uda, obejmując mi nimi mocno dłoń. Mój najdłuższy palec spowodował już zwilgotnienie jamki w kilkanaście sekund i szalał wychodząc prawie cały i wbijając się coraz głębiej. Wielkie owłosione wargi były jakieś takie inne, obfite. Aromat, który dotarł do moich nozdrzy też był inny, bardziej ostry.

Nagle otworzyła oczy. Byłem przecież świadomy, że to może nastąpić, ale jednak zaskoczyła mnie do tego stopnia, że jeszcze kilka razy palec zatopił się w coraz bardziej mokrej cipce. Kiedy na mnie patrzyła, nie wiem dlaczego, ale już wiedząc, że zostałem przyłapany, wsunąłem w nią drugi palec. Ostatni raz wbiłem się po knykcie, ale nie dotarłem do dna. Złapała i unieruchomiła mi rękę. Pociągnęła, wyciągając ją z majtek i rajstop, a potem odpychając mnie od siebie. Siadała, kiedy opadałem na swoje miejsce.

W następnych kilku sekundach stało się bardzo dużo, chociaż wydawałoby się komuś postronnemu, że bardzo niewiele. Usiadła, obciągając dokładnie spódnicę, chwilę później starszy otworzył oczy, rozglądając się nieprzytomnym wzrokiem po przedziale i zaraz je zamykając – nic nie spostrzegł. Wtedy drzwi się odsunęły i weszła Aga. Przedzierając się na swoje miejsce, przesunęła się po moich kolanach. Matka była zbyt wstrząśnięta – gapiła się na mnie analizując to, co zdążyła zapamiętać sprzed paru sekund.

– Śpij mamo, jeszcze mamy godzinę – szepnęła scenicznie Aga.

Posłuchała, ale już nie próbowała się kłaść, tylko oparła się o osobistego. Przymknęła po kilku minutach oczy, ale wątpię, żeby spała. Aga przytuliła się do młodego, wypinając pupę tuż przy mojej dłoni. Moje palce w rozcięciu spódniczki z tyłu znalazły gorące uda i wsunęły się między nie. Jej nogi zacisnęły mi się na dłoni jak imadło. Gdybym chciał teraz ją wyciągnąć, chyba pociągnąłbym ją całą na siebie. Odpłynąłem w świat majaków sennych.

Było już jasno, kiedy czterdzieści minut później poczułem na cały czas wyprężonym małym zaciskającą się ciepłą kobiecą dłoń. Zanim wysupłałem głowę spod kurtki dłoń zniknęła. Do dziś nie wiem, która z nich tak odważnie się ze mną żegnała. Pewnie Aga…

Wysiadali kwadrans przede mną. Z następnych majaków wyrwał mnie hałas i konduktor sprawdzający bilety. Oni stali już, zakładając kurtki i ściągając z góry torby. Wyszli na korytarz, grzecznie mówiąc „do widzenia”. Któraś z tej grupki pewnie chciałaby mnie jeszcze kiedyś widzieć. Kiedy one wychodziły jako pierwsze, ominęły szerokim łukiem moje kolana. Czyżby myślały że jestem idiotą i spróbuję pożegnać się z nimi tak, jak któraś z nich wcześniej ze mną?

A co by było, gdyby to któraś z nich wychodziła ostatnia? Dlaczego „do widzenia” były jedynymi słowami, jakie padły między nami tej nocy? Czy numer telefonu, jaki znalazłem w kieszeni kurtki tego ranka, był zapowiedzią ciągu dalszego, czy sposobem żeby mi nawrzucać? Chciała mnie zjechać z góry na dół czy kontynuować tak wyraziście nawiązaną znajomość?

Mnóstwo pytań, ale ja nie szukałem na nie odpowiedzi. Pewnie znowu zacznę wierzyć w chemię. Uczucia są dobre dla wybranych!

A wystarczyło na początku trzepnąć mnie po łapach…

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Lubię jeździć pociągami i lubię spać w pociągach. Równomierny turkot kół i szum wiatru za oknem wyciszają mnie i relaksują. Zazwyczaj zasypiam już kilkanaście minut po zajęciu miejscu. Do tej pory myślałam, że podczas takiej niewinnej drzemki zagrożone są tylko moje bagaże. Och, jakże uboga jest ma wyobraźnia! 😉

Jest to jedno z tych opowiadań, które powstały w szczególnym czasie – całe lata przed wybuchem #metoo, nim molestowanie seksualne zostało głośno i stanowczo potępione. Dziś już pewnie nikt by go tak nie napisał. Można powiedzieć, że to świadectwo pewnej – minionej już epoki.

Właściwie mamy tu do czynienia z opowieścią o niezłym oblechu, który ląduje w przedziale pociągu z czworgiem innych, pogrążonych we śnie ludzi – i zaczyna napastować seksualnie dwie nieświadome tego faktu (do czasu) kobiety. Nie zmienia tego fakt, że jedna z napastowanych okazuje się całkiem świadoma i w dodatku chętna.

Opowiadanie ratuje duże poczucie humoru, z którym opisana jest ta sytuacja. Z uwagą śledziłem zwlaszcza kolejne pozycje, które narrator przyjmował na niewygodnym fotelu, by mieć dostęp do strategicznych punktów ciała sąsiadki. Naturalnie wiarygodność psychologiczna całej sytuacji wiedzie swój ród ze scenariuszy filmów porno. Trzeba uznać pewną umowność fabuły, by dobrze się bawić. Najlepiej też zapomnieć o zmianach społecznych, jakie zaszły przez ostatnie 12 lat. Wtedy czerpanie przyjemności z lektury jest jak najbardziej możliwe – w dodatku bez dojmującego poczucia zażenowania 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Nie przesadzałabym zbytnio z tym oblechem i umownością fabuły, owszem, dobieranie się do obcej, śpiącej kobiety jest dosyć ryzykowne i balansuje gdzieś na granicy, niemniej autor wyraźnie zaznaczył, że przynajmniej młodsza bohaterka (raczej udając, że śpi niż śpiąc) sama nadstawiała się na pieszczoty. Bohater stopniował doznania, badał teren i dał czas na reakcję. Doczekał się cichego przywalenia. Oczywiście dla niego bezpieczniej byłoby, gdyby przyzwolenie było głośne i wyraźne, ale wtedy też nie miałby zapewne aż takiej frajdy…

Ja rozumiem, że cała sytuacje z #metoo przyprawia wielu mężczyzn o konsternację, nie wiedzą już, co można, a czego nie. Sęk w tym, że to nie kwestia tego, że flirtowanie jest zakazane czy że w żadnej sytuacji nie wolno dotknąć już kobiety, a tego że mężczyznom często brakuje inteligencji emocjonalnej i empatii. W razie wątpliwości lepiej się powstrzymać albo po prostu spytać, niemniej zwykle widać, czy ktoś chce podjąć grę, czy nie…

Dobieranie się do śpiącej balansuje na granicy? Ciekawie stawiasz granice, Aniu 🙂 Owszem, z młodą mu się poszczęściło, został miło przyjęty, ale przecież molestował także starszą kobietę i tu już o jakimkolwiek consencie nie mogło być mowy.

Żeby nie było: sam niekiedy opisuję znacznie dalej idące pogwałcenia kobiecej seksualności, niż to, co stało się przedmiotem opowiadania. Ale też nigdy nie przyszłoby mi na myśl tłumaczyć lub bronić moich bohaterów, którzy się ich dopuszczają 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Może dlatego, że mam lekki sen i nie wyobrażam sobie, że mogłabym się nie obudzić ;p
Nie zabijam za dotknięcie kolana czy łydki, a swoje niezadowolenie z niechcianego dotyku wyrażam wystarczająco jasno, żeby nawet największy niełop zrozumiał. Nie mówimy tu też o samotnej, zastraszonej dziewczynie – jeśli któraś z bohaterek miałaby problemy z asertywnością, wystarczyło obudzić towarzysza podróży, który zapewne okazałby się bardzo przekonujący.

A na końcu i tak okazuje się, że różnica między molestowaniem i gruboskórnym flirtem nie tkwi w samym czynie, a w osobie czyniącego. Jak przystojny i pieniądzem pachnie, to po prostu flirtuje. Jak brzydal i gołodupiec, to paskudny zbok i za obmacywanie nieświadomych tego kobiet niech do więzienia idzie 🙂

Napisz komentarz