Nowy świat czarownic 66-68 (Nefer)  4.8/5 (5)

30 min. czytania

Pieter Bruegel Starszy, „Góry i wioska”

66

Byli oraz obecni małżonkowie Lady Berengarii albo księżnej Bereniki, nowej pani Siedmiu Bram, bo i Marcusa można było do takowych zaliczyć, nie odczuwali potrzeby konwersacji i rozchodzili się bez słowa. Wprawdzie chłopak chętnie porozmawiałby z Lucjuszem, ale on akurat pozostawał nieobecny. Cóż zresztą mógłby mu powiedzieć? Czynić żale i wyrzuty, przeklinać głupotę oraz brak charakteru? Wszystko to powinien równie dobrze skierować pod własnym adresem. Wspaniały plan załamał się nie tyle z przyczyny słabości pana Trzeciego, co za sprawą jego własnego braku umiejętności przewidywania. Lucjusz nie nadawał się na bohatera, nie wykonał zadania i nie mogło to stanowić niespodzianki. Niestety, tylko ten nieudacznik posiadał moc skuteczną wobec osoby wiedźmy i ta okoliczność zaślepiała Marcusa. Przeklęta moc, dlaczego trafiła się akurat takiemu tchórzowi, który w dodatku natychmiast wygadał wszystko starej czarownicy i naraził Aurorę razem z mieszkańcami oraz gośćmi jej grodu? Czy barbarzyńskie kobiety zdołają oprzeć się atakowi Lady Berengarii? Dysponowały tylko mocą właśnie tego słabeusza Lucjusza i ich szanse wydawały się niewielkie. W każdym razie wiedźma sprawiała wrażenie bardzo pewnej siebie, a doświadczenia w sprawach magii nie sposób było jej odmówić.

Czy on sam mógłby w tej chwili zrobić cokolwiek, by pomoc Aurorze? Bezpośrednio w żaden sposób czarownicy nie zaatakuje, ale przecież potrafi posługiwać się magią i mógłby narobić takich czy innych kłopotów. Niestety, w obecnej chwili nie czuł w sobie żadnej mocy. Nie wątpił, że powróci, ale teraz pozostawał pusty jak opróżniony bukłak. Jak skutecznie wydojona krowa, czy raczej w tym wypadku buhaj, bo nie zasługiwał nawet na miano ogiera. Myśli te przebiegały przez głowę, gdy odziewał się pośpiesznie w zimową odzież. Mimo wszystko, nie zamierzał wracać do balii ze stygnącą powoli wodą.

W namiocie pozostali już tylko sir Adrian i Olga. Skuty łańcuchami arystokrata poruszał się z pewnym trudem, okazało się zresztą, że strażniczka czekała na koleżankę. Istotnie, po chwili pojawiła się Edyta, niosąc futrzaną opończę oraz drewniane, ale również ocieplone futrem chodaki. Gwardzistki narzuciły okrycie na ramiona pana Trzeciego, pomogły wsunąć stopy w proste, chroniące jednak przed śniegiem obuwie. Te objawy autentycznej troski ośmieliły Marcusa.

– Chciałbym zobaczyć się z prawdziwą Bereniką, czy możecie mnie do niej zaprowadzić?

– Dlaczego nie? – odparła Olga. – Sama słyszałam, jak księżna rozkazała nam spełniać wasze życzenia. Twoje również, sir Marcusie, chociaż zapewne nie wszystkie.

– Ja także chętnie odwiedzę Berenikę, tylko zdejmijcie najpierw te łańcuchy – dorzucił sir Adrian.

– Nie lubisz już tych zabawek, szlachetny panie? – Olga uderzyła zwiniętym biczyskiem w skórzaną cholewkę wysokiego buta. – Mam nadzieję, że twoja niechęć nie dotyczy mnie i Edyty?

– Dobrze wiecie, że nie. Ale w obecności córki czuję się, mimo wszystko, skrępowany, jakkolwiek dziwnie to brzmi.

– Zauważyłam, panie. A księżna nie wykazała się dzisiaj szczególnym wyrafinowaniem.

– Za bardzo się spieszyła, by zadawać sobie wiele trudu dla tej niewielkiej ilości mocy, którą mogła ze mnie wydusić. Dziękuję za twoją pomoc, Olgo.

– Wracajmy do siebie, tam zajmiemy się kajdanami – zakończyła rozmowę Edyta.

– Chodź z nami Marcusie, potem odwiedzimy Berenikę.

Sir Adrian oraz obydwie gwardzistki kwaterowali w jednym z namiotów, urządzonym wcale luksusowo, jak na warunki zimowej podróży. Znalazło się miejsce dla wygodnych posłań, nie brakowało puszystych futer i lamp, na stoliku leżała gruba księga, obok stały dzban z winem i kielichy. Niecodzienny element wyposażenia stanowił, co prawda, usytuowany pod głównym masztem pręgierz. Marcus wzdrygnął się mimowolnie na widok ustawionego obok kosza z żarem.

– To tylko dla ogrzania powietrza, skoro księżna opuściła obóz i musiała chwilowo oszczędzać moc. Nie sądzisz chyba, panie… – Edyta zauważyła grozę w spojrzeniu chłopaka.

– Nie traćmy czasu. – Olga uniosła wieko jednej ze skrzyń i przebierała wśród zgromadzonych tam przedmiotów, wzbudzając metaliczny szczęk żelaza. Odnalazła wreszcie właściwe narzędzia do zdejmowania okowów i razem z koleżanką szybko uporały się z uwolnieniem „więźnia”.

– Sprawnie wam to idzie – zauważył Marcus.

– Mamy duże doświadczenie w takich kwestiach, nieprawdaż panie? Czy raczej niewolniku? – Edyta żartobliwie trąciła sir Adriana końcówką zwiniętego biczyska.

– To prawda, panie Olga i Edyta wykazują się niezwykłą pomysłowością i zręcznością. Nie uwierzyłbyś, sir Marcusie.

– Nie ruszamy tylko tego, księżna zabezpiecza te pierścienie magią.

Tym razem Edyta wskazała biczyskiem ochraniacz na genitaliach sir Adriana. Wskazała niezwykle ostrożnie. Olga rozmieściła niepotrzebne chwilowo narzędzia ślusarskie i okowy we właściwych skrzyniach, ponownie szczękając metalem.

– Może zaszczycicie mnie i sir Marcusa toastem? – spytał sir Adrian, wskazując wino.

– Chętnie, ale ubierz się najpierw, panie. W takich sytuacjach wolę uprzejmość prawdziwego arystokraty niż służbę niewolnika. – Niedbałym ruchem Edyta odrzuciła bicz na futrzane legowisko.

– Oczywiście, przestrzegajmy więc stosownych form.

Owe formy nie obejmowały, co prawda, zachowania intymności przy nakładaniu kolejnych warstw odzieży, ale było to przecież normą w przypadku szlachetnie urodzonych panów oraz ich osobistych służek, czy w tym wypadku strażniczek i oprawczyń, o ile Edyta i Olga zasługiwały na takowe miano.

Wytwornie odziany sir Adrian pełnił honory, rozlewając wino i podając kielichy. Przed Olgą i Edytą przy tej okazji przyklęknął, przed Marcusem skłonił się uprzejmie.

– Jaki toast proponujesz, panie? – spytała Edyta.

– Oczywiście, za zwycięstwo i powodzenie szlachetnej Bereniki, nowej i jedynej pani Siedmiu Bram – odparł dobitnie sir Adrian, wznosząc naczynie.

– Za zwycięstwo i powodzenie Bereniki, prawdziwej pani Siedmiu Bram – powtórzył Marcus. Taki toast mógł wypić z całym przekonaniem. Zauważył, że obydwie gwardzistki bez wahania wychyliły kielichy.

– Chodźmy, Marcusie, zaprowadzę cię do Bereniki. Oczywiście, za waszym pozwoleniem, moje panie. – Sir Adrian skłonił się przed towarzyszkami, te zaś nie wyraziły sprzeciwu.

Poruszając się bez większych przeszkód po udeptanym śniegu dotarli do innego, obszernego namiotu. Również i tutaj wiedźma nie poskąpiła więźniom wygód. Berenika spoczywała na wygodnym, wymoszczonym futrami legowisku. Marcus opadł na kolana przy głowie ukochanej, poruszony błyskiem radości dostrzeżonym w jej oczach.

– Bereniko! – Nie tracąc czasu wycisnął pocałunek na wargach dziewczyny, odpowiedziała z ochotą, ale bez zwykłego ognia.

– Marcusie, ukochany… Twój widok raduje moje serce, ale smuci duszę… Skoro tu jesteś, ona znowu wygrała… Miałam nadzieję, że…

– To nic, wszystko jeszcze się ułoży…

– Nie mam już takiej pewności, Marcusie… Mój czas się zbliża… Nie chcę oddać naszej córki, ale nie potrafię nic zrobić. Ona odcięła mnie od wszelkiej mocy, twoja również w trakcie bitwy nie zadziała, nie wiem, co moglibyśmy jeszcze zdziałać.

Odsuwając się nieco, teraz dopiero dostrzegł, że Berenika nie wygląda najlepiej: zmęczona, smutna, bez energii, z bladą, pozbawioną rumieńców twarzą.

– Na pewno coś wymyślimy!

– Ja sama nie czuję się najlepiej… Blanka… kocham ją ponad wszystko, ale potrafi być bardzo męcząca.

Uścisnął dłoń ukochanej, suchą i gorącą.

– Dlaczego wróciłeś, Marcusie? Dlaczego oddałeś się w jej ręce i zapewniłeś pełny triumf? Myśl, że przynajmniej ty zachowasz wolność była moim jedynym pocieszeniem.

– Nie mogłem cię tak zostawić! Nie po tym, co napisała w liście, nie po tym, gdy przeczytałem, czym ci groziła!

– To nieważne. Mój los i tak został już przesądzony. Mogłabym go wprawdzie uniknąć gdybym… Ale nie, na coś takiego nigdy się nie zgodzę! Nigdy!

– Miałem plan, wiem chyba, dlaczego moja, dlaczego nasza moc nie działa wobec wiedźmy. Ale magia Lucjusza powinna zadziałać! On też zna już sztukę używania czarów, przygotowałem pana Trzeciego i liczyłem, że…

– Że zaskoczy czarownicę ognistą kulą albo w jakiś inny, podobny sposób?

Marcus teraz dopiero dostrzegł skrytą dotąd w cieniu postać Sudrun. Jeżeli wierzyć listowi, ona również nosiła jego dziecko, ale ciąża nie odcisnęła na gwardzistce większych śladów. Może tylko kształty wydawały się bardziej zaokrąglone, ale wrażenie to mogło wynikać z tego, że zwykle odziewała się w skórzany, wojskowy ekwipunek, a obecnie miała na sobie futro. Tak czy inaczej, do ewentualnego rozwiązania pozostawało znacznie więcej czasu, niż w przypadku Bereniki.

– Tak – przyznał odruchowo. – Ale nic z tego nie wyszło, wygadał wszystko wiedźmie, gdy tylko stanął przed jej obliczem. A może dopiero wtedy, gdy z nim zległa? Co zresztą uczyniła bez zwłoki.

– Marcusie, dlaczego zawsze źle wybierasz wykonawców swoich planów?

– Nie, Sudrun! W twoim wypadku Marcus dokonał znakomitego wyboru! – Głos Bereniki zabrzmiał z niespodziewaną siłą. – Udowodniłaś to wiele razy, to my nie okazaliśmy ci właściwej wdzięczności, co więcej, zmarnowaliśmy owoce twojego poświęcenia.

– To były moje własne wybory, Dostojna Pani. I wcale nie kryła się za nimi bezinteresowna szlachetność.

– Ona groziła w tym liście również Sudrun? – W zasadzie nie było to nawet pytanie.

– Tak, Bereniko. Napisała, że dziewczyna nosi moje dziecko i jeżeli nie przybędę, skrzywdzi ich oboje.

– W tej sprawie nie kłamała. I jeżeli o własny los już nie dbam, bo i tak został przesądzony, to przynajmniej z tego jednego powodu cieszę się, że jednak wróciłeś. Sudrun nie zasłużyła na to, co mogłoby ją spotkać. To najwierniejsza poddana i najlepsza przyjaciółka, jaką mieliśmy szczęście spotkać. – Berenika zwróciła się teraz ku gwardzistce – Wybacz, że tak niewielką potrafiliśmy okazać ci wdzięczność.

– Może nie wszystko jeszcze stracone, nadal mam moc. Nie działa przeciwko wiedźmie i jej czarom, wiem dlaczego, nasze poprzednie przypuszczenia potwierdziły się, ale będzie skuteczna wobec wszystkich innych, również sług czarownicy. A ona wyprawiła się właśnie przeciw barbarzyńcom.

– Ruszyła walczyć z Aurorą?

– Tak. I z kilkoma innym kobietami z Ludu Północy, potrafiącymi władać magią, które aktualnie przebywają w grodzie. Nie liczę na to, że zdołają odeprzeć jej atak, ale przynajmniej wróci osłabiona.

– Kobiety z Ludu Północy, powiadasz? Domyślam się chyba, w jakim celu zebrały się tam w środku zimy.

– Przybyły dla Lucjusza. – Marcus poczuł, że mimo woli musiał się zaczerwienić. – Sprowadziliśmy je razem z  Aurorą, to była część planu.

– Tego planu z Lucjuszem w roli głównej?

– Tak. Pamiętasz, po opowieści sir Adriana – skłonił się zachowującemu milczenie arystokracie – przypuszczaliśmy, że pierwsza pani szlachetnej krwi, która zlegnie z błękitnokrwistym młodzieńcem zyskuje odporność na jego moc. To tłumaczyło postępowanie wiedźmy, te wszystkie próby mocy kandydatów na mężów jej rzekomych córek oraz to, dlaczego w moim przypadku starania zawiodły. Wiesz, że zanim wpadłem w łapy czarownicy uwiodła mnie jakaś szlachetnie urodzona dama, podszywając się pod jedną z służek. To była moja matka, lady Miranda, margrabina Międzyrzecza! Chciała zabezpieczyć się, zanim sprzeda mnie księżnej Siedmiu Bram i to z tego powodu moja moc zachowała skuteczność. Nie działała natomiast przeciwko margrabinie, a to ona zaatakowała nas magią podczas bitwy na przełęczy. Nie potrafiliśmy się jej przeciwstawić i przegraliśmy, a ciebie uznano za uzurpatorkę. Zwłaszcza po tym, gdy wiedźma zabiła w ogólnym zamieszaniu lady Mirandę i ta odporność przeszła na nią!

– A ty zamierzałeś na wszelki wypadek wzmocnić ochronę skuteczności mocy Lucjusza zanim oddasz siebie i jego w ręce czarownicy?

– Tak. I wiesz dlaczego, Bereniko…

– Wiem, mój los i tak został już przesądzony… Tylko, że teraz za twoje niepowodzenie zapłacą te barbarzyńskie kobiety i wszyscy inni, których dopadnie wiedźma.

– Podobnie jak kiedyś Anita, pod którą podszyła się margrabina. A ja zdradziłem czarownicy imię dziewczyny – dodał gorzko.

– Może moglibyśmy jednak coś zrobić? Czy twoja moc powraca? Ostatnio następowało to bardzo szybko.

– Nie… – Wsłuchał się we własne wnętrze, niestety, mocy nie wyczuł. – Magia wraca powoli, znacznie wolniej, niż uprzednio. Nie mam pojęcia dlaczego.

– A ja chyba wiem. To ochraniacz. Nosisz go w newralgicznym miejscu, nasycony wrogą mocą, to on przeszkadza. Moja… wiedźma wspominała o czymś takim raz czy drugi.

– A więc gdyby go usunąć, każda pani szlachetnej krwi mogłaby korzystać ze zwielokrotnionej siły swoich małżonków! A jednak wszystkie postępują inaczej.

– Dziwisz się, z jakiego powodu?

– Ty okazałaś się inna, ufamy sobie nawzajem i to uczyni nas oboje silniejszymi! Silniejszymi niż wszystkie damy Królestwa razem wzięte!

– Tymczasem nasza miłość i zaufanie nie na wiele się zdały, ona po raz kolejny zwyciężyła, a my jesteśmy więźniami.

– Tylko dlatego, że przewyższała nas wiedzą i doświadczeniem, nie mieliśmy pojęcia o wielu zasadach działania mocy. Dopiero teraz stopniowo je odkrywamy.

– Za późno…

– Ona też nie może wiedzieć wszystkiego! Ja sam… Ja potrafiłbym zdjąć zaklęcie, które nałożyła na mój ochraniacz.

– W jaki sposób? To najbardziej tajne i osobiste spośród wszystkich czarów każdej pani szlachetnej krwi.

– Nakładając je, użyła pochodzącej ode mnie siły magicznej. Teraz, gdy potrafię posługiwać się żywiołami, umiem rozpoznać, powtórzyć i rozplątać każde z zaklęć, które rzucono w mojej obecności i dzięki mojej mocy. Potrafię nawet przewidzieć, że ktoś taki czar przygotowuje. Podejrzewałem to od pewnego czasu, teraz mam pewność. Ona nie może o tym wiedzieć, gromadzący moc panowie szlachetnej krwi od dawna nie byli uczeni zasad posługiwania się magią i nie mieli okazji ujawnić tej zdolności. Gdyby wiedziała, zapewne bardziej by uważała.

– Pozostaje jeszcze kwestia kluczyka…

– Na to również znalazłby się sposób, mam pewien pomysł… – Do rozmowy wtrącił się niespodziewanie sir Adrian.

– Wiem chyba nawet jaki, też przyszło mi to do głowy, panie. Twoje zaklęcie także potrafiłbym zdjąć. Mógłbym, moglibyśmy obydwaj szybko odzyskać siły i…

– Tak czy inaczej, moja moc odradza się powoli. Z ochraniaczem, czy bez niego. Nie jestem już młodzieńcem. Co innego jednak ty, młody Marcusie.

– Obawiam się, paniczu Marcusie, że to nie wystarczy. – Sudrun wylała kubeł zimnej wody na snującego zbyt zuchwałe plany chłopaka. – Powiedziałeś, że twoja magia nie działa w przypadku czarów wiedźmy. Może i wiesz, jak zdjąć zaklęcie, ale nie zdołasz tego uczynić, nie zdołasz zdjąć żadnego z jej zaklęć.

– To prawda. – Entuzjazm Marcusa opadł równie szybko, jak się narodził. – Ta moja przeklęta moc, wiedźma zdążyła się na nią uodpornić. Robi coś takiego od pokoleń i znowu jej się udało. Musimy wymyślić coś innego.

– Ona zawsze zwycięża magią, wiedzą i sprytem. I tylko w taki sposób możemy ją pokonać. Dopóki żyję ja sama, Aurora albo którakolwiek z tych barbarzyńskich kobiet, o których mówiłeś, skuteczność zachowuje jednak magia Lucjusza. Musimy to wykorzystać i mamy czas do mojego rozwiązania.

– Lucjusz to słabeusz, nie przekonamy go, by stanął po naszej stronie, by w jakikolwiek sposób zaryzykował. A zresztą, teraz wiedźma będzie się miała przed nim na baczności. Przynajmniej do chwili, gdy zyska odporność również i na jego magię. Wybacz, ukochana…

– Potrzebujemy mocy Lucjusza, w tym się nie myliłeś Marcusie, tylko wymagałeś od tego chłopca zdecydowanie zbyt wiele. Gdybyśmy jednak zdołali uwolnić i przejąć tę moc, gdybym to ja ją przejęła… Potrafiłabym zaskoczyć wiedźmę. Wiem nawet, jaka okazja byłaby najlepsza, wręcz jedyna. Mam w końcu coś, mam kogoś, na kim bardzo jej zależy…

– Nie zamierzasz chyba…

– Poród zapowiada się na trudny, Marcusie. Ona będzie musiała być obecna i interweniować magią. W takiej chwili stałaby się podatna na atak. Gdybym dysponowała skuteczną wobec niej mocą, a w grę wchodzi jedynie moc Lucjusza.

– Ale jak ją zdobyć? Nie zdejmę jego zaklęcia, nie byłem obecny, gdy wiedźma je nakładała i nie znam dokładnego splotu żywiołów, których użyła. A gdyby nawet uczyniła to kiedyś w mojej obecności, moja magia nie zadziała.

– Wszystko sprowadza się więc do Lucjusza…

– Nie zdołałem go przekonać, wątpię, by udało się teraz.

– Próbowałeś nie tyle przekonać, co przymusić i zastraszyć. Nic dziwnego, że zwyciężył strach o wiele silniejszy. Ale to nie jest chłopak z gruntu zły, na tyle zdążyłam go już poznać. Tak naprawdę, on wcale nie zna wiedźmy i uważa ją nie tylko za panią szlachetnie urodzoną, lecz również szlachetną prawdziwie, bo tak został wychowany. A ona, gdy zechce, potrafi zachowywać pozory. Teraz prowadzi jednak wojnę, bardzo brutalną i osobistą. Może znajdziemy okazję, by to wykorzystać. Lucjusz nie widział jeszcze tego, co ty, ukochany. Tylko nie próbuj wymagać od chłopaka zbyt wiele.

67

Wczesnym popołudniem wyrobiony już umysł Marcusa wychwycił ślady odległego ale wyczuwalnego użycia potężnych splotów mocy. Ktoś wykorzystywał żywioły ognia i powietrza, a zapewne również ziemi i wody. Berenika, w której namiocie nadal przebywał, musiała odczuć to samo, przerwała bowiem wpół słowa błahą rozmowę.

– Zaczęło się! Wiedźma zaatakowała gród Aurory.

– Tak, ukochana. Echa magii są tak potężne, że może chodzić tylko o czary bojowe. Tam toczy się bitwa, moja moc odradza się powoli, ale nie potrafię pomóc przyjaciołom.

– Twoja moc nie działa przeciwko czarownicy, nie byłbyś w stanie niczego dokonać.

– Ale to ja sprowadziłem na nich wszystkich niebezpieczeństwo, a teraz nie jestem w stanie pomóc!

– Możemy tylko czekać. Aurora posiada duże doświadczenie i mówiłeś, że nie będzie walczyć samotnie.

– Ale te barbarzyńskie kobiety dysponują tylko mocą Lucjusza, podczas gdy wiedźma zebrała magię od nas wszystkich, wszystkich swoich małżonków, dawnych oraz nowych, w tym i moją własną.

– Berenika ma rację, możemy tylko czekać – podsumował sir Adrian.

Marcus nie znalazł na to odpowiedzi i milczał, wsłuchując się w odległe drgania żywiołów oraz desperacko próbując odgadnąć przebieg i rezultat zmagań. Nie trwało to długo. Magiczne bitwy nigdy się nie przeciągały, o tym zdążył się już przekonać. Także i tym razem dalekie eksplozje mocy ustały równie nagle, jak się rozpoczęły.

– Już po wszystkim – wyszeptał. – Już po wszystkim, a my nadal nie wiemy, kto zwyciężył – dodał głośniej.

– Nie wiemy – zgodziła się Berenika. – Ale nawet jeżeli ona wygrała, dla nas nie jest jeszcze po wszystkim. Nadal mamy o co walczyć i nie wolno nam rezygnować.

– Ale co możemy zrobić? Po raz kolejny przekonywać Lucjusza? Bez jego mocy nic nie zdziałamy. Pójdę z nim porozmawiać!

– W tej chwili to na pewno nic nie da, ukochany. Musimy czekać na właściwą okazję. On nie jest głupi i prędzej czy później zda sobie sprawę z niegodziwości wiedźmy.

– Nie mamy czasu na czekanie! Pójdę i tak! – Wzburzony Marcus odrzucił połę wejściową namiotu i wybiegł na śnieg.

– Tylko nie próbuj robić mu wyrzutów, to nic nie da.

Ostatnie słowa Bereniki nie zdołały uspokoić chłopaka, uczyniło to jednak w pewnym stopniu mroźne powietrze, które wciągał łapczywie do płuc, krążąc pomiędzy namiotami. Wybrał jeden z dwóch, przed którym ustawiono straże, a który nie był kwaterą księżnej.

– Chcę się zobaczyć z sir Lucjuszem, trzecim mężem lady Bereniki!

– Szlachetny Pan nie chce nikogo widzieć.

– Jestem pierwszym małżonkiem księżnej Siedmiu Bram i tym samym jego bratem. Tylko Dostojna Pani ma prawo wydawać mi polecenia.

W pierwszej chwili pomyślał, że zbrojnych przekonała prezentowana pewność siebie, dopiero po czasie zrozumiał, że mogli wiedzieć o jego umiejętności posługiwania się magią i woleli unikać prowokowania niebezpiecznego panicza. Może zresztą takie właśnie otrzymali rozkazy, dość, że usunęli się z drogi. I dobrze, nie czuł w sobie zbyt wielkiej mocy, ale na tych dwóch z pewnością by wystarczyła. To drobne zwycięstwo podniosło nieco Marcusa na duchu.

Lucjusza zastał spoczywającego na posłaniu ze skór. Podnosił się właśnie, przebudzony odgłosami sporu.

– Witaj, panie Trzeci. Nie mam zamiaru czynić ci wyrzutów.

– To dobrze, panie Pierwszy. Bo ani nie masz do tego prawa, ani ja nie mam sobie nic do zarzucenia.

– Dałeś się zwieść rzekomej księżnej Berenice, ale zostawmy to. Pojąłem już, że zbyt wiele od ciebie oczekiwałem.

– Oczekiwałeś, że zdradzę i zamorduję naszą panią! To czyn, który nie mieści się w głowie, godny szalonych królów-czarowników z dawnych opowieści. A ona wybaczyła zarówno mnie, jak i nawet tobie. Opowiadałeś o niej straszne rzeczy, a okazała się panią wyrozumiałą i łaskawą.

– Wybaczyła, bo potrzebuje mocy, którą z nas wydziera. Moja magia jest bardzo silna, a przy tym wobec niej bezużyteczna. Ale o tym już ci opowiadałem. Przyszedłem z innej przyczyny. Stało się coś strasznego.

– Cóż takiego?

– Musiałeś to wyczuć, Lucjuszu. Posiadasz magiczne zdolności jak i ja, poznałeś sztukę posługiwania się żywiołami, a ona użyła dzisiaj również twojej mocy. Nie dotarły do ciebie echa magicznej bitwy? Trwała krótko, ale była bardzo gwałtowna, zakończyła się kilka chwil temu.

– Coś może i poczułem…

– Wiedźma zaatakowała gród, a my posłyszeliśmy magiczne odgłosy tego starcia. Nie znam rezultatu, ale obawiam się, że czarownica zwyciężyła.

– Zwyciężyła księżna Siedmiu Bram, Wielka Dama Królestwa, nasza prawowita pani i małżonka. Powinniśmy życzyć jej tego zwycięstwa jako lojalni mężowie i poddani.

– A tym samym życzyć śmierci Aurorze, Gonan, Geldrze, Marcie i wszystkim innym, u których gościliśmy?

– Ona chce tylko poskromić tych barbarzyńców, co jest jej prawem i obowiązkiem jako pani pogranicznego księstwa. Tamte kobiety… Wcale nie muszą ginąć, jeśli tylko dzicy uznają władzę Królestwa.

– Nie pojmujesz, że ona pragnie ich śmierci? Pragnie ujrzeć je martwymi, bo dopóki żyją, twoja moc nadal działa przeciwko wiedźmie? A nadto, wiele z tych kobiet może nosić poczętych przez ciebie synów i córki, co z pewnością okazałoby się niebezpieczne na przyszłość. To z tego powodu wydała tę bitwę.

– Dostojna księżna przedstawiła to inaczej. Te dzieci mogą służyć Królestwu, jeśli tylko otrzymają odpowiednie wychowanie. Staną się równe szlachetnie urodzonym damom i panom, otrzymają życie nieporównanie lepsze niż wegetacja w tej dziczy. Lady Berenika jest gotowa wziąć ich wszystkich pod opiekę, mówiła mi o tym!

– A ty uwierzyłeś w te kłamstwa?

– To nie kłamstwa tylko słowa Wielkiej Damy Królestwa, prawowitej księżnej Siedmiu Bram, naszej pani i małżonki!

– Chodź ze mną, to zaprowadzę cię do prawowitej pani Siedmiu Bram, do prawdziwej lady Bereniki, naszej małżonki. Może ona zdoła cię przekonać.

– Nie mam zamiaru spotykać się z tą oszustką i uzurpatorką. Okłamała i zwiodła zarówno mnie, jak i moją matkę, lady Lawinię. Służyłem jej nieświadomie, ale prawdziwa lady Berenika wybaczyła mi w swojej łaskawości. Wybaczyła nawet tej oszustce, bo nadal utrzymuje ją przy życiu, co stanowi najlepszy dowód dobrych intencji naszej pani. Ona pragnie wybaczyć wszystkim, także i tobie, panie Pierwszy, skoro stoisz tutaj, pomimo knucia zdradzieckich planów. Barbarzyńskie księżniczki również jeszcze jej podziękują, gdy poznają wspaniałości nowego życia, które  czeka je same oraz ich dzieci.

Zdumiony Marcus potrafił tylko wybałuszyć w milczeniu oczy.

– Kończmy tę rozmowę, panie Pierwszy, nie mamy sobie nic do powiedzenia. Skoro bitwa została już rozegrana, jak powiadasz, powinniśmy raczej przygotować się na powitanie naszej zwycięskiej pani i małżonki.

Chłopak z trudem powstrzymał się przed użyciem jakiegoś morderczego splotu żywiołów, albo przynajmniej wymierzeniem temu durniowi solidnego ciosu pięścią. To jednak niczego by nie zmieniło, a raczej tylko pogorszyło sytuację. Berenika miała słuszność, musieli poczekać na właściwą chwilę. Czy jednak Lucjusz kiedykolwiek przejrzy kłamstwa wiedźmy? On sam potrzebował na to wielu dni i dramatycznego obrotu wydarzeń.

Tymczasem doczekali się powrotu wiedźmy. Przybyła późnym wieczorem, o czym przebywającego nadal u Bereniki Marcusa poinformowała jedna z służek, przynosząc zarazem wezwanie, by pierwszy małżonek stawił się bezzwłocznie przed obliczem pani Siedmiu Bram. Lady Berengaria nie zadała sobie trudu zmiany ochlapanego błotem wojskowego uniformu. Krążąc po obszernej kwaterze sprawiała wrażenie zmęczonej i odrobinę zaniepokojonej. Czyżby jednak nie zdołała zwyciężyć, czyżby Aurora i barbarzyńskie kobiety odparły atak? Księżna odpowiedziała na powitalny ukłon chłopaka ledwie zauważalnym skinieniem głowy i nie zamierzała wdawać się w żadne wyjaśnienia. Po chwili do namiotu wsunęli się sir Olgierd oraz sir Lucjusz, również prowadzeni przez służki.

– Panowie, zaspokajając waszą ciekawość zawiadamiam, że barbarzyńcy zostali pokonani, a ich gród zniszczony, na chwałę Bogini i Królestwa. Tym niemniej, potrzebuję waszych natychmiastowych usług, co jest moim prawem, a waszym obowiązkiem. Przygotujcie się, a jeśli zajdzie taka konieczność, otrzymacie niezbędną pomoc.

Zanim zdążyli zareagować, dziewczęta przyklękły i zaczęły rozpinać sprzączki u pasów zaskoczonych nieco młodzieńców. Księżna ledwie dbała o zachowanie stosownych form, najwidoczniej, pomimo ogłoszonego zwycięstwa, nie wszystko przebiegło po jej myśli. Marcus odsunął dłonie służki i sam rozpiął pas, przynajmniej tyle. Dziewczyna pospiesznie opuściła  spodnie i gatki, ustępując następnie miejsca lady Berengarii. Ta stanęła kolejno przed każdym z małżonków, uwalniając ich przyrodzenia od ochraniaczy. Na tym poprzestała i cofnąwszy się, skinęła na dziewczęta. Ta, której przypadło zadbanie o gotowość Marcusa, ponownie opadła na kolana i pochwyciła w dłonie oklapłego smętnie fallusa. Nie mógł zaradzić temu, że nie odczuwał ani odrobiny podniecenia, zresztą nie chciał temu w żaden sposób zaradzić. Przecież domagająca się natychmiastowej służby wiedźma przybrała tylko ukochaną postać Bereniki, a pozyskaną moc wykorzysta niechybnie w zbrodniczy sposób. Zręczne palce służki nie znalazły więc odzewu u nadal obojętnego penisa. Delikatny dotyk, zmysłowe drapanie oraz lekki uścisk klejnotów, nawet ulubione zwykle (skąd ona o tym wiedziała?) objęcie dolnej strony fallusa i potraktowanie go niczym wypełnionego mlekiem wymienia nie przyniosło większych skutków. Kątem oka dostrzegł, że obsługiwani w podobny sposób towarzysze okazali większą chęć współpracy. Księżna oceniła krytycznym spojrzeniem gotowość małżonków i skinęła na sir Lucjusza.

– Ty pierwszy, panie.

Nie zadała sobie trudu, by pozbyć się uniformu czy wysokich butów. Pochyliła się po prostu i oparła dłońmi oraz kolanami o wyłożone skórami dzików klepisko. Podciągnęła skórzaną, wzmocnioną metalowymi płytkami spódniczkę i rozchyliła uda, odsłaniając nagie pośladki oraz ukryte zazwyczaj miejsce rozkoszy. Lucjusz zajął niezwłocznie przeznaczoną sobie pozycję, a wiedźma własną dłonią pomogła małżonkowi wprowadzić fallusa.

– Ruszaj!

Klęcząc z opuszczonymi spodniami za odzianą w metal i skórę wojowniczką, wykonując gwałtowne ruchy biodrami oraz podrzucając nagimi pośladkami, pan Trzeci wyglądał bardziej niż zabawnie, co dodatkowo rozpraszało Marcusa. Cała sprawa nie trwała długo, księżnej zależało na szybkim pozyskaniu mocy, a nie na wyrafinowanej rozrywce. Toteż gdy po kolejnym pchnięciu Lucjusz wydał radosny okrzyk i przywarł z całych sił do pleców małżonki, ta przyjęła to z wyraźnym zadowoleniem, chociaż nie zdołał wyrwać z jej ust najsłabszego choćby jęku rozkoszy. Pan Trzeci poruszał jeszcze przez chwilę biodrami, po czym osunął się bezsilnie na klepisko. Rzekoma Berenika poklepała go życzliwie po głowie, niczym ulubionego rumaka, po czym przesunęła się nieco w bok, przybierając identyczną pozycję, wsparta na dłoniach i kolanach.

– Sir Olgierdzie – zadysponowała.

Scena oddawania mocy powtórzyła się przed oczyma Marcusa, zmierzając niedwuznacznie ku podobnemu zakończeniu, chociaż wydawało się, że tym razem potrwa to nieco dłużej. On sam nadal nie odczuwał żadnego podniecenia, co najwyżej mimowolne rozbawienie. Ruchliwe palce służki szukały coraz to nowych sposobów pobudzenia fallusa, nie osiągając jednak szczególnych rezultatów. Nie przejmował się tym zbytnio, ale dziewczyna miała swoje rozkazy i musiała je przecież wykonać. W pewnej chwili wsunęła ledwie pobudzonego penisa pomiędzy wargi. Spróbował odsunąć  jej głowę, służka uchwyciła dłonie chłopaka i uniosła twarz.

– Pozwól, panie, błagam…

W jej spojrzeniu dostrzegł rozpaczliwą prośbę. Cofnął ręce, przymknął oczy i spróbował wyobrazić sobie, że zajmuje się nim prawdziwa Berenika. Berenika albo Aurora, a może nawet Sudrun? Udającego ukochaną sobowtóra mógł w każdej chwili ujrzeć na własne oczy, ale wolał oddać się wyobraźni. Co prawda, wyobraźnia ta, korzystając może z tego, co widziały oczy, uporczywie podsuwała obraz Bereniki – wojowniczki, w metalu i skórze. Zresztą Aurora oraz Sudrun również doskonale wpasowywały się w ten wizerunek i w końcu wszystkie trzy twarze przemieszały się w wizji Marcusa. Tylko czy któraś z nich padłaby przed nim na kolana i pracowała ustami, językiem oraz zębami, jak ta bezimienna służka? Odziana w pancerz, metal i skórę? Kto wie? Może i tak, gdyby to zaproponował, a one miały akurat taki kaprys. Fantazji żadnej z nich z pewnością nie brakowało. Pobudzony tą myślą, zareagował wreszcie na starania dziewczyny. Fallus stwardniał w uścisku warg, w głębi trzewi nabrzmiewał żar. Jęknął ostrzegawczo, powstrzymując zbyt natarczywe zabiegi. Nadal zaciskał powieki, by brutalny, a zarazem śmieszny akt odbywający przed jego oczyma, nie zniszczył osiągniętego rezultatu. Przerażonej służce bardzo przecież na tym zależało, chociaż powodowała nią zapewne tylko obawa przed niezadowoleniem księżnej.

Wreszcie następny, głośny jęk mimowolnej, ale jednak nieudawanej rozkoszy dowiódł, że również sir Olgierd wykonał wyznaczone zadanie.

– Sir Marcusie, twoja kolej.

Otwierając oczy, chłopak ujrzał księżną przygotowaną już do odegrania roli klaczy albo suki. Cóż, w takiej pozycji penis wchodził najgłębiej, nasienie i moc przekazywane były najszybciej i najskuteczniej, a to właśnie miało teraz dla wiedźmy największe znaczenie. Ponaglony rozkazującym ruchem ręki padł na kolana za jej pośladkami, pochylił się, obejmując plecy. Wprawna dłoń pomogła odnaleźć fallusowi właściwe miejsce, bardzo już gorące i wilgotne. Wahał się jeszcze przez chwilę, ale lady Berengaria nie dała mu zbyt wiele czasu i zdecydowanie poruszyła biodrami. Przyłączył się do tego tańca, wiedząc, że nie ma innego wyjścia i pragnąc mieć to wszystko jak najszybciej za sobą. Służka dobrze wykonała swoje zadanie, żar narastał i wzbierał gdzieś w trzewiach. Nie przeszkadzał pospieszny i mało wyrafinowany charakter aktu, podniecenie wzmacniała woń potu, przemieszana z zapachem wyprawionej skóry, które wdychał przywierając twarzą do okrytych uniformem pleców księżnej, pobudzał nacisk wpijających się w ciało metalowych elementów pancerza. Przypadkowe muśnięcie nagiej łydki przypiętą do buta pani Siedmiu Bram jeździecką ostrogą dostarczyło ostatecznego bodźca, trysnął wydając okrzyk rozkoszy głośniejszy niż poprzednie jęki Lucjusza i Olgierda razem wziętych. Czy sama Lady Berengaria również jęknęła? Może i tak, skoro miała okazję rozgrzać się uprzednio dzięki służbie pozostałych małżonków. A może odczuła szczególną satysfakcję z powodu przejęcia większej porcji mocy? W końcu był w tym najlepszy, wszyscy to powtarzali, a on sam doznawał już znajomego wrażenia ssania. Moc zmieniała właściciela. Oddawał ją, wzmacniając wiedźmę. W tej chwili, gdy uczucie rozkoszy przeradzało się stopniowo w nieuchronne osłabienie, nie bardzo się tym przejmował. Opadł wreszcie na szorstką skórę odyńca, podobnie jak poprzednicy.

Księżna przeciwnie, powstała energicznie, szybkimi ruchami dłoni doprowadzając do porządku elementy uniformu. Służki wycierały pospiesznie widoczne gdzieniegdzie na pancerzu i butach ślady błota oraz nasienia. Pani Siedmiu Bram odzyskała wigor, nic nie pozostało z uprzedniego zmęczenia. Sięgnęła po pierścienie i ruchem dłoni nakazała małżonkom ustawić się w szeregu. Marcus uniósł się z trudem, ale już o własnych siłach. Lady Berengaria nałożyła ochraniacze, a chłopak po raz kolejny rozpoznał użyte sploty. Różniły się nieznacznie od tych, którymi posłużyła się rankiem. Nie szkodzi, te również potrafiłby rozplątać, gdyby tylko jego moc zachowała skuteczność wobec czarów wiedźmy.

– Dziękuję wam, moi panowie. Jak zwykle, stanęliście na wysokości zadania. Zechciejcie wybaczyć mało wyrafinowaną formę, ale wojna ma swoje prawa. Sir Olgierdzie, jesteś wolny. Odpocznij i zbierz siły. Dla was, sir Marcusie i sir Lucjuszu, mam jeszcze pewne zadanie.

Odprawiony w ten sposób pan Drugi naciągnął spodnie i opuścił namiot. W ślad za nim podążyły odesłane ruchem dłoni służki. Czy chłopakowi zdawało się, że jedna z nich posłała mu ukradkiem wdzięczne spojrzenie?

– Skaleczyłeś się, sir Marcusie. A raczej to ja zraniłam cię ostrogą. Daruj, proszę, tę niezręczność. – Księżna wskazała  zadrapanie na łydce młodzieńca. Dopiero w tej chwili zdał sobie sprawę z tego, że krwawi. – Jak już mówiłam, wojna ma swoje prawa. Ponieważ jednak to ja zawiniłam, a w dodatku ta rana utrudniłaby wykonanie zadania, o które obydwu was poproszę, pozwól, że własnoręcznie ją opatrzę. Wierz mi, posiadam dużą wiedzę w takich sprawach.

Nie czekając na odpowiedź Marcusa, wydobyła skądś medykamenty i przyklęknęła u stóp młodzieńca. Wzdrygnął się mimowolnie, gdy przemywała zadrapanie jakimś ognistym płynem, nałożona następnie maść przyniosła jednak ukojenie, a dotyk dłoni Lady Berengarii zawiązującej bandaż okazał się nadzwyczaj delikatny, wręcz zmysłowy. Wzmocniła to wrażenie, spoglądając z uśmiechem w oczy młodzieńca.

– Jeżeli nawet zostanie blizna, będzie śladem po chwalebnej ranie odniesionej w służbie pani i małżonki. Przypomni nam o tym, jak wspomogłeś mnie w odniesieniu zwycięstwa nad barbarzyńcami.

Nabrał podejrzeń, czy to muśnięcie ostrogą rzeczywiście było przypadkowe, wiedźma niejeden już raz dawała dowody wyrafinowania w bardzo wielu kwestiach. Księżna powstała i odłożyła naczynia z lekarstwami.

– Wiem, że odczuwacie w tej chwili zmęczenie, moi panowie, ale muszę prosić was o kolejną przysługę. To sprawa najwyższej wagi i nie cierpiąca zwłoki.

– Jesteśmy na twoje rozkazy, szlachetna pani – zadeklarował sir Lucjusz.

– Dziękuję wam. W takim razie, gdy tylko słudzy przygotują konie i ekwipunek, a wydałam już stosowne polecenia, ruszamy do ruin grodu barbarzyńców. Właśnie tam wasza pomoc okaże się niezbędna.

68

Rozkazy księżnej wykonano szybko i już wkrótce Lady Berengaria, Marcus, Lucjusz oraz trójka zbrojnych opuszczali obóz, dosiadając świeżych koni. Oczywiście, nie dano mu Demona i musiał zadowolić się jakąś chabetą. Prawdę mówiąc, obrażał w ten sposób wcale dzielnego rumaka, ale konieczność skorzystania ze znienawidzonego, męskiego siodła nie poprawiała chłopakowi humoru. Zdążył się już odzwyczaić od niewygód noszenia ochraniacza, nie tylko zresztą tych związanych z konnymi galopadami. Gdy niewielki orszak mijał jeden z zewnętrznych namiotów Marcus przysiągłby, że dobiegł stamtąd szybko stłumiony płacz bardzo małego dziecka. Słuch musiał go jednak zawieść, bo kto i po co zabierałby niemowlaka na niebezpieczną, zimową wyprawę?

Ponure myśli odwróciły wkrótce uwagę od tego drobnego incydentu. Księżna otwierała szlak, ogrzewała i osłaniała siebie oraz towarzyszy drobnymi splotami powietrza i ognia. Marcus rozpoznawał je odruchowo, nie zaprzątając sobie głowy wybieraniem drogi. Tym bardziej dręczyły go wizje spalonego dworzyszcza i martwej Aurory. Wiedźma oświadczyła, że zwyciężyła barbarzyńców, zburzyła gród. Z pewnością była w stanie to uczynić i nie widział powodu, dla którego miałaby kłamać. A jednak, zdradzała objawy pewnego niepokoju… To pozwalało żywić jakieś nadzieje. Może nie dokończyła dzieła śmierci i zniszczenia, musiała wrócić po kolejną porcję mocy, którą zaczerpnęła od najmłodszych i najsilniejszych dostawców? To tłumaczyłoby niezwykły pośpiech nocnej wyprawy. Tylko po co ciągnęła ze sobą akurat jego samego i Lucjusza? Jako swego rodzaju strategiczny zapas magicznej siły? Ale w takim razie dlaczego zostawiłaby sir Olgierda? A jeżeli jednak zwyciężyła, co wydawało się najbardziej prawdopodobne, to co z Aurorą? Barbarzyńska dziewczyna obiecała ratować życie własne oraz nienarodzonego syna, ale czuła się też odpowiedzialna za swoich ludzi. Czy porzuciłaby ich, gdy wszystko byłoby już stracone? Obiecała… Rozumiała wagę własnego ocalenia i urodzenia obdarzonego wielką mocą potomka, potomka z czystej krwi linii Międzyrzecza. Co jednak przeważyło w jej duszy – nadzieja na przyszłość czy lojalność wobec poddanych i bitewna furia? Bo nie wątpił, że do walki tak czy inaczej stanęła. Źródła nadziei mógł się doszukiwać tylko w pośpiechu i niepokoju wiedźmy.

Pogrążonemu w niespokojnych myślach Marcusowi droga upłynęła nadspodziewanie szybko. A może to księżna narzuciła wyjątkowo ostre tempo? Orszak zatrzymał się na skraju lasu, rozległą przestrzeń otaczającą gród barbarzyńców oświetlały już pierwsze zwiastuny brzasku. Chłopak wytężył wzrok… Niestety, wznosząca się niegdyś dumnie siedziba Arnolda i Aurory zamieniła się w wypaloną ogniem ruinę! W tej sprawie Lady Berengaria nie kłamała. Skinęła dłonią na towarzyszy i trąciwszy konia ostrogą ruszyła ku zgliszczom. Marcus z przerażeniem wpatrywał się w szczątki wieży, wałów, budynków gospodarczych, a przede wszystkim dworzyszcza. Czerniały na białym śniegu, dając dowód siły użytych żywiołów, potęgi ognia, który posłuszny woli czarownicy spalił drewnianą fortecę. Uderzenia mocy wiedźmy, mocy wydobytej również od niego samego, przewyższyły magię barbarzyńców. Aurora odparła kiedyś atak Berengarii, ale wtedy to ona dysponowała siłą Marcusa. A teraz obrończynie mogły użyć tylko mocy Lucjusza, najwyraźniej słabszej. Myśl ta nie przyniosła jednak żadnej satysfakcji.

W miarę zbliżania się do ruin grodu dostrzegał kolejne ciała, zwęglone, przygniecione zwalonymi belkami albo pozbawione życia w inny sposób, żywiołem powietrza lub ziemi. Niektórzy próbowali najwidoczniej ucieczki, bo w świetle wstającego dnia ciemne sylwetki odcinały się od śniegu w wielu miejscach. Może ktoś ocalał? Przecież wiedźma nie miała ze sobą armii, co najwyżej kilku ludzi. Nie mogła być wszędzie naraz ani otoczyć grodu. Wpatrywał się w każde mijane ciało, obawiając się, że rozpozna Aurorę. Żaden z mijanych nieszczęśników nie okazał się jednak córką tana Arnolda. Co prawda, niektórych, zmasakrowanych bitewnymi czarami zwłok i tak nie dałoby się rozpoznać. Nie po raz pierwszy widział skutki użycia zaklęć bojowych, ba, sam również takowych używał. Z trudem powstrzymywał jednak mdłości. Dla sir Lucjusza widok pobojowiska stanowił całkowitą nowość. Gdy podjeżdżali do rozbitej i częściowo spalonej bramy, ciał przybyło. Marcus posłyszał odgłosy zamieszania, pan Trzeci zatrzymał konia i zsunąwszy się z siodła, klęcząc na śniegu, opróżniał zawartość żołądka.

Księżna podjechała powoli do oszołomionego małżonka, na jej widok zdołał się nieco opanować.

– Wybacz, szlachetna pani. – Otarł usta śniegiem i uniósł głowę. – Wybacz, ja nigdy…

– To ty zechciej wybaczyć, Lucjuszu. Nie powinnam narażać cię na podobne widoki. – Ona również zeskoczyła z konia i objąwszy ramieniem trzeciego męża pomogła mu wstać. – Twoja obecność jest jednak niezbędna, właśnie teraz i w tym miejscu. To bardzo ważne.

– Oczywiście, moja pani. Uczynię, czego tylko sobie zażyczysz. Ja tylko… – Znów pochylił głowę, czując, że nie zdoła powstrzymać kolejnej fali wymiotów. – Przepraszam… – dodał po chwili.

– Wszystko w porządku, Lucjuszu. Nigdy dotąd nie widziałeś pobojowiska. I nie powinieneś ujrzeć, ale okoliczności są bardzo niezwykłe. Może to i lepiej, że zwymiotowałeś już teraz, zadanie, o które zamierzam cię poprosić, nie należy bowiem do przyjemnych.

– Dlaczego obarczasz tym sir Lucjusza, Dostojna Pani? Czy ja sam nie wystarczę, by rozpoznać zwłoki barbarzyńskich kobiet władających mocą? Bo czyż nie w tym właśnie celu nas tutaj przywiodłaś?

– Domyśl się, sir Marcusie, skoro po raz kolejny przejrzałeś moje plany.

– Nie ufasz mi, Szlachetna Pani. Aurorę powinnaś jednak zapamiętać, ona nie upiększa swojej postaci.

– Wolę się zabezpieczyć. Aurora była, co prawda, najbardziej niebezpieczna, ale pozostałe też mogłyby narobić kłopotów.

– I dlatego postanowiłaś zabić wszystkie, a przy okazji innych mieszkańców grodu.

– Sam sprowadziłeś na nich to ryzyko. A teraz zechciej zsiąść z konia i bierz się do pracy, skoro pragniesz oszczędzić Lucjuszowi przykrych widoków.

Pierwszą znajomą osobą okazała się Ragnega. Ciało pechowej i niezbyt urodziwej córki tana Rogwolda leżało przed głównym wejściem do spalonego dworzyszcza. Ją samą ogień oszczędził, była jednak z całą pewnością martwa. Może padła uduszona dymem lub sprowadzonymi magią splotami powietrza? W każdym razie zginęła w walce, zwracając się ku rozbitej bramie i usiłując zapewne powstrzymać uderzenia wiedźmy.

„Nadzieja poczęcia syna lub córki z linii krwi Królestwa nie przyniosła ci szczęścia, Ragnego. Wybacz wszystko, co uczyniłem, a zwłaszcza to, czego nie potrafiłem ci ofiarować.” – Wyszeptał w duchu, podnosząc się z kolan.

– To jedna z nich, córka tana Rogwolda z klanu Srebrnego Lisa – oznajmił.

– Nazywała się Ragnega – Lucjusz potwierdził słowa Marcusa skinieniem głowy. Trzymał się teraz zupełnie nieźle, niezgrabna dziewczyna była mu zapewne obojętna, a ciało nie okazało się szczególnie zmasakrowane.

Potem było już gorzej, w ruinach stajni odkryli przygniecioną zawalonym dachem jedną z żon tana Holdera z Gorących Źródeł. Spoczywała obok nadpalonego ciała konia, może próbowała uciekać. Ogień oszczędził wprawdzie twarz, ale niewiele więcej. Lucjusz omal ponownie nie zwymiotował na zwęglone zwłoki. Krążyli tak przez jakiś czas, przyglądając się kolejnym, zmasakrowanym mieszkańcom grodu. Ludzie księżnej rozeszli się po ruinach, grzebiąc w  szczątkach i wyszukując coraz to nowe ciała. Niekiedy pomagała im sama wiedźma, odrzucając przy użyciu splotów powietrza co większe fragmenty zniszczonych budowli. Marcus i Lucjusz zmuszeni byli przyglądać się wszystkim zabitym. Rozpoznali jeszcze córkę tana Waltera z klanu Śnieżnego Niedźwiedzia, Marcus nie zapamiętał nawet jej imienia, a oto leżała tutaj martwa, płacąc za ambicje ojca, czy może również własne. Na widok okropnej rany w barku i wyrwanej niemal ręki dziewczyny pan Trzeci gwałtownie pobladł. Marcus odczuwał narastającą wściekłość i szybki przybór mocy, którego nie był wstanie osłabić nawet wpływ ochraniacza. Cóż z tego jednak, wobec wiedźmy pozostawał bezsilny.

Wiele ciał zostało zmasakrowanych tak bardzo, że ich identyfikacja okazywała się niemożliwa. Rozpoznawał jednak wielu mieszkańców grodu, zwykłych, pozbawionych zdolności magicznych mężczyzn i kobiety, których poznał podczas swoich pobytów w dworzyszczu, a którzy często okazywali mu szorstką życzliwość. Najgorsza chwila nadeszła wówczas, gdy natrafili na Martę. Gospodyni poległa na posterunku, jakżeby inaczej, w kuchni. Nie posiadając żadnej magii nie mogła walczyć, ale próbowała przynajmniej gasić szalejący ogień. Ludzie księżnej znaleźli ją z wiadrem w ręku, wydobyli ciało spod resztek rozbitego pieca do wypieku chleba.

– To Marta, zarządzała dworem. Przyrządzała znakomite piwo. I nie tylko piwo… Gospodyni należało się przynajmniej to skromne wspomnienie, chociaż nie była w oczach wiedźmy nikim ważnym i zginęła przypadkiem. Wygłaszając te słowa poczuł łzy pod powiekami, nawet Lucjusz wyglądał na poruszonego. Odkrycie ciał kilku kolejnych kobiet obdarzonych mocą nie wstrząsnęło Marcusem aż tak bardzo, prawdę mówiąc, nie zawsze potrafił wymienić ich imiona czy klany. Zastępował go w tym Lucjusz, coraz bardziej blady i wypowiadający słowa coraz cichszym głosem. Aurory nie znaleźli, co ożywiało upadłe po ujrzeniu zniszczeń nadzieje chłopaka. Co prawda, wielu zwłok nie dawało się w żaden sposób rozpoznać. Inne mogły jeszcze spoczywać gdzieś w ruinach.

Wiedźma rozkazała swoim ludziom, by kontynuowali poszukiwania i gromadzili odnalezione ciała na dziedzińcu. Sama skinęła na obydwu małżonków i wyprowadziła ich poza rozbite wały grodu.

– Zostali jeszcze ci tutaj. Ci, którzy nie zdołali uciec. – Wskazała ręką na pokryte śniegiem błonia.

Przedzierali się przez niewielkie zaspy, zbliżając do kolejnych, ciemnych sylwetek. Większość uciekała pieszo, niektórzy konno. Powaliły ich przede wszystkim sploty powietrza, zwłoki nie były więc zmasakrowane i z tego powodu łatwe do rozpoznania. A jednak, w jednym z przypadków nie potrafił dokonać jednoznacznej identyfikacji. Zawsze miał z tym kłopoty, czy to w świetle dnia, czy też wśród ciemności alkowy. Gonan czy Geldra? Która z bliźniaczek spoczywała tu w śniegu, sprawiając wrażenie, że tylko śpi? Dotknięcie dłonią lodowatego policzka martwej dziewczyny rozwiewało złudzenia. Zginęła niedaleko od zbawczej granicy lasu, mając już może nadzieję na ocalenie. Której z nich życzyłby tego ocalenia bardziej? Nie potrafił zdecydować. W pobliżu dostrzegł kolejne ciało, to zwrócony twarzą ku ruinom grodu tan Godryk, z zaciśniętą w dłoni rękojeścią miecza. Oręż niewiele tu pomógł. A może jednak, skoro druga z sióstr zniknęła?

Lucjusz opadł na kolana obok Marcusa, on również dotknął dłonią zimnej twarzy, jego własna pokryła się niemal identyczną bladością. Czyżby znowu miał zamiar wymiotować?

– Dlaczego? Szlachetna pani, dlaczego?

– Stawiły opór, okazały się niebezpieczne dla Królestwa. Rozumiem, że to jedna z nich?

– To Geldra znad Białej Rzeki. – Ciekawe, w jaki sposób zdołał ją rozpoznać? Marcus nadal miał wątpliwości. – Ona… Ja…

– Usłużyłeś jej w łożu, sir Lucjuszu. Podobnie jak wszystkim pozostałym. Nie winię cię, chociaż można by uznać to za zdradę swojej pani i małżonki, a także zdradę Królestwa. Wybaczyłam już i słowa nie cofam. Wiedz jednak, że w ten sposób uczyniłeś te kobiety zagrożeniem dla nas wszystkich, zwłaszcza, jeżeli tej dziewczynie, naprawdę urodziwej, muszę przyznać, służyłeś ze szczególnym oddaniem.

– Mówiłaś coś innego, mówiłaś, że weźmiesz je pod opiekę, obiecałaś!

– One nie chciały tej opieki, sam widzisz.

– Ale dlaczego akurat Geldra? Ja…

– Jeżeli traktowałeś ją w szczególny sposób, prawdopodobnie stała się tym bardziej niebezpieczna.

– I tym bardziej zasłużyła na śmierć, czyż nie tak, Dostojna Pani? – dodał Marcus.

– Ty akurat, panie Pierwszy Małżonku, nie powinieneś zabierać w tej sprawie głosu. – Księżna zwróciła ku niemu zimne spojrzenie, spojrzenie błękitnych oczu Bereniki, co tym bardziej wstrząsnęło chłopakiem.

– To ty zasłużyłaś na śmierć! Zasłużyliście oboje!

Lucjusz poderwał się z kolan, odskoczył w tył i stworzył nad głową kulę ognia. Nie była zbyt duża, dziwne, że w ogóle potrafił zebrać tyle mocy po niedawnym oddaniu jej wiedźmie. Pomogła zapewne wzbierająca nienawiść.

– Gińcie oboje!

Nie mając doświadczenia, nieopatrznie spróbował podzielić żar i skierować atak w dwu kierunkach jednocześnie. Jak Marcus zdążył się już przekonać podczas własnych ćwiczeń, było to zadanie bardzo trudne nawet dla silnego i wytrawnego maga. Lady Berengaria bez trudu osłoniła ich oboje błękitną, ochronną tarczą. Właściwie, Marcusa osłaniać nie musiała, wytworzył bowiem własny kokon, a przeciwko Lucjuszowi jego magia okazała się skuteczna. Płomienie osunęły się bezsilnie, pan Trzeci kontynuował bezsensowny atak aż do wyczerpania zapasu mocy, co nie trwało długo. Wkrótce księżna unieruchomiła niezdolnego do stawiania oporu małżonka splotami powietrza.

– Nienawidzę cię! Moje czary działają i przysięgam, że cię zabiję! Zabiję was oboje! – Łkał rozpaczliwie.

– Będę więc musiała zabezpieczyć się przed tą groźbą, w taki czy inny sposób.

– Ciała Aurory nie odnaleźliśmy – Marcus wolał nie wspominać o drugiej z bliźniaczek, Gonan albo Geldrze, której zwłok również nie rozpoznali.

– Możliwe, że moi ludzie wyciągną ją jeszcze spod zgliszczy, musimy dokładnie przeszukać ruiny. Możliwe, że zwłoki są zbyt zmasakrowane i nie dało się ich zidentyfikować.

– Sama w to nie wierzysz, Dostojna Pani!

– Moja wiara nie ma tu nic do rzeczy. Aurora stanowi zbyt duże zagrożenie, z wielu powodów. Muszę zyskać pewność jej śmierci, w przeciwnym razie będę ją tropić bez wytchnienia.

– Ciekawe, w jaki sposób zamierzasz zyskać tę pewność?

– Taki sposób istnieje, Marcusie. Prosty i niezawodny, a przy okazji pomógłby rozwiązać ten drobny kłopot z sir Lucjuszem. I kilka innych problemów również. Z pewnością domyślasz się, cóż to za sposób? Muszę tylko odczekać kilka dni, nie dłużej niż dziesięć, jak sądzę. Może zresztą da się tę sprawę przyspieszyć. Wracajmy do grodu, dokończyć poszukiwania. – Chłopak wyczuł, że wiedźma uwolniła Lucjusza. – Aby wszystko ułatwić, nakazałam na odjezdnym przeniesienie obozu, powinni dotrzeć tu przed zmrokiem. A wam, moi panowie, zalecam nie rozpowiadać o tym przykrym incydencie. Uczynisz to, czego od ciebie oczekuję, panie Trzeci Małżonku, a może zyskasz przebaczenie dzisiejszego wybryku. Oczywiście, gdy już przekonamy się o śmierci Aurory.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Dobry wieczór,

po nieco ponad dwóch miesiącach otrzymujemy kolejny rozdział (a właściwie od razu trzy) epickiej opowieści Nefera! Sporo się dzieje, trup ściele się gęsto (choć w większości poza kadrem), jedne intrygi kończą się niepowodzeniem, inne dopiero zaczynają być snute. Berengaria wydaje się niepokonana, ale i ona popełnia błędy – zdecydowanie zbyt ufnie traktuje Marcusa, który w przeszłości przysporzył jej przecież mnóstwa kłopotów. Może nie zagraża on jej swoją magią, ale umysł wciąż ma nie od parady – nawet jeśli czasem postawi na złego konia. Myślę więc, że fakt, iż opuściła nieco gardę w końcu się na niej zemści. Tym bardziej, że Aurora najwyraźniej nie została jeszcze wyeliminowana z gry.

Opublikowane dziś rozdziały trzymają napięcie i pozostawiają z poczuciem pewnego niedosytu – zawsze to jednak lepiej, niż przesyt. Jestem bardzo ciekaw co wydarzy się dalej i mam nadzieję, że Autor nie każe nam zbyt długo czekać na kolejną część przygód Marcusa i wszystkich jego kobiet 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Wspomniany niedosyt wynika zapewne z tego, iż bohater nie uczestniczy bezpośrednio w dramatycznych wydarzeniach rozgrywających się w tej części, a poznaje jedynie ich skutki. Przyjąłem bowiem opcję narracji z punktu widzenia głównej postaci, a nie wariant narratora wszechobecnego i wszechwiedzącego. Jak jednak wspomniałeś, niedosyt lepszy od przesytu, bo wzmaga apetyt. Mam nadzieję w jakimś stopniu go zaspokoić, Marcus zamierza bowiem włączyć się bespośrednio w kolejny, decydujący, jak sądzę, etap rozgrywki.
Pozdrawiam

Rozumiem konwencję, oczywiście. Skoro perspektywa, z której jest snuta opowieść jest perspektywą jej bohatera, nie można tego teraz zmienić. Nie zmienia to faktu, że te rozdziały upodabniają się trochę do tragedii antycznej, z jej zasadą jedności miejsca, akcji i czasu. Narracyjna „kamera” cały czas skupia się na Marcusie, kolejne wydarzenia poznajemy z relacji „heroldów” lub magicznie wywołanych przeczuć. Oczywiście liczę, że wkrótce Marcus znów stanie się bohaterem działającym i znajdzie się w samym centrum akcji. I trzymam kciuki by tym razem choć trochę mu się udało 🙂 Istota zwąca się Berengarią zwycięża już stanowczo zbyt długo! Pora zakończyć jej rządy grozy.

Pozdrawiam
M.A.

Ciekawy, choć nieco przegadany odcinek. Sporo dzieje się daleko, Marcus głównie podróżuje i spiskuje – bez widocznych skutków. Dziwię się, że wiedźma mu na to pozwala. Mam nadzieję, że akcja wkrótce znów przyspieszy. Pora na finalne starcie czarownic – i pewnego maga.

Mogę odpowiedzieć podobnie jak Aleksandrowi, bohater nie uczestniczył bezpośrednio w ostatnich wydarzeniach, obserwując tylko ich skutki, co rzutowało z kolei na sposób narracji, zgodny z przyjętą w tekście ogólną konwencją. Być może, niepokój i odczuwaną frustrację zagłuszał nadmierną gadatliwością. 🙂 Chyba jednak przyszedł mu do głowy jakiś pomysł, podobnie zresztą jak i Berenice. Trzeba jeszcze te dwa pomysły połączyć i stworzyć odpowiednie do ich realizacji okoliczności.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam.

Napisz komentarz