Aberracja (SheWolf)  4.62/5 (23)

10 min. czytania

Źródło: Pixabay

Najbliższy był odjazd do Krakowa. Wskoczyłem do pociągu, bo chciałem jak najszybciej zniknąć. Nawet nie kupiłem biletu, ale to akurat najmniejsze zmartwienie. Z doświadczenia wiedziałem, że w Krakowie będzie znacznie więcej możliwości. Tam przesiądę się do pociągu jadącego daleko. Nawet na drugi koniec Polski. Może za granicę. Bez znaczenia. Uciekanie miałem we krwi. Przychodziło nad wyraz łatwo i właściwie bezboleśnie.

Piętnaście minut po przyjeździe miałem pospieszy do Warszawy. Tym razem kupiłem bilet, zająłem miejsce i modliłem się, aby pociąg ruszył jak najszybciej. W miarę nabierania tempa, schodziło ze mnie napięcie. Mój oddech powoli się wyrównywał, a ręce przestały trząść. Zdziwiłem się, bo ostatecznie przed Beatką nigdy nie miałem takich problemów. Każda kolejna dziewczyna i jej odejście robiło na mnie coraz mniejsze wrażenie. Teraz było trochę inaczej. Czułem się, jakby to stało się po raz pierwszy. Albo inaczej – jakbym po raz pierwszy stracił kogoś naprawdę bliskiego. No, ale przecież Beatka wcale nie była mi znowu taka bliska. To, że ją pierdoliłem, nie oznaczało wielkiej miłości, przynajmniej z mojej strony. Ja tylko chciałem zdobyć środki do życia i mieć lalkę do posuwania, w większym stopniu mój plan się powiódł.

Ale jednak, no właśnie… serce waliło, jakbym przebiegł maraton, nerwowo pocierałem ręce o siebie, a noga drżała w niekontrolowany sposób. Dziś wiem, że za bardzo zbliżyłem się z Beatką, pojawiły się emocje. Nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale trochę mną jebnęło. Oczywiście bez przesady, nie żałowałem jej ani trochę. Żałowałem za to siebie, chociaż w kontekście jej osoby.

Kiedy rozstałem się z pierwszą dziewczyną, mając bodajże siedemnaście lat, czułem się jakbym kopnął psa. Ale z Beatką to miało zupełnie inny wymiar. Kurwa, nie będę tutaj filozofował, bo nie jestem jebanym Platonem i nie potrafię dokładnie wyrazić tego, co wówczas czułem. Brakuje mi słów. Albo inaczej – nie umiem tych słów ustawić we właściwej kolejności. Może chodzi o to, że kiedyś sugerowała, że moglibyśmy spędzić razem resztę życia? Zdarzało mi się brać podobny scenariusz pod uwagę. Nie na poważnie, ot tak, dla zabawy, ale jednak… Taka namiastka domu. Albo zapowiedź namiastki? No wiesz, takie ciepło, którego nigdy wcześniej nie zaznałem przez tę sukę, którą nazywałem niegdyś matką. I wiesz, zrobiło mi się łyso, że tracę to ciepło. Ale powtarzam: nie było mi żal Beatki, tylko siebie, że tracę coś, czego nikt wcześniej mi nie dał, a mógł dać.

W sumie moje życie to jeden wielki pech, ale jakoś zawsze udawało mi się spadać na cztery łapy. Miałem wiele kobiet, pamiętam każdą z nich. Minęło wiele, wiele lat, a ja mogę przywołać każdy szczegół. I każda najpierw chciała tylko jednego. Poza Beatką oczywiście. Albo przynajmniej ona chciała czegoś więcej. Pozostałe chciały tylko pierdolenia. To pierdoliłem.

Doskonale pamiętam ten mlaszczący dźwięk wydawany przez usta każdej z nich, gdy na kolanach brały mojego chuja po same jaja. Łapałem je za włosy, a miały różne: krótkie, długie, jasne, rude, czarne, i waliłem bez ustanku. Tak, że krztusiły się i śliniły jak bezpańskie kundle na kawałek mięsa. Uwielbiały być brane ostro i bez ceregieli, więc brałem. I te spojrzenia! Jakby boga widziały, jakiegoś pierdolonego mistrza sztuki miłosnej! Ten ośli wzrok przyprawiał mnie o mdłości. Każda jedna patrzyła tak samo. Identycznie! Odwracałem je tyłem do siebie i wbijałem chuja w kurewsko mokre pizdy. Waliłem, ile się dało, a one jęczały i jęczały. Wiły się i chciały więcej. Najbardziej, to brać ciągle i bez przerwy. W przypływie niekontrolowanej żądzy chciały i w dupę, byle tylko je rżnąć. Czasami nie mogłem znieść tego, jak się nadstawiały, jak jęczały. Ten dźwięk wiercił mi dziurę w głowie, kurewsko mną wtedy telepało. No i kiedyś nie wytrzymałem. Wyjąłem scyzoryk i poderżnąłem gardło. Poszło zadziwiająco łatwo – jakbyś wsadził palec w budyń. Nie widziałem oczu, ale w końcu zamykały ryje. Jeszcze przez moment charczały, a potem już nic. Po chwili wiotczały i opadały. Wszystko pływało we krwi i zawsze byłem kurewsko ujebany. Z czasem jednak robiło się coraz łatwiej. Brałem co cenniejsze łupy i uciekałem. Zawsze ten sam schemat. Wcale nie ruszało mnie zabijanie, nie czułem żadnej cholernej satysfakcji czy nawet podniety. Musiałem jakoś żyć, no nie? A one dawały miejsce do spania, żarcie i chciały się ruchać. Brałem wszystko jak leci. Tylko, że po czasie wybuchały wyznania i wielkie nadzieje na dalsze, wspólne życie. Trzeba było brać nogi za pas. I tak jakoś samo wychodziło.

No, a teraz wierzyłem, że pociąg do stolicy wywiezie mnie w miejsce, w którym nikt mnie nie znajdzie i znowu spadnę na cztery łapy. Byłoby dziwne, gdybym po tylu latach ucieczki nagle dał się złapać, jak jakiś pierdolony amator, cwel czy, co gorsza, ciota. Przecież umiem uciekać, a oni wszyscy, pożal się boże, policjanci, prokuratorzy, sędziowie, dziennikarze nie umieli mnie złapać. Byłem od nich lepszy, sprytniejszy, choć niewykształcony. Z każdym kilometrem nabierałem przekonania, że wszystko będzie dobrze i powoli się rozluźniałem. Wtedy do przedziału wsiedli oni, kurwa byłem na nich skazany!

Jeden młodszy, gdzieś po trzydziestce, drugi sporo po czterdziestce, ale pedalstwo mieli wypisane na twarzy w równym stopniu. Od razu zaczęło mną telepać, ale musiałem się pilnować. Okazało się, że byli wyjątkowo skłonni do zawierania nowych znajomości. Nie wystarczało im już pierdolenie się we dwóch, więc szukali trzeciego dla rozrywki. Nie mam pojęcia dlaczego zainteresowali się właśnie mną, ale nie byli pierwszymi, którym zależało na tym, by zapiąć mnie od tyłu, co mnie specjalnie nie dziwiło. Zastanawiałem się czy mam jakoś wypisane na twarzy, że byłem już skurwiony w dupę? Chcesz poznać moją historię? Ale to nie będzie przyjemne.

Wszystko przez sukę, którą kiedyś nazywałem matką. Szmata chlała odkąd pamiętam, a przez naszą melinę przewijały się tabuny ochlaptusów. Kto normalny wychowuje dziecko w takich warunkach? Widziałem jak ją brali i posuwali. Jak patrzyła na nich tym tępym, oślim wzrokiem. Jak nadstawiała się niczym suka do rżnięcia. Jak za flaszkę obciągała każdemu i udostępniała każdą swoją dziurę. Jak bili ją i przypalali fajkami. Aż któregoś dnia wzięli się za mnie. Miałem wtedy chyba z czternaście lat. Matka schlana do nieprzytomności była bezużyteczną kukłą, więc to mnie rzucili na łóżko. Krzyczałem, wzywałem pomocy, broniłem się, ale bezskutecznie. Dostałem w mordę kilka razy, aż mi się zaświeciło przed oczami. Jeden przycisnął mnie do łóżka i trzymał, a drugi rozpiął spodnie i klęknął z tyłu. Wbił się bez ceregieli, na sucho, bez poślizgu. Kurewsko bolało, wrzeszczałem jak opętany, ale w tej melinie i okolicy nikogo nie dziwiły podobne odgłosy. Próbowałem się wykręcać, ale chuja to dało. Nie wiem, ile to trwało, dla mnie wieczność. Po jakimś czasie już się nie broniłem. Gdy się zlał w środku, nastąpiła wymiana. Wtedy poprzysiągłem, że kiedyś się zemszczę.

Po tej akcji spierdoliłem z domu. Nie obchodziła mnie ta suka, zwana niegdyś matką. Musiałem sobie radzić sam. Po kilkunastu miesiącach wróciłem. Zastałem skurwieli jak zwykle u mojej matki. Wszyscy nachlani, bez jakiegokolwiek kontaktu. Wyjąłem scyzoryk i upierdoliłem im kutasy, a potem wsadziłem tej suce, zwanej moją matką, w usta. Trwało to moment, ale właśnie ten moment rozpoczął moją życiową drogę i nieustanną ucieczkę.

Miałem uczulenie na pedalstwo. Oni działali zawsze tak samo. Oczywiście najpierw podchody typu: skąd pan jest, czy możemy przejść na ty, pewnie w podróży służbowej, żona i dzieci w domu bardzo tęsknią, aaaaa, nie masz żony, może nie masz w ogóle kobiety. Chodzisz na siłownię, basen, saunę? I tak dalej i tak dalej, jak to oni. Poczułem wrzenie. Poczułem krew…

Poszliśmy na kawkę do Warsu i tam dałem im do zrozumienia, że nie interesują mnie kobiety. Niby nie mam nic przeciwko, znam i znałem wiele fajnych lasek, ale od zawsze trzymam się od nich raczej z daleka. Generalnie są złośliwe i niezbyt dyskretne. A ja bardzo cenię sobie dyskrecję i prawdziwą męską przyjaźń. A co do życia prywatnego, po prostu wybrałem samotność. Zobaczymy, co przyszłość przyniesie. Nie mieli raczej powodu, aby mi nie uwierzyć. Zawsze potrafiłem być wiarygodny. Może gdyby byli inteligentniejsi wyczuliby, że ich wkręcam? Nie, raczej nikt by nie wyczuł, bo byłem mistrzem w banialukach. W końcu przez tyle lat jakoś się udawało. W każdym razie zaproponowali, że możemy się spotkać w Warszawce, coś wypić, zjeść, posłuchać dobrej muzyki, bo tak się składa, że mieszkają razem, ale nie są kuzynami czy coś, tylko dobrze im w swoim towarzystwie. Udałem, że bardzo mi się podoba taki plan, a w głębi duszy oszacowałem, że takie cioty, które mieszkają na wypasionym osiedlu w Warszawce muszą mieć sporo hajsu, więc warto ich będzie oskubać.

Wypiliśmy po drinku, słuchając muzyki poważnej, opery czy coś w ten deseń, kiedy ten starszy zaczął się do mnie dobierać. Nie oponowałem, czekałem na rozwój wypadków, choć doskonale wiedziałem, na czym to wszystko będzie polegać. Oszczędzę ci szczegółów. Migdaliliśmy się dość długo, ale chłopcy nie dostali tego, czego się spodziewali. Nie ze mną takie numery. Powiedziałem im, że to dla mnie bardzo delikatna sprawa i na pewno nie będziemy robić tego w ich mieszkaniu. Że boję się kamer, podglądaczy. Że są mili, ale nie znam ich na tyle i nie ufam im. Że jeśli chcą, możemy się kochać w plenerze, gdzieś w lesie czy za miastem – niech sami wybiorą lokalizację, a ja im na miejscu powiem, czy mi pasuje, czy nie. Powiedziałem, że zawsze to robię w lesie, chuj wie po co. Chyba dla większej wiarygodności. Zdziwili się, ale zgodzili bez problemu. Byli tak napaleni, że stracili resztki rozsądku. O ile kiedykolwiek jakiś mieli. Ten starszy zaproponował, że pojedziemy ich samochodem w plener i tam się zabawimy. Był środek nocy, więc mogłem być spokojny, że nikt nas nie zobaczy. Zeszliśmy na parking, wsiedliśmy do mazdy i ruszyliśmy w drogę. Ich ostatnią. Tu trochę uprzedzam fakty, ale chyba nie wyobrażasz sobie, że zostawiłem ich przy życiu? Miałeś nadzieję? No cóż, trudno. Plan był taki, że oskubię ich w tym lesie, zabiorę klucz do domu i jeśli będzie okazja, pohulam sobie po ich słodkim gniazdku, zabierając przy okazji jakieś fanty.

Pojechaliśmy do lasku – uważaj! – niedaleko cmentarza. Czy ich popierdoliło? Sami się pchali śmierci w łapska! Zostawiliśmy samochód na niewielkim parkingu i weszliśmy głęboko między drzewa. Szliśmy kawałek, aż dotarliśmy do gęstwiny i tam młodszy załapał mnie od razu jak zapaśnik, co chyba miało sugerować zarówno czujność, jak i siłę, której użyje, jeśli nie będę grzeczny. Starszy podszedł do mnie i zaczął majstrować przy spodniach. Oczywiście chciał już mieć w rękach, i pewnie ustach, tę część, która go we mnie najbardziej interesowała. Był strasznie napalony, aż się trząsł, a kutas to mu mało co ze spodni nie spierdolił. Nie dam głowy, czy wcześniej nie wciągnęli jakiejś kreski.

Powiedziałem młodszemu, żeby mnie puścił, bo chcę się rozebrać. Natychmiast spełnił moją prośbę. Sięgnąłem do kieszeni po nóż… Chcesz detali czy wystarczy ci informacja, że najpierw sprzedałem kosę młodszemu, a potem starszemu? Aaaaa, no tak, rozumiem, jesteś delikatny. Może i dobrze, bo nie było tam nawet jakiejś strasznej jatki. Prosta robota, taki standard. Młodszy dostał w brzuch i dwa razy w serce, po czym padł na glebę. Dosyć szybko się wykrwawił. Starszy natomiast od razu spierdolił, ale że żaden z niego sprinter, dopadłem go tuż pod cmentarnym murem, przycisnąłem do ziemi i poderżnąłem gardło. Trup na miejscu.

Nie uwierzysz, ale kawałek dalej pod murem był wykopany głęboki dół. Nie żeby od razu na cmentarzu, poza nim, tak, jakby grabarzowi popierdoliły się strony. Sam nie wiem, ale chyba odniosłem wrażenie, że siła wyższa, może ta sama, która prowadziła mnie bezpiecznie przez tyle lat, postanowiła mi pomóc po raz kolejny? Kiedyś w ogóle nie zwróciłbym na nic uwagi, tylko pobiegł przed siebie, ale tym razem uznałem, że to znak. Jakiś głos z góry mówił do mnie: „Ukryj trupy, ukryj trupy…”. Wcześniej nie zaprzątałem sobie tym głowy, bo po co zakopywać zwłoki, skoro i tak zaraz rozpłynę się we mgle? Poszedłem w głąb lasu po młodszego. Ciężki był jak cholera, ale emocje dodawały mi sił. Wrzuciłem go do dołu, a na niego starszego. Zwłoki nie chciały iść do piachu, zapierały się, ale jakoś je w końcu upchnąłem. Przysypałem ziemią, nakryłem wszystkim, co było pod ręką: liśćmi, kawałkami mchu, śmieciami, gałęziami. Popatrzyłem ostatni raz na swoje dzieło i ruszyłem przed siebie.

Szedłem powoli, nigdzie się nie spiesząc. Miałem w głowie tylko myśl, że muszę coś jeszcze zrobić, jakoś sobie ulżyć, bo ciągle emocje buzowały. Po drodze spotkałem kurwę. Stwierdziłem, że może właśnie to mi pomoże. Rzuciłem jej sto złotych i weszliśmy do pierwszej lepszej bramy. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że cały czas miałem wzwód. Kazałem się panience odwrócić, docisnąłem do ściany i klepnąłem solidnie w tyłek. Zadarłem jej spódnicę do góry i kazałem bardziej wypiąć. Nadstawiała się ochoczo i rasowo, więc wpakowałem chuja po same jaja. Jęczała inaczej niż te wszystkie panny, które ruchałem. Przynajmniej mnie nie wkurwiała. Uchwyciła się prętów bramy, by trzymać pion i wypięła najbardziej jak mogła. Rozszerzyłem pośladki, by wchodzić możliwie najgłębiej i pierdoliłem z całej siły. Echo niosło odgłosy po dziedzińcu, ale chyba mało kogo to obchodziło. Czułem, że wszystko we mnie pulsuje, buzuje i szuka ujścia, ale nie mogłem dojść. Jakbym był już u brzegu, tylko za cholerę nie dało się spuścić. Waliłem, ile sił, potem zwolniłem. Kazałem wziąć w usta, za dopłatą oczywiście, i nic. Pomagałem sobie ręką i ciągle nic. Otarłem pot z czoła, zapiąłem spodnie i poszedłem. Właśnie wtedy odechciało mi się wszystkiego. Wszystkiego, rozumiesz? Nie tylko seksu, kradzieży, zabijania, ale… jedzenia, picia, myślenia, szczania, a przede wszystkim nieustannego uciekania. Nie chciało mi się nawet ruszyć przed siebie. Wiesz co to jest zmęczenie materiału? Właśnie wtedy mój materiał się zmęczył, po tylu latach idealnego wręcz funkcjonowania. Miałem gdzieś, co się dalej stanie, co ze mną będzie, gdzie trafię.

Nie miałem pojęcia, co zrobię za chwilę, za godzinę, za tydzień. Być może, gdybym się spiął i od razu ruszył do dalszej ucieczki, jeszcze przez jakiś czas by się udawało. Ale popełniłem dwa podstawowe błędy. Po pierwsze zakopałem tych kochasiów w dole, który był do czegoś tam przeznaczony i następnego dnia odkryli obydwa ciała, a świadkowie zeznali, że widziano mnie z nimi w pociągu. Po drugie – nie spierdoliłem od razu, jeszcze tej nocy. Dodatkowo mój portret pamięciowy doskonale pasował do tego sporządzonego po znalezieniu ciała Beatki.

Gdzie i kiedy mnie zatrzymali? Dwa dni później, oczywiście na dworcu, gdy wsiadałem do pociągu. Nie będę się wdawał w szczegóły. W pamięci mam taki obrazek: siedzę w pokoju przesłuchań, nie mam pojęcia jaki jest dzień, która godzina, ile czasu mnie już trzymają. Zadają dziesiątki pytań, na które nie umiem odpowiedzieć. W końcu podpisuję jakiś protokół, spoglądam tępym wzrokiem na kartkę, długopis i tego spaślaka przede mną i mówię zdziwiony: „Ja tylko zabijałem…”.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Wilczyco,

po Twych ostatnich opowiadaniach widzę, że wkroczyłaś w mroczny etap twórczości. Koncentrujesz się na patologiach i ich konsekwencjach. Poprzednio skrzywdzona przez ojca bohaterka nie potrafiła sobie ułożyć życia, będąc całkiem bezbronną wobec kolejnych pragnących ją wykorzystać mężczyzn. Tym razem skrzywdzony przez matkę chłopak wypracował sobie mechanizmy obronne. I to jeszcze jakie.

Bezimienny bohater “Aberracji” jest zarysowany oszczędną, acz bardzo wydajną kreską. Niewiele o nim wiemy, ale te strzępy informacji, które otrzymujemy, układają się w spójną całość. Język którym się posługuje odpowiada wykształceniu, które zdołał odebrać. Poziom rozumienia świata, skłonność do ciągłej ucieczki (znaczonej krwawym tropem) wynika wprost z jego życiowych doświadczeń.

Jeśli do czegoś miałbym się przyczepić, to do zbyt pospiesznego zakończenia. To ledwie dwa akapity, w których napięcie znika, zostaje tylko chłodna relacja z późniejszych wydarzeń. Sądzę, że dało się to rozegrać inaczej, lepiej. Tak ciekawy bohater z pewnością na to zasługiwał.

Opowiadanie nie dorównuje Twojemu najlepszemu jak dotąd, czyli Emancypacji, ale jest jak najbardziej godne lektury. Zwłaszcza dla miłośników makabry oraz ludzi o mocnych nerwach. Jeśli się do takich zaliczacie – będziecie się bawić równie dobrze, jak ja!

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Megasie,
dziękuję za Twój komentarz. 🙂
Tak, mam w sobie niekłamaną fascynację tematami skrajnie trudnymi, często sięgającymi najczarniejszych zakamarków ludzkiego umysłu, a to opowiadanie jest jedynie nieśmiała próbą. I rzeczywiście, zakończenie mogło zostać inaczej poprowdzone. Z pewnością, wezmę to pod uwagę przy następnych próbach.

Ściskam,
SheWolf

Weź koniecznie! Upadek szwarccharakterów jest często równie pasjonujący jak ich narodziny. Mam nadzieję, że kolejny potwór, jakiego zrodzi Twoja bujna wyobraźnia zostanie z nami choć odrobinę dłużej 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Nie wiem, czy to jeszcze erotyka, opowiadanie raczej nie budzi podniecenia. Ale i tak jest cholernie dobre. Choć zgadzam się, że urywa się, gdy pościg powinien nadal trwać.

Nigdy nie wiadomo co tak naprawdę podnieca Czytelnika 🙂
Dziękuję za uznanie, niezmiernie mi miło, że opowiadanie się podobało.

Pozdrawiam,
SW

Kolejny dobry (technicznie) tekst, chyba już nie zejdziesz poniżej pewnego poziomu. Bardzo dobrze.

Niemniej jednak sa pewne usterki, do któych niniejszym postanowiłem się doczepić;)

“Mój oddech powoli się wyrównywał, ”

Dałbym “uspokajał”, lepiej pasuje.

“nerwowo pocierałem ręce o siebie,”

Wiem o co Ci chodzi, ale konstrukcja jest nieco dziwaczna. Dałbym “nerwowo wycierałem ręce” i tyle. Może o własne ubranie, może o fotele w przedziale, może nawet o firankę w oknie. Niech sobie każdy dopisze co chce.

“Odwracałem je tyłem do siebie ”

Skoro najpierw robiły loda (a z tego co mi wiadomo nie można być ustawionym inaczej niż przodem.. no, ewentualnie bokiem – ale na pewno nie tyłem), a potem, jak to ujęłaś, jebał kurewsko mokre pizdy, to musiały być ustawione tyłem. Do niego, bo inaczej się nie da. Więc sprawa jest tak oczywista, że nie ma potrzeby tego dookreślać.

“udostępniała każdą swoją dziurę”

Skoro mowa o jednej kobiecie, to owe dziury mogą należeć tylko do niej:) Ale widzę tu pewną okoliczność łagodzącą. Jest to relacja niewykształconego faceta, który może popełniać takie blędy.

“Natychmiast spełnił moją prośbę” A to z kolei za ładnie powiedziane, jak na niewykształconego człowieka. To znaczy wyróżnia się jakościowo na tle całej wypowiedzi.

“Uchwyciła się prętów bramy, by trzymać pion i wypięła najbardziej jak mogła”

Oj tam, a może można było jeszcze bardziej”:) Dałbym po prosto – “mocno się wypięła”, bez kombinowania jak bardzo mogła się wypiąć.

“Właśnie wtedy odechciało mi się wszystkiego. Wszystkiego, rozumiesz? Nie tylko seksu, kradzieży, zabijania, ale… jedzenia, picia, myślenia, szczania, a przede wszystkim nieustannego uciekania. Nie chciało mi się nawet ruszyć przed siebie. Wiesz co to jest zmęczenie materiału? Właśnie wtedy mój materiał się zmęczył, po tylu latach idealnego wręcz funkcjonowania. Miałem gdzieś, co się dalej stanie, co ze mną będzie, gdzie trafię.”

Tak. Czytałem kiedyś relację pewnego gangstera, który przez kilka lat się ukrywał, uciekał, i gdy wreszcie go złapali powiedział – “poczułem ogromną ulgę, że już po wszystkim”. Bardzo dobrze to ujęłaś.

No i to wszystko. Drobiazgi, nie ma się do czego przyczepić, tak na poważnie:)

Czy to jeszcze erotyka” Dopóki są osoby (a takie są), które podnieca upierdalanie kutasów scyzorykiem i wsadzanie w usta własnej matki, to jak najbardziej. Tylko cokolwiek specyficzna:)

Aureliusie,
jak zwykle z niecierpliwością czekam na Twój czepliwy 😉 komentarz. I jak zwykle dziękuję, bo trafnie dostrzegasz to, czego sama mogę nie zauważać. Jasne, moglibyśmy prowadzić dysputy na temat wyższości pocierania rąk nad wycieraniem i znaczeniu tej czynności. Myślę, że takie niuanse czy drobiazgi, jak to ładnie ująłeś, bywają istotne, bo pomagają Czytelnikowi dokładnie wyobrazić sobie scenę.
Mam nadzieję, że czytało Ci się przyjemnie. Mimo drobiazgów 😉
I tak, nawet jeśli kogoś podnieca upierdalanie kutasów, najpewniej się do tego nie przyzna. 😉

Pocieranie a wycieranie to dwie różne czynności:)

Oj tam, ja bym się przyznał. Ale upierdalanie kutasów mnie nie podneica, niestety:)

Wydaje mi się, że tekst zawiera nieco mniej skondensowanych emocji. To dobrze, bo musisz przenosić je na czytelnika, jeśli będzie miał wszystko podane jak na tacy, wszystko wyjaśnione, opisane, to nie będzie miał przyjemności z odkrywania tego po swojemu.

Czasami jedno celne zdanie znaczy więcej niż cały akapit. Musisz pracować nad umiejętnością właśnie takiego pisania.

Dziękuję za Twoje cenne rady. Skorzystam z nich ochoczo 😉
Uściski,
SW

Znakomicie Ci w krótkiej… Formie 🙂 Przeczytałem z dużą przyjemnością. Trochę skojarzyło mi się z “Dexterem” trochę z Orbitowskim. Żeglujesz w coraz ciekawszych kierunkach.

Dzięki Lisie 🙂 Miło mi, że Ci się spodobało.
Pozdrawiam,
SW

Kolejny godny uwagi pomysł od SheWolf, który został ewidentnie zmarnowany zbyt krótką objętością i całkiem niepotrzebnie rwanymi zdaniami. Niby nic oryginalnego – ot, zwierzenie mordercy, i to takiego o raczej średnich motywacjach (miał patologiczną matkę, a jej przydupasy go wykorzystały, więc będzie zabijał – idąc tym tropem, po ulicach powinny chodzić tysiące, jak nie dziesiątki tysięcy zabójców), ale bardzo sugestywne i silnie oddziałujące na czytelnika. Aż się prosi o dłuższe opowiadanie z bardziej szczegółowym origin story i opisem, jak zmieniała się motywacja i działanie bohatera po kolejnych morderstwach. Zwłaszcza że sytuacja typu “zabijałem wielokrotnie, ale jakoś mnie głupie policjanty nie złapali” jest… cóż, skrajnie mało prawdopodobna i mocno burzy wiarygodność całej tej relacji.

Niemniej – nieustannie czekam na kolejne teksty od SheWolf!

PS Zapytam otwartym tekstem i publicznie – a gdzie są poprzednie opowiadania? Gdzie rewelacyjna “Optyka”? Gdzie to (wybaczcie, nie pamiętam tytułu) o instruktorce jeździectwa? Bo wszystkie starsze utwory gdzieś zniknęły.

Agnesso,

poprzednie opowiadania SheWolf zostały usunięte ze strony na jej prośbę – ponieważ mają niebawem zostać opublikowane w formie książkowej.

Pozdrawiam
M.A.

Ooo, świetna sprawa! Serdecznie gratuluję i aż zacznę wypatrywać bestsellera w top 10 empiku! 😁

Napisz komentarz