Piąty wymiar namiętności (Artur H.)  4.36/5 (11)

11 min. czytania

Źródło: Pixabay

Dochodziła dwudziesta. Deszcz pachniał rozkoszą. Gęsta sieć kropel zasnuła przednią szybę krótkotrwałymi gobelinami znikającymi za każdym pociągnięciem pióra wycieraczki. Honda sprawowała się bardzo dobrze. Nawet przy dużej prędkości na autostradzie prowadzenie jej było prawdziwą przyjemnością. Chyba minął niecały tydzień od tego, jak właśnie w deszczu kochałem się z Paulą. Spontaniczny wypad na plażę uwieńczony ciepłym majowym opadem. Nic tak nie ożywia małżeństwa jak niecodzienna zabawa na łonie natury, nawet jeśli pogoda nie rozpieszcza, a może właśnie wtedy.

Z początku nie byłem przekonany, że studia w Krakowie to dobry pomysł. Na szczęście Paula uświadomiła mi, że Maciek ma już swoje lata i wie co robi. A jeśli chodzi o uświadamianie, to wiadomo, Paula bywa bardzo przekonująca. Nie minęły dwa lata, a uznałem, że przeprowadzka do Krakowa i wynajęcie mieszkania z dala od domu to jedna z najlepszych decyzji mojego syna. I to nie dlatego, że się częściowo usamodzielnił, żywiąc i ubierając na swój koszt, ani dlatego, że nowa praca pozwoliła mi bez trudu znieść obciążenie, jakim było  opłacenie czynszu w stolicy Małopolski, lecz z powodu miejscówki, która spowodowała, że nasze przeszło dwudziestoletnie współżycie nabrało nieznanych wcześniej rumieńców. Pod nieobecność syna nasze drugie mieszkanie w Krakowie zamieniało się w jaskinię kreatywnego pożądania. Ograniczeniem była tylko wyobraźnia, która na mięsistych skrzydłach naszych żądz wzbijała się daleko ponad dach apartamentowca, w którym przyszło nam realizować swoją drugą młodość.

Mieszkanie wyglądało jak zwykle, gdy zostawiał je Maciek. Trzeba było wszystko ogarnąć, ale tego dnia już nam się nie chciało. Wzięliśmy wspólną kąpiel w wannie, co doceniliśmy tym bardziej, że w naszym domu mamy już tylko kabinę prysznicową, po czym zasiedliśmy do kolacji. Nazajutrz czekał nas wyjątkowy  dzień. Kolejny etap fascynacji tym, co nas łączy. Nie mogłem się już doczekać, widziałem też, że Paula jest trochę inna niż zwykle, jakby bardziej rozkojarzona. To bardzo dobrze, powinna być inna. Mogłem sobie doskonale wyobrazić, jakie napięcie spinało ją od wewnątrz, sam czułem to samo.

Mimo że obiecaliśmy sobie porządnie wypocząć, to miejsce, w którym złożyliśmy głowy, zadziałało na nas jak zwykle. Po chwili odprężenia w pachnącej pościeli wsunąłem się niczym wąż między uda swojej Ewy i chciwie raczyłem się jej smakiem, częstując ciało żony oralną rozkoszą. Za oknem znów się rozpadało. Deszcz odciął nas od reszty świata. Czy tego chcieliśmy, czy nie, przeznaczenie wciskało nas w siebie, tłoczyło w swoje wzajemne ciała, jakby chciało zmusić do wyciśnięcia tego, co najrozkoszniejsze.

Ewa okazała się bardziej konsekwentna. Zaczerpnąwszy z samego dna uciechy, nie odwzajemniła się tym samym, tylko łagodnie głaskając wyciszyła mnie, wielkiego węża boa, aż usnąłem, nie wiedząc nawet kiedy.

Pierwszy czerwca. Dzień, na który czekałem od dawna, jeszcze nim zaplanowaliśmy go szczegółowo z Paulą. Wstaliśmy o poranku i błyskawicznie ogarnęliśmy mieszkanie. Po dwudziestu latach małżeństwa rozumieliśmy się bez słów. Wszyscy nam tego zazdrościli, mówili, że dobraliśmy się jak mało kto, że pasujemy do siebie jak ulał, i że prawdopodobnie przetrwamy wiele. Myślę, że to była to prawda i choć zdarzały nam się konflikty, oboje dążyliśmy do ich rozwiązania, a nie eskalacji. Paula była mistrzem kuszenia. Robiła to fantastycznie. Miała niezwykle wyrafinowane potrzeby, a zaspokajanie ich dostarczało nam obojgu niepowtarzalnych wrażeń. Gdyby nie to, co miało wydarzyć się w południe, wziąłbym ją już teraz, na wielkim stole w jadalni, który właśnie skończyła odkurzać. Zdawała sobie z tego sprawę. Jej spojrzenie mówiło wszystko. Wiedziała również, co ze mną może zrobić kilka dni wstrzemięźliwości. Mimo to prowadziła swoją grę z roziskrzonymi oczyma. Choć nie dawałem tego po sobie poznać, toczyła się we mnie wewnętrzna walka, ale musiałem ją wygrać.

Tak, jak to było umówione, punktualnie o dwunastej rozległ się dzwonek do drzwi.

– Trzymamy się planu – rzuciła cicho Paula, widząc jak robi mi się gorąco i tracę pewność siebie. Skinąłem głową i wziąłem się w garść. Żona zniknęła w małym pokoju. Omiotłem pokój gościnny szybkim spojrzeniem, ale nie było się czego przyczepić. Westchnąłem i otwarłem drzwi.

– Cześć, jak się masz? – przywitała się Monika. Najpierw uderzył mnie jej zapach, wyprzedził wszystko, pozostawiając w tyle jej młody, atrakcyjny wygląd, miękki, niemalże aksamitny głos, a także uporczywą bezpośredniość, której nagle postanowiła się trzymać, prawdopodobnie dla zmniejszenia dystansu, jaki sztucznie otrzymywaliśmy w pracy.

– Cześć – odpowiedziałem zwracając się do niej w ten sposób po raz pierwszy – napijesz się czegoś?

– Wody, dziękuję.

Poprowadziłem ją do kuchni i napełniłem szklankę, nie za bardzo wiedząc, co mam powiedzieć. Monika nie wyglądała jednak na zakłopotaną.

– Ładne mieszkanko, wynajmujesz?

– Tak, już od kilku lat.

– Często tu bywasz?

– Właściwie to mieszka tu mój syn. Korzystam z mieszkania, kiedy wyjeżdża.

– Ach, tak – uśmiechnęła się.

Nagle zdałem sobie sprawę, że jest starsza od Maćka tylko o trzy lata. Poczułem się dziwnie, ale uświadomiłem sobie, że trzy lata to mnóstwo czasu. Siedziała i piła swoją wodę, a mnie do głowy przychodziły różne myśli. Starałem się odczytać coś z tego, w jaki sposób się ubrała, ale jej strój nie przemawiał do mnie w żadnym zrozumiałym języku. Jasne spodnie, szara bluzka, ciemne oprawki okularów. Tak ubraną widywałem ją chyba w pracy, nie byłem do końca pewien, ale chyba tak. Styl pasował do szarej codzienności, a nie do wyjątkowego dnia, na który czeka się tygodniami, lub dłużej. Może nie zrozumiała… No, ale przecież jest tutaj, bez zadawania zbędnych pytań. Od razu się zgodziła. Wystarczyło, że zapytałem.

Nagle się odezwała:

– Może nie wyglądam, ale jestem zaskoczona tym zaproszeniem.

– Nie wyglądasz – zgodziłem się.

– Po wizycie u was… Paula to świetna kobieta, naprawdę ją polubiłam, i to w jaki sposób rozmawialiście, jakbyście byli nierozłączni. Prawdę mówiąc, długo zastanawiałam się czy przyjechać, chociaż obiecałam, że będę.

– No ale przyjechałaś – odetchnąłem.

– Ta sytuacja wydała mi się taka… surrealistyczna, tak dziwna, że jeszcze nigdy w życiu… po prostu nie mogłam odmówić.

Uśmiechnąłem się. Dwudziestopięciolatka była szczera do bólu. Szczera i niewinna. Zanim dowiedziała się o Pauli, nie raz dawała mi do zrozumienia, że jej się podobam. Sam też nie ukrywałem swojego zainteresowania. Iskrzyło między nami nawet wtedy, gdy już poznała moją żonę. Mimo to nigdy nie przekroczyła granicy, zbyt się z Paulą polubiły.

Dopiero te zaprosiny do Krakowa. Uderzyłem podstępnie, z zaskoczenia. Niby praca nad projektem, ale zaznaczyłem, że na luzie, że jak nie chce, to nie musi. Odpowiedziała, że chce i będzie, i jest.

Patrzyłem na nią, na jej młodość i poczułem czyste, dzikie pragnienie. Z niezrozumiałego do końca powodu ta dziewczyna była gotowa mi się oddać, była gotowa zrobić to wielokrotnie, osiągać rozkosz z niemal dwukrotnie starszym facetem, za co? Za styl? Powagę? Inteligencję? Nie… więc co? Rzecz jasna, nie padły jeszcze żadne deklaracje, ale jej zapach… tak, to wisiało w powietrzu, gdybym po nią sięgnął, wyciągnął rękę, złączył usta, byłaby moja, a ja bym już wiedział co z nią zrobić. Byłoby jej na pewno dobrze, ale skąd mogła o tym wiedzieć? Dlaczego więc?

Objawienie pojawiło się w drzwiach kuchni. Wilgotne od wypitej wody wargi Moniki otwarły się szeroko z zaskoczenia. Paula wpatrywała się w nią z łagodnym wyrazem twarzy. Stała oparta o framugę w swojej niemal przezroczystej czarnej sukience, która bezwstydnie opinała jej fantastyczny biust. Nagie uda prezentowały się z kuszącym bezwstydem, bo sukienka była uroczo za krótka.

– Cieszę się, że nie odmówiłaś.

Zbliżyła się, nachyliła i pocałowała Monikę w usta. To był długi pocałunek, znacznie dłuższy niż można się było spodziewać. Kiedy rozłączyły usta dziewczyna spoglądała raz na mnie, raz na moją żonę, a wszyscy się uśmiechaliśmy. Zrobiło się naprawdę miło i wtedy właśnie zrozumiałem, że przyciągnęło ją przede wszystkim to, co łączyło mnie z Paulą. Nasze zrozumienie siebie, nasza miłość. Jakby mogła w to wejść, w sam środek, niczego nie psując, niczego nie niszcząc, tylko współuczestniczyć.

Przenieśliśmy się do salonu, gdzie czekała już na nas wygodna kanapa.

– A ja bardzo się cieszę, że widzę was oboje – całkiem szczerze powiedziała Monika – jesteście tacy zakochani, przyjemnie się na was patrzy.

– No proszę – odpowiedziała moja żona. – Nie sądziłam, że emanujemy tym na zewnątrz.

– O tak, i to bardzo.

– Jesteśmy małżeństwem już ponad dwadzieścia lat – odparłem.

– To się chwali, naprawdę – zapewniła Monika i dodała bez cienia żalu – moi rodzice rozwiedli się po dziesięciu latach.

– Przykro mi – zmartwiła się Paula.

– Niepotrzebnie, dobrze im to zrobiło, mnie zresztą również.

– Masz kogoś? – zapytałem. Monika uśmiechnęła się, ale nie odpowiedziała.

– To twoja sprawa – pospieszyła jej z pomocą Paula – nie musimy rozmawiać na wszystkie tematy, zdradzamy tylko tyle, ile chcemy.

Monika przez chwilę wyglądała, jakby chciała udzielić odpowiedzi, ale zmieniła zdanie.

– A czego ty byś teraz chciała?

Spojrzałem na małżonkę zaciekawiony.

– Chciałabym, żebyś się wreszcie rozebrała – po krótkim namyśle odparła Paula. Przez chwilę sądziłem, że się przesłyszałem. Panie zmierzyły się długim spojrzeniem, jakby badając się nim nawzajem.

– Więc o to chodzi – powiedziała w końcu Monika, po czym wstała z kanapy i skierowała się do wyjścia.

Paula ani drgnęła.

Katastrofa, pomyślałem. Zaraz będzie po wszystkim. Paula przeholowała. Monika zniknęła za załomem ściany, gdzie znajdowały się drzwi wyjściowe. Pochyliłem głowę, czekając, aż drzwi zatrzasną się z impetem. Już wyobrażałem sobie, jak będzie wyglądało nasze spotkanie w pracy. Zrobiło mi się niedobrze, ale drzwi nie huknęły. Co więcej, nawet się nie otworzyły. Po dłuższej chwili dziewczyna wróciła do salonu, tyle, że była całkiem rozebrana, na nosie jedynie zostały jej oprawki okularów. Czarna sukienka Pauli jak na zawołania zsunęła się z jej ciała. Oto miałem przed sobą dwie nagie, skupione na sobie kobiety. Jedną doskonale mi znaną i drugą, całkiem właściwie obcą. Obie były podobnego wzrostu, bajecznie zaokrąglone piersi mojej żony dobrze kontrastowały z leniwą wypukłością koleżanki z pracy. Z kolei pośladki tworzące odwrotną parabole obu ciał, były zaskakująco podobnych rozmiarów. Obie proporcje przyprawiały mnie o dreszcze.

Wpatrzona w Paulę Monika uparcie mnie ignorowała. Jej blada dotąd cera zaróżowiła się odrobinę. Żywe wcielenie bezwstydu – pomyślałem sięgając ręką po paska od spodni. Byłem już bardzo podniecony.

Ten moment, w którym koleżanka z pracy jednym spojrzeniem oceniła moją męskość, był szczególny. Niby widywałem ją na co dzień, niby odwiedziła nas w warszawskim mieszkaniu, ale stanąć przed sobą całkiem nago, czuć jej penetrujące spojrzenie między nogami, podczas gdy wzwód tętni krwią w nabrzmiałych ciałach jamistych, widzieć te zaskoczenie na twarzy, reakcje na wyobrażenie zbliżającej się penetracji. Wszystko to rozpalało jeszcze silniej moje pożądanie.

– Podoba ci się? – spytała ją moja małżonka.

Monika z początku nie wiedziała, co odpowiedzieć. W końcu skinęła głową.

– Usiądź z nami, proszę.

Paula zrobiła jej miejsce na kanapie. Dziewczyna zajęła miejsce pośrodku, złożyła dłonie między udami, przygryzła wargę i milczała, wyraźnie skrępowana. Moja żona sięgnęła do jej włosów.

– Co to za kolor?

– Sama bym chciała wiedzieć, moja fryzjerka odpłynęła.

– Przypomina… zachód słońca.

– Dokładnie tak go nazwała, Zachód nad lasem.

– Musisz mi dać jej adres, bardzo mi się podoba ten kolor, nie będziesz miała nic przeciw jeśli zrobię się tak samo?

– Dziękuję – roześmiała się – jasne, że nie – i dodała – nigdy nie byłam w takiej sytuacji, jesteście fantastyczni.

– My też nie – głos Pauli przycichł i stał bardziej aksamitny, ale chyba tylko ja wyczułem delikatną zmianę tonu, który tak dobrze znałem. Był jak wysłane zaproszenie, wezwanie do działania.

Podniosłem się z kanapy i ukląkłem przed Moniką. Patrzyła na mnie swoimi zaklętymi w czarne oprawki, zaniepokojonymi oczyma.  Dotknąłem jej bladych, chłodnych ud i delikatnie je rozchyliłem. Nie stawiała oporu, nie odzywała się, tylko patrzyła. W jej spojrzeniu był niepokój, zaskoczenie, wstyd.

Paula pomogła jej zająć odpowiednią pozycję. Zbliżyłem się i dotknąłem ustami jej sromu. Wiedziałem, że nie wolno mi się spieszyć. Pocałowałem ją ostrożnie, kilka razy, potem zwilżyłem językiem i znów całowałem. Po chwili otworzyła się przede mną, zapachniało. Poczułem jej smak i wsunąłem język głębiej. Westchnęła.

Moja żona pieściła biust dziewczyny, całowała stwardniałe sutki, szeptała coś przeznaczonego wyłącznie dla niej.

Kiedy skończyłem, Monika płonęła. Dysząc, chłonęła pieszczoty języka Pauli. Jakże rozkosznie się całowały. Cóż to była za uczta dla oczu. Tańczące języki sprawiały, że nie sposób było oderwać spojrzenia.

Na zewnątrz się rozpadało. Deszcz bębnił w parapety, jakby chciał je zerwać, pchnąć w dół, na chodniki, trawniki i szarych przechodniów.

Kiedy westchnienia zamieniły się w jęki, oboje z żoną zwolniliśmy. Monika wyglądała, jak byśmy wyratowali ją z jakieś gwałtownej topieli. Oddychała pospiesznie, włosy miała w nieładzie, przez chwilę sprawiała wrażenie zamroczonej. W końcu doszła do siebie.

– To było… naprawdę… niesamowite… ja nigdy wcześniej się tak nie czułam, zwykle jest inaczej… teraz… nie wiem co powiedzieć.

– Nic nie mów, – żona zbliżyła usta do jej szyii.

– Czy mam… powinnam…, czy mogę zrobić ci to samo?

– Bardzo bym chciała.

Gapiłem się na nie jak oniemiały. Właściwie to nigdy wcześniej nie widziałem z tej perspektywy swojej przeżywającej rozkosz małżonki. Czy czułem zazdrość? Nie, wręcz przeciwnie. Wszystko przecież działo się za moją zgodą. Czułem dumę i podniecenie, jakbym to ja ją zadowalał. Tyle, że to nie byłem ja. Moja współpracowniczka bardzo się starała. Zaczęła od ust, by stopniowo obniżać pułap. Ani na chwilę nie pozwalała Pauli na wytchnienie. Wydawało mi się, że konsumuje rozpalone ciało mojej żony, przykrywając połowę sobą, jakby w obawie przed jego wystygnięciem. W końcu Monika się poddała, dotarła na powrót do ust i wyciszała swoje ruchy, sprowadzając je do ostrożnego muskania skóry.

W końcu Paula się uwolniła i przyciągnęła mnie do siebie, wsunęła sobie mojego członka do ust i zaczęła obciągać. Monika patrzyła na to z kilkunastu centymetrów dotykając się dłonią. Kiedy byłem już bardzo twardy, ukląkłem za koleżanką. Poprowadziłem dłoń, dotykając łechtaczki. Tak, była gotowa. Monika była rozkosznie ciasna. Z początku nawet poczułem niepokój, że nie uda mi się w nią wejść. Jednak po chwili otwarła się na tyle, że już bez większych przeszkód zagłębiłem się w jej pochwie. W ciągu najbliższych godzin czyniłem to jeszcze nie raz.

Później Monika nauczyła się od Pauli jak należy zaspokajać oralnie Marcina. Tak właśnie o mnie rozmawiały, jak o kimś nieobecnym. Pasowała mi rola manekina, któremu można obciągać dla ćwiczeń. Raz robiła to nauczycielka, a po chwili uczennica. Czasem łączyły siły i pieściły mnie jednocześnie.

Ciekawym doznaniem była penetracja ich obu z małymi przerwami. Raz wchodziłem w Paulę, chwilę później w Monikę, a później znów poruszałem się w Pauli. Robiliśmy to tak długo, że obie przyzwyczaiły się do przerw, czerpiąc przyjemność z ogarniającej je ekstazy.

Kolejne kwadranse spędziły, siedząc na mnie. Raz wbijałem się w siedzącą okrakiem Monikę, liżąc Paulę, drugi raz lizałem koleżankę z pracy, podczas gdy żona ujeżdżała mnie jak dzikiego mustanga. Namiętnie się przy tym całowały, a ja niemal zazdrościłem im tego kobiecego porozumienia. Wreszcie Paula wzięła dłoń Moniki i objęła nią moje spracowane, lecz wciąż stwardniałe prącie.

– Dokończ to – powiedziała władczym tonem, uśmiechając się pod nosem. Dziewczyna usłuchała. Robiła to wolno i bardzo skrupulatnie. Co chwilę dłoń zastępowały usta, a język zmieniał jej zręczne palce. Przez większość czasu Paula ograniczała się do patrzenia. Później zaczęła ssać mój sutek. W końcu poczułem dreszcz przenikający ciało. Całkiem już pozbawiony kontroli, pozwoliłem porwać się fali tsunami. Jeszcze mignął mi obraz Moniki, a właściwie jej oblepionych spermą ust. Wycierała się wierzchem dłoni. Trochę nasienia zostało jej we włosach. Zapragnąłem je obie mocno przytulić.

Moja nowa kochanka odpoczywała z zamkniętymi oczyma. Żona wpatrywała się w okno. Deszcz wciąż padał.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Witamy dziś na stronie nowego Autora Najlepszej Erotyki!

Od siebie życzę Ci Arturze dużo natchnienia i pomysłów na kolejne teksty!

Pozdrawiam
M.A.

Debiutowanie z pewnością nie jest łatwe, wymaga sporej odwagi. Dlatego staram się podchodzić do nowych autorów z pewną taryfą ulgową i bez nadmiernego czepialstwa.

Opowiadanie stanowi ciekawą migawkę z życia trojga ludzi. Ukazuje ich w momencie gdy postanowili spróbować czegoś nowego. Jest to wszystko opisane zajmująco, choć dosyć pobieżnie, szczególnie scena miłosna jest tak krótka i urywana, że trudno się “wczuć”.

Czy wszyscy uczestnicy tego spotkania odnaleźli to czego pragnęli? Wydaje się, że Marcin i jego żona (właśnie, Paula czy Ewa? Brakuje tu konsekwencji) owszem, co do Moniki nie jestem już tego taki pewny. Chętnie zobaczyłbym jeszcze scenę o poranku, która odpowiedziałaby na to pytanie.

Daję 4-kę, na zachętę i w nadziei na lepsze opowiadania w przyszłości!

Zastanawia mnie tytuł. Dlaczego 5? Jakie inne 4 wymiary ma namiętność?

Napisz komentarz