Nowy świat czarownic 62-65 (Nefer)  4.92/5 (12)

41 min. czytania

John William Waterhouse, “Magiczny krąg”

62

Okazało się, że będzie jednak zmuszony stawiać czoła bliźniaczkom jeszcze przez jakiś czas, wiedźma opóźniała się bowiem z wyprawą na Północ. Nie wątpił, że przybędzie, zmuszały ją do tego nie tylko powszechne oczekiwania i konwenanse, nalegania niepokojącej się o syna Lady Lawinii, ale przede wszystkim własny interes. Na dłuższą metę nie mogła pozostawić wśród barbarzyńców tak silnego dawcy mocy, a przede wszystkim potencjalnego, wolnego od ochraniacza reproduktora jak on sam. Jeżeli nie pojawiła się do tej pory, to zapewne dlatego, że musiała jednak zadbać o umocnienie odzyskanej władzy i ułożyć odpowiednio stosunki z nową margrabiną Międzyrzecza. Trochę dziwnie było myśleć w ten sposób o własnej siostrze, Mirelli.

Pojawiły się za to kolejne, młodsze i starsze przedstawicielki Ludu Północy, posiadające w żyłach choćby odrobinę błękitnej krwi, zdolne do przyjmowania mocy i żądne urodzenia potomków o wielkich zdolnościach magicznych. Dworzyszcze Aurory powitało ich sześć w ciągu dziesięciu dni, wśród nich Ragnegę, z którą Marcus wymienił tylko chłodne słowa powitania. Szczęśliwie, odpieraniem tego najazdu zajmował się sir Lucjusz, niech mu Dobra Bogini dopomoże. Bliźniaczki dotrzymały słowa i uśmiechały się tylko dyskretnie, gdy opowiadał o okrutnych praktykach szlachetnie urodzonych dam z Królestwa oraz własnym, związanym z tym nieszczęściu. W zamian skorzystały przy pierwszej okazji z należnego im umową prawa i tym razem usłużył Gonan, chociaż Geldra bynajmniej nie ograniczyła się do biernego asystowania siostrze. Uczyniły to tylko raz, gdyż Aurora zaczęła chyba coś podejrzewać. Wprawdzie sama również nie mogła spędzać wszystkich nocy z Marcusem, bo w opowieści o zakuciu w żelazo jego przyrodzenia nikt by wówczas nie uwierzył, przekonał jednak bliźniaczki do zachowania ostrożności. Przystały na to, zadowolone z osiągnięcia celu, nie spieszyły się jednak z wyjazdem i nie zamierzały rezygnować ze spotkań z Lucjuszem, którego harmonogram został, doprawdy, wypełniony po brzegi.

Marcus wahał się, czy incydent z Geldrą i Gonan zachować w tajemnicy przed Aurorą, jeszcze pierwszego dnia, w pewien sposób, pomogła mu jednak w podjęciu decyzji.

– Jak spędziłeś noc? – spytała po śniadaniu, a on omal się nie zakrztusił. – Wybacz, że rzuciłam cię w ręce tana Godryka, ale musiałam pozbyć się go w jakiś nie wywołujący obrazy sposób. Pomysł zadziałał, bo czeladź zebrała go o świcie z tej sali i umieściła w łożu, z którego dotąd się nie zwlókł. A opróżnienia dzbana piwa ze szlachetnie urodzonym księciem z Południa nikt za obrazę uznać nie może.

– Okazało się to odrobinę męczące, Auroro, ale tan nie stanął na wysokości zadania. Opowieści o niewyczerpanych zdolnościach pochłaniania piwa przez barbarzyńców okazały się przesadne. – Uśmiechnął się pod nosem. – Stosunkowo szybko opadł z sił.

– Marcusie, poleciłam Marcie, by dodała do dzbana wywaru z maku. Tana z pewnością łupie teraz w głowie. Mam nadzieję, że ty czujesz się jednak lepiej – odpowiedziała ze znacznie szerszym uśmiechem.

– Mogłaś mnie uprzedzić…

– Wtedy celowo unikałbyś tego trunku i Godryk zacząłby jeszcze coś podejrzewać, albo po prostu powziął nową obrazę. Założyłam, że wypijesz jednak mniej. Książęta z Południa z pewnością wolą wino, a barbarzyńcy, jak nas nazwałeś, naprawdę potrafią raczyć się piwem w ogromnych ilościach. Jak widzę, czujesz się w miarę dobrze, miałam więc rację.

– Okazałaś się niezrównanym strategiem – odparł lekko skwaszony.

Wyjaśniało to powód jego wczorajszego zamroczenia i łatwej kapitulacji przed ofensywą bliźniaczek, a przynajmniej tak chciał to sobie wytłumaczyć. Z drugiej strony, Aurora sama nie była tu bez winy, nie zamierzał jednak wtajemniczać jej we wszystkie szczegóły i tak już zostało.

Nie przewidział jeszcze jednej okoliczności. Nawet po pierwszym czy drugim spotkaniu z Lucjuszem, barbarzyńskie kobiety nie zamierzały odjeżdżać. Czy chodziło im tylko o zgromadzenie mocy, czy o coś więcej, nie wiedział. On sam nie miał w tej sprawie nic do powiedzenia, mógł tylko porozmawiać z Aurorą.

– Siedzą tutaj, bo każda z nich ma nadzieję począć syna o wielkiej mocy, a chociażby córkę zdolną do przyjmowania takowej i rodzenia w przyszłości silnych synów. Lucjusz nie zdoła wypełnić wielką magią ich wszystkich w tak krótkim czasie, na to nie starczy mu własnych talentów, ale one pragną przede wszystkim jego nasienia.

– Ich obecność może okazać się zagrożeniem, gdy pojawi się wiedźma. Przynajmniej część z tych kobiet powinna być już wtedy daleko stąd, poza jej zasięgiem.

– Przecież nie mogę ich stąd wyrzucić, ani nawet zasugerować wyjazdu. Nie po tym, gdy przybyły na moje zaproszenie. Wszyscy uznaliby, że żałuję innym klanom nasienia i mocy Lucjusza. I tak wielu krzywi się widząc, iż noszę dziecko, bo domyślają się, że to twoje. Wiedzą, że jesteś silniejszy od tego chłopca i nasz syn odziedziczy tę przewagę.

Aurora wypowiedziała te słowa z nieukrywaną dumą i zadowoleniem, przyjmując za pewnik, że urodzi obdarzonego wielką potęgą syna. Zrozumiał, iż obecność rywalek nie przeszkadza jej tak długo, jak długo mogą korzystać wyłącznie z usług Lucjusza. A dzięki jego własnemu pomysłowi, tak właśnie się działo. No, z pewnymi wyjątkami.

– Pamiętaj jednak, że Lucjusz musi poznać zaklęcia mocy, przynajmniej takie, które pozwolą mu zabić wiedźmę. Weź go więc do łoża jak najszybciej, powinien też gdzieś dyskretnie poćwiczyć. I mieć trochę czasu na zebranie sił przed konfrontacją z Berengarią.

– Obiecałam, że to zrobię i nie cofam słowa. Cóż, wykorzystam swoje prawa gospodyni, wszystkie inne będą musiały przynajmniej w tę noc poczekać.

– Tylko co dalej?

– To już twoja głowa, wymyśl coś, skoro ułożyłeś to wszystko. – Osłodziła słowa pocałunkiem.

Okazało się jednak, że nie tylko Marcus i Aurora snuli podstępne plany. Bo właśnie tę noc, podczas której dziewczyna zarezerwowała usługi Lucjusza dla siebie, wzbudzając niemal powszechne niezadowolenie, wykorzystały Gonan i Geldra celem złożenia powtórnej wizyty. Tym razem umysłu Marcusa nie osłabiały opary piwa i maku, nie próbował się jednak opierać. Musiał przyznać, że entuzjazm bliźniaczek oraz wykazywane przez nie zadziwiające umiejętności współpracy i współdziałania nie są bynajmniej aż takie niemiłe. Mając w miarę jasną głowę, wpadł przy okazji na pomysł, jak powstrzymać najazd kolejnych kobiet z klanów. Co prawda, nie zdołał wymyślić niczego, by pozbyć się już obecnych, ale zawsze to jakiś postęp. W ten sposób przynajmniej częściowo spełnił niedawne życzenie Aurory.

– Miałbym pewną prośbę i propozycję, która powinna was zainteresować, moje panie – zwrócił się do sióstr, gdy już zbierały się do wyjścia.

– Cóż takiego, książę? Zrobimy dla ciebie wszystko co w naszej, obecnie naszej, mocy – odparła Gonan, bo chyba w końcu nauczył się je rozpoznawać.

– Czy mogłybyście sprowadzić na nowo śniegi i zawieruchę? Pogoda wydaje się ostatnio za bardzo sprzyjać podróżom i w grodzie zrobiło się zbyt tłoczno – Zmusił się, by przezwyciężyć osłabienie i senność.

– Hmm, właściwie, to masz rację, Marcusie. W sumie, to my dwie nigdzie się akurat nie wybieramy, a przecież córka tana Arnolda nie wyrzuci z dworzyszcza gości, których sama zaprosiła. Nie w śmiertelnie groźną śnieżycę. – Geldra zdawała się pochwycić w lot myśl chłopaka.

– Innych też, co prawda, nie wyrzuci. Ale nie może nic poradzić na to, że niektórzy nie zdołają tu dojechać. – Gonan nie omieszkała udowodnić, że w niczym nie ustępuje siostrze.

– Tylko dlaczego prosisz o to akurat nas? – spytała Geldra. – Czyż Aurora nie zdołałaby  sama wpłynąć na pogodę, zwłaszcza dysponując mocą twoją i Lucjusza?

– Nie wypada jej zrobić tego jako gospodyni, gdyby ktoś odkrył prawdę. Wy dwie przyciągacie mniej uwagi, a macie lepszy niż wszyscy inni goście, ukryty powód.

– To prawda, Marcusie. I nie zapomnimy o odebraniu podziękowań.

– Tylko bądźcie ostrożne, we wszystkim.

Wyszły wreszcie, a on mógł odpocząć. Tymi podziękowaniami nie zamierzał się w obecnej chwili przejmować i zapadł w sen zadowolony, że przynajmniej tę jedną sprawę zdołał załatwić. Siostry, ożywione i pełne mocy, musiały zabrać się dzieła bezzwłocznie, rankiem padał już bowiem coraz gęstszy śnieg, a i wiatr przybierał na sile. Aurora również zrobiła to, co obiecała, o czym powiadomiła Marcusa po śniadaniu.

– Przekazałam Lucjuszowi wszystkie zaklęcia, tak poszło najprościej, jeżeli musiało się to odbyć bez jego współpracy, a może nawet wbrew woli. Sam wiesz, która chwila była najbardziej sposobna.

– Wiem. I jak to przyjął?

– Wydawał się przerażony, obwiniał mnie o podstęp. Trochę go uspokoiłam, wyraziłam przypuszczenie, że takie rzeczy mogą się zdarzyć wśród słabo wyszkolonych barbarzyńców, gdy moc przepływa zbyt szybkim nurtem, obiecałam przećwiczyć użycie splotów najbardziej przydatnych i najtrudniejszych do trzymania pod kontrolą. Poradziłam zachować wszystko w tajemnicy, do czego sama również się zobowiązałam. Lepiej więc nie poruszaj z nim tego tematu.

– Musisz przećwiczyć z nim użycie czarów ofensywnych, na przykład rzucanie ognistej kuli. Może zdołacie znaleźć trochę czasu, pogoda wyraźnie się psuje i powinna powstrzymać kolejnych gości.

– Tylko uważaj wtedy na siebie, bo on niezbyt cię lubi.

– Postaram się.

– Rzeczywiście, nadchodzi śnieżyca i myślę, że kolejne córki i siostry tanów chwilowo tu nie dotrą. Ale co z wiedźmą?

– Akurat ona dysponuje wystarczającą mocą, by przebić się przez najgorszą zawieruchę. Pogoda nie zdoła jej powstrzymać.

– Mam nadzieję, że twój plan okaże się skuteczny i Lucjusz nie zawiedzie twoich nadziei. Przekazałam mu wiedzę oraz przećwiczę to i owo. Gdy nadejdą wieści o wiedźmie ponownie skorzystam z prawa gospodyni, by dać mu czas na zebranie oraz zachowanie mocy. Ale to słaby i przestraszony chłopak, nie uczynisz z niego zabójcy, a tym bardziej bohatera.

– Będzie musiał zrobić to, co do niego należy. Inaczej zginie, a strach to potężny bodziec.

– Cóż, jeżeli jednak zawiedzie, to przynajmniej zebrałyśmy dość jego mocy, żeby móc się bronić.

– Obawiam się, że to nie wystarczy, jeżeli wiedźma przybędzie wypełniona magiczną siłą wszystkich swoich tak zwanych mężów. Lucjusz nie może zawieść. Moc ma własną, ty daj mu wiedzę, ja dam powód do działania.

– Pozostaje jeszcze jeden, drobny kłopot. Rozesłałam już jakiś czas temu zwiadowców, ale przy takiej pogodzie wątpliwe, by cokolwiek zauważyli i przesłali wieści.

– Musimy wzmóc własną czujność. Berengaria nie zdoła dotrzeć na Północ bez wykorzystania bardzo dużej mocy. Będziemy szukać śladów użycia splotów powietrza i wody. Przypuszczam, że nie zostało nam zbyt wiele czasu.

63

Pierwsze drgnienia mocy wpływającej na pogodę Aurora wyczuła niemal natychmiast, gdy tylko starannie zbadała aktualny stan żywiołów wody i powietrza. Marcus nie przewidział jednak, że w pierwszej kolejności dostrzeże sploty używane przez bliźniaczki. Spóźnione wtajemniczanie dziewczyny we wszystkie okoliczności podjęcia jego planu, a zwłaszcza kierujące siostrami motywy, uznał za zbyt kłopotliwe. Szczęśliwie, zadowoliła się wyjaśnieniem, że zgodziły się dyskretnie pomóc w przerwaniu najazdu kobiet z klanów nie chcąc dzielić się Lucjuszem ze zbyt dużą liczbą potencjalnych konkurentek. Jeszcze bardziej szczęśliwym zbiegiem okoliczności okazało się to, iż uwagę Aurory odwróciły wkrótce kolejne przejawy magicznego wpływu na pogodę, pochodzące z większej odległości i z pewnością nie stanowiące dzieła Geldry i Gonan. Ktoś stawiał osłony przed furią żywiołów, czyniąc to gdzieś na południe od grodu. Korzystając ze wskazówek bardziej doświadczonej w tych sprawach dziewczyny sam również odnalazł podejrzane sploty i zdumiał się ich siłą. Nazajutrz niezwykłą aktywność dało się wyczuć ze znacznie już mniejszej odległości. Uznali, że zarówno potęga używanych czarów jak i kierunek, z którego zbliża się używająca ich osoba, jednoznacznie wskazują na wiedźmę. Nikt spośród podążających do dworzyszcza spóźnionych gości z Ludu Północy nie dysponowałby aż taką siłą. To mogła być tylko Berengaria, ukrywająca się oczywiście pod postacią Bereniki. W takim tempie mogli spodziewać się jej na miejscu w ciągu dwóch dni.

– Czy sądzisz, że nas zaatakuje? Nie mogła zabrać ze sobą zbyt dużego orszaku, a tym bardziej armii, ale i ja rozesłałam na zimę moich wojowników do domów. Liczy się jednak magiczna siła, a tą dysponuje naprawdę potężną.

– Niemal na pewno ma przy sobie wszystkich dawców mocy, zarówno tych oficjalnych, jak i ukrytych. Ale nie, nie uważam, by chciała po prostu uderzyć na gród. Musi odzyskać zarówno mnie, jak i Lucjusza, całych i zdrowych. A przynajmniej pana Trzeciego. Nie zechce ryzykować, wda się w negocjacje i zażąda naszego powrotu.

– Nie spodziewa się chyba, że wydamy tak cennych gości? Ojciec raz już odmówił.

– Z pewnością czymś nam zagrozi. Wie, że moja moc nie zadziała przeciwko jej czarom, a sam Lucjusz nie jest wystarczająco silnym dawcą, by napotkała skuteczny opór. Ale wybierze groźby i mam nadzieję, że wymyśli coś wystarczająco przekonującego. Ostatecznie, my chcemy przecież trafić do jej obozu.

– Ty chcesz, Lucjusz nic nie wie o twoich planach i przeznaczonej mu roli.

– Dowie się w swoim czasie. Musi jednak zebrać siły, więc zarezerwuj go dzisiaj dla siebie.

– Skoro jednak nie będę mogła pozbawić go tych sił, a twoja moc i tak nie zadziała przeciwko wiedźmie, to przynajmniej zróbmy coś, by nie skorzystała z niej, gdy tylko oddasz się w jej ręce. A przynajmniej skorzystała w ograniczonym stopniu.

– Masz na myśli…

– Dokładnie to, co przypuszczasz, mój książę. Muszę, co prawda, zadbać o bezpieczeństwo Lucjusza, ale czasu powinno nam wystarczyć.

W ten sposób spędzili w miły sposób wczesne popołudnie. Przy wieczerzy Aurora ostentacyjnie zażyczyła sobie nocnego towarzystwa pana Trzeciego, wywołując tym jawne niezadowolenie przebywających w gościnie kobiet z Ludu Północy. Nie wszystkich jednak, jak miało się okazać. Geldra i Gonan nie omieszkały wykorzystać kolejnej okazji, by zaczerpnąć mocy oraz zwiększyć szanse poczęcia syna z nasienia Marcusa. To również, musiał przyznać sam przed sobą,  nie okazało się wcale nieprzyjemne. Obawiał się tylko, że w aż tak krótkim czasie nie zdołał zebrać wystarczającego zapasu pożądanych przez bliźniaczki dóbr. Jeżeli nawet odczuły niedosyt, zachowały to dla siebie. Przy okazji poprosił, by zaprzestały zsyłania śnieżnych zawieruch. Obecnie  zła pogoda skomplikowałaby tylko jego plany.

– A dlaczegóż to? – zdziwiła się Gonan. – Nie chcemy kolejnych rywalek. Aurora wystarczy.

– Bo wkrótce będę zmuszony wyjechać. Wam radziłbym zresztą to samo, tutaj może się zrobić niebezpiecznie.

– Gospodyni nie należy wprawdzie do naszych wielkich przyjaciółek, ale nigdy nie naruszyłaby zasad gościnności.

– Nadciąga jeszcze jedna rywalka, o wiele groźniejsza niż wszystkie pozostałe. Moja pani i żona, księżna Berenika z Siedmiu Bram. Śnieżyce nie zdołały jej zatrzymać, dysponuje zbyt wielką mocą.

– To dlatego chcesz uciekać? Nie obawiaj się, obronimy cię. Aurora raz już odparła najazd jej matki, a obecnie może liczyć na wsparcie nas wszystkich. W takiej sprawie na pewno pomożemy, książę.

– Niczego nie rozumiecie, Berenika jest zbyt potężna. Jeśli zechce, zniszczy was wszystkie. Wy również powinnyście jak najszybciej wyjechać.

– Z twoją mocą nie obawiamy się niczego, a już najmniej tej wiedźmy z Południa.

Pojął, że przepełnione świeżo pozyskaną, magiczną siłą, przejawiają zbytni entuzjazm i pewność siebie. Zarówno Berenika jak i Aurora zachowywały się w kilku sytuacjach z podobną nierozwagą. Wydawało się to nawet pewną słabością kobiet obdarzonych zdolnością przyjmowania oraz posługiwania się mocą. Westchnął w duchu, przynajmniej próbował. Nie mógł przecież powiedzieć im wszystkiego.

Zgodnie z przewidywaniami Marcusa księżna nie zamierzała jednak atakować grodu i wybrała negocjacje oraz groźby. Te drugie okazały się przy tym bardziej nawet przekonywujące niżby sobie tego życzył. Drugiego dnia po ustaniu zawieruchy do dworzyszcza przybył posłaniec, pojawił się bez szczególnego rozgłosu, nie zwracając niczyjej uwagi. Był to jeden ze zwiadowców Aurory, a Marcus dowiedział się o jego misji dopiero wówczas, gdy dziewczyna poprosiła o pilną, prywatną rozmowę.

– Oto list, który wiedźma wręczyła Erniemu po tym, gdy pojmała go z pomocą magii. Przynajmniej uszedł z życiem, zapewne tylko dlatego, że potrzebowała posłańca.

Marcusa przeszyło wspomnienie identycznej niemal sceny, gdy w tym samym pomieszczeniu czytał inne pismo, przysłane przez udającą Berenikę starą księżną. Tyle, że wtedy rulon został już rozpieczętowany przez tana Arnolda. A sam Arnold nie zaliczał się obecnie do grona żyjących.

Do szlachetnie urodzonego Marcusa,

Pierwszego Małżonka księżnej Bereniki z Siedmiu Bram.

Ukochany Mężu i Panie!

Wiem, że udałeś się na Północ z ważnego powodu i można nawet powiedzieć, w dobrej wierze, wykonując otrzymane polecenia, ale ponieważ obecnie stały się one nieaktualne, oczekuję powrotu mojego Pierwszego Małżonka, który powinien zająć należne mu miejsce u boku Pani i Żony. Wiem również, że stałeś się ofiarą oszustki i uzurpatorki, która zwiodła Cię, podszywając się pod moją osobę oraz w niegodny sposób nadużywając Twojej lojalności. Wiedz z kolei, że nie uznaję w tym Twej winy, nie żywię urazy i wybaczyłam młodzieńczą nieroztropność, jedyne, co można Ci ewentualnie zarzucić. Tym bardziej, że Twoja przedłużająca się nieobecność, Marcusie, sprawia mi wielki ból i wywołuje większą jeszcze tęsknotę. Tak wielką, że gdy tylko uładziłam sprawy księstwa, nie zważając na zimową porę oraz własny stan, sama ruszyłam na Północ, by jak najszybciej połączyć się z Tobą, ukochany.

Mamy jeszcze jeden, wspólny i najważniejszy powód, aby być teraz razem. Z radością zawiadamiam Cię, Marcusie, że nasza córka, lady Blanka, przyszła następczyni tronu księstwa Siedmiu Bram, ma się dobrze w moim łonie i już teraz okazuje siłę i żywotność, co niekiedy sprawia mi pewien kłopot. To jednak radosny kłopot. Jeszcze bardziej radosną okaże się chwila narodzin naszej córki, która nadejdzie w niedługim czasie. Nie chcę, by ominęło cię to szczęśliwe wydarzenie. Pragnę z całej duszy, abyś był wtedy przy mnie, wspierając Twoją siłą, oddaniem i miłością. Przyznam, że odczuwam pewien niepokój, związany z trudami podróży oraz koniecznością odbycia połogu w surowych warunkach północnej zimy. Nie zamierzam z powodu tych przeczuć, zapewne bezpodstawnych, wzbudzać niewczesnych obaw, ale powrót ukochanego Pierwszego Małżonka z pewnością dopomógłby Twojej odrobinę osamotnionej i nękanej przez złe myśli Berenice. Liczę, że przy Tobie wszystko ułoży się pomyślnie i doczekamy się jeszcze wielu dobrych chwil oraz obdarzymy małą Blankę wieloma braćmi. Poza wszystkim, z pewnością okażą się przydatni dla przyszłej władczyni księstwa.

Tymczasem wspiera mnie na duchu obecność wiernej i oddanej Sudrun, która także przybyła na Północ w orszaku księżnej Siedmiu Bram. Bardzo się do siebie zbliżyłyśmy i zostałyśmy już prawie przyjaciółkami. Tym bardziej, że dzielimy obecnie wspólne, radosne ale i trudne przeznaczenie naszej płci. Tak, Sudrun również cieszy się nadzieją, chociaż do przyszłego rozwiązania pozostało jeszcze trochę czasu. Oby Dobra Bogini sprawiła, by ta podróż, w którą wyruszyła głównie za moją sprawą, nie zaszkodziła ani jej, ani dziecku. Jak widzisz, nasze losy okazują się związane ze sobą na wiele sposobów. Musimy oboje zaopiekować się dzielną gwardzistką, która wielokrotnie dawała dowody odwagi i wierności naszej sprawie. Zasługuje też na to, by zadbać o los jej syna lub córki. To również Twój obowiązek, Marcusie, a zarazem kolejny powód przemawiający za jak najszybszym powrotem.

Nie zapominajmy też o sir Lucjuszu, Trzecim Małżonku księżnej Siedmiu Bram. Na ile miałam okazję go poznać, oraz jak zapewnia Lady Lawinia z Wysokiego Lasu, to wrażliwy, wartościowy i dobrze wychowany młodzieniec. Udał się na Północ za Twoją namową, powodowany zapewne najlepszymi intencjami, ale biedny Lucjusz musi źle znosić surowe warunki tej mroźnej krainy i pragnie powrotu do życia odpowiadającego pozycji szlachetnie urodzonego pana. Nie żywię żadnej urazy wobec Trzeciego Małżonka, oczekuję zajęcia przez sir Lucjusza należnego mu miejsce u boku księżnej Siedmiu Bram, zamierzam otoczyć opieką, zapewnić bezpieczeństwo oraz stosowne uposażenie i wygody.

Spodziewam się, że powrócicie razem tak szybko, jak tylko zdołacie. Nie musisz w jakikolwiek sposób potwierdzać odebrania tego listu. Oczekuję Was obydwóch przez dwa dni w obozie rozbitym na skraju polany ze starym dębem, w miejscu, które dobrze znasz, Marcusie. Pogoda uległa ostatnio zdecydowanej poprawie i nie powinna Ci w niczym przeszkodzić, o co zadbam również ja sama.

Nie przypuszczam także, aby Wasz powrót zamierzała opóźniać pani tych ziem, księżniczka Aurora. Wiele jej zawdzięczasz, ale lojalność wobec prawowitej małżonki musi stać na pierwszym miejscu. Nie wątpię, ukochany, że również odczuwasz to w ten sposób i w razie potrzeby znajdziesz dość siły i woli, by przekonać swoją gospodynię. Udzieliła Ci gościny, ale nie ma prawa więzić. Wzbudziłaby w ten sposób ogólną wrogość i wzburzyła całe Królestwo. Uznajmy, że w dworzyszczu Aurory skorzystałeś tylko ze schronienia przed srogą zimą Północnej Krainy. Byłyśmy kiedyś przeciwniczkami i starłyśmy się na polu bitwy, obydwie poniosłyśmy też bolesne i dotkliwe straty. Nie zamierzam jednak dochodzić obecnie zemsty za śmierć Lady Berengarii, mam wystarczająco wiele spraw na Południu. Z kolei Aurora powinna przeboleć stratę ojca i przede wszystkim zająć się swoimi poddanymi. Nie widzę powodów, by ta sytuacja nie miała utrzymać się przez jakiś czas.

Oczekująca Twego szybkiego powrotu, stęskniona i kochająca małżonka

Berenika z Siedmiu Bram

– Jak ona śmie! – Pomimo, iż mógł spodziewać się czegoś podobnego, Marcus nie potrafił opanować wzburzenia. – Jak śmie pisać z taką obłudą! Każde słowo tego listu zostało nasączone fałszem!

– Fałszem i jadem, Marcusie. Nie zostawia cienia wątpliwości. A przy tym, gdyby list wpadł w czyjeś niepowołane ręce, nie ujawni prawdziwych intencji i w żaden sposób nie skompromituje szlachetnej Bereniki, nowej księżnej Siedmiu Bram.

– A jednak w ukryty sposób grozi nam wszystkim. Tobie wojną z Królestwem, obiecując zarazem oszukańczy pokój, mnie śmiercią Bereniki, Sudrun oraz jej nienarodzonego dziecka. Mojego dziecka, nawet nie wiedziałem…

– Może kłamie w tej akurat sprawie.

– Wiesz dobrze, że to może być prawdą… Nie pozwolę, by skrzywdziła Sudrun. Nie pomyliła się, to jeszcze jeden powód, bym chciał i musiał wrócić.

– Przy okazji, ocalisz też Berenikę i waszą córkę.

– Blanki i tak by nie zabiła. Potrzebuje jej, przynajmniej do czasu, podobnie jak i poprzednich następczyń tronu Siedmiu Bram. Tylko następczyń, jak już wiemy. Ale Berenika to inna sprawa, zawsze będzie dla wiedźmy zagrożeniem.

– Tym niemniej, zdaje się sugerować, że może ją oszczędzi, by rodziła synów. Rodziła przydatnych dawców mocy.

– Berenika nigdy się na coś takiego nie zgodzi.

– Zapewne twoich synów, Marcusie. Nie dasz jej przydatnej mocy, a takiej ciąży nie spędzi.

– Pozostaje jeszcze Lucjusz, na którego moc Berengaria nie jest odporna.

– Nie wie o tym, że przekazałam mu wiedzę o żywiołach. A bez niej uznaje chłopaka za niegroźnego. Czyż nie na tym opiera się twój plan? Podsuwa jednocześnie groźby i obietnice, byle tylko dostać was obydwu w swoje ręce.

– A co z wojną i pokojem?

– Trwały pokój nie nastąpi i dobrze wiesz dlaczego. Ona nie może pozostawić przy życiu i na wolności naszego syna. Prędzej czy później spróbuje go zabić albo dostać w swoje ręce, gdy tylko dowie się, że ktoś taki istnieje, zanim to on zdoła jej zagrozić. A zapewne domyśla się, że nie próżnowaliśmy przez te tygodnie i miesiące.

– To po co rzuca taką przynętę?

– Bo w tej chwili nie stać nas na kolejną wojnę. Jej zresztą również nie, nie w środku zimy.

– Tak czy inaczej, wszystko rozstrzygnie się o wiele szybciej. To nawet lepiej, że jej groźby wypadły tak przekonująco. Nie będzie niczego podejrzewała, gdy przybędę do obozu, by ratować Berenikę, Sudrun oraz moje i ich nienarodzone dzieci. Bo przecież Blankę też ma zamiar w przyszłości zabić.

– Wiedźma potrafi być bardzo ostrożna i podejrzliwa. To mistrzyni intryg. A ja nie ufam Lucjuszowi, nie wygląda na bohatera.

– Zrobi, co będzie musiał. Nie dam mu wyboru. My też nie mamy zresztą innej szansy. Nie stać nas na wojnę, zwyczajną czy magiczną.

– To kiedy zamierzasz wyruszyć?

– Jutro przed świtem. Nie chcę przyciągać zbędnej uwagi. Zajmij się tej nocy Lucjuszem, powinien oszczędzać siły.

– Ty również, Marcusie. Dobrzy Bogowie świadkami, że nie mam ochoty oddawać cię wiedźmie, obojętne, pełnego mocy czy też pozbawionego magii. Ale Lucjusz niezbyt cię lubi, a obawiam się, że jego przyjaźń wcale nie wzrośnie po tym, gdy wyjawisz mu swój plan. Musisz zachować zdolność rzucania czarów, silnych czarów.

– Pewnie wiedźma natychmiast skorzysta z okazji przejęcia tej siły.

– Myślę, że zacznie od Lucjusza, skoro to jego moc mogłaby okazać się dla niej niebezpieczna.

– To nie będzie miało większego znaczenia, jeżeli on zrobi to, co do niego należy.

– Jeżeli zabije czarownicę, jeżeli zdołasz uczynić go swoim narzędziem.

– Jeżeli plan się nie powiedzie, musisz uciekać, Auroro.

– Nie mogę porzucić moich ludzi.

– Ty i nasz syn pozostaniecie wtedy jedyną nadzieją, nadzieją na przyszłość. Obiecaj!

– Nie mogę.

– Musisz, obiecaj! Dla dobra naszego syna, jest ważniejszy niż wszyscy inni. Jeśli nam się nie uda, może on ocali kiedyś zarówno Lud Północy, jak i Królestwo.

– Dobrze… Dla naszego syna i wszystkich Ludzi Północy. Dam mu imię Arnold, nie masz nic przeciwko?

– Nie… To dobre imię dla mściciela.

– Ma już wystarczająco wiele powodów do zemsty, nie daj mu kolejnych, Marcusie. Proszę, nie daj mu kolejnych…

Aurora przywarła do chłopaka, a on odwzajemnił uścisk. Obdarowywali się wzajemnie siłą cenniejszą i bardziej potrzebną, niż najpotężniejsza nawet moc.

64

Marcus nie miał pojęcia, czego pan Trzeci spodziewał się po zaproszeniu do sypialni Aurory, z pewnością jednak nie spotkania tam nielubianego współmałżonka i potencjalnego rywala.

– Musimy porozmawiać, Lucjuszu – zaczął bez zbędnych wstępów.

– A o czym?

– Jutro opuszczamy gród i wracamy na dwór księżnej Siedmiu Bram.

– Wracamy do Złotej Bramy?

– Nie, księżna przybyła na Północ z niewielkim orszakiem po to, by oswobodzić nas obydwu z niewoli u barbarzyńców.

– Nie wyglądasz na więźnia, panie Pierwszy.

– To nie ma znaczenia. Jej obowiązkiem jest zapewnić opiekę oraz bezpieczeństwo swoim małżonkom, tego oczekują wszystkie damy Królestwa. I to właśnie uczyni, zapewne nie bez wpływu nalegań twojej matki, hrabiny Lawinii.

– I zamierzasz tak po prostu wrócić? Po co więc uprowadzałeś mnie w tę dzicz? I co na to Aurora oraz wszystkie pozostałe tutejsze kobiety?

– Jesteście obydwaj moimi gośćmi i możecie odejść w każdej chwili. – Dziewczyna uprzedziła odpowiedź Marcusa. – A innym nic do tego.

– Chciałem, by księżna przybyła na Północ. By uczyniła to szybko, bez swoich wojsk. A my musimy ją zabić, Lucjuszu! – Uznał, że nie ma już czasu na zbędne podchody.

– Chcesz zabić naszą panią i małżonkę, księżną Berenikę?

– To nie jest prawdziwa Berenika!

– Masz na myśli tę pokonaną uzurpatorkę? Przecież nasza pani zwyciężyła. W chwili gdy wyruszaliśmy na Północ, cały zamek radował się ze zwycięstwa.

– To był tylko podstęp, Lucjuszu. Miałeś szczęście, zdążyłeś poznać i poślubić prawdziwą Berenikę, prawdziwą księżną Siedmiu Bram. Potem przegraliśmy jednak bitwę i obecnie na tronie księstwa zasiada wiedźma, uzurpatorka, która przybrała postać naszej pani i żony. Przybrała postać Bereniki.

– Nic z tego nie rozumiem.

– To wiedźma, posiadająca czar przedłużania życia i od pokoleń władająca księstwem, przybierająca kolejno postacie ukradzione własnym córkom, wnuczkom i prawnuczkom, które następnie zabija. Poprzednio udawała lady Berengarię, wiem to od jej męża, sir Adriana. Rzekoma śmierć na polu bitwy była tylko podstępem i zamierzała przejąć rządy jako Berenika. Ale pokrzyżowaliśmy te plany i musiała uciekać. Zdobyła jednak wsparcie kilku dam z Królestwa, między innymi twojej oraz mojej matki i pokonała nas w bitwie. Teraz to ona włada Siedmioma Bramami, więżąc prawdziwą Berenikę. Musimy uwolnić naszą prawdziwą panią i zabić wiedźmę. W tym celu zmusiłem ją do przybycia na Północ, gdzie mamy jakąś szansę. – Marcus przedstawił uproszczoną, ale ogólnie zgodną z prawdą wersję wydarzeń.

– Chcecie wydać jej bitwę? Wiem, że potrafisz posługiwać się mocą. Aurora oraz wiele spośród tutejszych pań również.

– Nie, Lucjuszu. Jest o wiele silniejsza od nas wszystkich, w otwartej walce nie mamy szans.

– Przecież uchodzisz za niezwykle potężnego dawcę mocy, wszyscy ciągle to powtarzają.

– Moja moc nie działa przeciwko wiedźmie, przekonaliśmy się o tym w trakcie bitwy. I to z tego powodu przegraliśmy. Z tego powodu przegrała prawdziwa Berenika, nasza prawdziwa pani i małżonka.

– To wszystko nie ma sensu. Na co więc liczysz i dlaczego zamierzasz udać się do obozu Bereniki?

– Tam, gdzie zawodzi siła, pozostaje podstęp. Ona nie może pozostawić nas tutaj, oficjalnych i prawowitych małżonków, z wielu powodów. Musiała tu przybyć i musi uwolnić nas z rąk barbarzyńców. Uwolnić i przyjąć na swoim dworze. A wtedy…

– Co wtedy?

– Wtedy ją zabijesz, Lucjuszu.

– Co takiego?

– Atak fizyczny nie daje żadnych szans powodzenia, uderzysz mocą. Tego nie będzie się spodziewała. Nie wie, że potrafisz posługiwać się magiczną siłą. – Lucjusz drgnął, ale nie próbował zaprzeczać. – Uderzysz w chwili, gdy zechce z tobą zlec i przejąć twoją moc. A uczyni to zapewne wkrótce po naszym powrocie.

– Chyba oszalałeś, panie Pierwszy. Zaatakować własną panią i małżonkę przy użyciu mocy… To najgorsza zdrada, nie mieszcząca się w głowie. Pomysł godny szalonych królów-czarodziejów z dawnych opowieści. Nie zrobię czegoś takiego. Z jakiego powodu miałbym to zrobić?

– Może i jestem szalony, ale spróbuję cię przekonać, Lucjuszu. Czy nie żywisz żadnych ciepłych uczuć wobec naszej pani, prawdziwej Bereniki? Nie zechcesz jej pomóc? Wiedźma zabije ją tak, jak i poprzedniczki Bereniki, gdy tylko urodzi potrzebną w przyszłości następczynię.

Nie powinien był poruszać tej kwestii. Pan Trzeci, jakkolwiek wydawałoby się to niemożliwe, usztywnił się jeszcze bardziej.

– Opowiadasz szalone, niedorzeczna historie, panie Pierwszy. Na ich prawdziwość mam tylko twoje słowo. Wiem natomiast, że uprowadziłeś mnie tutaj wbrew mojej woli i wydałeś w ręce tych wszystkich barbarzyńskich kobiet. Jesteś zdrajcą, zdrajcą naszej pani, księstwa oraz całego Królestwa. Z radością powrócę na dwór księżnej Bereniki, ale nie mam najmniejszego zamiaru atakować jej mocą, czy w jakikolwiek inny sposób.

– Wiem, że Berenika nie zawsze traktowała cię tak, jak na to zasługujesz i sam miałem w tym udział. Ale zrozumiała swój błąd, oboje zrozumieliśmy. Czyż nie uwolniła cię od ochraniacza, wyruszając na tę nieszczęsną wojnę? Wbrew wszelkim obyczajom, wbrew prawu i tradycji. Nie chciała traktować mężów niesprawiedliwie, nie chciała, byś cierpiał, jeżeli… jeżeli ona zginie. Wolała już, byś w razie najgorszego służył uzurpatorce, ale zachował zdolność bycia mężczyzną i zdrowe zmysły. Nawet, jeżeli w ten sposób traciła atut wobec wiedźmy. Bo za twoje uwolnienie nawet teraz mogłaby wytargować jakąś cenę.

– Nadal mam tylko twoje słowo, że cokolwiek tu mówisz jest prawdą. Nie zdradzę mojej pani i małżonki, nie zdołasz mnie do tego przekonać.

– Próbowałem, Lucjuszu. Dobra Bogini świadkiem, że próbowałem. Skoro nie zdołałem przekonać, to zmuszę cię do działania.

– A w jaki to sposób, panie Pierwszy? O ile godzien jesteś jeszcze tego tytułu.

– Nie zostałeś stworzony do życia w tutejszych śniegach, nie wątpię, że pragniesz powrotu do wygód cywilizowanego życia.

– Nie za taką cenę.

– Nie przerywaj, Lucjuszu. Tak czy inaczej, pani tego grodu nie będzie dłużej cię gościć. A jeżeli nawet Aurora nas nie wypędzi, to wiedźma sama tu przyjdzie, bo nie może pozostawić szlachetnie urodzonych mężów w niewoli u barbarzyńców. Wtedy albo zginiemy w bitwie, albo i tak wpadniemy w jej ręce. Bardziej prawdopodobne wydaje się to drugie, więc lepiej od razu udać się do legowiska czarownicy. Czy myślisz, że pozostawi cię przy życiu, gdy dowie się, że potrafisz władać mocą? Słyszałeś kiedykolwiek o takiej sytuacji? Berenika, prawdziwa Berenika, to niezwykły wyjątek. Szlachetne panie z Królestwa boją się mężczyzn zdolnych do posługiwania się magią, nie przypadkiem opowiada się ciągle o dawnych, szalonych czarownikach. A ujawnienie twoich nowych zdolności będzie pierwszą rzeczą, jaką uczynię, gdy spotkam wiedźmę. Ja sam, albo ktokolwiek inny, kto zna prawdę i przeżyje upadek grodu. – Spojrzał przepraszająco na Aurorę. – A wtedy wątpię, byś zdołał nacieszyć się wygodnym życiem na zamku pani i małżonki. Najprawdopodobniej nigdy nie powrócisz na Południe i staniesz się kolejną ofiarą wojny oraz krwiożerczych barbarzyńców. Wiedźma żyje i włada od setek lat, nie zechce ryzykować.

– A ty nie obawiasz się o własny los? Skoro również władasz mocą i prawie wszyscy już o tym wiedzą? A jeżeli jakimś cudem ona jeszcze nie wie, to ja także potrafię opowiadać.

– Ja stałem się dla wiedźmy niegroźny, moja moc wobec niej nie działa. To dlatego przegraliśmy bitwę, nie słuchałeś? A ona pożąda mojej mocy, jakoby rzeczywiście niezwykle silnej. Nie muszę więc martwić się o własne życie, przynajmniej o to.

– To chyba nie do końca prawda, panie Pierwszy. Masz mnie za głupca? Wszyscy tutaj opowiadają o tym, jak to pani Aurora pokonała wiedźmę, tę, która jakoby udawała własną śmierć, a żyje dalej jako Berenika. Pokonała dzięki twojej mocy. Marta powtarza to przy każdej okazji. Twoja moc działa przeciwko tej rzekomej wiedźmie. Więc najlepiej sam dokonaj tego zamachu i nie próbuj wciągać mnie we własną zdradę. Uprzedzam jednak, że jeżeli dasz mi okazję, ostrzegę naszą panią.

– Lucjuszu, moja moc wtedy działała. Ale to się zmieniło… Wiesz kiedy i dlaczego? Podczas ostatniej bitwy, gdy zginęła margrabina Międzyrzecza, lady Miranda.

– Nie rozumiem…

– Moc mężczyzny nie działa przeciwko pierwszej pani szlachetnej krwi, która wzięła go do łoża i czerpała magiczną siłę z lędźwi kochanka. To może być jedna z przyczyn upadku dawnych czarodziejów, ale mniejsza z tym. Wiedźma uczyniła to ze mną pod pretekstem starożytnego obyczaju sprawdzania zdolności przyszłego małżonka córki i następczyni. Postępowała tak od dawna, ze wszystkimi kandydatami w kolejnych wcieleniach i pokoleniach. Ale tym razem pomyliła się, bo margrabina Miranda wyprzedziła ją w moim łożu, uwiodła mnie, udając jedną z służek.

– Lady Miranda, twoja matka?

– Nie nazywaj jej tak. Chciała zabezpieczyć się przed moją mocą i tym samym uniemożliwiła to czarownicy, występującej wówczas pod postacią lady Berengarii. Ale ostatecznie również się pomyliła i zapłaciła wysoką cenę. Bo ta odporność na magię czerpaną z mocy danego mężczyzny po śmierci pierwszej, szlachetnie urodzonej kochanki, przechodzi na kolejną. W tym wypadku na Berengarię, czyli czarownicę. Reszty sam się domyśl. Margrabina poległa w bitwie stojąc na czele własnych wojsk, bo atakowała magią pewna, że nie zdołamy się oprzeć, ani ja, ani Berenika. I wtedy wiedźma wbiła jej sztylet w plecy, wiem to od kogoś, komu wierzę i kto zapłacił życiem za przekazanie tej wiadomości. A potem już sama, udając Berenikę i posiadając odporność na nasze czary, wygrała bitwę i przejęła armię, udowadniając wszystkim, że nasza prawdziwa pani to nie posiadająca zdolności magicznych uzurpatorka. Uwięziła ją, mnie udało się uciec i przybyłem do Złotej Bramy głosząc fałszywe wieści o zwycięstwie. Resztę znasz.

– Panie Pierwszy, twoje groźby niewiele mnie obchodzą, potrafię jednak wykazać się brakiem skrupułów równym twojemu. Skoro twierdzisz, że ta rzekoma wiedźma i tak ma zamiar zabić prawdziwą jakoby Berenikę i wtedy odporność na moją moc przejdzie na kolejną panią szlachetnej krwi z którą…

– Z którą zległeś w łożu i oddawałeś moc. A ile ich było, Lucjuszu? Myślę, że odwiedziły cię wszystkie żony, siostry i córki wodzów klanów, które tu zjechały. I chcesz, by wiedźma zabiła je co do jednej? Łącznie z Aurorą, bo ona też stoi jej na drodze?

Lucjusz przynajmniej wyglądał na zakłopotanego i unikał wzroku dziewczyny.

– Tego nie zdoła uczynić. – kontynuował Marcus. – Władających mocą kobiet z Ludu Północy, z którymi zdążyłeś zlegnąć, jest po prostu zbyt wiele. Nawet wiedźma nie potrafi ich wszystkich dopaść, nie tutaj i nie szybko. Kilka z nich odesłaliśmy już do rodzinnych klanów. – Wzrokiem nakazał Aurorze milczenie, licząc, że Lucjusz nie rozpozna kłamstwa. – Nie sądzę, by chciała ryzykować i zabije raczej ciebie. Mnie samego próbowała przynajmniej dwukrotnie, gdy już zorientowała się, że znam zaklęcia mocy i zanim dowiedziała się, która ze szlachetnych pań jako pierwsza wślizgnęła się do mojego łoża. Uratował mnie koń… dwa konie. A tutaj, na śnieżnych pustkowiach, znajdzie doskonałą okazję, zrzucając winę na dzikich barbarzyńców.

– Cóż więc proponujesz, panie Pierwszy?

– Jeszcze tej nocy opuścimy gród, by nie wzbudzać zbędnego zamieszania. Udamy się do obozowiska wiedźmy w miejscu, które wskazała w liście. To zresztą to samo miejsce, w którym sami kiedyś obozowaliśmy. Zachowam w tajemnicy twoje nowe umiejętności. Ona z pewnością zechce zaczerpnąć mocy, raczej prędzej niż później. Wtedy uderzysz, najlepiej żywiołem ognia. To szybki i skuteczny sposób, którym chętnie posługuje się sama wiedźma, widziałem to kilka razy. A ty potrafisz to uczynić. – Nie dodał, że on również użył już mocy ognia w identycznym celu i z przerażającym skutkiem. – Następnie uwolnimy prawdziwą Berenikę, którą wiedźma zabrała ze sobą. Powrócimy wszyscy razem do Złotej Bramy i nasza pani zajmie należne sobie miejsce. A ty zyskasz jej wdzięczność, jeżeli ci na tym zależy. A przynajmniej możliwość wygodnego życia, na którym z pewnością musi ci zależeć. W przeciwnym razie zginiesz, bo gdy tylko wyda się twoja tajemnica, okażesz się zbyt niebezpieczny.

Nie dodał, że pewnie przyjdzie pozbawić życia większość, jeśli nie wszystkich członków orszaku wiedźmy, zabrała przecież ze sobą najbardziej zaufanych, ale pan Trzeci nie musiał znać zbyt wielu nieprzyjemnych szczegółów. Ważne, żeby zrobił, co do niego należy.

– Zdaje się, że nie mam innego wyjścia.

– Nie masz, obydwaj nie mamy. Tak czy inaczej, tutaj zostać nie możemy, bo sprowokujemy tylko atak na gród i kolejną bitwę. Wybacz szczerość Lucjuszu, ale dysponując jedynie twoją mocą ani Aurora, ani pozostałe tu jeszcze kobiety Ludu Północy nie zdołają odeprzeć wiedźmy.

– Kiedy chcesz ruszać?

– Gdy większość ludzi w grodzie zaśnie. Tymczasem przygotujemy się do drogi, mamy w końcu środek zimy, a moc musimy oszczędzać.

– W takim razie, udam się teraz do swojej kwatery. Potrzebuję ubrań i zapasów.

– O nie, Lucjuszu. Zostaniemy obydwaj tutaj. Marta dostarczy nam wszystkiego, czego możemy potrzebować.

Spojrzał na Aurorę, która potwierdziła słowa Marcusa skinieniem głowy.

– Wybacz, Lucjuszu, że zmuszamy cię do czegoś takiego. Wybacz, że wzięłam w tym udział. Ale nie widzę innego sposobu, ona zabiła mojego ojca i od pokoleń najeżdżała nasze ziemie. Szukała wiedzy oraz mocy i będzie czynić tak dalej, jeżeli ktoś jej nie powstrzyma. A tylko ty masz teraz szansę.

– Nie dajecie mi wyboru, Szlachetna Pani i ty, panie Pierwszy. Zrobię to, co będę musiał. Ale nie zostaniemy przyjaciółmi.

65

Aurora udała się na poszukiwanie Marty, by zlecić jej przygotowanie ubrań i zapasów. Następnie odczekali jakiś czas w ponurym milczeniu, wszystko zostało już powiedziane. Odgłosy wieczornego życia dworzyszcza zaczęły wreszcie zamierać, pojawiła się gospodyni z wiadomością, iż wszystko, co potrzebne, zgromadziła ukradkiem w stajni. Aurora pochwaliła tę przezorność i razem z Martą ruszyła przodem, by odprawić ewentualnych, wałęsających się po nocy mieszkańców grodu. Marcus wolał nie odstępować Lucjusza, wszystko odbyło się jednak bez kłopotów. Stajnie zastali puste i sami musieli przygotować konie. Chłopak uwinął się szybko z wiernym Demonem, panu Trzeciemu zajęło to więcej czasu. Podczas gdy krążył wśród boksów w poszukiwaniu wierzchowca, Marcus raz jeszcze zagadnął Aurorę.

– Jeżeli plan się nie powiedzie, jeżeli wiedźma zaatakuje gród… Pamiętaj o tym, co obiecałaś.

– To niełatwe, moi ludzie…

– Nasz syn musi przetrwać, to najważniejsze ze wszystkiego. Pomyśl, że stanie się wówczas największą nadzieją wszystkich Ludzi Północy. Jeżeli przeżyje…

– Wiem o tym i zrobię wszystko, by go ochronić. Ale to niełatwe… A nawet, jeżeli wam się uda, co uczyni Berenika, nowa księżna Siedmiu Bram, gdy dowie się o wszystkim?

– O wielu rzeczach już wie, przekonam ją. Ona nie chce tej wiecznej wojny z Ludem Północy.

– Zobaczymy, Marcusie… Uważaj na siebie, trzymaj moc w pogotowiu, nie ufam do końca Lucjuszowi.

W odpowiedzi potrafił tylko objąć i przytulić dziewczynę. Przerwał im pan Trzeci, prowadząc osiodłanego wreszcie konia. Odziali się w zgromadzoną przez Martę zimową odzież, rozmieścili w sakwach różnorodne i obfite wiktuały.

– Nie potrzebujemy aż tyle…

– Nikt nie powie, że panienka Aurora wypuściła gości w środku zimy bez zapasów na drogę. – Marta ucięła dyskusję w zarodku. – Zimy mamy tu ciężkie, a wasze zadanie nie jest łatwe. Niech was Dobrzy Bogowie wspierają, paniczu Marcusie. I ciebie również, Lucjuszu.

Pan Trzeci burknął niezrozumiale coś, co przy odrobinie dobrej woli można by uznać za podziękowanie. Marcus nie znalazł słów i tylko uścisnął dłonie gospodyni. Marta sprawdziła, czy droga wolna, Aurora osobiście odprowadziła ich do bocznej furty, przy której strażował któryś z najbardziej zaufanych wojowników. Nie zadając pytań, uchylił odrzwia.

Ciemna, bezksiężycowa noc sprzyjała ukradkowemu odjazdowi, chłopak sięgnął zresztą po żywioły powietrza, by ukryć siebie i Lucjusza za zasłoną podniesionych lekkim wiatrem płatków śniegu. Wszystko przebiegło bez kłopotów i wkrótce zagłębili się w leśną gęstwinę. Pamiętając przestrogi Aurory, Marcus utrzymywał moc w gotowości i natychmiast wyczuł, gdy pan Trzeci sięgnął po żywioł ognia. Alarm okazał się fałszywy, towarzysz podróży ogrzał tylko niewielką bańkę otaczającego ich powietrza.

– Zostaw to, Lucjuszu.

– Jest bardzo zimno.

– Ja się tym zajmę. Pilnujmy się już teraz, by wiedźma nie wyczuła użycia przez ciebie mocy. O mnie i tak już wie. I jeszcze jedno… Zabrało ci to trochę zbyt wiele czasu, musisz szybciej rzucać czary, jeżeli chcesz ją zaskoczyć.

– Postaram się – burknął pan Trzeci. – Teraz i tak już za późno, by ćwiczyć. Uważaj na drogę, ja z pewnością pogubiłbym się w tych ciemnościach.

Na tym zakończyli rozmowę i podążali dalej w milczeniu. Marcus przebył szlak ku polanie z samotnym dębem już kilka razy i orientował się w terenie całkiem dobrze. Lucjusz nie próbował sięgać po moc.

Na miejsce dotarli wkrótce po świcie i mogli dokładnie przyjrzeć się obozowisku, rozbitemu na wolnej od zarośli przestrzeni rozległej polany, z dala jednak od pamiętnego dębu. Tak jak się spodziewał, wiedźma przybyła z niewielkim orszakiem. Doliczył się jedenastu namiotów, z których żaden nie wyróżniał się rozmiarami. Do tego kilka prowizorycznie skleconych, chroniących przed wiatrem osłon dla zwierząt. Obóz otaczała zresztą bariera żywiołów, tworząc bańkę nieco cieplejszego powietrza. Pomimo wczesnej pory pomiędzy namiotami poruszały się ludzkie sylwetki, niektóre spośród nich wpatrywały się w krawędź lasu, gdzie pod osłoną ostatnich drzew zatrzymali się przybysze. Marcus zrozumiał, że zostali wykryci, zapewne skutkiem używania przezeń mocy. Nie przejął się tym, to już nie miało znaczenia. Ruszył naprzód, pociągając za sobą Lucjusza i rezygnując z osłony. Pomimo dostarczonych przez Martę ubrań natychmiast odczuł przenikliwy chłód mroźnego poranka.

Centralną osobą oczekującej ich grupki okazała się, oczywiście, wiedźma. Poczuł ukłucie w sercu, przybrała przecież postać jego ukochanej Bereniki. Nawet bezkształtne i grube zimowe futro nie potrafiło odebrać naturalnego, czy w tym wypadku udawanego, wdzięku nowej pani Siedmiu Bram. Przypomniał sobie, że przecież Berenika jest w zaawansowanej ciąży, a wiedźma musi symulować również i ten stan. W czym obszerne futro znakomicie pomagało. Złudzenie spotkania z Bereniką prysło, gdy stanęli przed obliczem księżnej.

Ponieważ witała ich stojąc, zgodnie z etykietą Lucjusz natychmiast zeskoczył z konia i pochylając głowę przyklęknął w śniegu na jedno kolano. Marcus z opóźnieniem poszedł w ślady towarzysza, nie należało zapominać o dobrych manierach, a odegranie stosownego przedstawienia nie leżało przecież tylko w interesie samej wiedźmy.

– Sir Marcusie, sir Lucjuszu! Z radością widzę moich ukochanych, prawowitych małżonków, uwolnionych z rąk barbarzyńskich dzikusów. Wybaczcie, że wasza niewola trwała aż tak długo. Dokładałam wszelkich starań, by was oswobodzić i w tym celu osobiście przybyłam na te pustkowia. Wasz widok w dobrym zdrowiu wynagradza wszelkie trudy. Witajcie w ramionach stęsknionej i kochającej żony. – Postąpiła kilka kroków, chłopak wyczuł, że utrzymuje moc w gotowości

– Szlachetna pani, my również radujemy się powrotem na twój dwór, a okazana troska przepełnia nas wdzięcznością. – Lucjusz z zapałem ucałował podaną sobie dłoń rzekomej Bereniki.

– Witaj, dostojna księżno. – Marcus nie zdobył się na bardziej wylewne słowa i pospiesznie musnął wargami obleczone w skórzaną rękawiczkę palce.

– Powstańcie, moi panowie. – Pani Siedmiu Bram podniosła Lucjusza z kolan, Marcus dźwignął się samodzielnie. – Dość już tych ceremonii, które i tak nie potrafią oddać przepełniającego mnie szczęścia. Macie za sobą ciężkie przeżycia i długą drogę. W tej dziczy nie mogę zaoferować wam wygód należnych szlachetnie urodzonym panom, za co raz jeszcze proszę o wybaczenie. Tym niemniej, chcę okazać moją radość w sposób, który powinniście docenić. Zapraszam na śniadanie, a słudzy przygotują tymczasem kąpiel.

– Kąpiel, szlachetna pani? – Marcus nie potrafił ukryć zdziwienia.

– Oczywiście, przecież nie możemy rezygnować z podstawowych wygód. Nie zapominajcie, że wasza pani i małżonka jest nie tylko władczynią księstwa, ale również mistrzynią magicznej mocy. Wyczekującą od dawna waszego powrotu i  pragnącą uprzyjemnić to szczęśliwe spotkanie. Kąpiel z pewnością nie zaszkodzi.

„A więc to tak… Cóż, balia z wodą nie powinna powstrzymać żywiołu ognia. Jeżeli Lucjusz zrobi to, co do niego należy.”

Przy wejściu do namiotu oczekiwał odrobinę speszony, młody chłopak, którego twarz wydała się Marcusowi znajoma. Przerażająco znajoma i przywołująca najgorsze wspomnienia.

– Panowie, pozwólcie że przedstawię wam sir Olgierda, dawniej z Głębokich Ostępów, obecnie z Siedmiu Bram. Mojego drugiego małżonka. Sir Olgierdzie, oto twoi bracia i towarzysze, sir Marcus niegdyś z Międzyrzecza oraz sir Lucjusz z Wysokiego Lasu, panowie Pierwszy i Trzeci. To w celu ich uwolnienia podjęliśmy wszyscy tę trudną podróż. Oczywiście, zapraszam na śniadanie również i ciebie.

Podczas gdy Lucjusz i Olgierd wymienili kilka niezobowiązujących grzeczności, Marcus obsesyjnie wpatrywał się w postać pana Drugiego. Czy poza zewnętrznym podobieństwem chłopak przejął chorobliwe upodobania wuja? Czy wiedźma spróbuje je odnaleźć, rozwinąć i wykorzystać? Czy już podjęła takie próby i czy sir Olgierd zdoła się im oprzeć?

Otrząsnął się z podobnych rozważań, nie czas na to. Miał nadzieję, że młodzieniec, sprawiający zresztą sympatyczne wrażenie, nie zdążył wstąpić na ścieżkę, którą podążał sir Oswald. Jeżeli powiedzie się planowany zamach, prawdziwa Berenika nigdy nie sięgnie po takie metody i sir Olgierd zostanie uratowany. – „Jestem niesprawiedliwy.” – Skarcił się w duchu. – „Przecież nie mogę obwiniać tego chłopaka o zbrodnie wuja, najpewniej nie ma zwyrodniałych upodobań i tak czy inaczej, oparłby się podobnym próbom wiedźmy, która poszukałaby innego sposobu pobudzania żądzy”. – Tym niemniej, twarz pana Drugiego budziła najgorsze skojarzenia.

Śniadanie okazało się nadspodziewanie obfite, wykwintnie i wytwornie podane. Księżna towarzyszyła im przez chwilę, jedząc niewiele i tłumacząc się z uśmiechem swoim stanem. Pozbyła się wierzchniego futra, pod którym ukazały się jednak kolejne warstwy grubej odzieży. Wreszcie przeprosiła współbiesiadników, oświadczając, że musi dopilnować przygotowania obiecanej kąpieli. Oczywiście, tylko ona była w stanie wytopić i ogrzać przy użyciu magii odpowiednią ilość wody. Każdy niezorientowany rozmówca uznałby jednak zapewne, że to elegancki wykręt, pozwalający ukryć i uporać się na osobności z dolegliwościami ciąży. Doprawdy, musiała posiadać duże doświadczenie w tego typu sprawach.

Pomimo pewnych wysiłków sir Olgierda rozmowa toczyła się opornie, każdy z niedobranych towarzyszy miał własne powody, by oddawać się nieprzyjemnym myślom. Ponura twarz Lucjusza ujawniała rosnące zdenerwowanie. Może wiedźma uzna to za wyraz niepokoju spowodowanego niepewnością przyjęcia po samowolnej ucieczce z zamku? Z ulgą doczekali się przybycia trzech służek, które oznajmiły, iż kąpiel jest już gotowa i oczekuje na wszystkich szlachetnie urodzonych panów. A więc księżna zabrała ze sobą jakieś kobiety. Oczywiście, przecież ktoś musiał zajmować się pozostającą w rzeczywistej ciąży Bereniką, a może również i Sudrun. Żadnej z nich dotąd nie zauważył, nie zostały również wspomniane w rozmowie. Musiały przebywać w którymś z namiotów. – „Ciekawe, czy nie czekają tu gdzieś również sir Adrian oraz ci dwaj, sir Waldemar i sir Roger? Wyruszając w taką misję wiedźma musiała zabezpieczyć sobie dostęp do jak największej liczby źródeł mocy.”

Dał się zaprowadzić do jednego z namiotów, którego podłogę wyłożono drewnem, a w którym królowała dużych rozmiarów balia z parującą wodą. Służka pomogła Marcusowi pozbyć się ubrania, po czym rozsiadł się wygodnie i pozwolił wyszorować sobie barki oraz plecy… Prawdę mówiąc, nie tylko barki i plecy, dziewczyna wykazała się bowiem dużą zręcznością, a także znajomością męskiej anatomii. Przypominało to jako żywo dawne czasy na zamku Margrabiny i chłopak pomyślał, że kąpiel może dostarczać różnego rodzaju przyjemności. Zdawał sobie sprawę, że jest przygotowywany na szczególne spotkanie z wiedźmą, która z pewnością zechce skorzystać z jego mocy. Z mocy wszystkich, oficjalnie posiadanych małżonków. A więc i z mocy Lucjusza, a zapewne również Olgierda. Którego z nich wybierze jako pierwszego? Wytężył magiczne zmysły, poszukując śladów użycia żywiołów. Niczego szczególnego jednak nie wyczuł, może tylko niewielkie drgnięcia splotów ognia i powietrza. Zbyt słabe, by mogło chodzić o poważny atak i związane raczej z osłoną i utrzymywaniem odpowiedniej temperatury wewnątrz obozowiska. Czy Lucjusz nie znalazł okazji, nie znalazł odwagi, a może wycofał się z realizacji ułożonego planu? Niepokój sprawiał, iż wysiłki dziewczyny nie dawały zadowalających rezultatów. Zdesperowana pochyliła się i wzięła w usta ledwie sterczącego penisa.

– Nie trzeba, zostaw. – Spróbował łagodnie odsunąć jej głowę.

– Proszę, panie. Dostojna Pani będzie niezadowolona. Proszę…

Ponownie zacisnęła wargi na fallusie, język podjął rozkoszny taniec, dołączyła ssanie oraz delikatne podgryzanie prącia… Czemuś takiemu nie potrafił się oprzeć i nawet odczuwany niepokój nie przeszkodził w narodzinach gorącego żaru w trzewiach. Penis nabrzmiał i stwardniał w ustach służki, gotowy do wykonania swego zadania. Dziewczyna znała się jednak na rzeczy i wiedziała, na czym polegają jej obowiązki. Uwolniła przyrodzenie Marcusa i powróciła do szorowania pleców chłopaka, od czasu do czasu dotykając dłonią fallusa i utrzymując go tym samym we właściwym stanie.

Poła namiotu odchyliła się i w wejściu stanęła owinięta futrem Berenika… Oczywiście, musiała to być wiedźma. Pojawiła się boso, co w absurdalny sposób przywiodło myśli chłopaka do pytania, czy posłużyła się odrobiną magii, by ogrzewać stopy podczas marszu po śniegu. Niczego takiego nie wyczuł, ale przecież przed chwilą był bardzo zajęty…

Pani Siedmiu Bram władczym ruchem wolnej ręki odprawiła służkę.

– Wiesz, co macie zrobić. Niech czekają w pogotowiu.

Po wyjściu dziewczyny odstawiła trzymaną w prawej dłoni szkatułkę i zrzuciła futro. Kształty księżnej wydały się nieco zaokrąglone, mogło to uchodzić za niezbyt uciążliwą ciążę, zapewne wiedźma nie zamierzała narażać się na zbędne niewygody oraz ograniczać własną swobodę ruchów. Przez lata zdobyła w tych sprawach duże doświadczenie…

Lady Berengaria dostrzegła badawcze spojrzenie chłopaka.

– Mam nadzieję, że nadal budzę twoje pożądanie, sir Marcusie, nawet wtedy, gdy cieszę się błogosławieństwem Dobrej Bogini – rzekła z uśmiechem.

– Przede mną nie musisz odgrywać komedii.

– Oczywiście. W takim razie przyznam, że ostatnimi czasy pozwalałam sobie na pewne pofolgowanie szkodliwym upodobaniom kulinarnym. To jedna z niewielu korzyści płynących z podobnych sytuacji. Mam nadzieję, że śniadanie przypadło ci do gustu?

– Co z prawdziwą Bereniką?

– Ma się dobrze, chociaż przechodzi ciążę znacznie trudniej. Taki już los przeznaczyła swoim wybrankom Dobra Bogini. Może to sprawiedliwa zapłata za wszelkie inne przewagi, którymi nas obdarzyła?

– Jeżeli tak, to ty oszukujesz Boginię już od bardzo dawna.

– W końcu obdarzyła mnie również rozumem. Ale w tej chwili najważniejsza wydaje się inna z tych przewag. – Spojrzała znacząco na nadal sterczącego fallusa, który zdradziecko wynurzał się z wody. – Sylwia zrobiła, co do niej należało, teraz twoja kolej, sir Marcusie. Bogini zadbała także o to, by zesłać na was tę słabość, zesłać niemożność oparcia się naturalnym instynktom, nawet jeżeli oznacza to oddanie mocy i władzy. My natomiast, jej wybranki, przejmujemy tę moc oraz władzę w sposób jak najbardziej z tymi instynktami zgodny. I nie bez przyjemności, której zresztą nie odmawiam również tobie, sir Marcusie.

A więc to jednak on sam miał usłużyć wiedźmie jako pierwszy, może dlatego, że uchodził za najlepszego dawcę magicznej siły. Cóż, nie powinno to zrobić większej różnicy. Nie tracąc czasu księżna wsunęła się do balii, obejmując udami biodra Marcusa. Penis nadal wykazywał twardość, bardziej nawet zdecydowanie niż uprzednio, potwierdzając tym samym prawdziwość szyderstw pani Siedmiu Bram. Pochyliła się i pocałowała chłopaka w usta.

– To nie musi być nieprzyjemne… przecież wiesz. Zdążyłam cię poznać i postaram się dać ci rozkosz, jak przystało na dobrą panią i małżonkę.

Poprawiła dosiad i pomagając sobie dłonią umieściła fallusa wewnątrz własnego miejsca rozkoszy, ciepłego i wilgotnego. Ponownie wycisnęła pocałunek i wykorzystując okazję uchwyciła uszy Marcusa.

– Ruszaj, mój pierwszy małżonku!

Poparła rozkaz ciągnąc w dół głowę towarzysza, spienione mydliny przykryły usta. Parsknął przez nos i usiłował się unieść, co jednak uniemożliwiły niewygodna pozycja oraz dosiad Lady Berengarii. Ukarała krnąbrnego wierzchowca szarpiąc go za uszy i ochlapując twarz. Równocześnie uniosła biodra i opadła zdecydowanie na przyrodzenie chłopaka. Oczekujący gdzieś w głębi wulkan drgnął natychmiast i lawa podjęła wędrówkę ku naturalnemu ujściu. Nie potrafił się temu oprzeć, nawet wtedy, gdy wiedział, że oddaje w ten sposób moc i wzmacnia tylko potęgę wiedźmy. Naturalny instynkt i odczuwana rozkosz okazały się silniejsze. Kolejne szarpnięcie za uszy okazało się w istocie niepotrzebne, sam podjął galopadę poszukując wzmocnienia tej rozkoszy. Księżna dostosowała własne ruchy bioder, nie zanurzała już ponownie głowy chłopaka, pozwalając, by woda pozostawała tuż poniżej linii ust. Nie zamierzała też zwlekać czy przedłużać aktu. Zgodnie z obietnicą, nie odmówiła Marcusowi rozkoszy, o własną mniej może dbała, a może przyjęcie mocy i tak stanowiło rozkosz najwyższą? Oczywiście, nie wytrzymał zbyt długo. Lawa jak zawsze trysnęła obfitym strumieniem, nieporównywalne z niczym uczucie spełnienia i uwolnienia połączyło się z wrażeniem ssania, by przejść wkrótce w znajomą słabość. Wiedźma pocałowała raz jeszcze usta chłopaka i powstała z wanny. Obraz jej ociekającego wodą ciała musiał działać na zmysły mężczyzny, nieważne, szlachetnie czy też pospolicie urodzonego. Bezsilnie przymknął oczy.

– Sir Marcusie, pierwszy małżonku księżnej Bereniki z Siedmiu Bram, ułożyłeś w istocie zdradziecki plan. Mogłabym go nawet podziwiać, chociaż wymierzony został przeciwko mnie samej. Mogłabym, gdyby się powiódł.

Drgnął i otworzył oczy. Wiedźma unieruchomiła chłopaka splotem powietrza. Wyczuł ten splot, rozpoznał sposób użycia żywiołu, ale nie potrafił się przeciwstawić. Moc nie zadziałała. Zorientował się też, że księżna użyła odrobiny świeżo pozyskanej siły do ponownego podgrzania powietrza w obrębie obozowiska.

– Popełniłeś zasadniczy błąd, źle wybrałeś głównego wykonawcę. Sir Lucjusz to uroczy, dobrze wychowany młodzieniec, prawdziwy szlachetnie urodzony pan. Jest jednak słaby, podobnie jak wszyscy błękitnokrwiści panowie. Czyż o tym właśnie nie mówiłam? Dobra Bogini w naturalny sposób stworzyła nas do posługiwania się mocą i sprawowania władzy. Wam dała wprawdzie zdolność zbierania tej mocy, po to jednak tylko, by wyostrzyć nasze własne talenty w wynajdywaniu sposobów jej przejmowania i tym samym zapewnić przewagę najinteligentniejszym oraz najbardziej… zmysłowym paniom szlachetnej krwi.

– A także najbardziej bezwzględnym i okrutnym. Istotnie, potrafisz jak nikt inny wykrywać oraz wykorzystywać cudze słabości. Co się stało i co zrobiłaś z Lucjuszem?

– Ach, od samego początku okazywał zadziwiająco wielki niepokój i niepewność, niczym młodzieniec przed pierwszym spotkaniem damy w sypialni. Zamierzałam ośmielić Lucjusza kilkoma miłymi gestami, okazaniem życzliwości. I wtedy wyznał mi wszystko. O tym, jak go uprowadziłeś, jak oddałeś tym  barbarzyńskim dziewkom, jak Aurora przekazała mu wiedzę o magii oraz o tym, co naopowiadałeś na mój temat i jak nakazałeś zaatakować mnie ogniem, strasząc, że w przeciwnym razie pozbawię go życia. Potem unieszkodliwiłam tego uroczego chłopca.

– Zabiłaś sir Lucjusza?

– Och nie, unieszkodliwiłam. Domyśl się, w jaki sposób.

– To nie wystarczy na długo. Odrodzi moc i zna sposoby jej użycia.

– Potrzebowałby jeszcze woli i siły. A tych mu brakuje. Uczyniłeś Lucjuszowi wielką krzywdę, wciągając w swoje plany i ucząc sposobów rzucania czarów. Bo to przecież ty namówiłeś do tego tę całą barbarzyńską księżniczkę.

Milczał, zdruzgotany upadkiem własnych planów.

– On niczego bardziej nie pragnie, niż pozbyć się tej niechcianej wiedzy – kontynuowała wiedźma. – Ale to niemożliwe, a pomimo całej dobrej woli pana Trzeciego muszę mieć pewność. Sam rozumiesz, nie mogę ryzykować.

– Skoro jeszcze go nie zabiłaś…

– To byłaby duża strata, postaram się sięgnąć po inne metody. Podobnie, jak w twoim własnym przypadku.

– Wtedy wystarczyło zabić margrabinę, która zresztą sama zasłużyła na swój los. Obecnie nie zdołasz tego powtórzyć, zbyt wiele kobiet z Ludu Północy stoi ci na drodze. A Lucjusz to głupiec, prędzej czy później przypłaci życiem swoją naiwność i zbyt szczere wyznania.

– Raczej twoje nieudolne intrygi, panie Pierwszy. Zdajesz niezbyt przejmować się śmiercią nieodżałowanej lady Mirandy? Może i masz swoje powody. A tych kobiet z Ludu Północy owszem, jest sporo, ale akurat wszystkie mam pod ręką, w grodzie Aurory. Ona sama też do nich zresztą należy.

– Część z nich wyprawiliśmy do domów na wiadomość o twoim przyjeździe.

– Przeceniasz własny spryt, panie Pierwszy. A przy tym nie doceniasz sir Lucjusza. Owszem, tak mu powiedziałeś, ale to nieprawda. Przekonał się o tym dziś w nocy, w stajni. Stały tam wszystkie ich wierzchowce i widział je podczas waszych przygotowań do odjazdu. Chyba nie wyruszyły pieszo? Lucjusz też ma oko do koni, ta spostrzegawczość uratowała mu teraz życie, chociaż może jeszcze o tym nie wie. Wolę zabić tamte kobiety niż jego, tym bardziej, że Dobra Bogini mogła akurat na chwilę odwrócić łaskawe spojrzenie od Królestwa i sprawić, że noszą w łonach dzieci pana Trzeciego. A może również i twoje, zwłaszcza Aurora? To niebezpieczeństwo też muszę wyeliminować.

– Nie zdołasz tego uczynić.

– Z pewnością spróbuję. I to natychmiast. Wybacz, długie rozmowy z wartymi tego rozmówcami to moja słabość. Słabość, która kilkakrotnie okazała się już szkodliwa. Dokończymy naszą pogawędkę później.

– Lubisz popisywać się swoją przewrotnością.

– Może i tak, bo nieczęsto miewam okazje, by ujawnić komuś moje osiągnięcia. Ale teraz naprawdę powinnam wyciągnąć naukę z własnych błędów. Na koniec ofiaruję ci jeszcze możliwość ujrzenia, w jaki sposób pani Siedmiu Bram gromadzi oręż i zbroi  się na ważną rozprawę.

– Nie mam na to ochoty i nie działają na mnie takie widoki.

– To się dopiero okaże. A przynajmniej docenisz może, że pomimo braku czasu potraktowałam cię w sposób szczególny. Pozostań tymczasem w wannie.

Księżna, nadal naga, uchyliła połę namiotu i wezwała kogoś ruchem ręki. Do środka wkroczyli kolejno sir Olgierd, sir Adrian, a także, co wcale nie zdziwiło Marcusa, sir Waldemar z Samotnej Wieży i sir Roger z Zachodnich Rozstajów. Sir Olgierd oraz obydwaj dawni małżonkowie Lady Berengarii owinięci w futrzane opończe, sir Adrian przeciwnie, bosy, nagi i skuty łańcuchami. Pojawiło się też kilka służek oraz gwardzistka Olga. Te pierwsze w szatach mogących pobudzać pożądanie mężczyzn, ta ostatnia odziana w strój odpowiadający upodobaniom dawnego pana Trzeciego, również zresztą skutecznie drażniący zmysły. W dłoni dzierżyła bicz.

– Oczekuję waszych usług, moi panowie. A wy, utrzymajcie ich w gotowości – zadysponowała rzekoma Berenika.

Opadła na kolana, podparła się dłońmi. Jako pierwszy wykonał swój obowiązek sir Olgierd. Zajął właściwe miejsce za plecami wiedźmy i korzystając z wprawnej pomocy jej dłoni wszedł sterczącym dumnie penisem. Poruszał się szybko, a księżna nie próbowała przedłużać zbliżenia. Pan Drugi też nie starał się niczego przeciągać. Wytrysnął  i oddał moc z przeciągłym jękiem, by po chwili osunąć się bezwładnie na deski podłogi. Osłabienie dawcy mocy dopadło i jego. Nie zmieniając pozycji, wiedźma przyzwała kolejno sir Waldemara i sir Rogera. Tym razem trwało to dłużej, obydwaj nie byli już młodzieńcami. Przez chwilę wydawało się, że sir Roger nie zdoła stanąć na wysokości zadania, co napełniło Marcusa złośliwym zadowoleniem. Ostatecznie jednak i on wytrysnął ze słyszalnym jękiem ulgi. Jeszcze większa ulga odmalowała się na twarzy jednej z służek. Najprawdopodobniej to ona odpowiadała za gotowość pana szlachetnej krwi.

Wreszcie przyszła kolej na sir Adriana. Tym razem księżna powstała z kolan, podczas gdy dawny pan Trzeci przeciwnie, opadł na nie, popchnięty przez Olgę. Na skinienie księżnej gwardzistka smagnęła starego arystokratę biczem, zmuszając, by legł na podłodze. Nie było to jakieś szczególnie silne czy złośliwe uderzenie, miało raczej podziałać na emocje sir Adriana. Czy istotnie podziałało, trudno było w tej pozycji ocenić.

Lady Berengaria odepchnęła byłego czy może nadal aktualnego małżonka.

– Odwróć go na plecy! – rozkazała Oldze.

Ta, w sposób bardziej tym razem zdecydowany, wykonała polecenie wpierając w bok arystokraty obutą stopę. Zabiegi te okazały się o tyle skuteczne, że penis sir Adriana ukazał się teraz w pobudzonej postaci. Księżna skonstatowała to z zadowoleniem i bez zwłoki opadła na biodra pana Trzeciego.

– Ruszaj do galopu!

Nie czekając na wykonanie rozkazu, sama zaczęła ujeżdżać wierzchowca. Nie do końca zadowolona z efektów, skinęła na Olgę, która smagnęła biczem stopy sir Adriana. Wyraźnie podskoczył z głośnym jękiem, ale pożądanych efektów nadal to nie przyniosło. Być może postać jego własnej córki, przybrana przez wiedźmę, stanowiła jednak przeszkodę.

– Jeszcze raz! – poleciła wiedźma. – Nie mam czasu na strojenie się, takie czy inne, więc bicz musi wystarczyć.

– Dostojna Pani, jeśli pozwolisz… Przyszedł mi do głowy lepszy pomysł. – Gwardzistka ośmieliła się zaoponować.

– Rób co uważasz, byle wreszcie oddał moc.

Olga wsparła podeszwę wysokiego buta na gardle arystokraty, rzemieniem biczyska drażniła twarz. Po chwili wsunęła w usta sir Adriana wąski, metalicznie zakończony obcas. Marcusa nie zdziwiło szczególnie, że posłusznie i bez oporu rozsunął wargi, a następnie zdawał się ssać narzędzie swego zniewolenia i upokorzenia.

– Masz natychmiast usłużyć naszej pani, najdostojniejszej księżnej Siedmiu Bram! Natychmiast, nędzny sługo!

Sir Adrian przymknął oczy i wykonał chyba zadanie, bo na twarzy wiedźmy pojawił się wyraz zadowolenia.

Po chwili powstała z podłogi, a Olga cofnęła stopę z twarzy pana Trzeciego.

– Wybacz mi, Bereniko, wybacz mi Berengario – wyszeptał ledwie słyszalnie.

– Dziękuję wam, moi panowie. Każdy z was uczynił to, co do was należało, na miarę swoich możliwości. I nie zapominajmy o sir Lucjuszu. Wybaczcie mi teraz, oczekują mnie sprawy nie cierpiące zwłoki. Ach, jeszcze pewien drobiazg. Powstańcie, proszę.

Sir Olgierd uczynił to już wcześniej, obecnie dołączyli doń wyraźnie wyczerpani i nadal osłabieni sir Roger oraz sir Waldemar. Wiedźma uwolniła też Marcusa, by wygramolił się z balii. Skutemu sir Adrianowi pomogła Olga.

Księżna sięgnęła po przyniesioną do namiotu szkatułkę i wydobyła z niej ochraniacz.

– Ty pierwszy, sir Marcusie.

Zdążył się już odzwyczaić, jakie to uczucie. Odzwyczaił się, ale nie zapomniał. Wiedźma szybko mu przypomniała, sprawnie nakładając znienawidzone pierścienie. A jednak, tym razem pojawił się pewien nowy szczegół. Rozpoznał sploty, których użyła! Rozpoznał i potrafiłby zapewne powtórzyć sztukę ich zasupłania! Cóż z tego jednak, skoro jego moc nie działała wobec czarów Lady Berengarii. Ona sama w żaden sposób nie ujawniła, że jest świadoma nowej wiedzy Marcusa, może nie zdawała sobie z niej sprawy? Nie zwlekając, zajęła się kolejno sir Olgierdem oraz dawnymi małżonkami, zostawiając na koniec sir Adriana. Po chwili wszyscy nosili już swoje obręcze, a Marcus również i teraz rozpoznał zastosowane sploty.

– Zajmijcie się szlachetnie urodzonymi panami i zapewnijcie im wszelkie wygody, dostępne na tych pustkowiach. – Księżna wydała rozkazy służkom. – Ja wyruszam przeciwko barbarzyńcom. Spodziewam się, że skończę z nimi przed zmierzchem. Panowie, życzcie mi zwycięstwa i oczekujcie rychłego powrotu.

Otuliła się futrem i zabierając pustą zapewne szkatułkę opuściła namiot, a Marcus przeklął w duchu zarówno swoją nieskuteczną moc, jak i jeszcze bardziej bezużyteczną wiedzę, która w niczym nie mogła pomóc ani jemu samemu, ani tym, których kocha.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Kolejne rozdziały “Nowego świata czarownic” – i kolejne starcie Marcusa ze starą wiedźmą. Nasz młody bohater powinien już całkiem nieźle grać w tą grę – a jednak znów popełnia błąd. Poprzednim razem można mu było wybaczyć – nie znał w pełni natury swojej mocy oraz rządzących nią zależności. Tym razem jednak zgrzeszył naiwnością. Przyznam, że chłopak zaczyna mnie martwić – co rusz ujawnia skłonność do hazardu, nawet gdy przypadają mu bardzo złe karty.

Jestem bardzo ciekaw, jak wywinie się z obecnych tarapatów. W przeciwieństwie do niego wiedźma uczy się bowiem na błędach i raczej nie da się zaskoczyć. No i czy Aurora oraz pozostali barbarzyńcy z Północy dadzą radę odeprzeć jej atak.

Nefer przyzwyczaił nas już do tego, że snuje pasjonujące historie z pełnokrwistymi bohaterami. Nie inaczej jest i tym razem. Tym razem jednak – nie wiem, czy zamierzenie, czy po prostu tak wyszło – zdecydowanie najciekawszą postacią jest przeciwniczka protagonisty, tajemnicza i zdawałoby się wszechpotężna wiedźma. Jak dotąd żaden chyba szwarcharakter nie wyszedł Autorowi tak dobrze.

Pozdrawiam
M.A.

Wskazałeś na ciekawą kwestię, nad ktorą przyszło mi się zastanowić. Istotnie, lady Berengaria zaczęła żyć własnym życiem jako “czarny charakter”. Kilkarotnie już, rękoma Marcusa, poróbowałem ją pokonać i jak dotąd zawsze wychodziła z tych zmagań górą, triumfując zaróno nad bohaterem, jak i nad autorem. Zaczęła żyć własnym życiem, co niekiedy przydarza się moim postaciom – okazują się aż nazbyt samodzielne, a ja nie chcę zmuszać ich do posłuszeństwa mocą boskiej wladzy autora. Przy okazji naginając i łamiąc zasady prawdopodobieństwa. Przykładowo, plan Marcusa załamał się wobec ewidentnej słabości charakteru Lucjusza, inny rezultat byłby zupełnym niepodobieństwem. Cóż, w chwili, gdy podejmował jego realizację, nie znał zbyt dobrze pana Trzeciego (nie zadał sobie zresztą trudu, by go poznać), nie widział też innej możliwości. Obecnie może wymyśli coś bardziej skutecznego przy istniejących ograniczeniach, razem z nim nie ustaję bowiem w wysiłkach.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam

Jestem bardzo ciekaw jego nowego planu, który będzie musiał obmyślić i zrealizować będąc w faktycznej niewoli. Ale przede wszystkim obawiam się o losy Aurory i pozostałych barbarzyńców w grodzie. Tak więc proszę Neferze, nie każ nam długo czekać na kontynuację 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Zarys planu już istnieje, nawet pojawiły się pierwsze przesłanki. Może wreszcie się uda? Bo tym razem wykonawcy nie powinni zawieść.
Pozdrawiam

Marcus, weź ty się trochę ogarnij chłopie, bo po raz kolejny już stara sucz ogrywa cię jak dziecko. Naprawdę cały plan oparłeś na tym miękiszonie Lucjuszu? To już lepiej było się na gałęzi powiesić. Przynajmniej Berengaria nie skorzystałaby z twej mocy…

A Ty, Autorze, nie czyń ze swego bohatera głupca, skoro dotąd nim nie był. Rozumiem, że porażka protagonisty jest czasem konieczna dla fabuły, ale myślę, że wszyscy woleliby, by przegrywał z powodów innych niż nagły atak zidiocenia.

Wciąż mam nadzieję na epicki finał. Może Marcus zdoła się jednak zrehabilitować, nim to wszystko się skończy. Bo na razie mocno zmalał w moich oczach…

Jak już napisałem w odpowiedzi dla MA, ten plan istotnie nie mógł się powieść. W chwili, gdy Marcus go podejmował, nie znał zbt dobrze słabości charakteru Lucjusza (chociaż powinien się przynajmniej domyślać takiego stanu rzeczy), a następnie brnął dalej siłą rozpędu. Niestety, poza Panem Trzecim nadal nie ma nikogo innego, kto dysponowałby użyteczną mocą. Może Marcus wymyśli, w jaki sposób użyć tej mocy bez konieczności angażaowania samego Lucjusza, a może zostanie on w jakiś sposób zmotywowany. Tyle, że bohaterowie utracili już element zaskoczenia.
Dzięki za wizytę oraz wpis.
Pozdrawiam.

Nie chcę się znęcać nad Marcusem – jego (pisząc delikatnie) nieroztropność wypomnieli już komentatorzy. Aczkolwiek jeśli Aurora i reszta dzikusek siedzą sobie w grodzie przy ognisku, ignorując zagrożenie, to chłopak aspiruje do miana jeśli nie kretyna to przynajmniej beznadziejnego stratega. Być może faktycznie nadaje się tylko do oddawania mocy, ewentualnie odgadywania wyników rzutów monetą.
Zawsze trzeba mieć plan b, c, nawet d.
Choć kto wie, może taki istnieje i dowiemy się o nim w kontynuacji? Może to sprytna pułapka na Berengarię i jakimś sposobem napalone baby z dzikich terenów pokonają ją w bezpośredniej walce? A może Markus niezłomnie przyjmie kolejną porażkę na klatę i znów wymyśli nowy sposób na wiedźmę?

Demoniczna Berenike/Berengaria/ czy jak ona ma faktycznie na imię, robi w tej części robotę. Błyskawicznie pacyfikuje pojawiające się zagrożenie, a przy tym radośnie sobie chędoży. To się nazywa łączyć przyjemne z pożytecznym!
No i jeszcze ta kulminacyjna scenka, gdy klęka i oddaje swe wdzięki kolejnym małżonkom… Miodnie…

Jak słusznie zauważyłeś, Marcus straszliwie się pomylił, usiłując wbrew woli samego zainteresowanego uczynić z Lucjusza bohatera i zmusić go, by wykonał “czarną robotę”, w dodatku ryzykując przy tym życiem. Zaślepił go fakt, iż tylko tenże Lucjusz dysponuje aktualnie skuteczną wobec wiedźmy mocą. Ja również mam nadzieję, iż wyciągnie z tej klęski jakieś wnioski. Za błędy trzeba jednak płacić…
Co do końcowej sceny “hurtowego” przejmowania przez wiedźmę mocy od małżonków, to wydało mi się zabawne połączenie niedwuznacznego przymusu z jej strony z sugerującą coś przeciwnego pozycją, warunkującą zresztą najgłębszą penetrację, a tym samym najskuteczniejsze tejze magicznej siły przejmowanie.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam.

Napisz komentarz