Gościnni gospodarze, czyli sprośna historyjka o tym, jak Stefan spędzał wakacje na wsi (Paulos Segreto)  4.36/5 (46)

7 min. czytania

Anja Mexicola, House Work, CC BY-NC 2.0

Obudziwszy się, Stefanek
czuł, że dawno minął ranek.
Ujrzał, otworzywszy oko,
że słoneczko już wysoko.
Że południe – nie dziwiło,
w łóżku legł, gdy jasno było,
kiedy nastał wczesny ranek
po hulance zakrapianej.

A świętował z gospodarzem,
co gościną go obdarzył
na czas przerwy wakacyjnej
długiej, regeneracyjnej.
Ten gospodarz to znajomy
stryjecznego brata żony.
A szanując tę rodzinę,
wziął Stefanka na gościnę,
by po trudnym miejskim życiu,
odżył na wsi należycie
przed ostatnim rokiem szkolnym,
zwykle trudnym i mozolnym.
Bo kończyła go matura,
więc nauki przez to góra.

Więc dorosłym traktowany
przez znajomka młody panicz
został przezeń przywitany
jadłem dobrym i trunkami.
Jak zaczęli od kolacji,
tak skończyli na libacji.
Choć Stefanek nieprzywykły
do napojów w smaku przykrych,
zwanych zwykle samogonem,
to się trzymał długo w pionie,
bo zakąszał smakowitym
jadłem, tłustym bardzo przy tym.

Ucztowali z gospodarzem,
jedząc, pijąc tylko w parze.
A tuż przy nich się krzątała
gospodyni – podawała
to pierogi, to kapustę,
napełniała szklanki puste,
będąc przy tym bardzo miła.
Czasem szklankę wychyliła,
ale rzadko, umiar znając
i na długo nie siadając.
Ciągle w kuchni się krzątała,
lecz na gościa wciąż zerkała.

A gospodarz podchmielony
jakby nie dostrzegał żony.
W Stefku miał teraz kompana,
nie ustawał od gadania.
Bo natchniony przez napoje,
wciąż wylewał myśli swoje,
to o tamtym, to o owym,
ciągle o czymś gadał nowym.
Opowiadał i tłumaczył,
ale słuchać sam nie raczył,
co Stefanek chciał powiedzieć,
no i musiał chłopak siedzieć,
potakując ciągle głową,
nad męczącą go rozmową.

Stefan był już tym znudzony,
siedział mocno podchmielony
i swą głowę podpierając,
siedział niby to słuchając.
i z grzeczności do kompana,
powstrzymywał się od spania,
licząc kwiatki na ceracie,
potem słomki w starej macie,
co wisiała tuż na ścianie
nad stojącym tu posłaniem.

Potem przeniósł wzrok znużony
w stronę gospodarza żony,
która ciągle się krzątała
i się lekko uśmiechała.
I w pijackim odurzeniu
myślał – ku swemu zdziwieniu –
że niebrzydka to osoba,
chociaż całkiem już nie młoda.
Wcześniej jakby jej nie widział,
teraz siedział i podziwiał.

Nie za chuda, nie za gruba,
zgrabne łydki, silne uda,
wąska w talii, biodra krągłe
i te piersi, tak wymownie
odznaczone pod sukienką.
Stefan z przyjemnością wielką
wodził po niej swoim wzrokiem,
upojony jej widokiem.
Patrząc, sobie wyobrażał,
co też skrywa jej ubranie
i już całkiem gospodarza
ignorował to gadanie.

Ona choć się wciąż krzątała,
na Stefanka też zerkała.
Zgadłszy jego rozmarzenie,
silny oblał ją rumieniec,
lecz schlebiało jej, że młody
dostrzegł wdzięki jej osoby.

Jeszcze mocniej uśmiechnięta
znowu się poczuła piękna,
tak jak wtedy, gdy przed laty,
dostawała polne kwiaty
od młodzieńców, będąc młodą,
zachwyconych jej urodą.
Wielu chłopców ją kochało,
wielu o nią zabiegało.
Wreszcie ona z tłumu tego,
zgodziła się na jednego.
Najmilszego z wszystkich dla niej
obdarzyła swym kochaniem.
I oddała mu się cała –
serce oraz wdzięki ciała.

Początkowo tak nieśmiało,
bo to dla niej było obce,
ale z czasem tak się stało,
polubiła harce z chłopcem.
Zawsze była chętna jemu,
a on bardzo rad był temu.
Czując jego dotyk błogi,
chętnie rozchylała nogi.
I gdy tylko byli sami
figle chętnie uprawiali.
Czy to w lesie, czy w stodole,
dom czy stajnia, szczere pole,
zawsze chętnie, zawsze miło,
nigdy im się nie nudziło.

Lecz po ślubie on się zmienił,
już tak lubej swej nie cenił,
nie był dla niej już tak miły
słodkie chwile się skończyły.
Zrobił z niej kucharkę, praczkę,
pokojówkę oraz szwaczkę.
Choć z początku bez ochoty,
to przywykła do roboty.
Chciała mieć gromadkę dzieci,
dwie córeczki, synek trzeci.
Choć z początku się starali,
dzieci się nie doczekali.

Mąż jej czasem wypominał,
że to jej zapewne wina.
Znikło z czasem ich kochanie,
pozostało przywiązanie.
Nawet spali już osobno,
bo tak ponoć jest wygodnie.
On sypialnię miał w pokoju,
ona w kuchni kołdrę swoją.
Często brakło jej czułości
i zwierzęcej namiętności.
Toteż sama będąc w łóżku,
tuląc często swą poduszkę,
targana namiętnościami
pieściła się między udami.

Co innego owy młodzik,
wzrokiem za nią ciągle wodzi,
ciągle jej się przypatruje,
choć to trochę ją krępuje.
Dziwnie czuje się i lekko.
Łono jej ogarnia ciepło
na myśl grzeszną o tym panie,
co przez lato tu zostanie.
Piękny chłopiec i postawny,
czysty, gładki, całkiem zgrabny.

Siedzi ciągle w nią wpatrzony,
a gospodarz z drugiej strony
mówi, gada i rozważa
na nikogo już nie zważa,
ale mówi coraz wolniej,
coraz ciszej, mniej przytomnie.
Stracił werwę, stracił polot,
wreszcie kończy swój monolog.
Głowa na stół mu opada,
słodka cisza, przestał gadać.

Czasem głośno pochrapując,
śpi gospodarz nic nie czując,
jak go żona wraz z młodzianem,
niosą na jego posłanie,
kładą prawie nieżywego,
w ubraniu, nierozzutego.

Stefan stoi koło ściany,
świadom, jaki jest pijany,
ledwie widzi, nic nie czuje,
cały świat mocno wiruje.
Byłby upadł ciałem całym,
lecz go ręce podtrzymały,
czyjeś bardzo silne ręce.
Stefan skinąwszy w podzięce,
już nie widząc nic na oczy,
senny bezwład go zamroczył.

Śnił, że ktoś mu pomógł złożyć
wiotkie ciało w białym łożu.
Potem leżąc na posłaniu,
ściągnął ktoś z niego ubranie,
buty, spodnie i koszulę,
głaszcząc jego czasem czule.
I zdejmując na ostatku
jego białe nowe gatki.

Potem w wielkim uniesieniu
poczuł na swym przyrodzeniu,
delikatne ruchy dłoni,
która wodząc lekko po nim,
obejmując go całego,
uczyniła wielkim jego.

Stefan zadrżał z pożądania,
niech ten sen trwa aż do rana,
choć zagadce nie mógł sprostać,
kim jest owa przy nim postać.
Nie pamiętał, w głowie szukał,
gdzie jest, jak się znalazł tutaj.
Myśli plączą mu się w głowie,
ciało poci jak w chorobie.

Czy to sen, czy też prawdziwie,
ktoś go pieści pożądliwie?
Nie ma siły, ani chęci
oprzeć się, ten stan go nęci.
Tak mu dobrze, tak mu miło,
to na pewno mu się śniło,
że go ktoś dotyka czule
i do niego ciało tuli.
Nagie, gładkie damskie ciało
na Stefana napierało,
ocierało się, pieściło,
jakże Stefanowi miło.

To magiczne wręcz doznanie
wzmogło jego pożądanie.
Teraz jego męskość młoda
wielka, twarda niczym kłoda.
Teraz jeszcze mocniej ciało
na Stefana napierało,
czuł, jak się na niego wspina,
kręci się i się wygina,
i okrakiem siadłszy na nim,
Stefan czuł, co wnet się stanie.

Nieznajoma postać wzdycha,
Stefan również jęknął cicho,
gdy na twardej swej męskości
wilgoć damskiej namiętności
ogarnęła go całego,
tak dużego i twardego.
Nasadziwszy się na niego,
skryła w sobie go całego.

Jak mu dobrze, jak mu miło,
ciało na nim się ruszyło.
Raz do tyłu, raz do przodu,
wsparłszy na jego tułowiu,
w ruchy przeszło coraz szybsze,
napierając nań rytmicznie.
Złapał krągłe biodra w dłonie
i naprzeciw naparł na nie,
tak że teraz oba ciała
z głośnym klaskiem się spotkały.
Tak rytmicznie, coraz prędzej,
czuł, że zaraz koniec będzie.

Czuł, jak suną po nim cyce,
ciężkie, wielkie jak donice,
które wisząc w ruch wprawione,
drgają, tańczą jak szalone.

Jęczą ciała coraz mocniej,
trzeszczy łóżko coraz głośniej.
W końcu Stefan z całej siły
naparł na nią, ścisnął tyłek
i w ogromnym uniesieniu
strzelił mocno swym nasieniem.
Ciało na nim zapiszczało,
zatrzymało się, zadrżało
i opadło z wolna na nim,
mokre z potu i z sapaniem.

Leży Stefan, ciężko dyszy,
w głowie wszystko się kołysze
i próbując zebrać myśli,
nie wie – przeżył to czy wyśnił.
Tuż przed chwilą czuł ją całą,
ciepłe, nagie, gładkie ciało.
Teraz dłonią swą w ciemności
owej szuka obecności,
ale tylko pustka wokół.
Sam był pogrążony w mroku
i tak mocno zamroczony,
wkrótce zasnął utrudzony.

Obudziwszy się Stefanek,
czuł, że dawno minął ranek.
Otworzywszy lekko oko,
widział słońce już wysoko.
Blask słoneczny go poraził,
kołdrę na głowę nasadził.
Czuł straszliwe bóle głowy
i pragnienie – pragnął wody,
lecz wstać nie mógł, nie miał siły.
Posłuszeństwa odmówiły
nogi, ręce, całe ciało.
Co się wczoraj tutaj działo?
W głowie ciągle zamroczonej
szuka chwil z nocy minionej.

Z gospodarzem dużo pili,
dobrym jadłem się raczyli.
Gospodyni podawała
jadło, trunki nalewała.
Stefan w trunkach niewprawiony,
szybko zasnął odurzony.
Śnił, że kocha się szalenie
z tajemniczą panią cieniem.
I tak jemu było miło,
jakby to naprawdę było.
Sen nad podziw był prawdziwy.
Czary? Magia? Istne dziwy.

Nagle drzwi się otworzyły,
Stefan jeszcze zamroczony,
ujrzał bardzo widok miły,
choć wzrok mocno miał zamglony.
Ujrzał szklankę zimnej wody
dla spragnionych ust ochłody.
Ale cóż to, czy śpi jeszcze?
Puls mu mocno nagle skoczył,
poczuł Stefan nagłe dreszcze,
przetarł ze zdziwienia oczy.

Mocniej jemu bije serce,
niecodzienna scena zgoła,
bo tę szklankę trzyma w ręce
gospodyni całkiem goła.
I uśmiecha się szeroko,
przysunąwszy się do niego,
stając nad Stefciem wysoko,
patrzy na zaskoczonego.

To dla niego nazbyt wiele,
ogarnięty silnym szokiem,
wodzi po jej nagim ciele
swoim zaskoczonym wzrokiem.
Rozszerzone ma źrenice –
to patrzenia na nią skutki –
widząc wielkie, ciężkie cyce
i nabrzmiałe na nich sutki.
Krągłe ciało, lecz nie gruba,
pełne biodra, silne uda.
Resztą też jest pod wrażeniem.
Gęste łona owłosienie,
piękna, cudna i zmysłowa,
idealna i zmysłowa.

Tak go widok ten przypilił,
że mu stanął w jednej chwili.
Odgadł nagle, że tej nocy,
co się snem jemu zdawało,
było jawą w pełnej mocy
i prawdziwie to się stało.

Lecz na moment zebrał myśli,
zaraz szybko też ochłonął.
Co gospodarz też pomyśli,
gdy go najdzie z jego żoną?
Zdradził więc jej swe obawy,
chciał wyprosić ją z pokoju,
choć był gotów do zabawy,
chuj nie dawał mu spokoju.

Lecz odrzekła mu z uśmiechem,
że mąż, mając ważną sprawę,
rano wyjechał z pośpiechem,
wróci na wieczorną strawę.
Toteż mają czasu wiele
na przeróżne miłe sprawy.
Mogą spędzić dzień w pościeli,
bawiąc się w różne zabawy.

Stefan na to się ucieszył,
minę miał zadowoloną.
Będzie cały dzionek grzeszył
z gospodynią wyposzczoną.
Teraz blisko przy nim stała,
widząc jego poruszenie,
lekko ręką pogłaskała
wielkie kołdry wybrzuszenie.
Westchnął, czując ciarki błogie
jakie mu jej dotyk sprawił.
Zrzucił kołdrę na podłogę
i swój drąg ku niej wystawił.

Usiadła na nim okrakiem,
a że już wilgotna była,
twardym przyciśnięta ptakiem,
od razu nań się nabiła.
Ujeżdżała go z diabelska,
szybko, mocno jak w amoku,
potem on ją brał na pieska,
później z przodu, z dołu, z boku.

Ich cielesnych interakcji
trudno tutaj porachować,
a niektórych akrobacji
nie da się opisać w słowach.
Rozumieli się bez słowa,
ona mocno wyposzczona,
ciągle chętna i gotowa,
jego kuśka niestrudzona.

Końca nie ma akrobacjom,
słychać głośny odgłos chuci,
skończyli tuż kolacją,
bo mąż zaraz miał powrócić.
Stefan gościł trzy tygodnie
u gościnnych gospodarzy.
Żył beztrosko i wygodnie,
odpoczynku u nich zażył.
W polu wspomógł gospodarza,
co ten widział w dobrym tonie.
A gdy moment się nadarzał
to wspomagał jego żonę.

(kwiecień 2021)

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Świetne! Kapitalne! Jedyne w swoim rodzaju! Podczas lektury co rusz parskałem śmiechem.

Rubaszne wiersze Paulosa stanowią w mojej opinii piękną kontynuację serii, którą tu niekiedy publikujemy: Klasyków Polskiej Erotyki. Jest w nich trochę z Fredry, trochę z Boya, szczypta z Orłowskiego, no i do tego sporo własnego odautorskiego klimatu. Zawsze gdy mam okazję je czytać, wybitnie poprawiają mi nastrój.

Pozdrawiam i proszę o więcej!
M.A.

Uroczy wiersz, łączący poczucie humoru, fajny koncept oraz przaśne realia z niezłymi rymami (zazwyczaj) oraz tempem całości. Zgadzam się z przedmówcą i proszę o więcej takich dzieł!

Zgadzam się z oboma szanownymi przedmówcami w entuzjastycznej ocenie nowego wiersza Paulosa 🙂

Ale mnie najbardziej cieszy fakt, że powyższe dzieło jest świeżutkie jak bułeczka prosto z pieca. Poprzednie wiersze Autora pochodziły sprzed niemal dekady. Najwyraźniej Paulos, zachęcony pozytywnym odbiorem swojej twórczości, przełamał wieloletni impas twórczy. Możemy zatem żyć nadzieją, że w tym piecu powstanie jeszcze wiele smakowitych wypieków 🙂

Napisz komentarz