Perska Odyseja – Finał (Areia Athene i Megas Alexandros)  4.74/5 (37)

11 min. czytania

Tytułem wyjaśnienia: poniższe opowiadanie (oraz wstęp, którego nie usuwam) jest żartem primaaprilisowym. Do jego stworzenia skłonił nas przykład Andrzeja Sapkowskiego, który jeszcze przed napisaniem swojej “Sagi o Wiedźminie” opublikował rzekomy jej finał, czyli opowiadanie “Coś się kończy, coś się zaczyna”. Większość opowiadania jest dziełem Ateny, ja dopisałem głównie scenę miłosną (przekopiowaną z Perskiej Odysei – Rozdziału III ze zmianą najważniejszych imion) oraz upewniłem się, że “lore” jest mniej więcej zgodny z tym, co jak dotąd zdążyłem stworzyć.


Drogie Czytelniczki, drodzy Czytelnicy!

Przyznam, że planowałem Perską Odyseję na więcej rozdziałów. Właściwie, zamierzałem poświęcić jej kilka tomów – podobnie jak Opowieści helleńskiej. Niestety, na drodze do zrealizowania tych planów stanęła proza życia. Z pewnością zauważyliście, że w ostatnich latach wyraźnie obniżyła się częstotliwość publikacji kolejnych odcinków tej epopei. W końcu musiałem spojrzeć prawdzie w oczy i pogodzić się z tym, co niektórzy już dawno przewidywali – że nie zdołam doprowadzić Perskiej Odysei do końca tak, jak pragnąłem.

Nie chcąc jednak zostawiać Czytelników zupełnie na lodzie, dałem się przekonać nieocenionej Atenie do napisania finału tego cyklu, w którym postarałem się zamknąć najważniejsze wątki. Atena – znana z niezłomnego romantyzmu i zamiłowania do szczęśliwych zakończeń – nie tylko popchnęła mnie do czynu, ale też wydatnie w nim wsparła. Finał, jaki otrzymujecie, jest Jej dziełem w co najmniej równym stopniu, jak moim. A zatem, po raz ostatni, w imieniu swoim i Ateny – zapraszam do lektury!


Słońce chyliło się ku zachodowi. Jego ostatnie ciepłe promienie wpadały przez otwarte drzwi i okna do wnętrza położonej nad brzegiem morza niewielkiej willi. Swym ciepłym blaskiem podkreślały złocisty kolor włosów leżącej na bogato zdobionym cedrowym łożu niewiasty. Chwilę wcześniej kobieta zakończyła czytanie najnowszego dzieła Arystotelesa i odłożyła zwój papirusu na niski hebanowy stolik. Teraz leżała wsparta wygodnie na miękkich poduszkach i z czułością spoglądała na małego chłopca, hałaśliwie bawiącego się drewnianym konikiem.

Maluch ubrany był w ciemnoniebieski chitoniskos, przepasany kawałkiem czarnego materiału. Ciemne włoski – z przodu krótko przystrzyżone – nad karkiem skręcały mu się w niesforne loczki. Chłopiec wydawał się być całkowicie pochłonięty nową zabawką. Gdy na chwilę podniósł wzrok, jego brązowe oczy, okolone wianuszkiem długich rzęs, napotkały troskliwe spojrzenie matki. Maluch uśmiechnął się radośnie i szybko wrócił do przerwanej zabawy.

W ślad za promieniami słońca do wychodzącego na ogród pokoju wdarła się chłodna bryza. Kobieta wstała z łoża i szczelniej okryła się prostym w kroju błękitnym peplosem. Podeszła do synka i dotknęła jego rączki.

– Nie jest ci zimno, kochanie?

Chłopiec zdecydowanie pokręcił głową i dalej zawzięcie stukał konikiem w pokrytą wielobarwną mozaiką posadzkę. Kobieta pogłaskała synka po głowie i wyszła na taras. Objęła dłońmi ramiona i przez chwilę rozcierała je intensywnie, by się rozgrzać. Spojrzała w stronę morza.

Gdy przed paru laty została zmuszona do opuszczenia ukochanych Aten, nie od razu pomyślała o Aleksandrii. Kilka tygodni spędziła u przyjaciółki w Koryncie. Stamtąd udała się do Olimpii z zamiarem odbycia dalszej podróży do Syrakuz, ale tam napotkała znajomego kupca, który za niewielką opłatą obiecał jej zapewnić bezpieczną przeprawę do wznoszonej właśnie nowej stolicy świata.

Na początku nie była przekonana do tego pomysłu, ale zdała się na los. Gdy tylko jej stopa dotknęła gościnnej egipskiej ziemi, zrozumiała, że dokonała dobrego wyboru. Malowniczo położona na mierzei oddzielającej Morze Śródziemne od jeziora Mareotis Aleksandria była nie tylko wielkim portem i jednym z najważniejszych ośrodków handlu w basenie Morza Śródziemnego; przede wszystkim stanowiła centrum życia kulturalnego tej części świata, zamieszkiwane przez wybitnych uczonych i filozofów oraz znamienitych artystów.

Kobieta od pierwszej chwili poczuła się w Aleksandrii jak w domu. Kupiła małą, położoną nad brzegiem morza willę z ogrodem, z której tarasu rozciągał się piękny widok na Wielki Port i wyspę Faros – tę samą, na której za kilkadziesiąt lat stanąć miała wspaniała latarnia morska. Zamieszkała w nowym domu wraz z garstką niewolników, których zabrała ze sobą z Aten. Pół roku później przyszedł na świat mały Aleksander. Od tej chwili niewiasta całkowicie poświęciła się roli matki, każdą chwilę dnia spędzając z ukochanym synkiem.

Kobieta usłyszała cichy szmer za swoimi plecami. Na tarasie pojawiła się zaufana niewolnica, która od wielu lat wiernie jej służyła.

– Masz gościa, pani – powiedziała z łagodnym uśmiechem.

– Gościa? – spytała zdziwiona niewiasta, wracając do pokoju. – Nikogo się nie…

Słowa uwięzły jej w gardle, gdy go zobaczyła. Stał tam, nonszalancko wsparty o kolumnę, i uśmiechał się łobuzersko. Miał na sobie wykwintny ciemnoszary chiton obszyty złotą lamówką i szkarłatny płaszcz upięty srebrnymi klamrami, który też zaraz oddał służącej, lecz na jego twarzy widać było znużenie daleką podróżą. Zaś we włosach i brodzie – znacznie więcej siwizny, niż wtedy, gdy widzieli się po raz ostatni.

Pozwoliła, by jej serce zareagowało szybciej niż umysł. Zbyt długo na niego czekała, by tracić czas na zbędne rozważania. Podbiegła do wytęsknionego kochanka i wtuliła się w niego całym ciałem, a on zamknął ją w swoich ramionach. Poczuła ciepło jego ciała, zapach jego skóry, rytm jego serca. Doskonale pamiętała każdy szczegół jego wyglądu, tak jak pamiętała wszystkie jego gesty i słowa. Poczuła, że przez te lata, które upłynęły od ich ostatniego spotkania, nic się w nim nie zmieniło.

Odsunął ją od siebie na odległość ramion i spojrzał w oczy. Zapamiętał spojrzenie ufnej i niewinnej dziewczyny; teraz patrzyła na niego mądra i silna kobieta. Na szczęście, w jej oczach pozostały te figlarne ogniki, które dodawały jej twarzy niepowtarzalnego uroku i które co noc powracały do niego w snach.

– Niełatwo było cię znaleźć – rzekł cicho Kassander.

– Nie wiedziałam, że będziesz mnie szukał – odparła Fryne. – Ale co noc się o to modliłam – dodała szeptem.

– A zatem to bogowie zaprowadzili mnie do ciebie.

Przyciągnął ją do siebie i pocałował – być może zbyt natarczywie, zbyt gwałtownie, ale gdy tylko poczuł smak jej ust, nie mógł już nad sobą zapanować. Odpowiedziała mu równie żarliwie. Gdy oderwali się od siebie po tej krótkiej chwili namiętności i zapomnienia, zakręciło jej się w głowie. Oparła się o niego, a on podtrzymał ją swym silnym ramieniem. Wtedy po raz pierwszy zauważył chłopca, który przyglądał mu się z zaciekawieniem.

Macedończyk zmarszczył czoło i odszukał jej spojrzenie.

– Czy ten chłopiec jest… – zapytał, z trudem zachowując spokój.

– Przecież wiesz… – odpowiedziała mu szybko. – Od rozstania z tobą nie byłam z żadnym mężczyzną.

Przeniósł wzrok na malca i przyglądał mu się uważnie.

– Mam syna… – wyszeptał po chwili. W ciągu swego obfitującego w niezwykłe wydarzenia życia ten twardy wojownik poznał cały wachlarz dobrych i złych emocji, ale pierwszy raz w życiu poczuł wzruszenie. Fryne chwyciła go za rękę.

– Chodź, przedstawię cię.

Gdy podeszli do chłopca, maluch zwinnym ruchem schował się za matką. Nawet na moment nie oderwał jednak wzroku od gościa, bezgranicznie zafascynowany jego osobą.

– Aleksandrze – zwróciła się do niego kobieta.

– Uhm – odpowiedział, nie zaprzestając obserwacji.

– Pamiętasz, jak opowiadałam o twoim tacie?

– Uhm.

– O tym, że pojechał daleko od domu, by walczyć z wrogami swojego króla?

– Uhm.

– I jak mówiłam ci, że być może nadejdzie taki dzień, gdy będziesz mógł go poznać?

– Uhm.

– To jest właśnie twój tata – oznajmiła, nie kryjąc wzruszenia.

Po chwili zastanowienia usta chłopca rozciągnęły się w szerokim uśmiechu. Ostrożnie wychylił się zza matki i powoli ruszył w kierunku mężczyzny, który przyklęknął, by ośmielić malca. Chłopiec małymi kroczkami podchodził coraz bliżej, aż zbliżył się na wyciągnięcie ręki. Położył swoją małą rączkę na potężnej dłoni mężczyzny i delikatnie przesuwał ją w górę po jego umięśnionym ramieniu. Zatrzymał się na chwilę przy srebrnym zapięciu płaszcza, a potem ostrożnie dotknął szorstkiego policzka mężczyzny. Przez chwilę poruszał małą dłonią w górę i w dół, najwyraźniej zafascynowany nowym doznaniem, jakim było drapanie męskiego zarostu. Nagle cofnął rączkę, skrzywił nosek i głośno oznajmił:

– Brzydko pachniesz.

Kassander roześmiał się donośnie i z największą delikatnością, na jaką mógł się zdobyć, zaczął tarmosić włosy chłopca. Malec piszczał i tupał nóżkami, próbując uwolnić się od tej nieprzyjemnej pieszczoty. Macedończyk chwycił go w pasie i uniósł do góry, a potem posadził go sobie na ramieniu. Chłopiec przez chwilę próbował się wyrywać, ale w końcu się poddał. Objął rączkami szyję wojownika i wtulił twarz w jego pokryty szramami policzek. Wolnym ramieniem mężczyzna objął ukochaną, a ona wtuliła się w niego z ufnością. I dokładnie w tym momencie znużony życiem wojownik poczuł się nagle spokojny i szczęśliwy.

Po wieczerzy, podczas której Kassander miał okazję trochę poznać swego syna, Fryne odprowadziła chłopca do jego komnaty. Długo nie mógł zasnąć, rozemocjonowany powrotem rodzica, w którego istnienie niezbyt przecież wierzył. W końcu, gdy zamknął wreszcie swoje piękne oczy, Tespijka powróciła do sali jadalnej. Nie zastała tam Macedończyka. Stał na tarasie willi i spoglądał na granatowe po zachodzie słońca morze oraz światła Wielkiego Portu. Przywarła do jego boku, on zaś otoczył ją ramieniem. Przez długie chwile trwali w bezruchu, ciesząc się po prostu swoją obecnością. W końcu niewiasta szepnęła mu do ucha:

– W jednym muszę zgodzić się z naszym synem. Po morskiej podróży nie pachniesz zbyt pięknie. Zaraz jednak temu zaradzimy. Pójdź ze mną, najdroższy.

Wziąwszy go za rękę, poprowadziła Kassandra do niedużej łaźni. Znajdował się tu basen z chłodną wodą, oraz drugi, mniejszy z podgrzewaną. Dno basenów zdobiły barwne mozaiki przedstawiające Posejdona w towarzystwie morskich boginek. Macedończyk skwapliwie przyjął propozycję kąpieli. Czuł na skórze sól – pamiątkę z rejsu – oraz pył z drogi, jaką tu przyjechał.

Nie zawołała żadnej z niewolnic. Kiedy w końcu, po latach, odzyskała ukochanego, nie zamierzała się nim dzielić – nawet z zaufanymi służkami. Sama pomogła mu zdjąć odzienie, następnie uklękła, by rozwiązać pokryte kurzem sandały. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się nań jak urzeczona. Na nowo poznawała nagie ciało Kassandra, przypominając sobie każdą bliznę. Dostrzegła też kilka świeżych, których nie miał jeszcze w Atenach. Potem zaprowadziła go do basenu z podgrzaną wodą. Zszedł do niego po marmurowych schodach. Z przyjemnością poczuł, jak ciepło ogarnia jego stopy, łydki, uda, aż w końcu genitalia oraz biodra. Stanął na środku i obejrzał się ku niej.

– Dołączysz do mnie, Fryne?

Postawiła na brzegu basenu dzban oraz mydło z olejku cyprysowego. Wyprostowała się i spojrzała prosto w oczy Macedończyka. Miała na sobie lekką, białą suknię w egipskim kroju, która pod wpływem panującej w łaźni wilgoci stała się niemal przezroczysta i w wielce sugestywny sposób kleiła się już do ciała. Nie zdejmując jej nawet, ruszyła w dół schodów. Woda sięgnęła jej nieco ponad linię talii. Chwyciła dzban i zaczerpnęła do niego wody. Potem wylała ją na tors i brzuch Kassandra.

Odstawiła puste naczynie i wzięła w dłonie mydło. Obracała je w nich, aż pokryły się pianą. Zaczęła rozcierać ją na piersi mężczyzny. Stał nieruchomy, poddając się jej zabiegom. W półmroku, jaki panował w łaźni, wyglądał niczym posąg z brązu. A przecież czuła ciepło jego ciała, słyszała cichy oddech. Choć nie patrzyła mu teraz w oczy, skupiona na myciu, była pewna, że spogląda tylko i wyłącznie na nią. Materiał sukni przywarł ściśle do jej piersi, różowe brodawki były doskonale widoczne. Wypięła biust naprzód, ciekawa, jak długo zdoła oprzeć się pokusie. Z pomocą dzbana opłukała z mydlin tors Macedończyka. Zerknęła w dół, pod wodę. Przekonała się, że jego męskość jest już w pełni pobudzona. Postanowiła udać, że chce przejść za jego plecy. Miała nadzieję, że ją powstrzyma. Nie pomyliła się. Chwycił Tespijkę za nadgarstek. Wypuszczone z ręki mydło z pluskiem uderzyło o taflę wody.

Bez słowa pociągnął ją w stronę brzegu basenu. Przyparł ją do niej plecami. Uniosła głowę i zapraszająco rozchyliła wargi. Wpił się w nie gwałtownym pocałunkiem. Duże dłonie Kassandra sięgnęły ku biodrom Fryne. Zbierały i podciągały w górę przemoczoną suknię. Gdy ta przez moment opierała się jego wysiłkom, rozdarł ją paroma niecierpliwymi szarpnięciami. Niewiasta drżała, czując gwałtowną namiętność Macedończyka. Twardy członek ocierał się o jej podbrzusze. Napierała nań, splatając dłonie na szyi kochanka.

Uniósł ręce i chwycił za brzegi głębokiego dekoltu. Przemoczony materiał puścił bez oporu, uwalniając krągły biust. Twarde, nawykłe do rękojeści miecza palce zacisnęły się na nim. Tespijka jęknęła, czując, jak mocno ściska jej piersi. Trwało to jednak tylko moment – Kassander zaraz chwycił ją za pośladki i uniósł w górę. A potem szybko, z impetem nabił na siebie. Fryne jęknęła przeciągle, gdy nabrzmiały penis torował sobie drogę w jej ciasnym wnętrzu. Już niemal zapomniała, jak dojmujące to uczucie. A jednak, zareagowała natychmiast i objęła biodra mężczyzny udami.

Przy każdym pchnięciu Macedończyk dociskał ją do ściany basenu. Chłód marmuru kontrastował z ciepłem chlupoczącej wokół wody. Strzępy sukni opadały w dół, sprawiając, że Fryne była już niemal całkiem naga. Mocniej chwyciła Kassandra za szyję i nadziewała się nań gorączkowymi ruchami bioder, pogłębiając jeszcze siłę jego sztychów. Pokaźny członek dostarczał jej zarówno rozkoszy, jak i bólu. W tej jednak chwili z radością przyjmowała pierwsze i wcale nie przejmowała się drugim.

Pochylił głowę i przycisnął wargi do jej szyi. Poczuła, jak gryzie ją w miłosnym szale. Też była bliska obłędu, gdy wnikał w nią aż po jądra, wypełniając tak bardzo, jak było to tylko możliwe. Wzburzona woda uderzała o brzeg basenu. Jej szum stanowił tło dla ich przyspieszonych oddechów.

By jeszcze mocniej rozpalić żądzę Kassandra, zacisnęła się na nim ze wszystkich sił. Otuliła go tak ciasno, że z dużym trudem forsował jej podwoje. Jęknął ochryple, lecz nie zatrzymał swoich bioder. Wciąż cofały się i zadawały pchnięcia, w pospiesznym i niezmordowanym tempie. Nagle poczuła, jak w jej podbrzuszu rodzi się ekstaza, a potem prędko rozlewa się po całym ciele. Odrzuciła głowę w tył i krzykiem oznajmiła ją całemu światu.

Gdy odzyskała świadomość, Macedończyk wciąż dociskał ją do marmurowej ściany, lecz zamiast ponawiać swoje szturmy, niemal całkiem zastygł w bezruchu. Pulsowała tylko jego męskość, zanurzona głęboko w ciele Fryne. Z każdym skurczem napełniała jej pochwę kolejnymi strumieniami nasienia. Tespijka była wyczerpana, ale szczęśliwa. Zamknąwszy oczy, wsparła czoło na twardym barku kochanka. Na szyi czuła jego uspokajający się już oddech. Z całego serca zapragnęła, by ta krótka, przesycona intymnością chwila wydłużyła się na całą wieczność.

Gdy nieco ochłonęli, Fryne powiodła Kassandra do swojej alkowy. Tam zaś długo jeszcze świętowali ponowne spotkanie. Nim wreszcie zapadli w sen, poprzysięgli sobie solennie, że już nigdy się nie rozstaną. Tespijka pierwsza zamknęła oczy, bezpieczna w silnych ramionach Macedończyka. Walcząc z nasilającą się sennością, spoglądał na nią w blasku ostatniej niezgasłej jeszcze lampy oliwnej.

Jutro opowie swojej ukochanej o wszystkim, co go spotkało od chwili, gdy pożegnał ją wzrokiem z pokładu „Cheronei”. O sztormie na Morzu Egejskim, który zatopił część jego okrętów. O tym, jak przez Azję Mniejszą, Mezopotamię i Babilonię przedzierał się do Persydy. O przyjaciołach, których stracił w wyniku chorób, bitew oraz wrażych knowań. O zdradzie Mnesarete i gorzkiej samotności, jakiej wówczas po raz pierwszy zasmakował. O tym, że dotarł wreszcie z niedobitkami swego wojska do króla Aleksandra, lecz szybko zraził się do obyczajów panujących na dworze władcy, zaś postępując nadzwyczaj nieroztropnie, wkrótce popadł w niełaskę.

Później opowie jej także o tym, jak wylądował na krańcu cywilizowanego świata. Jak nawet tam dosięgła go mściwość nieprzyjaciół. O ucieczce przez morze piasków i bajecznej krainie po jego drugiej stronie. O wszystkich cudownościach Arabii, Nubii oraz Indii, które nie potrafiły jednak wzbudzić w nim zachwytu. O tym, jak stracił fortunę, a potem ją odzyskał, po stokroć wspanialszą. I jak w końcu, ogarnięty narastającym poczuciem pustki i bezsensu życia, których nie była w stanie stłumić żadna rozrywka, postanowił wreszcie odszukać swoją jedyną i najprawdziwszą miłość.

O tym, jak rozesłał ludzi do wszystkich miast, które wymieniła w swoim pożegnaniu i do wszystkich tych, o których jeszcze mogła pomyśleć. O tym, jak po roku poszukiwań, gdy wyczerpywał już resztki nadziei, powrócił jeden z wysłanników, niosąc wieść, że widziano ją w Aleksandrii. O tym, jak kupił statek, by jak najszybciej dotrzeć do Egiptu i o tym, jak ogromną radość i ulgę poczuł, gdy po wielu latach zobaczył ją ponownie na tarasie jej domu.

Ale opowie o tym wszystkim jutro… Albo pojutrze… Mieli przecież przed sobą całe życie i dość czasu na wszystkie opowieści. Teraz chciał tylko czuć bliskość ciała ukochanej kobiety oraz wciągać w nozdrza cudowny, jaśminowy zapach jej włosów. Pragnął, by ta chwila nigdy nie minęła.

Chwila, w której poczuł, że po latach poszukiwań i tułaczki dotarł wreszcie do kresu swej podróży i odnalazł swoje miejsce na ziemi.

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Ateno, Alekandrze – pozwólcie, że potraktuję dzisiejszą publikację jako żart pimaaprilisowy. (-:

Chciałabym, aby to był żart.

Drogi Megasie, zaglądam na ta stronę zawsze czekając na kolejną część Perskiej Odyseji. Nie zamierzam przestać. Pamiętam jak z każdego twojego tekstu wyglądał Demetriusz. Myślę, że lubiłeś go na tyle, iż wracał do Ciebie. Oby i Kassander powrócił.
Dziękuję Ci za dotychczasowe opowiesci, za trud jaki włożyłeś w zapanowanie nad materiałem jakim są losy tylu bohaterów. Pisz proszę dalej, nie pozwalaj się wątkom przesadnie rozrastać, aby Cie nie przytłoczyły. Życzę Tobie weny i radości twórczej. A sobie i innym wiernym czytelnikom powrotu do ulubionych bohaterów.

P. S. Czy wypada abyś nie przedstawił nam Aleksandra Megasie Alexandrosie?

Pełna zgoda, Aleksandro, zupełnie nie wypada, bym tego nie uczynił! Tak więc zamierzam doprowadzić do owego spotkania. Za pewien czas, gdy fabuła mi na to wreszcie, łaskawie pozwoli 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Oczywiście, wszyscy chcielibyśmy, żeby to był żart 😐

Ale spójrzmy prawdzie w oczy. Pisanie kolejnych rozdziałów Perskiej Odysei zajmuje Aleksandrowi kilka miesięcy. Nawet przy optymistycznym założeniu, że do końca tej opowieści pozostało dziesięć rozdziałów, jest to praca rozłożona na dobrych kilka lat.

Trudno się dziwić Aleksandrowi, że gruntownie przemyślał temat i stracił motywację do dalszego tworzenia. Czego by o nim nie mówić, jest jednak tylko człowiekiem…

Jak powiedział Darth Vader: nieeeeeeeeeeee!

Rozumiem ból ale jeżeli autor nie ma pomysłu albo stracił chęć lepiej przestać. Miejmy nadzieję, że kiedyś ten ciąg zostanie wznowiony

Witam,

Kilka razy załączałem tekst i z niego wychodziłem, szukając gdzieś informacji o żarcie prima aprilisowym. Póki co nic nie dostrzegłem:(
Ciężko jest mi sobie wyobrazić NE bez dalszych opowiadań Megasa… Pamiętam, jak przypadkiem odnalazłem tę stronkę i trafiłem na jedno z opowiadań M.A. Pochłonąłem wszystko, nie raz, nie dwa, zaniedbując swoje obowiązki w pracy 😉
I za te wszystkie godziny spędzone w starożytnym, zdumiewającym świecie, pragnę szacownemu Autorowi podziękować.

Oczywiście – chętnie zapoznałbym się z kolejnymi opowiadaniami M.A. Cóż, sam dorobek mam o wiele skromniejszy, a kilka kryzysów mnie dopadło, więc rozumiem potrzebę przerwania czegoś, co przestało sprawiać frajdę, a zaczęło przypominać monotonną pracę.

Jakby co, czytelników drogi Autorze szukać nie musisz 😉

Pozdrawiam
R.

Cóż, Radosky,

było mi bardzo miło przeczytać Twoje słowa. Mam nadzieję, że spędzisz jeszcze niejedną godzinę w tym starożytnym świecie, który wciąż uparcie kreuję, czy może raczej odtwarzam 🙂

Kolejny rozdział nadchodzi* jeszcze w kwietniu!

Pozdrawiam
M.A.

* mam nadzieję!

No dobrze, pora przyznać rację Neferowi – to był żart primaaprilisowy 🙂 Nowy “prawdziwy” rozdział Perskiej Odysei – pojawi się, mam nadzieję jeszcze w kwietniu 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Cieszę się, że to tylko żart. 🙂

Zapewniam, że ja również 🙂

To był najlepszy Prima Aprilis w moim życiu! :-]

Co nie zmienia faktu, że moje prognozy są realne i finału Perskiej Odysei możemy się doczekać w okolicach 2030 roku 😉

Napisz komentarz