Eksplozje (SheWolf)  4.47/5 (61)

13 min. czytania

Źródło: Pixabay

I

Ta smarkula ewidentnie go prowokowała. Łaziła w szortach ledwie zakrywających jędrne, apetyczne i delikatne pośladki. Od jakiegoś czasu jego fiut reagował nazbyt ożywczo na takie widoki, ale przecież przez dwa tygodnie patrzenia na wdzięki bratanicy nie dało się inaczej. Młodziutka, niespełna siedemnastoletnia, Klara testowała jego cierpliwość i opanowanie. Miał wrażenie, że obrała sobie za cel doprowadzanie go na skraj wytrzymałości.

W domku wypoczynkowym spędzali rodzinne święta i długą przerwę świąteczno-noworoczną. Kto to widział, żeby w zimę biegać w szortach? Wprawdzie ubierała do tego sweterek i zakolanówki, ale miała niemal goły tyłek! Opierała się o kuchenny blat, wypinając pośladki i kręciła nimi prowokująco, niby śmiejąc się z żartów, które ktoś opowiadał. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ot dziewczęce zagrywki, ale wielokrotnie odczuwał prowokacyjne zachowanie. Ocieranie się niby przypadkiem, oblizywanie lubieżnie ust i palców ze wzrokiem utkwionym wprost w niego. Siadanie na kolanach z braku miejsc przed telewizorem i delikatne pocieranie pośladkami o krocze. Mruczała mu przy tym cichutko do ucha, czując jak nabrzmiewał pod jej ruchami. Spojrzeniem pełnym dwuznaczności i rozognienia dawała wyraz, że robi to świadomie. Była niczym wampir. Wysysała z niego całą energię, którą kumulował, aby nie ulegać jej zapędom. Wielokrotnie miał ochotę dorwać ją i zerżnąć na wszystkie strony świata. Zedrzeć z jej twarzy ten prowokacyjny uśmieszek i pokazać, jak kończą się takie gierki. Nie mógł jednak na to pozwolić. Była młoda, stanowczo za młoda, a w dodatku bratanica. Sam dawno skończył czterdzieści lat i zaczął się obawiać, że wchodzi w etap zwracania nazbyt dużej uwagi na młode dziewczęta.

Grubo po północy, po kolejnym dniu pełnym wyzwań w postaci prowokującej smarkuli i zwaleniu sobie kilkukrotnie konia w łazience, poszedł posiedzieć na dole przy żarzącym się jeszcze kominku. Usiadł w najciemniejszym miejscu, gdzie nie było go widać, ani ze schodów, ani z salonu i kuchni. Popijał spokojnie koniak, gdy niespodziewanie nadeszła. Nie widziała go, za to on miał doskonały widok. Ubrana w jasnoróżowe bokserki podciągnięte wyżej, tak by odsłonić niemal pół pośladka oraz luźny biały t-shirt odkrywający jedno ramię. Urzekający obrazek. Jej jasna skóra w półmroku, ledwie oświetlana blaskiem z kominka, sprawiała wrażenie bardziej błyszczącej i ciemniejszej. Potargane, długie włosy świadczyły o tym, że zbudziła się i zeszła tylko po to, by się napić. Siedział cicho i przyglądał się, jak nalewa wody do szklanki, upija spory łyk, oblewając uroczo bluzkę. Bywała czasami nieporadna i taka bardzo dziewczęca. Gdy go dostrzegła, wcale nie była zaskoczona. Wręcz przeciwnie, zachowywała się, jakby od początku wiedziała, że tam jest. Dostrzegł jej kasztanowe oczy. Żarzyły się bardziej niż drwa w kominku. Kutas momentalnie zareagował.

Zrugał się w duchu za przesadną reakcję, ale postanowił nie zwracać na to uwagi, mając nadzieję, że młode dziewczę pójdzie grzecznie na górę spać. Tymczasem Klara napiła się ponownie wody i odstawiwszy szklankę, ruszyła w jego kierunku, lubieżnie oblizując usta z tym swoim wyzywającym spojrzeniem. Jej klatka piersiowa unosiła się szybko, jakby ze strachu lub podniecenia. Dopiero gdy stanęła nad nim, dostrzegł zaczerwienione policzki, rozchylone i zwilżone usta. Pod materiałem bluzki odznaczały się małe, sterczące sutki. Nie miała biustonosza, a jej cycki falowały niesione drżącym i niespokojnym oddechem. Poczuł mocne uderzenie podniecenia. Krew zaczęła wrzeć w jego żyłach, a w uszach dudniło. Poprawił się niespokojnie, upił łyk koniaku i odstawił szklankę na podłogę.

Młoda zdecydowanym ruchem usiadła na nim okrakiem. Nie pozostawiła miejsca na żadne wątpliwości. Zdołał jedynie przełknąć ślinę, po czym docisnął ją bardziej do siebie, łapiąc za pośladki. Poczuła sterczącego kutasa i cicho jęknęła, ocierając się kroczem o męskość. Poruszała się lubieżnie, patrząc w oczy i obejmując go oburącz za szyję. Drżała i jęczała, odchylając głowę i tym samym podsuwając swoje młode piersi ku jego ustom. Nie czekając na jego reakcję, zdjęła t-shirt, ukazując jędrny, słodki biuścik ze sporymi już brodawkami. Cycuszki miały uroczy trójkątny kształt i mieściły się swobodnie w dłoniach. Sięgnęła do jego krocza i pomasowała przez chwilę fiuta. Spojrzała mu znacząco w oczy. Doskonale zrozumiał.

Zsunął spodnie jedynie do połowy ud, ukazując sterczącego do granic możliwości kutasa. Zdążyła wyjęczeć cichy zachwyt i odsunąwszy majteczki na bok, nabiła się na niego, gotowa przyjąć wszystko, co mógł jej ofiarować. Była niewyobrażalnie ciasna, mokra i śliska. Dokładnie tak, jak fantazjował. Zdziwił się natomiast, że przyjęła go bez żadnych oporów. Pomyślał, że nie jest jej pierwszym kochankiem, co na sekundę zbiło go z pantałyku. Ale to nie miało żadnego znaczenia. Nic nie miało.

Unosił ją niezgrabnymi ruchami i nabijał na siebie szybko, mocno i gwałtownie. Patrzył, jak otwarte usta wiążą język w gardle, by nie wydobyć zbyt głośnych dźwięków rozkoszy. Oczy zamknięte, raz po raz spoglądały na niego pod mgłą podniecenia, które w niej wywoływał. Zaskoczona żądzą podporządkowała się jego sile. Współgrała unosząc się i nabijając z impetem. Wszystko dookoła przestało istnieć. Tylko on i jego wyuzdana, niespełniona bratanica, przyjmująca kutasa w swoją mlaszczącą, drżącą i napinającą się cipę. Czuł, że nagromadzona sperma zaraz eksploduje, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę, że nie może jej wypełnić. Zwolnił i chciał ją zdjąć z siebie, ale Klara przyssała się do niego jeszcze bardziej, nadając własny rytm. Wiedziała doskonale, że zaraz zaleje ją fala gorącej mazi. Kręciła pośladkami na jego fiucie i raz po raz nabijała się mocno. Wytrysnął, zanim zdołał zdjąć ją z siebie. Wpakował w małą, ciasną cipkę cały ładunek, jaki w sobie miał. Tygodnie kumulowania emocji. Fala bolesnego orgazmu przyszła po chwili, gdy poczuł, że rusza się na nim nadal. Skurcze w jej wnętrzu wycisnęły z niego ostatnie krople. Sama doszła, zasłaniając sobie usta, by nie krzyczeć.

II

Miała ochotę na seks. Na rżnięcie, pieprzenie. Nosiło ją od kilku dni, nie mogła znaleźć sobie miejsca. Masturbacja już nie pomagała. Potrzebowała fiuta. Żywego, nie sztucznego. Posiadanie stałego partnera bywa czasami przydatne, niestety od jakiegoś czasu takowego nie posiadała. Spotykała się co prawda z mężczyznami, ale nie chciała się angażować. Nie można ich nazwać przypadkowymi, choć tacy też przewijali się przez jej łóżko. Rozsmakowała się w polowaniu na męskie ciała na czatach erotycznych. Okazało się to bajecznie proste, niemal niewymagające wysiłku. Wprawdzie nie przypominało tego z knajp i barów, dużo bardziej ekscytującego i zwykle bardziej zadowalającego, ale też pochłaniającego zdecydowanie za dużo czasu.

W sieci mogła być kim chce i jaka chce. Wystarczyła chęć, by ktoś ją przeleciał, a zaraz zlatywały się tabuny zainteresowanych. Odpowiedni nick, zdjęcie w avatarze, kilka krótkich zdań zapoznawczych, wymiana fotek i voilà. Można się umawiać od razu. Szybkie numerki w samochodach, parkach, lasach czy na parkingach. Wszystko było na wyciągnięcie ręki. Umawianie się po hotelach czy mieszkaniach na godziny zajmowało odrobinę więcej czasu, ale też stało się możliwe i stosunkowo łatwe do zorganizowania.

Kilka razy udało się trafić na naprawdę cudowne męskie ciało, a seks bez zobowiązań był czymś niewyobrażalnie wygodnym. Oczywiście, zdarzyły się małe potknięcia czy niewypały. Ktoś się nie zjawił lub facet, który przyjechał był innym niż ten ze zdjęcia. Problemy z erekcją czy jej utrzymaniem, ale nie stanowiło to dla niej problemu. Zwykle facet szedł w odstawkę zanim cokolwiek się wydarzyło. Bo czasami zwyczajnie do niczego nie dochodziło. Nie dawała kolejnej szansy.

Nawet w przypadku udanych spotkań nie odczuwała żadnego przymusu do utrzymywania kontaktu ani problematycznej ciszy tuż po. Po prostu każdy szedł w swoją stronę. Owszem, kilka znajomości zostało. Z niektórymi spotykała się regularnie lub co najmniej kilkukrotnie, ale to nie były żadne związki. Nie lubiła dłuższych relacji, szczególnie gdy zaczynały się w ten sposób. Interesował ją tylko seks. Zabawa. Sport. Każdy z nich rozpływał się niczym fatamorgana. Z czasem już nawet nie zapamiętywała imion. Sama przybierała zupełnie inną tożsamość, więc nie miała nikomu za złe, że przez chwilę udawał kogoś innego. Seks był, w zależności od nastroju, sposobem na rozładowanie nadmiaru energii albo podładowanie baterii.

Czasami zdarzało się, że ktoś ją bardziej zainteresował i okres pisania nieco się wydłużał, zanim dochodziło do spotkania. Tak właśnie było z Piotrem. Ciekawy mężczyzna. Nie miał ochoty natychmiast dobrać się do niej, raczej zainteresował się czymś więcej niż tylko pieprzeniem. Na początku rozmawiali o wszystkim, tylko nie o seksie. Opowiadał trochę o sobie, co traktowała z przymrużeniem oka. Wszak nie musiała to być prawda, ale mimo wszystko czuła, że przecież nie ma interesu w okłamywaniu jej. Pracował na zmiany, więc spotkanie przesunęło się o kilka dni. Oboje wiedzieli w jakim celu się spotykają, ale jego zainteresowanie, dość wnikliwe, dotyczące jej preferencji wydawało się autentyczne. Nie wyczuła w tym kurtuazji, ale szczerą chęć dowiedzenia się, co sprawi jej rozkosz.

Będę za pół godziny – napisała Piotrowi.

Dogadali termin spotkania na przedpołudnie. Zanim się obejrzała, minęło znacznie więcej czasu, niż zakładała. Spóźnienie było nieuniknione. Pomyślała z satysfakcją, że to facet powinien czekać. Wyobraziła sobie, jak nerwowo przechadza się po mieszkaniu ze sterczącym fiutem, czekając na nią.

– Będzie miał darmowe pieprzenie, może poczekać – pomyślała.

Ubrana w czarną sukienkę, pończochy samonośne, czółenka i płaszcz pognała do samochodu. Majtek nie włożyła specjalnie.

Gdy weszła do mieszkania mężczyzny, przywitał ją jedynie oschłym „cześć”. Zdjęła okrycie, buty, a torebkę odłożyła na ławeczkę obok drzwi.

– Spóźniłaś się – warknął, łapiąc ją za szyję, gdy tylko się wyprostowała, gotowa na ciąg dalszy, docisnął do ściany obok wieszaka. Wszystko runęło na podłogę. Wiedziała, że lubi czasami pobawić się w dominację i nie przeszkadzało jej to. Nie była też zbytnio zaskoczona. Co więcej, poczuła przyjemne mrowienie w cipie. Odwrócił ją tyłem do siebie i przycisnął na powrót do ściany. Zadarł sukienkę do góry, odsłaniając nagie, krągłe pośladki.

– Widzę, że ktoś tutaj jest chętny na rżnięcie. Tylko ile mam na ciebie czekać, szmato? – sapał do ucha, strzelając jednocześnie siarczyście w pośladki. Po każdym uderzeniu ugniatał je i szczypał.

– Na dobre rzeczy warto czasami poczekać – odparowała bez zastanowienia. Irytowała ją ta pozycja. Łydki odrobinę zdrętwiały, a tynk, albo kurz, ze ściany kruszył się na usta i wpadał do nosa. Miała ochotę zmienić otoczenie na wygodniejsze.

– Jaka wyszczekana! Zaraz zobaczymy, czy masz takie złote usta do wszystkiego, czy tylko do pyskowania! – powiedział, łapiąc nadgarstki i krzyżując je na jej plecach. Szarpnął i poprowadził kobietę do pokoju po lewej stronie. Pchnął na łóżko. Runęła jak długa, ale zaraz się uniosła i usiadła na skraju materaca. Stanął nad nią, tak że nabrzmiałe krocze znalazło się na wysokości jej twarzy. Zrozumiała błyskawicznie przekaz. Sięgnęła do spodni Piotra, zamierzając je rozpiąć, ale odsunął kobiecą dłoń. Sam powoli ujął pasek.

– Patrz na mnie! – krzyknął. Spojrzała, ale szczerze mówiąc, miała ochotę parsknąć śmiechem. Wyglądało to doprawdy komicznie i mało naturalnie. Gdy wydobył fiuta z więzów, ujęła go w dłonie, a następnie zabrała się do pracy. Pieściła delikatnie, zaczynając od główki, tak jak opisywał, że lubi. Okrążała językiem, brała żołądź w całości między wargi i lizała wędzidełko. Raz po raz wkładała koniuszek języka do cewki. Pieściła trzon dłonią, by po chwili powtórzyć podobny ruch językiem. Następnie, wzięła całego do buzi, aż po migdałki. Zassała mocno, tworząc próżnię. Następnie okalając penisa ściśle ustami, waliła mocno, krztusząc się raz po raz. Złapał ją za włosy i dopchał do końca. Łzy momentalnie poleciały z oczu, a ślina ściekała po brodzie. Właśnie ten moment najbardziej lubiła z całej zabawy w obciąganie. Chwilę, gdy nie miała szans wyrwać się, a facet pierdolił usta, wywołując odruch wymiotny. Gdy wydzieliny zaczynają się mieszać, a makijaż ścieka po twarzy. Cipa pulsowała boleśnie, domagając się natychmiastowego rżnięcia. Ciężko było jej opanować chęć wypięcia się do krycia niczym suka.

Lizała zapalczywie po całej długości fiuta, na zmianę z pieprzeniem ust, aż do samego gardła. Po chwili poczuła, że migdałki są już mocno obite. Zaczęły boleć. Nie przerwała jednak do momentu, gdy on stwierdził, że wystarczy. Pchnął ją na łóżko, podwinął sukienkę i patrzył na oblepioną śluzem cipę. Obciąganie zawsze sprawiało, że płynęła. Dotykał warg sromowych, rozcierając wydzielinę. Bawił się, sprawdzał. Klepał i ciągnął. Naciskał łechtaczkę niczym guzik od pilota. Nie było to zbyt przyjemne, ale czekała, przekonana, że zechce pieścić ją ustami. Pisał, że bardzo lubi, a jego partnerki zawsze były zadowolone.

Gdy przyssał się do łechtaczki, krzyknęła. Najwyraźniej wziął to za dobrą monetę, choć ona wcale nie poczuła przyjemności, a ból. Lizał i ssał wargi. Ciągnął je i przygryzał bez wyczucia. Zbyt mocno, jak na jej gust. Próbowała go odsunąć, jakoś naprowadzić, ale pewny swoich umiejętności, tarmosił kobiecość niczym ciasto drożdżowe, które trzeba szybko i mocno wyrabiać. Momentalnie cała ochota na seks minęła.

Leżała, wijąc się pod nim jak osika, czekając aż skończy. Na szczęście niezbyt długo. Myśląc, że doprowadził ją na skraj rozkoszy, podniósł się dumny i rozsiadł wygodnie na łóżku. Ubrał prezerwatywę. Liczyła, że może chociaż to się uda. Ujedzie go po swojemu i będzie miała z tego jakąkolwiek przyjemność. Dosiadła pospiesznie kutasa. Odsłoniła swoje soczyste piersi, ale nie okazał zainteresowania. Rozłożył ręce na bok, oparł głowę o wezgłowie i zamknął oczy. Zniesmaczona zastanawiała się, czy warto, czy jest sens gonić za przyjemnością, ale mimo wszystko pieprzyła się na nim. Bo powiedzieć, że z nim, byłoby przesadą. Ani się obejrzała, a skończył. Zatrzymała się z niedowierzaniem. Widziała zażenowanie na jego twarzy. Pospiesznie zeszła i usiadła na łóżku. Milczał, chyba zawstydzony.

– Przepraszam, to mi się nigdy nie zdarzyło – powiedział, ale wyczuła fałszywą nutę.

Chciała jak najszybciej wyjść z tego mieszkania. Ubierając buty i płaszcz, uświadomiła sobie, że dała się w pewien sposób wykorzystać. Jakaż byłam naiwna! – pomyślała.

– Spotkamy się jeszcze? – zapytał, stojąc w progu i przyglądając się jej.

– Nie – odparła sucho.

– Dlaczego? – Był zaskoczony.

– Bo nie mam w zwyczaju spotykać się z facetami, którzy nie dają mi orgazmu – powiedziała twardo, patrząc mu prosto w oczy. – Aha, jeszcze jedno. Jeśli wydaje ci się, że potrafisz pieścić cipkę kobiety, wiedz, że się mylisz. Chyba, że któraś lubi czuć jakby ktoś jej pizdę wkręcał w maszynkę do mięsa. Ja z pewnością tak nie lubię. Żegnam.

Chyba czas poszukać nowego towaru. Tym razem młodszego. Ci młokosi przynajmniej bardziej się starają.

III

Koncert rozkładał na łopatki. Nie bez przyczyny nazywali go wirtuozem i mistrzem. Połączenie klasyki z rockiem i elektroniką, dopieszczone efektami specjalnymi, odebrało jej mowę. Była zachwycona na tyle, by móc stwierdzić, że przez te półtorej godziny doznawała emocjonalnych orgazmów. Całości dopełniała jego obecność. Mężczyzny, z którym spotkała się potajemnie, ukradkiem, wbrew całemu światu, z którym zamierzała spędzić noc i zdradzić męża. Znali się długo, ale ich codzienność nie pozwalała na spotkania. Mieszkali niemal na dwóch krańcach kraju, oboje silnie skrępowani obowiązkami i pracą. Koncert stał się pretekstem do tego, by złamać wszystkie zasady. Nawet te, które sami między sobą ustalili. Żadnych spotkań. Nigdy. Ale nie potrafili zahamować tego, co się między nimi narodziło. Nie chcieli żałować, że nie spróbowali. Nie mogli zaprzepaścić tej szansy.

Siedząc obok niego wiedziała, że ma go tylko dla siebie. Ubranego w doskonale skrojony garnitur i muchę. Miała ochotę od razu go posiąść. Drżała przy nim nieustannie. Powodował w niej stany, o jakich nawet nie śniła. Doskonale wiedziała, że odwleczona przyjemność smakuje dwa razy lepiej. Cały koncert trzymał ją za rękę lub kolano, raz po raz wsuwając dłoń w rozcięcie sukni i podążając w stronę uda. Oddech jej przyspieszał i czuła mrowienie w podbrzuszu, a on, zadowolony z siebie, uśmiechał się łobuzersko. Zatrzymywała jego dłoń w połowie uda, dociskając mocniej, dając wyraz temu, jak bardzo go pragnie. Nie patrzył na nią, a jedynie przymykał oczy, wypuszczając ciężkie powietrze i zaciskając mocniej palce. Wiedziała, że pozostawi siniaki, jej skóra była niesamowicie podatna na mocniejszy dotyk, ale niczego bardziej nie pragnęła, niż tego, by ją oznaczył. W każdy możliwy sposób.

Wracając taksówką do hotelu, wtuliła twarz w jego szyję. Uwielbiała chłonąć zapach. Chciała zapamiętać. Świadomość, że niedługo będzie miała go na wyłączność w hotelowych pieleszach, doprowadzała do wrzenia. Niemal czuła zapach swojego podniecenia wypełniający wnętrze samochodu. Wsunął dyskretnie dłoń między jej uda. Taksówkarz, skupiony na trasie, kompletnie nie zwracał na nich uwagi. Przynajmniej tak się jej wydawało. Docisnęła usta do jego karku, by nie wydobyć z siebie niekontrolowanego jęku, gdy wtargnął palcem do jej wnętrza. Następnie drugim. Poruszał się leniwie, co dawało uczucie nienasycenia. Po chwili wyjął palce i przysunął do jej ust. Patrząc zamglonym, pełnym niedowierzania wzrokiem, objęła wargami dwa palce. Wsunęła je głęboko i otoczyła językiem, smakując siebie samą. Jego oczy zabłyszczały, ukazując pełnię zadowolenia i żądzy. Sięgnął ponownie do jej krocza i masując, nie pozwalał, by doszła, doprowadzając do kresu wytrzymałości. Gdy dotarli do hotelu, ona na miękkich nogach oraz wsparta na jego ramieniu, skierowali się do windy. Przylgnął do niej niczym zwierz. Złapał dłonią twarz i chciał wpić się w usta, ale zatrzymał się, patrząc jedynie w oczy. Dyszał w jej usta. Przylegał całym ciałem, a ona doskonale wiedziała, że ledwo się powstrzymuje. Omdlała niemal od doznań, jakie fundował i własnych odczuć, ledwo nadążyła za nim do pokoju.

Nie było już niczego. Nie było igrania ze sobą, pobudzania i wzniecania ognia. Stali się wyłącznie wygłodniałymi siebie ciałami, pełnymi chuci i pragnienia spełnienia. Ich gra wstępna trwała miesiącami, a spotkanie podgrzało tylko to, co już się żarzyło czerwonością. Liczyło się tylko pragnienie zatopienia się w sobie nawzajem. Złączenia, zakleszczenia.

Pchnął ją na biurko – pierwszy mebel, który był pod ręką. Podwinęła sukienkę i odsunęła majtki, jednocześnie stając w rozkroku. Rozerwał je pospiesznie, co jeszcze bardziej ją rozgrzało. Nie wiedziała, że można bardziej. Rozpiął spodnie i bez żadnych wstępów wbił się w mokre wnętrze. Dobił do samego końca, powodując ból i rozkosz jednocześnie. Uniesieni doznaniem zatrzymali się w odczuwaniu. Oboje długo fantazjowali o tym pierwszym pchnięciu. O uczuciu, jakie wywoła. O tym, jak w tej jednej sekundzie wszystko będzie inaczej. Po nasyceniu się przeszywającym doznaniem, rozpoczął galop ku spełnieniu. Bez wytchnienia. Uczucie spadania dopadło ją niemal natychmiast. Wiedziała, że nie zatrzyma tego, wiedziała, że nie ma sensu z tym walczyć. Poddała się temu, co dyktowało ciało. A ono chciało tylko orgazmu. Z nim i dla niego. Czuła, jak wychodzi z niej niemal w całości, po czym dobija do dna. Uwielbiała połączenie bólu i przyjemności. Rezonował w niej. Kilka mocnych pchnięć i poddała się bez reszty. Naznaczył ją sobą. Wiła się pod nim, krzycząc w spełnieniu jego imię. Czuła, jak ciepła ciecz wypływa ze środka. Zastygł, zaciskając palce na pośladkach i mrucząc:

– Moja mała dziewczynka…

Później było tylko więcej. Więcej eksplozji…

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Raczej dwie eksplozje i jeden niewybuch ;D

Aniu, dwie eksplozje i przedwczesny wybuch, co spowodowało rozczarowanie również na miarę małej eksplozji. 😀

Wilczyco,

w trzech krótkich scenach umiejętnie zarysowałaś różne aspekty erotyzmu i perspektywy ich eksplorowania. Przeczytałem z przyjemnością, ale i pewnym współczuciem dla obojga bohaterów drugiej miniatury. Żadne z nich na targowisku przyjemności nie odnalazło tego, na czym im najbardziej zależało. Scena trzecia podoba do Twego opowiadania “Inklinacja”. Scena pierwsza… mogłaby być zaczątkiem czegoś większego i bardziej rozbudowanego fabularnie.

Przeczytałem z satysfakcją i czekam na więcej 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Fajne, krótkie sceny. Minimalistyczne w formie, o ledwie zarysowanwj fabule i bohaterach, o których niewiele wiemy. Taka literacka przegryzka, pomiędzy bardziej sycącymi daniami, a przecież bardzo miła 🙂

Dziękuję serdecznie 🙂
Właśnie takiej przegryzki czasami nam potrzeba. 🙂
Uściski.

Dziękuję Megasie 🙂
Masz rację, że trzecia miniaturka jest odrobinę podobna do “Inklinacji”. Mam ostatnio słabość do tego typu scen, a ta nie znalazła miejsca w dłuższej formie.
Co do drugiej – wyszłam z pewnego założenia, że przecież nie zawsze jest/może być cukierkowo i kolorowo. Jak to w życiu. 🙂
Uściski.

Zacznijmy od rzeczy dobrych, bo i sporo ich jest. Tekst zwarty, przemyślany, dobrze zrównoważony, nie przegadany, stylistycznie bezbłędny. Sceny erotyczne soczyste, bardzo plastyczne, całkiem naturalne i wiarygodne. Czyta się szybko, płynnie i przyjemnie. Bez żadnych zgrzytów i zacięć.

Co ważne – opowiadanie ma równy, w tym przypadku wysoki poziom. Nie wznosisz się na wyżyny, by za chwilę wyskoczyć z jakimś cudakiem, który zatarłby dobre wrażenie.

Aby nie było tak sielankowo i skoro już jestem posłańcem złych wieści…

“W domku wypoczynkowym spędzali….”

Nie podoba mi się to określenie. Leży za blisko “domku letniskowego”; poza tym jest takie jakieś… niepoważne. Dałbym “pensjonat”.

“Sam dawno skończył czterdzieści lat… (..)….zwaleniu sobie kilkukrotnie konia w łazience”

Przyjrzyjmy się temu. Dawno skończył czterdzieści lat. Jak dawno? Skoro dawno, to na pewno nie ma czterdzieści jeden, dwa też nie, trzy… nie sądzę. Na pewno nie ma czterdzieści osiem czy dziewięć – to za bliskie pięćdziesiątki aby łączyć go z czterdziestką. Najpewniej ma czterdzieści pięć lub sześć. Może nawet siedem.

Kilkukrotnie. Ile dokładnie? Nie wiemy. Jeden raz – to nie kilka. Dwa razy – to dwa, nie kilka. Osiem czy dziewięć to już za blisko kilkunastu.
Przyjmuje się zwyczajowo, że “kilka” to otwarta dłoń. A więc pięć, maksymalnie. Więc, prawdopodobnie, było to cztery razy.

Podsumowując – czterdziestosześcioletni mężczyzna po czterokrotnym zwaleniu sobie konia (jak rozumiem za każdym razem doprowadził do wytrysku) był w stanie dokonywać takich rzeczy z ową bratanicą o których piszesz i że kutas sterczał do granic możliwości.

Absolutnie niemożliwe? Nie, tego nie mówię. Raczej mało prawdopodobne? Owszem, tak właśnie twierdzę.

Nic z tych rzeczy o których piszesz nie wydarzyły się naprawdę, bohaterowie których stworzyłaś nie istnieją, a jednak…

Jak to się dzieje, że bohaterów stworzonych przez tych największych i trochę mniejszych kochamy, nienawidzimy, płaczemy i się śmiejemy, współczujemy im i zazdrościmy, targają nami wszelkie uczucia chociaż doskonale wiemy, że oni NIE ISTNIEJĄ I NIC Z TYCH RZECZY NIE WYDARZYŁO SIĘ NAPRAWDĘ.

Więc w jaki sposób tego dokonali, jak zawładnęli naszym duchem? Ano tak, że zbliżyli się do prawdy, którą wyczuwamy i przyjmujemy intuicyjnie. Gdy przeczytałem o czterdziestokikuletnim facecie, który po kilkukrotnym zwaleniu konia był jeszcze w stanie wznieść się na wyżyny, od razu wyczułem fałsz.

Można temu zaradzić nie burząc całości koncepcji? Można. Gdybyś napisała tak…

Dzień był wyjątkowo owocny. Walił konia w łazience, raz za razem, i ciągle nie miał dosyć. Zaciskał zęby i palce na kutasie, miał ochotę walić głową w zimne kafelki. Gdyby stanęła w drzwiach, jak zwykle kusząca, lubieżnie oblizując wargi…. rozdarłby ją wielkim chujem, wycisnął wszystkie soki, doprowadził do wszystkich tych rzeczy…

Ukazując go takiego pokazujesz, że napędza go wielkie szaleństwo i ono daje mu silę, niespożyte zasoby energii do miłosnych zmagań które miały miejsce. A potem już z górki;)

Aureliusie, zawsze z niecierpliwością czekam na Twój komentarz wiedząc, że poddasz go odpowiedniej analizie. Nie zawiodłeś i tym razem. 🙂
Powiem tak – w miniaturach nie miałam na celu dokładnego nakreślenia postaci, to celowy zabieg. Ale! Idąc Twoją analizą można założyć, że czterdziesto czteroletni mężczyzna (bo dając informację o dawno skończonej czterdziestce oscylujemy między 44-46) zwalił sobie konia cztery razy w ciągu dnia. W moim odczuciu nie jest to jakiś wielki wyczyn, który wpłynął by znacząco na jego zdolność do dalszego działania. Co więcej, myślę że masturbacja w takim wydaniu w żaden sposób nie doprowadziła do ulgi, a jedynie odrobinę dała upust temu, co się w nim gromadziło. Szczególnie, gdy obiekt jego żądzy nieustannie był w zasięgu ręki, a on (do czasu) nie mógł zrobić tego, na co miał wielką ochotę. 😉

Niemniej, dziękuję za komentarz. Oczywiście, jak zawsze wezmę sobie uwagi do serca.

Uściski.

W Twoim odczuciu może i nie, ale mówię to ja, mężczyzna mniej więcej w wieku Twojego bohatera:) Czterokrotne zwalenie konia nie osłabi jego pragnienia czy żądzy, ale osłabi go fizycznie, czysto mechanicznie.

Ale, jak mówiłem, nie twierdzę, że to absolutnie niemożliwe. Podobno pedofil (nie wiem tego na pewno, bo pedofilem nigdy nie byłem, nawet w fantazjach), w jakimś tak pedofilskim ciągu może mieć…. dwadzieścia orgazmów na dobę! Rzecz niewyobrażalna… Czy po tylu “zwaleniach” kutas nie jest mocno wyeksploatowany? Oczywiście że jest, ale prawdziwy seks siedzi w głowie.

Niemniej jednak należy podkreślić owe szaleństwo, wynikające z nieprawdopodobnej chęci zerżnięcia owej małolaty. Bo pięć orgazmów dla faceta w takim wieku nie jest normą.

Aha, i jeszcze jedno.

“Łydki odrobinę zdrętwiały, a tynk, albo kurz, ze ściany kruszył się na usta i wpadał do nosa”

Stała twarzą do ściany. Tynk spadał jej na usta.. ok… ale że wpadał do nosa? Spadający tynk leci w dół, dziurki od nosa są od dołu, więc żeby wpadał do nosa musiałby lecieć do góry. Co by powiedział pan od grawitacji?

Oczywiście chodzi o to, że ona ten kurz WCIĄGAŁA nosem. O tyle łatwiej, że szarpiąc się, będąc podnieconą, miała przyspieszony oddech.

Miło się czyta i komentuje Twoje dzieła. Cała przyjemność po mojej stronie:)

Witaj
Nie mam ostatnio ani siły ani ochoty na dłuższe sesje, z tym większą przyjemnością zanurzyłem się na chwilkę w Twoich miniaturach. Z pewnych oczywistych – w pewnych kręgach znanych – względów, szczególnie jedna przypadła mi do gustu.
Dziękuję za te kilka minut odskoczni od codzienności 😉
Pozdrawiam, śląc soczystego buziaka 😎
MRT

Napisz komentarz