Inklinacja (SheWolf)  4.43/5 (55)

14 min. czytania

Źródło: Pixabay

Wiedziałam, że nigdy nie będziemy razem, mimo to go pragnęłam. Choć jednej wspólnej nocy. I poranka. By zapomnieć o swoim życiu, zobowiązaniach, obietnicach danych na zawsze, o przysięgach. Oboje mieliśmy je za sobą. Przypieczętowały nasz los. Życie bywa jednak przewrotne. Splotło nasze drogi w najmniej oczekiwanym momencie. To, co początkowo stanowiło jedynie przyjemną rozrywkę, zabawę, grę słów, z czasem przerodziło się w coraz większe zainteresowanie, fascynację i celowe budowanie coraz większej intymności. W rozmowach odkrywaliśmy nasze pragnienia. Te niespełnione. Obnażaliśmy powoli swoje prawdziwe oblicza, oszołomieni coraz większym niedowierzaniem, że jesteśmy wzajemną odpowiedzią na nasze potrzeby.

Był ucieleśnieniem moich pragnień, zboczeń i kinków. Stawał się niewyobrażalnie prawdziwy w tym, jak mocno potrafił sprawić, że odpływałam na emocjonalnym haju. Gwałcił mój mózg. Jednym zdaniem doprowadzał do erupcji w podbrzuszu. Wiedziałam, że po drugiej stronie ekranu jest również rozpalony. Bez tej świadomości, słowa nie miałyby żadnego znaczenia. Czuliśmy, że nie zdołamy w żaden sposób powstrzymać rodzącej się fascynacji i namiętności. Uderzaliśmy w dawno zapomniane struny, które rozbrzmiały całą gamą dźwięków. Odkopaliśmy to, co spoczęło w zgliszczach pragnień. W pewnym momencie poczułam, że nie będę potrafiła bez niego żyć. Bez słów i moich wyobrażeń. Bez całej otoczki, która zamykała nas we własnym świecie. Bo to, że mieliśmy swój własny świat, swoją własną przestrzeń, stało się naturalne i tak mocno zagnieżdżone w naszej relacji, jak gdyby istniał od zawsze. Świat, w którym nie potrafiliśmy się wcześniej odnaleźć, teraz stał się ostoją.

Obiecaliśmy sobie, że gdy tylko nadarzy się okazja, spotkamy się. Nigdy nie planowaliśmy seksu, nie mówiliśmy o tym wprost, chociaż oboje wiedzieliśmy, że nie powstrzymamy pożądania. Stało się to oczywiste, gdy nasze zmysły szalały podczas rozmów i wyobrażeń. Nie mogłam przestać myśleć o jego dotyku. O tym, jaki jest i że on, mężczyzna dotąd poukładany, kontrolujący, poddaje się żądzy. Uniesieniom. Wiedziałam, że spotkanie przypieczętuje pewien etap, a seks będzie jedynie dopełnieniem. Pewnym zwieńczeniem, kwintesencją. Treść wyobrażeń stanowiły sceny i momenty, które kreśliły nasze głęboko skrywane potrzeby. On pragnął młodej kobiety, dziewczynki, córeczki. Lolitki, prowokującej, a jednocześnie delikatnej, potrzebującej ojcowskiej opieki i miłości. Ja odpływałam, myśląc o nim w kontekście opiekuna, starszego mężczyzny, mentora. Wariowałam, gdy nazywał mnie swoją małą dziewczynką. Czasami, gdy pyskowałam, byłam małolatą, ale zwykle pisał: kochana. Później, za każdym razem, dodawał: moja. I mimo iż nigdy mu tego nie powiedziałam, tak czułam. Chciałam być jego. Mentalnie należeć właśnie do niego. Pamiętam, gdy zapytał mnie o to. Prosił, bym nie odpowiadała od razu, tylko poczekała aż poczuję, aż się spotkamy, bym miała pewność. Czekałam, chociaż na pewnym etapie rozmów, wiedziałam, że nie będzie odwrotu. Nikt, nigdy nie potrafił w ten sposób mnie odczytywać i odpowiadać na moje potrzeby. Pożądanie jest czymś tajemniczym, obejmującym przecież nie tylko ciało drugiej osoby, ale też duszę. To nierozerwalny splot.

***

Zawsze miałam słabość do starszych mężczyzn. Przepełniało mnie ogromne pragnienie, aby móc schronić się w kimś, skulić niczym mała, bezbronna dziewczynka, ale jednocześnie odczuwałam pewien rodzaj przyciągania i potrzeby, by mnie dotykał, gładził i całował. Całkiem nie jak dziewczynkę, ale kobietę, która mimo swojej dziewczęcości prowokuje seksualnie. Dosyć szybko zaczęłam fantazjować o bliskości ze starszym mężczyzną. Kumulowałam wszystkie pragnienia w fantazjach. Moja wyobraźnia działała doskonale, jako substytut budowania normalnych relacji. Do czasu były wystarczające. Do czasu…

Miałam kilku partnerów, zawsze starszych. Najmniejsza różnica wieku to piętnaście lat, największa trzydzieści pięć. Każdy z tych związków coś mi dawał, ale nigdy nie poczułam pełni. Tego, co ogarnie mnie do cna i da satysfakcję na najwyższym poziomie. Zawsze czegoś brakowało. Po latach rozczarowań i braku zgody na półśrodki, chciałam się ustatkować. W małżeństwie schowałam tę część siebie bardzo głęboko i nie pozwalałam jej wychodzić na światło dzienne. Byłam szczęśliwa i spełniona. Na tamtą chwilę, na tamten czas.

Aż pojawił się on. Profesor wyższej uczelni, filozof, myśliciel, ale przede wszystkim wrażliwy, ciepły mężczyzna, który bynajmniej nie planował romansu z młodszą kobietą. Spotkaliśmy się przy okazji wykładu wyjazdowego, na którym był gościem i zechciał przedstawić filozofię Platona. Wpadłam do auli już pod koniec jego wystąpienia, ale to niespełna dziesięć minut wywarło na mnie ogromne wrażenie. Nie mogłam długo dojść do siebie po tym spotkaniu. I nie rozumiejąc zupełnie swoich emocji, postanowiłam odszukać go w czeluściach Internetu. Tak zaczęła się nasza znajomość. Od rozmowy, podziękowań i mojego zachwytu jego osobą. Zachwytu mądrością, sposobem mówienia i przekazywania wiedzy. Podczas wykładu na sali panowała cisza. Wszyscy słuchali niemal z otwartymi ustami. Niecodzienny widok. W sieci również zachwycał. Nieczęsto spotyka się osoby, które w zgrabny, przystępny sposób potrafią zaciekawić niebudzącymi dotąd zainteresowania tematami. On swoim sposobem mówienia zachwycał. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że komplementy, na jakie sobie wobec niego pozwoliłam, traktował nieco z przymrużeniem oka. Zresztą, początkowo nasza znajomość przypominała raczej zabawną wycieczkę. Doszukiwał się podstępu albo zabijania nudy z mojej strony i bardzo długo nie mógł uwierzyć, że po prostu chcę go poznać. Rzeczywiście, byłam go ciekawa. Fascynował mnie. Chciałam rozmawiać i zainteresować sobą. Odkrywaliśmy stopniowo swoje pasje, ulubione książki, muzykę. Był czarujący w swoich żartach i anegdotach. Opowiadaliśmy, co nas zachwyca, wzrusza oraz deprymuje. Z zaskoczeniem uzmysłowiłam sobie, że różnica wieku w żaden sposób nie tworzy przepaści. On oczywiście twierdził, że jest starym dziadem i nie ma w nim nic interesującego, szczególnie dla młodej kobiety. Zmienił nieco zdanie, gdy odważyłam się opowiedzieć o swoich związkach. Po tym wyznaniu rzadko wracał do tego tematu. Co więcej, zaczął się coraz bardziej otwierać.

Nasze spotkania online zwykle trwały kilka godzin. Czasami całe dnie, z przerwami na pracę, ale pisaliśmy nieustannie. Wieczorami, gdy była ku temu sposobność, otwieraliśmy wino i słuchaliśmy tej samej muzyki. Każde w swoim domu, oddaleni o setki kilometrów. I mimo tej odległości i szklanego ekranu zamiast żywej istoty, czuliśmy niewyobrażalną bliskość. Czekaliśmy na siebie. Rosłam po zwilżeniu rozmową z nim, a on pozwalał sobie na coraz śmielsze uwagi. Słowami pieścił moje rozgrzane od wina ciało. Dotykałam się w sposób, w jaki chciałam by on to robił. Wtedy znajomość zaczęła przybierać inny wymiar. Zaczęliśmy przesyłać sobie zdjęcia. Początkowo jedynie fragmentaryczne, by bardziej zaciekawić, pobudzić. Byłam oczarowana, zauroczona i totalnie bezkrytyczna wobec niego. Coraz częściej pojawiał się temat spotkania. Coraz częściej mówiliśmy sobie o pragnieniach. Oboje chcieliśmy siebie, mimo że wiedzieliśmy, iż nie powinniśmy. Sam fakt, że to zakazany owoc, potęgował nasz apetyt. Świadomość przekroczenia pewnych granic, sprawiała, że jeszcze bardziej dążyliśmy do spotkania. Oboje marzyliśmy o wspólnej kawie i spacerze. Wyobrażaliśmy sobie momenty zatracenia i ucieczki w swoje ramiona. To, jak przestajemy zastanawiać się nad konsekwencjami i dajemy ponieść chuci. Bez barier, bez namysłu. Z nim moja uśpiona i zepchnięta w niebyt część duszy, odradzała się.

Wiedziałam, że nie będę potrafiła odejść. Nie chciałam tego robić, chociaż przemożne pragnienie pchało niebezpiecznie w rejony, których się bałam. Dla niego stawałam się małą dziewczynką. Niewinną, a zarazem lubieżnie prowokującą. Ta rola stała się tak naturalna, jak to, że rozkładasz parasol, gdy pada deszcz. Strach pojawiał się w najmniej oczekiwanych momentach. Nie wiedziałam, czy podołam funkcjonowaniu bez niego, czy moje życie będzie biegło nadal swoim tempem i odnajdę się w codzienności, w której go zabraknie. Wszystkie rozterki sprawiały, że uciekałam. Obudowywałam się kokonem bezpieczeństwa. Nie chciałam się zakochać, chociaż w głębi serca wiedziałam, że już za późno. Racjonalna część mnie podpowiadała, że to tylko chemia, że minie, ale nie wiedziałam czy chcę, żeby minęło. On tymczasem wdzierał się coraz głębiej. Do mojego świata, głowy i serca. Wiedział co i jak napisać, by mnie rozpalić i spotęgować odczucia, wobec których byłam bezradna. Bezsilna niczym dziecko. Rozpacz i pożądanie rządziły całym moim życiem.

Dygotałam za każdym razem, gdy z nim rozmawiałam. Za każdym razem, gdy po kryjomu robiłam dla niego zdjęcia. Czułam się w ten niewysłowiony sposób. Z mieszaniną ekstazy, zawstydzenia i całkowitego obnażenia. Jakbym już wszystko mu oddała, nie zostawiając cząstki dla siebie. Pragnęłam, by wziął mnie w ramiona i nie puszczał. By dotykał, sprawdzał każdą miękkość, wypukłość, zagłębienie. By zdjął ze mnie wstyd wraz z ubraniami. Chciałam czuć go na swojej skórze. Widzieć żądzę w jego oczach. Dławiłam się. Wiedziałam, że nie mogę, że nie powinnam o tym myśleć. Chociaż w takich chwilach, jeszcze bardziej go chciałam. Wtedy, gdy wiedziałam, że nie mogę…

Za każdym razem dotykaliśmy nowych rzeczy. Przesuwaliśmy granice. Podążaliśmy dalej i głębiej w to, co się między nami działo. Czułam nieustanną fascynację nim. Wzrastał we mnie. Napędzał i powodował niedosyt. Czułam, jakby mnie dotykał, a każdy nie-dotyk stawał się chłodnym ciężarem na skórze. Wdarł się we mnie. Momentami miałam wrażanie, jakbym już nie potrafiła wytrzymać. On był sumą moich pragnień. Im więcej siebie dawał, tym bardziej go chciałam. A niedosyt przyciągał. Budował więź. Chciał, bym czuła przy nim dreszcze. Potęgować je. Później już wiedział, że robi to nieustannie. Przy nim dosięgałam emocjonalnej głębi. Rozmowa z nim stała się moim schronieniem.

***

Musiałam go skosztować. Posiąść. Zdobyć. Na ten jeden, jedyny moment. Oszalała ze szczęścia i strachu gnałam samochodem na spotkanie z moim zatraceniem. Również na spotkanie w głębi siebie. Miałam czas pomyśleć, zastanowić się. W ciszy. W spokoju i samotności. Jednak ani przez moment nie zawahałam się. Nie chciałam uciec. Może odrobinę od siebie. Myśli kłębiły się w głowie niczym rozszalała wichura. Niecierpliwość kreśliła westchnienia i przyspieszony oddech. Na co dzień kurczyłam się duchowo w sposób prawie niezauważalny, ale na dłuższą metę uciążliwy. Jakbym poddawała się powolnej hibernacji. I miałam przeczucie, że ten stan mógł prowadzić do depresji w większym stopniu, niż lękowe myślenie o tym, co będzie. Niż wyrzuty sumienia. Jadąc na spotkanie czułam, że się odradzam.

W hotelu mogłam chwilę odpocząć. Wiedziałam, że przyjdzie późnym wieczorem, po wykładach. Czekałam. Nerwowo przechadzałam się po niewielkim pokoju. Półmrok w pomieszczeniu, gra świateł z ruchliwej uliczki, tworzyły kaskady iluminacji na ścianach i suficie. Momentami miałam wrażenie, że igrają ze mną, potęgując strach. Nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Wpatrywałam się w ciemnozielone, zamszowe pledy na łóżku. Dotykałam ich miękkiego materiału. Podobno czekanie wzmaga pożądanie. Wierzyłam, że można czerpać przyjemność z odwlekania zaspokojenia, ale w momencie, gdy coś okazuje się nieodwracalne, ten luksus się kończy. Przepełniały mnie sprzeczne emocje, które zapierały dech w piersiach. Zaczęłam wątpić. Najbardziej w siebie. Bałam się, że nie podołam. Że moje wyobrażenie w zderzeniu z rzeczywistością zniszczy cały bezpieczny filar, którego kurczowo się uchwyciłam. Nie chciałam rozczarować siebie, a najbardziej nie mogłam znieść myśli, że on poczuje się oszukany. Wzbierała we mnie niepewność, jak gdyby grunt osuwał się spod nóg.

Gdy stanął w drzwiach i nasze spojrzenia się spotkały, pierwszy raz na żywo, prawdziwie, wiedziałam, że nie będzie odwrotu. Nie chciałam niczego ani nikogo innego. Przyglądał mi się, stojąc nieruchomo. Wydawał się niepewny. Nie mogłam odgadnąć, co czuje, co sprawia, że nie potrafi zrobić tego jednego, jedynego kroku w moją stronę. Zdradzały go tylko obsydianowe oczy. Czaił się w nich blask i coś nieokreślonego. Jakby dzikość, pierwotność. Rozognienie oraz błądzący, łobuzerski uśmiech. Jego usta były dla mnie niczym księżyc. Widziałam je wielokrotnie na zdjęciach, ale pozostawały tajemnicą utkaną z gry cieni i świateł. Wyciągnęłam rękę w jego kierunku, by dać mu sygnał, że chcę i jestem gotowa. Ujął moją dłoń. Czując pierwszy raz jego dotyk, przymknęłam oczy, skupiając się na doznaniach. Były niczym wybawienie i spełnienie w każdym możliwym calu. Zakazany owoc. Obiekt mojego pożądania i tęsknoty.

Pociągnęłam go delikatnie w swoim kierunku. Nie puścił mojej dłoni. Nawet na moment. Gdy już staliśmy za zamkniętymi drzwiami pokoju, a jego oczy ponownie wpatrywały się intensywnie w moje, omal nie upadłam. Chwycił mnie w ramiona i przytulił. Natarczywie, mocno, ale nie boleśnie. Przepełniony czułością i niedowierzaniem. Gładził moje plecy, kark. Wciągał zapach skóry, włosów. Oddechem łaskotał szyję. Czułam jak napawa się jej zapachem. Mruczał urzeczony i rozpromieniony. Wiedziałam, że lubi mruczeć. Zupełnie nie jak kotek, raczej jak tygrys. Dziki zwierz trzymający w szponach zdobycz, która zresztą chciała w nich być. Jednak dostrzegłam w nim też coś niesamowicie rozczulającego. Szeptał z niedowierzaniem: „Jesteś, naprawdę jesteś…moja mała…”, jakby nie mógł uwierzyć, że istnieję, że jestem prawdziwa, ja, nie żaden wyimaginowany obraz, i że ma mnie całą dla siebie.

Poszedł na chwilę do toalety, a ja usiadłam na skraju łóżka. Coś się we mnie zatrzymało. Nie serce, a coś zupełnie innego, co wprawiało w ruch całe ciało. Poczułam jak moja dusza się roztapia i wycieka, wymyka z trzewi. Zdawało się, że nie wytrzymam natężenia emocji. Drżałam niespokojnie. Chciałam krzyczeć i płakać jednocześnie. Śmiać się i wyć. Czułam bijące od niego ciepło zainteresowania. Wiedziałam, że go pociągam. Było jeszcze coś innego. Już wcześniej doświadczałam pożądania i eksplozji przyjemności. Rzucano mną na łóżko i wtedy wydawało mi się to szczytem spełnienia. Teraz zaznałam czegoś zupełnie nowego. Jakbym trafiła jednocześnie do piekła i do nieba. Wizja potencjalnego chaosu ekscytowała. Bez jego dotyku miałam wrażenie, że słabnie moje poczucie istnienia. Dzięki niemu upewniałam się, że jestem, że jesteśmy…

Gdy wrócił i ponownie na niego spojrzałam… poczułam błogość. Drżałam, dygotałam. Nie mogłam zapanować nad sobą. Oczy zachodziły mgłą i miałam przeczucie, że zaraz zemdleję. Słyszałam bicie swojego serca, dudniło mi w uszach. Pragnęłam go niewyobrażalnie. Nie tylko fizycznie. Chciałam mu pokazać, że jestem tutaj dla niego. Oddana. I cholernie chciałam, by to poczuł. Siedząc, sięgnęłam po dłoń kochanka. Stał nade mną, przyglądał się zaciekawiony. Doskonale wiedział, że uwielbiam jego ręce. Wielokrotnie prosiłam o ich zdjęcie. Zależało mi, aby ujrzeć w oczach mężczyzny zachwyt, pożądanie, czułość, miłość… Ujęłam dłoń i pocałowałam jej wierzch. To był mój akt oddania. Naznaczenie. Patrząc mu w oczy, całowałam opuszki palców. Delikatnie muskałam. Zadrżał. Kciukiem gładził moje usta. Rozchyliłam je i przymknęłam powieki. Ta niewymuszona pieszczota z jego strony sprawiła, że zapragnęłam go natychmiast. Aż bolało. Złapał mnie za brodę, uniósł ją i pociągnął, zmuszając tym samym, abym wstała. Podeszłam niepewnie, czekając na jego ruch. Przyciągnął moją twarz do swojej. Chłonęłam w nozdrza słodki zapach jego przyspieszonego oddechu. Położyłam dłonie odrobinę poniżej ramion kochanka i spojrzeniem prosiłam o pozwolenie. Spoglądał w sposób jednoznaczny. Chciał, niewyobrażalnie. Okazywał to każdym zakamarkiem ciała. I męskości, która uwierała i ocierała się o moje krocze.

– Wiesz, że nie powinniśmy, moja mała. – Jego drżący głos wlał we mnie kolejne pokłady podniecenia. Nasza gra nadal trwała, mimo, że oboje wiedzieliśmy jak się potoczy…

 – Przecież, przecież… oboje tego chcemy… – Zrobiłam słodkie oczy, zatrzepotałam rzęsami i oblizałam mięsiste, nabrzmiałe usta, rozpinając pierwszy guzik jego koszuli. Od zawsze lubiłam to robić. Męskie koszule… W pewnym sensie, to jeden z najbardziej elektryzujących momentów. Sensualny. Niezwykle erotyczny.

– Pozwól mi, proszę… – dodałam, wbijając wzrok intensywnie i natarczywie w jego czarne węgielki. Pozwolił. Przymknął oczy na moment i wypuścił ciężkie powietrze. Nie odrywał już wzroku. Objął w pasie i przycisnął do siebie.

Guzik po guziku. Powoli, by rozkoszować się każdym dotykiem. Spoglądałam niewinnie, ale na tyle zdecydowanie, by się nie zawahał. Prowokowałam. Grałam z nim. Kusiłam. Czułam oddech na twarzy. Miarowy, ale drżący. Ciche pojękiwanie i mruczenie. Chłonął mnie całą, delektował wszystkim, co mu serwowałam. Każdym muśnięciem skóry. Palce przebiegały po szyi. Delikatnie znaczyłam linię prostą od zarostu w dół. Między odpiętymi guzikami, po klatce piersiowej. Czułam ciepło, delikatne włoski łaskotały, skóra się napinała. Tak, chciałam, by drżał.

Odkrywałam powoli to, co dotąd niedostępne. Rozchyliłam koszulę na boki i położyłam na nim dłonie. Chłonęłam zapach jego skóry, muskałam dłońmi delikatny zarost na klatce piersiowej. Przyglądałam się jego oczom. Były ciemne, niczym otchłań. Płonęły ogniem. Czaiła się w nich niecierpliwość. Mieliśmy jednak całą noc. Nigdzie się nie spieszyliśmy. Trzeba się sobą nacieszyć, nasycić. Ustami przywarłam do jego szyi. Odchylił głowę i wplótł palce w moje włosy. Pierwszy pocałunek. Drugi. Trzeci. Pieściłam go, lizałam i smakowałam. Pachniał obłędnie. Męskie perfumy, których marki nie potrafiłam odgadnąć, świeżość i naturalność. Następnie językiem sunęłam w dół. Zbliżyłam się do sutków. Były małe i zaczynały sterczeć pod wpływem pieszczot. Jak długo wytrzyma zanim przygwoździ mnie do ściany?

Powoli zsuwałam koszulę z jego silnych ramion. Błądziłam palcami po ciepłej i napiętej skórze, miarowo schodząc tuż za materiałem. Niemal słyszałam, gdy spadała na podłogę. Jego wzrok stał się dziki i nieokiełznany. Ujął gwałtownie moją twarz i wpił się w usta niczym wygłodniały zwierz. Oboje na to czekaliśmy… Już same pocałunki doprowadzały mnie na skraj orgazmu. Robił to w taki sposób, jakby kochał się ze mną ustami. Jakby wnikał do mojego ciała. W głowie rozszalała wichura, mieszała mi zmysły. Dotyk, zapach, skóra, oddech. Uczestnictwo w czymś zakazanym, sprawiło, że poczułam się dla niego najważniejsza na świecie. Dźwięki nienasycenia, pełne drżenia i westchnień. Unoszące się, elektryzujące pożądanie i gęstość chuci, której nie mieliśmy zamiaru zatrzymać. Dzikość w każdym ruchu, jęki niepewności co nastąpi dalej.… Przygwożdżona do ściany czułam chłód na policzku. Gorące dłonie błądzące po ciele, nieznoszące sprzeciwu i oporu ubrań. Niecierpliwe usta na szyi i przygryzione ucho. Męskość próbująca wydostać się ze spodni i wbić między pośladki. Uniesione nad głowę ręce. Zakleszczona w uścisku. Zamknięta w nim. Bez reszty, bez pytań. Wolna w zniewoleniu. Należąca do niego. Bawił się mną. Drażnił. Ściskał mocno, z zachłannością i wdzięcznością, jakbym była zbiorem doświadczeń, wciąż nierozpakowanych i pełnych obietnic. Wiedziałam, że za moment eksploduję, w głowie huczało tylko jedno.

 – Chcę cię, natychmiast… Błagam… – wydyszałam ledwie słyszalnie przez zaciśnięte i wysuszone gardło. Ocierał się nadal, doprowadzając mnie na skraj.

W końcu usłyszałam dźwięk rozpinanego paska, rozporka, zsuwanie spodni, niespokojny ruch i upadek ciężkich dżinsów gdzieś w oddali. Niespokojne i natarczywe dłonie szukały zagłębienia między udami. Gdy natrafił na wilgoć, usłyszałam tylko warczenie, a zaraz później wtargnął we mnie, rozpychając pulsującą, obolałą i niezaspokojoną dotąd kobiecość. Byliśmy jak wygłodniałe zwierzęta, rzucające się na zdobycz. Dźwięków, które wydawaliśmy z siebie nie można do niczego porównać. Niczym obsesja ogarniająca nasze ciała. Nie mogliśmy jej w żaden sposób wyhamować, okiełznać. Jakbyśmy mieli umrzeć za własne pragnienia, mimo że otrzymaliśmy coś najważniejszego w życiu, coś, na co czekaliśmy i co powoduje, że nic i nikt inny nie istnieje. Zapadłam się w sobie całkowicie. Byłam tylko tym, co czułam, jednym wielkim doznaniem. A on, moim spełnieniem i zatraceniem. W tamtej chwili oddałam mu wszystko. Całą siebie. Kołysaliśmy się miarowo, ale lubieżnie, biorąc i wnikając w siebie coraz mocniej. Nasze ciała pasowały idealnie, jakby stworzone dla siebie. Nie chciałam go wypuścić. Nie pozwoliłam mu wyjść. Pragnęłam, by wsiąknął we mnie. Na zawsze. Okrzyk naszego zatracenia wypełnił pokój po brzegi. Własny orgazm przeżyłam bardziej jak powidoki. Byłam nieskończenie szczęśliwa.

Spędziliśmy całą noc na rozmowach i kochaniu się. Oboje chcieliśmy nasycić się sobą, wykorzystać ten czas do cna. Nie zmarnować nawet sekundy. Bliskość jaka była między nami sprawiła, że nie wyobrażałam sobie, iż można inaczej. Rozmigotana mgiełka jego dotyku, wygłodniałe pocałunki. Czułam jednocześnie ekstazę i przerażenie. Każde muśnięcie mojej skóry powodowało, że pod jej powierzchnią rozsypywały się drobinki kryształów, drażniąc milimetr po milimetrze. Mrowienie sięgało aż po czubek głowy. Zastanawiałam się, jak do tej pory funkcjonowałam, bez tego wszystkiego, co on mi dawał. Patrzył na mnie, a ja na niego. Nie odwracałam głowy, mimo iż nasza intymność zapierała dech w piersiach. Żałowałam tych paru chwil, kiedy nie widziałam jego oczu. Nie chciałam, by te momenty zniknęły w odpływie prysznica, gdy będzie już po wszystkim.

Uczyłam się każdego zakamarka jego ciała, dotykałam, pieściłam. Musiałam zapamiętać. Wdrukować w siebie. On mnie wciąż przytulał i gładził. Opowiadał mi siebie. Słowami odkrywał tajemnice, historię. Miarowość, ciężar i zapisane opowieści, które dosłownie czułam pod palcami. Dotykałam ich sobą. Rezonowały we mnie. Chłonęłam. Zasysałam w całości to, co mi ofiarowywał.

Nie potrafiliśmy przestać. Zachłanni i głodni siebie. Obejmował mnie, powtarzając wciąż „moja mała”. Gładził ciało, błądząc w okolicach brzucha. Zatrzymałam jego dłonie na nim i docisnęłam. Odszukałam oczy i z całą stanowczością powiedziałam, że chcę by to dziecko było jego. Oniemiał na moment, po czym kochał się ze mną namiętnie, z pasją. Osiągaliśmy ekstremum wrażliwości, oddania i czułości. Tańcem zmysłów wnikaliśmy i zatracaliśmy swoje jestestwo. A później przypieczętował moje istnienie słowami:

– Jesteś moja. Na zawsze.

Miał rację. Należałam do niego. Cała. Nie potrzebowałam niczego więcej. Byliśmy dla siebie. Idealnie dopasowani. Odcisnął we mnie swoje piętno. Jego cząstka została na zawsze. Spotkaliśmy się w odpowiednim czasie, jednakże nie w tej przestrzeni. Spletliśmy swoje drogi na przekór wszystkiemu. Nie mogliśmy podążać wspólną, jednak ziarno pozostawiło plon, który rósł pod moim sercem…

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

SheWolf pięknie opisuje głód bliskości i fascynację graniczącą wręcz z obsesją, a jak widać miłości niemożliwe to najwyraźniej jej ulubiony temat. Osobiście wolę skupianie się na budujących intymność drobiazgach, niż na wielkich słowach, niemniej w tym tekście obraz relacji wydaje się przekonujący… Bardzo urokliwe jest zdejmowanie wstydu wraz z ubraniami 🙂

Serdecznie pozdrawiam

A.

Dziękuję Aniu za miłe słowa. Masz racje, tematy trudnej , niemożliwej czy zakazanej miłości są mi niezwykle bliskie. Tutaj miałam właśnie taki zamysł, by było więcej słów, emocji i uczuć bohaterki – jej przeżyć, ale na takiej zasadzie, by czytelnik mógł w miejsca bohaterów umieścić kogoś, kto jest mu szczególnie bliski. Może właśnie zakazana miłość? Albo niespełniona?

Uściski,
SheWolf

I wyszło Ci bardzo dobrze 🙂

Pięknie napisane opowiadanie o niemożliwej miłości i spełnieniu, na przekór realiom. Czytałem z prawdziwą przyjemnością.

Pozdrawiam
M.A.

Megasie,
szalenie mi miło. Dziękuję 🙂

Uściski,
SheWolf

Kolejne dobre opowiadanie, którego lektura sprawiła mi wiele przyjemności.

Oby tak dalej SheWolf!

Napisz komentarz