Odkrywając siebie XIX (Ania)  4.25/5 (24)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 12 minut/-y    

Żródło: Pexels.

Jadąc pociągiem i patrząc na ponure krajobrazy, zastanawiam się, czemu wszystkie moje sny i fantazje są takie niefeministyczne. Czy powinnam się tego wstydzić? Mieć poczucie winy? Nie podnieca mnie myśl o czułym, partnerskim seksie ani o dominowaniu nad mężczyznami. Podnieca mnie poniżenie, uległość, służalczość. Chcę być branką wojenną! Niewolnicą! Posłuszną sekretarką! Dziwką! Co ze mną jest nie tak?!

Przypominam sobie wszystkie wywiady przeprowadzone z kobietami. W nich także przewijał się ten wątek. Nie jestem więc odosobniona. Nie wiem nic o ich poglądach. Może one… może ich fantazje i poglądy były zbieżne. Nie! Niemożliwe!

Jeszcze tego samego dnia pytam Ankę. Jestem zawstydzona swoją śmiałością, swoją bezpośredniością, ale ona rozumie moje wątpliwości. Mój niepokój. Mówi, że jej fantazje są bardziej zróżnicowane. Czasem łagodniejsze. Często jednak bardziej ostre niż moje. Masochistyczne. Też uważa się za feministkę. Też miała problem z tematyką fantazji. W końcu jednak uznała, że seks rządzi się innymi prawami. Dozwolone jest wszystko, na co zgadza się dwoje dorosłych ludzi. No, czasem więcej niż dwoje.

Wierzy, że można stworzyć partnerski związek i uprawiać w nim perwersyjny seks. W życiu nie dominuje nikt, a w łóżku ten, kto lepiej pasuje do tej roli.

Naprawdę? Tak się da? Czy mąż siedzący pod pantoflem żony może nagle zmienić się w dzikiego tygrysa? Czy można łatwo przejść od spojrzenia ciepłego do mrożąco-zimnego? Z partnera stać się władcą? Nie wyobrażam sobie. Wydaje mi się, że mój pan zawsze musiałby być panem, w każdej minucie, przy każdym oddechu.

Choć z drugiej strony z Andrzejem było tak nieziemsko, tak nieoczekiwanie… A przecież on jest miłym facetem. Czułym. Troskliwym. Opiekuńczym. Szczerym. Może jednak?

***

Anka wybrała sex shop usytuowany dosyć ustronnie. Ciągnie mnie teraz do niego niemal na siłę. Serce bije w szaleńczym tempie, ręce się pocą. Stresuję się niemal jak przed egzaminem maturalnym. Rety! Przecież jestem dorosła! Mogę robić, co zechcę! Te sklepy są przecież dla ludzi… również dla kobiet, a nie tylko dla obleśnych facetów. Jestem zła sama na siebie, że reaguję równie emocjonalnie, ale nie potrafię nic z tym zrobić.

Ze spuszczoną głową i zaczerwieniona aż po końcówki włosów przekraczam w końcu próg tego tajemniczego miejsca. Nie rozglądam się. Przyjaciółka ciągnie mnie do pokoiku wypełnionego od podłogi aż po sufit najróżniejszymi zabawkami erotycznymi. Jak wryta staję przed regałem, na którym znajdują się niewyobrażalnie wielkie wibratory. Jak coś takiego miałoby, u licha, się we mnie zmieścić?!

– Czy można paniom w czymś pomóc? – odzywa się przyjemny, kobiecy głos, ale ja nie mam odwagi nawet zerknąć w stronę, z której dochodzi.

– Na razie dziękujemy – spokojnie odmawia Anka. – Szukamy prezentu i najpierw chciałybyśmy się rozejrzeć.

– Oczywiście – ekspedientka wycofuje się, ale nie wychodzi.

Kropelka, oczarowana, bierze kolejno do rąk sztuczne penisy i przygląda im się uważnie. Na wysokości moich oczu stoją duże i jeszcze większe imitacje męskich członków. Żylaste i grube. Cieliste. Różowe. Fioletowe. Większość z nich wygląda dziwnie galaretowato. Odrobinkę wyżej jest trochę wibratorów w wymyślnych kształtach. Różnokolorowe, przypominające kijankę ze zwiniętym ogonkiem. Gładkie i całkiem proste. Delfinki z zagiętymi noskami. Nawet krecik – uśmiecham się – takiego widziałam w internecie. Tylko nie sądziłam, że jest równie duży.

Niżej są metalowe i plastikowe. W kształcie szminki. Z nasadkami imitującymi warzywa. Dostrzegam potencjał. Można by z tego zrobić całkiem niezłą sałatkę albo udekorować blat kuchenny. Sięgasz po ogórka, a tam sztuczny członek.

Wreszcie nieśmiało biorę do ręki żółciutkie maleństwo przypominające mi mój drugi wywiad. Kiedy to było! Co najwyżej dziesięciocentymetrowy walec zwieńczony przekrzywionym do przodu kwiatuszkiem. Ciekawe! Rzeczywiście wygląda zabawnie. Tuż obok stoi mała, różowa raciczka, niebieski ufoludek z dwoma czułkami i czarny króliczek ze strasznie długimi uszkami. Wszystkie są urocze!

Anka jest wyraźnie zainteresowana znacznie większym, eleganckim, purpurowo-złotym wibratorem przypominającym raczej dzieło sztuki niż zabawkę erotyczną. Co prawda opada jej szczęka, gdy zerka na cenę, ale wydaje mi się, że zakochała się w tym wibratorze od pierwszego wejrzenia i nie odpuści. Będzie musiała go mieć. Choćby oznaczało to całe miesiące wyrzeczeń.

Ja do żadnej z zabawek nie czuję nic zbliżonego. Bardziej frapują mnie kulki gejszy. Już sobie wyobrażam, jak wkładam je i wychodzę z domu. Taka mała, perwersyjna tajemnica. Hmm… chyba je sobie kupię!

Wybieram raczej niewielkie. Gładkie. Silikonowe. Mają cielisty kolor i biały sznureczek. Nie są szczególnie ładne, ale obawiam się, że mogę mieć problem z większymi. Metalowe w ogóle nie wchodzą w grę. Muszą też być połączone i łatwe do wyjęcia.

Kierując się do kasy, kątem oka widzę jeszcze jedno pomieszczenie, całe wypełnione płytami DVD z filmami pornograficznymi. Przy wejściu stoi masa pudełeczek z dość tandetnymi przebraniami, trochę świec do masażu i pełno tubek z najprzeróżniejszymi specyfikami.

Płacę, nadal nie podnosząc wzroku na obsługującą mnie kobietę. Anka nie kupuje nic. Jestem pewna, że wróci kiedyś po ten cholernie drogi wibrator. Wychodzimy. Biegiem przechodzimy na drugą stronę ulicy i dopiero za rogiem zwalniamy. Nowy nabytek bezpiecznie drzemiący w torebce rozpala moją wyobraźnię.

– No i jak? Chyba nie było tak źle? – pyta przyjaciółka.

– Nie – szepczę świadoma, że było źle i że dopiero teraz mogę oddychać pełną piersią. – Tylko jak na maturze. – Uśmiecham się szeroko.

– To dobrze, że już po wszystkim. – Śmieje się głośno.

– Dobrze – przyznaję i również wybucham niestosownym rechotem.

Śmiejemy się niczym głupiutkie nastolatki! Ten śmiech jest oczyszczający. Siadamy w spokojnej kawiarence, o tej porze pustej, i omawiamy nasze wrażenia. Nie sądziłam, że ona też była zdenerwowana. Nigdy nie poznałabym po wyrazie jej twarzy. Wyglądała na bardzo spokojną. Pozory mylą. Żałuję tylko, że nie znam swojej najlepszej przyjaciółki na tyle, by wiedzieć takie rzeczy.

– Gabi – jej nieśmiały szept przerywa moje myśli. – Wiesz, od jakiegoś czasu zastanawiam się, jak ci to powiedzieć, ale chyba powinnam…

– Co takiego? – Niepewny ton wzbudza moje zainteresowanie.

– Kojarzysz Martę? Wysoka brunetka. Zawsze opalona. Chodzi z nami na socjologię miasta.

– Tak? – Nie jestem przekonana, że wiem o kogo chodzi.

– Ona pracuje w agencji towarzyskiej. Tu, w Katowicach.

– Co?! – O mało nie spadam z krzesła. Nie żeby dziwiło mnie, że jedna ze studentek dorabia jako prostytutka, ale raczej to, że najwyraźniej wcale tego nie ukrywa.

– No, więc Marta twierdzi, że Grzegorz korzysta z ich agencji… – kontynuuje jeszcze mniej pewnym tonem.

– Po co mi to mówisz? – Dziwię się? Oburzam?

– Gabi, on podobno w ogóle nie spotyka się z żadnymi kobietami. Tylko z dziwkami. I raczej nie ma wśród nich dobrej opinii.

– A co mnie obchodzi opinia jakichś kurewek? – Teraz bez wątpienia się oburzam!

– Proszę, nie denerwuj się! – mówi zrezygnowana. – Zapomnijmy o tym.

Tak! Zapomnijmy! Tak będzie najlepiej! Tylko z jakiegoś powodu nie potrafię od siebie odpędzić myśli o tym, co usłyszałam. Wyobrażam sobie Grzegorza. Klienta żądającego wysokich standardów obsługi… Jak ja chciałabym być na miejscu takiej dziwki! Wykonywać jego rozkazy! Robi mi się gorąco. Wychodzimy. Kłamię, że mam coś do załatwienia i idę na długi spacer. Potrzebuję powietrza. Spokoju. Muszę się opanować.

***

Pada deszcz. Nie wiem, jak długo już moknę, ale zmarznięta odkrywam, że dotarłam pod knajpę, w której pracuje Michał. Wchodzę nieco niepewnie. Zamawiam małą pizzę i piwo. Szkoda, że nie mają grzanego. Siadam w ciemnym kącie i cała trzęsę się z zimna. Ciepły posiłek rozgrzewa, po jedzeniu czuję się dużo lepiej, spokojniej, jakby napełnianie żołądka było lekarstwem na całe zło.

Czy fakt, że Grzegorz woli dziwki od grzecznych dziewczynek jest dla mnie naprawdę szokujący? Przecież sama chcę być jego kurewką! Skąd więc ten posępny nastrój?! Po raz kolejny nie rozumiem własnych reakcji. A może jednak jestem w nim zakochana? Nie… Chyba nie.

Już mam się zbierać, gdy z zaplecza wychodzi grupka mężczyzn. Roześmianych. Rozgadanych. Wśród nich jest też Michał. Nie zauważa mnie. Wychodzę i idę za nimi. Słucham, ale gadają o niczym, a co gorsza, nic nie wskazuje na to, żeby mieli się rozdzielić. Mijam ich więc boczną uliczką. Przebiegam szybko, żeby zaraz zawrócić i wyjść im naprzeciw. Tym razem dostrzega mnie od razu. Na jego twarzy pojawia się promienny uśmiech. Przeprasza kolegów i podchodzi, żeby się przywitać.

– Nie masz parasola? – pyta z lekką przyganą w głosie.

– Nie.

On też nie ma. Ma jedynie brązową kurtkę z kapturem. Zdejmuje ją i otula mnie. Teraz sam moknie w strugach deszczu. Pięknie mu w mokrych włosach i z gęsią skórką. Jego T-shirt szybko robi się wilgotny. Stoimy. Idiotycznie stoimy pośrodku ulicy. Jego kumple już sobie poszli.

– Mieszkam niedaleko – mówi w końcu. – Chodźmy.

Nie ruszam się. Po co miałabym do niego iść? Do jego ciepłego domu, gdzie czeka matka z kolacją, gdzie przywita nas pies, gdzie ma paprotkę na parapecie. Kręcę głową. Nie chcę. On jednak jest stanowczy. Bierze mnie pod ramię i rusza przed siebie. Czuję ostre szarpnięcie. Mam ochotę się wyrwać, ale nie robię tego. Idę. Posłusznie. Ulegle.

Wchodzimy do starej, obdrapanej kamienicy. Na drugie piętro. Przekraczamy tamę potężnych drzwi i przemykamy ciemnym korytarzem do jego pokoju. Zostawia mnie na chwilę samą.

Pokój jest przestronny. Pod oknem stoi wielkie biurko zawalone różnymi papierami. Przy nim fotel na kółkach. Kilka regałów z książkami i bibelotami. Niezaścielony tapczan z kłębiącą się pościelą z kory w niebiesko-granatową kratę. Wielka szafa. Pod stopami ciemne panele udające stare, dębowe deski. Brzydki, PRL-owski żyrandol.

Kiedy wraca, wyjmuje z szafy suche ubranie. Dla mnie i dla siebie. Patrzę jak zdejmuje przemoczony T-shirt. Podnosi ręce do góry. Najpierw ukazuje płaski brzuch ze ścieżką ciemnych włosków biegnącą ku pępkowi. Później idealnie wyrzeźbioną klatkę piersiową. Smukłą. Szczupłą. Wypracowaną. Przyjemny widok. Nie krępując się, zrzuca z siebie dżinsy. Staje przede mną ubrany jedynie w czarne slipki z szeroką gumką. Kiedy, u licha, zdążył zdjąć skarpetki?

Najpierw zakłada czarne sztruksy, a następnie bordową koszulkę. Z włosów nadal kapią kropelki wody. Uśmiech jest lekki. Może odrobinę zadziorny. Oczy błyszczące.

– Nie przebierzesz się, Gabi? – pyta pogodnie. Kręcę głową. – Ja mam to zrobić? – Podchodzi niebezpiecznie blisko. – Nie chcę, żebyś się przeziębiła.

Nie wątpię. Jest taki słodki, kiedy klęka przede mną i zdejmuje ze stóp mokre skarpetki. Wiesza je na kaloryferze. Potem, patrząc mi prosto w oczy, rozpina moje spodnie i zsuwa je ostrożnie. Również rozwiesza.

Mam na sobie czarne figi. Lubię je. Uważam, że są seksowne a przy okazji wygodne. To miękka, elastyczna koronka. Coś mi mówi, że Michałowi również się podobają.

Nadal klęcząc, zdejmuje ze mnie sweterek i bluzkę. Pod spodem mam stanik, również czarny, choć nie od kompletu. Usztywniany. Nieprzeźroczysty. Z maleńką kokardką i błyskotką pośrodku. Michał patrzy oczarowany. Zimno mi. Mam gęsią skórkę i trochę się trzęsę.

Zakłada na mnie bardzo długi, szary T-shirt i gruby sweter. Tak lepiej! Zdecydowanie lepiej. Znów klęka. Wkłada niecierpliwe dłonie pod ubranie. Są takie gorące! Gładzi mnie nimi. Mocno ściska. Trochę boli. Trochę łaskocze. Nie protestuję. Pozwalam mu. Zamykam oczy. Michał przygląda się uważnie spod zmierzwionych włosów.

Wsuwa głowę pod sweter. Przytula ją do mojego brzucha. Kąsa go i całuje. Łapczywie. Namiętnie. Zębami chwyta majtki. Najpierw z prawej strony, potem z lewej. Ciągnie w dół. Popycha mnie lekko w stronę tapczanu. Siadam.

Obdarza moją muszelkę delikatnymi pocałunkami. Nieznacznymi muśnięciami języka. Kładę się. Rozluźniam. Przyjmuję pieszczoty. Miłe, choć niezbyt erotyczne. Nie jestem gotowa. Wszystko tam jest małe i blade. Wystraszone. Suche. On jednak wykazuje się cierpliwością. Jego język wiruje. Błądzi. Biega. Prześlizguje się. W końcu ciało reaguje. Czuję, jak moje wargi robią się pulchne. Nabiegają krwią. Uwrażliwiają się.

To prawdziwy cud! Teraz każdy dotyk odbieram całą sobą. Wiję się i kręcę. Przyjemność we mnie dojrzewa. Podrywa do lotu. Jestem niczym motyl na wietrze. Niczym ważka. Delikatna. Nietrwała.

Naglę dopada mnie pragnienie. Pragnę go! Chcę czuć go mocno i głęboko! Odsuwam twarz Michała od mojej myszki. W jego oczach widzę konsternację. Nie pozwalam mu jednak wypowiedzieć pytania. Całuję. Gorąco. Smakuje mną. Moją kobiecością. Moją wilgocią. Moim pragnieniem. To słodki, trochę mdły smak.

Moje dłonie odkrywają plecy Michała. Mięśnie naprężające się przy każdym ruchu. Przejeżdżam opuszkami. Przejeżdżam paznokciami. Jęczy. Z bólu? Z pożądania? Z przyjemności? Jedną ręką sprawdzam jego gotowość.

– Masz gumki? – mruczę zalotnie, z zadowoleniem stwierdziwszy, że jego męskość sterczy w pełnej erekcji, gotowa do miłosnej potyczki.

– Jesteś pewna? – pyta chrapliwie.

Jeszcze jak! W odpowiedzi przygryzam płatek jego ucha. Oswobadza się z moich objęć. Zrzuca koszulkę i gdzieś zza książek wyjmuje kondom. Rzuca go na łóżko. Zdziera ze mnie ubranie. Rozpina stanik. Zdejmuje go. Łapczywie przysysa się do piersi. Chwyta je w dłonie. Całuje. Zasysa naprężone sutki. Jest bosko!

– Na pewno? – Znów to idiotyczne pytanie!

Gdyby mnie teraz zostawił taka napaloną, chyba bym go zabiła! Posunęliśmy się zdecydowanie za daleko, by teraz przestać!

– Tak – szepczę. – Pragnę cię.

Nie odrywając ode mnie swoich mięsistych ust, rozpina rozporek, zsuwa slipki i ubiera przyjaciela. Musi mieć niezłą wprawę, skoro potrafi zrobić to po omacku! Wydaję z siebie przeciągły pisk, gdy wchodzi we mnie. Dopycha do końca i nieruchomieje. Czeka aż dam mu znak. Daję, a on leniwie wychodzi. Niemal całkiem. Znów wtłacza się we mnie i znów wychodzi.

Popycham go w stronę chłodnej podłogi. Oplata mnie rękami i, nie pozwalając, by jego penis wypadł z mojej szparki, kładzie się na plecach. Układam się na nim wygodnie. Moszczę. Biorę głęboki wdech i zaczynam jazdę. Powoli. Ospale. Jak żółw ociężale. Ruszyła maszyna po szynach. I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej. I prędzej.

Z trudem łapię oddech. Opieram dłonie o klatkę piersiową Michała. Unoszę się i opadam jak szalona. W całkowitym zapomnieniu. Jakby jego tu wcale nie było. Tylko ja i jego penis. Zabawka. Różdżka przyjemności.

Na chwilę opamiętuję się. Pochylam. Całuję go w usta. Czy on to czuje? Czy wie, że jest tylko narzędziem? Przedmiotem.

– Lubisz tak? – mój głos jest urywany i cichy. Pytam tylko dlatego, że chcę go słyszeć. Chcę, by do mnie mówił, przypominając o swoim istnieniu.

– Tak – jęczy.

– Bardzo?

– Tak.

– Jak bardzo?

– Najbardziej na świecie! – Jemu mówienie też sprawia wiele kłopotu. Hmm… to chyba dobrze.

Zamykam oczy, zatapiając się w swoich doznaniach. Łapie moje biodra. Mocno. Zdecydowanie zbyt mocno. Próbuje nadawać mi rytm. Jestem nieposłuszna. Robię to po swojemu. Chwytam jego dłonie i zdecydowanym gestem przenoszę na moje kołyszące się piersi. Wykonuje mój niemy rozkaz. Ugniata. Kciukami trąca sutki.

Dyszę. Jęczę. Nabijam się. Wznoszę i opadam. Szybko. Bardzo szybko. Jakby od tego zależało moje życie. On patrzy w zachwycie i zaciska wargi. Jego oczy są zamglone. Nieobecne. Już wiem, że jest w innym wymiarze, że już zaraz, za chwilę eksploduje. Jego penis pęcznieje. Drga. Pulsuje.

Wbijam paznokcie w delikatną skórę. Zataczam biodrami. Ocieram się. Chcę zdążyć przed nim. To jest wyścig! Ja albo on. Ktoś musi być pierwszy. Wygrać. Nabijam się na jego pal z prawdziwą furią. Ze złością. To ma być moja przyjemność! Nie jego! I nagle czuję to! Zalewa mnie fala rozkoszy. Zwalniam. Przestaję. Zamieram. Opadam.

On natarczywie rzuca biodrami. Jak byk na rodeo. Przytulając mnie przy tym mocno. Wytryska. Ale tym razem ja wygrałam! Pierwsza dobiegłam do mety! Nikt mi tego nie odbierze. Własnymi siłami. Wszystko zawdzięczam sobie. Taka samodzielna i silna. Dzika. Nieujarzmiona.

Słyszę, jak bije jego serce. W szalonym tempie. Wyrywa się z piersi. Oddech nadal ma niespokojny. Urywany. Płytki. Jest taki bezbronny. Gorący. Spocony. A przecież tylko leżał. To ja odwaliłam całą robotę! Zsuwam się z niego i kładę obok na podłodze. Jest mi błogo.

***

Nie wiem czemu, ale pytam go, czy nigdy nie myślał o poczekaniu z seksem na tę jedną, jedyną kobietę. Dziwne pytanie. Szczególnie, że sama nigdy nie myślałam o czekaniu na księcia z bajki. A może brat Kropelki miał nim być? Nie! To było szczeniackie zauroczenie.

– Byłabyś rozczarowana – odpowiada po chwili zastanowienia. – Gdybyś poznała mnie jako prawiczka, byłabyś bardzo rozczarowana.

A ja myślałam, że mężczyźni mają seks we krwi, że robią to instynktownie. Wyprowadza mnie z błędu. Mają we krwi samozaspokojenie. Własną przyjemność. Dawania rozkoszy kobiecie muszą się nauczyć.

Czy uczenie się wspólnie nie mogłoby być przyjemne? Błądzenie. Szukanie. Odkrywanie nieznanych lądów. Czy miłość sprawia, że seks jest inny? Jest czymś więcej? Czy potrafiłby odpowiedzieć na te pytania? Nie zadam ich. Na pewno ich nie zadam. Nie teraz. Nie w takiej sytuacji.

***

Nie chcę zabierać ubrań Michała. Wracam we własnych, nadal mokrych. Odprowadza mnie na dworzec. Pożycza parasol. Jest nieco niezręcznie. Nie planowałam seksu. Po prostu jakoś tak wyszło. Potrzebowałam spełnienia.

Mając poczucie winy, zgadzam się na następne spotkanie. Proszę jednak, by dał mi czas. Zobaczymy się dopiero za tydzień. Chciałby wcześniej. Upieram się, że to niemożliwe.

Chyba boi się mojego nagłego chłodu. Sztywnej maski jaką przybieram. Dystansu. Cóż, taka już jestem. Zimna! Nieczuła! Spełniłeś swoją rolę jako wibrator, więc teraz daj mi spokój.

Wysiadając z pociągu, dzwonię do Michała. Przepraszam. Nie rozumie. W zasadzie nie dziwię się. Ciepło. Zimno. Robię mu niezłą huśtawkę. Szkoda, że tak dzielnie znosi moje humory. A może wcale nie? Może tylko nie okazuje cierpienia? Pytam, czy trudno ze mną wytrzymać.

– Trudno, ale wspaniale – odpowiada. – Czasem warto cierpieć niewygody.

Niewygody? Moje zmienne nastroje są niewygodami? Mój brak zdecydowania jest niewygodą? Moje skrupuły? A niech to! Chcę go trochę zdenerwować. Pytam, czy znał jakąś dziewczynę Grzegorza. Nie, nie znał. Grzegorz nikomu z rodziny żadnej nie przedstawiał. Jego siostra podejrzewa nawet, że Grzegorz jest gejem. Michał nie chciał mi tego mówić, bo bał się, że źle to odbiorę. Gejem?! Wiem, że nie jest gejem!

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Scenę erotyczną odbieram jako kobiecą kalkę męskiego zachowania. Na skalkowanym obrazie różni się tylko geometria genitaliów kopulanta górnego i dolnego. ;-P

Cóż… bo może różnimy się tylko genitaliami? 😵

To już pytanie do prawdziwych naukowców, ale podejrzewam, że nauka nadal niewiele wie na temat różnic i nawet wypowiedź największych dzisiejszych autorytetów z perspektywy – powiedzmy – stu lat wyda się następnym pokoleniom równie trafna jak teoria płaskiej ziemi 🙂

Mówiłam to sto razy, powiem sto setny 😝

Różnice w ramach jednej płci są większe niż statystyczne różnice między płciami. Statystycznie mężczyźni są wyżsi niż kobiety, ale da się znaleźć taką parę kobieta-mężczyzna, w której to mężczyzna jest niższy. Statystycznie kobiety mają więcej tkanki tłuszczowej, ale nietrudno znaleźć mężczyznę grubszego od kobiety. To samo dotyczy orientacji w przestrzeni, myślenia abstrakcyjnego, empatii, posługiwania się językiem i każdej innej cechy bądź umiejętności. Po prostu każdy człowiek jest inny.

Sto setny to dziesięciotysięczny chyba. Masz pamięć! Lecz mnie chyba nie mówiłaś powyższego ani razu. Tak mi się zdaje. Ale ja mam słabą pamięć w przeciwieństwie do feministek, które pamiętają grzechy męskie z paru tysięcy lat albo i z dłuższego okresu.
Uśmiechy,
Karel Godla

Pamiętać męskie grzechy z paru tysięcy lat to jedno, wypominać je konkretym mężczyznom to drugie…

To znaczy, że awansowałem na grzesznika? Co mi grozi? Mam się bać?
Faceci mają dzisiaj przekichane. A jeszcze wczoraj było pogodnie i facet z optymizmem patrzył na kobiece krągłości ;-P
Uśmiechy,
Karel Godla

Nie, nie odpowiadasz z automatu za grzechy swoich przodków. Zresztą w utrwalaniu krzywdzącego dla kobiet systemu i przekonań olbrzymią rolę odgrywają same kobiety. A na kobiece krągłości jak najbardziej można patrzeć, byle nie przesadnie nachalnie… no, w niektórych sytuacjach można nawet nachalnie 😉

Od-uśmiechy

A.

Uff, jaka ulga. I nawet w niektórych sytuacjach nachalnie mi wolno 🙂 Dzięki, o Pani.

A wracając do początku naszej rozmowy, skalkowana scena mi się podobała, aczkolwiek nie pasowała do bohaterki, która tak ładnie potrafi powiedzieć: przepraszam.

Kobieta zmienną jest 😉

Chyba masz rację. To i zaleta i wada (ogromna), Aniu. Przykładowa zmienność: z makijażem i bez. To po prostu dwulicowość. Jak tu zaufać komuś dwulicowemu?
🙂

Żeby to tylko dwa lica były… 🤣🤣🤣

No widzę, że moje żarty nie skłaniają Cię do dłuższych wypowiedzi… Szkoda. Moja wina.
Uśmiechy
Karel Gofla

Chyba nie chcesz, Karelu, rozmawiać o makijażu, dzięki maseczkom ograniczonym obecnie do malowania oczu 😝

Albo o tym, że sam pewnie czasem występujesz pod krawatem, a czasem chodzisz w powyciąganym swetrze. Nie tylko makijaż wiele zmienia. Fryzura, kolor włosów, regulacja brwi…

Każdy miewa nastroje, humory, zmienia czasem poglądy albo przynajmniej punkt widzenia. A i istnieją tacy, którzy kwestionują istnienie czegoś takiego jak „osobowość”. Czyli w zasadzie wszyscy jesteśmy wielolicowi, gdy spojrzeć na to szerzej…

Serdecznie pozdrawiam

A.

Aniu,
Makijaż – fascynujący temat! Ale nie dla mnie. Wolę kobiety saute, czyli leciutko podsmażone w tłuszczu, absolutnie bez panierki.
Miałem ciągnąć rozmowę dalej, ale wypominasz mi mój brudny, podarty, powyciągany sweter. No, masz rację. Nawet jeśli całymi dniami nikt mnie nie widuje, garniturek i krawacik powinny być w użyciu. Wezmę to do serca jak pandemonium się skończy. Teraz nie mam głowy do takich aberracji.
Twój wielolicowy Karel Godla z uśmiechem

Wolę rozciągnięte swetry niż krawaty… ale raczej w miarę czyste 😝

Mam w planie uprać, aby spełnić Twój kaprys, Aniu. Niech tylko pandemia się skończy ;-P

A jak potrwa trzy lata? 😉

Jak pandemia potrwa trzy lata to nie będzie komu nosić czystych, powyciąganych i dziurawych swetrów 🙁

Rozmnażanie płciowe ma tę zaletę, że jako gatunek jesteśmy bardzo różnorodni genetycznie i każdą zarazę ktoś przeżyje 😝

Myślałem o sobie jedynie a nie o tym wspaniałym gatunku, który nadal ma szansę przetrwać, choć jestem pełen pesymizmu 🙁

Karelu, to rosyjska ruletka, nie wiadomo na kogo padnie – może będziesz miał szczęście. Trzymam kciuki, bo drugiego takiego korektora nie znajdę 😊

Dzięki, Aniu. Matematycznie model przetrwania pandemii i model r.r. są jednak mocno różne – a na dodatek model dla pandemii jeszcze się będzie zmieniał, być może.
Uśmiechy,
Karel Godla

R.r.?

No, tak. wieczorem umył nie tylko feministki jest zmęczony i nie kojarzy prostych skrótów. Przeczytaj swój przedostani komentarz, Aniu, i znajdż w nim dwa słowa obok siebie, które zaczynają się na “r”. Te właśnie słowa pozwoliłem sobie skrócić w ten zagadkowy dla Ciebie sposób.Uśmiechy i miłego tygodnia roboczego
Karel Godla

Miłego t.r. 🤣🤣🤣

Ewidentnie umysł feministki wypoczął. Kuma czaczę, czy jak to się mówi. ;-P
Dziękuję, Aniu
Zdrowego dnia wszystkim Czytelnikom i Autorom NE

Zdrowego, Karelu, nie tylko dnia 🙃

Dziękuję, Aniu 🙂

Bardzo fajnie podajesz rytm opowieści, a już szczególnie gdy robi się gorąco. Nie znam poprzednich części więc trudno mi coś więcej powiedzieć, zwłaszcza że wiem jeszcze, o co chodzi w całej historii, ale bardzo mi się spodobał Twój styl i chętnie przeczytam resztę, tym razem od początku 🙂

P.S. To mój pierwszy komentarz i pierwsze przeczytane opowiadanie, więc cześć wszyscy :]

Serdecznie witamy, rozgość się 🙃

Cześć, Pea!

Witaj w naszym zakątku! Rozgość się i czytaj, czytaj, czytaj!

Mam nadzieję, że NE dostarczy Ci jeszcze wielu godzin prawdziwie rozkosznej lektury.

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz